kroofka84
19.07.13, 19:20
Tak jak się umawiałam, napiszę, jak dalej u nas wygląda. Odnośnie do tego wątku:
forum.gazeta.pl/forum/s,898.html
Zaczęliśmy terapię. Mąż pozwala sobie na znacznie mniej wobec mnie (ale jednak nadal zdarza mu się zapomnieć), ja uczę się stawiać granice i (jednak) nie być momentami przewrażliwiona.
Okazało się że u nas punktami zapalnymi są:
- pieniądze
- zajmowanie się dzieckiem (praktycznie dotąd tylko ja)
- tłumienie złości przez męża
Wbrew temu co twierdził mąż, że tylko moja rozrzutność powoduje dołki finansowe, pani terapeutka stwierdziła, że przyczyniamy się do nich oboje.
Zdecydowanie narzuciła równiejszy podział obowiązków przy dziecku (np. usypianie co drugi dzień, naprzemiennie).
Ponadto uświadomiła mężowi, że jest równie emocjonalny jak ja (tylko tego do siebie nie dopuszcza i stąd wielkie spięcia) oraz że doprowadzamy w kłótni do sytuacji, która teraz wydaje się nam stosunkowo niegroźna, ale w rzeczywistości eskalując mogłaby doprowadzić do zbrodni w afekcie.
Pewnie wyolbrzymiła nieco, żeby nam lepiej uświadomić problem, ale ciarki mnie przeszły. Czuję, że miała rację.
Potwierdziła też, że mąż stosuje przemoc psychiczną (jesteśmy po dwóch dwugodzinnych sesjach - więc już chyba jaki taki wgląd w sytuację ma).
Dziewczyny zakładam ten wątek, jak uzgodniłam z Zuzi (dzięki raz jeszcze za wskazówki, Zuzi! :) ), ale bardzo proszę też o opinię, czy on jest potrzebny na tym forum. Stanowi jakieś tam rozwinięcie tematu "przemocy w białych rękawiczkach", jednak czy taki indywidualny przykład może być dla kogoś ciekawy?
Nie będzie mi przykro, jeśli uznacie, że nie, słowo ;)