dziewczynamalegoksiecia
25.03.13, 16:04
Witam, zalozylam juz taki watek na innym forum, ale doradzono mi zebym poradzila sie tez tutaj pani psycholog.
Ja 24 lata, on 25, razem od 5 miesięcy, dziecko w brzuchu od 4, wiemy od półtora miesiąca i tyle razem mieszkamy (ale kolejność była odwrotna). On jest Gruzinem, w Polsce od pół roku, przyjechał na studia i planowo miał być tu do czerwca przyszłego roku. Z angielskim słabiutko, polskiego się uczy ale wiadomo - zatem nie nawiązuje znajomości i ma tylko mnie. Chemia niesamowita (że aż przytrafił się potomek), motyle i inne stworzenia, noszenie na rękach, wspólne wygłupy i wszystko inne, w głowach nam się zakręciło i rozum odebrało.
Problem nr 1 - oboje z niezdrowych rodzin, z problemami emocjonalnymi, niestabilni. U mnie 'porządny dom' i codziennie awantury, latające przedmioty, rękoczyny, była też chyba zdrada, groźby samobójstwa, wieczna huśtawka, w jednej godzinie rodzice wrzeszczą 'nienawidzę', a w drugiej 'kocham'. Po wielu latach przetrawiłam to w sobie i wybaczyłam im to co robili w moim dzieciństwie i dziś mam z nimi dobry kontakt (studiuję w innym mieście), bardzo się kochamy, a im układa się dużo lepiej, niż jak byłam mała. U niego to samo + ojciec alkoholik. Całe życie pakuję się w chore układy z ekstremalnymi emocjami, kiedy miałam 17 lat to mój 30-letni chłopak - psychol, zafundował mi roczne pranie mózgu, efekty widoczne do dziś. W obecnym związku: z mojej strony ciągłe szukanie zaczepki, prowokowanie kłótni, nabijanie się z jego słabości aż do bólu, wytykanie pochodzenia 'z dżungli' i podsycanie zazdrości, z jego strony właśnie owa chorobliwa zazdrość, zaborczość, agresja (nie kierowana w moją stronę, lecz różnych sprzętów). Oboje: niepanowanie nad słowami wypowiadanymi w nerwach, podczas kłótni, celowanie w czuły punkt 'przeciwnika', hasła niecenzuralne. A potem szybkie godzenie się i tzw. miesiąc miodowy, nie można się od siebie oderwać.
Problem nr 2 - różnice kulturowe: tam u nich facet może wszystko, kobieta co najwyżej obiad ugotować i dzieci urodzić. Sedno problemu: dziewczyna ma być dziewicą do ślubu, bo jak nie to hańba i żaden jej na żonę nie weźmie (w praktyce: dozwolony oral i anal, jak się zdarzy pochwowy to można się zaszyć na nowo). A facet chodzi na dziwki od 16-go roku życia i jest git. Stąd też jego obsesyjna zazdrość o moją przeszłość, którą jak ta ostatnia idiotka mu całą wyjawiłam, gdzie ja miałam mózg? Wypytywał mnie absolutnie o wszystko, na początku myślałam że to niegroźne i wręcz dolewałam oliwy do ognia bo jakoś mnie to bawiło, że w końcu ktoś jest o mnie zazdrosny. Dziś to problem nr 1: ja miałam 7 partnerów seksualnych, on tylko parę razy odwiedził burdel i z jedną panią zabawił się już w Polsce, przede mną. Temat wałkowany kilka razy w tygodniu, te same przypadki po raz enty: gdzie, kiedy, jak, dlaczego, z kim, pokaż go na fejsbuku, a najlepiej powiedz w jakiej pozycji. Ostatnio to już nie są kłótnie, tylko awantury. Kiedy wyciągnął ze mnie wiadomość, że jedna z moich jednonocnych przygód odbyła się w kraju i mieście, gdzie niedawno byliśmy na romantycznej wycieczce (MUSIAŁ wiedzieć, gdzie) wpadł w szał, usunął wspólne zdjęcia z tego wyjazdu, powiedział że nie pojechałby tam gdyby o tym wiedział, że go oszukałam (nieprawda). Zaczęło się gnojenie mnie, że mam sobie wybić z głowy że zostanę jego żoną (wysnułam taką opcję niedawno) że mam chcicę macicy, a tak w ogóle to jestem gruba, nic go nie obchodzę i inne miłe rzeczy. Ja szlocham godzinę w kiblu, na nim trochę to robi wrażenie bo się zamyka, ale nie na tyle żeby przeprosić. Ale aby oddać sprawiedliwość, jakie ja potrafię robić akcje: np. po 2 miesiącach wyartykułowałam z pretensjami, że właściwie to nigdy nie miałam z nim orgazmu, a z byłymi owszem (zapytał o to). No to on, że też nie miał (jasne), i ja ze złości chlup mu piwo na głowę. A on ze złości rozwala szafkę (był pijany). No i taka robota z dwoma kretynami.
Jeśli się akurat nie kłócimy, to jest pięknie( teraz coraz rzadziej): on się cieszy z dziecka, wymyśla imię, zawód, kolor oczu, mówi że zostanie w Polsce, że znajdziemy pracę i będziemy żyli długo i szczęśliwie. A kiedy indziej, wystarczy że poruszę temat ślubu: alergia. Sorry, ale moją żoną raczej nigdy nie zostaniesz, bo to musi być dziewica. Nie jestem pewien, chciałbym zmienić swoje podejście i tradycję która mi siedzi w głowie, ale nie wiem czy mi się uda, tak zostałem wychowany, mam tam rodzinę i przyjaciół, nie wiem czy chcę tu zostać i żyć bez nich.
Niedawno przeprowadziłam rozmowę: oboje jesteśmy tacy a tacy, musimy to zmienić jeśli chcemy spróbować być razem, ja idę do terapeuty. I on również zgłosił taką chęć, wie że nad sobą nie panuje i chce to zmienić, a nie potrafi. Potem jednak przyszła kolejna kłótnia, po której zażądałam, żeby się wyniósł. No to się wyniósł. I wrócił po 3 godzinach, bo przecież tak nie może i mnie nie zostawi (nie mam żadnej mocy, aby go z tego miejsca siłą wyprosić). Jakoś z nim żyję pod jednym dachem, ale prośby o przebaczenie i zapewnienia o ogromnej chęci zmiany postępowania i bycia ze mną i dzieckiem puszczam mimo uszu. Pojechałam do domu, do rodziców. A on nieproszony przyjechał za mną (4h w jedną stronę). Rozmawialiśmy z moją mamą kilka godzin (ojciec dalej nie wie), bez konkretnych wniosków. Na przykład pytanie: co gdyby ta sytuacja przydarzyła ci się z Gruzinką w Gruzji? Spontaniczna odpowiedź: no, oczywiście że bym się z nią ohajtał. Super, a z Polką nie trzeba się hajtać bo to puszczalskie przecież wszystko, to niech cierpi (nie chodzi mi tu o sam ślub, ale o jego podejście).
Niechaj mnie ktoś uświadomi, czy tu jest czego szukać, czy tu cokolwiek ma sens, czy mam się zdecydować na bycie samotną matką, zamieszkanie z rodzicami na zadupiu którego nienawidzę, z którego się wyrwałam i chciałam nigdy nie wracać, bez pracy, perspektyw na przyszłość? Czy mam zdecydować o tym, że moje dziecko będzie wychowane bez ojca? (jeśli się rozstaniemy to na pewno wróci do kraju, bo tu go nic nie trzyma). Czy jednak zostać z facetem, z którym nie wiadomo czy się kiedyś nie pozabijamy, dla którego jestem gorszą kategorią, bo nie posiadam gruzińskiej błony dziewiczej? Czy postawić na psychoterapię obojga z osobna i czekać, czy będą jakieś efekty? Co robić?