Dodaj do ulubionych

Cechy charakteru i zachowania przemocowca.

05.10.12, 00:01
Czy ktoś mogłby to jakoś ładnie usystematyzowac, żeby przydało się innym? Co robi, jak się zachowuje, podłoże, cechy charakteru, przykłady zachowań z życia wzięte itp. Taki check list dla potrzebujących...cos jak sorvina opisała toksycznych ludzi...taka dogłębna analiza, może byc w punktach.
Obserwuj wątek
    • satoja Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 05.10.12, 11:24
      Widzę, że wybierasz drogę na skróty i to jak największym cudzym wysiłkiem a nie własnym :P
      Czy jesteś młodą osobą, wychowaną już w tej kulturze, gdzie się nie czyta książek tylko ich jednostronicowe streszczenie?
      Może jednak warto poczytać jakieś pozycje z literatury albo przejśc się na terapię i samej taki poradnik dla innych postarać się zrobić?

      Cech przemocowych można się dopatrzyć w 3/4 populacji ludzkiej... Czy to agresja czynna, czy bierna, czy werbalna, czy przemoc fizyczna czy psychiczna czy materialna czy emocjonalna... Myślisz, że da się to wszystko zawrzeć w pięciu punktach i ośmiu linijkach?

      A źródło? jak wszystkie źródła - korzenie w rodzinie (przyzwyczajenie drugą naturą, lepszy system zły lecz znany niż inny nieznany) i nieprzerobienie zła w dalszym życiu więc i kontynuacja zachowań w kolejnych pokoleniach. Czasem choroba psychiczna.
      Spotykasz się z kimś - popatrz jak ze sobą żyli jego rodzice. Bo tego jest nauczony i to zna. A tylko osoba chcąca się rozwijać nauczy się czegoś innego.
      • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 05.10.12, 12:47
        Nie wybieram drogi na skróty, nie mam tego w charakterze ;-) Wrzucam kilka wypowiedzi na temat przemocowców z forum Niebieskiej Linii w punktach, systematycznie będę dorzucac co ciekawsze znalezione wypowiedzi osób, które spotkały się z przemocą psych. i nie tylko w swoim życiu:

        1. przemocowcy potrzebują mieć kontrolę nad wszystkim? Przynajmniej tacy, z którymi ja miałam doczynienia. Nawet w najmniejszych sprawach. Nie wiem tylko skąd się to u nich bierze. Może ktoś mi odpowie na to pytanie??? Dość ciekawa kwestia.

        Jedną z odpowiedzi, która mi się nasuwa jest to, że jeśli sami doznawali kiedyś przemocy to się bali i musieli mieć czujność i kontrolę nad sytuacją, by np. znów nie dostać. Drugą jest to, że kontrola rodziców jako przeniesienie zachowania.

        Mysle, ze to jest sposob na sprawowanie kontroli nad druga osoba. Jak jest w stanie sklonic Cie do zmiany drobnych rzeczy to skloni Cie takze do zmiany rzeczy wiekszych - takie wymuszanie uleglosci az sie do tego przyzwyczaisz. Dlaczego oni to robia - bo chca kontrolowac innych, dlaczego to robia? Chyba jedyna odpowiedzia jest "bo moga" to nie sa ludzie dzialajacy w sposob racjonalny.


        2.Istotą przemocy jest sprawowanie kontroli
        Jerzy Mellibruda
        Rok: 2005
        Czasopismo: Świat Problemów
        Numer: 2
        Zwykle przy rozróżnieniu na przemoc fizyczną i psychiczną rozumiemy to z grubsza tak, że ta pierwsza to bicie i kopanie, a druga – obrzucanie obel-gami. To ogromne uproszczenie. Zdarzają się – chociaż rzadko – przypadki przemocy w rodzinie, w których nie występuje przemoc fizyczna, ale nie istnieje żadna przemoc bez przemocy psychicznej. Ona z definicji jest psychiczna, niezależnie od tego, czy są tam kopniaki, uderzenia, wyrywanie włosów, czy też tego nie ma.
        Co się kryje za stwierdzeniem, że każda przemoc jest psychiczna? Można tu mówić o trzech aspektach:
        po pierwsze – w przemocy, która dokonuje się w rodzinie, najczęściej chodzi o sprawowanie nad ofiarą kontroli psychicznej, o jej utrzymanie lub zwiększenie;
        po drugie – najważniejsza część przemocy jest tworzona przez oddziaływanie psychologiczne i za pomocą narzędzi psychologicznych;
        po trzecie – w wyniku przemocy powstają bardzo poważne szkody psychologiczne.
        Sprawowanie nad kimś kontroli psychicznej to taka sytuacja, w której uczucia, myśli i zachowania w ogromnym stopniu zależą od tego, co ktoś drugi zrobi albo czego nie zrobi, a osoba poddawana kontroli psychicznej nie może zmienić tego układu albo ma z tym ogromne trudności. Jest to pozostawanie pod czyimś przemożnym wpływem – takim, który sięga do uczuć, do myśli i do zachowań oraz ogranicza lub całkowicie eliminuje możliwość przeciwstawienia się.
        Czy to jednak oznacza, że każdy przypadek silnego, kontrolującego wpływu jest przemocą? Oczywiście, że nie. Ludzie bardzo często znajdują się pod kontrolą psychiczną innych, a przecież nie ulegają przemocy. To, co czuje, co myśli i jak się zachowuje małe dziecko, a czasem to, czy w ogóle przeżyje, zależy w ogromnym stopniu od zachowania jego rodzica. Ale sprawowanie kontroli nie jest wykorzystywane przeciwko dziecku, tylko dla jego dobra, a nawet stanowi pewną prawidłowość rozwojową. A skoro każdy człowiek ma tego typu doświadczenia, to łatwo sobie zdać sprawę, jak głębokie korzenie może mieć przemoc. Może – i bardzo często tak się dzieje – odwoływać się do podstawowych doświadczeń, które mają wszyscy ludzie. Zresztą bardzo często sprawca przemocy próbuje doprowadzić ofiarę do tego, żeby czuła się bezradna jak małe dziecko. Im bardziej mu się to udaje, tym głębiej i mocniej przemoc jest osadzona.
        Na czym polega istota uzyskiwania przemocowej kontroli nad drugą osobą? Bardzo ważnym czynnikiem jest poczucie zagrożenia i to takie, które jest bezpośrednią konsekwencją dotkliwych czy bolesnych czynów ze strony sprawcy przemocy. Do pewnego momentu członkowie rodziny – chodzi tu przede wszystkim o dorosłych – próbowali stawiać opór: na coś się nie zgadzali, krytykowali, mówili, że im się to nie podoba. Ten opór był łamany za pomocą aktów agresji, które sprawiały ból i wywoływały lęk. Przełamywanie oporu jest niesłychanie ważnym elementem zdobywania kontroli psychicznej.
        Często zaczyna się od zachowań, będących na pograniczu tego, co ludzie akceptują. Kiedy rozmawiamy z kobietami – ofiarami przemocy o tym, jak wyglądał ich związek na początku, zwykle dowiadujemy się, że kiedyś chodzili na randki, do kina, może nawet on czasem kupił jej kwiatek. Później coś zaczęło się psuć: to jeszcze nie było bicie, ale na przykład ordynarne słowa, jakich mężczyzna może nawet wcześniej używał, ale nie kierował ich do swojej partnerki. I okazuje się, że to początek łańcucha – ten moment, kiedy ona po raz pierwszy poczuła jako nieprzyjemne jego zachowanie, które do tej pory akceptowała, a nawet mogła uważać za „męskie”. Dlatego tak ważne jest, żeby kobiety nie pozwalały nie tylko na bicie, ale już na te pierwsze wyłomy w kulturalnej komunikacji.
        Jeśli kobieta, kiedy pierwszy raz słyszy wulgarne wyzwiska, podejdzie do swojego partnera i patrząc mu prosto w oczy powie: „Jak jeszcze raz tak się do mnie odezwiesz, to chociaż cię kocham, już nigdy mnie nie zobaczysz”, wówczas zwykle nie dochodzi do eskalacji przemocy. Jednak kobiety w znacznej większości w obliczu obraźliwego zachowania – mimo że jest im przykro – nie są zdolne do takiej konfrontacji. Wtedy przemoc rozkręca się, rozwija krok po kroku, a drobne przejawy oporu są kruszone. Później zdarza się coś poważniejszego – pierwsze uderzenie czy popchnięcie. Przy czym często jest to lekceważone lub oswajane: on przeprosi, przyniesie kwiaty, po czym zrobi to samo, znów przyniesie kwiaty, chociaż już nie pięć, tylko jeden, a za trzecim razem powie: „Co ty się czepiasz? Przecież to normalna rzecz, trzeba było mnie nie denerwować”.
        Istotną rolę odgrywa też początkowy stan relacji między mężczyzną a kobietą, a konkretnie asymetria dominacji i podporządkowania, widoczna już w momencie dobierania się par i rozpoczynania wspólnego życia. Pozostaje w zgodzie z wzorem kulturowym to, że mężczyzna jest w związku górą, co w wielu przypadkach – choć nie zawsze – ma pokrycie w jego cechach psychologicznych. Są mężczyźni, którzy mają tendencję do dominowania, do przewodzenia, i kobiety, które mają skłonność do ulegania, podporządkowania się. Jeżeli ludzie się kochają i dobiorą się w ten sposób, to obydwoje mogą być zadowoleni: przewaga mężczyzny może wyrażać się w opiekuńczości i braniu na siebie rodzinnych zadań, z kolei kobieta ma do zaofiarowania cenioną przez wielu mężczyzn uległość i umiejętność podporządkowania się. Ale jeżeli w takim układzie pojawi się przemoc, to możliwości tej kobiety, żeby się przeciwstawić, obronić przed agresją, będą bardzo małe. Można powiedzieć, że od samego początku było jasne, że on będzie silniejszy, a ona słabsza – ich relacja była już ustawiona, kiedy on swoją siłę zaczął wykorzystywać do tego, żeby ją bić.
        Kiedy w przedszkolu patrzymy na dzieci, wyraźnie widać, że niektóre dziewczynki są psychicznie znacznie silniejsze, bardziej dynamiczne od chłopców, a jak trzeba, potrafią przylać. Jednak później zaczynają oddziaływać na dzieci wzory kulturowe i dorastający chłopak dowiaduje się, że to on powinien być dominujący, że musi być macho, ma być silny, nie wolno mu płakać, a „kobietę trzeba trzymać krótko”. Zdarzają się nawet pary, które na użytek otoczenia odgrywają swoje role zgodnie z obowiązującym wzorem kulturowym, chociaż w rzeczywistości to on jest słaby, a ona silna, ona trzyma kasę i rządzi domem. I tu docieramy do psychologicznych źródeł przemocy.
        Mężczyzna jest pod silną presją otoczenia, żeby być twardzielem. Chce pokazać się przed kolegami – zwłaszcza jeśli naprawdę to kobieta jest w ich związku silniejsza – i ucieka się do aktów agresji, żeby zmniejszyć asymetrię sił. Od niepamiętnych c
        • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 05.10.12, 12:53
          Od niepamiętnych czasów do tego celu służył mężczyznom alkohol. Panowie piją i opowiadają sobie, jakie te baby są okropne, potem naładowani wracają do domu i tylko szukają pretekstu, żeby pokazać, kto tu rządzi. Kiedy mężczyzna jest zły, sfrustrowany, a dodatkowo nabuntowany przez kolegów i po alkoholu, to robi awanturę. I w trakcie tej awantury rozkręca się, bo agresja stwarza mu sytuacyjne złudzenie własnej mocy, a wzbudzany strach daje poczucie kontroli nad sytuacją i drugą osobą.
          Człowiek, którzy zmierza do przemocowej kontroli, na ogół nie umie zdobyć poczucia ważności i znaczenia w normalny sposób, musi więc sięgnąć po jego substytut w postaci budzenia lęku. Podporządkowaniem sobie kogoś, kto się boi, zastępuje brak przekonania o swojej wartości i oczywiście wpada w pułapkę, bo uzyskiwane w ten sposób złudzenie mocy jest nietrwałe. Ponieważ jednak nie dysponuje niczym więcej, powtarza akty przemocy. Kiedy pojawiają się wątpliwości na własny temat albo sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli, sięga po znany już sposób, kiedy to upił się, zrobił awanturę, coś zniszczył. Akty przemocy, które dają poczucie panowania nad sytuacją, nie muszą polegać na biciu, czasem można to samo osiągnąć na przykład demolując mieszkanie lub niszcząc rzeczy. To jest potężny komunikat: „Mogę to zniszczyć, bo ja tu rządzę”.
          W zdrowych warunkach oznaką czyjejś władzy jest to, że może coś zbudować, jednak może demonstrować swoją siłę i potęgę również poprzez zniszczenie. Na tym polega terroryzm, czyli publiczne akty przemocy: terroryści dążą do sprawowania kontroli, pokazując, że są bezkarni w niszczeniu czegoś, co dla innych jest cenne. Atak z 11 września był wyrazem takiego dążenia do sprawowania kontroli na skalę masową. Niewielka grupa mężczyzn wstrząsnęła życiem psychicznym milionów ludzi, którzy zaczęli się bać, bo sytuacja stała się nieprzewidywalna. Podobne rzeczy dzieją się w sytuacji przemocy w rodzinie: trzeba tylko raz albo dwa razy zrobić jakąś straszną rzecz, a potem można pozwolić sobie na wszystko. To są przemocowe elementy sprawowania kontroli psychicznej nad innymi osobami: utrzymywanie poczucia zagrożenia i własnych złudzeń o mocy, o przewadze, o dominacji.
          Za przemocą niemal zawsze stoi niemoc albo obawa przed niemocą. To niesłychanie ważne: przemocy dokonują tylko ci, którzy albo są słabi, albo boją się znacznego osłabie nia. Oczywiście nie wszyscy ludzie, którzy mają tego rodzaju potrzebę dominacji, sięgają po akty przemocy. Na ogół do tego potrzebne jest coś więcej: pewien rodzaj przyzwolenia czy bezradności otoczenia społecznego.
          Kolejny istotny czynnik: większość sprawców przemocy to osoby o pewnych predyspozycjach biologicznych do tego, żeby reagować impulsywnie, a zarazem słabiej kontrolować swoje impulsy. Czy to jednak predyspozycje biologiczne są odpowiedzialne za przemoc? Z pewnością nie. One stanowią tylko czynniki ryzyka, a za czyny jest zawsze odpowiedzialny sprawca przemocy i nie ma usprawiedliwienia, które zdejmowałoby z niego tę odpowiedzialność. Nie ma żadnych wyników badań, które mówiłyby, że nic się nie da zrobić, aby sprawca nauczył się kontrolować swoje zachowania.
          Wiadomo, że ludzie różnią się pod względem agresywności i impulsywności reagowania, ale nie wszyscy, którzy mają skłonność do tego, stają się sprawcami przemocy. Również zdolność kontrolowania swoich impulsów ma podłoże biologiczne: osoby, u których występują mikrouszkodzenia układu nerwowego związane z przedłużoną akcją porodową, podczas której doszło do niedotlenienia czy lekkiej zamartwicy, mają utrudnione sprawowanie kontroli nad własną impulsywnością (co zresztą często obserwuje się już u małych dzieci). Istnieje też wyraźny związek między przemocą w rodzinie a tak zwanymi antysocjalnymi zaburzeniami w okresie dojrzewania. U znacznej części sprawców przemocy już w wieku 12-14 lat występowała wzmożona agresywność w stosunku do kolegów, konflikty z nauczycielami czy różnego rodzaju trudności wychowawcze. To nie dotyczy wszystkich, ale jest jednym z ważnych czynników ryzyka.
          W tym kontekście można też patrzeć na rolę, jaką w przemocy odgrywa alkohol. Wiemy, że nie jest on przyczyną przemocy, ale może wpływać na każdy z wymienionych wcześniej elementów przemocy. Alkohol tylko podgrzewa, wzmacnia czynniki ryzyka i potęguje ich działanie, chociaż nie jest za nie bezpośrednio odpowiedzialny. Wyeliminowanie go wcale nie musi oznaczać zlikwidowania przyczyn przemocy: trzeźwiejący alkoholicy nieraz nawet po paru latach abstynencji nie stają się mniej agresywni (może trochę bardziej się hamują, bo dzięki temu, że nie piją, łatwiej im dostrzec zagrożenie). Dlatego przejście typowego programu terapii uzależnienia nie zmienia istotnych czynników decydujących o przemocy.
          Warto o tym pamiętać, kiedy się przygotowujemy do tego, żeby pomaganie rodzinom alkoholowym było w większym stopniu oparte na innych działaniach niż tylko zobowiązanie do leczenia. Powinniśmy do programu leczenia uzależnienia dołączyć nowe elementy, ukierunkowane na przeciwdziałanie przemocy – to jest poważne wyzwanie dla lecznictwa odwykowego. Musimy pracować ze sprawcami nad ich potrzebą dominowania i kontroli, a także uczyć ich, co mają robić ze swoją agresywnością, jak kontrolować impulsy i w jaki sposób uzdrawiać to, co w rodzinach zostało zniszczone.
          Od jakiegoś czasu wyraźnie widzimy, że nawet u osób, które nie piją alkoholu, agresywne zachowania tworzące przemoc domową mają charakter nałogowy. Akty przemocy wobec najbliższych cechuje podobna dynamika do tej, jaką widzimy w aktach upijania się. W sprawcy narasta pragnienie, a wybuch agresji rozładowuje napięcie i człowiek się uspokaja. Czasem postanawia, że tego więcej nie zrobi, a kiedy później powtarza to zachowanie, można to porównać z zapiciem. W związku z tym w terapii dla sprawców przemocy – nawet jeżeli w ogóle nie piją – w coraz większym stopniu korzysta się z wiedzy o terapii alkoholików.
          Trzeba także brać pod uwagę, że zachowania przemocowe podlegają wpływom zewnętrznym. A to oznacza, że należy rozwijać konsekwentny system zewnętrznego interweniowania, powstrzymywania, straszenia, przestrzegania sprawców i równocześnie oferować im programy pogłębionej pracy nad sobą, nad kontrolowaniem swojej impulsywności i agresywności, uczyć innego sposobu wyrażania uczuć, a przede wszystkim innego sposobu odbudowywania swojego poczucia znaczenia i wartości niż krzywdzenie innych ludzi. Nieszczęście polega na tym, że sprawcy przemocy przyswoili sobie taki patologiczny, raniący innych, a zarazem nieskuteczny sposób dowartościowania się.
          Jest bardzo ważne, żeby osoby podejmujące interwencję w przypadku przemocy domowej połączonej z nadużywaniem alkoholu nie uważały, że mogą jedynie załatwić umieszczenie tego człowieka w jakiejś placówce odwykowej. Na przyjęcie do takiej placówki czeka się czasem nawet rok, a efekty pobytu w niej nie są pewne.
          I wreszcie warto zawsze mieć w świadomości to, że sprawca przemocy to też człowiek, którego nie należy obrażać, poniżać, jeszcze bardziej rujnować mu poczucia własnej wartości – takie traktowanie może tylko nasilić mechanizmy przemocowe. Przecież sprawca po rozmowie, w której został sponiewierany i poniżony, wraca do domu i nietrudno przewidzieć jego ewentualne zachowania. Dlatego musimy dbać o to, żeby do wstępnych rozmów motywujących dopuszczać tylko osoby, które rozumieją tę problematykę i są odpowiednio przygotowane, a najlepiej tworzyć w tym celu specjalistyczne zespoły.

          [wykład wygłoszony podczas Konferencji Dużych Miast i Gmin Wiodących 25-26 marca 2002 w Warszawie – oprac. Ewa Jastrun]

          3.To nie jest tak, że sprawca nie wie, że czyni zło...Oczywiście w skrajnych przypadkach, gdy mamy do czynienia z działaniem psychopatów to faktycznie mogą być problemy z odróżnieniem dobra od zła, ale w większości przemocy mającej swoje apogeum pod rodzinnym dachem to sprawca umie doskonale odróżnić zło od dobra...ale nie ma w sobie motywacji do zmian...
          S
          • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 05.10.12, 13:02
            Sprawca nie ma w sobie empatii i nie identyfikuje się z ofiarą, ale doskonale zdaje sprawę, że to on ma zyski a ofiara tylko straty. zmuszony, przyparty do muru podejmuje terapię i uczy się życia w społeczności jaką jest rodzina....Taka postawa jest możliwa bez względu na wiek ale nigdy nie można ją zdobyć przy pomocy płaczów, błagań czy też niekonsekwencji....

            4.ale chcę też żeby był takim koachanym, chłopczykiem jakim jest jak nie ma odpałów. bo jest cudowny. jak to zrobic? jak go zmienic? musi byc jaki? sposób. z jednej strony plany na wyj?cie z gehenny a z drugiej miło?c. wielka i bezgraniczna. gdybym tak bardzo nie kochała. może byłoby mi łatwiej. za każdym razem jak pies z podkulonym ogonem wracam. wracam i wycišgam rękę. nienawidzę siebie za to. bo wiem jakš krzywdę robię w taki sposób dzieciom.

            napisalas .
            Witaj w klubie. "
            ale chcę też żeby był takim kochanym, chłopczykiem jakim jest jak nie ma odpałów. bo jest cudowny. jak to zrobic? jak go zmienic? musi byc jaki? sposób" Nie kochanie, nie ma sposobu aby go zmienic. Mnie zajelo to 16 lat.
            16 zmarnowanych lat, kiedy cała bylam pochłonieta " jak mu pomoc" On, On,. On.. w moich myslach byl tylko on- za dnie "kochanego przemilego chlopczyka" dałabym sie pokroic. Z czasem dnie, byly jednym dniem, polowa dnia, kilkoma godzinami, godzina- az zanikly zupelnie. Bylam pewna,ze on nie jest zly, ze to tylko cos w nim jest zle. Ze gdyby pomoc, gdyby bardzo, bardzo sie starac, wychodzic mu na przeciw- to zrozumie. Przeciez potrafi byc taki czarujacy, taki kochany..
            Minelo wiele lat zanim zaczelam kojarzyc związek: mily chlopczyk= manipulacja w celu .. chciał cos odemnie wyludzic, dostac, otrzymac, albo mial taki kaprys, pobaiwc sie moimi uczuciami, nadzieja.. .Mogly to byc pieniadze, moglo to byc wmowienie mi ze nowo poznana babeczka z ktora moglabym sie zaprzyjaznic jest idiotka. Zawsze za milym chlopczykiem szla manipulacja. Ale odkrycie tego zajelo mi duzo lat.
            Uwazaj szczegolnie na tego milego chlopczyka, nie ufaj mu.. wlasnie jemu szczegolnie. Nie piszesz o tym, ale lada moment przyjdzie taki czas,ze na widok Milego chlopczyka zaczniesz odczuwac strach, bo bedziesz juz wiedziala za chlopczykiem kroczy bestia. Strach pomieszany z ogromna checia zatrzymania tych " dobrych" chwil.
            Jego prawdziwa twarz to nie chlopczyk, ale ten drugi. Bestia.


            Dziewczyno.. ty juz wiesz,ze zrobilas ogromny blad. Nie piszesz zle o poprzednim męzu.
            Przestan obwiniac siebie i udowadniac sobie / i otoczeniu/ ze Twoja decyzja o zwiazaniu sie z obecnym partnerem byla sluszna.
            Zrobilas blad. Sprobuj sie do tego przyznac glosno. Powiedz to sobie , corce, matce, kolezance i kazdemu kto zechce sluchac.
            Nie ukrywaj , nie udawaj w towarzystwie,ze jestescie fajna para.
            Nie przeciagaj piekla , ktorego nie dasz rady zmienic. Masz dzieci. Masz starsza corke. Ona jest najwieksza ofiara tej sytuacji.
            Kiedy on mowi ci, ze kocha- Ty MUSISZ miec swiadomosc,ze on klamie. Musisz uwierzyc, wbic sobie do glowy, ze on Was nie kocha. owtarzaj to sobie jak mantre. Jak bardzo to trudne- wiem.
            1. przyznaj sie do bledu glosno, otwarcie. Powiedz glosno, chocby dzis" " ten zwiazek okazal sie wielkiem bledem. " gdy uslyszysz ,ze mowiono ci, ostrzegano- przyjmij te uwagi. Nie probuj udowadniac swoich racji. To jest pierwszy krok do odzyskiwania samej siebie. , swoich prawdziwych a nie zmienionych przemocowym zwiazkiem uczuc.
            Wybij sobie z glowy ze jesli zadbasz o siebie to bedzie lepiej. Nie bedzie. Poza tym on juz dopilnuje abys nie zadbala., nie zrobila niczego co mogłoby pomoc ci uniezalezniac sie od niego. . Oni tak maja.
            2. w kazdej sytuacji pamietaj, ze on was nie kocha. Ty tez juz go nie kochasz. Obok ciebie jest obcy czlowiek, ktory narzucil ci swoje reguly gry bez liczenia sie z wami, waszymi potrzebami. Nie probuj go zrozumiec, nie probuj dyskutowac, tlumaczyc. rozmawiac- to sa dzialania zupelnie bezskuteczne.
            3. jesli tylko mozesz , masz dokad - uciekaj jak najszybciej.
            4. I pisz. Pisz na forum . Opowiadaj . Tu wszystkie jestesmy po / lub w trakcie /podobnych przejsc.
            Jesli dobrze zrozumialam , masz problem ogromnego leku przed przyznaniem sie do utraty złudzen. Wiem,,ze to bardzo ciezkie. Ale jedyna twoja wina , jest tylko to,ze stanął na twojej drodze " miły chlopczyk" .

            Mialas prawo go pokochac, miałas prawo mu zaufac, zwiazac sie z nim. Lecz on nie ma prawa traktowac ciebie jak traktuje. To nie jest Twoja wina. To wylącznie jego wina.
            Takie przyznanie sie zmusza do wysilku. Uswiadamia ,ze jestesmy de facto same z dziecmi i swoim zyciem, ktore trzeba zagospodarowac na nowo. Tak. trzeba zaczac je od nowa. Im szybciej tym lepiej. szkoda kazdego dnia. Masz dzieci. Masz siebie. Dasz rade.

            5. Sprawca to typ . Osobowosc./ lub wlasnie jej brak/
            Nasza jedyna wina jest,ze stanal na naszej drodze.
            Nie jest nasza wina ze nikt nas nie nauczyl, nikt nie uczy obecne nastolatki jak rozpoznac potecjanego sprawce, nikt nie wbija obecnym mlodym kiedy zaciera sie granica pomiedzy slepa miloscia a byciem zmaniapulowana.
            Objawy manipulacji i tego,ze wiazemy sie ze sprawca MOZNA poznac i przed slubem. Pisaly?my o tym na forum. To nie po slubie , ale przed slubem rozgrywa sie ten dramat wlasciciwy , sprawca osacza, sprawdza wytrzymalosc ofiary.
            Gorzej: w wiekszosci my juz przed slubem czujemy, wiemy,ze cos nie gra,/ potwierdzilo to wiele wypowiadajacyuch sie na forum kobiet/ ale nie umiemy tego nazwac i zrozumiec. I nie ma nikogo , kto moglby nam pomoc zrozumiec, co sie dzieje. Masz racje Echnatonie, ze
            potencjal bycia ofiara nosimy w sobie. Ale to nie jest wyrok. Jesli trafiamy na normalnego faceta ten potencjal zniknie.
            Wiele z nas trafia jednak w lapy przemocowca , bo przemocowiec szuka , poluje , wyluskuje kobiety ufne, wrazliwe, opiekuncze.
            Trissi- akurat ja nie wywodze sie z domu przemocowego.
            Przemoc , alkoholizm, patologia to byly dla mnie pojecia z innej planety.
            dzis z pelna swiadomoscia moge powiedziec ,ze w moim cudownym chlopczyku zafascynowalo mnie jego dobro i jego zlo. Widzialam i dobro i zlo. Postawilam na dobro. Uznalam,ze ze zlem dam sobie rade.
            Na ow czas nie mialam pojecia o psychopatach, o cyklach przemocy i innych madrych psychologicznych aspektach obrazujacych osobe socjopaty.
            Nie mialam pojecia ,ze zarowno ich zlo jak ich dobro to sztuczne wytwory ich sztucznego Ja.Nie rozumialam,ze ich inteligencja emocjonalna , ich empatia sa na poziomie drozdzy , nie mialam pojecia,ze z tymi ludzmi nie ma dyskusji, nie ma ustalen , nie ma konkluzji i niemozliwe sa jakiekolwiek zmiany. Bo nie rozmawia sie z czlowiekiem ale / w brutalnym uproszczeniu/ jakby do aktualnie odtwarzanej tasmy magnetofonowej. Jutro włozy inna tasme i bedzie innym czlowiekiem., o innych potrzebach, innej hierarchii wartosci, dzisiejsze ustalenia straca waznosc
            Sa swietnie w manilupacji. W tym bija nas na glowe. Umiejš udawac emocje. Wystarczy dobrze obserwowac . Wystarczy dobrze patrzec i sluchac aby dostrzec ,ze wiekszosc tych udawanych emocji biora od nas samych. Kiedy prawie 2 lata temu pisala o tym Dynamika ,ze sprawca karmi sie naszymi emocjami, dlugo nie moglam zrozumiec o czym Dynamika mowi. I przyszedl czs,ze zobaczylam to. Zobaczylam. Nagle zaczelam widziec jak czesto sprawca jest jakby ... mna. Nie tylko glosi moje kwestie przypisujac je sobie ale odgrywa moje emocje . Zaczelam widziec wielki teatr. Malego wyleknionego czlowieczka ktory nie ma samego siebie. W ktorym wszystko jest falszywe. [
            b] Prawdziwe sa tylko nasze siniaki , nasze cierpienie zadawane nam za friko, za nic. Zadawane nam TYLKO dlatego,ze sprawca ma chora osobowosc, chore , niekontrolowane emocje, chore nienasycone potrzeby . [/b]

            I tu pojawia sie pytanie? czy mamy my wspolczuc? mamy pomoc? mamy zostac , bo " na dobre i na zle, a sprawca i czlowiek i tez cierpi?
            Decyzja nalezy do nas. le trzeba pamietac,ze On nam nie pomoze! jesli kobieta ma fantazje oddac zycie w ofierze .. / do czasu kiedy sprawca nie zamini ja
            • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 05.10.12, 13:04
              Decyzja nalezy do nas. le trzeba pamietac,ze On nam nie pomoze! jesli kobieta ma fantazje oddac zycie w ofierze .. / do czasu kiedy sprawca nie zamini ja na inna/ to moze taka droge wybrac./ Ale.. jej zycie? ale.. zycie dzieci? Nie dostaniemu drugiego zycia , ani dzieci nie dostana drugiego dziecinstwa
              Echnatonie nie bron , nie usprawiedliwiaj sprawcy.
              Roznica miedzy ofiara a sprawca jest zasadnicza: wiekszosc ofiar szuka pomocy, chce zmienic swoje i dzieci zycie in plus.
              Sprawcy nie szukaja pomocy, niczego nie chca zmieniac. Ani przez moment nie chca uznac swojej winy. Nie chca? a moze nie sa zdolni do tego? wydaje sie,ze wlasnie nie sa zdolni.
              Uderza mnie niesamowite podobienstwo mechanizmow przemocowych stosowanych przez sprawcow. Jak klony.




                • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 05.10.12, 13:33
                  I jeszcze test z bardzo pomocnej książki Toksyczne słowa Patricii Evans:

                  "Zjawisko słownej agresji jest w pewnym sensie częścią naszej kultury. Dominacja, wymuszanie uległości, umniejszanie cudzych osiągnięć i zawyżanie własnych, dławienie oporu, manipulacja, krytyka, stosowanie nacisku i zastraszanie to akceptowane przez wielu reguły gry. Kiedy za sprawą jednego z partnerów zaczynają one obowiązywać w związku, zaś agresywny partner wypiera się ich stosowania, jedynym efektem może być chaos.
                  Poniżej znajduje się kwestionariusz samooceny, dzięki któremu sprawdzisz, czy jesteś w swoim związku ofiarą słownej agresji. Postaw krzyżyk przy każdym stwierdzeniu, które odnosi się do twojego związku:
                  1. Kilka razy w tygodniu lub częściej twój partner okazuje ci irytację lub gniew, chociaż nie zrobiłaś nic, co mogłoby go wyprowadzić z równowagi. Za każdym razem jesteś zaskoczona jego reakcją. (Kiedy go pytasz, dlaczego się złości, odpowiada, że wcale nie jest zły, lub sugeruje, że to ty w jakiś sposób ponosisz za to winę).
                  2. Kiedy czujesz próbujesz przekazać mu swoje odczucia, nie masz wrażenia, że sprawa została załatwiona, nie odczuwasz zadowolenia ani ulgi, nie czujesz, że "się pogodziliście". (On pyta: "Chcesz, żebyśmy zaczęli się kłócić?" albo w inny sposób wyraża niechęć do omawiania sytuacji).
                  3. Często masz mętlik w głowie i czujesz się sfrustrowana jego reakcjami, ponieważ nie potrafisz sprawić, by zrozumiał twoje intencje.
                  4. Martwisz się nie konkretnymi sprawami - ile czasu ze sobą spędzacie, gdzie pojedziecie na urlop itd. - ale brakiem porozumienia w waszym związku: co on zrozumiał z twojej wypowiedzi, jak ty odczytałaś jego słowa.
                  5. Czasami się zastanawiasz: "Co się ze mną dzieje? Nie powinnam czuć się aż tak źle".
                  6. Twój partner rzadko - jeśli w ogóle - wyraża chęć się z tobą swoimi myślami i planami.
                  7. Twój partner ma przeciwne zdanie na praktycznie każdy poruszony przez ciebie temat, a swoich wypowiedzi nie próbuje stonować słowami: "moim zdaniem", "myślę', lub "uważam" - jak gdyby to on miał zawsze rację, a nie ty.
                  8. Czasami masz wątpliwości, czy twój partner uważa Cię za samodzielną istotę ludzką.
                  9. Nie przypominasz sobie, abyś kiedykolwiek przerwała mu wami: "Dosyć tego!" lub "Przestań!"
                  10. Kiedy próbujesz przedyskutować z nim jakiś problem, twój partner albo się złości, albo "nie ma pojęcia, o czym mówisz"
                  • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 05.10.12, 13:37
                    "Od pewnego czasu jestem stale przygnębiona, nie widzę sensu życia. Zgubiłam gdzieś miłość własną i zdaje mi się, że zaczęłam sama siebie nienawidzić. Może brzmi to w sposób egzaltowany, ale nie potrafię tego inaczej wyrazić. Bez przerwy się tłumaczę. Czuje się tak, jak gdybym wstydziła się sama siebie. Kontakt z dzieckiem nie sprawia mi już radości. Praca też nie. Wstydzę się tego, z czego kiedyś byłam dumna. Czuję się odrzucona, niepotrzebna, pełna wad. Pilnuję się żeby nie powiedzieć jakiegoś głupstwa, choć obiektywnie: jestem wykształcona, logicznie myśląca i rozważna. (..)Czuję się nieudanym egzemplarzem. Nie umiem podjąć żadnej decyzji. Nie potrafię zaplanować dnia.

                    Jestem przeraźliwie samotna.

                    Przeczytaj sobie to kilka razy na głos i odpowiedz na pytanie: dlaczego tak się stało? Sama wyciągnęłaś (bardzo słuszne) wnioski, że tak wpływa na Ciebie sposób traktowania przez męża, ktory umniejsza wszystko, co robisz, nie szanuje Cię, wiecznie krytykuje. Czy dobry, prawy człowiek robi takie rzeczy drugiemu człowiekowi?
                    Przeczytałam kiedyś w jednym z postów dziewczyny, która po latach uciekła od niszczącego go męża, takie zdania: "Postaw na szali jego stosunek do Ciebie i Twój stosunek do niego? Czy raniłabyś go jak on to robi? Czy używałabyś takie słowa do osoby, którą kochasz? Dlaczego chcesz wszystkiego co najlepsze dla osoby, którą kochasz i unikasz ranienia go, natomiast on tego nie robi? Myślałaś pod tym kątem?".
                    Dopiero wtedy zrozumiałam, że moje wyobrażenia o tym, że mój mąż mnie kocha, tylko jego miłość jest chora, były mrzonką. To manipulacja, a nie miłość. "
                    • sebalda Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 05.10.12, 15:45
                      Mam zestaw różnych cytatów pomagających rozpoznać przemocowy charakter związku. To nie jest zestaw pod tytułem: przemocowiec to, ale myślę, że cytaty mogą pomóc osobom, ktore nie wiedzą, że nie są w burzliwym związku, ale podlegają klasycznej przemocy psychicznej.
                      Pierwszy cytat z jakiegoś poradnika, nie znam źródła, dostałam od koleżanki:
                      "Przemoc w związku dwojga ludzi nie polega wyłącznie na wykorzystywaniu fizycznej przewagi jednej ze stron w celu zniewolenia, molestowania seksualnego i bicia partnera, lecz także na psychicznym znęcaniu się nad nim, lżeniu i urąganiu jego godności osobistej. W przypadku, gdy partner posuwa się tylko do tego drugiego rodzaju przemocy, jego ofiara często sama nie jest pewna, czy ten typ zachowań mieści się w granicach normy burzliwych związków, czy może je przekracza. Wątpliwości wykorzystywanej w związku strony są tym większe, że jej partner potrafi być czarujący, troskliwy i uprzejmy, aż do czasu niekontrolowanego wybuchu złości, za który winą obarcza właśnie ją, maltretowany przez siebie obiekt.

                      Jak rozpoznać osobę, która wykorzystuje emocjonalnie partnera? Szukaj raczej schematów postępowania, których celem jest kontrola, ograniczenie swobody, w tym podejmowania ważnych wyborów życiowych i sponiewieranie swojej towarzyszki życia niż pojedynczych przypadków zachowań.

                      Zachowania, które kwalifikują się jako akty przemocy psychologicznej dzieli się na następujące kategorie:
                      Destrukcyjna krytyka i werbalna agresja: przedrzeźnianie, krzyk, oskarżanie, obrzucanie wyzwiskami
                      Taktyki wywierania presji: zabieranie dzieci, pieniędzy, kluczy, samochodu, wyłączanie telefonu, rozpowiadanie fałszywych informacji na temat partnerki.

                      Okazywanie pogardy: lekceważenie, poniżanie przy obcych ludziach, przerywanie rozmów telefonicznych, brak szacunku dla pracy, wysiłków i opinii partnerki
                      Izolowanie: kontrolowanie lub blokowanie rozmów telefonicznych, narzucanie swojej woli w sprawie, gdzie partnerka wychodzi i z kim się spotyka, utrudnianie kontaktów z rodziną i przyjaciółmi
                      Prześladowanie: śledzenie, stałe weryfikowanie, czy partnerka mówi prawdę, zaglądanie do jej korespondencji, publiczne zawstydzanie partnerki
                      Grożenie: wykonywanie grożących gestów, niszczenie osobistych przedmiotów ofiary, rzucanie tym, co „się nawinie pod rękę”, kopanie w ściany, wymachiwanie nożem, onieśmielanie swoją siłą, straszenie użyciem przemocy fizycznej
                      Zaprzeczenie: oskarżanie partnerki o to, że sprowokowała przemoc, publicznie odgrywanie kogoś sympatycznego, pomocnego, delikatnego, szarmanckiego.

                      Osoby o silnych skłonnościach do wykorzystywania i znęcania się nad innymi najpewniej można wskazać na podstawie ich poprzednich związków. Jeśli stosowały w nich przemoc emocjonalną, nie inaczej będą się zachowywać w związku z tobą. Nie popełniaj błędu myślenia, że „ze mną będzie inny, to była jej wina” – właśnie do takiej wersji będzie cię przekonywał „emocjonalny sadysta”. Osobnicy, którzy wykorzystywali psychicznie i fizycznie swojego partnera, prawie bez wyjątku, twierdzą i nierzadko głęboko w to wierzą, że to oni byli ofiarą w ich związku.

                      Inne cechy i skutki zachowania osoby, która w związku dopuszcza się terroru psychicznego:
                      Twój partner traci panowanie nad sobą z błahych powodów
                      Obsesyjnie podejrzewa cię o zdradę lub chęć zdradzenia go
                      Ma bardzo sztywne poglądy na to, co przystoi kobiecie, a co nie i nie możesz z nim racjonalnie na ten temat dyskutować.
                      W waszym związku wszystko jest podporządkowane nastrojom twojego partnera do tego stopnia, że pozostajesz ciągle czujna, starasz się odgadywać jego oczekiwania.
                      Nic nie jest mniej pewne niż jego humor. W jednej minucie czuły, w drugiej okrutny.
                      Nie znosi, gdy pragniesz prowadzić jakąś część życia towarzyskiego bez niego.
                      Mówi ci, jak się masz ubierać, z kim się masz przestać przyjaźnić, stara się kontrolować sfery „autonomiczne” twojego życia.
                      Boisz się go, zrobisz wiele, właściwie prawie wszystko, by tylko się nie zdenerwował.
                      Pod wpływem jego złości i gróźb zmieniłaś wiele rzeczy w swoim życiu, z wielu zrezygnowałaś, żeby go nie „prowokować”.
                      Poza popychaniem i szturchaniem, stosuje inne metody zgnębienia cię: używa wyzwisk pod twoim adresem, długo się do ciebie nie odzywa, grozi ci.
                      Gdy mówisz, że jesteś zdecydowana odejść, nie waha się sięgnąć po ostateczne argumenty; straszy cię, że się zabije, że będziesz go miała na sumieniu..."
                      • sebalda Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 05.10.12, 15:47
                        Następny cytat z wypowiedzi dziewczyny, która uciekała od przemocowca:

                        Początki zawsze są piękne. Spotykamy faceta, jest wspaniały, cudowny. Spędzamy z nim świetnie czas. Nasz świat staje się nim. On jest naszym światem. Czujemy się kochane, bezpieczne, na to czekałyśmy całe życie... Nagle rysa... Bajka się kończy... Dlaczego?
                        Patrzysz na swoją miłość, na tego jedynego i przestajesz cokolwiek rozumieć. Ciągle pojawia się pytanie: dlaczego tak się zmienił? dlaczego zrobił się dla mnie zły? co złego zrobiłam? Mieszają się myśli, uczucia... Nie ma już się poczucia, że jest się kochaną, że jest się bezpieczną. Jest tylko nadzieja, że wróci to co było wcześniej. NIE WRÓCI!!! Mały kubeł zimnej wody!!!
                        Tresura: facet powoli pierze mózg... uzależnia swoje humory, swój stosunek do Ciebie Twoim zachowaniem się... Masz akceptować wszystko u niego... Masz być szczęśliwa jak któregoś dnia uśmiechnie się do Ciebie, masz się....BAĆ!
                        Pewne jest to, że jemu zależy na Tobie, ale nie w ten sposób jak myślisz. Chce Ciebie przedmiotowo a nie podmiotowo. Będzie powoli na zimno wywoływał u Ciebie lęki, lęki przed odrzuceniem, przed coraz silniejszą agresją. Możesz próbować z nim racjonalnie rozmawiać i co to da? Nic. Niestety nic. Jeszcze się buntujesz, jeszcze szukasz wspólnego języka, ale to tylko chwilę potrwa, za chwilę dowiesz się, że to wszystko jest WYŁĄCZNIE TWOJĄ WINĄ!!! Z czasem w to uwierzysz. Bo przecież jakbyś inaczej się zachowywała, to ON nie miałby fochów. Tresury ciąg dalszej.
                        Myślisz, że z Tobą będzie inaczej?? Nadzieja matka głupich.
                        Im bardziej będziesz się buntować tym bardziej będzie agresywny. Tresowana kobietka ma swoje zdanie?? Feeee, nieładnie.
                        Skoro argumentacja nie starczy, to trzeba głupią postraszyć. Powoli się zaczyna.. Wpierw wyzwiska, poniżanie - ot taka przemoc psychiczna, potem nadchodzi okres dla bardziej zaawansowanych przemocowców, czujących się bezkarnie...
                        Przemoc psychiczna - jeżeli nie dasz rady i on się poczuje bezkarnie, będzie gorzej. Po niej następuje przemoc fizyczna. Zaczyna się, ot tak szarpnie, ot tak zatamuje Ci przejście, ot tak uderzy. Jeżeli to zignorujesz to ON chętnie z tego skorzysta. Ofiara jest już w pewnym sensie uzależniona, bo łatwo wybacza, więc można być bezkarnym, skoro słodka idiotka?
                        Powoli do przemocy psychicznej dołącza przemoc fizyczna, do niej powoli skrada się przemoc seksualna, a w tle niezauważalnie zaczyna dominować przemoc ekonomiczna.
                        Pół biedy jest jak jesteście sami, a jak jest jak są dzieci?
                        Nieee nie myśl, że je oszczędzi. Tu się mylisz, nie oszczędzi. Z prostego powodu. Jesteś kobietą i za własne dziecko oddałabyś życie, więc co najbardziej Ciebie zaboli? Atak na dziecko. Skorzysta z tego. Z czasem będzie miał w d... dobro dziecka, ważniejsze będzie jak Ciebie zrani. Dziecko nie ma znaczenia.
                        Powoli wchodzisz w 3 fazy: 1 faza narastającego napięcia (ON się wszystkiego czepia, bo źle robisz), 2 faza atak (zirytowany atakuje Ciebie tylko słownie, potem dojdą inne efekty, grożenie uderzeniem, uderzenie), 3 faza miodowy miesiąc (żałuje za swoje błędy i wypaczenia, niemal nosi Ciebie na rękach, prosi o wybaczenie, a Ty jak rasowa blondynka cieszysz się z jego nawrócenia i masz znowu nadzieję, że będzie lepiej). Początkowo między fazami jest długi czasookres, który z czasem się coraz bardziej skraca. Im bardziej się bronisz, im bardziej chcesz zachować swoją tożsamość tym bardziej skraca się okres Twojego bezpieczeństwa i tym szybciej następuje atak.
                        W końcowej fazie, jeżeli masz jeszcze siły, zaczynasz czuć nienawiść, do siebie, że dałaś się tak stłamsić, do niego, że Ciebie gnoi.
                        W końcowej fazie jesteśmy już tylko wrakami, które walczą o ostatnie poczucie własnego człowieczeństwa...
                        Z Tobą będzie inaczej, tak wiele uważa.
                        Kobiety przechodzące terapię dla ofiar przemocy automatycznie przerzucane są na terapię współuzależnienia. Dlaczego? Na terapii ofiar dużo dowiadują się o sobie, o agresorach, ale potem jest potrzebna terapia, by emocjonalnie uwolniła się od agresora.
                        Jeszcze jedno... Jeżeli myślisz, że z Tobą będzie inaczej.
                        Postaw na szali jego stosunek do Ciebie i Twój stosunek do niego? Czy raniłabyś go jak on to robi? Czy używałabyś takie słowa do osoby, którą kochasz? Dlaczego chcesz wszystkiego co najlepsze dla osoby, którą kochasz i unikasz ranienia go, natomiast on tego nie robi?
                        Myślałaś pod tym kątem? "
                        • sebalda Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 05.10.12, 15:48
                          I jeszcze dwie charakterystyczne wypowiedzi forumowe dobrze oddające charakter przemocy psychicznej (moje ulubione):
                          „Kobieta, która wyszła za mąż za takiego faceta, na ogół przez wiele lat jest przekonana, że ma w domu troskliwego, sympatycznego, zaradnego faceta, który troszczy się o nią i dzieci, jest uroczy i sympatyczny - a co pewien czas wybucha - bo musi. Bo ona zrobiła coś naprawdę głupiego, bo on się stara, a ona znowu wszystko popsuła, bo on jest inteligentny i tylko dzięki niemu wszyscy mają dom, a ona może najwyżej coś zepsuć i gdyby jego nie było, to świat by się zawalił.
                          To nie jest przypadek pijanego faceta, lejącego żonę, bo zupa była za słona. To przypadek uroczego zazwyczaj faceta, któremu udało się wmówić żonie, że bez niego nie jest nic warta i ze przesolenie zupy to nie przypadek, a bezmyślne marnowanie ciężko zarobionych pieniędzy. Po awanturze (bez przemocy fizycznej) o za słoną zupę taka kobieta jest przekonana, ze maż naprawdę ma rację, a piekło robi z troski o rodzinę - a ona, jak zwykle, nawaliła, głupia taka.
                          Często trzeba lat, albo czegoś przełomowego, aby kobieta w ogóle mogła zorientować się, że jest ofiarą przemocy, a nie troskliwości.
                          Obwinianie jej o to, że żyje wiele lat z takim facetem, to kompletne niezrozumienie mechanizmu tego typu przemocy, ktora zostawia w całości ciało, a robi wodę z mózgu.
                          Problem w tym, że gdy kobieta się ocknie, ma do wyboru - zostać z facetem, do którego właśnie straciła zaufanie, uczucie i szacunek, albo całkowicie zmienić swoje życie, licząc się z tym, ze resztę życia spędzi samotnie. I tu powiem coś, co chyba nie dla wszystkich jest oczywiste - sporo osób nienawidzi samotności i woli znane zło od bycia samotnym. To jest wybór, wcale nie całkowicie irracjonalny, szczególnie wtedy, gdy w domu nie ma dzieci".

                          I druga:

                          „Też żyję w takim związku. Niby faceta na rękach nosić - zarabia dobrze, gotuje, zajmuje się dziećmi, tylko dlaczego w tym związku czuje się jak g..wo i bardziej jak jego córka niż żona? Wiecznie poirytowany, moje zdanie ma za nic, bo on wie lepiej, szczytem było jak stwierdził w szkole przy jakiejś matce, że gdyby nie on i jego obiady, to bym z głodu umarła!!!
                          I jestem zła na siebie, bo nie potrafię powiedzieć NIE, boje się jego gwałtownych reakcji i nie potrafię z nim dyskutować, bo zaraz stwierdza, że: mi się wydaje, że przesadzam, że jestem wariatką (byłam na terapii), źle wychowuje dzieci, bo im na wszystko pozwalałam itp. Boje się odezwać. Kropla goryczy się przelała, jak tydzień temu dostałam opierd. za źle odrobioną z dzieckiem pracę domową.
                          Zastanawiam się nad separacją, ale boję się podjąć tego kroku, szalenie szkoda mi dzieci, boję się zmian, ale nie jestem już w stanie w tym wytrwać. Gdy wracam do domu, łzy same mi lecą. Trzy lata temu byłam w takim stanie i pomogła mi terapia - zaczęłam więcej wymagać dla siebie i była poprawa. Ale mam coraz mniej szacunku dla niego jako dla człowieka - cholerny manipulant z niskim poczuciem wartości własnej, który w każdej sytuacji musi być górą. Nawet w tej najbardziej banalnej".
                          • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 05.10.12, 17:10
                            A jaką wodę z mózgu potrafi zrobic kobiecie przemocowiec pokazuje poniższy wątek na forum Życie rodzinne, kobieta kompletnie nie widzi tego z kim żyje i jakim człowiekiem jest jej mąż, zachęcam do przeczytania wszystkich postów pod wątkiem mokryleon:

                            Nie potrzebuję współczucia, a rzeczowej porady.
                            Autor: mokryleon 26.09.12, 01:04
                            Kocham mojego męża. Mówię mu to. Mówię też, o tym co mi się w nim podoba. I o tym za co go kocham. Cenię go za wiele wyjątkowych cech. Większość rzeczy, które robię jest dedykowanych jemu. Zależy mi na jego szczęściu, potrzebuję jego obecności w moim życiu.

                            Chociaż...
                            nigdy nie usłyszałam z jego ust żadnego komplementu. Właściwie nigdy nie usłyszałam od niego nic miłego na swój temat. Krytyka przychodzi mu niestety, z wielką łatwością.

                            Mówię: "wybudujmy ten kominek, będziemy mogli spędzić kilka romantycznych wieczorów przy ogniu, już nie mogę się doczekać..."
                            Dowiaduję się, że jestem naiwną dziewczyną, która nie rozumie twardych realiów życia, a w leżeniu przed kominkiem upatruje cel istnienia.

                            Program, który właśnie oglądam to "papka dla debili, wychodzę nie będę oglądał tego gówna"
                            Film, który zaproponowałam: "chyba nie zamierzasz oglądać tego gniota"
                            Kolega, który w sympatyczny sposób pochwalił swoją żonę: "niedorozwinięty baran, zmień sobie męża, chcesz rozwodu - to proszę"
                            Ukochany skądinąd, synek: "co się drzesz, debilu"

                            "No przecież jem" - to odpowiedź na pytanie czy smakuje mu trudna i czasochłonna w przygotowaniu kolacja, serwowana razem z atmosferą i ulubionym piwem, po które specjalnie udałam się gdzieś tam, choć miałam na głowie inne sprawy
                            "Trzeba było tego nie robić" to odpowiedź na: "Chciałam ci sprawić przyjemność"

                            Gdy planuję jakieś przedsięwzięcie i pytam go o zdanie, zawsze odpowiada: "rób co uważasz"
                            Jednocześnie mam uzasadnione obawy, że ewentualne porażki czy trudności zostaną mi boleśnie wytknięte. Szczególnie jeżeli to on będzie musiał brać udział w tych trudnościach.

                            Wszystko, absolutnie wszystko co zrobię, powiem, pomyślę jest, w najlepszym wypadku, niedoskonałe. O ile nie głupie i całkowicie bezsensowne.

                            Dodam, że potrafię zapanować nad emocjami aby w klarowny i przystępny sposób wytłumaczyć o co mi chodzi. Mówię mu o tym czego potrzebuję w sposób bezpośredni.
                            Na nic to. Dowiaduję się że on jest jaki jest i powinnam mu dać spokoj, bo święty spokój jest właśnie tym, czego on najbardziej potrzebuje.

                            Od niego dowiaduję się, że nie układa się nam w związku (?!) i że rozwód w razie potrzeby dostanę(?!!)

                            Ja rozumiem, że on ma jakiś problem. Ponieważ nie ma takiej możliwości żeby skorzystał z pomocy psychologicznej to chciałam się skupić na skutkach tej relacji.
                            A skutki są dla mnie rujnujące.

                            Od pewnego czasu jestem stale przygnębiona, nie widzę sensu życia. Zgubiłam gdzieś miłość własną i zdaje mi się, że zaczęłam sama siebie nienawidzić. Może brzmi to w sposób egzaltowany, ale nie potrafię tego inaczej wyrazić. Bez przerwy się tłumaczę. Czuje się tak, jak gdybym wstydziła się sama siebie. Kontakt z dzieckiem nie sprawia mi już radości. Praca też nie. Wstydzę się tego, z czego kiedyś byłam dumna. Czuję się odrzucona, niepotrzebna, pełna wad. Pilnuję się żeby nie powiedzieć jakiegoś głupstwa, choć obiektywnie: jestem wykształcona, logicznie myśląca i rozważna. Ale jest różnica pomiędzy tym co "wiem" a tym co "czuję" Te dwie rzeczy nie są ze sobą zbieżne. Wiem, że jestem atrakcyjna ale czuję się brzydka. Wiem, że posiadam pewne talenty ale czuję, że jestem mało zdolna. Nagle odkryłam, że inne kobiety są takie piękne, mądre i utalentowane. Pierwszy raz w życiu wolałabym znaleźć się w czyjejś skórze. Zazdroszczę im. Chciałabym być kimś innym niż jestem. Czuję się nieudanym egzemplarzem. Nie umiem podjąć żadnej decyzji. Nie potrafię zaplanować dnia.

                            Jestem przeraźliwie samotna.

                            Co robi się w takim wypadku?
                            Tylko nie każcie mi porozmawiać z mężem. Już rozmawiałam
                            • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 00:40
                              I jeszcze wypowiedz jednej z forumowiczek z wątku mokryleon:

                              Otóż to, dokładnie to chciałam napisać. Też uważam, że za mało mówi się o przemocy w rodzinie i nie dostrzegam, albo przynajmniej przestałam słuchać, że szafuje się pojęciem "przemocowiec". Wg mnie trzeba nazywać rzeczy po imieniu i na pewno nie nazwałabym przemocowcem osoby, która np. na moje: "może mógłbyś sprzątnąć z parapetu brudne majtki i skarpetki" odpowie: "ok, już sprzątam", "ok, zaraz sprzątnę", "ok, sprzątnę za chwilę, bo teraz robię coś innego", "ok, nie złość się tak" itp. Nazwę jednak przemocowcem, kiedy w podobnej sytuacji usłyszę: "jak ci się nie podoba, to nie wchodź do tego pokoju", "rządzić możesz sobie gdzie indziej", "wydaje ci się, że taka jesteś doskonała, spójrz na swoje brudne majtki", "odezwała się ta, co jest taka porządna" itp. Osoba, która żyje z przemocowcem ma bardzo dużo na głowie i naprawdę nie do niej kierowane są słowa o "ciągłej pracy nad związkiem", bo sama nic nie zmieni. Można to odnieść do względnie normalnych związków, gdzie pewnych rzeczy się uczymy nawzajem, gdzie chcemy dyskutować, polemizować, nawet spiąć na różne tematy. Tu nie można, bo nie ma rozmowy, druga strona nie reaguje, jest gdzieś poza tym, chce rywalizować, dominować, udowodnić swoją wyższość, często ze strachu o siebie wypowiada słowa zupełnie nie związane z tematem, czuje się ciągle zagrożona, wydaje jej się, że musi czuwać, bo inaczej pozwoli się zdominować. Przemocowiec to naprawdę nie jest ktoś z wadami, jak każdy, które wystarczy bądź zaakceptować, bądź delikatnie, sposobem i konsekwencją zmieniać - to byłaby normalna praca nad związkiem. Przemocowiec nie ma wad, przeważnie na zewnątrz chwali się ciągle swoimi osiągnięciami, opowiada do znajomych i rodziny, jaki jest dobry, jak wiele potrafi zrobić, jak inni powinni się doszkolić, więcej uczyć, czytać, żeby mu dorównać. Generalnie rodzina i znajomi (jakaś garstka, z którą jeszcze czasami utrzymuje kontakt) uważają go za świetnego człowieka, kochającego rodzinę, oddanego, usłużnego, serdecznego, takiego, który nie skarży się na żonę, wręcz ją chwali. Gorsza jest żona - opowiada, że jej źle, że mąż ją lekceważy, poniża, nie słucha jej. Zaczynają się podejrzenia, że chyba z nią coś nie tak, taki fajny człowiek, taki pomocny, dobry, to chyba ona ma za wysokie wymagania, i dlaczego w ogóle uskarża się na niego, on przynajmniej ma klasę, bo tego nie robi itp. Przynajmniej w moim przypadku wszyscy wokół byli przekonani, że mam najwspanialszego faceta, że na pewno dostaję śniadanie do łóżka, że robi zakupy, sprząta, gotuje, nawet piecze ciasta, wychodzi z dziećmi na rower, na basen, czyta książki na dobranoc itp. Otóż mój partner owszem POTRAFI robić to wszystko i to była pułapka, jeśli chodzi o związanie się z nim. Śniadanie zrobił mi od przypadku, kiedy akurat nie był obrażony, normalnie nie da się z nim uzgodnić, że np. posiłki w sobotę i w niedzielę staramy się jeść razem z dziećmi przy stole, ponieważ twierdzi, że nie żyje pod linijkę i chce mieć w domu luz (co jest zrozumiałe, tu akurat w innym sensie), zakupy robi, kiedy ma ochotę. Gotowanie: jak zakupy. Sprzątanie: raz na kilka tygodni, dzień i godzina nieokreślone, też, kiedy ma ochotę i przeważnie potrzebuje spokoju, całego dnia, bo inaczej potrafi sprzątnąć część mieszkania, np. łazienki i kuchni już nie. Aha - sprząta, kiedy kogoś zaprasza(my), czyli rzadko i po to, aby pokazać, jaki jest porządny, żeby goście myśleli, że tak jest zawsze. Pieczenie ciast: robi najlepszą szarlotkę, najlepszy sernik, ale też wtedy, kiedy w ogóle robi. Na ogół dogaduje innym, kiedy coś zrobią, że brakuje cukru, mąki, że za rzadkie, za gęste itp. Na basenie był z dzieckiem trzy razy w roku, na rowerze też, głównie po to, żeby sam miał ruch, nie ze względu na dziecka potrzeby, a bajki czyta, najchętniej te, które on kupi, kiedyś kupiłam kilka bajek odpowiednich dla wieku, przeczytał dwie po czym kupił takie, które sam wybrał i zaczął te czytać. Mimo, że M. potrafi wiele, dom nie zachęca do odwiedzin, do wpadania znajomych, do radości, śmiechu itp. Nawet jeżeli ja wyobrażam sobie inaczej i dążę do tego, jestem bądź słownie stopowana, bądź stawiana przed faktem dokonanym, np. on się spóźni, nie zdążę czegoś zrobić, obrazi się na mnie i właściwie z czasem odchodzi ochota do zapraszania kogoś do nas. Skądinąd ja też często już nie byłam w nastroju na spotkania. Można by powiedzieć - przewrażliwiona, nie uskarżaj się, mają gorzej, postaraj się zadbać o siebie, o swoją wartość, ogarnij się, poczujesz się lepiej. Z zewnątrz jest to takie proste, zrozumiałe zresztą, jeżeli ktoś nie zaznał życia z przemocowcem. W czterech ścianach nie jest to do zniesienia i do rozwiązania. Jakiekolwiek próby przeforsowania mojego pomysłu działają tylko na chwilę (pułapka) lub w ogóle jest poddana w wątpliwość moja inteligencja, błyskotliwość, zaradność itd. W domu i w życiu panuje anarchia, bałagan i za to też obwiniana jestem ja. Nie można powiedzieć, że się nie staram, staram się porozumieć przede wszystkim, na marne, nie da się też powiedzieć, weź się za siebie, wzmocnij, odbuduj swoją wartość, wszystko potoczy się inaczej. Nic nie potoczy się inaczej, bo celem partnera jest umniejszanie tej wartości, ciągłe i bezustanne, na chwilę można się oczywiście poczuć lepiej, ale to niczego nie zmieni. W przypadku autorki tekstu widać, że jej zależy, jest miła, serdeczna, ciepła i zakochana, i... nie zasługuje zwyczajnie na takie traktowanie, jakie oferuje jej mąż. Tak po prostu. Z miłości, z chęci budowania związku, który miałby rokować dobrze na przyszłość tak się nie postępuje. Jak Ona ma się zmienić, w jaki sposób ma postępować, żeby nie słyszeć i nie odczuwać, tego, co słyszy i odczuwa? Jest raniona. I choćby zmieniła podejście, przypuszczam, że on nie zmieni podejścia do niej, to nie ten typ. On będzie "inny", kiedy On będzie Jemu posłuszna, kiedy nie będzie miała oczekiwań, wymagań, własnych marzeń i wyobrażeń, inaczej mówiąc, zatraci siebie, a wtedy pogubi się jeszcze bardziej i już nie będzie wiedziała, kim jest i czego chce. Chyba jednak nie tak powinien wyglądać związek?
                              • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 18:24
                                I kolejny post forumowiczki o tym w jaki sposób przemocowiec potrafi manipulowac rodziną żony, tak aby w konsekwencji rodzina żony była po jego stronie.., a w pewnym sensie przeciwko własnej córce, cerpiącej i "w białych rękawiczkach" manipulowanej przez przemocowca, przemocowcy to wyjątkowo sprytne KANALIE, wszystko odbywa się w "białych rękawiczkach", trzeba się wyjątkowo natrudzic, aby udowodnic ich winę... czasem jest to zwyczjanie niemożliwe i lepiej rozwiesc się bez udowadniania takie kanalii winy...(myślę, że jest to bardzo częsta sytuacja, że zmaiulowana rodzina ofiary przemocowca zachowuje się właśnie w taki sposób):

                                Niektóre osoby z tego forum znają po części moją historię, ale i te, które jej nie znają proszę o ustosunkowanie się w kwestii niezrozumienia ze strony np. rodziców. Otóż, jako ta, która próbuje wyplątać się ze związku z przemocowcem, odzyskać dawną energię, poczucie wartości, radość na co dzień, spotykam się z zupełnym niezrozumieniem ze strony MOICH rodziców. Wiedzą, jaką mam sytuację, informowałam ich czasami w rozpaczy, że partner wygania mnie z domu, że nie chce, żebym z nim mieszkała, bo się źle zachowuję, że nie mogę na nic się z nim umówić, że oszukuje, że coś zrobi i że będę z czasem próbowała od niego odejść, muszę się tylko odpowiednio przygotować. Oni natomiast, cały czas uważają, że to przejściowe sprzeczki, że w każdym związku są złe dni, że minie, ze nie raz się godziliśmy, że nie chcą się wtrącać... Tymczasem ja czuję, że bardziej są po jego stronie. Z drugiej strony widzę, jaką grę prowadzi mój partner w stosunku do nich, a oni jej nie czują, jest miły, uprzejmy, uśmiechnięty, puszcza teksty, że ma np. mało czasu a na ogródku działkowym trzeba ocieplić altankę, zostaje mu tylko sobota i niedziela, ale musi zajmować się wtedy dziećmi. Na co moi rodzice wychodzą mu naprzeciw, tata chce z nim pojechać i mu pomóc (że niby dla córki), mama stwierdza, że przecież ona może mi pomóc w opiece nad dziećmi. Tym sposobem on robi to, na co ma ochotę, ja albo rezygnuję z pomocy mamy i zostaję z dziećmi sama, albo jestem skazana na pomoc mamy, nie jego. Czuję, że coś dzieje się poza mną i nie wiem, jak to ugryźć. Następnie rozmawiają w drodze, że coś jest im potrzebne do domu, on wychodzi z inicjatywą, że może poszukać tego w necie i to robi, dzwoni do rodziców i informuje, że to znalazł w korzystnej cenie, oni są wniebowzięci, a kiedy mówię, że nie ma czasu na sprzątanie w domu, na pomoc mnie, na przebywanie z dziećmi, a w zamian robi coś dla nich, co mogliby sami sobie zorganizować, dowiaduję się, że jestem znerwicowana, przewrażliwiona, czepiam się i nie dziwią się, że on nie może ze mną wytrzymać i zastanawiają się, jak mogliby zrezygnować z jego pomocy, skoro on chce im pomóc. Widzę tu jawną grę, powodowanie, że ja czuję się jeszcze bardziej samotna i niezrozumiana, on bryluje. Kiedy mówię rodzicom, że robią coś z nim poza mną, że może lepiej, gdyby widzieli w nas zgodną parę, zamiast bawić się z nim, robić coś dla niego, dowiaduję się, że oni robią to dla mnie i dla niego, że wina leży po środku, a ja wprowadziłam go przecież do rodziny i oni nie mają z nim problemu. Czy to jest fair, czy tu wszystko "gra", podpowiedzcie, bo czuję się trochę między "młotem a kowadłem".
                                • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 08.10.12, 17:52
                                  I teraz kolejny post forumki jak potrafi zachowywac się przemocowiec:
                                  "Decyzję podjęłam trzy. 1. kontynuuję terapię - to w sumie niecałe 3 m-ce, tyle czasu mogę dać sobie by opanować temat, a nam, że może jednak coś do niego dotrze. 2. jemu powiedziałam, że ok, zgadzam się popracować nad naszymi relacjami, ale są pewne warunki brzegowe, takie jak zero obrażania się, ma sobie darować krytykę wobec mnie, znowu równiejszy podział obowiązków i zaangażowania w sprawy domowe i dziecko i jak znowu mnie zdyskredytuje w towarzystwie, to ja ośmieszę go tak, że się nie pozbiera."

                                  Zachowania przemocowca psych.
                                  - obrażanie się, fochy, ciche dni;
                                  - bezposrednia krytyka partnera niby w żartach;
                                  - krytyka partnera przy osobach trzecich, próby zdyskredytowania partnera przy osobach trzecich;
                                  - unikanie obowiązków domowych, wręcz miganie się od obowiązków domowych, znajdowanie sobie innych spraw do zrobienia aby tylko uniknąc obowiązków domowych, generalnie robienie z partnera po cichu idioty (celowa manipulacja), odwalanie obowiązków domowych tak, aby utwierdzic partnera w tym, ze nie radzi sobie z obowiązkami;
                                  - brak zaangażowania w sprawy dot. dzieci, wymuszone zaangażowanie;
                                  - czepianie się partnera, gdy ten czyta książkę, siedzi w internecie, czyta gazetę, wychodzi na spotkanie z przyjaciółmi, idzie na basen itp. bo...przeciez jest tyle innych spraw które należy zrobic, a nie marnowac czas , generalnie chec kontrolowania życia i aktywności partnera zgodnie z widzimisię przemocowca;
                                  - sknerstwo;
                                  - często przemocowcy nie mają prawie wcale znajomych, przyjaciół, nie utrzymują praktycznie żadnego życia towarzyskiego, poza życiem towarzyskim zorganizowanym przez partnera, nie szlajają się z kolegami, nie wychodzą na piwo itp.- bo jak to kiedys wytłumaczyła sebaldzie pani psycholog, muszą skupiac swe siły na trafnym dręczeniu swojej ofiary, a to nie jest proste, wymaga czasu i nakładów inwencji twórczej, poza tym to jest własnie to co przemocowiec lubi najbardziej, szkoda mu czasu na spotkania ze znajomymi...

                                  To na razie tyle, cdn.
                                  • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 16.10.12, 18:20
                                    I kolejna wypowiedz forumki, wrzucam ją pod to drzewko, bo uważam, że jest b. trafna:

                                    falka 32 napisała:
                                    "Manipulacja przemocowca polega właśnie na wypraniu ofierze mózgu z dotychczasowych wartości i norm i zrobienie jej w głowie totalnego bełta, który owocuje tym, że przestaje ona odróżniać dobro od zła i normę od patologii. Im solidniejsza baza wyjściowa, tym trudniej, ale niektórym panom tresura partnerki zajmuje całe lata drobnych kroczków, z których żaden nie byłby dla nikogo (jeszcze) normalnego powodem do rozstania, co najwyżej diagnozy "no, docieramy się", ale są to krople drążące kamień i stopniowo, czasem po milimetrze, drobniutkimi precedensami, przesuwające granice tego, co ofiara uważa za normalne w swoim związku. Efekt końcowy, gdyby był widziany przez ofiarę z zewnątrz, byłby przerażający, ale ponieważ jest to metoda powolnego podgrzewania żaby w garnku, to ofiara daje się ugotować. Naprawdę to może trwać i kilkanaście lat, w czasie których zostaje się powolutku odizolowaną od wsparcia i ugotowaną na tyle, że to, co 5 lat temu byłoby niedopuszczalne i niewyobrażalne, nagle staje się w jej oczach i normach zwyczajnym rodzinnym konfliktem. To bardziej przypomina efekt hipnozy, niż czegokolwiek innego. Trzeba mieć naprawdę albo znakomity refleks i przytomne otoczenie, albo być bardzo nieempatyczną i aspołeczną, żeby się nie dać w to stopniowo wkręcić, bez względu na wzorce z domu (od czego mamy w końcu popkulturę?). Wydostać się jest bardzo trudno, bo najpierw trzeba odwrócić efekty wieloletniego prania mózgu i manipulacji, żeby ofiara odzyskała swoją perspektywę sprzed tego związku."
                                    • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 16.10.12, 18:27
                                      I link do b. ciekawego wątku nt. przemocy w domu, widzianej oczami dorosłego już dziecka, druga czesc wypowiedzi 77qq w następnym poscie:
                                      "My, dzieci przemocy
                                      Autor: 77qq 15.10.12, 15:56 Dodaj do ulubionych Skasujcie
                                      OdpowiedzMama była DDA, dziadek pił, wcześnie zmarł. W naszym domu nie było alkoholu ale między rodzicami wytworzył się układ emocjonalnej przemocy.. Mama od lat okupuje pozycję ofiary... ojciec apodyktyczno pracoholiczny i niestety wychowali dzieci na ofiary i przemocowców - nie radzące sobie z relacjami w związkach, nie szanujące samych siebie, nie ceniące się w pracy ani związku. Matka tkwiła w wpojonych przez społeczeństwo ,kościół i własną despotyczną matkę przymusach - później co rok dziecko aż spłodzili spory tłum więc bez własnych pieniędzy uwiązana w pracy w domu matka czuła się w niewoli coraz bardziej nienawidząc tego kogo uznała za "sprawcę" czyli męza, a mąż z wzajemnością okazując jej pogardę i urazę. Dzieci wyszły z domu z chorymi emocjami. Całe dzieciństwo to strach przed ojcem,rozkazami, przymus pracy jak w kołchozie lub histerie nad szantażami emocjonalnymi matki i współuzależnienie od nieodpępowionych emocji, ból, łzy, nerwice, stresss,brak normalnych rozmów, dzielenia się problemami z obawy, że reakcją będzie tylko awantura. Obecnie - dorosłe; niektóre same popadły w nałogi, inne związały się z alkoholikami, inne nie wchodzą wcale w związki jakby bojąc się drugiej płci i nie ufając -na wzór rodziców płeć przeciwna to był wróg, a partner w związku to osoba którą z automatu zaczyna się nienawidzić.
                                      Rodzice przeżyli ze sobą prawie 40 lat. Prawie pół wieku kłótni, chorych jazd emocjonalnych, przemocy, nienawiści, pogardy, poczucia niesprawiedliwości, kieratu, tłamszenia jakichkolwiek przejawów wolnomyślicielstwa i indywidualizmu u dzieci, rozkazów, nakazów i zakazów.
                                      Rodzice nie zamierzają się zmienić. Każde z nich jest przekonane, że wina za zło jest nie w nim ale w tym drugim. Ojciec nie rozumie za co matka się go czepia. Matka jest potwornie sfrustrowana życiem, ciągle ma emocjonalne jazdy i szuka ich ujścia wyżywając się na innych.
                                      Od kiedy dzieci dorosly i nie dają się rodzicom manipulować potrafią zwracać uwagę obojgu rodzicom na ich złe zachowania. (całe dzieciństwo wkodowywany przekaz był jasny: to ojciec jest ten zły despota z nikim się nie liczący a matka dobra i pokrzywdzona trzeba ją wspierać- teraz jak patrzę, to nic dziwnego że ojciec wybywał z domu do pracy tez bym z taką niestabilną kłótliwą osobą jak mama nie wytrzymała zbyt długo - więc wina ojca nie była taka jednostronna jak chce utrzymywać matka).
                                      W momencie gdy dzieci zaczęły zwracać uwagę również na kiepskie zachowanie matki ona zaczęła głośno się upominać, że to jej się wyłącznie współczucie należy, podnosi ten temat na każdym spotkaniu rodzinnym nawet przy postronnych osobach, przy każdej okazji jest odwołanie "bo ojciec to był taki śiaki, traktował mnie tak i tak, co to za wstrętny człowiek!", do cioci "bo ty miałas dobrego męża a ja nie!", o innej "cóż jej się działo, że się rozwiodła! pieniądze mieli, pracę miała, dzieci tylko dwoje -nie to co ja- zachciało jej się rozwodu z fanaberii!" (to, że tamta miała męża despotę-pijaka zgrabnie przemilcza) ,
                                      półsłówkami często sugeruje, że ojciec ciągle chciał seksu więc ni mniej ni więcej tylko jesteśmy dziećmi z gwałtów.
                                      A ona by była szczęsliwsza jakby poszla do zakonu.
                                      Chce rozmawiać tylko o swojej "krzywdzie" jakby nie pamiętała, że sama w tym systemie brała udział. Każde słowo o ojcu to jej tyrada, że znowu coś zrobił źle, znowu okazał się wg niej beznadziejny, znowu się na niej "wyżywa". Jesli wspomnieć, że ojciec coś dobrze zrobił to matka zaraz znajdzie inną rzecz którą zrobił źle, albo zacznie wspominać jak to 30 lat temu jej rozkazywał.
                                      Szczerze mówiąc - nie chce mi się już słuchac tego.
                                      My, dzieci płacimy całe życie za to co oni nam dali w dzieciństwie. Raczej nie było przemocy fizycznej, lecz pamiętam migawki z wczesnego dzieciństwa że ojciec przychodził z pracy, matka mu sprawozdawala które z dzieci co przeskrobało, nie słuchało, rozrabiało i wtedy ojciec brał na kolano i dawłał klapsy. A teraz matka ogłasza, że to ojciec wszystkich gonił do pracy i terroryzował, a jak się skarżyla że nie słuchamy to mówił, żeby bić-taki był okrutny. Jeśli to wiedziała to dlaczego dawała nas do tego "bicia"?
                                      Teraz gdy przyjeżdzamy w odwiedziny to ona częsciej czeka z calą listą zajęć do zrobienia, upiec, ugotuj, posprzątaj, przynieś... Kontynuuje to co jako złe zarzuca męzowi.
                                      Jak napisałam wcześniej problem mieliśmy z przemocą psychiczną. Przymusem, dławieniem inicjatywy, poczuciem zniewolenia i braku perspektyw. Jako liczna rodzina wszyscy od malego pracowali w polu, dzieki temu nie było biedy, ani głodu. Ale nie było też środków na przyjemności a corki szczególnie miały niewypowiedziany zakaz wychodzenia na dyskoteki, chodzenia do znajomych, .... obowiązków w domu byla cała masa i tylko one były ważne.
                                      Obecnie ojca się dało częściowo utemperować gdy wyszliśmy z domu i wróciliśmy jako niezalezne jednostki, silni, nie potrzebujący pomocy, nie wiszący na rodzicach - to zaczął się liczyć i słuchać co kto ma do powiedzenia. Choć nadal czasem ma swoje jazdy i próby zagonienia wszystkich do pracy, którą akurat sobie wymyślił, bez pytania czy ktoś ma czas. Kwestia jak dana osoba zareaguje -tak ma. Z matką gorzej bo nie chce swojej pozy ofiary porzucić. Wieczna narzekaczka, oczekująca że ją będziemy bezkrytycznie wspierać bo przeciez jej się należy. Na propozycję psychologa dla siebie reaguje agresją i obrazą.
                                      Znoszenie teraz fochów matki, że to ona jedna była cierpiąca w tym układzie i jej upominanie się by nadal gnoić ojca a głaskac ją, jest strasznie męczące. Jest tak zakalapućkana w swój współuzależnieniowy chorym egocentryzm, że mimo wielkiego współczucia i chęci wsparcia zaczyna się czuć niechęć i wstręt do jej kolejnych wypominek i narzekań. Lata temu nie chciała zaryzykować i odejść bo inne wartości niż dobry związek były priorytetem (zaspokojenie presji społecznej, rodziny, wiary, finanse, perspektywa straty majątku rodzinnego gdyby babcia się wściekła za rozwód). Ojciec nie pił, ciężko pracował by wyżywić liczną rodzinę, nie trwonił pieniędzy, ale był despotą. Więc to nie tak, że miał tylko wady. Czy z inną kobietą tez by był takim?
                                      Wadą był ich związek, że zaistniał. Czy strach dzieci przed ojcem był uzasadniony czy to było przeniesienie strachu matki, wszak ona była z nami w domu i przekazywała nam swoje uczucia, emocje...kodowała. Nienawidząc ojca wysyłala nas do wykonywania zadań które on narzucał... Przez kilka lat rodzice nie odzywali się do siebie, w jednym pokoju będąc rodzice przekazywali sobie konieczne informacje ustami dzieci. 10 letnie dziecko musiało powiedzieć mamie stojącej przy kuchni co chce tata siedzący przy stole , i odwrotnie...
                                      Rodzice-dwoje ludzi, którzy ze względu na swoje emocjonalno-psychiczne predyspozycje (kobieta uległa i podporządkowująca się mężczyźnie bardzo niepewna swojej wartości plus macho przyzwyczajony że żona to służąca) , nie powinni ze sobą żyć. Bo się niszczyli i gnębili zamiast wspierać i motywować co powinno być istotą małżenstwa. "
                                      • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 16.10.12, 18:28
                                        77qq napisała:
                                        "Długie lata myślałam, że lepiej by było gdyby się rozwiedli. Potem, już dorosla, obserwując podobne małżeństwa znajomych i ich zachowania po rozwodach, doszłam do wniosku, że w niektórych przypadkach rozwód nie pomoże.
                                        Bo jeśli ludzie są gó...arzami, niedojrzałymi osobnikami, to zaraz zwiążą się z podobnym osobnikiem żeby ten sam problem nadal mieć. Odejdzie "kat" ze związku, a problem "ofiary" pozostanie... Albo zwyczajnie ofiara przestanie sobie radzić z życiem, bo jesli nie mąż ktory wymaga, to będzie powrót do rodzica który też się czepia i swoje narzuca i wejście w tę smą relację ... nie każdy umie żyć bez uzależnienia się od innych. Nie każdy ma kręgosłup by sam o sobie stanowić.
                                        Jednak - w niektórych przypadkach rozwod pomaga- bo osoba zostawiona samej sobie, ma wreszcie przestrzeń żeby pomyśleć co robi, oraz ma przymus wzięcia odpowiedzialności osobistej za to co robi, odpowiedzialności rzeczywistej nie takiej hipotetycznej rozmytej że niby jest, mądrzy się na ten temat, ale nie czuje się tego realnie -zanim nie zostanie samemu na pustyni - nie ma już kogo "winą" za swoje wybory obarczyć jestem tylko ja i moje "ja"- to na co mnie faktycznie stać...

                                        Nie powinni się pobierać ludzie niedojrzali emocjonalnie... a już na pewno, nie powinni mieć dzieci. Ale mają, bardzo często. I dzieci powielą w dużym stopniu ich los, może trochę inny z powodu np innych realów historycznych, społecznych ...ale najczęściej przepełniony złymi wyborami i cierpieniem.

                                        Czasem aż smutno jak wiele lat my dzieci straciliśmy, by zacząć być choć trochę normalnymi. Wyjsc poza dom rodzinny i zacząć się uczyć na czym polegają związki między ludźmi, na czym mają się opierać by były dobre. Nie na tym czego nauczyli rodzice swoim przykładem. Stracone co najmniej kilkanaście lat życia (a czasem dłużej gdy rodzice wiążą emocje by dziecko nie odchodziło za daleko) gdy rodzice uczyli nas zła, złych zachowań, kodowali traumami, nerwicami, przemocą, myśleniem jak ofiara... głupotą i niedojrzałością.
                                        Kolejne kilkanascie lat potrzeba by na własnych błędach zacząć rozumieć to wszystko, bo na ogół się ląduje w złym związku, z kłótniami, przemocą bierną lub czynną. Robi się lat 30-ci.. 40ci.. i staje się za późno by założyc rodzinę.... a jeśli się wpadło wcześniej to powieliło się zły związek na kolejne pokolenie...
                                        Wiele osób spotkałam które mają z tym problem.... 40letni znajomy, który bał się zakładać rodzinę bo "napatrzył się" na związek rodziców tak, że traumę miał do koca życia..., 30 letnia koleżanka zachowująca się dziwnie agresywnie z skłonnością do kieliszka przy tym..dopiero niedawno wspomniała jak żyli jej rodzice na wysokich stanowiskach .. powiela schemat... Można mnożyć przykłady.

                                        Więc co my, dzieci przemocy? Jesteśmy skazani na zafundowanie cierpienia kolejnemu pokoleniu w nieświadomości (mało kto zdąży się wyleczyć przed 30tką..) lub na wymarcie gdy rozwaga i próby uporządkowania najpierw siebie wezmą górę ? "
                                        • mokryleon Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 16.10.12, 23:55
                                          Zapewne ci "przemocowcy" występują w kilku gatunkach.
                                          Ci, do których żywię szczerą niechęć mają charakterystyczną, wspólną cechę:
                                          to co uważają za słabość budzi u nich agresję, a to co uważają za siłę, budzi u nich szacunek.
                                          Jak u zwierząt.
                                          Znam kilka takich osób obojga płci.
                                          Napastliwa kobieta nie ma tak destrukcyjnego wpływu na swojego mężczyznę jak związek z przemocowcem na kobietę.
                                          • mokryleon Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 18.10.12, 23:14
                                            no i...

                                            1)
                                            wiara we własną nieomylność
                                            + brak szacunku dla innych ludzi, ich poglądów i zwyczajów
                                            + przekonanie o słusznym prawie do siłowych rozwiązań gdy ma się "rację"
                                            Przykład: mój mąż.

                                            2)
                                            Przypadkowy przemocowiec: na skutek intensywnych przemyśleń (mimo, że nie ma w naturze przemocy) doszedł do wniosku, że np. negatywnych motywacja to najskuteczniejsza motywacja. Za przykład mogą służyć ojcowie, z zawodu - wojskowi.

                                            3)
                                            Egocentryk. Pępek świata. Przekonany, że świat kręci się wokół jego potrzeb.

                                            4)
                                            Frustrat. Boi się, że jeśli na chwilę odpuści to przegra. Życie, dla niego, to walka a on musi (koniecznie) za każdym razem wygrać. Niezdolny do pracy zespołowej.

                                            itd...itp...
                                            • mokryleon Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 18.10.12, 23:26
                                              A! zapomniałam jeszcze o...

                                              "Zmuszaczu".
                                              Szantażem, najczęściej emocjonalnym, zmusi wszystkich wokół siebie, żeby robili to czego chce, dokładnie w taki sposób w jaki on chce. W przeciwnym razie się rozpłacze i będzie straszliwie cierpiał. Rozdaje niechciane prezenty i przysługi. Nie słyszy protestów. Potem domaga się dozgonnej wdzięczności lub przysług kilkukrotnie przewyższających jego (nikomu niepotrzebne) przysługi. Specjalizują się w tym głównie, kobiety.
                                          • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 18.10.12, 23:17
                                            Bardzo ciekawa audycja radiowa nt. przemocy, wrzucona przez jedną z forumek:
                                            Autor: lafata 17.10.12
                                            "Jeśli jest źle, zacznijcie od posłuchania Przemoc-czyj to problem? www.youtube.com/watch?v=HGJ560uIhwM" -rozmowa z psychoerapeutą p. Pawłem Droździakiem nt. przemocy.
                                              • mokryleon Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 18.10.12, 23:43
                                                To dość oczywiste :)
                                                Chociaż są pewnie i trudniejsze przypadki, jak choćby egocentryk, który uprawia przemoc bierną w postaci zaniedbania. Kiedy ktoś Cię po całości, olewa, z pełną świadomością i zamiarem - to też rodzaj przemocy. Temat długi i skomplikowany. Jak chociażby to:

                                                Tata do nastoletniego syna: "Jeśli nie będziesz zmywał naczyń, nie dam kieszonkowego"
                                                To ustalanie zasad panujących w domu.

                                                Ten sam tata: "jeśli nie będziesz chodził do kościoła, nie dam kieszonkowego"
                                                Przemoc.

                                                Wszystko zależy od kultury, cywilizacji i wartości w danym społeczeństwie. Myślę, że w Arabii Saudyjskiej mogą mieć zupełnie inne poglądy na ten temat.
                                                • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 22.10.12, 23:59
                                                  Wrzucam b. trafną wypowiedz jednej z forumek nt. przemocy z wątku o przemocy z forum e-mama:
                                                  "Re: Moment kiedy pojawia się przemoc
                                                  velluto napisal/-a:
                                                  "no właśnie - łatwo wychwycić sygnały, jeśli ma się do czynienia z "realną" agresją, gorzej, jak jest ukryta. A szydło potrafi wychodzić bardzo stopniowo, nieomal subtelnie - drobne złośliwości, niby w żartach przemycane krytyczne uwagi, takie przysrywanie z uśmiechem na twarzy, które zawsze można obrócić w "na żartach się nie znasz". Najpierw to są sporadyczne występki, potem problem zaczyna narastać. Do tego przemocowcowi nie wyjaśnisz, że jakieś zachowania cię bolą, nie da się tego przegadać, taka wiedza to danie mu oręża do ręki. Przeprosi - i za chwilę zrobi dokładnie to samo, z lubością - wiedząc już którą strunę może trącić. Nie ma krzyku, nie ma awantur, jest stałe, uporczywe niszczenie poczucia własnej wartości."
                                                  • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 23.10.12, 00:18
                                                    I jeszcze z tego samego wątku z e-mamy:
                                                    azcza78 napisała:
                                                    "Niezależność ekonomiczna, praca, sukces zawodowy itp. oczywiście pomaga odejść, może wydłuża proces podporządkowania się, ale nie jest dla przemocy barierą.
                                                    A kiedy się zaczyna przemoc. Pewnie w każdym wypadku na długo zanim się w końcu tą przemoc zauważy, ale wcześniej to często nie jest problem, a przynajmniej tak się wydaje.
                                                    Mogę napisać o sobie, wprawdzie to chyba jeszcze nie przemoc, nawet psychiczna, ale droga do niej. Jestem niezależna ekonomicznie, mam pracę, wsparcie rodziny i znajomych. I mimo to jestem przed decyzją o rozstaniu się z ojcem mojego 1,5 rocznego dziecka, z powodu poniżania, braku szacunku i agresji.
                                                    A jak to było przed ciążą i dzieckiem.
                                                    Obraża się o nic i wychodzi, a niech się obraża, przynajmniej chata jest wolna, można się z przyjaciółką bez jego marudzenia spotkać, na zakupy wyjść. Wkurza to, ale nie dezorganizuje życia, nie zatruwa go.
                                                    Krytykuje mnie na każdym kroku, psycholog stwierdził, że pozwalałam na to, bo byłam do tego przyzwyczajona z domu. Poza tym co z tego, że zjechał mój gust co do filmów, książek itp. Ani przecież nie przestanę przez to czytać co lubię, ani oglądać co lubię. A potem okazuje się, że jednak przestałam, przynajmniej kiedy on widział albo czułam się winna, gorsza, że takimi bzdurami się zajmuję. Ze swoimi gustami, przyjemnościami zaczęłam się kryć po kątach lub nastawiałam, że jak "uprę się", że ja jednak chcę tą książkę przeczytać, to potem usłyszę, że ja nigdy nie mam czasu na rozmowę z nim, jestem obojętna i obrazi się lub w najlepszym wypadku wysłucham komentarzy na temat jakie to debilne filmy oglądam. I co z tego, że jak czytałam tą książkę to on był czymś innym zajęty. Bo przecież gdybym nie czytała, to by chciał porozmawiać. I co z tego, że czyta gorsze bzdury, bo przecież według niego to nie bzdury. I zastanawiasz się co w tej sytuacji jest nie tak i rodzi się bunt, bo wszystko jest nie tak. Ale potem on przytuli, powie coś miłego. A ty myślisz, po co się o takie bzdury kłócić.
                                                    Dyskredytowanie moich opinii, kpienie ze mnie przy innych. Cóż, znowu przyzwyczajenie z domu. Poza tym przecież zwracałam uwagę. Słuchał i mówił, że przesadzam i to ja się zawsze z nim nie zgadzam tylko po to by się nie zgodzić, a poza tym wiem, że przecież on uważa, ze wspaniała jestem. Coś niby było w tym nie tak, bo przecież nie zaprzeczałam mu w niczym albo po prostu wyraziłam swoje odmienne zdanie i skoro taka wspaniała jestem, to czemu nie poparł mnie w tej rozmowie, ale po co się o takie bzdury kłócić. Poza tym znajomi, którzy byli tego świadkami, mówili tylko, że on ze mną rywalizuje, a termin "rywalizacja" to nie celowe chamskie ośmieszanie, wytykanie wad przy innych, kpienie. Czyli niby ostrzegali. Co więcej, niektórzy jego znajomi mówią, że wyraża się o mnie w samych superlatywach. Dopiero potem zaczynam rozumieć, że on budował w ten sposób swój wizerunek przed wybranymi osobami i jeśli był do tego potrzebny mój pozytywny obraz to byłam ok. A to jak mnie traktował co do zasady to już inna bajka.
                                                    Nie posprząta, spóźni się, ustawi plany tylko pod siebie bez pytania o moje zdanie, zmieni istotne wspólne ustalenia jednostronnie. Przecież wszędzie piszą, że są rzeczy ważniejsze niż sprzątanie. Spóźnienie, a jaka dla mnie różnica czy wróci o 17 czy 18 jak i tak nie mamy planów jakiś specjalnych. Plany tylko pod niego. Zawsze mogę powiedzieć nie, ale w sumie co mam lepszego do roboty albo ja w tym czasie sobie pojadę tu i tu. Zmienił nasze ustalenia bez mojej zgody. Pytasz dlaczego, słyszysz chamskie, że nie będę za niego decydować i wiesz, że to przecież nie tak, bo to on zadecydował za ciebie, ale co zrobisz wobec chama. Mówisz sobie to koniec, nie pozwolę siebie tak traktować. A potem on jest miły i mówisz sobie, że z jednego powodu tak fajnego w sumie gościa nie zostawisz.
                                                    A potem jest ciąża, dziecko.
                                                    I to nie jest tak chyba, że o eskalacji zawsze decyduje, że kobieta jest słabsza. Czasem chyba to efekt też tego, że to co wcześniej nie było problemem, nagle zaczęło być. To nie musi być eskalacja, to może być po prostu inny wymiar tych samych w sumie zachowań. Jak muszę zostać w domu z dzieckiem, bo on obrażony się nim nie zajmie, i mam siedzieć w tej atmosferze, znosić te wszystkie przykrości jakie mi serwuje, to zaczyna być to nie do zniesienia. Krytyka - nie chcę by dziecko słyszało jak on nie szanuje jego matki. Poza tym jak nie potrafi nie zjeżdżać mnie przy każdej okazji, to dziecko będzie traktował podobnie. Zatem protestuję, a tu kolejna obraza i coraz gorsza krytyka, coraz bardziej poniżej pasa. Spóźnia się, przy małym dziecku, godzina to dużo. Prośba by tak nie robił, i słyszysz warczenie, że nie będziesz decydować o jego czasie, on też ma pracę itp. Próbujesz coś jeszcze tłumaczyć, ale w zasadzie już mówisz do obrażonej góry lodu. I tak z coraz większą ilością rzeczy rozbijasz się o beton. Sprzątanie, cóż przy małym dziecku, nie będziesz miesiąc czekała aż on raczy odkurzyć, zrobisz to sama. I tak metodą faktów dokonanych jesteś sama z większością obowiązków. Protest - warczenie, chamstwo, obrażenie się - znowu mur.
                                                    Ustawił plany pod siebie - próbujesz rozmawiać o tym by jednak uwzględnił to i to, już nie możesz powiedzieć, że po prostu olewasz - bo usłyszysz, że w takim razie nie masz co liczyć na to i na to. Szantaż. I znowu przy małym dziecku, to już nie takie łatwe olać to i zrobić swoje. Poza tym jak powiem nie, to obrazi się, a ja już nie mogę wytrzymać tej atmosfery jego nabzdyczenia się i tego poniżenia, które mi wtedy serwuje.
                                                    Ci znajomi, którzy wcześniej mówili o "rywalizacji", nagle zaczynają mówić, że to nie wygląda na rywalizację, ale atak. Znajomy z którym ostatnio wdałaś się w dyskusję na spotkaniu towarzyskim, został tak wyśmiany przez niego, za to że w ogóle z tobą rozmawiał - oczywiście wszystko niby żart, że na następnych spotkaniach siada jak najdalej od ciebie.
                                                    Bywa miły, a jakże, tylko teraz jakoś tak tylko w sytuacjach, gdy sobie na to zasłużę, czyli niczym go nie zdenerwuję, a denerwuje go coraz więcej, a i to nie jest gwarantem braku obrażenia się.
                                                    Czyli co się niby zmieniło. Prawie nic, taki jak był wcześniej, był i potem. Zamianie podległa tylko moja reakcja na to - protest i doszła jego reakcja na ten protest.
                                                    Czyli z czyjej winy dochodzi do rozpadu związku? W jego przekonaniu z mojej, bo to ja się zmieniłam, ja zaczęłam wymagać szacunku, podziału obowiązków, nie załatwiania spraw przez obrażanie się.
                                                    Czyli to nie tak, że poniżanie, agresja pojawiła się kiedy ja byłam najsłabsza. Wręcz przeciwnie, pojawiła się bo ja byłam silniejsza, w końcu zaczęłam mówić "nie". I chociaż ciężko rozbijać rodzinę dopiero co narodzonemu dziecku, to chyba nie mam innego wyjścia."
                                                  • zuzi.1 Dziecinstwo przemocod nwego partnera 18.06.13, 00:02
                                                    Z książki "Toksyczne słowa" Patricia Evans:"Dokąd sięgają korzenie zachowań sprawcy słownej agresji? On również dorastał w rzeczywistosci w której przeważały władza nad innymi i dominacja, a co za tym idzie, słowna agresja. Jego uczucia rzadko spotykały się z akceptacją i zrozumieniem. Nie miał on współczującego świadka tych doswiadczen. Nie mając takiego świadka mógł jedynie dojsc do wniosku, że wszystko jest w porządku. Skoro zas wszystko jest w porządku, to nie powinien odczuwac żadnego bólu. Automatycznie więc przestał dopuszczac do siebie bolesne uczucia. Zamknął przed nimi swoją świadomosc, w rezultacie nie wiedział nawet, że cierpi. W ten sposób partner zostawił za zamkniętymi drzwiami czesc siebie. Z czasem przywykł do takiej rzeczywistosci. I tak jak Hitler wzorował się na swoim brutalnym ojcu, tak również on zaczął się wzorowac na swoich przesladowcach z dzieciństwa. Stał się adeptem sztuki słownej agresji. Nie będąc świadomym własnych uczuc-tego, że cierpi-partner nie potrafil odczuwac empatii i współczucia. Brak lub obecnosc w dzieciństwie współczującego świadka decyduje o tym, czy zle traktowane dziecko stanie się despotą, zwracającym swoje tłumione poczucie bezradnosci przeciwko innym, czy też artystą, który bedzie potrafił opowiadac o swoim cierpieniu. Ponieważ agresywny partner uważa swoje zachowanie za usprawiedliwione i wydaje się nie rozumiec jego konsekwencji, możemy jedynie założyc, iż uzewnętrznia on w ten sposób swoje tłumione uczucia, a co za tym idzie działa pod wpływem wew. przymusu. Agresywni partnerzy dążą do władzy nad innymi, ponieważ czują się bezradni. Bolesne uczucie bezradnosci związane ze wspomnieniem dzieciństwa, pozostaje wciaż żywe i nawet jesli nie jest przeżywane, znajduje swoj zewn. wyraz. Dawno temu, we wczesnym dzieciństwie, partner zamknął to uczucie za drzwiami. Chcąc przetrwac ten okres nie mógł zrobic nic innego. Jednakże jego odczuwające "ja" wciąż żyło w zamknięciu. To odczuwające, wewn. dziecko zostało z psychol. punktu widzenia, żywcem pogrzebane. Im dłużej owo wewn. dziecko żyło w zapomnieniu, tym większy był jego gniew i tym większy był gniew uzewnętrzniany przez mężczyzne. Zazwyczaj nawet gdy kobieta stara się wytłumaczyc partnerowi co ją tak b. w jego zachowaniu niepokoi, on nie zaprzestaje ataków. Apele do wspólczucia prześladowcy nie przynoszą efektów, ponieważ nie jest on zdolny do odczuwania empatii. Pozbawiony empatii/współczucia partner, nie może byc wrażliwy na cierpienia partnerki. Agresywny partner uzewnętrznia swoje tłumione uczucia, traktując innych tak, jak sam był traktowany w dzieciństwie. Ponieważ nie dopuszcza tych uczuc do siebie, musi je w jakiś sposób uzewnętrznic. Ta potrzeba popycha go w stronę agresywnych zachowań. Jednak nawet wowczas jego uczucia bólu i bezsilnosci, zakorzenione we wczesnym dzieciństwie nie znikają. Wręcz przeciwnie, nasilają się, podobnie jak nasila się jego agresja. Kazdy wybuch agresji pozwala jednak partnerowi pozbyc się na chwilę uczuc bólu i bezsilnosci, a w ich miejsce pojawia się poczucie władzy nad innymi. Potrzeba spychania wszechogarniającego bólu, którego "nie powinno byc" w głąb świadomosci wyzwala w mężczyznie dążenie do władzy nad innymi, kontroli, dominacji i górowania. Kiedy przejawia agresję, ma poczucie, że dominuje i przewyższa statusem swoją partnerkę. Niektórzy mężczyzni wręcz żadni są euforii związanej z poczuciem władzy nad innymi...Wiele kobiet zwierzało mi się, że wizerunek ich partnerów zmieniał się w miarę upływu czasu i zaleznie od okolicznosci. Pewna kobieta w ten sposób opisała swojego partnera:raz jest Panem Ponury, Raz Panem Wesołkiem, Raz panem i Wladcą, raz Panem Robotem, raz Wcieleniem Taktu, raz Szalejącą Furią. Ale w oczach większosci ludzi jest miłym facetem. Brak kontaktu z własnym odczuwającym "ja" b. często popychają partnera do coraz częstszego podkreślania własnej wyższosci i co za tym idzie, coraz czestszego umniejszania znaczenia partnerki. Agresja nie może jednak przywrócic do życia jego jego stłamszonego odczuwającego "ja". Myląc podniecenie z żywotnością, a uczucie triumfu z poczuciem siły, partner odczuwa nieodparty przymus umacniania swojego idealnego wizerunku. Zazwyczaj agresywny partner nie uważa się za agresywnego nawet wtedy, gdy stosuje przemoc fiz., nawet gdy zostanie za to aresztowany. Zaprzeczanie oczywistym faktom ma swoje źrodło w wewn. konflikcie pomiędzy tym za kogo on sam się uważa, a potrzebą wyładowania agresji. Zaprzeczając, partner stara się uchronic swój wizerunek przed zniszczeniem, a siebie samego przed nieuniknionym kryzysem tożsamosci. Gdyby przyznała się do agresji, jego tożsamosc byłaby zagrozona. Dlatego własnie słowni agresorzy nigdy szczerze nie przepraszają za swoje zachowania.Agresywny partner identyfikuje się ze swoim idealnym wizerunkiem i wypiera się swoich zachowań, nie tracąc dobrego samopoczucia. Partner agresor czesto podtrzymuje swój idealny wizerunek, szukając poparcia otoczenia. W towarzyskich rozmowach zdarza mu się napomknac jak b. wspiera i szanuje swoją partnerkę. Nic więc dziwnego, że wiele ofiar słownej agresji słyszy potem, iż miałay wielkie szczescie , wiążac się z tak wspaniałym facetem...Co się jednak dzieje z tymi bolesnymi uczuciami agresywnego partnera z dzieciństwa, "które nie powinny istniec"? Jak się przekonamy są one przenoszone na partnerkę. W miarę upływu czasu aresywnemu partnerowi coraz trudniej jest zdobyc się na szczerosc wobec siebie i uświadomic sobie swoj własny ból. Gniew strach i pogarda dla samego siebie zostają zepchnięte w głąb świadomosci, gdzie dojrzewają w ukryciu. Ponieważ mężczyzna zamyka się na tę częsc samego siebie, nie jest w stanie rozpoznac zródła tych uczuc. Kiedy te wszystkie bolesne uczucia wypływają na powierzchnię, ich źródłem jest dla niego własna partnerka. Nazywamy to projekcją uczuc. Przenoszac na nią swoje uczucia mężczyzna obarcza ją winą za wszystko co sam robi, i za agresję, która ją spotyka z jego strony. W rezultacie kobieta staje się osobą, którą sam kiedys był, zranioną i pozbawioną swiadka swoich cierpien. W jego oczach partnerka stanowi przedłużenie jego samego. Widzac ją przypomina sobie o swoich iemnych emocjach, o swojej własnej wrażliwosci o uczuciach "które niepowinny istniec", ktore trzeba kontrolowac. W efekcie partnerka staje się dla niego obiektem, który nalezy kontrolowac, zas kontrola ta przeradza się w niewole....Spróbuj sobie wyobrazic człowieka, którego cała psychika oparta jest narozładowywaniu wsciekłosci swojego odczuwającego "ja", dażeniu do dominacji dającej poczucie władzy nad innymi, umacnianiu swojego nieskalanego wizerunku-swojej psych. konstrukcji własnej osoby-oraz na wypieraniu swiadomosci własnych zachowań poprzez projekcję swoich uczuc na partnerke. Tak własnie postępuje agresywny partner. Jego życie staje się walką z osobą, na którą przenosi wąłsne uczucia. Z jego punktu widzenia partnerka, tak jak jego odczuwające "ja" w ogóle nie powinna istniec. Nie dostrzega tego kim ona naprawde jest, podobnie jak nie dostrzega jej rzeczywistosci. Wycofując się słowny agresor może dominowac nad partnerką, nie naruszając jednoczesnie swojego idealnego wizerunku. Ujawnienie włąsnych mysli daloby "przeciwniczce" przewagę, a moze nawet naraziłoby go na jej krytyczny osad. Jego idealny wizerunek jest zbyt kruchy by wytrzymac taką konfrontację. nRownie niebezpieczne byłoby okazanie zainteresowania opinią partnerki. Zainteresowanie oznaczałoby, ze są sobie równi i zagroziłoby jego dominującej pozycji. Bez tego zaś, pozbawiony ochrony, mógłby dopuscic do siebie uczucie bezsilnosci, którego nie wolno mu poczuc. Nieokazujący uczuc partner ma wrażenie, że b. wszystko kontroluje i ma większą władzę nad partnerką, gdy zachowuje wobec niej dystans, trzymając ją na odległosc i nie zaspokajając jej pragnien. Gasząc zas jej entuzjazm swoim chłodem, może miec jeszcze silniejsze poczucie władzy. Dążc do wąłdzy nad innymi, dązy zarazem do tego, by bronic się i ochraniac przed wlasnym poczuciem niskiej warto.
                                                  • zuzi.1 Re: Dziecinstwo przemocowego partnera c.d. 18.06.13, 09:19
                                                    cd "Toksyczne słowa" Patricia Evans:"Sprzeciwiając się partnerce broni się on przed wszechogarniającym poczuciem bezsilnosci. Utrzymując, że to on ma rację a ona się myli, utwierdza się w przekonaniu, iż jest zwycięzcą-jest silniejszy i kontroluje sytuację. W trakcie słownej napasci partner pozwala sobie na uzewnętrznienie tłumionych uczuc i chroni jednoczesnie swój idealny wizerunek, lekceważac konsekwencje swego agresywnego zachowania. Lekceważenie jest jego najważniejszą bronią. Przerywanie i odwracanie uwagi to dwa inne rodzaje broni, pozwalające agresywnemu partnerowi kontrolowac rzeczywistosc interpersonalną. Unikając podejmowania jakiegos tematu, unika on tym samym dyskusji o swoim zachowaniu. W rezultacie potrzymuje swój idealny wizerunek i pozbywa się głęboko skrywanego poczucia bezsilnosci. Potrzeba kontrolowania przebiegu rozmowy i jej wyniku może byc tak silna, że niektórzy partnerzy po prostu ją ucinają, mowiąc z gniewem i ukrytym niepokojem: ta rozmowa zmierza do nikąd, lepiej ją zakończmy. Oskarżanie i obarczanie winą to kolejne rodzaje broni w arsenale agresywnego partnera i ważne oznaki zjawiska projekcji. Słowny agresor nie bierze odpowiedzialnosci za swoje zachowanie i podtrzymuje swój idealny wizerunek, twierdząc iż to partnerka ponosi winę i odpowiedzialnosc za jego uczucia. Np. atakując ją twierdz, że to jej wina. W ten sposób usprawiedliwia swoją agresję. Innym sposobem walki ze skrywanym poczuciem niższosci i bezsilnosci jest dla takiego mężczyzny krytyka i osądzanie partnerki. Ogłaszając własną wyższosc i słusznosc swych racji, umacia on jednoczesnie swój idealny wizerunek oraz cały swój system obronny. Przejawianie agresji ukrytej w żartach jest sposobem na łatwe zwycięstwo dające partnerowi poczucie władzy nad innymi. Jest to skrycie wrogi atak, którego on natychmiast się wypiera, stawiając partnerce z góry przygotowany zarzut:nie znasz się na żartach. Zarzut bten obarcza winą ofiarę ataku, pozostawiając agresora z poczuciem wyższosci, a co za tym idzie większej władzy. To skuteczne zagranie całkowicie pozbawione ryzyka. Rana zostaje zadana zanim ofiara spostrzeże skąd padł cios. Zwycięstwo jest pewne, zas przeciwnik, osoba na którą zostały przeniesione uczucia doznaje kolejnego poniżenia. Trywializowanie dokonań, podważanie opinii, zastraszanie i wyzywanie to skuteczne rodzaje broni w walce z tłumionym poczuciem niskiej wartosci i bezsilnosci. To formy manipulacji których celem jest umniejszenie wartosci partnerki (obiektu projekcji) i przedstawienie jej w złym świetle. Zapominalski partner wypiera się odpowiedzialnosci za wlasne zachowanie, uzewnętrzniając jednoczesnie swoją wrogosc wobec partnerki.W ten sposób może chronic swój idealny wizerunek i jedenoczesnie samego siebie. O ile partner nie zechce spojrzec w głab siebie, nie dostrzeże swoich problemów. Gdy to jednak zrobi, stanie twarzą w twarz z "besią w dżungli"- życiem, z życiem, w którym nie chodziło o to, by życ, lecz by tzrymac uczucia na uwięzi. Jezeli nie będzie aktywnie próbował się zmienic, poddając się terapii i pracując cięzko nad samym sobą, przeżyje życie, nie zyjąc naprawdę i pozostając w pewnym sensie, jedynie swoim wyobrażeniem o sobie. Będzie to jego wielka osobista tragedia".
              • gosia1023 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 10.04.14, 11:52
                Od prawie trzech lat zyje z przemocowcem. To, co napisalas jest kopia moich przemyslen. Przeszlam wszystkie eptapy, obecnie staram sie przygotowac grunt pod odejscie.Jest to moj drugi, przemocowy zwiazek, dlatego trwalo to stosunkowo krotko, zanim sie zorientowalam, z czym mam doczynienia...Krotko i dlugo jednoczesnie, bo moj maz etapy,, miodowego miesiaca,, potrafil przeciagac na miesiace wlasnie;-(.Chcialam podzielic sie nastepujaca refleksja, czyms, co mnie w twoim poscie uderzylo; oni rzeczywiscie sa klonami !! Przerazajace jest to, ze dochodzi sie do tego dopiero po latach niewiedzy o pwenych schematach, po samodzielnym poszukiwaniu wiedzy i wielu niepotrzebnych cierpieniach. Dobrze, ze niektorym kobietom szukac sie chce, ze moga, ale jest wiele, ktore swoj los jz rezygnacja- bo nie maja mozliwosci WIEDZIEC.Podstaw wiedzy psychologicznek powinno sie uczyc w podstawowkach ! Zadajje sobie jeszcze jedno, dreczace mnie pytanie- czy jest to znak naszych czasow? czy takich ludzi bylo kiedys mniej? nie mowilo sie o nich ? czy brak bylo jasno okreslonych regul spolecznych akceptujacych lub nie pewne zachowania?
      • domza2 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 24.11.12, 10:10
        O to, to! Też mi się wydawało, że literatury fachowej na ten temat mamy całkiem sporo (nie mówię tutaj o poradnikach typu "kobiety, które kochają za bardzo", etc.), tylko o literaturze przedmiotu. Tytuł tego wątku brzmi jak wpisy w pele-mele lub mówiąc inaczej w pamiętniku: podaj cechy charakteru twojej sympatii. Mi przyszły od razu do głowy czasy szkoły podstawowej...
          • diodeo1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 29.11.12, 14:51
            Zuzi... kreujesz się na doradcę od zwalczania przemocy, dajesz rady innym, a sama używasz języka agresji. Kierowanie do kogoś określen "ten twój durny wpis" tylko dlatego, że ma inne zdanie od ciebie i cię nie popiera bezkrytycznie to jeden z aspektów języka przemocy. Idź ty sama na terapię jesli chcesz przestać używac przemocy w komunikacji, w związku, itd...
            • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 29.11.12, 15:01
              Nie kreuję się na doradcę, bo po co???, takie jałowe, przesycone złośliwoscią wpisy jak m.in. ten (nie pierwszy zresztą domzy) mnie irytują i stąd taka reakcja, co wnosi taki wpis do tematu? może cos konkretnego by pani domza napisała...zamiast tracic czas na wpis bez sensu, lepiej sobie w tym czasie maseczkę na twarz nałożyc.
              • diodeo1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 29.11.12, 15:15
                a dlaczego Ty chcesz innym życie urządzać i dyrygowac coo dla kogoś lepiej pisac na forum czy maseczkę nakładać? zastanów się nad swoją reakcją.
                Ja nie widzę w tamtym poście złośliwości ani jałowości. Ot foremka sobie napisała może niezbyt miło ale też nie bardzo obraźliwie iż temat wydaje jej się dziecinny. A Ty od razu foch i rzucanie się jej do gardła i obrażanie epitetami i zabranianie wypowiadania się. Mogłaś odpisac dając argumenty, że jednak to wazny temat. Potraktowałaś to osobiście. Więcej opanowania we własnych emocjach i dystansu, tyle radzę.
    • meluzyna102 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 06.10.12, 11:19
      Moim zdaniem żeby to była prawdziwa pomoc, należy napisać również, jakie zyski czerpie ofiara z pozostawania w związku z przemocowcem. Nie jest prawdą, że ofiara nie ma żadnych zysków. Zostaje, bo je ma.
      Np. Czuje się lepsza. Jest "tą dobrą". Tą niesłusznie krzywdzoną. Jest wspaniałomyślna, bo wybacza. On jest taki zły a ona taka dobra. Jest ofiarnicą, poświęca się - a to wg niej dobrze o niej świadczy. Gdy on się robi miły, ona ma słodkie zadowolenie- to przecież ona z niego wydobywa to dobro, tak głęboko w nim ukryte. Tylko ona go tak zna. Tylko ją on tak kocha, jak mówi w dobrych chwilach. Nikt nie rozumie jej związku, bo jest taki niezwykły. Niezwykła wspaniała kobieta. On to czasem widzi albo kiedyś to zobaczy, doceni. Im gorzej ona się czuje w związku z nim, im bardziej zostanie upokorzona- tym bardziej jest jej to potrzebne- to poczucie, że jest superbohaterką. Filmowa huśtawka emocji jest uzależniająca.
      Szukanie tylko cech drugiej strony to wykonywanie pół kroku. Trzeba jeszcze mieć odwagę, by spojrzeć na siebie- co mi daje ten związek?
      Nie każda kobieta wejdzie w związek z przemocowcem. Te zdrowe wycofają się przy pierwszej oznace, z kim mają do czynienia. Te, które znajdą tu swój gorzki cukier, właśnie przy pierwszej oznace odpalają swoje złe wzorce i pchają się w zły związek. Właśnie dlatego, że niesie on ze sobą pewne niezdrowe korzyści psychiczne.
      W taki związek nie wchodzi jedna osoba a dwie. Trzeba mieć predyspozycje psychiczne, żeby w to wejść.
      Warto pisać o cechach przemocowca, ale i o cechach ofiary. Ktoś w tym może rozpoznać męża, ale o ile łatwiej będzie się wyleczyć gdy się rozpozna... siebie.
      • sebalda Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 06.10.12, 12:18
        Maluzyna, byłaś w takim związku? Tylko to dawałoby Ci prawo do wypowiadania takich opinii.
        Być może są takie ofiary, jakie opisałaś, ja jednak miałam i mam do czynienia z innymi. Często silnymi i w każdej innej dziedzinie spełnionymi, wspanialymi matkami i pracownicami.
        O ile rysy charakteru przemocowca i jego sposoby dzialania są podobne, o tyle ofiary bardzo różne. Im silniejsza kobieta, tym dlużej znosi przemocowca, bo wierzy, że jeszcze ten związek naprawi. Latami też tkwi się w takim związku, bo nie zdaje sprawy z jego prawdziwego charakteru, a manipulacje przemocowca psychicznego czasami są tak podstępne i nieoczywiste, że kobieta bierze na siebie gros winy. Dopiero jak ktoś jej otwiera oczy, zaczyna wszystko rozumieć. Wtedy najczęściej odchodzi.
        Znasz pojęcie wtórnej wiktymizacji? Jeśli nie znasz, to się zapoznaj, a dopiero potem pisz. Wmawianie ofierze, że czerpie zyski z takiego związku jest zwyczajnie małoduszne.
        Na fali wyznania Figury wreszcie zaczeło się pisać o tym, jak zniewala taki związek, jak pozbawia samodzielności i odporności. Radzę poczytać listy kobiet i wywiad z psycholożką.
        • sebalda Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 06.10.12, 12:23
          Jak nie masz czasu, Meluzyno, szukać informacji na temat wtórnej wiktymizacji, to przeczytaj, proszę:


          "Drugi poziom zwraca szczególną uwagę na czynniki zewnętrzne (tzw. wtórne zranienia), które bywają szczególnie dotkliwe dla ofiar, ponieważ dotyczą reakcji świata zewnętrznego i wskazują na ich odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. Czasem chodzi tu o osoby z najbliższego otoczenia ofiar. Kwestionowanie prawdziwości opowieści ofiary, która szuka pomocy, zaprzeczanie i pomniejszanie jej doświadczeń, obwinianie aż do odmawiania pomocy ofierze i sugerowanie jej chęci zysku, zarzucające celowe pogrążanie sprawcy, stają się same w sobie kolejnym wydarzeniem traumatycznym, które ofiary relacjonują jako dotkliwsze, niż te doświadczane od sprawcy".

          Źródło pismo Niebieska linia: www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=515

          • meluzyna102 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 06.10.12, 12:38
            My się nie rozumiemy. Ofiara nie jest odpowiedzialna za bicie. Ofiara jest odpowiedzialna za siebie, swoje czyny i decyzje. Jest odpowiedzialna za pozostawanie w związku mimo świadomości doznawanych krzywd.
            Ofiara nie jest zniewoloną pacynką, sebalda. To nie przemocowiec odpowiada za jej bycie w związku. Za jej wybory życiowe.
            To Ty małodusznie umniejszasz, nie ja. Ja wiem, że ofiarom nie mówi się na początku terapii o ich odpowiedzialności za ich życie- bo nie są w stanie tego unieść, bo i tak się obwiniają, bo mają za niskie poczucie własnej wartości. Ale terapia kończy się przekazem: weź odpowiedzialność za swoje życie, swoje decyzje.
            Nie bez powodu.
        • meluzyna102 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 06.10.12, 12:34
          Patrz, a mnie psycholog powiedział, że ofiary czerpią swoje zyski psychologiczne z trwania w takim związku. A, i jeszcze kiedyś wspaniały, mądry psychiatra. No ale rozumiem, że żaden nie miał pojęcia o czym mówił. Bo przemocowiec zły a ofiara silna cudowna wspaniała?
          Proszę Cię. W toksycznym związku są dwie osoby, nie jedna. Wina przemocowca jest oczywista. Udawanie, że ofiara jest kryształowa i bez skazy jest przeciw osobom, które tkwią w takich związkach.
          Trzeba zrozumieć w sobie mechanizm, który nas pcha w sytuację bycia krzywdzoną.
          "Im silniejsza kobieta, tym dlużej znosi przemocowca, bo wie
          > rzy, że jeszcze ten związek naprawi. "
          Bzdura. Im bardziej zaburzona kobieta, tym dłużej tkwi.
          Z tego, co piszesz wynika, że zupełnie nie rozumiesz tematu. Ofiary bardzo chcą się postrzegać własnie jako silne, które "naprawiają". To jest im potrzebne, żeby myśleć o sobie dobrze. Żeby zabić głos, który mówi im, że są nieważne, beznadziejne, niewarte szacunku i miłości. No to jak będą "silne" i "naprawią" to będą wreszcie warte.
          Ofiara silna... Widzę brak logiki i niedostrzeganie sprzeczności.
          • sebalda Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 06.10.12, 15:10
            Napisałam wyraźnie, że być może są takie ofiary, o jakich piszesz, ale ja ich nie znam, znam za to kobiety zupełnie inne i sama się do nich zaliczam.
            Ponawiam pytanie: czy jesteś ofiarą przemocy? Byłaś? Jak długo?

            Z wywiadu z Justyną Święcicką, psycholożką, na temat przemocy:

            Im ktoś jest silniejszy, tym dłużej potrafi coś takiego znieść?
            - Tak.
            Całą energię i siłę wewnętrzną wykorzystuje, żeby udawać, że wszystko jest dobrze, a nie po to żeby coś zmienić?
            - Tak. Niektórzy mają zakodowane, że muszą być silni, wszystko wytrzymać. I tak właśnie robią. Dotyka to także kobiet silnych. W takiej sytuacji czują się tak bezradne, że jedyne co są w stanie zrobić, to chronić związek. Wprawdzie mówią, że chronią dzieci, ale tak naprawdę nie chronią ani ich, ani siebie - chronią status quo. To właśnie ta wyuczona bezradność.

            Zatem nie ja sobie wymyśliłam, że silne kobiety też tkwią w tym bagnie. To brzmi paradoksalnie, ale tak bywa i to wcale nie tak rzadko.
            To naprawdę dobry wywiad: wyborcza.pl/1,76842,12569726,Byc_jak_Katarzyna_Figura__Ujawniac_przemoc__to_jedyna.html

            • sebalda Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 06.10.12, 15:14
              I jeszcze jedno. Ofiarami bywają nie tylko osoby zaburzone, osoby z patologicznych, toksycznych rodzin, ale też kobiety wrażliwe, dobre, empatyczne. Bo one są nastawione na dobro, są naiwne, pełne dobrych chęci. Zwyczajnie nie podejrzewają zakochanego w nich mężczyzny o tę podstępność, o chęć niszczenia najbliższej osoby.
              Ze mną tak właśnie było. A o tyle było jemu łatwiej, że nie miałam wzorca męskiego, bo ojca prawie w ogóle nie było.
              • potwor_z_piccadilly Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 06.10.12, 21:55
                sebalda napisała:

                > Ofiarami bywają nie tylko osoby zaburzone, osoby z patologiczn
                > ych, toksycznych rodzin, ale też kobiety wrażliwe, dobre, empatyczne. Bo one są
                > nastawione na dobro, są naiwne, pełne dobrych chęci.

                No i tu należy podsumować ten wątek
                www.youtube.com/watch?v=YHlVyHUC-9U
                Pozdrawiam i szczęścia życzę.


                • sebalda Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 11:12
                  potwor_z_piccadily napisał:
                  > No i tu należy podsumować ten wątek
                  > www.youtube.com/watch?v=YHlVyHUC-9U
                  > Pozdrawiam i szczęścia życzę.

                  Potworze, dawno nikt nie sprawił mi takiej przyjemności, jak Ty tą piosenką, w tym kontekście, i życzeniami:) Z serca Ci dziękuję i też pozdrawiam:)
            • sorvina Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 07:10
              Silna osoba o wysokiej samoocenie nie ma inklinacji do cierpiętnictwa - trwania w związku, w którym cierpi, nie musi udawać, że jest dobrze, bo nie boi się przyznać, ze jest źle.
              Za to nie ma bardziej wytrwałej i w chory sposób silnej osoby niż "bohater rodzinny-opiekun" z domu DDA/DDD. Taka siłaczka nie pomyśli, że może zadbać o swoje interesy i pokazać panu drzwi po 2giej dziwnej akcji, tylko automatycznie ustawi się w roli heroicznej przegranej, robiącej dobrą minę do złej gry.

              Nie siła jest problemem, ale cholernie niska samoocena, która sprawia, że człowiek zgadza się na mniej niż chciałby i chroni wizerunek, bojąc się nazwać rzeczy po imieniu.

              Po sobie i innych widzę, że kopiąc głęboko zawsze w ofierze znajdzie się powód, dla którego weszła w taki związek, w nim tkwi. Ale to są motywy nieświadome. Na zewnątrz jest autentycznie dobra, wrażliwa, tylko głupio naiwna. Ale jakimś dziwnym trafem kolejnym razem też będzie, bo ten typ tak ma, a nieświadomość siebie i zaślepienia nie są cnotą, ale materiałem na terapię.
              • meluzyna102 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 14:06
                "Silna osoba o wysokiej samoocenie nie ma inklinacji do cierpiętnictwa"
                Dokładnie. Wmawianie sobie siły, gdy jest się ofiarą przemocowca jest blokowaniem sobie drogi do zdrowych relacji.
                "Za to nie ma bardziej wytrwałej i w chory sposób silnej osoby niż "bohater rodz
                > inny-opiekun" z domu DDA/DDD."
                Podpisuję się pod tym.
          • ochyiachy Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 06.10.12, 22:24
            Patrząc chłodno na moją sytuację w odniesieniu do zysków mogę powiedzieć tak: kiedy wchodziłam w związek z rzeczonym, wydawał się on najlepszym wyborem, jakiego dokonałam, aby założyć rodzinę; koleżanki patrzyły, jaki jest wspaniały, jak o mnie dba i się o wszystko troszczy, koledzy czuli, że mu nie dorównują. Zyskiem niewątpliwym było dla mnie kiedyś to, że tak wspaniały facet chce być akurat ze mną, mimo że po przejściach z mamą w domu rodzinnym, z poniżaniem i umniejszaniem z jej strony, czułam, jakbym wygrała los na loterii, bo byłam wrażliwą dziewczyną, czułą ale nieco nieśmiałą, zagubioną (po latach wiem, że on to po prostu wykorzystał i byłam najlepszą kandydatką, z której można było zrobić ofiarę). W trakcie trwania związku dostałam wiele dóbr materialnych, któreś z kolei buty, perfumy, generalnie dostawałam więcej niż chciałam (teraz wiem, że to była transakcja jednak). Miałam niby wolność w podejmowaniu decyzji, w pójściu na spotkanie z koleżanką, do kina, teatru, do rodziców (teraz wiem, że nie chciał integrować się z moimi bliskimi, czy czerpać z moich zainteresowań, raczej czułam się winna, że w ogóle gdzieś wyszłam bez niego, z czasem wychodziłam coraz mniej). Zyskiem (choć nie jestem pewna, czy to ta kategoria) są nasze fantastyczne dzieci, (być może z kimś innym nie miałabym ich, z drugiej strony może też miałabym). Zyskiem było to, że mój skądinąd pracoholik lubi dyskutować o pracy, nauczyłam się od niego wiele z zakresu prowadzenia firmy, księgowości, biznesu, marketingu, HR, administracji, dzięki czemu znajomość takich zagadnień jest wartością dodaną w moim życiu zawodowym (jednak bez tej wiedzy też mogłabym godnie żyć, tak przypuszczam, a może posiadałabym umiejętności innego rodzaju, np. skończyłabym kurs nurkowania, zwiedziłabym więcej miejsc, obejrzałabym więcej sztuk w teatrze lub usłyszała więcej arii operowych, mój partner nie miał czasu na takie "bzdury", tzn. bez niego też bywałam, ale rzadziej, bo liczyłam się z jego zdaniem, a on umniejszał znaczenie tego, czego nie popierał). Kolejnym zyskiem jest moja forma i figura po dwóch ciążach (ponieważ skutecznie oceniał mój wygląd i krytykował wałeczki i trochę więcej tu i tam, jego słowa dopingowały mnie do działań w utrzymaniu nienagannej sylwetki, trochę tak na przekór, żeby mu pokazać, że potrafię o siebie zadbać). Po latach zdaję sobie sprawę z tego, że wszystkie te zyski (oraz inne) odbywały się kosztem wyrzeczeń, nie wynikały z normalnego biegu spraw, żartów, uczuć, radosnej atmosfery, troski. To, co ja brałam za dobrą monetę było częścią gry, to, z czego ja autentycznie się cieszyłam okazywało się przekupstwem i manipulacją w celu osiągnięcia jego korzyści, to, co ja traktowałam jako budowanie rodziny, dbanie o dom, o mnie i o dzieci też było raczej popisaniem się przed kolegami, rodziną, jak on zapewnia byt, jak wiele wnosi, jak tyra i sam chciałby mieć więcej czasu, żeby coś zrobić w domu, z dziećmi, żeby gdzieś wyjechać wspólnie. Problem w tym, że wszystko kończyło się na dobrych chęciach, słowach, obiecankach, on wiedział, że oszukuje, ja miałam nadzieję, że będzie tak, jak mówi. Reasumując, "zyski" z perspektywy czasu nie były zyskami, gdyż patrząc dalekowzrocznie - na jaw wychodzą fałsz i zakłamanie, przekonanie o stratach i zmarnowanym czasie na budowanie zamków na lodzie, tak więc to nie są korzyści i zyski, które czerpiemy zresztą nawzajem w umiarkowanie zdrowych partnerskich relacjach. Tu straty są nieporównywalnie większe.

      • brak.polskich.liter Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 01:15
        W punkt, Meluzyna, w Punkt.

        I jeszcze jedno, poniekad zwiazane z tym, co napisalas - rozpoznaj siebie, a rozpoznasz wroga.
        Jak sie ktos uczciwie przyjrzy sobie, swoim slabosciom i wadom, to bedzie w stanie okreslic wlasne zgubne sklonnosci w kwestiach uczuciowo-erotyczno-zwiazkowych. I to jeszcze ZANIM po raz enty wdepnie w kupe, tj. zabe, co to miala byc krolewiczem a wyszlo, jak zwykle.

        Ale wszystko ma swoja cene i taka uczciwosc tez. Utrate zludzen na wlasny temat (np. tych o wlasnej szlachetnosci, o ktorych pisalas), jakas tam ryse czy dwie na swoim wizerunku, koniecznosc zmian niektorych wyobrazen o sobie, bliskich i o swiecie.
        I nie kazdy jest w stanie te cene zaplacic.
        • sebalda Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 11:29
          Ale ja wciąż od Meluzyny nie uzyskalam odpowiedzi, czy była w związku przemocowym i jak długo, jeśli tak.
          Macie rację dziewczyny, że ofiary w wielu przypadkach wywodzą się z rodzin dysfunkcyjnych. Na pewno to bagaż dzieciństwa najwięcej tutaj waży. Ale ja naprawdę znam ofiary (właściwie nie lubię tego słowa, ale tak sie utarło mówić), ktore nie mialy złego dzieciństwa, nie miały zadatków na cierpiętnice, a jednak nie umiały w porę rozpoznać przemocowca. Bo w tym jest problem. Oni rewelacyjnie się kamuflują i potrafią manipulować jak nikt. Jedynym grzechem takich kobiet jest idealizm i naiwność. Z tym pełna zgoda, ale wychowując się w zdrowej rodzinie takie wzorce też można wynieść, nie tylko w rodzinie, gdzie jest poniżanie, a nawet więcej, w kochającej się rodzinie czasami nacisk na ideały jest jeszcze większy. I wtedy albo dziewczyna ma farta i wychodzi za porządnego faceta, albo nie znając podstępności ludzkiej, wplątuje sie w syf.
          Z kobiet, ktore weszły w takie związki, a nie pochodziły z toksycznych rodzin, większość zakochała się i wyszła za mąż bardzo wcześnie. Szesnastolatka nie ma jeszcze narzędzi do rozpoznawania tego typu zachowań, a przemocowiec świetnie umie się kamuflować. Ja akurat byłam nieco starsza, ale też on był moim pierwszym poważnym chłopakiem, więc nie miałam porównania, no i brak wzorca ojca, a właściwie antywzorzec na pewno nie pomogły.
          Jestem naiwna i ufna, a lata u boku kogoś, kto funduje najlepsze miesiące miodowe, zrobiły swoje:( Nabawiłam się wyuczonej bezradności, bo to jeden ze sposobów niewolenia przez przemocowca, ale do dziś nie mam się ani za typ cierpiętniczy, ani za kogoś, kto czerpie zyski z przemocy.
          Będę sie upierać, że o ile u przemocwców można wykazać podobieństwa w działaniu, o tyle u ich ofiar jest bardzo wiele różnych typów i przyczyn wejścia i pozostawania w związku.
          Znam swoje wady i deficyty, nie twierdzę, że nie ponoszę odpowiedzialności za swoje wybory, ale nie dam się nigdy obwiniać za to, że doznaję przemocy. Bo to oprawca jest winny, tak jak gwałciciel, a nie dziewczyna, ktora założyła krótką spódniczkę.
          • meluzyna102 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 13:59
            Naiwność nie jest cechą pozytywną. Jest brakiem doświadczenia życiowego lub niechęcią widzenia świata jakim jest, racjonalnego patrzenia na rzeczywistość. Bywa częścią "bajkowej" wizji rzeczywistości, przy jakiej upiera się ofiara.
            "Znam swoje wady i deficyty, nie twierdzę, że nie ponoszę odpowiedzialności za s
            > woje wybory, ale nie dam się nigdy obwiniać za to, że doznaję przemocy.
            Wciąż się nie rozumiemy. Przemocowiec ponosi odpowiedzialność za to, że używa przemocy. Ty jesteś odpowiedzialna za to, że jej doznajesz w tym sensie, że zostajesz w relacji, w której WIESZ, że będziesz bita. Jesteś odpowiedzialna za to, że zostajesz.
            Przy przykładzie z gwałtem powinnaś zauważyć różnicę. Raz zgwałcona dziewczyna nie będzie się pchała do parku pełnego powiedzmy pijanych agresywnych facetów nocą. Rozumiesz? Tu nie chodzi o jeden raz. Tu chodzi na nie zapobieganie (wycofaniem się z relacji) następnym razom. Jeśli wiesz, że gdzieś, z kimś czeka Cię coś złego- to normalne jest, że się tam nie pchasz. Mózg ofiary wytwarza jej słodką bajkę, która każe jej zostać.
            Ty próbujesz udowodnić, że przemocowiec jest tak genialnym manipulantem, że kobieta nie ma szans mu nie ulec. Jest to bzdura, choć najwyraźniej na obecnym etapie jej potrzebujesz. Zastanów się, czy każda kobieta, którą przemocowiec będzie chciał uczynić swoją partnerką, się mu podda. Nie każda, Sebalda. Większość kobiet po PIERWSZYM niewłaściwym zachowaniu go rzuci. Nie wszystkie mają w głowie ofiarnicę. Większość chce zwyczajnego komfortu:-) Dopóki kobieta nie uświadomi sobie, że jej mózg działa wadliwie, będzie się w takie związki pakowała.
            Moim zdaniem nie rozumiemy się, ponieważ nie jesteś jeszcze gotowa, by to przyjąć. Silna wewnętrzna potrzeba, by obarczać za całe zło sprawcę jest charakterystyczna dla pierwszego etapu. Gdy człowiek staje się silniejszy, jest w stanie przyjrzeć się sobie krytycznie. Patrząc w przeszłość zobaczyć sto chwil gdy inne by odeszły. Ofiara nie odejdzie. Ponieważ poczucie, że jest absolutnie wyjątkową krystalicznie czystą superbohaterką jest jej potrzebne.
            Żeby nie powtarzać błędów trzeba je uznać za własne. Póki żywimy się pięknymi fikcjami, jesteśmy bezradne od manipulacji własnego umysłu.
            • sebalda Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 18:16
              Meluzyno, bardzo ciekawa dyskusja. Ja doskonale rozumiem Twoj przekaz, ale uważam, że zanadto uogólniasz.
              Nie napisałam nigdzie, że uznaję naiwność za zaletę. Wiem, że to nie jest powód do dumy.
              Po drugie, piszesz o biciu, a mąż mnie nie bije. Bylo szarpanie i popychanie, ale i mnie się zdarzyło być doprowadzoną do takiej ostateczności, tak bardzo obrażoną, że nie pozostałam dłużna. Zatem nie jest tak, że mąż mnie bije, a ja w tym uparcie tkwię. To tak gwoli wyjaśnienia.
              Nie wiem, na ile dobrze znasz moją historię, nie chcę się powtarzać, ale stałe uczestniczki dyskusji na tym forum, znają ją pewnie na pamięć:)
              Nie jestem typem ofiary. Nie w potocznym tego słowa rozumieniu. Do tego stopnia, że na niektorych bardziej radykalnych forach, zarzuca mi się nie tylko konfabulację, ale i to, że sama prowokuję, a może nawet sama jestem agresywna. Nie jestem, ale też nie jestem potulną i zahukaną ofiarą. W dyskusjach forumowych jestem pewna siebie, wyszczekana, do końca bronię swojego stanowiska. Czy tak się zachowuje ofiara? Stąd zdziwienie wielu osób, jak to możliwe, że jestem ofiarą, jak to możliwe, że tkwię w takim związku.
              Wiesz, jakie jest najbardziej dojmujące uczucie w takim związku? Nie cierpienie, ale zagubienie. Idealnie opisuje to Mokryleon. Z jednej strony dziewczyna pisze, jak go kocha, jakim jest wspaniałym człowiekiem, z drugiej, w tym samym poście, jak ją niszczy i jaką jej wyrządził krzywdę, jak odarł ze wszystkiego. Czy może być większe pomieszanie? Większa ślepota? A przecież to mądra skądinąd, wrażliwa, dobra dziewczyna.
              To, co się dzieje w takim związku, świetnie opisuje Patricia Evans w Toksycznych słowach. To pomieszanie i zadziwienie kobiety, gdy mężczyzna nagle, bez zdania racji ją atakuje. Wiesz, jakie zdanie najczęściej mówi kobieta partnerka przemocowca psychicznego? "Ale ja tylko chciałam....". Bo wszystko jest dobrze, mąż zrobił pyszny obiad, siadacie do stołu, jest miło, śmiejecie się, nagle coś mu się nie podoba, atakuje, Ty nie wiesz, o co mu chodzi, dzieci milkną i wtedy się tłumaczysz, sama nie wiesz, czemu. Przecież nic złego nie zrobiłaś, nie mialaś na myśli. Ale on lepiej wie, "bo Ty nie słyszysz, co mówisz, bo nie słyszysz, jakim tonem to powiedziałaś!!!". Nie ten ton, nie ta mina.
              Najczęściej mi towarzyszącymi uczuciami w stosunku do męża nie jest cierpienie, poczucie krzywdy, ale to zamieszanie w głowie, złość, wreszcie nienawiść. Czy uważasz, że to są typowe uczucia ofiary? Nie jestem dumna z tej wielkiej nienawiści, jaką czasem do niego czuję, oj nie. Nie czuję się "krystalicznie czystą superbohaterką". Przysięgam.
              I na koniec, bo strasznie sie znowu rozpisałam. Znam kilka wspaniałych kobiet, które uciekły od przemocwca. Przeszły piekło rozstania, bo rozstanie z przemocowcem zawsze jest straszne, burzliwe, okupione nadludzkim wysiłkiem. I wbrew tezom tutaj głoszonym, część z nich po jakimś czasie weszła w drugi związek. I ten drugi związek jest udany, satysfakcjonujący, naprawdę dobry.
              • meluzyna102 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 19:18
                Sebaldo ja nie piszę o Tobie, tylko o mechanizmach. Wątek jest o cechach charakteru przemocowca, ja dałam propozycję opisania również cech charakteru ofiary. Oczywiście to, co pisałam, nie dotyczy tylko bicia fizycznego.
                Nie znam Ciebie ani Twojej historii. Natomiast Twój sposób myślenia o tym jest wg mnie sposobem myślenia ofiary.
                Przyjrzałabym się dwóm rzeczom:
                - potrzebie zaprzeczania
                - potrzebie wykazywania, że kobiety związane z przemocowcami są silne, wspaniałe itd. A nawet, jak to gdzieś napisałaś- są wspaniałymi matkami. To jest typowe zaprzeczanie prawdzie. Kobieta, która buduje dom z przemocowcem nie jest wspaniałą matką. Poczytaj na forum wątki dzieci z takich rodzin. Kobieta, która zostaje z przemocowcem krzywdzi swoje dzieci. I wiedzą o tym wszyscy wokół- oprócz niej samej.
                Uczucie złości i nienawiści jest oczywiste w sytuacji przemocy. Czemu uważasz, że ofiara ich nie czuje?
                Myślę, że warto pisać o cechach ofiary a nie przemocowca- bo to ofiara musi się przebudować. A ofiara na ogół chce przebudowywać... partnera:-)
                Pozdrawiam
                • sebalda Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 19:49
                  Ok, Maluzyno, faktycznie biorę do siebie wiele rzeczy, wybacz:)
                  Od jakiegoś czasu wiem, że nie zmienię męża, sama zmieniłam się już bardzo od czasu diagnozy przemocy w moim związku, przy czym na układ sil w domu to nie ma wpływu w najmniejszym stopniu, to też już było gdzieś tutaj poruszane.
                  Zaprzeczam temu, że ofiara czerpie profity z bycia nią i temu, że także ona jest winna, bo mnie to zwyczajnie boli. Boli mnie w kontekście swoje sytuacji i kontekście wspaniałych dziewczyn, ktore poznalam, a które przeszły to samo. Boli niezrozumienie dla nas, ciągłe wmawianie nam, że same sobie jesteśmy winne, że powinnyśmy od pierwszej chwili, albo przynajmniej od drugiego razu, kiedy partner nas poniżył, rozpoznać przemoc i uciec. Gdybyż to było takie proste!!!
                  Zobacz ile tutaj pojawiło się powodów wchodzenia i pozostawania w takim związku, Andzia jak zwykle bardzo mądrze napisała:) Nie można uogólniać, że tylko słabe i pokręcone jednostki wpadają w sidła przemocowców, bo tak nie jest, za dużo znam przykładów na to.
                  Co do dzieci, przerobiłam już całe poczucie winy, możesz mi wierzyć. Dzięki Bogu nie jest tak źle, ale za dużo musiałabym pisać i powtarzać się na tym forum.
                  Meluzyno, bardzo Ci dziękuję za wiele mądrych słów, na pewno dokładnie sobie je przemyślę.
                  Ja też Cię pozdrawiam:)
                  • aandzia43 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 08.10.12, 00:25
                    > Zaprzeczam temu, że ofiara czerpie profity z bycia nią

                    Te profity to delikatna sprawa. Znam kobietę nieuleczalnie tkwiącą w g...ie od co najmniej trzydziestu lat, którą trzyma w nim chora moim zdaniem potrzeba zbawianai świata plus dążenie do ideału w poświęcaniu się dla dobra innych. Ona jest autentycznie szczęśliwa, kiedy może podłożyć się, kiedy los (w postaci kogoś, komu się akurat podłożyła) kopnie ją boleśnie. Cierpi, a jakże, nie zaprzeczam. Ale gdyby nei cierpiała w taki sposób, to... cierpiałaby jeszcze bardziej. Pamiętam ją z początków małżeństwa - już wtedy taka była, więc nie ciężkie życie ją ukształtowało. Ona ukształtowana na ofiarę była wcześniej. Nie wnikając w szczegóły: nie wszyscy z jej licznego rodzeństwa są tacy, więc nie tylko czynniki rodzinne zagrały tutaj w tworzeniu ofiary. Od początku małżeństwa czerpała profity z bycia robioną w capa w postaci pożywki do pławienia się w roli szlachetnej, cierpiącej, wybaczającej, scalającej rodzinę. To nie jest moja ulubiona koleżanka, rozmawiam z nią tylko, kiedy spotkamy się na ulicy, bo wieczne ofiary brzydzą mnie zwyczajnie. Jest w nich coś, co mówi, nawet człowiekowi nie związanemu bliżej, "kopnij mnie, proszę!". Jeśli człowiek ma w sobie więcej tego paskudnego niż mniej paskudnego, to nie oprze się i ochoczo kopnie. Ja jestem świadoma swoich ciemnych stron, nie lubie ich, nie ich manifestacji i dlatego trzymam się z daleka od ofiar nakłaniających do poużywania na nich. Podejrzewam, że zmuszona okolicznościami do bycia z kimś takim, od czasu do czasu, bez przyjemności, wyłącznie z obowiązku zrobienia takiemu kuriozum dobrze, spuszczałabym mu manto. Ot, tak z uprzejmości, żeby zrobić kuriozum dobrze i żeby się odczepiło na jakiś czas ;-) Ponury dowcip.

                    Opisałam przypadek ekstremalny i nieuleczalny. Miałam też kilka koleżanek, które były kiedyś w związkach przemocowych, ale już w nich nie są. Jedna z nich ma długoletni fajny związek z normalnym facetem, druga chyba jest sama. Znamienne, że wyszły z nich na dobre, kiedy z całą świadomością i z całą mocą zaczęły sobie utrwalać, że wchodząc w te związki i pozostając w nich miały... korzyści. Subtelne, trudno uchwytne, ale miały. Bo nic nie dzieje się przypadkiem. Pamiętam, jak bezlitośnie i okrutnie (jak mi się wówczas wydawało) mówiły o swoich nieuświadamianych kiedyś, a właśnie odkrywanych (lektura, terapia) mrocznych i śliskich stronach, o głęboko ukrytej przed świadomością niezdrowej satysfakcji z taplania się w błocie bycia ofiarą. (Przy nich dużo się nauczyłam. Poukładałam sobie pewne informacje, zwerbalizowałam odczucia, dowiedziałam się wiele nowego) Kiedy dziewczyny przedarły się przez dawne wyobrażenia na swój temat, kiedy dokonały cholernie bolesnego łamania źle zrośniętych kości swojego kręgosłupa i nastawiania ich tak, jak powinny być ustawione od początku, były wolne. Reszta była już tylko formalnością - przemocowcy zniknęli z ich życia sami. No, nie tak całkiem bezszelestnie ;-) Ale nagle okazało się, że wcześniejsze "niedasię" wcale nie jest aż tak oczywiste i jednak można zastąpić je "adasiem" ;-) Aha, obydwie są symbiotyczne. Nie stały się nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki całkiem normalne w tym względzie, ale świadomość feleru to już niezły początek dla zmian.

                    Powody wchodzenia i pozostawania w związku z przemocowcem...? No cóż, jakie by nie były, trzeba się ich pozbyć, aby wyjść na prostą i nie zbłądzić więcej na manowce. Przyznasz chyba, że to logiczne? Więc jeśli był w nas powód A, B czy C, to trzeba go wyrugować z siebie, by dalej ofiarą nie być. Nie da się zjeść ciastka i mieć ciastko. Nie da się hołubić dalej jakiejś swojej cechy, jeśli ta cecha popchnęła nas w bagienko i jednocześnie z bagienka wyjść. Pomyśl o tym.
                    • lolinka2 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 03.01.13, 21:40
                      aandzia43 napisała:
                      >
                      > Znam kobietę nieuleczalnie tkwiącą w g...ie od co najmniej trzydziestu lat, którą trzyma w
                      > nim chora moim zdaniem potrzeba zbawianai świata plus dążenie do ideału w poświęcaniu > się dla dobra innych. Ona jest autentycznie szczęśliwa, kiedy może podłożyć się, kiedy los (w > postaci kogoś , komu się akurat podłożyła) kopnie ją boleśnie. Cierpi, a jakże, nie
                      > zaprzeczam. Ale gdyby nei cierpiała w taki sposób, to... cierpiałaby jeszcze bardziej.
                      > Pamiętam ją z początków małżeństwa - już wtedy taka była, więc nie ciężkie życie
                      > ją ukształtowało. Ona ukształtowana na ofiarę była wcześniej. Nie wnikając w
                      > szczegóły: nie wszyscy z jej licznego rodzeństwa są tacy, więc nie tylko czynnik
                      > i rodzinne zagrały tutaj w tworzeniu ofiary. Od początku małżeństwa czerpała
                      > profity z bycia robioną w capa w postaci pożywki do pławienia się w roli szlachetnej
                      > cierpiącej, wybaczającej, scalającej rodzinę.

                      O patrz, nie wiedziałam, że moja matka ma sobowtóra. W zasadzie w pierwszej chwili myślałam, że to moją matkę znasz, ale jeden detal się nie zgadza - jej obecne małżeństwo (od 25 lat) jest wyjątkowo dobre i nieprzemocowe. Trafił jej się mąż, jak ślepej kurze ziarno - ja twierdzę, że to efekt opieki Opatrzności nade mną, którą się nie było komu zaopiekować, gdy ojciec zmarł, a matka zajmowała się przez większość życia kolekcjonowaniem życiowych nieszczęść, niepowodzeń i kopniaków.
                      Niezależnie jednak od obecnej relacji małżeńskiej, pozostało w niej to pragnienia bycia "jedyną szlachetną, wybaczającą, scalającą" (cokolwiek, nieważne co i nieważne że na siłę), zagłaskującą kotka na śmierć itp. Kiedyś ktoś stworzył o niej tekst, że się urabia na taką "Matkę Teresę z K(tu nazwa miejscowości, nie Kalkuta bynajmniej)", bo imię się akurat zgadza... i istotnie ona z tym do psychologa/ psychiatry nie pójdzie. Kiedyś w rozmowie (długiej i zagmatwanej) przyznała, że właśnie dlatego, że o kurcze, przestałaby cierpieć, a co ona wtedy zrobi, skoro to jest jej sensem... I fakt, że mogłaby np trochę nas powspierać wcale ją nie kusi - bo nie byłaby TAKA szlachetna i wyjątkowa. Bleeeeeeeeh.

                      I tak, tak, po trzykroć tak - gdyby nie profity psychiczne (złudzenie prawości), przemocowcy nie mieliby tylu fanek.
          • aandzia43 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 18:13
            Sebalda, podpisuję się pod postem Meluzyny. Pod każdym jej słowem. Przemocowcy-manipulanci są sprytni, owszem, ale nie aż tak bardzo, by KAŻDA młoda, powiedzmy osiemnastoletnia, dziewczyna miała zostac długoletnią ofiarą takiego. Trzeba miec odpowiedni zestaw cech. Wypadkową wrodzonych predyspozycji, wpływów wychowawczych i wpływów ideologicznych środowiska. Co musi miec dziewczyna, by byc taką potencjalną ofiarą? Musi byc przede wszystkim:
            - symbiotyczna (wtedy leci na lep zazdrości jako przejawu miłości, separowania jej od bliskich i znajomych jako objawu miłości, tworzenia zamkniętego światka "tylko ja i ty" jako objawu miłości)
            - przekonana, że nie ma innej drogi do bycia uznanym członkiem społeczności (więc i związku) jak tylko ciężka praca, ofiarnośc i branie na siebie całkowitej odpowiedzialności za relacje z bliźnimi
            - brak łączności ze swoimi emocjami i uczuciami, czyli pewnego rodzaju wewnętrze załganie

            Taki zestaw cech może miec dziewczyna z całkiem miłego i normalnego, ale ciut załganego i przesłodzonego domu, jeśli dodatkowo jest z temperamentu i natury spolegliwa i skłonna do ulegania wpływom. Może tego zestawu nie miec dziewczyna z rodziny dysfunkcyjnej, jeśli jest niepokorna, samodzielna w myśleniu i miała szczęście dostac jednak od kogoś mocny przekaz pt. "nigdy nie zapominaj o sobie!".
            • sebalda Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 19:26
              Są jeszcze dwie rzeczy, które sprawiają, że tkwimy w takich związkach.
              Pierwsza, to przekaz, że w związku zawsze winne są dwie strony. Bo wszystkie małżeństwa się kłócą. Bo wy jesteście takim malżeństwem po włosku. Ten przekaz plus manipulacje i miodowe miesiące kompletnie zaciemnieją obraz.
              Druga rzecz, dla mnie niezmiernie ważna: bardzo poważnie podchodzę do przysięgi małżeńskiej przed Bogiem. Dopóki nie uznałam z całą stanowczością, że to jednak nie jest burzliwy związek, a nasze kłótnie to nie kłótnie, tylko poniżając mnie awantury, nawet przez sekundę nie rozważałam rozwodu. Kościół nie zmusza nikogo do trwania w związku z agresją w tle, zezwala na separację, ale najpierw trzeba sobie w pełni zdać sprawę, że to nie tylko zwykłe nieporozumienia małżeńskie. Jakiś czas to u mnie trwało.
              A gdy wreszcie zrozumialam, że mogłabym się uwolnić, okazało się, że mnie na to nie stać. Tak zwyczajnie, finansowo i organizacyjnie. Kryzys, krach na rynku nieruchomości, rosnące ceny wszystkiego, a stojące od lat pensje, sprawiają, że nie stać mnie teraz na rozwód:( Balansujemy na skraju bankructwa z dwiema pensjami, nie mam pojęcia, jak się utrzymam z jedną i alimentami, ktore dostanę dopiero za kilka miesięcy, jak dobrze pójdzie. Wbrew pozorom to nie są bagatelne problemy.
              • cherry-cherry Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 20:21
                Zgadzam sie. To nie jest takie proste, ze jest mi zle, wiec pakuje walizke i odchodze. Brak calkowitej ekonomiczno-mieszkaniowej autonomii (lub wrecz zaleznosc ekonomiczna w wersji hard) bardzo czesto trzyma kobiety u boku takich facetow calymi latami.
                Mimo, ze maja w sobie wystarczajaco duzo asertywnosci, zeby dostrzec ze sa w zwiazku nieszczesliwe i na dobra sprawe powinny odejsc.
                Czasy sa ciezkie, jak wiadomo, kryzys ekonomiczny, firmy plajtuja, problemy z praca, niskie pensje, a tu dzieciom trzeba zapewnic jakies godziwe i stabilne warunki zyciowe. Nie kazda kobieta ma zaplecze w postaci fury pieniedzy na dobry start, mieszkania, czy w ostatecznosci uczynnych rodzicow, ktorzy przygarna w kryzysowej sytuacji.

                Jezeli wchodzi w gre agresja fizyczna i chlop gania rodzine z siekiera po mieszkaniu, to wtedy wiadomo, trzeba sie natychmiast ratowac chocby za cene pojscia do domu samotnej matki.

                Kiedy jednak agresja sprowadza sie tylko do saczenia jadu, a i to nie permanentnego tylko zaledwie okresowego, wtedy trudno jest taka decyzje jednoznacznie podjac i sporo wody zazwyczaj musi uplynac, zanim kobieta do tego dojrzeje.

                Jezeli jeszcze do tego dojdzie ogolna spoleczna tendencja i wmawianie kobiecie, ze zwiazek trzeba ratowac za wszelka cene, ze decyzji o rozwodzie nie powinno sie podejmowac pochopnie, ze w przypadku rozwodu najbardziej cierpia dzieci, ze sie przysiegalo oraz ze trzeba czlowiekowi dac szanse itp to wychodzi dokladnie taki przypadek jak Sebaldy.

                Ja sie wcale nie dziwie, ze czesto to trwa calymi latami. Tym bardziej, ze przemoc psychiczna nie jest tak oczywista jak fizyczna i czesto latami dojrzewa sie do dostrzezenia roznicy pomiedzy czyims wloskim temperamentem a toksycznoscia.
              • aandzia43 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 08.10.12, 00:55
                > Druga rzecz, dla mnie niezmiernie ważna: bardzo poważnie podchodzę do przysięgi
                > małżeńskiej przed Bogiem. Dopóki nie uznałam z całą stanowczością, że to jedna
                > k nie jest burzliwy związek, a nasze kłótnie to nie kłótnie, tylko poniżając mn
                > ie awantury, nawet przez sekundę nie rozważałam rozwodu. Kościół nie zmusza nik
                > ogo do trwania w związku z agresją w tle, zezwala na separację, ale najpierw tr
                > zeba sobie w pełni zdać sprawę, że to nie tylko zwykłe nieporozumienia małżeńsk
                > ie. Jakiś czas to u mnie trwało

                Jeśli KK nie zmusza do trwania w związku z agresorem, to w twoim przypadku poważne podchodzenie do przysięgi małżeńskiej nie miało nic wspólnego z niemożnością uświadomienia sobie przez paręnaście lat w czym siedzisz. Nie sądzisz? Poważne podchodzenie do przysięgi nie uniemożliwia przecież szybkiej orientacji w chorych klimatach.

                > Pierwsza, to przekaz, że w związku zawsze winne są dwie strony.

                Że "winne" to bzdura. Ale że dwie strony dobrowolnego układu się uzupełniają, to fakt.
            • hunkis Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 20:11
              Dodam coś jeszcze do dyskusji.Niejedna osoba, która kiedyś związała się z przemocowcem, podporządkowała się systemowi życia z nim, mieni się ofiarą, kiedyś, na początku, faktycznie nią była z niewiedzy, z zagubienia, z uwarunkowań otoczenia, itd. Po latach życia razem często jest jej dużo wygodniej nadal w tym związku być, niż wysilać się na życie samodzielne. Ma już świadomość, nie ma żadnego przymusu, ale nie odejdzie. Zawsze znajdzie powody dla których nie może odejść od przemocowca. Czy to dzieci, czy to sprawy majątkowe, cokolwiek. Broni swojej pozycji "ofiary" sama nie chcą się zmieniać ani trochę. Wkurza się gdy od otoczenia już nie dostaje tych głasków co kiedyś "o jakaś ty biedna a on okropny". Przecież ona określiła się ofiarą, więc po jej stronie jest dobro, po jego stronie zło, karty rozdane i można spocząć na laurach w aurze "tej jedynej dobrej". Buntuje się, gdy ktoś od niej wymaga by coś sama zadecydowała i by się przemocowca pozbyła z życia. ONA NIE CHCE SIĘ GO POZBYWAĆ. Ona chce tkwić i czerpać z tego korzyści. Woli to, boi się, że bez przemocowca nie poradzi sobie samodzielnie z życiem i nie będzie miała "tła" bardzo wygodnego, oraz...osoby na którą będzie zwalać swoje frustracje. To jak uzależnienie od alkoholu. Alkoholik wie, że mu picie szkodzi, ale jak przestanie pić to będzie musiał sam na siebie zarobić (mamusia/żona/opieka społeczna już nie da utrzymania) , będzie musiał znaleźć jakiś cel w życiu, spojrzeć w lustro, ..a to zbyt ciężkie, za dużo wysiłku. Lżej jest nadal pić i szukać łatwych argumentów, by otoczenie przekonać że się pić musi lub pije "przez kogoś innego".
              Co więcej, literatura nie raz podnosi, że role kat-ofiara bywają zamienne. Przed laty mąż dominował żonę, przez lata się dostosowywała nienawidząc go równocześnie, gdy mąż się starzeje i opada z sił to żona podnosi głowę i zaczyna się "odwdzięczać za swoje krzywdy" agresją, wrzaskami, pogardą, nienawiścią już nie ukrywaną, próbą dominowania męża. Bo wreszcie odważyła się mu oddać. Ale nadal nie zamierza go zostawić... Swoiste sado-macho. Osoby które nie są same przemocowcami, zaburzonymi - nie zostają w związku z przemocowcem. Bo umieją się porozumiewać innym językiem i znajdą też poza takim związkiem sens życia. Te, które zostają często same za agresją (bierną,czynną) tęsknią i ją stosują...
              • hunkis Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 20:28
                Kolejna rzecz rzucająca się w oczy u typu "ofiar" to ich przemożna niechęć do odpowiedzialnego używania własnej woli. Zawsze jest wymówka "robię, ale to przecież inni ode mnie tego oczekują!". Często taka "ofiara" jest wspólniczką przemocowca, np w robieniu dzieciom piekła z dzieciństwa. Często to dzieci muszą ją "bronić" przed drugim rodzicem. "Wychowywać" sobie tych rodziców(gdy już dzieci przekroczą 20l) by mieć spokój w domu. Dziecku w ten sposób na grzbiet kładzie się zbyt trudne wymagania (bycia dorosłym) a "ofiara" niby metrykalnie dorosła może nigdy nie dorosnąc emocjonalnie.. wiecznie w aurze "to ja dla was się poświęcałam". ustawia się w pozycji dziecka, którym się trzeba zajmować. Ofiara nie widzi, że będąc w związku "dzieckiem/wychowanką" a nie równoprawnym dorosłym partnerem - sama robi dużo zła na emocjach dzieci. Jeden rodzic przemocowy, drugi rodzic nie dający alternatywy i zmuszający do dorastania w przemocy. Dzieciom tylko współczuć można bo zawsze mają spaprane emocje.
                • meluzyna102 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 20:41
                  "Kolejna rzecz rzucająca się w oczy u typu "ofiar" to ich przemożna niechęć do o
                  > dpowiedzialnego używania własnej woli"
                  Bardzo mądre.
                  To jest chyba jedna z trzech najważniejszych cech ofiary. Dlatego każda ofiara przemocowca upiera się przy jego wyłącznej winie (bo nie widzi w sytuacji własnej woli), ma mnóstwo argumentów za niewychodzeniem ze związku i uważa odejście za trudną, skomplikowaną, niemożliwą (bo musiałaby użyć swojej woli). Taki niesamowity pakiet, który ma uchronić ofiarę przed byciem odpowiedzialnym dorosłym.
                  Dlatego też ofiary uważają, że odpowiedzialność za zły związek leży po stronie przemocowca, dlatego widzą tylko u niego zdolność do manipulacji i ją demonizują, jakby były marionetkami poruszanymi przez przemocowca sznurkami.
                  Jakby nie rozumiały, że to one nie używają swojej woli i unikają odpowiedzialności za swoje czyny.
                  Dzieciom często robią też piekło w życiu dorosłym. Jako, że wola a więc wina została oddana partnerowi, mają nikłe poczucie winy (różowe okulary, fałszowanie rzeczywistości widzeniem siebie jako tego dobrego rodzica). Czasami próbują ustawić się jako ofiara również wobec dorosłych dzieci...
                  • sebalda Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 22:31
                    Ok. udało Wam się. Hunkis, dobra jesteś:P Czuję się jak śmieć. Niedzielny wieczór to dobra pora, żeby się powiesić/otruć tabletkami/podciąć sobie żyły.
                    Zanim pożegnam ten padół, chciałam po raz ostatni zapytać Cię, Meluzyno, byłaś ofiarą przemocy???
                    • hunkis Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 22:39
                      Obawiam się, że przeżyjesz niejednego z forum, a nawet przeżyjesz swojego "przemocowego" męża, którego zapewne nigdy nie opuścisz :). Więc zostaw swoje spazmy i pokazowe szantaże samobójstwami dla naiwniaków którzy się jeszcze na nie nabierają. "Pachniesz" klasyką gatunku czy Ci się podoba czy nie.

                      Dlaczego pytasz innych czy byli ofiarami przemocy? Jakby to miało nobilitować i nadawać szczególne prawa? Pytaj raczej siebie, dlaczego ofiarą byłaś i nic z tym nie robiłaś i dlaczego tak naprawdę (bez zakłamania) nie opuścisz "oprawcy"....
                      • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 23:05
                        No proszę mamy nieoczekiwane zwroty akcji w tym wątku, jak się okazuje kilka pań uważa, że ofiara sama jest sobie winna...Drogie panie dajcie sobie spokój z dalszym obwinianiem ofiar, ten wątek jest o przemocowcach a dygresja dot. samych ofiar już się w nim znalazła..., skupmy się teraz na temacie wątku i dajmy spokój ofiarom i tak pomimo niełatwego życia na codzień, mają o czym jeszcze dodatkowo myslec po tym co tutaj napisałyście...Wydaje mi się, że krytyki samych ofiar w tym wątku już wystarczy. Za bardzo w ten sposób odchodzimy od jego głównego tematu...
                        • hunkis Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 23:19
                          Choćbyś tomy spisała o "przemocowcach" to nic to nie zmieni jeśli nie będzie terapii "ofiar" i ich zmiany. Bo w tej zabawie tak naprawdę ważniejsze jest dlaczego ofiary "chcą" właśnie tego a nie innego osobnika się trzymać, rodzić mu dzieci, pozwalać wychowywać w przemocy.
                          Przemoc w związku dotyczy dwóch osób. I prowadzonej gry, określonych cech i predyspozycji, które różne zachowania stopują lub podkreślają. Nakręcającej się spirali. Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym gościem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara nadaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie emocjonalnej. Czy się to komuś podoba czy nie.

                          Rozmowa o "przemocowcach" bez rozmowy o "ofiarach" , to takie plotkowanie w maglu i narzekanie na "tych innych złych". Ale jak lubicie to sobie plotkujcie. Bez refleksji nad sobą.
                          • aandzia43 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 08.10.12, 00:42
                            Przemocowiec bez swojej podpórki "ofiary" jest tylko jakimś dziwnym goś
                            > ciem którego mijamy stukając się w głowę, że głupi jakiś chojrakuje. Ofiara n
                            > adaje mu mocy. Daje mu władzę nad sobą, często nad dziećmi, ku ich krzywdzie em
                            > ocjonalnej.


                            "Ofiara nadaje mu mocy" - piękne zdanie! Biorę do sygnaturki :-)
                            Bez tej nadanej przemocowcowi przez ofiarę/ry mocy jest on tylko miotającym się, śmiesznym dziwadłem, trochę denerwującym, trochę straszny, ale pierzchającym w panice po mocniejszym tupnięciu nogą. No, na niektóre potwory to tupnięcie musi być naprawdę bardzo mocne, ale tych prawdziwie potwornych potworów jest bardzo mało :-)
                    • meluzyna102 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 23:29
                      Pozwolę sobie zestawić dwie Twoje wypowiedzi Sebaldo:
                      "manipulacje przemocowca psychicznego czasami są tak podstępne i nieoczywiste, że kobieta bierze na siebie gros winy."
                      To jedna a druga:
                      "Ok. udało Wam się. (...) Niedzielny wieczór to dobra pora, żeby się powiesić/otruć tabletkami/podciąć sobie żyły. "
                      Właśnie zastosowałaś klasyczną podstępną manipulację, mającą spowodować, że my - osoby obce - weźmiemy na siebie winę za Twoje rzekome samobójstwo. Mocne, nie uważasz?
                      Ofiary mają nawyk wzbudzania poczucia winy. Brak im cienia refleksji, że to nie działa tak jak chcą. Że taki manewr budzi w osobach z rodziny tylko irytację lub wstręt.
                      Wtręty melodramatyczne też nie wywołują chęci pomocy. A niechęć. Bo to teatr.
                      Mam świadomość, że nie jesteś na etapie, kiedy mogłabyś zrozumieć, co tu piszemy. Pisałam Ci to wcześniej.
                      Przekierowałaś tę dyskusję na siebie. Może coś z tego, co pisaliśmy, Cię zaniepokoiło. Może tak bardzo chciałaś, żebyśmy przyznali, że nie jesteś winna tkwienia w związku z przemocowcem, bo już wiesz, że jednak masz udział w tym, jak wygląda Twoje życie. Może zaraz zrobisz pierwszy krok i - ze strachu - uprawiasz teraz swoistą samoobronę.
                      Żeby zrozumieć, że masz wpływ, wolę, decyzyjność trzeba przejść terapię. Terapeuta będzie potrafił przeprowadzić Cię przez trudny proces zrozumienia samej siebie tak, żebyś była w stanie to unieść na każdym etapie.
                      Przestaniesz wtedy nazywać ofiary przemocy silnymi, ale nie będziesz też ich oceniać jako "słabe i pokręcone"
                      Trzymam za Ciebie kciuki:-)
                      Odpowiedzialność za Twoje życie jest Twoja.
                      • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 07.10.12, 23:41
                        Dziewczyny to jest jasne, że ofiara przemocy powinna przejsc terapię dla ofiar przemocy. Zakończmy temat ofiar, skupmy się na sprawcach... Gdyby te kobiety spotkały na swojej drodze innych, niezaburzonych facetów, problem przemocy psych. by ich teraz po prostu nie dotyczył...A, że sobie kiepsko radzą ze sobą i z problemem, no cóż, problem przemocy psych. jest naprawdę trudny, bolesny i skomplikowany, szczególnie dla osób z długim stażem małżeńskim, które dopiero po kilku czy kilkunastu latach odkryły, że w ich domu jest przemoc psych. a nie związek dwóch osób o włoskich temperamentach...
                        • aandzia43 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 08.10.12, 00:35
                          Zakończmy temat ofiar, skupmy się na sprawcach...

                          A po kiego grzyba mamy się koncentrować na sprawcach? Ich nie zmienimy wspólnymi modłami. Ich trzeba po prostu gremialnie unikać, nie dostarczać pożywki i nie rozmnażać się z nimi. Wtedy wyginą. Futurologia, co prawda, całkiem nigdy nei wyginą, ale można zmniejszyć zakres rażenia kształtując ludzi (w tym przypadku głównie kobiety) na jednostki bez predyspozycji na ofiary.

                          Gdyby te kobiety sp
                          > otkały na swojej drodze innych, niezaburzonych facetów, problem przemocy psych.
                          > by ich teraz po prostu nie dotyczył..

                          Nie rozśmieszaj mnie. Duża część "tych kobiet" gdyby spotkała na swojej drodze nie zaburzonego mężczyznę nie zauważyłaby go nawet. Przeszłaby po nim, nadepnęła na niego, a nie zauważyłaby.
                          • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 08.10.12, 09:05
                            aandzia43 napisała:
                            "A po kiego grzyba mamy się koncentrować na sprawcach? Ich nie zmienimy wspólnym modłami. Ich trzeba po prostu gremialnie unikać, nie dostarczać pożywki i nie
                            rozmnażać się z nimi. Wtedy wygina."

                            Po to, aby komuś uświadomic, że tkwi w związku z przemocowcem, nie każdy ma tego świadomośc...co pokazuje sporo wątków na forach GW, jak wiele kobiet ma wątpliwości kim są ich mężowie i czy ich zachowania są "normalne"... Gdy żyje się kilka czy kilkanaście lat z kimś zaburzonym i nie miało się w domu rodzinnym dobrych wzorców, to można miec wątpliwości jak powinno byc normalnie i jak zachowuje się przeciętny, normalny facet...
                                • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 08.10.12, 09:39
                                  Poprzez poszerzenie wiedzy na ten temat. To, ze ktoś jest dorosły nie oznacza od razu, ze w związek z przemocowcem psych. nie wejdzie. Przemocowcy też są różni, jedni mają bardziej nasilone zaburzone zachowania, inni mniej, gorzej rozpoznac właśnie tych, co mają mniej... Nie zawsze jest to takie oczywiste, bo nie zawsze przemocowe zachowanie takiego człowieka jest czytelne i jasne dla jego partnera/-rki, czasem są to zachowania niby na granicy normalności. Ale gdy się dokładnie im przyjrzec w dłuższym okresie czasu będąc wyposażonym w wiedzę o przemocy psych. wówczas można odnalezc prawdę o tym, że jest to przemoc psych. Sytuacje oczywiste są łatwe do zdiagnozowania, ale te mniej oczywiste już nie...
                                    • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 08.10.12, 10:25
                                      Ok, napiszę, nie dopuściłam do rozwoju przemocy psych. w moim związku, pomimo, że partner ma ku temu inklinacje (po swojej toksycznej mamie)...sporo czasu zajęło mi jednak uświadomienie sobie, z jakim zjawiskiem mam w tej rodzinie do czynienia...tak sprytnie manipulował, kamuflował przemoc i udawał "owcę w wilczej skórze", wydaje mi się, że bał się zastosowania jawnej przemocy psych., bo zaliczył by wypad ze związku w tempie ekspresowym i zyskal kilka porządnych sinców na głowie, w ramach "terapii przemocowca"... W moim przypadku jest to "delikatna" przemoc, o ile można to tak nazwac, nie potrafię znalezc lepszego określenia. Nigdy nie było szarpania, popychania, ostrych inwektyw itp., same zawoalowane teksty/zachowania mające na celu obniżanie mojego poczucia wartości. Mam w pełni świadomosc czym jest przemoc psychiczna, wiele książek na ten temat przeczytałam, aby móc zrozumiec co takim ludziom dolega...Są różni przemocowcy. Partner obecnie pracuje nad sobą, uświadomiłam mu kilka spraw, nie był z tego zbytnio zadowolony, ale powoli zaczyna rozumiec temat i zaczyna pracowac nad sobą, podobno nie był świadomy tego, w jaki sposób się zachowywał...podobno...( raczej w to nie wierzę).
                                        • zuzi.1 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 08.10.12, 10:38
                                          Chodzi mi o ochronę osób, które czytają fora GW i byc może mają do czynienia z przemocą psych. a tego nie wiedzą...Cel wątku jest czysto edukacyjny.
                                          Siebie już zmieniłam, partner pod moim wpływem zaczyna dokonywac pozytywnych zmian w sobie... Nie poszukuję wiedzy jak go zmienic, ja to wiem, bo poznałam z książek mechanizmy przemocy, ich podłoże itp. Teraz chcę, aby inne osoby z tzw. pierwszej ręki mogły bliżej zapoznac się z tym zjawiskiem...I nie chodzi oprzemoc psych. oczywistą, chodzi o tą bardzo ukrytą pod pozorem "normalności"...
                                          • pade Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 08.10.12, 10:51
                                            Ale jakiej normalności?
                                            Ktoś kto ma poukładane w głowie, ma poczucie własnej wartości, umie odróżnić dobro od zła, wie czym jest szacunek do drugiej osoby, nie pozwoli sobie na przemoc psychiczną.
                                            Ilekroć na forum pojawia się wątek: co sądzicie o moim mężu? znajdują się na forum osoby, które odpowiadają: jego zachowanie nie jest normalne, to przemoc.
                                            Skąd te forumki o tym wiedzą? Czym różnią się od tych, które tkwią w toksycznych związkach?
                                            Może nad tym należałoby się zastanowić?
                                            Bo czym jest przemoc to już chyba wiadomo.
                                            • falka32 Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 15.10.12, 23:25
                                              > Ktoś kto ma poukładane w głowie, ma poczucie własnej wartości, umie odróżnić do
                                              > bro od zła, wie czym jest szacunek do drugiej osoby, nie pozwoli sobie na przem
                                              > oc psychiczną.

                                              Manipulacja przemocowca polega właśnie na wypraniu ofierze mózgu z dotychczasowych wartości i norm i zrobienie jej w głowie totalnego bełta, który owocuje tym, że przestaje ona odróżniać dobro od zła i normę od patologii. Im solidniejsza baza wyjściowa, tym trudniej, ale niektórym panom tresura partnerki zajmuje całe lata drobnych kroczków, z których żaden nie byłby dla nikogo (jeszcze) normalnego powodem do rozstania, co najwyżej diagnozy "no, docieramy się", ale są to krople drążące kamień i stopniowo, czasem po milimetrze, drobniutkimi precedensami, przesuwające granice tego, co ofiara uważa za normalne w swoim związku. Efekt końcowy, gdyby był widziany przez ofiarę z zewnątrz, byłby przerażający, ale ponieważ jest to metoda powolnego podgrzewania żaby w garnku, to ofiara daje się ugotować. Naprawdę to może trwać i kilkanaście lat, w czasie których zostaje się powolutku odizolowaną od wsparcia i ugotowaną na tyle, że to, co 5 lat temu byłoby niedopuszczalne i niewyobrażalne, nagle staje się w jej oczach i normach zwyczajnym rodzinnym konfliktem. To bardziej przypomina efekt hipnozy, niż czegokolwiek innego. Trzeba mieć naprawdę albo znakomity refleks i przytomne otoczenie, albo być bardzo nieempatyczną i aspołeczną, żeby się nie dać w to stopniowo wkręcić, bez względu na wzorce z domu (od czego mamy w końcu popkulturę?). Wydostać się jest bardzo trudno, bo najpierw trzeba odwrócić efekty wieloletniego prania mózgu i manipulacji, żeby ofiara odzyskała swoją perspektywę sprzed tego związku.
                                          • annb Re: Cechy charakteru i zachowania przemocowca. 08.10.12, 10:52
                                            i uważasz że takie osoby przyjda, przeczytają, powiedzą-ojej to o mnie, i następnego dnia albo tego samego grzecznie wymiksują się ze związku?

                                            Napiszę tak-żeby się wyleczyć trzeba bardzo tego chcieć.
                                            To nie dzieje się przypadkiem, albo dlatego że się przeczytało tekst na forum.
                                            ten wątek jest doskonałym przykładem jak można sobie racjonalizować pozostawanie w takim związku.