888bezimienna888
15.11.12, 09:14
Witam,
Postaram się opisać swój problem w miarę jak najkrócej, choć może to być trudne...
Miesiąc (!! tak tak) temu wyszłam za mąż za mężczyznę, z którym spotykałam się od 4 lat. Zdawało się być to decyzją przemyślaną obustronnie, planowaną itd. Po ślubie parę miesiecy mieliśmy mieszkać z moimi rodzicami, potem rozejrzeć się za własnym m - traf chciał, że praktycznie tydzień po ślubie mogliśmy się wprowadzić do własnego mieszkania...
Nie wiem nawet od czego zacząc.... jestem po prostu załamana... Mieszkanie to wymaga remontu.. niewielkiego ale jednak. Jako że oboje pracujemy i wracamy póżno byłam za tym, by wynająć fachowców.. mąż się na to nie zgodził, stwierdził, ze poradzi sobie sam, że to bułka z masłem itd. Jednakże w trakcie prac, praktycznie od początku zaczęły sie pojawiać problemy itd... Wielu ludzi (ojciec, brat, szwagier, koledzy) proponowali mu pomoc ale odmawiał...
Mąz się na mnie wyżywa... kiedy zaczyna pracę każdego dnia wieczorem jest zły... chamski... non stop muszę mu pomagać w najmniejszej pie...... np. muszę rzucic wszystko np jedzenie i podać mu śrubokręt który ma na wyciągniecie ręki itp ... rozmawiam rpzez telefon to wydziera się na mnie ze mam mu podać szmatkę (moze te pół minuty poczekać)... CIągle mi mówi ze isę lenię.... w niedzielę sprzątałąm po nim (bo jeżeli maluje ściany to nie patrzy na to, by zrobic to solidnie, tak by np. nie zniszcyzc podlogi - nie obchodzi go to, ze ja potem muszę szorować klej) do godziny 13.. Skończyłam, zapyatałam sięczy bedę mu potrzebna jeszce, powiedział, ze nie... ze juz sobie poradzi.. poszlam się wykąpać. Zdążyłam wyjść z łazienki zaczął się na mnie wydzierać ze mam zamiatać starty gips.. po chwili znowu bylam cala biała..... choć mówil ze nie bede mu potrzebna...
Non stop słyszę ze jestem tłumokiem, że jestem jełopem (wczoraj kazał mi zamknąć drzwi.. stałam przy drzwiach od kuchni, więc je zamknęłam... usłyszałam ze jestem jełopem, bo jemu chodziło o inne drziw, od pokoju)...........
Próbowalam z nim rozmawiac...... ale jest to ciężkie.. od chwili wprowadzenia non stop wypija min. 3 piwa dziennie.. Twierdzi, ze to przeze mnie.... Że go denerwuje.. Ze mam wiecznie skwaszoną minę, ze wywieram na nim presję w zwiazku z tym remontem (po paru dniach odpuscilam... slysze te wyzwiska, tą nienawisc... sciany nie maja znaczenia)... Wczoraj nazwał mnie pie...ną idiotką, gdyż chcialam z nim porozmawiac na temat tej sytuacji.....
twierdzi ze wszytsko przzeze mnie, ze od poczatku zwiazku jestem do niczego (czyli od 4 lat)... i ze on juz sie nie hamuje... usilowalam sie dowiedizeć ALE CO JA CI ZROBILAM ZE NIE TE DRZWI ZAMKNĘLAM?? czy to jest powod by wyzwac swoją żonę??????? nie uzyskalam odpwoeidzi........ poszlam spac ... slyszalam przez sciane, ze oglada cos w tv i sie smijee.. a ja wyje w glebi duszy..jak on moze mnie tak wyzwac... i sie smiac.. NIE BYL TAKI
we wtorek zmarł mój dziadek.. poprosilam go by poszedl z emna na pogrzeb, uslyszalam ze jestem psychiczna, ze on sie nie zwolni bo ma napieta sytuacje w pracy..... mimo wszystko jakos z wielką łaską wypisal sobie wniosek urlopowy.............ale te wyzwiska wczseniej i tak wszystko przycmily..
nie wiem co mam robic.. mam mysli samobójcze.... to jest miesiac po slubie.... przed ukladalo sie roznie ale NIE AZ TAK ŹLE!!!!!!
jakies poltora tyg temu rozmawialismy normalnie ....... stwierdzil ze mu ciezko ze ta wyprowadzka byla tak migiem.. ze nie mial czasu sie przyzwyczaic do nowego miejscsa i teraz non stop to - praca i dom czyli remont............ a ja nie jestem "radosna" on by chcial bym byla wesoła, zwariowana itd...... (staram sie ale no kurcze mam taki charakter... jaki mam... nie tryskam energią i on o tym wie... bo jestesmy razem ponad 4 lata).......
naprawde nie wiem co mam robic, ja ksie zachowac....... nie wiem co mam robic.. czy uciekac.. kazdy mi slubu gratuluje a mi sie chhce wyc...... nie rozumiem czemu on mnie tak nienawidzi nei rozumiem tego.........chce bymi powiedzial co robie źle, a on mi mowi ze od 4 lat są prowadozne rozmowy na ten temat i on sie nie bedzie powtarzal... ale nie wiem jakie...
mam ochote uciec.. odejsc.... ale jak... meisiac po??????????
ciezko mi bo niewiadomo co go dzis rozwścieczy...... co zrobie nie tak... postawie nie pod tym kątem but w przedpokoju i dostane stek wyzwisk??? czy mam przeczekac... nie wiem... kadzy mysli ze jestesmy szczesliwi, ze jest nam idealnie jak to podczas mieisiaca midoowego...