zżerająca mnie od środka toksyna matki... :(

27.12.12, 21:36
Mam dwadzieścia dwa lata, trafiłam tutaj wpisując nurtujący mnie problem w czeluści wujka gugla.

Czuję się doprowadzona do ostateczności i totalnej obojętności. Całe życie byłam grzeczną, kochaną córką, postępującą tak, aby zadowolić mamę, by była za mnie dumna - szkoła, gimnazjum, liceum ukończone z wyróżnieniem. Gdy zaczęłam dorastać i mieć zalążek własnego życia przekonałam się jakim człowiekiem jest moja matka. Zawsze życie domowe kręciło się wokół maksymy: 'trzeba tak zrobić, bo inaczej matka się wkurzy', a gdy już to zrobi urządza domownikom piekło. Nie pamiętam w moim domu spokojnych świąt, niedziel, wakacji...

Zaczęło się na przełomie gimnazjum/liceum. Miałam pierwszego chłopaka, z którym nie robiłam nic złego. Zasadniczo nasza relacja opierała się na wspólnym spędzaniu czasu i powrotach do domu przed 18-19. Matka wydzierała się na mnie, utrudniała spotkania, używała epitetu: 'dama za piątkę', gdy chciałam się jakoś ładniej ubrać na to spotkanie, bo właśnie w wieku 16-18 lat dziewczynie zaczyna na wyglądzie zależeć, matka wykrzykiwała: 'żebyś się nie spodobała, damo za piątkę', a chłopaka nie znając go, nazywała pajacem. Dodam, że nie zaniedbywałam swoich obowiązków przez wychodzenie z nim popołudniami na spacery. Gdy już miałam wychodzić, często wpychała mi na siłę strasznie długą listę zakupów, żeby utrudnić mi spotkanie, często ledwie donosiłam do domu te ciężkie i zapchane do granic niemożliwości siatki... Gdy ze mną zerwał, powiedziała, że dobrze zrobił, bo z taką, jak ja się nie da. Gdy się z nim zadawałam, wchodziła do łazienki nastoletniej córce i wypytywała po co się depiluję, sugerując, że z nim sypiam. Nie miałam prawa do prywatności, moje listy, kieszenie, pamiętnik, szafa, wszystko miała przeszukane... ZAWSZE...Wyzwiska przychodzą jej z łatwością - debil, idiotka, głupia... regularnie słyszę to całe życie. Jaka jestem do niczego...

Gdy dostałam się do dobrego liceum, powiedziała, że jak będę miała trójki to mnie przepisze do gorszej szkoły, która jest bliżej, bo szkoda na dojazdy, gdy nie ma osiągnięć. Bałam się jak to będzie - dziewczyna z małego miasta, na tle dzieciaków z dużej aglomeracji miejskiej. Szybko się jednak okazało, że źle nie jest, z czasem było coraz lepiej... Jednak ona nie dawała za wygraną, zaszczuła mnie do tego stopnia, że bałam się powiedzieć, że nie nadążam na matmie... Uprzedziła mnie, że nie zapłaci za korepetycje, bo ja mam sobie radzić. Bałam się jej, miała wobec mnie wręcz chore oczekiwania. Dorobiłam się nerwicy żołądka, miałam 16 lat potrzebowałam wsparcia w domu, nie miałam go. Mam refluks, zespół drażliwego jelita i nawracające owrzodzenia. Wiedziałam, że muszę być silna, dużo poświęcałam czasu by 'mama mogła być ze mnie dumna', nigdy nie pokazała mi, że mnie kocha... kochała mnie wtedy, gdy miałam dobre oceny i dobrze mi się powodziło. W końcu z tatą ustaliśmy, że aby zdać dobrze maturę z matmy muszę chodzić na lekcje...

W 2009 roku dostałam się na wymarzone studia - budownictwo na polibudzie, gdzie aktualnie mam bronić inżyniera. Początki jednak różowe nie były, mnóstwo materiału, matma, przy której korepetytor wymiękał... i ja w tym wszystkim sama i matka wydzierająca mi się nad głową, że 'wstyd dla rodziny będzie jak mnie wywalą', 'ona łoży, a mam w dupie i się nie uczę'. Nie udzieliła mi wsparcia, a nie pozwoliła normalnie się uczyć. Na okrągło obelgi. Tata jest ze mną po cichu, nie postawił się jej nigdy w mojej obronie, chyba, że wtedy, gdy nie słyszę. Robiła wszystko, by mi dowalić. Od kiedy poszłam na studia zaczął się cały wachlarz jej manipulacji...

Miała humorek to nie dała mi pieniędzy na jedzenie i dwa tygodnie jadłam kapki z pasztetem lub serkiem. Wydzwanianie z pytaniami co robię, gdzie chodzę, czy się uczę... Na prawdę jestem rozsądną osobą, staram się... ale nie zawsze wychodzi... człowiek się nie uczy dla ocen, matki... dla siebie przede wszystkim. Ja to wiem... a od kiedy wyprowadziłam się do akademika na studia, czułam taki żal matki na każdym kroku, w piątki telefony, gdzie jestem i kiedy przyjadę, natychmiast się pakować i przyjeżdżać, bo jak nie, to nie dostanę na życie. Przezywała mnie... i miała wręcz absurdalne pretensje o moją relację z tatą. Zachowywała się chimerycznie i okazywała mi zazrość, jakbym była jej konkurencją... pytała: 'nie wstyd ci tak zawłaszczać ojca?' - dodam, że od małego lubiłam z tatą chodzić na zakupy itp. Dogadywała, że ona mnie wychowała, że dzięki niej jestem na studiach i tylko dlatego się powiodło, że ojcicec siedział za granicą i się nie wtrącał, a teraz fajnie jest mu się pokazać z wykształconą córką. Zabraniała mu mnie podwieść na egzamin, chowała kluczyki do samochodu, utrudniała złośliwie życie na każdym kroku powtarzając, że jej życie i ojca nie będzie się kręciło wokół mnie i ja myślę, że jestem pępkiem świata.

Powiedziałam jej, że to, gdzie jestem zawdzięczam wyłącznie ciężkiej pracy i nie ma jej udziału w tym, że jestem na polibudzie, bo nie przewaliła za mnie wytrzymałości, mechaniki i kilkunastu rodzajów konstrukcji, przedmiotów typowo budowlanych [miałam na myśli mój wkład w to, by te studia zrobić...]. Wydarła się na mnie, że musiała płacić i tylko dzięki korkom skończyłam tę uczelnię - brałam tylko z matmy na 1. roku. Bez zastanowienia dowala mi na każdym kroku.

Gdy pierwszy raz ugotowałam coś po swojemu, była zachwycona, ale gdy posmakowało Tacie zaczęła się krytyka mojego gotowania... i to w sposób chamski, arogancji... Odnosi się do mnie bardzo nieżyczliwie, mam wrażenie, że cieszyłaby się gdybym skisła w jakimś rynsztoku...

Po ostatniej jej paplaninie, gdzie zwyzywała mnie jak zwykle coś we mnie pękło, słyszałam, że jestem gównem, debilem, idiotką... robiła się nawet, bedąc pielęgniarką znawczynią w budownictwie... [ja się za znawcę nie uważam, ale nie mylę wschodu z południem itp]. Bardzo mnie atakowała nie widząc, że brnie histerycznie w swoje urojenia...

Nie odzywam się do niej... ignoruję, bo nie umiem z nią rozmawiać... Mam dość... w Wigilię usłyszałam, że bez niej byłabym nikim, że ledwo zrobiłam te studia, jestem do niczego i najlepiej będzie, gdy już się wyniosę, nie mam prawa myśleć samodzielnie... Każda próba rozmowy kończyła się jej odzywkami "rządzić sobie możesz tym, co sobie usrasz w kiblu' lub 'otwórz klapę od kibla i tam sobie szczekaj'.

Przy czym do obcych jest miła, dzieci sąsiadów chwali...

Doskonale radzę sobie z ludźmi, na praktykach budowlanych ustawiałam chłopów dwa razy większych od siebie, spodobałam się kierownictwu, nie daję sobie w życiu na łeb wejść, ale... słowa matki, jej zachowanie... wywołują we mnie takie paraliżujące cierpienie, że nie mam siły do działania... po obronie chcę się wynieść do faceta, którego znam już parę lat... bo od mnie wspiera i przynajmniej na jakiś czas zerwać kontakt.

Ostatnio wymyśliła, że ukara mnie za krnąbrność i nie kupi nowej pralki - pościel, koce i zasłony kazała mi prać ręcznie. Uratował mnie tata kupując pralkę... Regularnie wydzwania po rodzienie opowiadając na mnie brednie wyssane z palca, gdy byłam nastolatką powiedziała, że nie będzie mi gotowała obiadu, bo jej się nie chce... Czyni mi uwagi, sama będąc klocem, że jestem gruba - 165cm, ważę 60kg...

Sama nie wiem, czy nie mówiąc do niej nic, postępuję właściwie... musiałam się wyżalić... zapytać innych, jak poradzili sobie z tym poczuciem winy, że to 'ze mną jest coś nie tak to moja wina'... jestem w stanie sama sprawić, że zacznę olewać jej zachowanie? :(
    • marzeka1 Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 22:05
      Idź na terapię, aby nauczyć się żyć bez takiej koszmarnej matki- dzwoni, zaczyna nadawać- odkładaj słuchawkę. Ogranicz lu zerwij kontakt. Masz koszmarną matkę.
    • rajska_wyspa Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 22:14
      Kurcze wspolczuje Ci, chociaz pewno nie o to chodzi. Wnioskuje, ze oczekujesz raczej jakiejs rady jak sobie z tym wszystkim poradzic emocjonalnie.
      Popatrz.. dajesz sobie rade w zyciu, duzo osiagnelas - skonczylas studia, (masz prace?), uczuciowo tez sie powodzi. Po co potrzebna Ci taka mamusia? Musisz miec z nia w ogole kontakt? Po kiego grzyba?
      Nie musisz nic nikomu udowadniac, jestes dorosla. Jesli jestes uzalezniona od niej materialnie, zrob wszystko zeby sie uniezaleznic. A jesli jestes uzalezniona od niej emocjonalnie, zalezy Ci na jej opiniach to niezwlocznie przestan sie nimi przejmowac. Miej to w du...ie.
      Pokazuj ze masz gdzies jej fochy, ze to na Ciebie nie dziala i rob swoje..
      Swego czasu zrobilam cos co akurat podzialalo w mojej sytuacji rodzinnej. Tez wczesniej bylam grzeczna, usluchana i przejmujaca sie wszystkim. I nagle zrobilam cos co zwalilo z nog moja mame i reszte rodziny. Wyobraz sobie ten grad krytyki (oczywiscie oczekiwany), ktory sie na mnie posypal...Demotywowanie, zniechecanie, wyzywanie, rwanie wlosow z glowy. Chociaz mnie to duzo kosztowalo na poczatku, olalam ich opinie, smialam im sie w twarz i postawilam na swoim. Od tamtego czasu widza, ze nie maja na mnie wplywu, ze i tak robie swoje. Nie odzywali sie rok, ale teraz jest juz ok. Co wazne, od czasu mojego jawnego buntu, krytykowanie bardzo sie zmniejszylo. Najczesciej konczy sie po dwoch zdaniach stwierdzeniem *no ale i tak zrobisz swoje*...
      • stalova.mag.nolia Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 22:24
        Mam opcję pracy po obronie, chcę pracować jako inżynier i robić magisterkę zaoczną, ponieważ to już tylko 1,5 roku, które zasadniczo stanowi powtórkę inżynierki [wiem, bo przeanalizowałam już plan zajęć i opisy przedmiotów, aby rozważyć czy coś stracę na tej zaocznej inżynierce w aspekcie wiedzy - okazało się, że mniej się to wszystko rozwkleka, przedmioty, które można prowadzić jako jeden są na zaocznych połączone w bloki i to wszystko]

        Problem w tym, że ja tego nie widzę... nie widzę... bo cały czas mam wrażenie, że jestem do niczego, mam wyrzuty, gdy chcę dobrze dla siebie i gdy słyszę od niej, że wiem jak sobie dogodzić.

        Powiedziała mi kiedyś, że mnie nie chciała, ale opamiętała się, gdy spadła ze schodów w ciaży i stałam się ciążą zagrożoną...
        • rajska_wyspa Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 22:41
          Ja pier... dziewczyno nie mozesz sie zalamac. Popatrz jaka jestes silna; znosilas to wszystko przez jak mniemam ok 28 lat. Do tego nie skonczylas jako cpunka w rowie czy odpalony psychopata tylko jeszcze ukonczylas jedne z najtrudniejszych kierunkow. Kurcze, nawet najsilniejsi by sie zalamali majac takie warunki, a Ty dalas rade SAMA, bez niczyjego wsparcia ( bo tata moim zdaniem nie zrobil nic zeby pomoc). Ty powinnas teraz wstapic do Legii Cudzoziemskiej ze swoja sila przetrwania od razu na stanowisku dowodcy regimentu. Zrob wszytsko zeby sie uniezaleznic i odciac od tego syfu jak najpredzej. Poszukaj wszytskich dostepnych zrodel zeby sobie pomoc, przyjaciol, wyzalaj sie na tym forum, rycz w rekaw ludzion w pociagach- jesli to ma Ci pomoc i ulzyc. Uwierz bedzie lepiej..
          • stalova.mag.nolia Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 22:44
            mam 22, bronię się na przełomie luty/marzec, mam dwie oferty pracy u kierowników budów, gdzie praktykowałam podczas studiów... polubili mnie i zaoferowali pomoc w 'wkręceniu się' w zawód...

            czy ja wiem... ja się czuję skrajnie wyczerpana i osłabiona psychicznie, doprowadzona, jak Żyd pod mur w Oświęcimiu... snuję się jak cień od paru miesięcy...
            • hankam Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 16:45
              Wytrzymaj. Twoja matka nie jest normalna. Nie wyobrażam sobie takiej nienawiści w rodzinie.
              Idź na terapię.
              Skończ studia.
              Jesteś dzielnym i wartościowym człowiekiem.
        • kropeczka455 Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 00:45
          stalova.mag.nolia napisała:
          > Mam opcję pracy po obronie, chcę pracować jako inżynier i robić magisterkę zaoc
          > zną, ponieważ to już tylko 1,5 roku, które zasadniczo stanowi powtórkę inżynierki

          A moze jednak warto iść na studia dzienne. Magisterka na polibudzie wymaga duzo pracy wiec po co masz sie meczyć. Jesli jednak zdecydujesz sie na studia zaoczne i pracę to na poczatek dostaniesz niewielkie pieniadze wiec zabezpiecz sie finansowo.
          WYSTĄP DO SADU O ALIMENTY UTRZESZ SWEMU TYRANOWI NOSA!!!!
          Pokazesz ze łaski "mamuśka" nie robi sąd pokaze jej miejsce w szeregi!
          Dostaniesz alimenty bez problemu bez wzgledu czy studiujesz na dziennych czy na zaocznych bo to zasrany obowiazek rodziców.
    • edittt Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 22:19
      to, co cię spotkało, to przemoc. uciekaj, zerwij kontakty, poszukaj wsparcia u specjalisty - psychologa. dasz radę, byle byś się od niej odcięła.

      acha, przeczytaj książkę "toksyczni rodzice".
      • edittt Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 22:20
        napisz do mnie na gazetowy albo podaj adres mailowy, podeślę ci e-booka
      • stalova.mag.nolia Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 22:27
        dobrze robię ignorując ją? udając, że jej nie ma? mam pieroński wyrzut sumienia, myślenie, że jestem do niczego...

        ciągle słyszę, że bez niej byłabym nikim ;(

        co do maila, w wypowiedzi poniżej, ten nick założyłam tylko po to, by o tym problemie mówić łącznie z mejlem stalova.mag.nolia@gazeta.pl

        dziękuję za życzliwe odpowiedzi... bałam się bardzo, że mnie uznacie za wariatkę, a te zachowania za całkiem normalne... jak ja do niedawna :(
        • alienka20 Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 07.01.13, 01:33
          > dobrze robię ignorując ją? udając, że jej nie ma? mam pieroński wyrzut sumienia
          > , myślenie, że jestem do niczego...
          Ja przez rok czasu tak ignorowałam swojego ojca, słyszałam podobne teksty - że tylko dzięki niemu dostałam się na studia prawnicze i je skończyłam. To on chodził na zajęcia i zdawał egzaminy ;). Jeszcze próbuje się rządzić i urządzać mi życie, ale wtedy już robię się niemiła. No i teraz ja mam kartę w ręku pt. kontakty z wnuczkiem. Ogólnie postaram się, aby było ich jak najmniej, bo z taką osobą nie warto przebywać dłużej niż godzina we wspólnym pomieszczeniu.
          Zamieszkaj z tym chłopakiem, nawet w osobnych pokojach - mając pracę łatwiej się od niej odciąć. Nie odbieraj telefonów od niej, nie przyjeżdżaj do domu nawet na święta, staraj radzić sobie sama. Co matka naopowiada po rodzinie, to odrębna sprawa. Pokaż jej, że nie jest Ci do niczego potrzebna. Adresu nie podawaj, żeby nie wpadło jej do głowy Cię nawiedzić.
    • stalova.mag.nolia Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 22:38
      Dodam, że dziś znów mnie próbowała zaszczuć...
      Zadzwoniła do babci i cioci, stojąc pod zamkniętymi drzwiami mojego pokoju. Krzyczała wręcz do słuchawki... brednie, że ja jej utrudniam życie, że ją niszczę... że nie daję jej spokojnie żyć i ona nie może mi nic już powiedzieć, bo mi się wydaje, że wszystkie rozumy zjadłam...

      Zdołałam z siebie wydobyć pusty śmiech, włączyłam muzykę na cały regulator, z jej 'pogadanki', która trwała godzinę, mam tylko te fragmenty, które przypadły na przerwy w piosenkach...
      • pade Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 23:01
        Dobrze robisz, dobrze robisz i jeszcze raz dobrze robisz ignorując ją.
        ODETNIJ SIĘ.
        Ona jest podła, wiem, że to Twoja matka, ale jest podła i tyle.
        A Tobie należą się wieeelkie brawa. BRAWO!!! Jesteś dzielną i mądrą dziewczyną, dałas radę i dasz radę dalej.
        Mam tylko jedną radę. Zanim się z kimkolwiek zwiążesz...rozważ to dokładnie. Lepiej tego w ogóle nie rób, póki nie uwolnisz się psychicznie od matki i Twoje poczucie wartości osiagnie jakiś dodatni poziom.
        Trzymaj się!
    • sorvina Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 23:01
      Już na innym forum podawałam ci linka do strony o narcystycznych matkach. Niestety po angielsku. Jeśli znasz przyzwoicie ten język to polecam. Jeśli nie to poszukaj po polsku artykułów o roli kozła ofiarnego w rodzinie. Może być na stronach poświęconych DDA, to ten sam mechanizm. Twoja matka wpycha cię w taką rolę, nie patrząc na fakty, gdyż czuje się z tym lepiej - ona jest wspaniała, zaradna i pomocna, a ty nieudacznikiem i źródłem problemów, tak to przedstawia przez innymi i w ten sposób usprawiedliwia też to jak cię traktuje.
      Po angielsku ten: www.narcissisticmother.org/narcissistic-mother-and-scapegoat artykuł i komentarze pod nim, oraz inne mogą ci pomóc zrozumieć jak to działa i jak zacząć się uniezależniać od tego.

      To paskudna rola, dobrze wiem, wymaga sporo samozaparcia by nie dać się zwariować i wierzyć w siebie. Dlatego warto ograniczyć kontakt z matką by nie zatruwała cię dalej.
      • zuzi.1 Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 23:11
        magnolia Tobie potrzebna jest terapia u dobrego psychologa, znającego się na zagadnieniu toksycznosci, masz koszmarną, toksyczną matkę, nie dałas jej się zniszczyc, ale i tak masz bezpodstawne poczucie winy i obniżoną samoocenę, dziewczyno ratuj się, idź na terapię koniecznie, bez tego sobie sama nie poradzisz, to są toksyczne mechanizmy kodowane w Tobie przez matkę od lat, pomoże Ci terapia, naprawdę, zrób to dla siebie, Pani Agnieszka może Ci kogoś konkretnego poleci, przeczytaj toksyczni rodzice, toksyczni ludzie, jest dużo wątków na forum psychologia na ten temat tj. toksyczna matka
      • stalova.mag.nolia Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 23:11
        dziękuję Ci Sorvina... przeniosłam się tutaj, jak mi ktoś poradził, bo na psychologii dałam się głupio sporowokować i poczułam się tam po prostu zagrożona i zaszczuta... nic nie usprawiedliwia zakładania wątku o kimś, ale jak został już założony, poczułam ulgę, że Pani tam pisząca nie ma racji... bo płakałam przed monitorem dając wiarę jej słowom... kojarzy mi się z własną matką i serio chciałabym poznać jej biedne dzieci...

        dziś dała popis stulecia... stojąc pod drzwiami do mojego pokoju... z jednej stony pani z forum, z drugiej matka... poczułam się zapędzona w kozi róg...

        sama jednak przyznaj, że diadnozą na odległość strzeliła popis totalnej ignorancji... i może w niewłaściwy sposób, ale miałam troszkę racji podsumowując jej zachowanie...

        dziękuję raz jeszcze :) z forum 'Psychologia' skończyłam... jad tej pani mnie zniechęcił...
        • sorvina Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 23:36
          Tutaj masz po polsku kilka komentarzy odnośnie roli kozła ofiarnego, jednak lepiej jest to opisane na tej stronie angielskiej w kontekście jak matka wbija w tą rolę: www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IP/koziol.html.

          Tutaj forum jest moderowane i to dobra rzeczy w tak delikatnej materii jak opisywanie swoich bolesnych doświadczeń. Niestety na niemoderowanej psychologii niektórzy bardziej robią sobie dobrze cudzym kosztem niż pomagają, a dziecko toksycznych rodziców ma po uszy krytyki i wmawiania, że wszystko sobie wymyśliło i samo jest problemem. Nie dziwię się twojej reakcji, a jednocześnie wiem, że w dłuższej perspektywie czasu rozwiązaniem jest nie pełne złości skupianie się na tych co ograniczają/sprawiają przykrość, ale na tym co my możemy zrobić. Bo na takie osoby jak twoja mama czy Leda nie masz wpływu, a energii potrzeba będzie dużo na budowanie swojej niezależnej przyszłości. Jednocześnie warto na terapii dać sobie prawo do wyrażenia i przerobienia tej złości. Dobre są nawet listy, które piszesz do mamy, ale nie wysyłasz tylko palisz. Przelewasz na nie całą złość, żal i pretensje, aż się skończą. Potem warto przejść do listów wybaczających, ale na początek dłuuugo będzie wychodzić tylko złość i to jest ok.
          • stalova.mag.nolia Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 23:48
            Konstruktywną krytykę ja do siebie przyjmuję... Po Twoich słowach, że zachowania matki można powielać w stosunku do partnera i swoich dzieci, odbyłam rozmowę z facetem, z którym od 2 lat tworzę coś na wzór związku [mówię tak dlatego, że jakoś długo ja nie umiałam się określić], jak to wygląda, gdy się zdenerwuję... powiedział, że jestem nerwowa, ale gdy przejdzie ten 'agresor' w spokojnej rozmowie przyznaję, że to i to było w moim zachowaniu nie tak, przyjmuję krytykę i uznaję odrębną opinię innych... Moja matka niestety nie... nigdy mnie nie przeprosiła, po ataku, oczekiwała, że będzie ok... :/


            • zuzi.1 Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 23:53
              toksyczni ludzie nie przepraszają, nie licz na to, nigdy nie usłyszysz od matki słowa przepraszam
          • to.niemozliwe Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 06:54
            Dopoki moderowalem Psychologie, to dosc czesto wycinalem Lede w zwiazku z mowa nienawisci, jaka uprawia. Nawet ze szkoda dla niektorych trafnych jej spostrzezen. Wychodzilem z zalozenia, ze forma wypowiedzi i poziom przemocy, jaki reprezentuje wyklucza jej inspirujacy wplyw na odbiorce.
            Jedyna korzysc z pisania z ludzmi o tak ofensywnym stylu komunikacji jak ona moze wynikac z obserwacji, we wzglednie bezpiecznym srodowisku internetu swojej wlasnej reakcji na jezyk hieny. A takze probowac mozna szukac swojego sposobu kompensowania tej agresji.
            Szczerze mowiac, to przeciez gdyby na ulicy, w sklepie, czy w pociagu, co sie czasem zdarza, uslyszec co i jak mowi Leda, to jest bardzo malo prawdopodobne by chciec kontynuowac rozmowe.
            Troche jak z pijakiem, lepiej czasem kiwnac glowa i przyznac pozornie racje, niz wdawac sie w dyskusje na jego, zamroczonym poziomie, ktorej i tak jutro nie bedzie pamietal.
            Od kwietnia nie mam juz tyle czasu, by czytac wszystko, wiec oglosilem konkurs na moderacje, zachecalem, ale chyba nikt sie nie zglosil. Ty, Sorvina moglabys sie zglosic, nadajesz sie (chyba), wydaje mi sie, ze masz wystarczajcy poziom empatii, znajomosci psychologii, opanowania i samopoznania, by nie uzywac narzedzi moderatorskich do rozladowywania frustracji.
            Na pewno teraz na Psychologii niestety, nie wyglada to zachecajaco.
            Ja mam gruba skore, przywyklem do atakow na mnie, kiedy moderowalem. Osobom wrazliwym, delikatnym wyda sie to istna dzungla. Zawsze propagowalem mowe serca, stad konkurs na logo forum Psychologia i swietny projekt, zaproponowany przez jedna z forumowiczek. Z tym, ze symbol nie zastapi aktywnego i konsekwentnego praktykowania komunikacji serca.
            • bretoff Leda16 vs wielepy 28.12.12, 08:04
              to.niemozliwe napisał:

              > Dopoki moderowalem Psychologie, to dosc czesto wycinalem Lede w zwiazku z mowa
              > nienawisci, jaka uprawia. Nawet ze szkoda dla niektorych trafnych jej spostrzez
              > en. Wychodzilem z zalozenia, ze forma wypowiedzi i poziom przemocy, jaki reprez
              > entuje wyklucza jej inspirujacy wplyw na odbiorce.


              z tego watku dowiedzialem sie o Leda16 , poszedlem poczytac na " Psychologie " cuz to za potwor ... i co ? ... babka pisze calkiem fajne , trafne komentarze ... pisz Leda pisz ... drzyj lacha z wszystkowiedzacych wielepow ( od : wie lepiej ) .

              Pozdrawiam z Kanady .


              ___________________________________________________________

              > w zwiazku z mowa nienawisci, jaka uprawia

              wytlumacz mi Ziutek co to jest ta " mowa nienawisci " , jak powiem ze ..." Juzek jezd gupi " to mam prokuratora na karku czy tylko forumowego bana ? .







              • to.niemozliwe Re: Leda16 vs wielepy 28.12.12, 09:49
                Mowa nienawiści polega, ogólnie na deprecjonowaniu innych osób w celu ich poniżenia lub zaatakowania ich godności pod pozorem, choć w istocie - w oderwaniu od przedmiotu rozmowy.
                Np. nazwanie mnie "Ziutkiem" przez Ciebie ma na celu dotknięcie mnie, co oczywiście nie ma żadnego, wynikającego z mojej osoby, celu.
                Określenie "Józek jezd glupi" to osąd, i to dosc ogolny, sugerujący niedorozwój umysłowy. Bez dokladnej analizy, dlugotrwalej nie sposob tego stwierdzic. ten osąd mogłby swiadczyc o tym, ze bardzo dotyka Cię to, ze mozesz nie mieć racji, więc swój gniew chcesz wyrazić poprzez podtrzymanie wewnetrznego obrazu "głupiego Józka". Często taka postaw jest tez rezultatem niskiej złożonosci poznawczej, czasem niskiego zasobu słów. Jest wiele określeń, na przejawy cudzej głupoty lub braku logicznego myslenia, natomiast sporej grupie osób te okreslenia są nieznane lub niedostepne.
                Mowa nienawiści jest formą przemocy, nie niesie ona mozliwosci przekonania kogokolwiek do jakichkolwiek argumentów, również jej zdolność do autentycznego wpływu na ludzi jest przeceniana, tzn. albo pozornie bedzie wyglądało, ze osoba, głosząca mowe nienawiści ma rację, acz to jedynie złudzenie. Albo jej pogląd uznany zostanie jedynie na czas trwania przemocy, a po jej ustaniu - odrzucony.
                Mowa nienawisci, to symbolicznie taki typek, który w ciemnym zaułku stoi przed Tobą z kijem bejsbolowym i mówi, ze oczekuje Twojej kasy. Dopóki nie ma innego wyjscia ulegniesz.
                A są inne sposoby zachęcenia ludzi do dzielenia sie z Tobą swoimi zasobami, z własnej, nieprzymuszonej woli i za wlasną chęcią. ;-)
                Mysle, ze mylisz kwestie "wszystkowiedzących" - nie wiem, kto to miałby być, bo nawet Bóg jest Wszechmogący, ale nie Wszechwiedzacy, mylisz z kwestią zarządania społecznego.
                moderatorzy mają prawo i obowiazek dbać o poziom dyskusji i posty typu "Józek jest głupi", które kompletnie nic nie wnoszą do dyskusji powinny być usuwane.
                Zaś co do prokuratorów, to wlasnie w Polsce trwa dyskusja i wprowadzane są pewne elementy formalnie dyscyplinujące. Mysle, ze proby penalizacji spelzną na niczym, bo takie osoby, które uprawiają jezyk hieny kryją sie za pozorem wolnosci dyskusji, choc nie uprawiają w rzeczywistosci dyskusji, tylko przemoc.
                Pamietaj tez, ze forum, np. gazety jest w istocie miejscem prywatnym, nalezy do firmy. Ma ona prawo ustalic reguly tu panujące, podobnie, jak moja rodzina ustala reguly panujące w moim domu. Jesli naruszasz te reguły, odczujesz dolegliwosci, do zablokowania dostępu włącznie. Nic Ci nie broni założyć własną stronę internetową, utworzyć forum dyskusyjne i napisac, że "Józek jest głupi". :-)
            • sorvina Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 09:39
              to.niemozliwe napisał:

              > Dopoki moderowalem Psychologie, to dosc czesto wycinalem Lede w zwiazku z mowa
              > nienawisci, jaka uprawia. Nawet ze szkoda dla niektorych trafnych jej spostrzez
              > en. Wychodzilem z zalozenia, ze forma wypowiedzi i poziom przemocy, jaki reprez
              > entuje wyklucza jej inspirujacy wplyw na odbiorce.
              > Jedyna korzysc z pisania z ludzmi o tak ofensywnym stylu komunikacji jak ona mo
              > ze wynikac z obserwacji, we wzglednie bezpiecznym srodowisku internetu swojej w
              > lasnej reakcji na jezyk hieny. A takze probowac mozna szukac swojego sposobu ko
              > mpensowania tej agresji.

              Też dostrzegam, że niekiedy Leda w swoim cynizmie ma bardzo trafne uwagi, ale to ile? 10-20%, poza tym gdy przed i pod są uwagi, które czasem biorąc pod uwagę sytuację autora wątku i jego kondycję psychiczną, brzmią po prostu wulgarnie i obrzydliwie, to raczej nastąpi odrzucenie całości.

              Natomiast zdaję sobie sprawę z tego, że tacy ludzie się zdarzają i trzeba nauczyć się sobie z nimi radzić. Tak to traktuję ;) Natomiast dla dorosłego toksycznego dziecka to jest lekcja n-ta z kolei, nie pierwsza, bo pierwszą jest w ogóle stworzenie czasem od zera poczucia własnej wartości i uwierzenie, że sobie poradzi z dala od dysfunkcyjnych rodziców, a w to poczucie Leda z wielkim zamiłowaniem uderza. Jak patrzę na autorki ostatnich 2 wątków to częściowo widzę siebie sprzed wielu lat. Wtedy nie byłabym w stanie zmierzyć się z Ledą, pewnie takie komentarze rozwaliły by mnie na długo, tak jaj podobne komentarze rodziców. Przy osobach w trudnej sytuacji trzeba być wyjątkowo delikatnym, co nie znaczy cukrzenia.

              > Od kwietnia nie mam juz tyle czasu, by czytac wszystko, wiec oglosilem konkurs
              > na moderacje, zachecalem, ale chyba nikt sie nie zglosil. Ty, Sorvina moglabys
              > sie zglosic, nadajesz sie (chyba), wydaje mi sie, ze masz wystarczajcy poziom e
              > mpatii, znajomosci psychologii, opanowania i samopoznania, by nie uzywac narzed
              > zi moderatorskich do rozladowywania frustracji.
              > Na pewno teraz na Psychologii niestety, nie wyglada to zachecajaco.
              > Ja mam gruba skore, przywyklem do atakow na mnie, kiedy moderowalem. Osobom wra
              > zliwym, delikatnym wyda sie to istna dzungla. Zawsze propagowalem mowe serca, s
              > tad konkurs na logo forum Psychologia i swietny projekt, zaproponowany przez je
              > dna z forumowiczek. Z tym, ze symbol nie zastapi aktywnego i konsekwentnego pra
              > ktykowania komunikacji serca.

              Hmm, zaskoczyłeś mnie tym pomysłem. Muszę się zastanowić. Na pewno moderacja się przyda bardzo, nie wiem tylko czy mam wystarczająco dużo wyczucia gdzie postawić granicę. Ale chyba każdy ma ją troszeczkę w innym miejscu i zawsze dla kogoś będzie zbyt surowo/zbyt łagodnie.

              Pozdrawiam.
              • to.niemozliwe Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 10:08
                > Hmm, zaskoczyłeś mnie tym pomysłem. Muszę się zastanowić. Na pewno moderacja si
                > ę przyda bardzo, nie wiem tylko czy mam wystarczająco dużo wyczucia gdzie posta
                > wić granicę. Ale chyba każdy ma ją troszeczkę w innym miejscu i zawsze dla kogo
                > ś będzie zbyt surowo/zbyt łagodnie.
                >
                > Pozdrawiam.

                No to Cię namawiam do tego zastanawienia się. To ciekawe doświadczenie osobiste, bo jest się wystawianym na ciężką próbę. Szczególnie na Psychologii, gdzie wiele osób ma osobiste doswiadczenie i biegłosc w manipulacji emocjonalnej. Zdawałem sobie sprawe, ze nie ulecze swiata ani nie przekonam wszystkich do mojego pomysłu. Natomiast jasno zaprezentowałem pewną wizję, miejsca otwartego dla wszystkich z mozliwie godnym odnoszeniem się do siebie. Specjanie wlasnie jako miejsce do cwiczen - dla wrazliwych odbioru, dla ofensywnych - powstrzymywania sie. Raczej bylem dosc rygorystyczny, co wygonilo agresywne trolle w niebyt, a miejscowych "watazkow" skłoniło do powsciągliwosci. Przyjąłem zasade, ze nawet jesli 10 zdan jest sensownych, a na koncu jest fraza wyszydajaca adresata, to post byl usuwany. W razie watpliwosci, kierowalem sie celem i tematyką forum, sformuowaną w regulaminie. jesli post, czy wątek słuzył szeroko rozumianej tematyce forum to nie był usuwany, nawet jesli był o zeszlorocznych wakacjach. Prywatne rzeczy usuwalem, prosząc strony o przejscie na priv. Ankiety i inne linki do poradni, blogów raczej usuwałem, o ile ich cel wydawal mi sie czysto marketingowy, czy reklamowy. Z zalozenia, tu rozmawiamy, a nie reklamujemy sie. Nicki o reklamowym brzmieniu prosilem o zmianę pseudonimu, jesli w wizytówce był link do np. gabinetu psychologicznego, to zostawialem posty takiej osoby, wychodząc z zalozenia, ze nie zarządzam regulami profili, tylko dyskusją na forum.
                Chyba najtrudniejszą sytuację mialem, kiedy mnie atakwoano osobiscie i musilem byc sedzą we własnej sprawie (jako piszący moderator), bo wywolalo to posądy o moderacyjne rozstrzyganie wtedy, gdy brakowalo argumentów. Jednakze zadałem sobie pytanie, co zrobilbym, gdyby ta ponizająca wypowiedz dotyczyla innego forumowicza i uznalem, ze mam takie same i prawa i obowiązki.
                Wbrew pozorom, uwazam, ze w istocie za charakterem wypowiedzi i Ledy i Witch (czasem) kryje sie potrzeba szacunku, uznania i akceptacji. Myslenia w kategoriach współodczuwania i serdeczen zalozenie w podejsciu do nich dawaly (i dają) mi siłę w podtrzymaniu akceptacji dla ich stylu. Tzn. nie pozwalam sobie na jednowymiarowe, plasko-wrogie spojrzenie na te nicki. Bo byloby ono gleboko falszywe.
                Jesli napiszesz na agora@gazeta.pl swoje zgloszenie, to tam sprawdzą co i jak pisalas, zastanowią sie, czy mozesz sie tym zajmowac i byc moze to zaakceptują. Pewnosci nie ma, to prywatna firma. :-)
        • zuzi.1 Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 27.12.12, 23:51
          leda to troll i psychopatka, więc nie warto na to co pisze reagowac, nie daj się takim osobom prowokowac, wówczas i z własną matką sobie poradzisz, takie osoby mówiąc kolokwialnie, nalezy olac totalnie i nie ragowac na to co piszą, to samo należy zrobic w przypadku matki, tj. traktowac ją jak chorą psychicznie osobę i odciac się od niej kompletnie, ale aby to zrobic potrzebna Ci będzie terapia, bo przez lata matka zryła Ci mózg i twoje poczucie własnej wartosci. Człowiek bez takich przezyc jak Ty tak zachowującej się matce/osobie powiedział by bye już dawno, bez zadnych wyrzutów sumienia. Ty musisz się takiego zachowania dopiero nauczyc, do tego potrzebna Ci będzie terapia... W wileu takich rodzinach jak Twoja ojcowie ponoszą winę za takie zachowania toksycznych matek, gdyby Twoj ojciec miał choc odrobinę charakteru, to by matce na takie zachowania nie pozwolił, a tak psychopatyczna, toksyczna matka jezdzi po Tobie jak jej się podoba a ojciec z podkulonym ogonem siedzi w kącie i boi się własnej żony zołzy, straszne to jest. Ale z tego co obserwuję takie toksyczne osoby wybierają sobie na współmałzonków osoby bez charakteru i "jaj".
    • quba Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 10:08
      Jakoś w to wszystko nie wierzę.
      Mam w rodzinie osobę, która też opowiada koszmarne historie o swojej matce, ale to wszystko nie jest prawdą.
      Osoba ta cierpi na poważne schorzenie psychiatryczne, (zdiagnozowane a rodzina o tym wie, o czym ona nie wie, że wiemy), które powoduje u niej chęć wzbudzenia litości - patrzcie, jaka to ja jestem biedna, wszyscy chcą mi dokopać, a ja jestem taka super!
      Kiedy wywalili ją ze studiów, bo nie chciało jej się uczyć, nadawała na wykładowców.
      Teraz nadaje na swoją Bogu Ducha winną, kochającą i troskliwą matkę.
      I też takimi samymi zdaniami jak Ty.
      Nie wierzę w to co piszesz.
      Czy byłaś na jakiejś terapii?
      • marzeka1 Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 11:18
        Quba, ale ona nie żali się na studia,ona ma realny problem z matką. Serio nie znasz takich matek? Tyle że jak dla mnie znosi to za długo i nie ma realnego rozeznania, jak bardzo jest źle- jej potrzebna będzie terapia.
        To,że znasz jedną chora psychicznie dziewczynę, która nadaje na Bogu ducha winną matkę - to jedno; a drugie- tu jest realny problem. Na dodatek jeśli na forum psychologia trafiła na psycholkę Ledę, to jej zagubieniu nie dziwię się.
        • quba Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 12:18
          Marzeko, ja wiem, że autorka postu żali się na matkę.
          Ja nie znam takich matek.
          Natomiast znam taką córkę,(35 lat, dawno na swoim) która np. chce od matki kasę, a matka nie daje, bo ma jeszcze małe dziecko(zresztą nawet, gdyby nie miała, to przecież nie musi swojej pensji oddawać córce, prawda/) - to jest odżegnywana od czci i wiary i wyzywana takimi słowami, i zwrotami, jakich użyła autorka postu -
          Nawet się zastanawiam czy to nie ona.
          A jeżeli jest tak jak autorka mówi, no to trzeba z matka zerwać kontakty i tyle.
          • stalova.mag.nolia Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 12:25
            Jak Twoim zdaniem mogę być 35letnią kobietą z Twojej opowieści mając lat 22?

            Na Twojej wierze w moją wiarygodność mi nie zależy, bo wiem jak jest. Jakbyś troszkę więcej poczytał/a zauważył(a)byś, że ja nie mam się komu zwierzyć, poskarżyć na moją matkę, napisanie tego, co napisałam było aktem wręcz desperacji...

            Gdybyś troszkę wiecej się tutaj rozejrzał/a zauważył(a)byś na pewno, że to moja matka obdzwania moje ciotki, babcię, wujków opowiadając na mnie takie rzeczy... że ja zatruwam jej życie, nie daję jej żyć, stojąc przed drzwiami mojego pokoju, to jest normalne?

            Owszem współczuje matce tamtej kobiety, ale to, że coś Ty widziałeś/łas w swoim życiu, nie oznacza, że pasuje do każdej sytuacji.

            P.S.
            ...a studia właśnie kończę [inżynierskie] i do głowy mi nie przyszło, żeby obwiniać wykładowców za podknięcia - oni chcą, by to, co zaprojektuję nie zwaliło się komuś na łeb, pozdrawiam!
            • azja001 Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 12:49
              stalova.mag.nolia napisała:

              > Jak Twoim zdaniem mogę być 35letnią kobietą z Twojej opowieści mając lat 22?
              >
              > Na Twojej wierze w moją wiarygodność mi nie zależy, bo wiem jak jest. Jakbyś tr
              > oszkę więcej poczytał/a zauważył(a)byś, że ja nie mam się komu zwierzyć, poskar
              > żyć na moją matkę, napisanie tego, co napisałam było aktem wręcz desperacji...
              >
              > Gdybyś troszkę wiecej się tutaj rozejrzał/a zauważył(a)byś na pewno, że to moja
              > matka obdzwania moje ciotki, babcię, wujków opowiadając na mnie takie rzeczy..
              > . że ja zatruwam jej życie, nie daję jej żyć, stojąc przed drzwiami mojego poko
              > ju, to jest normalne?

              Popełniasz znowu ten sam błąd, dajesz sie prowokować. Pewnie po takim praniu mózgu jaki urządziła ci matka przez okres dzieciństwa i dorastania jesteś nieżle skołowana, brak ci poczucia wartości i dystansu dzięki któremu przestaniesz sie przejmować każda opinia obcych ci ludzi.
              Myslę, że sama możesz sobie nie poradzić z takimi obciążeniami, poszukaj psychologa, który specjalizuje sie w pomaganiu DDD(wygadasz się i może pomoże to ustawić sposób myślenia na odbudowanie swojego poczucia wartości, bez tego zginiesz nawet jak będziesz miała 100 magisterek) Myśle też że dopóki nie staniesz mocno na własnych dorosłych nogach nie powinnaś formalizować związku, uczyć sie być z kimś tak , ale bez ślubu czy dzieci. Byc może nie masz tego w planach ale jakos tak mi sie nasunęło. Często osoby z toksycznych rodzin próbując uciec z rodzinnego piekiełka wpadaja z deszczu pod rynnę.
              Życzę wytrwałości, powodzenia i więcej spokoju
              • stalova.mag.nolia Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 12:53
                Dziękuję... na prawdę... bo to, co mówisz to prawda:
                - szukam w innych potwierdzenia swojego zdania,
                - szukam w innych opini na swój temat,
                - gdy matka mi nagada pytam przyjaciół czy tak jest,
                - gdy chcę zrobić coś dla siebie mam wyrzuty, np, że jadę pierwszy raz w życiu na Sylwestra do chatki ze znajomymi,
                - mam wrażenie, że jestem do niczego... :(

                Dziękuję... nie wiem czy odważę się na terapię, bo to jakaś forma 'zadbania o siebie', a gdy próbuję to robić matka mówi, że o sobie nigdy nie zapominam i sobie dogodzić potrafię...
                • annb Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 12:58
                  i właśnie dlatego musisz zawalczyć o siebie

                  ze względu na to

                  > Dziękuję... nie wiem czy odważę się na terapię, bo to jakaś forma 'zadbania o s
                  > iebie', a gdy próbuję to robić matka mówi, że o sobie nigdy nie zapominam i sob
                  > ie dogodzić potrafię...



                  Wyobraź sobie że matka tam do Ciebie mówi a ty patrzysz jak na przedstawienie w teatrze.Coś co teraz trwa ale jak zaświeci się swiatło, to wstaniesz i wyjdziesz i wrocisz do siebie.Patrzysz na coś, co Ciebie już nie dotyka i Tobie nie szkodzi
                  Piękna wizja prawda?
                  Wyobraź sobie że już nie interesuje Cię co i do kogo Twoja matka mówi.Ze to jest nieważne.Bo jesteś silną, świadomą swojej wartości kobietą

                  Cudowne prawda?
                  więc walcz o siebie

                • azja001 Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 13:10
                  bo to jakaś forma 'zadbania o s
                  > iebie', a gdy próbuję to robić matka mówi, że o sobie nigdy nie zapominam i sob
                  > ie dogodzić potrafię...

                  Nikt tak o kobietę o nie zadba jak ona sama o siebie :)
                  Twoja matka ma jakiś problem ze sobą, jest pewnie sama ofiarą błędów swoich rodziców, ty nie jesteś winna tej sytuacji i jej problemów nie rozwiążesz. Jesteś odrębna od niej istotą i masz obowiązek wręcz mysleć o sobie w kontekście własnej przyszłości i swojej potencjalnej rodziny. Zadbaj o siebie i swoje szczęście, a jeśli tego nie zrobisz i urodzisz kiedyś dziecko to istnieje prawdopodobieństwo że i jemu stworzysz piekło.
                  Pewnie jesteś rozsądna osobą więc nie podejmuj żadnych decyzji "na całe życie" teraz bo to chyba niedobry na to czas, kieruj sie swoja intuicja i słuchaj samej siebie. Nie zrywałabym też kontaktów z matką ani nie udawałabym że jej nie ma w moim życiu bo to nieprawda. Szukałabym raczej sposobów na to jak z nią postępować i nie dać sie jej "zjadać" po kawałku.
                  Najważniejsze, że widzisz swój problem i robisz cokolwiek żeby go rozwiązać. Wierzę że ci się uda.
            • quba Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 16:47
              Stakowa Magnolio, przepraszam, że Cię uraziłam.
              No ale cóż, cały Twój list, który do mnie napisałaś właśnie jest taki, jak tamtej osoby - tylko, że tamte oskarżenia nie są prawdziwe.
              Ale to juz nie należy do tematu.
              Ty musisz znaleźć sobie miejsce w świecie daleko od matki.
              I więcej nic.
              No i pójść na terapię.
              Pozdrawiam Cię.
              • stalova.mag.nolia Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 17:12
                Nie gniewam się... na prawdę... być może nigdy nie spotkałaś się z matką traktującą tak swoje dziecko.

                Bywa także, że dzieci uprzykrzają rodzicom życie... Nie ma reguły. Jednak podejrzewam, że problemy z dziećmi to często wyniki jakiegoś wychowaczego błędu, ale w tej materii mogę się podpierać wyłącznie przypuszczeniami.

                Szczęśliwego Nowego Roku, bo to już niebawem! :)
                • quba Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 18:51
                  Dziękuję za życzenia.
                  Magnolio, bądź stalowa i nie daj się!
                  Proszę, bądź Stalowa!
                  Trzymaj się cieplutko!
                  Postaraj się dostać do dobrego terapeuty a przede wszystkim uwierz w to, że JESTEś WIELE WARTA!
                  Każdy człowiek to wyjątek, musisz wierzyć, że jesteś wyjątkowa i wiele warta.
                  I tak jak napisałam - zerwij kontakty z matką, wystąp o alimenty, bo się uczysz.
                  Przestań się winić i bać.
                  Nie bój się podejmować decyzji.
                  I pamiętaj :
                  Nigdy niczego nie żałuj!

                  Życzę Ci Szczęśliwego Nowego Roku i wszystkiego co najlepsze dla Ciebie!
                  Ściskam serdecznie!
                  quba
          • aqua48 Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 15:30
            quba napisał:

            > Marzeko, ja wiem, że autorka postu żali się na matkę.
            > Ja nie znam takich matek.

            Ja znam, jedna była (krótko) moją szefową :) Drugą znam z opowieści jej rodziny najbliższej. Jedna córka uwolniła się od niej wyjeżdżając potajemnie za granicę i zrywając kontakt, a drugą, młodszą córkę niestety zdominowała, przekształciła na swój obraz i podobieństwo i uczyniła z niej sojusznika w nieustającej wojnie ze wszystkimi...Córka jak pacynka z horroru, przeżarta złością do wszystkiego co żyje.
    • paul_ina Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 13:01
      Hej, znam Twój problem i dobrze Cię rozumiem, ja miałam podobny - ale z ojcem, który jest DDA i tyranem rodzinnym. W moich czasach nie było forów internetowych, ale jakoś sama doszłam do tego, że przede wszystkim muszę uciec fizycznie, potem odciąć się materialnie, a w międzyczasie emocjonalnie (nad tym ostatnim praca trwa po dziś dzień, ale są efekty). Wybrałam studia na uczelni 600 km oddalonej od rodzinnej miejscowości (na szczęście był to najlepszy uniwersytet - dzięki temu dostałam zgodę), praktycznie już od pierwszego roku szukałam pracy, dużo się uczyłam, żeby dostać wszystkie możliwe stypendia, co mi jednocześnie dostarczało pieniędzy i powodów, żeby nie przyjeżdżać do domu. Stopniowo ojca z roli "kontrolera na odległość, dojeżdżającego kontrolera" zepchnęłam do roli osoby, do której sama praktycznie nie dzwonię, bardzo rzadko oddzwaniam, o moim życiu wie podstawowe fakty i tyle, ile się dowie od Mamy. Kiedy pojawiła się moja własna rodzina - najpierw mąż, potem córka, ojciec usiłował ustawić się w roli dominatora w stosunku do mojego męża, kiedy mu się to nie udało, pod byle pretekstem urządził mojemu mężowi w naszym własnym domu karczemną awanturę, wyzywając go m.in. od śmieci, grożąc mu śmiercią, a to wszystko przy naszej 3-letniej córeczce. Po tym ekscesie żadne z nich nie chce z nim rozmawiać, a ja mimo nacisków mojej Mamy (zmanipulowanej od lat, z którą jestem mocno związana) nie mam zamiaru nic z tym zrobić; mąż moje problemy z ojcem znał już dużo wcześniej, można powiedzieć, że rozwój wypadków go nie zaskoczył. Już wcześniej miałam problemy z zachowaniem ojca w stosunku do mojego dziecka (dwulatek, jak dziecko - np. dla żartu pacnie mnie w twarz, reakcja ojca - 'dobrze, dobrze, bij matkę!'), na szczęście po tylu latach pracy nad sobą miałam siłę, żeby korygować jego zachowania na bieżąco (użerając się, co też było męczące). Ojciec to typ człowieka, który potrafił wydzwaniać o tej porze, o której sam wstał (np. 4 rano), żeby przekazywać jakieś swoje najcenniejsze przemyślenia (najczęściej - co powinnam zrobić, mimo że znał się na temacie jak ślepy na kolorach). Przez parę dobrych lat miałam odruch wyciszania telefonu przed snem, bo jak zapomniałam to pół akademika, potem współlokatorki, często bywało budzone w środku nocy - żadne prośby nie skutkowały. Więc sama wprowadziłam zasadę, że odbierałam od niego telefony tylko między 10 a 16 (dzwonienie w późniejszej porze miało na celu ustalenie, co będę robiła wieczorem). Tak samo jak w stosunku do mnie, zachowywał się w stosunku do moich dwóch młodszych braci, przy czym najmłodszy całe życie jest z nim skonfliktowany i również uciekł bardzo daleko w pierwszym możliwym momencie (ja mieszkając z ojcem pod jednym dachem przyjęłam taktykę spełniania oczekiwań), a średni brat najpierw starał się wypełniać oczekiwania, a kiedy nie dał rady - ojciec go zamęczał z jednej strony pomiatając nim, a z drugiej zapewniając o swojej wielkiej miłości do syna. Dopiero teraz w wieku 25 lat średni brat na dłużej wyrwał się z domu, chociaż i dziś potrafi zapodać tekst, że "ojciec jest jego największym autorytetem" - co powoduje u mnie natychmiastowy odruch wymiotny i nawiązuje się długa dyskusja prostująca co w zasadzie takiego zajebistego tatuś zrobił bratu. Problem jest w tym, że na pracę drogą samopoznania średni brat póki co nie ma sił, a na terapię - pieniędzy (ale i póki co - nie rozumie co mogłoby mu to dać). W każdym razie, rozgadałam się, ale chciałam Ci tylko przekazać, że wiem co czujesz, też to miałam w domu całe dzieciństwo i młodość. Jedyną drogą do pozostania przy zdrowych zmysłach jest ucieczka w każdy możliwy sposób, pozbycie się poczucia winy, że jesteś wyrodnym dzieckiem (bo i takie myśli się pojawiają). Po paru latach pozbywania się przelanych toksyn z własnego organizmu (terapia, jeśli nie ma kasy - samopoznanie, analizowanie swoich zachowań, praca nad sobą) pojawia się gotowość do wybaczenia, jednak i wtedy trzeba pamiętać, z kim się ma do czynienia i spodziewać wszystkiego (np. jak w moim przypadku - awantur we własnym domu i wyzywania najbliższych). Na szczęście wtedy masz już siłę, żeby spokojnie mówić, co jest nie w porządku, dlaczego i jakie zachowania nie będą tolerowane.

      Życzę Ci powodzenia i wytrwałości w pracy nad sobą, nad własnym mocno nadwątlonym poczuciem wartości, nad samopoznaniem - i pamiętaj, najpierw się odetnij. W tym kontekście zaoczna magisterka i podjęcie pracy ma sens (mój średni brat tak zrobił, w tej chwili już pisze pracę magisterską też na budownictwie na polibudzie - da się).

      Acha, i póki co uważaj na inne swoje intymne związki w tym momencie, masz zaburzone przez matkę poczucie własnej wartości, uważaj, żeby to co powinno być miłością nie było ucieczką/poszukiwaniem przez Ciebie bezwarunkowej akceptacji.
      • sebalda Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 13:15
        Nie miałam czasu przeczytac wszystkiego, ale na pewno dla Ciebie są książki Alice Miller, na początek Dramat udanego dziecka i wszystkie kolejne. Autorka specjalizowała się w problemie toksycznego wpływu rodziców na dzieci. W wielu podręcznikach o psychologii powołuje się na jej prace, to była wybitna psycholożka, polecam gorąco.
        Po przeczytaniu książek polecam terapię, bo od tego wpływu uwolnić się można tylko z pomocą dobrych specjalistów, mało kto ma tak silną konstrukcję, by poradzić sobie samodzielnie. Związek rodzic-dziecko jest najsilniejszym związkiem międzyludzkim.
      • aqua48 Dziewczyno, dobrze robisz, rób tak dalej! 28.12.12, 13:26
        Magnolio, myślę że podsumowując wszystkie poprzednie zdania powinnaś się jak najszybciej usamodzielnić i definitywnie wyprowadzić od rodziców. Jesteś bardzo silną dziewczyną bo dałaś sobie radę z rozmaitymi problemami, a przede wszystkim masz zdrowe spojrzenie na chorą sytuację. Przede wszystkim zerwij kontakty z matką, i zmień numer telefonu, a także go zastrzeż.
        Przyjmij proponowaną pracę i postaraj się kontynuować studia magisterskie w trybie dziennym, musisz uprzedzić pracodawcę, że chcesz tak zrobić, więc potrzebujesz elastycznych godzin pracy. Mój syn w ten sposób pracuje i kończy studia, - stąd wiem, że da się, a doświadczenie jakie zdobędziesz może Ci pomóc w napisaniu pracy magisterskiej. Nawiasem - ponad osiemdziesiąt procent studentów politechniki ma na pierwszym roku problemy z egzaminem z matematyki, więc wcale nie odstajesz :)
        Dopiero jak nie dasz rady to będziesz rozważać przejście na tryb zaoczny. Poszukaj mieszkania jeśli nie masz akademika - razem z koleżankami będzie Ci łatwiej coś znaleźć.
        Znajdź w okolicy dobrą terapię (nastaw się na długoterminową) - może pani Agnieszka coś Ci podsunie.
        O swoich planach pogadaj na osobności z ojcem - do 24 roku życia rodzice są zobowiązani Cię utrzymywać - powiedz mu wprost że z matką kontaktów nie będziesz dłużej utrzymywać bo Ci szkodzą, a jeśli nie będziesz otrzymywać od nich pieniędzy to wystąpisz o alimenty.
        Pamiętaj o tym, że dotychczasowa bezczynność ojca i jego brak obrony przed atakami matki TEŻ są nie w porządku. Przyzwolenie na jej psychiczną przemoc i agresję to też działanie toksyczne, mimo, że możesz tego nie widzieć, albo nie przyjmować na razie do wiadomości.
        No i jak słusznie piszą wyżej dziewczyny nie rzucaj się żaden poważny związek z mężczyzną dopóki przede wszystkim psychicznie, ale także finansowo i życiowo nie staniesz całkowicie na nogi. Weź też pod uwagę, że możesz jeszcze nie raz trafić w życiu lub pracy na osoby, które będą starały się Tobą pomiatać, czy dyrygować. Musisz nauczyć się przed nimi skutecznie bronić, nie przechodząc na drugą stronę - czyli nie powielając nieświadomie zachowań matki.
        Powodzenia, trzymam za Ciebie bardzo mocno kciuki i wierzę, że Ci się uda.
        • stalova.mag.nolia Re: Dziewczyno, dobrze robisz, rób tak dalej! 28.12.12, 13:47
          Moja matka uważała, że tylko ja mam problemy i tylko mi nie poszło. Zaczęłam więc jej nie opowiadać jak mi idzie na studiach. Po początkowych problemach szło całkiem nieźle. Dodam, że sama pracowałam, ponieważ wydawało mi się, że jak ściągnę coś potem w pracy wyjdą moje braki. Natomiast dzieciak z mojego miasta, studiujący ze mną dziwnym trafem radził sobie lepiej -szybko dostrzegłam, że siada na egzaminach obok najzdolniejszych w grupie. Moja matka cisnęła mi bardzo mocno, że on może, a ja nie... itp...

          Człowiek, z którym chcę się związać, najpierw był moim przyjacielem i powiernikiem, sama nie wiem kiedy zaiskrzyło. Nie uważam go za 'możliwość ucieczki'. Myślę, że dziewczyny w mojej sytuacji często źle wybierają partnerów. Ja wiem, że pochodzi z kochającej się rodziny i sam mając beztroskie dzieciństwo, nie rozumie jak można tak traktować swoje dzieci, ale jest w tym ze mną.

          Pomysł zaocznych studiów pojawił się też dlatego, że ja... ja pomimo 22 lat, młodego wieku... czuję się psychicznie zmęczona życiem. Nie wiem czy będę w stanie podjąć wysiłek dziennej magisterki, robienia projektów po nocach, ciężkich egzaminów. Widziałam plan zajeć -na zaocznych materiał podobny, ale wykładowcy 'ci lżejsi'... Potrzebuję odskoczni, jakiegoś innego rytmu dnia, być może nawet życia, w innym mieście... nie wiem... po prostu, jak nie czułam się dzięki mamie, na siłach iść na polibudę, tak teraz nie wiem co ze mną będzie...
          • aqua48 Re: Dziewczyno, dobrze robisz, rób tak dalej! 28.12.12, 14:48
            stalova.mag.nolia napisała:

            > Moja matka uważała, że tylko ja mam problemy i tylko mi nie poszło.
            > a na egzaminach obok najzdolniejszych w grupie. Moja matka cisnęła mi bardzo mo
            > cno, że on może, a ja nie... itp...

            Ale musisz założyć, że matka mówi rozmaite rzeczy.
            Po to tylko, żeby Ci sprawić przykrość, a to w takim celu żeby mieć nad Tobą i Twoim życiem władzę absolutną i na dodatek całkowicie zależną od JEJ humoru.
            A to nie jest normalne. Zdrowi ludzie tak nie postępują i nie układają sobie stosunków z innymi, obojętnie czy w rodzinie, czy poza nią.

            Załóż sobie, że ona chce Cię zarazić swoją chorobą, a Ty masz jej na to nie pozwolić, bo Twoje zdrowie jest dla Ciebie najcenniejsze. Od ludzi rozsiewających zarazki należy się odseparować.

            > po prostu, jak nie czułam się dzięki mamie
            > , na siłach iść na polibudę, tak teraz nie wiem co ze mną będzie...

            Jestem pewna, że będzie dobrze, nie czułaś się na siłach iść na politechnikę, a jednak poszłaś i mimo przeciwności osiągnęłaś sukces. Jesteś inżynierem. Pomyśl o tym co już masz, a nie o tym czego nie masz. To jeszcze tylko półtora roku. I szukaj wsparcia w terapii. Nie obawiaj się tego.
      • stalova.mag.nolia Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 13:33
        dziękuję... tyle mogę napisać... wstrząsająca historia, też miałam 'najazdy kontrolera'...
        • andevi Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 28.12.12, 16:20
          Magnolia, dziekuję Ci za ten wątek!
          Ja mam bardzo podobnie z moją matką, z tym, że u niej dochodziły jeszcze rękoczyny. Nigdy w życiu nie wolno mi było nikomu się poskarżyć, to ja byłam ten potwór, co to na matkę wygaduje niestworzone rzeczy, matki nie szanuje, matce jest niewdzięczny, zmarnował szanse, na które matka tak ciężko pracowała itp.itd. Z tym, że u mnie cała rodzinka jest toksyczna, nie tylko mamuśka.
          Dziś mam 42 lata. Od 10 lat mieszkam zagranicą, mam własną rodzinę, kochającego męża i troje dzieci - udanych, radosnych, pięknych. Mój najstarszy synek ma diagnozę autyzm klasyczny. No oczywiście, rodzina wie, i ma swoje teorie na ten temat. Moja wina, jaki tam autyzm, wymyśliłam sobie, by własne lenistwo, nieróbstwo, zaniedbywanie dziecka, ba, PRZEMOC (to hasło jest jej ulubionym) usprawiedliwić. Obrywam nie tylko ja, ale i mój mąż. Ten na szczęście polskiego nie zna, więc to go chroni, no ale agresję czuje przecież.
          Mama bywała u nas wtedy, gdy rodziły się nasze dzieci. Tak, jestem uzależniona od niej. Kontakt na odległość jakoś jeszcze się udaje, ale gdy jesteśmy obie pod jednym dachem, zaczyna się. Dogryzanie, dokuczanie, wyzywanie, manipulacja emocjonalna, nękanie, odmawianie podstawowych ludzkich praw, np do własności, prywatności, odpoczynku.

          W tym roku otrzymałam własną diagnozę. Jako ze mój syn jest autystyczny, chciałam wiedzieć, czy i ja również. Widzę w sobie bowiem wiele cech ze spektrum. Diagnoza jest jednoznaczna. Moje problemy w kontaktach społecznych mają źródło nie w autyzmie, a w braku miłości matczynej i poniżaniu przez matkę.
          Udało mi się o tym z mamą rozmawiać. Wypiera. Stosuje nadal szantaż emocjonalny. Zerwałam kontakty. Nie tylko z nią, ale i całą rodziną. U mnie jeszcze dochodzi problem kontaktu dzieci z babcią. Hehe, jednojęzyczne wychowanie:) Babcia nie mówi po naszemu, dzieci nie mówia po polsku. Na Swięta zaśpiewały babci kolędę przez Skype, i na tym koniec. Objawy detoksu były silne: zawroty głowy, wymioty, problemy z koncentracją. Czekam na miejsce na terapii DDD.
    • bretoff Wdziecznosc corki 29.12.12, 05:43
      stalova.mag.nolia napisała:

      > Powiedziałam jej, że to, gdzie jestem zawdzięczam wyłącznie ciężkiej
      pracy i nie ma jej udziału w tym


      a kto karmil i odziewal i dalej to robi jak nie matka .

      > gdy byłam nastolatką powiedziała, że nie będzie mi gotowała obiadu, bo jej się nie chce

      a ty obijajac gruchy czekalas na podanie i zaproszenie do stolu nie zaprzatajac sobie miedzanego czola mysla ze matka moze byc zmeczona .

      > Miała humorek to nie dała mi pieniędzy na jedzenie i dwa tygodnie jadłam kapki z pasztetem lub serkiem.

      raczki masz to sobie zarob wtedy bedziesz jadla wg. swojego gustu a nie wyciagaj bezczelnie pieniedzy z kieszeni mamy .
      ( u mnie w Kanadzie studenci sami zarabiaja na na swoje utrzymanie / ciuchy / rozrywki i to nie tylko pracujac w wakacje ale i w weekendy , na czesne zaciagaja pozyczki )


      ___________________________________________________________

      P.S. Daj tutaj matke , niech ona powie jak sie rzecz ma z corcia bo w Twoja historyjke wierze jak lisowi wynajetemu do pilnowania kurnika .





      • aqua48 Re: Wdziecznosc corki 29.12.12, 10:51
        bretoff napisał:

        > u mnie w Kanadzie studenci sami zarabiaja na na swoje utrzymanie / ciuchy / r
        > ozrywki i to nie tylko pracujac w wakacje ale i w weekendy , na czesne zaciagaj
        > a pozyczki )[/b]

        U nas w Polsce to rodzice są prawnie zobowiązani do utrzymywania uczących się dzieci. Sądzę także, że niszczenie psychiki i przemoc nie wchodzi w zakres obowiązków rodzicielskich w żadnym kraju.
      • stalova.mag.nolia Re: Wdziecznosc corki 29.12.12, 11:15
        Twoja wiara w moją historię jakoś nie jest dla mnie szczególnie istotna, bo już stawiasz się z perspektywy osoby stojącej niejako nade mną i mającą prawo mnie upominać. Kto Ci je dał?

        Zastanawiam się czy czytałeś/łaś wszytkie moje wypowiedzi tutaj? Jak zostałam wręcz doprowadzona do stanu, że jest mi wszystko jedno? Nie mów do mnie pogrubieniami, bo ja rozumiem całkiem spokojny ton... Pomimo, że do mnie całe życie przemawiano krzykiem.

        Życzę powodzenia każdemu, kto chce wytrzymać pierwszy rok na budownictwie na polskiej polibudzie, jednej z lepszych i pracować, jak się uda pokłonię się przed tą osobą z szacunku do owego wyczynu. Mówię to bez ironii... ;)

        Kto karmił i przyodziewał? Hahaha... nie rozśmieszaj mnie... Szantaże, że nie dostanę ani grosza na życie są karmieniem i przyodziewaniem? Są formą materialnej przemocy i już dziś potrafię to przyznać. Kiedyś myślałam, że rodzicom wolno wprowadzać takie represje, ale troszkę już chodzę po tym świecie, słucham mam koleżanek... i widzę, że zachowania mojej nie są normalne... pomimo, że ja całe życie myślałam, że tak ma być.

        Hahaha... tak, czekałam przy stole, aż mi mysia matka poda... Nie wyrzucam, ale ona mi nigdy nic nie podała, póki tata nie wyjechał za granicę on się starał, bym jako dziecko miała co jeść. W stanie obecnym to raczej ja gotuję matce niż na odwrót, a jeszcze słyszę JAKA JESTEM DO NICZEGO... od osoby siedzącej cały dzień nad krzyżówką.

        I w końcu owe paszteciki i serki... Zarabiałam na siebie - jako hostessa, sprzedawałam kosmetyki, w warzywniaku, ale w takiej gó...anej, studenckiej pracy uważasz, że zapłacą na tyle by móc sie utrzymać? GRATULUJĘ pojęcia o życiu... WIELKI/WIELKA jesteś w tym, co piszesz opluwając mnie zza oceanu ;)

        Owszem, 'dam' tu matkę, ale nie licz, że dopuści Cię do słowa... Zakrzyczy w imię swojej jedynej, właściwej prawdy... ;)

        Zastanawiam się czy Ty faktycznie uważasz za normalne takie zachowanie czy prokujesz? A może podobnie swoje dzieci traktujesz lub bylaś/byłeś tak traktowany i wypierasz, że to nienormalne.

        Dodam tylko, bo podejrzewam, że nie zadasz sobie trudu zagłębienia się w wątek, że moja matka regularnie wydzwania opowiadając brednie, że ją niszczę i nie daję jej zyć. Przy czym od miesiąca nie powiedziałam do niej już ani słowa poza zdawkowym: 'tak/nie'. Jestem doprowadzona do stanu bezsilności. Wszelkie tłumaczenia nic nie dają...

        Jeżeli nie dowierzasz, że takie rzeczy istnieją, polecam film:
        www.youtube.com/watch?v=8tof-eooWOA

        Życzę Ci Szczęśliwego Nowego Roku, a w nim bardziej otwartego umysłu, by założyć, że może istnieć coś, z czym Ty się nie spotkałaś i więcej empatii.

        P.S.
        Zgadza się... Dokładnie! Jestem winna wojnom, masowej zagładzie i spowodowałam głód w Afryce! ;)

        Serdecznie pozdrawiam.
        • pade Re: Wdziecznosc corki 29.12.12, 11:53
          Magnolia!!!
          I znowu wdajesz się w dyskusję z toksykiem, zamiast włączyć ignor.
          Nic mu nie wytłumaczysz, tak jak swojej matce. Do takiech ludzi nie dociera.
          Ignoruj go, nie odpowiadaj.
          • stalova.mag.nolia Re: Wdziecznosc corki 29.12.12, 12:37
            to prawda... a rodzica, choćby opluwał trzeba całować po stopach...

            prawda... dalsze ignorowanie podobnych wpisów potraktuję jako ćwiczenie... jednak i tak one mnie dotkną, z racji zaniżonego poczucia własnej wartości... :(
            • aqua48 Re: Wdziecznosc corki 29.12.12, 13:10
              stalova.mag.nolia napisała:

              > prawda... dalsze ignorowanie podobnych wpisów potraktuję jako ćwiczenie... jedn
              > ak i tak one mnie dotkną, z racji zaniżonego poczucia własnej wartości... :(

              Tak jak powinnaś się przestać przejmować tym co mówi matka, i brać to do siebie, tak wpuszczaj jednym uchem, i wypuszczaj drugim to co mówią inni. Ludziom nie należy wierzyć w stu procentach, a wypowiedzi oceniające najczęściej więcej mówią o wypowiadających je, niż o osobie ocenianej. Człowiek został obdarzony rozumem, po to żeby przesiewać otrzymywane informacje. Odbudowanie poczucia wartości i pogrubienie skóry musisz pewnie zacząć od terapii.
        • bretoff Re: Wdziecznosc corki 30.12.12, 07:13
          > Twoja wiara w moją historię jakoś nie jest dla mnie szczególnie istotna, bo już
          > stawiasz się z perspektywy osoby stojącej niejako nade mną i mającą prawo mnie
          > upominać. Kto Ci je dał?


          czyli trza lac lzy rzesiste nad Twoja niedola a kto tego nie robi i odwarzy sie dzidzie skrytykowac ten cham i prostak .

          > Życzę powodzenia każdemu, kto chce wytrzymać pierwszy rok na budownictwie na po
          > lskiej polibudzie, jednej z lepszych i pracować, jak się uda pokłonię się przed
          > tą osobą z szacunku do owego wyczynu.


          zycia Ci dziecko zabraknie na klanianie sie absolwentom i obecnym studentom ( chyba ze zaczynali od 2 roku a Tobie zlosliwce jedne kazali od pierwszego ) .
          Zmartwie Ciebie , dyplom tej polskiej politbudy ( jak i bezmala wszystkich polskich uczelni ) ma tutaj w Kanadzie wartosc zabawki dla psa ( o ile to urocze zwierze zechce sie nim bawic ) , egzaminow kanadyjskiego inzyniera bys nie ruszyla , do tutejszego poziomu wiedzy potrzebowalabys jeszcze okolo 2 lat nauki .
          Chcesz sie przekonac ? , przyjedz , pracy jest pelno , inzynier to bardzo szanowany i prestizowy zawod ale zeby nim zostac trzeba miec papier tutejszej uczelni , potem 4 lata pracy na stanowisku inzynieryjnym ( pod nadzorem pelnoprawnego inzyniera ) , potem egzaminy po ktorych dostaje sie licencje i tytul inzyniera czyli mozna przed nazwiskiem pisac dumnie INZ ( wczesniej tego tytulu nie wolno uzywac , jest to nielegalne ) . Zamiast wisiec na garnuszku mamy pokaz co potrafisz , w Kanadzie mozesz zarobic jako inzynier ... sorry ... jako pani inzynier 80 - 130 tys. $$$ .


          > I w końcu owe paszteciki i serki... Zarabiałam na siebie - jako hostessa, sprze
          > dawałam kosmetyki, w warzywniaku, ale w takiej gó...anej, studenckiej pracy uwa
          > żasz, że zapłacą na tyle by móc sie utrzymać? GRATULUJĘ pojęcia o życiu...


          mysle ze o zyciu mam ciupinke wieksze pojecie od Ciebie ( dla pewnosci zapytam moich wnukow ) , w materii go...anej pracy dla studentow w Polsce jestem zielony , w Kanadzie zarabiaja wystarczajaco na pokrycie wlasnego utrzymania ( i 2-tygodniowe wakacje na Karaibach ) .

          > Życzę Ci Szczęśliwego Nowego Roku, a w nim bardziej otwartego umysłu, by założy
          ć, że może istnieć coś, z czym Ty się nie spotkałaś i więcej empatii.


          rowiez zycze Wszystkiego Najlepszego w AD2013 , empatie mam dla rzeczywistych nieszczesnikow ale takowej mi brak dla osob ktore na zlosc mamusi uszy sobie odmrazaja .

          > Serdecznie pozdrawiam.

          alez , dzieki wielkie .

          Pozdrowienia dla Ciebie i rodzicow .
          • pade Re: Wdziecznosc corki 30.12.12, 13:25
            Mam nadzieję, że Twoje dzieci i wnuki poznały się już na Tobie, i trzymają się z dala od złośliwego i zgorzkniałego dziadunia.
          • gyubal_wahazar Re: Wdziecznosc corki 02.01.13, 18:16
            A czemu miał służyć ten festiwal pychy i pogardy, bretoff ? Oczekujesz frenetycznych oklasków czy owacji na stojąco od polskiej gawiedzi na widok kanadyjskiego mesjasza ? Oczekujesz świeżych konwalii na swym ołtarzyku czy wystarczy ofiara z jagnięcia ?

            Gdybyś liczył góra 15 wiosen, wzruszyłbym ramionami, ale zdaje się że liczysz o kilka więcej, wypadałoby więc reprezentować choćby elemetarny poziom kultury i nie popisywać się czymś tak marginalnym jak miejsce zamieszkania.
    • esteraj Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 29.12.12, 21:47
      Magnolia, jeśli będziesz miała ochotę, to proponuję Ci obejrzeć filmiki z Katie Byron:
      www.youtube.com/watch?v=0jm42Emk0l0
      www.youtube.com/watch?v=RMxkUXJTAjU
      • verdana Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 30.12.12, 22:12
        Magnolia, dzieci NIC rodzicom nie są winne i niczego im nie zawdzięczają. Rodzice mają dzieci bo chcieli je mieć - spełnili swoje marzenie, drogie, fakt, ale własne. Decydując się na dziecko podjęli pewne zobowiązanie, dobrowolnie - i nie mogą oczekiwać, że dziecko będzie wdzięczne za to, ze oni mają to, co chcieli mieć. Pisze to jako matka dwojga dorosłych i trzeciefgo - prawie dorosłego. Żywienie, ubieranie dziecka czy uczacego sie młodego człowieka, wkład finansowy w naukę NIE jest płaceniem za dziecko, jest płaceniem za własne marzenia - podobnie jak spłacanie kredytu na wymarzoną willę. WSilla też nie musi się odwdzięczyć:)
        Twoja matka prawdopodobnie nie moze przezyć faktu, zę jesteś młoda, atrakcyjna i lepiej wykształcona, niz ona. Podejrzewam też, że w jej spaczonym umyśle jesteś rywalką wobec ojca - to, zę Cię kocha jest dla niej nie do przyjecia - bo tylko ona jest wazna.
        Zaoczne studia są b. dobrym pomysłem, teraz uniezaleznienie sie jest najwazniejsze.
        Poza tym pilnie potrzebujesz terapii. Terapii, która pokaze Ci, ze jesteś ofiarą i to obojga rodziców. Ojciec, o którym piszesz tak dobrze jest współwinny - jego absolutnym obowiązkiem było stawać w Twojej obronie. A on poświecił Cię dla świętego spokoju. To też powinnaś sobie uświadomić.
        Jedynym rowiązaniem byłoby absolutne zerwanie, choćby na pewien czas, kontaktów. Jak tylko będziesz mogła, zmień numer telefonu, mieszkanie. Nie dzwoń z własnego numeru do rodziców. Zniknij - inaczej matka nie da Ci spokoju.
    • ma_gala Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 06.01.13, 23:09
      Dziewczyno, jak najszybciej się usamodzielnij i wyprowadź się z domu. Odżyjesz. Wynajmij chociażby jeden pokój, na spółkę z koleżanką - uwierz mi, że tylko wtedy, gdy się odseparujesz, będziesz w stanie normalnie (w miarę) żyć. Znam to, miałam tak samo, z toksycznej relacji nie da się tak po prostu wyjść, ale komfort powrotu do własnych czterech ścian, do których matki w ogóle nie musisz wpuszczać, komfort odłożenia słuchawki, gdy będziesz miała dość niemiłej, beznadziejnej rozmowy telefonicznej jest bezcenny! Matka Cię nie doceni nawet wtedy, gdy zdobędziesz Nobla albo będziesz milionerką - zawsze coś będzie nie tak: a to Twoje ubranie, fryzura, mąż, kolor ścian w Twoim mieszkaniu... Spróbuj być ponad to i żyj po swojemu, matkę kochaj, ale na odległość, będzie Wam obu łatwiej. Wiem, że nie jest to takie proste.
    • kurator30 Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 17.01.13, 12:17
      W 80% jak moja matka. Teraz mam 32 lata i jest o niebo lepiej. Ale musisz byc twarda i wytrzymać. Ona sie panicznie boi ze ci juz potrzebna nie bedzie, ze dasz sobie rade bez niej. Ona to doskonale wie dlatego chce panowac nad Tobą i Twoim życiem. Słuchaj powiem ci co mnie uwolniło. Praca i własne pieniądze. Powoli ale uwolniłam się i usamodzielniłam sie. Bo do pewnego czasu szantażowała mnie tak jak ciebie, przede wszystkim ze nie da kasy (mnie jeszcze jak byłam mała tłukła niemiłosienie np. kablem od brodziza, zreszta biła mnie i pozniej tylko ręka nie pasem). Moj ojciec był jak Twój. Nigdy mnie nie uderzył, zawsze we mnie wierzył, ale nigdy nie stanął w mojej obronie. Nie odzywał sie, ale teraz i on zmienił nastawienie bo ma dosyc i po prostu matke olwea, co jej na maksa doskiwera. Zmieniła sie po pojawieniu sie wnuczki. Zwariowała na jej punkcie i nie kłóci się ze mna i odpuszcza bo....boi sie ze straci z nia kontakt. :) Ale nie zwierzam sie jej z niczego, nie prosze o rade, nie ma miedzy nami więzi. Pewnie mnie kocha ale jakos tak patologicznie. Więc nie poddawaj się, niech wspiera cie facet i pracuj. Twój zawód i twoje kawlifikację dadza ci wolność. Jak staniesz sie samodzielna to matka juz ci tak nie zaszkodzi. Bo nie bedziesz z nia mieszkac, nie bedziesz jej oglądac, a odwiedzac ja bedziesz jak bedziesz miała ochote. A gosć w domu to nie domownik.
    • nowy99 Re: zżerająca mnie od środka toksyna matki... :( 17.01.13, 16:37
      No, z grubsza to rys mojego rodzinnego układu: egoistycznej, agresywnejmatki i wycofanego, dla świętego spokoju, ojca. No i ja w tym wszystkim.
      Dziś mam 40 lat, swoją rodzine i upierdliwą mamusię jakieś 500 km od siebie.
      Nie oddalabym ani kilometra z dzielącej nas odległości, mimo, iż staram sie utrzymywać z nia poprawne stosunki. Gdyby było bliżej, miałabym ją tu w każdy weekend.
      A i tak wysluchujęprzez telefon, ze to czy tamto, to moja wina. Zawsze winy szukała instynktownie we mnie, taki z niej destruktor. A, ona chyba jest DDA, pewnie to jest odpowiedź na moje odwieczne pytanie, dlaczego mama jest taka dla mnie niedobra... Morze łez wypłakałam, szkoda gadać.
      Najważniejsze, byś swoim najbliższym tj.mężowi i dzieciom nie zafundowała podobnej traumy, pamiętaj o tym stale.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja