czy ja mogę jej jakoś pomóc?

04.05.13, 20:40
Piszę tutaj z prośbą o opinię i poradę, w jaki sposób uświadomić matce to, że w pewnym momencie pomaganie i krycie przed konsekwencjami własnego syna właściwie unieszczęśliwia i ją samą, i nie pozwala mu dorosnąć, stanąć na własnych nogach. Chodzi tu o mojego brata - to człowiek dobiegający 30tki, wykształcenie podstawowe (niezliczona ilość szkół średnich finansowanych przez naiwną mamę, która płaciła za różne wieczorówki, do których nie chodził, ESKK - olane również itp. itd.). Jest kłamcą patologicznym - mam wrażenie zresztą, że sam w jakimś stopniu wierzy w te swoje opowieści, które wszystkim wciska, a w które nasza matka bezgranicznie wierzy. Regularnie używa miękkich narkotyków, były również na dom naloty policji w poszukiwaniu narkotyków, więc podejrzewam, że zdarzały mu się epizody dilerki. Jest złodziejem - okradł mnie, mojego męża (drobne sumy), potrafił wyczyścić rodzicom konto podkradając im kartę, okradł własną babcię ze sporej sumy - sprawa była zgłoszona na policję, jednak babcia ją wycofała. Zaciąga pożyczki, jeździ na gapę koleją - wszystkie kary, raty opłaca mama (ostatni kredyt 16000 złotych), ponieważ brat nie pracuje, albo pracuje dorywczo (myślę, że nigdy nie udało mu się w żadnej pracy utrzymać na dłużej niż 2 miesiące). Cały czas na garnuszku rodziców, mama (pracuje za granicą) nawet wydziela mu kieszonkowe na papierosy, które przekazuje przez babcię - bo boi się, że jeżeli nie da mu na fajki, on pójdzie kraść.
Ostatnio miał pomysł na życie i znalazł sobie dziewczynę w ciąży z innym kolesiem i się z nią ożenił ponieważ małżonka z dosyć majętnej rodziny pochodziła (mentalność jej jednak bardzo zbliżona do mojego brata, w zasadzie to nawet pasują do siebie). Nie wziął jednak pod uwagę tego, że jego teściowie nie wybudują im domu, jeżeli nie widzą, że on też ciężko pracuje, tak jak oni, a zatem, zamiast pozbyć się brata z domu, moi rodzice sobie ściągnęli jeszcze jedną osobę do wyżywienia na weekendy (obecnie młoda para mieszka osobno, bo brata teściowie pogonili z domu) + przybraną wnuczkę.
Jak do tej pory nie chciałam sprawiać przykrości mamie i nie pokazywałam bratu jakie jest moje zdanie na jego temat w żaden ostentacyjny sposób. Ostatnio jednak już fizycznie nie mogę ścierpieć tego jak ten pasożyt niszczy moją mamę. Czy jest możliwe, że ona stosuje jakiś mechanizm wyparcia? Po tylu epizodach, kiedy okradał ją, lub bliskich, po tylu odkrytych kłamstwach ona wierzy mu, że on ma pracę (skądinąd wiem, że nie ma, tylko ściemnia)...broni go przed resztą rodziny - momentalnie zacisnęła zęby i widać było, że się na mnie obraziła, gdy wreszcie uświadomiłam ją jakie jest moje zdanie na jego temat.
Jak uświadomić jej, że to co ona robi (spłacanie jego długów, finansowanie nałogów itp., tuszowanie kradzieży) - to tylko utrzymywanie status quo? Przecież on jest świetnym klientem dla tych dilerów pożyczkowych - wszystko spłacane na czas, podejrzewam, że następny kredyt będzie jeszcze większy z taką historią kredytową jaką on ma. Babcia, która mamę w zasadzie wspiera w tym wspomaganiu brata mówi, że się boi, że on popełni samobójstwo jeżeli mu nie będą dawać kasy, mama powiedziała kiedyś, że się boi, że on pójdzie sobie z domu i nigdy o nim już nie usłyszy, zostanie bezdomnym itp. , a w więzieniu stoczy się jeszcze niżej.
Może on jednak musi stoczyć się na to dno, żeby się od niego odbić samemu? Sama nie wiem...jak widzę moją mamę, to mam skojarzenia z jakimś dzieckiem alkoholika, współuzależnionym - ona jest autentycznie zakochana w swoim synu, jak o nim mówi to wręcz błysk w oku widać, wysyła mi zdjęcia jak on pomaga w ogrodzie itp. ...A w rzeczy samej jest strzępem człowieka - sama zarabia całkiem nieźle, jednak nie dba o siebie w zasadzie wcale, rzadko kupuje nowe ubrania, jest bardzo otyła (od zawsze miała tendencje do zajadania stresów). Czy ja mogę jej jakoś pomóc? Ja za to co mój brat jej zrobił nienawidzę go tak, że nie wiem czy kiedykolwiek się będę w stanie do niego odezwać...
    • bez_przekazu Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 08:07
      a gdzie ojciec? od tego moze zacznijmy.
      • gkapen Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 09:20
        Ojciec się z sytuacji wycofał. Od najmłodszych lat ojciec nie wiedział o więcej niż połowie brata wybryków, bo mama się bała, że da mu w skórę. Do zaognienia sytuacji między nimi doszło gdy mama wyjechała do pracy za granicę gdy brat miał 15 lat (jest w kraju, który kocha i mam wrażenie, że chciałaby zostać tam na zawsze, do domu przyjeżdża na ferie i w wakacje szkolne) i tata przejrzał na oczy, zobaczył, że młody do szkoły praktycznie nie chodził, jeżeli wprowadzał sankcje typu odcięcie kieszonkowego, jego syn potrafił sobie nastawić budzik żeby wstać w środku nocy i obrobić mu portfel, wtedy też pierwszy raz okradł babcię z całej emerytury, gdy ich odwiedziła na parę dni. No bo skoro "za karę" nie dostawał kieszonkowego to musiał skądś brać pieniądze - taka jest logika mamy, babcia wręcz dosłownie stwierdziła, że brat kradnie przez ojca, bo on mu nie dawał żadnych pieniędzy. Mama potrafiła się na mnie kiedyś zezłościć, gdy zostawiłam w swoim pokoju na biurku parę banknotów i drogie okulary przeciwsłoneczne - u nas w domu portfele kładzie się pod poduszką, albo ukrywa między ręcznikami w szafie, jeżeli brat by się poczęstował moimi pieniędzmi zostawionymi na wierzchu, myślę, że ona by mnie w duchu winiła bardziej, niż jego.
        Wracając jednak do tematu - ojciec w pewnym momencie chyba stwierdził, że nie ma syna. Wydaje mi się, że miłość ojcowska nie jest tak bezwarunkowa, jak miłość matki. Wie jednak, że mama wystawi mu walizki na dwór jeżeli on odetnie brata od tego wiktu i opierunku, który ma mu zapewnić w domu. Nie sądzę jednak by wiedział o ilości długów, które mama spłaciła i spłaca - rodzice mają osobne konta i tata nie wnika z tego co wiem w wyciągi, no i mama te długi spłaca swoim kosztem, jedząc skromnie gdy jest w pracy, nie inwestując w siebie, chodząc w starych ubraniach, butach aż się rozlecą itp.
        • panizalewska Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 09:51
          Okej, dziewczyno. Sprawa wygląda tak, że cała Twoja rodzina jest chora. Po prostu. Są poniekąd współuzależnieni. Nikt nie chciał i nie chce porządnie wychować Twojego brata, z niewiadomych przyczyn. Teraz wszyscy są dorośli i zbierają plony tego, co zasiali. Mama TEŻ jest dorosła. Podejmowała w życiu takie decyzje a nie inne i ma konsekwencje. Możesz jej tylko próbować uświadomić pewne rzeczy, ale nikt nie da gwarancji, że coś do niej dotrze i zmieni swoje zachowanie. Możesz też odciąć się od brata - nie popierać jego działań, nie wspierać, ewentualnie donosić odpowiednim organom, jak będziesz wiedziała o narkotykach itp. Najwyraźniej musi się stoczyć. Albo się podniesie, albo nie. Ale Ty sama tego nie zmienisz - ani brata, ani mamy.

          Ja miałam zupełnie inną sytuację, chociaż emocjonalnie podobną. Mój ojciec był alkoholikiem i w ogóle jego mentalność i charakter pozostawiają wieeele do życzenia. Moja mama była współuzależniona przez 30 lat. Kiedy byłam na studiach i chciałam się wyprowadzić, dużą część moich problemów stanowiło to, że zostawiam mamę "samą z tym wszystkim". I to był mój podstawowy błąd. Dzieci powinny się zajmować swoim życiem, a nie braniem odpowiedzialności za błędy rodziców. Wyszłam za mąż, siostra też się wyprowadziła, rodzice zostali naprawdę sami ze sobą i dopiero wtedy moja mama się ocknęła i rozstali się na rok, mama się wyprowadziła. Ojciec poszedł na terapię. Ale też musiałam swoje wysłuchiwać od mamy, jaki to ojciec był niedobry itp itd. No niestety w tą stronę to nie powinno iść. To dzieci powinny prosić o wsparcie DOJRZAŁYCH rodziców. A jak rodzice niedojrzali - to dzieci nic nie zdziałają.
          • gkapen Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 10:15
            Możesz też odciąć się od brata - nie popierać jego działań, nie wspierać, ewentu
            > alnie donosić odpowiednim organom, jak będziesz wiedziała o narkotykach itp. Na
            > jwyraźniej musi się stoczyć. Albo się podniesie, albo nie. Ale Ty sama tego nie
            > zmienisz - ani brata, ani mamy.

            To właśnie zrobiłam - głównie po to, żeby uświadomić mamie, że nikt wokół mnie nie wierzy w to, że on się zmienił (ona odkąd brat się ożenił, ma ciągle nadzieję na to, że się ustatkuje). Po drugie mama zwróciła się do mnie o to bym pożyczyła jej pieniądze po to by bratu mogła kupić dom (!!!!).
            Sytuacja jest taka, że ja w zasadzie jestem właścicielem domu, w którym mieszkają rodzice - brat sprawił, że babcia wpadła w spiralę długów, suma poszła w dziesiątki tysięcy. Spłaciłam babci długi - moi rodzice nie mogli jej pomóc - w zamian za to, że zapisali mi w darowiźnie dom, w którym mieszkają (nota bene otrzymany od babci). To dla mnie miejsce bardzo ważne sentymentalnie - wiem, że gdyby wpadł w łapy brata, nigdy nie mogłabym tam już pojechać, kto wie czy komornik kiedyś nie zlicytowałby nieruchomości. Powiedziałam jednak rodzicom, że chodzi mi o własność tylko i wyłącznie na papierze, oni są tam gospodarzami nie ja. Może jednak powinnam skorzystać z prawa do tego, że mogę mu powiedzieć, że ma się wyprowadzić...Wiem jednak, że zrujnowałoby to do reszty moje stosunki z mamą, które i tak są napięte od czasu gdy wyartykułowałam swoje zdanie na jego temat.
            • verdana Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 11:30
              Chwileczkę.
              O ile rozumiem, matka zostawiła w kraju 15 letniego syna z problemami i wyjechała, wracając tylko na wakacje? I dziwi się, ze syn ma problemy?
              • gkapen Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 12:00
                Sytuacja finansowa ją do tego zmusiła - pensje nauczycieli 20 lat temu były głodowe, a tata nigdy nie należał do operatywnych osób, wtedy akurat stracił pracę. Wyjechała zatem nie dla siebie, po drodze jednak odnalazła się bardzo w tym co robi. Myślę, że dużą rolę jednak w obecnej sytuacji odgrywają jej wyrzuty sumienia.
                My (ja, jej siostra, matka), widząc sytuację między bratem a ojcem, proponowaliśmy jej zresztą by wzięła brata ze sobą za granicę - mógłby spokojnie kontynuować tam naukę w polskiej szkole. Tylko, że ona chyba sama się bała tego, że ściągnie problemy za sobą, zacznie okradać tam jej znajomych - sama, bez straszaka "bo powiem ojcu" nie da sobie rady z 16-latkiem. Zresztą nie wierzę, że gdyby została on by się zmienił - ja mam wrażenie, że brat ma jakieś problemy neurologiczne. Urodził się z niedotlenieniem, matka cierpiała na depresję poporodową i przez pierwsze 3 dni nie chciała go oglądać, ma padaczkę - nie jakąś ciężką postać, parę ataków w dzieciństwie, ostatnio sporadyczne ataki znów się zaczęły pojawiać. Ja mam wrażenie, że to jest jakiś głęboki problem, który powinien być leczony psychiatrycznie/psychoterapią.
              • izabelski Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 12:00
                to oraz chociazby ten tekst:
                myślę, że ona by mnie w duchu winiła bardziej, niż jego.

                ile w tym krotkum stwierdzeniu domyslania sie co by bylo gdyby, bo...
                z mama nie rozmawiasz na temat twoich problemow
                wkaldasz jej do ust slowa, ktorych nie wypowiedziala
                na podstawie tych wypowiedzi forumujesz swoje opinie

                zagmatwana sprawa, jesli nie zamierzasz sie spowrotem wprowadzic do swojego domu i powiedzialas ze rodzice sa tam gospodarzami, wiec oni daja pokoj beraku - to dla mnei b.logiczne

                jesli nei masz ochoty wlaczac sie w rodzinne spory - to nic nie mow, mama wyjechala za granice, zostawiajac rodzine, wiec jej maz to tylko figura na papierze, nie jest to swiazek zaden

                latwo jej jest wszystkim kierowac "zdalnie" bo koszty ma tylko fiannsowe, nei widzi na codzien tego co sie dzieje

                jesli oni nie chca sie zmienic, ty ich do tego ni zmusisz, zaakcwptuj ich takimi jacy sa i tyle, powiedz kategorycznie,ze zadnych dlugow nei bedziesz spacala i trzymaj sie tego

                co innego mozesz zrobic?
                jedynei twoja jasna postawa moze dac im cos do myslenia
                a w to sie wlacza - nei sluchanie biadolenia na temat nieszzesc brata - urywaj dyskusje, ze nie jestes tym zainteresowana

                bo dopoki jestes - to jestes i bedziesz w nie wlaczana

                na rynku jest sporo ksiazek na temat wspoluzaleznien, mzoe cos wuslij mamie - to jest to co moesz praktycznie zrobic
                • gkapen Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 12:11
                  to oraz chociazby ten tekst:
                  > myślę, że ona by mnie w duchu winiła bardziej, niż jego.
                  >
                  > ile w tym krotkum stwierdzeniu domyslania sie co by bylo gdyby, bo...
                  > z mama nie rozmawiasz na temat twoich problemow
                  > wkaldasz jej do ust slowa, ktorych nie wypowiedziala
                  > na podstawie tych wypowiedzi forumujesz swoje opinie

                  Kiedyś sporo rozmawiałyśmy. Ostatnio nie rozmawiamy na jego temat, bo wyraźnie jej powiedziałam, że nie chcę. Mama nie potrafi wysłuchać naszych racji - właśnie się dowiedziałam, że babcia usiłowała z nią porozmawiać (bo ona już trochę przejrzała na oczy) i skończyło się na tym, że mama powiedziała coś w stylu "wy wszyscy wolelibyście gdyby on po prostu popełnił samobójstwo" i uciekła. Z nią się nie da już bez emocji rozmawiać o tych problemach - to jest ona i brat, kontra reszta świata, która go posądza o wszystko.
                  No i ona wyraźnie zwróciła mi uwagę, że mam nie zostawiać tych pieniędzy na wierzchu. Na babcię też była zła - "bo po co trzymała tyle gotówki w domu". Nie sądzę zatem by to były moje domysły - on zawsze jest najmniej winny. Kradnie bo nie ma pieniędzy - dlatego trzeba mu je dawać, logiczne, nieprawdaż?
                  • bez_przekazu Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 16:58
                    wiesz co, moja matka jest po szkole podstawowej ,ale madrzejsza od Twojej, ktora jest "pedagogiem".
                    mnie szokuje najbardziej to,ze ona wszystkich wini tylko nie siebie. tym nauczycielem to ona zostala raczej przez pomylke, tym bardziej,ze od wielu lat wykonuje inny zawod i jest z niego zadowolona. sory,mam juz doroslego syna, ale kiedy sie uczyl uwazalam,ze tylko kilku nauczycieli sie nadawalo do tego, by wychowywac mlodziez.
                    ps.zal mi Twojego brata.
                • gkapen Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 14:20
                  > na rynku jest sporo ksiazek na temat wspoluzaleznien, mzoe cos wuslij mamie - t
                  > o jest to co moesz praktycznie zrobic

                  Napisałam do niej maila - tak łatwiej mi było bez skrajnych emocji przekazać co czuję, zresztą wiem, że rozmowa z nią na ten temat jest niemożliwa.
                  Poszperałam w internecie o współuzależnieniu - sama sobie nie zdawałam sprawy z tego jakim podręcznikowym przypadkiem oni w chwili obecnej są. Czytałam o zachowaniach osoby współuzależnionej i to było po prostu odhaczanie jednego, po drugim. Wysłałam linki. Poprosiłam, by zapoznała się z nimi na spokojnie i postarała się spojrzeć na tę sytuację z dystansu - choć wiem, że to trudne. Napisałam, że bardzo kocham i że mi na niej zależy - bo tak jest. Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazi...
                  • verdana Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 14:28
                    Podejrzewam, że mama ma wyrzuty sumienia wobec brata. Jesli to naprawde problemy neurologiczne, to dlaczego nie byl leczony? Rozumiem kwestie finansowe, ale nie zostawia sie chorego dziecka obojętnemu ojcu i nie wyjeżdża. Wygląda na to, ze mama znalazła sobie bardzo dobra nisze - odseparowała sie od syna , sprawiającego problemy, uznała, zę to nie ona ma mieć problemy, tylko reszta rodziny. Nie wyglada to na troskliwą mamusię. W tej chwili prawdopodobnie albo usiłuje synowi wynagrodzić to, co byc może sama schrzaniła, albo nadal ucieka przed problemami, co juz raz zrobiła.
                    A gdzie teraz mieszka mama? Z bratem, czy za granicą?
                    • gkapen Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 15:24
                      Myślę, że wyrzuty sumienia ma ogromne. Czy była troskliwą mamą? Tak, kocha nas nad życie. Była, bardzo dużo uwagi było poświęcane robieniu rzeczy za brata - uczyła się z nim przez całą podstawówkę (młody nie potrafił się nigdy uczyć sam, wyciągnąć z tekstu kluczowych informacji) - dopóki był dopilnowany, jakoś tam dawał radę, przechodził z klasy do klasy. Myślę, że nie jest w żaden sposób opóźniony umysłowo - na przedmiotach typu chemia miewał przebłyski geniuszu, zresztą kompleksowość jego intryg i manipulacji świadczy w pewien sposób o inteligencji. Przyznam jednak, że nigdy nie był jakoś diagnozowany - ale lata 80te to były inne czasy, wtedy ADHD, dysleksja, ODD, nie funkcjonowały tak jak teraz w świadomości społecznej, to są czasy obecne - on był po prostu trudny. Ja sama jestem książkowym przykładem osoby z ZA - rodzice cieszyli się, że mają takie zdolne dziecko, które nie ma przyjaciół (no co, lepiej nie mieć przyjaciół, niż wpaść w złe towarzystwo, dobrze że książki to cały świat dla dziewczyny) - nikomu przez myśl nie przeszło, że czteroletnie dziecko czytające całymi dniami książki, jedzące jedną potrawę i lubiące zamykać się w walizce to coś nie halo i warto byłoby przejść się do psychologa. Z bratem podobnie, tylko chyba jemu poszło w jakąś bardziej destrukcyjną stronę - ja byłam egzemplarzem, który wychował się praktycznie samodzielnie, podczas gdy on widać potrzebował zupełnie innego podejścia i większej pracy z ich strony. Zdaję sobie też sprawę, że on zawsze żył w moim cieniu - moje zdjęcie wisiało na ścianie w szkole, razem z innymi laureatami olimpiad, on był od zawsze porównywany, a ciężko mu pewno było równać do poziomu siostry.
                      Teraz widzę, że rodzicom się trochę oczy otworzyły - mój syn ma HFA, jest super chłopakiem, ale nie zawsze tak było - dużo pracy w niego włożyliśmy gdy miał około 2 lat po diagnozie. Na początku jednak słyszałam, że "sama powinnam ze sobą iść do psychologa, dziecku nic nie jest", że wymyślam i mu coś wmawiam - takie zatem było ich pojęcie na temat zaburzeń neurologicznych. Teraz jest inaczej, jest większa świadomość tego, że pewne zachowania to nie jest czasem kwestia złej woli, ale po prostu jakichś zmian w połączeniach nerwowych gdzieś tam pod czaszką...
                      No i wiesz, Verdana, nie interesuje mnie właściwie szukanie winy - dlaczego on jest jaki jest...może psychiatra by mu pomógł (jeżeli by do niego dotarł), może nie. Złe już się stało - może nawet jedyną drogą jest położenie kreski na tym człowieku. Chciałabym jednak pomóc mamie.
                      Sama zaś nie sądzę by may wyjazd coś diametralnie zmienił - ona nawet w Polsce od zawsze zamiatała wszystko pod dywan, ukrywała, chroniła go przed konsekwencjami, wierzyła bezgranicznie w każde kłamstwo. Z tym, że w pewnym sensie uciekła przed problemami - zgadzam się w całej rozciągłości. Dalej jest za granicą - w końcu na te jego długi nie zarobiłaby nigdy jako nauczyciel w Polsce.
                      • gkapen Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 15:30
                        A brat mieszka z ojcem, w domu rodzinnym. Czyli w wakacje i ferie szkolne są razem. Brat ma wydzielane kieszonkowe, mama zostawia kasę babci żeby mu wydzielała bo, cytuję "jeżeli okradnie znowu ojca, to ten wyrzuci go z domu".
                        • verdana Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 15:44
                          Innbymi słowy, to nie mama ma problem. Mama jest sama problemem - zostawia Was z nieodpowiedzialnym bratem i wyjeżdża. Minęło 20 lat, to juz nie są przyczyny czysto finansowe, matka synem zajmować sie nie musi, problemy ma rodzina w Polsce, ona tylko płaci - a to nie jest to samo.
                          Być moze płaci własnie dlatego, że zdaje sobie sprawę, ze jesli przestanie, to przecież nie ona - i na pewno nie tylko brat - poniosa konsekwencj. Ona będzie za granicą, to Wy będzieci chodzili nosić paczki do więzienia, to Wy będziecie nachodzeni przez wierzycieli.
                          W Twojej rodzinie są dwa problemy - brat i matka. Pora to zauwazyć - matka nie potrzebuje obrony, to Wy, jako rodzina jej potrzsebujecie i przed bratem i przed mamą, której wygodnie jest, jak jest.
                          • gkapen Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 15:58
                            Być moze płaci własnie dlatego, że zdaje sobie sprawę, ze jesli przestanie, to
                            > przecież nie ona - i na pewno nie tylko brat - poniosa konsekwencj. Ona będzie
                            > za granicą, to Wy będzieci chodzili nosić paczki do więzienia, to Wy będziecie
                            > nachodzeni przez wierzycieli.

                            Mnie właśnie się wydaje, że ona sobie zdaje doskonale sprawę z tego, że tylko ona i może babcia by do niego z tą paczką poszli. Reszta rodziny się do niego właściwie już nie przyznaje. Dla mnie też ta osoba jest obca i o ile kiedyś byłam skłonna mu pomagać - teraz ten człowiek mógłby dla mnie w zasadzie nie istnieć. Ciężko jednak położyć kreskę na własnej matce, którą dalej bardzo kocham i, mimo iż w dużej mierze tę sytuację ona sobie samej stworzyła, to ogromnie mi jej żal i chciałabym by zaczęła znowu żyć. Prawdziwym życiem, nie swoimi urojeniami na temat brata.
                            • verdana Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 16:16
                              Przeciez ona jest za granicą, więc tylko babcia pójdzie. Mama tak naprawdę będzie nadal żyła własnym zyciem, okazyjnie w wakacje pójdzie odwiedzić synka, ale na codzień nie bedzie żyła z problemem syna w wiezieniu. To Wy będziecie sie z tym borykali. Matka może żyć urojeniami, bo skoro jest za granicą, to ten syn od bardzo dawna jest taki właśnie "urojony". Nie wychowywała go w najtrudniejszym okresie dojrzewania, nie jest z nim teraz - jej przyjemniej mieć urojonego syna, bo praedziwego tak naprawdę i tak nie ma.
                              Nie musisz "kłaść kreski" na własnej matce! Ale nie ma co też jej pomagać, skoro to ona jest problemem. Pomoż raczej samej sobie, odczinając sie od tego chorego układu.
                              • gkapen Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 16:19
                                Chyba masz rację:(.
        • bez_przekazu Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 16:49
          no i wszystko jasne. matka wychowywala syna tak,jakby nie mial ojca, tym samym pozbawila go wzorca.do tego porzucenie w okresie dojrzewania.
          oboje maja wina, i matka i ojciec. matka , bo przelała uczucia z maęa na syna, a ojciec, bo biernie uczestniczyl w procesie wychowywania dziecka
          nie jestem specjalista,ale moze da sie jeszcze cos z tym zrobic.... trza by bylo ojca z synem na terapie poslac (i kto to mowi?!),chociaz, z drugiej strony,syn ma juz tak utrwalony przez matke charakter,ze watpie,aby cos moglo go zmienic, a mamuska najzwyczajniej w swiecie uciekla od problemow,kiedy zobaczyla swoja wychowawcza porazke. czy w waszym domu najwazniejsze sa pieniadze? cos mi sie tak wydaje...
          ps. charakterystyczne jest to chowanie w domu pieniedzy.
          • aqua48 Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 17:00
            Nie, matce pomóc nie możesz, możesz pomóc tylko sobie, odcinając się od problemów brata i nie próbując ich załatwiać ani płacąc za niego, ani pożyczając mu, ani pozwalając się okradać, ani załatwiając mu cokolwiek. Jak rozumiem, mieszkasz jeszcze w domu rodziców? Dobrze byłoby się wobec tego wyprowadzić bez podawania bratu nowego adresu i zacząć żyć niezależnym od rodziców życiem..
            • pinkdot Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 19:38
              Jak rozumiem, mieszkas
              > z jeszcze w domu rodziców? Dobrze byłoby się wobec tego wyprowadzić bez podawan
              > ia bratu nowego adresu i zacząć żyć niezależnym od rodziców życiem..

              Nie, ja wyprowadziłam się z domu mając 19 lat, wyjechałam na studia. Od 7 lat mieszkam jakieś 2000 km od domu - dystans na tyle spory, że udało mi się zachować jakoś równowagę psychiczną, każdy jednak telefon do rodziny (zwłaszcza jeżeli dzwonię do babci, ciotki, które relacjonują mi wydarzenia - z mamą nie rozmawiam na temat brata, włączam jej na skajpie wnuka i oni sobie tam razem śpiewają piosenki) kończy się dla mnie rozstrojeniem nerwowym. Z bratem nie utrzymuję toteż ostatnimi czasy żadnego kontaktu - do tej pory byłam dla niego miła odwiedzając dom (średnio 2 razy w roku), by nie robić przykrości mamie. Teraz jednak, gdy wyartykułowałam przy niej swoje zdanie na jego temat nie zamierzam już utrzymywać pozorów, że jest między nami ok.
              • gkapen Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 05.05.13, 19:49
                Oczywiście zapomniałam się przelogować - z racji tego, że rodzina wie jakiego ma nicka, a nie chciałabym by ktoś się dowiedział, że piszę o tych sprawach na forum, czy mogłabym prosić moderację o usunięcie poprzedniego posta? Z góry dziękuję.
    • sonia_siemionowna Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 06.05.13, 16:38
      Nie chcę straszyć, ale brat może mieć nieprawidłową osobowość. Z tego, co piszesz urodził się z niedotlenieniem, sytuacja w domu była mało ustabilizowana, już w młodym wieku przejawiał tendencje do zachowań aspołecznych - to wszystko moze wskazywać na osobowość nieprawiłową.

      Takie osoby nie są chore. Odróżniają dobro od zła i wiedzą, co nalezy a czego nie należy. Po prostu brakuje im empatii, uczuć wyższych oraz umiejętnosci uczenia się na własnych błędach (co matka dodatkoo uniemożliwia swoją postawą). Takie osoby dążą do natychmiastowej gratyfikacji, wybierają drogę na skróty, nie są w stanie realizować długofalowych celów. Cechuje je też tendencja do zachowań agresywnych, naruszajacych granice oraz brak empatii.

      Będę brutalna: z tym się NIC nie da zrobić. Jedynym wyjściem jest poniesienie przez brata konsekwencji swoich zachowań, ale wobec postawy matki nie jest to możliwe.

      Matka jest dorosła, wie, co robi.

      Może jej przypomnij 'Balladę o Januszku'?
    • mari_stella Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 07.05.13, 12:13
      w jaki sposób uświadomić matce to, że w
      > pewnym momencie pomaganie i krycie przed konsekwencjami własnego syna właściwi
      > e unieszczęśliwia i ją samą, i nie pozwala mu dorosnąć, stanąć na własnych noga
      > ch.


      moge napisac Ci o własnym doświadczeniu. Tez młodszy brat, 28 latek, żyjący całkowicie na koszt tatusia, dodatkowo z pelna obslugą- ugotowane, uprasowane, posprzatane. takie zycie jak w hotelu- pełnia praw, zadnych obowiazków i do tego tatus.. wylewający żale, jaki to syn zły..a on jaki dobry tatus. Wszekie próby persfazji,ze nie ma powodu by tak obługiwac starego konia, kończyły się stwierdzeniami,ze on tak nei potrafi.. No, bo dobre serce etc.. Argumenty, ze nie pomaga bratu, ale go krzywdzi, uzalezenia do siebie, kończyly się wybuchami złości do mnie. W końcu przestałam w ogóle dopytywać co u nich, bo to było jałowe. czułam się jak spluwaczka. ojciec wyżalał się mi, oczekując chyba cudu, a wszelkie propozycje odrzucał w skutecznej grze: "tak ale..."
      Niestety ostanio znowu dalam sie złapać, myslać,ze Stary dojrzał do jakijs konsekwencji i na kolejne propozycje twardej miłości uslyszałam,ze jestem jak urzędnicy bez serca, którzy pozwalają,ze dzieci giną w zamrażarkach.. (sic!),zebym spojrzała jaka ja jestem matka, jak ja swoje dzieci traktuję.. Pełnia obrazy... czyli znowu okazało się,z eon jest "dobry taus,a ajestem bez serca, fatalna matka..
      Uznaję swoją bezsilnośc, póki oni obydwaj nie chcą czegos zobaczyc, zmienic, to moje najbardziej słuszne i madre agrumenty są na nic.. szkoda mojej energii. i tez myslę,ze Stary nie stawia zadnych granic z poczucia winy ( a ma za co, oj ma..)... Tylko stara sie wciągac w to otoczenie pt. ratujmy synka.. szkoda ze wobec mnei ocjiec zadnych poczuć winy nei ma a chce zrobić ze mnei chyba jakąs opiekunkę dla starego konia. ja w tym uczestniczyc juz nie bedę. szkoda mi energii, nerwów. mam sowją rodzinę i an tym się skoncentruję. jesli sie zwróca do mnei po pomoc, to nie odmówię, ale żadnego wychodzenia przed szereg...
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 08.05.13, 08:45
      Brat jest oczywiście odpowiedzialny za to co robi i za tok swojego życia.
      Ale patrząc na system rodzinny z Pani perspektywy, staje się on kozłem ofiarnym winnym złu w rodzinie, a w szczególności sytuacji mamy i babci.
      Wydaje się, że w tym systemie Pani zajęła rolę ratownika. To rola wycieńczająca, ale też dająca dużo gratyfikacji. Likwiduje lub zmniejsza własne poczucie winy. Pani poczucie winy, jeśli jest, może być nieadekwatne, ale to nie zmniejsza poczucia jego rażenia. Może Pani wcześniej wzięla na siebie tę rolę.
      Oczywiście może Pani pomagać mamie, chronić ją, namawiać do racjonlnych zachowań. Ale nie liczyłabym na skuteczność. Bo i mama i system są dość utrwalone. Częścią systemi i jego problemem też jest sama mama. Tylko ją lepiej widzieć jako ofiarę, niż osobę utrwalającą ów system.
      System zwykle dąży wszelkimi sposobami do homeostazy czyli do trwania w równowadze. Nawet szkodliwej.
      Aby pomoc była skuteczna trzeba rozbroić system. Ale czy system jest na to gotowy, tego nie umiem powiedzieć. Chyba nie. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • gkapen Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 10.05.13, 18:40
        Dziękuję za odpowiedź. Wyłożyłam mamie wszystko co mi "leży na wątrobie", poprosiłam, żeby zwróciła się o pomoc do psychoterapeuty, czy jakiejś grupy wsparcia. Oczywiście odparła, że tak, mam rację i gdy wróci do Polski poszuka pomocy, nie jestem jednak dobrej myśli.
        Czy zatem powinnam po prostu się wycofać, nie jeździć do domu, nie myśleć o tym, nie przejmować się? Ja i mój syn chyba jesteśmy jedyną pozytywną rzeczą w jej życiu - fakt ona oszukuje się i tworzy sobie ten świat mrzonek wokół mojego brata, ale w gruncie rzeczy zdaje sobie chyba jednak sprawę jaką on jest porażką. Z jednej strony ma mnie - dziecko bezproblemowe, odnoszące sukcesy w życiu zawodowym, spełnione osobiście, z którego jest dumna, z drugiej - dziecko, które jest złodziejem i psychopatą (przejrzałam sobie te strony o "osobowości nieprawidłowej" i to było znów odhaczanie każdego objawu, wygląda na książkowy przypadek) - w jakiś sposób czuję jednak, że się od siebie oddaliłyśmy, że jest bliżej niego. Nie potrafię tego zrozumieć.

        • differentview Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 11.05.13, 07:29
          moze jestes zazdrosna? ze Ty zawsze taka grzeczna, zdolna i niesprawiajaca klopotow a mimo to matka wiecej energii i uczuc wklada w opieke i ratowanie Twojego brata
          ja bym odpuscila uswiadamianie matce czegokolwiek bo po pierwsze- nikomu na sile nie da sie pomoc a po drugie ona najwyrazniej wcale tak bardzo nie cierpi jak Tobie sie wydaje- moze nawet odpowiada jej taka rola w relacji z synem, ze wiecznie go mamusia ratuje z opresji i tlumaczy jego postepowanie
        • pade Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 11.05.13, 10:41
          Czy rozumiesz, że Twoja mama ma dwoje dzieci, nie tylko Ciebie i nie odwróci się od Twojego brata choćby nie wiadomo co zrobił? Ona się miota między rozsądkiem a poczuciem winy i troską w stosunku do Twojego brata. Ponieważ uświadomienie sobie jak bardzo przyczyniła się do sytuacji byloby dla niej zbyt bolesne, fałszuje sobie obraz rzeczywistości, a będąc daleko i nie na bieżąco, może sobie na to pozwolić. Twoja mama i Twój brat potrzebują terapii, bez tego cud nie nastapi.
          A Ty możesz rozwalić ten układ jedynie poprzez odrzucenie roli ratownika. Nic więcej nie możesz zrobić. Namawianie i naciskanie na matkę może przyniść skutek odwrotny od zamierzonego.
          Jesli chcesz pomóc, to tylko poprzez poszukanie terapeuty dla matki, za jej zgodą oczywiście.
          I sama pozbądź sie tej nadodpowiedzialności. Tez masz coś do przepracowania.
          W tym chorym układzie byłaś dzieckiem i nadal jesteś dzieckiem swojej mamy. Nie jej matką, siostrą czy doradcą. Nie jesteś odpowiedzialna za skutki postepowania Twojej matki, czy brata. Jesteś odpowiedzialna jedynie za siebie i swoją rodzinę.
          • kklekss Re: czy ja mogę jej jakoś pomóc? 11.05.13, 17:31
            Nie możesz matce pomóc , bo ona tego nie chce i daj sobie spokój z naprawianiem relacji rodzinnych z perspektywy 2000km. To są dorośli ludzie i niech robią co chcą i wreszcie się uwolnij od zbawiania świata tzn. rodzinki na odległość.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja