Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radzić

05.05.13, 11:52
Mam pytanie do Pani Ekspert. Ostatnio odwiedził nas teść i tym razem dał popis swoich urojeń, teorii spiskowych na temat zdrady ex-żony (matki mojego partnera), działań jej kochanków, którzy go śledzą, okradają itp. Czyli wszystkie objawy osobowości paranoicznej w pełnym rozkwicie. Z powodu takich zachowań i związanych z tym złośliwych akcji odwetowych na żonie, a także młodszym synu (ubzdurał sobie, że nie jest jego i unika płacenia alimentów na niego) żona się z nim rozwiodła. Udało się go na jakiś czas umieścić w szpitalu psychiatrycznym. Podobno dał łapówkę i wyszedł, dobra strona, że od tego czasu więcej gada niż robi, bo boi się powtórki z rozrywki.

W każdym razie przez lata robił starszemu synowi wodę z mózgu, on - mój partner, dopiero uczy się nie ulegać jego manipulacjom - a trzeba przyznać, że szkolący się w technikach perswazji tatuś, potrafi mieszać w głowie. Syn był od niego zależny finansowo, to on go utrzymywał - bez sądowego ustalenia alimentów, więc kontakt musiał utrzymywać. Od jakiegoś czasu partner przerabia temat na terapii i wiem, że z czasem sobie poradzi, jednak na razie na tym spotkaniu, widząc, w jakim jest stanie, przyjęłam rolę bufora między nim a ojcem. Praktycznie 6h prowadziłam sama dyskusję z ojcem, starając się zmieniać temat na neutralny, podczas gdy on cały czas próbował przekonywać nas do swoich teorii. Moja mama też ma zaburzenia osobowości z urojeniami, więc znam to zaślepienie, nienawiść w oczach, mówienie totalnych głupot będąc święcie przekonanym, że to prawda. Wiem jak wiarygodnie to wygląda dla osoby zaangażowanej emocjonalnie i jakie jest przykre. Potrafię już rozróżnić fakty od interpretacji faktów, mam przećwiczone nieuleganie manipulacjom i presjom. Te 6h to była jednak regularna bitwa umysłowa z ciężkim przeciwnikiem, gdzie starałam się zachować równowagę pomiędzy odrzucaniem urojeń, a uprzejmością do człowieka (choć czasem czułam takie obrzydzenie dla jego cynicznej filozofii i podłych zachowań, że trudno było gryźć się w język). Na początku zwracałam mu uwagę, gdy mówił o jakiś sytuacjach i nie wiedziałam jeszcze, że chodzi o mamę partnera (hipotetyzował), że może być wiele wyjaśnień danej sytuacji, ze widzę, że wszystko interpretuje tak by pasowało do jego teorii. Raczej starałam się zrobić z tego ogólną dyskusję w tematach psychologicznych, wtrącając o możliwych mechanizmach zniekształcających postrzeganie, by nie wchodzić w melodię jaką próbował narzucić - "takie są fakty i co wy na to".
Gdy widać było o czym naprawdę mówi, nazwałam po imieniu i spytałam wprost czy próbuje udowodnić nam, że żona go zdradzała i kochankowie go śledzą itp. Wtedy on nakręcił się jeszcze bardziej i z olbrzymim poziomem agresji opowiadał kolejne teorie, zupełnie nie słuchając tego co do niego mówię próbując przerwać tą tyradę. Zareagował dopiero gdy kilkakrotnie metodą zdartej płyty powiedziałam, że nie będę rozmawiać na ten temat, bo to nie w porządku w stosunku do teściowej, którą znam, ona nie może się bronić, więc nie możemy weryfikować tego co mówi. Przez chwilę myślałam, że teść mnie uderzy. Wstał by pójść do łazienki, podszedł do mnie na 10 cm zbliżył twarz i wysyczał, że ja nie wiem wszystkiego, bo gdybym wiedziała.... Widać, że wściekły, że go powstrzymałam, nie uwierzyłam, nie pozwalam indoktrynować syna.
Gdy wrócił z łazienki powtarzał niby uprzejmie, z wyraźną złością w głosie, że nie spodziewał się że ze mną można na takie "tematy psychologiczne" rozmawiać. Oczywiście nie wiem wszystkiego i gdybym wiedziała.. powtórzyłam, że widzę, że to dla niego ważny i trudny temat, że wiąże się z nim wiele emocji, ale ani ja ani syn nie jesteśmy dobrymi rozmówcami, ze względu na powiązanie emocjonalne, nie możemy też rozstrzygać prawdy, znając tylko wersję jednej strony, więc zmieńmy temat. Resztę spotkania starałam się wyszukiwać teściowi coś do zrobienia w domu - jakieś drobne naprawy itp. by do czasu pociągu nie było okazji wrócić do tematu.
Po jego wyjeździe partner bardzo mi podziękował za pomoc. Powiedział, że niezwykle cenne było obserwowanie, że można zupełnie inaczej reagować na oskarżenia ojca, nie jako na fakty, że widzi gdzie ulegał manipulacjom i cieszy się, że potwierdziłam, że miał racje nie wierząc ojcu. Był zawsze skołowany nie mogąc zweryfikować czy np. kiedyś jechał za nimi TEN SAM samochód, który potem ojciec widywał pod domem itp. Powiedziałam, że żadne z nas nie może tego zweryfikować bo potrzeba by monitoringu, ale możemy po zachowaniu ojca stwierdzić, że on nie szanuje faktów, myli je ze swoimi wnioskami, wszystko nagina do swoich teorii i widać u niego duże zaślepienie i złą wolę. I pozostaje jeszcze zwykły rozsądek - kto przez ileś lat śledzi zwykłego bezrobotnego, i gdzie u jego mamy widać pieniądze tych bogatych kochanków itp. Niestety on wychowany w nastawieniu - rodzic ma zawsze rację i masz się go słuchać, jeszcze nie potrafi zawsze sam postawić granicy i ufać sobie do końca, gdy był pozostawiony w tym piekle z ojcem sam. Ale już odprowadzając ojca na dworzec zastosował podpatrzoną metodę zdartej płyty i przerwał próbę powrotu do dyskusji.
Później wyszło, że nie do końca zdawał sobie sprawy też z prób dyskredytowania go przez ojca, takie niby niewinne uwagi "a dlaczego to lubi/robi? nie uważa, że to dziecinne, a dlaczego nie pojedzie tam i tam (gdzie teść lubi jeździć)" itp. ciągłe próby urabiania go do jedynego akceptowanego formatu. Ale też spodobały mu się moje asertywne odpowiedzi i przeniesienie dyskusji na poziom - taka jest opinia teścia, szanujemy ją, mamy własną. Coraz więcej dostrzega, terapia zrobi swoje. Jest zdeterminowany by przerobić swoje dzieciństwo i uwolnić się do końca od wpływu toksycznych rodziców. Reszta wymaga czasu.

Na razie ustaliliśmy, że będziemy ograniczać spotkania i najchętniej umawiać się na mieście, skąd można w razie potrzeby wyjść. Być może kiedyś partner dojrzeje do zerwania kontaktu, na razie radzimy sobie z tym co jest. To jego ojciec i jego decyzja, musi być na nią gotowy.

Natomiast przestraszyło mnie to przekroczenie moich granic fizycznych przez teścia, bałam się, że za chwilę mnie uderzy.

Czy pani ekspert miałaby jakieś uwagi jak rozmawiać z takimi ludźmi? Na razie mam plan by stosować metodę zdartej płyty by nie wchodzić w ogóle w takie dyskusje, zmieniać temat. Nie widzę sensu prób uświadamiania mu, że może to on ma ze sobą problem i potrzebuje pomocy specjalisty. Raz to zrobiłam, zignorował. Epizod psychiatryka przerobił na "to żona dała łapówkę z kochankiem by mnie tam wsadzić, nic mi nie jest". Obawiam się, że w tym przypadku nazwanie po imieniu wszystkiego co robi może wytrącić go z równowagi i nie wiadomo jak to się skończy. Odrobina wytrąca mu broń z ręki i już go wkurza.
Co najlepiej "zdetonuje" takie nakręcenie? Komunikat, że rozumie się, że on może się tak czuć, że widzę jakie to dla niego ważne (czyli nie odrzucam jego jako osoby), ale nie będę rozmawiać o tym z bo źle się z tym czuję? Czy nie bawić się w takie subtelności i namawiać partnera do jak najszybszego zerwania kontaktu? Mnie ratuje to, że mam dość wiedzy psychologicznej, zwłaszcza dotyczących przemocy psychicznej, by nie dać sobą pogrywać i widzę, że teść ma do mnie pewien respekt - dopóki panuje nad sobą. Stara się być uprzejmy, owijać w bawełnę to co mówi, nie odważy się wbić mi nawet szpileczki. W przypadku syna nie cacka się.
Prawdopodobnie raz na pól roku będę faceta oglądać, może mniej. Chcę sobie zaplanować co robić dalej.
    • zuzi.1 Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 05.05.13, 12:32
      6h z taką osobą, to zdecydowanie za długo. Nie wchodziłabym z tym panem w jakiekolwiek dyskusje na tematy osobiste, jego teorie spiskowe i paranoje, gdyby jednak mowił co mu ślina na język przyniesie, zajmowałabym się innymi sprawami razem z partnerem, pozwalając mu na plecenie wszelkich przewalających mu się przez chorą głowe głupot, kompletnie nie reagując na to, co mówi, starałabym się nie byc jego partnerem w jakichkolwiek dyskusjach, załozyłabym, że pan jest chory, nie chce się leczyc, więc niech sobie pogada, a ja jestem niedaleko niego ciałem, ale kompletnie nieobecna duchem, tj. przytaknę od czasu do czasu, kompletnie nie słuchając tego co plecie.
      • sorvina Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 05.05.13, 13:11
        zuzi.1 napisała:
        > 6h z taką osobą, to zdecydowanie za długo.

        Zdecydowanie. Gdyby samochód mu się nie popsuł, mógłby pojechać szybciej, a tak był uzależniony od pociągu. Pogoda pod psem - nawet na spacer nie można było pójść. Na przyszłość musimy to inaczej zaplanować.

        >Nie wchodziłabym z tym panem w jakie
        > kolwiek dyskusje na tematy osobiste, jego teorie spiskowe i paranoje, gdyby jed
        > nak mowił co mu ślina na język przyniesie, zajmowałabym się innymi sprawami raz
        > em z partnerem, pozwalając mu na plecenie wszelkich przewalających mu się przez
        > chorą głowe głupot, kompletnie nie reagując na to, co mówi, starałabym się nie
        > byc jego partnerem w jakichkolwiek dyskusjach, załozyłabym, że pan jest chory,
        > nie chce się leczyc, więc niech sobie pogada, a ja jestem niedaleko niego ciał
        > em, ale kompletnie nieobecna duchem, tj. przytaknę od czasu do czasu, kompletni
        > e nie słuchając tego co plecie.

        Gdyby gadał od rzeczy cały czas byłoby łatwiej. To dość inteligentny człowiek, można z nim rozmawiać o czymś zupełnie innym - wtedy rozmawia sensownie, po czym nagle zaczyna wplatać jakieś dziwne aluzje. Człowiek się łapie na tym dopiero po chwili. Widziałam człowieka może 4 raz w życiu, po raz pierwszy przy mnie "popłynął".
        Nie ma w domu tyle do robienia przez 6h by ciągle być czymś innym zajętym - tym bardziej by 2 osoby były zajęte. A nie chodzi o to na razie by zostawiać partnera z ojcem sam na sam.

        Zdecydowanie jakiekolwiek metody wymagają by spotkanie skrócić.

        Nie wiem też czy w tym przypadku olewanie go nie doprowadzi do wzrostu agresji - on właśnie domaga się uwagi, wkurza go gdy nie chcemy słuchać tego co mówi. To nie jest staruszka, która gada do siebie i można to olewać. Nie wiem czy potrafiłabym udawać, że go słucham i niby się zgadzam, tylko nie wchodzę w temat. On ciągle zadaje pytania chcąc wyciągnąć od nas, że udowodnił swoją teorię" Co wy na to", "jak to wytłumaczycie?". Nie da się odpowiedzieć "mhym" i pozwolić mu dalej gadać. W tym problem. Niby nie słucha tego co mówimy, ale jednak domaga się feedbacku. Chyba przydałby mi się instruktarz co mogę mówić, bo nie za bardzo sobie to wyobrażam. Nie wiem też ile wytrzymam nie reagowanie na paskudne rzeczy jakie wygaduje. Partnera skręca jak ojciec miesza z błotem jego matkę. Ja kobitkę lubię, ma swoje za uszami, ale akurat nie to o co ją mąż oskarża.
        A może pokutuje to, że nie mam w zwyczaju lekceważyć ludzi i tego co mówią. Chory czy podły, zawsze człowiek. Zawsze wolę zabrać stanowisko, powiedzieć, że się nie zgadzam, jak nie akceptuje granic, to zerwać kontakt. Tutaj nie ja podejmuję decyzję o tym, postanowiłam wspierać partnera w tym co postanowi.
        To samo mnie męczyło u mojej mamy - jak rozgraniczyć, kiedy masz do czynienia z człowiekiem, a kiedy z jego chorobą. Kiedy traktować poważnie to co mówi, a kiedy olewać treść wypowiedzi jako przejaw choroby? Gdy masz do czynienia z dorosłą osobą, która traktuje śmiertelnie poważnie swoje słowa, naprawdę w to wierzy - oburza się na ignorowanie, to trudne. W praktyce to się przenika i trzeba być cholernie uważnym by wyczuć, kiedy rozmówca "popłynął". Tutaj wszystko się miesza - facet ma paskudny charakter i bardzo parszywą wizję świata i ludzi cały czas, natomiast nie zawsze rozgłasza swoje teorie z nieprzytomnym spojrzeniem i obłędem w oczach.
        Bliskiej relacji z nim się nie zbuduje, bo nie ma na czym. Chodzi o to by przeżyć rozmowę bez awantur i rękoczynów.
        • zuzi.1 Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 05.05.13, 14:54
          Rozumiem, ale w tym co napisałam, nie chodzi o lekceważenie tego człowieka tylko o przetrwanie tej trudnej wizyty. Problem z takim człowiekiem polega na tym, że próbując z nim rozmawiac jak z normalnym człowiekiem, wysłuchując go i jego teorii, wdając się w pełną konwersację, nieopatrznie, niezamierzenie, można powiedziec cos, co takiego człowieka doprowadzi do wsciekłosci i wówczas ryzykujesz tym, że rzuci się na Ciebie lub zachowa się w inny agresywny sposób. Ponadto mówiąc mu wprost, że nie zgadzasz się z jego zdaniem, również możesz doprowadzic go do ataku agresji. Ten człowiek jest przyzwyczajony do tego, że nikt jego zdania nie podważa (świadczy o tym chocby zachowanie Twojego uległego i zmanipulowanego partnera). Najlepiej nie konwersowac zbyt mocno, szukac dla wszystkich innych zajęc, fizycznych, tak aby można się było skupic na pracy a nie na rozmowie o pana paranojach, jesli możliwe wyjsc na spacer, gdziekolwiek i rozmawiac o przysłowiowej dupie maryni i jak najdalej odsuwac tematy rozmowy od pana paranoi, zmieniac temat, zgrabnie prowadzic go na inne tematy ew. rozmowy, neutralne tematy, proponowac co chwila herbatkę, aby była okazja wyjsc do kuchni, partnera angażowac do krojenia ciasta itp., aby nie zostawał sam na sam z ojcem, generalnie wykręcac się od takich wizyt kiedy tylko się da. Twojemu partnerowi wizyty ojca nie służą na zdrowie, więc im będzie ich mniej, tym lepiej dla wszystkich, zawsze możecie powiedziec, że macie grype zołądkową, wyjazd służbowy itp. aby wizyta nie doszła do skutku.
          • sorvina Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 05.05.13, 18:53
            Dlatego na razie mam plan unikania schodzenia na tamte tematy. Nie wyobrażam sobie technicznie pozwolenia mu mówić i olewania tego, z wymienionych wcześniej względów. Ignorowanie tego co mówi obawiam się, że wkurzało by go równie jak otwarte nazwanie tego co mówi głupotami. Nie miałam jednak okazji się przekonać. Nie mam za bardzo ochoty testować na żywca. Wolę się podpytać Pani Ekspert :)
            • aandzia43 Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 06.05.13, 16:29
              Nie wyobrażam so
              > bie technicznie pozwolenia mu mówić i olewania tego, z wymienionych wcześniej w
              > zględów. Ignorowanie tego co mówi obawiam się, że wkurzało by go równie jak otw
              > arte nazwanie tego co mówi głupotami.

              Wkurzyłyby go olewanie, milczenie, zmiana tematu i byłby w związku z tym agresywny? Wrzeszczałby, meble rozbijał, bił rozmówcę? Jeśli bym miała zetknąć się z kimś takim raz na parę lat, to zacisnęłabym zęby i przesiedziałabym jak na tureckim kazaniu te kilka godzin. Gdybym jednak miała widywać z jakichś względów pana częściej, to ustawiłabym sobie relacje z nim tak, jak ustawiłam sobie z moją babcią paranoiczką. Gdy zaczynała snuć teorie spiskowe ja zbierałam się do wyjścia. Przykry impuls z tytułu chwilowego olania i odrzucenia indukował chyba chwilowe spięcie w obszarze pt. "dziwne pomysły na roztłumaczenie prostych rzeczy" ;-) Przejsciowo zamotane ścieżki jej umysłu prostowały się konwulsyjnie i miałam święty spokój ;-) Innymi słowy: potraktowanie z buta, nie wdawanie się w dyskusję i nie karmienie trolla swoją energią psychiczną wytłumia na moment paranoika. Że teść być może wpadłby w szał na takie spokojne a olewcze potraktowania go? No to by wpadł. To też nie jest najgorsze rozwiązanie: można wtedy mieć podstawę do wykluczenai go ze swojego życia na wieki wieków amen. Przecież to nie jest osoba, której winna jesteś opiekę i troskę (ja wobec babci uczuciowo, żeby nei wspomnieć o tym, że z przyczyn prawnych, czułam się zobowiązana do opieki). Ty możesz się odciąć zupełnie.
              • sorvina Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 06.05.13, 22:24
                aandzia43 napisała:

                > Wkurzyłyby go olewanie, milczenie, zmiana tematu i byłby w związku z tym agresy
                > wny? Wrzeszczałby, meble rozbijał, bił rozmówcę?

                W moim domu niejedno się działo, więc wolę być ostrożna. Teść ma w sobie więcej agresji i siły niż moja matka, a nie mam doświadczenia co taką osobę najbardziej wkurza. Moją narcystyczną matkę ignorowanie doprowadzało do szewskiej pasji i rękoczynów. Może umysł paranoika działa inaczej - nie spotkałam takich wskazówek w materiałach jakie czytałam na ten temat, wolę się więc dopytać.
                • aandzia43 Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 08.05.13, 00:17
                  Wiesz co, przymierzasz się do teścia jak pies do jeża, marnujesz energię dla kogoś, dla kogo NIE MA POWODU, BYŚ TO ROBIŁA. Podczas gdy pozbycie się z życia towarzystwa osoby nie zachowującej się wobec bliźnich przynajmniej przyzwoicie (no tak, chory on przecież jest biedaczek, ale zaburzenia osobowości to nie choroba psychiczna sensu stricte) jest przejawem instynktu samozachowawczego. Osoby, wobec której nie masz żadnej powinności uczuciowo-prawnej. Ale ty nie masz instynktu samozachowawczego: przejścia z dzieciństwa cię go pozbawiły, a działań zmierzających do odzyskania go nie podjęłaś (chociażby porządna terapia). Dziewczyna bez problemu w temacie "paranoik-manipulant w moim życiu" robi tak: spotyka się kontrolnie z teściem, czemu nie, ale jak teść popłynie, zwyzywa ją czy kogoś w jej obecności, wyraźnie mówi facetowi i rodzinie, że nigdy więcej tego pana nie chce widzieć. To jest jasne jak słońce i proste jak budowa cepa! Dziewczyno, twoje długaśne dywagacje na temat teścia, jego paranoi, co on komuś, a co kto jemu i co ktoś inny na całe zamieszania, to dowód na poważny problem w TWOJEJ głowie, a nie problem z tym akurat teściem. Nie będzie ten wariat, będzie wariatka sąsiadka/szef/mąż - paranoicy lgnąć będę jak mucha do miodu, a ty nie opędzisz się od nich. Póki co, jesteś ich targetem. Weź się kobieto za siebie, zamiast zaśmiecać sobie głowę rozważaniami o sposobach na nie zdenerwowanie broń Boże świra, który ani myśli leczyć się i świetnie się spełnia w robieniu piekła na Ziemi rodzinie.
                  • aandzia43 Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 08.05.13, 00:39
                    Aha, ja stosuję metodę rozsądnego kumpla z "Pożegnań":
                    www.youtube.com/watch?v=XenL7PmRgOE (między minutą a minutą trzydzieści sekund)
                    Pozwól, by pan hrabia pokazał swoją klasę i zebrał plony.
                  • sorvina Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 08.05.13, 09:44
                    aandzia43
                    >Ale ty nie masz instynktu samozachowawczego: przejścia z dzieciństwa cię go pozbawiły, a działań zmierzających do odzyskania go nie podjęłaś (chociażby porządna terapia).
                    >Weź się kobieto za siebie, zamiast zaśmiecać sobie głowę rozważaniami o sposobach na nie zdenerwowanie broń Boże świra, który ani myśli leczyć się i świetnie się spełnia w robieniu piekła na Ziemi rodzinie.

                    Chyba ci się z kimś pomyliłam, bo „branie się za siebie” i terapia, to priorytety w moim życiu i zdecydowanie od nich nie uciekam.

                    >Wiesz co, przymierzasz się do teścia jak pies do jeża, marnujesz energię dla kogoś, dla kogo NIE MA POWODU, BYŚ TO ROBIŁA. Podczas gdy pozbycie się z życia towarzystwa osoby nie zachowującej się wobec bliźnich przynajmniej przyzwoicie (no tak, chory on przecież jest biedaczek, ale zaburzenia osobowości to nie choroba psychiczna sensu stricte) jest przejawem instynktu samozachowawczego. Osoby, wobec której nie masz żadnej powinności uczuciowo-prawnej.

                    Szanownego pana teścia przez 7 lat związku z partnerem widziałam 4 raz w życiu, w tym ostatnio pierwszy raz na 6h. Sam w sobie wisi mi i powiewa, gdyby chodziło tylko o mnie to rozmowa zakończyłaby się bardzo szybko. Nie traktuję osób zaburzonych jako biednych misiów, których mam głaskać po główce bo choroba ich usprawiedliwia, ale zdaję sobie sprawę z tego, że mogą być agresywni i nieprzewidywalni i podchodzić trzeba do nich ostrożnie.
                    Ale nie chodzi tylko o mnie, ale o partnera i jego uczucia. To jego ojciec, beznadziejny, ale ojciec. A zerwanie z nim kontaktów to jego decyzja, której jest coraz bliższy. W związku gramy w jednej drużynie. Partner mnie wspiera w wielu sprawach, a ja w jego. Spotkanie z teściem nie było przyjemne, ale raz w roku mogę to przeżyć. Takie mam zasady, że czasem robię coś dla partnera co niekoniecznie jest dla mnie super miłe (ale nie jest poświęceniem), bo on tego potrzebuje. To jest miłość ofiarna, w odróżnieniu od miłości ofiary, która się poświęca swoim kosztem. Kocham partnera i takie rzeczy są dla mnie naturalne.
                    Uważam – jak coś robisz to rób to dobrze, lubię też podejście metodyczne. Więc podjęłam decyzję, że jak będzie trzeba to z panem znów się spotkam i chcę wiedzieć jak postępować. Skonsultuję się z panią ekspert, ułożę sobie w głowię strategię, do kolejnego spotkania temat się zamknął.

                    >Dziewczyno, twoje długaśne dywagacje na temat teścia, jego paranoi, co on komuś, a co kto jemu i co ktoś inny na całe zamieszania, to dowód na poważny problem w TWOJEJ głowie, a nie problem z tym akurat teściem.

                    Raczej przykład tego, że lubię pisać i łatwo mi to przychodzi ;) Nie wiem czy próba zrozumienia czegoś na tyle by opracować strategię działania jest dowodem na umysłowe pomerdanie. Mnie się zawsze wydawało rozsądkiem, masz oczywiście prawo do własnego podejścia.

                    Może tak być, że pewnym sytuacjom poświęcam więcej czasu niż jest to warte, ale jeśli nie mam wkodowanych zdrowych mechanizmów postępowania, to muszę się ich nauczyć i świadomie weryfikować te, które mam. To element pracy nad sobą. Fajnie, jak pewne zdrowe zachowania są dla kogoś naturalne, dla DDD wiele nie jest – są raczej aktem woli, niż przyzwyczajenia. Zdrowe nawyki trzeba sobie wyrobić od podstaw.

                    Być może z mojego wątku można było odnieść wrażenie, że od spotkania z teściem nic nie robię tylko myślę o nim, a to wyjątkowo odległe od prawdy. Podobnie jak dzięki terapii nie myślę o rodzicach przez większość czasu. Czasem coś nieuzdrowionego wyjdzie, wtedy trzeba się tym zająć, po gestaltowsku zamknąć figurę i przestaje to już przeszkadzać, można skupić się na czymś innym. Natomiast gdy trzeba, mogę opisać co i jak, uzdrowienie nie oznacza amnezji.
                    Śledzę wątek, wyszukując w nim cennych uwag i to wszystko co robię w tym temacie obecnie.

                    Nie mam problemu teścia-paranoika. Nie mam go przez 99,9% czasu, być może raz w roku, ten problem pojawi się w moim życiu, wtedy trzeba się nim zająć. Jakoś nie dostrzegam by lgnęli do mnie ani stuknięci-narcyzi, ani porypani-paranoicy, więc nie mam problemu z nimi jako takiego. Czas gdy przyciągałam pomerdańców na szczęście minął. Mam konkretnego teścia, który nie zmieni się bo ja przeszłam terapię i jakoś sobie muszę te relacje ułożyć.

                    Zerwałam kontakt z matką, babcią i szykuje się to samo z ojcem. To miało swoją cenę. Daleka jestem od namawiania partnera by bez dojrzenia do tego, zrobił to z ojcem, jakby to było pójście do fryzjera. Nie chcę też bez przekonania, że jestem tego pewna, palić mostów sama. Znajomych można wymieniać na lepszych, rodziny się nie wymieni, więc nie warto podejmować decyzji pochopnie.
                    • aandzia43 Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 08.05.13, 14:25
                      Czas gdy przyciągałam pomerdańców na
                      > szczęście minął.

                      A to miodzio :-) Gratuluję z całego serca, nie każdemu się udaje zmienić schematy :-)


                      > Może tak być, że pewnym sytuacjom poświęcam więcej czasu niż jest to warte, ale
                      > jeśli nie mam wkodowanych zdrowych mechanizmów postępowania, to muszę się ich
                      > nauczyć i świadomie weryfikować te, które mam.

                      No właśnie, o to mi chodzi - za dużo energii. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że lubisz pisać :-) I coś mi się wydaje, że takie swobodne odpływanie w kierunku "jak postępować z ludźmi toksycznymi, by ich nie rozdrażnić" nie przybliża do wkodowania zdrowych mechanizmów ;-)


                      Daleka jestem od namawiania partnera by bez dojrzenia do tego, zrobił to
                      > z ojcem, jakby to było pójście do fryzjera.

                      Ale to nie twój partner ma palić mosty czy w ogóle zajmować jakieś stanowisko. Chodzi tylko i wyłącznie o ciebie. A ty właśnie dołączasz do grona chodzących na paluszkach wokół potwora.
                      • sorvina Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 08.05.13, 20:59
                        aandzia43 napisała:

                        > Ale to nie twój partner ma palić mosty czy w ogóle zajmować jakieś stanowisko.
                        > Chodzi tylko i wyłącznie o ciebie. A ty właśnie dołączasz do grona chodzących n
                        > a paluszkach wokół potwora.

                        Tak jak pisałam wcześniej zgodziłam się tworzyć z partnerem wspólny front, przynajmniej do czasu gdy teść nie zacznie być więcej niż męczący, ale wtedy i partner nie będzie siedział cicho.

                        Całe życie moja rodzina chodziła na paluszkach wokół mojej mamy, nikt nie odważył się stawiać jej granic ani nawet zwrócić uwagi. To co robimy wobec teścia jest czymś innym. Nie traktujemy jego zaburzeń jako cnoty, ani niezawinionej choroby, którą trzeba znosić głaszcząc go po główce jaki to biedny. Postawiałam granicę, gdy rozmowa przyjęła coraz bardziej paranoiczny obrót.
                        Nie mam wątpliwości CZY stawiać mu granicę, bo ani ja ani partner nie chcemy wysłuchiwać insynuacji na temat teściowej i jej domniemanych kochanków. Chodzi o to JAK. Można niczym dziecko wrzasnąć, albo załatwić to bardziej dojrzale, nie prowokując niepotrzebnych awantur. Kochać mnie teść raczej nie będzie, nie o to zabiegam.
    • basiastel Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 05.05.13, 17:08
      Kiedyś całym sercem zaangażowałam sie w opiekę nad moją chorą na schizofrenię sasiadką. Było mi jej żal, przeczytałam nawet "Schizofrenię" Kępińskiego, by zrozumieć chorobę i sąsiadce pomóc, Skończyło się tak, że sama wylądowałam u psychiatry, bo sąsiadka mnie wykończyła i lekarz mi powiedziała, by trzymać się od tej pani z daleka, bo jej nie pomogę, a ona mnie zniszczy. Zapłaciłam za tą opiekę sporą cenę i nigdy bym nie pozwoliła mojej córce na przykład, by w coś takiego się angażowała. Trzeba się chronić.
      • aqua48 Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 05.05.13, 17:14
        Całkowicie zgadzam się z Basią. Powinniście stanowczo NIE ZGADZAĆ się na wizyty ojca u Was w domu. Nie trzeba zrywać z nim całkowicie kontaktu, można go przecież regularnie odwiedzać lub spotykać się z nim w miejscach publicznych, na przykład w kawiarni, bo wtedy to będzie na Waszych warunkach - tzn. z możliwością spojrzenia na zegarek i wyjścia/wyjazdu kiedy tylko zauważycie, że rozmowa zmierza w złym kierunku.
        Sześciogodzinna domowa wizyta takiej osoby to trauma dla wszystkich.
        • krokodil123 Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 05.05.13, 17:42
          Z jednej strony zrobiło mi się smutno, a z drugiej się bardzo ucieszyłam.
          Smutno mi się zrobiło o ciebie, o twój zmarnowany czas i energie, przypomniało mi się jak ja X-czasu poświęciłam też własnemu teściowi i nie żeby go z błędów wyprowadzać, męża bronić czy coś podobnego a z złe zrozumianym (wtedy) poczuciem szacunku do drugiej osoby, w celu obrony swoich granic i swoich finansów (teść mamił wizjami o super inwestycjach).

          To u mnie trwało stanowczo za długo, też nie mieszkaliśmy razem.
          Rezultat-nie przekraczał granice fizycznie, ale jak zrozumiał że mnie nie urobi stałam się wrogiem (tak jak twoja czy moja teściowa). Tak jak twój gada o żonie, tak mój zaciął nadawać na mnie przy każdej okazji, wiem że nawet w mojej nieobecności mąż był uświadamiany jaka to jestem wredna. Tak jak tutaj wersja moich kochanków czyhających na życie mojego męża jest mało wkręcająca, szpiegowska i podobne były ciekawsze.....

          Teraz z perspektywy 10 lat wiem że to był mój stracony czas, energie i siły dla tego człowieka. Jeszcze gorzej-po 20 małżeństwie w trudnej chwili mąż obrócił się przeciwko mnie (przecież nie umaił inaczej) i wraz z ojcem podeptał do sądu się rozwodzić.
          Tak razem-na sali sądowej teść stał obok męża, nie ma wykształcenia prawniczego, miał pełnomocnictwo od syna a kiedy sąd zadawał pytania mężowy to teść odpowiadał (komedia).
          O dziwo, ja nawet nie byłam zdenerwowana a tylko się patrzyłam na ten tandem i zastanawiałam się jak mogłam być żona tego człowieka.
          Teraz jestem szczęśliwa i cieszę się że mam problem z głowy.
          • sorvina Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 05.05.13, 18:46
            Współczuję Wam doświadczeń. Wiem, że wyprowadzać z błędu i wyjaśniać nie ma sensu - spróbowałam raz, zobaczyłam jak to wygląda na własne oczy. Nie będę przebijać głową muru. Na razie zmarnowałam 6 godzin i zgadzamy się z partnerem, że w tym roku już nam się do spotkania z teściem nie spieszy. My do niego nie pojedziemy, a od przyjazdu będziemy się wykręcać.

            Co do robienia ze mnie wroga, to tutaj zaczęło się od prób "uświadamiania" syna przez teścia, że nie można mi ufać, że na pewno go zdradzam itp. kilka lat temu. Miał wtedy fazę zazdrości, ale jasno postawiłam sprawę, że nie ma podstaw, że mnie to boli, że to nie jest normalne i musi się z zazdrością i lękami uporać. Wtedy partner zaczął nad sobą pracować i coraz bardziej dystansować się od ojca. Teraz zdaje sobie sprawę z tego, że ojciec gada głupoty, tylko nie ma siły stawiać mu granicy gdy ten zacznie gadać. Nie wierzy mu, ale jeszcze nie potrafi powiedzieć w oczy "przestań". Natomiast żyje po swojemu.

            W wakacje idziemy na warsztaty pt. "Związki z rodzicami", czuję, że będzie "wesoło" ;)
            • verdana Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 05.05.13, 21:13
              Ależ niczego nie wyjaśniaj, bo teść jest chory - on nie ma mozliwości dostosowania sie do racjonalnego sposobu myślenia, po prostu. Żyje w innej rzeczywistości, w której naprawde wszyscy go śledzą, wszyscy dybią na jego zycie - i nie wytłumaczysz mu, zę jest inaczej, bo on to widzi i to po prostu wie. Tłumaczenie nalezy do psychiatry i moze sie powieść tylko w trakcjie leczenia.
              Nie postrzegaj też tego, co teść mówi, jako prób manipulacji i ustawiania. Dla niego to co mówi jest racjonalne i prawdziwe.
              Natomiast niepokoi mnie Twój partner, który nie dostrzega choroby ojca - to jemu przydałaby sie terapia, bo częściowo też zaczął, będac zdrowy, zyć w swiecie urojonym.
              • sorvina Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 05.05.13, 21:36
                Verdano mój partner dostrzega co się dzieje i nie wierzy w opowieści ojca. Może bez umiejętności nazwania konkretnych wzorców i zaburzeń, ale dostrzega absurd oskarżeń, ogólną wrogość i zaślepienia. Natomiast efekty prania mózgu i wychowania w takiej rodzinie sprawiają, że przy ojcu traci pewność siebie. No i po raz pierwszy (bo z matką i bratem temat ex-męża to temat tabu) ktoś potwierdził jego opinię na temat teorii ojca, przez co partner upewnił się, że ma rację i poczuł pewniejszy.
                Wiem jak to jest, bo też długo z jednej strony widziałam zachowania i rojenia mojej matki, ale przy niej głupiałam i już nie wiedziałam co jest czarne a co białe, wątpiłam w swój osąd. Toksyczna relacja w wersji silnych zaburzeń bez przerobienia, tak działa na człowieka. Dlatego on wie, że musi ten temat przerobić do końca i pracuje nad nim na terapii z dużą determinacją.

                Co do manipulacji to się nie zgodzę z tobą do końca, bo to, że on wierzy w to co mówi to jedno - to rozumiem. Ale sposób rozmowy, także wbijanie synowi szpili to jeden wielki pokaz jak tu zgnoić człowieka i zrobić mu wodę z mózgu tak by się nie skapnął i jeszcze uznał, że mu dobrze życzy. On się wręcz szczyci tym, że fascynują go techniki perswazji i lubi je stosować. Także jest 2 w jednym - paranoja i toksyczne manipulacje. Efekt ostateczny wyjątkowo parszywy.
                • verdana Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 05.05.13, 22:35
                  Facet chory psychicznie nie do końca odpowiada równiez za traktowanie innych.
                • zuzi.1 Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 06.05.13, 09:00
                  sorvina napisała:
                  "Wiem jak to jest, bo też długo z jednej strony widziałam zachowania i rojenia mojej matki, ale przy niej głupiałam i już nie wiedziałam co jest czarne a co białe, wątpiłam w swój osąd. Toksyczna relacja w wersji silnych zaburzeń bez przerobienia, tak działa na człowieka. "

                  Sorvina, napisz co doprowadziło do tego, że przejrzałaś na oczy i zdałaś sobie sprawę z tego, ze Twoja mama i babcia są toksyczne i że układ rodzinny w którym zyjesz nie jest normalny. Zastanawia mnie to, dlaczego częsc osób z takich domów żyje w nieświadomosci problemu czasem całe życie, a częsc przegląda na oczy i orientuje się co jest grane (czasem znajdzie się osoba z zewnątrz, która podpowie, ze rodzice/-e nie zachowują się normalnie) a jak było w Twoim przypadku?
                  • sorvina Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 06.05.13, 22:50
                    Zuzi.1, myślę, że to nie jedna rzecz, a połączenie różnych elementów i pewnie jakiś cech mojej osobowości.
                    Kiedyś czytałam, że jeśli dręczone emocjonalnie dziecko będzie miało choć jednego życzliwego świadka, który mu powie, że to nie z nim jest problem, tylko z rodzicami, to ono nie przyjmie do końca indoktrynacji rodziców. Ja nie pamiętam by ktoś do mniej więcej 16 roku życia mi coś takiego powiedział, ale obserwowałam sobie inne domy i to jak rodzice traktują dzieci i coś mi zgrzytało. Najłatwiej poszło z ojcem i biciem, bo to było bardziej jednoznaczne. Co do mamy to długo nie nazywałam tego przemocą, nie wiedziałam, że tak wiele jej zachowań było zupełnie nieuzasadnionych i stanowiło nadużycie. Wiedziałam tylko, że nie mogę tego wytrzymać i muszę z stamtąd odejść.
                    Byłam przez większość życia tak stłumiona, że nawet nie potrafiłam określić co czuję, że mnie jej zachowanie krzywdzi. Ale to co tłumiłam w dzień, wracało nocą. Psychika dała mi znać, że jeszcze trochę, a będzie ze mną bardzo źle. Miałam 3, niezwykle wyraziste sny, w których symbolicznie zobaczyłam, że słowa mamy ranią mnie od środka, aż dostaję krwotoku, że miałam skrzydła i latałam wysoko, a po jej słowach wylądowałam na wózku inwalidzkim, albo kryminał o zamordowanej dziewczynce i próbie zatuszowania zbrodni. Przy każdym obudziłam się rycząc. I ciągłe sny o tym, że moja rodzina to mafia, przed którą uciekam.
                    Nie miałam w zwyczaju tłumić się używkami, więc szukałam odpowiedzi, aż znalazłam.

                    Pewnie pomogło też, że widząc rodzinne awantury i szopki odgrywane przed dalszą rodziną i sąsiadami, wiedziałam, że to co się dzieje jest chore, zatem rodzice nie są tacy idealni i uczciwi jak chcą tą przedstawiać.

                    W sumie powinnam im być wdzięczna za wysłanie mnie do psychiatryka po pierwszym nastoletnim buncie, bo właśnie tam, ze strony autorytetów dowiedziałam się, że to wcale nie chodzi o to, że jestem złą córką, że wręcz staram się być za dobra i może czas bym pomyślała o sobie a nie o mamie.

                    Dzięki terapii wychodziłam z roli dziecka i stawałam się dorosła, dzięki czemu dojrzewałam do samodzielnego myślenia i przejścia przez kwestionowanie prawd i norm rodzinnych. Trochę późno, ale lepiej późno niż wcale. Natomiast czasem oznaczało to dotykanie tak przykrych tematów, że gdyby nie wizja konsekwencji w postaci dalszego niszczenia sobie życia, związku itp. to pewnie wolałabym wierzyć w prawdy rodzinne niż temat ruszać. Bo lęk, że jednak okaże się, że prawdą jest, że jestem dnem i mama miała rację, takiego śmiecia nie da się kochać, był paraliżujący. Wiele rzeczy przerabiałam na raty, były zbyt trudne. Ale zawsze do nich wracałam.

                    Mój brat do czasu gdy nie poczuł osobiście ciężaru bycia workiem treningowym psychicznym/darmową służbą/kozłem ofiarnym matki, też nie dostrzegał problemu. Jak zaczęło go boleć, raz stracił panowanie nad sobą i zaczął dusić ojca, a babcia rozwaliła mu związek wyzywając jego dziewczynę, to zaczął myśleć. Wcześniej wygodniej było udawać, że jest ok i grać w tą grę.

                    Mnie nie było wygodnie, może wrażliwość, którą nie raz przeklinałam, okazała się wybawieniem, bo nie pozwoliła mi ignorować tego co się dzieje.

                    Jednak bez duuużej porcji wiedzy nie nazwałabym wszystkiego po imieniu, nie zrozumiałabym mechanizmów, a bez terapii nie poradziłabym sobie z tak silnymi nawykowymi wyparciami emocji związanych z konkretnymi zachowaniami rodziców.

                    Każdy ma inny próg wytrzymałości i inne priorytety. Jeśli ktoś nie idzie z determinacją na terapie tzn. że jeszcze nie doszedł do swojego i nie zaświeciła mu w oczy wizja utraty tego co kocha.

                    Teraz myślę, że gdybym nie roztaczała nad bratem parasola ochronnego, to może szybciej by się ocknął. Wydawało mi się, że robię dobrze. Ale nie można za kogoś przeżyć życia. Za niego zmierzyć się z czymś, z czym musi zmierzyć się sam, za niego dojść do pewnych wniosków. Można się wspierać, ale mądrze.
        • danaide Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 05.05.13, 23:49
          Jasne... można zaproponować spotkanie w kawiarni, a taki, mimo że jechał paręset kilometrów wrzuci wsteczny i nazad do domu paręset kilometrów. Bo to jest mega podejrzane - nie wpuścić normalnego człowieka do domu i nie porozmawiać z nim jak z... Autentyk.

          Też poczekam na głos pani ekspert. Ja ustalam granice - odcinam się, nie reaguję, uniezależniam. To co się mówi mi, robi mi, mówi o mnie - nie ma mieć na mnie wpływu.

          Czytając ten wątek też przez chwilę myślałam, że może lepiej by było, gdybym czasem grzecznie wysłuchała tych bredni. Próżny trud. To jest gra bez reguł więc i tak popełnię błąd, a wtedy oberwę. Trzeba być silniejszym psychicznie, choć nie wiem jak w praktyce miałoby to być poza tym co napisałam powyżej.
          • paris-texas-warsaw Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 07.05.13, 07:10
            Wg mnie rodzaj komunikacji dobrze jest dostosowywać do rozmówcy i do celów, które się chce osiagnąć. Przy czym dobrze, żeby cele były realistyczne:) Więc - może jak w powiedzonku/ kawale - "psychiatra kazał przytakiwać":)
            • bez_przekazu Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 08.05.13, 20:34
              aha,czyli trzeba sie cofac? super rada.
              paris-texas-warsaw napisała:

              > Wg mnie rodzaj komunikacji dobrze jest dostosowywać do rozmówcy i do celów, któ
              > re się chce osiagnąć. Przy czym dobrze, żeby cele były realistyczne:) Więc - mo
              > że jak w powiedzonku/ kawale - "psychiatra kazał przytakiwać":)
            • sorvina Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 08.05.13, 20:44
              Rozmówcę mało znam i próbuję zrozumieć czego się po nim mogę spodziewać.
              Cel - przetrwać rozmowę bez jakiejś awantury, jednocześnie bez konieczności wysłuchiwania jak miesza z błotem teściową i ród kobiecy. Gdyby to nie było możliwe - zrezygnować ze spotkania. Na razie badam czy jakaś forma gadki-szmatki jest wykonalna raz na rok czy dłużej.

              Kolejne spotkanie w domu po tym co odstawił teraz, nie wchodzi w grę. Mieliśmy nadzieję, że już z nim lepiej, bo przez kilka lat nie odstawiał kwiatków, ale widać nic się nie zmieniło i trzeba uznać, że to u niego norma a nie epizod.
    • triismegistos Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 08.05.13, 20:10
      Ojp, jakbym o moim byłym słuchała. Niestety, po zbyt długim czasie zauważyłam, ze jedynym sposobem postępowania z takim człowiekiem jest całkowita izolacja. Wiem, ze to nie takie łatwe, ale nie ma innej opcji.
    • bez_przekazu a pani Sorvina to kim z zawodu jest? nt 08.05.13, 20:19

      • sorvina Re: a pani Sorvina to kim z zawodu jest? nt 08.05.13, 20:35
        Co to ma do tematu?

        Zawód podstawowy - informatyk, web designer.
        Z ukończonych kursów, szkół i warsztatów uzbierało się: "instruktor terapii uzależnień" i różne inne terapeutyczne certyfikaty, na razie przede wszystkim dla potrzeb własnych.
        • bez_przekazu Re: a pani Sorvina to kim z zawodu jest? nt 08.05.13, 20:48
          aha, tak tylko pytalam
          ps.a naprawic kompa umiesz?
          sorvina napisała:

          > Co to ma do tematu?
          >
          > Zawód podstawowy - informatyk, web designer.
          > Z ukończonych kursów, szkół i warsztatów uzbierało się: "instruktor terapii uza
          > leżnień" i różne inne terapeutyczne certyfikaty, na razie przede wszystkim dla
          > potrzeb własnych.
          • sorvina Re: a pani Sorvina to kim z zawodu jest? nt 08.05.13, 20:53
            To zależy co się popsuło. Jestem raczej od oprogramowania niż sprzętu. Jak składam sobie nowy komputer to korzystam z pomocy kogoś kto siedzi w nowych technologiach, ale na potrzeby własne potrafię ustalić, czy padł zasilacz czy pamięć i wymienić na nowe.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 14.05.13, 17:04
      Mimo, że post jest długi i wiele w nim wątków moja odpowiedź będzie krótka.
      Pani z teściem radzi sobie dobrze. Nie wchodzi Pani w jego świat, konfrontuje go Pani z rzeczywistością, stawia granice. I bardzo dobrze. Warto tak robić dalej. Pani może to zrobić świadomie, bo nie jest Pani uwikłana w zależność od teścia. Natomiast Pani mąż już takiego komfortu mieć nie może. I chyba wymaganie tego może przerastać przynajmniej na razie jego możliwości. Tym bardziej nie radziłabym namawiania go na zerwanie kontaktów. Ograniczenie, jeśli są dla męża, podkreślam, dla męża, zbyt toksyczne, tak. Ale zrywanie to zbyt dużo.
      Mąż ma takiego ojca. To może być dla niego powód do wielu uczuć, również wstydu czy skrępowania, że taki jest jego ojciec. Poza tym mąż może mieć swoje sposoby kontaktu z ojcem, inne niż Pani. Robić swoje. Może mąż zamodeluje się Pani sposobem. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • sorvina Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 14.05.13, 17:16
        Pani Agnieszko, dziękuję za odpowiedź. Na razie partner nie spieszy się do kolejnego spotkania z ojcem, ale jak do niego dojdzie to wiem co robić.
        • paris-texas-warsaw Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 03.07.14, 15:38
          Sorvino, dałam sobie karencję na wypowiadanie się na temat życia innych osób, ale tak teoretycznie, to chyba mogę, bo za jakis czas umknie mi już, gdzie to wyczytałam:)
          Wiem, że jesteś bardzo oczytana w tematach psychologicznych, pewnie w temacie paranoi też sporo wiesz, ale wczoraj trafiłam na taką książkę psychiatry i psychoanalityka Stephena Grosza "Życie wysłuchane. Jak tracimy i odnajdujemy siebie". Jest w niej ciekawy - przynajmniej dla mnie - rozdział o paranoi. Autor pisze o różnych teoriach dotyczących paranoi (paranoja jako sposób pozbycia się agresji - projekcja gniewu, paranoja jako zaprzeczenie niechcianym popędom seksualnym). Ale sam autor skłania się do ciekawej dla mnie tezy, że paranoja jest mechanizmem obronnym chroniacym przed myślą, że nikt o nas nie pamięta. Stąd tłumaczy, że częsta jest właśnie u osób starych albo izolowanych (jak np. żołnierze). Pisze też autor, że wraz z wiekiem spada groźba poważnych zaburzeń psychicznych, ale wzrasta niebezpieczeństwo paranoi.
          Może takie spojrzenie kiedyś na coś się przyda Twojemu partnerowi, ja sama sobie przypomniałam kilka starych osób z ich przekonaniami, że ktoś z rodziny je okrada etc.
          Można patrzeć na paranoję jak na objawy, które o czymś mówią, można też jak na potrzebę pozostawania w relacji. Mi się taka interpretacja spodobała.
          • sorvina Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 03.07.14, 17:53
            Dzięki Paris. Ostatnio spotkałam się z jeszcze innymi teoriami odnośnie tego typu zachowań i doszłam do wniosku, że nie nadaję się do nawet prób diagnozowania teścia, bo to zbyt skomplikowana sprawa ;)

            Jeśli jest tak jak piszesz, to smutne, że taka rozpaczliwa próba stworzenia relacji, być może obronienia swojego wizerunku (znalezienia jakiegoś wytłumaczenia, które wyklucza jego winę), powoduje efekt odwrotny - tym większe zniechęcenie otoczenia.
          • pade Re: Osobowości paranoiczna - jak sobie z nią radz 03.07.14, 22:15
            Też czytałam tę książkę i zwróciłam na ten fragment uwagę (lęk, że ktoś się czai za zasłoną prysznicową np.:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja