moje ? prawo do szczescia

05.12.12, 12:38
czy mam do niego prawo? mieszkam z mezem i dziecmi za granica, starsza corka chodzi do przedszkola, mlodsza z racji wieku jest ze mna w domu. jestesmy tu juz jakis czas, a ja z kazdym dniem coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu, ze nie nadaje sie do zycia na emigracji. mieszkamy w takim specyficznym miejscu, gdzie ludzie 'tubylcy' sa bardzo mili i otwarci, ale do pewnego momentu, jest pewna granica, ktorej nie przekrocza, zawsze emigranci beda tutaj obcy. zawsze myslalam, ze zycie w innym kraju jest ciekawe, fascynujace, a okazalo sie ze przynosi tylko rozczarowania. im wiecej o tym mysle tym bardziej chce wrocic do polski, chce slyszec swoj jezyk w sklepie, chce zeby moje dzieci wychowywaly sie ze swoimi rowiesnikami z ojczyzny. i nie jest tak, ze siedze w domu wyautowana i czekam na gwiazdke z nieba. ucze sie jezyka tutaj, chodze na spotkania dla mam, staram sie cokolwiek robic, zeby wczuc sie w to srodowisko, ale ciagle tylko widze czego mi brakuje. przeraza mnie mysle, ze mi lub mezowi (tfu tfu) sie cos stanie i zostaniemy sami z dziecmi, albo trzeba bedzie nagle jechac do szpitala i nikt z rodziny nie bedzie w stanie nam pomoc, a znajomi odwroca sie bo w koncu sa tylko znajomymi. na kazdym kroku czuje sie tutaj jak wrog, bo nie jestem jedna z nich, moj maz uwaza ze jestem przewrazliwiona, ale tak wlasnie sie czuje.
zanim tu wyjechalismy obiecalismy sobie z mezem, ze jesli cos bedzie nie tak to zawsze mozemy wrocic. i tylko dlatego zdecydowalam sie na przeprowadzke. nie bylo nam zle w polsce, jasne ze pod wzgledem finansowym tutaj jest 1000 razy latwiej, ale dla mnie to nie jest argument na tyle przekonywujacy, zebym wiedziala ze moje zycie tutaj ma byc juz zawsze nijakie, za to bede miala kase totalnie na wszystko. widze, ze mezowi sie spodobal ten luz finansowy, na ktory nie moglismy sobie pozwolic w polsce. ze on nie wyobraza sobie juz zakupow w dyskoncie i kupna komputera na raty, bo tutaj nas na to wszystko stac i to z jednej tylko pensji...
wiele razy rozmawialismy, maz uwaza ze to moje fanaberie, wrocic nie chce, ja moge wrocic, ale to bedzie oznaczalo rozwod, w dodatku on uwaza ze w naszym obecnym miejscu zamieszkania dzieciom bedzie lepiej, ja, patrzac na tutejsza mlodziez mam powazne watpliwosci, wiec pewnie kwestie tego z kim mialyby zostac dzieci tez beda trudne do dogadania...
kocham go, wiem, ze on kocha mnie, ale mam byc juz zawsze nieszczesliwa bo nie kreca mnie pieniadze ktore mozemy tu zarobic? nic innego naprawde nas tu nie trzyma... no mojego meza kariera, bo pracuje w branzy, o ktorej zawsze marzyl, rozwija sie i jest naprawde spelniony. dla mnie praca w zawodzie nigdy nie bedzie kwestia ktora pozwoli mi byc w pelni zadowolona z zycia, potrzebuje tez tego czegos, co mialam w polsce - nie wiem czy rodziny czy czegos, czego nie potrafie nazwac...
prosze, napiszcie, mam prawo chciec wracac?
    • aqua48 Re: moje ? prawo do szczescia 05.12.12, 12:48
      Prawo masz, mąż tak samo ma prawo chcieć zostać. Ale ponieważ macie dzieci to dobrze byłoby ustalić jakieś rozsądne wyjście dopóki one same nie będą w stanie zdecydować gdzie chcą mieszkać...
      Weź też pod uwagę, że powrót do Polski może również oznaczać po czasie pierwszych zachwytów, że nadal będziesz niezadowolona, bo będzie Ci brakowało tego co miałaś za granicą, a rodzina i znajomi nie będą mogli poświęcić Ci tyle czasu i dać tyle ciepła ile oczekujesz.
      • to_ja_sowa Re: moje ? prawo do szczescia 05.12.12, 13:00
        co do dzieci, to starsze zna 2 jezyki, ma przyjaciolki w obu krajach, czesto jezdzimy do polski i utrzymujemy kontakty z dawnymi kolezankami, z powrotem do szkoly nie byloby takze problemu, bo tutaj gdzie mieszkamy corka chodzi rownolegle do polskiej szkoly i robi to, co jej rowiesnicy, dostaje swiadectwo. jak jej pytamy, to zawsze odpowiada, ze wolala mieszkac w polsce, ale sie przyzwyczaila i moze zostac tutaj:) wiekszosc naszych rodakow tutaj to prosci ludzie, ktorzy pracuja fizycznie, ich dzieci nie maja znajomych wsrod tubylcow, a jedyna rozrywka dzieci to gry komputerowe, znajome mojej corki ze szkoly raczej trzymaja sie w grupie i nie dopuszczaja do siebie obcych, ja przyznam szczerze wolalabym zeby moje dzieci mialy konakt z innymi ludzmi nic ci polacy tutaj. do kina dziecka nie wezma bo drogo, muzea jeszcze drozsze a plaza 0,5 km od domu jest za daleko! nie dobiore dziecku przyjaciol, ale w polsce jakos inaczej to wygladalo...
        nie chce sie zachwycac polska, wiem jak tam jest, wiem, ze kazdy ma swoje zycie i nikt sie nie bedzie nami zachwycal, bo wrocilismy z wielkiego swiata. ale tam jest moj dom, tak czuje.
        • sebalda Re: moje ? prawo do szczescia 05.12.12, 13:44
          Z góry Cię przepraszam, ale mam wrażenie, że jesteś z natury pesymistką. Łatwiej zauważasz negatywne strony życia niż pozytywne. Szukasz tych negatywów, a nie bierzesz pod uwagę pozytywów. A takie przecież też są. Nie twierdzę, że nie masz prawa do takiego nastawienia i nie masz prawa koloryzować i upiększać tego, czego w tej chwili nie masz, bo często uważamy, że najlepiej jest tam, gdzie nas nie ma. A tam, gdzie Cię teraz nie ma, czyli w kraju, naprawdę kolorowo nie jest, wierz mi. I bardzo wiele faktów świadczy o tym, że jakbyś tutaj wróciła, znowu zaczęłabyś widzieć negatywnie strony tego rozwiązania, uświadomiłabyś sobie, że jednak coś straciłaś, porzucając wygodne, bezpieczne życie na obczyźnie.
          Dodatkowo musisz wiedzieć, że Twoje prawo do szczęścia ewidentnie narusza to prawo w odniesieniu do męża. Zadowolenie i satysfakcja z pracy są dla każdego człowieka niezwykle ważne, pomijając już kwestie finansowe. Znam u nas bardzo wiele naprawdę dobrych i wykształconych fachowców, którzy po utracie pracy nie mogą znaleźć nic satysfakcjonującego, męczą się i cierpią, bo brak pracy lub brak satysfakcji z pracy to coś bardzo frustrującego.
          Co do dzieci. Piszesz, że obserwujesz tamtejszą młodzież i masz wątpliwości. A obserwowałaś tutejszą młodzież? Młodzież zawsze i wszędzie jest jednakowo okropna i rozwydrzona (tak jak my byliśmy dla pokolenia naszych dziadków czy rodziców nawet). A tego, że dzieci tam mają jednak więcej możliwości, nie można pominąć.
          Ja Ciebie rozumiem, bo sama też z trudem wyobrażam sobie stały pobyt na obczyźnie, ale świat się teraz tak bardzo skurczył, piszesz, że możecie często bywać w kraju, są takie możliwości komunikacji i dostępu do zasobów (kiedyś bałam się o utrudniony dostęp do polskiej literatury i to wcale nie było tak dawno;), że sprawa wygląda dużo lepiej niż jeszcze kilkanaście lat temu. Rozumiem, że możecie też zapraszać do siebie rodzinę czy nawet bliskich przyjaciół, by podtrzymywać kontakty. Może nie jest jednak tak bardzo czarno, jak to widzisz:)
          • to_ja_sowa Re: moje ? prawo do szczescia 05.12.12, 14:17
            jedyny pozytyw dla mnie obecnie to kwestie finansowe, niestety. nie jestem pesymistka, chyba tak mnie tu dopadlo, ze widze coraz wiecej tych czarnych rzeczy zamiast bialych...
            co do mlodziezy, to wiem, ze wszedzie jest rozwydrzona i wszedzie sa z nia problemy, ale tutaj zwykle dzien dobry przy wchodzeniu do biura, albo ustapienie miejsca w autobusie to za duzo dla ludzi, ba, w takiej komunikacji miejskiej norma jest, ze siedzi rozwalona krowa na 2 siedzeniach, na trzecim trzyma swoje nogi a obok stoi stara babcia i nikt nawet nie pomysli zeby jej ustapic miejca! takich rzeczy i sytuacji jest naprawde duzo, porownojac mlodziez z polski i tutejsza to jak niebo i ziemia...
            wiem, ze trawa jest zawsze bardziej zielona tam, gdzie nas nie ma, ale to nie byl moj pomysl z wyjazdem, zgodzilam sie na to, bo wiedzialam, ze mezowi na tym bardzo zalezy, ze osiagnie tutaj duzo wiecej niz w polsce, ale z gory zastrzeglam sobie prawo do powrotu (znajac siebie) w razie ew. porazki czy gdybym zwyczajnie czula sie tutaj permanentnie nieszczesliwa - a tak wlasnie jest... maz od poczatku zapewnial mnie ze wrocimy razem jesli tak bedzie, dalismy sobie jakis czas, ten czas zbliza sie nieuchronnie i tak jak nie wyobrazalam sobie zestarzec sie tutaj, tak teraz najblizsze lata w takim otoczeniu zwyczajnie mnie przerazaja.
            jestem juz w takim stanie, ze jestem gotowa wziac rozwod z mezem, zeby wrocic i zaczac od nowa, nie chce mu odbierac tego co ma, bo nie mam prawa, ale gdzies tam jestem ja i moje zycie. najgorsze jest to, ze w polsce nie bylo nam Az tak zle, tzn takiego luzu jak mamy tutaj to nie mielibysmy nigdy, ale zylismy sobie na jakiejs stopie, wyzszej niz wiekszosc naszych znajomych, gdybysmy wyjechali z powodu braku pracy i przymierania glodem to pewnie nie zastanawialabym sie tyle nad powrotem. a tak wiem, ze inaczej, ale jakos poradzimy sobie w polsce, mimo kryzysu, marazmu, mamy z mezem na tyle dobre zawody i doswiadczenie ze znalezlibysmy prace za calkiem dobre pieniadze. chociaz obiektywmie patrzac te pieniadze tutaj sa naprawe duuuuzo wieksze, nawet biorac pod uwage stosunek cen do zarobkow. ale to jest tak naprawde jedyna rzecz, ktora nas (mnie) tutaj trzyma...
            wiem, ze rodzina moze nas odwiedzac, ale brakuje mi takich codziennych spotkan na ulicy, brakuje znajomych sprzedawczyn w sklepie, ktore doradza ktory kawalek szynki kupic, brakuje wreszcie opieki dla dzieci, zeby moc wyjsc gdzies z mezem, bez stresu, ze ktores dziecko sie obudzi i opiekunka zadzwoni ze mamy wracac...
            • jamesonwhiskey Re: moje ? prawo do szczescia 05.12.12, 14:31
              nie piszesz co to za kraj i jak dluga tam jestes


              > ale brakuje mi takich codziennych spotkan
              > na ulicy, brakuje znajomych sprzedawczyn w sklepie, ktore doradza ktory kawalek

              musze powiedziec ze debilniejszego argumentu jeszcze nie widzialem
              a widzialem juz sporo


              brakuje wreszcie opieki dla dzieci, zeby moc wyjsc gdzies z meze
              > m, bez stresu, ze ktores dziecko sie obudzi i opiekunka zadzwoni ze mamy wracac
              > ...

              nie rozumiem , na pustynie miszkasz


              podumowujac to co piszesz to jakis belkot znudzonej zyciem panienki
              wez sie za jakas robote to ci przejdzie


              rujnowac zycie calej rodziny bo ci brakuje rozmowy w spozywczaku
              ogarnij sie troche i naucz lokalnego jezyka to bedzieszm iec pogaduszki
            • morekac Re: moje ? prawo do szczescia 06.12.12, 18:44
              ale tutaj zwykle dzien dobry przy wchodzeniu do biura, albo ustapienie miejsca w autobusie to za duzo dla ludzi, ba, w takiej komunikacji miejskiej norma jest, ze siedzi rozwalona krowa na 2 siedzeniach, na trzecim trzyma swoje nogi a obok stoi stara babcia i nikt nawet nie pomysli zeby jej ustapic miejca!

              To poczytaj trochę wątków o rozwydrzonej młodzieży - w Polsce. Pewnie, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma...
        • hanna26 Re: moje ? prawo do szczescia 08.12.12, 18:54
          Ale jak ma się to:

          > jasne ze pod względem finansowym tutaj jest 1000 razy łatwiej, ale dla mnie to nie jest argument na tyle przekonywujący, żebym wiedziała ze moje życie tutaj ma byc juz zawsze nijakie, za to bede miala kase totalnie na wszystko.
          > widze, ze mezowi sie spodobal ten luz finansowy, na który nie mogliśmy sobie pozwolić w Polsce. ze on nie wyobraza sobie juz zakupow w dyskoncie i kupna komputera na raty, bo tutaj nas na to wszystko stac i to z jednej tylko pensji...


          do tego:

          do kina dzie
          > cka nie wezma bo drogo, muzea jeszcze drozsze


          Ja mieszkam w Polsce, mamy trójkę dzieci, nie mamy jakichś ekstra zarobków, ale na kino czy muzeum stać nas bez problemu.
          • kj-78 Re: moje ? prawo do szczescia 09.12.12, 22:17
            ten drugi cytat jest o znajomych Polakach tam, to nie jest zdanie autorki
    • zupelnienowylogin Re: moje ? prawo do szczescia 05.12.12, 14:19
      Nawet nie wiesz, jak ja cie rozumiem. Wielokrotnie zaczynalam tez pisac na tym forum o moim, jakze podobnym problemie. Z tym, ze ja mieszkam na obczyznie juz ponad 10 lat! Od zawsze tesknilam, a ostatnie lata niejednokrotnie obtarlam sie o depresje. Moj maz jest obcokrajowcem i on jest u siebie, ja - podobnie jak ty - czuje, ze moj dom jest w Polsce. Tyle, ze ja zblizam sie do 40-stki i mam swiadomosc, ze nie latwo bedzie znalezc prace. Raz, ze wyszlam z obiegu, dwa- dla pracodawcy jestem juz stara. I tez sie zastanawiam co wazniejsze: moje zdrowie psychiczne, poczucia bycia u siebie, a nie wiecznie "gdzies", czy moje dzieci, maz i inne aspekty. Moj maz jest porzadnym czlowiekiem, zapracowanym, dobrym. Dochodzi wiec poczucie wyrzadzania krzywdy czlowiekowi, ktorego kocham, bo albo wyrwe go z tego swiata, w ktorym stworzyl mocna pozycje zawodowa, albo dojdzie predzej czy pozniej do rozstania. A to znowu kolejna krzywda dla dzieci. Ech, latwo nie jest. I tak dochodze do punktu, ze czuje sie winna checi powrotu. Latwo nie jest. Dlatego rozumiem, wspolczuje i chetnie posledze Twoj watek. Pozdrawiam.
    • panpaniscus Re: moje ? prawo do szczescia 05.12.12, 15:08
      Myślę, że prawo chcieć wrócić masz jak najbardziej. Nie daj się zbyć mowieniem, że to "fanaberie".
      Natomiast, co zrobić - to musisice się dobrze zastanowić.
      Znam twoje rozdrapy od podszewki, bo sama na emigracji od prawie 7 lat. Ostatnio zmieniłam kraj i trzeba wszystko na nowo odkrywać, a ponieważ nie podoba nam się tutaj, to pewnie zmienimy po raz kolejny.
      Ja wierzę, że dobre życie można zasnuć wszędzie. Tylko może to wymagać więcej pracy i wysiłku.
      Nieracjonalne jest twoje czucie się "wrogiem" - choć to aż za dobrze rozumiem. Spróbuj pomyśleć, że wiesz/umiesz żyć zupełnie inaczej, znasz inny kraj itd.
      Dla mnie kluczem było nawiązanie znajomości - przez dzieci w moim przypadku - z lokalnymi osobami. To nie było pięć minut, ale zostawiłam przy przeprowadzce serdeczne przyjaciółki. Z Polakami raczej kontaktu nie szukam, kieruję się tym samym, czym bym kierowała się w Polsce - wspólnotą interesów i zainteresowań, spojrzenia na świat. I nigdy nie napisałabym, że znajomi są tylko znajomymi, bo jak znajdziesz prawdziwych przyjaciół, to lepiej niż rodzina.

      Popatrz też tak, że zawsze Polska wygląda ładniej z daleka. Mnie wakacje leczą z tęsknoty za powrotem.
      Ale o tyle łatwiej mi o tym pisać, że mój mąż, dla którego emigracja nie jest problemem, mówi, że jeśli będę nieszczęśliwa, to wrócimy. My też tak mamy, że po jednej stronie kariera, może lepsza dukacja dla dzieci, wygoda życia codziennego, a po drugiej głównie emocje - rodzina, przyjaciele plus komfort życia w systemie/kulturze, który znasz od dziecka i posługiwania się ojczystym językiem.
      Myślę, że główny problem to być może podejście twojego męża do twoich uczuć co do emigracji. Ja bym próbowała z nim rozmawiać w ten sposób, że jest Ci źle - to się może przerodzić (o ile jeszcze się nie przerodziło, sądząc po ciemnym tonie twojego listu) w depresję. Jeśli macie tam zostać, to niech on Ci pomoże poczuć się u siebie.
      • sebalda Re: moje ? prawo do szczescia 05.12.12, 15:26
        >>co do mlodziezy, to wiem, ze wszedzie jest rozwydrzona i wszedzie sa z nia problemy, ale tutaj zwykle dzien dobry przy wchodzeniu do biura, albo ustapienie miejsca w autobusie to za duzo dla ludzi, ba, w takiej komunikacji miejskiej norma jest, ze siedzi rozwalona krowa na 2 siedzeniach, na trzecim trzyma swoje nogi a obok stoi stara babcia i nikt nawet nie pomysli zeby jej ustapic miejca! takich rzeczy i sytuacji jest naprawde duzo, porownojac mlodziez z polski i tutejsza to jak niebo i ziemia...

        Wybacz, nie przekonałaś mnie, bo ja obserwuję bardzo podobne zachowania naszej kochanej młodzieży, nie mam pojęcia skąd bierzesz przekonanie, że w Polsce jest inaczej.

        >>mamy na tyle dobre zawody i doswiadczenie ze znalezlibysmy prace za calkiem dobre pieniadze. chociaz obiektywmie patrzac te pieniadze tutaj sa naprawe duuuuzo wieksze, nawet biorac pod uwage stosunek cen do zarobkow. ale to jest tak naprawde jedyna rzecz, ktora nas (mnie) tutaj trzyma...
        Jesteś pewna??? Wierz mi, znam ludzi naprawdę bardzo wykształconych i doświadczonych, a po utracie pracy niemogących znaleźć odpowiedniej posady, bo są właśnie za dobrzy, stanowią konkurencję dla szefów, tu nie masz gwarancji dobrej pracy choćbyś była najlepsza. Dobrze że dodałaś w nawiasie (mnie), bo z tego co piszesz męża trzyma także satysfakcjonująca praca, a to nie jest drobiazg.
        >>wiem, ze rodzina moze nas odwiedzac, ale brakuje mi takich codziennych spotkan na ulicy, brakuje znajomych sprzedawczyn w sklepie, ktore doradza ktory kawalek szynki kupic, brakuje wreszcie opieki dla dzieci, zeby moc wyjsc gdzies z mezem, bez stresu, ze ktores dziecko sie obudzi i opiekunka zadzwoni ze mamy wracac...

        Wybacz, ale tu już wymyślasz. Znajoma sprzedawczyni??? Jak byś zostawiła dzieci z rodzoną siostrą, to też by mogła dzwonić, gdyby się coś działo. Jak jesteś niezadowolona z opiekunki, to znajdź inną, ktora nie będzie dzwonić.
        Naprawdę staram się Ciebie zrozumieć, ale to nie jest łatwe, bo o ile Ty masz prawo do szczęścia, to Twój mąż też je ma. A obiektywnie jednak wiele przemawia na korzyść Waszej obecnej sytuacji. Jakby na to nie patrzeć.
        • agcerz Re: moje ? prawo do szczescia 05.12.12, 15:37
          A ja mam odwrotnie. Jesteśmy za granicą na kontrakcie na czas określony i coraz trudniej mi wyobrazić sobie powrót. I młodzież wydaje mi się 100 razy grzeczniejsza niż polska. I ustępuje miejsca starszym... Jest deszczowo, ale za to cieplej. Itd. Ale prawdopodobnie będę musiała wrócić i już.

          Obraz, który przedstawiłaś jest bardzo subiektywny, a pisanie o rozwodzie z mężem zabrzmiało z lekka histerycznie. Masz pretensje o brak znajomej sprzedawczyni? Opanuj miejscowy język i zaprzyjaźnij się z jakąś kobitką w sklepie. Idź do pracy. Wyjdź z domu. Postaraj się cieszyć tym, co masz. Powinno pomóc.
    • organza26 Re: moje ? prawo do szczescia 05.12.12, 15:43
      A ja Ciebie też bardzo dobrze rozumiem. Ci co piszą, że jesteś pesymistyczna taka i owaka nie rozumieją tej szczególnej samotności, która jest odczuwana kiedy się mieszka na obczyźnie, bez rodziny i przyjaciół.

      Ja mieszkałam ok 10 miesięcy za granicą, w jednym z najbardziej atrakcyjnych turystycznie miejsc w Europie a może nawet i na świecie, z masami młodych ludzi z różnych zakątków Europy (co wcale nie było takie fajne jak się później okazało). Wyjechałam bo miałam problem ze znalezieniem porządnej pracy w moim ulubionym mieście, w którym studiowałam i chciałam zostać. Także wyjazd ten był podyktowany względami finansowymi, nie chciałam wyrwać się z Polski bo miałam tam swoją paczkę przyjaciół i całkiem ułożone życie, gdyby nie ta cholerna praca właśnie.

      No więc wyjechałam i było to na pewno jakieś ciekawe i ubogacające doświadczenie, ale nigdy potem nie miewałam takich dołów jak wtedy np z powodu zbliżającego się weekendu, bo to oznaczało dla mnie totalną samotność. Nawet jechać mi się nigdzie nie chciało później i oglądać turystycznych atrakcji bo musialabym to robic sama. Ogólnie koszmar. Masa ludzi przewijała się przez ten mały kraik, większość ludzi, których poznawałam przyjeżdżała na krótkie okresy czasu, nie było sposobu, żeby się z kimś zaprzyjaźnić, zbudowac jakąś głębszą relację i mówię tu zarówno o kobietach i mężczyznach. Faceci najczęściej szukali szybkiego seksu... Porażka. Znajomości były raczej krótkie, przelotne i płytkie co mi bardzo nie odpowiadało. Zaprzyjaźnilam się z łącznie z kilkoma osobami, ale że z natury jestem bardzo towarzyską i lubiącą spotykać się z ludźmi osobą, było to dla mnie stanowczo za mało.

      Jak tylko dowiedziałam się, że nie będę miała przedłużonej umowy o pracę, zgarnęłam manatki i wróciłam do Polski. Powrót BARDZO delikatnie mówiąc, nie był różowy, ale ani razu przez myśl mi nie przeszło żeby żałować tej decyzji.

      Także może nasze historie różnią się w szczegółach, ale wiem jak boli wyobcowanie i płytkość relacji z innymi ludźmi, żadne pieniądze tego nie zrekompensują.
      • jamesonwhiskey Re: moje ? prawo do szczescia 05.12.12, 15:52
        > Także może nasze historie różnią się w szczegółach, ale wiem jak boli wyobcowan
        > ie i płytkość relacji z innymi ludźmi, żadne pieniądze tego nie zrekompensują.

        histeryzujesz
        nie jest tam sama tylko z rodzina
        wiec ten drobny szczegol powoduje ze twoja lzawa historia o samotnoisci jakos tracji sens
        • oliwkowa75 Re: moje ? prawo do szczescia 05.12.12, 16:14
          Myślę, że powinnaś przyjechać do Polski na wakacje, tak na 3 tygodnie. Pojeździsz sobie komunikacją miejską, pochodzisz do spożywczaka, najlepiej jeszcze przejdź się do jakiegoś urzędu załatwić sprawę, o, albo lepiej, idź do lekarza, poprzez nfz naturalnie :) I szybko odechce Ci się Polski.
          A tak poważnie, tęsknisz za tym co znane, i dlatego tak strasznie idealizujesz Polskę, a idealnie tu nie jest. Z pewnością nie warto rozwalać rodziny.
          Masz możliwość pójść do pracy, tam gdzie mieszkasz?
    • hamerykanka Re: moje ? prawo do szczescia 05.12.12, 16:35
      Ja tez uwazam, ze histeryzujesz. Po prostu siedzisz w domu, nie znasz jezyka, nie masz przyjaciol i nudzi ci sie i wymyslasz powody. Znajdz jakies kolo zainteresowan-mi bardzo pomoglo wyjsc z domu Kolo Ogrodnikow, znalazlam nowe przyjaznie miedzy Amerykanami, potem kupilismy psy i zapisalam sie do lokalnego oddzialu AKC, gdzie tez poznalam duzo nowych ludzi.
      Skad wiesz, ze znajomi sie odwroca w przypadku potrzeby? Bo tak sadzisz? My mamy znajomych, ktorzy w razie czego odbiora dziecko z przedszkola, zajma sie nim gdyby maz siedzial przy mnie w szpitalu, jak dwa miesiace temu, ale to kwestia czasu i zaawansowania przyjazni. Jesli siedzisz w domu to sie izolujesz. Zacznij wychodzisz-zobaczysz jak ci sie punkt widzenia zmieni.
      I tez nie znam wiele Polonii tutaj- w sumie jedno malzenstwo zblizone wiekiem i jedna strasza osobe; kontaktujemy sie raz na tydzien, dwa przez telefon, pogadac, czestszy kontakt mam z Amerykanami. Mam wrazenie ze wlasnie za bardzo idealizujesz Polske. Mi pomogla wizyta pare lat temu-jak weszlam do sklepu nikt nie odburknal na moje dzien dobry, tlok i scisk do smierdzacego autobusu, klnaca mlodziez z tylu autobusu, brud i syf naokolo. Wyleczylam sie, co nie znaczy ze czasem nie tesknie za znajomymi z Polski. To normalne, ze teskni sie za jezykiem, ale czy rzeczywiscie byloby Ci tak super w Polsce? bez meza?
    • wies-baden Re: moje ? prawo do szczescia 05.12.12, 18:44
      > ze jestem gotowa wziac rozwod z mezem<
      A może to prawdziwy powód tego znużenia? Nuda w małżeństwie, bo nie sądzę, że chodzi o panią z warzywniaka w kwestii doradzenia, który kartofel wybrać!
      Macie pieniądze? Zatrudnij Polkę, która pomoże przy dzieciach i uwolni cię od nużących obowiązków. Możesz częściej odwiedzać Polskę, ale to chyba jest tak, że chciałoby się zjeść ciastko i mieć ciastko (ciastkiem są oczywiście pieniądze).
    • ga_ga_aga Re: moje ? prawo do szczescia 05.12.12, 19:42
      sowa, spoko, to tylko nostalgia:-)
      Też to miałam na obczyźnie. Z pozoru super życie, praca ekstra, dochody też nieporównywalne z polskimi, a nawet krąg bardzo dobrych znajomych polonusów, a jednak myśl, że to już na zawsze, że dzieci będą tutaj dorastały, że poznają inny kanon lektur niż my kiedyś, że te wszystkie uśmiechnięte panie w piekarni to tylko taki uśmiech nr 5, a tak naprawdę tęsknię, żeby wysłuchać utyskiwań polskiej przekupy sprzedającej marchewę na targu:-)
      Może nie każdy na obczyźnie odczuwa nostalgię, ale mi objawiła się w pełnej krasie. Na moje oko, ty też odczuwasz nostalgię.
    • kol.3 Re: moje ? prawo do szczescia 05.12.12, 20:28
      Tam dobrze gdzie nas nie ma. Zagranica ma swoje minusy i Polska ma swoje minusy. Tyle, że jakiś czas siedzisz już za granicą, przyzwyczaiłaś się, że pieniądze są czymś oczywistym, a w Polsce niestety nie są, o czym zapomniałaś.
      Gdy wrócisz do Polski okaże się że pracy brak, albo jest taka za 1500 zł. pieniędzy na wszystko brakuje, a znajomi i rodzina nie są znowu tacy serdeczni, jak się wydawało z daleka. Tym bardziej że wchodzimy właśnie w głęboki dół gospodarczy, co negatywnie wpływa na stosunki miedzyludzkie bo ludzie skaczą sobie do gardeł z byle powodu. Proponowałabym iść do pracy, dać dzieci do przedszkola, wynająć niańkę / gosposię czy na co tam was stać i przestać rozwalać sobie rodzinę.
    • mjermak Re: moje ? prawo do szczescia 06.12.12, 03:44
      Zycie na emigracji moze byc pasjonujace i ciekawe ale trzeba w to wlozyc wysilek. Z twoich postow wyziera wielkie rozczarowanie, inaczej sobie to wszytsko pewnie wyobrazalas i teraz zalujesz podjetej decyzji. Ale tez widze, ze bardzo jestes nastawiona na nie i nie chcesz otowrzyc sie na to, aby dac nowej ojczyznie szanse. Piszesz, ze uczysz sie jezyka czyli nie porozumiewasz sie nim biegle. Jak wiec wygladaja te spotkania z mamami? Jezyk jest potezna bariera i jesli nie mozna obracac sie w polskim srodowisku (co czesc ludzi wybiera na emigracji osiadajac w polskich enklawach i sa szczesliwi) to niestety, trzeba wlozyc wysilek, aby sie tego jezyka nauczyc w takim stopniu, aby wejscie do sklepu bylo okazja do wymiany chociazby komunikatow o pogodzie. Jak uczysz sie jezyka? Chdzisz na bardzo zaawansowany kurs, na konwersacje z nativem? Czytasz, wynotowujesz slowka i je sprawdzasz chocby w internetowym slowniku? Czy wykorzystujesz kazda okazje aby z tubylcami porozmawiac? Jesli chodzisz na spotkania z mamai to czy one sa tylko takie, ze dzieci sie bawia a mamy gadaja? Czy wlaczasz sie w te rozmowy? Z mojego doswiadczenia zazwyczaj organizuje sie wyjscia samych mam do kina czy na drinka, to normlany zwyczaj w takich grupach.

      Zastanow sie, dlaczego twoj maz odnalazl sie na emigracji a ty nie? Bo on sie czuje spelniony, bo dla niego to ejst fascynujaca przygoda. Z jego perspektywy wygalda ta przeciez prawie fantastycznie: rozwijajaca, wymarzona praca dajaca satysfakcje materialna i niematerialna, pomnozona faktem, ze dal sobie rade w obcym kraju i w obcym jezyku. Pracuje zapewne z ludzmi wiec ma kontakty towarzyskie w ciagu dnia, chocby o wynikach meczow czy o czym tam gada z kolegami w przerwie na lunch. ma swobode finsowa, nie musi ciulac na glupi komputer widzi w przyszlosci wasza sytuacje materialna tylko coraz lepsza. I wie, ze ma was, ukochana zone i dzieci, do ktorych codziennie wraca z pracy caly zadowolony, ze jestescie. No i pewnie jedynym zgrzytem jest to, ze ty jestes ciagle niezadowolona czego zapewne on jako zywo pojac nie moze.
      Bo z twojej perspektywy to zycie wcale takie fantastyczne nie jest: siedzenie z malym dzieckiem w domu jest malo rozwijajce i meczace, tak samo utrzymanie domu, gotowanie, zakupy te wszystkie nudne, powtarzajace sie czynnosci. Jeszcze jakbys miala ze trzy mile sasiadki z ktorymi moznaby wieczorkiem wyskoczyc do kina, w dzien wymieniac sie opieka nad dziecmi zeby pojsc na gym czy spokojnie na zakupy czy na pedicure to pewnie nie byloby tak zle. Ale nie pewnie nie masz. Albo bariera jezykowa ci nie pozwala zaprzyjaznic sie blizej z kimkolwiek. Moze tez nie masz samochodu?
      Czy zapraszacie do domu na kolacje czy lunch z byle okazji znajomych meza z pracy, takich zonatych i dzieciatych?
      Zastanow sie, co mozesz zmienic, czy mozesz pojsc do jakiejkolwiek pracy, do pracy w swoim zawodzie chocby na kawalek etatu? Jesli jezyk jest w tym bariera to pogadaj z mezem i znajdzcie jakis intensywny kurs-skoro finansowo stoicie dobrze to jest to tylko kwestia priorytetow na co wydaje sie pieniadze. Pomysl tez, mlodsze dziecko nie wiem ile ma lat ale maksymalnie 3 lata bedziesz z nim w domu a potem moze juz pojsc do day care, czy nie warto zacisnac zeby, skupic sie na nauce jezyka i powoli rozgladaniu sie za praca zamiast uciekac do Polski?
      Inna rzecz to odskocznia od codziennosci i okazja poznania ludzi, jak juz hamerykanka wspominala: hobby. Albo dzialanosc charytatywna, wszedzie sa potrzebujacy ludzie, ty masz czas, to nie trzeba poswiecac calych dni, czasami wystarczy godizna trzy godziny dziennie aby cos robic, nawet niekoniecznie za darmo.
      Piszesz, ze finasowo stoicie bardzo dobrze a narzekasz, ze bilety do muzeow sa drogie czy do kina. To kwestia organizacji zycia, domowych rachunkow i priorytetow. Jak dobrze znasz okolice w ktorej mieszkacie? To sa kopalnie tematow do rozmow z ludzmi: okolica, odwiedzane miejsca, mozna sie umawiac na wspolne wycieczki z innymi mamami. Nie wierze, ze w muzeach nie ma znizkowych dni albo znizek dla dzieci, nie wierze, ze muzea sa o wiele drozsze o tych w Nowym Jorku. Piszesz, ze macie pol km do plazy-my jezdzimy 200 km nad ocean zeby byc tam zaledwie pol dnia i wrocic tego samego dnia.
      Pisze to wszystko z wlasnego doswiadczenia, od 11 lat mieszkam na emigracji, swoja beczke soli zjadlam, swoje lzy wyplakalam ale nie zaluje ze nie wrocilam do Polski, chociaz nie mialam w polowie tak latwo jak masz ty. Nie mieszkam blisko Polski, nie moge tam bywac czesciej niz raz w roku, finasowo tez na poczatku nie bylo az tak rozowo. Owszem biegle znalam jezyk i nie mialam problemu , zeby znalezc prace i zostanie w domu przez 3 lata z dzieckiem bylo moja swiadoma decyzja. Pracowalam wtedy za grosze na infolinii dla organizacji charytatywnej dzieki temu oswoilam sie z roznymi akcentami i pozniej w pracy w biurze bardzo mi sie to przydalo. Nie mialam prawka ani samochodu, poza tubylczym mezem nie znalam tutaj kompletnie nikogo. I powoli, powoli wszystko sobie poukladalam. Ale pomimo tego, ze poznalam tu wiele pomocnych osob to wysilek musialam wykonac ja, decyzje podejmowac sama, zmagac sie z roznymi przeciwnosciami tez.
      Paradoksalnie tez czeste wyjazdy do Polski nie pomoga ci sie zaaklimatyzowac w nowym kraju. Wciaz bedziesz w okraku emigracyjnym, wciaz bedziesz zalowac, wciaz bedziesz porownywac.
      Nie bedzie ci lekko ale szkoda rozwalac dobre malzenstwo, dobra rodzine. Warto zacisnac zeby, cos sobie zaplanowac, miec jakis cel, sprobowac wyobrazic sobie swoje zycie w nowym kraju. Niestety ty sama musisz podjac wysilek i zaczac zmieniac swoje zycie, kazdy emigracje przezywa inaczej. Moge cie zapewnic, ze kiedy wysilek podejmiesz to za jakis czas bedziesz z siebie niesamowicie dumna i da ci to niesamowita satysfakcje.
      Wrocic do Polski czy wyjechac gdzie indziej mozna zawsze, ale warto to robic z tarcza, nie na tarczy. Powodzenia!
    • to_ja_sowa Re: moje ? prawo do szczescia 06.12.12, 08:42
      dziekuje za wszystkie odpowiedzi.
      przede wszystkim - nie jestem ograniczona przez brak znajomosci jezyka, ucze sie tubylczego, znam go na poziomie pozwalajacym dogadac sie w sklepie czy w szkole u dziecka, znam tez biegle drugi jezyk, w ktorym mozna sie tutaj porozumiec z 90% ludzi, tak wiec nie jezyk czy tez brak jego znajomosci jest problemem.
      chodze na intensywny kurs, ogladam tutejsza tv, slucham radia, jak juz pisalam chodze na spotkania z mamami, sa tam i polki i kobietki z innych krajow i te 'tutejsze' rozmawiamy duzo, ale jest ciagle bariera i podzial na tutejsze i reszte.
      nie chce pisac co to za kraj, ale jest on na tyle specyficzny, ze to nie jest moje subiektywne odczucie, ze jestem obca, wiekszosc ludzi, emigrantow, uwaza tak samo.
      ad. muzeow itp. - my chodzimy w rozne miejsca, pisalam o innych naszych rodakach tutaj, ktorym zal pieniedzy na rozrywki, na jakies zycie a nie wegetacje. ciezko jest wiec zaprzyjaznic sie z ludzmi, ktorych szczytem burzujstwa sa wieczorne 2 piwa, nie takich znajomych mielismy w polsce, wiec i tutaj ciezko sie z kims takim nawet rozmawia. zreszta, jak zapewne wiekszosc emigrantow wie, za granica polak polakowi wilkiem...
      nie jestem ograniczona przez brak samochodu, bo mieszkamy w takim miejscu, ze bez samochodu chyba nie ruszylibysmy sie z domu nigdy;)
      piszecie, ze powinnam wziac sie za siebie, isc do pracy, ja nie siedze biernie w domu czekajac na gwiazdke z nieba, wyslac dziecka do przedszkola nie moge, bo zwyczajnie w przedszkolach nie ma miejsc, nawet w prywatnych, w polsce to wyglada tak samo, wiec nie rozumiem skad taka ilosc dobrych rad-wyslij dziecko do przedszkola i idz do pracy... zreszta od poczatku zanim jeszcze zaszlam w ciaze z pierwszym dzieckiem ustalilismy z mezem, ze do pewnego wieku dziecka ja bede w domu, tak wiec czekamy spokojnie na to miejsce w przedszkolu. zalezy mi na tym przedszkolu, zeby corka nauczyla sie jezyka, obyczajow, zadna opiekunka (a tym bardziej polska) nie nauczy tego wszystkiego.
      moze to moje fanaberie, jasne, ale nie bylo moja fanaberia przeprowadzac sie tutaj, nigdy mi na tym nie zalezalo, a im dluzej tu jestem tym wiecej widze minusow.
      co do pracy, moj maz srednio raz na tydzien dostaje oferte z polski w swoim zawodzie, wiec mimo kryzysu nie martwilabym sei o to po powrocie, ja moglabym wrocic do wczesniejszej pracy.
      polska nie jest najgorszym miejscem do zycia, sa gorsze instytucje ni nfz, no moze urzedy tutejsze zdecydowanie wygrywaja w rankingu, ale w koncu ile czasu w roku spedzamy w urzedach?
      nie chce sie rozwodzic z mezem, nie jestem znudzona malzenstwem, ba, od kiedy jestesmy tutaj uklada nam sie super, bo wiadomo, mamy siebie i tylko siebie, doceniamy to i naprawde jest dobrze. ale czuje sie oszukana, bo obiecywalismy sobie mozliwosc powrotu, ktorej teraz maz nawet nie dopuszcza do siebie.

      • ramborambo Re: moje ? prawo do szczescia 06.12.12, 10:28
        > ...ale czuje sie oszukana, bo obiecywalismy sobie
        > mozliwosc powrotu, ktorej teraz maz nawet nie dopuszcza do siebie.

        Mąż Cię nie oszukał. Możliwość powrotu prawdopodobnie jest jak najbardziej możliwa, ale ponieważ Twoje wyobrażenia o emigracji (pisałaś, że chciałaś zamieszkać za granicą) się nie spełniły to chcesz wracać. Mąż - tak przypuszczam - oczekuje większych problemów (lub ewentualna wygrana w totka), które skłonią was do powrotu.
        Niech Twoje niespełnione wyobrażenia nie przysłaniają Ci faktu, że świat jest taki jakim chcemy, żeby był.

        piszesz:
        >jak zapewne wiekszosc emigrantow wie, za granica polak polakowi wilkiem...
        To nie ma co przyjaźnić się z polakami. Nie rób sobie polskiej enklawy na obczyźnie skoro nie wychodzi. Mąż na pewno ma sporo znajomych w pracy, których może zaprosić na obiad, albo wspólne wyjście z rodzinami.

        Postawa roszczeniowa chce by to świat się do nas dopasował. Jednak trzeba się dopasować do tego miejsca (zmienić siebie), a jeżeli to nie wyjdzie, wtedy powiesz mężowi, że próbowałaś, ale się nie udało - wracamy.

        Ale prawdziwą szansę trzeba sobie dać, by była prawdziwa to trzeba podejść do tematu uczciwie.

        Jeszcze jedno, jeżeli już jesteście poza domem spory kawałek czasu. To życie w Polsce przecież w miejscu nie stało. Starzy znajomi mają nowych znajomych, inne obowiązki i mogą nie mieć tyle czasu dla Was co przedtem. To może być dla Ciebie jeszcze większy szok. Potem pojawi się lament, że przecież takie dobre życie tam zostawiliśmy. Wtedy dopiero to będzie kanał.

        Człowiek to taka istota, którą strasznie trudno zadowolić i zawsze będzie mówić, że trawa po drugiej stronie ulicy jest bardziej zielona...

        Osobiście, życzę powodzenia i proszę nie brać mojej wypowiedzi jako treści moralizatorskich. Jedynie opisuję to co sam obserwuję i doświadczam.

        Pozdrawiam.
      • mjermak Re: moje ? prawo do szczescia 06.12.12, 17:15
        A mozesz napisac jak dlugo jestescie na emigracji? Bo jesli np 10 lat a ty nadal sie nie odnalazlas to cos jest nie tak, ale raczej watpie, czy jestescie dluzej niz 3 lata? daj sobie troche wiecej czasu.

        I nie odpowiedzialas co ze znajomymi meza z pracy, kontaktami z nimi. Oni chyba nie preznetuja tego samego poziomu co ta czesc polonii, ktora poznalas?

        Czy te oferty, ktore dostaje ciagle maz sa tak smao lub bardziej interesujace niz praca, ktora ma teraz? Bo jelsi nie to ja mu sie nie dziwie, ze nie chce z niej rezygnowac i ze troche ma do ciebie pretensje, ze go nie potrafisz zrozumiec.

        Nie napisals tez nic czy angazujesz sie w zycie lokalnej spolecznosci poza tymi spotkaniami z mamai, ani jak one konkretnie wygaldaja. teraz ida swieta na pewno rozne organizacje robia zbiorki darow dla biednych, jakies kiermasze swiateczne, kwesty-warto sie w to zaangazowac, nie tylko przyjsc cos kupic ale zadzwonic, zapytac czy potrzebuja kogos do pomocy przy sortowaniu rzeczy, ukaldaniu, wypisywaniu podziekowan za darowizny. To da ci mozliwosc zaciesnienia kontaktow z tubylcami i zmniejszania tego rowu, ktory jest pomiedzy emigrantami a miejscowymi.

        Ja mysle, ze masz po prostu mega dola i potrzebujesz sie wyzalic, bo pomiedzy wierszami w ostatnim wpisie juz nie piszesz ze sie bedziesz rozwodzic ale ze sie kochacie z mezem, ze zalezy ci na tym, aby dzieci poszly do pzredszkola i nauczyly sie innej kultury. Niestety tak juz jest, ze bywaja na emigracji okresy, ze czujemy sie obco, tesknimy, czujemy rozczarowanie itd. Trzeba sie pogodzic z tym, ze to bedzie czesc emigracji i tyle.
        na parwde masz wiele zreczy w zyciu, z ktorych mzoesz sie cieszyc, skup sie na nich.
      • jamesonwhiskey Re: moje ? prawo do szczescia 06.12.12, 18:09
        > dziekuje za wszystkie odpowiedzi.
        > przede wszystkim - nie jestem ograniczona przez brak znajomosci jezyka, ucze si
        > e tubylczego, znam go na poziomie pozwalajacym dogadac sie w sklepie czy w szko
        > le u dziecka, znam tez biegle drugi jezyk, w ktorym mozna sie tutaj po


        pomiedzy poziomem dogadac sie a porozmawiac sobie jest przepasc
        wiec chociaz problemu tutaj nie widzisz to ja bym jednak skupil sie bardziej na jezyku
        • to_ja_sowa Re: moje ? prawo do szczescia 06.12.12, 20:26
          Pisalam ze CHODZE na kurs jest to wg. Mnie dobry pomysl na nauke jezyka:-)a porozumiec sie z tubylcami zawsze moge w drrugim jezyku wiec to raczej nie jest moj problem.

          Mieszkamy tu kilka lat. Na pewno mniej niz 10. Co do znajomych meza z pracy to spotykamy sie czasami,u nas u nich,ale to sa wizyty raz na miesiac,po ktorych przez kolejny miesiac nie mamy ze soba zadnego kontaktu. Dodam ze wszyscy oni sa takze obcokrajowcami, tubylcy maja swoj zamkniety swiat.

          • lexie007 Re: moje ? prawo do szczescia 06.12.12, 22:09
            przyjedz do pl na miesiac poltora ....i zobaczysz jak szybko bedziesz chciala wrocic tam gdzie teraz mieszkasz.
            ja nie mieszklam nigdy w Pl ,mialam przyjemnosc byc w lecie i szczerze mowiac nic fajnego:(
            • lexie007 Re: moje ? prawo do szczescia 06.12.12, 22:10
              nie chcialam tu nikogo obrazic ,ale zarobki , a wydatki to trzeba naprawde umiec tym wszytskim rozporzadzac
          • napis_z_obrazka Re: moje ? prawo do szczescia 07.12.12, 00:12
            to_ja_sowa napisał(a):

            > Pisalam ze CHODZE na kurs jest to wg. Mnie dobry pomysl na nauke jezyka:-)

            Chodzenie na kurs a intensywna nauka języka... to dwie różne sprawy, moim zdaniem;-)

            >a porozumiec sie z tubylcami zawsze moge w drrugim jezyku wiec to raczej nie jest moj problem.>

            Ale dla tubylców(?) TAK. Kto nie chce na moim terenie rozmawiać w moim języku, ten nie chce się asymilować... taki ja bym wyciągnęła wniosek.
            Nazywanie tubylcami sąsiadów, koleżanek córek to niezbyt fortunne określenie ... może dlatego odczuwasz wrogość... Twoja mowa ciała?

            > Mieszkamy tu kilka lat. Na pewno mniej niz 10. Co do znajomych meza z pracy to
            > spotykamy sie czasami,u nas u nich,ale to sa wizyty raz na miesiac,po ktorych p
            > rzez kolejny miesiac nie mamy ze soba zadnego kontaktu. Dodam ze wszyscy oni sa
            > takze obcokrajowcami, tubylcy maja swoj zamkniety swiat.
            >
            Może być też tak, że chcesz koniecznie udowodnić, że miałaś rację, że wyjazd to nie był dobry pomysł.
            Zastanawia tez Twoje podkreślanie, że zostawiłaś rodzinę w Polsce. Masz już swoją rodzinę, za którą jesteś odpowiedzialna.
            Uważam, że masz prawo i obowiązek;-) być szczęśliwa.
            Polecam traktat prof. Tatarkiewicza "O szczęściu" do poczytania...
      • agnieszka_iwaszkiewicz Re: moje ? prawo do szczescia 22.12.12, 23:58
        to_ja_sowa napisał(a):

        i naprawde jest dobrze. ale czuje sie oszukana, bo obiecywalismy sobi
        > e mozliwosc powrotu, ktorej teraz maz nawet nie dopuszcza do siebie.

        Może w tym właśnie tkwi problem, a nie kraju w którym mieszkacie i w niemożliwości powrotu z niego. Problem może być, zatem, Pani obecny brak wpływu na swoją rzeczywistość.
        Sytuacja się zmieniła . Mąż poczuł się dobrze w nowym miejscu. A poczuł się tak, bo zarabia pieniądze i pracuje w swoim zawodzie co go rozwija.
        Zarabianie pieniędzy nie jest jedynie zadowoleniem nowobogackiego. Może być wartością dodaną w postaci poczucia sprawstwa, kompetencji, zawodowego spełnienia. To bardzo ważne funkcje psychiczne.
        Mąż pewnie to poczuł i trudno mu się z tym rozstać. Dlatego nie bierze pod uwagę powrotu i pewnie dziwi się Pani niezadowoleniu. On odzyskał lepszą kontrolę nad swoim życiem ,Pani ją natomiast nieco straciła.
        Dlatego uważam, że problemem jest żal do męża. Dlatego o tym musicie rozmawiać aż do osiągnięcia satysfakcjonującego kompromisu. Agnieszka Iwaszkiewicz




    • gosiekbia Re: moje ? prawo do szczescia 07.12.12, 17:11
      Witam! Jestes po prostu bardzo rodzinną wrażliwą osobą ! Tęsknisz i tyle! Masz do tego prawo! ...ale powrót może boleć!!! W Polsce (przynajmniej w.g. mnie) - sytuacja jest najgorsza od kiedy pamiętam. ... i nie chodzi tu tylko o finanse ale i związane z tym nastroje itd. Ludzie już się tak często nie spotykają , uśmiechniętych jest mało , to nie to co było kiedyś. Zwyczaje z "zachodu" pod tym względem też do nas doszły. Jak się prędzej nie wpiszesz w terminarz to sie nie spotkasz z przyjaciółmi czy znajomymi - bo każdy zalatany! Oczywiście nie twierdzę że tak jest u każdego ale niestety fakt jest taki że coraz więcej ludzi w Polsce ma taką sytuację! Do tego jak ten powrót do Polski może podzielic waszą fajna rodzinkę to Wielka szkoda! Przyjeżdzaj tu często jak tylko możes!!!. Ale nie warto tu mieszkać. Niestety - smutna rzeczywistośc! i ta rzeczywistość pokazałaby Tobie że po powrocie czułabyś się szczęśliwa ale podejrzewam że baaardzo krótko. Niestety...
    • mruwa9 Re: moje ? prawo do szczescia 07.12.12, 20:30
      z opisu chyba sie sie domyslam, co to za kraj ;)
      ale: malzenstwo i rodzina wymagaja kompromisow. Byc moze to, co ja uznalabym za kompromis, ty uwazasz za poswiecnie sie (bo co to za kompromis , w ktorym jedna strona jest calkiem zadowolona, a druga zupelnie niezadowolona)? Ale pomysl o dzieciach, ktore czuja sie dobrze tam, gdzie jestescie. Czy powrot do Polski je uszczesliwi? Czy rozbicie rodziny (rozwod) je uszczesliwi? Czy ciebie rozwod naprawde uszczesliwi?
      Moze zamiast jojczenia nad tym, czego ci brakuje, zacznij doceniac to, co masz?
      Zmobilizuj sie, zeby wejsc na rynek pracy, o ci poprawi poczucie wlasnej wartosci, jesli masz obnizony nastroj poszukaj pomocy lekarskiej. Pojedz do Polski na kilka dni, naladowac baterie. Moze pomoze.
    • milamala Re: moje ? prawo do szczescia 08.12.12, 20:28
      Uwazaj, bo powrot do ojczyzny moze przyniesc Ci jeszczewieksze rozczarowanie. Uwazam, ze powrot w Twoim przypadku bylby bledem. Dzieciom krzywda sie nie dzieje, maz sie rozwija i zarabia na tyle dobrze, ze mozesz spokojnie dzieci wychowywac.
      Ja wzmoglabym na twoim miejscu starania w zaaklimatyzowaniu sie. Moze powinnas jeszcze bardziej sie udzielac. Moze spotkania dla mam i szkola to za malo. Moze jakas praca charytatywna, sport,jakies kursy, hobby, cos co Ci interesuje i pomoze nawiazac przyjaznie z tubylcami. To trwa, ale uwazam, ze warto. Powodzenia.
    • sonia_siemionowna Re: moje ? prawo do szczescia 12.12.12, 02:37
      Jesteś w Norwegii, prawda?

      Mieszkałam tam dwa lata, teraz czasowo jestem w Polsce.

      Masz rację, w Norwegii nigdy nie będziesz u siebie. Poczytaj sobie teksty prof. Witoszek albo innych madrych Polaków (i nie tylko), żyjących w Norge od kilkudziesięciu lat, którzy nawet na starość wciąż są obcy.

      Cóż, w PL nie jest różowo, ja tutaj jestem czasowo, więc nie histeryzuję, ale rzeczywiscie sytuacja finansowa jest zła i się pogarsza.

      Myślę, że warto jednak dac pierwszeństwo dziciom i ich przyszłosci. W Norwegii nauka jest na złym poziomie, ale jednak chyba takie przerzucanie dzieciaków z kraju do kraju i z powrotem nie jest dobrym pomysłem.

      Nie rezygnuj z powrotu, po prostu go odłóż na później i sama zobaczysz.
      • jamesonwhiskey Re: moje ? prawo do szczescia 12.12.12, 11:00
        W Norwegii
        > nauka jest na złym poziomie, ale jednak chyba takie przerzucanie dzieciaków z k

        na jakiej podstawie masz taka opinie ?
        bo ja widze bogaty dobrze zarzadzany kraj przez ludzi ktorzy skonczyli tam edukacje
        z drugiej strony wspamniala polska edukacja produkuje kompletnych idiotow
        • sonia_siemionowna Re: moje ? prawo do szczescia 17.12.12, 20:28
          Na podstawie danych NOKUT.
    • forumowiczka.to.ja Re: moje ? prawo do szczescia 12.12.12, 09:55
      Przede wszystkim - nikt nie powinien oceniać Twoich uczuć. Jeżeli czujesz się nieszczęśliwa, samotna, tęsknisz - to tak jest. Choć dla kogoś możesz marudzić, być pesymistką itp - tak czujesz, Twoje święte prawo.
      Myślę, że ktoś tutaj dał Ci jedną sensowną radę - dogadaj się z mężem, że wyjedziesz do Polski na miesiąc - dwa. I to nie wiosną/latem bo wtedy najładniej. Przyjedź teraz, zimą. Posiedź, pożyj. Myślę, że po pierwszych 2 tygodniach euforii, że jesteś u siebie, serdecznych rozmowach z sąsiadami i znajomymi, spotkaniach z koleżankami wszystko Ci spowszednieje. Mam koleżankę w UK, która miała bardzo podobny kryzys, jej dziecko też. Przyjechali, wyplotkowali się, wyszaleli (ona towarzysko, on z dziećmi) i ....wrócili szczęśliwi do UK. Bo dopadła ich proza życia, której nie masz tam - dziurawe drogi, kłótliwi ludzie, chamska młodzież, złodzieje, ceny, brak dostępności towarów w takiej gamie jak tam. Ty zyjesz tam trochę jak w złotej klatce: po latach trudnego życia w Polsce, teraz masz wszystko, zero stresu, pieniądze są na wszystko, kultura w zasięgu ręki itp. To "męczy" ;-)
      Jeszcze z punktu widzenia dzieci. Podam na swoim, nieadekwatnym ale podobnym przykładzie. Moja mama pochodzi z małego miasteczka, przyjechała do Łodzi z tatą. Ze strony taty w Łodzi miałam tylko babcię i dziadka i ciocię. Ze strony mamy - cała duża rodzina: ciocie, babcia, kuzynostwo, blizsze i dalsze pociotki - pozostała w jej małej miejscowości. Jak byłam mała marudziłam, że chcę mieszkać w K., każde wakacje tam spedzalam, tam była dla mnie ziemia obiecana, tam byłam szczęśliwa. Jak dorosłam podziękowałam mamie, że pozostaliśmy w Łodzi: rzeczy dla przyjezdnych "od święta" ja mam ot tak, na wyciągnięcie ręki: teatry, uczelnie wyższe, kina, muzea, kluby, dostęp do wszelkich udogodnień unijnych itp. Mając dziecko doceniam to podwójnie ;-) A moje kuznostwo z K. rozniosło się głównie po Polsce, w K. zostało tylko kilka starych już cioteczek, które sporadycznie odwiedzam, bo tam nuda ;-) Więc przemyśl, przyjedź, przypomnij sobie i wróć do swojej Norwegii czy gdzie tam. Albo zostań tutaj i zasil szeregi bezrobotnych ;-)
      • pade Re: moje ? prawo do szczescia 15.12.12, 17:56
        Bo dopadła ich proza życia, której nie masz tam - dziurawe drogi, kłótliwi ludzie, chamska młodzież, złodzieje, ceny, brak dostępności towarów w takiej gamie jak tam.

        takie rzeczy to tylko w Polsce???

        Ja mam koleżankę, która mieszka w Norwegii...płacze z żalu za każdym razem jak przyjeżdża do Wroclawia, z żalu, że nie może tu wrócić, bo jej mąż jest Norwegiem...Jest w mega depresjii i albo się rozwiodą, albo..no, szkoda mi jej, bardzo. Mieszka tam 15 lat i do tej pory czuje się obco.
        Nie zawsze za granicą trawa jest zieleńsza.
        • tomelilla Re: moje ? prawo do szczescia 15.12.12, 18:49
          Ja tez pomyslalam o Norwegii albo o Szwecji w pierwszej chwili. Pewnie jestes na polnocy i mieszkacie w jakiejs malej miejscowosci.
          Jedna z moich kolezanek, rosjanka, stwierdzila ze nic dziwnego ze taki Breivik ujawnil sie w Norwegii, poniewaz nastroje tam sa bardzo nacjonalistyczne.
          Moze sprobujcie przeprowadzic sie gdzies, gdzie jest wiecej cudzoziemcow, z doswiadczenia wiem ze duzo latwiej nawiazac z takimi osobami kontakt, bo oni tez sa "nie stad".
          Musze tez przyznac ze otrzymalam duzo bezinteresownej pomocy od szwedow kiedy tego naprawde potrzebowalam. Watpie, czy byloby to mozliwe w Polsce. Oni sa bardzo ostrozni w nawiazywaniu kontaktow i rzeczywiscie pozyskanie przyjaciol graniczy z cudem ale w glebi duszy to dobrzy i wrazliwi na cudza krzywde ludzie.
        • sonia_siemionowna Re: moje ? prawo do szczescia 17.12.12, 20:31
          Ale widzisz, niektórym ludziom do szczęścia potrzebna jest tylko i wyłacznie kasa i tego samego wymagają od innych :P
    • banksia A gdzie ty qrde mieszkasz, w Nowej Zelandii? 26.12.12, 02:24
      Argentynie? RPA...?
      Jesli rownie daleko i wizyty w pl.nie sa mozliwe czesciej niz raz w roku to rozumien twoje rozterki. jesli natomiast mieszkasz w europie i spokojnie 3-4 razy w roku mozeszsz byc w polsce (po 2 godz. lotu tanimi liniami) to moim zdaniem twoje problemy sa urojone i bredzisz jak mala dziewczynka.
      Docen to co masz, napewno wiele ludzi marzy o takim zyciu (udana rodzina, brak materialnych trosk.
    • powracajac-a Re: moje ? prawo do szczescia 03.01.13, 11:42
      mysle, ze nie jestes jedyna z takim dylematem. ludzie ogolnie uwazaja, ze najwazniejsze w zyciu to pieniadze. fakt, bez nich rodziny nie utrzymasz, ale nie zawsze musza one decydowac o naszych decyzjach, zwlaszcza kiedy czujemy , ze zyjemy gdzies gdzie nam zle i nie czujemy sie u siebie. nie zrozumie tego nikt, kto takiego uczucia nie poznal.

      jest forum, choc niestety malo "zywe", ale moze znajdziesz tam juz cos dla siebie z tego co zostalo napisane. link w sygnaturce. trzymaj sie!
    • paul_ina Re: moje ? prawo do szczescia 03.01.13, 12:53
      Ostatnio była u mnie przyjaciółka z dzieciństwa, aktualnie mieszka w Szwajcarii, mówi dokładnie to samo co Ty. Mimo że pochodzimy z Dolnego Śląska, czyli do rodziców w Polsce ma najbliżej jak się da, samochodem oznacza to 8-godzinną podróż. Ale finansowo jest dużo lepiej niż ok.

      Piszesz, że brakuje Ci "codziennych spotkań na ulicy, doradzających sprzedawczyń, polskojęzycznej opiekunki" (bo chyba o to chodzi z tym dzwonieniem) - a mi się wydaje, że idealizujesz Polskę na odległość i to bardzo mocno. Piszesz, że jesteś gotowa rozbić rodzinę, byle tylko wrócić.

      Nie odmawiam Ci osobistego prawa do szczęścia, ale szczęście nosi każdy sam w sobie, siedzi ono w Twojej głowie a nie u znajomej polskiej sprzedawczyni z mięsnego na ladzie, zatem moim zdaniem coś innego niż emigracja jest Twoim problemem, skoro nie potrafisz się cieszyć dziećmi, oddanym mężem, zdrowiem, stabilizacją materialną - a koncentrujesz się na tym jedynym zagadnieniu i ono przysłania Ci wszystko. Może to jakiś rodzaj ucieczki od innego, poważniejszego problemu, może coś jest nie tak w relacji z mężem (czujesz się samotna we dwoje), może przydusił Cię spadek poczucia własnej wartości w związku z siedzeniem w domu (po aktywnym życiu zawodowym w Polsce), może masz jakieś niepozałatwiane sprawy rodzinne (np. niedołężni rodzice pozbawieni opieki, nadpsuta relacja z rodzeństwem).

      Człowiek szczęśliwy jest szczęśliwy wszędzie, nieszczęśliwy nigdzie nie znajdzie sobie miejsca. Popracuj trochę nad poznaniem samej siebie, bo tylko Ty wiesz, czego Ci brakuje naprawdę.
      • mruwa9 Re: moje ? prawo do szczescia 03.01.13, 13:15
        paul_ina napisała:

        > O
        > Człowiek szczęśliwy jest szczęśliwy wszędzie, nieszczęśliwy nigdzie nie znajdzi
        > e sobie miejsca. Popracuj trochę nad poznaniem samej siebie, bo tylko Ty wiesz,
        > czego Ci brakuje naprawdę.
        >

        Bardzo dobra konkluzja.
        10/10.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja