odwieczny problem

19.02.13, 15:58
Temat stary jak świat i odwieczny problem. Teściowa. Jak się wzniosę na wyżyny obiektywizmu, widzę, że kobieta jest uczynna, rodzinna, niezwykle chętna do wszelkiej pomocy, niekłótliwa i obłędnie zakochana we wnukach. Nie będę tu pisała co mnie denerwuje, bo to same banały, nic co by zasługiwało na społeczne potępienie. I teraz najważniejsze: co zrobić, żeby tę niechęć zmienić w życzliwość czy choćby obojętność? Jak nabrać dystansu i docenić to, czego jestem świadoma na poziomie zdroworozsądkowym? Nie mam pretensji do bycia z teściową w przyjaźni, ale żebym chociaż wścieku nie dostawała na sam dźwięk jej głosu. Da się tak? Próbowałam 'we własnym zakresie', dawałam czas, czekałam i nic. Proszę o jakieś sugestie i/lub kubeł zimnej wody na łeb.
    • konwalka Re: odwieczny problem 19.02.13, 16:07
      nie da
      glosjest pierwszym elementem, ktory doprowadza mnie do bialej goraczki
      inna sprawa, zemoja zapracowala uczciwie na serdeczna niechec synowej :)
    • asiek25 Re: odwieczny problem 19.02.13, 16:21
      A dlaczego dostajesz tego wścieku? Co takiego ona robi lub mówi, że pomimo obiektywizmu, którym się wykazujesz, to w sumie nie znosisz tej kobiety?
      • monia76 Re: odwieczny problem 19.02.13, 16:39
        obiektywizm to jak się poważnie wysilę. wścieku dostaję bez starań, na dzień dobry. denerwuje mnie na przykład jej zwyczaj szeptania do mojego męża na stronie w mojej obecności, to, że od momentu przekroczenia progu mojego domu opowiada o nieprawidłowościach w domu córki i zięcia (np. brak wałka do ciasta, lodówka, w której jest jedynie 10 dkg szynki, za to kilka butelek wina) - od razu mi się wydaje, że wracając tam ode mnie nadaje tak samo na nas ;-) denerwuje mnie, że nie ma swojego życia i robi wszystko, żeby stać się centrum lub choćby niezbędnym elementem życia swoich dzieci - od wejścia rzuca się do sprzątania, prania, prasowania, gotowania, co mnie niezmiernie krępuje, bo raczej mam ogarnięte i ugotowane. na poziomie zdroworozsądkowym rozumiem, że jest w trudnej sytuacji po stracie męża (teść zmarł 2 lata temu), ale przykro mi słuchać jak stale powtarza, że znów zostaje sama, że chodzi po pustym domu i nas woła płacząc. ciężko mi również patrzeć na miotanie się męża, któremu matka mówi, że pęka jej serce, kiedy płacimy obcej osobie za opiekę nad dziećmi, kiedy ona w każdej chwili może się do nas wprowadzić i pomagać za darmo.
        • kara_mia Re: odwieczny problem 19.02.13, 16:49
          miotanie się męża, któremu matka mówi, że pęka jej serce, kiedy płacimy obcej osobie za opiekę nad dziećmi, kiedy ona w każdej chwili może się do nas wprowadzić i pomagać za darmo. ja bym sie poważnie zastanowiła i podyskutowala z mezem na tema jego miotania sie.

          jak mama ma problem to mama go rozwiązuje.
          Skoro proponuje opiekę nad dzieckiem to jest zdrowa i sprawna , czyli może zająć się sobą w kółku modelarskim, garncarskim fotograficznym itp.
          Nie potrzebuje opieki.

          żeby nie było niedomówień :
          nie mam najmniejszych problemów z teściową , mam dorosłego syna i zastanwiam sie jakby zareagował, jakbym mu postanowiła sie wprowadzic do domu bo jego dzieci potrzebuja opieki...?

          Chyba po pierwsze zadzwoniłby do lekarza i powiedział, że mama poważnie zachorowała na głowę i mówi jakieś niestworzone rzeczy.
          • konwalka Re: odwieczny problem 19.02.13, 17:00
            Jak się wzniosę na wyżyny obiektywizmu, widzę, że kobieta jest uczynna, rodzinna, niezwykle chętna do wszelkiej pomocy, niekłótliwa i obłędnie zakochana we wnukach.
          • monia76 Re: odwieczny problem 19.02.13, 17:22
            gwoli wyjaśnienia - nie mam żadnych zarzutów w stosunku do męża, on też wydaje się mieć do takich pomysłów zdrowe podejście, ale zwyczajnie czuje się w obowiązku zapełnić matce pustkę po stracie męża. to jest bardziej odruch z jego strony i wydaje mi się dość naturalny w obliczu takich tekstów. a teściowa tak, jest bardzo sprawną fizycznie kobietą, trochę roztrzepaną, ale ruchliwą i silną.
            • bez_przekazu Re: odwieczny problem 19.02.13, 18:08
              tesciowa-typowa na warunki polskie.wypisz-wymaluj,jak moja. ja moja olalam w ub.roku, o 20 lat za pozno. po niej i tak to splynelo, a ja stracilam 20 lat. duzo winy maja synowie takich tesciowych. ciebie tez ostrzegam. moj np. maz walentynki spedzil z matka. mam to gdzies, bo jestem juz z stara na to swieto,ale zal pozostal.
              moze jedynym ratunkiem jest codzienne uswiadamianie sobie,ze tez sie kiedys bedzie tesciowa?
              tesciowa to taki "fach",ze jakby nie postepowala i tak bedzie zle.moja matka np. ma w ogole wszystko w nosie, nie wtraca sie, nie przyjezdza ,nie potrzebuje naszych wizyt, a jest postrzegana przez meza jako zla.
        • asiek25 Re: odwieczny problem 19.02.13, 18:50
          No to dobrze, że umiesz włączyć ten obiektywizm :) Natomiast może lepiej by Ci było, gdybyś jeszcze włączyła życzliwość i poczucie humoru :)
          Szeptanie mężowi do ucha zbyt grzeczne nie jest, ale ja bym po prostu ze śmiechem zapytała o czym takim szepczą i że ja też chcę poznać te wielkie tajemnice. Zakładam, że prawdopodobnie o niczym złym, bo swojego męża określasz jako zdroworozsądkowego, to pewnie mąż nie pozwoli matce źle się wyrażać na temat Twój lub Waszego domu. Na to, co teściowa wygaduje o córce i zięciu nie musisz zwracać uwagi, a jeśli już chcesz, to zawsze możesz w sposób grzeczny negować lub obracać to w żart. A tego co mówi innym o Was nie wiesz, więc może nie ma sensu zakładać z góry, że to są same złe rzeczy. Mam wrażenie, że wkurza Cię, że ona Ci sprząta, prasuje itp., bo przy takich jej zachowaniach czujesz się oceniana, że jesteś bałaganiarą, nie umiesz dbać o dom lub coś w tym rodzaju. A jej intencje mogą być zupełnie inne - może ona chce Ci po prostu pomóc, może chce być potrzebna. Więc to, jak się czujesz zależy od Twojego myślenia o sobie, a nie od tego co ona robi. Oczywiście nie musisz pozwalać na to, aby Ci w jakikolwiek sposób pomagała, jeśli tego nie chcesz. Ale zamiast się denerwować lub do niej warczeć, zawsze możesz powiedzieć "o, fajnie mamo, że wpadłaś, zostaw to, chodź napijemy się kawy i pogadamy". A jeśli to nie pomoże, możesz po prostu z nią spokojnie porozmawiać i powiedzieć, żeby nie robiła tego, co robi i jak się z tym czujesz. Może zrozumie. A może nie.
          Rozumiem, że szantaż emocjonalny na zasadzie "taka jestem biedna i samotna" jest okropny, ale możesz na to spojrzeć i z drugiej strony. Mimo, że minęły 2 lata od śmierci jej męża, to ona pewnie nadal nie może się po tym pozbierać, jest jej trudno, ciężko, samotnie. Pewnie dodatkowo czuje się nikomu niepotrzebna, bezużyteczna. To oczywiście nie oznacza, że macie jej wciąż dotrzymywać towarzystwa, godzić się na jej wprowadzkę lub opiekę nad dzieckiem. Ale na pewno możecie chociaż spróbować ja zrozumieć, zaprosić czasem na obiad, spacer, podrzucić jej dziecko, skoro chce się nim zaopiekować, a Wy będziecie mieli chwilę czasu tylko dla siebie. I jednocześnie stawiać granice emocjonalne, dzięki którym będziecie chronić siebie i swoje uczucia. To nie jest łatwe, ale możliwe. A dla Ciebie na pewno, bo jednak ten obiektywizm potrafisz włączyć :)))
          Moja mama jest bardzo podobna do Twojej teściowej, więc rozumiem jak się czasem możesz czuć. Ale może dasz radę jakoś poukładać swoje uczucia, mniej się denerwować i dostawać tego wścieku, jeśli mniej będziesz brała do siebie, mniej jej zachowań interpretowała negatywnie i nie zakładała, że wszystko co ona robi, to robi ze złej woli :)))
          • monia76 Re: odwieczny problem 20.02.13, 12:25
            rzeczywiście, żebym jeszcze umiała włączyć życzliwość...

            jeśli zaś chodzi o konkrety to ja nie tylko dopuszczam myśl, że teściowa nie kieruje się złą wolą, ja to wiem i jestem tego pewna. poza tym naprawdę robię to wszystko co proponujesz tzn. zostawiam czasem teściową z dziećmi samą, zapraszam ją na obiad (deser i kolację również), zgrzytając zębami nie wyrywam prasowanej właśnie koszuli. problem w tym, że ona chce więcej.
            właściwie to dopiero odpowiadając na Wasze posty uświadomiłam sobie, że geneza naszego "konfliktu" tkwi w diametralnie różnych wyobrażeniach o roli babci. przed pojawieniem się wnuków nasze stosunki były dobre, jeśli nie bardzo dobre. pierwsze problemy pojawiły się podczas wizyty jeszcze wtedy obojga teściów po urodzeniu ich pierwszej wnuczki. mieszkali wtedy u nas ponad tydzień i to jak się zachowywali wytrąciło mnie z równowagi na długi czas. zapewne było w tym wszystkim również dużo mojego przewrażliwienia, ale to było moje pierwsze dziecko, którego się dopiero uczyłam, byłam w połogu i czułam się kompletnie osaczona pomocą teściów.
            zdaniem teściowej naturalne jest, że po urodzeniu wnuków babcia wprowadza się do domu dzieci i przejmuje opiekę nad wnuczkami i pomaga w prowadzeniu domu. tak zrobiła jej mama i oboje z teściem ogromnie chwalili takie rozwiązanie. dla mnie jest ono nie do przyjęcia. nasz dom jest dla teściowej zawsze otwarty, podczas pobytów w naszym mieście (mieszka 200 km stąd) spędza z dziećmi dużo czasu, zabiera je na spacery, jeśli sobie życzy, usypia na drzemkę, karmi, generalnie spędzają czas tak jak sobie życzą bez mojej ingerencji czy dyktanda. natomiast teściowa chce więcej, chce zabierać dzieci na noc lub spać u nas, a moje wykręty czy odmowy są postrzegane jako blokowanie dostępu do dzieci. nie wymyśliłam sobie tego, te słowa teściowej wróciły do mnie kilkakrotnie od różnych osób między innymi od jej córki.
            strasznie się rozpisałam, przepraszam.
            • zuzi.1 Re: odwieczny problem 21.02.13, 12:46
              monia76 nie przepraszaj, bo nie ma za co przepraszac, wydaje mi się, że jestes b. mało asertywna, mam pytanie czy usiadlas kiedykolwiek z mężem i porozmawiałas o tym, co nie pasuje Ci w zachowaniach teściowej, gdzie możesz pójsc na ustępstwa (np. noclegi u babci od czasu do czasu to dla dzieci sama radosc-ale jak czest, to masz ustalic Ty z mężem, a nie teściowa) itp. itd.? czy jeżeli taka rozmowa z mężem się odbyła, czy jako jej konsekwencja odbyła się rownież Wasza wspólna rozmowa z tesciową na te tematy? Bo jeśli nie, to myślę, że nalezy takie rozmowy przeprowadzic jak najszybciej i ustalic granice Waszych wspólnych kontaktów i kontaktow babci z dziecmi, jeżeli uważasz, że różnicie się z tesciową w podejsciu do tych tematów całkowicie i generalnie tesciowa swoim zachowaniem Cię drażni. Tesciowa może przekraczac po prostu Twoje granice i stąd Twój wewn. bunt na jej zachowania, każda z Was została inaczej wychowania i ma inne oczekiwania co do róznych spraw. Warto byłoby to sobie wspólnie wyjasnic i unormowac kontakty. Może też byc tak, że tesciowa jest DLA CIEBIE osobą toksyczną i stąd drażni Cię nawet jej ton głosu, bo wewnętrznie wyczuwasz, że coś jest nie tak. Może tak byc, niektórzy ludzie są dla siebie nawzajem toksyczni i w takiej sytuacji lepiej na siłę nie wchodzic z taką osobą w zażyłe relacje, tylko raczej te relacje trzymac na zdrowy dystans. I nie przejmuj się tym, że to tesciowa, podejdź do tej sprawy tak, jakbys miała sprawę do wyjaśnienia z koleżanką, która przekracza Twoje granice i Cię drażni. Tesciowa to jest normalny człowiek i z uwagi na to, że jest mamą męża, nie musisz znosic jej zachowań, które Cię męczą i drażną, masz prawo byc asertywna i układac sobie z nią swoje relacje tak, aby czuc się z tym dobrze, oczywiscie przy zachowaniu wszelkich zasad kultury. Nie powinnas dla swojego zdrowia psych. zgadzac się na zachowania tesciowej, które Ci nie pasują i przekraczają Twoje granice. Mam wrazenie, że wiele osob nie potrafi normalnie rozmawiac z tesciową i z tesciem a potem robią się problemy. Traktuj tych ludzi, tak jak potraktowałabys swoją koleżankę, kolegę w analogicznej sytuacji, bez zbędnego stawiania ich na piedestale, tylko z uwagi na to, że są rodzicami męża. To pozwoli Ci rozmawiac z nimi z pozycji partnerskiej a nie uniżonej...oczywiscie z zachowaniem szacunku jak do kazdego innego człowieka.
        • abssinthe Re: odwieczny problem 22.02.13, 14:13
          "przykro mi słuchać jak stale powtarza, że znów zostaje sama, że chodzi po pustym domu i nas woła płacząc"

          co robi, za przeproszeniem?
          to mi na jakis surrealizm zakrawa...

    • kol.3 Re: odwieczny problem 20.02.13, 06:20
      Weź pod uwagę, że mogłabyś mieć teściową która nie odwiedzałaby Twoich dzieci i nawet na spacer by z nimi nie poszła. Owszem, wpadałaby do Ciebie po to, żeby Ci porobić złośliwości. Daleka byłaby od tego by Ci pomagać w czymkolwiek, natomiast miałaby pretensje że Ty jej nie pomagasz, nie przyjdziesz aby jej wymyć okna, poprać poprasować, bo ona nie jest przyzwyczajona do pracy a Ty jak najbardziej. Wytykałby Ci Twoje istniejące i nieistniejące błędy i wady, podkreślając że w ICH rodzinie takie rzeczy się nie zdarzały i biedny Misio - ordynat Michorowski - po prostu popełnił mezalians wiążąc się z taką podejrzaną figurą jak Ty. Twierdziłaby że inna kobieta, byłaby dla misia lepsza i organizowałaby Ci rozwód Itd. itd.
      Ja myślę że nie masz kłopotów i sobie wymyślasz.
      Gdybyś nie chciała, to by teściowa Ci w domu nie sprzątała. A tak masz pszczołę robotnicę i jeszcze po niej jeździsz.
      • aqua48 Re: odwieczny problem 20.02.13, 12:26
        A ja myślę, że możesz trochę zmienić podejście do teściowej jednocześnie idąc jej nieco na rękę. To znaczy poprosić żeby na urodziny upiekła Wam ten pyszny sernik, który zawsze jej tak świetnie wychodzi, od czasu do czasu wystawić ją na spacer z dzieckiem, żebyście mieli z mężem chwilę dla siebie, podsunąć jej jakieś zajęcia dla osób w jej wieku na które mogłaby chodzić i poznać inne wdowy lub wdowców, nawiązać nowe znajomości, a choćby zabrać ją też od czasu do czasu na wspólny jednodniowy wyjazd z Wami, żeby zmieniła trochę otoczenie i nabrała dystansu do swoich problemów i poczuła, ze ma rodzinę, która jej nie odtrąca. To chodzenie po pustym mieszkaniu i wołanie Was jest dla mnie bardzo niepokojące. To może być wstęp do depresji.
        Jeśli jest sprawna fizycznie to może jakiś wolontariat, choćby parę godzin w tygodniu? Czułaby się wtedy bardzo potrzebna. A może choćby czytać chorym dzieciom bajki w szpitalu.
      • monia76 Re: odwieczny problem 20.02.13, 12:30
        Hehe, faktycznie w obliczu możliwości posiadania takiej teściowej, rzeczywiście mam Amerykę.

        jeśli zaś chodzi o konkrety to teściowa nie sprząta, a próbuje u mnie sprzątać. jej pomoc w postaci zrobienia pierogów czy przetworów doceniam, ale raczej jej nie nadużywam. Twoje uwagi nie dotyczą więc mojej sytuacji, ale dzięki za posta.
        • anula36 Re: odwieczny problem 20.02.13, 14:04
          Nie wiem jak duze sa Wasze dzieci i na ile nadaja sie do tego,ale moze faktycznie moglibyscie je np raz w miesiacu "sprzedawac" babci na caly dzien + nocleg? Jesli dla dzieciakow to bedzie frajda, to i dla tesciowej zajecie, a wy moglbyscie gdzies sobie wyjsc tylko z mezem?
          A tez moze i tesciowa po calym dniu i np nieprzespanej nocy dojdzie do wniosku ze na 1 dzien pomagac tak,ale pomysl wprowadzenia do Was i stalego zajmowania sie dziecmi wyparuje jej z glowy.


          • bez_przekazu Re: odwieczny problem 20.02.13, 19:24
            a dlaczego maja jej podrzucac dzieci? no,chyba , ze bardzo poprosi:)
            anula36 napisała:

            > Nie wiem jak duze sa Wasze dzieci i na ile nadaja sie do tego,ale moze faktyczn
            > ie moglibyscie je np raz w miesiacu "sprzedawac" babci na caly dzien + nocleg?
            > Jesli dla dzieciakow to bedzie frajda, to i dla tesciowej zajecie, a wy mogl
            > byscie gdzies sobie wyjsc tylko z mezem?
            > A tez moze i tesciowa po calym dniu i np nieprzespanej nocy dojdzie do wniosku
            > ze na 1 dzien pomagac tak,ale pomysl wprowadzenia do Was i stalego zajmowania
            > sie dziecmi wyparuje jej z glowy.
            >
            >
            • anula36 Re: odwieczny problem 20.02.13, 19:26
              wyraznie napisalam dlaczego:
              1. zeby pozwolic tesciowej pobyc wnukami
              2. jendoczesnie spedzic milo czas we dwoje

              wilk syty i owca cala.
      • bez_przekazu Re: odwieczny problem 20.02.13, 19:22
        a musi? autorka wyraznie napisala,ze nie potrzebuje tych wizyt. kiedy dzieci beda juz nastoletnie tesciowa bedzie oczekiwala rekompensaty za to,ze "pomagala" przy wnukach. lepiej wiec, aby nie narzucala sie ze swoja pomoca i nie oczekiwala rewanzu.
        jak sie nudzi niech sie zapisze do klubu emeryta, "alboco".

        kol.3 napisała:

        > Weź pod uwagę, że mogłabyś mieć teściową która nie odwiedzałaby Twoich dzieci i
        > nawet na spacer by z nimi nie poszła. Owszem, wpadałaby do Ciebie po to, żeby
        > Ci porobić złośliwości. Daleka byłaby od tego by Ci pomagać w czymkolwiek, nato
        > miast miałaby pretensje że Ty jej nie pomagasz, nie przyjdziesz aby jej wymyć o
        > kna, poprać poprasować, bo ona nie jest przyzwyczajona do pracy a Ty jak najbar
        > dziej. Wytykałby Ci Twoje istniejące i nieistniejące błędy i wady, podkreślając
        > że w ICH rodzinie takie rzeczy się nie zdarzały i biedny Misio - ordynat Micho
        > rowski - po prostu popełnił mezalians wiążąc się z taką podejrzaną figurą jak T
        > y. Twierdziłaby że inna kobieta, byłaby dla misia lepsza i organizowałaby Ci ro
        > zwód Itd. itd.
        > Ja myślę że nie masz kłopotów i sobie wymyślasz.
        > Gdybyś nie chciała, to by teściowa Ci w domu nie sprzątała. A tak masz pszczoł
        > ę robotnicę i jeszcze po niej jeździsz.
    • domza2 Re: odwieczny problem 20.02.13, 15:30
      Wszystkiego nie przeczytałam, ale czytając wieczne narzekanie biednych synowych coś mi się już robi. Każda teściowa jest zła. Każda okropna. A nawet jak fajna to i tak okropna. Psuje wszystko. Ja się zastanawiam, na ile szanowne synowe dają coś od siebie w tych relacjach. Bo niestety, chociażby czytając forum odnoszę wrażenie, że wymuskane panieneczki nie mogą znieść, że ich mąż odwiedza własną matkę ( często już samotną) raz w tygodniu. No, po prostu zgroza. Matka przecież powinna przestać nią być, bo teraz panuję JA- wspaniała żoneczka, więc matka won! Jeśli teściowa ma własne zdanie to też beee. Powinna być posągiem bez opinii. Jeśli chce pomóc, won, niech idzie garnki lepić. Narzeka, że jest samotna, tym bardziej won, nie ma do tego prawa, szczególnie, że zmarł jej mąż.
      Czy panie się kiedyś zastanowiły nad tym, że relacje tworzą dwie osoby, a nie jedna? Czy mają choć krztynę empatii?
      Dodam, że nie jestem teściową, mam małe dziecko, ale męża sama wysyłam do rodziców. Mieszkają blisko, są starsi i mimo, że jest z nimi bezdzietny szwagier, uważam, że powinien przy nich być. Moja teściowa jest caaaałkiem inna niż ja czy moja mama, to jakoś nie przeszkadza mi lubić ją bardzo, może nawet i więcej, jest prawdziwym członkiem mojej rodziny. Ok, powiecie, trafiła Ci się po prostu wspaniała teściowa i tyle. Z jednej strony prawda, z drugiej - człowiek staje się wspaniały, gdy go takim widzimy, gdy chcemy zobaczyć jaki jest, gdy mamy trochę empatii. Zamiast więc wciąż narzekać, może by zacząć od siebie. Trochę pokory, trochę spuścić z tonu i zobaczyć człowieka w teściowej. I zamiast ustawiać wszystko na własnej orbicie, przyjrzeć się, czy przypadkiem teściowa nie potrzebuje jakieś pomocy? To jest w końcu starszy człowiek.
      • asiek25 Re: odwieczny problem 20.02.13, 17:20
        > człowiek staje się wspaniały, gdy go takim widzimy, gdy chcemy zobaczyć jaki jest, gdy mamy trochę empatii.

        Absolutnie się pod tym podpisuję!!!! Pięknie napisane :)))
        I zgadzam się w całości z Twoim postem, napisałabym dokładnie tak samo, tylko może nie tak ostro :)

        A do autorki wątku - w sumie ja tak do końca nie łapię dlaczego ten obiektywizm włączasz prawie siłą. O teściowej wypowiadasz się w zasadzie pozytywnie, rozumiesz jej położenie, nie stronisz od niej, potrafisz przyjąć jej pomoc. To o co chodzi? Może czujesz się przy niej gorsza? Może czujesz, że ona jest dla Twojego męża ważniejsza niż Ty? Może czujesz się przez nią oceniana? Pytania te nasuwają mi się po Twoich wpisach, że ona coś tam szepcze mężowi na ucho (pewnie jakieś złe rzeczy na Twój temat?)? Skoro wypowiada się w jakiś nieakceptowalny przez Ciebie sposób o córce i zięciu, to pewnie Ciebie też obgaduje za Twoimi plecami? Skoro Ci sprząta i prasuje, to czujesz się bałaganiarą i kiepską panią domu? Więc może prawdziwa przyczyna leży w Twoim własnym obrazie samej siebie i szukaniu jego potwierdzenia w innych? Może Ty sama siebie źle oceniasz, więc dlatego tak Cię denerwują niektóre jej zachowania?
        Bardzo to fajne, że czasem opiekuje się Waszymi dziećmi. Ja poszłabym dalej i podrzucała jej je czasami nawet na weekend, skoro tak jest w nich zakochana. Ona będzie miała przy sobie osoby, które kocha, będzie miała zajęcie, a Ty z mężem... hulaj dusza, piekła nie ma ;)) Pytanie dlaczego nie chcesz zostawić jej dzieci nawet na noc. Bo da im do jedzenia coś, czego Ty zwykle zabraniasz? Bo ubierze je nie tak, jak Ty je ubierasz? Bo będzie z nimi robić nie to, co Ty byś zrobiła? Bo pójdą spać nie o tej porze, co zawsze? No i co z tego? Stanie im się jakaś tragedia? Umrą od tego? Zastanawia mnie często postawa matek, które wręcz chronią swoje dzieci przed teściowymi twierdząc, że one nie potrafią się tymi dziećmi właściwie opiekować, ale z reguły żadna z nich nie zastanawia się jak w takim razie udało się tej teściowej wychować syna na człowieka tak fajnego, że został mężem i ojcem ich dzieci :)))
        I jeszcze kwestia tego, że ona nie jest taką babcią, jak sobie to wyobrażałaś. No nie jest. I pewnie nie będzie. I mało tego - wcale nie musi być taka, jak Ty byś chciała, aby była. To się nazywa postawa roszczeniowa :) Ludzi akceptujemy takimi jacy są, albo stawiamy granice zachowaniom, których nie akceptujemy.
        Ja na Twoim miejscu zaczęłabym zastanawiać się co się kryje pod Twoją niechęcią do teściowej. Jakie uczucia głębsze uczucia się w Tobie budzą i z czego się one biorą. Bo nie sądzę, aby tak naprawdę chodziło Ci o to, że u Ciebie sprząta, skoro z chęcią bierzesz od niej pierogi. Prawdziwa przyczyna kryje się gdzieś głębiej w Tobie.
        Myślę, że masz fajną teściową i pewnie masz z nią też fajne relacje. Lub możesz mieć. A jak się będziesz bardziej koncentrować na pozytywach, na sympatii do niej, to może być Ci łatwiej :))
        • domza2 Re: odwieczny problem 20.02.13, 17:38
          asiek25 napisała:


          Zastanawia mnie często postawa matek, które wręcz
          > chronią swoje dzieci przed teściowymi twierdząc, że one nie potrafią się tymi
          > dziećmi właściwie opiekować, ale z reguły żadna z nich nie zastanawia się jak w
          > takim razie udało się tej teściowej wychować syna na człowieka tak fajnego, że
          > został mężem i ojcem ich dzieci :)))

          Ja się z kolei podpisuję pod Twoimi uwagami. To, o czym piszesz, wydaje mi się potrzeba nadmiernej kontroli u matek oraz jakąś dziwną walką o władzę z teściowymi. Toczoną w imię czego? Nie wiem. Dziecko rozwija się lepiej, gdy kocha je więcej osób niż matka. Każda z tych osób kocha je inaczej. Bez obaw, od czekolady wsuniętej do łapki przez babcię czy pozwolenia na oglądanie bajek dzieci nie umierają. Za to idą w życie pewniejsze siebie i bogatsze o miłość i towarzystwo dziadków.
          Dokładnie zgadzam się też z inną sprawą o której piszesz. Jeśli kocham i szanuję męża to szanuję również jego najbliższych, staram się budować z nimi fajne relacje, z naciskiem na STARAM SIĘ, a nie oczekuję, że oni będą fruwać w orbicie wokół mnie, mojego dziecia i moich potrzeb. Babcia to nie robot do opieki nad maluchem, wg z góry określonych jedynie słusznych wytycznych mamy. To jest Babcia, która wkłada siebie i to, kim jest w wychowanie dziecka. A wychowanie odbywa się w rodzinie, im większa, pełniejsza, bardzie różnorodna tym LEPIEJ dla dziecka.
          Dodam, że moja kochana Teściowa popełnia większość babciowych błędów, opisywanych na forum z takim buuuu. I co? Wszyscy żyjemy i mamy się dobrze.
      • bez_przekazu Re: odwieczny problem 20.02.13, 19:32
        niestety, syndrom nieodcietej pepowiny to efekt dziesiatkow lat panujacego w polsce matriarchatu.a potem my kobiety meczymy sie z takimi doroslymi dzidziusiami.
        nie ma powodu, aby synus odwiedzal raz w tygodniu swoja matke. a jesli juz to niech to robi z wnukami i zona. w tym kraju jest tak,ze kiedy umiera malzonek to wdowa zyje juz tylko dla dzieci i wnukow. nie ma wlasnego zycia, znajomych, wyjazdow, wczasow , sanatoriow , wycieczek, zajec dla emerytow.liczy sie tylko rodzina.
        fajnie,ze wysylasz meza do rodzicow. ale pomysl,ze sa takie kobiety, ktore czuja ,ze caly czas zajmuja drugie miejsce w zyciu swego mezczyzny,zaraz po matce. moim zdaniem to jest chore. sama mam doroslego syna i od 3 lat, jestem juz na drugim, nie pierwszym miejscu, i bardzo sie z tego ciesze, bo to oznacza,ze moj syn nie bedzie mial nigdy dylematow, kogo wybrac. jestem wrecz dumna,ze tak go wychowalam.
        • angazetka Re: odwieczny problem 20.02.13, 21:37
          > nie ma powodu, aby synus odwiedzal raz w tygodniu swoja matke.

          Pewnie, wystarczy raz na rok przez kwadrans. Wiesz, niektórzy ludzie kochają swoje matki. Lubią. Chcą z nimi spędzić trochę czasu. Pomóc. To nie jest grzech, problem ani dowód na rzekomy polski matriarchat.
          • domza2 Re: odwieczny problem 20.02.13, 22:42
            Zgadza się i są synowe, które mówią" pojedź do rodziców, posiedź z nimi", chociaż on woli siedzieć z żoną w domu. Owszem, mój mąż jeździ do rodziców często z dzieckiem, ale samego też go wysyłam. To są JEGO rodzice i nie przestali nimi być, mało tego, stali się także po części moimi rodzicami. To także odpowiedzialność. Gdy moja teściowa leżała w szpitalu jeździłam do niej częściej niż mąż. I dla mnie to zupełnie normalne.
            Są kultury , w których starszy człowiek jest otoczony szacunkiem i opieką najbliższych, jaka należy mu się z racji doświadczenia, wieku, tego, co zdążył już ofiarować najbliższym. W tych kulturach młodzi nie mają prawa siąść pierwsi do stołu, dopóki nie zasiądą seniorzy. Straszne, prawda? Wielu synowym zaaplikowałabym miesiąc pobytu w kraju o takiej kulturze. To uczy szacunku, to rozstawia kropki nad "i". W tych też krajach, a miałam przyjemność być dłużej w jednym z nich, starszych ludzi nie wyrzuca się do domu starców - na śmietnik.
    • trusia29 Re: odwieczny problem 21.02.13, 00:01

      Szeptanie do męża na stronie w Twojej obecności, obgadywanie córki, chęc na siłę opiekowania się waszymi dziećmi, życie waszym życiem to są cechy toksyczne. Przeczytaj sobie "Toksycznych teściów". Zrozumiesz o czym piszę.
      Czujesz, ze nie jest w porządku, próbujesz sobie tłumaczyć, ze jest inaczej (ten twój "obiektywizm")
      • trusia29 Re: odwieczny problem 21.02.13, 00:04
        "przykro mi słuchać jak stale powtarza, że znów zostaje sama, że chodzi po pustym domu i nas woła płacząc" - każdy psycholog powie, ze to jest celowe dręczenie psychiczne, w celu wymuszenia konkretnych zachowań.
        • domza2 Re: odwieczny problem 21.02.13, 09:36
          No po prostu dręczenie i tyle. A może naprawdę jest samotna i o tym mówi? Mówi o czymś co czuje???? A kto jej dał takie prawo? Przecież synek już zajęty i mamusi nie ma. Była, ale się zbyła.

          W całym swoim życiu, biorąc pod uwagę związki, jakie miałam z chłopakami/mężczyznami trafiłam kiedyś na bardzo toksyczną osobę - mamę mojego chłopaka. Celowo mnie zadręczała, żebym od niego uciekła. Raniła na każdym kroku - to było ewidentne, tego się nie trzeba było domyślać. To była osoba chora, obarczona samobójstwem męża, chorą miłością do synów. Ich także niszczyła. W całym życiu tylko jedna taka się trafiła. Pozostałe to były normalne kobiety, z wadami i zaletami, z każdą można się było dogadać. Z tamtym chłopakiem w końcu zerwałam, nie wyobrażałam sobie, by wejść do rodziny i mieć taką teściową. Podejmując decyzję o małżeństwie trzeba się dobrze przyjrzeć rodzinie przyszłego męża/ przyszłej żony. Ponieważ całe życie będzie się miało z nimi kontakt. Tak naprawdę nie wychodzimy za mąż za męża, ale niejako za całą jego rodzinę. Dlatego ja odeszłam, bo nie chciałam. Lepiej więc za wczasu mieć trochę krytycyzmu i oleju w głowie, a nie podejmować ważne decyzje w jedną sekundę z "wielkieeeej miłości" by potem całe życie psioczyć. Rodzinę przyszłego męża poznałam dobrze, zanim się zdecydowałam na małżeństwo. Rozsądek był istotny i nie zawiódł mnie. Mam wspaniałą drugą rodzinę, co nie znaczy, że bez wad, co nie znaczy, że dobrych relacji nie budujemy ciągle, starając się jedni dla drugich. Trzeba się starać.
          • trusia29 Re: odwieczny problem 21.02.13, 19:04
            Masz super zadatki na toksyczną teściową.

            Dorosła kobieta zachowuje się jak dziecko, wymusza histeriami określone zachowania. To jest manipulowanie uczuciami.
            Niestety, nie tedy droga.
            Nie można powiedzieć, ze się tęskni za dziećmi, tylko trzeba opowiadać o chodzeniu po psutym domu i płakaniu? Trzeba mówić o łamaniu serca na myśl że inna kobieta się zajmuje wnukami, zamiast po prostu zaproponować, ze ona może to zrobić,NORMALNIE powiedzieć a nie jęczeć? a jak synowa i syn nie zechcą - pogodzić się z tym, a w zamian za to odwiedzać wnuki częściej, wziąć na spacer?
            Nie odmawiam tej pani prawa do określonych zachowań tylko dlatego, ze to teściową, ale dlatego, ze manipulacja w wykonaniu każdej osoby mi się nie podoba.
            • 71tosia Re: odwieczny problem 25.02.13, 20:51
              a matko... chce sie opiekowc dzieckiem znaczy ze toksyczna, pomaga uprasowac znaczy ze wredna, a ze czuje sie samotna no w koncu mogla umrzec razem z tesciem byloby im razniej a synowa nie musialaby sluchac jekow... dobrze ze mam corke i nie bede miala takiej jak ty synowej.

              • trusia29 Re: odwieczny problem 26.02.13, 21:27
                Narzuca się. Zmusza emocjonalnie. Histeryzuje. Nie rozmawia normalnie, tylko stawia pod ścianą. To nie jest normalne.
                Nie wyobrażam sobie, żebym tak się zachowywała kiedyś wobec syna i jego rodziny.

                Ja mam syna, który może mieć taką teściowa jak ty. Niestety.
    • kol.3 Re: odwieczny problem 21.02.13, 06:21
      No i proszę jakie ciekawe wypowiedzi. Wynika z tego jedno - nie warto być dobrą teściową, pomagać, opiekować się wnukami bo i tak będzie się tą złą. Lepiej być zołzą, jechać po synowej, wtedy przynajmniej zarzuty będą miały jakieś uzasadnienie.
      • aqua48 Re: odwieczny problem 21.02.13, 09:53
        kol.3 napisała:

        > No i proszę jakie ciekawe wypowiedzi. Wynika z tego jedno - nie warto być dobrą
        > teściową, pomagać, opiekować się wnukami bo i tak będzie się tą złą.

        Na pewno nie warto tego robić bez uzgodnienia z synem i synową, albo córką i zięciem, że tej pomocy potrzebują, oczekują na nią, bez uzgodnienia zakresu odpowiadającego obu stronom, a już kompletnie nie należy żyć życiem dorosłych dzieci, wnuków, nie posiadając własnych przyjaciół, swojego towarzystwa, zainteresowań, zajęć, wyjść itp. To jest pewne. Inaczej zostaje się właśnie nieszczęśliwą, stale pokrzywdzoną przez zły los i jeszcze gorszych ludzi zołzą, wtrącającą się na siłę do cudzego domu i narzucającą swoje poglądy, unieszczęśliwiając tych którym to się niby "pomaga".
        • edw-ina Re: odwieczny problem 21.02.13, 10:07
          A ja czytając te wszelkie wątki o teściowych/mamach mam wrażenie, że trzeba być przede wszystkim takim, jak życzy sobie dziecko i nikim innym. Bo jeśli dziecko lub jego druga połówka życzy sobie, by teściowa/mama opiekowały się dzieckiem (opiekunki takie drogie,poza tym strach im zostawić malucha), to mama powinna bez zastanowienia porzucić swoją emeryturę i biegiem na 10 godzin dziennie do wnuka. Inaczej usłyszy (ten tekst tutaj padł i to w kilku wątkach), że skoro ona teraz nie chce opiekować się wnukami, to w przyszłości, kiedy straci siły, jej dzieci nie będą chciały opiekować się nią, bo przecież ona NIE POMAGAŁA. Fakt, że własne dzieci jakoś wychowała zostaje w tym pominięty.
          Dalej - jeśli teściowa/mama jednak chce się opiekować dzieckiem, to powinna to robić tylko tak i ani o milimetr inaczej, niż życzy sobie tego synowa/córka. Najlepiej, aby można było od niej wymagać idealnego posłuszeństwa, jak od perfekcyjnej, automatycznej niani. Fakt, że babcia jakieś doświadczenie w wychowywaniu dzieci jednak ma, nie świadczy zupełnie o niczym i nie należy tego brać pod uwagę. Tak samo ma się sprawa z wszelkim innym pomaganiem, czy to z porządkami w domu, czy z pomocą finansową. Dla mnie to jest traktowanie ludzi bez szacunku. Takie szczenięce przekonanie, że skoro ta osoba to matka, to powinna w ogóle zapomnieć o sobie i robić wszystko tylko dla innych, tak, by to im było dobrze. A jej? Cóż? A czego tam ona może potrzebować.
          • asiek25 Re: odwieczny problem 21.02.13, 13:14
            Zapomniałaś jeszcze dodać, że teściowa zaraz po ślubie powinna się odsunąć od swego dziecka, ustawiając się na pozycji człowieka drugiej kategorii, bo teraz jedyna i najważniejsza to jest pani żona. Spotkania z synem maksymalnie raz w tygodniu, bo jak częściej, to wiadomo - jest to dowód na nieodpępowienie, na kontrolę, na wtrącanie się. Wszelkie prośby teściowej o pomoc czy wręcz o zwykłą ludzką życzliwość są absolutnie niedopuszczalne, w tym celu powinna zapewnić sobie pomoc osób trzecich. Generalnie kontaktów jak najmniej, a jeśli już muszą być, to tylko wtedy gdy synowej przynoszą jakąś wymierną korzyść.

            Dobra, trochę się wyzłośliwiłam, ale mam nadzieję, że zostanie to odebrane z lekkim przymrużeniem oka ;))
            Ja mam wrażenie, że odwieczna walka teściowa-synowa bierze się z poczucia zagrożenia z obu stron. Matki boją się, że synowie pod wpływem żon odwrócą się od nich, zepchną je na boczny tor, przestaną być ważne w życiu swoich synów. A synowe boją się o swoją pozycję w związku, że pomimo ślubu to matka jest dla męża wciąż najważniejsza. Zatem obie strony często wszelkie zachowania "przeciwniczki" interpretują przez pryzmat własnych lęków i wolą widzieć te zagrożenia, których tak się boją, niż popatrzeć na niektóre rzeczy z drugiej, bardziej pozytywnej strony.
        • kol.3 Re: odwieczny problem 21.02.13, 17:48
          Jak się ma własne życie, hobby, zajęcia tym bardziej jest się ta złą teściową. Jak to teściowa śmie chodzić na basen (był taki wątek), spotyka się ze znajomymi, ma psa, a kto będzie NAM (czyli synowej i jej rodzinie) pomagał, opiekował się naszymi dziećmi, itp. mamy pieniądze na niańkę wydawać?!
      • monia76 Re: odwieczny problem 21.02.13, 14:34
        bardzo dziękuję wszystkim, którzy zechcieli coś napisać w moim wątku. nawet te dość krytyczne uwagi dały mi wiele do myślenia.

        tak jak ktoś bardzo życzliwie zauważył, patrząc z dystansu, moje stosunki z teściową nie są złe - nie prowadzimy żadnej wojny ani nawet otwartego konfliktu. ja szczerze ją doceniam za to jak wychowała swoje dzieci - w końcu to dzięki niej mam wspaniałego męża, a moje dzieci - świetną ciotkę. dość często się też widujemy, więc absolutnie nie jest tak, że ja bronię mężowi czy wnukom dostępu do babci! przeciwnie!
        tak się też już utarło, że to ja zajmuję się większością kwestii organizacyjnych w życiu teściowej, sprawami urzędowymi, papierkowymi itp. teściowa sama mnie o to prosi, a dla mnie to żaden problem, więc to chyba także świadczy o naszych dość poprawnych relacjach i tym, że niechęć do teściowej nie rzuciła mi się całkowicie na mózg.
        jestem człowiekiem i rozumiem również, że ona naprawdę jest w trudnym momencie w życiu, nie oczekuję więc, że upora się z tym w samotności, żeby nam nie psuć humoru. gdybym miała w nosie to jak się czuje, nie byłoby tego wątku.
        dziękuję za pomysł z wolontariatem, bardzo się do niego zapaliłam. mam kontakt z pediatrą, która pracuje w hospicjum dla dzieci w mieście teściowej, zadzwonię do niej. teściowa potrzebuje czuć się potrzebna, myślę, że to mogłoby być TO.

        Asiek25, jest chyba dużo prawdy w tym jest co napisałaś, dziękuję Ci. muszę jeszcze to dokładniej przemyśleć i przyjrzeć się kilku wątkom, które mi "zadałaś". jeśli zaś chodzi o moje zapędy matki-kwoki, które mi imputujecie to jednak zupełnie nie tak. ja nie bronię babciom i ciotkom spędzać czasu z moimi dziećmi, przeciwnie, szczerze wierzę, że odmienne od mojego podejście do nich wychodzi im tylko na dobre. jest natomiast cienka granica między podrzucaniem dziadkom wnuków w celu nawiązania i pogłębiania więzi, a przerzuceniem na nich odpowiedzialności za wychowanie. oczekiwanie, że psim obowiązkiem dziadków jest regularne zajmowanie się moimi dziećmi jest zupełnie nie w moim stylu. poza tym, 1,5 roczne dziecko jest chyba jeszcze zbyt małe, żeby spędzać noce bez rodziców poza domem, nawet jeśli obok będzie troskliwa babcia.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: odwieczny problem 21.02.13, 14:12
      Skoro nie ma Pani ambicji zaprzyjaźniać się z teściową i skoro wystarczą Pani jedynie poprawne stosunki z teściową, to może nie trzeba mierzyć wyżej.
      Jeśli jest Pani wobec niej poprawnie grzeczna i nie idzie Pani wobec niej za wszystkimi wściekłymi myślami na jej temat, to to może być całkowicie wystarczające.
      Teściowa być może reprezentuje typ osobowości, który dla Pani jest denerwujący. Tak może być. Jest pewnie inna niż Pani i będzie zachowywała się w swoim stylu. Proszę też pamiętać, że Pani niechętne widzenie jej, trochę ją dodatkowo zniekształca. W Pani umyśle jest ona nie do wytrzymania i wtedy trudno o obiektywizm, który, mimo, że trudny do osiągnięcia, byłby pomocny.
      W myślach może Pani dowolnie sobie z nią radzić i nawet wściekać się, na zewnątrz natomiast, wystarczy być poprawną. Na początek to powinno wystarczyć. Potem sytuacja, jak każda relacja może się zmieniać. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • zolla78 Re: odwieczny problem 21.02.13, 14:53
      Nie lubisz jej i już. I odpuść sobie próby na siłę polubienia. Wchodź przy niej w tryb zdroworozsądkowy i już. Może z czasem Tobie nastawienie się zmieni, a jak nie, to przecież jesteś dla niej miła, uprzejma, nie ograniczasz jej kontaktu z wami jako rodziną, czyli jest ok. Tylko zastanów się, i to w tym właśnie trybie zdroworozsądkowym, czy rzeczywiście nie ograniczasz jej kontaktu z wami jako rodziną i wspierasz "wystarczająco" w jej trudnej sytuacji po śmierci męża. I przez tryb zdroworozsądkowy nie rozumiem pozwolenia by weszła wam na głowę albo przejmowania się, że zdrowa sprawna kobieta nie może sobie zorganizować jakiś zajęć, ale zastanowienie się na ile ta twoja podskórna niechęć wpływa na zakres tych kontaktów.
      I zastanów się nad jeszcze jedną rzeczą. Czy czasem sporo tej niechęci podskórnej to nie tyle efekt zachowania teściowej, co jakieś złości na siebie samą i męża, że nie możecie z tym nic zrobić, tj. nie macie jakieś "odwagi" albo nie masz wsparcia w tym zakresie w mężu, by czasem po prostu grzecznie podziękować za coś i powiedzieć wprost, że na przyszłość ma tak nie robić.
      Bo to czasem mam wrażenie, że przebiega według takiego schematu: teściowa po raz kolejny przynosi niechciane ciasto, różnego rodzaju aluzje żeby tego nie robiła nie dają skutku, zwracasz się do męża o rozmowę, a ten ma pretensje do ciebie, że o ciasto problem robisz i słyszysz teksty jaka to mama biedna, sama w domu, a ty nawet głupiego ciasta nie chcesz - z mężem kłótni podświadomie i świadomie nie chcesz, zatem nic wprost nie mówisz, ale teściową coraz mniej lubisz i nawet jak któregoś razu cię tym niechcianym ciastem ratuje, bo akurat gości niespodziewanych masz, to trudno jakąś wdzięczność czuć. A w sumie ta biedna teściowa niewinna, bo nikt jej wprost nie powiedział, że ma sobie to ciasto darować.
      Albo trochę inna wersja. Ty wprawdzie mówisz wprost, ona płacze, że taka niepotrzebna, mąż ma do ciebie pretensje i zamiast stanąć po twojej stronie, staje po stronie mamy, a ty zaczynasz czuć niechęć do teściowej.
      Jeszcze inna wersja z tym samym skutkiem. Sama nic z tym nie robisz bo obawiasz się właśnie (słusznie lub niesłusznie) konfliktu z mężem o to i przelewasz swoją frustrację z tego powodu na teściową. Znowu niewinną bo skąd ona ma wiedzieć, że masz dość jej ciasta.

      Tak było u mojej mamy trochę. Jak babcia się przeprowadziła do mieszkania niemal obok, to zaczęła obiady gotować, oczywiście nieproszona. Na początku oczywiście by sprawić by czuła się jak u siebie, potrzebna itp. chodziliśmy i jedliśmy. Potem były prośby by nie gotowała bez pytania czy chcemy. Oczywiście bezskuteczne, a jakieś mniej lub bardziej wyrażone pretensje do mamy, że my nie jemy, a ona gotuje były. Tata mówił, że nie chce, mama bez sensu miała do niego o to pretensje, z jakimiś teksami, że nie docenia, że dzieci (czyli my) mają obiad po szkole i ma coś przeciwko jej rodzicom. Sprawę rozwiązały dzieci czyli my, które nie uwikłane w konflikty małżeńskie, raz czy dwa wprost, ale oczywiście bardzo grzecznie, babci powiedziały, że nie chcą obiadu i że jak gotuje bez pytania to na swoje ryzyko, ale też od czasu do czasu same poprosiły o swoje ulubione dania, co babcię bardzo cieszyło i było po sprawie. Relacja babcia wnuki była super. A moi rodzice mimo że upłynęło od tego czasu szmat czasu jak czasem się kłócą to zwykle to sobie wypomną. I ewidentnie była tu winna moja mama, bo wystarczyłoby gdyby w tamtym czasie powiedziała babci wprost, że ma nie gotować, a jak już to na swoje ryzyko, że my nie zjemy.
      • monia76 Re: odwieczny problem 22.02.13, 15:08
        Zolla, bardzo Ci dziękuję. napisałaś dużo ogromnie ważnych rzeczy, z części oczywiście zdawałam sobie sprawę, ale Twój post uzmysłowił mi jak działa ten mechanizm.
        Tak, rzeczywiście czuję, że mąż w wielu ważnych dla mnie sprawach jest "po stronie" teściowej. i o ile jestem jakoś w stanie zrozumieć, że dla niego rozwiązanie pt: po urodzeniu dzieci babcia wprowadza się do nas i przejmuje opiekę nad wnukami jest całkiem naturalne skoro sam był tak wychowywany to jednak nie mogę pogodzić się z faktem, że leczy potrzebę swojej mamy bycia pomocną kosztem naruszania moich granic. Rozmawialiśmy o tym wielokrotnie i rzeczywiście padały niemal dokładnie te słowa, które przytaczasz - że mama biedna, że musimy jej dać poczucie, że jest niezbędna, że co mi szkodzi, że mi poprasuje czy ugotuje, nie ubędzie mi. Umówiliśmy się, że będziemy wybierać jakieś drobne rzeczy typu jej popisowa zupa czy sałatka i o nie prosić w razie propozycji pomocy, ale ani mąż nie pamiętał o tej umowie ani teściowa - o tym o co poprosiliśmy (przynosiła gar zupy, kiedy właśnie zupę ugotowałam). I tak wróciliśmy do punktu wyjścia.
        Sytuacja sprzed kilku dni: wracam z pracy, w domu są dzieci, mąż i prasująca teściowa. Pytam czemu prasuje, przecież jest pani, która to robi i, jak radziliście, zapraszam ją na herbatkę, podczas której mówię, że jak jest u nas niech odpoczywa i bawi się z dzieciakami, a nie prasuje. Efekt? Wracam wczoraj z pracy, w domu dzieci, niania i prasująca teściowa. Mówię już dość stanowczo, żeby nam nie prasowała, a ona z uśmiechem odpowiada, że już wszystko zrobione. Pół godziny później rozmawiając przez telefon z kuzynką narruje, że przyjechała do nas, poprasowała, nakarmiła dzieci, pomaga. A we mnie bulgocze, bo mam jeszcze być wdzięczna za pomoc, której nie chcę i nie potrzebuję.
        Dziękuję za uwagę.
        • trusia29 Re: odwieczny problem 22.02.13, 16:21
          Monia - ja rozumiem o czym mówisz. Dlatego naprawdę polecam Ci książkę "Toksyczni teściowie" Oczy Ci się otworzą ze zdumienia.
          Twoja teściowa to bardzo typowy przypadek, manipuluje Twoim mężem, próbuje i Tobą. Ona chce być potrzebna bo tylko tak może mieć wpływ na wasze życie. Normalna rola matki i babci jej nie odpowiada, bo nie daje jej takiej kontroli jakaby chciała mieć. Większość ludzi tego nie rozumie, zwłaszcza Ci, którzy nie byli w podobnej sytuacji, Jestem pewna, ze wszystkie Panie naskakujące tu na Ciebie na twoim miejscu nie byłyby już tak pewne swoich racji.
        • domza2 Re: odwieczny problem 23.02.13, 08:49
          Jedna jedyna rada, mówi się "dziękuję". Zupę można zamrozić. Ale z tym dziękuję to pewnie będzie problem, no bo synowa w punktach podała, co ma robić teściowa, a ona śmie robić trochę inaczej. Zgroza, ja bym twoją teściową też nie chciała być.
    • asfo Re: odwieczny problem 21.02.13, 15:50
      Powinnaś starać się przekierować aktywność teściowej na to, co będzie ok dla Was obu. Wytłumaczyć jej uprzejmie, że nie chcesz sprzątania czy gotowania, ale np. mogłaby zamiast tego iść z wnukami do muzeum. Zapytaj ją, co by pomyślała, gdybyś ty przyszła i zaczęła jej przekładać w szafie czy przestawiać meble.

      Może spróbuj jej też podsunąć jakieś zajęcia, którym mogłaby się poświęcić dla własnej przyjemności, typu kółka zainteresowań, kluby seniora, turystyka itp. - w domach kultury bywają zajęcia dla osób w rożnym wieku.

      Myślę, że Twoja teściowa się aktualnie nudzi, czuje samotna i nie wie co ze sobą zrobić. Być może warto ją jakoś nakierować.
    • cma_welma Re: odwieczny problem 21.02.13, 19:36
      monia chyba nie da się zmusić do lubienia kogokolwiek, nawet jeśli wypadałoby z tą osobą dobrze żyć.
      Plus dla Ciebie za szczerość- umiesz przed sobą i tu przyznać, że problem tkwi nie w teściowej a fakcie nadawania na innych falach. Bywa.

      Natomiast kontaktów dzieci z babcią nie ograniczaj-kochająca babcia jest nie do zastąpienia, a bez takiej miłości dzieci tracą.
    • asiek25 Re: odwieczny problem 23.02.13, 11:55
      > Tak, rzeczywiście czuję, że mąż w wielu ważnych dla mnie sprawach jest "po stronie"
      > teściowej.... że leczy potrzebę swojej mamy bycia pomocną kosztem naruszania moich
      > granic.

      Ok, to nie jest fajnie. Jak rozumiem, Ty próbujesz stawiać teściowej granice na zasadzie "nie gotuj, nie prasuj, nie sprzątaj, bo ja tego nie chcę", a Twój mąż zgadza się, aby Twoja mama to robiła. Czy tak?
      Jeśli tak, to Twoja złość powinna być skierowana do męża, a nie do teściowej, bo ona robi tylko to, na co jej się pozwala. Ty zabraniasz, syn pozwala, teściowa pewnie w lekkim chaosie, ale wybiera to, co dla niej jest korzystniejsze. Ma potrzebę pomagać, to ją realizuje, przy zgodzie swojego syna. Zatem czy to nie jest tak, że przerzucasz swoje negatywne uczucia na osobę, która nie jest ich prawdziwym sprawcą?


      > Sytuacja sprzed kilku dni: wracam z pracy, w domu są dzieci, mąż i prasująca teściowa.
      > Pytam czemu prasuje, przecież jest pani, która to robi i, jak radziliście, zapraszam ją na
      > herbatkę, podczas której mówię, że jak jest u nas niech odpoczywa i bawi się z
      > dzieciakami, a nie prasuje. Efekt? Wracam wczoraj z pracy, w domu dzieci, niania i
      > prasująca teściowa. Mówię już dość stanowczo, żeby nam nie prasowała, a ona z
      > uśmiechem odpowiada, że już wszystko zrobione.

      I jak się wtedy czujesz? Ok, pewnie jesteś mocno wkurzona, że pomimo Twoich próśb, ona się jednak nie dostosowała. Ja jednak zachęcałabym Cię, żebyś zajrzała głębiej w siebie i zobaczyła co się kryje pod Twoją wściekłością. Dlaczego tak bardzo drażni Cię, że ona nie chce Cię posłuchać? Mąż zadał Ci bardzo mądre pytanie - czego Ci ubędzie, co ona Ci zabierze, jeśli poprasuje Wasze rzeczy? Bo tym prasowaniem ona wyręcza Ciebie lub panią do pomocy, sprawia że Tobie zostaje więcej czasu na inne rzeczy. To jest korzyść. Jednak Ty patrzysz na tę sprawę, jakby ona coś Ci zabierała, jakbyś przez to jej prasowanie czy gotowanie coś traciła. Może warto się nad tym zastanowić? I czy to nie jest tak, że przez to jej pomaganie czujesz jakby Ci odbierała rolę pani domu? Jakby spychała Cię na bok i próbowała zająć Twoje miejsce? Ja dokładnie w ten sposób odbieram przykład z zupą. Z tej zupy możesz też wynieść korzyści dla siebie. Możesz ją zamrozić i mieć na zaś, możesz zabrać do pracy i poczęstować koleżanki, możesz zaprosić gości na obiad, możesz zawieźć bezdomnym i zrobić dobry uczynek. Ostatecznie możesz po prostu wylać. Ale Ty jednak skupiasz się na czymś innym, złości Cię to, że tę drugą zupę ugotowała. Dlaczego?


      > Pół godziny później rozmawiając przez telefon z kuzynką narruje, że przyjechała do nas,
      > poprasowała, nakarmiła dzieci, pomaga. A we mnie bulgocze, bo mam jeszcze być
      > wdzięczna za pomoc, której nie chcę i nie potrzebuję.

      Jak się domyślam, to też Cię wkurza. Zastanawiałaś się co dokładnie czujesz pod tą złością? Jak odbierasz sama siebie, co myślisz o sobie, kiedy teściowa opowiada innym, że pomaga w Twoim domu? Może czujesz się wtedy nieporadna, niepotrzebna, gorsza od niej? Że jesteś kiepską panią domu? Że ona spycha Cię na drugi plan? Może tu tkwi prawdziwa przyczyna Twojej złości i niechęci do teściowej?
      Ona nie jest odpowiedzialna za to, jak Ty postrzegasz samą siebie. To Ty kierujesz swoimi myślami. I to Ty możesz jej różne słowa (np. te o płakaniu w swoim domu) odbierać jako manipulację lub jak próbę wyżalenia się osoby samotnej. To Ty decydujesz czy jej usilna pomoc w gotowaniu i prasowaniu jest przez Ciebie postrzegana jako wtrącanie si e do Twojego życia czy jako pomoc, dzięki której na tym skorzystasz (np. będziesz miała więcej czasu dla siebie). Twój sukces w dobrych relacjach z teściową tkwi przede wszystkim w Twoich dobrych relacjach z samą sobą, w wierze że jesteś dobrą żoną, wspaniałą matką, rewelacyjną panią domu, empatyczną osobą, bez względu na to, co myślą i robią inni. A także od sposobu, w jaki będzie interpretowała jej zachowania. To, czy o czymś pomyślisz w kategoriach pozytywnych czy negatywnych zależy tylko od Ciebie :)))
      Życzę Ci wszystkiego dobrego, pozytywnych wniosków i refleksji, bo z Twoich opisów wyłania mi się obraz bardzo fajnej rodziny :)))

      • tylko.przelotem Re: odwieczny problem 23.02.13, 13:08
        > Jeśli tak, to Twoja złość powinna być skierowana do męża, a nie do teściowej, b
        > o ona robi tylko to, na co jej się pozwala. Ty zabraniasz, syn pozwala, teściow
        > a pewnie w lekkim chaosie, ale wybiera to, co dla niej jest korzystniejsze. Ma
        > potrzebę pomagać, to ją realizuje, przy zgodzie swojego syna.

        Niekoniecznie. Syn też może powiedzieć "Mamo, zostaw", ale przecież nie będzie jej wyrywać żelazka z ręki. Poza tym dla syna taka sytuacja, że mama prasuje, gotuje, sprząta, układa etc. jest dosyć naturalna i może kompletnie nie rozumieć, że dla jego żony to wyraz lekceważenia jej, jej próśb i jej granic. Dla męża to nic nieznaczące pierdoły, dla żony wkraczanie w jej kompetencje i odbieranie prawa do decydowania o osobistej przestrzeni - szeroko rozumianej.

        Nie przekonuje mnie argument, żeby znaleźć pozytywy w każdej sytuacji. Jeśli teściowa zacznie układać moje majtki w szufladzie, to mam się cieszyć, że wreszcie mam tam porządek? Nie mogę sobie zwyczajnie nie życzyć, żeby ktoś nie grzebał w mojej bieliźnie osobistej? Coś jest nie tak wtedy ze mną?

        Szukanie jasnej strony w każdym wydarzeniu - zapewne działa. Ale jak masz kamień w bucie, to nie szukasz chyba pozytywów wynikających z jego obecności? To, że Monia czuje sie tak bardzo dotknięta zachowaniem teściowej to też na pewno sygnał, że może "popracować" nad sobą samą, czy nad relacją z mężem. Ale nie sądzę, żeby całowite odpuszczenie, pobłażanie i traktowanie teściowej jak niepełnosprawnej umysłowo osoby, która ma oczywiste prawo nie rozumieć i nie respektować słów "Nie, dziękuję" mogło być rozwiązaniem. Wręcz przeciwnie - myślę, że teściowa śmiało wkroczy w przestrzeń, którą wycofując się zrobi Monia i za chwilę nastąpi jakiś dramat.
      • domza2 Re: odwieczny problem 23.02.13, 13:42
        Ja dokładnie tak to odebrałam. Nie chodzi o to, że teściowa wyprasowała, ale o to, że potem opowiadała kuzynce, że prasuje , pomaga. Więc na kogo wychodzi autorka ( w jej mniemaniu)? Na kompletnie nieporadną osobę, której trzeba pomagać, prasować. I tu jest moim zdaniem pies pogrzebany. Autorka wykazuje sporą niepewność siebie, by nie powiedzieć kompleksy.
        Ok, sytuacja z teściową, która zamieszkała u autorki zaraz po porodzie - zgadzam się, niefajna. No, ale jest przecież mąż, by powiedzieć swojej mamie, co i jak i że chcą być w połogu sami. Więc zgadzam się, że złość chyba w kierunku męża powinna być.
        Co do zupy, bo tym mnie autorka zastrzeliła, moja teściowa zawsze przynosi do nas w słoiczkach a to zupę, a to pierogi. CO nie oznacza przecież, że ja nie mam ugotowanego obiadu , chociaż pani do pomocy w domu brak, a też pracuję. Po prostu teściowa gotowała dla męża i szwagra , więc i nam chciała dać. Miły gest, wykonana praca. Mogę schować i zamrozić, ale przeważnie chowam swoje, a częstuję obiadem teściowej, podkreślając, że zrobiła dla nas, pomyślała o nas. To przecież miłe! Swoje zjem na drugi dzień, albo zamrożę. Obrażać się, że przecież mówiliśmy jej , że ma robić sałatki, a ona zrobiła zupę jest nie tyle brakiem empatii, dziecięcym wręcz egocentryzmem, co zwykłym brakiem kultury.
        • monia76 Re: odwieczny problem 25.02.13, 10:50
          Domza, widzisz co chcesz widzieć, ale ok, Twoje prawo. Nie wiem gdzie wyczytałaś, że obrażam się na teściową - ja ani w moich postach, ani tym bardziej w realu niczego takiego się nie dopatrzyłam.

          Czuję dokładnie tak jak napisała Tylko Przelotem. Jestem po części świadoma swoich kompleksów, ale zwyczajnie nienawidzę jak ktoś notorycznie i z zasady nie słucha. Teściowa w moim przekonaniu, jest mistrzynią w niesłuchaniu i, o ile wiem, że przynoszenie jedzenia, próby prasowania czy sprzątania u nas, wypływają z czystej potrzeby pomocy i są podyktowane dobrymi intencjami, to nie umiem się tym cieszyć i tego docenić. Nie strzelam teatralnego focha, nie krzyczę, nie tupię nogami, nie jestem dla teściowej królową lodu, ale negatywne emocje się we mnie kumulują i rodzą żal. Bo o ile rozumiem trudną sytuację teściowej to czuję, że mam prawo do stawiania granic, nawet jeżeli dla teściowej układanie mojej bielizny nie jest problemem.
          Ten wątek powstał nie po kilku sytuacjach z zupą czy prasowaniem, to są trzy lata i setki moich sygnałów, które są totalnie ignorowane. Właśnie z szacunku dla teściowej szukam pomysłu na rozwiązanie tej sytuacji zanim mi się uleje i na przykład na nią nawrzeszczę, czego nie mogłabym sobie potem wybaczyć.

          Nie jestem paniusią, która spędza godziny na piłowaniu pazurów, podczas gdy pani do sprzątania, opiekunka i teściowa zajmują się moim domem i dziećmi. Baaaaardzo długo dojrzewałam do decyzji o zatrudnieniu kogoś do sprzątania i prasowania, między innymi dlatego, że dość trudno mi znieść myśl, że ktoś inny wykonuje moje obowiązki i ma dostęp do wszystkich zakamarków mojego mieszkania. Ale taki układ, kiedy płacę obcej osobie za świetnie wykonaną pracę jest dla mnie dużo "czystszy" niż wykorzystywanie nawet nie wiem jak sprawnej teściowej czy mamy. Być może wiele osób tego nie zrozumie, ale dla mnie patrzenie na babcię moich dzieci, która na kolanach szoruje moją podłogę jest nie do przyjęcia.
          • kara_mia Re: odwieczny problem 25.02.13, 14:29
            że mam prawo do stawiania granic, nawet jeżeli dla teściowej układanie mojej bielizny nie jest problemem.
            Ten wątek powstał nie po kilku sytuacjach z zupą czy prasowaniem, to są trzy lata i setki moich sygnałów, które są totalnie ignorowane. Właśnie z szacunku dla teściowej szukam pomysłu na rozwiązanie tej sytuacji zanim mi się uleje i na przykład na nią nawrzeszczę


            Zupełnie rozumiem i nawet twoje zdanie podzielam.
            nie rozumiem natomiast jaki masz problem w tym żeby grzecznie podejść do teściowej jak zaczyna coś układać i powiedzieć.
            Mamo, ciesze się kiedy u mnie jesteś, ale nie lubię kiedy u mnie sprzątasz.
            następnie wyjmujesz śpioszki i piżamki ew. szmate z reki i już.
            powtarzasz jasno
            "Mamo to mój dom i ja nie chce i nie pozwalam ci u mnie nic robić. To jest mój dom.
            Co jest niejasne w tym co mowie?
            Nie życzę sobie żebyś u mnie cokolwiek robiła."

            Wyjmujesz szmatę, żelazko itp z reki , zakręcasz wodę....
            to sie nazywa stawianie granic.
            skoro teściowa źle słyszy to może jej trzeba rekami pokazać?

            Jak dla mnie proponowane zachowanie jest proste oczywiste i grzeczne.
            jak teściowa nie uszanuje i zaprezentuje brak kultury wysokich lotów, trudno, trzeba będzie wykazać, że drzwi maja klamkę z 2 stron a ona jednak jest miłym ale tylko gościem i kiedy się robi niemiła to się ja wyprasza.
            Co w tym trudnego.




            • monia76 Re: odwieczny problem 25.02.13, 15:03

              > nie rozumiem natomiast jaki masz problem w tym żeby grzecznie podejść do teścio
              > wej jak zaczyna coś układać i powiedzieć.
              > Mamo, ciesze się kiedy u mnie jesteś, ale nie lubię kiedy u mnie sprzątasz.
              > następnie wyjmujesz śpioszki i piżamki ew. szmate z reki i już.
              > powtarzasz jasno
              > "Mamo to mój dom i ja nie chce i nie pozwalam ci u mnie nic robić. To jest mój
              > dom.
              > Co jest niejasne w tym co mowie?
              > Nie życzę sobie żebyś u mnie cokolwiek robiła."
              >

              Wiem, że idealnie byłoby, żebym ja miała odwagę tak stanowczo wyznaczyć swoje granice, a teściowa - umieć to przyjąć i uszanować. Ale taka otwarta stanowczość raczej nie leży w mojej naturze :-( Poza tym, wciąż mam w pamięci sytuację, kiedy to właśnie wyjęłam teściowej żelazko z ręki po kilku uwagach, że nie trzeba prasować, że zapraszam na obiad, że może mama się herbaty napije. Wyjęłam jej wtedy to żelazko z ręki, a teściowa zaczęła płakać, nic nie mówiła, tylko się rozpłakała, a ja się poczułam naprawdę okropnie. Więc, o ile dam radę, raczej nie będę już próbować asertywnych rozwiązań.
              • kara_mia Re: odwieczny problem 25.02.13, 18:18
                Wyjęłam jej wtedy to żelazko z ręki, a teściowa zaczęła płakać, nic nie mówiła, tylko się rozpłakała, a ja się poczułam naprawdę okropnie. Więc, o ile dam radę, raczej nie będę już próbować asertywnych rozwiązań.


                W moim rozumieniu istnieją następujące możliwe wyjścia z sytuacji, na które masz wpływ:

                -oduczyć się odczuwać dyskomfort przy zachowaniach asertywnych, zachować się asertywnie , osiągnąć cel : brak ingerencji teściowej w domu
                -postąpić asertywnie, wytrzymać swój dyskomfort, osiągnąć cel : brak ingerencji teściowej w domu
                -zaakceptować fakt kręcenia się i rządzenia w domu twojej teściowej i oduczyć się odczuwania z tego tytułu dyskomfortu
                - nie akceptować faktu kręcenia się teściowej po domu, żyć w ciągłym dyskomforcie.

                Innych rozwiązań nie widzę.
                Liczenie na zmianę teściowej jest dla mnie daleko nieracjonalne i z góry skazane na niepowodzenie.

                Decyzja należy do Ciebie.
                Nie da się w magiczny sposób zmienić innych, jedyne na co masz wpływ to Ty sama.
                • kara_mia Re: odwieczny problem 25.02.13, 21:26
                  Żeby nie było niedomówień :
                  jestem za :
                  -podziękowaniem mamusi za troskę
                  -podkreślaniem, ze rozumie się , ze jej dobra wola
                  -wyrażaniem zrozumienia, do tego , że chce być potrzebna itp.
                  -proponowaniem kilku innych sposobów realizacji potrzebności mamusi , które będą akceptowalne przez Panią Domu
                  jestem przeciw:
                  -jakimkolwiek tłumaczeniom się "dlaczego"
                  -jakimkolwiek prośbom o zrozumienie
                  -jakimkolwiek dyskusjom

                  W przypadku nie rokującym na polubowne załatwienie sprawy, osobiście nalegałabym na realizacje mamusi poza granicami mojego domu i pozostanie poza tymi granicami do czasu uszanowania MOJEJ woli odnośnie MOICH gaci W MOIM domu.
                  • kara_mia Re: odwieczny problem 25.02.13, 21:34
                    i już na pewno ostatni post :)

                    Z tego co piszesz, to problem nie leży w teściowej tylko w tobie, że sobie nie radzisz , kiedy ona płacze i masz przymus ustąpienia, bo uważasz wtedy, że jesteś zła i kogoś krzywdzisz?

                    Jeżeli choć trochę prawdy w tym co napisałam wyżej, to 100% problemu jest po twojej stronie.

                    W przypadku gdyby to była moja ukochana teściowa ( ...!!!) , odebrałabym stanowczo żelazko, przytuliła płaczącą teściową i powiedziała:
                    Mamo kochana, uwielbiam cie , ale w moim domu prasować nie będziesz. Swoja miłość będziemy sobie okazywały pijać herbatę i jedzą ciasta, które upiekłam.
                    Jesteś najlepsza teściową świata BEZ żelazka ...
              • zolla78 Re: odwieczny problem 26.02.13, 17:23
                monia76 napisała:
                >Ale taka otwarta stanowczość raczej nie leży w mojej naturze :-( Poza tym, wciąż mam w pamięci sytuację, kiedy to właśnie wyjęłam teściowej żelazko z ręki po kilku uwagach, że nie trzeba prasować, że zapraszam na obiad, że może mama się herbaty napije. Wyjęłam jej wtedy to żelazko z ręki, a teściowa zaczęła płakać, nic nie mówiła, tylko się rozpłakała, a ja się poczułam naprawdę okropnie. >

                I tu Ciebie ona ma jak na widelcu :) Spróbuj zrozumieć, że jej zachowanie, jak zresztą każdego z nas może mieć niejako podwójny charakter. Z jednej strony być rzeczywiście życzliwością i pomocą, a z innej chęcią zrobienia tylko sobie dobrze i też kosztem innym. Granica jest subtelna. Ale wyraźnie widoczna po reakcji na "nie" oraz samopoczuciu się drugiej strony, w tym wypadku Ciebie. I ok. popłakała się czyli Twój komunikat, że nie chcesz by pomagała w taki sposób dotarł do niej, i co z nim zrobiła? Zignorowała, zmanipulowała Ciebie i pewnie męża i robi dalej co chce - czyli realizuje już w zasadzie swoje cele i zaspokaja swoje potrzeby, a nie jest po prostu pomocna.
                I niestety innej drogi niż asertywność nie ma by to zmieć. I zastanów się czy jednak jej nie poćwiczyć już teraz gdy jeszcze oceniasz sytuację i reagujesz w miarę na chłodno. Bo za następne 3 lata możesz spodziewać się jeszcze większego wchodzenia Tobie na głowę, mniejszej cierpliwości by zgrywać przyjazną, co zostanie zauważone np. przez męża i będzie miał do Ciebie pretensje o to, że jego matkę źle traktujesz, a przede wszystkim wybuchniesz albo zrobisz problem w końcu z jakiejś błahostki i będą wszyscy Ciebie mieli za wariatkę co się czepia uczynnej teściowej.
                I ryzykujesz perspektywicznie jeszcze jedną rzecz, a tak przynajmniej się wydaje z Twojego wątku wynikać. Że cała ta pomocność jest ukierunkowana na zamieszkanie u was. Za kilka lat teściowa będzie o kilka lat starsza, być może będzie rozmowa czy ma nie zamieszkać i masz przeciwko sobie kilka potężnych argumentów 1) że babcia tak bardzo pomagała i prawie dom prowadziła przez kilka ostatnich lat 2) że przecież już jest niemal tak jakby z wami mieszkała i była domownikiem 3) bo ona po prostu potrzebuje was, bo przecież od lat jest sama i nic poza wami nie ma (a miałaby pewnie, gdyby musiała sobie znaleźć zajęcie, bo nie byłoby alternatywy w waszej postaci jako celu w życiu).
              • differentview Re: odwieczny problem 27.02.13, 12:03
                monia76 napisała: Poza tym, wciąż mam w pamięci sytuację, ki
                > edy to właśnie wyjęłam teściowej żelazko z ręki po kilku uwagach, że nie trzeba
                > prasować, że zapraszam na obiad, że może mama się herbaty napije. Wyjęłam jej
                > wtedy to żelazko z ręki, a teściowa zaczęła płakać, nic nie mówiła, tylko się r
                > ozpłakała, a ja się poczułam naprawdę okropnie. Więc, o ile dam radę, raczej ni
                > e będę już próbować asertywnych rozwiązań.

                wlasnie ta sytuacja obrazuje sedno Waszego problemu- to co ona robi ma cechy emocjonalnego szantazu- nie zrobilas jej zadnej krzywdy a ona chciala wpedzic Cie w poczucie winy; byc moze robi to zupenie nieswiadomie, po prostu taki ma sposob na zmuszanie bliskich zeby robili tak jak ona chce; pamietaj, ze szantaz emocjonalny jest taka sama bronia jak otwarta przemoc- chodzi o to zeby postawic na swoim i jeszcze wpedzic druga strony w poczucie winy; bo ta jej histeria ma Ci uzmyslowic- ja tu biedna pomagam a Ty jestes niewdzieczna, nie doceniasz
                nie daj sie w to wrobic i uswiadom mezowi, ze nie bedziesz tego tolerowac; to, ze tesciowa znalazla sie w trudnej sytuacji po smierci meza jest naturalna koleja rzeczy dla wiekszosci kobiet w jej wieku, ktore zyja zwykle dluzej niz faceci- tesciowa ma napewno wokol siebie kobiety w takiej samej sytuacji- niech zaprasza do siebie sasiadki na kawe, zorganizuje sobie jakos swoje zycie towarzyskie a jesli lubi byc potrzebna to niech pomaga Wam w granicach, w ktorych pomocy rzeczywiscie potrzebujecie a nie przelewa na Was caly ciezar zapewnienia jej zyciu sensu i celu
                • trusia29 Re: odwieczny problem 27.02.13, 13:26
                  popieram w 100% differentview
                  • monia76 Re: odwieczny problem 27.02.13, 15:03
                    dziewczyny, chyba macie rację. jestem chyba głupia i naiwna, bo tkwiłam w przekonaniu, że próby manipulacji wychodzą teściowej niechcący i te jej płacze wynikają raczej z niestabilności emocjonalnej niż chęci szantażu emocjonalnego. dziś jej własna córka powiedziała mi, że teściowa niespodziewanie wyjechała, ponieważ nie prosiłam jej wystarczająco mocno o pomoc przy dzieciach. przyznam, że trochę mnie zatkało, bo jeszcze wczoraj wieczorem mówiłam, że zapraszam, że teściowa zawsze jest mile widziana, że nie mamy dziś innych planów. na co szwagierka, że to widocznie za mało i mama czuła się u nas zbędna. co miałabym robić, żeby szanowna mamusia czuła się usatysfakcjonowana?? pod kolana podejmować i szlochać, że bez niej nie dam rady??

                    doszłam więc do punktu, w którym wiem, że jedynym możliwym rozwiązaniem jest to proponowane przez Karę - asertywne komunikowanie teściowej gdzie przebiegają moje granice i czego sobie w domu nie życzę. rozwiązanie bardzo dla mnie trudne i wymagające, ale nie dam rady dłużej zamiatać pod dywan, a półśrodki i mniej bolesne rozwiązania nie działają.
                    skoro ciężar uzdrowienia tej sytuacji spada na mnie i nijak nie da się tego ciężaru z nikim podzielić, muszę się z tym zmierzyć. dziś mąż wraca z wyjazdu służbowego, postanowiłam z nim porozmawiać i opowiedzieć mu wszystko to, co opowiedziałam Wam. jego zrozumienie dla moich odczuć w stosunku do zachowania teściowej jest chyba kluczowe dla naprawy sytuacji.

                    jeszcze raz Wam bardzo dziękuję. w Waszych postach pojawiło się nie tylko kilka celnych uwag o mnie samej, które dały mi wiele do myślenia, ale i wiele ważnych argumentów do rozmowy z mężem. zyskałam też chyba najważniejszy dla mnie dystans - wcześniej byłam tak nabuzowana, że sama wieść o przyjeździe teściowej odbierała mi jasność myślenia.
                    • zuzi.1 Re: odwieczny problem 27.02.13, 16:55
                      Przeczytaj 3 książki: "Szantaż emocjonalny", "Toksyczni ludzie", "Toksyczni rodzice"- koniecznie, wówczas zrozumiesz z jaką teściową masz zapewne do czynienia. To są b. trudni ludzie, sfochowani, dwulicowi, wredni i zazdrośni. I nie ma tu znaczenia, czy osoba, którą opisłaś to teściowa, ciocia, babcia czy piąta woda po kisielu. Każdego, kto w taki sposób się zachowuje nalezy traktowac z uprzejmym dystansem. Gdy poznasz ten typ ludzi od podszewki, wówczas łatwiej Ci będzie przejsc do porządku dziennnego, nad ich toksycznymi zachowaniami. Co do męza, nieprzesadz z opisem zachowań jego mamy, aby nie stanał przypadkiem w jej obronie, dla niego zachowania jego matki to norma, w końcu w takim domu dorastał, nie zna innych, normalnych, nie toksycznych zachowań. I jeszcze jedno, ta pani się nie zmieni, jedynie Ty możesz zmienic swoj stosunek do niej...tak, aby jej toksyna Cię nie dotykała i nie denerwowała...
              • asfo Re: odwieczny problem 27.02.13, 23:29
                Twoja teściowa ma jakiś problem ze sobą i powinna iść na terapię. Twoja delikatność w niczym nie pomaga, tylko utrwala dziwny stan, w jakim się kobieta znajduje. Ona pewnie uważa, że jest tyle warta ile zrobi dla rodziny i że jak zajmie się sobą to będzie znaczyło że jest zła, czy coś w ten deseń. Może mieć też depresję i jeśli tak jest, to powinna brać leki. Twój mąż powinien jej zorganizować wizytę u terapeuty i dopilnować, żeby poszła.
          • domza2 Re: odwieczny problem 26.02.13, 12:45
            To wszystko co pisałam nie odnosiło się Tylko do Ciebie, Moniu. Pisałam o ogólnej tendencji, najazdu na teściowe, bo... to teściowe. W jednych punktach przyznaję Ci rację (teściowa w domu w okresie połogu), w innych nie (zupa). Rozumiem, że problem dotyczy raczej postawienia granic. A te granice wszyscy mamy gdzieś indziej. Być może ja pozwalam na więcej i dlatego tak mnie drażni przykład z zupą. Moja siostra ma w przeciwieństwie do mnie bardzo ciasne granice, ale także problem z komunikowaniem o nich.
            Osobiście myślę, że masz pewne problemy i z asertywnością i z zaniżonym poczuciem własnej wartości - nie wyrokuję bynajmniej, jedynie tak to wyczuwam. Jesteś dość mocno skoncentrowana na sobie. Warto czasem trochę się otworzyć, uruchomić empatię i wtedy mniej się człowiek przejmuje sobą, bo i lepiej widzi i rozumie innych.
            Co do Twojego pytania o możliwość polubienia. Sama na pewno wiesz, że nikogo nie można polubić na siłę. Ale jeśli macie dobre relacje, a tak piszesz, to chyba nic nie trzeba zmieniać?
      • kara_mia Re: odwieczny problem 25.02.13, 14:44
        czego Ci ubędzie, co ona Ci zabierze, jeśli poprasuje Wasze rzeczy?

        Bo to nie jest JEJ dom a o tym kto sprząta i gotuje decyduje PANI DOMU.
        Skoro PANI DOMU ma fanaberie sprzatac sama to tak bedzie bo to jej JEJ dom
        i to jest zdanie, które raczej nie powinno podlegać dyskusji.

        I nie ma najmniejszej dyskusji w stylu 'a co Ci ubędzie"

        A co ci ubędzie jak maż się pobzyka z inna? wróci weselszy do domu...? nie wymydli sie...

        Widocznie dla autorki są to czynności tak osobiste, że nie ma ochoty się dzielić i KONIEC.
        Nie ma drugiego dna.
        Tylko ona decyduje o tym .
        NIKT inny.
        to jest JEJ dom.
        • kara_mia Re: odwieczny problem 25.02.13, 18:21
          BTW, na to z kim chce się bzykać, ma jeszcze wpływ maż...
          natomiast pranie jest rzeczą i jako takie nie ma własnego zdania i w 100% podlega autorce wątku.
          Bo to są JEJ gacie...

          Może maż ostatecznie powiedzieć:
          "A ja chce, żeby moje gacie prasowała mama a nie ty"
          zastanawiam się , kto po takim tekście pozostał by jeszcze choćby 10 min w takim związku...
        • zuzi.1 Re: odwieczny problem 25.02.13, 20:31
          10/10
        • mandziola Re: odwieczny problem 03.03.13, 23:22
          O ja pierdyczę... Pani Domu.. łał.. a pan na zagrodzie..
          Ciekawe czy autorka watku tak samo zachowała by sie wobec własnej matki. Nie sądzę. Byłoby - "A po co mamusia prasuje? Przeciez przychodzi Pani do tego" "A tak córeczko, bo czuję sie potrzebna" "A to sobie prasuj mamusiu". Tak by było.. no ale to teściowa - trza jej wyznaczyc granice, a nie sie lekko nagiac i odpuścic.
          • kara_mia Re: odwieczny problem 04.03.13, 13:14
            A po co mamusia prasuje? Przeciez przychodzi Pani do tego" "A tak córeczko, bo czuję sie potrzebna" "A to sobie prasuj mamusiu". Tak by było.. no ale to teściowa - trza jej wyznaczyc granice, a nie sie lekko nagiac i odpuścic.

            Granice wyznacza się wszystkim, własnej matce i teściowej i sąsiadce i kuzynce i dziecku.
            Skoro autorka wątku nie lubi sprzątania u siebie w domu to nie widzę powodu czemu ma naginać granice.
            Skoro ktoś chce się czuć potrzebny to super, ale czemu CZYIMŚ kosztem?
            Niech się czuje potrzebny nie używając w tym celu CUDZEGO domu ( uwaga zarówno do mamy, teściowej ciotki i szwagierki...)

            Widocznie dyskomfort znoszenia inne osoby sprzątającej dom dla autorki jest większa, niż chęć sprawienia przyjemności teściowej.
            Dlaczego ma robić innym dobrze SWOIM kosztem?

            Pani Domu - tak, nawet więcej niż pan na włościach. Bo na włościach Pana mieszkali również chłopi pańszczyźniani, a w domu mieszkają tylko domownicy ( w tym wypadku maż i dziecko) a nie osoby postronne ( w tym wypadku matka i teściowa).
            granice zaznaczamy od dokładnego obejrzenia drzwi i wizytówki się na niej znajdującej.



            • zuzi.1 Re: odwieczny problem 04.03.13, 13:27
              Dokładnie kara_mia, zgadzam się z Tobą ;-)
              • trusia29 Re: odwieczny problem 04.03.13, 14:02
                I ja też :)

                Moja mama nie pozwala sobie na takie zachowania wobec mnie, ani wobec mojej bratowej (pewnie dlatego wszystkie żyjemy w dobrej komitywie). Natomiast gdyby było inaczej, nie wahałabym się powiedzieć nawet własnej matce, co mi się nie podoba w jej zachowaniu. Zdarzyło się kilka razy, ja też usłyszałam od mamy czy bratowej to i owo i jakoś nikt się nie obraził, nie wyjechał z hukiem, nie płakał ostentacyjnie i nie robił innych scen na pokaz.

                Wystarczyło się zastanowić czy ta druga strona nie ma racji i wyjaśnić rzeczowo.

                Ale do tego nie można być toksyczną osobą, zadufaną w sobie. A teściowa autorki wątku jest. I wychodzi na to, ze podobnie wychowała swoja córkę (o czym świadczą komentarze że mamusia źle się poczuła, ze ja za mało prosili o pomoc itd.). Syn - pod wpływem matki (i pewnie siostry) zachowuje się jak typowa ofiara toksyczności - nie widzi problemu, wręcz problemem dla niego jest zachowanie żony ("bo jej nie ubędzie" jak mamusia pomoże!).

                Monia - Życzę wytrwałości i konsekwencji. Będą potrzebne.
                • zuzi.1 Re: odwieczny problem 04.03.13, 14:43
                  Dokładnie trusia dobrze napisałas, autorka wątku ma przerąbane w tej zaburzonej, toksycznej rodzinie, a najgorsze jest to, że tacy ludzie się nie zmieniają, są przekonani o tym, że to oni mają rację. Jedną z cech toksycznych ludzi jest właśnie brak szacunku do drugiego człowieka i nie szanowanie jego granic, tylko szantaże emocjonalne i przemocowe zachowania jako norma życiowa.
          • monia76 Re: odwieczny problem 04.03.13, 14:21
            mandziola napisała:

            > O ja pierdyczę... Pani Domu.. łał.. a pan na zagrodzie..
            > Ciekawe czy autorka watku tak samo zachowała by sie wobec własnej matki. Nie są
            > dzę. Byłoby - "A po co mamusia prasuje? Przeciez przychodzi Pani do tego" "A t
            > ak córeczko, bo czuję sie potrzebna" "A to sobie prasuj mamusiu". Tak by było..
            > no ale to teściowa - trza jej wyznaczyc granice, a nie sie lekko nagiac i odpu
            > ścic.

            masz rację, w stosunku do teściowej zachowuję się inaczej - próbującej naruszać moje granice mamusi komunikuję w krótkich żołnierskich słowach, że dziękuję za jej pomoc, ale na tym kończymy, i sytuacja jest czysta. z własną mamusią nigdy nie obchodziłam się jak ze śmierdzącym jajkiem, ale mamusia ma jedną ma ogromną zaletę - słucha. sorry, ma jeszcze drugą równie ważną - nie strzela focha jak się ją prosi, żeby nie uszczęśliwiała na siłę.
            jeżeli gdzieś schrzaniłam sprawę z teściową to raczej, jak mi uświadomiliście na tym forum, przez to, że za późno i za mało konsekwentnie stawiałam granice.
            • zuzi.1 Re: odwieczny problem 04.03.13, 14:47
              Więc czas najwyższy zrzucic tesciową z piedestału, który sobie w głowie zbudowałas, tylko dlatego, że to mama męża a zacząc ją traktowac tak jak traktujesz własną matkę, gdy przekroczy Twoje granice. Tesciowa to nie święta krowa, żeby obchodzic ją bokiem z namaszczeniem i pokłonami, to taki sam człowiek jak każdy inny i zobowiązany do szanowania innych ludzi i ich granic. A gdy tego nie robi, trzeba jej to kulturalnie ale dobitnie uświadomic i przestac byc czułą na jej szantaże emocjonalne.
              • trusia29 Re: odwieczny problem 04.03.13, 18:00
                Wszystko to prawda, ale najważniejsze żeby mąż stał po Twojej stronie. Bez tego nic nie osiągniesz, co najwyżej rozwalisz małżeństwo lub będziesz w nim tkwiła stłamszona i nieszczęśliwa.

                Dopóki nie zrozumie w czym rzecz - nie ma na to szans. Nie chce się powtarzać, ale podsuń mu "Toksycznych rodziców" i "Toksycznych teściów" (ktoś proponował w tym wątku jeszcze inną pozycje z tej serii, której nie znam). Jeśli zrozumie i zechce Cię wesprzeć to dacie radę.
                • zuzi.1 Re: odwieczny problem 04.03.13, 18:16
                  Polecam "Toksyczni ludzie". Niestety nieświadome dzieci toksycznych rodziców są b. oporne na tą wiedzę, im większa toksycznosc rodziców/-a tym więcej zaprzeczania ze strony dzieci i gloryfikowania rodziców. Może będziesz miała szczęscie i mąż przyjmie cokolwiek do wiadomosci, ale musisz się liczyc również z tym, że może się tak zdarzyc, że pomimo przeczytania dalej będzie zaprzeczał i wybielał rodziców.
            • mandziola Re: odwieczny problem 04.03.13, 23:09
              A ja polecam serial "życie" - kiedyś też Was może w d..pę kopnąć i wtedy będziecie potrzebować pomocy.. Ale kto Wam ją zaoferuje???
              • kara_mia Re: odwieczny problem 05.03.13, 00:04
                to nie jest pomoc, a wspomniana teściową nie jest kopnięta w d.. przez życie.
                Mam swoje lata, jestem sprawna fizycznie i nie przychodzi mi do głowy iść do mieszkania mojego syna i mu sprzątać , żeby się czuć potrzebną.
                Jak ktoś się chce czuć potrzebny zapraszam do woluntariatu w hospicjum.

                jak będę ciężko chora to będę prosić o pomoc a nie prasować ani nie realizować swoje "poczucie potrzebności" kosztem rodzonego syna.

                A jak ktoś jest samotny jak palec, i nie ma do kogo otworzyć ust to najczęściej na ten stan pracował latami i tym bardziej nie widzę powodu, żeby dzieci ponosiły konsekwencje nieporadności życiowej trwającej latami, u rodziców.

                • noname2002 Re: odwieczny problem 05.03.13, 08:08
                  Nie sadzilam, ze sie kiedys z Toba zgodze, ale w pelni sie zgadzam z tym co napisalas.
              • kara_mia Re: odwieczny problem 05.03.13, 00:05
                PS
                najpewniej pomoc zaoferuje nam dziecko, z którym nie darłam kotów i szanowałam jego prywatność w jego domu...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja