Sypie się po ślubie...

15.11.12, 09:14
Witam,
Postaram się opisać swój problem w miarę jak najkrócej, choć może to być trudne...
Miesiąc (!! tak tak) temu wyszłam za mąż za mężczyznę, z którym spotykałam się od 4 lat. Zdawało się być to decyzją przemyślaną obustronnie, planowaną itd. Po ślubie parę miesiecy mieliśmy mieszkać z moimi rodzicami, potem rozejrzeć się za własnym m - traf chciał, że praktycznie tydzień po ślubie mogliśmy się wprowadzić do własnego mieszkania...
Nie wiem nawet od czego zacząc.... jestem po prostu załamana... Mieszkanie to wymaga remontu.. niewielkiego ale jednak. Jako że oboje pracujemy i wracamy póżno byłam za tym, by wynająć fachowców.. mąż się na to nie zgodził, stwierdził, ze poradzi sobie sam, że to bułka z masłem itd. Jednakże w trakcie prac, praktycznie od początku zaczęły sie pojawiać problemy itd... Wielu ludzi (ojciec, brat, szwagier, koledzy) proponowali mu pomoc ale odmawiał...
Mąz się na mnie wyżywa... kiedy zaczyna pracę każdego dnia wieczorem jest zły... chamski... non stop muszę mu pomagać w najmniejszej pie...... np. muszę rzucic wszystko np jedzenie i podać mu śrubokręt który ma na wyciągniecie ręki itp ... rozmawiam rpzez telefon to wydziera się na mnie ze mam mu podać szmatkę (moze te pół minuty poczekać)... CIągle mi mówi ze isę lenię.... w niedzielę sprzątałąm po nim (bo jeżeli maluje ściany to nie patrzy na to, by zrobic to solidnie, tak by np. nie zniszcyzc podlogi - nie obchodzi go to, ze ja potem muszę szorować klej) do godziny 13.. Skończyłam, zapyatałam sięczy bedę mu potrzebna jeszce, powiedział, ze nie... ze juz sobie poradzi.. poszlam się wykąpać. Zdążyłam wyjść z łazienki zaczął się na mnie wydzierać ze mam zamiatać starty gips.. po chwili znowu bylam cala biała..... choć mówil ze nie bede mu potrzebna...
Non stop słyszę ze jestem tłumokiem, że jestem jełopem (wczoraj kazał mi zamknąć drzwi.. stałam przy drzwiach od kuchni, więc je zamknęłam... usłyszałam ze jestem jełopem, bo jemu chodziło o inne drziw, od pokoju)...........
Próbowalam z nim rozmawiac...... ale jest to ciężkie.. od chwili wprowadzenia non stop wypija min. 3 piwa dziennie.. Twierdzi, ze to przeze mnie.... Że go denerwuje.. Ze mam wiecznie skwaszoną minę, ze wywieram na nim presję w zwiazku z tym remontem (po paru dniach odpuscilam... slysze te wyzwiska, tą nienawisc... sciany nie maja znaczenia)... Wczoraj nazwał mnie pie...ną idiotką, gdyż chcialam z nim porozmawiac na temat tej sytuacji.....

twierdzi ze wszytsko przzeze mnie, ze od poczatku zwiazku jestem do niczego (czyli od 4 lat)... i ze on juz sie nie hamuje... usilowalam sie dowiedizeć ALE CO JA CI ZROBILAM ZE NIE TE DRZWI ZAMKNĘLAM?? czy to jest powod by wyzwac swoją żonę??????? nie uzyskalam odpwoeidzi........ poszlam spac ... slyszalam przez sciane, ze oglada cos w tv i sie smijee.. a ja wyje w glebi duszy..jak on moze mnie tak wyzwac... i sie smiac.. NIE BYL TAKI

we wtorek zmarł mój dziadek.. poprosilam go by poszedl z emna na pogrzeb, uslyszalam ze jestem psychiczna, ze on sie nie zwolni bo ma napieta sytuacje w pracy..... mimo wszystko jakos z wielką łaską wypisal sobie wniosek urlopowy.............ale te wyzwiska wczseniej i tak wszystko przycmily..

nie wiem co mam robic.. mam mysli samobójcze.... to jest miesiac po slubie.... przed ukladalo sie roznie ale NIE AZ TAK ŹLE!!!!!!
jakies poltora tyg temu rozmawialismy normalnie ....... stwierdzil ze mu ciezko ze ta wyprowadzka byla tak migiem.. ze nie mial czasu sie przyzwyczaic do nowego miejscsa i teraz non stop to - praca i dom czyli remont............ a ja nie jestem "radosna" on by chcial bym byla wesoła, zwariowana itd...... (staram sie ale no kurcze mam taki charakter... jaki mam... nie tryskam energią i on o tym wie... bo jestesmy razem ponad 4 lata).......


naprawde nie wiem co mam robic, ja ksie zachowac....... nie wiem co mam robic.. czy uciekac.. kazdy mi slubu gratuluje a mi sie chhce wyc...... nie rozumiem czemu on mnie tak nienawidzi nei rozumiem tego.........chce bymi powiedzial co robie źle, a on mi mowi ze od 4 lat są prowadozne rozmowy na ten temat i on sie nie bedzie powtarzal... ale nie wiem jakie...
mam ochote uciec.. odejsc.... ale jak... meisiac po??????????
ciezko mi bo niewiadomo co go dzis rozwścieczy...... co zrobie nie tak... postawie nie pod tym kątem but w przedpokoju i dostane stek wyzwisk??? czy mam przeczekac... nie wiem... kadzy mysli ze jestesmy szczesliwi, ze jest nam idealnie jak to podczas mieisiaca midoowego...


    • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 09:16
      nie mogę funkcjonowac.. nie mogę pracowac... czuje sie nic nie warta.. .nie iwem co mam robic..
      • ewa_2009 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 09:20
        Uciekaj póki czas.
        Na pewno się nie zmieni, a pomyśl, co będzie, jak zajdziesz w ciążę. Czy zafundujesz takie życie sobie i dziecku?
        • mucha_ma Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 09:29
          Ty sie go boisz on o tym wie wykorzystuje to i się wyżywa, zwykłe hamidło.
          Nie możesz dać sobą tak pomiatać, bo nie wytrzymasz tego,
          W takkim razie po co się żenił z Tobą skoro mu nie pasowało ze nie jesteś zwariowana itd?
          Dziewczyno uciekaj póki jeszcze nie jest za późno
      • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 09:29
        Twierdzi.. ze nie odzywałby się do mnie w ten sposób, lae to ja jestem sama sobie winna.. Bo on już nie może się hamować. Podobno od 4 lat się hamował, bo go też denerwowalam.. ale teraz już "nie może się powstrzymać".
        Najgorsze jest jednak to, że on nie potrafi podać konkretnie czym go denerwuję... CHyba sama moja obecność... Wątpie w to, ze on mnie kocha.. nie wiem co robić... jestem w totalnej kropce .. najgorsze jest to ze nie było czegod takeigo przed slubem..... nie wiem czy dac na wstrzymaie... czy być tą jego "maskotką" cyzli wracac.. sztuczny usmiech, sztuczna modulacja glosu i wyglupy by on byl zadowolony..... nie mam prawa miec gorszego dnia, podlejszego humoru bo... jak twierdzi "mój natroj przenosi sie na niego"......
        nie reagowac na jego zaczepki na jego wyzwiska???? lae jak dlugo tak pociągnę??
        • swiete.jeze Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 21:50
          > najgorsze jest to ze nie było czegod takeigo p
          > rzed slubem.....

          Jasne.
        • ma_dre Re: Sypie się po ślubie... 23.11.12, 11:12
          Czyli przed slubem ty udawalas (cyt. " sztuczny usmiech, sztuczna modulacja glosu i wyglupy by on byl zadowolony"), on udawal (cyt. "od 4 lat się hamował, bo go też denerwowalam") a teraz tragedia :-/
          Dorosnijcie obydwoje jak najszybciej, albo przestancie sie bawic w malzenstwo i niech kazde idzie w swoja strone, zanim pojawi sie dziecko. Nie dorosliscie do tej "zabawy".

          • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 23.11.12, 13:18
            ma_dre... nie wiem skąd te daleko idące wnioski. Nie, przed ślubem nic nie udawałam i byłam sobą.. aczkolwiek fakt faktem - jestem osobą o dość neurotycznej, melancholijnej osobowości. W kontaktach z ludźmi raczej zawsze byłam i jestem nadal dość powściągliwa i na pewno nie można mnie nazwać "duszą towarzystwa". Ciężko mi się na wstępie otworzyć, przy obcych ludziach z trudem przychodzi mi gadanie o dupie maryni itp etc. Ale wśród swoich, dobrych znajomych, przyjaciół potrafię się otworzyć i jestem uważana za osobę zabawną i pogodną.

            To, że z reguły potrzebuję trochę czasu w kontaktach z innymi uważam za swoją wadę, bo jednak taka umiejętność zagadania to tu to tam z tym, z tamtym byłaby nawet przydatna w mojej pracy...... Hmmm jeszcze przed ślubem obecny małżonek radził mi wybranie się na jakiś "coaching" czy poczytanie pewnych pozycji celem zlagodzenia swojej wrodzonej nieśmiałości i podwyzszenia samooceny.....
            iiiii nie, jakoś nigdy nie starałam się specjalnie udawać przed nim.. spędzalismy przed slubem sporo czasu razem, wszystkie weekendy, w ciągu tygodnia po pracy spotkania kilkugodiznne itd itp. Z samej racji tego - byłoby to dość trudne. Kiedy złapie mnie jakiś dołek to samą siebie irytuje, ze jestem jakas taka 'rozmemłana'....... no nic, ciężko to wytłumaczyć, ale nieee nie udawałam przez 4 lata kogoś, kogo nie jestem..

            A fakt, ze powiedział, ze go od początku denerwowałam... nie wiem, zdarzały się sprzeczki, ale jakoś nie widziałam wtedy zeby się jakos specjalnie wkurzal........ podejrzewam ze to jego tekst, rzucony ot tak, by zabolało, ale nie mający większego pokrycia w rzeczywistości.


            • sebalda Re: Sypie się po ślubie... 23.11.12, 14:18
              To tylko o nim świadczy, skoro związał się z kimś, kto go od początku wkurza. Nóż miał na gardle? W ciąży byłaś? Boi się, że zostanie starym kawalerem, zegar mu tyka?
              Na kimś trzeba wyładować frustrację, najlepiej na bezbronnej najbliższej osobie, ktora zawsze wybaczy. Ale Ty nie musisz być bezbronna i on musi się o tym dowiedzieć.
    • lexi777 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 09:30
      Postaw granicę, nie pytaj co, dlaczego tylko krótka piłka: pozwolisz sobie jeszcze raz na takie teksty to wychodzę i nie wracam bo do czego? I zrób to bo obudzisz się z ręką w nocniku. Wymagaj dla siebie szacunku, a jak nie potrafi to po co Ci taki ktoś?
      • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 09:40
        Wiem.. tylko naprawdę wiecie co.. ejst mi wstyd.. wiem, głupie to.. ale to jest miesiac po slubie.. chyba lepiej bym sie czuła gdyby takie coś miało miejsce 5 lat poźniej......
        wstydze sie .. tych akcji.. kpin ze strony rodziny...... sama przed nimi udaje ze jest ok ale nikt nie wie........
        • lesneruno Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 10:35
          a siniaków nie będziesz się wstydzić??? bo zapewniam Cię, że już niedługo Ci przyłoży. Po 5 latach też Ci nie będzie łatwiej odejść. Uciekaj jak najszybciej i jak najdalej!!!
          • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 10:48
            Przykro to pisać.. ale już do mnie "podskakuje".. niby nie dotyka, ale łapy latają...... bez sensu chyba te rozmowy, tu nie ma o czym rozmawiac... mam wrazenie ze to taki typ, ktory jet dobry dla tych ktorzy maja go w dupie.. wobec nich jest lojalny grzeczny
            • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 12:41
              To jest taki typ, który szacunek będzie wykazywał tylko i wyłącznie do osoby silniejszej fiz./psych. od siebie, do osoby przed którą będzie czuł respekt i której się będzie bał...
              Prawdopodobnie facet był w dzieciństwie tak właśnie traktowany, jak obecnie traktuje Ciebie. Nie zastanawiaj się długo, bo nie warto, wiej jak najszybciej, przestań udawac, poinformuj jak największą liczbę osób, jaki jest naprawdę, co do Ciebie mówi, jak się zachowuje, TU NIE MA MIEJSCA NA WSTYD, z tego co piszesz ma b. wysoki poziom agresji, TO SIĘ NIE ZMIENI, NIE ŁUDZ SIE !!! Powiedz mu wprost, że stosuje wobec Ciebie przemoc psych. i że to jest karalne, więc niech uważa, bo za chwilę wezwiesz policję i nie wahaj się tego zrobic w przypadku jakiejs" akcji" z jego strony... Ale najlepiej gdy nie będzie go w domu, spakuj swoje rzeczy i wynies się najszybciej jak potrafisz, i jak najszybciej złoz pozew o rozwód... Nie ma szans na normalne, spokojne życie z takim zaburzonym typem człowieka jak Twój "mąż".
              • margonik Re: Sypie się po ślubie... 22.11.12, 13:17
                Też tak uważam. Wiem, że to głupio się rozwodzić miesiąc po ślubie, ale lepiej miesiąc po ślubie niż po 5 latach, majac wspólne kredyty i dzieci...
        • lexi777 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 10:50
          Dlaczego tobie jest głupio?Ty jesteś w porządku to on ma problem.Przestaw to i powiedz o tym komuś np rodzicom lub teściom, dlaczego i wtedy to jemu ma być głupio...A naprawdę chcesz zmarnować 5 lat na takiego typa?Chyba lubisz mieć depresje i nerwicę a tak to się skończy...Szkoda życia dziewczyno, strasznie mało asertywna jesteś, że na to pozwalasz, idź może na terapię lub coś?
        • abssinthe Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 11:49
          > Wiem.. tylko naprawdę wiecie co.. ejst mi wstyd.. wiem, głupie to.. ale to jest
          > miesiac po slubie.. chyba lepiej bym sie czuła gdyby takie coś miało miejsce 5
          > lat poźniej......


          i co, chcialabys zmarnowac 5 lat z takim ....czyms?
          <sorry, ale nie mam slow na okreslenie takiego zachowania, takiej osoby, takiego skonczonego dupka...>
        • quba Re: Sypie się po ślubie... 17.11.12, 10:52
          Dziewczyno!
          Nie wstydź się, bo w ten sposób zmarnujesz sobie życie!
          Zostaw tego chama!!!
          Uciekaj do Rodziców, póki jeszcze nie jest za późno!!!
          Uciekaj!!!
        • asia_i_p Re: Sypie się po ślubie... 26.11.12, 17:35
          Ale czego tu się wstydzić? Przedmiotem chamskiego zachowania może być każdy z nas. To, że on jest chamem, nie świadczy źle o tobie, tylko o nim.
          To, że jest chamem już miesiąc po ślubie, to nie twoja klęska, tylko twoja szansa. Jeżeli zdecydujesz się, że jednak kochasz i chcesz próbować, masz czas go ustawić; jeśli zdecydujesz się odejść, zmarnowałaś mniej czasu.

          Generalnie pewno napięcie i docieranie się po ślubie u par, które wcześniej nie mieszkały razem, jest chyba normą (z moich obserwacji, nie znam żadnych badań). Natomiast to, co twój mąż w tej chwili wykonuje, to czystej wody przemoc. Próbuje ci celowo obniżyć poczucie własnej wartości i nie możesz na to pozwolić.
    • buddy_valastro Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 09:44
      Ustal sobie wewnetrzne priorytety co Cie definitywnie skloni do odejscia i tego sie trzymaj.
    • edw-ina Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 09:52
      Masz sensownego ojca albo brata? Porozmawiaj z nimi. Opowiedz, co się dzieje. Nie wstydź się tego, bo niczego złego nie robisz. To nie tobie powinno być wstyd. Może twój teść jest sensownym facetem? Specjalnie piszę o tym, byś porozmawiała z mężczyzną, bo wiem, że w takich sytuacjach faceci potrafią ustawić innych facetów i są w tym o wiele bardziej skuteczni niż kobiety.
      A facetowi odpala, bo wbrew pozorom w ogóle nie radzi sobie z tym, czego się podjął, a dodatkowo poczuł, że już nie musi się starać. Być może też taki obraz związku wyniósł z domu (jak masz teścia przemocowca, to raczej u niego nie szukaj pomocy). Z pewnością nie możesz pozwolić na to, by teraz zatriumfował, bo będzie tylko gorzej.
      • triss_merigold6 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 10:46
        W pełni się zgadzam. Rozmowa z jakimś dojrzalszym sensownym mężczyzną to dobry pomysł.
        Może faktycznie pan mąż sobie nie radzi, a ambicja nie pozwala mu odpuścić tego remontu i zlecić ekipie, a może też dotarło do niego, że ten ślub był błędem i czuje się jak w pułapce.
    • esteraj Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 10:09
      Na pewno nie możesz pozwolić sobie na takie traktowanie. Wymuszony uśmiech też niczego nie załatwi, bo to tylko gra.
      Zanim mąż weźmie się do kolejnych prac, usiądź z nim i ustalcie konkrety.
      Po pierwsze zapytaj się czy chce z Tobą mieszkać i tworzyć rodzinę.
      Jeśli tak, to jak on sobie to wyobraża?
      Jaki ma plan, jak on to widzi.
      Po drugie w żadnym wypadku nie pozwalaj sobie na obrażanie Ciebie przez wyzwiska.
      Jedno złe słowo skierowane w takim tonie do Ciebie oznacza koniec związku. To musi być stanowcze i niech potraktuje to jak ostrzeżenie. Tutaj nie może być wybacz. Pakujesz się, albo on, bo inaczej to nie ma sensu.
      Nie bój się wstydu przed rodziną i znajomymi. Nie jest to fajne, ale mąż musi wiedzieć, że żadne takie nie powstrzymają Ciebie od ustalonego działania. Lepszy taki wstyd niż poniżanie przez najbliższą osobę.
      • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 10:44
        Sytuacja u moich rodziców ... o zgrozo.. wygląda podobnie... mama też ciągle słuchałą, ze ciągle cos robi źle.. że ciągle coś robi nie tak.. ona odpuściła i tak zyją sobie 30 lat obok siebie.. razem ale osobno.. w stosunku do ojca, do jego poczynian (koledzy najwazniejsi) - totalna olewka.. ojciec dopiero teraz stara sie rehabilitowac ale jest juz za poźno.. moj brat tez ma nieciekawie w sowim malzenstwie... trafil mu się hmmmm damski odpowiednik mojego męża... rozstania i powroty..wieczne pretensje ze str bratowej... tacy to juz jestesmy "skrzywieni" oboje........
        U niego zas w domu to matka dominowała.. moze aż za.. ojciec jego uciekał w pracę, w grządki, w remontowanie, w dłubanie w garażu.. Być moze rozmowa z teściową by coś dała, mysle ze jej chyba przez myśl nie przeszło, ze mogę być nazwana tłumokiem przez jej synka..... nie wiem jednak czy bym dała radę sie przed nia tak otworzyc i cyz to dobry pomysl... jest jeszcze jego przyjaciel.. moze on.. przemysle to......

        BTW jego siostra jakiśrok temu przechodziła kryzys ze swoim mężem, oznajmione zostało rodzinie słowo 'rozwód'..mój mąż wtedy duzo z nią rozmawiał.. a potem ze mną (jak to w związku)... skarżyła isę na brak czułości, na brak zainteresowania, na wieczne krytykowanie, na brak wspolnych zajec, na brak komplementow.. I co najśmieszniejsze - jakże on ją rozumial!!! Powiedzialam mu wtedy - ekhmm kiedy JA wyrażam podobne potrzeby to słyszę "nie zachowuj się jak księżniczka"..... ją rozumiał, mnie nie mógł..... ze tez wtedy mi ise lampka nie zapaliła.......

        Nie wiem........ ciągle slysze, ze jestem "wypłochem"... ze się jąkam.. ze ni epotrafię wyartykułować zdania (tylko on potrafi).. ze podczas rozmowy - zjada mnie stres... jednym slowem - ze jestem sierotą nieprzystosowaną do życia... Zbijam to argumentami - skoro tak, to czemu to JA skonczylam studia, a nie ty... czemu to JA mam dobrą prace.. a nie ty???? czemu to JA potrafię się porozumieć z otozeniem, podczas gdy ty ciagle drzesz koty ze wszystkimi?? ......... no to wtedy slyszę, ze a) głupi ma zawsze szczęście b) studia skonczylam byle jakie, na byle jakiej uczelni (bo prywatna), pracę znalazlam fartem i od kilku lat tkwie w miejscu a podwyzki nie widac..... Jestem przekonana ze leczy on moim kosztem swoje kompleksy

        • lexi777 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 10:54
          Terapia kochanie i uciekaj, nie marnuj sobie życia dziewczyno bo szkoda Cię.A jak sobie wyobrażasz dzieci z nim?? Chcesz je też skrzywić na cale życie? Naprawde nie dawaj szans takiemu typowi bo jak tylko znowu będziesz zależna to despota odżyje, a małe dziecko brak pracy to dla takich woda na młyn..
        • default Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 12:45
          888bezimienna888 napisał(a):

          >Nie wiem........ ciągle slysze, ze jestem "wypłochem"... ze się jąkam.. ze ni e
          > potrafię wyartykułować zdania (tylko on potrafi).. ze podczas rozmowy - zjada m
          > nie stres... jednym slowem - ze jestem sierotą nieprzystosowaną do życia...

          Ha, znam to, jakbym o sobie czytała. Byłam "gamoniem" (często było to mówione z taką "pseudoczułością", niby łagodnie, z takim pobłażaniem łaskawym, co nijak nie umniejszało bolesności tego epitetu), który "nie ma pojęcia o życiu", "zadaje idiotyczne pytania", "pierdzieli pół godziny o niczym zamiast wypowiedzieć się konkretnie" (do tej pory mam nawyk maksymalnego kondensowania wypowiedzi ustnych, nawet tych o charakterze pogawędkowo-towarzyskim :)).
          Ale jednocześnie oczekiwał ode mnie (tego gamonia i popierdułki :)) pomocy w przeróżnych sprawach urzędowo-prawniczych, związanych z jego pracą - wymagających pisania pism, tłumaczenia dokumentów, aplikowania o różne rzeczy itd. - cały czas podtrzymując opinię, że jestem nierozgarniętym gamoniem i leniem mającym wszystko w dupie. Nigdy (no może raz czy dwa się zdarzyło) nie usłyszałam "dziękuje", gdy robiłam dla niego różne rzeczy, za to często robił mi dziką awanturę o "olewanie, niewdzięczność, wdupiemanie, lenistwo" i Bóg wie co jeszcze, kiedy tylko wyraziłam najmniejsze choćby zastrzeżenie co do jego "polecenia" (że np. chwilowo nie mam czasu lub że mam za mało informacji by wykonać zadanie).
          O remoncie też mi się przypomniało - koszmarna awantura z wyzwiskami, kiedy całkiem nie wyszło mu przyklejanie tapety (namokła, porwała się i zjechała ze ściany). Oczywiście była to ewidentnie moja wina. Wiesz dlaczego ? Bo mu źle rolkę tapety podawałam.
    • default Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 10:57
      Twój mąż jest niestety (jak sądzę z opisu) osobą o słabym charakterze i prawdopodobnie niskiej samoocenie, która radzi sobie z trudnościami w ten sposób, że przerzuca odpowiedzialność za nie na inne osoby, poprawiając sobie samopoczucie i samoocenę kosztem gnojenia innych - w tym przypadku na Ciebie. Normalny człowiek w takiej sytuacji (podjął się czegoś, co w trakcie okazało się zbyt trudne) przede wszystkim przyznałby się do błędu (" jednak przeceniłem siły, nie dam rady"), potem wymyśliłby inny sposób wybrnięcia - w tym przypadku np. zatrudnił fachowca. Twój mąż nie przyzna się, bo nie umie, bo broni swojego obrazu siebie (" ja jestem świetny, tylko przez tę głupią babę nie mogę nic zrobić"). Tak jest mu łatwiej i wygodniej. Gadki o tym, że od 4 lat robisz źle i on Ci o tym mówił, to tylko dalsze upewnianie siebie, że Ty ponosisz całkowitą winę, nie mające nic wspólnego z prawdą.
      Niestety takiego człowieka trudno zmienić, wręcz jest to niemożliwe, teraz jesteś jełopą, bo nie umiesz pomagać w remoncie, potem będziesz jełopą z każdego innego powodu, kiedy tylko coś nie będzie szło po jego myśli, obciąży Cię winą nawet za tak niezależne od Ciebie fakty jak np. niepowodzenia w pracy (jeśli mu się zdarzą).
      Nie sugeruj się faktem, że dopiero co wzięliście ślub i że "głupio" przed bliskimi tak od razu przyznać się do błędu. Jeśli czujesz, że nie chcesz, nie potrafisz pracować nad nim, zmieniać go (zaznaczam - to trudne i z minimalnymi szansami na uzyskanie pozytywnych efektów), to odpuść sobie póki czas.
      Nie mówię byś od razu dziś składała pozew - na początek wywal mu szczerze i brutalnie, co sądzisz o jego postępowaniu i do czego ono w prostej linii prowadzi (czyli do rozwodu). W żadnym razie nie ulegaj jego rozkazom i nie przyjmuj do wiadomości żadnych jego ocen w stosunku do Ciebie, bo one nie mają nic wspólnego z prawdą. Nie prowadź z nim dyskusji typu "ale powiedz co ja źle zrobiłam", bo to do niczego nie prowadzi, oprócz Twojego rozstroju nerwowego. Najlepiej powiedz mu, że skoro mu tak trudno, to niech nie robi tego remontu w ogóle, obejdzie się.
      Poczytaj o przemocowcach w necie, choćby tu na forum było dużo wątków na ten temat, z mnóstwem cennych obserwacji i rad.
      • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 11:12
        Myslicie, ze namowa na pojscie na terapię razem cokolwiek da?
        • lesneruno Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 11:20
          myślę, że nic nie da terapia. piszesz, że masz pracę, to pewnie jakoś finansowo jesteś zabezpieczona więc zacznij nowe życie bez tego nieudacznika, chama i damskiego boksera a na odchodne kopnij go w cztery litery! A Twoja matka pewnie w duchu Ci pozazdrosci.
        • noname2002 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 11:22
          Założę się, że powie Ci że terapia to bzdury i wyciąganie kasy albo że Ty masz się leczyć, bo z tylko Tobą są problemy :/ Wiej dziewczyno, póki dzieci nie macie. I potem idź na terapię dla siebie, bo zwiążesz się z kimś podobnym- powtarzacie z bratem wzorce z domu.
          • noname2002 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 11:24
            A, i pomyśl, że lepiej znosić pytania otoczenia czy wstyd(choć TY nie masz powodów, żeby się wstydzić!) przez kilka miesięcy niż latami przemoc ze strony męża.
            • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 11:30
              z tym wstydem.. faktycznie przesadziłam... nie muszę zresztą się nikomu tłumaczyć...
              finansowo sobie poradzę, o to sie nie martwie
        • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 11:25
          aczkolwiek szczerze... nie mam ochoty na 'ratowanie' tego związku....jakos nie wierzę, że nagle mu zatrybi w głowie.......
          • abssinthe Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 11:52
            bo mu nie zatrybi.
            bedzie tylko gorzej.

            tutaj poczytaj, a rozjasni Ci sie w glowie...
            blog, ktory moze Ci pomoc
            • sebalda Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 12:14
              Poczytaj blogi, a jeszcze lepiej zainwestuj niecałe 30 zł w książkę Toksyczne słowa, agresja słowna w związku www.gandalf.com.pl/b/toksyczne-slowa-slowna-agresja-w/, a potem sprawdź, jakie masz szanse na wyjście ze związku z jak najmniejszymi stratami finansowymi. Nie za 5 lat, ale najdalej za 5 miesięcy, a jeszcze lepiej szybciej.
              Masz tylko jedno życie, a z tym człowiekiem ręczę Ci, że je zmarnujesz. Rzadko piszę tak stanowczo, ale z Twoich wypowiedzi wyłania się klasyczny obraz frustrata, który odreagowuje na bliskiej osobie. Poczytaj wątek Zuzi o przemocowcach psychicznych, w niektorych postach przejrzysz się jak w lustrze.
              Nie dyskutuj z nim, nie pytaj, co robisz źle, nie mów ciągle: ale ja chciałam tylko... Cokolwiek zrobisz, będzie źle, agresja będzie rosła, jak Cię pierwszy raz uderzy, a ten typ prawie zawsze to robi prędzej czy później, będzie się kajał i błagał o przebaczenie, Ty sobie powiesz, że przecież na pewno nie chciał tego zrobić, że może faktycznie go niepotrzebnie zdenerwowałaś, że każdemu może się raz zdarzyć, wybaczysz, a dalej to popłynie.... W ramach rehabilitacji polecam jeszcze książkę Grocholi Trzepot skrzydeł. Wprawdzie nie tylko o przemocy psychicznej, ale też fizycznej, niemniej na jedno wychodzi, często słowa ranią równie mocno jak uderzenia, pewnie wiesz coś o tym:(
              Chcesz mieć kiedyś dzieci? Jak myślisz, jak on będzie je traktował? Jak się będziesz czuła, gdy nazwie Wasze dziecko debilem? Jak ono będzie się czuło?
              Milion razy lepiej odejść teraz, niż za kilka lat, tracąc coraz bardziej szacunek do siebie, poczucie swojej wartości. Każdy rok będzie Cię ciągnął w dół, wiem, co mówię:(
              • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 12:24
                tak wlasnie mysle ze bedzie je nazywał debilem, kretynem itd. tj wieczna krytyka w imię "wychowania"........ i motywacji......
                dzięki za linki i za info dot. książek. Na pewno poczytam... fakt jest sfrustrowany i to bardzo.. ze nie wyszło ze studiami i z pracą taką jakby chciał.
                • yoma Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 12:35
                  > fakt jest sfrustro
                  > wany i to bardzo.. ze nie wyszło ze studiami i z pracą taką jakby chciał.

                  Aha, zaczyna się. I to na pewno twoja wina, bo jakbyś zamknęła właściwe drzwi, to on by się odprężył i skończył studia.

                  Bezimienna, skoro sama chcesz znikać, to co cię jeszcze trzyma? Wstyd? No to szkoda, żeś nie zwiała sprzed ołtarza - wtedy byłby wstyd dla pana młodego :)
                  • sebalda Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 12:41
                    Przed ślubem się jeszcze trochę hamował, teraz ofiara zaklepana, to można po jej jeździć:( Jest też jeszcze gorsza grupa przemocowców, którzy się ujawniają po urodzeniu się dziecka, bo wtedy kobieta jeszcze bardziej przywiązana do stadła;) Wtedy ona go jeszcze usilniej tłumaczy, że zmęczony, że nerwowy, że ona faktycznie mogła w porę się ogarnąć i go nie denerwować:P
                    Bo dziecko musi mieć ojca, w pełnej rodzinie się wychować, a to, że w traumie i bez poczucia własnej wartości, to już taki drobiazg:(
                  • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 12:52
                    studia nie moja wina, bo na szczęście poznaliśmy się w momencie kiedy je już rzucił....natomiast obecna praca - to już tak. Bo niestety - kiedy ją znalazł to zaraz chciał ją rzucić.. ale ja mu mówiłam, żeby nie nastawiał się od razu negatywnie, że może to jego pierwsze wrażenie i zeby trochę popracowal w tym miejscu.. miesiąc, dwa.. takie tam moje gadanie...ze 'najtrudniejszy pierwszy krok' ;) no to się wziął i posłuchał........... no i teraz tak mu źle ze nie odejdzie i nie poszuka niczego innego bo nie będzie miał powodu by psioczyć.
                    • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 12:56
                      Taki nieudacznik i przemocowiec ZAWSZE będzie ciągnął Ci w dół i psychicznie i finansowo, jest duze prawdopodobieństwo, że zawsze będzie go musiała ciągnac za przysłowiowe "uszy", że cokolwiek zrobił i spróbował się zawodowo rozwinąc, na forum już kilkanascie razy spotkałam się ze stwierdzeniem, że niektóre panie nawet utrzymują takich przemocowców a ci na nich zwyczajnie pasozytują, wymyslając niestworzoną ilosc powodów do tego, że im nie wychodzi. Chcesz byc następną? To Twój facet jest NIEDOJDĄ I NIUDACZNIKIEM życiowym, a nie TY. Zrozum to dla swojego dobra.
                  • misiu.stefan Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 12:58
                    Bezimienna
                    już sam fakt, że wyzywa Cię a potem twierdzi, że sama sobie zasłużyłaś świadczy, że to frustrat. Źle Cię traktuje - bo w jego mniemaniu zasłużyłaś (o zgrozo - od 4 lat go wkurzasz! To po co przyłaził z pierścionkiem???). On uważa się za niewinnego - bo Ty sobie zasłużyłaś na takie traktowanie. Masakra jakaś.

                    Rodziną i faktem, że to dopiero miesiąc się w ogóle nie przejmuj - jak będą pytać o przyczyny, to bez wtajemniczania wyjaśnij, że po ślubie facet zmienił się nie do poznania, że nie szło z nim mieszkać pod jednym dachem. Każdy z nas popełnia błędy - Ty też masz do tego prawo.

                    Lepiej rozstać się teraz, niż za kilka lat - im dłużej będziesz w tym tkwiła, tym bardziej on zmiażdży w Tobie poczucie własnej wartości i przywiąże Cię do siebie - nie daj Boże jeśli pojawią się dzieci - będzie jeszcze trudniej :(

                    Aha - jeśli będziesz rozważać rozwód to przygotuj się do tego (jeśli ma być orzeczony z jego winy - zacznij zbierać obciążające go dowody, rozmawiaj z rodziną i koleżankami, staraj się zdobyć świadków na to jak Cię traktuje czy wyzywa). Pamiętaj o finansach - jeśli macie wspólność majątkową (a zakładam, że intercyzy przed ślubem nie podpisaliście) to zabezpiecz sobie trochę oszczędności. Jeśli masz zaufaną osobę (np. brata) możesz część kasy wpłacić na konto, które będzie na jego nazwisko (nikogo nie wtajemniczajcie) i wypłacić je sobie dopiero pewien czas po rozwodzie. Generalnie przy rozwodzie podział będzie 50/50 (choć to co miałaś przed ślubem należy do Twojego majątku odrębnego).

                    • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 13:14
                      Nie warto z takim prostakiem bawic się w rozwód z orzekaniem o winie, szkoda czasu i straconego zdrowia. Zajrzyj na forum Rozwód i co dalej, napisz posta z prosbą o pomoc i dziewczyny od strony technicznej już Cię pokierują i powiedzą Ci co i jak należy zrobic, opłata za rozwód to chyba jakies 600 zł, ale tam Ci wszystko dokładnie wyjaśnią.
                      • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 13:16
                        I jeszcze najpierw porozmawiaj z bratem, opowiedz mu dokładnie jak Cię "mąż" traktuje i niech Twój brat sobie z tym chłopczykiem po męsku porozmawia, żeby ostudzic jego zapał do poniżania Ciebie w ciągu najbliższych dni...
                        • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 13:19
                          Dziewczyno, Ty potrzebujesz pomocy osób trzecich i to PILNIE ! Daj sobie pomóc i popros o pomoc i nie tkwij w związku z przemocowcem ! Zrobi Ci z Twojego poczucia wartosci sieczkę...
                • carmita80 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 12:39
                  Ty sie wymiksuj z tego zwiazku jak najszybciej. On stosuje wobec ciebie przemoc psychiczna, za chwile bedzie wi fizyczna, a potem dziecko i bedziesz w pulapce. Nie mysl o tym co rodzina, znajomi powiedza czy pomysla, mysl o sobie. Nie ma usprwaiedliwienia na takie wyzwiska. On ci powiedzial, ze przez caly czas w ktorym jestescie razem mial taki stosunek do ciebie tylko sie hamowal wiec lepiej nie bedzie. Jestes mloda, masz dobra prace i nie ma cie dziecka, nie brnij dalej, bo bedziesz bardzo nieszczesliwa a im dluzej tym bardziej sprawy sie skomplikuja. Nie rozmawiajalabym z jego przyjacielem ani matka, wyprowadzilabym sie i zlozylabym pozew do rozwod do sadu. Aha, moze nagraj jego zachowanie tak aby nie wiedzial, najlepiej kilka razy.
    • mia.12 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 13:02
      Ty sie ciesz,ze wyszlo szydlo z worka juz w miesiac po slubie i nie musisz z zakompleksionym chamem marnowac wiecej czasu!
      Nie masz sie czego wstydzic,to on powinien zapasc sie pod ziemie za to jak cie traktuje.Na terapie radzilabym zebys poszla sama,moim zdaniem pomoze ci to duzo zrozumiec i obronic sie przed jego atakami.Nie licz na to,ze on sie zmieni.Skoro juz teraz nie widzi nic zlego w swoim zachowaniu a dotychczas jedynie hamowal sie,to za jakis czas bedzie tylko gorzej.Kto wie czy w tej chwili tez sie nie hamuje zeby ci nie przlozyc?
      Ciesz sie,ze jeszcze dzieci z nim nie masz.Naprawde szkoda zycia na takiego prostaka.
    • nabakier Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 14:09
      Dwie strategie:
      1.Na rozwód- oznajmić natychmiast (także na piśmie z kopią, byś mogła w sądzie ewentualnie to przedstawić - że źle się działo i że reagowałaś), że nie wyobrażasz sobie życia z chamem, złożyć pozew, oczywiście przestać remontować cokolwiek, zacząć organizować sobie życie osobne już teraz.
      2. Na związek- szybko stawiać granice, wyznaczyć warunki ewentualnego trwania małżeństwa, egzekwować z żelazną konsekwencją, iść po pomoc celem zwzmocnienia własnej asertywności.

      Ja bym wybrała to pierwsze. Moim zdaniem nie ma szans na dobry związek, chyba że odpowiada Ci bycie ofiarą i masz niskie standardy życiowe. Zostaw go i ciesz się, że ten remont się Wam teraz przytrafił, oszczędzasz dłuższej gonitwy.
      • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 14:19
        czy mam niskie standardy życiowe... być może - nie oczekuje niczego szczególnego, chcę tylko normalnego domu... gdzie bedę mogła być sobą ... i gdzie nie będę musiała wysłuchiwać wiecznej krytyki na temat mojej osoby, mojego zachowania i tego wiecznego gderania.........
        no faktycznie standard chyba niski, prawda?

        • lexi777 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 14:34
          No to walcz o to co teraz powiedziałaś, z tym panem takiego standardu nie będziesz miała. A dom to miejsce gdzie czujesz się dobrze, a nie taki hardcore jaki Ci funduje "najbliższa" osoba..
          Naprawdę czas zawalczyć o siebie...
        • mamapodziomka Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 15:30
          Wiesz, dla ciebie to po prostu niewyobrazalnie straszne, ze jest jak jest podczas miesiaca miodowego.

          Ale tak naprawde masz niesamowite szczescie: wiesz na czym stoisz juz na samym poczatku, masz tego swiadomosc i nie oklamujesz sie nadmiernie. Facet gnoi cie od miesiaca, a nie calymi latami, sukcesywnie cie niszczac. Nie masz dzieci, ktore ucierpia. Facet nie zdazyl ci zniszczyc kragu rodziny i znajomych i zdyskredytowac cie przed nimi na maksa. Jestes niezalezna finansowo.

          Wykorzystaj te karty. Znajomym i rodzinie mow w otwarte karty co sie dzieje. Zobaczysz, ze wiekszosc stanie na wysokosci zadania. Wyprowadz sie jak najszybciej i jak najsyzbciej postaraj sie o uregulowanie prawne rozstania (uwaga na dlugi, etc.) Niech to sie za toba nie ciagnie jeszcze latami. Na poczatku na pewno bedzie bolalo, ale poboli stosunkowo krotko, odcierpisz, zapomnisz, a przed toba cale zycie, ktore mozesz sobie jeszcze naprawde swietnie ulozyc.

          To nie wstyd popelnic blad, wstyd to jest w tym bledzie trwac.
          • aqua48 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 15:47
            mamapodziomka napisała:

            > To nie wstyd popelnic blad, wstyd to jest w tym bledzie trwac.

            Podpisuję się pod tym stwierdzeniem jaki pod poprzednimi - spakuj się i uciekaj dziewczyno jak najszybciej!!! I nie dawaj się "przepraszać" ani nabierać na obietnice poprawy jak Twój oprawca, tfu, mąż zorientuje się, że przegiął.
            • idoli Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 16:10
              nie przejmuj się, że miesiąc po. I co z tego? Mam znajomą, która rozeszła się z mężem 3 miesiące po ślubie, bo ten znalazł sobie inną. A ślub był taki że ho ho, z 200 osób, limuzyny, bajery...
              Nie rozumiem tylko po co ten facet się z Tobą żenił, skoro Cię nie kocha, bo to że Cię nie kocha to jasne jak słońce. Nie daj sobą pomiatać, nie czuj się bez przerwy winna bo z miłej i fajnej osoby staniesz się kłębkiem nerwów, który boi się wracać do własnego domu.
          • sebalda Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 15:58
            Znajomym i rodzinie mow w otwarte karty co sie dzieje. Zo
            > baczysz, ze wiekszosc stanie na wysokosci zadania

            Z tym bym uważała. Powiedzieć trzeba, ale kobiety ze starszego pokolenia mogą nie stanąć. Kiedyś jak żonie uzależnionej od męża przeszkadzało to, że mąż ją wyzywa, to była fanaberia. Mogą Ci powiedzieć: wszystkie małżeństwa się kłócą, w związku zawsze winne są obie strony, nie przesadzaj i tym podobne. Nie daj sobie zrobić wody z mózgu. Porzekadło, że w związku zawsze winne są dwie strony, zatrzymało w przemocowych związkach tysiące kobiet. Jak mąż jeszcze wiecznie powtarza, że on by się nie zdenerwował i nie używał obelżywych słów, gdyby żona go nie sprowokowała, gdyby tej przysłowiowej zupy nie przypaliła, to mało asertywna kobieta bardzo szybko się na to nabiera i szuka winy także w sobie. Może faktycznie mogła być milsza, szerzej uśmiechnięta, chętniejsza. Ale to tak nie działa, ona może stawać na rzęsach, a on powód i tak znajdzie. Jak się chce psa uderzyć, kij zawsze się znajdzie:( Albo nie te drzwi:P
            Mnie tutaj też zastanowiło i to codzienne picie 3 piw, i wmawianie, że to przez Ciebie on pije. Przecież to chore. A może o to wlaśnie chodzi, o usprawiedliwienie codziennego picia??? Nie dość, że Cię nie szanuje, to może jest na prostej drodze do alkoholizmu? Chcesz takiego męża???
            • misiu.stefan Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 17:02
              W sumie jest jeszcze opcja unieważnienia małżeństwa.

              jednak uważam, że zawsze warto walczyć o rozwód z orzeczeniem o winie (drugiej strony - :) ). Jest to kwestia późniejszej odpowiedzialności i ewentualnych alimentów na byłego małżonka (tak, jest coś takiego).
        • ma_dre Re: Sypie się po ślubie... 23.11.12, 11:42
          Nie, to bardzo wiele, choc wydaje sie ze to podstawa. Jesli takie sa twoje aspiracje to licz sie z tym, ze bez terapii sie nie obejdzie... dotyczy to twojej osoby, nawet jesli z obecnym mezem sie rozstaniesz. Mysle ze relacje twoich rodzicow zrobily wiele zlego w twojej glowie. Nie zrozum mnie zle, nie wmawiam ci ze obecna sytuacja to twoja wina, ale po tym co napisalas o rodzicach wnioskuje ze nie dali ci przykladu co to normalne relacje malzenskie i jak sprawic by partner obdarzal nas szacunkiem. Znosisz potworne zachowanie tego czlowieka juz zbyt dlugo, co swiadczy o tym ze nie potrafisz wymagac szacunku i jasno stawiac granic.
      • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 17:09
        Zgadzam się z nabakier, moim zdaniem po tym co napisałas, ten pan po prostu nie rokuje, ma zbyt wysoki poziom agresji w stosunku do Ciebie i wydaje mi się, że nie ma żadnych szans, żeby się zmienił, może co najwyżej ponownie zacząc udawac i powstrzymywac się od agresji skierowanej przeciwko Tobie, gdy poczuje się zagrożony tym, że osoby trzecie dowiedzą się jaki jest naprawdę i jak agresywnie się zachowuje. Ale to nie będzie zmiana na stałe, w duchu ten człowiek będzie dalej zionął złością do Ciebie, udając sprytnie, że jest inaczej. To będzie jak małżeństwo z wrogiem, z którym na każdym kroku będziesz musiała udawac i brac pod uwagę to, że nie możesz tego człowieka obdarzyc prawdziwym zaufaniem, bo w sytuacji szczególnej może okazac się w stosunku do Ciebie nieszczery i nielojalny. Zgodnie z moją wiedzą, przemocowcy, podobnie jak toksycy, charakteryzują się różnym stopniem nasilenia swojej przemocy i moim zdaniem zachowania Twojego "męża" podpadają pod ten wysoki poziom agresji i przemocowosci, przy którym nie da się takiego człowieka "zmienic" i "naprawic" i wyznaczyc mu granic, bo jest tak zaburzony, że może dopiero wspólna praca psychologa i psychiatry w ramach długoterminowej terapii by cos mogła zmienic, ale na taką terapię ten człowiek musiałby wyrazic zgodę, a zapewne jego zdaniem wszystko z nim jest w porządku, tylko Ty jestes "zaburzona". Facet znalazl taki wygdodny sposób na pozbycie się swojego zaburzenia nic z nim nie robiąc a jedynie przerzucajac swoje dolegliwosci na Ciebie...
    • sootball Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 18:43
      To Twoja wina że on pije i się wyżywa.
      Jasne.
      Powiedz mu, że jeśli nie potrafi kontrolować swoich działań i zwala na Ciebie odpowiedzialność za to co robi, żeby jej samemu nie ponosić - to nadaje się tylko do ubezwłasnowolnienia. Bo człowiek, któremu przysługuje pełnia praw, ma kontrolę nad sobą i sam ponosi odpowiedzialność.
      A w ogóle to wiej od niego.

      Poczytaj o zaangażowaniu:
      pl.wikibooks.org/wiki/Techniki_manipulacji_psychologicznej/Konsekwencja_i_zaanga%C5%BCowanie
      i zastanów się czy przypadkiem tylko to Cię przy nim nie trzyma.
    • sorvina Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 19:06
      Akurat trafiłam na artykuł w temacie: zdrowie.onet.pl/psychologia/domowi-oprawcy,1,5304104,artykul.html .

      A od siebie dodam - wiej! I za nic nie daj sobie wmówić, że wyzywa cię i źle traktuje przez ciebie. On zawsze ma wybór, wybiera rozładowywanie swojej frustracji twoim kosztem. Jeśli ktoś ma się wstydzić to on, nie ty.
    • 71tosia Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 19:21
      czy on nadaje na ojca twojego dziecka? Bedzie lepszym ojcem niz jest mezem?
      • idoli Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 20:20
        ta historia skojarzyła mi się z tym co wczoraj stało się w Bytomiu, nie wiem czy słyszałyście. Pan skatował roczne dziecko bijąc je w brzuch, a zapłakana żona tłumaczyła, że cóż, zawsze był agresywny, ale nigdy aż tak...
        Wiej dziewczyno, Twój mąż Cię oszukał, deklarując, że Cię kocha i będzie Cię szanował.
        • bez_przekazu Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 20:26
          idoli napisała:

          Wiej dziewczyno, Twój mąż Cię oszukał, deklarując, że Cię kocha i będzie Cię sz
          > anował.

          a kiedy to deklarowal? o ile pamietam, przysiega malzenska zawiera tylko takie deklaracje:
          obiecuje ci milosc, wiernosc i uczciwosc malzenska i ze cie nie opuszcze.... o szacunku nie ma mowy:)
      • bez_przekazu Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 20:23
        na pogrzeb dziadka moglas isc sama, teraz praca jest najwazniejsza, takie czasy.
        gosc przejal sie rola, boi sie,ze nie sprosta. sprobuj go zrozumiec.ale tylko troche:)
        ps. zastanawia mnie, jak mozna tak bardzo zmienic sie po 4 latach? slepa bylas?
    • green-monkey Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 20:26
      Kurcze strasznie to smutne to co napisałaś, mnie zastanawia tylko jedno, czy nie mieszkaliście wcześniej razem, nie mieliście wspólnych weekendów, wakacji? Może wtedy szybciej pan mąż pokazałby swoją prawdziwą twarz. Z drugiej strony, co oczywiście nie usprawiedliwia małżonka, nie ciśniesz za mocno z tym remontem?, miesiąc w tą czy w tamtą was nie zbawi, a czas, który możecie spędzić tylko razem, nareszcie razem jako mąż i żona jest bezcenny. Mi pierwsze miesiące wspólnego mieszkania kojarzę się przede wszystkim z sexem, oglądaniem filmów, gotowaniem, sexem i sexem, a w międzyczasie powstawały różne pomysły na urządzane wspólnego gniazdka, wyjazdy, dzieci i przyszłość.
      Może ty od razu chciałaś wejść w pupę żony zaraz mamy, a twój małżonek miał inną wizję, która zakładała coś innego. Ja bym od razu nie skreślała faceta, skoro 4 lata wytrzymaliście razem, a potem zdecydowaliście się na ślub. Życie we dwoje to niestety ciągłe kompromisy i albo się z tym pogodzisz, albo dwie sprawy i będziesz wolna!
      • bez_przekazu Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 20:28
        otoz to. z moich obserwacji to kobiety zazwyczaj sie zmieniaja zaraz po slubie.
        zabraklo romantyzmu.

        green-monkey napisała:

        > Kurcze strasznie to smutne to co napisałaś, mnie zastanawia tylko jedno, czy ni
        > e mieszkaliście wcześniej razem, nie mieliście wspólnych weekendów, wakacji? Mo
        > że wtedy szybciej pan mąż pokazałby swoją prawdziwą twarz. Z drugiej strony, co
        > oczywiście nie usprawiedliwia małżonka, nie ciśniesz za mocno z tym remontem?,
        > miesiąc w tą czy w tamtą was nie zbawi, a czas, który możecie spędzić tylko ra
        > zem, nareszcie razem jako mąż i żona jest bezcenny. Mi pierwsze miesiące wspóln
        > ego mieszkania kojarzę się przede wszystkim z sexem, oglądaniem filmów, gotowan
        > iem, sexem i sexem, a w międzyczasie powstawały różne pomysły na urządzane wsp
        > ólnego gniazdka, wyjazdy, dzieci i przyszłość.
        > Może ty od razu chciałaś wejść w pupę żony zaraz mamy, a twój małżonek miał inn
        > ą wizję, która zakładała coś innego. Ja bym od razu nie skreślała faceta, skoro
        > 4 lata wytrzymaliście razem, a potem zdecydowaliście się na ślub. Życie we dwo
        > je to niestety ciągłe kompromisy i albo się z tym pogodzisz, albo dwie sprawy i
        > będziesz wolna!
        • triss_merigold6 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 20:40
          U kogo zabrakło tego romantyzmu?
          • marina2 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 21:02
            skorzystałabym z opcji unieważnienia małżeństwa.
            żaden wstyd.tak czy inaczej powielasz w wyborze partnera toksyczny układ Twoich rodziców więc bez terapii się nie obędzie - dla Ciebie.uciekaj i nie oglądaj się.
            czyje jest mieszkanie?kupione?wynajęte?
            • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 22:37
              Nie wiem, czy to takie proste, aby unieważnic małżeństwo. Ciekawe jakie są warunki do spełnienia.

              Poza tym, czytając różne posty na forum GW nt. przemocy psych. powoli zaczynam miec wrażenie, ze to jest jakas plaga, epidemia, jak wielu przemocowych ludzi jest w tym kraju...Jak wielu z nich stało się takimi z uwagi na dysfunkcyjne lub wręcz patologiczne wychowanie a jak wielu odziedziczyło przemocowosc w genach po rodzicach, jak wielu z nich jest kompletnie nieświadomych tego, że są przemocowcami...Jakas masakra.
              • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 15.11.12, 22:43
                I jeszcze wkleję ten urywek z wątku zordy, myslę, że b. ważny, bo pokazuje jak funkcjonuje taka osoba, czego oczekuje od partnera, zachowując się w stosunku do niego żle, prowokując go, znowu jest to kopia zachowań z domu rodzinnego, ile rzeczy dzieje się kompletnie nieświadomie, ludzie mimo, że z natury rozumni, podswiadomie przenoszą na dalsze swoje życie traumy z domu rodzinnego i męczą swojego partnera, masakra:

                "Ja go naprawdę kocham, to jest najdziwniejsze. Wiem, że tak nie zachowuje się osoba, która kocha. Ale ja czasem mówiąc mu te straszne rzeczy mam w sobie tylko jedno pragnienie, by na mnie nawrzeszczał. A on nie wrzeszczy, tylko widzę, że jest bardzo zraniony tym, co mówię. Co rozwściecza mnie jeszcze bardziej. Czasem mam wielką tęsknotę, że mnie po prostu przytuli, zaopiekuje się jakimś głupim, zranionym dzieckiem, które czasami w sobie odkrywam - brzmi jak schizofrenia. Ale rzeczywiście jest tak, że ja nie jestem np. w stanie mówić, myśleć o tym, co działo się w mojej rodzinie, bo od razu beczę, wzruszam się tym. Beczę nad tym biednym dzieckiem, które musiało udowadniać swoją wartość, które wciąż szuka akceptacji u ojca, matki, szuka ich uśmiechu... cdn."
        • crises Re: Sypie się po ślubie... 18.11.12, 09:27
          Jasne, bo brak romantyzmu to wystarczający powód, żeby wyzywać żonę od jełopów.

          Idź (stąd) i nie p'dol więcej.
    • edittt Re: Sypie się po ślubie... 16.11.12, 15:34
      ja o rozwód wniosłam 9 miesięcy po ślubie, wyprowadził się po zgoszeniu znęcania na policji 6 miesięcy po ślubie

      on się zmieni, na gorsze, nic tu po tobie, wiej póki możesz!
    • domza2 Re: Sypie się po ślubie... 16.11.12, 19:47
      A ja bym nie powiedziała, że to klasyczny przemocowiec, raczej typ doskonale opisany w książce "Mężczyźni, którzy nie potrafią kochać". On sobie po prostu nie radzi z tym, że się pobraliście, stąd ta radykalna zmiana po ślubie. Albo on ucieknie, albo spowoduje, że Tobie pozostanie już tylko ucieczka. Myślę, że raczej sprowokuje to drugie. Może podsunąć mu wspomnianą lekturę?
    • czerwony.melon Uciekaj! 17.11.12, 15:03
      Ne powiem nic nowego.
      UCIEKAJ.
      I dziękuj Bogu, ze wyszło szydło z worka tak szybko. Póki nie ma ci wspólnego majątku i dzieci.
      I póki jesteś młoda i masz większe szanse na nowy związek.

      Skoro on mówi, że żeby zachowywać się w miarę poprawnie, musiał się hamować, a teraz już nie daje rady, to znaczy, że jest w nim tyle agresji, że na co czekasz! Będzie tylko gorzej, dużo gorzej!
      • mam_na_imie_p Uciekaj- dobra rada 17.11.12, 17:08
        Nie napiszę nic nowego - zostaw to, i nie będzie to oznaka Twojej beradności, czy jak pewnie powiedziałby szaniwny mąż - beznadziejności!!! Dobrze, że wszystko wyszło szybko. Wierz mi, minie rok, dwa, trzy, dzieci... i decyzje nie będzie łatwa do podjęcia, będzie zbyt wiele okoliczności "wiążących". Ja się w tej sytuacji znalazłam i ogromnie żałuję, że nie mogę cofnąć czasu, i wiedzy którą mam teraz zastosować wstecz... Jeśli będziesz tkwić w toksycznym związku kolejny miesiąc, rok, dwa... zaczniesz wierzyć w to, że z Tobą jest coś nie tak, że jesteś złą żoną, że jesteś przyczyną złych nastrojów małżonka. I to będzie powodowało w tobie jeszcze wieksze poczucie winy już na samą myśl, że chcesz z tym skończyć. NIE!!! I proszę, nie daj się wrobić w przebłyski dobroci, tłumaczenia, że cieżki dzień, itd.. I nie myśł, że chcesz ze sobą skończyć, życie jedno, pamiętaj, i każdy z nas jest sternikiem swojej łódki. Odwagi i powodzenia!
    • lena575 Re: Sypie się po ślubie... 18.11.12, 20:25
      A ja myslę, że "nieładnie" zachowywał się w stosunku do ciebie od dawna i symptomy pokazujące przemocowego człowieka były widoczne, tylko ty ich nie chciałaś widzieć, liczyłaś, ze po ślubie się zmieni. No i zmiany są ... jak to zwykle, wiemy w którą stronę. Jeszcze trochę próbujesz go bronić, bo to może przez remont, przez nerwy, stres i uparty charakter. Ale już wiesz, że to ani remont, ani stres ani upartość. Nie postawiłaś granicy chamstwu jeszcze przed ślubem i za przemocowca wyszłaś za mąż. Całe szczęście, że nie przysżło ci do głowy, że może jak urodzi się dziecko to się zmieni.
      No i nie wiesz w tej chwili w jaki sposób mogłabyś te granice postwaić bo musiałaś by je stawiać z każdej strony i w każdej chwili. I zostało ci tylko powiedziec facetowi " ... i więcej nie będzie".
      • lencia102011 Re: Sypie się po ślubie... 19.11.12, 00:10
        Nie licz na to, że będzie lepiej. Facet, który nie szanuje swojej kobiety jest nic nie wart. Dopóki nie macie dzieci, odejdź. To najlepsze co możesz dla siebie zrobić. Nie trać na niego życia. Nie warto...
        • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 19.11.12, 08:40
          Wiele osób dziwi się, gdy mówię, że "tego" nie było przed ślubem.. Nie mieszkaliśmy razem, spędzaliśmy weekendy w jego rodzinnym domu.... zdązylam sie przyzwyczaic do jego sposobu bycia... i owszem, zdażały się awantury , kłótnie itd ale nie było wyzwisk.... te awantury tez nie byly takie....... no ale.. myślę, żę to dlatego, że a) ktoś mógł z jego rodziny go usłyszeć.. b) w niedzielę wracałam do domu.. a to głupio siętak rozstawać w kłótni......
          wiec problem tkwi w tym, ze teraz jestesmy sami w 4 scianach...

          on sobie zdecydowanie nie radzi z tym wszystkim, chyba go troche przerosła zmiana miejsca zamieszkania, ślub i zmiana życia......ale przeciez jest dorosły, prawda.....ciągle mi mówi, ze nie ma mojego wsparcia, wsparcia, wsparcia...... najwidoczniej ja nie potrafię dać mu tego wsparcia...... bo non stop cos robie źle......
        • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 19.11.12, 08:42
          Wiele osób dziwi się, gdy mówię, że "tego" nie było przed ślubem.. Nie mieszkaliśmy razem, spędzaliśmy weekendy w jego rodzinnym domu.... zdązylam sie przyzwyczaic do jego sposobu bycia... i owszem, zdażały się awantury , kłótnie itd ale nie było wyzwisk.... te awantury tez nie byly takie....... no ale.. myślę, żę to dlatego, że a) ktoś mógł z jego rodziny go usłyszeć.. b) w niedzielę wracałam do domu.. a to głupio siętak rozstawać w kłótni......
          wiec problem tkwi w tym, ze teraz jestesmy sami w 4 scianach...

          on sobie zdecydowanie nie radzi z tym wszystkim, chyba go troche przerosła zmiana miejsca zamieszkania, ślub i zmiana życia......ale przeciez jest dorosły, prawda.....ciągle mi mówi, ze nie ma mojego wsparcia, wsparcia, wsparcia...... najwidoczniej ja nie potrafię dać mu tego wsparcia...... bo non stop cos robie źle......
          wczoraj powiedział mi, ze zamieniłam jego zycie w koszmar.......... czuje sie beznadziejnie... nie wiem dlaczego
          • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 19.11.12, 09:00
            Czy ktoś moze podac namiar na dobrego psychoterapeutę, znającego 'temat' (Wawa).
            sama sobie z tym nie poradzę.. chodzę jak zombie, cała noc przeplakana/nieprzespana.. zerowa produktywność w pracy.... najchetniej lezalabym calymi dniami w lozku, ciezko mi jest udawac przed innymi.. ta sytuacja wysysa ze mnie wszystko...........

            jezeli chodzi o ten nieszczesny remont...... to tak - mówilam, ze mozna wynajac ekipę... mowilam ze mozna poczekac do wiosny..... mowilam.. w trakcie gdty okazalo się ze idzie topornie....ze mozna dokonczyc to co jest rozbebrane a z resztą, z innym pokojem poczekac.....
            wszytsko jest na nie..... 3 osoby proponowaly mu pomoc .... nie, nic i nikogo mu nie potrzeba... tylko ja.... by mogl sie na kim wyzyc......
            heh , pochwały tez nie działają.. z dobrym sercem "ooooo jak ładnie wyszło, jaki ladny kolor". on mi odpowiada : "plamy są, ŚLEPA JESTES???????????!!!!!!!!?!??!"
            • kozica111 Re: Sypie się po ślubie... 19.11.12, 09:23
              Czemu, nie decydując w chwili obecnej co dalej, po prostu nie weźmiesz kilku rzeczy i nie pójdziesz do rodziców by przemyśleć wszystko z dystansu?
              • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 19.11.12, 09:29
                boję się, ze będą ze mnie drwić, rzucac krzywe teksty.... tam nie mam 'azylu'.... pojawią się pytania, będę musiala się tłumaczyc.... tam nie przemyślę niczego z dystansu....
                • squirrel9 Re: Sypie się po ślubie... 19.11.12, 10:26
                  Tak jak napisałam niżej, daj mu miesiąc i przygotuj rodziców na to, ze się do nich wprowadzsaz (chyba, ze wolisz zrobić to bez tłumaczenia - wtedy mówisz rodzicom, ze nie po to wypowadzałas się od argesywnego, napastliwego męza, by słuchac napastliwych uwag rodziców, że liczysz na ich wsparcie). Z rodzicami, nawet mędzącymi i rzucającymi krzywe teksty masz szanse na to, ze ułozysz sobie nowe lepsze zycie i iod nich się wyprowadzisz. Z przemocowcem takich szans nie masz, im dłużej to będzie trwało tym będzie gorzej. Po kilku, kilkunastu latach będziesz połamana psychicznie i perzkonana, że za to jak cię mąż traktuje sama odpowiadasz. A skłonności takie masz.
                • mamapodziomka Re: Sypie się po ślubie... 21.11.12, 16:17
                  888bezimienna888 napisał(a):

                  > boję się, ze będą ze mnie drwić, rzucac krzywe teksty.... tam nie mam 'azylu'..
                  > .. pojawią się pytania, będę musiala się tłumaczyc.... tam nie przemyślę niczeg
                  > o z dystansu....

                  A beda z ciebie drwic i rzucac krzywe teksty GORZEJ niz wyzywa cie teraz twoj maz? Oraz masz swiadomosc oczywiscie, ze to dopiero poczatek i on sie bedzie coraz mniej hamowal i coraz bardziej rozzuchwalal?
                • ola33333 Re: Sypie się po ślubie... 21.11.12, 18:11
                  szukaj nowego mieszkania albo wroc do rodzicow, facet ciebie definitywnie nie szanuje, nie dawaj mu szansy bo to tylko marnowanie czasu i szkoda twojego zycia. Psycholog moglby ci pomoc przejsc przez rozstanie, ale na pewno nie uratowac zwiazek. Tam nie ma juz co ratowac. Twoj maz traktuje cie jak smiecia, odejdz z szacunku do samej siebie.
            • squirrel9 Re: Sypie się po ślubie... 19.11.12, 10:17
              A ty dalej o tym remoncie. Jakbyś nie rozumiała, ze zachowanie twojego męża nie ma nic wspólnego z tym co go denerwuje (dziś remont, może drobne kłopoty w pracy, jutro dziecko, pogoda, sąsiad i to, ze zupa za słona). Bo normalny, zrównoważony człowiek nawet jak go coś denerwuje, nie obrzuca wyzwiskami, nie jest agresywny, rozwiązuje problemy a nie skacze innym do gardeł. A twój skacze. Nie musi się hamować, bo mu na takie zachowania pozwalasz. Twój mąż ma słownictwo i zachowania przemocowe.
              Popatrz na jego rodzinę, jak tam rozwiązuje się problemy, jak tak się rozmawia. Pewnie wszystko będziesz wiedziała - ale po prostu liczyłas na to,że on cię kocha i jest inny.
              Ja spisałabym na kartce wszystkie jego "wyskoki", odbiła na xero, usiadałbym z nim, dała mu kartkę i termin (max. miesiąc) w którym on sam znajdzie psychologa od leczenia przemocy, przerobi z nim moja kartkę, powie mi dlaczego tak się zachowywał (bez słowa za co ja jestem winna) i po miesiącu ja wybieram się do tego psychologa i on mówi mi, że jest bradzo duża szansa na to, ze mój mąż zmieni swoje zachowanie trwale. Albo zmiana albo rozstajemy się. Wybór psychologa należy do męza i do niego należy to czy remont kontynuuje czy nie. Jeśli nie - pakuj się i ewakuuj.
              Mężowi powiedz, ze robisz to bo ci zależy, gdyby ci nie zależało to spakowałabyś się bez jednej z nim rozmowy.
              Nie czuj się za niego odpowiedzialna. Naucz się tego, że nie odpowiadasz za cudze zachowania, odpowiadasz tylko za swoje zycie. No i terzeba być twardym.
              Powodzenia
              • sebalda Re: Sypie się po ślubie... 19.11.12, 11:16
                Gdybym tylko mogła sobie pozwolić na terapię, poszłabym do tego pana: www.skuteczna-psychoterapia.pl/
                Ciekawa strona swoją drogą, polecam.
              • sootball Re: Sypie się po ślubie... 19.11.12, 17:43
                "Bo normalny, zrównoważony człowiek nawet jak go coś denerwuje, nie obrzuca wyzwiskami, nie jest agresywny, rozwiązuje problemy a nie skacze innym do gardeł"
                To w ideale. :) Zwłaszcza odnośnie "nie bywa agresywny". W praktyce bywa różnie. Czasem jest się tak wkurzonym, że tą złość trzeba jakoś wyładować, ale nie na innych ludziach, a NIGDY na ukochanej osobie. Można coś podrzeć, podeptać, walnąć w ścianę ręką, przekląć, krzyknąć w powietrze, natomiast obrażanie kogoś to jest granica, której absolutnie nie powinno się przekraczać. I za przekroczenie której powinno się ponieść konsekwencje, ale autorka tego niestety nie robi.
                I niestety, taką kartkę to on raczej wyśmieje i potraktuje jako przejaw jej nadwrażliwości, a nie własnego problemu. Autorka musi mu się najzwyczajniej w świecie postawić (wykąpałam się, bo mówiłeś że już mnie nie potrzebujesz, gips sprzątniesz sam, albo poczeka do jutra), a najlepiej - wiać gdzie pieprz rośnie.
                Autorko - polecam blogi
                terapiaprzezpisanie.blogspot.com/
                mojedwieglowy.blogspot.com/
                bo jesteś na początku drogi, którą przerobiły laski z tamtych blogów i one WSZYSTKIE żałują straconych lat.
                • domza2 Re: Sypie się po ślubie... 20.11.12, 21:52
                  Nie wiem, czy tutaj wypowiadają się osoby wierzące święcie w ideały czy osoby nie posiadające żadnego doświadczenia w małżeństwie. Nie chce mi się wierzyć, ze ktoś kto jest x lat po ślubie nie przypomni sobie żadnej sytuacji, w której wyzwał lub został wyzwany, w której zachował się agresywnie,w której ostro się kłócił. Nie ma się co dziwić, że dzisiejszy staż małżeński topnieje z 10 do 5 lat. Kryzysy, w czasie których ludzie zachowują się nerwowo czy wręcz agresywnie są wpisane we współżycie małżeńskie. Ale teraz najmodniejsze jest słowo "przemocowiec" i nim się szafuje jak i gdzie się chce.
                  Tymczasem mężczyzna i kobieta to istoty na tyle odmienne, że bardzo odmiennie przeżywają stres. Kobiety rzadko zmieniają w stresie twarz, mężczyznom to się zdarza, wcale nierzadko.
                  Pamiętam, taką sytuację z mojego małżeństwa, gdy mąż z normalnego faceta zmienił się w nieprzyjemnego, oschłego, nerwowego facia, którego ciężko było znieść. Było to wtedy, gdy kupuliśmy mieszkanie i obciążyliśmy się kredytem na 30 lat. Szkoda, że się od razu od tego przemocowca nie wyniosłam, a starałam się rozwiązać problem. Mąż zmienił się nie do poznania, było dużo kłótni, myślałam o rozstaniu. Tyle, że ja się postawiłam w wielu kwestiach. Czasem wystarczy powiedzieć "nie życzę sobie tego i tamtego". Trzeba stawiać veto, trzeba określać własne granice, ale nie wolno broń boże zwiewać przy pierwszych oznakach stresu męskiego, kryzysu, trudności, problemów. W każdym można zobaczyć słynnego "przemocowca", wystarczy tylko chcieć, o co nietrudno, zwłaszcza z pomocą wszechwiedzących, stawiających zaoczne i wirtualne diagnozy, forumowiczek, pozdr
                  • sebalda Re: Sypie się po ślubie... 20.11.12, 22:39
                    Domoza, rozumiem Twoje podejście, ale nie możesz wiedzieć, czy tym razem masz rację, a jeśli jej nie masz, to możesz utwierdzić dziewczynę w tym, że może ona przesadza, że powinna dać mu szansę, że nie może mieć pretensji, że on ją od czasu do czasu wyzwie od pier.. idiotek, bo ona chce porozmawiać, albo nie te drzwi zamknęła, może też kiedyś niechcący zupę przesolić:P
                    Facet wypija codziennie co najmniej po 3 piwa i twierdzi, że to przez nią. Nie zapala Ci się czerwona lampka na takie teksty?
                    Powiem Ci coś. Przez takie właśnie myślenie, że nikt nie jest doskonały, tkwiłam i tkwię w naprawdę niefajnym związku, jeśli bywasz na tym forum, to pewnie ogarniasz trochę moją niefajną historię. Kierowałam się długo właśnie takimi przekonaniami, jakie prezentujesz w swojej wypowiedzi. Żeby się nie poddawać za łatwo, że sama nie jestem święta, że swoje za uszami mam. I powiem Ci jeszcze, że od początku próbowałam stawiać opór agresji, że kłóciliśmy się nieraz do białego rana, żeby sobie wszystko wyjaśnić. Robiłam absolutnie wszystko, by dać temu związkowi szansę. I co? Ano g..no, jak wszystkie stałe bywalczynie tego forum wiedzą. Od facetów, ktorzy już na początku, czyli w okresie, gdy powinno być najlepiej, nie szanują żon, poniżają je i obwiniają o wszystko, ucieka się jak najprędzej. Każdy kolejny rok dawania takiemu szansy, pozbawia wiary w siebie, nadziei, siły.
                    Nie godzę się na wmawianie młodym, nieszanowanym kobietom, że wszystkie małżeństwa się kłócą, że nikt nie jest święty i że ona ma się bardziej starać albo mówić mu, że sobie nie życzy, żeby on ją źle traktował. Autorka napisała, jak on reaguje na takie prośby. Jeszcze bardziej ją wyzywa i poniża. Facet robi sobie z niej worek treningowy już teraz, co będzie za kilka lat? A jak będzie musiał odreagowywać stresy także na dzieciach? Też powiesz, że to norma???
                  • sootball Re: Sypie się po ślubie... 21.11.12, 15:36
                    A "ty tłumoku" mówił do Ciebie?
                    Ja mam staż kilkunastoletni.
                    Oczywiście że były kłótnie i podniesiony głos, przerzucanie się zarzutami, ale nigdy poniżanie, nigdy złośliwe wyzwiska, nigdy ranienie z premedytacją.
                    Co do kryzysów, przeraża mnie jak bardzo ludzie są nieświadomi siebie czasem, jak bardzo ślepi na własne zachowanie, jak kompletnie zagubieni w tym, co się z nimi dzieje. Wynika z tego mnóstwo problemów. Podstawy psychologii powinny być w liceum.
                    • sebalda Re: Sypie się po ślubie... 21.11.12, 15:58
                      Już to widzę oczami wyobraźni. Autorka postanowi, że jednak da szansę mężowi, stwierdzi, że może on przechodzi trudny okres, potem on na chwilę odpuści, więc tym bardziej się przekona, ze dobrze zrobiła, ale za jakiś czas on przypuści jeszcze gorszy atak, szczególnie jeśli nadal będzie wypijał codziennie po kilka piw. Jak się pojawi dziecko, on raczej nie będzie się garnął do pomocy, bo to nie ten typ najwyraźniej, skoro remont mieszkania jest takim wyzwaniem, to co dopiero pojawienie się dziecka? Potem mąż będzie wyzywał dziecko: czemu się drzesz debilu, żonę będzie gnębił coraz bardziej, więc ona napisze tutaj, jak jej ciężko. A Domoza pierwsza napisze: to nie widziałaś od początku, jaki on jest??? Widziały gały, co brały, to teraz nie narzekaj.
                      • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 21.11.12, 17:42
                        Dokładnie sebalda ;) teksty domzy mnie powaliły...ale ze smiechu... ;)
                        • domza2 Re: Sypie się po ślubie... 23.11.12, 10:29
                          No to cieszę się, że tak Cię powaliło, droga zuzi. Zapewne lepiej jest stawiać internetowe diagnozy i na podstawie jednego tylko subiektywnego opisu jednej ze stron konfliktu ryczeć "uciekaj od niego". Jaka dojrzałość, jaka wiedza, jaka przenikliwość...!
                          • mamapodziomka Re: Sypie się po ślubie... 23.11.12, 10:42
                            No, nie faktycznie o wiele sensowniej jest namawiac do pozostania babke, ktora na razie jest niezalezna finansowo, stosunkowo latwo moze sie wyprowadzic, jest mloda i jeszcze nie uwuazana zadnymi dziecmi, oraz moze sobie jeszcze zycie ulozyc tak jak chce. Drobny fakt, ze od momentu zamieszkania z facetem czuje sie fatalnie i nie wyobraza sobie wlasciwie swojego zycia w takim zwiazku to jest maly pikus, tak samo jak fakt, ze ten zwiazek NIGDY nie funkcjonowal prawidlowo, bo nigdy ze soba nie mieszkali. Nie wspomne juz o tym, ze facet twierdzi, ze z kobieta nie wytrzyma i wkurza go ona samym widokiem.

                            Faktycznie ten zwiazek rokuje jak malo ktory, istnieje olbrzymi sens ladowania kasy i czasu w terapie (na ktora pan sie oczywiscie nie zgodzi). Proponuje jeszcze urodzic kilkoro dzieci, ktore poniosa konsekwencje tego, ze oboje rodzice sa mega szczesliwi ze soba.

                            Naprawde nie widac juz na pierwszy rzut oka roznicy miedzy zwiazkiem obarczonym dziecmi, ktory kiedys funkcjonowal, ale sie po drodze zepsul, a siwezusienkim kompletnie niedobranym zwiazkiem, z ktorego mozna sie zwinac bez konsekwencji dla osob postronnych i zaczac zycie na nowo w znacznie bardziej dobranym stadle??
                            • domza2 Re: Sypie się po ślubie... 23.11.12, 14:32
                              O tym, czy związek się rozpadnie i kiedy nie decydują wszystkowiedzące forumowiczki. Trzeba nie mieć żadnych doświadczeń życiowych, albo budować ich wyobrażenie na podstawie seriali w TV, żeby obcej kobiecie pisać "uciekaj, bo to jest taki a taki typ, przemocowiec itd.". Ja nie twierdzę, że zachowanie tego faceta jest ok. Ja bym na jedną taką zagrywkę nigdy nie pozwoliła. Ja sobie dobrze sprawdziłam męża, zanim został moim mężem. Mówiąc krótko , zostaje się ofiarą na własne życzenie, bo albo wchodzi się w pewien schemat albo ma się za mało wyobraźni, a potem trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów.
                              Ale zamiast być dorosłym, odpowiedzialnym za swoje życie człowiekiem, lepiej jest utwierdzać siebie i innych w tym, że się jest biedną ofiarą.
                              • sootball Re: Sypie się po ślubie... 23.11.12, 15:03
                                Wiesz , ja swoje zdanie opieram na temat własnych doświadczeń z przemocą psychiczną (chociaz nie ze strony partnera) i na temat historii, które napisały kobiety, które w takich przemocowych związkach były.
                                Ty na czym?
                                Bo jak tak czytam o zostawaniu ofiarą na własne życzenie, to nie widzę w tym głębi wiedzy na temat mechanizmów stawania sie tą ofiarą.

                                Linkowałam już, ale powtórzę się: blogi "terapia przez pisanie" i "moje dwie glowy" bardzo wiele w tym temacie wyjaśniają. Poczytaj.
                                • domza2 Re: Sypie się po ślubie... 23.11.12, 18:18
                                  Dzięki za linki. Problem w tym, że od strony psychologicznej temat jest mi znany. Jednak nigdy nie pogodzę się z tym, żeby na podstawie relacji internetowej jednej tylko ze stron (oczywiście ofiary) wydawać pełnoprawne diagnozy, przykazywać komuś porzucenie męża itd. Są miejsca isą specaliści, którzy mają prawo do takich diagnoz i opinii. Na pewno nie jest to forum i doświadczone przez życie, patrzące przez pryzmat wyłącznie swoich doświadczeń forumki. sorry, ale nie.
                                  • sootball Re: Sypie się po ślubie... 23.11.12, 20:08
                                    Rozumiem. Tylko... czy masz jakieś wytłumaczenie na to:
                                    "Non stop słyszę ze jestem tłumokiem, że jestem jełopem"
                                    Jasne, że można się postawić i wymusić szacunek. Czy dokładnie - nie okazywanie braku szacunku. Tylko czy warto? Zwłaszcza, że z osobą tego pokroju to będą prawdopodobnie tylko pozory?
                                    Nie wyobrażam sobie (nie wiem, może jakaś delikatna jestem) żebym mogła nazwać tak kogoś, kogo kocham, albo żebym mogła zostać tak nazwana i przejść nad tym do porządku dziennego. Że w szczerej, prawdziwej relacji może istnieć nawet myślenie tego rodzaju o drugiej osobie, nie mówiąc już o tym żeby to uzewnętrzniać, widzieć cierpienie drugiej osoby z tego powodu i nie przejmować się tym.
                          • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 23.11.12, 22:54
                            Słuchaj moja droga domzo ;) niektórzy mają po prostu intuicję plus doświadczenie z tego typu zaburzonymi przypadkami, stąd ta przenikliwosc ;)
                            ps. nie myslałas nigdy o zmianie swojego nicka, tak aby bardziej odpowiadał Twojej osobowosci, może byc nawet zbliżony do aktualnego, podaję propozycję np. z domza na zołza ;) ładnie? ;)
                            • sebalda Re: Sypie się po ślubie... 23.11.12, 23:23
                              domza2 napisała:
                              >Ja bym na jedną taką zagrywkę nigdy nie pozwoliła.
                              Otóż to właśnie. To samo my piszemy. Jak się otrzymuje taką zagrywkę, to się odwraca na pięcie i odchodzi. To byś zrobiła. I to samo radzimy autorce wątku. Pech, że są po ślubie, ale na szczęście niedługo, zatem łatwiej teraz się pożegnać. Facet przed ślubem się jeszcze nieco hamował, ale skoro ZARAZ po ślubie pozwala sobie na takie traktowanie dziewczyny, to z czasem najprawdopodobniej to nie ustanie, a wręcz przeciwnie, nabierze mocy.
                              Łyknęłabyś, gdyby Twój mąż powiedział, że przez Ciebie pije codziennie? Naprawdę uważasz, że to się mieści w normach burzliwego związku?
                              Uważasz, że jeśli świeżo poślubioną żonę tak traktuje, to dla dzieci będzie miał więcej cierpliwości?
                              Zawsze radzimy odejście od nieszanujących facetów, zawsze piszemy, że od początku trzeba umieć rozpoznać złe traktowanie i brak szacunku. Dlaczego radzić młodej kobiecie, żeby nie skreślała takiego faceta? Dlatego, że już się pobrali? W imię tego możemy jej doradzać przymknięcie oczu na takie rzeczy? Ona ma jasno stawiać granice, jasne, łatwo powiedzieć, ale jak to zrobić z takim gościem? Ma powiedzieć: nie życzę sobie? Wiesz, jak tego typu facet na to reaguje? Zabija Cię śmiechem.
                              Też nie lubię pisać lekko: rozwiedź się, kopnij go w dupę, ale tutaj sprawa jest dość oczywista, niemal podręcznikowy przykład braku szacunku do partnerki, naprawdę uważasz, że dziewczyna ma dawać szansę takiemu gościowi? Bo on się zmieni? Bo zmądrzeje, bo zacznie ją nagle szanować? Widzisz tutaj na to szanse??? Tak szczerze?
                              • domza2 Re: Sypie się po ślubie... 24.11.12, 09:55
                                Sebaldo, ale to jej życie, nie można przez Internet nauczyć kogoś zauważać, a tym bardziej reagować na brak szacunku. To się wynosi z domu. To konglomerat poczucia własnej wartości, zdrowych relacji z innymi, pozytywnych, samodzielnych doświadczeń życiowych. Ktoś , kto wchodzi w relację z takim człowiekiem i nie umie rozpoznać pierwszych sygnałów ostrzegawczych jest także zaburzony, tak jak ta druga strona. Forum tego nie wyprostuje. Takiej osobie można jedynie polecić udać się do specjalisty, nie można jednak doradzać jej z całą pewnością tego lub tamtego. Pytasz, co ja bym zrobiła. Ja nie weszłabym w ogóle w taką relację, bo jestem całkiem innym człowiekiem. Nie można tego nijak porównywać, przekładać.
                                Tak więc nic jej to nie pomoże , że za radą forumek odejdzie od faceta. Tylko udanie się do specliasty może pomóc. Samo odejście nie zmienia człowieka. Kolejna jej relacja może być w podobny sposób zaburzona i już.
                                • sootball Re: Sypie się po ślubie... 24.11.12, 11:37
                                  Ktoś , kto wchodzi w relację z takim człowiekiem i nie um
                                  > ie rozpoznać pierwszych sygnałów ostrzegawczych jest także zaburzony, tak jak t
                                  > a druga strona

                                  Masz rację. Ale jedno drugiemu nie wadzi. Ten facet i tak się już nie zmieni, musiałby widzieć powód, chcieć i umieć przyznać, że coś jest z nim nie tak. Odejście od niego to doraźne skrócenie cierpienia, a terapia przyda się, żeby sobie nie zafundować powtórki z rozrywki.
                                • azcza78 Re: Sypie się po ślubie... 24.11.12, 12:32
                                  domza2 napisała:
                                  <Ktoś , kto wchodzi w relację z takim człowiekiem i nie umie rozpoznać pierwszych sygnałów ostrzegawczych jest także zaburzony, tak jak ta druga strona. Forum tego nie wyprostuje. Takiej osobie można jedynie polecić udać się do specjalisty, nie można jednak doradzać jej z całą pewnością tego lub tamtego. >

                                  Nie bierzesz moim zdaniem jednego pod uwagę. Że owszem forum tego nie wyprostuje, ale daje jasny przekaz i wsparcie w uświadamianiu sobie problemu i konieczności podjęcia kroków do jego rozwiązania.
                                  Przecież żadna z osób piszących w tego typu wątkach, na hasło Sebaldy czy zuzi1 nie rzuci się biegiem do sądu składać pozew o rozwód ani nie wystawi walizek męża za drzwi.
                                  Ale zobaczą problem nazwany po imieniu - przemoc - wyjście nazwane po imieniu - terapia (dla kogokolwiek) i jeśli nie to ewakuacja i to nie koniecznie przez rozwód, ale chociażby przez walkę o siebie, podniesienie swojej asertywności.
                                  Pewnie, że hasła typu "uciekaj, z tego nic nie będzie" - są zbyt mocne, gdy nie zna się dokładniej sytuacji i trochę nieadekwatne wobec osób ewidentnie uwikłanych już w taki układ. Ale jeżeli to problem przemocy, gdzie po drugiej stronie stoi trochę właśnie osoba nadająca się na ofiarę, czyli nie taka jak ty, ale jak rozumiem autorka wątku czy np. ja osobiście, to hasło "idź na terapię", "stawiaj granice" bez dodania "uciekaj" "on się nie zmieni"- to trochę mało. To tylko sygnał, że to ze mną coś jest nie tak. My musimy widzieć ścianę by zacząć coś zmieniać, inaczej ciągle będziemy mieć przekonanie, że to częściowo nasza wina albo on się zmieni.

                                  To coś jak moja droga do rozwiązania problemu. Działo się źle, ale ... i tych ale była cała masa, i trudno było nazwać co jest właściwie nie tak, skąd to nie tak się wzięło, co z tym robić. Jak się okazuje (jestem na terapii), mam zaburzone poczucie adekwatności mojej oceny sytuacji. Zatem pewnie długo dłużej bym w tym tkwiła, gdyby nie trochę właśnie forum. Bo czytam sobie jeden opis - i wszyscy piszą przemoc, nic z tego nie będzie, a to jakoś dziwnie przypomina to co się dzieje u mnie. Zaczynam śledzić więcej wpisów, sięgam do polecanych linków i książek. I co najważniejsze, nadal swojej ocenie sytuacji nie ufam, trudno mi się z nią emocjonalnie, intelektualnie zgodzić, ale skoro tyle osób ocenia to zgodnie z tym z czym ja się nie potrafię zgodzić, to dopuszczam myśl, że może jednak trochę racji mam. Postawiłam się, chodzę na terapię.
                                  I chociaż czasem nazywanie tutaj wszystkiego przemocą to często tu nadużycie i sytuacje są zbyt skomplikowane by rozwiązać je zdalnie poleceniem pójścia na terapię czy odejścia do męża, to dają przede wszystkim poczucie, że się nie zwariowało i ma się rację, że tak nie powinno być, że ma się prawo na to nie pozwolić.
                                  Wprawdzie nigdy nie byłam, ale domyślam się, że trochę na tym polega terapia grupowa, że ma się z zewnątrz potwierdzenie swojej nie do końca uznawanej przez samego siebie racji, aż stanie się ona racją uznawaną. Chyba Pani Agnieszka w jakimś innym wątku nazwała to "integralnością".

                                  Czyli innymi słowami, masz rację co do zasady, ale Twoja racja przebije się do takich osób jak chyba autorka wątku czy ja, tylko jeżeli będzie w grupie z radami i słowami mocniejszymi w wyrazie niż stwierdzenie "poczucie szacunku wynosi się z domu" czy "Tylko udanie się do specjalisty może pomóc. "
                                  • sebalda Re: Sypie się po ślubie... 24.11.12, 13:27
                                    Azcza, moim zdaniem utrafiłaś w punkt. U mnie było dokładnie tak samo. Lata myślenia, że to jest burzliwy związek, a ja też jestem winna, bo przecież niemożliwe, żeby człowiek, który regularnie wyznaje mi miłość, który w dobrych okresach jest pomocny i oddany, mógł być aż taki zły. Może faktycznie go niechcący sprowokowałam. Cierpiałam, ale kompletnie nie pomyślałam, że to przemoc. Przecież wszystkie małżeństwa się kłócą, a w związku zawsze są winne obie strony.
                                    Potem przypadkowa wizyta na forum. Jedna, druga, dziesiąta sytuacja podobna do mojej i zewsząd komunikat: przemoc psychiczna. Książki, strony internetowe o przemocy (także fachowe i profesjonalne), wreszcie jedna psycholog, druga. I dopiero dotarło do mnie, w czym tak naprawdę tkwię. Bez forum nie wiem, kiedy bym się obudziła, o ile w ogóle. Zaburzone postrzeganie rzeczywistości, tak, ale bez diagnozy tego zaburzenia się nie dostrzeże.
                                    Forum naświetla, daje do myślenia, każe przeanalizować, a potem daje kopa, by szukać, sprawdzać, zgłębiać. Pozwala znaleźć diagnozę, a bez niej można co najwyżej próbować leczyć doraźnie objawy.
                                    Forum nie jest towarzystwem wzajemnej adoracji, czasami bywa wręcz bardzo wrogie, czasami dosadne, ale dla mnie jest formą terapii grupowej. Na terapię musiałabym dojeżdżać, nie zawsze miałabym czas i chęci, na forum jestem codziennie, codziennie czerpię z różnych doświadczeń, czasami mam satysfakcję, że mogę komuś coś doradzić, bo problem mam zgłębiony bardzo dokładnie (choć nierozwiązany, wiem, wiem, ale tutaj mogę działać jako antyprzykład).
                                    Jestem ciekawa, czy Domza czytała wątek Mokregoleona od początku. To świetny przykład, jak może zadziałać uświadomienie komuś problemu.
                                  • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 24.11.12, 23:57
                                    Azcza, napisz pls jak się zachowuje Twój mąz po Twoim postawieniu się ? Jak to postawienie się wygląda?
                                    • azcza78 Re: Sypie się po ślubie... 25.11.12, 15:59
                                      zuzi.1 napisała:
                                      > Azcza, napisz pls jak się zachowuje Twój mąz po Twoim postawieniu się ? Jak to postawienie się wygląda?>

                                      Jak pisałam w swoim poście. Nic specjalnego. Po prostu nie nadskakuję, nie przepraszam za wszystko jak miałam to w zwyczaju, staram się organizować sobie wszystko sama, tak by jak najmniej z nim coś uzgadniać, o nic się nie prosić. Jak do mnie warczy, to mówię, żeby zmienił ton i nie kontynuuję rozmowy. Jak mnie za coś zjeżdża, to mówię, że ja już to słyszałam, nie raz nie dwa i może się nie wysilać.
                                      Reakcja jest taka, że z jednej strony żyjemy jak dwoje obcych ludzi, minimalne odzywanie się, zero seksu od dawna, nic nie robimy wspólnie, z drugiej trochę pozwolił sobie w pewnym momencie na więcej takiej otwartej agresji, tylko werbalnej na szczęście, ale otwartej.
                                      Pozytywną reakcją było zajęcie się trochę bardziej dzieckiem i mimo, że ja nic o tym nie mówię, to zdarzy mu się samemu z siebie śmieci wynieść, zmywarkę wstawić itp. Wcześniej mogłam się prosić dniami.
                                      A ostatnio nawet chciał rozmawiać o nas, zaproponował wspólną inwestycję itp. Rozmowa jak wszystkie wcześniejsze, nic nie dała. Według niego jesteśmy oboje winni tej sytuacji, może on nie jest do końca ok, ale ja za to ...... i tu lista, w tym tym razem słowem kluczem było "bierna". Pytanie wprost, czy jest w stanie nie obrażać się na mnie, nie warczeć i nie lekceważyć - cisza, a potem znowu litania jak to ja jestem bierna i przez to jemu się odechciewa wszystkiego.

                                      A tak a propo uwikłania w takie relacje i predyspozycji do bycia ich ofiarą.
                                      Już z kilka razy zdarzyło się, że warczał o coś na czym mu zależało i w końcu musiał jednak zmienić ton, bo ja nie chciałam z nim takim tonem rozmawiać.
                                      I przyznam, że te sytuacje pokazały mi jak bardzo jestem w to zaplątana, w sposób, o który się nigdy nie podejrzewałam. Ewidentnie poniżał mnie zwracając się takim tonem jakby strasznie cierpiał, że musi zniżyć się do pytania mnie o coś i zaczynając od tekstu wskazującego, że to ja jestem winna, że musi mnie o to pytać. Zatem to, że nie chciałam z nim rozmawiać, póki tak się do mnie odzywał, powinno być oczywistością. Ale ja miałam autentyczny wyrzut sumienia, że to ja go poniżam, każąc mu przychodzić do mnie z tą sprawą trzy razy. I niby wiedziałam, że on mi do do zasady każe się w takich sytuacjach o odpowiedź prosić po kilka razy mimo mojego wręcz spływającego uległością i proszeniem się głosu i mam prawo nie chcieć rozmawiać takim tonem, ale... ale mimo to czułam się z tym źle i winna i miałam uczucie, że go krzywdzę i jestem taką egoistką za jaką mnie uważa.
                                      Poplątane to :(
                                      • sootball Re: Sypie się po ślubie... 25.11.12, 16:29
                                        Nie jesteś duchem świętym i nie masz ani możliwości, ani obowiązku czytać mu w myślach. Wyryj to sobie w głowie raz na zawsze.
                                        Jeśli obwinia Cię o coś, przerzuć piłeczkę z powrotem: "jesteś dorosłym człowiekiem z pełnią praw obywatelskich, to znaczy, że sam ponosisz i winę i odpowiedzialność za własne czyny. Nie mów mi że coś robisz przeze mnie, robisz to tylko i wyłącznie PRZEZ SIEBIE".
                                        Chce zmienić sytuację? Niech zacznie od siebie. Wyklaruj mu wyraźnie, że on chciałby zmian, ale kosztem Twojego, a nie swojego wysiłku i że to niedopuszczalne.
                                      • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 25.11.12, 23:41
                                        A o co mu chodzi z tą biernością, jesli można zapytac? co mówi terapeuta nt. jego zachowań? bo jak rozumiem rozmawiacie i o nim też, nie tylko o Tobie? Te wyrzuty sumienia to jest sprawa ewidentnie do przepracowania na terapii, u mnie na szczęscie wyrzutów brak, a słowo egoistka to prawie jak komplement ;-) Nie daj się azcza, myslę, że Twojemu męzowi potrzebne jest niezłe szkolenie z przemocowosci, niech doswiadczy swoich zachowań w Twoim wykonaniu, ale tak na maksa, przyglądaj się mu wóczas uważnie jak reaguje, jaką ma mimikę twarzy itp., patrz na emocje i na końcu każdej akcji zapytaj się go, czy było mu miło i czy taką zonę (w domysle zołzę) woli...powodzenia
                                        • azcza78 Re: Sypie się po ślubie... 26.11.12, 10:28
                                          zuzi.1 napisała:
                                          > A o co mu chodzi z tą biernością, jesli można zapytac? co mówi terapeuta nt. jego zachowań?>

                                          Terapeuta mówi, że nie ma sensu zaocznie analizować zachowań męża. Bo to on musi je zmienić, ja tego nie zrobię i zrozumienie co nim kieruje nic mi nie da.

                                          A o co chodzi z tą biernością. Sama dokładnie nie rozumiem. Jak autorka wątku nie jestem jakoś specjalnie przebojowa, mam raczej spokojniejszy charakter, ale nie bierny. Ogólnie jestem lubiana. Jestem mniej aktywna niż mąż, ale zawsze zgadzałam się na jego inicjatywę, nie hamowałam go. Poza tym moje pomysły zwykle były ignorowane lub robił na zasadzie, że jak już musi, to ostatecznie mi tą łaskę zrobi. Rzeczywiście, z czasem zaczęłam zgłaszać ich mniej i tylko w czasie kiedy akurat miał dobry humor, by nie zostać za nie zjechaną.
                                          Na pewno biernie reaguję na agresję i złe zachowania wobec mnie jak się okazuje, stąd może to określenie wydaje się mu do mnie pasować.
                                          A jak sama zapytałam go co on przez to rozumie, to powiedział, że nie wykazuję inicjatywy, bo on ostatnio mnie zaprosił na koncert, a ja jestem bierna. Jak odpowiedziałam, że ok. to się z nim zgadzam, bo rzeczywiście mu nie nadskakuję od kilku m-cy, to nagle okazało, się, że nie dotyczy to ostatnich m-cy, ale lat.
                                          A potem ta rozmowa przestała mieć sens, bo nagle okazało się, że nic nigdy nie robiłam i żadnej inicjatywy według niego nie wykazywałam. Np. mówił, że do kina chodzimy tylko z jego inicjatywy, ale na mój argument, że tak, bo ilekroć ja coś zaproponuję, to to durnota, szkoda czasu i pieniędzy, to oczywiście nieprawda.

                                          A co do tego czy na kogoś takiego jak mąż autorki czy mój pomoże pokazanie jak to jest być po drugiej stronie, to podziała - to mam wątpliwości. W zasadzie chyba tylko utwierdzi ich w przekonaniu bycia tym poszkodowanym, niewinnym. Skoro my możemy ich krzywdzić i usprawiedliwiać takie zachowanie wobec nas samą swoją obecnością, to co dopiero gdybyśmy zaczęły się zachowywać wobec nich jak oni wobec nas.
                                          • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 26.11.12, 19:39
                                            Wygląda na to azcza, że Twój mąż nie akceptuje Twoich cech charakteru i tym samym Ciebie, ma chyba jakieś swoje wyobrażenie o Tobie, o tym jaka powinnas byc jego zdaniem, a nie jestes...No ale to w końcu Ciebie wybrał na żonę a nie kogos innego, czyzby się pomylił, nie poznał Cię dobrze jaka jestes? Jak dla mnie to brak akceptacji partnerki z jego strony. Może porozmawiaj z nim tak szczerze, czego on od Ciebie oczekuje, powiedz mu czego Ty od niego oczekujesz, spiszcie to na kartkach, niech każdy zabierze ze sobą swoją, zacznijcie obustronnie wprowadzac w zycie zmiany, tak aby spróbowac byc bliżej siebie, bardziej spełniac swoje oczekiwania. Ale zaznacz, że jest jeden podstawowy warunek, obustronny szacunek, gdy tego zabraknie z jego strony kończysz wszelkie zmiany i próby naprawy Waszej relacji. Musisz mu pokazac, że jestes silna psych., konsekwentna, wymagająca i że szanujesz siebie i jego, pod warunkiem, że on będzie szanował Ciebie, nie będzie obniżał Twojego poczucia wartości, nie będzie Cię słownie poniżał, drwił sobie z Twoich propozycji itp. Zapytaj się go czy jest zainteresowany podjęciem takiej próby. Dobrze by było ponadto, gdybyscie razem wybrali się na terapię, terapeuta spojrzał by na Wasze problemy z dystansu, bez emocji. Miałabys możliwosc powiedzenia co Ci leży na sercu, może usłyszałabys szczery komentarz/wyznania męża. Myślę, że warto spróbowac go namówic na terapię, licz sie jednak z tym, że może udowadniac Ci na terapii, że to Ty jestes wszystkiemu winna...musisz miec argumenty, żeby się bronic.

                                            Nie do końca zgadzam się z terapeutą, że nie ma sensu analizowac podłoża zachowań męża, moim zdaniem sens jest, podłoże pomoże Ci zrozumiec dlaczego zachowuje się tak a nie inaczej. Wiadomo, że jedynie on sam może zmienic swoje zachowanie, jeżeli będzie tylko chciał.

                                            Co do pokazania jak to jest byc po drugiej stronie, mam wrażenie, ze tak zachowujący się człowiek nie do końca zdaje sobie sprawę ze swoich zachowań, dopiero zobaczenie podobnych zachowań u partnera może mu pomóc zrozumiec, o co partner ma pretensje i dlaczego je ma. Poza tym, ja np. nie mogłam sobie odmówic pewnego rodzaju zemsty, gdy już do mnie dotarło z kim mam do czynienia, stwierdziłam, że nie zaszkodzi, gdy teraz ja w stosunku do partnera zacznę przez jakiś czas zachowywac się tak jak on. Ja zmieniłam się bardzo, stałam się dużo bardziej pewna siebie i asertywna i czuję się z tym znakomicie. Mąż zmienia się na lepsze, bardzo powoli, ale zmiany widac, zobaczymy co będzie dalej.
                            • domza2 Re: Sypie się po ślubie... 24.11.12, 09:49
                              Droga Zuzi, Czy to aby nie przemocowe zachowanie, to co teraz czynisz moja droga? Nieładne, personalne czepianie się? Może więc zacznij naprawiać świat od własnego ogródka. Zdaje się, że by się przydało.
                              • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 24.11.12, 23:09
                                Wiesz co domza, jak czytam cos takiego, co napisałas, to mi po prostu ręce opadają z bezsilnosci i cisną się na usta takie wredne teksty jak napisałam wczesniej, bo może się okazac, że ktoś, kto już był bliski tego, z kim w związku żyje, po przeczytaniu tego co napisałas, znowu zwątpi w to co mu się zaczyna wydawac i dalej będzie tkwił w nieciekawej sytuacji, mysląc, że jest winny tego jak się małżonek/-ka zachowuje. A przemocowosc to jest rys charakteru, osobowosci, to jest nagminne przekraczanie wszelkich granic drugiej osoby, nie tylko w sytuacjach stresowych, przekraczanie granic w normalnych, nie zmąconych stresem chwilach życia codziennego. Ja wiem, że Tobie się wydaje, że ktoś przesadza, pisząc o przemocy i jak to nazwałas "przemocowcach", ale wiele opisanych na forum sytuacji jak dla mnie kwalifikuje się pod przemoc psychiczną:

                                "Było to wtedy, gdy kupuliśmy mieszkanie i obciążyliśmy się kredytem na 30 lat. Szkoda, że się od razu od tego przemocowca nie wyniosłam, a starałam się rozwiązać problem. Mąż zmienił się nie do poznania, było dużo kłótni, myślałam o rozstaniu. Tyle, że ja się postawiłam w wielu kwestiach. Czasem wystarczy powiedzieć "nie życzę sobie tego i tamtego". Trzeba stawiać veto, trzeba określać własne granice, ale nie wolno broń boże zwiewać przy pierwszych oznakach stresu męskiego, kryzysu, trudności, problemów. W każdym można zobaczyć słynnego "przemocowca", wystarczy tylko chcieć, o co nietrudno, zwłaszcza z pomocą wszechwiedzących, stawiających zaoczne i wirtualne diagnozy, forumowiczek, pozdr"
                                • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 25.11.12, 12:33
                                  i jeszcze a propos tego kawałka:
                                  "Tyle, że ja się postawiłam w wielu kwestiach. Czasem wystarczy powiedzi
                                  > eć "nie życzę sobie tego i tamtego". Trzeba stawiać veto, trzeba określać własn
                                  > e granice, ale nie wolno broń boże zwiewać przy pierwszych oznakach stresu męsk
                                  > iego, kryzysu, trudności, problemów."

                                  Przemocowcowi nie wystarczy powiedzenie, że nie życzę sobie tego czy tamtego, zwykłe stawianie zdrowych granic, bo przemocowiec na takie teksty np. zareaguje łagodnie, powie, że ok, zgadza się z Tobą, po czym za pomocą ukrytej manipulacji i przemocy biernej, ponownie te granice przekroczy, starając się jak najlepiej udawac, że niby stosuje się do tego co mu powiedziałas... I może tak robic wielokrotnie, jeżeli nie zorientujesz się, że pomimo jego niby zgody na to co mówisz on/ona dalej te granice łamie, tylko robiąc to w sposób ukryty, bierny. To jest naprawdę zaburzone zachowanie, to jest takie igranie sobie z partnerem, do granic jego wytrzymałosci psych., do granic jego frustracji. Jezeli przemocowiec zauważy, że nie dostrzegasz jego podstępów, manipulacji i dajesz się wkręcac, to będzie miał po prostu z tego satysfakcję i...dalej będzie Cię wkręcał i udawał, że niby się z Tobą zgadza i Twoje granice szanuje...Dopiero, gdy zda sobie sprawę, lub zostanie mu to pokazane, że został "rozpracowany" i jego gierki i manipulacje są dla Ciebie widoczne jak na dłoni, wówczas zostaje postawiony pod murem i chcąc nie chcąc może zacząc powoli, mozolnie zmieniac się, będąc zmuszonym do tego, sam nigdy, z wlasnej woli, by nie zrezygnował ze swoich zachowań, bo widocznie lubi tak się zachowywac, takie zachowania w postaci przekraczania cudzych granic i robienia jelenia z drugiego człowieka sprawiają mu satysfakcję, może czuje się w wówczas lepszy, bardziej sprytny, inteligenty i przebiegły...od innych...
                                • domza2 Re: Sypie się po ślubie... 25.11.12, 13:56
                                  Z postu autorki nie wynika czy i jak próbowała mu się postawić... Wynika, że jest załamana, pozbawiona wiary w siebie i swoje możliwości - materiał na ofiarę dla "przemocowca".

                                  Przemocowiec nie czyni tego, by być sprytniejszy itd. jak to opisałaś. Czyni tak, bo jest zaburzony. Takie zaburzenia się leczy. Ale żeby ktoś taki podjął walkę o swoje zdrowie musi sięgnąć dna jak alkoholik. Czasem takim dnem może być bardzo stanowcze postawienie sprawy: odchodzę, albo się bierzesz za siebie. Dłużej się tak nie da. To nieprawda, że u nikogo to nie działa. Działa,w zależności od tego KTO to mówi. Oczywiście, dnem może być coś innego. Jak u alkoholika, dno każdy ma swoje. Natomiast będąc załamaną, ściśniętą jest się niejako współuzależnioną, to tak jakby chować butelki alkoholikowi. Zabawa trwa nadal.
                  • lena575 Re: Sypie się po ślubie... 25.11.12, 01:25
                    domza2 napisała:

                    > Tymczasem mężczyzna i kobieta to istoty na tyle odmienne, że bardzo odmiennie p
                    > rzeżywają stres. Kobiety rzadko zmieniają w stresie twarz, mężczyznom to się zd
                    > arza, wcale nierzadko

                    To czyste bzdury. Niektórym kobietom w stresie zmienia się twarz nie do poznania bo stres w niektórych wywołuje zagubienie, popłoch a w niektórych agresję, a wielu męzczynom - niekoniecznie coś się zmienia. Uogólnianie - jak zachowują się w stresie wszyscy męzczyźni a jak wszystkie kobiety w kontekście omawianego problemu sugerowałoby, ze w stresie kobiety są spokojnie, opanowane i twarz im się nie zmienia a mężczyżnie twarz się zmienia i co? i robi mu się morda ?
                    A tym wielu którym się nie robi ? Może to nie mężczyźni ?
                    Wrzucanie takich pseudoobserwacji jest po prostu mocno niemądre.
                    Nikt nie ma prawa obrzucać wyzwskami drugiej osoby nawet w stresie. Podejrzewam, ze ten facet tak nie zachowuje się wobec sąsiada, wobec kolegów z pracy ani tym bardzie wobec szefa. Tak więc stres może odbic sobie na kimś w jego mniemaniu słabszym ?
                    Faktem jest, że żona pozwala mu na to. Wystarczyłoby proste "nie pozwalam, nie zgadzam sie na takie zachowania". Tylko najczęsciej gdyby to było takie proste to nie byłoby problemu a problem nierzadko istnieje. Ludzie są mocniejsi i słabsi psychicznie, nastwieni ugodowo i nastawieni konfrontacyjnie, agresywni i potulni. Z rodzinnych domów wynoszą przekonanie, że np. chłopak ma "nie dać się" a dziewczynka powinna być grzeczna i jak ją coś złego spotka to ponosi za to winę. Gdy się spotka taka spojojna i grzeczna unikająca zwady z agresywnym i nastawionym na walkę, to ona jest bez szans. Zanim zorientuje się, że ktoś za nią decyduje i mysli to już jest obrażana i wyzywana. Jak sama czuje i widzi, że to już posżło daleko za daleko, to nie przekonuj jej , ze byc może to nie przemoc. bo to przemoc. Dziś powiedzenie, ze "na to się nie zgadzam" może być lekceważone, bo jak do tej pory było wolno, to dlaczego teraz nie. Reakcja powinna być zdecydowana, kategoryczna i konsekwentna.
                    Ja, dla tak zachowującego się człowieka staciłabym zaufanie. Jesli zwykły remont mieszkania powoduje wyżywanie się na żonie, obrzucanie jej poniżającymi wyzwiaskami, to jak on może zachowywać się w naprawdę poważnym stresie.
                    Masz rację, że w takiej sytuacji terapia byłaby wskazana, bo w następnym związku taka osoba może powielać te same błędy. Najpierw zaproponowałabym jednak dla męza terapię radzenia sobie ze stresem.
    • criolla Re: Sypie się po ślubie... 21.11.12, 22:35
      Kochanie uciekaj od niego jak najprędzej, ten człowiek Cię nie kocha i będzie tylko gorzej. A jak nie będziesz o tym mówić, to nikt Ci poźniej nie uwierzy. Powinnaś też nagrać na dyktafonie jak się na Tobie wyżywa, bo może przyjść taki dzień, kiedy będziesz tego bardzo potrzebowała.
      • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 22.11.12, 08:49
        Witajcie... Przeczytałam książkę "Toksyczne słowa" Patricii Evans.. i fakt faktem - odnalazłam tam siebie i jego w 100%.. najbardziej spodobał mi się jeden z opisywanych przykładów, kiedy jedna z kobiet stwierdziła w rozmowie ze swoim mężem, że "jest chłodno" podczas gdy on wybuchnął na nią ze złością "nie jest chłodno, a ZIMNOOOO!!!!!!!"... czy jakoś tak;)) poczułam się jak w domu... te same, absurdalne uwagi, absurdalne wybuchy gniewu, absurdalne krzywe teksty.....
        Nie wiem, czy przesadzam.. Raczej wątpie.. Ja chciałabym trochę innej relacji z partnerem.. Obecnie, czuję się tak, jakbym była w jednym miejscu z osobą, która mnie szczerze nie lubi i którą irytuje sama moja obecność, same moje istnienie... Jakby tak spojrzeć z boku to się to w głowie nie mieści...
        • aramea Re: Sypie się po ślubie... 22.11.12, 09:30
          Moja przyjaciółka wyszła z wielką pompą za mąż, rozstała się po trzech miesiącach. facet już w podróży poślubnej podniósł na nią rękę. Opowiadała mi, że najpierw był szok, wstydziła się komuś powiedzieć, sama nie wierzyła w to, co się działo. Odeszła, na szczęście...

          Życie jest zbyt krótkie.
          Ja mam 14 lat stażu małżeńskiego, oczywiście są spory, różne sytuacje, góry, dołki... ale nigdy czegoś takiego nie było, co opisujesz... Nigdy... A remont robiliśmy w trzech mieszkaniach własnymi rękami tak BTW.

          Inna sprawa - i Ty i Twój brat powieliliście w pewnym sensie wzorzec małżeństwa Waszych rodziców - współmałżonek agresywny, pomiatający Wami... niech Ci to da do myślenia, co powinnaś zmienić.
          Daj znać, co postanowiłaś. Trzymam kciuki.
        • sootball Re: Sypie się po ślubie... 22.11.12, 10:12
          taki wątek mi się przypomniał:

          "Wieczorem, porządkując zabawki dzieci mowie – sama do siebie – o, nie ma zielonego klocka. Nie zielonego, tylko okrągłego – odpowiada mój mąż. Ponieważ ok. kilku godzin było normalnie, daje się podpuścić i zamiast wyjść z pokoju zgadzam się z nim: Tak, ten zielony chyba jest okrągły. I zaczyna się jazda. Z gęby wykrzywionej nienawiścią płynie warkot przechodzący we wrzask: jesteś kompletnie nielogiczna, nie potrafisz się wypowiedzieć, to nieważne ze ten klocek jest zielony, WAZNE JEST TO, ZE JEST OKRAGLY!!!!!!!!!!!
          Drze się dalej, w czasie gdy ja opuszczam pomieszczenie."

          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,134988480,,Sexu_nie_bedzie.html?v=2
          • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 22.11.12, 11:18
            nooo to jest cos w tym stylu... zupełnie niezrozumiane i bezsensowne... ciężkie do opisania 'czepianie' się.. chwytanie za słówka itp. etc.
            • squirrel9 Re: Sypie się po ślubie... 22.11.12, 15:28
              W odpowiednim momencie nie postawiłas granicy i "popłynęłaś" razem z jego chamstwem.
              Ponieważ mój mąz ma brata-przemocowca, którego zostawiła sponiewierana psychicznie żona zastanawiałam się co jest takiego w ludziach, że poniewierają innymi lub dają sie tak traktować.
              Na pewno poniewieranie innymi wynosi się z domu. Zgoda na to lub niezgoda, to poczucie własnej wartosci wyniesione z domu, lub jego brak. Ten brak powoduje, że nie widzimy zagrożeń tam gdzie one są ale ubrane w ładną formę. Na początek, później juz nie dba się o formy ...
              Pamietam, jako młoda męzatka miałam taką sytuację (znamienną chyba) - zima, zawieja śnieżna, do pracy do mnie dzwoni mój mąż, wyciąga mnie z z ważnej nasiadówki bo on jest przerażony jak ja wrócę do domu, bo przecież w takiej zamieci nie pojadę sama,a on wyjdzie z pracy dość późno, więc może wezmę taksówkę albo jednak poczekam na niego. Na odczepnego mówię mu, że może zabiorę się z Błażejem. Clou tego dyskursu polega na tym, ze pod moją pracą stoi mój samochód a mój mąż nie ma pojęcia kto to jest Błażej. Po powrocie do domu własnym samochodem mój "przerażony" mąż urządza mi awanturę, że jestem nieodpowiedzialna, bo on sie martwi a ja w taka pogodę JADĘ!!! Wyciągnęłam moje prawo jazdy i zapytałam gdzie mam napisane, że mogę jeździć tylko w bezchmurne dni, zapytałam go czy zna Błażeja i wie jak jeździ! Wtedy powiedziałam, ze pierwszy i ostani raz potraktował mnie jak dziecko specjalnej troski i NIGDY niech mi nie mówi co mam robić jesli go o to nie pytam.
              Obawiam się, że nasza, kobiet, postawa wobec "opiekuńczej" roli mężczyzn decyduje o naszym małżeństwie. ja z mojeo rodzinnego domu wyniosłam przekonanie o moeje włąsnej roli w moim życiu - mój tato zawsze mówił, chcesz coś zmienić - zmieniaj sama, chcesz kogoś zmienić - zacznij od własnej postawy wobec niego.
              • xika_da_selva Re: Sypie się po ślubie... 25.11.12, 15:34
                nie rozumiem; przyznajesz sie do bledu, czy przekonujesz, ze opiekuncze zachowanie meza bylo przemocowe?
                • woi.mi Re: Sypie się po ślubie... 25.11.12, 16:05
                  Nie będę oryginalna, uciekaj. Nie słuchaj domzy, nikt tak się nie zachowuje w mies. miodowym.
                • squirrel9 Re: Sypie się po ślubie... 25.11.12, 18:31
                  Mysle, że zachowanie męża miało znamiona przemocowe. Przypuszczam, że gdybym pozwalała na to, by decydował za mnie, kiedy i co mam robić i najlepiej jeszcze uznała, ze on to robi z troski o mnie to po prostu mogłabym się pozwolic ubezwłasnowlnić. Tak mimochodem.
                  • asia.sthm Re: Sypie się po ślubie... 25.11.12, 18:53
                    Squirrel gratuluje!
                    Wykazalas sie w odpowiednim momencie znakomitym instynktem - wiekszosc kobiet wpada w te pulapke, wpada raz po raz a potem juz nie ma wyjscia.
                    Podziwiam i jeszcze raz gratuluje.
    • aniluap_w Re: Sypie się po ślubie... 27.11.12, 09:52
      Autorko

      Niestety z tego co piszesz już na pierwszy rzut oka widac, że wpadłaś w jego "sidła" i charakteryzuje Ciebie bierność. Poddajesz sie jego terrorowi i starasz sie tlumaczyć a to remontem, a to moze tym, że jestes przewrazliwiona no i na opak rozumianym wstydem itp. Poddajesz sie jego woli bo sie wstydzisz. Dalczego pisze o na opak orzumianym wstydzie bo to nie Ty masz sie wstydzic tylko ON.
      Dalczego jeszcze nie porozmawialas z nim? nie postawilas sprawy jasno: nie zycze sobie takich wyzwisk i takiego traktowania mojej osoby, jak Ci sie nie podoba droga wolna. Dam sobie ręce uciąc, że nie porozmawiasz z nim. Bedziesz szukala wytlumaczenia, usprawiedliwienia - tu doskonale pasuje ten WSTYD. Bedziesz tkwila w tym jak Twoja mama.
      Napisalas tu bo szukasz rady, ale czy napewno? dostalas ich kilka i to calkiem sensowynych. Ale Ty z nich nie skorzystasz bo juz on Cie wciagnąl w to wszystko i mu sie poddasz i będziesz cichutko płakac w poduszke a on bedzie sie smiał w drugim pokoju. Musisz zrozumiec, ze jego to bawi, tak JEGO TO BAWI. Dla niego to rodzaj oczyszczenia, jedzie po tobie jak po łysej kobyle a za chwile - i to wspomnisz moje slowa na 100% - zobaczysz piekny fiolet na twarzy. Wiec albo przelamiesz ten "WSTYD" albo cierp po cichu. Na poczatku propnuje wizyte u psychologa - sama. Powodzenia
      • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 27.11.12, 13:40
        Witaj,
        Nie piszę nic, bo sytuacja nie uległa jakiejs diametralnej zmianie. Z mężem rozmawiałam... około tygodnia temu, akurat rzucił jakimś tekstem, który w jego mniemaniu miał być śmieszny (mniejsza już o co chodziło).. zareagowałam ostro, powiedziałam, że nie życzę sobie takiego traktowania i nie będę tolerować - ani jego wybuchów agresji, ani jego krytykanckiego czepiania się, ani "zartów", które są zaowalowaną formą obrażenia mnie. Po czym wyszłam z domu (było dosć późno).. Był szczerze zdziwiony moim zachowaniem i tego jak zareagowalam.. Na drugi dzień odbyła się rozmowa na ten temat..... Powiedzialam, ze stosuje wobec mnie przemoc - psychiczną, słowną. Ze skoro nie traktuje mnie z szacunkiem, to znaczy ze mnie nie kocha. Och, jakże był wieeeelce zdziwiony moim wyznaniem.

        Powiedzial, ze oczywiście ze przeprasza, że wie ze przesadza i że jego agresywne zachowania samego jego przerażają.... że trochę go sytuacja przerosla, że ślub, że przeprowadzka, ze ten remont itd. powiedział, ze chciałby bym dała mu czas na zagryzienie się w tej nowej dla niego sytuacji itp itd ze liczy ze się dogadamy, ze musimy się dotrzeć......

        Nie uwierzyłam mu jednak, nie wiem na jak długo, ale czy to nie jest przeceiż ten sławny "miodowy miesiąc" w cyklu przemocowca? na razie jest za wcześnie by cokolwiek oceniac w jego zachowaniu i jakąkolwiek zmianę.... ze dwa razy złapałam go na tym, że się ugryzł w język...
        tak wiec tak w chwili obecnej wyglada ta sytuacja.
        • xika_da_selva Re: Sypie się po ślubie... 27.11.12, 15:01
          no i dobrze, ze sie gryzl w jezyk, to oznacza ze sie jakos tam stara.
          gdybym miala sklaniac sie ku "zdenerwowaniu zmiana sytuscji " (remont itp) to bym przyklasnela, ze fajnie,ze maz sie teraz stara. nie mieszkaliscie wczesniej razem, to duza zmiana. np. ja z moim chlopakiem czesto sie klocilam po przeprowadzce (oczywiscie bez przeklenstw, obelzywych slow, itp). po 4 latach to musi byc ciezkie doswiadczenie, bo obydwoje macie jakas wizje partnera, a tu zonk (ty nie wiedzialas, ze to choleryk, on moze tez jest toba rozczarowany co nie jest zadnym usrpawiedliwieniem).

          moze on teraz bada grunt i granice? na ile sobie dasz pozwolic?

          on nie jest jedyna moca sprawcza w tym zwiazku, ty tez ja masz. i masz prawo stawiac jasno granice, bez wstydu, bez zahukania.
          mimo ze sprawy zaszly bardzo daleko (wyzwiska, stan zagrozenia), moze jest cos do nadrobienia?
          ale na pewno bez twojej aktywnosci facet sie nie zmieni w stosunku do ciebie. ale na pewno musisz isc do psychologa, terapia pomoglaby tobie znalezc wlasne granice i dalaby "narzedzia" do walki o sama siebie.
          • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 27.11.12, 23:16
            xika napisała:"ale na pewno bez twojej aktywnosci facet sie nie zmieni w stosunku do ciebie. ale na pewno musisz isc do psychologa, terapia pomoglaby tobie znalezc wlasne granice i dalaby "narzedzia" do walki o sama siebie."

            Najbardziej wkurzające jest to, że czesc panów tak się własnie zachowuje...dlaczego bezimienna musi z własnym mężem walczyc o granice i o samą siebie, ile takich bezimiennych w tym kraju jeszcze jest i ilu tych "mężów" takich jest...wrrrrrrrrrrr

        • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 27.11.12, 15:11
          Brawo bezimienna, monitoruj sytuację i zachowania męża i w razie przekraczania granic reaguj ostro, a potem daj mu wybór albo terapia dla przemocowców (tylko w specjalistycznej przychodni zajmującej się przemocą) albo niech spada i szuka kolejnej "ofiary"... na której będzie mógł wyładowywac swoją frustrację... Gdybys zdecydowała się na propozycję terapii, daj mu określony czas na to, aby zrobił ze swoją przemocowoscią porządek we współpracy z terapeutą, np. pół roku (nie za długo). Powiedz mu, że to jest ostatnia jego szansa na kontynuację tego małżeństwa i jeśli nic z tym nie zrobi, oznacza to automatycznie rozwód...Znasz relacje rodzinne z jego domu? Jak zachowują się jego rodzice?
          • 888bezimienna888 Re: Sypie się po ślubie... 28.11.12, 08:24
            Relacje między rodzicami? Myślę, że jest bardzo podobny do matki, zresztą sam nawet w rozmowie z nią przyznał (przy mnie, miało to charakter żartu), że "masz tak samo podły charakter jak i ja". Jego matka też łatwo wybucha, jak coś jest nie po jej myśli to robi różnego rodzaju akcje, typu: obrażanie się, nieodzywanie się, wychdzoenie z pokoju, płacz. Też lubi sie przypierniczyć o byle co i zaatakować w momencie kiedy najmniej sie tego spodziewasz. No i również uważa, że ma prawo mówić co jej ślina na język przyniesie, w ramach szeroko pojętej szczerości iiiiiiiiii 'wyrażania swojej opinii"... i głupich żartów..Nazwałabym ją również natarczywą, ona chce.. i ona to zrobi bez wzgląd na kogokolwiek. Myslę, ze ma problem z zaakceptowaniem inności np. dziwią ją zwyczaje w mojej rodzinie itp etc i zamiast pryzjąc do wiadomości to daną rzecz krytykuje uzywając dość kategorycznych słów. Nie powie: "nie podoba mi się to i to... " tylko tonem stwierdzającym powie "to jest brzydkie". Przez to okropnie mnie denerwuje:)

            A ojciec.. Ojciec jest wycofany, w sensie - ucieczki w pracę. Wraca z pracy koło godz. 18 i ciagle coś robi, majsterkuje, zamyka się w garażu i coś tam dłubie, dorabia itp. W sumie to rzadko widziałam go, by odpoczywał. Jak żona coś wymyśli np. ogłosi - jedziemy tu i tu - to bez słowa wykonuje jej polecenia. Sam mąż stwierdzil, ze z ojcem nie miał nigdy kontaktu jako takiego, że ojciec nie ma własnego zdania. Swoją opinię zmienia jak chorągiewka, zgodnie z opinią matki. Np. matka się na kogoś obrazi to automatycznie ojciec jest obrażony..

            Tak to własnie dziala. Ja z teściami kontaktu większego nie mam. Tj jak się spotkamy to się spotkamy, ale męczy mnie ich towarzystwo dośc i tego unikam.

            Co dalej, nie wiem.. Szykuje się mi dłuzszy wyjazd z pracy, parę dni pobędę zdala od niego. Myślę, ze mi to dobrze zrobi i jeszcze sobie w głowie poukładam..

            ****
            jeszcze mała dygresja odnośnie teog jak się czuję. może to głupie, ale przez to wszystko przezywam emocje, ktore mialam okazje przezyc w dziecinstwie. Moja matka - w sytuacji np gdy są świeta. ZAŻYNAŁA SIĘ by zrobić milion potraw, 10 razy umyć okna, upiec 10 ciast na wigilię. Nie chciała żadnej pomocy, nikt też jej nie kazal tego robic. ZAWSZE byly awantury robione przez nią, bo nagle wybuchała ze wszyscy siedzą, nikt jej nie pomaga itd. Święta zawsze kojarzyly mi się z tym samym;/ w wigilię to bylo pewne, ze kolo 14 będzie opiernicz od matki bo nagle jej cos zatrybi... i co, i teraz jest analogiczna sytuacja. Pomocy-nie; Zostawienie tego, nie robienie tego - nie; ale za to jest postawa "oj jak mi cięzko, jak ja ciężko haruję, to muszę się na kimś wyżyc"...
            no ale to siedzi w czlowieku i remont to tylko pretekst, prawda, wiem to..




            • azcza78 Re: Sypie się po ślubie... 28.11.12, 11:38
              Poobserwuj ich bardziej pod kątem zachowań "rodzinnych". Nawet jak wyjdzie ci z mężem, to przejawy próby powtórki tego co było w jego domu, w waszym, powinnaś tępić najmocniej.
              Matkę mojego męża można opisać podobnymi określaniami co ty. Też byłam świadkiem, że sobie w "żartach" przygadywali, że mają podobny charakter. Ale on potem strasznie te zachowania matki potępiał, a ja do tej pory nie mogę zrozumieć, dlaczego chociaż widziałam, że nie jest lepszy, to uważałam, że co do zasady on jest inny. No i mam właśnie to "inny" w swoim małżeństwie :(
              Tylko u niego w domu nie było spolegliwego ojca a ojciec alkoholik. Ale może akurat czy to ktoś bierny czy alkoholik czy pracoholik, nie ma tu znaczenia, ale bardziej istotne jest, że nie miał twój mąż w takim wypadku wzoru męskości. Przeczytaj sobie Wojciecha Eichelbergera "Zdradzony przez ojca".

              W każdym bądź razie obserwuj. Z tego co się dowiaduję, to szansę na próby odtworzenia w waszym małżeństwie tego co miał w domu, masz duże.
              • optymist75 Re: Sypie się po ślubie... 28.11.12, 12:48
                NIe dalam rady przeczytac 130 pastow ,jedynie jakies 40.
                Dziewczyno,pomysl o sobie.To zaden wstad rozwiesc sie po miesiacu czy dwoch.
                Nie patrz na to co ludzie powidza,bo to nie oni zyja z przemocowcem.
                Pomoc fachowca-psychologa tez by Ci sie przydala,bys podniosla sobie samoocene i uporala z sytuacja.
                Powodzenia zycze
              • zuzi.1 Re: Sypie się po ślubie... 28.11.12, 16:41
                To i ja się do Was dołączę, u mojego męża była i jest mama: zimna "królowa śniegu" zero ciepłych emocji, nie podnosząca głosu, mistrzyni manipulacji i szantaży na biedną, nieradzącą sobie kobietkę ;) i bierny, spolegliwy, kompletnie bez charakteru ojciec, który podobnie jak i u bezimiennej, kopiuje zachowania żony np. gdy ona się obrazi na kogos, on robi to samo, facet w pełni uległy w stosunku do własnej żony, tzw. pantofel ;-) totalnie niedojrzali ludzie...mimo, że wiekowi...
    • irmina51 Re: Sypie się po ślubie... 01.02.13, 11:11
      Bezimienna.Jestescie b. mlodym malzenstwem.Moze rzeczywiscie jak mowi twoj maz to wszystko naraz ,remont nowe zycie go przerasta.Oczywiscie nie ma prawa cie wyzywac.U mnie kryzys pojawil sie wraz z narodzeniem coreczki.Bardzo chorowala i moj maz obwinial mnie ze przeczytalam tyle ksiazek i nie wiem jak sobie radzic.Tez nie bylo wtedy wesolo.I wiesz co powiedziala moja mama ze ona tu tylko widzi rozwod.Dzis jestesmy 32 lata malzenstwem.Nie powiem ze zawsze bylo rozowo.Ale moge powiedziec ze w sumie jestem szczesliwa.Nikt nie powiedzial ze malzenstwo to sielanka,sa dwa rozne charaktery,czasami trzeba duzo dyplomacji i kompromisu.Poczekaj jeszcze troche i zobacz jak sie sprawy potocza.A to ze w czasie remontu cie wola zebys mu podawala rzeczy,mezczyzni tak maja.Prawie kazdy lubi jak mu sie asystuje i stoi przy nim.Pomysl z drugiej strony.On to gniazdko buduje dla was.Nie sluchaj osob postronnych.Sluchaj swojego serca.Ono jest najlepszym doradca.Jak kochasz swojego meza,patrz na niego jego oczami ,mysl co on moze czuc,moze jest b.zmeczony,moze sie martwi czy sprosta wszystkiemu,przytul go ,poglaskaj.Powiedz mu ze jego wyzwiska b.cie rania.Staraj sie byc dobra ,ukladna zona.Jednoczesnie stanowcza jezeli sytuacja tego wymaga.On tez musi wiedziec ze w razie czego bedzie cie stac na radykalne kroki.Powodzenia
      • nabakier Re: Sypie się po ślubie... 01.02.13, 11:26
        > Staraj sie byc dobra ,ukladna zona.

        Omg, OMG...
      • sonia_siemionowna Re: Sypie się po ślubie... 01.02.13, 15:31
        Co za bzdury. NIKT nie powinien godzić się na przemoc, bo to jest po prostu szkodliwe.
    • ududka Re: Sypie się po ślubie... 01.02.13, 17:56
      wyprowadź sie ,nie podawaj złudzeniom że cos sie zmieni na lepsze,nie wierze w to.zrób to zanim pojawia się dzieci.
    • skara Re: Sypie się po ślubie... 19.02.13, 14:04
      Nie czytałam wszystkich wypowiedzi, ale na pewno trzeba coś z sytuacją zrobić i wina nie leży po Twojej stronie. Po pierwsze skoro go denerwowałaś od 4 lat to dlaczego się żenił?
      Spróbuj wrócić do rodziców na jakiś czas, pogadać z kimś bliskim, a jeśli to nic nie zmieni to składaj wniosek o rozwód. Nie macie dzieci ani majątku do podziału (jak rozumiem) więc pójdzie szybko i bezboleśnie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja