dzisiajjestok
08.11.12, 18:37
Bardzo mnie denerwuje jak sie ktos nade mna uzala, wspolczuje mi i twierdzi, ze jestem taka biedna, bo zyje wg troche innych zasad niz rozmowca.
Mialam taka sytuacje ostatnio, ze macocha chciala mi wmowic, ze jak mnie ostatnio widziala, to bylam taka biedulka, taki klebek nieszczesc i "pozal sie boze". A moj oglad sytuacji jest taki, ze czulam i czuje sie bardzo dobrze i jestem szczesliwa w swoich wyborach i swoim zyciu.
Chodzi mi o to, ze macocha bardzo czesto mnie upupia, wmawia mi, ze jestem taka biedna i nieszczesliwa, a ja KOMPLETNIE nie wiem jak mam sie do tego odniesc. Czesto jej mowie, ze ja sie tak nie czuje, ze to jej wyobrazenie, ale to nie skutkuje i ona ciagle i ciagle narzuca mi role kozla ofiarnego, d..y zyciowej itp.
Przeciez NIE BEDE jej udawadniac, ze jest inaczej!
Ale przyjac takiej roli na siebie nie chce. Nie chce, zeby ktos sie nade mna litowal.
DCzesto zreszta to litowanie sie sprowadza sie do tego, ze slysze uwagi w stylu: "Dobrze, ze zadbalas o siebie, bo ostatnim razem zal bylo na ciebie patrzec. Cala noc nie spalam po tym jak cie zobaczylam."
Jakie sa "dojrzale" sposoby reagowania na takie zaczepki, na takie upupianie?
Ma pani psycholog jakies podpowiedzi co robic, jak sie zachowywac, co mowic w takich niekomfortowych sytuacjach?