lidka73
15.08.13, 20:24
Mam 40 lat (brzmi strasznie, jeszcze się nie przyzwyczaiłam), 10 letnie dziecko, sześcioletni staż rozwódki, kilkumiesięczny nowy związek- pierwszy po trzech latach totalnej samotności oraz mam mamę- powód założenia tego wątku.
Po rozwodzie, a raczej jeszcze przed, wróciłam do domu rodziców i z wielu powodów mieszkam z nimi do dziś. Niestety na prawach nastolatki z dzieckiem. Pracuję oczywiście w konkretnym normalnym zawodzie, nie jestem utrzymywana, ale nadal traktowana jak licealistka. Zostawmy na razie temat dlaczego do tej pory się nie wyprowadziłam, bo powody były, ale to teraz najmniej istotne.
Istotne jest to, że moja mama zareagowała totalną histerią na wiadomość, że postanowiliśmy być z M. razem. Wiedziała od samego początku, że kogoś poznałam, że mi się podoba, że znajomość obiecująco się rozwija i już wtedy demonstrowała obrażenie i nieakceptację tematu, ale kiedy powiedziałam jej, że jesteśmy ze sobą na poważnie zrobiła mi klasyczną histeryczną awanturę z płaczem, tupaniem i krzykiem oraz trzaskaniem drzwiami.Żeby było zabawniej- w obecności dziecka. Ogólnie jest całkiem normalną osobą, która wprawdzie wychowywała mnie od zawsze metodą obrażania się, milczenia i popłakiwania, natomiast nigdy jeszcze nie wpadła w taki szał.
W dodatku zrobiła to zanim poznała M. osobiście, a żaden z elementów jego życiorysu naprawdę nie usprawiedliwia takiej dramatycznej reakcji. Zwyczajny, dojrzały, ogarnięty życiowo prawnik, pięć lat starszy ode mnie, rozwiedziony od czterech lat, z 18 letnim synem. Histeria mojej mamy dałaby się streścić w nastepujących punktach:
-na pewno skrzywdzę własne dziecko
-dziecko nie zasługuje na taki przewrót życiowy
-myslę tylko o sobie
-ona nic nigdy o mnie nie wie
-nie zwierzam się jej a powinnam
-jestem głupia i jeszcze będę cierpieć a ona będzie musiała na to patrzeć
Zaznaczam, że nie planujemy natychmiastowej wyprowadzki, slubu czy jakichś innych pochopnych kroków, to jest bardzo świeża historia, natomiast na tyle poważna, że uznałam za stosowne poinformować o szczęśliwej zmianie w moim życiu osobistym.
Osobiste poznanie mamy i M. wypadło po prostu tragicznie- uznała za stosowne demonstrować obrażenie też w stosunku do niego, chociaż przysięgam, że w niczym nie uchybił ani jej, ani etykiecie zachowania. Moje dziecko bardzo go lubi, on je raczej też, fajnie się dogadują, ogólnie mały jest zdecydowanie za.
Teraz nastąpiła pewna eskalacja konfliktu- mianowicie dziecko jechało na kolonie, pierwsze kolonie 500 km od domu. Powiedziałam, że M. nas tam zawiezie i zostaniemy tam, nad morzem, w tej miejscowości parę dni, żeby ewentualnie być w pobliżu w razie jakichś problemów. Od tej pory moja mama przestała się do mnie kompletnie odzywać. Dziś wróciłam i na dzień dobry miałam kolejną histeryczną awanturę na ten sam temat. Stałam w progu jak nastolatka besztana za powrót z imprezy nad ranem. Na koniec usłyszałam, że w takim razie mam finalizować sprawę już, natychmiast i wyprowadzać się do niego, bo ona nie będzie żyła w takim stresie, i niech mi nie przyjdzie do głowy, że będzie mi wolno gdziekolwiek wyjść z nim, czy wyjechać samej- bez dziecka. I mija już 12 godzin jak mama demonstracyjnie płacze.
M. mieszka 90 km ode mnie, planujemy mieszkać u niego razem, ale na litość boską nie natychmiast. Choćby z najprostszego powodu- znamy się parę miesięcy, a poza tym muszę znaleźć tam pracę.
Kompletnie nie wiem jak reagować, o co jej chodzi.