problem nietypowy

24.03.13, 21:23
Witam Was serdecznie,

Prosze o rade Was i Pania ekspert w ninejszej sprawie: niedawno uswiadomilam sobie, ze zanadto przejmuje sie opinia innych ludzi. Moze brzmi to glupio, ale to naprawde bardzo mi przeszkadza, a wrecz czasami unieszczesliwia.

Patrzac wstecz, a mam juz trzydziestke, widze, ze niejednokrotnie podejmowalam decyzje kierujac sie bardziej zdaniem innych ludzi, anizeli swoja intuicja czy wola. Czulam sie przy tym zmanipulowana, wiedzialam ze robie cos wbrew sobie, ale jednoczesnie odczuwalam jeszcze silniejszy lek przed tym jak ocenia mnie inni jesli sie zbuntuje i postawie na swoim. Dodam tylko, ze decyzje, ktore podjelam kierujac sie tylko i wylacznie swoim wewnetrznym glosem, okazywaly sie najczesciej sluszne.

Nie wiem skad wynika moj strach. Boje sie krytyki, wysmiania, wystawienia moich emocji na swiecznik, oceny innych. Nie potrafie miec do tego dystansu, rani mnie to - chociaz wiem, ze kazdy ma prawo do swojego zdania i ze nie powinnam sie tym przejmowac.

Denerwuje mnie to, ze nie potrafie byc dla siebie dobra, ze bardziej szanuje zdanie innych na moj temat, niz swoje wlasne.
Uswiadomilam sobie, ze to mnie w jakis sposob niszczy. Bo dla swietego spokoju czesto rezygnuje z wyrazenia wlasnego zdania czy podjecia decyzji. Boje sie konfrontacji, oskarzen, podlosci ze strony innych. Wiem, ze nie jestem jedyna i czesto zastanawiam sie jak radza sobie ludzie publiczni, ktorzy czytaja komentarze na forum na swoj temat ( najczesciej negatywne rzecz jasna). Nie dziwie sie, ze czesto im odpala i koncza na narkotykach albo w psychiatrykach.
Chce poradzic sobie z tym problemem sama. Moze znacie jakas literature albo mialyscie podobne doswiadczenie jak to zwalczyc.



    • esteraj Re: problem nietypowy 25.03.13, 11:24
      Miałam podobny problem.
      W dzieciństwie moja mama bardzo zwracała uwagę na to, co ludzie powiedzą i uczulała mnie bardzo na tym punkcie. Czułam się strasznie zniewolona i zazdrościłam osobom, które robiły to co chciały.
      Nie raz widziałam, jak inni się z kogoś wyśmiewają. Pomyślałam, że jest to bardzo niefajne dla tej osoby, a potem zastanowiłam się jakie to ma dla innych i dla mnie znaczenie... Co z tego, że ktoś popełnił głupotę? Z tego jednego powodu nie stracił dla mnie na wartości.

      Poobserwowałam też ludzi, którzy znaleźli się w położeniu wyśmiewanych. Zwykle "zwycięsko" z takiej sytuacji wychodziły osoby, które potrafiły się śmiać z samych siebie. Nie ukrywały i nie tuszowały swoich niedoskonałości.

      Poza tym, często traktujemy innych jak autorytet lub jak ludzi mądrzejszych od nas. Jednak gdy przyjrzymy się im dogłębniej, okazuje się, że być może mają więcej wad i słabości niż my sami.
      Dobrze jest wyobrazić sobie takie osoby jako małe lub nastoletnie dzieci, jacy oni wtedy byli... Nikt nie rodzi się od razu ideałem i wszechwiedzącym. Można też wyobrazić sobie ich w normalnych, codziennych czynnościach. Obraz autorytetu wówczas nieco się kurczy i dostrzegamy w kimś takim zwykłego człowieka.
    • tully.makker Re: problem nietypowy 25.03.13, 11:27
      ja mialam troche podbny porblem, z niesmialoscia, co tez wiaze sie z obawa o bycia oceniana. Mi wlasciwie przeszlo, jak zostalam matka, zaczelam miec poczucie, ze teraz musze byc silna, bo mam kogos pod opieka i nie moge juz przejmowac sie innymi, bo musze robic to, co najlepsze dla mojego dziecka....
      • idoli Re: problem nietypowy 25.03.13, 13:25
        Wydaje mi się, że masz też problem z asertywnością. Zastanów się co co jest gorsze: fatalne skutki decyzji podjętej ze względu na innych czy krytyka? Myślę, że to pierwsze wyrządza Ci więcej szkód bo działasz wbrew sobie.
        Ludzie są tacy, że lubią krytykować i mówić "bo ja na twoim miejscu.." i często też jest tak, że co byś nie zrobiła, to krytyka i tak będzie.
        Szkoda czasu na robienie tego co mówią inni, żyj swoim życiem a nie pozwalaj na to, by ktoś Tobą kierował i manipulował.
        PS. jeśli krytykują Cię najbliższe osoby (typu rodzice, przyjaciele), to znaczy, że to z nimi jest coś nie tak. Powinni Cię akceptować, ale Ciebie jako Ciebie, a nie osobę, która zachowuje się wedle ich życzenia. Jeśli nie masz akceptacji rodziców to jest to ciężkie, ale da się z tym żyć. Po swojemu.
    • nowy99 Re: problem nietypowy 25.03.13, 14:24
      No tak, to bardzo silna trucizna, podawana nam za dziecka, tez zostalam poddtruta;)
      Wiąże się to albo z krytycznym, zbyt krytycznym ocenianiem innych, tego co robią - czyli niedawanie ludziom mozliwosci poelnienia bledu. Wyjscie: uswiadomienie sobie, ze kazdy moze sie pomylic i ma prawo do błędu, ze czlowiek jest istotą omylną, ze nie myli się ten, kto nic nie robi. A najlepiej totalnie zaprzestac jakiejkolwiek oceny innych: mowic o sytuacji, ale nie puentowac oceną jaki kto jest. Jest to o tyle fajne, ze zaczyna sie ludzi lubić. Autentycznie.

      Trucizna ta powoduje tez strach przy podejmowaniu strategicznych decyzji typu: czy sie rozwiesc, czy przeprowadzic sie gdzies za pracą, czy podjąć daną pracę, czy wziąć ten kredyt na mieszkanie... Przynajmniej ja tak mam. Mimo, ze na co dzien podejmuje, jak kazdy, wiele decyzji, chyba dobrych... Nnno wlasnie, zawsze nie jestem tego pewna. Zasługa mamuśki. A to, ze lubię muzykę rockową (a nawet metalową, ale tego jej oszczędziłam) to ostatnio uslyszalam od mamuśki, ze mowię jej na pewno na zlosc, no bo jak to mozna lubic. No i jeszcze te moje czarnogranatowe zaslony w stolowym! I czarne paskudne auto...no bo przeca srebrny metalik jest taki elegancki, no i w domu meble ponadczasowe dębowe, brąz...
      ...mam dosc swojej mamuśki, co robić?

      Wiem: mam córkę, będę się broniła ręcyma i nogoma, co by jej stylu czy chociażby męża nie narzucać, co dnia powtarzam sobie jak mantrę;)
    • rajska_wyspa Re: problem nietypowy 25.03.13, 15:03
      Czytajac wasze odpowiedzi, uswiadomilam sobie kilka rzeczy. Przypomnialo mi sie, ze rzeczywiscie w dziecinstwie i pozniej jako nastolatka bylam `zasiewana strachem`. To znaczy jak mowilam o jakiejs decyzji np. ze chce isc na takie a takie studia, to slyszalam: nie poradzisz sobie tam, lepiej zrob to i to, bo nie mam zamiaru placic za nieskonczone studia. Jak mowilam, ze chce pracowac tam i tam, slyszalam; nie nadajesz sie na to stanowisko, zjedza cie zywcem. Chcialam jechac na wycieczke sama; nie, bo jestem zbyt naiwna i na pewno ktos mnie wykorzysta i okradnie.itd. Strach, strach, strach okraszony wyrazeniem `zobaczysz ze tak sie skonczy`.
      Teraz jak slysze takie lub podobne komunikaty od obcych lub bliskich, to budzi sie we mnie nieopisana agresja. Racjonalnie wiem, ze podyktowane sa strachem tego kto je wypowiada. Ale emocjonalnie nie moge strawic tego, ze inni w sposob czesto bezpardonowy staraja sie wzbudzac lek w innych. Jest to dla mnie rownoznaczne z podawaniem trucizny i powinno byc karalne. Zasiewanie strachu to zwykle chamstwo, ktore wyrzadza sie drugiemu czlowiekowi. A sprawy nie ulatwia fakt, ze odbywa sie to pod zaslonka pozornej troski.
      • pade Re: problem nietypowy 25.03.13, 18:24
        > Teraz jak slysze takie lub podobne komunikaty od obcych lub bliskich, to budzi
        > sie we mnie nieopisana agresja. Racjonalnie wiem, ze podyktowane sa strachem te
        > go kto je wypowiada. Ale emocjonalnie nie moge strawic tego, ze inni w sposob c
        > zesto bezpardonowy staraja sie wzbudzac lek w innych. Jest to dla mnie rownozna
        > czne z podawaniem trucizny i powinno byc karalne. Zasiewanie strachu to zwykle
        > chamstwo, ktore wyrzadza sie drugiemu czlowiekowi. A sprawy nie ulatwia fakt, z
        > e odbywa sie to pod zaslonka pozornej troski.

        Hmm, a dlaczego opinie innych wzbudzają w Tobie tak silne emocje? Zastanawiałaś się nad tym? Przerzucasz odpowiedzialność za wlasne uczucia na innych. To tak, jakbys chciała powiedzieć: mówcie mi tylko miłe rzeczy, bo wtedy będę się lepiej czuła.
        Fakt, slowa mogą sprawić ból. Ale należałoby się, po odczuciu takiego bólu, zastanowić, dlaczego go poczułam? Co dokładnie sprawiło mi przykrość? W Twoim przypadku, dlaczego poczułam strach?
        Nie jestes już dzieckiem. Owszem, Twoi rodzice zasiali w Tobie mnóstwo strachu. I ten strach, lęk, kielkuje i rośnie nadal. Ale czy to nie jest tak, że to Ty, jako dorosła osoba, jestes odpowiedzialna za to co czujesz? Wiesz skąd się biorą emocje? Umiesz je odróżnic? Wiesz o czym Cię informują?
        Na Twoim miejscu zajrzałabym w głąb siebie i zastanowiła się, dlaczego jestem tak zewnątrzsterowną osobą. Dlaczego nie mam wiary we własne siły. Dlaczego nie pracuję nad własnym poczuciem wartości. To jest Twoje zadanie i Twoja odpowiedzialność.
        Można, oczywiście, obarczyć winą rodziców i zyć dalej, bez zgłebiania i pracy nad sobą, z poczuciem, że zycie jest do bani, albo ja jestem do bani.
        Mozna też zacząć się rozwijać, dojrzewać. Czego Ci serdecznie zyczę:)
        pozdrawiam
        • rajska_wyspa Re: problem nietypowy 25.03.13, 20:19
          Masz calkowita racje, ale nie potrafie jeszcze nad tym zapanowac. Ciagle sie ucze
          • pade Re: problem nietypowy 25.03.13, 22:30
            Bo Ty nie masz panować nad emocjami, tłumic je, kontrolować. Powinnas je czuć i wiedzieć o czym Ci mówią. Świadomość pochodzi z wiedzy i zrozumienia. Może coś poczytaj?
            • rajska_wyspa Re: problem nietypowy 25.03.13, 23:03
              Jesli masz cos na oku z literatury tematu, to napisz.
              Widzisz, czytam duzo i duzo rozmyslam na ten temat. Wlasciwie walkuje go niezmiennie od dluzszego czasu i rozkminiam od strony teoretycznej. Ale jak przychodzi do praktyki, to te wszystkie moje nauki i medytacje ida w kat i mam ochote pieprznac kubkiem w sciane i zrobic jak Bogus Linda w tej scenie z Psow, kiedy kazal wszystkim `wypier....`.

              Tutaj napomkne tylko, ze wielokrotnie zrywalam kontakty z kilkuletnimi znajomymi, odcinalam ich calkowicie. Zawsze mialam wrazenie, ze po pewnym miodowym miesiacu znajomosci, te osoby chca wejsc mi na glowe i kierowac moim zyciem. Czulam sie zaszczuwana ich ciagla obecnoscia w moim zyciu.

              W pewnym momencie zdalam sobie jednak sprawe z tego, ze kazdy czlowiek potrzebuje bliskosci, przyjazni, kontaktu z drugim czlowiekiem i nie tedy droga. Nie moge spedzic calego zycia na rozbijaniu kubkow. No ale jak zaczynam sie teraz temu wszystkiemu przygladac z bliska, temu calemu chaosowi w reakcjach i emocjach to czasem rece opadaja... taka bezradnosc.
              • pade Re: problem nietypowy 26.03.13, 10:03
                To prawda, samo czytanie i rozmyślanie nic nie daje, chociaż jest bardzo potrzebne, bo najważniejsza jest praktyka.
                A praktyka to nic innego jak nauczenie się pewnych kwestii na pamięć, a potem uzywanie ich w różnych, często stresujących sytuacjach. Z tego co piszesz, wynika, że nie postawiłaś swoim znajomym granic, i, że czują się upowaznieni do ingerowania w Twoje życie. Zastanawiałaś się nad swoją postawą? Nie przybierasz czasem pozy "bezbronnej małej dziewczynki" albo "pierwszej naiwnej", która wielkimi ze zdziwienia oczami patrzy na rozmówcę i chłonie każde słowo z jego ust? (bo sama nie wpadłaby na to:))
                Przypuszczam, że brakuje Ci po prostu równowagi. W emocjach, poczuciu własnej wartości, w wierze we własne siły. Chwiejesz się. Intelektualnie rozumiesz i wiesz jak powinnaś się zachować i co powinnaś zrobić, ale coś Cię przed tym powstrzymuje. Co to jest? Lęk przed odrzuceniem, gdy "postawisz na swoim"?
                Polecam Ci "Dojrzeć do szczęścia. Rozwijanie osobowości. Unikanie pułapek. Porozumienie bez przemocy" Thomas Ansemborough oraz świetną książkę o asertywności "Asertywność, siegaj po to, czego chcesz nie raniąc innych" Alberti, Emmons. Najlepsza jaką do tej pory czytałam na ten temat.
                Jesli chodzi o emocje i reakcje...nie rozkminiaj juz tego, dlaczego zachowywałaś się tak, a nie inaczej. Oddziel to co było grubą kreską i skup się na tym, co tu i teraz. Za każdym razem gdy poczujesz lęk, złość, gniew, irytację zatrzymaj się i zastanów się o czym mówi Ci ta emocja. Czego się boisz? jaka Twoja granica została naruszona? Pozwól sobie czuć. Refleksja sama przyjdzie, bez przywoływania. Bardzo ważne jest nastawienie i przystąpienie do działania. Samo rozumienie nie wystarczy:)
                • rajska_wyspa Re: problem nietypowy 26.03.13, 14:34
                  Twoje wpisy uswiadomily mi wiele ciekawych kwestii.

                  Niestety masz racje co do `malej, bezbronnej dziewczynki, ktora wydaje sie chlonac kazde slowo`. Mimo iz radze sobie w zyciu sama, bez niczyjego wsparcia i dobrze wiem co sie wokol mnie dzieje, to czesto przybieram taka poze dla ludzi. Dlaczego? Bo cos mi mowi, ze malego dziecka nikt nie bedzie chcial ranic, ani niszczyc. Co najwyzej bedzie im obojetne, a co niektorzy beda mu zyczyc dobrze badz pomagac. ( Nota bene wiem juz dlaczego trafiam na swej drodze na `przyjaciolki` okolo 40stki z niespelnionym chyba instynktem macierzynskim, ktore na chama chca sie mna zajac).

                  A pomysl teraz co moze spotkac dorosla pewna siebie, samotna kobiete? Szczegolnie jesli daje sobie prawo do bycia tym kim chce i robienia tego co chce. I nie jest na tyle zamozna, aby z dnia na dzien wyprowadzic sie z miejsca, w ktorym mieszka badz zmienic prace. Czuje to i wiem z doswiadczenia, ze taka kobieta ma przesrane. I pal licho opinie innych, ale jesli od tej opinii innych posrednio/bezposrednio zalezy praca, pieniadze i mieszkanie to juz inna bajka.
                  • pade Re: problem nietypowy 26.03.13, 15:29
                    > Dlaczego? Bo cos mi mowi, ze malego dziecka nikt nie bedzie chcial ranic, ani n
                    > iszczyc.

                    Czyli przybierasz pozę. Daje Ci ona jakieś profity, a jednoczesnie uwiera, bo nie możesz stanowić sama o sobie. Bo gdybyś mogła wyrazić własne zdanie, zostałabyś odrzucona.

                    > A pomysl teraz co moze spotkac dorosla pewna siebie, samotna kobiete? Szczegoln
                    > ie jesli daje sobie prawo do bycia tym kim chce i robienia tego co chce. I nie
                    > jest na tyle zamozna, aby z dnia na dzien wyprowadzic sie z miejsca, w ktorym m
                    > ieszka badz zmienic prace. Czuje to i wiem z doswiadczenia, ze taka kobieta ma
                    > przesrane. I pal licho opinie innych, ale jesli od tej opinii innych posrednio/
                    > bezposrednio zalezy praca, pieniadze i mieszkanie to juz inna bajka.

                    To są same sprzecności. Jedno zdanie zaprzecza drugiemu. Radzisz sobie sama czy nie? Jesteś zależna czy niezależna?
                    Co takiego może spotkać dorosłą, samotną kobietę? Zły los? Pech? Jeśli jestes pewna siebie, ale nie butna, agresywna, tylko świadoma własnej wartości, jesteś w stanie rozpoznać, która znajomość jest dla Ciebie toksyczna i po prostu ją zrywasz. Podtrzymujesz te, które nie przekraczają twoich granic (a te jak widzę masz jeszcze nie wyznaczone).
                    Ty nie spotykasz na swojej drodze ludzi, którzy rekompensują sobie swoje deficyty znajomością z Tobą, tylko Twoja "podświadomość" w ten sposób dobiera Ci przyjaciół. Ty też sobie coś rekompensujesz takimi znajomościami. Jesteś "zaopiekowana". To jest wzajemna wymiana, którą sobie powoli uświadamiasz, i która zaczęła Ci doskwierać.
                    Stawianie sprawy: albo wyrażam siebie albo nie będę miała mieszkania, pracy i pieniędzy jest co najmniej nieadekwatne. Bo może nie będziesz miała tej pracy, tego mieszkania, tych znajomych, ale będą inni. Szanujący siebie i Ciebie jednocześnie. Tacy, od których nie będziesz czuła się zależna.
                    Czy tak będzie? Nie wiem. Jedno jest pewne, mimo, że brzmi jak truizm: wszystko zależy od Ciebie.
                    To Ty wybierasz, czy żyjesz w zgodzie ze sobą, czy masz takich a nie innych znajomych, taką a nie inną pracę. To twoja decyzja. Twoje życie. Zawsze masz wybór. Zawsze.
                    • rajska_wyspa Re: problem nietypowy 26.03.13, 16:58
                      > To są same sprzecności. Jedno zdanie zaprzecza drugiemu. Radzisz sobie sama czy
                      > nie? Jesteś zależna czy niezależna?
                      > Co takiego może spotkać dorosłą, samotną kobietę? Zły los? Pech?

                      Tak, radze sobie sama. Ale moja dzisiejsza niezaleznosc okupiona jest dlugoletnia ulegloscia i zaciskaniem zebow. Oczywiscie moglam sie buntowac i wyznaczac swoje granice- kilkakrotnie to zrobilam, ale zostawalam wtedy zupelnie sama... i nie mowie tu tylko o braku przyjaciol czy wsparcia emocjonalnego. Mowie o ladowaniu na ulicy, bez srodkow na zycie, bo ja nie mam gdzie wracac.

                      Podam kilka przykladow na to co moze spotkac dorosla, samotna kobiete;
                      1) dostajesz sezonowa prace za granica. przyjezdzasz na miejsce i dostrzegasz ze jestes zupelnie nowa, od kilku lat pracuje tu ta sama ekipa ludzi. nie jestes typem imprezowiczki, nie masz ochoty na integrowanie sie i swoja znajomosc z personelem ograniczasz do `czesc, czesc`. w pewnym jednak momencie, przychodzi do ciebie osoba z tej ekipy i mowi Ci: `sluchaj, w naszej grupie panuja takie i takie reguly np. nie mozesz rozmawiac z tym czlowiekiem bo my go nie lubimy, albo musisz robic to i to`. pytasz sie wiec spokojnie czy to reguly wyznaczone przez szefa. okazuje sie ze nie, to reguly wyznaczone przez widzimisie grupy ludzi na tym samym stanowisku co ja. nie dostosowujesz sie do ich wydumanych zasad i zaczynasz to szybko odczuwac na wlasnej skorze; wyzywanie, utrudnianie pracy, blokowanie lazienki rano , brudzenie rzeczy na Twojej zmianie.itd. idiesz do szefa, powiedziec ze to mobing ze strony grupy. szef mowi, ze wie ale nie zmieni nikogo, bo gdzie on w srodku sezonu znajdzie teraz personel. i masz wybor: mozesz zacisnac zeby i dac sie ponizac, albo wrocic z kasa, ktora nie pozwoli na przezycie 2 miesiecy.

                      2) zakladamy jednak, ze przydarza sie cud i w ciagu tygodnia znajdujesz inna prace. do tego nowy szef jest tak mily, ze pomaga w formalnosciach i wczesniejszej wyplacie wyprowadzic sie z miejsca gdzie mobinguja. przenosisz sie do wlasnego studia, ale spokoj nie trwa dlugo bo po niecalym miesiacu, nowy szef zaczyna sie do Ciebie lasic. kiedy odrzucasz jego awanse, zaczyna napominac, ze nie wie do kiedy bedziesz mogla zatrzymac sie w nowo wynajetym mieszkaniu. wlasciciel , ktory jest jego znajomym chce jednak wynajac komus na caly rok, a nie na kilka miesiecy. masz wybor; sypiac z nowym szefem, albo szybko szukac czegos nowego - nie masz jednak pieniedzy na wynajecie nowego mieszkania ani za duzo czasu.

                      3) nie poddajesz sie jednak i szukasz dalej, zeby uwolnic sie od tej toksyny. idziesz do miejsca, w ktorym wiesz, ze szef jest kobieta: opowiadasz jej cala sytuacje i blagasz o prace i jakis kat do spania. ta kobieta Cie zatrudnia w swojej firmie, daje prace i kat. wie jednak, ze jestes zdana tylko na nia, wiec zaczyna to wykorzystywac; placi ci mniej niz innym pracownikom, zostajesz po godzinach, a po pewnym czasie jestes na jej kazde zawolanie, nawet w niedziele jak trzeba jechac po lizaka do sklepu dla jej syna. nic to, zaciskasz zeby, bo przynajmniej masz jakis swoj grosz i troche spokoju. po pewnym czasie jestes jednak przemeczona i nie dajesz rady fizycznie, co jej sie nie podoba bo przeciez masz byc do jej dyspozycji caly czas. mija jednak troche czasu i odkladasz troche grosza. w miejscu gdzie pracujesz nawiazujesz przyjacielskie relacje z mezczyzna, ktory widzi, ze jestes wykorzystywana i proponuje ci pomoc - prace za lepsze pieniadze i u zaufanej osoby.

                      4) zmieniasz prace; szefem jest 80letni dziadek, ktory juz sie nie przystawia. praca jest ok i masz juz troche grosza, zeby wyprowadzic sie od kobiety. jednak mezczyzna, ktory zalatwic Ci prace zaczyna przyjezdzac do Ciebie na kawe, dzwonic codziennie, a po czasie deklaruje ze sie w Tobie zakochal i chce z Toba byc. wokol rozsiewa sygnaly, ze jest Twoim `dobrym wujkiem` zeby wszyscy wiedzieli, ze nie moga sie do ciebie zblizac bo on jest najwazniejszy. A ty go nie chcesz, ale jesli go odrzucisz to mozesz sie liczyc z utrata nowej pracy....

                      po tym wszystkim nie masz nikogo, bo juz nie pozwalasz sobie na zadne przyjaznie, ani na zaufanie innym. na kazdego patrzysz podejrzanie i zostajesz sama ze swoim lekiem, panicznym strachem ze znowu sie od kogos uzalenisz tak czy inaczej
                      • pade Re: problem nietypowy 26.03.13, 18:48
                        Rozumiem.
                        Na pewno było Ci bardzo ciężko.
                        Jak siebie postrzegasz w kontekście tamtych sytuacji? Wyszłaś z nich zwycięzko? Poniosłaś porażkę?
                        To, co pisałaś wcześniej sugerowało, że problemy są z tych lżejszych, typu namolny znajomy z pracy, wścibska koleżanka z sąsiedztwa. Z tego, co napisałas teraz wynika, że problemy są cięższego kalibru. W jakiej teraz jesteś sytuacji? Potrzebuję więcej szczegółów, by móc konkretniej doradzić. Mieszkasz poza Polską? Masz wykształcenie? Masz rodziców?
                        • rajska_wyspa Re: problem nietypowy 26.03.13, 20:32
                          Wiesz, dziekuje Ci, ze mnie potraktowalas powaznie i wysluchalas. Sprowokowalas mnie do napisania czegos, co mnie oczyscilo.
                          To, co napisalam wyzej to dla mnie jak katharsis. Widze, ze poradzilam sobie sama z bagnem i ze teraz jest juz o wiele lepiej.
                          Te doswiadczenia jednak rzutuja bardzo na moje kontakty z ludzmi, kontakty w pracy. Czesto boje sie panicznie, ze to moze wrocic i dlatego jestem mila bardziej niz powinnam i przymykam oko na nie do konca sprawiedliwe zachowania wobec mnie. Pozniej oczwiscie mam do siebie pretensje, ze dalam komus wejsc sobie na glowe, ze ktos ciagle czegos ode mnie chce itd. Ze jakbym byla bardziej oschla i zasadnicza , to by sie tak nie przylepiali i bardziej szanowali moje potrzeby. I wytwarza sie takie bledne kolo; postawic na swoim czy przymknac oko i miec swiety spokoj.

                          Ale mysle, ze to co napisalas o rozchwianiu wewnetrznym i niepewnosci ma kluczowe znaczenie w rozwiazaniu tego blednego kola. Musze po prostu wytworzyc w sobie spokoj, przestrzen, ktorej nikt nie naruszy i zamknac ten rozdzial. Bardzo dziekuje. Bardzo mi pomoglas.
                          • pade Re: problem nietypowy 26.03.13, 21:07
                            Cieszę się ogromnie:)

                            Przed chwilą myłam głowę, i pod prysznicem przyszło mi do głowy...poczucie bezpieczeństwa, tak, myslałam o Tobie:) Brakuje Ci go, prawda? Czasami oczekujemy, że ta potrzeba bedzie zaspokojona przez innych, ale tak się nie staje i jej brak staje się jeszcze bardziej dokuczliwy. Brakuje nam wsparcia, zrozumienia, wysłuchania. Niezaspokojona potrzeba narasta, to rodzi złość, gniew. Podłożem najczęściej jest lęk. Lęk o to, że albo zostaniemy sami, albo bedziemy odrzuceni. Że nie jesteśmy ważni, że nasz wybór był zły.
                            Najlepiej zaspokoimy swoje potrzeby my sami. Tylko najpierw musimy je sobie uświadomić i rozpoznać. Pomyśl o tym, może Twój lęk wynika z braku poczucia bezpieczeństwa, z braku stabilizacji, pewności.
                            I jeszcze jedno: emocje wynikają z nastawienia. Tak więc od nas zależy, w duzym stopniu, co będziemy czuć.
                            Masz za sobą przykre doświadczenia, szkoda, że musialaś je przezyć, przykro mi, ze cierpiałaś. Ale może, gdybyś nie doświadczyła tego, co doświadczyłaś, nie byłabyś teraz taką osobą jaką jesteś? Silną, mądrą, coraz bardziej świadomą siebie, dojrzalszą?

                            życzę Ci powodzenia, na pewno czeka Cię wiele radosnych chwil w życiu:)
                          • diodeo1 Re: problem nietypowy 26.03.13, 21:57
                            Nie stawiając ludziom granic sama sobie szkodzisz. Mówisz, że robisz to ze strachu przed złymi doświadczeniami z ludźmi, ale zauważ też, ze i wcześniej chyba był ten sam problem (tylko czym innym tłumaczyłaś?) - kobieta ci pomaga więc robisz wszystko co ona każe zamiast na początku ustalić warunki, owszem okazać wdzięcznośc ale nie stawiać się w roli czyjejś niewolnicy. -facet ci pomaga a potem rości sobie pretensje do robienia z Ciebie swojej dziewczyny -czy wyraźnie postawiłaś granice przy pierwszych objawach że w ramach "wdzięczności" facet chce czegoś czego mu nie chcesz dać? powiedziałaś mu, ukróciłaś zapędy? czy bałaś się odezwać "bo przecież pomógł więc ci nie wypada odmówić".... itd
                            Ucieczka od ludzi nie rozwiąże Twojego problemu z tym, że nie wyznaczasz swoich granic w kontaktach z ludźmi. Jak ktoś jest "nadmiernie miły" to wcale nie jest bardziej lubiany ani szanowany. Ludzie szanują tych, którzy sami się szanują i zaznaczają swoją wartość, a jeśli coś im nie odpowiada to otwarcie o tym mówią, nie robiąc z tego histerii.
                            Wystarczy czasem asertywnie powiedzieć innym "nie, tego nie zrobię, to nie dla mnie, tym nie jestem zainteresowana, to nie należy do moich obowiązków"...itd Nie musisz przy tym być niemiła. Możesz bardzo miło odmówić wykonywania czyichś żądań...
                            Piszesz "(oni) by bardziej szanowali moje potrzeby"... weź pod uwagę, że sama swoich potrzeb nie szanujesz. A wymagasz by to "oni" się domyślili i zajęli twoimi potrzebami... Za swoje potrzeby musisz sama wziąć odpowiedzialność i zaspakajać je tak jak TY lubisz. Jeśli innym nie odmawiasz nigdy to oni mają prawo mieć wrażenie, że ci spełnianie ich żądań sprawia przyjemność, bo logiczne-że jakbyś NIE CHCIAŁA czegoś robić to byś odmówiła...

                            Nie bój się odmawiać jak nie masz ochoty czegoś robić. A osoby zbyt toksyczne z otoczenia lepiej wyeliminować albo puszczać mimo uszu ich gadanie i robić swoje.
                          • pade Re: problem nietypowy 27.03.13, 08:44
                            Jeszcze jedno. Zanim zamkniesz tamten rozdział, pozwól sobie na "opłakanie" straty. Straty niewinności, ufności. Po prostu się nad sobą ulituj, masz prawo do tego. Dopiero taka oczyszczona wyciągniesz trafne wnioski na przyszłość i będziesz mogła spokojnie "zapominać" o tym, co za Tobą.
    • tylko.przelotem Re: problem nietypowy 25.03.13, 15:05
      Niezależnie od tego, czy podejmując decyzję zadowolisz kogoś innego, czy nie zadowolisz, to on za chwilę nie będzie już o tym pamiętał. To Ty zostaniesz z konsekwencjami wyborów miesiące, lata, całe życie.

      Nie wiem, jak to napisać, żeby nie wyglądało jakoś bardzo ponuro - bo wcale takie nie jest. Otóż dla ludzi jesteś mało ważna. Mało ich obchodzisz. Najważniejsi dla nich są oni sami. Mogą Ci poświęcić pięć minut swojego życia na krytykę lub aprobatę, dobre albo złe słowo, ale potem wracają do swoich spraw, a Ty przestajesz zaprzątać ich myśli (wyjątek mogą ale nie muszą stanowić najbliźsi).

      Czy Twoje obawy o wyśmianie, krytykę, podłość i inne straszne rzeczy, które się zadzieją, gdy zadziałasz w zgodzie ze sobą, to jedynie piętrowe konstrukcje i wizje tworzone w Twojej głowie, czy też doświadczasz tego w rzeczywistości? Może Twój lęk przed konfrontacją jest dużo gorszy i trudniejszy dla Ciebie niż jest (byłaby) sama konfrontacja?

      I dlaczego nie chcesz skorzystać z terapii - indywidualnej lub grupowej?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja