mpiet
21.12.12, 08:50
Witam,
jestem nowa więc proszę o delikatność;) mój problem jest z pozoru błahy ale wyrósł do źródła codziennych konfliktów.
Pytanie: jak się dogadać co do stylu wychowania dziecka?
problem: mamy z mężem kompletnie inne podejście do "zimnego/ciepłego wychowu". Oboje jesteśmy tak samo zaangażowani w opiekę: oboje pracujemy, po pracy i w wolne dni dzielimy się obowiązkami (i przyjemnościami;) Źródłem konfliktów jest to, że mąż zarzuca mi (bardzo agresywnie - ostatnio nawet w złości zagroził rozwodem i że wystąpi do sądu o ograniczenie kontaktów;);) że lekceważę choroby dziecka i się do nich przyczyniam: wychodzeniem na dwór kiedy jest mróz lub gorsza pogoda lub dziecko jest niedługo po chorobie (jego zdaniem jeszcze chore). Ja jestem przekonana (i staram się to realizować), że zabawa na dworzu nie szkodzi, a wręcz pomaga w wyrobieniu odporności. Dodatkowo ja "zbyt lekko ubieram dziecko" - ten konflikt jest praktycznie od urodzenia.
Dla zarysowania tła:
Dziecko ma 4 lata i od czasu pójścia do przedszkola (chodzi drugi rok) bardzo dużo choruje - w bieżącym roku ponad 10 razy, ostatnio od listopada w ogóle nie chodzi do przedszkola Wcześniej tj. przed pójściem do przedszkola, raczej nie chorowała. Nie są to choroby zagrażające życiu ale dość poważne - przeważnie lekarze przepisują antybiotyki (na marginesie, bo nie chcę dyskusji o tym, czy potrzebnie: oczywiście staramy się uczulać lekarzy, żeby antybiotyk nie był od razu - zwykle podawany po co najmniej kilkudniowej obserwacji, ale zwykle objawy są typowe np. przy anginie b. wysoka gorączka, duży obrzęk gardła i bardzo duża bolesność - niemożność zjedzenia czegokolwiek, przy zapaleniu oskrzeli - b. ostry kaszel, świszczący oddech). Ostatnio potwierdziliśmy, że jest alergia (alergia wziewna na większość alergenów, w tym całorocznych np. pleśnie, roztocza, trawy, sierść itp).
I teraz: nie pytam, jak przekonać męża - bo tu szans nie widzę - nasze poglądy wynikają z wychowania i są b. głęboko zakorzenione.
Chciałbym porady jak z nim rozmawiać, żeby z jednej strony nie musieć podporządkować się jego żądaniom a z drugiej - uniknąć kłótni? Próbowałam przemilczać wszystkie uwagi na temat wychodzenia w domu - ale on potrafi kilka dni gadać aż wreszcie mnie sprowokuje, przez ten czas jest naburmuszony (z powodu braku reakcji z mojej strony). Po prostu on jest głęboko przekonany że ja szkodzę dziecku i on musi mnie powstrzymać.
Autorytety np. lekarskie nic nie dają bo po pierwsze nie mamy zaufanego lekarza a różni lekarze mają różne zdania na takie tematy ( a przeważnie: jak chora to nie wychodzić, a jak zdrowa - to można ale ostrożnie;);) Zresztą głównym autorytetem jest mama (moja teściowa), która ma takie samo zdanie jak mąż (chociaż nie mogę zarzucić, żeby się nadmiernie wtrącała - ale jakie ma zdanie - wiem;)
Próbowałam sama na spokojnie tłumaczyć swoje stanowisko - bez skutku bo ja nie mam racji i koniec (na potwierdzenie jego racji: dziecko dużo choruje, zawsze po tym, jak wyjdzie na dwór;););)
pozdrawiam i z góry dziękuję za rady, M.