Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa?

19.01.13, 00:35
Witam serdecznie. Piszę do Państwa z takim problemem. Postaram się opisać sytuację, jej zawiłości , jak najlepiej, chciałabym, żebyście mogli zobaczyć wszystko z mojej perspektywy. Otóż mam sąsiadów- parę ( nie małżeństwo, ale to chyba bez znaczenia) ok. 40 lat, syn 17 lat, córeczka, 2,5 roku. I babcia, starsza kobieta. Nie ma w tym domu alkoholu, pijaństwa, nikt nikogo nie bije. ALE. Jest bieda. (wiem o tym, bo mam dobrą znajomą, która mieszka zaraz obok nich, dzielą ich tylko drzwi, pozatym, jest ona chrzestną dziewczynki i też zależy jej bardzo na dobru tego dziecka, tak jak i mi, mam córkę w tym samym wieku). Ojciec pieniędzy nie dostarcza, pojawia się raz na czas. Matka NIGDY nie pracowała. Jest osobą o bardzo zanizonej samoocenie, choruje na depresję, w ostatnie lato była w szpitalu psychiatrycznym , bo groziła, że się zabije. Jest bardzo nieporadna życiowo- nie umie posprzątać, ugotować dziecku, napalić w piecu- wszystko to robi jej matka, babcia dzieci, która jest już u kresu wytrzymałości- fizycznej i psychicznej. Żyją wszyscy z jej emerytury- w domu nie ma już gazu, bo odcięty, opału, jest zimno, a nikt nie poczuwa się do odpowiedzialności, żeby cokolwiek z tym zrobić. W domu nie ma termometru dla dziecka ( za każdym razem my pożyczamy), nie potrafią podać antybiotyku "bo mała płacze", co ostatnio skończyło się krwotokiem, szpitalem.
Pomimo zaleceń, żeby podawać laktulozę, bo dziecko cierpi na przewlekłe zaparcia, matka nie podaje. BO NIE MA (ale na święta były 4000zł , żeby kupić sprzęt kuchenny, przecież trzeba było dziecku leki kupić, rachunki opłacić...) Dziś znów babcia z płaczem pożyczała od nas, bo dziecko zasnęło takie wymęczone z bólu. Matka dziewczynki od początku nie chciała tej ciąży, mówiła do mnie, że jakby się raz porządnie "wk...iła" to by poroniła i byłby spokój. Słyszę często jej krzyki, pomimo , że mieszkam piętro wyżej- na matkę, na syna, na partnera, czasem na małą. Bić raczej nie bije. Dziecko kocha, tylko NIE POTRAFI się nim zająć, nie chce nic zmienić, nie wiem czy to wina depresji, czy wygoda. Starszego syna też z tego co wiem wychowywała babcia ( tak mi mówiła, a jak było...)
Proszę nie zrozumcie mnie źle- ja nie chcę dodatkowo utrudnić im życia. Ja tylko nie chciałabym, żeby temu dziecku coś się stało, a potem będą wszyscy pytać- czy sąsiedzi nic nie widzieli...? Cchciałabym zrobic coś, żeby tą matkę otrzeźwić, juz jej tłumaczyłam, niech poda partnera o alimenty, niech zrobi cokolwiek- i tak matka zajmuje się małą, niech idzie do pracy, na magazyn, gdziekolwiek, to mówi, że nigdzie jej nie przyjmą bo nie ma zębów ( górnych wszystkich) . Nic nie dociera do niej, nic. Gdyby tam było biednie, ale widac by było, że Ci rodzice starają się jak mogą, to tak, ja wszystko rozumiem, no życie. Ale podstawowe rzeczy- dziecko ma 2,5 roku- w domu nie ma panadolu, strzykawki, termometru, matka nie potrafi podać leków, a jak babka mówi "idź z nią do lekarza, bo..." to krzyczy na nią, że wymysla dziecku choroby, a potem kończy się szpitalem... Jest mi strasznie szkoda tego dziecka, boję się co będzie, jesli ta babcia kiedyś umrze? Jak oni sobie dadzą radę? Przecież matka nagle nie zacznie sprzątac, gotować, skoro nigdy tego nie robiła...? Doradźcie coś, bo ja nie wiem, nie chcę nikomu w zycie włazić z butami. ale nie chcę też mieć poczucia, że gdyby cos się stało, że mogłam coś zrobić, a nie zrobiłam...
Mam tak samo jak Tyyyyyyyyyyyyy ;)
    • prochottka1 Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 11:05
      zglos sprawe do Miejskiego Osrodka Pomocy Spolecznej, moze dostana kuratora
      i ktos pomoze tej rodzinie w zajmowaniu sie dzieckiem, jesli nie wiele sie zmieni sytuacja to
      czasami lepiej umiescici dzieci w rodzinie zastepczej
      • paris-texas-warsaw Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 11:33
        Możesz zadzwonić na infolinię Biura Rzecznika Praw Dziecka, tam wystarczy podać imię i nazwisko i adres dziecka, któremu się dzieje krzywda (tu dziecko pozbawione jest leczenia) i oni wdrażają odpowiednie procedury, można załatwić coś co się chyba nazywa wgląd w sprawy rodziny - sąd wtedy sprawuje nadzór nad wychowaniem dziecka pozostawiając je w rodzinie (nie wiem, czy dobrze podaję nazwę tego działania prawnego). Możesz sprawę zgłosić telefonicznie lub mailowo i pozostać anonimowa.

        Jeśli ta rodzina jest aż tak niewydolna, że nie jest w stanie iść do lekarza, to powiedz im, żeby prosili telefonicznie o wizytę pediatry bezpłatnego z rejonu - może też zadzwoń tam i powiedz pediatrze rejonowemu, że jest taka sytuacja, że mimo, że dziecko nie ma np. wysokiej gorączki, to żeby przychodził do dziecka w sytuacji choroby, bo matka nie jest w stanie z dzieckiem dojść (jeśli ona ma jakieś zaburzenia psychiczne, a babcia jest już starsza, to chyba pediatra z rejonu prowadzący dziecko by to zrozumiał).

        Napisz mi na maila gazetowego Twój adres albo numer konta bankowego, to Ci prześlę jeszcze dziś pieniądze. Kup dziecku termometr, kup potrzebne leki, czy co tam jeszcze potrzeba. Poproś najwyżej koleżankę - sąsiadkę, która jest matką chrzestną o pomoc. Dziecko nie może wić się z bólu, bo nie dostaje lactulozy lub jakiegoś innego leku. Ta sytuacja to jakiś koszmar. Nim tę sytuacje rozwiąże się instytucjonalnie, niech ktoś chociaż im pomoże w podawaniu tych leków - może ta matka chrzestna?
    • shukria Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 11:59
      Pozwole sobie wypowiedziec sie bo moglabym by tą matką.

      Jesli ona ma depresje to zadne rozmowy "otrzezwiajace" jej nie pomogą. Gdyby tak bylo to szpitale psychiatryczne mozna by zamknac i przeprowadzac tylko rozmowy :)
      Pewnie lekow na depresje nie bierze bo ich na to nie stac...

      Mialam w swoim zyciu epizod depresyjny i powiem Ci ze nawet teraz jak o tym mysle to nie rozumiem jak mozna byc w takim stanie...ale wtedy wyzwaniem bylo dla mnie umycie wlosow, naprawde podstawowe czynnosci higieniczne byly dla mnie męką...i to na dobrze dobranych psychotropach...

      Na podlodze walały sie tumany kurzu a ja lezałam na lozku i nie bylam w stanie sie ruszyc...

      Ale ja przynajmniej mialam spokoj i cisze wiec lepsze warunki do zdrowienia-a i tak sadze ze bez Łaski Bozej to nie mialam szans na powrot do normalnego zycia

      Wracajac do owej rodziny...

      kobieta jest nieporadna zyciowo- no niestety ale ktos ja do tego wychowal...

      ja tez byłam wychowywana przed rodzicow na zyciowa kaleke- to sie osiaga w ten sposob- ze np. cokolwiek dana osoba zrobi to jest krytykowana- doslownie najprostsze czynnosci jak krojenie warzyw, zmywanie podlogi- robilam podobno zle, krytykowane było wszystko, waga, wzrost, wyglad, fryzura, ubior, chód, hobby, brak hobby oprocz naturalnie czynnosci, ktorych sie podejmowalam albo sie nie podejmowalam...szalenstwo ktore zrozumialam juz długo po 20 urodzinach....

      to jest uczenie bezradnosci jak u tych pieskow:

      Wyuczona bezradność polega na tym, że dana osoba nie widzi nawet oczywistych możliwości poprawienia czy zmiany swojej sytuacji, odczuwa bezsilność i biernie poddaje się wydarzeniom. Pojęcie to rozpropagował Seligman, korzystając ze swoich doświadczeń w eksperymentach na psach. Jedno z tych doświadczeń polegało na tym, że w pierwszej fazie psy były rażone prądem elektrycznym, bez możliwości uniknięcia tego. W fazie drugiej oprócz rażenia prądem dawano zwierzętom możliwość ucieczki i uniknięcia cierpienia. Okazało się, że w fazie pierwszej psy wynosiły przekonanie, że nie mogą zrobić nic, aby nie doznać bólu i nawet gdy droga ucieczki przed bólem była otwarta, nie korzystały z niej biernie cierpiąc.

      niestety po poddaniu takiej przerobce bardzo ciezko jest normalnie funkcjonowac...skoro cokolwiek zrobie/czy nie zrobie to dostaje po glowie to lepiej nic nie robic i skulonym czekac na ciosy

      ...aby sie z tego wyzwolic to potrzeba terapii albo przynajmniej pewnej dozy autorefleksji, ktorej w przypadku tej kobiety podejrzewam nie ma...

      to jest istny diabelski krąg-jedyne co by pomoglo tej kobiecie to sprawdzenie sie w jakiejs pracy ale jak to isc do pracy gdy nie ma sil zeby z łózka wstac...

      no i robiąc wszystko zebym byla niesamodzielną i zalezną ofermą niedawno dowiedzialam sie ze moj ojciec kiedys zalił sie komus jak to bedzie musial na rzęsach stanąc zeby mi jakąs prace załatwić...

      no po prostu przednie- taka osoba ma same korzysci- w oczach otoczenia uchodzi za bohatera, meczennika obarczonego nieudanym potomstwem dla ktorego nawet na starosc wypruwa sobie zyly, a jednoczesnie ma usprawiedliwienie do traktowania owego potomstwa z buta, znecania sie- jako rzekomej "pomocy" własnie takiego otrzeźwiania zeby w koncu sie pozbieral...oczywiscie caly czas robiac krecią robotę i to pozbieranie sabotując...co bedzie z tym dzieckem po smierci tej osoby nie ma znaczenia bo przeciez zawsze chodzilo tylko o zrobienie SOBIE dobrze kosztem tego dziecka...

      Przykro mi ale widze, ze w sytuacji tej rodziny ze taki scenariusz mogl miec miejsce...

      dowodem jest chociazby to:

      "a jak babka mówi "idź z nią do lekarza, bo..."
      > to krzyczy na nią, że wymysla dziecku choroby, a potem kończy się szpitalem... "

      Przeciez babka widzi ze córka jest nieporadna, chora- czemu sama nie pojdzie z dzieckiem do lekarza....czeka az sytuacja sie zaogni do szpitala, dlaczego?

      Skad wiesz o tym? Czyzby sie potem zaliła osobom trzecim?

      Ogolnie nikogo nie usprawidliwiam- cale srodowisko przejawia zachowania tokstyczne- kobieta, partner itd...

      ale po prostu historia moze nie byc taka czarno- biala...
      • noname2002 Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 12:40
        Przeciez babka widzi ze córka jest nieporadna, chora- czemu sama nie pojdzie z
        > dzieckiem do lekarza....czeka az sytuacja sie zaogni do szpitala, dlaczego?

        Starsza osoba moze nie radzic sobie z dwulatka po wyjsciu z domu, moze dziecko trzeba niesc albo ucieka.
        Ale moze byc tak jak piszesz.
        • jedynybasek5 Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 14:32
          Paris-texas-warasaw, pomysł z telefonem do lekarza wydaje się być rozsądny, bo lekarka wie, że matka ma problemy psychiczne. Pewnie byłaby w stanie to wszystko zrozumieć. Jeśli chodzi o pieniądze- my moglibyśmy im kupić wszystko, czego potrzeba, i tak jakiś czas robiliśmy, ale... To nie jest rozwiązanie. Bo im pomaga wiele osób, a kończy się tym, że kiedy dostają od nas drewno na opał, to stoi w piwnicy, w domu zimno a nikomu nie chce się pójść pociąć. To jest taka pomoc na krótką metę, bo mi raczej chodzi o to, co zrobić, jak skłonić matkę tego dziecka do zmian?
          Prawdą jest również, że nie miała pieniędzy na leki antydepresyjne. No nie miała i już. I tu jest usprawiedliwiona, bo jak się nie ma, to się nie ma. Ale w końcu musi stać się coś, co wyrwie ich z tego kręgu bezradności, bo kiedyś stanie się tragedia. I to COŚ musi się zdarzyć, zanim babka umrze, bo ja nie wiem, jak oni sobie poradzą, co z tym dzieckiem będzie.
          A jeszcze odnośnie babki- ona PO KRYJOMU wczoraj prosiła o tę lactulozę, żeby się córka nie dowiedziała, bo znów byłaby awantura :( a potrafi się kobieta awanturować, naprawdę, wiele słyszę, wyzwiska, zabiję siebie, ciebie... że się wpie....asz, zupełnie nie docenia żadnej pomocy. Tylko żądania. Ta babka żaliła mi się wiele razy, dużo mi mówi ta koleżanka ( to jest taki dobry duch- często kupuje tej małej jedzenie, pampersy, pomimo, że też im ciężko finansowo, rodzi na dniach, mała jest kąpana u niej w domu bo ciepło, jak wspomniała kiedyś, że małej kupi zabawkę na urodziny a potem kupiła coś innego bo nie było jej stać w danym momencie to matka się upomniała- piszę o tym, bo chciałabym pokazać ogół zachowań, nie wiem czy takie coś może być wynikiem choroby czy bezczelności). Stąd wiem, że matka nie zabiera tej małej do lekarza, ba, ona sama jak idzie to właśnie z babką. Ja wiem, że wiele tych zachowań jest wynikiem depresji, ale dziecko nie może na tym cierpieć.
          Jeszcze odnośnie tego, czy babka może małą zabrać do lekarza. No teoretycznie może. Nie jest taką staruszeczką o lasce. Ale , po pierwsze będzie awantura , że się wtrąca, po drugie, chce zmobilizować córkę, która matką jest , przynajmniej z nazwy.

          Skomplikowane jest to wszystko bardzo. Ta sytuacja jest bardzo trudna- matka nieporadna, depresyjna, o postawach roszczeniowych, ojciec - nieodpowiedzialny, pracuje cały czas, pieniędzy nie daje prawie w ogóle, ale raz , na odczepnego , zamiast kupić dziecku podstawowe rzeczy, kupuje jakiegoś robota za 4 tysiące, nie mysląc, że nie ma co do niego włożyć. Syn , 17 lat, nie ma książek do szkoły, o koszuli na zakończenie roku matce przypomina się o 23 w nocy. Bieganie po sąsiadach , żeby pożyczyć. Ale biega kto? nie, nie matka. BABKA.

          Ja przyglądam się temu od 6 lat, od 2,5 roku, odkąd mała jest na świecie, naprawdę mnie to niepokoi. Jestem bardzo daleka od robienia komuś na złość, choć czasem mam ochotę wylać wiadro zimnej wody na głowę tej matce dziewczynki. Szukam sposobu, żeby właśnie, ktoś mógł to wszystko kontrolować, trzymać w kupie skoro oni nie potrafią, ale żeby dziecko mogło zostać w domu, bo wiadomo, że dla dziecka dom, to dom... Szczególnie, że nikt nie bije, nie pije. Ehhh. Trudna sprawa :(
          • paris-texas-warsaw Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 14:49
            Ja bym zgłosiła w tym ww. Biurze Rzecznika Praw Dziecka, bo tu jest potrzebna jakaś pomoc instytucjonalna. Na zmianę zachowania matki, jeśli jest chora nie liczyłabym. Radykalna zmiana stylu życia powiązanego z nieleczoną chorobą psychiczną wg mnie jest mało realna.
            Jeśli ta matka nie ma na leki, a syn tych książek, to napisz mi ten numer konta - niech to sobie kupią, albo coś, czego im najbardziej potrzeba. Może coś konkretnego z ubrań, zabawek, jedzenia im potrzeba? Bardzo żal mi tej malutkiej, sama mam małe dziecko, to ta sytuacja bardzo mnie rusza. Nie wyobrażam sobie, że dziecko się skręca z bólu, bo leki są nie podawane, albo ląduje w szpitalu z krwotokiem. Z tego zresztą co opisujesz, to chyba to dziecko jest generalnie w słabym stanie fizycznym, czemu trudno się dziwić. Może zapisanie go do żłobka byłoby dobrym wyjściem, jeśli cały czas siedzi w tym domu, stąd tez mogą być np. te problemy z zaparciami i inne konsekwencje też wchodzą w grę.
            • jedynybasek5 Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 15:14
              Paris, Boże, gdybym ja wiedziała, że to cokolwiek pomoże... Ja nawet nie mogłabym być pewna , czy te pieniądze rzeczywiście pójdą na to dziecko :( To jest takie przysłowiowe dawanie ryby, ja chciałabym zrobić coś, żeby ona w końcu chwyciła w rękę wędkę! Nie wiem, co zrobić. Z jednej strony bardzo bym chciała , ale moim zdaniem to nie jest rozwiązanie :(
              • jedynybasek5 Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 15:18
                Ale na pewno poważnie się zastanowię nad tym biurem praw dziecka. Chyba bym sobie nie darowała, gdyby tej małej coś się stało, a ja wiedząc , że coś nie gra stałabym z załozonymi rękami. Czasem nawet dziwiłam się, że kiedy moje dziecko płakało w nocy jakby ją ktoś obdzierał ze skóry, bo akurat miała czas jakichś histerii i lęków, że nikt się nie zainteresował. W sumie to nawet chyba wróciłaby mi trochę wiara w ludzi, że się interesują, że im zależy.
                • anula36 Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 15:32
                  Jesli babcia jest w miare wydolna moglby zostac rodzina zastepcza i sama zalatwac wszystkie sprawy dotyczace wnukow.
                  Z drugiej strony zastanawiam sie czy tym malym dzieckiem nie moglby sie zajac ktos z dalszej rodziny, albo zawodowa rodzina zastepcza, widzialam wiele takich rodzin jak ta opisana i czekanie az babcia umrze, bo jak umrze i tak bedzie taka koniecznosc, a miedzyczasie zycie w nedzy, zimnie, chorobach i bolu to troche malo fajna egzystencja dla tej dziewczynki.
                  • paris-texas-warsaw Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 15:52
                    Z opisu wynika, że babka jest tylko trochę mniej niewydolna niż matka. Przecież wszyscy razem mieszkają w zimnym mieszkaniu bez gazu. Babka nie jest w stanie zadbać ani o leczenie dziecka, ani o książki dla starszego wnuka. Gdyby była w pełni wydolna, to zupełnie nie oglądając się na opinię swojej córki zadbałaby o te dzieci, choćby z pomocą sądu. Jeśli przy jej obecności dziecko trafia do szpitala z krwotokiem przez zaniedbanie leczenia to nie jest również odpowiednią opieką dla dzieci.
                    • anula36 Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 16:40
                      Byc moze tak, a byc moze gdyby prawnie byla opiekunem dzieci byloby jej latwiej pewne rzeczy przeforsowac. W sposob moze malo udolny,ale sobie znany babcia jednak szuka pomocy dla wnuczki. Chocby wsrod rodziny i sasiadow.
              • paris-texas-warsaw Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 15:25
                W długim okresie to oczywiście stałe dawanie im pieniędzy może i nie pomoże, ale tak na bieżąco ta matka chrzestna zamiast dania im gotówki, którą na coś przetracą, mogłaby im kupić potrzebne leki i rzeczy na teraz, a w tym czasie opieka instytucjonalna by się nimi zajęła - to pewnie wymaga trochę więcej czasu nim zostaną wdrożone odpowiednie procedury.
                Oczywiście jeśli jakaś ostra krzywda działaby się dziecku, to i od ręki może przyjechać policja i je zabrać, ale to są działania radykalne (choć czasem pewnie najlepsze). Była ostatnio głośna sprawa rodziny chyba z Lubaczowa, do nich zaczął chodzić jakiś asystent, który pomagał w codziennym życiu. A do tego nadzór sądowy by zaczął działać.
                • paris-texas-warsaw Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 15:55
                  Generalnie bardzo mi się nie podoba ta sytuacja, grozi utratą zdrowia/życia tej dziewczynki.
                  • paris-texas-warsaw Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 16:02
                    Jeśli masz problem, z którym sobie nie radzisz i nie wiesz, do kogo zwrócić się o pomoc, zadzwoń pod numer Dziecięcego Telefonu Zaufania Rzecznika Praw Dziecka:
                    800 12 12 12
                    Na ten numer dodzwonisz się bezpłatnie z każdego telefonu stacjonarnego.
                    Od poniedziałku do piątku od godziny 8.15 do 20.00 dyżurują specjaliści, czekający właśnie na Twój telefon.
                    Jeśli zadzwonisz na ten numer w godzinach nocnych, możesz przedstawić swój problem i pozostawić numer telefonu, a następnego dnia na pewno oddzwonimy.
                    Pod numer Dziecięcego Telefonu Zaufania mogą również dzwonić osoby dorosłe, by zgłosić problemy dzieci.
                    • paris-texas-warsaw Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 16:06
                      Albo można się też kontaktować z Ogólnopolskim Pogotowiem dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia". Krzyczenie na dziecko i nieudzielanie mu należnego mu leczenia, żywienia i opieki też jest przemocą domową!!! Sam pediatra tez chyba powinien gdzieś taką sytuację zgłosić.

                      Kontakt:
                      ul. Korotyńskiego 13
                      Warszawa 01-121
                      pogotowie@niebieskalinia.pl
                      (+48) 22 824-25-01

                      22 823-96-64

                      www.niebieskalinia.pl
                      • paris-texas-warsaw Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 16:21
                        Na stronie Niebieskiej Linii jest napisane:

                        Dzieci, które doświadczyły przemocy na ogół nie wiedzą gdzie szukać pomocy. Bardzo często boją się pomocy ze strony organizacji lub instytucji. Świadek sytuacji przemocy domowej wobec dziecka możne zgłosić ten fakt np. do pracownika szkoły, przedszkola, żłobka gdzie uczęszcza dziecko, na policję, do Ośrodka Pomocy Społecznej lub do Sądu Rodzinnego. Zgłoszenie do OPS lub/i Sądu Rodzinnego można wysłać w formie pisemnej jako Wniosek o wgląd w sytuację dziecka. Takiego zgłoszenia można dokonać również anonimowo.

                        Krzywdzone dziecko może szukać wsparcia poprzez bezpłatną infolinię Telefonu Zaufania dla dzieci i młodzieży - 116 111.
    • 71tosia Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 19.01.13, 23:08
      Oprocz MOPSu i Recznika jest kilka fundacji pomagajacym takim rodzinom, po szybkim kliknieciu w googlach znalzlam np Krajowe Stowarzyszenie „Przyłącz Się Do Nas”. Nie wiem jak one w rzeczywistosci dzialaja ale moze warto sprobowac i ta droga.
      • jedynybasek5 Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 20.01.13, 00:30
        Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. najważniejsze jest to, e być może da się pomóc tej rodzinie, temu dziecku, bez tak drastycznych zmian w jego życiu jak rodzina zastępcza... Wierzę, że matka kocha tą małą, jest tylko przeokropnie niezaradna. Moim zdaniem, nie powinna mieć dzieci w ogóle, bo sama trochę jest jeszcze dzieckiem, mentalnie. Ale skoro juz te dzieci są, to trzeba spróbować jakoś im pomóc.

        powiem szczerze, że mam okropny dylemat. Z jednej strony chciałabym pomóc, z drugiej boję się, jak to się skończy. Boję się tych instytucji , boję się im zaufać, a z drugiej strony widzę tę małą, i boję się, że za którymś razem , przez zaniechanie stanie się jej krzywda. Mój mąż nigdy nie wtrącał się w "takie sprawy", ale tu nawet on widzi, że coś nie gra , że coś trzeba zrobić. To jest bardzo głęboka ingerencja w czyjeś życie. Mam nadzieję, że wystarczy nam odwagi. Jeszcze raz dziękuję za odpowiedzi.
        • paris-texas-warsaw Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 20.01.13, 09:11
          A mnie zastanawia, czemu Pani nie chce, żeby kupić temu dziecku jego WŁASNY termometr (tak chyba by było bardziej higienicznie i nie byłoby obawy, że kiedyś nie zmierzą dziecku temperatury, bo np. będą się wstydzić przyjść po termometr), potrzebnej lactulozy (nie rozumiem, czy Pani ten lek też posiada w domu i jak babcia dziecka przyszła, to dała jej Pani miarkę tego leku czy pożyczyła pieniądze na zakup leku) i innych leków potrzebnych temu dziecku i tej matce, nawet jak piszę, że Pani wyślę na to pieniądze. Nie rozumiem, że w stanie ostrej choroby dziecka, które wije się z bólu Pani zastanawia się głównie nad motywacją matki. Napiszę szczerze, że nie budzi to mojego zaufania, jak ta sprawa się dalej potoczy.

          Pomyślałam sobie, że sama jutro napiszę i zaniosę pismo do RPD (zawsze był na Śniadeckich w centrum Warszawy), do Niebieskiej Linii (Korotyńskiego to Ochota) i do prokuratury. Myślę, że oni sami znajdą Panią po Pani IP komputera i najwyżej pofatygują się piętro wyżej do mieszkania tej dziewczynki. Mam nadzieję, że te instytucje jakoś w Polsce działają i taka sprawa będzie w ich gestii. Najwyżej napiszę Pani tutaj nr pisma, jaki nadadzą w swoich kancelariach i będzie Pani mogła tam zadzwonić i ułatwić im sprawę, żeby nie musieli rozpoczynać procedur uzyskiwania Pani (lub właściciela komputera, z którego Pani pisze) danych osobowych po numerze IP komputera. Myślę, że będę spokojniejsza. Dla mnie to mały wysiłek, a nie chciałabym za dwa tygodnie przeczytać, że dziecko umarło po krwotoku, bo matka zabroniła wezwać karetkę.
        • 71tosia Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 20.01.13, 09:14
          nie miej takich dylematow. Czesto to jedyna metoda by cos zmienic- dysfunkcyjne rodziny zaczynaja sie mobilizowac dopiero jak widza realna grozbe ze odbiora im dziecko. I oby bylo wiecej takich 'wtracajacych' sie sasiadow.
    • ga_ga_aga Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 20.01.13, 12:10
      @ paris: dzięki ci dziewczyno, że masz cierpliwość odpisywać i naciskać. Podziwiam i dziękuję za to, że nie dajesz za wygraną.

      Do autorki wątku: kobieto, jeśli chcesz pomóc temu dziecku, to przestań donosić nam tutaj, co się z tym dzieckiem dzieje, bo jeśli sytuacja tej dziewczynki choć w ułamku jest taka, jak piszesz, to jedyne co możesz zrobić, to znaleźć dla niej pomoc a nie jojczyć i załamywać ręce. I kręcić się jak pies za własnym ogonem, że ty byś pomóc chciała, ale co? paraliżuje cię na samą myśl, że zadzwonisz do Rzecznika Praw Dziecka? W żaden sposób nie zmieni to sytuacji dziewczynki, gdy nam tutaj na forum opiszesz, jaka ty dobra ciocia jesteś, bo termometr pożyczysz i dajesz to czy tamto? Bo jak nie biją to ci się wydaje, że przemocy nie ma? Powstrzymujesz się, bo myślisz, że jak doniesiesz na biedną rodzinę i chorą kobietę, co to dziecka nie bije to cię później palcami znajomi będą wytykać, bo to przez ciebie dziecko biednej i chorej matce zabrali, bo jakby ta donosicielka czyli ty nie zadzwoniła, to dziecko byłoby w domu, ale ty sie wtrąciłaś i przez ciebie odebrali dziecko biednej matce w depresji i babci też dziecko odebrali, a one obydwie tak je kochały, i wszystko by dla niego zrobiły tylko że nic nie zrobią, bo jakaś donosicielka zadzwoniła do Rzecznika i zabrali dziecko? No tak matka dziecka zapewne wyzwiskami by ci podziękowała, gdyby wiedziała, że to w wyniku twojej interwencji Rzecznik zainteresował się sytuacją dziecka. No i co będziesz się dalej uganiać za własnym ogonem i opisywać nam sytuację dziewczynki czy może zbierzesz się w sobie i zrobisz co paris radzi albo przynajmniej wyślesz paris na priva adres, pod którym dziewczynka przebywa - tyle wystarczy i wtedy nikt się nie dowie, że to ty doniosłaś.
      • jedynybasek5 Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 20.01.13, 15:15
        Paris, rób co uważasz za słuszne, ja nie powiedziałam, że nie pomogę, powiedziałam, że MAM OBAWY . Że to jest bardzo głęboka ingerencja w życie rodziny, i nie można ot tak, z lekkim serduszkiem lecieć i zgłaszać, bo wiem to i to. Nad taką decyzją trzeba się zastanowić. Ja decyzję już podjęłam, zgłoszę to. Odnośnie zarzutów o to, że nie chcę kupić termometru, nawet za czyjeś pieniądze- dawałam im chyba 3- kazdy "zgubili".Lactulozę- dałam im teraz całą butelkę, bo miałam- nasze dzieci są w tym samym prawie wieku, moja córka też czasami cierpi na zaparcia, a skoro mieszkamy obok, nie ukrywam tego , rozmawiając , wiedzą, dlatego babcia przyszła. Pozatym- NIE MAM OBOWIĄZKU SIĘ TŁUMACZYĆ, nie mam sobie nic do zarzucenia.Tłumaczę , że im ciągle ktoś pomaga, jeśli nie finansowo, to w inny sposób, a to nie poprawia i tak sytuacji dziecka. Powoduje tylko rozleniwienie, bo po co się starać, skoro i tak dostaniemy.
        I jeszcze coś- ja nie boję się konsekwencji dla mnie, z powodu zgłoszenia sprawy, tylko konsekwencji dla tego dziecka. A to dlatego, że wiem, że nasze urzędy doskonałe nie są, i czasem można zrobić komuś większą krzywdę, niż nic nie mówiąc, aczkolwiek w tym przypadku myslę, że trzeba zaryzykować.
        Moja kolejna uwaga - PROSZĘ MNIE NIE OCENIAĆ- bo nie wyobrażam sobie podejmować takiej decyzji bez żadnego dylematu moralnego, przemyśleniu za i przeciw. I mysle, że każdy kto podejmuje takie decyzje od razu, jest nieodpowiedzialny. I tyle.
        • jedynybasek5 Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 20.01.13, 15:18
          Niegdzie też nie napisałam , że skoro nie biją, to nie ma przemocy. Wiem co to przemoc, znam wszystkie jej kategorie. To Pani pochopnie ocenia sytuację i moje pobudki. I nie podoba mi się to. Napisałam tutaj, bo chcę temu dziecku pomóc, a nie zaszkodzić. Wiem co mam zrobić dzięki temu forum, ale to nie wyklucza zwykłych ludzkich wątpliwości w słuszność swojego postępowania. Bo bierze się na swoje barki ODPOWIEDZIALNOŚĆ za to jedno małe istnienie.
      • paris-texas-warsaw Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 20.01.13, 15:15
        Wrzucam jeszcze Pani informacje ładnie zebrane ze strony Fundacji Dzieci Niczyje, żeby miała Pani świadomość, że działania opiekunów dziecka w przypadku zaniechania należnego mu leczenia, żywienia i opieki maja charakter działań przestępczych podlegających karze.

        Regulacje prawne dot. zaniedbywania dzieci
        Prawo

        Zaniedbywanie to nie zapewnianie odpowiednich warunków do rozwoju dziecka w sferze zdrowotnej, edukacyjnej i emocjonalnej odpowiedniego odżywiania, schronienia i bezpieczeństwa, w ramach środków dostępnych rodzicom lub opiekunom, i w następstwie powodujące lub mogące powodować uszczerbek na zdrowiu dziecka lub zaburzenie rozwoju psychicznego, moralnego lub społecznego. Wyróżnia się zaniedbanie fizyczne (ekonomiczne, zdrowotne), emocjonalne, edukacyjne (intelektualne).

        Ustawa Kodeks karny z 6 czerwca 1997 r. (Dz.U. z 1997 nr. Nr 88, poz. 553 ze zmian.)
        KOMENTARZ: Nawet nieumyślne działania prowadzące do zagrożenia życia lub zdrowia dziecka stanowi przestępstwo. Zaniedbania rodziców i innych osób, na których spoczywa obowiązek takiej opieki jest szczególnie surowo karaną formą tego przestępstwa.
        Art. 160.
        § 1. Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
        § 2. Jeżeli na sprawcy ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
        § 3. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 lub 2 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
        § 4. Nie podlega karze za przestępstwo określone w § 1-3 sprawca, który dobrowolnie uchylił grożące niebezpieczeństwo.
        § 5. Ściganie przestępstwa określonego w § 3 następuje na wniosek pokrzywdzonego.

        Art. 162.
        § 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
        § 2. Nie popełnia przestępstwa, kto nie udziela pomocy, do której jest konieczne poddanie się zabiegowi lekarskiemu albo w warunkach, w których możliwa jest niezwłoczna pomoc ze strony instytucji lub osoby do tego powołanej.

        • mozambique Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 21.01.13, 12:56
          czy naparwde 17-leteniemu pelnosprawnemu chlopu ktos musi szykowac czystę gacie do szkoly i "zalatwiac" podreczniki ?
          • jedynybasek5 Re: Jak pomóc dziecku z sąsiedztwa? 21.01.13, 13:30
            no niestety , został wychowany w atmosferze bezradności, i sam też taki chyba jest...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja