poutpuri
22.01.13, 17:47
witam,
czytam to forum od dawna, dlatego tutaj postanowiłam napisać.
Bardzo proszę o rady w kwestii dla mnie naprawdę ogromnie trudnej.
Jestem zupełnie sama z dzieckiem (dużym). Może to trudne do uwierzenia, ale tak się ułożyło w moim życiu, że nie mam oprócz dziecka nikogo bliskiego. Część bliskich krewnych nie żyje, daleka rodzina nie bardzo chce utrzymywać kontakt. Jak o tym myślę, ogarnia mnie taki żal i smutek, że uczucie to paraliżuje mnie i prawie obezwładnia.
Na codzień staram się być pogodna i uśmiechnęta, tym bardziej, że zdaję sobie sprawę, że jestem jedynym oparciem dla mojego dziecka.
Najgorzej odczuwam to w pracy, gdzie moje koleżanki na okrągło opowiadają o swoich rodzinach, wspólnie spędzanych wolnych dniach itp. To piękne, że tak mają i cieszy mnie ich szczęście, ale ja już czuję, że siły mnie opuszczają. Nie ma chyba osoby, która nie ma nikogo, rodziców, rodzeństwa, szwagrów, teściowych, itd.....
Jak żyć z myślą, że jest się zupełnie samemu na świecie?
Ta myśl jest ostatnio dla mnie nie do zniesienia, gdyby nie dziecko.....
Jestem osobą twardo stąpającą po ziemi, ale ile mogę sobie racjonalnie tłumaczyć, że nie wszcyscy mają mężów, rodziny?
Oczywiście, że częściowo ta sytucja jest też wynikiem moich błędów w wyborze partnera, ale chodzi mi o żal nad brakiem swojej własnej rodziny.
Naprawdę nie spotkałam w swoim otoczeniu kogoś, kto nie ma nikogo, a wręcz wszyscy dookoła mają tej rodziny w olbrzymim nadzmiarze.
Co mogę zrobić, żeby czuć się inaczej? Nie czuć tego wielkiego żalu? On stał się prawie moim codziennym towarzyszem, chyb go nawet polubiłam.
Jak mam znosić codzienne opowieści o swoich bliskich moich koleżanek, kiedy nie mam na to już sił? One oczywiście nie mówią o tym na złość mi.
Smutny pewnie ten wątek, ale może ktoś coś poradzi?