a mój przemocowiec sam postanowił odejść

01.10.12, 17:17
Tak włączając się do dyskusji o przemocowcach, moje doświadczenie.
Mój mąż spełnia cechy przemocowca z opisów tutaj. Ostatnio odpuściłam, czyli zrobiłam to co radzicie, zaczęłam żyć własnym życiem, nie przejmować się tym, że po raz kolejny się obraził. Uprzedziłam, że swoje zachowanie dostosuję do jego. On się nie odzywał, ja zachowywałam się normalnie, ale bez nadskakiwania, jak by to było wcześniej. On mnie za coś krytykował, wjeżdżał na poczucie wartości albo winy, czasem spojrzałam czasem nawet nie, czasem westchnęłam takim westchnieniem sugerującym "nudne to" i tyle.
Właśnie dostałam maila (a pisząc go był w pokoju obok), że odchodzi bo jestem egoistyczną zimną rybą i działam na niego destrukcyjnie, chociaż tego nie widać, bo on uczucia ukrywa, jak to robił też jako dziecko.
Wyprowadzi się jak sobie wszystko ułoży, tj. nabędzie i urządzi mieszkanie, łaskawie zostawi mi samochód, za który zapłaciłam 4/5 jego ceny, dzieckiem (1,5 roku) mamy się podzielić tak jak teraz, tj. będziemy ustalać grafik, kto danego dnia się nią zajmuje (też jak się już wyprowadzi) - czyli podporządkujemy ten grafik do jego zajęć, ew. uwzględnimy moje, których przeskoczyć nie można.
Rozmowa na temat ratowania małżeństwa - on na terapię nie pójdzie, to jemu nie potrzebne i nie pomoże. Jego zarzut to, że ja zawsze jestem obojętna i nie wykazuję inicjatywy. On oczywiście zawsze jest czuły, kochający itp. Zatem pytam, czy przez tą czułość i inicjatywę rozumie też coś takiego np. jak robił, zaraz po urodzeniu małej, gdy drażnił mnie tekstami o tym, że nie karmię piersią, takimi pół żartem pół serio, sugerującymi, że wyrodną matką jestem, dziecku krzywdę robię, np. "mama woli laktator niż dać jeść ...." "mama nie chce by .... była zdrowa i nie bolał ją brzuszek" itp. Ja płakałam, prosiłam by przestał, a ten się jeszcze nakręcał, a na koniec obrażał, że na żartach się nie znam. Bo inicjatywą to rzeczywiście było, ale tak przy okazji nie było czułością, a raczej właśnie obojętnością i lekceważeniem moich uczuć i próśb. Oczywiście nic takiego nie było, on nie pamięta. A poza tym skoro ja mam takie podejście, to on nie widzi szans na ratowanie tego związku, tylko dziecka szkoda.
I w zasadzie nie wiem co robić. Czy cieszyć się, że dał mi sam okazję do ucieczki z tego układu, w którym bym żyła pewnie jeszcze lata, nie będąc w stanie podjąć decyzji, z uwagi na jego inne "zalety" i dziecko czy płakać, że taką idiotką byłam, że z kimś takim zmarnowałam tyle lat i jeszcze trochę finansowo - zawodowo mnie przy okazji załatwił.
    • brak.polskich.liter Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 17:58
      Bym sie nie cieszyla przedwczesnie.
      Takie sadystyczne kootafony nie odpuszczaja tak latwo.
      IMO facet probuje cos ugrac - moze liczy na to, ze bedziesz go blagala, zeby "dla dobra dziecka" (rzyg) ratowal malzenstwo, moze ta zagrywka to taki balonik probny i test, jak bardzo ma Cie w garsci, a moze chce Ci "tylko" popsuc nastroj. Cokolwiek to jest, im szybciej sie od tego odetniesz, tym lepiej.

      Tylko szykuj sie na bitwe - IMO jazda bez trzymanki dopiero sie zacznie.
      • marianka_marianka Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 18:05
        brak.polskich.liter napisała:
        Bym sie nie cieszyla przedwczesnie.


        To samo chciałam napisać.
        Jeszcze nie odszedł, tylko o tym mówi a to zasadnicza różnica.
        Rób swoje, a on niech się żali.
      • aloiw1985 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 23:26
        podpisuje sie pod tym dwiema rekami, chce zbadac grunt, bo pewnie zauwazyl ze nie jest tak jak zawsze, ze inna jestes
      • aloiw1985 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 23:34
        podpisuje się pod tym dwiema rekami, chce zbadać grunt, bo pewnie zauważył ze nie jest tak jak zawsze, ze inna jesteś
    • woda_woda Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 18:01
      > Wyprowadzi się jak sobie wszystko ułoży

      Szantażuje cię :)

      Czeka, żebyś zaczęła go błagać, aby został.
      • sebalda Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 20:19
        Jestem przekonana, że to straszak. On myśli, że się wystraszysz. Umieram z ciekawości, jak to się dalej potoczy. Z Twojej wypowiedzi mniemam, że jego groźba nie zadziała, jesteś mądrą dziewczyną, co on zrobi, jak się zorientuje, że mu nie wyszło?
        Napiszesz nam? Proszę:)
    • wispar1 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 20:17
      Przecież on nic nie postanowił. Jedynie zmienia metody pogrywania z Tobą :)
      Gdy się wyprowadzi faktycznie, to możesz mówić o odejściu. Teraz jedynie usiłuje wbić Cię w poczucie winy, licząc, że zaczniesz go prosić by został. A wtedy znowu on będzie górą.

      Wyprowadzka "jak sobie wszystko ułoży, tj. nabędzie i urządzi mieszkanie(..) dzieckiem mamy się podzielić tak jak teraz, tj. będziemy ustalać grafik, kto danego nia się nią zajmuje (też jak się już wyprowadzi)...." to tylko obiecanki cacanki. Bardziej realne jest, że pan się nie da z domu wyprosić i powód do tego znajdzie:) A jak się nie ugniesz, to będzie próbował przynajmniej Cię z majątku okraść a następnie oleje dziecko. Takie są Twoje realia, więc na razie nie ciesz się przedwcześnie, że masz go z głowy :) Niemniej gratulacje, że dałaś radę wytrwać w swojej zmianie i tego się nadal trzymaj!
    • azcza78 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 20:38
      Wygląda jakby się do tego jednak przygotowywał. Mówił, że był w banku pytać o kredyt i nawet znalazł jakieś dwa mieszkania do kupienia. Ale może rzeczywiście to tylko groźba?
      Choć zwykle mnie w ten sposób nie straszył.
      Na razie się nadal nie odzywa, chyba że pytany, a i wtedy to odpowiedź dostaję dopiero za 3-4 razem i jest warczenie albo taki poirytowany ton w stylu "co ta idiotka znowu chce" albo "ile razy mam tej idiotce to tłumaczyć". Czyli standard.

      Zaraz po dostaniu tego maila o odjeściu oczywiście płakałam i byłam przerażona tym, że zostanę sama i chciałam rozmawiać o tym, żeby spróbować się dogadać. Że płakałam widział.
      Samą jednak rozmowę zaczął on, od właśnie informacji o tym, że kupi mieszkanie i jak widzi opiekę nad dzieckiem. Potem coś zaczął o naprawianiu. Ja obstawałam przy terapii, on na nie. Mam wrażenie, że to, że nie przepraszałam i nie obiecywałam zmiany zachowania i nie prosiłam o jeszcze jedną szansę, go zdenerwowało, bo jak wychodził, to zagroził, że chyba jednak nie uda nam się dogadać i oczywiście wszedł na poczucie winy, że dziecka szkoda z insynuacją, że to ja swoją postawą je krzywdzę.

      Miałam okazję porozmawiać dzisiaj z jego kuzynką. I tak jakoś wyszło, że ona zażartowała, że cechą rodziną u męża jest obrażanie się. Podpytałam. Mówiła, że jego wujek, a jej ojciec, był też taki obrażalski, i było to po ich dziadku. I że potrafił nawet na nią jak była dzieckiem obrażać się na całe tygodnie. Użyła sformułowania psychopata. I że się wywyższał, zawsze musiał mieć rację. Wiem, że męża mama uważa, że ma on podobny charakter do tego wujka.
      • woda_woda Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 20:43
        azcza78 napisał(a):

        > Mówił, że był w banku pytać o k
        > redyt i nawet znalazł jakieś dwa mieszkania do kupienia.

        Powiedz mu: "świetnie, to kiedy kupujesz?" :)
        • aqua48 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 20:47
          Wejść do banku i pytać o kredyt każdy może, każdy też może umówić się oglądać mieszkania do sprzedaży. Nawet ktoś kto nie ma zamiaru niczego kupować, a choćby dysponuje wolnym czasem.
          • miacasa Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 21:10
            A ten kredyt to wspólny będzie?

            Też nie wierzę, że tak gładko pójdzie, no chyba, że przekażesz go w jakieś dobre ręce.
      • triss_merigold6 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 09:48
        Nie ciesz się przedwcześnie, na razie facet Cię wkręca i czeka na Twoją reakcję.
    • meluzyna102 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 21:19
      Zaproponuj rozdzielność majątkową w związku z kredytem, żeby potem nie było problemu. On mieszkania nie kupi, ale może zgodzi się na rozdzielność z nadzieją, że pękniesz ze strachu. Dzięki czemu jeśli będziecie się rozwodzili, problem podziału majątku będziesz już miała z głowy.
      • velluto Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 22:20
        meluzyna102 napisała:

        > Zaproponuj rozdzielność majątkową w związku z kredytem, żeby potem nie było pro
        > blemu. On mieszkania nie kupi, ale może zgodzi się na rozdzielność z nadzieją,
        > że pękniesz ze strachu. Dzięki czemu jeśli będziecie się rozwodzili, problem po
        > działu majątku będziesz już miała z głowy.

        A co wspólnego ma rozdzielność majątkowa z podziałem majątku?
    • azcza78 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 22:21
      Rozdzielności nie mamy, zatem kredytu beze mnie nie dostanie. A ja nie zamierzam go z nim brać. Zrobienie rozdzielności mieliśmy w planach, ale jakoś tak nie było okazji.

      W tym zakresie zresztą moja sytuacja na szczęście nie jest zła. Małżeństwem jesteśmy dopiero 3 m-ce zatem majątku wspólnego nie ma, a mieszkamy w moim mieszkaniu. Swoją drogą po cholerę on się ze mną żenił, skoro tak źle mu z tą moją obojętnością i egoizmem od tak dawna było.
      • xika_da_selva Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 22:30
        Zapewne ozenil sie z Toba z tego samego powodu, z ktorego Ty za niego wyszlas.

        azcza78 napisał(a):
        Swoją drogą po cholerę on się ze mną żenił, skoro tak źle mu z tą moją obo
        > jętnością i egoizmem od tak dawna było.
      • brak.polskich.liter Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 22:33
        azcza78 napisał(a):

        > W tym zakresie zresztą moja sytuacja na szczęście nie jest zła. Małżeństwem jesteśmy
        > dopiero 3 m-ce zatem majątku wspólnego nie ma, a mieszkamy w moim mieszkaniu.
        > Swoją drogą po cholerę on się ze mną żenił, skoro tak źle mu z tą moją obojętnością i
        > egoizmem od tak dawna było.

        Wiesz co, zbieram szczeke z podlogi.
        O ile dobrze zrozumialam, slub byl 3 miechy temu, zas dziecko ma poltora roku, tak? Nie ogarniam, jak po takich akcjach:

        "zaraz po urodzeniu małej, gdy drażnił mnie tekstami o tym, że nie karmię piersią, takimi pół żartem pół serio, sugerującymi, że wyrodną matką jestem, dziecku krzywdę robię, np. "mama woli laktator niż dać jeść ...." "mama nie chce by .... była zdrowa i nie bolał ją brzuszek" itp. Ja płakałam, prosiłam by przestał, a ten się jeszcze nakręcał, a na koniec obrażał, że na żartach się nie znam."

        wyszlas za typa.
        No nie ogarniam.
        • xika_da_selva Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 22:38
          brak.polskich.liter napisała:


          > wyszlas za typa.
          > No nie ogarniam

          I jeszcze sie zastanawia, dlaczego on sie z nia ozenil. I potem na mnie warcza, kiedy pisze, ze wina jest po obu stronach... Nie ma ofiar, sa tylko ochotnicy...
          • brak.polskich.liter Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 23:01
            Nie, tu nie chodzi o wine - wine za zachowania przemocowe ponosi ich sprawca i to jest dla mnie niedyskutowalne.

            Mnie autentycznie zaintrygowalo, co sprawilo, ze laska bedaca w calkiem niezlej, na tle wielu forumowych przypadkow, sytuacji - wlasne lokum, chociazby; majaca na stanie male dziecko, dobrowolnie wlazla w kanal pt "malzenstwo z przemocowcem". Gosciem, o ktorym juz wtedy wiedziala na 100%, ze przemocowcem byl, gdyz albowiem raczyl sobie po niej jezdzic, jak po lysej kobyle, pare miechow wczesniej.
            I co - lekka stopka w malzenstwo z kims, kto poniza, dreczy, podkopuje poczucie wlasnej wartosci?
            I uczynie wszystko, zeby malzenstwo bylo zgodne, trwale i szczesliwe?
            Po takich jazdach?

            O ja pie....
            • garibaldia Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 23:04
              oj tam, pewnie już rok wcześniej była zarezerwowana sala na wesele i szkoda było zrezygnować :D
          • squirrel9 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 23:12
            No bo mylisz się, pisząc, że wina leży po odydwu stronach. Ona ponosi odpowiedzialność i zbiera konsekewncje braku poczucia własnej wartości, ale nie jest winna temu, że ktoś ją lekceważy i emocjonalnie szatażuje.
            Znam sporo osób z małym poczuciem własnej wartości, które nie są przez współmałżonka/kę ani szantażowane ani lekceważone. Wręcz przeciwnie, często druga strona wspiera i pomaga.
      • squirrel9 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 01.10.12, 23:36
        Jak już wszystkie dziewczyny napisały, jest to kolejny sposób na wykazanie ci, ze to ty jesteś odpowiedzialna za to jaki on jest. Taka już cecha przemocowca, że on zawsze byłby inny gdyby inni byli inni.
        Jeśli nie zrobisz nic teraz, to będzie wyłącznie gorzej. Chcesz tak żyć?
        Na twoim miejscu spokojnie dałabym mu najwyżej tydzień - wyprowadza się lub idzie na terapie. Na kartce wypisz jakich zachowań absolutnie sobie nie życzysz i na nie się nie zgadzasz i za co on ponosi odpoqwiedzialność. Po tygodniu bez decyzji rzeczy za drzwi i wymieniasz zamki. Albo on coś zmieni albo zaczynaj życie od nowa.
      • meluzyna102 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 08:18
        Można dziś brać kredyt bez wiedzy współmałżonka- o ile tylko ma się zdolność kredytową.
        Rozdzielność załatwia się podczas jednej wizyty u notariusza (poprzedzonej dostarczeniem odpowiednich dokumentów). Radziłabym ją jednak przeprowadzić...
        • triss_merigold6 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 10:32
          Można do określonej kwoty chyba?
          • meluzyna102 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 10:42
            Kredyt jest zawsze do jakiejś kwoty. Wszystko zależy od zdolności kredytowej człowieka. Chyba nie uważasz, że ktoś może wziąć tylko malutki kredyt bo jest żonaty? Bycie mężem nie ogranicza praw:-)
            • triss_merigold6 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 10:51
              O ile wiem w bankach żądają informacji na temat sytuacji rodzinnej i zobowiązań potencjalnego kredytobiorcy.
              • meluzyna102 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 12:40
                Mogłabyś sformułować, do jakiego wniosku dążysz?
                • brak.polskich.liter Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 12:54
                  Wniosek jest taki, ze opowiesci pana o tym, jak to nabedzie sobie mieszkanie i ze juz nawet znalazl jakies do kupienia (bedac formalnie mezem autorki watku) mozna zwinac w rulonik i wsadzic sobie w dowolny otwor.
                  Straszak i tyle.

                  W kwestii rozdzielnosci majatkowej zgadzam sie z Toba w 100%. Facet potencjalnie moze narobic dlugow pozyczajac mniejsze sumy (tu ani wiedza ani zgoda wspolmalzonka nie jest wymagana), a udowadnianie, ze sie o nich nie wiedzialo kosztuje w cholere czasu, kasy i nerwow.
        • velluto Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 22:23
          To zależy jaki kredyt, pożyczkę w koncie i owszem, do 6krotności wpływów, ale już hipotecznego raczej nikt nie da bez rozdzielności.
    • amb25 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 09:36
      Tak wlasciweie to dobrze, ze on wyszedl z ta wyprowadzka, ty masz problem z glowy. I dla sadu dowod, ze to on chce rozwodu a ty jestes niewienna :)
      Poczekaj spokojnie jak to sie rozwiaze. I oczywiscie zadbaj o swoje interesy.
      A jak odejdzie to jakos sobie poradzisz.
    • azcza78 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 10:35
      Poradzić sobie poradzę. Mam wprawdzie niestabilną sytuację jeżeli chodzi o pracę, a mieszkanie jest na kredyt (tylko mój kredyt), ale jakoś to będzie.

      A czemu brałam ślub, widząc już pewne rzeczy. Bo przed ciążą itp. nie było takiego hardcoru. Owszem zajawki były i patrząc teraz z większego dystansu to widzę, że powinnam była uciekać. Ale wtedy wyglądało to bardziej ok, a że się obrażał, a że mnie dyskredytował i lekceważył. Było to bardziej subtelne i poprzeplatane dłuższymi okresami miodowymi. I mówiłam tak sama sobie i innym, którzy ostrzegali. że kto jest idealny.

      A potem jak to pewnie zwykle bywa. Ciąża, potem połóg, potem padła mi tarczyca i byłam jak zombie, to żeby było miło, żeby się nie obrażał, bo dziecko, bo jak jak sobie poradzę, robiłam wiele, zgadzałam się na wiele i udawałam, że nie widzę i nie słyszę wiele. I tłumaczyłam sobie, że narodziny małej to też dla niego trudny okres, że ja przez to bycie zombie, też mogłam denerwować, itp.
      A potem wyleczyłam tarczycę i zaczęłam znowu stawiać granice. On zaczął zachowywać się jeszcze gorzej, to tłumaczyłam sobie, że każdemu trudno pogodzić się z taką utratą władzy jaką miał nad kimś, w tym wypadku nade mną. Przejdzie. I tak doszło do ślubu.

      Ale rzeczywiście powinnam była być mądrzejsza. Przecież widziałam (ale dopiero w ciąży miałam kontakt z jego mamą na tyle duży by to zauważyć) jak traktuje swoją mamę, brata. Jak jego babcia obchodzi go na paluszkach. Widziałam jak traktuje mnie. Widziałam już tyle, że powinnam sobie odpuścić.

      A czy jestem ofiarą. A czy jestem odpowiedzialna za to. Nie uważam tak. Owszem ofiarą jestem, w tym sensie, że poniosę tego skutki i co najgorsze poniesie je nasze dziecko. Ale nie będę sobie przypisywać winy za to, że miałam dużo wiary i nadziei w niego i w ten związek.
      • brak.polskich.liter Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 11:44
        Aha, czyli klasyka gatunku.
        Glupio, ze majac tyle sygnalow ostrzegawczych jednak zdecydowalas sie na slub, no ale trudno, mleko sie juz rozlalo. Teraz skup sie na tym, jak z tego wyjsc.

        Nie, nie jestes winna zachowan przemocowych Twojego meza. Wykazalas sie naiwnoscia i kompletnym brakiem instynktu zachowawczego, ale to nie czyni Cie odpowiedzialna za to, ze ktos stosuje wobec Ciebie przemoc.

        Odpowiedzialna to Ty bedziesz, jak pozwolisz, zeby dziecko roslo w takich klimatach i nasiakalo tym, ze tatus traktuje mamusie, jak szmate. I ze mu to uchodzi na sucho.

        A odnosnie tytulu watku... Wiesz, dosc dlugo juz jestem na tym forum i jeszcze ani razu nie zdarzylo sie, zeby wszyscy mieli takie samo zdanie. A tu - zobacz. Ani jedna osoba nie napisala Ci, ze sa przeslanki, ze Twoj maz faktycznie chce odjesc; wszystkie, ze to sciema i straszak.
        Deklaracje o tym, ze maz chce odjesc, ze nie kocha i ze nie widzi sensu terapii przydadza Ci sie przy sprawie rozwodowej, tak a propos, wiec je zbieraj.

        Chron dziecko i siebie i szykuj sie na bitwe. Twoj maz tak latwo nie odpusci.
      • szanowna_pani Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 26.10.12, 15:26
        > Poradzić sobie poradzę. Mam wprawdzie niestabilną sytuację jeżeli chodzi o prac
        > ę, a mieszkanie jest na kredyt (tylko mój kredyt), ale jakoś to będzie.

        Szybciutko do notariusza i rozdzielność. Mieszkanie jest twoje, ale spłacasz kredyt z majątku wspólnego (tak,tak, TWOJE wynagrodzenie jest majątkiem wspólnym), prawnie to się nazywa "nakłady z majątku wspólnego na majątek osobisty" - mąż nie będzie mógł się domagać żadnej części mieszkania, ale połowy spłat kredytu na twoje mieszkanie z czasu, kiedy macie wspólnotę majątkową. Nie jest tak fajnie jak Ci się wydaje.
    • azcza78 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 11:00
      Można wziąć kredyt bez zgody współmałżonka. Tylko, że bank nie da takiego kredytu w zbyt dużej wysokości, gdyż wtedy nie będzie mógł w razie czego go egzekwować z majątku wspólnego. Dlatego zwykle wymagają zgody żony/męża.
      Hipotecznego nie można wziąć samodzielnie, gdyż bez zgody małżonka nie można obciążyć nieruchomości wspólnej, a taka nabyta po ślubie będzie wspólna, a kredyt hipoteczny jak sama nazwa wskazuje, zawsze będzie wiązał się właśnie z hipoteką.
      Tyle prawo :)
      • triss_merigold6 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 11:05
        A to oznacza, że na razie Twój mąż po prostu strzelił bardziej wyrafinowanego focha, a nie ujawnił swoje rzeczywiste zamiary.
      • meluzyna102 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 12:49
        Pytanie, jaką zdolność kredytową ma Twój mąż, gdy występuje o kredyt samodzielnie. Pytanie, czy ma w rodzinie kogoś, kto zgodzi się podżyrować, kupić coś wspólnie, wziąć wspólnie kredyt itd.
        Nie powinnaś się cieszyć, jeśli nie może wziąć kredytu, ponieważ to oznacza, że zostanie w domu i będziesz miała dalej męża przemocowca a dziecko ojca przemocowca (a mam wrażenie, że się cieszysz, że on być może nie będzie mógł wziąć kredytu wystarczającego na kupno mieszkania).
        Natomiast pisałam wcześniej, że można wziąć kredyt samodzielnie w innym sensie. Można brać mniejsze kredyty, narobić strasznych długów. Można wpędzić całą rodzinę w tarapaty.
        Dlatego pisałam o rozdzielności majątkowej. Mam wrażenie, że niemożność wzięcia bardzo wysokiego kredytu miała być Twoim argumentem na rzecz tezy, że Ci ta rozdzielność niepotrzebna.
        Podczas gdy jest wiele argumentów na rzecz przeprowadzenia rozdzielności w Twojej sytuacji.
        Sęk w tym, że Ty chyba nie chcesz, żeby mąż odszedł...?
        • azcza78 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 13:22
          meluzyna102 napisała:
          > Nie powinnaś się cieszyć, jeśli nie może wziąć kredytu, ponieważ to oznacza, że zostanie w domu i będziesz miała dalej męża przemocowca a dziecko ojca przemocowca (a mam wrażenie, że się cieszysz, że on być może nie będzie mógł wziąć kredytu wystarczającego na kupno mieszkania). >

          Źle mnie zrozumiałaś.
          Ja tylko wyjaśniłam do strony prawnej jakie są zasady brania kredytów samodzielnie w małżeństwie, nawiązując i odpowiadając na wymianę zdań między Tobą a Triss. Tak od strony prawnej, gdyż z uwagi na zawód trochę się znam na tym.

          A o rozdzielności, że to nie tragedia, że na razie nie mamy, pisałam w kontekście, że na szczęście formalnie małżeństwem jesteśmy niedługo, zatem właśnie gdyby narobił długów, to mojego odrębnego jeszcze niemal w całości majątku nie obciążą. Ale oczywiście, że przypilnuję teraz zrobienia tej rozdzielności jak najszybciej.

          Zdolność kredytową na średnie mieszkanie ma sam, też beze mnie i bez żyrantów itp. Potrzebować będzie do tego tylko właśnie rozdzielności ze mną, której danie mu jest w moim interesie, co zauważyłaś, też między innymi właśnie jeżeli chcę by się wyprowadził i nie obciążył mnie jakimiś długami w przyszłości. I mam tego świadomość. Zatem nie jest tak, że się cieszę, że nie może wziąć kredytu, a zatem zostanie.

          Poza tym, tak teraz myślę, że gdyby chciał, to w zasadzie ma dokąd się wyprowadzić. Mógłby wrócić na jakiś czas do babci albo pogadać z mamą o udostępnieniu mu jej domku.

          > Sęk w tym, że Ty chyba nie chcesz, żeby mąż odszedł...?>

          A Ty byś tak od razu wiedziała co chcesz i jak taką sytuację rozegrać? Ja tego maila odebrałam w niedzielę. I mam pracę i dziecko, które właśnie próbuję zaadaptować do żłobka. I mamy wspólną firmę, którą jeżeli stracę, to mam w tył kilka lat rozwoju zawodowego i dół finansowy.
          Myślę cały czas co zrobić i jak, by wyszło jak najlepiej dla małej i jak z najmniejszymi stratami i emocjonalnymi i organizacyjnie - finansowymi dla mnie.

          Jutro mam wizytę u psychologa. Zaczęłam chodzić jakiś czas temu, z uwagi właśnie na tą sytuację z mężem. Na razie były spotkania konsultacyjne, jutro ma mi powiedzieć, jak on to widzi i jaką terapię powinnam przejść.
    • elizabeth7 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 02.10.12, 11:29
      Nie umiesz walczyc jego bronia? A przywal mu! Powiedz ze domyslasz sie ze ma kogos innego i dlatego chce odejsc wmawiajac ci ze to twoja wina. I ciagnij ta wersje przy kazdej rozmowie, wypominaj w kazdej ze chcial odejsc i ze cie nie kocha.
    • bez_przekazu Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 03.10.12, 19:53
      a czy byl przemocowcem przed slubem?
    • azcza78 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 04.10.12, 12:36
      I byłam u psychologa. I przyznam, że jestem trochę rozczarowana. A polecany był przez tutejszą Panią Psycholog.
      Mówi, że powinnam przejść terapię, ale nie bardzo umiał powiedzieć czego ona ma dotyczyć. Jak już wprost powiedziałam, że nie rozumiem o czym mówi, to powiedział coś, że chodzi o to by znaleźć odpowiedź na pytanie np. dlaczego nie postawiłam w niektórych momentach mężowi ultimatum, że coś tam a coś tam, albo się rozchodzimy.
      Tylko, że ja znam odpowiedzi na tego typu pytania i przecież cała ta sytuacja jaka jest teraz to jest właśnie wynik ultimatum jakie postawiłam, że sorry, ale nie będę więcej udawała, że mnie nie obraża, przepraszała za to, że się obraża, przejmowała się krytyką itp. co skończyło się tym prawie nieodzywaniem się do siebie od kilku tygodni i jego mailem od odejściu.

      A mąż, nadal się sam z siebie nie odzywa. Pytany odpowiada w taki sposób, że najchętniej sama bym go wyrzuciła z domu.

      Powiedziałam o sytuacji mojej mamie o jego. Mojej, bo po prostu potrzebowałam wsparcia i rozmowy. Jego mama za to miała do mnie często pretensje, a że nie tak spojrzałam, a że coś tam i po prostu nie chciałam, żeby mój niezbyt fajny stan psychiczny i ciężką atmosferę w domu (a pomaga mi z pilnowaniem małej ostatnio trochę) odebrała jako coś do niej znowu.
      Jak się mąż dowiedział, że im powiedziałam, to stwierdził, że mam mieć świadomość, że ponoszę odpowiedzialność za swoje wybory i jestem w związku z tym odpowiedzialna za to, że nam nie wyjdzie. Odpowiedziałam tylko, żeby mi nie groził i że potrzebowałam z kimś porozmawiać, mama to najbliższa osoba, zatem to chyba naturalne, że rozmawiałam właśnie z nią. On coś jeszcze mówił, że on nie lata i nikomu nic o nas nie opowiada i że powinnam przede wszystkim z nim rozmawiać i wychodziło też z tego, że wyprowadzenie się zapowiedział, dla naszego dobra, by dać nam czas. Jak stwierdziłam, że raczej tej jego mail był bardziej kategoryczny, to stwierdził, że nie odczytałam go tak jak powinnam i tam jest fragment o tym. Powiedziałam tylko, że po pierwsze to żadne rozwiązanie sytuacji i o tym wie, a poza tym całość sytuacji i treść maila mówi coś innego, a ten fragment przeczytałam, ale moim zdaniem prawidłowo odebrałam jako tylko pozór, żeby nie było potem, że nie myślał, nie próbował itp., a tak naprawdę decyzję już podjął. A co do rozmowy, to ja sobie jeszcze pewne rzeczy porządkuję i to nie ja jego zaskoczyłam taką informacją tylko odwrotnie, a poza tym taka rozmowa, że on albo mi grozi jak teraz albo kpi, to nie ma sensu. Jeszcze raz coś powiedział o ponoszeniu przeze mnie odpowiedzialności za moje decyzje i poszedł spać.
      I tyle.

      • miacasa Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 04.10.12, 12:50
        Twój mąż chce tajemnicy, nie chce się chwalić swoimi manipulacjami. Na Twoim miejscu nie tylko porozmawiałabym z jakąś bliską osobą ale wręcz dałabym jej do przeczytania twórczość małżonka by wiedziała z czym się boksuję.
      • garibaldia Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 04.10.12, 13:54
        A czego Ty sama właściwie chcesz.
        Bo jak na razie to przerzucacie się z mężem kłótniami i próbą doprowadzenia do tego, by to ta druga strona podjęła decyzję o odejściu albo się dostosowala, i by można było tej drugiej przypisać ewentualną "winę".
        Twój mąz zachowuje się fatalnie (fochy, nieodzywanie się, szantaże emocjonalne) a Ty nadal w tym "tkwisz" i czekasz co on zrobi zamiast samej decydować o swojej rzeczywistości. Mówisz, że stan obrażanie Cię trwa od lat, a stan nieodzywania się do Ciebie trwa już kilka tygodni. I nadal prowadzisz jakieś czcze przegadywanki z męzem, tłumaczysz mu się, a nie posuwasz się do przodu, nie podejmujesz decyzji, nie stawiasz konkretnych warunków. Nie dysponujesz, nie kierujesz swoim życiem, czekasz by coś zrobił mąż. Nie mówisz mężowi "oczekuję, że się wyprowadzisz bo ten związek nie ma sensu", tylko tłumaczysz się z drobiazgów typu z kim rozmawiałaś i czy miałas prawo. Nie wystarczy, że wszystkim wokoło powiedz że mąż jest taki-śmaki. Jeszcze musisz SAMA COŚ ZADECYDOWAĆ w temacie bycia lub niebycia tego związku.
        Psycholog wcale nie powiedział źle. To są takie niuanse i schematy zachowań ktorych Ty nie dostrzegasz a ktorych nauczyć się możesz na dłuższej terapii. Psycholog nie da Ci pigułki która rozwiąże problemy i sprawi że mąż zniknie albo będzie inny.
        Określasz męza mianem "przemocowiec". I co z tym faktem robisz dalej? Chcesz żyć z przemocowcem? Jesli nie, to dlaczego z nim żyjesz, dlaczego właśnie tak zadecydowałaś i dlaczego teraz usiłujesz go utwierdzić w przekonaniu "to ty chcesz odejść a nie ja!"?

        Chcesz być z tym facetem czy nie. Decyduj i zachowuj się konsekwentnie TY SAMA.
      • mruwa9 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 04.10.12, 18:28
        no i dokladnie jest tak, jak u gory dziewczyny pisaly: obiecanki-cacanki, a glupiemu radosc. On tylko straszy, testuje i liczy na to, ze na dwoch lapkach , skamlac, przyjdziesz go prosic o zmiane zdania.
        A najlepsza reakcja, na jaka moglabys sie zobyc, to wyciagnac walizki czy kartony i wreczyc mu. Niech sie pakuje, jego mamusia pewnie czeka z otwartymi ramionami i goracym obiadkiem.
      • e-kasia27 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 04.10.12, 21:45
        azcza78 napisał(a):

        > I byłam u psychologa. I przyznam, że jestem trochę rozczarowana. A polecany był
        > przez tutejszą Panią Psycholog.

        Poszukaj innego.
        Jak psycholog rozczarowuje, to nie ma po co do niego chodzić.
        Musisz czuć, że ci pomaga.




        >
        > A mąż, nadal się sam z siebie nie odzywa. Pytany odpowiada w taki sposób, że na
        > jchętniej sama bym go wyrzuciła z domu.

        Nie pytaj o nic. Jak się do ciebie nie odzywa, to ty też do niego nic nie mów.
        Jeśli musisz mu coś powiedzieć, przekazać, to pisz kartki i podawaj bez słowa.
        Musi być pewny, że ty się tym razem nie ugniesz.


        >
        > Powiedziałam o sytuacji mojej mamie o jego. Mojej, bo po prostu potrzebowałam w
        > sparcia i rozmowy. Jego mama za to miała do mnie często pretensje, a że nie tak
        > spojrzałam, a że coś tam i po prostu nie chciałam, żeby mój niezbyt fajny stan
        > psychiczny i ciężką atmosferę w domu (a pomaga mi z pilnowaniem małej ostatnio
        > trochę) odebrała jako coś do niej znowu.

        I bardzo dobrze, że powiedziałaś.
        Jak teściowa zareagowała? Będzie po twojej stronie, czy jego?
        Jeśli to możliwe, to pogadaj jeszcze z teściową, opowiedz jej, jak bardzo źle się z tym wszystkim czujesz.
        Czy przypadkiem jego ojciec nie zachowywał się w identyczny sposób w stosunku do teściowej? Jeśli tak, to teściowa może być twoim sprzymierzeńcem.


        > Jak się mąż dowiedział, że im powiedziałam, to stwierdził, że mam mieć świadomo
        > ść, że ponoszę odpowiedzialność za swoje wybory i jestem w związku z tym odpowi
        > edzialna za to, że nam nie wyjdzie.

        Myślę, że on zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że coś bezpowrotnie traci, a chyba wcale tego nie chce.
        Wyraźnie traci grunt pod nogami.
        Widzi, że zabrnął za daleko, ale nie wie, jak to odkręcić, bo przecież nie będzie się płaszczył, bo to nie honorowo, więc brnie dalej i zwala winę na ciebie.

        Myślę, że warto jeszcze dać mu szansę - psychoterapia mogłaby coś zmienić.
        Takie zachowania u facetów zwykle wynikają z błędów rodziców i można to przy pomocy dobrego psychologa odkręcić, ale twojemu mężowi musiałoby na tym zależeć.

        Jeśli chcesz jeszcze próbować z nim być, to spróbuj postawić ultimatum.
        Napisz do niego list, w którym bez emocji i wyzywania opisz, jak bardzo go kochałaś, i jak się czujesz i jak się czułaś, wtedy gdy cię krzywdził, nie pisz, co on robił źle, ale jak ty się źle czułaś.
        Jeśli on zda sobie sprawę z tego, jak bardzo cię krzywdził, to może się chcieć zmienić, bo myślę, że na swój sposób, on może cię nadal kochać.
        Na zakończenie postaw ultimatum, że jak mu zależy, że jak jeszcze chce z tobą i dzieckiem być, to musicie razem odbyć terapię(razem, nie że on, bo tak będzie łatwiej go przekonać). Daj mu czas do namysłu, będzie musiał podjąć jakąś decyzję i zdecydować, co dalej.



        • zuzi.1 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 04.10.12, 22:02
          zgadzam się z e-kasia, bardzo trafna ocena sytuacji i udzielone rady
      • soha2 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 25.10.12, 10:15
        jak dzieci, jak dzieci
        nie wiesz co masz zrobić?
        weź wolny dzień, umów ślusarza, wymień po wyjściu pana zamki, spakój go, odwieź jego ciuchy, dokumenty, inne cuda do matki, poinformuj pana - najlepiej w obecności kogoś jeszcze, że już tu nie mieszka i bądź w tym konsekwentna
        skoro ty jesteś taka niezdecydowana - podejrzewam, że lubisz, jak ktoś cię traktuje nieczym szmatę - to zrób to dla dziecka, jego spokoju psychicznego a takoż swojego.
        następny krok, to rozdzielność majątkowa i złożenie wniosku o zabezpieczenie alimentów
        i cieszenie się spokojem, no chyba, że dla ciebie najważniejsze mieć w domu spodnie i horror
    • hamerykanka Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 04.10.12, 13:12
      Czy chcesz z nim byc? Co w sumei chcesz osiagnac przez odwiedzanie psychologa?
      Moim zdaniem pan nie rokuje. Nie robi sie takich rzeczy osobie kochanej. Mysle ze raczej powinnas skupic sie na tym, jak sie bezpiecznie wymiksowac z ukladu. Dobrzez, ze mieszkanie i kredyt sa na ciebie, w ten sposob odpada duzy problem. Sadze jednak, ze jak przyjdzie co do czego to pan bedzie sie-wbrew deklaracjom-zapieral rekami i nogami przed wyprowadzka, bo nie ma pieneidzy etc. Powinnas kupic dyktafon i nagrywac ego monologi i tak, poinformowac swoja rodzine o planowanych krokach, tak, bys w razie czego miala wsparcie gdyby pan stal sie agresywny.
      • krokodil123 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 04.10.12, 14:29
        " to stwierdził, że mam mieć świadomość, że ponoszę odpowiedzialność za swoje wybory i jestem w związku z tym odpowiedzialna za to, że nam nie wyjdzie."

        Chciałam tylko dodać że osobiście w ogóle bym się nie przejęła takimi sloganami.
        Na mnie to nie działa "odstraszająco" ale nie wiem jak na tobie.

        Jasne że każdy dorosły jest odpowiedzialny za swoje wybory i takie małe czy duże podejmujemy codziennie. Od decydowaniu czy kupuję na obiad parówki czy karkówkę, które przedszkole wybrać, jaki program obejrzeć w TV, gdzie aplikować o pracę, w jaki sposób rozmawiać z partnerem etc.
        A co do tego czy związek/ małżeństwo wyjdzie czy nie to chyba odpowiedzialny są oboje.
        Samemu się w parę nie zatańczy.
        Nie wstydziłabym się ani sekundy za to że rozmawiam po za domu o swoich problemach. Pierwsze co się na terapii nauczyłam że jak jest trudno, jak sobie nie radze mam prawo szukać pomocy "na zewnątrz".

        • garibaldia Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 04.10.12, 14:51
          > Nie wstydziłabym się ani sekundy za to że rozmawiam po za domu o swoich problem
          > ach. Pierwsze co się na terapii nauczyłam że jak jest trudno, jak sobie nie rad
          > ze mam prawo szukać pomocy "na zewnątrz".


          Oczywiście że tak. Tylko pytanie - z jakich pobudek się mówi o tym na zewnątrz. By naskarżyć i ktoś inny coś zrobił? Czy by uzyskać radę, wsparcie i samemu działać? Czy by sobie ponarzekać na męża, powieszać na nim psy, ulżyć swojej frustracji a potem wrócić do domu i żyć jak dotychczas nic nie zmieniając?
          Miałam znajomą, która mężowi d... obrabiała przez 10 lat. Mąż przemocowy macho i leń, wyszła za niego tylko z powodu ciąży. Wszyscy ją pocieszali i wspierali a ona nie zmieniała nic w związku. Rozwiodła się dopiero jak kochanka znalazła i nabrała wiatru w żagle. Znowu wszyscy ją wspierali bo od złego męża despoty odchodzi w awanturach (do kochanka się nie przyznała). Gdy kochanek ją zostawił to zaczęła jęczeć że przecież ten mąz nie był taki zły i po co jej ten rozwód był....
          Więc warto samemu wiedzieć PO CO się o problemach małżeńskich rozmawia z konkretnymi osobami. Często ofiary przemocy mają jeden schemat: ja wam się poskarżę, ale to wy coś zróbcie i pomagajcie mi(zróbcie porządek za mnie).
          • meluzyna102 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 05.10.12, 08:46
            Bardzo mądry post. Dokładnie o to chodzi- żebyś wiedziała, czy tu piszesz, żeby się wygadać, czy żeby podjąć decyzję.
            Tekst, że ponosisz odpowiedzialność za swoje decyzje jest o tyle sensowny, że każdy ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje. I mąż i Ty. Mam wrażenie, że chwilowo utknęliście w jakiejś piaskownicy pt.: To ty zdecyduj.
            Nie wiem, czemu oboje uważacie (jak się domyślam), że ten, kto zdecyduje, będzie winny rozpadu związku. Winni jesteście oboje- on przekraczając granice, Ty pozwalając je przekraczać (po to potrzebny Ci psycholog, żeby umieć na to nie pozwalać).
            W związku z przemocowcem stajesz w sytuacji, w której czasem nawet bardzo asertywne stawianie granic nie działa. Wtedy trzeba się wycofać ze związku, a nie wchodzić w błędne koło. Zostając w jakiś sposób zgadzasz się na złe traktowanie- bo nie korzystasz z drogi wyjścia.
            Tak, jesteś odpowiedzialna za swoje decyzje. I za decyzję o rozwodzie. I za brak takiej decyzji. Obie decyzje mają swoje skutki dla Ciebie i Twojego dziecka.
            Próby zrzucenia odpowiedzialności na partnera za swoje życie to niedojrzałość. Twój mąż jest jak widać niedojrzały. Ty nie musisz wchodzić w tę przedszkolną grę. Podejmuj swoje decyzje i bierz za nie odpowiedzialność.
    • azcza78 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 08.10.12, 16:08
      Ktoś pytał czemu napisałam post. Napisałam bo chciałam się i wygadać i trochę wsparcia psychicznego dostać, żeby od razu nie lecieć i nie przepraszać za to, że żyję, jak to chyba zbyt często wcześniej robiłam. A czy wiem co chcę. I tak i nie, nie uporządkowałam sobie tego jeszcze.
      I tak.
      Miałyście rację, że to był straszak, ewentualnie falstart z jego strony. Ewidentnie się wycofał. Mieszkanie nadal deklaruje, że kupi, ale że i tak myślał o takiej inwestycji (i to prawda jest), że wynajmie się, a potem kiedyś mała będzie miała swoje. I już nawet na terapię chce ze mną iść. Wprawdzie twierdzi, że to nic nie da, ale chce iść.
      Decyzję podjęłam trzy. 1. kontynuuję terapię - to w sumie niecałe 3 m-ce, tyle czasu mogę dać sobie by opanować temat, a nam, że może jednak coś do niego dotrze. 2. jemu powiedziałam, że ok, zgadzam się popracować nad naszymi relacjami, ale są pewne warunki brzegowe, takie jak zero obrażania się, ma sobie darować krytykę wobec mnie, znowu równiejszy podział obowiązków i zaangażowania w sprawy domowe i dziecko i jak znowu mnie zdyskredytuje w towarzystwie, to ja ośmieszę go tak, że się nie pozbiera. Na razie od 3 dni konsekwentnie realizuję bycie konsekwentną i stanowczą. I trzecia decyzja, to podjęcie działań, że gdyby jednak nic się nie zmieniło, to mam te trzy miechy, na uporządkowanie spraw zawodowych tak, by nie zostać z niczym na koniec.
      Zobaczymy co będzie.
      Dziękuję za wsparcie.
    • azcza78 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 20.10.12, 21:57
      I porażka jest na całego :( Nawet nie to, że liczyłam, że może coś zacznie się zmieniać i teraz jestem rozczarowana. Kilka dni było ok, pierwsza rozmowa, spokojna, o sytuacji, której moim zdaniem nie powinno być i znowu się obraził. I nie odzywa się tydzień i co chwila mi czymś dowala. Najczęściej dzieckiem. Że płacze przy mnie często (a płacze normalnie często i przy nim też).
      Wczoraj np. wchodzę do domu z małą marudzącą, bo nie chciała wracać i od razu wyskoczył z gębą na mnie "czy ona musi zawsze przy tobie tak wyć". Wie, że mnie to boli, więc wykorzystuje.
      Nie ogarniam tego. Ja po prostu nie rozumiem, co on chce w ten sposób uzyskać. Podejrzewam, że sytuację, w której to ja powiem, że koniec, żeby było na mnie. Ale z drugiej strony to byłoby dla niego niekorzystne działanie, bo ryzykuje, że zrobię to zanim się urządzi i znajdzie mieszkanie. No chyba, że chce wrócić do babci, która go obsłuży i tylko chwali, albo stanąć w roli ofiary, która się stara i jest ok, a wszyscy ją wykorzystują i nie doceniają, w tym ja. Taką rolę przyjął jeżeli chodzi o jego relacje z mamą i z babcią trochę też. Albo chce powrotu do tego co było.
      Wiem, że nie powinno mnie to obchodzić dlaczego mnie tak traktuje, ale mimo to chciałabym zrozumieć dlaczego. Żeby wiedzieć, że nie rozpieprzyłam rodziny dziecku z mojego powodu.

      Jedyny plus tego, to że w ramach pozyskiwania sympatii małej i udowadniania, że jest lepszym ojcem niż ja matką, więcej się nią zajmuje.

      Przyznam jednak, że zaczynam rozumieć te wszystkie kobiety, które nie mogą się z takich związków wyplątać. Wiem przecież, że tak nie może być dalej, w zasadzie już też wiem, że nie zmienię tego ja sama w żaden sposób, choćbym na uszach stanęła. Ale jak mała przyprowadza mnie i jego w to samo miejsce byśmy byli razem i jak widzę tą jej szczęśliwą minę, że siedzimy z nią i bawimy się obydwoje, to czuję się tak podle wobec niej, że rozwalam jej rodzinę, że w zasadzie nigdy nie pozna jak to jest mieć mamę i tatę razem. I znowu przychodzą te wszystkie myśli, że może to moja wina, że przecież nie jestem ideałem, że może jak pójdę i łagodnie porozmawiam, obiecam, że też się zmienię, to jakoś się uda dogadać.
      Strasznie to wszystko trudne.
      • oliwkowa75 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 20.10.12, 22:05
        "jak widzę tą jej szczęśliwą minę, że siedzimy z nią i bawimy się obydwoje, to czuję się tak podle wobec niej, że rozwalam jej rodzinę, że w zasadzie nigdy nie pozna jak to jest mieć mamę i tatę razem."

        Nie rozwalisz tej rodziny, bo ona już jest rozwalona. I jeśli będziecie razem, to mała i tak nigdy nie pozna jak to jest mieć mamę i tatę razem, bo wy nie jesteście już razem. Tkwicie oboje w chorym układzie, a swoją postawą skazujesz też córkę na takie życie. Napatrzy się na te chore relacje, i sama też nigdy nie stworzy normalnego związku.
        • nutka_odwagi Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 21.10.12, 08:48
          Nie Ty rozwalasz rodzinę , tylko on.Ty nic nie poradzisz na to , a on będzie coraz gorszy . Im bardziej będziesz ustępować i kłaść uszy po sobie , tym jego agresja będzie rosła.
          Dziecko zrobi się nerwowe i będzie przejmowało jego zachowania.
          Uciekaj, skoro uświadomiłaś sobie jakim on jest człowiekiem, nie czekaj , bo będzie tylko gorzej. Nie myśl , ze to Twoja wina, ze jak się , poprawisz, ustąpisz, porozmawiasz , to on się zmieni na lepsze.Te lepsze stany będą coraz krótsze i coraz rzadsze

          Nie, nie jestem wróżką . Jestem zoną przemocowca psychicznego od 26 lat , obecnie w trakcie przygotowywania pozwu rozwodowego, wykończona psychicznie i ja i dzieci.Żałuję , ze nie odeszłam wiele lat temu , ale bałam się biedy i samotności. Sprzedałam swój spokój za dobry byt materialny.
          Dziś pozostał tylko strach przed nim . A w jego oczach triumf za każdym razem kiedy uda mu się upodlić mnie , albo dzieci.
          I ta ciągła huśtawka. Wczoraj wieczorem śmiertelnie obrażony bo dziecko było niegrzeczne , dziś rano wstał i organizuje wycieczkę , nie pamiętając wczorajszej agresji .
          Uciekaj póki jesteś młoda!!!
      • notting_hill Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 21.10.12, 11:10
        Wczoraj np. wchodzę do domu z małą marudzącą, bo nie chciała wracać i od razu wyskoczył z gębą na mnie "czy ona musi zawsze przy tobie tak wyć". Wie, że mnie to boli, więc wykorzystuje.
        Nie ogarniam tego. Ja po prostu nie rozumiem, co on chce w ten sposób uzyskać.


        Oj tam, oj tam. Po prostu daj sobie te trzy miesiące, tak jak wcześniej chciałaś na emocjonalne okrzepnięcie. Popracuj z psychologiem nad tym, żeby właśnie te jego gadki nie bolały. To się naprawdę da zrobić. Bo zadaj sobie pytanie- dlaczego ktoś taki jak Twój mąż jest dla Ciebie wyrocznią w sprawach właściwej opieki nad dzieckiem. W jego osądach umieściłaś swoje poczucie własnej wartości. Jasne jest, że chcemy aby ważne dla nas osoby miały dobre o nas zdanie. Ale one (niektóre) to właśnie wykorzystują! Kiedy odbierzesz mu tę "moc", jego uwagi przestaną Cię ranić. Nad tym na razie popracuj, a resztą zajmiesz się kiedy już trochę ochłoniesz.
        • paris-texas-warsaw Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 21.10.12, 12:28
          To forum otworzyło mi oczy, że wiele jest tzw. związków przemocowych, w których tkwią obie strony. I tu rozumiem, że Autorka zalicza swoje małżeństwo do takich związków. Ale w ogóle nie ogarniam, czemu nie pozbędzie się ze swojego mieszkania człowieka, który jej permanentnie działa na nerwy (może nawet czasowe "wywalenie" go z domu lepiej by podziałało niż to ustalanie zasad, co nie przynosi skutku - jż dawanie 'sloneczek" małym dzieciom jest chyba skuteczniejsze...) Rozumiem, że mieszkanie jest tylko Autorki wątku, ma pracę, nie jest uwiązana finansowo. Przy dobrym rozegraniu sprawy, jakby mogła udowodnić to tzw. znęcanie sie nad nia psychiczne, to może by mogła dostać nawet rozwód z orzekaniem o winie i jakieś alimenty nie tylko na dziecko, ale i na siebie. A tu od trzech tygodni jest opis brazylijskiej telenoweli. Nie piszę tego złośliwie, chciałabym taką sytuację móc zrozumieć. Dla mnie z boku wydaje sie oczywiste, że można po prostu kazać się tej wnerwiającej osobie wynosić się z mojej nieruchomości (albo to prawnie/siłowo załatwić, chyba facet miałby choć tyle ambicji i po wyproszeniu, rzeczywiście się wyniósł...), a jednocześnie ojciec może przychodzić opiekować się dzieckiem, albo brać je do mieszkania, które sobie wynajmie. Nie rozumiem, że Autorka nie ma jeszcze tej rozdzielności majatkowej, bo ja bym się najbardziej bała, że mąż na to mieszkanie weźmie z 30 kredytów po 10 tys. zł i to mnie na zawsze w tym związku może pogrążyć (a przynajmniej finansowo zwiąże na jakiś czas). Przecież chodzi i o własny spokój i dziecka. Taki komfort życia. Chyba, że są jakieś ukryte motywacje, o których tu w tym wątku Autorka nie wspomina. Jak dziecko lubi razem z mama i tata spędzać czas, to zawsze można razem się spotkać, nawet codziennie, ale to nie zmusza przecież Autorki wątku do notorycznego zdawania się na niemiłą jej obecność jakiejś osoby.
          Jakbym dostała jakąś odpowiedź, to byłabym wdzięczna. Tak w ramach ogólnego pogłębiania wiedzy o człowieku:)
          Pozdrawiam:)
          • azcza78 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 21.10.12, 13:31
            paris-texas-warsaw napisała:
            > Jakbym dostała jakąś odpowiedź, to byłabym wdzięczna. Tak w ramach ogólnego pogłębiania wiedzy o człowieku:) >

            Ja chyba właśnie o tym napisałam, że kiedyś też wydawało mi się to takie oczywiste i wiedząc o takiej sytuacji bym powiedziała, że powinna mu od razu powiedzieć spadaj i że ja jej nie rozumiem :)
            Ale teraz siedząc w tym w środku, rozumiem bardziej te kobiety, które tego nie robią. Trudno przekreślić te ileś lat razem, też czasem fajnych chwil. Dochodzą jeszcze kwestie ekonomiczne, zwykle bardzo ważne, akurat nie u mnie, ale często decydujące. Poza tym choćbyś nie wiem jak była świadoma problemu, to i tak jakaś nadzieja się kołacze na zmianę. Że przecież on potrafi być taki fajny wobec innych, a zatem może to jednak coś leży też po mojej stronie. Że przecież dziecko, że dla niego warto próbować chociaż.
            Zatem na poziomie świadomym wiesz co i jak. Ale emocje to inna kwestia.

            I ponownie wyjaśnię, że na razie nie boję się jego kredytów, dlatego, że nie mamy majątku wspólnego, a zatem nic nie będę musiała za niego spłacać. Zresztą tą rozdzielność pewnie podpiszemy w następnym tygodniu. Już rozmawialiśmy o tym z notariuszem.
            • paris-texas-warsaw Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 21.10.12, 14:22
              Nie, chyba nie rozumiem tego wszystkiego, ale może to i lepiej:). Wg mnie jak sie ma nadzieję, że bedzie lepiej, to i tak można kazać się wynosić (ile to par sie rozstaje i schodzi, małżeństwo nie musi być jakąś śmiertelną cezura wolności), a potem umawiać na randki. Jak się rzeczywiście polepszy, to znowu - hop!

              A tak na marginesie, by sprawa może dla innych była jasna, to rzeczywiście majątek odrębny jest chroniony w wypadku długów zaciągniętych w czasie małżeństwa z wspólnotą majątkowa (też zalezy jakich długów, inaczej może być np. jak dwie osoby zaciągna kredyt zabezpieczony np. wekslem), ale juz dochody uzyskiwane od tego czasu raczej nie (tak w uproszczeniu...).
            • lena575 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 25.10.12, 16:36
              Dlaczego nie dasz mu alternatywy - terapia dla przmocowców albo się wyprowadza? No i szybki termin realizacji.
              Jak musi byc źle byś taka decyzję podjęła?
        • lena575 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 25.10.12, 16:32
          Obwiam się, że ta "moc" nie polega na tym, że ofiara przemocy ma z psychologiem pracować nad tym, by nie bolały ją chamskie czy obraźliwe słowa ale nad tym, by na takie słowa się nie zgadzać. Nie zgadzać się na zachowania które obrażają. Jeśli człowiek ma drugiemu pokazywać, że złe słowa nie bolą to co zrobi jak zostanie uderzony? ma udawać, ze nie boli i liczyć na to, ze przemocowcowi sie znudzi? Podejrzewam, ze raczej przmocowniec przyzwyczaja się i jest wyłącznie gorzej.
          Poza tym, co to u licha za związek w którym ona schodzi z "linii strzału" i udaje, ze ją przemoc nie dotyka i, że nie zalezy jej na niczym bo druga strona może zawsze znaleźć coś na czym jej zależy? Paranoja jakaś.
    • nowy99 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 25.10.12, 16:42
      Wiecie co, tak sobie to wszystko czytam i mam troche inne wrażenie niż większość z was. Zastanowilo mnie np.dlaczego facet mówi do zony, ze jest zimna ryba. Zastanowilo mńie, dlaczego w kółko sie obraza i są ciche dni.
      A zastanowilo mnie to o tyle, ze te elementy znam z własnego domu rodzinnego tj. Wiecznie ciche dni, obrazonego ojca, ciagle płacze mamy, ze tato jest mściwy itp. A tak naprawdę było inaczej: tato obrazał sie, bo matka była tak napastliwie agresywna słownie, ze on sie wycofywal dla świętego spokoju, potem dużo czytał, jak było coś do zrobienia to zrobił, ale nie rozmawiali, to te ciche dni. Dziś wiem, ze matka miała i ma do dziś niewyparzona gębę, zero kompromisu, spokoju, krzyki, wyzwiskami, gadanie i obsesyjnie szukanie sobie ofiary, wroga itp. No.
      Dlatego czytając relacje autorki wątku warto założyć, ze jest jeszcze drugie pól prawdy. Bo moze facet ma dosyć histerycznej, napastliwej, placzliwej zony. Bo moze ona wszystko bierze do siebie, zamiast wyciągać jakiś konstruktywny wniosek z rozmowy? Pisała tez, ze była zombie...
      Moze jednak ta jej terapia indywidualna wskaże prawdziwe przyczyny ich niedogadania sie. Moze on nie jest taki be, a ona taka święta.
      • lena575 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 25.10.12, 17:52
        Może być, ze w twojej rodzinie tak było, a może też być tak, że nie masz pojęcia jak było między rodzicami. Może tak być,że ojciec od poczatku był wycofany i może tak byc, że słowem i czynnem pokazywał twojej mamie, ze jego ona nie obchodzi, jego wszystko nie dotyczy i tylko ją "recenzował". Może znasz skutek pewnych zachowań. Czasem jest drugie a nawet trzecie dno. Niekoniecznie agresowrem jest osoba która krzyczy.

      • sebalda Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 26.10.12, 14:27
        Zastanowilo mnie np.dlaczego facet mówi do zony, ze jest zimna ryba. Z
        > astanowilo mńie, dlaczego w kółko sie obraza i są ciche dni

        Jak by była histeryczną awanturnicą, co próbujesz tutaj wnioskować (nie wiadomo na jakiej podstawie, nie wszyscy są tacy jak Twoja mama), to nie nazywałby jej zimną rybą tylko zupełnie inaczej.
        Klasyczny przemocowiec ma tak, że bez powodu wszczyna awanturę, z wyzwiskami i groźbami, a potem się obraża (choć to on obrażał, ale w jego mniemaniu był sprowokowany, choćby tym, że ona nie odpowiadała na jego agresję) i urządza ciche dni. To właśnie ten paradoks: obraża się obrażający. Klasyka gatunku.
        Idę o zakład, że autorka została nazwana zimną rybą, bo unika zbliżeń, ponieważ po awanturach albo w trakcie cichych dni ma się średnio ochotę na seks. Obrazić i poniżyć żonę, a potem mieć pretensję, że ona nie ma ochoty się kochać. I znowu klasyka:P
      • azcza78 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 26.10.12, 14:55
        nowy99 napisał:
        <Zastanowilo mnie np.dlaczego facet mówi do zony, ze jest zimna ryba. Zastanowilo mńie, dlaczego w kółko sie obraza i są ciche dni.>

        Czemu się tak obraża w kółko sama chciałam dość długo wiedzieć.
        A tak serio. To pewnie, że mam jakieś tam wady, ale akurat do obrazu Twojej mamy w ogóle nie pasuję.
        Przede wszystkim nie krzyczę, nawet nie podnoszę głosu. Jak raz według męża powiedziałam do niego coś za głośno, powiedział, że mam tak nie robić, bo u niego w domu były krzyki i tego nie lubi. Zatem bardzo się pilnuję by mieć spokojny ton głosu. Nie wyzywam też. W myślach sobie czasem poprzeklinam, ale tylko w myślach. Czegoś takiego jak awantura nigdy nie zrobiłam. Nie marudzę też. Co zresztą jest właśnie u nas problemem. Gdyż jak muszę po raz 10 prosić by powiedział czy może zostać/wyjść/zanieść itp. coś to zaczyna to być marudzenie i mi jest z tym źle. Podobnie jest z kwestią sprzątania i w z zasadzie w ten sposób zwalił na mnie prawie wszystko. Mogłam prosić po raz enty/marudzić, albo zrobić sama. Napastliwe gadanie - to też raczej nie moja przypadłość. Tak przynajmniej mi się wydaje. Histeryczką też nie jestem.

        A byłam zombie gdyż... Zaraz po urodzeniu małej wróciłam do pracy, ale próbując wyrobić półtora etatu opiekując się jednocześnie dzieckiem, skończyło się sporymi zaległościami. Do tego sypnęła mi się tarczyca. I rzeczywiście koniec zeszłego roku kojarzę jak przez mgłę. I mówiąc zombie, mam na myśli to, że byłam non stop zmęczona, wypadały mi włosy, nie miałam prawie paznokci, nastrój też byle jaki, rzeczywiście częściej płakałam niż zwykle i cały czas niemal krwawiłam jakbym miała okres. Ale normalnie pracowałam, zajmowałam się małą, sprzątałam, był seks (rzeczywiście rzadziej przez te krwawienie, ale był) itp.

        A określenie "zimna" pojawiło się gdy ja zaczęłam rozmowę na temat tego, że traktuje mnie ostatnio jakbym była przedmiotem, jeżeli chodzi o seks. Że powiedzenie, "to może seks" i przejście do rzeczy, nie zastępuje gry wstępnej - oczywiście mówiłam to bardziej oględnie i delikatniej, tj. że fajnie by było gdyby czasem, że potrzebowałabym chociaż jakiegoś pocałunku ..... To mnie zaatakował właśnie takimi teksami i konkluzją, że zasłużyłam sobie na bycie traktowaną jak przedmiot, bo właśnie taką zimną kłodą czy rybą byłam.

        Pewnie mam swoje wady, ale na prawdę bardzo dużo robiłam, żeby nie dawać powodów do obrażania się, ale byłam tu bez szans. On się potrafił wkurzyć na mnie, że mu w prezencie kupiłam coś co chciał, ale jak się okazało dałam w nieodpowiednim momencie. Chociaż akurat dawane mu prezenty najczęściej ignorował lub komentował tekstem "tylko to" albo "a po co to kupiłaś".
    • azcza78 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 11.11.12, 20:06
      Tak podsumowując trochę i dla porady osobom, które śledzą takie wątki (jak ja wcześniej), bo mają taki problem.
      Najbardziej słuszna i warta zastosowania jest rzeczywiście porada by nie dać się wciągać w zagrywki takiej osoby jak mój jeszcze mąż i być w tym konsekwentnym. I to niezależnie od skutków jakie to przyniesie, tj. nawet włączając rozpad małżeństwa.
      Od 3 m-cy nie reaguję na obrażanie się, to można powiedzieć, że trochę z tym przystopował. Chodzi wprawdzie cały czas taki jakby obrażony, ale określiłabym to na jakieś tylko 15% tego obrażenia się jakie mi serwował wcześniej i jest to jakiś konstant, co bardzo sprzyja moim nerwom :)
      Wjeżdżał mi na poczucie wartości, zwłaszcza jeżeli chodzi o dziecko, z tekstami, że ona ciągle przy mnie wyje, że sobie nie radzę z nią bo wyje, że mała to histeryczka, w podtekście było. że to z powodu mojej niekompetencji jako matki, że z nim się tak nie zachowuje - zaczęłam ignorować, odpuścił.
      Próbował zagrywki z coraz większym chamstwem, odzywał się tylko warcząc - mówiłam tylko zmień ton i wychodziłam. Przestał. Jeszcze zostało tylko mu mówienie do mnie jak do idiotki. Ale też coraz rzadziej.
      Złośliwości - mówię by sobie darował i ignoruję. Coraz częściej słyszę, że tylko mruczy sobie coś pod nosem, zamiast dokopywać mi wprost.
      Muszę jeszcze tylko trochę bardziej uniezależnić się jeżeli chodzi o życie codzienne, bo jeszcze jak śmiecia traktuje mnie właśnie przy okazji pytań o plany na następny dzień, opiekę na dzieckiem itp. Tutaj ciągle zarządza przekazywanymi mi informacjami, stawiając mnie czasem w sytuacji bez wyjścia albo z koniecznością proszenia się o odpowiedź na pytanie. Ale pracuję nad tym.
      Próbuje się też jeszcze bawić ze mną w kotka i myszkę, tj. robi coś miłego, czeka na reakcję, jak wychodzę mu na przeciw, to dostaję kopa w brzuch. Na to niestety jeszcze dałam się ostatnio kilka razy złapać.
      Nie wiem czy zmierza w dobrym kierunku, tj. coś sobie tam myśli, że musi zmienić zachowanie czy zmierza to do kompletnego końca, a on czeka tylko aż kupi to mieszkanie by się wyprowadzić Na razie żyjemy obok siebie a nie razem, ale jest spokojniej i to jest dla mnie duża wartość dodana. Mam mniej zszargane nerwy, nie drżę na myśl jaki dzisiaj będzie miał nastrój i co ja znowu "miłego" usłyszę. Ciągle boli to jego zachowanie i fakt, że wygląda to jak koniec związku, ale jakoś tak spokojniej to przebiega wszystko i ja też spokojniej do tego podchodzę i coraz mniej mnie przeraża myśl, że najprawdopodobniej od nowego roku będę kobietą z odzysku.
      Wprawdzie on mówi i zachowuje się jakby już opuszczenia mnie nie planował, ale ja raczej zakładam tą opcję i na taką ewentualność się przygotowuję, chociażby po to by nie przestać być konsekwentną w niepozwalaniu sobie na takie traktowanie jak wcześniej.

      Kocham go ciągle oczywiście, ale zdecydowanie go nie lubię.

      Psycholog ambitnie analizuje na razie moje dzieciństwo i twierdzi, że skądś stamtąd mam tendencję do podkładania się, tj. do zachowywania się fair wobec osób, które wobec mnie fair nie są. Ale nie dotarliśmy do przyczyn tego jeszcze ani do tego jak może się to przekładać na to jak wygląda moje małżeństwo obecnie.

      Przyznam, że z uwagi na mój zawód podbudowana jestem tymi wpisami w tym wątku i innych śledzonymi przeze mnie, które dotyczą kwestii majątkowych. Fajnie, że są osoby, które orientują się w kwestiach co to jest majątek wspólny, nakłady itp. Przyznam, że jest to bardzo frustrujące często, jak przychodzą do mnie kobiety i pytają też o te kwestie, ale jak już jest w zasadzie pozamiatane. Czyli długi obciążające majątek są, bo rozdzielności na czas nie było albo jedyne co mogę im powiedzieć to to, że jeżeli w trakcie małżeństwa wybudowały razem z mężem dom na jego działce, nie czyni ich to jego współwłaścicielką. Świadomość prawna jest zdecydowanie zbyt mała w społeczeństwie. Przyznam, że gdybym mogła o czymś decydować to co najmniej jedną religię w szkole zastąpiłabym lekcją z zakresu prawa.

      Dziękuję za wsparcie. Pomogło :)
      • zuzi.1 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 12.11.12, 00:42
        Brawo azcza, tak trzymaj, jeśli masz taką możliwosc, to pokaż mu dla przykładu, że możesz mu "utrzec nosa" w jakiejs sprawie, jesli tylko będziesz miała na to ochotę, dobrze by było, gdyby była to ważna dla niego sprawa.... Ponadto zacznij przez jakis czas stosowac jego zachowania w stosunku do niego, niech i on poczuje się od czasu do czasu jak "smiec", to mu przytępi na jakis czas "rogi"... On musi odczuc ze ma do czynienia z zupełnie inna, silną psych. kobietą, która już nie da mu więcej po sobie emocj. "jezdzic". A dokąd to Was/Cię zaprowadzi to się okaże za jakis czas...
        • zuzi.1 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 12.11.12, 00:48
          I jeszcze jedno, podłożem takich zachowań u niego może byc jego dziecinstwo, tj. gnębienie psych. przez matkę lub ojca czy też razem przez rodziców. W tamtym czasie mogł nie umiec się temu przeciwstawic a teraz jako dorosły już facet odgrywa się na Tobie emocj. za to, co wydarzyło się mu w życiu kiedys. Chore to jest trochę, ale może tak byc. Porozmawiaj na ten temat z psychologiem. A co do Twojego domu i tego, że tak wiele znosiłas jego okropnych zachowań, byc może Twoj dom tez był dysfunkcyjny, ale tego nie kojarzysz, przeczytaj "Dramat dziecka udanego".
          • zuzi.1 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 12.11.12, 01:08
            I jeszcze "Kobiety, które kochają za bardzo", tam jest dokładna definicja dysfunkcyjnego domu i inne ciekawe informacje. Jutro wrzucę tą definicję do tego wątku.
            • zuzi.1 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 12.11.12, 09:36
              "Kobiety, które kochają za bardzo" aut. Robin Norwood:
              "Dom dysfunkcyjny to dom, w którym występuje przynajmniej jeden z poniższych objawów:
              1. Nadużywanie alkoholu, narkotyków bądz leków (przepisanych lub zdobytych nielegalnie);
              2.Zachowania kompulsywne w rodzaju ustalonego raz na zawsze jadłospisu, obowiązkowych prac, przymusowego sprzątania w każdą sobotę, skrupulatnego oszczędzania, manii "higienicznej" czy sportowej, rytualnej gry na przykład w toto-lotka i tym podobne. Mają one charakter nałogowy i chorobliwy, niezwykle skutecznie niszczą intymnosc rodzinną oraz rzetelne kontakty między domownikami;
              3. Patologia seksualna (kazirodztwo, uwodzenie dziecka);
              4. Bezustanne napięcia i awantury;
              5. Długie okresy "cichych" dni między rodzicami;
              6. Zasadniczy konflikt wartosci, racji i reguł wyznawanych przez rodziców, połączony z wciąganiem weń dzieci;
              7. Rywalizacyjna postawa rodziców względem siebie lub względem potomstwa;
              8. "Głowa rodziny" męska lub żeńska, która nie potrafi nawiązac należytych stosunków z domownikami i wyraznie ich unika zrzucajac winę na innych;
              9. Surowosc i sztywnosc w sprawach finansowych, religijnych, seksualnych, uczuciowych, politycznych, scisłe przepisy dotyczące oglądania telewizji, spedzania czasu, trybu zycia i tym podobne. Obsesje takie szkodzą wszystkim, poniewaz uniemozliwiają normalne ludzkie kontakty."
              • zuzi.1 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 12.11.12, 09:42
                I jeszcze cd.: "Istnieje nieskończenie wiele odmian domów dysfunkcyjnych. Wszystkie jednak dają ten sam efekt: wychowane w nim dzieci w mniejszym lub większym stopniu okazują się kalekami. Kalekami w sferze uczuc i relacji z bliznimi".
      • bretoff Odpowiedzialnosc za dlugi 12.11.12, 09:54
        Artykul z GW :

        wyborcza.biz/finanse/1,105684,12743341,Sprawdz__czy_odpowiadasz_za_dlugi_swoich_bliskich.html
    • azcza78 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 12.11.12, 12:03
      Do zuzi.1

      Te pozycje książkowe przejrzałam. Ale jakoś do mnie nie przemawiają, chociaż niewątpliwie wiele prawdy tam jest. Większe wrażenie zrobiła na mnie Emocjonalna niedostępność Bryna Collinsa.

      Mąż jest ewidentnie z rodziny dysfunkcyjnej i to pokoleniowo. Tam był i alkohol i zdrady i samobójstwa i depresja i leczenia psychiatryczne itp. Jego młodszy brat jest cały czas na jakiś lekach i też sobie z życiem ewidentnie nie radzi. Jego relacje z mamą moim zdaniem nadają się na długoletnią terapię dla nich obojga, są tak pokręcone i chore. Ona też sobie nie radzi sama z sobą i synami. Dzieci jego wujka (brata mamy) określają tego wujka jako psychopatę i nie utrzymują z nim kontaktów. Poszło głównie o to, że podobno obrażał się na nich jako dzieci na całe miesiące. Dziadek podobno był taki sam.
      Ja wiedziałam wcześniej o części tych rzeczy, ale niewielkiej i wyglądało, że on myśli i postępuje na zasadzie, że nie powtórzy tego co było złe w jego rodzinie. Tak przynajmniej deklarował ustnie, w praktyce nie było okazji się przekonać, że jest inaczej, a jego zachowanie wobec innych, świadczyło o tym, że nie tylko tak mówi, ale tak rzeczywiście jest. Wyszło inaczej.

      On oczywiście uważa, że on sobie poradził z przeszłością i to wprawdzie ma wpływ na jego przeżywanie różnych rzeczy itp., tj. uważa, że jest inny niż wszyscy i postrzega świat inaczej niż inni - to jego słowa, ale on to kontroluje i w żadnym wypadku nie ma to żadnego przełożenia na jego postępowanie wobec mnie czy np. właśnie jego mamy czy innych członków rodziny. I oczywiście nie ma żadnych podobieństw między tym co się działo w jego rodzinie, a co się dzieje u nas. Nie można w rozmowie z nim w ogóle nawiązywać do relacji w jego rodzinie, nie można nawet używać określeń, których on sam używa na opisywanie ich zachowań. To jest nie tylko koniec rozmowy, ale wręcz krzyk, że mam nic nie mówić i oczywiście atak na mnie, że ja to też to lub tamto plus obraza na kilka dni.

      A moja rodzina według tej definicji jak przytoczyłaś, to dysfunkcyjna nie była. Tylko że moi rodzice byli od zawsze skupieni na mojej młodszej siostrze z uwagi na jej pewną wadę fizyczną i mnie postawili w roli tej wiecznie ustępującej, wspierającej, rozumiejącej wszystko, tej zawsze mądrzejszej itp. Poza tym mama trochę robiła sobie ze mnie partnera na czas nieobecności taty (marynarz), który miał jej pomagać, wspierać i wymagała ode mnie sporo zrozumienia dla jej nastrojów i problemów, w tym oczywiście też tych z siostrą. I jak rozumiem z tej terapii, to może mieć przełożenie właśnie na to co się stało, gdyż ja bardzo dużo rzeczy właśnie rozumiałam i odpuszczałam, bo on z takiej rodziny, bo to facet, bo ....
      Co więcej, ten psycholog, choć trudno mi się z tym zgodzić, pewne zachowania mojej mamy, określił waśnie jako przemoc psychiczną.
      I wygląda na to, że coś co miałam za swoją zaletę, czyli właśnie tą umiejętność wczucia się w kogoś, myślenie o innych, nieprzesadzenie z reakcjami na złe zachowanie wobec mnie itp. jest w jakimś zakresie moją wadą. Pokręcone to :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja