koral_inka
07.05.13, 10:07
Jestem męzatką 10 lat, dwoje dzieci na składzie. Oboje pracujemy- ja na etacie, mąż DG.
Ostatnio mamy koszmarne problemy z komunikacją.
Każda moja prośba (nawet o pierdoły) spotyka się murem niechęci. Mąż okazuje mi jak bardzo jest mu nie na rękę zrobienie czegoś o co go poprosiłam (np. wyniesienie śmieci, sprzątnięcie swoich łachów czy papierów, wykonanie telefonu itp.). Złości się, bo np coś robił innego - tylko że tego mi nie powie, ze jest zajęty tylko od razu z obrażoną miną zabiera się za to o co proszę.
Tłumaczyłam mu, ze nie jestem jasnowidzem, nie wiem czy akurat zamierza coś tam swojego robić i moja prośba mu przeszkadza- wystarczyłoby, ze by powiedział- ale to niestety nie dociera.
Mamy tez problemy w zarządzaniu kasą- umawiamy się na jakiś tam podział płatności w danym miesiącu (mamy osobne konta), ze powiedzmy kredyt płaci on ze swojego konta, po czym w dniu wymagalnosci raty dowiaduje się od niego że "no przecież Ty powiedziałas że zapłacisz".
Każda próba rozmowy o stanie kont kończy się awanturą- mąż za każdym razem wysyła mi sygnał, ze nie mam co liczyć na jakiekolwiek wsparcie (z moich zarobków nie jestem w stanie udźwignąć wszystkich wydatków), jak mówię mu, ze coś tam trzeba zapłacić to od razu słyszę, ze "on wszystkie pieniądze jakie miał to już gdzies tam przelał", po czym po awanturze okazuje się, ze jednak może no i "dlaczego mu wczesniej nie mówiłam".
Takich sytuacji jest mnóstwo. Martwi mnie to bo wczesniej nie było takich problemów, wszystko było jawne, normalnie można było o wszystkim pogadac, zaplanować.
Mąż zapomina o wszystkim o co go poproszę, muszę mówić po dwa trzy razy, co tez sprawia, ze czuję się straszliwie pomijana i olewana.
Rozmawiac z nim próbowałam wielokrotnie, o tym jak się czuję, że jest mi źle z tymi sytuacjami. Mąż przeprasza lub zaczyna mnie obwiniać (że sie czepiam, że ciągle chcę jakąś kasę od niego, a on też zakupy robi i ja tego nie widzę, że no przecież w zeszłym tygodniu wyniósl smieci no to o co chodzi).
Martwi mnie też że coraz częściej znika z domu- a to koledzy, a to piwo z bratem, a to jakis wyjazd- spoko, z Bogiem. Tylko, ze w tygodniu spędzamy razem moze 1 wieczór- zwykle siedzi w necie albo gra...
Co ja mam jeszcze zrobić?