ferrod
01.03.13, 15:41
19latek rzucił studia po miesiącu "bo mu się nie podobały i za dużo wymagali". Wziął od mamy pieniądze na studia, oraz na pierwszą imprezę integracyjną, potem udawał że chodzi a zamiast tego jeździł do dziewczyny. Z dziewczyną się pokłócił i rozstał. Matka przycisnęła i okazało się, że na zajęcia już nie chodzi dłuższy czas.
Matka znalazła mu pracę całkiem dobrą - rzucił po 2 mcach- "bo za mało płacą (7zł/godz na poczatek) , wymagaja tego czego on nie lubi, atmosfera mu się nie podoba". A on chce żeby było "fajnie" i zeby szybko zacząć dużo zarabiac. Może zacznie studiowac sosjologię bo to będzie "fajne", będzie zdawał za rok - ale się jakoś uczyć nie zaczął.
Kilka miesięcy siedzenia w domu i uzalania się nad sobą, matka prosi, namawia, podsuwa oferty, on wszystko na nie, dał się namówic na psychologa, może chodził może nie chodził,
w końcu machnęła ręką niech robi co chce.
Poszedł z kolega do cięższej pracy fizycznej, popracował miesiąc, ponoć praca się skończyła. więc znowu siedzi w domu. Za granicę -nie bo nie wie gdzie chyba że na gotowe podsunięte pod nos, roznosic ulotki zeby mieć cokolwiek -nie, do restauracji jako kelner dorabiac na napiwkach -nie, do znajomych-już wstyd go tam pchac bo co jak znowu rzuci..
Więc matka (agent reklamowy) wymyśliła, że będzie mu płacić 5zł za godzinę za to, że będzie dzwonił do jej potencjalnych klientów. Bo i tak i tak go utrzymuje. Dodam, że matka jest rozwiedziona od 3 lat, ojciec ma w nosie wszystko, ona musi rodzinę utrzymać sama i dopiero zaczęła się z długów wygrzebywać.
Zastanawiam się czy to dobre posunięcie. Bo po co chłopak ma się wysilac na "odpępowienie się" i samodzielność, jeśli w pracy u kogoś na poczatek zarobki 6-8 zł/h a matka da niewiele mniej za to, że z domu nie będzie musiał wychodzić, kosztów żadnych, a kasa na wyjścia z kumplami zostanie w kieszeni. czy on nie utkwi bardziej w niewysilaniu się na samodzielnośc i byciu niepozbieranym dzieckiem?
a może to dobre posunięcie?
Co pani ekspert myśli o tej sytuacji?
Dodam, że niestety żadne z rodziców nie wniosło dzieciom przykładu codziennej typowej pracy, matka czas pracy nienormowany, wczesniej była w domu z dziećmi, babcia zawsze im pomagała finansowo więc "jakoś to było", ojciec miał dział.gosp. ale tak naprawdę to obibok-macho-mitomat, więcej kombinował niż zarabiał, skonczyło się długami.
Co dla tego chłopaka na tym etapie by było najlepsze?