xpatka
09.12.12, 22:29
Postaram sie opisac krotko.
Ja DDA, odkad pamietam bylam ta niepewna brzydka dziewczynka. Powoli z tego wyszlam, poprzez podroze, obce jezyki, terapie i wyksztalcenie. Stworzylam sobie nowa osobowosc w obcym jezyku, wtedy poznalam kogos, kto byl moim pierwszym chlopakiem i mezczyzna (w wieku 3O kilku lat). Przystojny i pokochal mnie bez warunkow. Wzielismy slub.
Przeprowadzilismy sie do trzeciego kraju (ani jego ani mojego), gdzie dostalam swietna prace a po jakims czasie on tez (praca OK). Urzadzilismy sie (choc z tym mielismy ogromne problemy). Po latach wreszcie urodzilo sie nasze dziecko (sliczne, wyczekane, i b latwe. On odnalazl sposoby realizacji swojego hobby (muzyka).
I klaszycznie: mamy to, do czego dozylismy przez lata (przynajmniej ja), slicznego malucha, dom, pieniedze (bez koniecznosci pracoholizmu), kotakty... i ... jest zle. Kryzys nastapil w zeszlym roku, gdy pojawialy sie napady jego agresji. Mialo to niby cos wspolnego z jego wypaleniem w pracy. Srodowisko pracy zmienil, na psychoterapie poszedl. I niby jest mniej zly. Ale potrafi strasznie mnie zranic, w sytuacjach trudnych nie jest dla mnie podpora.
Ostatio wybuchl - przy maluchu - bez zadnego powodu.
To jest dla mnie nie do zaakceptowania. Nie wiem co robic.
Z jednej strony: robie co moge.. Z drugiej czuje sie jak zona alkoholika; ktora wiecznie obserwuje humory partnera. Gdy spytalam o co wybuchl, przyznal; ze powodu nie bylo: ale czuje na mnie pustke; zlosc i gorycz. Brakuje mu w zyciu FUN:
Ja jestem ogolnie szczesliwa - mam to co zawsze chcialam (no moze z wyjatkiem zwiazku) i sam ten fakt doceniam. Doceniam wszystkie dobre chwile i nie mam wiekszym wymagan - staram sie zalezec od siebie i korzystac z tych chwil ktore sa teraz.
Jest bardzo dobrym ojcem.
Nie wiem co mam o tym myslec ani tym bardziej co mam robic.