gkapen
04.05.13, 20:40
Piszę tutaj z prośbą o opinię i poradę, w jaki sposób uświadomić matce to, że w pewnym momencie pomaganie i krycie przed konsekwencjami własnego syna właściwie unieszczęśliwia i ją samą, i nie pozwala mu dorosnąć, stanąć na własnych nogach. Chodzi tu o mojego brata - to człowiek dobiegający 30tki, wykształcenie podstawowe (niezliczona ilość szkół średnich finansowanych przez naiwną mamę, która płaciła za różne wieczorówki, do których nie chodził, ESKK - olane również itp. itd.). Jest kłamcą patologicznym - mam wrażenie zresztą, że sam w jakimś stopniu wierzy w te swoje opowieści, które wszystkim wciska, a w które nasza matka bezgranicznie wierzy. Regularnie używa miękkich narkotyków, były również na dom naloty policji w poszukiwaniu narkotyków, więc podejrzewam, że zdarzały mu się epizody dilerki. Jest złodziejem - okradł mnie, mojego męża (drobne sumy), potrafił wyczyścić rodzicom konto podkradając im kartę, okradł własną babcię ze sporej sumy - sprawa była zgłoszona na policję, jednak babcia ją wycofała. Zaciąga pożyczki, jeździ na gapę koleją - wszystkie kary, raty opłaca mama (ostatni kredyt 16000 złotych), ponieważ brat nie pracuje, albo pracuje dorywczo (myślę, że nigdy nie udało mu się w żadnej pracy utrzymać na dłużej niż 2 miesiące). Cały czas na garnuszku rodziców, mama (pracuje za granicą) nawet wydziela mu kieszonkowe na papierosy, które przekazuje przez babcię - bo boi się, że jeżeli nie da mu na fajki, on pójdzie kraść.
Ostatnio miał pomysł na życie i znalazł sobie dziewczynę w ciąży z innym kolesiem i się z nią ożenił ponieważ małżonka z dosyć majętnej rodziny pochodziła (mentalność jej jednak bardzo zbliżona do mojego brata, w zasadzie to nawet pasują do siebie). Nie wziął jednak pod uwagę tego, że jego teściowie nie wybudują im domu, jeżeli nie widzą, że on też ciężko pracuje, tak jak oni, a zatem, zamiast pozbyć się brata z domu, moi rodzice sobie ściągnęli jeszcze jedną osobę do wyżywienia na weekendy (obecnie młoda para mieszka osobno, bo brata teściowie pogonili z domu) + przybraną wnuczkę.
Jak do tej pory nie chciałam sprawiać przykrości mamie i nie pokazywałam bratu jakie jest moje zdanie na jego temat w żaden ostentacyjny sposób. Ostatnio jednak już fizycznie nie mogę ścierpieć tego jak ten pasożyt niszczy moją mamę. Czy jest możliwe, że ona stosuje jakiś mechanizm wyparcia? Po tylu epizodach, kiedy okradał ją, lub bliskich, po tylu odkrytych kłamstwach ona wierzy mu, że on ma pracę (skądinąd wiem, że nie ma, tylko ściemnia)...broni go przed resztą rodziny - momentalnie zacisnęła zęby i widać było, że się na mnie obraziła, gdy wreszcie uświadomiłam ją jakie jest moje zdanie na jego temat.
Jak uświadomić jej, że to co ona robi (spłacanie jego długów, finansowanie nałogów itp., tuszowanie kradzieży) - to tylko utrzymywanie status quo? Przecież on jest świetnym klientem dla tych dilerów pożyczkowych - wszystko spłacane na czas, podejrzewam, że następny kredyt będzie jeszcze większy z taką historią kredytową jaką on ma. Babcia, która mamę w zasadzie wspiera w tym wspomaganiu brata mówi, że się boi, że on popełni samobójstwo jeżeli mu nie będą dawać kasy, mama powiedziała kiedyś, że się boi, że on pójdzie sobie z domu i nigdy o nim już nie usłyszy, zostanie bezdomnym itp. , a w więzieniu stoczy się jeszcze niżej.
Może on jednak musi stoczyć się na to dno, żeby się od niego odbić samemu? Sama nie wiem...jak widzę moją mamę, to mam skojarzenia z jakimś dzieckiem alkoholika, współuzależnionym - ona jest autentycznie zakochana w swoim synu, jak o nim mówi to wręcz błysk w oku widać, wysyła mi zdjęcia jak on pomaga w ogrodzie itp. ...A w rzeczy samej jest strzępem człowieka - sama zarabia całkiem nieźle, jednak nie dba o siebie w zasadzie wcale, rzadko kupuje nowe ubrania, jest bardzo otyła (od zawsze miała tendencje do zajadania stresów). Czy ja mogę jej jakoś pomóc? Ja za to co mój brat jej zrobił nienawidzę go tak, że nie wiem czy kiedykolwiek się będę w stanie do niego odezwać...