blues-2
02.07.13, 22:25
Byłam u adwokata.
I co?
Mam zbierać dowody - wzywać policję, sąsiadów, wysyłać sms...
Jeszcze kilka miesięcy... Adwokat proponował nawet rok. A przecież ja mam dzieci i nie chcę, by tyle nadal w tym tkwiły.
Wg adwokata sytuacja nie dojrzała do rozwodu - bo nie wygasła więź ekonomiczna.
Żeby uznać, że wygasła, powinnam mieć pracę (nadal szukam) lub prowadzić samodzielne gospodarstwo.
Żeby prowadzić samodzielne gospodarstwo muszę się wyprowadzić lub przekonać męża do wyprowadzki. Najlepiej jednak zrobić to po awanturze - wezwaniu policji, bo inaczej znów narażę się na zarzuty, że odebrałam mężowi dzieci.
Z drugiej strony powinnam domagać się dostępu do konta męża - ma wobec mnie obowiązki wynikające z kodeksu rodzinnego (czyli ta więź ekonomiczna nadal będzie trwała).
Czyli pozostaje mi czekać na awanturę.
Wniosek taki, że bezrobotne kobiety nie mogą liczyć na rozwód.
Coś mi tu nie gra. Czy ktoś miał doświadczenie - rozwód w wypadku przemocy psychicznej (z elementami fizycznej i ekonomicznej) - w wypadku braku "mocnych" dowodów?
Bo ja nie mam świadków, założonej niebieskiej karty, wezwań policji, etc.