DDA-kryzys z mężem, agresja do dziecka

12.12.12, 12:00
Witam,

Jestem DDA. Od 20 lat tata alkoholik nie żyje. Ale pozostała mama, która pije w tajemnicy, do tego też była moim problemem - nigdy nie byla czuła wobec mnie, cierpliwa, przez to że ojciec mnie ubóstwiał, ona się ode mnie odsunęła. Jak urodziłam dziecko - nie odwiedziła mnie przez miesiąc czasu, choć mieszkamy w tym samym mieście. Było minęło, teraz jest bardzo za wnuczkiem, ale ja nie potrafię jej tego zapomnieć.
Mój problem polega na tym, że skupiło się kilka rzeczy. Nie dogaduję się z mężem, a w zasadzie więcej nie rozmawiamy niż rozmawiamy. Przykład z wczoraj: byliśmy u znajomych, mówię mężowi że synek dzisiaj znowu dał czadu, a mąż nawet nie wysłuchal o co chodziło tylko "no przecież to ty zawsze mówisz, że trzeba być cierpliwym". No szlag mnie trafił, bo tak jest zawsze, on nigdy mnie nie rozumiał, zawsze szpila, złośliwość, a potem super tatuś wobec dziecka. Uważam, że mąż jest z rodziny dysfunkcyjnej, w której matka manipulatorka, najgorszy typ, bo pod pozorem troski i pomocy wciąga wszystkich w swoje gierki, złośliwości, nienawiści wobec teścia. Pomaga nam przy dziecku, choć ze względu na jej charakter ograniczam te kontakty do minimum. Nie cierpię, gdy mnie wypytuje gdzie byliśmy, co robiliśmy, z kim, po co. Albo szkaluje na teścia. Nie chcę i nie lubię być chamska, a wobec niej takim trzeba być, bo kulturalnych uwag nie rozumie.
Jednak mój największy problem to sytuacja z dzieckiem. Mam 3-latka w domu, trudny wiek, wymagający od rodzica zrozumienia i cierpliwości. Staram się jak mogę, naprawdę dość dobrze mi to wychodziło, ale już po prostu nie daję rady. Moje wyjście z dzieckiem rano z domu = męczarnia, po powrocie do domu - to samo. Wczoraj nie wytrzymałam. Rano afera z ubieraniem, w aucie po wyjściu ze żłobka histeria bo zamknęłam drzwi a on chciał, starałam się być opanowana, w domu histeria bo znowu coś mu źle poszło, poszliśmy do znajomych-ok, po powrocie do domu kolejna histeria o kolejny idiotyzm - bo on chce iść do piwnicy a nie do domu. Wszedł do domu, położył się w kałuży która spłynęła z butów, szarpnęłam go że jak będzie prał to będzie się tarzał, za chwilę znowu wycie, kopanie i tupanie o kolejną głupotę - złapałam go za kurtkę na klatce piersiowej i wydarłam na niego - o co mu chodzi. Mąż zareagował ostro, złapal mnie i odsunął że mam się uspokoić.
Tak, jestem zmęczona, bo męża non stop nie ma, praktycznie cały tydzień go nie ma, nigdy nie wiem czy będzie, przez ile, kiedy jedzie. Powiedziałam mu ostatnio, że wolę być sama bo wiem na czym stoję, a z nim i przy nim to tylko chaos i niepewność. Nienawidzę takiego życia.
Mąż uważa mnie za wariatkę. Sama nie wiem czy nie tracę zmysłów.
Kilka lat temu chodziłam na terapię DDA grupową, ukończyłam ją. Ale nic mi ona nie dała. Potem przez 2 lata chodziłam do psychologa bo nie mogłam zajść w ciążę. Nie chcę spędzać życia na kozetce, pomijając fakt braku pieniędzy i co ważniejsze, braku czasu - jak pisałam, na męża nie mogę liczyć.
Proszę więc o rady co mogę zrobić, jak pozbyć się agresji wobec dziecka, która narasta. Jestem zmęczona życiem, nic mnie nie cieszy. Nie rozstanę się z mężem bo mamy kredyt mieszkaniowy, poza tym gdzie pójdę? Do matki, z którą dłużej niż 2 godziny nie jestem w stanie wytrzymać? Chętnie poczytam książki z poradami dla DDA. W ogóle, pomóżcie jak możecie.
    • paris-texas-warsaw Re: DDA-kryzys z mężem, agresja do dziecka 12.12.12, 12:29
      Bardzo Ci współczuję tego miotania się i problemów. Takie posty są mi szczególnie bliskie, bo sama jestem z dysfunkcyjnego domu i wiem, jak duże napięcia budzi wychowanie dzieci
    • wychowuje.aniola Re: DDA-kryzys z mężem, agresja do dziecka 12.12.12, 12:40
      Dziękuję za dobre słowo.

      Dodam jeszcze w kwestii dziecka, że jak jestem wyrozumiała wobec synka, tłumaczę, cierpliwie znoszę humory - mąż mi dogaduje że daję sobie na głowę wleźć, że syn rządzi w domu, że nie mam nic do powiedzenia. Jak jestem ostra i kategoryczna - mąż mówi, że jestem nienormalna, że wariatka.
      Wg mnie na tym polega wychowanie: na tym, że czasami poniosą nerwy, że nie wyrabiam więc krzykne. Ale i na tym że utulę i odpuszczę jak widzę z czym synek się siłuje. Na tym wszystkim. Nie można być wobec dziecka tylko krytycznym albo tylko pobłażliwym. Mąż sam nie ma pomysłu na wychowanie, sam się miota więc zrzuca na mnie.
      Do tego ta jego matka, myślę że on ma głęboko zakorzeniony obraz jej w domu - ona potrafiła jak pracowała pójść spac o 12 w nocy, a wstać o 3 nad ranem żeby ugotować obiad. Od 20 lat nie pracuje, jest w domu, więc jak mąż podjedzie to a to zupę zje, a to obiad, ja przychodzę do domu, ugotuję a on mi oznajmia, że już zjadł. Jak się wkurzam to mówi, że był głodny, a w domu nic nie było ciepłego. No jak ma być, jak pracuję?? Maminsynek cholerny.
      • marzeka1 Re: DDA-kryzys z mężem, agresja do dziecka 12.12.12, 12:48
        Ale u was problem leży i kwiczy w komunikacji między wami- OBOJE pochodzicie z rodzin dysfunkcyjnych, a ty piszesz trochę tak, jakbyś teściową chciała obarczyć winą za wasze kłopoty.
        Pracujesz i nie masz czasu ugotować?- zamiast się tym nakręcać (moje śp. teściowa też nie pracowała, obiadki gotowała itp.), dogadajcie się, jak to rozwiązać: u mnie od wieeelu lat sprawdza się tzw. zbiorowe żywienie, my- jemy w stołówkach pracowniczych , dzieci- w szkolnych, obiady robię tylko w weekendy.
        Po prostu musisz zrozumieć , ze rodzina to WY - i najpierw z mężem (ale bez wylewania żalów) musicie się dogadać, ustalić. Bez włączania w to: "a twoja matka" , "a twój ojciec"..
        • wychowuje.aniola Re: DDA-kryzys z mężem, agresja do dziecka 12.12.12, 13:04
          marzeka1 napisała:

          > Ale u was problem leży i kwiczy w komunikacji między wami- OBOJE pochodzicie z
          > rodzin dysfunkcyjnych, a ty piszesz trochę tak, jakbyś teściową chciała obarczy
          > ć winą za wasze kłopoty.

          Słuszna uwaga. W sumie to dorosły facet, powinien zweryfikować nawyki, dojrzeć, że mama to nie żona i na odwrót.

          > Pracujesz i nie masz czasu ugotować?- zamiast się tym nakręcać (moje śp. teścio
          > wa też nie pracowała, obiadki gotowała itp.), dogadajcie się, jak to rozwiązać:
          > u mnie od wieeelu lat sprawdza się tzw. zbiorowe żywienie, my- jemy w stołówka
          > ch pracowniczych , dzieci- w szkolnych, obiady robię tylko w weekendy.

          Mąż ma własną działalność, więc nie ma stołówki pracowniczej, ja pracuję w małej firmie, musielibyśmy się stołować na mieście, w normalnych cenach. Syn je w żłobku, ale zawsze wraca głodny.

          > Po prostu musisz zrozumieć , ze rodzina to WY - i najpierw z mężem (ale bez wyl
          > ewania żalów) musicie się dogadać, ustalić. Bez włączania w to: "a twoja matka"
          > , "a twój ojciec"..

          Dzięki. Obawiam się, że już trochę za późno. Praktycznie 2 lata po ślubie zaczęła się moja krucjata. Mąż był pod wpływem rodziców, walka o oddzielenie domów, o zrozumienie co to jest dom własny a co rodzinny. Potem urodziło się dziecko, a mąż najchętniej bez zmian - udzielałby się towarzysko w weekendy, a w tygodniu do pracy. Znowu walka, żeby pomagał. On sam nie dąży do zmian, jemu jest dobrze, bo: wchodzi do domu po pracy, siada do komputera, czeka na jedzenie. Więc jak zaczęłam walczyć, żeby po przyjściu zajął się dzieckiem, pomógł przy obiedzie - awantura, bo mnie wg niego wiecznie coś nie pasuje. Teraz mam znowu walczyć? Mam do wychowania dziecko - nie męża. Nie mam siły do dziecka, nie będę się pocić nad dorosłym facetem, który nie chce dojrzeć. Za dużo tego. Wiecznie tylko słyszę, że mi coś ciągle nie pasuje. A co ma mi pasować? Najlepiej - być wolnym ptakiem, zasłaniać się pracą.
          Wczoraj zrobiło mi się szalenie przykro. Mąż zadzwonił, że jedzie do klienta z towarem. Zwykle trwa to min. 2-3 godziny, czasami dłużej. Jak dowiedział się, ze umówiłam się u znajomych, zadzwonil po niecałej godzinie, że już jest wolny. Pewnie, można to tłumaczyć przypadkiem, szybko poszło. Niestety mąż ucieka z domu, od obowiązków, woli (niestety znowu porównanie - ale jak jego ojciec, był dokładnie taki sam) uciekać z domu, niczym się nie martwić. Najlepiej, żebym ja nie zadawała pytań, nie oczekiwała, mam być jak on uzna że jestem potrzebna, mam czekać. Czekam tak na niego 10 lat, nie jest lepiej, tylko gorzej. Jak zaszłam w ciążę wymusiłam na nim, że ma zatrudnić pracowników. Zatrudnił, a i tak go nie ma.
      • sebalda Re: DDA-kryzys z mężem, agresja do dziecka 12.12.12, 13:02
        W Twoich postach pojawia się kilka problemów.
        Dziecko: jego zachowania są absolutnie normalne i typowe w tym wieku. Ja jestem zwolenniczką podążania za potrzebami dziecka i wyrozumiałości w pewnych niezbędnych granicach. Im mniej zakazów, nakazów, restrykcji, tym dziecku łatwiej. Czyli pozwalać na wiele, w granicach bezpieczeństwa jego i otoczenia. Mniej stresu/mniej zakazów = mniej agresji. Dziecko z tego wyrasta. Poczytaj o etapach rozwojowych dziecka, dzięki zrozumieniu typowych zachowań dziecka możesz się uspokoić. I nie słuchaj idiotyzmów, że wychowasz rozwydrzonego bachora, który będzie rządził w domu. Zrozumienie i szacunek dla dziecka nigdy nie skutkują zepsuciem jego charakteru, wiem, co mówię, wychowałam dwójkę:)
        Mąż: znamy historię z jednej strony i nie wiem, na ile Twoje zachowania (nieuświadamiane na przykład z powodu bycia DDA) go prowokują do takiego postępowania, ale i tak nic nie usprawiedliwia jego wiecznie krytycznej postawy wobec Ciebie. Jeśli on krytykuje zarówno wyrozumiałość, jak i ostre dyscyplinowanie dziecka, najwyraźniej to on ma problem. Na Twoim miejscu kategorycznie nie przejmowałabym się jego ciągłą krytyką, doszkoliłabym się w zakresie wychowania dziecka, robiła swoje, choćby Cię nie wiem jak krytykował. Jak się będzie bardzo ciskał, daj mu też do poczytania książki lub strony o wychowaniu. Ja jestem entuzjastką rodzicielstwa bliskości, poczytaj może sobie na ten temat w sieci. Może do Ciebie też przemówi.
        Skoro mąż tak mało uczestniczy w Waszym życiu, staraj się aż tak nie brać do siebie jego zachowań. I na Boga, jak zje u mamusi, to nie przejmuj się tym. Zostanie więcej na drugi dzień:) Musisz się jakoś uodpornić na jego krytykę, inaczej się nie da.
        • paris-texas-warsaw Re: DDA-kryzys z mężem, agresja do dziecka 12.12.12, 13:06
          Kochana, przepraszam, powyżej zamieściłam tylko kawałek swojej światłej wypowiedzi;) Tu moje złote myśli;)

          Bardzo Ci współczuję tego miotania się i problemów. Takie posty są mi szczególnie bliskie, bo sama jestem z dysfunkcyjnego domu i wiem, jak duże napięcia budzi wychowanie dzieci, jeśli samemu ma się bagaż złych doświadczeń z dzieciństwa. Ja widzę to tak – mimo najlepszych chęci, przeczytanych książek, obejrzanych filmów, dobrych rad, jest w takiej sytuacji bardzo ciężko. Z uwagi na dwie przyczyny: 1) nie ma się prawidłowych wzorców postępowania z dzieckiem, 2) ma się obciążoną psychikę, można mieć lęki, nerwice, itd., które dodatkowo mają wpływ na proces wychowawczy, czasem dodatkowo człowiek znajduje się w jakiejś jeszcze trudnej życiowo sytuacji (ale to już wg mnie mniej ważne – ja akurat wierzę w duże możliwości człowieka co do kształtowania jego życia, i zdrowy człowiek powinien być z zdrowej sytuacji życiowej – temu też służą właśnie terapie wg mnie). Nie jest oczywiście czasem łatwo i dogadać się z partnerem, ale obcowanie z kimś tak wymagającym jak własne dziecko – osobą, przed którą w zasadzie żądne emocje są niemożliwe do ukrycia, wymagania co do bezpieczeństwa psychicznego i generalnie „dobrostanu” są wysokie (z natury, że tak powiem), jest szczególnie trudne. Dodatkowo zauważyłam (i nawet o tym kiedyś czytałam), że podczas opieki nad dzieckiem uruchamiają się wspomnienia dot. własnego dzieciństwa, które są często bardzo ciężkie – wówczas człowiek może się niejako mścić na dziecku za swoje życie albo starać uchronić dziecko, przed tym co go spotkało. To skomplikowana gra i najlepiej się w nią nie wikłać. Wg mnie jest na taką sytuację metoda jedna – poddać się swojej terapii, do czasu aż będzie efekt. Jeśli dotychczas nie było, to trudno, nie załamywać się tym – może była źle prowadzona, może jeszcze były w Tobie bariery nie do złamania. Ja musiałam chodzić na terapię ok. 1,5 roku, żeby zrozumieć, o co w ogóle terapeutka mnie pyta – uwierz, nie jestem ograniczona umysłowo (albo tak się oszukuję;)))), ale intelekt i zablokowane emocje, brak umiejętności ich zrozumienia, to dwie różne sprawy. Ale wiedziałam, że tylko poprzez pomoc sobie, mogę być lepszą matką. Zawsze można myśleć i tak sobie powtarzałam – nic mi to na razie nie daje, ale może w końcu coś zrozumiem. W końcu mogę stracić tylko trochę czasu na spotkanie z terapeutą i pieniędzy – ale zdrowie psychiczne dziecka jest znacznie cenniejsze. Dobre są też dodatkowo tzw. warsztaty wychowawcze. To jest coś oczywiście zupełnie innego niż terapia własna i zupełnie jej nie zastępuje. Ale są w takiej sytuacji na pewno przydatne.
          Tak obiektywnie patrząc, to pewnie wiesz, co to za problem – dziecko kładzie się w przedpokoju w błocie, albo krzyczy w aucie. To nic strasznego, przestanie krzyczeć, a kurtkę wsadzisz do pralki. I pomyśl sobie, że gdybyś była w dobrej kondycji psychicznej, to nawet mogłoby Cię to i rozbawić. Ale w stresie, nieradzeniu sobie z emocjami, taka sytuacja może doprowadzić do wybuchu. I dlatego wg mnie warto iść na terapię i dbać o siebie. Żebyś już nigdy nie szarpała dziecka, żebyś też lepiej mogła dogadać się z mężem. Nad tą relacją też pracuj – może na początek przynajmniej codziennie razem wieczorem pogadajcie sobie. O tym co zdarzyło się danego dnia, jak planujecie następny. Wtedy też możecie lepiej się poznać w tym, co teraz się dzieje. Posłuchać siebie. To ostatecznie nic nie kosztuje.
          Kwestię teściowej pomijam, to wg mnie zawsze wtórny problem. Ostatecznie jeśli chwilowo nie radzisz sobie z jej „bytnością” w Waszym życiu, to ogranicz to, aż się na tyle wzmocnisz, by jej działania Cię specjalnie nie obchodziły.
          I taka moja jeszcze rada – ja wiem, że jestem dość słaba psychicznie, że jeszcze wiele nauki przede mną, i dlatego staram się oszczędzać. Jak czegoś nie muszę robić, to nie robię, jak mogę zlecam wiele prac osobom trzecim. To też kosztuje, ale ja wiem, że jestem generalnie słabsza psychicznie i jak będę za bardzo się obciążać, być przemęczoną, stresować się, to w takiej sytuacji będę nerwowa i to dodatkowo źle odbije się na relacjach domowych. Lepsze jedno ciasto na święta i relaks przy stole, niż 3 ciasta i zmęczenie)))
          Jeszcze tak dodam a propos terapii… Ja sobie obecnie myślę nad terapią grupową, szkoda, że Tobie akurat nie pomogła, ale ja do takiej terapii powoli dopiero dorastam – mówienie o swoich przeżyciach tylko terapeucie było dla mnie początkowo hardkorem i wyobrażam sobie, że to może być bardzo trudno uczęszczać od razu na terapię grupową. Może w tym jest pies pogrzebany, jeśli chodzi o jej nieskuteczność, jeśli chodzi o Ciebie. Tak tylko pod rozwagę Ci to piszę…
          • mwiktorianka Re: DDA-kryzys z mężem, agresja do dziecka 14.12.12, 22:55
            Zgadzam się z paris. Jak tylko dasz radę idź na terapię.
            Ja też jestem DDA, wychowanie szczególnie pierwszego dziecka było dla bardzo trudne, popełniłam niestety, mnóstwo błędów.Tak bardzo chciałam nie powielać błędów moich rodziców, a zrobiłam to.
            Wtedy nie znałam takiego pojęcia jak DDA, nie miałam też pojęcia, że te wszystkie problemy, które mam ze sobą to wynik takiego, a nie innego dzieciństwa.Gdybym była tego świadoma podjęłabym terapię, walczyła z tym.
            W sumie u mnie jedynym lekarstwem był i jest czas.Od mojej wyprowadzki z domu rodzinnego minęły 22 lata, a ja do tej pory w pełni nie uporałam się z tym balastem.
            Życzę powodzenia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja