nie wiem co robić z życiem

23.03.13, 20:30
Nawet nie wiem od czego zacząć. Nawet nie wiem gdzie leży problem. Więc pewnie będzie długo i chaotycznie, ale mam nadzieję, że komuś będzie się chciało to czytać. Problem z mężem oczywiście. Znamy się 10 lat, 2 lata temu wzięliśmy ślub, synek ma pół roku. Różnie bywało, jak u każdego chyba. Nie wiem czy teraz się wszystko nazbierało, czy teraz się spieprzyło. Mąż mnie nie szanuje. Ja do niego mówię, on nie słucha, potem się wypiera, że mu nic nie mówiłam i to przez to, że burczę pod nosem. Ja mówię, on patrzy w telefon, Żyje pracą, urlopu wziąć nie może, bo nie. Jedziemy na urlop- on wisi na telefonie. Nic nie potrafi zrobić spokojnie, wszystko z krzykiem, nerwami. Coś mu nie wychodzi więc cały dzień do d..y on już na nic nie ma ochoty, na obiad nie jedziemy, mimo, że go planowaliśmy. Żeby nie było wątpliwości: powodem jest plama na ścianie. Z moją matką się nie dogaduje- owszem ona go chyba też nie wielbi, ale on siedzi tam z nosem na kwinte, potrafi być niegrzeczny. Podnosi na mnie głos. Każdy znajomy jest taki a owaki. Często wie, że jest czemuś winny, a tak obraca kota ogonem, że to ja jestem winna.
Doszło do tego, że ja się boję robić cokolwiek, żeby on nie stracił humoru. Ciągle się kłócimy, nie mamy o czym gadać. Przy jednej z kłótni powiedziałam, że albo terapia, albo się rozwodzimy. Obiecał wielką pracę nad sobą i zmianę. Oczywiście na obietnicach się skończyło, a on na terapię nie pójdzie.
Zaczyna przenosić nerwy na dziecko. Syn płacze podczas kąpieli to wszystko zaczyna robić "twardymi ruchami". Mały to czuje, więc płacze jeszcze mocniej. Oddaje go mi do ubrania, on przestaje płakać, więc to moja wina bo go tak nauczyłam.
Nie mogę na niego liczyć. Musiała odebrać ważne papiery. Syn był chory. On nie mógł ze mną jechać bo praca. Ale do mamy pojechał 50 kilometrów podczas pracy. Nawet nic nie powiedziałam, bo bym usłyszała, że nie zabronię mu do matki jeździć.
Nie mam siły. Niby nic, a jednak wszystko nie tak. Nie chcę rozmawiać o tym z nikim bliskim, bo w zasadzie nikt nie wie co się dzieje.
Święta nie jestem. Jestem przemęczona, negatywnie nastawiona. Pewnie nie raz zalazłam mu za skórę i powiedziałam to, czego nie powinnam. Nie cierpię jego matki, on to wie, ale nie rozumie. Uważam, że mam powody (matka go wydziedziczyła, obiecywała pieniądze na ślub, a zobaczyliśmy je jak świnia niebo, jest kłamliwa). Nie wiem co robić. Każdego dnia myślę o rozstaniu, ale boję się podjąć decyzję. Wiem, że sobie poradzę, bo będę miała wsparcie w rodzinie.
Aż tu nagle on siedzi na kanapie i się do mnie śmieje i opowiada coś tam, jakby nigdy nic. Po to by za chwilę łazić wściekłym i się nie odzywać.
Help
    • quba Re: nie wiem co robić z życiem 24.03.13, 01:11
      Zmarnujesz sobie z nim zycie. I dziecku. Jeśli będziesz miała wsparcxie w swoich bliskich, nawet się nie zastanawiaj. Uciekaj czym prędzej. Po co Ci taki mąż?
      Mąż ma być nie tylko mężem, ale i przyjacielem, a Twój traktuje Cię jak wroga i sam jest do Ciebie wrogo nastawiony.
      Przepraszam ,że to piszę, ale chłopa do łózka znajdziesz zawsze, a kobiecie potrzebny mąż, przyjaciel, który jest dla niej ostoją, oparciem i dobrym człowiekiem.
      Weź swoje życie w swoje ręce, dlaczego masz bać się odezwać, bo mąż straci humor. A co to on jest? król, mimoza? Potwór. Głupi, niedobry człowiek.
      Zostaw go. Lepiej być samą niż z byle kim.
      Pozdrawiam Cię i życzę dużo siły!
      • moniaaga Re: nie wiem co robić z życiem 24.03.13, 08:37
        Dzień dobry. Zgadzam się z koleżanką,że taki mąz to nie mąż...Przykre,ale prawdziwe. Jesteś młodą osobą na pewno dasz radę ułożyć sobie życie bez pana-męża. Trzymam kciuki.
    • przeciez.wiem Re: nie wiem co robić z życiem 24.03.13, 10:39
      Och, jak łatwo przez internet rzucić "zostaw go".
      Mam nadzieję, że autorka wątku nie posłucha tych głupich rad, zaczeka spokojnie na, jestem pewna, wyważoną i zupełnie inną od powyższych wypowiedź p. ekspert.
      Terapia, nie dla męża, a dla Was obojga. Musisz za wszelką cenę nakłonić na nią swojego faceta. Rzucić go zawsze zdążysz.

      P.S. Matki Twojej lubić nie musi, niech ograniczy z nią kontakt skoro nie przepadają za sobą. W końcu nie są rodziną.
    • miklasz33 Re: nie wiem co robić z życiem 24.03.13, 11:33
      Wg mnie Twój mąż ma depresję, a skoro Ty miewasz negatywne nastroje, to trudno o rozwiązanie problemu. Przydałaby się terapia małżeńska, wspólna praca nad związkiem, nad emocjami, nad tym, jak radzić sobie w sytuacjach stresowych i jak radzić sobie ze złością. Na pewno nie powinnaś słuchać internetowych rad typu "zostaw go". Tylko terapia. Gdybyście oboje się przyłożyli - to spokojnie można z tego wyjść i razem dążyć do szczęśliwego życia, pokonywania wspólnie problemów.
      • verdana Re: nie wiem co robić z życiem 24.03.13, 11:42
        Przede wszystkim mąż jest najwyraźniej pracoholikiem i to jest problem. Po drugie - nie radzę, aby rzucić, ale radzę przestać sie liczyć z jego złym humorem. Spróbuj się zdystansować od tego, czy maż będzie zadowolony , czy nie, rób to, co uwazasz za słuszne. Jesli coś robi nie tak - mów mu to od razu i spokojnie - bez specjalnych rozmów i bez awantury. Na wszelkie chamskie uwagi i zaczepki reaguj natychmiast - powiedz, ze nie życzsz sobie takiego traktowania i nie będziesz tego słuchać. Podejrzewam, że na poczatku bedzie gorzej, bo mąż przyzwyczajony do tego, że obchodzisz sie z nim jak ze smierdzacym jajkiem, bedzie się wściekać stale - i byc moze to mu da do myslenia. Moze wtedy zrozumie, ze terapia jest potrzebna. Jesli nie - to chyba będzie to koniec związku.
        • pade Re: nie wiem co robić z życiem 24.03.13, 12:34
          Podpisuję sie pod Verdaną.
          Autorko, oboje jesteście współuzależnieni. Tak, tak. I nie ma to nic wspólnego z alkoholem.

          Jak będziesz miała nastrój, siłę, przeczytaj książkę Pii Melody Toksyczne związki. Jest w necie.
          Oraz Miłość to wybór. O terapii współuzależnień. R.Hemfelt.

          Ta druga zwłaszcza, uświadomi Ci, ze to co robisz, czyli jak dostosowujesz się do nastrojów męża, "dla dobra Waszego małżeństwa" jest współuzależnieniem. Odkryjesz jaki wpływ na zachowania Twojego męża i Twoje, miały Wasze rodziny pochodzenia. Duzo Ci się rozjaśni, bedzie Ci łatwiej zrozumieć. Ale zrozumieć, nie oznacza akceptować negatywne zachowania.

          Poczytaj, skup się na sobie, zdystansuj się. Powolutku staniesz na nogi. Uwierz.
    • jar-ka Re: nie wiem co robić z życiem 24.03.13, 13:20
      w takich sytuacjach najbardziej zal mi dzieci :( nie wiem, czy wieczne klotnie, krzyki, obrazanie sie, trzepanie dzieckime w zlosci, wzajemne patrzenie na siebie wilkiem i nie czerpanie radosci z bywania ze soba jest dobra szkola zycia dla takiego malenstwa a potem coraz starszego, rozwijajacego sie, dorastajacego dziecka :(
      osobiscie wymoglabym jakies ultimatum: moze faktycznie terapia, moze wspolna praca nad odnoszeniem sie do siebie. osobiscie nie umialabym zyc spokojnie przy kims , przy kim musze uwazac non stop na to co powiem czy jak sie zachowam.
      ja mysle, ze w pewnym momencie czlowiek powinien zaczac myslec egoistycznie, bardziej o sobie i dziecku, jesli zalozona poprawa zachowania, odnoszenia sie do siebie nie jest osiagieta, nigdy pewnie nie bedzie.
    • bez_przekazu Re: nie wiem co robić z życiem 24.03.13, 13:25
      niemamnicanic napisał(a):

      >> Święta nie jestem.

      a szkoda, bo powinnas byc, tyle swietych bab chodzi po swiecie,a on akurat musial na ciebie trafic...
      uwierz mi,a mam staz malzenski 24 lata, im dalej w las tym gorzej bedzie. facet ewidentnie nie odciety z pepowina razem. nie gwarantuje,ze spotkasz innego normalnego,(sama mam syna doroslego i nie wiem,jakim bedzie mezem), ale lepiej dzialac niz nie robic nic.
      jeszcze niedawno "uslyszalabys" ode mnie "widzialy galy,co braly",ale od jakiegos czasu wiem,ze ludzie zmieniaja sie w zaleznosci od okolicznosci, w jakich przyszlo im funkcjonowac.
      maz nie sprawdza sie jako partner w rodzinie. i raczej sie nie sprawdzi, swiadczy o tym zwiazek z matka.
      trzymaj sie cieplo:)
      • zuzi.1 Re: nie wiem co robić z życiem 24.03.13, 13:36
        Zgadzam się z bez przekazu, daj mu przez jakiś czas szansę na poprawę, zaproponuj terapię, jeżeli odmówi jakiejkolwiek współpracy, daj sobie szansę na ułożenie życia z kimś, kto będzie dla Ciebie wsparciem i przyjacielem, a nie wrogiem. Jeśli mamusia jest dla niego priorytetem, a nie żona i dzieci, to raczej niewiele zdziałasz.
        • bez_przekazu Re: nie wiem co robić z życiem 24.03.13, 13:40
          dziekuje,chyba pierwszy raz od niepamietnych czasow ktos popiera moja wypowiedz. to tez o czyms swiadczy- ze dojrzalam:)
          Pozdrawiam

          zuzi.1 napisała:

          > Zgadzam się z bez przekazu, daj mu przez jakiś czas szansę na poprawę, zapropon
          > uj terapię, jeżeli odmówi jakiejkolwiek współpracy, daj sobie szansę na ułożeni
          > e życia z kimś, kto będzie dla Ciebie wsparciem i przyjacielem, a nie wrogiem.
          > Jeśli mamusia jest dla niego priorytetem, a nie żona i dzieci, to raczej niewie
          > le zdziałasz.
          • zuzi.1 Re: nie wiem co robić z życiem 24.03.13, 13:51
            i jeszcze pomyśl o jednym bez przekazu, skoro już tak dziękujesz za poparcie, ze powinnas pracowac nad wewnątrzsterownoscią, skoro takich głasków i akceptacji z zewnątrz dalej potrzebujesz i przynoszą Ci one satysfakcję ;-) Czas się i od tego uniezależnic, to tylko pogłębi twoją dojrzałosc ;-)
            • bez_przekazu Re: nie wiem co robić z życiem 24.03.13, 14:22
              nie mam zamiaru, za malo dostalam w dziecinstwie:)
              zuzi.1 napisała:

              > i jeszcze pomyśl o jednym bez przekazu, skoro już tak dziękujesz za poparcie, z
              > e powinnas pracowac nad wewnątrzsterownoscią, skoro takich głasków i akceptacji
              > z zewnątrz dalej potrzebujesz i przynoszą Ci one satysfakcję ;-) Czas się i od
              > tego uniezależnic, to tylko pogłębi twoją dojrzałosc ;-)
          • inna_nowa_ja Re: nie wiem co robić z życiem 07.06.13, 12:07
            ja też ją popieram, olewaj i rób swoje. Nieodcięta pępowina od mamusi to gwóźdź do trumny. Mój mąż żyje sobie teraz z mamunią, która obskakuje prawie 40 letniego syna, kuriozum.
    • niemamnicanic Re: nie wiem co robić z życiem 24.03.13, 20:27
      Tak, ludzie się zmieniają. Na samym początku było ok. Potem zauważyłam jakie ma wady, ale szybko mu wyjaśniłam, że jeśli tak będzie się zachowywał to nic z tego nie będzie. I było lepiej. Czasem wyskoki. Ciąża- sielanka, spokój, najlepszy czas w życiu. Od urodzenia dziecka- tragedia. Mały kolkowy, mocno wymagający uwagi. Nie rozumie, że na kolki noszenie nie pomaga. Że nosi się by dziecko poczuło się lepiej, ale nie koniecznie przestanie płakać. I on biedny się nanosił, a ten dalej wyje. Ja nie wiem, on chyba sobie nie radzi z emocjami i nie rozumie, że nie może tego przelewać na mnie. Mówiłam tyle razy, aby poszedł do psychologa, pogadać, uświadomić naturę problemu. Wychowywała go matka, ojciec umarł gdy był maleńkim dzieckiem. I kobieta ewidentnie nie potrafiła radzić sobie z życiem i problemami, przesadnie reagująca na bodźce, wiecznie ze łzami w oczach. Wiem- jej życie nie było łatwe, ale żeby przez 30 lat płakać za mężem, posiadając od 10 lat nowego? Płakać bo oczko w rajstopach (TAK, TO PRAWDA). I dziś widzę, że mój mąż tak samo nie radzi sobie jak ona. I nie mam pojęcia jak go zaciągnąć do lekarza. Dlatego proponowałam mu terapię dla par, aby nie musiał iść sam. Ale nie chce się zgodzić.
      Co do dziecka, staram się aby nie przelewał na niego negatywnych emocji, tłumaczę mu, że dziecko to "barometr", że odbiera to podwójnie. I owszem- w tej materii widzę, że się stara. Kiedy wygrywają nerwy, zabieram małego. Nie po to, aby jemu ułatwić, ale żeby dziecko nie musiało tego odczuwać. No i on stara się i stara, ale to odbija się na naszych relacjach, bo gdzieś musi odreagować chyba. No i jego własne przekleństwo: sprzęty, kable, podłączenia, internet. Ciągle coś dłubie, ciągle mu nie wychodzi. Przestawia z miejsca na miejsce. Nie wiem czy to nie natręctwo.... I jak nie wyjdzie to awantura. Wiele razy mówiłam, że nie będę tego dłużej znosić. Ale to się powtarza, bo człowiek nawet nie wie kiedy groźby rozstania, odejścia nie mają żadnej mocy. Bo wypowiedziane raz i niespełnione stają się niczym.
      • foringee Re: nie wiem co robić z życiem 24.03.13, 20:49
        Wiele razy mówiłam, że nie
        > będę tego dłużej znosić. Ale to się powtarza, bo człowiek nawet nie wie kiedy
        > groźby rozstania, odejścia nie mają żadnej mocy. Bo wypowiedziane raz i niespeł
        > nione stają się niczym.


        przestań gadać i grozić a zacznij działać.
        jak nauczyłaś męża, że tylko trujesz mu za uszami, odgrażasz się że coś zrobisz a nie robisz nic, dajesz "ostateczne ostrzeżenia" i nadal nic nie zmieniasz gdy on się nie dostosowuje....
        to na co liczysz? nie szanujesz swoich słów więc i on nie szanuje Ciebie...
        sama sobie strzelasz w kolano.
        a ty trzeba konkretnie i rozważnie działać.


        porozmawiaj z mężem raz, konkretnie, siedząc naprzeciw niego i patrząc w oczy.
        nie odgrażaj się że coś zrobisz, jeśli i tak nie zamierzasz tego zrobić.
        szanuj siebie.
        porozmawiaj z nim, powiedz czego oczekujesz od niego, jakich zmian chcesz, zapytaj co jemu przeszkadza i chciałby zmienić, - i postaw warunek taki jakiego TY jesteś w stanie dotrzymać.
        czyli jeśli mówisz mężowi, że masz dość jego zachowania i oczekujesz że pójdziecie na terapię bo jeśli nie, to z wami koniec - to jeśli mąż odmawia terapii to np grzecznie pakujesz mu walizki stawiasz przy drzwiach i oświadczasz "mężu, taką podjąłeś decyzję więc nie mam wyjścia, żegnaj, poza domem zastanów się czy zależy ci na naszym małżeństwie" .

        Mniej odgrażania się, więcej działania.


        Co do całości trudnych emocji to trzymam kciuki byś odnalazła nadzieję, gdy widzi się że mimo, iż człowiek się ogromnie starał i pracował z sobą by odciąć się od traum z dzieciństwa , a tu cykl koło obraca i jednak powiela się w jakimś stopniu to, co złego rodzice wyrabiali... to przychodzi etap potwornego zniechęcenia :(
        Trzym się, działaj na swojej terapii ile dasz rady. Nie oglądając się na męża.
        • niemamnicanic Re: nie wiem co robić z życiem 24.03.13, 20:59
          Wiem, że strzelam sobie w kolano. Ogólnie jestem bardzo, bardzo ostrożna jeśli chodzi o wypowiadane słowa. Jeśli mówię- to tak robię. Staram się nie mówić tego, co może zranić. Słów powiedzianych w nerwach, czasem mocno przesadzonych unikam jak ognia. Kiedy pierwszy raz powiedziałam, że to koniec byłam na to zdecydowana. Zdecydowana na odejście. Ale właśnie wtedy usiadł i patrząc mi prosto w oczy powiedział, że zdaje sobie sprawę ze swoich problemów, opowiedział o dzieciństwie i matce, która nigdy nie wiedziała co ma zrobić i ciągle potrzebowała pomocy. Doszliśmy do wniosku, że on będzie nad sobą pracować, a ja mu pomogę. Ale jego chyba tak dobija przemęczenie, to, że dziecko to nie maszyna, która pracuje tak jak mu się trybiki ustawi, że nie daje rady. Do tego ja też zapragnęłam, aby jednak jako dorosły człowiek nie patrzył ciągle na mnie, ale miał swoją inicjatywę. Abym mogła wyjść z łazienki i zobaczyć, że uszykował małego do wyjścia- sam bez proszenia. Ale nie. Siedzi przy dvd. I moje zwiększone wymaganie zsumowane z jego zdołowaniem dało mieszankę wybuchową. Wymiękam. Dziś w sumie był dobry dzień, ale podświadomie czekam na wybuch. I czekam na poniedziałek- aż pójdzie do pracy- bo wiem, że nie będzie awantury. To chyba nie jest dobre.
          • foringee Re: nie wiem co robić z życiem 24.03.13, 21:21
            A sama byś nie poszła pogadać z terapeutą?
            Bo zaczynacie nakręcać przemocowy związek...
            Mąż opowiedział o swoim ciężkim dzieciństwie ale czy poszedł na terapię by się zmienić i przepracować? nie...
            Jak się zapętlicie na schemacie litość/użalanie się//frustracja/agresja to nie zauważycie kiedy przyjdzie moment, że sąsiedzi policję wezwą do waszej awantury...

            Nie umiecie ze sobą się porozumieć, zacznij sama od pogadania z psychologiem
    • tully.makker Re: nie wiem co robić z życiem 25.03.13, 09:07
      Z perspektywy osoby zwiazanej z toksycznymi ludsdzmi napisze ci, ze tacy sie nie zmieniaja. Od mojego pierwszego meza druga zona odeszla z 3 malutkich dzieci - ponizej 3 lat. Wolala sie meczyc sama, niz z nim. nawet zaczla chodzic na terapie, czego efektem jest jeszcze wieksza agresja, bo terapeuta kazal mu pilnowac swich granic, buhahaha.

      Moj obecny partner, z ktorym wydawalo ze przepracowalismy kryzys, i ze juz odjedziemy na bialym koniu w zachod slonca, po kilku ltach stal sie takiem samym potworem, jakim byl kiedys, ba, gorszym. Ja sie jego fochami nie przejmuje, ale moja jakosc zycia jest zdecydowanie nizsza.

      Nie napisze ci, zebys sie rozstawala, bo to byloby nie fair. kazdemu nalezy sie wykorzystanie wszystkich szans, zwlaszcza gdy sa dzieci.. Sprobujcie terapii. Ty sprobuj terapii. Moze akurat nu was zdarzy sie cud?
      A w miedzyczasie przeczytaj Patricie Evans: Verbally Abusive Relationship i kolejne czesci: www.verbalabuse.com/page2/page2.html Zobacz, czy odnajsziesz wasz zwiazek w tym opisie. Sprobuj takze Susan Forward: Men who hate women and women who love them.
      To nie rozwiaze twoich problemow, ale moze pozwoli ci zmobilizowac sie do dzialania? Szkoda zycia, twojego i twojego dziecka.
    • nowy99 Re: nie wiem co robić z życiem 25.03.13, 10:13
      Jak dla mnie powinnas zrobic rachunek sumienia czyli zastanowic sie, czy to nie ty aby przypadkiem nadalas taki styl i ton komunikacji w waszym zwiazku. Chodzi o to, zebys przemyslala, czy on od poczatku byl taki no, agresywny, czy może ty tak sie komunikowalas: zlosliwie, opryskliwie, dożarcie, z wyrzutami ( nie wnikam czy mialas do tego podstawy czy nie) itp.
      Moze on stal sie nerwowy, bo taki styl komunikacji zagoscil miedzy wami. Wiesz, zla energia wypuszczona wraca, krąży w obiegu zamkniętym.
      Dlaczego sugeruje to przemyslec. Bo w zasadzie faceci w zwiazkach przyjmuja postawy wycofane, nie rozkminiajace, najwazniejszy tzw.święty spokoj. I to my kobiety jestesmy bardziej agresywne werbalnie, zlosliwe, uszczypliwe, tzw.dopieprzające sie.
      Jestescie tez w momencie, gdzie kobieta przyjmuje nowa role: z kochanki zmienia sie w matke i czesto odrzuca (bo tak dzialaja hormony poporodowe i laktacyjne, dlugo potem jeszcze utzrymujace sie w organizmie) partnera. A on ma swoje potrzeby, bez ktorych dalej nie pojedzie...
      Warto zadbac o dobry klimat i na spokojnie rozmawiac. Oni nie znoszą krzykow i pretensji. Mowia, ze natychmiast sie odkochują...
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: nie wiem co robić z życiem 27.03.13, 09:23
      Jeśli przeszłość wyglądała inaczej, to znaczy, że oboje zareagowaliście na zmianę w w
      Waszym związku. Małżeństwo, pojawienie się dziecka, zwiększenie intensywności pracy. Być może każde z Was zareagowało jakąś bardziej regresywną częścią swojej osobowości.
      Pani zbyt bardzo zaczęła uzależniać swoje nastroje od zachowań męża. One zaczynają Panią oceniać. Z Pani wpisów wynika, że ma Pani też racjonalną część, w której widzi Pani, że jego zachowania są wynikiem jego kłopotów i swoistych reakcji na stres, niepowodzenia, brak kontroli sytuacji.
      Oboje wtedy macie tendencję do okopywania się na swoich pozycjach, w której każde jest na swój sposób skrzywdzone. A winę za to widzi w partnerze lub jego matce. Zaczynacie być dla siebie wrogami a nie przyjaciółmi. Z pozycji wroga partner jest zniekształcony.
      Mając tendencję do generalizowania już całe Pani życie straciło wartość i urok. Na moment, niech Pani eksperymentalnie odpuści mężowi, nie skupia uwagi na nim i jego zachowaniach, tylko na sobie. Nie uzależniać swojego nastroju od jego nastroju. Dobrze o tym napisała "verdana".
      W pewnym sensie odsunie się Pani od niego i może takie spojrzenie z dystansu pomoże zobaczyć co można zmienić. W sobie, w swoich reakcjach. Może to pomoże mężowi wyjść z jego pułapki.
      Nie ma łatwego charakteru, sądząc z opisu. Jest zmienny. Ale też wie Pani, że był czas, gdy umiał inaczej reagować. To znaczy, że jest potencjał. Nie wiem czy a rada dla Pani będzie skuteczna. Ale tak jak napisałam, warto eksperymentować. Może się Pani czegoś o sobie dowie. Jeszcze istnieje terapia. Dla Pani radzę grupową. To też świętne doświadczenie. Agnieszka Iwaszkiewicz


    • tully.makker Re: nie wiem co robić z życiem 27.03.13, 12:36
      Nie daj soebie wciskan, ze przemoc werbalna - owe krzyki i nerwy, o ktorych piszesz, sa twoja wina. Albo ze masz zle nastawienie, i gdy je zmienisz i przestaniesz walking on eggshells - czesto tak wlasnie ofiary przemocy opisuja swoje doswiadczenie przebywania z partnerem - to wszystko bedzie super.

      Nie bedzie.

      Ludzie ktorzy obarczaja ofiare odpowiedzialnoscia za przemoc, ktorej doznaje, sa wyjatkowymi swiniami. Ale niestety tam mamy w naszej naturze, ze lubimy kopac lezacego. Tak, mozesz szukac dla siebbie terapi, ale nie po to, by uczyc sie zyc z przemocowymi zachowaniami meza, tylko by miec sile, by im powiedziec NIE, zarzadac leczenia a w przypadku braku powodzenia ulozyc sobie zycie bez niego. Bo masz jedno zycia i szkoda je zmarnowac. Sobie i dziecku, ktore choc tak male, juz sie na tutusiu poznalo.
      • sebalda Re: nie wiem co robić z życiem 28.03.13, 11:23
        Dla mnie to wszystko niefajnie wygląda, jest bardzo wiele typowych cech przemocowych:
        >>Ja do niego mówię, on nie słucha, potem się wypiera, że mu nic nie mówiłam i to przez to, że burczę pod nosem
        >>Nic nie potrafi zrobić spokojnie, wszystko z krzykiem, nerwami
        >> Coś mu nie wychodzi więc cały dzień do d..y on już na nic nie ma ochoty
        I klasyka gatunku:
        >>Często wie, że jest czemuś winny, a tak obraca kota ogonem, że to ja jestem winna.

        I postawa współuzależnienia w kręgu przemocy:
        >>Doszło do tego, że ja się boję robić cokolwiek, żeby on nie stracił humoru.

        Jeśli autorka pisze, że mąż ma dobre okresy, to niestety nie znaczy, że ma "potencjał", tylko jest humorzasty i stosuje też etap "miodowego miesiąca", na wypadek, by ofiara się nie wyrwała. By jej pokazać, jaki on jest dobry, tylko ona tego nie docenia. Nie docenia, bo się przeciwstawia jego humorom, on widzi tylko to, co robi w dobrym okresie, zapomina, że krzywdzi i lepsze zachowania nie są w stanie zrekompensować tych krzywd, bo często krzywdy bolą bardziej właśnie po tym dobrym okresie, gdy już była nadzieja na poprawę.
        Jest tylko jeden jaśniejszy punkt, który bym próbowała wykorzystać: przemocowiec bardzo rzadko przyznaje, że ma problem mentalny. Winna jest zawsze druga strona, prowokująca. Ten facet w przypływie szczerości przyznał, że pokutują u niego nieprzerobione problemy z dzieciństwa. Trzeba postawić twarde ultimatum terapii. Nic innego nie pomoże, tak uważam.
    • premeda Re: nie wiem co robić z życiem 07.06.13, 13:58
      Ale zaraz, zaraz on mu lubić twoją matkę, a ty masz prawo jego nie? Masz jakiś konkretny zarzut wobec tej nieszczęsnej teściowej oprócz tego, że nie sypnęła pieniędzmi? I dlaczego po stronie swoich negatywów widzisz głównie stosunek do teściowej? Usiądź, przemyśl wszystko na spokojnie. Nie dasz rady na raz poprawić wszystkiego, trzeba zacząć małymi kroczkami. Może jak mówisz do męża to mu zabieraj telefon albo poproś aby się skupił na tym co mówisz. Co do urlopów to poproś aby telefon włączał co jakiś czas, skoro to jest tak niezbędne. Np. rano i wieczorem w celu oddzwonienia itd. Nie wiem w jakim stopniu mąż jest współpracujący czy mało, czy wcale i z czego ta jego nerwowośc wynikla? A w takim przypadku trudno radzić.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja