ledumpalustre
11.06.13, 19:46
Witam!
Wsiąkłam w to forum od paru dni.. Wszystkie posty związane z przemocą psychiczną jakbym o sobie czytała... W weekend opadły mi resztki nadziei (że mąż to furiat i że jestem w stanie na cokolwiek wpłynąć...) Opisywać nie będę, ale widzę, że mąż książkowy wręcz obraz przemocowca w białych rękawiczkach. Inteligentny, bardzo wykształcony, na wysokim stanowisku, ze świetnymi zarobkami. Ja, tak samo wykształcona, jednak zarabiam ułamek pensji męża, matka dwójki dzieci wieku szkolnym. Opieka nad nimi, wszelka logistyka, dom, zakupy, gotowanie na mojej głowie. Jesteśmy kilkanaście lat po ślubie...
Ad rem: przemoc psychiczna diagnozowana już była już w niewiele lat po ślubie, jeszcze przed dziećmi, zaczęliśmy kiedyś terapię rodzinną, ale małżonek stwierdził, że "nikt nie będzie mówił mu jak ma żyć"... Ja poterapeutowałam się wtedy trochę sama, wzmocniłam i pozwoliłam sobie na decyzję o dziecku. Świadomie, co za ironia. Naprawdę myślałam, że ogarniam temat ;) - proszę tylko bez komentarzy o nieodpowiedzialności. Czasu bym przenigdy nie chciała cofnąć, bo dzieci świetne :) Oczywiście (książkowo) poszło po równi pochyłej, poczucie własnej godności i wartości wszystko rąbnęło z hukiem..Przez blisko 10 lat okresowo zaleczam depresję, teraz ponownie zaczęłam psychoterapię bo od jesieni mocny rzut depresji. Jednak widzę, że nie jestem w stanie TAK zmienić własnego postrzegania małżenstwa. męża, siebie samej, żeby ochronić dzieci. W weekend szanowny małżonek po raz kolejny przeszedł samego siebie i z fajnego dnia z dziećmi BEZ ŚLADU POWODU zrobiło się piekło. Z określeniami "tępaku spie... i odpie...", oraz widowiskowym ciskaniem szklanym naczyniem (do zlewu, nie w ludzi - szczęście w nieszczęściu..). Od tamtej pory czytam wszystko co mi wpadnie w oko w temacie.
I rozumiem, że będzie tylko gorzej i że muszę to przerwać. Dla dobra swojego i dzieci. I tu pytanie - tylko jak???
Mieszkanie jest wspólne na dluuugi kredyt, w frankach. Oszczędności jest mnóstwo, ale są one w róznych aktywach, lokatach, akcjach - nie mam do nich bezpośredniego dostępu. Prawnie - są nasze, mamy wspólnotę majątkową, praktycznie - są męża, pochodzą z jego pensji i on finansowe decyzje podejmuje sam. Dojścia do tych środków, poza normalnym kontem nie mam. biorę pod uwagę, że o częsci środków mogę nawet nie wiedzieć. Kiedyś tak "pół żartem, pół serio" poprosiłam o pokazanie gdzie te nasze pieniadze wirtualne są, na wypadek jakiegoś wypadku. Rezolutnie odparł, ze na tamten świat się jeszcze nie wybiera ;)
Ja zarabiam naprawdę niedużo, za to nawet bym mieszkania nie wynajęła, nie mówiąc o utrzymaniu.. Nawet nie byłabym w stanie spłacać rat za to aktualne, gdybym jakimś cudem je "dostała". Rodzina pomoże psychicznie, lokalowo no niestety nie ma takiej możliwości.
Rozumiem alimenty, ale w to chyba nie wchodzi "luksus" wynajmowania mieszkania?, zresztą to pewnie i tak trwa zanim sąd je zasądzi...
I co robi matka w takiej sytuacji jak ja? Most, dom samotnej matki? Niewyobrażalne, jeszcze przy pewnej pozycji społecznej mojej rodziny - nie... to w grę nie wchodzi, chyba naprawdę skłoniłoby mnie do tego pobicie... Rodzicielka cały czas twierdzi, że nie mogę się poddawać w trudach dotarcia do męża i uświadomienia mu problemu. Niestety, on kompletnie problemu nie widzi. Ja widzę natomiast, że mu nie ufam, boję się jego "nieprzewidywalnych w swojej przewidywalności" zachowań, wiecznych fochów. Rozumiem zagrywki "miodowego miesiąca" i jak je tylko widzę (miły gest, prezencik, pomysł na wspólne spędzenie czasu (!!) - to aż kulę się w sobie, a i tak cios nadchodzi z kompletnie niebranej pod uwagę strony...
Aktualnie myślę nad ultimatum, albo, szanowny małżonku, terapia rodzinna od A do Z, albo tyle z naszej rodziny.. Tylko, żebym mogła to powiedzieć naprawdę muszę mieć przećwiczony plan B, gdyby powiedział, że mam urojenia w jego temacie...
Z jednej strony wydaje mi się, że chętnie by z nas zrezygnował, bo i spokój wtedy no i dzieci i żona by nie drażniły. Z drugiej, nie zrezygnuje, bo jesteśmy rodzajem jego wizytówki "patrzcie jaki mam zadbany dom i świetne dzieci".. no i dodatkowo, mając mnie na podorędziu można tak sobie windować ego przecież ;)
Ledum (czyli bagno po prostu...)