jedynybasek5
28.05.13, 00:57
Drodzy czytelnicy, chciałabym opowiedzieć o czymś, co być może podbuduje niektórych, inni pewnie uznają ten wątek za niepotrzebny. W zeszłym roku pisałam tutaj, żaliłam się na narzeczonego, że nie pozwala mi i córce ( mała wtedy 2 lata) wyjechać do rodziny na dwa tygodnie, bo zakochany w małej, nie chce się rozstawać. Że nie za bardzo mu się uśmiecha wyjście moje gdzieś na imprezę itd. Wspólnie uznałyśmy tutaj, na forum, że tak nie może być. Wy radziłyście, żebym jak najszybciej uciekała, ja postanowiłam jeszcze poczekać... Zbuntowałam się wtedy, pojechałyśmy. Obyło się bez jakichś kłótni. Na spokojnie. Ten wyjazd pozwolił mi naładować akumulatory, spojrzeć na wszystko z dystansem. Mąż ( teraz już mąż) chyba też przemyślał kilka rzeczy. Niedawno wzięliśmy ślub. On sam namawia mnie do wieczornych wyjść , zostaje z córką. Motywuje mnie jak może bo zaczęłam biegać. Kurczę, tak sobie myslę, że to chyba jedyny przypadek, który po ślubie zmienił się na lepsze ;) Ale zaznaczam, że oboje darzymy się ogromnym szacunkiem, może to jest klucz... Może to był ten kryzys 7 lat w związku ...? ;) Nie wiem, w każdym bądź razie cieszę się, z jednej strony, że Was nie posłuchałam w 100% , ale z drugiej strony dałyście mi poczucie, że mam o co walczyć, że pragnienie wolności , powietrza, to nie byle co :)