ewek3
25.12.12, 15:00
jechac w stronę jego domu, ja widząc co się dzieje skręciłam i zaczęłam jechac w stronę komisariatu, myślałam ze jest naćpany i chciałam aby ktos mi pomógł. Kiedy zobaczył ze jade na policje, gdy zatrzymałam samochód na światłach, kazał dziecku wysiadac szybko z samochodu, zabrał psa, małą i wybiegł. Nie patrzył ze jest to trzypasmowa ulica, że mała mogła wysiąść z samochodu z drugiej strony, gdzie kierowcy mieli zielone światło i samochody pędziły, że małą mogłą wpaść pod samochód. Masakra.... Jak sobie to przypomnę ..... Zabrał dzecko do siebie, to była sobota, nie widziałam jej przez weekend, prosiłam aby ją przywiózł do domu bo dziecko nie ma tornistra w poniedziałek idzie do szkoły. Kazał dziecku dzwonic do mnie abym przywiozła jej rzeczy i tornister. Nie zrobiłam tego. Podjechałam rano w pon pod szkołę dzoecka z tornistrem, on prowadził małą z kanapką w reklamówce...., mała jak mmnie zobaczyła powiedziała ze wraca po szkole do taty, płakała jak to mówiła. Stwierdziałm ze odbiorę ją po prostu wcześniej, aby nie spotkac się z nim po zajęciach dziecka. Kiedy przyszłam po córkę do szkoły pod klasą siedziała matka ojca, chciała po prostu odebrac mała przede mną myśląc ze jestem w pracy i nie zdąże. Zabrałam dziecko do domu, córka była zbuntowana i nastawiona przeciwko mnie. Tuliła się jednak i płakała. Od tego czasy zabroniłam ojcu zbliżac sie do niej, wyłączyłam jej telefon komórkowy, ani ojciec ani jego matka nie mają z nią kontaktu, mała się wyciszyła, lepiej śpi. Po swiętach składam pozew o pozbawienie władzy rodzicielskiej i o zakaz kontaktów z dzieckiem. Tak radzi adwokat, ja jednaj mam wątpliwości jak zupełny zakaz kontaktów wpłynie na małą, pomimo tego wszystkiego ona pyta czy może pojechac do taty na swięta, poradźcie bo mam taki mętlik w głowie, sama nie wiem już co mam robić.