Dodaj do ulubionych

Problem we wspólnym życiu męża z żoną.

13.02.13, 10:50
Cześć,

Na mojej głowie spoczywa ogromny ciężar. Nie rozumiem własnej żony. Piszę w sprawie zupełnie na poważnie. Coraz częściej zdarzają się sytuacje, w których żona traktuje mnie bezwzględnie. Opiszę jedną z takich sytuacji. Może ktoś z was będzie wiedział skąd się biorą podobne rzeczy i jak ich uniknąć.

Niedawno żona postanowiła zrobić mi niespodziankę. Z własnych pieniędzy, zaoszczędzonych na jej własnym koncie oszczędnościowym wypłaciła odpowiednią kwotę i postanowiła zabrać mnie na wycieczkę w miejsce, które bardzo lubię do - Zakopanego. Poinformowała mnie o tym odpowiednio wcześniej. Zgodziłem się. Pojechaliśmy tam w dobrych nastrojach. W drodze postanowiliśmy, że na miejscu odwiedzimy Dolinę Kościeliską. Zimą - jeszcze jej nie widzieliśmy. Przy wejściu do doliny odwiedziliśmy jeszcze restaurację, gdzie postanowiliśmy zabić zimno, które nas przeszywało - gorącą herbatą. I tutaj zaczyna się problem. Dwie herbaty w menu kosztowały 14 zł. Mnie bardziej odpowiadał zamiast herbaty jednak zestaw śniadaniowy. Była to niezła okazja. W zestawie śniadaniowym była herbata. A oprócz tego śniadanie. Mogliśmy się podzielić wspólnie tym wszystkim i nie dość, że wypilibyśmy herbatę to jeszcze było trochę jedzenia. Moja żona jak tylko usłyszała o moim pomyśle, zmieniła się w osobę bardzo kategoryczną i wykluczyła możliwość kupna tego zestawu. W złości, nagle powiedziała, że musimy kupić herbatę, bo przecież mamy jedzenie. Odpowiadałem, że chciałbym coś drobnego też zjeść i przy okazji będziemy mieć i herbatę. Usłyszałem, że ona absolutnie! nie będzie wyrzucała jedzenia, które przygotowała. Krzyczała na mnie i mówiła to okropnym tonem, jak do osoby, której nienawidzi. Wyobraźcie sobie, że byłem bardziej zdziwiony niż wy, kiedy to czytacie. Próbowałem mówić, że "słuchaj, to tylko zestaw, nie jest to taki zły pomysł, napijesz się herbaty zjemy coś razem, a zabrane jedzenie zjemy później". Kategorycznym władczym tonem żona mi oznajmiła, że "wykluczone" i zaraz pociągnęła dalej, że "obiecałem" się z nią nie kłócić (a przecież się nie kłóciłem, tylko przedstawiałem swoje preferencje). Z niespodzianki - wyjazdu do Zakopanego zrobiło się piekło w restauracji przy posiłku. Zrobiłem się zły. Powiedziałem, w złości nagle, po tym całym dziwnym zajściu "jak ty się zachowujesz, albo skończymy te durnoty, albo kuźwa idziesz sama do góry doliną". Dalej nastąpiło kilka innych, przedziwnych zdarzeń.

Kluczowe jest dla mnie to kategoryczne żądanie żony. Ona wymaga ode mnie bezwzględnego posłuszeństwa. Traktuje mnie jak swojego syna. Jak małego uczniaka, którego próbuje paskudnym tonem głosu zmusić do uległości. Te sytuacje powtarzają się i mam już tego dosyć. Nie wierzę, że ona się zmieni, ponieważ ona nie widzi w tym problemu. Przy jednej z rozmów śmiała się ze mnie złośliwie i wyprowadzała mnie z równowagi. To są jakieś przewrotne rysy jej charakteru.

Zatem pytanie do was i do ekspertki - o czym to może mówić (oprócz tego, że mówi, że mamy problemy). Może ktoś miał podobnie? Bo ja już straciłem nadzieję. Te sytuacje są tak często, że niszczą wszystkie przyjemne chwile.
Obserwuj wątek
    • lena575 Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 11:19
      Może najpierw skupmy się na tym "incydencie" a następnie przejdziemy do "ogółu" ...
      Może, gdybyście ustalili, że jedziecie bez knapek (kto je robił?) i zjecie coś na miejscu to nie byłoby dyskusji co z kanakami niezjedzonymi zrobić (mozna dać napotkanemu misiowi).
      Najczęciej jest tak, że gdy jedna osoba organizuje jakies przedsięwzięcie i jest odpowiedzialna za logistykę (czasem wynika to z całkowitej bierności drugiej strony) to wkurza ją to, ze ta bierna strona w organizację niczego nie wnosi ale po drodze impreze "modyfikuje". Np.ogranizujemy piknik, jedna osoba przygotowuje stos jedzenia a druga wpada na pomysł, ze woli na pizzę, ktos organizuje wyjście do kina, kupuje bilety a druga strona wymysli, ze po drodze kupimy pralkę, wpakujemy ją do samochodu i pojedziemy do kina. Ktoś ugotuje a druga strona za każdym razem mówi, ze moze i dobre ale woli schabowy, albo zjada w pracy i twierdzi, ze można obiad zostawić na jutro.
      Pochukiwanie czy wykrzykiwanie na kogokolwiek dobre nie jest i nie powinno miec miejsca, jednak zastanów się kiedy twoja zona tak się zachowuje i przegadajcie to. Może ona nie powinna czuć się za wszystko tak bardzo odpowiedzilna a czuje się.
      • mruwa9 Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 11:32
        tu nie chodzi o te przeklete sniadanie i kanapki, ale o to, ze kobieta wyklucza jakiekolwiek negocjacje i kompromisy. Ma byc tak, jak ona chce, czy to w kwestii kanapki, czy koloru scian, czy czegokolwiek innego. Koniec, kropka.
        Wyjscia sa takie: uciekac gdzie pieprz rosnie, zwlaszcza, jesli jeszcze nie zdazyli obrosnac w dzieci, bo zwiazek z taka osoba kiepsko rokuje, albo polozyc uszy po sobie i pokornie wlezc pod pantofel, akceptujac swoja role osoby bez prawa glosu, albo poszukac pomocy profesjonalisty , o ile zona da sie przekonac do terapii.
        • lena575 Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 11:58
          Nic nie wiemy o kolorze ścian i innych sprawach. To trochę mało opisac jeden incydent i napisać, ze takie zachowania się powtarzają, może nalezy przeanalizować sytuacje w któych się powtarzają.
          Czasem sprawa ma kontekst. Może za aprowizację odpowiada ona i jeśli by nie zrobiła konapek, to on robiłby jej wyrzuty, oceniał ją. I raz jest za mało a raz za dużo.
          Niewykluczone, ze ona wwniosła takie zachowania z domu, matka rządzała i nie było sprzeciwu, taki typ belfra.
      • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 12:35
        Rzeczywiście tym razem żona wszystko przygotowała. Ona robiła 'niespodziankę', a jak wróciłem do domu to wszystko było już niemal gotowe (wtedy dowiedziałem się, że to jest niespodzianka). Mieliśmy kanapki (bułki) i napoje. Rzeczy były przygotowane i ułożone. Dorzucę wam coś jednak: jej złość częściowo wynikała z tego, że obawiała się, że jak zjemy zestaw śniadaniowy, to nie będziemy w stanie zjeść przygotowanego jedzenia. Nikt w to jednak nie wniknął i nie miał intuicji: ona nie znosi wyrzucania jedzenia. Tak została nauczona w domu. To jest dla niej rzecz niemal święta. Wyrzucać jedzenia nie wolno.

        Mimo wszystko, tu chodzi o coś jeszcze. Nie wierzę, że człowiek, który nie lubi wyrzucać jedzenia musi być tak zaciekły. Potrafię sobie wyobrazić, że gdybym ja miał na tym punkcie bzika, próbowałbym wytłumaczyć i proponować, a nie nakazywać i wymagać i krzyczeć.
      • irmina51 Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 22:04
        Zachowanie twojej zony przypomina mi dokladnie zachowanie mojej szwagierki.Miala tez takie wybuchy zlosci.Zachowywala sie wtedy jak nienormalna.Niech zona zbada tarczyce.Bo to moze miec zwiazek z jej zachowaniem.Zycie z takim czlowiekiem to jest horror.Jestes mlody,nie wpedzaj sie w poczucie winy.Ratuj sie,uciekaj.Jeszcze sobie ulozysz zycie.Przy niej sie zmarnujesz.Bedziesz cichutkim pantoflarzem,zrobisz wszystko zeby tylko nie wpadla w szal.Ona bedzie sie czula coraz bardziej bezkarna,a jak beda dzieci to juz calkiem.Z reguly jestem przeciwniczka rozwodow,ale w tym przypadku powinienes nie miec wyrzutow.Nie wiedziales ze biezesz niestabilna psychicznie zone.Tego nie wolno zatajac przed slubem.Tak ze nawet moze moglbys dostac rozwod koscielny./troche sie zagalopowalam/,ale nawidze moja szwagierke i jej podlego charakteru oraz jej manipulacji.Powodzenia ,i badz stanowczy.
      • amb25 Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 14.02.13, 07:31
        A moze po prostu zachowujesz sie jak dziecko w zyciu codziennym (bo ci wygodnie - "mamusia" wszystko poda pod nosek, zalatwi, wyciagnie z klopotow, powie co trzeba zrobic, co kupic, zorganizuje co trzeba itp itd, ty niczym nie musisz sie interesowac ani obarczac, poza praca oczywiscie) i ona zaczela cie tak traktowac?
    • altz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 11:22
      To jest choroba. Wpadłeś, jak śliwka w kompot.
      Był kiedyś amerykański film o takiej kobiecie, ale ekstremalny przykład.
      Pisarz ma wypadek samochodowy i wpada w łapy swojej czytelniczki.
      Ona leczy go samodzielnie, maskuje samochód, jak facet chce odejść, łamie mu znowu nogi.
      Każe mu napisać inne zakończenie książki, wpada w szał na każdy sprzeciw.

      Obejrzyj sobie koniecznie, jeśli takich sytuacji jest wiele.
      Znalazłem tytuł, Misery. :-)
    • tonik777 Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 11:29
      U mnie niestety jest podobnie. Jak coś się nie podoba żonie, to od razu jest krzyk, awantura. Spokojnie z nią porozmawiać można tylko jeśli się z nią zgadzam. Inaczej jest problem. Ostatnio w rozmowie przyznała, że ona zawsze taka była, tylko wcześniej się powstrzymywała, a teraz już nie.
      Jako rozwiązanie w moim przypadku widzę tylko rozwód. Uważam, że żona ma problemy psychiczne, ale leczyć się nie chce mimo, że proponowałem jej wiele razy.
      • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 12:02
        Trafne spostrzeżenie. Ona nie rozumie słowa kompromis. Ma być zgodnie z jej Planem. Moje argumenty są śmiesznie, jak dąsy małego dziecka, które upiera się, że chce jechać sankami po asfalcie, a jak mu nie pozwalają to płacze i krzyczy (widziałem taką sytuację) - tylko - ja jestem dorosły i podaję sensowne argumenty. Ona ich nie rozumie. Złoszczą ją one, ponieważ nie są zgodne z wyobrażeniem sytuacji, które ma w głowie. Przeraża mnie to.

        Podam wam jeszcze jeden przykład incydent. Bardzo podobny. Wracaliśmy z żoną autem. Zaproponowałem, że podjedziemy do McDonalda i zjemy sobie coś malutkiego, jakiś drobiazg. Zgodziła się, ale miałem wrażenie, że niechętnie. Wchodzimy do knajpki i tak mi zapachniało, że mówię do niej, widząc, że ustawia się do kolejki, słuchaj, wiesz co, kup mi może dwie takie małe zawijane bułeczki. Żona zmienia się. Nagle z pogodnej osoby staje się kimś bardzo złym. Na twarzy maluje się gniew. I mówi: "ty mnie oszukałeś, mówiłeś, że chcesz jedną bułkę" i dodaje "nie kupię ci, chyba, że sama nie zjem". I jest zła na mnie jak demon. Ja się wobec tego obrażam i mówię - wiesz co, to dajmy sobie spokój, ja pójdę do auta, przyjdź tam. Ona jednak czeka w kasie i kupuje te dwie bułki i coś dla siebie. Siadamy zatem - ponieważ nie przychodzi do auta - i jemy w atmosferze ciszy i złości.
          • edw-ina Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 12:09
            A w ogóle to jej zachowanie przejawia się w czymkolwiek innym, czy tylko w jedzeniu, bo jak na razie to podałeś same sytuacje żywieniowe? Wybacz głupie pytanie, ale może ty masz ostrą nadwagę połączoną z niewydolnością serca i stąd żona woli, żebyś jadł coś przygotowane przez nią, w domyśle - zdrowe, niż stołował się w nieznanym miejscu, o Macu nie wspomnę.
            • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 12:19
              Ed-wina. Nie pij tyle. I nie pisz jak pijesz. Nie mam nadwagi żywieniowej i niewydolności serca. Te dwie sytuacje łączy nie "aspekt żywieniowy", tylko zaciekłość żony i jej nagłe zmiany nastroju z pogodnej osoby w jakiegoś demona. Podałem dwa przykłady. Mógłbym podać inne.
              • edw-ina Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 12:47
                Naucz się konwersacji bez obrażania ludzi, bo po ostatniej twojej wypowiedzi widać, że daleko nie odbiegasz od żony awanturującej się w Macu o bułki. Jeżeli jako podstawy kłótliwego charakteru połowicy dajesz same sytuacje żywieniowe, to nie dziw się pytaniom, czy z pewnością chodzi o charakter, czy jednak o samo jedzenie.
                Po drugie - ja ciebie nie obrażałam, tylko zadałam ci pytanie.
                • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 12:58
                  Ed-wina dzięki za lekcję dobrych manier. Jak wspomniałaś zadałaś tylko pytanie, bez obrażania, a zatem przypominam, że zadałaś pytanie "jak to ci kupuje (bułki)?" "Jesteście dziećmi?" Chciałem być tak samo miły. Okay, ale nie ma co się boczyć. Sytuacja nie jest żywieniowa i nie ważę 600 kilogramów. Nie poluje na mnie Greenpeace. Żona nie jest troskliwą "myszką", która robi mi te awantury w dobrej wierze, ponieważ obawia się, że w przeciwnym wypadku kupię jednak zestaw śniadaniowy, który zadziała na mój układ krwionośny gorzej niż jej bułka.
                  • edw-ina Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 13:16
                    Jeżeli żona - dorosła kobieta dorosłego faceta, kupuje mu bułki, a nie on sam je sobie kupuje, to dla mnie jest to sytuacja z kręgu: albo ktoś nie dorósł, albo ktoś kogoś nie traktuje jak dorosłego. I nie ma za co się obrażać i komuś dogadywać o pijaństwie w południe, szczególnie nie mając ku temu żadnych podstaw.
                    Bo poza przyklaśnięciem tezie o ewidentnie perfidnym charakterze żony, z czym już nic i nigdy nie zrobisz, szukam błędu innego typu, które być może są naprawialne.
                    • krokodil123 Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 13:21
                      Niekoniecznie, ja to odebrałam tak-mąż prowadzi samochód i podjeżdża pod parking gdzie w tej chwili nie ma miejsca parkingowe. Jednak widać kręcących się ludi jest szansa że po paru minut ktoś wyjedzie.
                      Wtedy mi się zdążało że mąż prosi o zarezerwowanie stolika, zajęcie miejsca w kolejce czy kupienie czegoś a on przez ten czas zostanie w aucie nierzadko blokując innych samochodów i poczeka na miejsce parkingowe.
                      Bez sensu jest czekanie we dwoje razem jak weekend ciepły i spieszno do natury.
                  • tautschinsky Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 17:52
                    zwyklymaz napisał:

                    > Ed-wina dzięki za lekcję dobrych manier. Jak wspomniałaś zadałaś tylko pytanie,
                    > bez obrażania, a zatem przypominam, że zadałaś pytanie "jak to ci kupuje (bułk
                    > i)?" "Jesteście dziećmi?"


                    To ja ci wytłumaczę, skąd tutaj taka napastliwość wobec ciebie, czepianie
                    się. JESTEŚ MĘŻCZYZNĄ i przychodzisz z problemem, który stwarza KOBIETA, a tutaj klepią w większości kobiety. GDYBYŚ napisał to samo co napisałeś JAKO kobieta, dostałbyś odpowiedzi w stylu: twój mąż jest tyranem, przemocowcem, potworem. Linkowałby ci jakieś blogi, z których wynikałoby, że jako kobieta podlegasz nieustannej przemocy, od fizycznej (nawet gdybyś jako żona nigdy nie został przez męża nawet pacnięty piórkiem), przez ekonomiczną, po psychiczną, nazwałyby takiego męża - takie modne, dość kupowate jak dla mnie określenie - psychofagiem :D One tutaj stosują zasadę, te baby co odpisują, solidarności jajników. Rady rzetelnej od nich nie uzyskasz, ot co.

                    Z mojej strony powiem ci tyle. Twoja luba ma najpewniej zaburzenia osobowości. To się leczy psychoterapią. Trzeba jednak CHCIEĆ. Takie osoby jako ona stosują wybiórczą swoją przemoc. Wobec ciebie ona czuje, że może się tak zachowywać. W pracy czy wobec innych osób wobec których czuje respekt lub na których jej zależy, spokojnie może być uległa lub po prostu przemiła. Odbija sobie to później na kimś takim jak ty. Ona się nie zmieni. Albo poprawisz swoją sytuację w tym związku, zaczniesz wymagać dla siebie szacunku a nie agresji albo będziesz cierpiał żyjąc z nią u boku. Lepiej nie będzie. Takie indwywidua z wiekiem się zmieniają tylko na gorsze, bo zmiany w osobowości się bardziej utrwalają i zwykle zaostrzają. Jeśli to dla ciebie poważny problem (dla mnie by był), pomyśl o rozstaniu się z nią. ONA STOSUJE WOBEC CIEBIE PRZEMOC. Napiszmy to wprost. Ale jak wiadomo - przemoc stosują mężczyźni wobec kobiet i dzieci, nie kobiety wobec mężczyzn :D
                    • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 18:18
                      Ciężko mi się tu poruszać na forum. Dopiero teraz wygrzebałem Twoją odpowiedź. To jest przemoc. To mnie boli i mam tego dosyć. Oczywiście zastanawiam się jakie ma motywacje, może ona chce czegoś i nie potrafiąc tego uzyskać inną drogą, stosuje metody słowem ... Ale do diabła. Tak nie można. W stosunku do innych osób nigdy się tak nie zachowywała. Ja sobie nie życzę takiego zachowania, powiedziałem jej o tym, a ona się śmiała, że i tak rozwodu nie dostanę! Choroba jakaś czy co ?
              • paris-texas-warsaw Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 12:59
                Jak kompleksowo rozwiązać problem z dogadywaniem się z żoną, to nie wiem. Ale wg mnie POD ŻADNYM POZOREM nie ulegaj jej w kwestiach, które dotyczą Twojej autonomiczności, jak np. jedzenie. Zrobiła jedzenie, to ok. Powiedz, że zjesz później, że zostawisz sobie kanapki na podwieczorek, a teraz będziesz jadł coś innego. Masz na coś ochotę, to sobie kupuj. Kultura nakazuje jedynie zaproponować, że teć coś kupisz żonie. Jak chce, to też jej kup, jak nie, to nie. Noś własny portfel i kupuj sobie, co chcesz.
                To, że żona nie wyrzuca jedzenia, to nie znaczy, że Ty będziesz wszystko jadł, byle tylko ona nie wyrzuciła. Powiedz, że OD TEJ CHWILI dla Ciebie priorytetem jest Twój brzuch, a nie jej nauka z domu rodzinnego. Każdy ma swoje priorytety i niech ich przestrzega. Powiedz, że jak jej to nie odpowiada, niech nie szykuje Ci jedzenia, a jak chce to robić, to niech najpierw pyta, na co masz ochotę i ile. Jak się obrazi, to naprawdę jakoś sobie poradzisz. Zrobisz sobie sam kanapki, takie jak chcesz i tyle co chcesz, a ona niech się martwi o jej aprowizację.
                Ja sama mam takie ciągoty, by mężowi mówić, co ma zjeść, co zdrowsze, ile itd. Ale on nie pozwala mi na to i to jest ok. Często jemy zupełnie inne rzeczy, a jak coś szykujemy np. na wycieczkę, wyjście, to się pytamy, ile czego druga osoba chce, żeby jej zabrać. Tak samo z zakupami jedzenia. Każdy może mieć swoją dietę, upodobania, itd.
        • trusia29 Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 13:47
          A może ona to robi ze skąpstwa? bo zal jej pieniędzy na ten zestaw w MD albo na zestaw śniadaniowy?? A moze ona ich po prostu nie ma?

          Bo może Ty unikasz płacenia i udajesz że tego nie widzisz? A ona nie umie z Tobą o tym porozmawiać? Moze wy oboje macie problem a nie tylko ona?
          • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 17:20
            Ona jest bardzo oszczędna. Twierdzi, ponieważ rozmawialiśmy, że to nie ze skąpstwa. Nie brakuje też nam pieniędzy na bułkę. Mamy gdzie mieszkać. Mamy auto. Ludzie mają takie kłopoty... Jednak ona wyniosła z domu też takie przekonanie, że nie wolno absolutnie wydawać pieniędzy na rzeczy niepotrzebne. Tylko to wszystko jeszcze można przedstawiać argumentami. Można zachęcać do tego, żeby zrezygnować z zakupu. Nie trzeba "walczyć"! To jest nie do zniesienia.
              • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 18:55
                Całe skąpstwo, albo oszczędność - zależy jak patrzeć - nie przeszkadzają jej w wydawaniu pieniędzy, na rzeczy, które są np. jakimiś upominkami dla rodziny z wyjazdów, a które kosztują całkiem całkiem. Wszystko co jest zgodne z JEJ zasadami jest z założenia dobre (nie pyta mnie co o tym sądzę, myślę, że by się uśmiała, gdybym jej zwrócił na to uwagę), ale jeżeli ja wydam chociaż złotówkę więcej niż ona uważa za stosowne, jest mi zdolna zrobić krzywdę psychiczną (jesteś oszustem, jestem na ciebie zła, oszukałeś mnie, jesteś nieszczery - znam to aż za dobrze).
      • sonia_siemionowna Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 15.02.13, 17:10
        Tonik, tylko jak już się rozwiedziesz to uważaj, żeby ona się nie dowiedziała, że masz nową panią. Ja kiedyś byłam z kolesiem, który też się z taką bździągwą rozwiódł, też mu powiedziała, że 'przed ślubem się hamowała'. No i jak ona się o mnie dowiedziała (poznaliśmy się po jego rozwodzie) to na moim samochodzie wylądowały dwie puszki farby :( Wiem, że to ona, sąsiedzi widzieli :P
      • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 13:26
        Twój post też wiele mówi o tobie. Na szczęście jesteś anonimowy i możesz sobie wypisywać dowolnie kategoryczne sądy. Sprawiają ci przyjemność ? Czytasz sobie forum, żeby sobie ulżyć ? Może jesteś jednak lepszy/lepsza i nie napiszę, że w tym poście spoczywa cały twój charakter, bo bym chyba zrobił podobnie jak ty.
    • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 13:16
      Opiszę wam jeszcze inną historię. To są sprawy bardzo niepokojące.

      Kiedyś bardzo mocno wymienialiśmy się argumentami w domu. Było to podczas takiej sytuacji: żona zaproponowała wyjazd na basen. Zgodziłem się. Najpierw podałem obiad. Zjedliśmy. Potem przygotowałem herbaty dla nas. Piliśmy je obydwoje: ona siedziała ze swoją na kanapie, a ja ze swoją przed monitorem na krześle, przy biurku. Piłem ją oglądając fragment pewnego filmu. Żona była wtedy okropnie niezadowolona i zapytała: "to co jedziemy na ten basen, czy nie?" Odpowiedziałem mimo wszystko zupełnie swobodnie: "no pewnie, chwilę, słuchaj, wypijmy herbatę, zobaczę sobie kawałek filmu i dlaczego nie." Widzę, że jest jednak bardzo niezadowolona i macha nogą, a na twarzy (jak to widziałem kącikiem oka) maluje się straszna złość. Odwracam się zatem z tą herbatą w ręku i mówię: "mamy gorące herbaty, wypijmy je i możemy pojechać, te 15 minut przecież nie wiele zmienia, a dłużej pić nie będziemy." Po 15 minutach, kiedy wypiłem swoją herbatę, odwracam się i mówię: "słuchaj, ja już swoją wypiłem (zupełnie pogodnym głosem), to co robimy z tym basenem?" Usłyszałem, że ona TERAZ już nie chce jechać. "Teraz" już jej się odechciało. Tak mnie to zdenerwowało, że myślałem, że się rozpadnę na kawałeczki. Mówię wprost: bo ty chciałaś w danej chwili, i nie dopuszczasz nawet odrobiny wahania, małej przerwy, trzeba robić wszystko jak sobie zażyczysz, wszystko inne ci przeszkadza. Ona odpowiedziała w swoim stylu jak pamiętam: że nie mam racji, że nigdy nie mam racji, że przy obiedzie jej obiecałem basen, że wreszcie jej się może odechcieć, i moja jest to wina, etc. Nie mogłem tego wytrzymać, więc wyszedłem do kuchni. Żona goniła mnie po mieszkaniu z tymi swoimi zdaniami na ustach, że nie mam racji, że kłamię, bo mówiłem przy obiedzie inaczej. Mówię ostro: słuchaj, to nie ma sensu. Wyjdź z tej kuchni. Idź do pokoju uspokój się. Jak się uspokoisz, możemy pogadać. Ona nadal swoje. Wypowiadając te swoje zdania, które sprawiały mi przykrość (moja wina, kłamałem, oszukuję), zbliża się coraz bardziej do mnie. Ostrzegam: żono - 2 metry ode mnie. Przestań mnie nachodzić. Idź się uspokoić. Ona zbliża się coraz bardziej, a z ust spływa jej potok słów, nad którymi już nie panuje ze złości, ponieważ za wszelką cenę, jak myślę, chce mi udowodnić, że to moja wina. Mówię wreszcie: słuchaj, jeżeli ty nie chcesz wyjść z kuchni, to ja to zrobię. W tym momencie przechodzę pod jej ręką, którą zagradzała mi drogę. I teraz następuję coś nieprawdopodobnego. Ona wpycha się na mnie, widząc, że ja "uciekam" i nic jej nie przyjdzie z tych tortur słownych, i krzyczy, że ja ją biję.

      Zapytałem później czy pamięta tą sytuację. Powiedziała, że tak i że to akurat było niepotrzebne. Przeprosiła mnie za to insynuowanie "bicia". Ja jednak jestem naprawdę przestraszony. Kiedyś podobna sytuacja miała już miejsce.
    • default Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 13:33
      Mam wrażenie, że obydwoje jesteście dziwni - ona pewnie zbyt porywcza i nerwowa, Ty za to upierdliwa mękoła - sorry, ale dla mnie facet który w kilometrowym poście rozkminia szczegółowo okoliczności kupowania herbaty/śniadania/bułki w McDonaldzie jest dziwaczny co najmniej, by dosadniej tego nie nazwać. I może ona już ma dość tej Twojej rozlazłości, jest na tym punkcie przewrażliwona, więc reaguje z przesadną nerwowością.
      • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 13:44
        Nie wiem kim jesteś i jak się do ciebie zwracać: jakie masz organa pod pasem ;)

        Oczywiście, że jesteśmy dziwni. Co do siebie uważam, że to zaleta. Chodzi mi w tej historii jednak o to, co zrobić (ale całkiem poważnie) z kategorycznością charakteru żony i do czego to może prowadzić. Chcę też się dowiedzieć, czy ktoś ma jakiś pomysł odnośnie źródła kłopotu, albo ma podobne doświadczenia. Prosta rzecz. Szukam wdzięcznego obserwatora, który może wie coś, czego ja nie wiem.

        Teraz co do tego, że jestem "mękoła" i tworzę kilkumetrowe posty o herbacie. Chodzi o to, żeby przedstawić sytuację wiarygodnie. Ze szczegółami. Chyba tak jest lepiej niż napisać "żona mnie wk...?" Ja wiem, że są faceci, co potrafią tylko pierdzieć pod pierzynką, łupnąć piwko i pogadać o spalaniu najnowszej Toyoty, a najdłuższe zdanie, które wypowiadają składa się z trzech słów. Ale ciężko mi przypuszczać, by byli łatwiejsi w obejściu ;)
        • krokodil123 Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 13:51
          Ja jako kobieta skłaniam się do tego co pisze defald.
          Jest przewrażliwiona na twoje luzackie podejście do spraw.
          A najlepiej spytać się o źródła i na spokojnie. Może jako rodzaj zabawy co i się podoba u ciebie a co chciałaby zmienić jak by mogła.

          A jak już pytano powiej kasa macie wspólna czy każdy sobie skrobie....
        • paris-texas-warsaw Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 13:54
          Wiesz, Ty bys chyba chciał ogólnej diagnozy Waszego małżeństwa i zachowań żony. A tego nikt wiarygodnie nie zrobi na podstawie kilku postów o wybuchach żony. To mógłbyś może sam zrobić po roku terapii małżenskiej;) Może tak jest, bo ja wkurzasz, a może, bo ma jakieś kłopoty, o których nie mówi, może ma osobowość niedojrzałą i jakieś jej zaburzenia, może macie problemy, które ją dobijają np. brak dzieci albo za dużo dzieci;), może stresuje się, że nie ma wystarczająco pieniędzy i liczy obsesyjnie koszt bułek na kanapki, może, może, może...
          • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 14:07
            Nie mamy na razie dzieci. Nie musimy liczyć każdej złotówki na wydatki. Rzeczywiście może być mnóstwo przyczyn. Ale słuchajcie - ja nie chcę diagnozy małżeńskiej: na razie obydwie strony doświadczają kłopotów wynikających z niezrozumienia drugiej strony, widać jak jesteśmy niedopasowani i na tym sporo tracimy. Diagnozę stanu aktualnego mam dostępną od ręki: sam widzę i czuję co dla mnie to wszystko znaczy. Myślę, że żona też. Może jeszcze bardziej niż ja. Chodzi mi raczej co robić przy takich zachowaniach żony: pieścić ją miłym słówkiem? Zagryźć zęby i udawać, że wszystko gra? Godzić się i nie jeść śniadania, ponieważ ona sobie tego nie życzy ? Co z tym "atakiem" z kuchni? Czy spełniać wszystkie jej zachcianki ? A jeżeli nie, to w jaki sposób stawiać opór? Próbowałem ją zachęcić do tego, żeby się uspakajała w sytuacjach sporów i żebyśmy rozmawiali po pewnym czasie. Jest to jakiś pomysł, ale jeszcze nie nazbyt dużo, żeby mógł ważyć na "jakości relacji".
    • lena575 Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 13:52
      Z tego co opisujesz, wygląda mi na osobę nieradzącą sobie z własnymi emocjami. Tak postępują osoby wychowane w agresywnych domach. Gdy w domu jest spokojnie same muszą doprowadzić do spięcia, stawiają wszystkie, nawet błache sprawy na ostrzu noża i doproawdzają do kłótni. I dla nich to nic nie znaczy, tak jest normalnie. Może najpierw jakaś konsultacja psychologiczna i terapia radzenia sobie samej ze sobą ...
      • verdana Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 14:29
        Mam wrażenie, że spotkały sie tu dwa zupełnie różne charaktery. Żona musi mieć wszystko zaplanowane co do minuty i kazde, nawet drobne odstępstwo wyprowadza ja z równowagi. Przy czym plan układa sama - czuje sie dobrze tylko wtedy, gdy ma całkowitą kontrolę nad wszystkim.
        Ty jesteś facetem, który jest skłonny podporządkować sie cudzemu planowi, ale lubi też spontaniczność, swobodę i pewien luz.
        Problem w tym, ze obawiam się, ze te podejścia są nie do pogodzenia. Gdyby Twoje posty pisała kobieta - o mężu, który robi awanturę o kupienie sobie śniadania, drugiej bułki czy chęć dopicia herbaty - prawdopodobnie dostałaby raqdę, aby natychmiast uciekać.
        • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 14:49
          Masz dużo racji. Ona jest strasznie punktualna. Musi mieć swój plan. Swój. I musi go wykonać, bo w przeciwnym wypadku chyba będzie czuła się źle. A jeżeli plan jest cudzy i obejmuje ją właśnie, to trzeba go wypełnić bez względu na okoliczności. Kiedyś, dawno temu, zaproponowałem jej wyjazd. Wyjazd był uzależniony od samochodu. Akurat tak się złożyło, że nie miałem własnego samochodu, a chciałem zrobić jej przyjemność. Niestety. Auta nie dostałem i nie z mojej winy. Dowiedziałem się o tym dzień przed planowanym od tygodnia wyjazdem. Jak jej o tym powiedziałem (wtedy znaliśmy się jeszcze słabo) to była zła. Przez dwa dni. Co z tym zrobić ? Czy nad tym ktokolwiek jest w stanie zapanować ?
          • altz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 15:43
            zwyklymaz napisał:
            > Masz dużo racji. Ona jest strasznie punktualna. Musi mieć swój plan. Swój. I mu
            > si go wykonać, bo w przeciwnym wypadku chyba będzie czuła się źle. A jeżeli pla
            > n jest cudzy i obejmuje ją właśnie, to trzeba go wypełnić bez względu na okolic
            > zności.

            Myślę, że Verdana ma rację, co do różnic. Dodatkowo, Ty też nie jesteś łatwy i to widać po twoich wpisach, nadmiernie ulegasz emocjom, a czasami chcesz pokazać na siłę swoje zdanie i nie liczysz się z uczuciami żony.
            Można by było się jakoś dogadywać, uzgadniać wcześniej cel, warunki, godzinę wyjazdu i pilnować tego, ale chyba szkoda Waszego zdrowia, bo nie będziecie oboje zadowoleni. Myślę, że z tej mąki chleba nie będzie, a jak już, to będzie z zakalcem i ciągłe kłótnie.
            • lena575 Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 16:41
              Gdyby tak zachowywał się męzczyzna, to zgodnie orzekłybyśmy, ze jest zwykłym przemocowym bucem :)
              Bo to są zachowania przemocowe. Urządzić awanturę w Mc-u o to, ze została okłamana, bo facet chce dwie bułki a nie zeznał tego wcześniej, może tylko ktoś niezbyt zrównoważony. Znam takie kobiety, które o takich zachowaniach mężów mówiły najczęsciej gdy już zdecywowały się na rozwód, mam kumpla który po prostu boi się zony (on mówi, ze jej reakcji, ale na jedno wychodzi) bo on zachowuje się tak by mu wstyd przed innymi robić.
              Człowieku (bez względu na płeć), gdy boisz się rakcji współpartnera, gdy masz wrażenie, że są nieadekwatne do sytuacji, gdy czujesz ich absurdalnośc i przemocowość, gdy odnosisz wrażenie, że musiał(a)byś zbierac kontrargumenty na te "dyskusje" i skrupulatnie je zapisywać, to albo szukaj dla współpartnera terepeuty albo się ewakuuj.
              • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 17:00
                Ja się zastanawiam, czy moja żona rozumie swoje zachowanie. Mam wrażenie, że ona nie widzi w tym problemu. To przez takie zachowanie, nasze małżeństwo przypomina piekiełko. Może w przeciwieństwie do kobiet, które mają 'przemocowych' mężów, ja się jej nie boję i nie muszę, nie wyobrażam sobie, żeby mi mogła zrobić krzywdę (już takie rzeczy mi chodziły po głowie!) ale nie mogę sobie wyobrazić, że będziemy tak żyć i będę czekał, aż ona mi przywali kolejny raz. Co zrobić, żeby się zastanowiła i przestała? Zastosowałem nawet szantaż. Powiedziałem jej, że jak tak dalej będzie między nami i nic się nie zmieni, to będziemy musieli się rozwieść. Ona się wtedy tylko zaśmiała i stwierdziła, że nie da mi rozwodu. Demon. Zwyczajny demon.
                • lena575 Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 17:23
                  Mój znajomy też nie boi się żony, on tylko obawia się wstydu który mu robi. Np. kumpli na urodziny na piwo zaprosił ... do garażu, w tajemnicy przed żoną...
                  Mogliby wpaść twoi koledzy do ciebie? Nie obawiałbyś sie rakcji żony (oczywiście, nie samej żony) ?
                  Wiesz, moja znajoma która opowiadała takie historyjki o ex-mężu (np. oni wychodzą na zakupy, dzwoni telefon, ktoś z nich odbiera, jak do niego - on rozsiada się na fotelu i rozmawia, jasna sprawa, gdy do niej - on drze gębę tak by po drugiej stronie słuchwaki natręt słyszał, nie tylko zona. że on już na zakupy nie jedzie. Gdy ją mąż zabierał samochodem w drodze z pracy to ona musiała bez względu na pogodę stać i czekać przy krawężniku bo awantura gotowa. Przegiął, bo kiedyś w deszczu nie poczekał na nią tylko odjechał. I ją olśniło. Nawet w chamstwie i głupiocie trzeba miec umiar.
                  I ona zastanawiała się, kiedy się takie coś zaczęło. I doszła - jeszcze przed ślubem jakaś impreza mu sie nie podobała i "wziął i wyszedł". A ona biegiem za nim. I tak jej zostało. Do czasu.
                  Zastawnów się, kiedy pierwszy raz (pewnie jeszcze przed ślubem) podążyłeś za zdecydowaną i tak wam zostało. Jakbyś się kiedyś zastanawiał gdzie to przegapiłeś to jest to własnie ten czas.
                  No wiesz, rozwód bez zgody żony, zgroza !

                  • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 18:13
                    Przy znajomych ona się tak nie zachowuje. Jest cicha i skromna. Raz tylko coś jej się nie spodobało ... otwieraliśmy jakiś prezent od kogoś, na jakąś tam okazję. Zajrzałem pierwszy do środka, do torby i dostałem jakby po łapkach (zrobiła gest w powietrzu), ale się przy tym zezłościła. Nasi znajomi trochę się z tego uśmiali. Mnie wcale nie było do śmiechu.
                    • tautschinsky Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 18:22
                      zwyklymaz napisał:

                      > Przy znajomych ona się tak nie zachowuje. Jest cicha i skromna. Raz tylko coś j
                      > ej się nie spodobało ... otwieraliśmy jakiś prezent od kogoś, na jakąś tam okaz
                      > ję. Zajrzałem pierwszy do środka, do torby i dostałem jakby po łapkach (zrobiła
                      > gest w powietrzu), ale się przy tym zezłościła. Nasi znajomi trochę się z tego
                      > uśmiali. Mnie wcale nie było do śmiechu.



                      O tym pisałem :) Klasyczny przemocowiec. Z tych, co na zewnątrz wszystkim mówią, jakie to szczęście mieć za żonę (tutaj męża), dla obcych właśnie taka, jak ta twoja - cicha, skromna, uległa pewnie też bywa, milutka, z uśmiechem od ucha do ucha zza którego czasem wymsknie się nienawistne spojrzenie, którym można by zamordować. Kiedy urodzą się dzieci BĘDZIE tylko gorzej. Zostaniesz od nich odepchnięty jako 'kaleka', która nie potrafi się nimi zająć. Jej już nawet jako kobiety nie dotkniesz, chyba że ona będzie miała na to ochotę. Znasz pewnie Noce i dnie? Jeśli nie przyjrzyj się relacjom panującym między Barbarą a Bogumiłem, jak ona go traktuje, kim dla niej jest.


                      • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 18:37
                        Niestety nie znam. Miałem alergię na lektury i wtedy niczego nie czytałem. Ona jest przemiła u moich rodziców. Aż za miła. Tak jakby zakładała maskę. Mój tata uważa ją za anioła. Zresztą co do maski, ja sobie to tłumaczę tak, ile razy mnie się niestety zdarzyło ubrać różne maski? Też mam nieco za uszami. Ale ostatnio przez te jej zachowania staje się gorszy. Przestaję nad sobą panować. Ostatnio myślałem, że ją zostawię na tej wycieczce samą (byliśmy w górach), dostanie mapę i będzie wracała 'po swojemu'. Ona się wtedy z uśmiechem zbliżyła do mnie i powiedziała złośliwie, że mnie nie zostawi. Byłem potwornie wściekły. Tłumaczyła to później tak, że nie chciała, żeby mi się stała krzywda. Nie wydaje mi się to prawdą.
                • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 17:11
                  Autentyk. Ale nie powiedziałby, że jest 'yebnięta'. Wiedziałem, że ma specyficzny charakter i mówiłem jej, że obawiam się, że możemy się gryźć. Ale nigdy nie przypuszczałem, że będzie taka bezwzględna. Że będzie tak ślepa na to swoje zachowanie. Mam wrażenie, że zdobyła męża i teraz może wyczyniać brewerie.
            • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 17:08
              Nie mówię, że jestem idealny i nie mam swojego charakteru. Ale nie jestem zafiksowany na rzeczach, które nie mają znaczenia. Potrafię dyskutować. Lubię argumenty. Moje zasady ... można weryfikować i rozmawiać o nich. Jestem w stanie dogadać się ze sporą ilością osób. Oczywiście nie ze wszystkimi. Ale nie wyobrażam sobie, żebym nakazywał komuś, zmuszał kogoś, wybuchał nagle żądając posłuszeństwa, bezwzględnego okazywania uległości. Ciężko jest żyć z taką osobą. Moja żona jednak na to wszystko mówi, że mnie kocha! Nigdy nie okazuje skruchy (za wyjątkiem epizodu w kuchni, kiedy udawała, że ją biję). Nie wierzę w to. Albo inaczej: wierzę, że bardzo jej na tym zależy, ale to jest z jakiegoś powodu niemożliwe i wychodzą różne demony: nakazy, zakazy, wymogi.
              • konwalka Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 17:35
                nienienie

                zaproponuj madame terapie
                jesli ona nadal bedzie uwaza ze nie potrzebuje, to pora na ewakuacje ze zwiazku

                byla kiedys genialna kreskowka, szadoki
                i szadoki mialy motto zyciowe: jesli istnieje problem, istnieje tez jego rozwiazanie; jezeli nie ma rozwiazania, to znaczy ze nie ma problemu

                no, chyba ze chcesz do zlotych godow zyc w strachu, ze w kazdej chwili zostaniesz ukarany
                nie dajpanie boze nalozysz sobie ryz na talerz a przeciez mowiles ze masz ochote na makaron

                chlopie, ona ma nierowno pod sufitem :/
                  • konwalka Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 18:01
                    nie jest mi do smiechu kiedy czytam takie posty

                    bedziesz sie czul winny za kazym razem gdy osmielisz sie zjesc to co lubisz a nie to co musisz
                    i czilaut- to nie zona daje rozwod, tylko sad <sond>

                    ps a nie masz juz przypadkiem takiej jazdy, ze czujesz sie w obowiazku o wszytsko pytac? o spodnie w sklpeie, ksiazke do czytania, o to, jaka muzyka ci sie MA PRAWO podobac?
                      • konwalka Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 18:23
                        bagno

                        zrozum, ze nikt nie ma prawa sie na ciebie drzec, nakazywac, zakazywac i narzucac
                        jesli uwierzysz w to tak naprawde, to powinno juz pojsc z gorki

                        aha i oderwij sie od jej fochow
                        to ze ktos sie na ciebie obraza jest problemem obrazajacego sie, ie twoim
                        na poczatek idz do sklpeu i kup sobie bluze ktora ci sie spodoba
                        i niech cie reka boska broni przed mysla czy POWINIENES ja kupic ze zgledu na gust zony

                        moja znajoma, kompletnie stlamszona przez matke i tescioa, ktore zawlaszczaly jej dzieci, gdy tylko wyjechala za granice, musiala zmierzyc sie z wielkim problemem samotnych zakupow
                        szla do sklepu, wybierala sukienke dla cory, po czym zatrzymywala sie w polowie drogi do kasy i analizowala czy kiecka spodobalaby sie obydwu babkom

                        chore, nie?
                        • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 18:31
                          Ja już staram się to wszystko tłumaczyć jakąś swoją winą utajoną, że nie dałem jej tego, na co zasługuje i nie jestem dla niej tym, kim powinienem być. Mam bardzo rozwinięte te swoje wyobrażenia o powinności. Ciągle mi się wszystko wydaje, że wszystko powinno być. Nawet jak jest takie i takie, to powinno być jeszcze inne. Przy czym chodzi o moje zachowanie. Ja niestety też tak mam, że jak wychodzę do sklepu to jestem jakby nakręcony przez żonę. Ona mnie instruuje - kup dwie bułki i parówki. Jeżeli kupię coś więcej - robi mi uwagi, że wydałem pieniądze i co ja sobie o tym myślę. A jeżeli kupię bułki i parówki, jest obrażona, że dla niej nie kupiłem prezentu. Raz nawet wychodziłem do sklepu po gazetę. Zapytałem: czy ty naprawdę niczego nie chcesz ? Odpowiedziała, że nie. Mówię jednak: kupię ci coś, hm ? Ona: nie, nie trzeba, idź już sobie. Wracam do domu z gazetą. Dostaję wykład jaki jestem zły, że nie umiem jej zrobić niespodzianki i egoistyczny (kupiłem oprócz gazety czekoladę).
                          • notting_hill Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 19:07
                            Przykro mi, ale to jest silnie toksyczny związek. Niekomunikowanie wprost swoich oczekiwań, chęć kontrolowania drugiej strony, oczekiwanie, że partner będzie zaspokajał niewyrażone potrzeby i "karanie" za wyimaginowane przewinienia.
                            Seksem czasami nie manipuluje?
                            No i proszę, mamy tu modelowy wręcz przykład jak to działa, niezależnie od płci. Już się wkręcasz w poczucie winy, bo robisz coś nie tak jakby pani się podobało.
                            Twoja żona nie ma patentu na rację i tego, co należy. Należy, bo kto tak mówi?
                            Mam wrażenie, że bardzo przejmujesz się tymi jej jazdami. Dlaczego? Ty nie jesteś winny temu, że ona czuje to co czuje. Nie jesteś w stanie sprawić, żeby poczuła się inaczej, nawet jakbyś stanął na uszach i potulnie spełniał jej wymagania. Bo to nie w Tobie problem.
                            • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 19:29
                              Mówiła mi kilkakrotnie, że ja POWINIENEM się domyślać, jakie ona ma potrzeby. Ona tego pragnie. Oraz, że, jeżeli ja tego nie robię, ona czuje się ŻLE. Pal licho to wszystko! Ja bym to jeszcze był w stanie znieść. Gdyby nie te nagłe ataki. Przez to czuję się naprawdę źle.
                              • sorvina Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 22:35
                                Dajesz sobą manipulować. Uwierzyłeś, że problem jest w TWOIM nieidealnym zachowaniu i wierzysz, że gdybyś był lepszy/domyślniejszy itp. to by cię nie krytykowała. Nie rozumiesz, że o to jej chodzi by cię krytykowała, mogła wyżyć się na tobie, dlatego zawsze jakiś pretekst znajdzie.

                                Absurdem jest oczekiwanie, że się domyślisz czego ona potrzebuje. Pewnie sama tego nie wie, do tego nie potrafi komunikować swoich prawdziwych potrzeb. Poza tym tak łatwiej tobą manipulować, zawsze może stwierdzić, że chciała czegoś innego.

                                Podam Ci przykład jak to działa. Moja mama zachowywała się podobnie. Scenka jakich wiele: Tata ugotował obiad - zupę botwinkową z jajkiem i pokroił jajko w kostkę. Jak mama przyszła do kuchni awantura, bo ona chciała w ćwiartki, tylko nie raczyła nikomu o tym powiedzieć. Przy innej okazji pokroił w ćwiartki, to źle bo chciała w kostkę i w ogóle to powinien się jej spytać. Kolejnym razem spytał jak chce mieć te jajka pokrojone - to była awantura na 100 fajerwerków, że jest debilem, który nawet nie potrafi sam podjąć decyzji o tym jak jajko pokroić, zrzuca wszystko na jej głowę itp. Co by się nie zrobiło ZAWSZE BYŁO ŹLE (jak miała gorszy humor, jak miała lepszy, to jak się robiło jak każe było trochę spokoju, ale nigdy nie miała dobrego humoru za długo).
                                Przy każdej pie... atakowała jakby jej nie wiem jaką krzywdę zrobili, z taką furią i nienawiścią, że to aż przerażało.

                                Kiedyś skupiałam się na poszczególnych zachowaniach próbując dojść do tego co zrobiłam źle i jak ją w końcu zadowolić, aż zrozumiałam, że ona nie potrafi i nie chce być zadowolona, bo wtedy straciła by powód do wyżywania się na mnie. Warto zrozumieć cały mechanizm i przestać się wkręcać w dyskusje o tym czy kupiłeś 2 bułki czy coś jeszcze. Sprzeciwić się trzeba samemu faktowi, że obraża, czepia się czegoś co jest twoją suwerenną decyzją, narzuca swoje zdanie itp.

                                Natomiast jeśli nie macie dzieci to radzę wiać. Takie zachowania wynikają z dużych problemów, jakie żona ma sama ze sobą. Bez solidnej terapii ich nie przerobi, a na razie nie widać by chciała dostrzec, że coś z nią nie tak. Z wiekiem będzie tylko gorzej. Moja matka zaczęła szarpać ojca, wkładać mu palce do oka gdy udawał, że śpi by jej nie słuchać, chodziła za nim nawet do WC, nie dając nawet chwili spokoju. Skończył jako wrak człowieka.

                                Oczywiście dla samego siebie warto ćwiczyć asertywne stawianie granic. Na razie czuje, że dajesz sobą pomiatać i jest bezkarna, więc pozwala sobie na wiele. Natomiast nie liczyłabym na cudowną przemianę z jej strony. Zrozum - jej jest tak wygodnie. Daje upust agresji, nie ponosząc za to żadnej odpowiedzialności, wszystko w domu i związku ustawia pod siebie. Z jej perspektywy nie opłaca się zmieniać.

                                Uprzedzam tylko byś się dobrze przygotował do rozwodu i zabezpieczył swoje rzeczy, bo takie osoby lubią się mścić. I nie nabieraj się na łzy, że będzie sama itp. Nikt jej nie każe się tak zachowywać, może się zmienić. Nie jesteś odpowiedzialny za to co ona robi ze swoim życiem ani jak reaguje na twoje zachowanie. Ona jest odpowiedzialna za swoje uczucia, swoje reakcje, swoje zachowanie i swoje życie, nie ty.

                                I w żadnym wypadku nie decydujcie się na dzieci, dzieciństwo z taką matką to koszmar.
                                • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 23:14
                                  Twoja mama robiła tak z ojcem? Boże. To koszmar. Może mojej żonie trzeba pomóc? Nie chcę jej tak zostawiać po prostu. Ma problemy. Zepsuła sie. Oddaje ja na gwarancji. Rękojmia. Wymieniamy towar. Mówiąc poważnie: często mną manipuluje, bo chyba wie, że może sobie na to pozwolić. Daje jej to jakąś przedziwną korzyść. Jakby wiedziała, że sięga głębiej za każdym razem, kiedy to ma miejsce. To jest nonsens. Nie umiem tego wyrazić w odpowiedni sposob...Ale myślę, że ona tak czuje. Gdyby tak nie było, nie robiła by takich rzeczy.
                                  • sorvina Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 23:42
                                    zwyklymaz napisał:

                                    > Może mojej żonie trzeba pomóc?
                                    > Nie chcę jej tak zostawiać po prostu. Ma problemy. Zepsuła sie. Oddaje ja na g
                                    > warancji. Rękojmia. Wymieniamy towar.

                                    Twoja żona nie jest chora. Nie zachowuje się tak cały czas, nie ma przymusu zachowywania się w ten sposób. Ma zdolność oceniania, że takie postępowanie w pracy, poza domem naraziło by ją na nieprzyjemności. W domu czuje się bezkarna, więc sobie pozwala na wiele. ONA WYBRAŁA TAKIE ZACHOWANIE, taki sposób zaspokajania swoich potrzeb. Gdyby jej to przeszkadzało, to by po pierwszym większym wyskoku sama poszła na terapię. Zrozum, tylko tobie przeszkadza obecna sytuacja, ona nie ma ŻADNEJ motywacji by cokolwiek zmienić.

                                    Usprawiedliwiasz ją szukając choroby tam gdzie trzeba rozpoznać mechanizmy przemocy. Ona jest zaburzona - owszem, ale nie na tyle by nie być z grubsza świadoma tego co robi. Może tą świadomość wypierać, uzasadniając swoją agresję kolejnymi "powodami". Problem polega na tym, że im dłużej to będzie trwało, tym większego drania będzie musiała z ciebie robić w swoich oczach, by uzasadnić to jak cię traktuje.

                                    Jeśli chcesz jej pomóc, to postaw granicę jej zachowaniu. Nie pozwalaj na takie jazdy, konsekwentnie mów, że to nienormalne, jeśli sobie nie radzi to niech szuka pomocy. Ale nie jesteś w stanie sam jej pomóc, ona musi chcieć. Jeśli nie chce, nie ma najmniejszego sensu byś zmarnował sobie u jej boku życie.
                                    Jesteś idealistą, to wspaniałe i cenne. Zastanów się jednak czy jest miłością pozwalanie by cię niszczyła? Wyobraź sobie, że ona ocknie się za 20 lat, w końcu do niej dotrze, że ma ze sobą problem i bardzo cię raniła. Chcesz tego dla niej? Nie robisz dla niej nic dobrego pozwalając jej być potworem.

                                    Masz rację, że za każdym razem ona sięga głębiej - Ty robisz się coraz bardziej zmanipulowany i na więcej pozwalasz, ona się coraz bardziej nakręca. Jeśli nie postawisz teraz zdecydowanego i konsekwentnego oporu, za jakiś czas możesz już nie mieć na to siły.
                                    • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 23:56
                                      Masz rację. Tak mi się wydaje. To jej wybór. W pracy czuje respekt przed szefową... Musi wiedzieć, że tam jej nie wolno, a tutaj wolno. Ona decyduje o tym, jak się zachowuje. Może wytłumaczyć. Ale woli ukarać i nawrzucać. Wymusić. Zastanowię się nad radami. Zbiorę to jeszcze raz do kupy. Poczytam... Ale to jutro, albo pojutrze. Na dzisiaj już wystarczy. Dziękuję za rady, uwagi i wskazówki. Nie tylko Twoje posty mi się podobały, ale Twoje zwłaszcza. Dzięki.
                                  • altz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 14.02.13, 07:58
                                    zwyklymaz napisał:
                                    > Może mojej żonie trzeba pomóc? Nie chcę jej tak zostawiać po prostu. Ma problemy.
                                    > Zepsuła sie. Oddaje ja na gwarancji. Rękojmia. Wymieniamy towar.
                                    Ty lepiej sobie pomóż! :)
                                    A jeśli Ci nie przejdzie, to weź patelnię i się walnij porządnie w łeb. ;-)
                                    Ja miałem taką żonę, nie w takiej skali, jak Ty.
                                    Sama się rozeszła, gdy postanowiłem mieć własne zdanie. Jest sama i będzie, nie obchodzi mnie to. Ktoś mnie namawiał na próbę powrotu, tylko się krzywię na samą myśl.
                                    U mnie było o tyle gorzej, że były dzieci, dlatego chciałem trwać. Ty nie masz takich problemów.
                                    Mógłbym pisać o swoich sprzeczkach, na razie mógłbym Cię przebić, ale Ty mnie na pewno przebijesz z czasem! :-)
                                    Jeśli chcesz zostać, to zrób sobie najpierw wazektomię. :-D
                                    • krokodil123 Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 14.02.13, 08:37
                                      Ale twoja żona nie chce pomocy i nie prosi cię o tym?
                                      Ona chce podporządkowania, widza i kukiełkę do swoich rozgrywkach nazwanym planami.

                                      Nie można pomóc człowiekowi który tej pomocy nie potrzebuję. To jest sprzecznie z jej natury, żona nie chce się zmienić-to ona chce ciebie zmienić.
                                      Wersja z twardym maczo też odpada. Zazwyczaj są słodkie i mile dopóki dopną swojego i ofiara jest złapana. Potem każde twarde stawienie sprawy będzie postrzegane że drań, krzywdzi i nawet biję. Też się tego naoglądałam jak znajomy się żony postawił a ona z nim chciała raptem zrobić sadystę. Podobno ją bil-ale on chodził z siniakami. Jak się zamknął w jednym pokoju w ich dużym wręcz ogromnym domu tylko żeby miał spokój to rozbiła zamki. Jak doszło do tego że facet nawet spał i mieszkał w samochodzie szukając azylu to właśnie ona nas powiadomiła o tym (facet się wstydził) ale uwaga-teoria była on w tym samochodzie oprócz poduszki i koca ukrywa przed nią na pewno baaaardzo ważne rzeczy i to MY musimy i pomóc i się włamać do cudzego samochodu. Długo to trwało i takie historie bez miar. Jedynie co pocieszało faceta jest to że córki nie mieli. Powiedział mi że wtedy na bank by był już pedofilem molestujący swoje dziecko. Teraz są po rozwodzie.

                                      Tak że stawiam na to co mówi Altz. Naucz się stawiać granice, jak reagować na agresje i asertywności. Postaw się, nastąpi eskalacja agresji i ona sama się wysmykuję
                                      U mnie też tak zadziałało.

                                      Dziw że jeszcze cie nikt nie skierował do blogu moje dwie głowy.
                                      • altz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 14.02.13, 08:59
                                        krokodil123 napisała:
                                        > Tak że stawiam na to co mówi Altz. Naucz się stawiać granice, jak reagować na a
                                        > gresje i asertywności. Postaw się, nastąpi eskalacja agresji i ona sama się wys
                                        > mykuję
                                        > U mnie też tak zadziałało.
                                        U mnie też, dlatego polecałem. ;-)

                                        Zwykły,
                                        mam zadanie dla Ciebie na ten weekend. Masz się spotkać z kolegami u Ciebie w domu i wypić po trzy piwa, może być za nasze zdrowie! :-)
                                        To nie jest przestępstwo, a zobaczysz, jakie są skutki. W ramach drażnienia lwa, powiedz żonie, żeby coś dobrego przygotowała. ;-)
                                        Jeśli się nie zdecydujesz, bo żona, bo to, bo tamto, to będziesz miał okazję mocno się nad sobą zastanowić. :-D
                                        Jeśli baba zrobi piekielną awanturę i nie da żyć, to się przeniesiecie do jakiegoś baru i tyle.
                                        Ale raczej nie zrobi awantury, będzie miała kwaśną minę, długa chwila ciszy, a potem (następnego dnia) się zacznie.

                                        Spróbuj, polecam!
                                        • zuzi.1 Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 14.02.13, 09:12
                                          Zgadzam się z altz, potraktuj żonę dokładnie jej metodami, wówczas pani pokaże Ci pełnię swoich możliwosci, co ułatwi Ci podjęcie decyzji o rozwodzie...tylko się nie obwiniaj i nie przejmuj nią, ona się Tobą nie przejmuje i żadnych wyrzutów sumienia nie ma na pewno...szanuj się chłopie i nie pozwalaj tej zaburzonej kobiecie po sobie jeździc. Niech szuka kolejnego, na którym będzie mogła się wyżywac...
              • notting_hill Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 17:36
                Moja żona jednak na to wszystko mówi, że mnie kocha!

                Nie ma tu żadnej sprzeczności z jej zachowaniem. Ona zupełnie serio może myśleć, że Cię kocha, bo pozwalasz realizować jej potrzeby w związku (potrzeba kontroli, planowania, sztywnego trzymania się zasad..). Zapewne to uważa za miłość. Spróbuj wyobrazić ją sobie z jakimś facetem o silnym rysie macho- czy z nim też udałoby się jej uprawiać te swoje gierki? Bardzo wątpię i ona podświadomie raczej to wie, więc nigdy nawet nie próbowałaby przymierzyć się do takiego partnera.
                Z Tobą może sobie pozwalać na te swoje jazdy i to w jakiś sposób zapewne daje jej jakieś korzyści.
                Trudno się żyje z taką osobą, niestety. Ona w sobie wad nie widzi przecież.
                Jednak do awantury potrzeba dwóch stron, jedna sobie zbyt długo nie powalczy. Może zatem spróbuj być stanowczy ale spokojny, ulegać tam gdzie możesz sobie na to bez większej szkody pozwolić, a obstawać przy swoim tam gdzie czujesz, że ona przekracza Twoje granice (imo jedzenie do takich granic należy jak najbardziej, może dlatego najbardziej jaskrawe przykłady tego dotyczą). Nie ma sensu przekonywać żony do swoich racji (co zdaje się próbujesz robić), tylko konsekwentnie robić swoje. Wiem, że to przypomina chodzenie po krawędzi, ale cóż, tak sobie wybrałeś.
                Za dużo w tym wszystkim emocji, nakręcania się nawzajem w sumie o błahe sprawy. To nie zarzut , wiem że wiele ludzi tak latami żyje i jakoś ciągnie ten wózek, np. moi rodzice już ponad 50 lat. Czasami jak na nich patrzę, to widzę jacy są jednocześnie biedni i śmieszni tak się nawzajem swoimi emocjami nakręcając. Z na starość to już w ogóle robi się jazda.
                • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 17:51
                  Dzięki za komentarz. Serio. Rzeczywiście przekonywanie nie pomaga. Tu trzeba jakiejś innej strategii. Może stanowczość pomoże coś zmienić. Konsekwencja. To jest mój osobisty problem ... nie potrafię być stanowczy. Zwykle po jakimś czasie i tak ja zaczynam rozmowę między nami (jeżeli się posprzeczamy). Może ona myśli przez to, że jest bezkarna? Chyba ja nie jestem tutaj bez winy.
              • sed.lex Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 17:41
                Wiesz, wydaje mi się, że Twoja żona bardzo indywidualnie tłumaczy sobie to, że "kocha" Ciebie, ona nawet nie wie, co to znaczy kochać (zapytaj ją przy okazji, co to znaczy kochać drugą osobę, zrób taki test). Ona nazywa "kochaniem" posiadanie Ciebie i sprawowanie nad Tobą władzy.
                Bo na 99 procent taki jest fakt - ona ma nad Tobą przewagę, paradoksalnie góruje nad Tobą agresją. Mimo, że Ty czasem starasz się nie ustępować.
                Niestety, jest to równia pochyła.
                I gdybym ja była na Twoim miejscu, najprawdopodobniej zastanawiałabym się poważnie nad rozwodem. Twoja żona najprawdopodobniej nie jest chora psychicznie ale jest charakteropatką.
                A życie z charakteropatą jest na dłuższą metę nie do zniesienia.
                • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 17:55
                  Rzadko pyta mnie czy mam na coś ochotę. Nigdy nie zadała mi pytania: słuchaj jest taka i taka sprawa, ja nie umiem jej rozwiązać, jak ty ją widzisz?, albo też: zdarzyło się to, a to, i teraz ja mam swoje zdanie takie a takie, a jakie jest twoje? Strasznie mi to przeszkadza. Ja za to ... dosyć często czuję się 'posiadanym'. Ona uważa, że ślub jest nierozwiązywalny. I nie mam teraz wyboru. Ciężko mi to znieść. Ciężko mi to znieść też dlatego, że czuję się jakby winny tego jak się zachowuje.
                  • sed.lex Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 17:59
                    Nie nie, Ty nie pisałeś, że żona jest chora, ktoś z wypowiadających się powyżej nadmienił coś.
                    Charakteropatę cechują zmiany osobowości typu psychopatycznego, wyrażające się w odchyleniach charakterologicznych, np. skłonność do kłamstwa, agresji, do stawiania na swoim, nastawienia socjalne i antysocjalne, osobowość chwiejna emocjonalnie typu borderline itp.
                    W każdym razie ciężkie to jest.
                        • sed.lex Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 18:46
                          E, to jeszcze nie tak źle (ja też mam 3 dyszki i trochę) - myślałam, że jesteś starszy, przeżyłeś w małżeństwie sporo lat i przez to może jesteś bardziej zmęczony i zniechęcony życiem oraz pogodzony z rzeczywistością. Odpowiedz sobie, czy jesteś w stanie znosić to przez wiele lat.
                          Jak reagujesz, gdy ktoś pyta Cię o ewentualny rozwód?
                          • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 18:51
                            Nikt nie pyta. O tym wie tylko kilka najbliższych osób, które nie puszczają pary z gęby i Pan Bóg, jeżeli istnieje i obchodzą Go akurat takie sprawy. Wiecie też wy. Tutaj na forum. Ja się sam zastanawiam nad rozwodem. Ale czuję, że to ponad moje siły. Czuję się winny, że psuje jej życie. I wiem, że ona nie będzie chciała rozwodu. Liczę jeszcze, że coś z tego się upiecze, że sobie poradzimy. Wiem, że to po części przeze mnie ona się tak zachowuje, dałem jej się zbytnio zdominować. Ona ustawia mi życie, tak jak jej się podoba... Ale jeżeli to się nie zmieni, myślę na poważnie o rozwodzie. Żona tylko sobie tego nie może wyobrazić.
                            • verdana Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 19:00
                              Jeśli czujesz się winny, ze psujesz jej życie - to ostatni moment, aby uciekać. Zaczynasz być typową ofiarą przemocowca - osobą, która zamiast huknąc pięścią w stół i odejść, zaczyna się zastanawiać, gdzie zawiniła. I że jeśli sama się zmieni, to będzie może lepiej, bo da się ograniczyć kontrolę i złość drugiej strony.
                              Ewakuowałabym się jak najszybciej, póki jesteś jeszcze młody - i żona też. Chyba, ze wolisz jednak sie poświęcić dla żony, ale wtedy weź pod uwagę, zę nie powinieneś mieć dzieci. Albo żona będzie je wychowywała tak jak Ciebie, a wtedy szkoda dzieci, albo też staniesz sie chłopcem do bicia w jeszcze większym stopniu noż teraz.
                              • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 19:32
                                To nie są proste dylematy. Nie chciałbym, żeby stała jej się jakaś krzywda. Nie wiem jak ona sobie sama poradzi... można by tutaj opowiadać na temat moich podejrzeń. Wyobrażałem sobie nawet jej życie jako kobiety samotnej. Aż mi się serce ścisnęło. Zastanawiałem się czy ona jest w stanie sobie z kimś ułożyć życie. Obawiam się, że może mieć problem. Jednak ... jeżeli to będzie nadal tak wyglądało, to krzywda stanie się nam obojgu. I obudzimy się po kilkunastu latach z bliznami nie do zagojenia, ze zmarnowanym życiem.
                                • altz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 19:38
                                  wyklymaz napisał:
                                  > To nie są proste dylematy. Nie chciałbym, żeby stała jej się jakaś krzywda. Nie
                                  > wiem jak ona sobie sama poradzi... można by tutaj opowiadać na temat moich pod
                                  > ejrzeń. Wyobrażałem sobie nawet jej życie jako kobiety samotnej. Aż mi się serc
                                  > e ścisnęło. Zastanawiałem się czy ona jest w stanie sobie z kimś ułożyć życie.
                                  Wyobraź sobie dzieci w takim związku, wtedy Ci będzie łatwiej.
                                  Dla mnie to jest niemądre, narażać dzieci na taką sytuację, jeśli jest to do uniknięcia.
                                  Dziecko weźmie nie tą zabawkę, którą mama by chciał i dostanie po łbie, bo będzie słabsze.
                                  Dziecko się nauczy żyć na baczność w domu i nie okazywać uczuć, a poza domem może będzie duszą towarzystwa i będziecie się oboje dziwić, dlaczego tak jest?
                                  • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 19:52
                                    Bałbym się. Gdyby były dzieci i usłyszałyby, że ja jestem ... że znowu okłamałem. Że ona ponownie mi zaufała, a ja, egoista nie wpadłem na to jak zaspokoić jej potrzeby, nie domyśliłem się tego... usłyszałbym, że muszę, że koniecznie i bezwzględnie i gdyby to było wypowiedziane tyn tonem pełnym nienawiści, to nie wiem jakbym to zniósł.
                                    • sea.sea Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 14.02.13, 12:14
                                      Miałam taką osobę w najbliższej rodzinie. I dokładnie w taki sposób traktowała zarówno swoje dzieci, jak i męża. Przez 50 lat, ale to było pokolenie, w którym rozwody nie istniały :) Kopnij żone w jej toksyczny, manipulatorski zad i nie oglądaj się za siebie. I nie wierz w ani jedno jej słowo, nawet jeśli się na jakiś czas cudem zamieni w cud, miód i orzeszki. I absolutnie, choćby nie wiem co się działo, choćby miał być koniec świata - nie dopuść, by zaszła w ciążę.
                                      • notting_hill Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 14.02.13, 12:28
                                        > I absolutnie, choćby nie wiem co
                                        > się działo, choćby miał być koniec świata - nie dopuść, by zaszła w ciążę.

                                        Racja. Pani, kiedy połapie sie, że jej wygodny świat wymyka się jej z rąk, może uznać że "dziecko wszystko zmieni" i będzie próbowała zabetonować na amen układ za jego pomocą. Kij będzie ją obchodziło, że stworzy dysfunkcyjny układ. Więc, zwykłymęzu, bądź czujny.
                            • sed.lex Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 19:33
                              Hm, drogi zwykłymężu - ja Ci życzę mnóstwa siły. Nie życzę, by się ułożyło w związku - bo się nie ułoży. Albo będzie gorzej albo będzie tak samo, z tym że Ty spasujesz i zobojętniejesz, dla Ciebie będzie dobrze bo ona przecież "nie stosuje przemocy fizycznej a przecież mogłaby!" Zauważ, jakie to jest podobne do reakcji maltretowanych psychicznie kobiet. Nie odchodzą i nie walczą o swoje życie, bo nie mają siły, bo zjada je poczucie winy, bo uważają, że nie jest tak źle (mogłoby być gorzej).
                              Dlatego życzę Ci mnóstwa siły, byś ją miał by walczyć o siebie. Stań się egoistą i zacznij mieć wyrzuty sumienia, ale z racji tego że niszczysz SWOJE życie (a nie jej!!).
                              Znasz trochę paragrafy i kodeks? (wiem, że nie lubisz czytać, jak nadmieniłeś, ale czasem potrzeba zrobić wyjątek) - poczytaj troszkę i dowiedz się, że to nie żona decyduje o rozwodzie. Tylko sąd a Ty jesteś powodem. Czasem sąd wydaje wyrok in absentia pozwanego;). Wiedza da Ci siłę.
                              Żona będzie się rękami i nogami bronić przed rozwodem - bo już potem nic jej nie czeka. Straci swój dwór i spadnie z tronu. Najprawdopodobniej zostanie sama, bo starsi mężczyźni moją oczy nieco szerzej otwarte - a nikt nie będzie się wiązał z taką osobą. Prędzej czy później wyjdzie na jaw to, jaka jest naprawdę. Najgorsze jest, gdy coś takiego się sobie uświadomi, ale ona na razie jest silna Twoją niewiedzą, wykorzystuje Twoje poczucie winy. Długo jeszcze?

                              • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 19:48
                                Lubię czytać. Po prostu kiedyś nie czytałem. Wtedy kiedy nakazywano czytanie.

                                Dzięki za rady z postów ;) Co za niezwykle, zdumiewająco interesująca rzecz, że jest coś takiego jak net, gdzie na forum można poprosić o wgląd innych. Czasami można przy tym dostać po łbie...można usłyszeć, że się nie umie 'konwersować' albo, że wart jeden drugiego, ale biorąc pod uwagę tą ewentualność i zastrzegając ciut...będąc na nią gotowym, warto jest poprosić o spojrzenie innych.

                                Nie życzę jej źle. W sercu jest dla mnie ważna. Nie chcę, żeby nagle sama została, z tym poczuciem, że jest taka zła i zepsuta. Nie wierzę też, że rzeczywiście jest. Tylko przez nieumiejętność wyrażania uczuć i nieumiejętność rozwijania relacji, stosuje takie przykre chwyty, które tak obnażają jej bezsiłę. Gdyby ona chociaż raz próbowała mnie nakłonić, albo przekonać do swoich racji, słowo daję, że byłbym przystał pewnie, będąc zadowolonym, że możemy o tym porozmawiać. Ona nawet sobie nie zdaje sprawy, że te kategoryczne wymagania są takie puste i że wzbudzają tylko złość. I jeszcze poczucie winy - jak wspominasz - poczucie winy jak u ofiary. Bo to jest przemoc. Bardzo mi się to nie podoba.
                                • sed.lex Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 20:23
                                  Zwracam honor w takim razie zwykłymężu, jeżeli chodzi o czytanie;).
                                  A net to rzeczywiście wielka siła i narzędzie takiej właśnie komunikacji, masz problem - piszesz na forum, czytasz odpowiedzi, odnosisz się do niech (albo nie). Na pewno większość ludzi tu piszących do Ciebie naprawdę się przejęła. I jak sam trafnie zauważasz, nie raz oberwiesz po głowie, ale to wszystko w dobrej wierze.
                                  Poza tym z drugiej strony niekiedy jest łatwiej wylać z siebie wszystko na forum, bo jest się anonimowym. No i jest jakoś łatwiej! Ja np zawsze wolałam bardziej pisać, niż mówić, kiepski mówca ze mnie, lepszy pisarz i słuchacz;).
                                  Nie musisz życzyć żonie źle, by odejść i starać się ułożyć sobie życie na nowo, z pewnością nie od razu w nowym związku, na razie sam ze sobą, dopiero potem. Możesz nawet pozostać z nią w stosunkach przyjacielskich (nie, teraz to ironicznie fantazjuję). Wiem jednakże, z obserwacji małżeństwa znajomych, że raczej to nie wypala...a potem przede wszystkim cierpi ten, który miał zasady moralne i wyrzuty sumienia, a agresor tak naprawdę triumfuje.
                                  A jakie żona stosuje chwyty, jak chce wzbudzić w Tobie poczucie winy?
                                  • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 20:37
                                    Rzuca się na mnie w kuchni i krzyczy, że ją biję. Albo mówi, że złamałem dane słowo, którego nie złamałem (rzekomo obiecałem nie robić awantur, a złamanie słowa, w tym wypadku to była moja argumentacja - nie zgadzałem się ze zdaniem co do zakupy herbaty), albo mówi, że jestem wstretnie niedobry i krzywdzę innych (swoją mamę np. Z którą kiedyś rzeczywiście miałem sprzeczkę, o której zapomniała i mama i ja; co to jednak ma do rzeczy i po co to wypominać, zwłaszcza w takich momentach?) Oskarżyła mnie raz w złości, że jej zakazuje chodzić do kościoła ... (Nic podobnego nie miało miejsca). Najbardziej mnie bolą te zakazy i nakazy. Ciężko mi teraz o tym myśleć. Wiele z tych sytuacji miało miejsce, kiedy się sprzeczaliśmy. Myślę, że to jest jej pomysł na radzenie sobie z kłopotami. I to jest ... Wnika to z bezsilności.
                                    • triss_merigold6 To ja będę nieuprzejma 13.02.13, 20:51
                                      To ja będę nieuprzejma i napiszę wprost: jeśli nie jesteś trollem, to Twoja żona jest ciężko chora psychicznie i musisz możliwie najszybciej i bez skrupułów ewakuować się z układu. Od wariatów instynkt samozachowawczy każe uciekać i palić za sobą mosty.
                                      Jest jeszcze inna wersja - ona potrzebuje kogoś (choć nigdy się wprost nie przyzna) kto ją zdominuje butem i knutem, kogoś dużo silniejszego i bardziej zdecydowanego niż Ty, kto nie tłumaczy się z zakupu bułki. Twoje tłumaczenie się, próby polubownego uzgodnienia czegoś itd. tylko nakręcają jej agresję i prowokują do eskalacji.
                                      • zwyklymaz Re: To ja będę nieuprzejma 13.02.13, 21:17
                                        Nie jestem żadnym chrzanionym trollem. Pamiętajcie tylko, że to są epizody. Oprócz tego daje się czasami normalnie żyć, bo w przeciwnym wypadku pisałbym ze szpitala. Poza tym: to jest moja opowieść o incydentach. Moja. Pewnie ona by mogła wam wypisać sytuacje, w których ja się upierałem (np. Podczas wyjazdu, chciałem, żebyśmy coś zobaczyli i ona się poświęcała dla mnie, ale potem mi o tym przypominała). W każdym razie tych rzeczy nagromadziło się za dużo. I zadałem sobie dokładnie takie pytanie co do incydentu z "biciem"? Co będzie, jeżeli opowie komuś, że ją biję ?

                                        P.s. Jest jeszcze incydent z wiadomościami na telefon. Ktoś mi wysyłał wiadomości. Musiał być to ktoś, kto mnie znał. Akurat wtedy byłem z żoną pokłócony i nie widzieliśmy się przez ten jeden dzień. Nie wiem, czy to była ona, ale wygląda mi to niestety na kolejny chwyt. Nikt inny nie mógłby pisać do mnie takich durnot. Ja nie mam wrogów.
                                        • triss_merigold6 Re: To ja będę nieuprzejma 13.02.13, 21:30
                                          Sypiacie w ogóle ze sobą? W sferze intymnej też ma zerową elastyczność czy jest kobieta bardziej wyluzowana?
                                          Tak czy siak z opisu to wariatka.
                                          I nie użalają się nad nią, że w wypadku rozwodu zostałaby sama, to jej problem a nie Twój.
                                        • stoprocent Re: To ja będę nieuprzejma 21.02.13, 01:01
                                          Przyznam się na wstępie, że nie przebrnęłam przez całośc, ale mnie poruszyło i chcę napisać do Ciebie, zwykłymężu, jako osoba, która miała na wyposazeniu podobne zachowania jak twoja żona. Otóż diagnoza jest jedna. Wiesz, dlaczego ona się tak zachowuje? Bo może.
                                          Powoliłeś jej na to. Pewnie, jak pisało wielu przedmówców, to jakas patologia, mająca swoje przyczyny w nieszczęśliwym dzieciństwie, mikrourazach mózgu podczas porodu albo inna wscieklizna macicy. Nieważne. Ważne jest zupełnie co innego. Otóz, ty powalasz po sobie jeździć i nie stawiasz granic. Takich prawidziwych. Swego czasu mój partner przechodził podobne akcje do tych, które opisujesz. Urządzałam mu niezłe jazdy. Ta niechęc do nieplanowanych rzeczy - znamienna, miałam podobnie. I wiesz co - uleczyło mnie! Lekiem była reakcja osób, na których mi zależało. Facet, na tórym mi strasznie zależało, absolutnie nieprzyzywczajowny do moich jazd, zareagował prawidłowo. Najpierw - opieprzony w okolicznościach gdy byłam wkurzona chociaż nie on zawinił, a przybył z pomocą i dostał zjebkę - bo byłam wkurzona - bardzo spokojnie wytłumaczył mi, że ktoś inny wmanewrował mnie w niedobrą dla mnie sytuację, on mi pomaga, a ja go opieprzam - przy czym zrobił to zupełnie bez obwiniania mnie, niezwykle spokojnym głosem, patrząc mi w oczy powiedział : "popatrz, jestem tu żeby ci pomóc, będę teraz nosił ciężkie pakunki, tylko po to, żeby tobie było lżej, a ty mnie za to opieprzasz. Czy na pewno to własnie chciałaś mi powiedzieć?" Raczej trzeźwiące, ale pomogło dorażnie. Następnym razem, gdy dalam wyraz swojemu niezadowoleniu (bo coś się potoczyo nie tak jak zaplanowałam) - najpiew dal ostrzeżenie, że u się moje zachowanie nie podoba, a potem - regularnego bana, przestał odbierać ode mnie telefony, przez 3 dn nie mogłam sie nim skontaktować. I wiesz co - otrzeźwiło mnie. Nie robię takich akcji, chociaż furię mam w genach:-) (mój ojciec słynie z wybuchówwścikłości, ale cikawa rzecz- od dłuższego czasu nie są wymierzone przeciw mnie - umiem się bronić). Wystarczy na poważnie dac odczuć konsekwencje. Co ciekawe - wówczas w kontaktach z ludźmi, którzy stawiali mi wyraźne granice czułam się o wiele lepiej, nie powiem bezpieczniej, bo własnie nie, ale to mnie skłanialo do kontrolowania swojego postępowania. I to jest klucz do takich osób - nie pozwól, żeby czula się bezkarna, pokaż jej, że nie tolerujesz pewnych zachowań. Doradzam eskalcję np. w wypadku akcji ze sniadaniem w Kościeliskiej należy powiedzieć coś w ten deseń "zobacz, zorganizowałaś fajny wyjazd dla mnie, żeby mi zrobić niespodziankę, jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy, a tymczasem siedzimy tu i kłocimy się o zestaw śniadaniowy. Przeciez nie o to ci chodziło". Niezwykle istotny jest ton takiej wypowiedzi - spokojny (mów powoli i dośc cicho) i pewny siebie (ale nie atakuj). Nie pytaj i nie dyskutuj, nie argumentuj, że masz rację z tym zestawem contra herbata (chociaż masz). Przy braku reakcji na takie dictum, nalezy zupełnie spokojnie oddalić się, mówiąc, ze nie jesteś w stanie tak rozmiawiać i nie dopuszczać do kontaktu przez dobę (no, dobra, dla osobników mniej wytrwałych - kilka - co najmniej 3 - godzin). Przeciwnik może się zaciąć, ale zmięknie z czasem - pamiętaj, ona też ma sporo do stracenia. Daję max, ale autentycznie absolutny max - 4 dni. Sądzę jednak, że nie wytrwa tyle. Jesli zatnie się na dłużej - to znaczy, że i tak jest pozamiatane i nie ma czego żałować. Zakładając oczywiście, że jej wybuchy są rzeczywiście nieadekwatne do wydarzeń, tak jak to przestawiasz.
                                          Na pewno jest strasznie dużo teorii na temat przyczyn takich zachowań i na pewno jest słuszne twierdzenie, że to zachowanie toksyczne. Ja piszę jako autorka takich zachowań - to akurat na mnie zadziałało. Małżonek wyrzucany wielokrotnie z domu - ma się dobrze. Po prostu kiedys nie dał się zawrócić ze schodów i wytrwał parę dni:-) Od tej pory juz go nigdy nie wyrzuciłam:-) I proszę wiadra pomyj tu na mniej nie wylewać, bo byłam młoda i głupia.
                                          Stawiaj granice, to podstawa. Ona nie może znieśc marnowania jedzenia? OK, ale czy to jest powód, żeby zamieniać w piekło wyjazd-niespodziankę?
                                          • sorvina Re: To ja będę nieuprzejma 21.02.13, 09:48
                                            Bardzo wartościowy komentarz.

                                            Właśnie o brak wyciągania konsekwencji wobec mojej mamy miałam największy żal do taty i babci. Gdy matka poczuła, że jej wszystko wolno, nikt słowa nawet nie powie, bo przecież ona biedna i chora, nie miała już ŻADNYCH hamulców. Wobec rodziny, w pracy potrafiła się kontrolować. W ten sposób wyhodowano potwora. Natomiast podejrzewam, że tata i babcia nie potrafili by tych granic stawiać asertywnie, bo wymaga to zarówno szacunku do siebie i jak i drugiej osoby. Twój mąż stoprocent zrobił kawał dobrej roboty :) Podziwiam też Ciebie, za odwagę przyznania, że to tobie odpalało i pracy jaka wykonujesz by się z tym uporać, a przynajmniej by by ten emocjonalny potworek nie skakał ludziom do gardeł ;) Pozdrawiam
                                      • notting_hill Re: To ja będę nieuprzejma 13.02.13, 21:30
                                        Bardziej zaburzenia osobowiści niż choroba psychiczna, ale i tak wierzę, że średnio normalnemu człowiekowi trudno znosić takie jazdy.
                                        Moja matka taka jest- na co dzień lubiana, uczynna, a bywa że w domu wychodzi z niej sekutnica jakich mało. Dzieciństwo z nią to było jedno pasmo udręki- nigdy nie wiadomo było do czego się przyczepi, a potrafiła przeczepić się do byle g... A jednocześnie jak czuje siłę, to potrafi się dostosować.
                                        Więc pomyśl też i o tym, że dla dzieci taka labilna matka to jest jazda bez trzymanki.
                                        • triss_merigold6 Re: To ja będę nieuprzejma 13.02.13, 21:46
                                          Mogę się założyć, że gdyby przy pierwszej akcji typu bułka, autor zareagował stanowczym nie podoba się, to wypad i nie wdawał w żadne dyskusje, to tej eskalacji kontroli i krytyki by nie było. Skoro przy innych laska potrafi trzymać się w ryzach, to znaczy że może panować nad swoim zachowaniem. Oczywiście zakładają, że jest zwyczajnie przemocowa, a nie chora psychicznie.
                                          • verdana Re: To ja będę nieuprzejma 13.02.13, 21:48
                                            Jeśli przy innych normalna - to raczej przemocowa. I nie, tacy ludzie nie odpuszczą przy pierwszym oporze - będą w najlepszym razie cięzko obrazeni tygodniami, w najgorszym - zaczną opowiadać, jak to mąż bije i pije.
                                          • notting_hill Re: To ja będę nieuprzejma 13.02.13, 21:56
                                            Rzecz w tym, że do takiej relacji te osoby wybierają sobie właśnie takich partnerów, którzy zamiast krótkiej piłki i celnej riposty wujka Staszka próbują podchodzić, głaskać, rozkminiać, no i jest jak jest.
                                            • triss_merigold6 Re: To ja będę nieuprzejma 13.02.13, 22:05
                                              No to oboje mają problem.:/
                                              Swoja drogą nie odczuwałabym specjalnego szacunku wobec faceta, który w reakcji na ewidentnego focha ni z gruszki ni z pietruszki, zacząłby godzinną debatę z tłumaczeniem jak dziecku "kochanie, zjemy te kanapki później, ale nie denerwuj się, przecież nic się nie stanie, nie chciałem cię urazić". Wolałabym krótkie daj spokój kobieto, nie rób scen. Stanowczość i zdrowy rozsądek są takie uspokajające.
                                              • zwyklymaz Re: To ja będę nieuprzejma 13.02.13, 22:19
                                                To nie jest foch. Tłumaczyłem i opisywałem jak to wyglądało. To była przewrotna złośliwość i kategoryczne wymaganie, abym postąpił całkowicie zgodnie z jej wyobrażeniem. Nie tłumaczyłem sie jak dziecko, albo literat. Lubię jednak jak się sprawy wyjaśnia. Czasami jednak i racja - dobrze powiedzieć, krótko i zwyczajnie. Może ona musiałaby mieć prostszego chłopa?

                                                P.s. Ale wiesz, ja się dziwię, że w kobiecie większy szacunek budzi ktoś, kto mówi daj spokój kobieto!, niż ktoś kto próbuje powiedzieć jakieś dłuższe zdanie. Bywa i tak.
                                                • triss_merigold6 Re: To ja będę nieuprzejma 13.02.13, 22:26
                                                  Zupełnie mnie nie dziwi fakt, że się dziwisz.
                                                  Nie chodzi o krótkie/długie zdanie, tylko o stanowczość, pewność siebie i umiejętność ostrego zaznaczania granic. Taki komunikat bardziej niewerbalny niż werbalny.

                                                  Owszem, z opisu - czysty foch. Złośliwa jazda nakręcającego się kilkulatka, który musi postawić na swoim chociaż w sumie nie wie dlaczego i po co. Wyjaśnianie czegokolwiek tylko eskaluje emocje i histerię i oczywiście utwierdza w uporze. Nie wolno wyjaśniać. W sytuacji typu bułki po prostu robisz to co uważasz za słuszne, bez tłumaczenia.
                                                • sorvina Re: To ja będę nieuprzejma 13.02.13, 22:41
                                                  Jeśli ktoś rozumie i używa tylko argumentu siły, to próba wyjaśniania sytuacji na spokojnie, z szacunkiem do jego uczuć, będzie traktowana jako przejaw słabości a nie dobrej woli.

                                                  Ona nie rozumuje tymi kategoriami co ty, w ten sposób do niej nie dotrzesz.
                                        • czarnyraider ? 15.02.13, 15:19
                                          a moze miala wszystko zaplanowane, po kolei ulozone, chciala nie tyle ekonomicznie ( dwie herbaty a zestaw z jedna ), ile po swojemu - zgodnie z Jej planem niespodzianki. Czemu wybuchnela ? Bo Jej to popsules. BO Ona moze ponad wszystko ceni lad i porzadek ,spokoj ? Bo jest Jej potrzebny, bo go nie miala, a takimi jazdami odreagowuje, takie jazdy sa Jej znane. Moze inaczej nie potrafi albo sie zreflektuje za pozno i tez jest Jej glupio...
    • altz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 19:32
      Chcesz się łatwo rozwieść? Jest na to sposób.
      Jeśli sam będziesz się starał o rozwód, to będzie przeciągać, nie będzie Cię chciała puścić, bo jesteś jej potrzebny do zaspokajania specyficznych potrzeb.

      Wystarczy, że postawisz swoje granice, przestaniesz się stosować do nakazów i zakazów.
      Żona za jakiś czas sama powie, że jej nie wspierasz, że ona się bardzo starała, ale się wypaliła, że już nie może i zaproponuje rozwód. Asertywny jesteś, więc dasz sobie radę.
      • mruwa9 Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 22:14
        ja mysle, ze zwyklymaz po prostu wstydzi sie przyznac sam przed soba i przed innymi, ze jest ofiara przemocy domowej. Bo to wstyd, bo to takie niemeskie, bo w powszechnym wyobrazeniu sprawca przemocy domowej jest facet-bokser. A tu subtelna, slodka na zewnatrz i uwielbiana dziewczynka strzyka jadem bez pozostawiania widocznych sladow.
        A tu dochodzi do typowej przemocy domowej, przemocy psychicznej. Taki zwiazek nigdy dobrze nie rokuje.
        • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 22:24
          Ja się zgadzam, że to przemoc. W żartach na długo przed tym jak zapisalem coś na tym forum, pomyślałem kiedyś, żeby sprawdzić numer na niebeską linię. Sprawdzałem stronę. Poważnie. Zastanawiałem się co zrobić. Zapominałem o tym i przechodziliśmy do w miarę normalnego życia, gdzie jesteśmy dla siebie życzliwi, ale raz na tydzień przynajmniej takie sytuacje się powtarzają. Koniec tego. Albo tego nie będzie albo serio pójdę do prawnika i "poproszę" aby się wyprowadziła.
        • squirrel9 Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 22:34
          A ja mysle, że zwyklymaz, jak każdy normalny człowiek zaczął przeglądać na oczy, bo tych wyskoków juz jest za duzo. Jeszcze nie wiąże tego z przemocą, jeszcze wydaje mu się, że on sam może coś z tym zrobić, jakoś na żonę wpłynąć ale już czuje, że nad tym nie zapanuje i zmierza to w ślepy zaułek. Jeszcze ma jakąs władzę , może po gazetę wyjść ale już wie, że jak ona powie, ze gazety nie będzie to nie będzie. Nie odpowie czy koledzy mogą wpaść, bo już dawno nie wpadają, nie odpowie jak tam z seksem ...śliski temat... nie jest wystarczająco dobry dla zony bo się nie domysla, a ona w pretensjach.
          Życia szkoda.
    • esteraj Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 13.02.13, 23:31
      Zwykłymężu masz głęboko wpojone wartości jak trwałość małżeństwa, jak zrozumienie dla drugiego człowieka, szacunek, odpowiedzialność itp.
      Człowiek dla obrony tychże wartości jest w stanie poświęcić wiele, nawet własne szczęście.
      Twoja żona wykorzystuje je i nimi manipuluje, dlatego wywołuje w Tobie poczucie winy. Najpierw jedna próba zakończona jej powodzeniem, potem druga... To dodaje jej siły.
      Człowiek bardzo lubi mieć rację i lubi mieć władzę. Jej przewaga nad Tobą rośnie. To wciąga czasami jak narkotyk.
      Prawdopodobnie sam również doświadczyłeś przyjemnego uczucia jakim jest uznanie i pozycja autorytetu.
      Twoja żona jest manipulantką. Potrzebuje pochwał (odgrywa słodką istotkę wobec innych), i potrzebuje władzy (tę próbuje uzyskać nad Tobą).
      Ty z kolei potrzebujesz mieć świadomość, że jesteś człowiekiem prawym o mocnym kręgosłupie moralnym. To jest Twój priorytet, ale zaczyna on Tobie ciążyć, bo pozbawia Ciebie własnego szczęścia. W końcu poczujesz się jak marionetka, którą własna żona przestaje szanować...
      Wpojono Tobie, że egoizm jest zły i to prawda, ale tylko wtedy, gdy zupełnie nie liczysz się z uczuciami innych. Jest jeszcze ""zdrowy egoizm", który nakazuje dbać o własne dobro i szanować siebie. A to oznacza, że jeśli Ty bierzesz pod uwagę zdanie innych, to oni powinni również respektować Twoje.

      Zadajesz konkretne pytania:
      Chodzi mi raczej co robić przy takich zachowaniach żony: pieścić ją miłym słówkiem? Zagryźć zęby i udawać, że wszystko gra? Godzić się i nie jeść śniadania, ponieważ ona sobie tego nie życzy ? Co z tym "atakiem" z kuchni? Czy spełniać wszystkie jej zachcianki ? A jeżeli nie, to w jaki sposób stawiać opór?

      Nie możesz działać wbrew sobie i czegoś udawać dla dobra żony, bo zatracisz swoją prawdziwość i staniesz się kłamcą dla samego siebie. Nie musisz się także agresywnie stawiać.
      Możesz powiedzieć: Dziękuję Ci za dobre chęci i troskę o mnie, ja wolę zjeść to i to... Pozwól, że decyzje dotyczące co jest dla mnie dobre, pozostaną dla mnie. Ja uszanuję twoją wolę, a ty uszanuj moją.

      Najwyższą wartością człowieka jest jego wolność i nikt nie ma prawa w nią ingerować.
      • zwyklymaz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 14.02.13, 00:00
        Jutro szczegółowo sobie to przemyślę. Dzięki za wiadomości. To jest nie w porządku, że wobec innych zachowuje się normalnie, a wobec mnie ... Pozwoliłem jej na to. Czasami ciężko to zauważyć, ale wychodzi, że im więcej się tłumaczę, tym gorzej na tym wychodzę: ona czuje satysfakcje bo dla niej liczy się wola, a ja się uwijam przy argumentach, które ją rozbawiają. Trzeba jak dziecku chyba i dorosłemu czasami nie ustępować.
            • altz Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 14.02.13, 14:53
              zwyklymaz napisał:

              > Będę pisał. Na razie muszę ochłonąć i przemyśleć całość.
              Nie ma co za dużo myśleć, trzeba zrobić rozpoznanie walką i zobaczyć czy Ci się to podoba?
              Proponowałem imprezę z kolegami, według mnie to dobry pomysł.
              Możesz też zrobić coś innego, niż zawsze, choćby ugotować sobie dobry gulasz i zobaczyć, jak żona reaguje, grzecznie poczęstować, bo nawet jeśli będziecie się rozstawać, można to zrobić w kulturalny sposób. Można zaproponować pójście do kina, kupić taboret czy papugę, jednym słowem złamać sztampę i zobaczyć, jak to działa.
              Ja Ci już pisałem, że się nie rozumiecie, myślę, że potrafisz być drażniący, ale to i tak nie tłumaczy zachowania żony. Pewne rzeczy są niedopuszczalne, bo się nie da tak żyć.

              Ja bym wiał, ale ja jestem już wiele lat do przodu i wiem co jest za piątą ścianą. ;-)
              Ty musisz to sprawdzić na własnej skórze i to rozumiem, ale sprawdzaj reakcje i obserwuj, bo to może Cię uchronić przed nieszczęściem. Nie siedź i nie rozmyślaj. :-D
    • serendepity Re: Problem we wspólnym życiu męża z żoną. 14.02.13, 13:00
      Jak juz zdecydujesz sie na rozwod, to musisz dobrze sie przygotowac. Z tego co piszesz, wynika ze zona moze miec rozne brudne chwyty. Chociazby ten epizod, kiedy zaczela mowic, ze ja bijesz. Ktoregos razu moze zaczac krzyczec, ze ja bijesz i biegac po sasiadach (jesli mieszkacie w bloku). Albo moze sama sie obic i pojsc na obdukcje i na policje i oskarzyc Cie o pobicie.

      Byblo o wiele lepiej, gdybys Ty pierwszy zglosil sie do Niebieskiej Lini czy przestal sie kryc z tym jak zachowuje sie zona. Bo teraz ukrywasz wszystko i nikt o tym nie wie, typowa sytuacja przemocowa. Jak przyjdzie co do czego, to w sadzie wszyscy zeznaja, ze zona byla zawsze mila, grzeczna i nikt nie widzial zadnych zachowan, o ktorych wspominasz. Natomiast ona moze zaczac opowiadac znajomym i w pracy jaki Ty jestes niedobry, robisz awantury i bijesz ja. I nagle znajda sie swiadkowie na to wszystko.

      Masz powaznego przeciwnika.
    • tully.makker Pieknie jedziecie dziewczyny 14.02.13, 13:07
      Tylko nie zauwazylyscie, ze misterna historyja raz sie posypala - czy tez raczej pan sie wysypal, kiedy zaczal agresywnie wmawiac edwinie naduzywanie alkoholu.

      Nie sadze, by sprawa byla tak czarno biala jak sie wam wydaje.