Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia

15.08.13, 20:24
Mam 40 lat (brzmi strasznie, jeszcze się nie przyzwyczaiłam), 10 letnie dziecko, sześcioletni staż rozwódki, kilkumiesięczny nowy związek- pierwszy po trzech latach totalnej samotności oraz mam mamę- powód założenia tego wątku.
Po rozwodzie, a raczej jeszcze przed, wróciłam do domu rodziców i z wielu powodów mieszkam z nimi do dziś. Niestety na prawach nastolatki z dzieckiem. Pracuję oczywiście w konkretnym normalnym zawodzie, nie jestem utrzymywana, ale nadal traktowana jak licealistka. Zostawmy na razie temat dlaczego do tej pory się nie wyprowadziłam, bo powody były, ale to teraz najmniej istotne.
Istotne jest to, że moja mama zareagowała totalną histerią na wiadomość, że postanowiliśmy być z M. razem. Wiedziała od samego początku, że kogoś poznałam, że mi się podoba, że znajomość obiecująco się rozwija i już wtedy demonstrowała obrażenie i nieakceptację tematu, ale kiedy powiedziałam jej, że jesteśmy ze sobą na poważnie zrobiła mi klasyczną histeryczną awanturę z płaczem, tupaniem i krzykiem oraz trzaskaniem drzwiami.Żeby było zabawniej- w obecności dziecka. Ogólnie jest całkiem normalną osobą, która wprawdzie wychowywała mnie od zawsze metodą obrażania się, milczenia i popłakiwania, natomiast nigdy jeszcze nie wpadła w taki szał.
W dodatku zrobiła to zanim poznała M. osobiście, a żaden z elementów jego życiorysu naprawdę nie usprawiedliwia takiej dramatycznej reakcji. Zwyczajny, dojrzały, ogarnięty życiowo prawnik, pięć lat starszy ode mnie, rozwiedziony od czterech lat, z 18 letnim synem. Histeria mojej mamy dałaby się streścić w nastepujących punktach:
-na pewno skrzywdzę własne dziecko
-dziecko nie zasługuje na taki przewrót życiowy
-myslę tylko o sobie
-ona nic nigdy o mnie nie wie
-nie zwierzam się jej a powinnam
-jestem głupia i jeszcze będę cierpieć a ona będzie musiała na to patrzeć
Zaznaczam, że nie planujemy natychmiastowej wyprowadzki, slubu czy jakichś innych pochopnych kroków, to jest bardzo świeża historia, natomiast na tyle poważna, że uznałam za stosowne poinformować o szczęśliwej zmianie w moim życiu osobistym.
Osobiste poznanie mamy i M. wypadło po prostu tragicznie- uznała za stosowne demonstrować obrażenie też w stosunku do niego, chociaż przysięgam, że w niczym nie uchybił ani jej, ani etykiecie zachowania. Moje dziecko bardzo go lubi, on je raczej też, fajnie się dogadują, ogólnie mały jest zdecydowanie za.
Teraz nastąpiła pewna eskalacja konfliktu- mianowicie dziecko jechało na kolonie, pierwsze kolonie 500 km od domu. Powiedziałam, że M. nas tam zawiezie i zostaniemy tam, nad morzem, w tej miejscowości parę dni, żeby ewentualnie być w pobliżu w razie jakichś problemów. Od tej pory moja mama przestała się do mnie kompletnie odzywać. Dziś wróciłam i na dzień dobry miałam kolejną histeryczną awanturę na ten sam temat. Stałam w progu jak nastolatka besztana za powrót z imprezy nad ranem. Na koniec usłyszałam, że w takim razie mam finalizować sprawę już, natychmiast i wyprowadzać się do niego, bo ona nie będzie żyła w takim stresie, i niech mi nie przyjdzie do głowy, że będzie mi wolno gdziekolwiek wyjść z nim, czy wyjechać samej- bez dziecka. I mija już 12 godzin jak mama demonstracyjnie płacze.
M. mieszka 90 km ode mnie, planujemy mieszkać u niego razem, ale na litość boską nie natychmiast. Choćby z najprostszego powodu- znamy się parę miesięcy, a poza tym muszę znaleźć tam pracę.
Kompletnie nie wiem jak reagować, o co jej chodzi.
    • verdana Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 15.08.13, 21:19
      Przykro mi - matka zareagowała tak, a nie inaczej, bo przyzwyczaiła sie do obecności Twojej i wnuka w domu. Miała najwyraźniej nadzieję,z ę tak już zostanie - przypuszczam, że mama jest samotna? No wiec pewnie planowała, ze samotna juz nie będzie. Pomylił jej się wnuk z dzieckiem i teraz ma uczucie, jakbyś pozbawiała ją dziecka, które do niej należy. Innymi słowy, mama zareagowała na Twoją potencjalną wyprowadzkę jak na zdradę i rozwód.
      Jedyną, niestety radę, jest wyprowadzić sie natychmiast, niekoniecznie do faceta. Wynająć choćby najmniejszą klitkę. Bo to nie przejdzie, matka zrobi wszystko, aby Cię zatrzymać - lepiej, aby przyczyną wyprowadzki nie był Twój partner, aby zrozumiała, ze i tak z nia nie zostaniesz.
      • lidka73 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 15.08.13, 21:37
        Nie jest samotna, jest jeszcze mój ojciec, z którym tworzą względnie udane małżeństwo od 47 lat i który do sprawy podchodzi normalnie, w stylu "jestes dorosła, wiesz co robisz". Nie mówię, że otwiera szampana ze szczęścia, ale nie robi scen.
        W tej chwili jestem tak stłamszona tą sytuacją i tym dniem, że przychodzi mi na mysl, że może rzeczywiście powinnam czekać z życiem osobistym do pełnoletności dziecka. Tak, ona traktuje małego jak swoje dziecko- do tego stopnia, że pilnuje mnie czy jest odpowiednio zaopiekowany- kiedy wyjeżdżamy we dwójkę pyta się, czy na pewno dałam mu obiad (!) i tego typu sprawy. Ma też pretensje o te kolonie, chociaż załatwiałam je na wyraźną prośbę kolonisty i na długo przedtem zanim poznałam M. Uważa, że dziecku na pewno dzieje się krzywda, przed wyjazdem zachowywała się tak, jakby wyjeżdżał conajmniej na misję Afganistanu- i niestety nie przesadzam.
        Ale to normalne żeby płakać cały dzień? Zaczynam myśleć o jakichś środkach uspokajających i oczywiście mam mega poczucie winy. Całe moje rozmotylkowane zakochanie szlag trafił.
        • verdana Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 15.08.13, 21:48
          Jest samotna czy nie - zabierasz jej wnuka. I o to chodzi. Dlatego chce, abyś doczekała do pełnoletnosci, w tym czasie będzie miała "swoje dziecko" - czyli Twojego syna dla siebie. Problem w tym, zę ona juz przyzwyczaiła się do tej myśli, ze wnuk będzie mieszkał z dziadkami. Czuje się, jakbyś zabierała jej dziecko.
          Płacz cały dzień, jeśli idiotycznie przyjęła, że wnuk zostanie z nią "na zawsze" jest normalny (tzn. sytuacja nie, płacz tak). Zastanów się, czy Ty być płakała, gdyby babcia powiedziała, zę wyprowadza sie z Twoim synem - mama czuje podobnie. Nie, to nie jest usprawiedliwienie, tylko wyjaśnienie. Weszła w rolę matki i zachowuje sie jak matka, której zabierają dziecko. Nieoczekiwanie.
          Być może też płacz jest elementem szantażu. Tym bardziej nie należy mu ulegać. Tak, chodzi własnie o to, abyś miała poczucie winy. Nie powinnaś go mieć. Twoja matka działa bowiem na niekorzyść nie tylko Ciebie, ale i Twojego syna.
          Jeśli ojciec jest rozsądny, pogadaj z nim. Powinnaś wyprowadzić sie jak najszybciej, niezależnie od kosztów. Inaczej Twoja matka najprawdopodobniej nastawi syna przeciw Twojemu partnerowi, temi i każdemu następnemu, a z dużym prawdopodobieństwem i przeciw Tobie - to jedyna gwarancja "przejęcia" dziecka.
          Myślę, zę ojciec to zrozumie. Moze pomoże, bo i dla niego bedzie lepiej. Chyba, ze część tej histerii jest związana z tym, że małżeństwo rodziców wcale nie jest takie dobre - i matka za nic nie chce zostać sama z Twoim ojcem.
          • lidka73 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 15.08.13, 22:03
            Verdana dziękuję. Masz rację co do niezbyt dobrego małżeństwa moich rodziców- od zawsze mama miała mnóstwo pretensji do ojca o różne, według mnie, wydumane rzeczy. I zawsze lansowała opinię, że każdy mężczyzna to drań, oszust, idiota i czas tylko pokazuje do której z tych kategorii konkretny osobnik należy. Nasz najlepszy okres wzajemnych stosunków był w trakcie mojego rozwodu i po nim. Zawsze mi powtarzała, że mężczyzna do niczego nie jest potrzebny samodzielnej kobiecie, a dziecko jest najważniejsze i wynagrodzi każdy brak faceta.
    • soffia75 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 15.08.13, 22:02
      A ja odnoszę wrażenie, że Twoja mama ma zapędy w kierunku nadopiekuńczości, kontrolowania Twojego życia. Piszesz, że mieszkasz z rodzicami "na prawach nastolatki z dzieckiem", wspominasz o awanturze, podczas której byłaś "besztana jak nastolatka za późny powrót z imprezy" - i chyba w konfrontacji z mamą tak się właśnie czujesz: jak nastolatka, która musi się gęsto tłumaczyć z każdego swojego kroku, i którą trzeba pilnować, żeby nie zrobiła jakiegoś głupstwa. Świadczą o tym zresztą zarzuty Twojej mamy, które przytaczasz:
      -ona nic nigdy o mnie nie wie
      -nie zwierzam się jej a powinnam
      -jestem głupia i jeszcze będę cierpieć a ona będzie musiała na to patrzeć

      Kiedy zamieszkałaś z rodzicami po rozwodzie, w pojęciu Twojej mamy niejako cofnął się czas; relacja między Wami wróciła do punktu wyjścia i stałyście się znów matką i nastolatką, a nie dwiema dorosłymi, niezależnymi kobietami.

      Piszesz, że mama argumentuje swój sprzeciw wobec Twojego nowego związku m.in. dobrem wnuka - a moim zdaniem jest to tylko "argument zastępczy", bo tak naprawdę obawia się utracić "monopol" na Ciebie. W jej oczach Twój nowy partner może być swoistym rywalem w walce o Twoje zainteresowanie i lojalność. Dlatego mama reaguje niechętnie na Twojego partnera i histerycznie na wszystko, co związane jest z Waszym byciem razem.

      Czy kiedy byłaś dzieckiem/nastolatką Twoja mama była typem nadmiernie kontrolującego rodzica? Była zaborcza, czy dawała Ci margines swobody? Jaki był jej stosunek do Twojego eks? Myślę, że to tu należy szukać przyczyn problemu.
      • lidka73 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 15.08.13, 22:18
        Owszem, była kontrolująca, zaborcza, zawsze uważała, że musi wszystko o mnie wiedzieć, przy czym ja nie jestem typem osoby wylewnej, zwierzającej się. No czasem człowiek zresztą coś chce mieć dla tylko siebie, chociaż przez jakiś czas- moja mama traktuje to, jako ukrywanie przed nią swoich uczuć i ważnych spraw. No to teraz, nauczona doświadczeniem, wbrew sobie, na siłę, opowiadałam jej sukcesywnie o rozwoju znajomości, żeby potem nie zarzuciła mi znów, że o wszystkim dowiaduje się ostatnia. No i efekt nie najlepszy. Zresztą teraz już jakiekolwiek rozmowy nie wchodzą w grę- powiedziała, że nie chce o niczym więcej w związku z "moim znajomym" (tak go nazwywa, serio) słyszeć, jest jej to całkowicie obojętne, ale ogólnie jak tak to mogę się pakować jeszcze dziś.
        A mojego eksa nienawidziła żywiołowo od pierwszego wejrzenia. No.
        • verdana Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 15.08.13, 22:31
          Innymi słowy, po prostu nienawidzi konkurencji. Nie konkretnych ludzi, tylko każdego, kto będzie dla Ciebie ważniejszy od mamusi.
        • soffia75 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 15.08.13, 22:50
          No, to chyba jesteśmy w domu. Zaborczość mamy, jej potrzeba kontroli, rekompensowanie niezadowolenia z małżeństwa poprzez skupienie całej swojej uwagi na dziecku (i dodatkowo - na wnuku) plus głębokie przeświadczenie, że "facet to świnia" - to wszystko mówi samo za siebie. Choćby Twój partner był chodzącym ideałem, u mamy będzie skreślony już na starcie, bo, po pierwsze, "miesza Ci w głowie", a po drugie - jest facetem. ;)
          Zgadzam się z Verdaną (nie po raz pierwszy zresztą): wyprowadzka to najlepsze rozwiązanie. A z mamą najlepiej rozmawiać na tematy niezobowiązujące, bez wdawania się w szczegóły na temat własnego życia i decyzji - bo cokolwiek nie zrobisz, i tak będzie źle, nieważne, jak bardzo będziesz się starała z tego wytłumaczyć. No, chyba, że punkt po punkcie realizowałabyś mamine instrukcje - ale domyślam się, że nie o to Ci chodzi... ;)
          • makk73 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 15.08.13, 23:16
            Chyba masz bardzo silną więź emocjonalną z mamą. Kojarzy mi się to z nie odciętą pępowiną. Co na to tata? Akceptuje tą sytuację, czy jest obojętny? Facet - prawnik + Ty w odpowiednim wieku, z pracą = spora szansa na kredyt mieszkaniowy. Oczywiście na początek dobrze wybadać się wzajemnie zamieszkując choćby w wynajmowanej klitce. Nie za długo, bo wynajmowane klitki bywają droższe od własnego mieszkania + kredytu na nie. Oczywiście w miesięcznym rozrachunku;)
            W ogóle skąd ten pomysł z wprowadzeniem faceta pod dach mamusi? Młodzi z teściami to przeważnie fatalne rozwiązanie. Związki "na starcie" mam na myśli dwudziestokilkulatków często nie mają innego rozwiązania, ale czterdziestolatkowie? Czy wasza sytuacja w związku jest jakaś specyficzna, problemy finansowe lub organizacyjne?
            • makk73 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 15.08.13, 23:28
              Auć, przepraszam za błąd, przecież twój mężczyzna prawnik wcale nie chciał się wprowadzić do Twojej mamusi. Źle doczytałam, wybacz:)
              • makk73 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 15.08.13, 23:31
                Mogłaś poznać Twojego mężczyznę z mamusią na neutralnym gruncie, nie w jej mieszkaniu, no ale stało się, a na radę za późno:/
                • lidka73 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 15.08.13, 23:51
                  Było na neutralnym,ale nic to nie pomogło niestety. Reakcja mamy była żenująca, M. zdezorientowany, ja wściekła i tak sobie wszyscy udawaliśmy że nam miło. Rodzi się we mnie jakiś nagromadzony przez 40 lat poważny bunt. I pewnie skończy się wyprowadzką i oskarżeniami że szargam dziecko po wynajmowanych klitach i marnuję mu życie. Już to widzę.
            • lidka73 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 15.08.13, 23:36
              A gdzie ja mówiłam,że on ma zamieszkać z nami?? To by dopiero była sytuacja :) M.po podziale majątku został dom z ogrodem i dwa koty. Problemy mieszkaniowo finansowe nie istnieją. Za to inne owszem. Z nieodciętą pępowiną włącznie.
    • misterni Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 15.08.13, 23:18
      Jak najszybciej się wyprowadź, ale póki co nie do partnera, tylko wynajmij jakieś mieszkanie. O wyprowadzce poinformuj mamę, jak już będzie miała klucze w garści.
      I na miły Bóg nie pozwól się strofować i szantażować emocjonalnie - czas odciąć pępowinę, jesteś już dużą, samodzielną, zarabiającą na siebie i syna dziewczynką. I masz pełne prawo do nowego życia, również uczuciowego.
    • feronique Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 16.08.13, 15:41
      Musisz wytłumaczyć matce, że nie zachowuje się normalnie. Podkreślić, że masz 40 (CZTERDZIEŚCI) lat, a nie 17. Że w związku z tym wszystkie decyzje, w tym także dotyczące wychowania dziecka i - tym bardziej - Twojego życia prywatnego, są Twoją i wyłącznie Twoją prywatną sprawą, dopóki nie robisz nic niezgodnego z prawem - tzn. nie zaniedbujesz, nie handlujesz narkotykami, nie bijesz itp. (masz partnera prawnika, więc jeśli matka będzie miała problemy z rozróżnieniem między zaniedbaniem a np. wysłaniem dziecka na kolonie możesz poprosić, żeby skombinował Ci odpowiednie paragrafy definiujące zaniedbanie). Jeśli matka nie jest w stanie zrozumieć lub zaakceptować tego, ani tego, że jesteś jednostką autonomiczną i niezależną i DOROSŁYM człowiekiem, w przypadku którego nie ma żadnych przesłanek do ubezwłasnowolnienia (które ona skutecznie uprawia, pewnie najchętniej pozbawiłaby Cię praw rodzicielskich), to niestety, ale właśnie z uwagi na dobro Twojego dziecka Wasze drogi muszą się czym prędzej rozejść, bo przecież dziecko nie może być świadkiem takiego traktowania własnej matki przez babcię - dziecko powinno widzieć w Tobie dorosłego, a nie smarkulę, która wymaga wiecznego strofowania, kontrolowania i pouczania. Mam podobne doświadczenia i u mnie sprawdziło się wielokrotne przypominanie o metryce, zakończone uświadomieniem rodziców, że wbrew temu, co im się wydaje, nie jestem od nich zależna ani finansowo, ani w inny sposób i wolę w świętym spokoju i bez nerwów przebiedować z dzieckiem 2 miesiące w hotelu niż narażać się na to, że będę traktowana jak smarkula, którą nie jestem.
      • marzeka1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 16.08.13, 18:15
        Lidka, ale tu nie ma innej rady: trzeba się wyprowadzać, niekoniecznie od razu do faceta, ale spróbować jednak zdystansować się od matki, która 40-letnią kobietę traktuje jak gimbusa na wypadzie.
    • molly_wither Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 16.08.13, 18:33
      40 lat i duza dzidzi . Daje sobie reke uciac, a nawet 2,ze poprzedni zwiazek rozpadl sie przez matke, a raczej Twoje uzaleznienie od niej. Rob tak dalej , a zostaniesz na starosc ze swoj mamusia,ktora najwyrazniej stosuje wobec Ciebie przemoc emocjonalna.
      Ty sie po prostu boisz niezaleznosci. Latwiej jest kiedy ktos wspiera materialnie i wyręcza, prawda?
      I to biedne dziecko wychowywane przez dwie kobiety!
      Zwijaj sie i przeprowadzaj biegusiem do prawnika A matke przyjmij z wizyta,jak sie uspokoi
    • molly_wither Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 16.08.13, 18:40
      Jestes tak bardzo niedojrzala,ze wstydzisz sie powiedziec glosno,ze masz 40 lat! No,ale jesli jest sie ciagle mentalnie mala dziewczynka to nie dziwota,ze prawda boli.
      lidka73 napisała:

      > Mam 40 lat (brzmi strasznie, jeszcze się nie przyzwyczaiłam)
    • 71tosia Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 16.08.13, 19:58
      mama jest przerazona wizja samotnego zycia, bez ciebe i wnuka, jedyna rada to wyprowadzic sie i to szybko i nie koniecznie to partnera. Mniej jej tez mowic o swoich planach.
      Moze mozna mamie poszukac jakiegos zajecia, na tyle absorbujacego by nie koncetrowala wszystkich musli na tobie i wnuku? Zaanagazowac do tego tate?
      • lidka73 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.08.13, 13:35
        Macie rację oczywiście i z koniecznością wyprowadzki i z pępowiną i z niedojrzałością. Ale nie mieści mi się w głowie, że poniosę takie konsekwencje za to, że odwiozłam dziecko na kolonie z M. a nie sama, albo (najlepiej) z ojcem. I teraz już wiem, że moim grzechem nie do wybaczenia było to, że zostałam tam z M. przez dwa dni, a potem, o zgrozo, wróciłam z nim jeszcze przez jego miasto i tam zostałam u niego na dwa dni i jedną noc. Przypomnijmy, że ja mam lat 40, a M. 45. Teraz siedzę w domu, bo on wyjechał służbowo, wraca dopiero w środę i wtedy powtarzamy hańbiący proceder odbierania dziecka z kolonii.
        Rodzice dotąd raczej biernie ze sobą skonfliktowani (coś w rodzaju zimnej obojętności, zwłaszcza ze strony mamy) teraz nagle utworzyli wspólny front przeciwko mnie. Nie odzywają się, nie patrzą, jakiekolwiek próby kontaktu z mojej strony ucinają natychmiast, czasem posyłają mi spojrzenie typu: "jak mogłaś?" Dziś powiedzieli tylko, że wyjeżdżają nad morze, skoro kompletnie nie są mi potrzebni i nie wiedzą kiedy wrócą, a ja "mogę sobie robić jak zwykle to co chcę". Dodam tylko, że ostatni raz wyjechali gdzieś sami jeszcze zanim się urodziłam.
        Jak na złość jestem na urlopie, M.jest daleko jak cholera, koleżanki powyjeżdżały, rodzeństwa nie mam i sytuacja zaczyna mnie powoli przerastać. Obsesyjnie sprzątam, biegam i pływam w kółko po jeziorze, bo jak tylko nie robię nic, mam wrażenie, że zwariuję.
        Co ja takiego złego zrobiłam? O co im chodzi? Tak, wiem- o wnuka, ale na litośc boską ile można?
        • anula36 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.08.13, 15:35
          Tak, wiem- o wnuka, ale na litoś
          > c boską ile można?
          tyle az sie nawrocisz grzesznico rodzinna:)Rzucisz chlopa, padniesz na kolana i poprosisz o wybaczenie, oraz przyrzekniesz ze nie zgrzeszysz juz przeciw swoim zyciodawcom!!! Mozesz tez uciac kawalek palca i im wreczyc- tak szeregowi mafiozi blagaja o przebaczenie swoich szefow za niesubordynacje

          Albo znajdz sobie jakiegos dobrego terapeute do wspierania i pozbycia sie poczucia winy, wyprowadz jak najszybciej, zajmij swoim zyciem, a jednoczesnie pozwol rodzicom na odrodzenie ich malzenstwa i wszystko bedzie na swoim miejscu.

          Jestes dorosla, wybor nalezy do Ciebie.


        • easyblue Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.08.13, 16:26
          Alez niczemu winna nie jesteś! Matka pewno wściekła, ze Tobie się UKŁADA, a ona tkwi w zapleśniałym małżeństwie. A ojciec, podburzony przez matkę, przyjął jej punkt widzenia. Oboje siebie warci. Nie ma sensu nimi się przejmować, bo i tak za cholerę nie zrozumiesz ich postępowania (jestem absolutnie pewna, ze Twoja matka też nie wie, o co jej tak naprawde chodzi).
          Tak z ciekawości - próbowałaś się kiedyś im postawić, zbuntować i pokazać, że TY masz także swoje zdanie i wara im od Twojego życia? Bo mozę oni stosują starą metodę, na niegrzeczną dziewczynkę?
          • sebalda Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.08.13, 18:34
            >>Zawsze mi powtarzała, że mężczyzna do niczego nie jest potrzebny samodzielnej kobiecie, a dziecko jest najważniejsze i wynagrodzi każdy brak faceta.

            Aż mnie zmroziło. Mam nadzieję, że nie dałaś sobie tego wmówić. To może okaleczyć syna na całe życie, matka kompensująca sobie brak mężczyzny synem.
            Masz bardzo toksyczną matkę. Początkowo też szłam tropem Verdany, że ona obawia sie utracić wnuka, ale tu jest znacznie więcej. To totalna despotka i tyran. Zawłaszcza każdego, współczuję ojcu.
            Podejrzewam, że ciężko Ci będzie się wyprowadzić, to też burzy spokój dziecku, zwłaszcza że za jakiś czas może go czekać kolejna wyprowadzka. Nie da się kompletnie odciąć od matki, nie rozmawiać z nią, wychodzić, gdy zaczyna tyrady, wykończyć ją obojętnością?
            • verdana Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.08.13, 18:53
              I tu jest problem - bo oni naprawdę (poza uczuciem) nie sa Ci do niczego kompletnie potrzebni. Najwyraźniej sa zdania, ze jako córka powinnaś byc od nich zależna, potwierdziłaś to po rozwodzie wprowadzając sie do nich - a teraz sie okazuje,z ę nie są jednak dla Ciebie najważniejsi.
              Tu nie ma co sie zastanawiać, Twoi rodzice chcą Cię posiadać na własność. Wnuk jest dobry, bo wnukiem da sie sterować, jest jeszcze jedną osobą, która może podlegać ich władzy. Partner jest zły, bo ich władza nad Tobą niknie.
              Nie masz co sie dziwić, Twoi rodzice nie uważają, abyś miała prawo byc kimś niezależnym od nich. Jesteś ich własnością i tyle. Własność sie buntuje?
              Niezależnie, czy to zburzy spokój dziecka czy nie powinnaś wyprowadzić się, póki jeszcze dziecko widzi w Tobie osobę dorosłą, a nie traktuje jako drugie dziecko, a Ty sama masz szansę na ułożenie sobie życia. O wiele lepsze są przeprowadzki, niż babcia, która opowiada o tym, jaki okropny jest potencjalny ojczym. Bądź też przygotowana na to, ze jesli dasz rodzicom czas, to Twoje dziecko bedzie przekonywane, ze lepiej mu będzie z dziadkami, a ojczym będzie go nienawidził i lał, odbierze mu mamusię, a mamusia urodzi kolejne dziecko i on przestanie być juz jej potrzebny. Juz teraz mamusia woli obcego pana od własnego synka i rodziców.
        • 71tosia Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.08.13, 20:09
          zacznij traktować rodzicow mniej powaznie, maja swoje lata i już się pewnie nie zmienia. Jeżeli nie możesz się wyprowadzić to nie pozostaje nic innego jak nauczyć trudnej sztuki izolacji emocjonalnej, wpuszczaj jednym uchem wypuszczaj drugim, nie sluchajac za wiele
          ('' tak, tak, to ciekawe ze tak uważasz, przemysle ...'' i rob swoje), traktuj rodzicow i ich humory jako zwiazane z wiekiem dziwactwo. Nie mów z kim jedziesz, po co jedziesz a uwagi mamy zbywaj ''przykro mi ze robie ci przykrość ale mam swoje zycie'. Im więcej wie mama im więcej z nia dyskutujesz tym więcej się ona nakręca, szuka argumentow by cie przekonać i bardziej to przezywa etc.
          Z czasem rodzice nie będą mieli wyjścia będą musieli zaakceptować i nowa sytuacje i nowego partnera, pewnie jednak to trochę potrwa wiec musisz być cierpliwa.
          Na razie ciesz się wakacjami w domu bez rodzicow ;-)
          • marzeka1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.08.13, 21:40
            O, matko i córko, ależ masz toksycznych rodziców i na dodatek manipulantów emocjonalnych; a już twierdzenia matki, że chłop to do niczego nie jest potrzebny, a dziecko najważniejsze- pokazuje, jak chore ma kobieta myślenia.
            Jeśli się nie wyprowadzisz, zmarnujesz i sobie, i dziecku życia, a sobie na dodatek odbierzesz szansę na ułożenie życia. Cóż, zawsze może być potem panią 50+, 60+ przy mamuni i tatuniu- chcesz tego?
        • cat4 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.09.13, 22:45
          "Mam (...) kilkumiesięczny nowy związek- pierwszy po trzech latach totalnej samotności"

          "teraz nagle utworzyli wspólny front przeciwko mnie. Nie odzywają się, nie patrzą, jakiekolwiek próby kontaktu z mojej strony ucinają natychmiast, czasem posyłają mi spojrzenie typu: "jak mogłaś?"

          Twoi rodzice są tak szokującymi egoistami, że brak słów - i może warto im to uświadomić wprost.

          Ich zachowanie byłoby jeszcze jakoś zrozumiałe, gdyby z Twoim facetem było coś nie tak - w sensie statusu, przeszłości, jego zachowań itp. - ale z tego, co piszesz jest normalnym facetem.

          Możesz im powiedzieć wprost, ze dziwi Cię to, że najwyraźniej chcą, żebyś do końca życia była sama i nie ułożyła sobie życia osobistego.

          A poza tym - olej - i nie pozwól się szantażować, ani nie rezygnuj w własnego szczęścia.

          Szczerze współczuję.

          Trzymaj się.

    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 24.08.13, 12:15
      Niezależnie od realnych powodów wprowadzenia się z powrotem do rodziców, dała Pani mamie ponowną szansę na wejście w rolę matki a sobie pozwoliła wejść w rolę dziecka.
      Matka, czując nieświadome przyzwolenie oraz nakładając na nie swoje osobowościowe tendencje, postanowiła Panią kontrolować jak dziecko, jak małą dziewczynkę. Oczywiście używa argumentów z obecnej rzeczywistoci. Zamiast o mężczyznach, ma Pani myśleć o dziecku. Jako rozwódka nie ma Pani prawa do kontaktów pozamałżeńskich itp. Pewnie wcześniej była nauka i dora reputacja na rnku matrymonialnym.
      Pani ma poczucie winy, złości, bezradności, ale zaczyna się Pani zastanawiać, jak dziecko, czy aby mama nie ma racji, czy nie powinna Pani jej ulec, kłóci się Pani z nią próbując przekazać swoje stanowisko. Każde zachowanie z mężczyzną w myślach konsultuje Pani z mamą, zastanawiając sie nad jej reakcją. Nie pomogą ironicznie komentarze jej zachowań. To na chwilę daje wyzwolenie, ale i tak nie niweluje watpliwości. To jest tylko Pani odreagowaniem.
      Czy Pani mieszka z mama czy nie - musi Pani wyjśc z roli dziecka. Mama niech sobie swoje racje przedkłada, a Pani robi swoje, kierując się swoim dorosłym umysłem i swoimi dorosłymi potrzebami. Czemu ma Pani zrezygnować z "motylków" pod wpływem komentarzy mamy ? Nie rozumiem.
      To mama zachowała się nietaktownie przy spotkaniu z M. Więc można jej zwrócić na ten temat. Jest dorosła i obowiązują ją zasady dorosłego zachowania i wychowania. Czyli powściągliwość emocjonalna na oficjalnym spotkaniu, bez względu na to co sie myśli i czuje na temat ich uczestników.
      A Pani, znów w roli dziecka, przejmujmuje się tym, ale w sposób nieracjonalny czyli biorąc wszytko do siebie i uznając to za krytyke swojej osoby. Stąd to samopoczucie.
      Moja rada: nie dać się wpędzać w rolę dziecka, nie przyjmować jej, nawet jak okresowo wróciła Pani do swojego rodzinnego domu. Jest Pani dorosła, ma Pani dorosłe potrzeby, w tym potrzebę związku z inną dosrosłą osobą. Agnieszka Iwaszkiewicz

    • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 24.08.13, 14:41
      Lidka jestes jak 40 letnia trzcina na wietrze, tylko terapia Ci może pomóc i odseparowanie się emocjonalne i lokalowe od matki, bardzo toksyczna osoba z niej jest i podporządkowująca sobie ludzi, w tym Twojego ojca i Ciebie. Samej ta droga do wolnosci zajmie Ci b. dużo czasu, a nastolatką już nie jestes, nie zwlekaj więc dłużej tylko zapisz się jak najszybciej na terapię, jestes DDD, masz toksyczną matkę i nie odciętą pępowinę, samej zajmie Ci to kolejne 40 lat, szkoda życia, działaj pod okiem fachowca ;) Jestes od tej zaburzonej kobiety uzalęzniona emocjonalnie (podświawomie) i tylko dobry psycholog może Ci pomóc uwolnic się z tej toksycznej relacji.
    • satoja Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 24.08.13, 20:08
      Wiesz Lidka z czym problem? nawet nie z tym, że matka robi Ci sceny i szantażuje emocjonalnie (bo wiele osób ma rodziców z podobnymi zapędami) - problem w tym, że Ty w obecności matki ZACHOWUJESZ SIĘ JAK NASTOLATKA.
      Nie wyobrażam sobie by nie zareagować bardzo stanowczo gdy matka pozwala sobie na strofowanie mnie i kontrolowanie mojego dorosłego życia. A Ty stoisz jak przestraszona dzidzia i myslisz jak tu mamusię załagodzić i co zrobić by już jej przykro nie było i nie szlochała po kątach...

      Nie masz też obowiązku mieszkać z rodzicami. Jesteś dorosła - wyprowadz się. Nie do faceta, ale do samodzielnego mieszkania. Wyznacz granice których do tej pory w domu nie wyznaczyłaś. Bo do tej pory nie stanęłaś wobec własnej matki jako dorosła jednostka. Weszłaś w rolę jej dziecka, dałaś jej zawłaszczyć wnuka, jakbyś była ślepa na to co się dzieje wokoło.
      Nie graj ciągle w dzidzię, która staje się własnością rodziców albo własnością faceta. Faceta nie ma- wracamy do rodziców? I tylko od rodziców przeprowadzamy się do faceta?
      Pora być dorosłą naprawdę.
    • nikka31 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 26.08.13, 09:43
      Jakbym o swojej mamie czytała:) Jak w wieku 34 lat powiedziałam, że kogoś mam - związek był na tyle poważny że pora już była na "wyjście z konspiracji" - to się dowiedziałam... Dodam, że mieszkam 250 km od rodziców we własnym mieszkaniu (sama je kupiłam) i od czasów studenckich sama się utrzymuję czasem wspomagając finansowo rodziców (to też źle i przyprawia moją mamę o kolejne szlochy...). Mama po tym jak jej mowę przywróciło rzuciła takim bluzgiem jakiego w życiu u niej nie słyszałam wyzywając mnie i nieznanego jej faceta od najgorszych. Potem była histeria że bękarta jej na ręce wrzucę a ona się ze wstydu spali, potem przestała się do mnie odzywać bo taka niemoralna byłam że z moim facetem zamieszkałam bez ślubu a ona ....Potem postanowiliśmy się pobrać więc była chwila ciszy, ale po ślubie w ciążę zaszłam i znów się zaczęły płacze i szlochy i wchodzenie w rolę biednej ofiary bo jej córka "taka bardzo w ciąży" - no cóż ciążę widać i ukryć się jej nie dało;) Teraz cała ta szalona i toksyczna miłość przelana na wnusia - ma dopiero 3 lata więc jeszcze nie protestuje:). Dodam, że nie jestem jedynaczką mam sporo młodszego brata. Moja rada: wynajmij jakieś mieszkanie i uciekaj. W domu tego nie wytrzymasz a jak jest jeszcze podwójny front mama + tata to Cię urobią i się poddasz. I walcz o swoje życie. Ja wiem jakie to trudne - nastaw się na długą walkę z kijem (obrazy, awantury) i w sumie 2 kijem (jacy rodzice kochani i cudowni a ty taka niedobra a oni żyć wiecznie nie będą itp). Taka jazda emocjonalna może nieźle wykończyć. Za jakiś czas - u mnie kilka lat - mama trochę odpuści. U mnie aktualnie wygląda to tak, że są okresy "normalności" przeplatane z "obrazą". Do wcześniejszego, bliskiego i serdecznego kontaktu nie wróciłyśmy i brakuje mi go, ale absolutnie nie chciałabym go zamienić kosztem mojego obecnego życia. Trzymam kciuki:)
      • lidka73 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 29.08.13, 13:59
        Bardzo wszystkim wam dziękuję za pomoc- serio, podbudowałyście mnie psychicznie w roli dorosłej osoby z dorosłymi potrzebami i decyzjami.
        Sytuacja ulega, nazwijmy to, eskalacji ponieważ dokonaliśmy zbrodni i po odebraniu małego z kolonii zostalismy z nim nad morzem na parę dni, a potem, o zgrozo, ponieważ było nam razem po prostu rewelacyjnie dobrze i wakacje jeszcze trwały pojechalismy prosto do M i jego atrakcyjnego turystycznie miasta. Na następnych kilka dni. Układ sprawdził się tak bardzo, że nie mamy najmniejszych wątpliwości co do bycia razem i powodzenia tego przedsięwzięcia. Zabrzmi to bardzo pretensjonalnie, ale jestem tak szczęśliwa, że powinna się nade mna unosic tęcza i przynajmniej dwa brokatowe jednorożce :) Wszyscy, łącznie z kotami jestesmy za wspólnym życiem i to najlepiej jak najszybciej, kiedy tylko znajdę tam pracę.
        No, ale.... mama informowana oczywiście, gdzie jesteśmy, co robimy i kiedy wracamy przez telefon zachowywała chłodna rezerwę w stylu : " Ależ bawcie się dobrze, tylko nie chcę znac szczegółow", natomiast dziś kiedy wrócilismy.....nie wiem, czy bardziej zaliczyc to do tragedii czy do skandalu. M. wniósł nam bagaże na górę, chciał się po prostu przywitac i jechac dalej do pracy. Mama najpierw nie zamierzała wyjsc nawet do przedpokoju, potem na namowy zdziwonego dziecka wyszła wycierając oczy i nie odezwała się nawet słowem, kiedy M. powiedział: "Dzień dobry, odwożę całych, zdrowych i zadowolonych". Wzruszyła ramionami z miną typu: "won stąd", kiwnęła głową i wyszła.
        Do mnie nie odzywa się nawet słowem, teraz jestem w pracy i z smsów od małego wiem, że babcia płacze, pyta się go kiedy się wyprowadzamy i mówi, ze na pewno tam będzie mu lepiej niż u babci i dziadka. Dopóki robiła sceny tylko mnie to pół biedy, ale teraz histeryzuje w obecności kompletnie zdezorientowanego dzieciaka i to już mnie poważnie denerwuje. Wygląda na to, że dzis ja przeprowadzę z nią poważną rozmowę z pozycji osoby tym razem dorosłej.
        • igge Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 29.08.13, 15:22
          Pozdr serdecznie i życzę siły w kontaktach z matką. Pani Agnieszka mądrze pisze. Babcia jest wyjątkowo toksyczna (jak moja) i należy rzeczywiści robić swoje i nie przejmować się jej toksycznym dla Ciebie i dziecka zachowaniem. Na bieżąco zwracać jej uwagę, że zachowuje się niewłaściwie i niekulturalnie. Już niedługo wyprowadzicie się, a ona będzie musiała pogodzić się ze szczęściem córki i wnuka. Pewnie będziesz musiała ograniczyć nieco kontakty z mamą i liczyć na wyrozumiałość partnera. Trzymam kciuki :)
          • lidka73 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.09.13, 09:32
            Jest naprawdę źle i sytuacja zamiast z biegiem czasu miec tendencje do poprawy to ulega totalnemu pogorszeniu. Im bardziej nasza trójka jest szczęsliwa tym gorzej jest z rodzicami. Nie chcą poznac M. nie chcą nic o nim słyszec, nie akceptują niczego co jest z nim związane. Mama jak płakała w lipcu tak płacze dalej. Kiedy M odwozi nas do domu po jakichś wspólnych wyjazdach, czy po weekendzie u niego, wchodzi z nami do mieszkania, mówi : "Dzień dobry" i oni albo nie wychodzą demonstracyjnie w ogóle do przedpokoju, albo co gorsza wychodzą i kompletnie go ignorują- odzywaja się tylko do dziecka. Nie reagują nawet na "Do widzenia". Co ciekawe potem mówią (dziecku, nie mnie!), że M. zachowuje się jak cham i oni nie będa się z nim witac "przez bagaże" (?).
            Jest mi przykro, głupio i jestem naprawdę zdumiona tym co ludzie , których znałam 40 lat jako sympatycznych, kulturalnych i normalnych potrafią wyprawiac. M zachowuje stoicki spokój, mówi, że w pewien sposób rozumie ich reakcję, można im dac tylko czas, żeby przekonali się, że nas nie skrzywdzi i że jesteśmy ze sobą na poważnie, ale przecież wiem, że też nie jest mu łatwo. Zwłaszcza, że jest dla nas naprawdę wspaniały pod każdym względem- gdybym nie zakochała się w nim wczesniej zrobiłabym to patrząc jaki jest dla mojego dziecka. Byliśmy teraz w trójkę parę dni w górach, w trudnych warunkach i komunikacyjnych i pogodowych i lokalowych i zdrowotnych i wróciliśmy całkowicie pewni, że chcemy byc razem.

            A teraz sytuacja, która mnie kompletnie załamała:
            W sobotę mały ma urodziny, M miał na nie przyjechac, pomysleliśmy, że może w takiej sytuacji rodzice z nim porozmawiają i przekonają się, że to normalny człowiek. No i jak dziecko powiedziało dziś ukochanej babci, że zaprosiło na urodziny M to usłuszało od dziadka, że jeśli jeszcze raz usłyszy od niego imię tego człowieka to "WYRZUCI NAS OBOJE Z DOMU TAK JAK STOIMY". I nie był to bynajmniej żart. Żeby jeszcze powiedział to tylko mnie, to może nie byłoby problemu, ale powiedział to dziecku i uważam, że sytuacja dojrzała w tym momencie do natychmiastowego rozwiązania. Z tym, że jesli rozwiążę ją przez wyprowadzkę- wszystko jedno gdzie, czy do M czy do wynajętej klity- będzie to koniec moich relacji z rodzicami, bo oni mi tego nie wybaczą nigdy w życiu.
            Przestałam to ogarniac zwykłym zdrowym rozsądkiem, naprawdę nie wiem co mam zrobic.
            • filetta Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.09.13, 10:15
              Wygłosić rodzicom monolog na temat swoich praw jako osoby dorosłej. Zapewnić, że jeśli tylko zaakceptują Twoje dorosłe wybory, będą mile widziani w Twoim domu. I wyprowadzić się.
            • filetta Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.09.13, 10:19
              I porozmawiać z dzieckiem. Wytłumaczyć mu całą sytuację w taki sposób, by co nieco zrozumiał, nie musiał opowiadać się po stronie matki i M. czy dziadków.
            • paulina7171 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.09.13, 10:35
              Lidka, a nie boisz się, że któregoś dnia Twój facet będzie miał dość takiego traktowania i rozejrzy się za panią, która ma mniej problematycznych rodziców?

              Pytam serio, bez drwiny.
              • lena575 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.09.13, 10:49
                Ojoj, od razu rozejrzy się za panią bez rodziców :)
                Bzdura.
                Najlepiej by mamusia byłą z pana zadowolona bo wtedy układałoby im się lepiej?
                To nie ma znaczenia jak zachowuje się mamusia, znaczenie ma to, jak zachowuje się autorka wątku. To ona ma być dojrzała i dorosła. Matka może być nadopiekuńcza, bojaźliwa, histeryczna i urządzać operowo-teatralne sceny i rzucaniem bazyliszkowym wzrokiem i omdlewaniami. A córka ma być dorosła i dorośle rozgrywać swoje życie. Co widać, znajdzie prace i zmieni miejsce zamieszkania.
                Tak 3mać.
            • dorotakatarzyna Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.09.13, 13:08
              lidka73 napisała:

              jeśli jeszcze raz usłyszy od niego imię tego cz> łowieka to "WYRZUCI NAS OBOJE Z DOMU TAK JAK STOIMY"

              Wybacz, Lidka, ale już w tym momencie powinnaś zacząć pakować walizki. Natychmiast, po usłyszeniu takich słów.
              Tudzież zakomunikować rodzicom, że nigdy więcej nie zobaczą twojego dziecka.
              Z doświadczenia wiem, że to wystarczający szok dla matki, żeby zaczęła się zastanawiać. A za jakiś czas jej przejdzie. Popłacze i znormalnieje.
              • lena575 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.09.13, 13:45
                A moim zdaniem należy matce powiedzieć "i tak cie kocham", podziękować za pomoc i wsparcie (jakie "toksyczne" by nie było, to było) i powiedzieć, że wiem, że ona kocha i tak reaguje ze strachu o córkę i wnuczka( i samej sobie to uzmysłowić). Lepiej powiedziec matce, że się wie, że na nią zawsze można liczyć i do niej wrócić jeśli będzie w zyciu źle i kontakty z nią zawsze i w każdej sytuacji będą bardzo ważne i wiedzieć, ze matka też na nią może liczyć.
                Dorosłość nie polega na odcięciu się od matki. To zrozumienie tego czym kieruje się matka i "spacyfikowanie" tego.
                • verdana Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.09.13, 16:12
                  Nie. Tak można by powiedzieć, gdyby to był tekst rzucony do córki. Natomiast straszenie dziecka, jako forma szantażowania córki, zakaz wymawiania imienia ew. przyszłego ojczyma, nastawianie dziecka przeciw facetowi, z którym pewnie będzie mieszkać - to nie jest sprawa, którą można dyplomatycznie załagodzić. Bo oznacza to, że dziecko nie jest wazne, ważne jest, aby być w porządku wobec mamusi. Taki tekst matka zrozumie jako poddanie sie, przyznanie, zę pewnie z facetem sie nie uda i próbę zwalenia tego problemu na plecy rodziców.
                  Dorosłość polega na tym, ze przede wszystkim chroni się swoje dziecko. Od matki nie trzeba sie odcinać, ale jej zdanie nie zawsze trzeba brać pod uwagę. I dorosłość polega też na tym, aby nie liczyć, zę wróci sie do mamy, jak będzie źle.
                  Jedyne co można zrobić, to wyprowadzić sie jak najszybciej, póki jeszcze dziecko nie zaczęło bać się, ze babcia ma rację.
                  • lena575 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.09.13, 18:22
                    Dziecku trzeba tłumaczyć, ze babcia boi się równiez o niego. Bo taka juz jest. Są ludzie którzy się tak nie boją i są ludzie bardzo ostrożni. Babcia chciałaby ich chronić jak małe dzieci.
                    Ostatnia rzeczą, którą autorka wątku powinna zrobić to odciąć się od matki. Do licha, nigdy nie wiadomo co jeszcze w życiu będzie a na matkę mogła liczyć. Powinna mądrze od niej odejść bez odcinania się i dziecka.
                  • atoness Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.09.13, 18:31
                    Święte słowa. Wyprowadzić się natychmiast. Mnie się takie rzeczy w głowie nie mieszczą, ale rozumiem, że autorce wątku się mieszczą, bo się przyzwyczaiła. Ja też widzę tu wyraźne zagrożenie dla dziecka. Nie widzę za to powodu, żeby się przejmować, że rodzice nie wybaczą. Nawet jeśli - to co z tego? Jesteśmy dorośli, bierzemy takie rzeczy na klatę.
                    A nie sądzę, żeby mieli nie wybaczyć. Znam dwa podobne przypadki: w jednym rodzice pewnego pana obrazili jego żonę. Mieszkali razem. Młodzi natychmiast się wyprowadzili, a pan poinformował rodziców, że nie będą się kontaktować, dopóki jego żony nie przeproszą. Przeprosili dosyć szybko.
                    W drugim dziewczyna uciekła z domu, w wieku 28 lat. Rodzice mieli tego nie przeżyć, więc dziewczyna odwlekała sprawę latami. Rozgrywały się sceny iście dantejskie, a jakiś czas potem rodzice zaczęli z dumą opowiadać, jak wspaniale ich córka sobie radzi.
                    Naprawdę - rura poddana naciskowi okoliczności mięknie, nie ma siły. Chcą widywać dziecko, więc będą udawać, że nic się nie stało.
                  • ada16 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.09.13, 18:41
                    A może trochę jest też Twojej winy?
                    Wprowadziłaś się do matki, ona pewnie przejęła w dużej części opieke nad Twoim synem ( pewnie jest na emeryturze,) dziecko zaprowadzała do przedszkola/swietlicy, odbiera ze szkoły, karmi. Matkuje mu.
                    Tobie było tak wygodnie, ona ma cel w życiu .
                    powtórzę za innymi- pora na wyprowadzkę , 10 latek może sam iść-wracac ze szkoły
            • nammkha Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.09.13, 20:50
              To jest tak mega stresujaca sytuacja w jakiej teraz jestes, że widze tylko jedno rozwiazanie - wyprowadzić sie na swoje, choćby do klity. zobaczysz jak oddechniesz już pierwszego dnia bez rodziców nad głową. I powiem ci szczerze, twoi rodzice to wstrętne świnie. Nie dość, że egoiści, to jeszcze pragną nieszczęścia własnego dziecka. Okropieństwo. I nie ma co ich tłumaczyć.
              • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 17.09.13, 22:22
                Tak, takiej toksycznej patologii nawet nie da się sensownie wytłumaczyc, a już tłumaczenie tego, jako, że matka się boi o córkę i wnuka... i dlatego olewa jej adoratora, nastawia przeciwko niemu dziecko i odstawia dantejskie sceny z fochami przed córką, jest po prostu bez sensu... Chyba jeszcze nie ma takich badań, które by jednoznacznie potwierdziły, że tam gdzie jest tak wysoki stopień toksycznosci u ludzi można podejrzewac u nich albo zaburzenia osobowosci albo ukrytą chorobę psychiczną, bo to nie jest normalne, żeby zdrowi na umyśle ludzie zachowywali się w taki właśnie sposób.... Może ktos to kiedyś dogłębnie zbada. Takie toksyczne rodziny i ich zachowania i stosowane metody są naprawdę BARDZO do siebie podobne, skądś to musi wynikac...a najszybciej z jakichś ukrytych/nierozpoznanych zaburzeń. Tacy ludzie już wobec swoich młodszych dzieci zachowują się inaczej, rządzą takimi dziecmi i "wychowują" w sposób apodyktyczny bez mozliwosci jakiegokolwiek sprzeciwu, bo inaczej czeka kara w postaci szantażu emocj. i fochów... i tak się takie "wychowanie" ciągnie, a potem mamy tego "wychowania" produkt w postaci nieodpępowionego jedynie metrykalnie dorosłego człowieka....To naprawdę nie jest normalne zachowanie normalnych ludzi. Tacy ludzie muszą byc zaburzeni, tylko nikt ich po prostu nie zdiagnozował, a przydałoby im się kilka wizyt u dobrego psychiatry...
    • zawiedziona88 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 18.09.13, 03:36
      Według mnie twoja chce żebyś była jak ona. Jest nieszczęśliwa, i uważa że ty też będziesz. A mając was wrócił jej sens życia. Jest komuś potrzebna. Poza ty za wszelka cenę nie chce żebyś sama tego doświadczyła. Mojrze jej intencje złóe nie są ale niestety nie zawsze nasze mamy robią dobrze. Tu trzeba ostro bo z tego co widzę twoja mama ma dar przekonywania. Najlepiej z dnia na dzień sie wyprowadzić, pewnie obrazi się ale jak cie kocha to zrozumie. Powodzenia
      • lidka73 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 19.09.13, 13:02
        Nie boję się, że M znajdzie sobie mniej problemową panią :) W tym całym stresującym wariactwie z rodzicami M jest moją opoką, a tego co nas łączy jestem akurat pewna jak niczego w życiu. Byc może brzmi to pretensjonalnie, no ale tak jest. Postanowiliśmy, że szkoda nam czasu i życia na to, żebym wynajmowała osobno jakąś klitkę, dziecko w warunkach jakie stworzyli dziadkowie nie powinno przebywac, więc zamieszkamy od razu wspólnie, a w przyszłym roku weźmiemy ślub. To 'od razu" nadal jest jednak uzależnione od mojej pracy w jego mieście, aczkolwiek starania trwają i daja nadzieję. Przed przeprowadzką chcemy się zaręczyc, po pierwsze dlatego, że chcemy :) a po drugie- żeby nie było gadania o mieszkaniu dziecka z konkubentem mamusi. Jednak status "narzeczony mamusi" brzmi trochę lepiej :)
        Moja mama doprowadziła do tego, że przestaja już wzruszac mnie jej fochy, płacze, spojrzenia i komentarze mamrotane pod nosem (nigdy wprost, ewentualnie mówi dziecku co myśli na temat M). W tym tygodniu powinnam zebrac się i powiedziec jej jasno o naszych planach, żeby nie było potem histerii, że została zaskoczona. M proponował, że powiemy razem, ale boję się, że mama mogłaby zachowac się wobec niego w jakis naprawdę przykry sposób. Boże, ona nie tylko go nie zna, ale absolutnie nie chce poznac. Nie mogę kompletnie zrozumiec dlaczego. Jeszcze w lipcu, kiedy nie zdawałam sobie sprawy z rozmiarów tej histerii, powiedziałam jej, że zaprosiłam M do nas na herbatkę, żeby mogła go poznac i uspokoic się, że to całkiem normalny, fajny człowiek. NIe zgodziła się. Pamiętam jak cisnęła z całej siły trzymana w ręku cytryną o podłogę, zaczęła płakac i powiedziała, że jak zwykle nikt jej nie pytał o zdanie czy ona tego chce i nie ma zamiaru go poznawac. Może tu naprawdę jest psychiatra potrzebny.
        Dziękuję wam za wszystko co piszecie, czytam bardzo uważnie i , jak widac, wprowadzam wasze rady w życie.
        • paris-texas-warsaw Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 19.09.13, 13:28
          Zaczynam myśleć, że jesteś jakimś trollem... To co piszesz, to jakiś horror, zwyczajnie kazałabym babie zamknąć się. Wg mnie jedyną normalną rzeczą, jest to, że się wyprowadzasz.

          Przed przeprowadzką chcemy się zaręczyc, po pierwsze dlatego, że chcemy :) a po drugie- żeby nie było gadania o mieszkaniu dziecka z konkubentem mamusi. - ale co to gadanie Cię obchodzi???

          Moja mama doprowadziła do tego, że przestaja już wzruszac mnie jej fochy, płacze, spojrzenia i komentarze - a to co piszesz powyżej i poniżej wskazuje na coś zgoła przeciwnego.

          W tym tygodniu powinnam zebrac się i powiedziec jej jasno o naszych planach, żeby nie było potem histerii, że została zaskoczona - a czemu ta histeria Cię obchodzi?

          Pamiętam jak cisnęła z całej siły trzymana w ręku cytryną o podłogę, zaczęła płakac i powiedziała, że jak zwykle nikt jej nie pytał o zdanie czy ona tego chce i nie ma zamiaru go poznawac. Może tu naprawdę jest psychiatra potrzebny. - i to jest drugi słuszny wniosek obok wniosku o wyprowadzce. Ale nie ma przymusu leczenia i niech każdy sam sobie ewentulanie psychiatrę załatwia.

          God bless You!
          • lidka73 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 10:47
            Wyciągnęłam swój stary wątek, żeby nie opisywać całej sytuacji od nowa. Wtedy bardzo mi pomogłyście w realnym spojrzeniu na sytuację, może i teraz jeszcze będziecie chciały?

            Jesteśmy z M. już 5 miesięcy po ślubie, mieszkamy razem od lutego. Tak jak byliśmy szczęśliwi wtedy, tak jesteśmy nadal- może nawet bardziej, bo codziennie. Dziecko rozkwitło w nowym układzie rodzinnym, są z M. w stosunkach ojcowsko-synowskich, tworzymy zwyczajną szczęśliwą rodzinę. Wszystkie inne zmiany też są na lepsze- moja praca- zajmuję się tym, na co w poprzednim mieście nie miałabym szans, a co zawsze mnie interesowało zawodowo, szkoła syna- z najgorszej szkoły w województwie ( wyniki rankingów, nie moje uprzedzenie) z prawie tysiącem uczniów przeszedł do dobrej, kameralnej podstawówki, gdzie szybko się zaadaptował, znalazł swoje miejsce, przyjaciół i wygląda na to, że pierwszą sympatię :)
            Natomiast jeśli chodzi o mamę... nasze zaręczyny opłakała, chociaż od tego momentu zaczęła tolerować obecność M. w domu. M. miał teorię, że powinien przyjeżdżać do nas jak najczęściej, żeby rodzice go poznali i spróbowali przekonać się, że jest normalnym człowiekiem, który chce z nami być bo nas kocha, a nie dlatego, że ma jakieś ponure zamiary i brudne intencje..
            W lutym dostałam pracę, przeprowadziliśmy się od razu z dzieckiem, chociaż były naciski ojca, żeby mały do wakacji mieszkał jeszcze z nimi i skończył starą szkołę. Przyjechali na ślub, chociaż mina mojej mamy na zdjęciach sugeruje raczej, że bierze udział w publicznej egzekucji. I od tego momentu mama cały czas daje do zrozumienia, że:
            -porzuciłam starych rodziców u schyłku życia dla fanaberii życia z facetem
            -jestem egoistką
            -zrobiłam tak, bo było mi z nimi źle, więc całe ich starania poszły na marne
            -zabrałam im jedyną radość życia czyli wnuka.

            Bez przerwy podkreśla, że jest samotna, zostało jej kilka tygodni lub miesięcy życia, ale mnie to już nie powinno obchodzić, bo mam swoje szczęście do którego tak dążyłam. Za żadne skarby świata nie chcą do nas przyjeżdżać, przestałam już nawet zapraszać (dzieli nas dokładnie 84 km, godzina jazdy samochodem). Zasadą jest, że dzwonię tylko ja, oni nie używają w ogóle naszego i mojego numeru. Efektem jest to, że ja dzwonię do nich czasem nawet kilka razy dziennie, bo wiem, że jesli coś by się u nich stało, po prostu nie dadzą znać, w mysl zasady: porzuciałaś nas, to nie musisz wiedzieć jakie mamy problemy.
            Moje poczucie winy ma się dobrze, nawet bardzo i zastanawiam się właśnie, czy jestem egoistką i wyrodną córką, czy kandydatką do pilnej psychoterapii?
            • gauad Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 11:11
              Odpuść to wydzwanianie po kilak razy do rodziców.
              Możesz powiedzieć im wyraźnie "Jak by się coś stało, albo chcecie pogadać, albo chcecie odwiedzić wnuka, to do mnie dzwońcie, zawsze jesteście mile widziani. Ja za wami biegać nie będę, bo widzę że mnie nie tolerujecie ani nie kochacie ani nie szanujecie moich wyborów".
              I kropka. Przestań dzwonić. Przestań im się narzucać, zostaw im przestrzeń w której mają możliwość się zastanowić nad sobą, żyć po swojemu.
              Niestety nie jesteś odosobniona, wielu rodziców takie jazdy robi swoim dzieciom.. Patrzą na dzieci i wnuki jak na swoich niewolników, podwładnych, albo sprzęt domowy, jak na wypełniacz ich pustki życiowej i zabezpieczenie starości, a nie jak na człowieka mającego uczucia i emocje..
              Zawiąż sobie na supeł i nie wyrywaj się do kontaktów. Niech odczują, że jak się sami też nie postarają - to nie dostaną.
              Może się okazać, że oni cię nie chcą innej, niż podwładnej... Przebolej i się nie przejmuj.
              Teraz przyzwyczajasz ich, że oni dzwonić nie muszą. Pokazujesz, że mają rację obwiniając cię za "rozbicie ich rodziny". Dajesz znak, że słusznie cię potępiają i szykanują, potwierdzasz to poczuciem winy i podwójnym staraniem się i zabieganiem o nich.
              Matka wie, że jej spazmy, szantaże emocjonalne świetnie cię tresują do posłuszeństwa rodzicom, będzie cię trzymać w poczuciu winy i póki im pokazujesz, że takim szantażem dostają to co chcą - dopóty będą go stosować.

              Zawiąż ten supeł. I odpuść szarpanie się z czymś czego zmienić nie możesz.
              • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 16:12
                gauad napisała:

                > Odpuść to wydzwanianie po kilak razy do rodziców.
                > Niestety nie jesteś odosobniona, wielu rodziców takie jazdy robi swoim dzieciom.. Patrzą na
                > dzieci i wnuki jak na swoich niewolników, podwładnych, albo sprzęt domowy, jak na
                > wypełniacz ich pustki życiowej i zabezpieczenie starości, a nie jak na człowieka mającego uczucia i emocje..

                No niestety - nie jesteś odosobniona...
                Moja mama też uważa, że to ja mam do niej dzwonić i sprawdzać, czy żyje. Najlepiej 3 razy dziennie (nie przesadzam). Tym bardziej, że mieszka "sama na odludziu" - mama jest dawno rozwiedziona, a ja jestem jedynaczką. I "ma tylko mnie", "życie by za mnie oddała - a ja jej TAK odpłacam...!"
                Czyli jak? Ano tak, że niedługo przed czterdziestką wyprowadziłam się w końcu od niej, do faceta, który wyprał mi mózg i nie mogąc znieść, że "mamy taką wspaniałą relację" (!) zrobił wszystko, żeby mnie od niej odciągnąć; nie przyjeżdżam do niej już co weekend, tylko co drugi - i nie nocuję! A kiedyś nocowałam! A przecież każdy chłop jest tyle samo (czyli nic) wart, więc w domyśle - "nigdzie mi nie będzie tak, jak u mamusi", a ja głupia dałam się tak omotać pierwszemu lepszemu...
                To tak z grubsza - może Cię pocieszy, że nie jesteś wyjątkiem ;)
                Z tą różnicą, że moja mama nie robi awantur, niewiele w ogóle robi i mówi wprost, tylko CIERPI. STRASZNIE CIERPI - I TO JEST MOJA WINA. Bo tak!
                Można się porzygać, szczerze mówiąc. Po ostatnim weekendzie znowu bardziej.
                • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 16:45
                  Ola :-) fajnego dystansu nabierasz :) milo sie Ciebie czyta :) coraz b. odpepowiona wydajesz sie byc, tak trzymac!!!
                  • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 09:38
                    zuzi.1 napisała:

                    > Ola :-) fajnego dystansu nabierasz :) milo sie Ciebie czyta :) coraz b. odpepowiona wydajesz sie
                    > byc, tak trzymac!!!

                    ech, prawdę mówiąc jestem wykończona psychicznie i nerwowo po ostatnim weekendzie i jego wczorajszych echach....
                    I uświadomiłam sobie wczoraj całkiem nową dla mnie rzecz - że chyba pora, żebym to ja się wreszcie obraziła, a nie tylko nieustannie tłumaczyła się z mojego życia, wyjaśniała i łagodziła focha mamuni. Bo po takim czasie walenia we mnie jak w bęben fochami, żalami, pretensjami i żądaniami - każdy inny, w każdej innej relacji zwyczajnie by się obraził.
                    Więc teraz moja kolej na obrażanie. Najwyższy czas, wręcz.
                    Co polecam także autorce wątku - za TAKIE traktowanie NAPRAWDĘ mamy prawo się obrazić. Nawet na rodziców...
                    • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 10:05
                      Ola, powiem Ci, ze gdyby ktores z moich rodzicow tak sie zachowywalo, to najpierw dalabym slowny upust swojemu wk....iu wprost wobec nich, potem pieprznelabym mocno drzwiami na do widzenia i zrobilabym dluuuuuga przerwe w kontaktach i nie odbieralabym jakichkolwiek telefonow. Wyslalabym info smsem ze prosze o kontaktowanie sie ze mna JEDYNIE w przypadkach zagrozenia zycia... Nie znioslabym takich zachowan, od nikogo.
                      • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 10:21
                        zuzi.1 napisała:

                        > zrobilabym dluuuuuga przerwe w kontaktach i nie odbieralabym jakichkolwiek telefonow.

                        :) tyle, że i u autorki wątku, i u mnie NIE MA telefonów od rodziców :). Więc dość trudno "dać w ten sposób coś do zrozumienia" :). Natomiast można przestać dzwonić po to, żeby znowu się nasłuchać o swojej niewdzięczności i niegodziwości. Tak - można przestać tego wysłuchiwać :)

                        > Wyslalabym info smsem ze prosze o kontaktowanie sie ze mna JEDYNIE w przypadkach zagrozenia zycia...

                        hmmm... jestem pewna, że tym bardziej w przypadku zagrożenia życia nie doczekałabym się telefonu. I autorka wątku zapewne także. Bo przecież O TO CHODZI - "Ty cierp i miej do końca życia poczucie winy, że nie było Cię przy nas w najgorszym momencie". I że "może wtedy zrozumiesz..., ale będzie już za późno....!".
                        • froshka66 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 10:31
                          "Ty cierp i miej do końca życia poczucie winy, że nie było Cię przy nas w najgorszym momencie"


                          do wywołania poczucia winy trzeba 2 osób, tego co wywołuje i tego co da się w nie wrobić.
                          Skoro ktoś nie dzwoni z łoża śmierci ( nawet mu się nie dziwie, skoro za dzieckiem nie przepada, to po kija mu takie dziecko na łożu śmierci)
                          to jakie można mieć poczucie winy , że się przy tym łożu nie było?
                          Może być smutno, że się z mamusia nie pożegnało. Ale winy w tym nie ma żadnej.
                          Proponuje idz w odwiedziny do mamusi, ucałuj serdecznie, powiedz , że kochasz bardzo - i załatwisz sobie ostateczne pożegnanie.
                          Jak cie nie zawiadomią o łożu śmierci mamusi to nawet nie będziesz zalegała w sobie z pożegnaniem

                          Poczucie winy może być jak mamusia do ciebie wydzwania - przyjedź bo jam na łożu śmierci, a ty na to " sorry ale mam wykupiony tydzień na Ibizie, poczekaj z umieraniem"
                          No i mamusia nie poczekała. To można mieć poczucie winy. Ale to chyba nie ten przypadek.

                          • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 10:47
                            froshka66 napisała:

                            > "Ty cierp i miej do końca życia poczucie winy, że nie było Cię przy nas w najgorszym momencie"

                            > Poczucie winy może być jak mamusia do ciebie wydzwania - przyjedź bo jam na łożu śmierci, a
                            > ty na to " sorry ale mam wykupiony tydzień na Ibizie, poczekaj z umieraniem"
                            > No i mamusia nie poczekała. To można mieć poczucie winy. Ale to chyba nie ten przypadek.

                            :) ale wiesz, że "poczucie winy" rzadko ma coś wspólnego z FAKTYCZNĄ winą? A już zwłaszcza takie, które ktoś próbuje u Ciebie wywołać.
                            Bo to emocje i uczucia, a nie racjonalny osąd.
                            Ale na pewno wiesz ;)
                            Ja nie mam poczucia winy wobec mojej matki. Nie zrobiłam i nie robię jej ŻADNEJ krzywdy. Ani nigdy nie zrobię. Ale że ona koniecznie chce wywołać u mnie poczucie winy - to jest osobna sprawa. A jeszcze osobna, że ja się nie czuję winna, tylko skrzywdzona. I wkurzona, ostatnio coraz bardziej.
                            • froshka66 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 12:07
                              ja by tam mamusi na moje wkurzenie nie narażała , starsza pani ma prawo do spokoju.
                              zadzwoniłabym jak mi wkurzenie przejdzie.
                              Za miesiąc, dwa, może trzy, zależy jak bardzo jestem wkurzona.
                              • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 12:18
                                froshka66 napisała:

                                > ja by tam mamusi na moje wkurzenie nie narażała , starsza pani ma prawo do spokoju.
                                > zadzwoniłabym jak mi wkurzenie przejdzie.
                                > Za miesiąc, dwa, może trzy, zależy jak bardzo jestem wkurzona.

                                I chyba znowu tak się stanie...
                                • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 12:27
                                  Corka starszej pani tez ma prawo do spokoju i czas najwyzszy to matce uswiadomic...Ja bym taka laskawa nie byla i okazalabym swoje wkurzenie, adekwatnie do zachowania starszej pani.
                                  • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 12:34
                                    zuzi.1 napisała:

                                    > Corka starszej pani tez ma prawo do spokoju i czas najwyzszy to matce uswiadomic...Ja bym
                                    > taka laskawa nie byla i okazalabym swoje wkurzenie, adekwatnie do zachowania starszej pani.

                                    e tam, już okazałam w sobotę.
                                    A teraz chcę mieć już trochę spokoju - a dopóki się z mamą kontaktuję, to go nie mam, bo te kontakty zawsze od jakiegoś czasu są cholernie męczące i wyczerpujące. No i się wyczerpałam, taka prawda...
                        • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 11:00
                          Ola, w takich sytuacjach NIE POWINNO SIE samemu wydzwaniac do rodzicow, po nieprzyjemnych weekendach NIE POWINNO sie do rodzicow jezdzic itd. Nalezy pozwolic im na odczucie konsekwencji swoich zachowan i swoich wyborow, nie dzwonicie do cirki, to trudno, na wlasne zyczenie nie macie z nia kontaktu; nie potrafisz sie zdrowo z poszanowaniem drugiej osoby zachowywac w czasie wspolnego weekendu, to trudno, w najblizszym czasie takich wspilnych weekendow nie bedziesz miala. I zastanawia mnie Ola caly czas jedna sprawa, dla czego jestes taka laskawa w stosunku do mamy, gdy ta swoimi zachowaniami wywoluje w Tobie tak silne wzburzenie, a jestes taka kompletnie nie laskawa dla samej siebie? To w Ciebie mozna walic jak w beben, bo wszystko zniesiesz, a mamie nie mozna zadnej najmniejszej krzywdy zrobic, BO CO? I DLACZEGO TAK? To ona Tobie moze psuc samopoczucie i narazac Cie na nieustanne stresy i nerwy, a Ty wobec niej nie mozesz? Masz swiadomosc, ze w takiej sytuacji mozesz byc tym przyslowiowym bebnem do konca jej zycia, bo sama na to jej pozwalasz...
                          • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 11:11
                            zuzi.1 napisała:

                            > I zastanawia mnie Ola caly czas jedna sprawa, dla czego jestes taka laskawa w stosunku do mamy,
                            > BO CO? I DLACZEGO TAK? To ona Tobie moze psuc samopoczucie i narazac Cie na
                            > nieustanne stresy i nerwy, a Ty wobec niej nie mozesz?

                            Wygląda na to, że właśnie przyszedł ten moment, że już z tym koniec. Wystarczy, łaska się skończyła, bo i siły się wyczerpały.
                            Oczywiście, moja mama jest teraz ciężko chora - "przeze mnie", serce jej nawala, nie śpi i co tylko - "przeze mnie", więc oczywiście także ma "nieustanne stresy i nerwy" - "przeze mnie";
                            tylko że to akurat wcale nie jest moja wina...:)
                            • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 12:23
                              Trudno Ola, niech sie mama manipulantka samodzielnie zmierzy ze swoimi slabosciami i ' chorobami', czas najwyzszy. Nie przejmuj sie tylko tymi jej przedstawieniami, nie umrze od tego, a dobrze jej to zrobi na rozum...
                              • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 12:36
                                zuzi.1 napisała:

                                > Nie przejmuj sie tylko tymi jej przedstawieniami, nie umrze od tego, a dobrze jej to zrobi na rozum...

                                Przedstawień akurat nie robi (bo i nie ma widza do nich), faktycznie niszczy sobie teraz serce, ale jak na razie na rozum wcale jej nie pomogło - bo to przecież nie pierwszy taki raz...
                                Trudno. Jak sama sobie nie pomoże, to ja jej też nie pomogę - BO NIE UMIEM, NIE JESTEM W STANIE.
                                • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 13:04
                                  Ale w jaki konkretnie sposob to serce sobie teraz niszczy?
                                  • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 13:18
                                    zuzi.1 napisała:

                                    > Ale w jaki konkretnie sposob to serce sobie teraz niszczy?

                                    Choruje na nadciśnienie, a jak się tak nakręca swoim cierpieniem, żalem i złością - no to na zdrowie jej nie pomaga.
                                    Ona sobie psuje serce, a ja brzuch - bo u mnie to brzuch jest najsłabszy. I dobrze wiem, jaką krzywdę można sobie samemu zrobić w takich razach...
                                    • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 14:24
                                      Ale to raczej ona NA WLASNE ZYCZENIE sie denerwuje na Ciebie, zupelnie bezpodstawnie i nieadekwatnie do Twojego wieku. Przeciez jestes dorosla, wiec jej zadania i oczekiwania sa bezpodstawne. Ty sie z nia szarpiesz juz od dawna, od ponad 20 powinnas juz miec swoje odrebne zycie, a przez jej zachowania zobacz ile zycia i energii Ci przecieka na JEJ sprawy, jej ciagle oczekiwania, miny, ciche dasy i generalnie manipulacje, zamiast skupienia na sobie samej i wlasnym zyciu. I tej kobiecie jest wciaz malo...nie spocznie poki Cie nie odetnie od zycia i nie zawlaszczy calkowicie...
                                      • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 14:27
                                        A brzuch Cie boli rowniez przez jej zachowania, to ona narusza Twoje granice, nie liczac sie z Twoim dobrem.
                                        • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 14:40
                                          zuzi.1 napisała:

                                          > A brzuch Cie boli rowniez przez jej zachowania, to ona narusza Twoje granice, nie liczac sie z Twoim dobrem.

                                          Jasne, żadna to tajemnica. Zresztą - jak jakiś czas temu nastał dłuższy "czas milczenia", to jednym z pierwszych objawów była niezwykła ulga w brzuchu :)
                                        • froshka66 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 16:13
                                          no tak to raczej nie pisz... :)
                                          mamusi nadciśnienie wyskakuje tez przez córkę ??
                                          bo córka nie przejmuje się dobrem mamusi...?

                                          każda sobie choruje na WŁASNE życzenie
                                      • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 14:38
                                        zuzi.1 napisała:

                                        > Ale to raczej ona NA WLASNE ZYCZENIE sie denerwuje na Ciebie,

                                        Ależ oczywiście! Dlatego napisałam - ani ja jej nie pomogę, ani nie czuję się winna tego, co teraz tam sobie przeżywa.

                                        > I tej kobiecie jest wciaz malo...nie spocznie poki Cie nie odetnie od zycia i nie zawlaszczy calkowicie...

                                        Święta racja. Przez tyle lat miała mnie w zasadzie na wyłączność - z jednej strony rozumiem, że teraz trudno się jej pogodzić z tym, że już nie ma (choć i 10 lat temu nie mogła się z tym pogodzić, a ja się wtedy wystraszyłam), ale jak jej mówię, że i tak dostała ode mnie 15 lat "w promocji" - to się śmiertelnie oburza. Jak na wszystko, zresztą :)
                                        • froshka66 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 16:11
                                          Ale to raczej ona NA WLASNE ZYCZENIE sie denerwuje na Ciebie, zupelnie bezpodstawnie i nieadekwatnie do Twojego wieku.

                                          nie sposób sie nie zgodzic...
                                          zaś Ola na własne życzenie ma kłopoty z brzuchem bo jak widać przejmuje sie zupełnie nieadekwatnie tym co mówi mama i poświęca jej i tym problemom stanowczo zbyt wiele czasu i energii.
                                          jak widać obydwie bohaterki na własne życzenie rujnują sobie zdrowie.
                                          "Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy" np Ola zatroszczy sie o siebie ( wakacje? terapia? miesięczny 2.. 3... brak kontaktów z mamą)
                                          • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 16:34
                                            froshka66 napisała:

                                            > zaś Ola na własne życzenie ma kłopoty z brzuchem

                                            Oczywiście. Jeszcze 10 lat temu winiłam za takie sensacje faceta, w którym tak niefortunnie ulokowałam uczucia, że się potem poważnie pochorowałam - teraz dobrze wiem (nawet powiedziałam o tym wczoraj), że brzuch mnie boli, bom jeszcze głupia i nie umiem mądrze i rozsądnie podejść do tej absurdalnej sytuacji. Ale się uczę :)

                                            > "Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy" np Ola zatroszczy sie o
                                            > siebie ( wakacje? terapia? miesięczny 2.. 3... brak kontaktów z > mamą)

                                            Od sierpnia chodzę w końcu na terapię; na wakacje póki co nie pozwala praca i kilka innych spraw; a kontaktować się wcale na razie nie mam ochoty. I nie zamierzam. Nie wiem jeszcze, jak długo, teraz to ja jestem "obrażona" :)
                                        • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 16:44
                                          Olu, ona nie dostala tych lat od Ciebie ' w promocji', tylko Ci te 15 lat z zycia SAMA zabrala, poprzez urobienie Ciebie do bycia jej wspotowarzyszka, przyjaciolka, pocieszycielka i bog wie jeszcze kim...a potem poprzez dasy i fochy, gdy zaczelas dojrzewac do decyzji o samodzielnosci. To jest baaardzo wiele lat. Przepraszam, ze tak okropnie napisze: mega egoistka ma swoja zabawke i nie chce jej nikomu oddac...
                                          • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 16:51
                                            zuzi.1 napisała:

                                            > Olu, ona nie dostala tych lat od Ciebie ' w promocji', tylko Ci te 15 lat z zycia SAMA zabrala,
                                            > poprzez urobienie Ciebie do bycia jej wspotowarzyszka, przyjaciolka, pocieszycielka i bog wie
                                            > jeszcze kim...a potem poprzez dasy i fochy, gdy zaczelas dojrzewac do decyzji o
                                            > samodzielnosci. To jest baaardzo wiele lat. Przepraszam, ze tak okropnie napisze: mega
                                            > egoistka ma swoja zabawke i nie chce jej nikomu oddac...

                                            Nie masz za co przepraszać, wszystko co napisałaś, jest świętą prawdą. Którą wreszcie jakiś czas temu i ja zaczęłam dostrzegać.
                                            To wprawdzie było dziwne uczucie zorientować się, że "kochająca matka" - bo faktycznie byłam dla niej przez ostatnie lata najważniejsza - tak naprawdę jest straszną egoistką i zachowuje się jak małe dziecko - JA, JA, JA.
                                            Najśmieszniejsze jest to, że zawsze tak się mówiło o siostrze mamy (która jest takim samym typem, tylko jeszcze do potęgi...) - a u mojej matki przez tyle lat tego nie dostrzegałam... Nie miałam jak nabrać dystansu, zawsze byłyśmy tak blisko.
                                            • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 17:22
                                              Dokladnie, mialas tak od zawsze i trudno Ci sie bylo zorientowac, ze ta rzeczywistosc w ktorej zyjesz jest nie ok. Poza tym Twoja mama manipuluje nie z przyslowiowej ' grubej rury, tylko tak raczej delikatnie, miny, dasy, westchnienia, oczekiwania, i tego typu akcje majace wywolac poczucie winy,i dzieki takim zachowaniom osiaga swoj cel. Raczej unika robienia takich akcji jak rodzice autorki watku. Czy siostra mamy ma tez taki destrukcyjny wplyw na ktores ze swoich dzieci?
                                              • paris-texas-warsaw Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 17:39
                                                A ja tak się wetnę... Byłam na mieście, patrzę a tam nowa Susan F. Od razu pomyślałam o Zuzi i Oli, czemu nic na Żr nie piszą:) Kupiłam sobie i przejrzałam, trochę mnie wciął ostry język. Moje niegdysiejsze opinie o niewydolnych matkach to miłe słowa przy opiniach Susan F. To troche mnie w niej odstręcza, bo wydaje mi się przez to mało profesjonalna, ale biorę poprawkę, że to poradniki, a nie literatura psychologiczna. Choć jak psychoterapeuta najeżdża na ludzi z zaburzeniami osobowości, to czuję dysonans poznawczy. Tytuł też mocny, bo "Matki, które nie potrafią kochać", a w środku przeglądzik po kolei - narcyz (tu takie nieścisłości, że to genetyczne, ale córka już niegenetycznie zachowuje się tak samo i da się z tego wyjść), zaborcza, despotka i jeszcze kilka typów. Może nie przełom, ale jak ktoś ma jakieś poczucie winy, to go może trochę naspeeduje.
                                                • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 18:42
                                                  Paris, dzieki za informacje, chetnie sobie kupie na MIKOLAJKI :) A odn. kwestii najezdzania na ludzi z zaburzeniami osobowosci: to sa b. czesto ludzia calymi latami normalnie funkcjonujacy w spoleczenstwie, pracujacy zawodowo wiele lat, ktorzy w stosunku do obcych i dalszych osob z rodziny POTRAFIA zachowywac sie normalnie, jedynie w stosunku do b. bliskich sobie osob typu malzonek czy dzieci sa toksyczni, rowniez w stosunku do osob w ich rozumieniu im i ich ' wlasnosci' zagrazajacych typu ziec czy synowa. To sa czesto ludzie majacy przyjaciol, znajomych i w stosunku do nich zachowujacy sie w miare normalnie. Wiec to nie jest tak, ze to sa bezwolne istoty, ktore nie maja wplywu na to jak sie zachowuja. To jest troche tak jak z przemocowcami, ktorzy w stosunku do najblizszych wybieraja takie a nie inne zachowanie i podobnie jest z osobami z zaburzona osobowoscia. Maja wplyw na to co robia, mogliby postepowac inaczej, ale wybieraja takie a nie inne zachowanie. Ta matka Oli tez w koncu odpusci, gdy Ola ja przyprze do sciany i nie odpusci. Dlatego nie dziwie sie Susan Forward, ze pisze o takich osobach w taki a nie inny sposob.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 18:54
                                                    Ja jakos tak już nie myślę:) W ogóle pewna rezerwa w ocenach mnie ogarnęła, chyba, że ktoś mnie podjudzi;). Susan ostro jedzie też po matkach z depresją, mi się tu kiedys tez za to dostało z kilka razy. Myślę, że to jest jakiś wyraz jej stanowiska przyjmowanego w trakcie terapii pacjentów, by ich wyciagać z problemów. Ale Ameryka to w ogóle niezgłębiony dla mnie kraj i kontynent.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 18:58
                                                    Też myślę, że mama Oli w końcu odpuści, bo reakcje są wyuczalne, w końcu zobaczy, że nie da się zawładnąć kimś bez jego zgodyi może szkoda nawet sił na nieudane próby. Ale wątpię, czy automatem to się będzie wiązać z takim rozumieniem tej sytuacji, że to było zawlaszczenie przez wiele lat i osobowość się wyprostuje. To by było za piękne i za łatwe.
                                                  • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 21:50
                                                    Zgadzam sie z Toba Paris, ze jak sie Ola zaprze i bedzie przez dlugi czas konsekwentna, to jest szansa, ze mama odpusci i pogodzi sie z jej odejsciem, ale bez glebszego zrozumienia tego co dzialo sie pomiedzy nimi przez wiele lat.
                                                  • froshka66 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 22:05
                                                    a jak nie odpusci?..... A jakiz to ma wplyw na Ole?!
                                                    a jak sie nie pogodzi to co.... a jak sie kompletnie pochoruje ze zlosci i umrze? ..... to Ola dla towarzystwa ma pojsc tez na dno???
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 23:20
                                                    O, kurczę, Froshka, trudne pytania zadajesz... Można gdybać, co się hipotetycznie może stać z osobą w trakcie terapii "separacyjnej" od rodzica, gdy on umiera... Podejrzewam, że paradoksalnie, może być wtedy ciężej, bo albo się przestaje walczyć, albo walczy z czymś w rodzaju cienia. Chociaż jak rozumiem w dużej części przypadków walka z rodzicem jest trochę walką tez symboliczną pokazującą przewalczenie jakiegoś wzorca. Ja komuś oddałam "Toksycznych rodziców", bo byli wg mnie dość nudni, ale to co jest wg mnie dobrego w tej "Matki, które..." to pokazanie wpływu poszczególnych matek na dzieci. Czyli np. jak zaborcza to może się okazać, że dziecko boi się opuszczenia albo samo przejawia zaborczość wobec dzieci/partnera. I śmierć rodzica niewiele zmienia, oprócz doraźnego "ułatnienia". Ja osobiście mało "czuję" zaborcze matkii ich toksyczny wpływ. Ale wierzę po różnych historiach na forum, że tak jest.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 23:39
                                                    "Dzieci toksycznych rodziców mają określone cechy charakteru i działają według pewnych schematów. - Ich życiem rządzi przymus - mówi prof. Maria Ryś. Nie są w stanie wyobrazić sobie, że mogłyby postąpić inaczej niż chcą ich rodzice. Takie zasady zawsze im wpajano. Żyją ze świadomością: na mojej osobie opiera się życie mojej matki lub ojca. - Znam takie przypadki, kiedy umiera toksyczny rodzic i jego 50-letniemu dziecku świat zaczyna się zawalać. Toksyczne dziecko ma punkt sterowania swoim własnym życiem w drugiej osobie. Kiedy ona umiera, umiera z nią coś najistotniejszego w jego życiu. I tak toksyczność rodzica działa okrutnie, spoza grobu - mówi prof. Ryś."
                                                    Tu jacyś specjaliści mówią, że śmierć toksycznego rodzica jest bardziej jak tąpnięcie a nie wybawienie, ale to raczej nie dotyczy ludzi w terapii, choć ja jak pisałam, podejrzewam, że może ją utrudniać wpewien sposób.
                                                  • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 03.12.14, 11:26
                                                    paris-texas-warsaw napisała:

                                                    > Dzieci toksycznych rodziców mają określone cechy charakteru i działają według pewnych
                                                    > schematów. - Ich życiem rządzi przymus - mówi prof. Maria Ryś. Nie są w stanie wyobrazić
                                                    > sobie, że mogłyby postąpić inaczej niż chcą ich rodzice. Takie zasady zawsze im wpajano. Żyją
                                                    > ze świadomością: na mojej osobie opiera się życie mojej matki lub ojca.

                                                    łojezu, jezu...
                                                    Kim jest prof. Maria Ryś? Można coś jeszcze przeczytać, co napisała?
                                                  • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 03.12.14, 11:33
                                                    ola_dom napisała:

                                                    > Kim jest prof. Maria Ryś? Można coś jeszcze przeczytać, co napisała?

                                                    No dobra, już sprawdziłam, kto to i raczej ogólnie nie zamierzam zgłębiać jej dzieł, ale cytowany fragment trafia w dziesiątkę...
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 03.12.14, 12:11
                                                    Też się zdzdiwiłam, osobiście wolę brać pod uwagę opinie mniej kontrowersyjnych osób;) Ale się akurat Ryś trafiła, bo chodziło o umarłych toksycznych rodziców.
                                                  • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 23:37
                                                    A jak mama nie odpusci, to trudno. Grunt, zeby Ola sie od niej uwolnila.
                                                  • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 23:59
                                                    Paris, mi sie wydaje, ze Susan moze miec racje z tym swoim podejsciem m.in. do narcyzek, jestem przekonana, ze uswiadomienie sobie relacji w jakiej sie tkwi z kims takim, rozumowe zrozumienie tej relacji a nastepnie mocne emocjonalne wkurzenie sie na taka osobe i dojscie do tej swojej mocnej zlosci moze prowadzic do uwolnienia z takiego chorego ukladu. Tylko na poczatku trzeba ta zlosc odnalezc, a potem nauczyc sie ja wyrzucac z siebie, to musi byc wielka zlosc, totalne wkurzenie za zmarnowane lata i wowczas moze pojawi sie uwolnienie. Takze, jesli taka jest intencja Susan, to mysle, ze moze miec racje. Ta terapeutka jest b. spostrzegawcza i konkretna.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 03.12.14, 00:11
                                                    Tak, rozumiem. Choć trudno mi sobie u profesjonalnego terapeuty wyobrazić, by pacjentowi przedstawiał diagnozę jego rodzica, to może są takie "schematy" na potrzeby książki. A jeszcze bardziej taki "potępieńczy" ton wobec osób z NZO, gdy obok pisze, że to może być genetyczne. Wiesz, z jednej strony klientami są dzieci osób narcystycznych, z drugiej strony inne osoby z zaburzeniami osobowości i trudno mi sobie wyobrazić, by własnych "klientów" potępiać, albo przynajmniej pisać, że na nic terapie im się nie zdadzą (bo są jacy są). Nie wiem sama, w sumie, to nie wiem, czy kiedyś taką osobę z NZO spotkałam, ale oceniam tylko po mojej wiedzy z Żr:)
                                                  • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 22:52
                                                    zuzi.1 napisała:

                                                    > sa toksyczni, rowniez w stosunku do osob w ich rozumieniu im i ich ' wlasnosci
                                                    > ' zagrazajacych typu ziec czy synowa.

                                                    Myślę, że to jest kluczowe. Poczucie własności i władzy nad daną osobą. Kiedy takie poczucie nie miało jak i kiedy się wytworzyć (relacje w pracy, koleżeńskie) - taka osoba zachowuje się całkiem normalnie, "poprawnie". Ale jak w grę zaczyna wchodzić zależność, zwłaszcza emocjonalna, zwłaszcza nierównoważna - jak matka + dziecko - to zdaje się, że właśnie wtedy ujawniają się te toksyczne cechy - zawłaszczanie, potrzeba kontroli, poczucie własności. Ja jestem mojej mamy i koniec! Mam być jej, mam być taka, jak ona i jak ona chce. I nie ma mowy inaczej.
                                                    Więc jak pojawił się facet, któremu poświęcam więcej czasu i uwagi niż mamusi - to stało się dla niej nie do zniesienia. Ale oczywiście argumenty, dlaczego tak "jest źle", są totalną racjonalizacją i szukaniem przyczyn "dookoła", czyli obarczanie winą wszystkich, a nie siebie i swoich chorych potrzeb. Czyli tego wstrętnego faceta, który zmanipulował i odciągnął od mamusi, i głupiej córki, która dała się zmanipulować pierwszemu lepszemu, nic nie wartemu byle komu.
                                                • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 19:41
                                                  paris-texas-warsaw napisała:

                                                  > A ja tak się wetnę... Byłam na mieście, patrzę a tam nowa Susan F. Od razu pomyślałam o Zuzi
                                                  > i Oli, czemu nic na Żr nie piszą:)
                                                  > Tytuł też mocny, bo "Matki, które nie potrafią kochać"

                                                  O rany, dzięki! Nie śledzę nowości wydawniczych i nie wiedziałam, że wyszła taka książka.
                                                  Kupuję sobie pod choinkę - i będę czytać przez święta :D
                                                  • pade Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 21:20
                                                    Przeczytałam połowę...i nie zachwyciła mnie. Ale czytaj i utrwalaj sobie:)
                                                    Ola, napisałaś, że wściekasz się na siebie, że tak irracjonalnie reagujesz. Irracjonalnie czyli jak?
                                                    Automatycznie?
                                                    Przygotowujesz się mentalnie do wizyty? Ustalasz sobie co odpowiesz w razie gdy?

                                                    Myślałaś o tym, żeby napisać mamie list?
                                                    Może warto do niej napisać, wyrazić zrozumienie dla jej uczuć. W końcu robi tak, jak umie, a nie potrafi inaczej, ktoś ją tego nauczył. Opisać swoje uczucia i określić nowe zasady (własne granice) i dać czas na przemyślenie? Nawet jak mama nic nie zrozumie i dalej będzie się zachowywać w znany sobie sposób, to zadbasz w ten sposób o swój dobrostan. Zrobisz coś dla siebie.
                                                  • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 22:29
                                                    pade napisała:

                                                    > Ola, napisałaś, że wściekasz się na siebie, że tak irracjonalnie reagujesz. Irracjonalnie czyli
                                                    > jak? Automatycznie?

                                                    Tak, ale głównie chodzi mi o to, że reaguję nadwymiarowo. No i że wciąż daję się wciągać w niektóre dyskusje.

                                                    > Przygotowujesz się mentalnie do wizyty? Ustalasz sobie co odpowiesz w razie gdy?

                                                    Tak, przygotowuję się na niektóre tematy (zwłaszcza obrażanie mojego faceta), żeby zareagować i nie pozwolić na to i tamto, ale i tak złości mnie, że daję się wciągać w te słowne szarpaniny.

                                                    > Myślałaś o tym, żeby napisać mamie list?
                                                    > Może warto do niej napisać, wyrazić zrozumienie dla jej uczuć. W końcu robi tak, jak umie,
                                                    > a nie potrafi inaczej, ktoś ją tego nauczył. Opisać swoje uczucia i określić nowe zasady
                                                    > (własne granice) i dać czas na przemyślenie?

                                                    pade... ale ja już napisałam do mamy. Rok temu. Ciepły mail, w którym wyjaśniłam, co czuję, dlaczego tak, zapewniłam ją o moich uczuciach do niej - po czym po kilku tygodniach usłyszałam, że "tak strasznie ją wkurzył ten mail!" - a po mniej więcej roku dowiedziałam się w końcu, CO konkretnie ją w nim wkurzyło. Bo nijak nie mogłam zgadnąć CO. I zbaraniałam, bo z całego maila mama wyciągnęła z kontekstu dwa zdania - i obrobiła je w myślach na swój sposób... Czyli dokładnie to samo, co robi z tym, co do niej mówię.
                                                    Więc odpuściłam sobie, nie zamierzam już do niej pisać, bo to nic nie da. A mi nie pomoże świadomość, że zrobiłam coś, co pójdzie w próżnię, albo, co gorsza, zostanie przeinaczone i wynaturzone. Bardziej pomaga mi świadomość, że wiem, jak jest naprawdę. A jak mama nie chce poznać tego, co ja sądzę - to trudno. Na to już nic nie poradzę.
                                                    Aha - no i znowu usłyszałam, że "to tylko słowa - a liczą się czyny!". Więc mojej mamy nie ukoi żadna rozmowa, żaden list, a jedynie 3 telefony dziennie (z mojej strony) i coweekendowa wizyta od rana do wieczora. I najlepiej z nocowaniem. Co weekend.
                                                    Do czasu, aż zapragnęłaby znowu czegoś więcej.
                                                  • differentview Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 22:59
                                                    ola_dom napisała:
                                                    > jedynie 3 telefony dziennie (z mo
                                                    > jej strony) i coweekendowa wizyta od rana do wieczora. I najlepiej z nocowaniem
                                                    > . Co weekend.
                                                    > Do czasu, aż zapragnęłaby znowu czegoś więcej.

                                                    hehehe, naprawde tak absurdalne oczekiwania sa w stanie wyprowadzic Cie z rownowagi? przeciez to zasluguje na rozesmianie sie i totalne olanie; naprawde odpusc sobie jakiekolwiek poczucie winy i zajmij sie swoim zyciem
                                                  • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 23:23

                                                    > hehehe, naprawde tak absurdalne oczekiwania sa w stanie wyprowadzic Cie z rownowagi?
                                                    > przeciez to zasluguje na rozesmianie sie i totalne olanie;

                                                    Nie zapominaj, że do niedawna z nią mieszkałam :). Więc z całego tygodnia ledwie weekend - to i tak przecież ochłap, nie? ;)
                                                    A na serio - też bym się uśmiała, i dostrzegam absurd, jak o tym piszę, ale to nie jest tak, że "a teraz ustalamy zasady naszych spotkań, będą wyglądać tak i tak" - tylko w takie coś wchodzi się małymi kroczkami, jak w masło, i dopiero, jak zaczynasz się dusić, to dostrzegasz, w co wdepnęłaś.
                                                  • differentview Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 23:46
                                                    ola_dom napisała:

                                                    >
                                                    > > hehehe, naprawde tak absurdalne oczekiwania sa w stanie wyprowadzic Cie z
                                                    > rownowagi?
                                                    > > przeciez to zasluguje na rozesmianie sie i totalne olanie;
                                                    >
                                                    > Nie zapominaj, że do niedawna z nią mieszkałam :). Więc z całego tygodnia ledwi
                                                    > e weekend - to i tak przecież ochłap, nie? ;)

                                                    no tak, zapomnialam;) mysle, ze dostrzegajac absurdalnosc tej sytuacji juz w 50% sie z niej wyzwolilas; drugie 50% to konsekwencja i wyzbycie sie chorego poczucia winy- czyli nie uleganie manipulacjom; mialam kiedys kolege, ktorego matka, wytrawna manipulatorka i samorodna aktorka- za kazdym razem gdy on chcial wyjsc np. z kumplami na piwo, nie daj boze na randke albo wyjechac na kilka dni na narty- dostawala jakiego powaznego zdrowotnego zalamania( nic konkretnego- po prostu "barrrdzo zle sie czula" "byla bliska wezwania karetki" " czula, ze "nie moze sama zostac w domu" ) tak wytresowala mojego kolege, ze ten biedaczek lapal sie na taki szantaz i zostawal z nia, jednoczesnie rujnujac sobie wlasne zycie towarzyskie; nie musze chyba dodawac, ze ona byla zupelnie zdrowa;)
                                                  • pade Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 23:00
                                                    Rozumiem. Nie wiedziałam, że już próbowałaś:)
                                                    Mnie chodziło o coś takiego: "rozumiem, że wolałabyś, żebym odwiedzała Cię częściej, żebym zostawała na noc, że jest Ci przykro, z powodu zmian, że czujesz się samotna, ale ja Cię nie porzuciłam, a jedynie jako dorosła osoba układam sobie życie po swojemu. I to się nie zmieni, bo potrzebuję żyć w zgodzie ze sobą. Będę do Ciebie dzwonić (wstaw dowolne) i odwiedzać Cię (wtedy i wtedy, od do). Kocham, pa.":)
                                                    Co do nadmiarowości...może wynikać z tego, że nie ujawniasz emocji na bieżąco, tylko "wytrzymujesz" ile się da, nie chcesz "ranić". Zbiera Ci się, zbiera, a potem ulewa.
                                                    Albo z chęci (może nieświadomej) przekonania mamy do swoich wyborów, własnej ścieżki życiowej, niezależności. Ta chęć może powodować tłumaczenie, wyjaśnianie, które jeśli jest źle odbierane budzi złość, a nawet gniew i żal, że nie jest się zrozumianym. Że mama nie akceptuje Twoich wyborów.

                                                    Jedynie akceptacja obecnej sytuacji czyli mama czuje co czuje, rozumie jak rozumie i chce czego chce, a Ty nie poddajesz się temu, bo chcesz żyć inaczej i będziesz tak żyła, mimo wszystko, bez poczucia winy, bez żalu z powodu braku akceptacji mamy, spowoduje, że emocje opadną.
                                              • froshka66 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 17:53
                                                pozwole sobie zacytowąc :

                                                Nie jest łatwo zaakceptować, że jesteśmy odpowiedzialni za swoje emocje. To, że jesteś smutna, nie jest winą twojego męża ani szefa. Twoje własne myśli i przekonania generują te emocje. Dobra wiadomość jest taka – o ile na szefa i męża masz niewielki wpływ (choć może ci się wydawać inaczej, a to kolejne źródło frustracji), to na własne przekonania, reakcje i myśli możesz mieć ogromny. Przeniesienie koncentracji z zewnątrz (inni ludzie) do wewnątrz (moje emocje) jest ogromnym krokiem w przejmowaniu odpowiedzialności za swoje życie.

                                                człowiek ma dwie drogi: może być ofiarą, a jego nieszczęściu jest winny świat i rodzina, lub jest dorosły i jest odpowiedzialny za siebie.
                                                • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 18:26
                                                  Froshka, w pelni sie zgadzam z tym co napisalas. Ale nie znajduje to zastosowania do dzieci narcyzow, ktore przez wiele lat, od malenkosci sa poddawane emocjonalnemu praniu mozgu. A pranie mozgu przybiera czesto b. zawoalowane formy, taki czlowiek moze calymi latami nie wiedziec, ze jest manipulowany i usidlony emocj. przez rodzica, rodzicow. Jesli ma duzo szczescia to w pewnym momencie orientuje sie z ogromnym zdziwieniem, ze wieloletnia rzeczywistosc, w ktorej zyl nie jest normalna i ze jego relacje z rodzicem/ - cami nie sa normalne.
                                                  • froshka66 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 19:06
                                                    Masz racje, i kiedy już ma szczęście się zorientować, to może po prostu przejąć odpowiedzialność za swoje życie bez koncentrowaniu się na oskarżaniu innych ( co robią ,ze mi jest źle) a może skoncentrować się na sobie- co mam zrobić, żeby mi było dobrze.
                                                  • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 19:39
                                                    froshka66 napisała:

                                                    > Masz racje, i kiedy już ma szczęście się zorientować, to może po prostu przejąć
                                                    > odpowiedzialność za swoje życie bez koncentrowaniu się na oskarżaniu innych (co robią ,ze mi
                                                    > jest źle) a może skoncentrować się na sobie- co mam zrobić, żeby mi było dobrze.

                                                    Racja. Ja miałam to szczęście już kilka lat temu, ale wiesz froshko - wiedzieć, to jedno, a umieć wdrożyć w życie - to zupełnie co innego. Zwłaszcza po wielu latach "treningu" w zupełnie innym kierunku. To jest nawet kwestia pamięci ciała - ono nauczyło się reagować tak, a nie inaczej - więc trochę trwa, zanim uda się je nauczyć reagować inaczej.
                                                    Ja teraz przeważnie wściekam się na siebie, że wciąż tak irracjonalnie reaguję na matkę. To, jak ona się zachowuje, to jedna rzecz, ale mnie obchodzą moje reakcje i chciałabym nauczyć się już nie reagować na nią.
                                                    Na tę chwilę odpuszczam sobie kontakty. Właśnie dlatego, że odpowiadam za to, co sama robię i to jest to, co mogę zrobić. Dla siebie.
                                                  • froshka66 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 21:30
                                                    ale mnie obchodzą moje reakcje i chciałabym nauczyć się już nie reagować na nią.

                                                    jedno z najpiekniejszych i dojrzalych zdan na forum jakie od dawna czytalam
                                                  • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 19:46
                                                    Dokladnie tak Froszka.
                                              • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 19:27
                                                zuzi.1 napisała:

                                                > Czy siostra mamy ma tez taki destrukcyjny wplyw na ktores ze swoich dzieci?

                                                ech.... jak pisałam - tam jest sprawa posunięta do wysokiej potęgi.
                                                Obydwaj synowie mojej ciotki wiele lat temu zerwali z nią jakiekolwiek kontakty (swoją drogą - uciekli w małżeństwa z zaborczymi dziewczynami...). Nienawidzą jej do tego stopnia, że zerwali także kontakty z nami - moją mamą, która była ich ulubioną ciocią, i ze mną - mimo że z jednym z braci naprawdę byliśmy blisko, przyjaźniliśmy się. Bo, jak mówią, nie chcą mieć wspólnego z niczym, co dotyczy ich matki.
                                                Więc to zawsze ciotka była w rodzinie tą, która uważała, że dzieci są jej własnością i dopóki były jej podporządkowane, to była najlepszą mamusią świata, a jak zaczęły mieć własne zdanie, to stały się jej największymi wrogami. W tym świetle moja mama to naprawdę łagodna owieczka :) i długo trudno było dostrzec, jak naprawdę mają się sprawy między nami.
                                                • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 19:43
                                                  No to niezle, ciekawe, czy sami z siebie tacy madrzy, czy zony im troche w takim podejsciu pomogly :-)
                                                  • ola_dom Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 02.12.14, 20:00
                                                    zuzi.1 napisała:

                                                    > No to niezle, ciekawe, czy sami z siebie tacy madrzy, czy zony im troche w takim podejsciu pomogly :-)

                                                    Niestety obie żony są dość nieciekawe (jeden z braci ponoć się właśnie rozwodzi), ale myślę, że ważne jest to, że chłopaki mają siebie nawzajem, i nawzajem dawali sobie wsparcie. I wspólnie odnowili kontakt z ojcem, którego - wzorem mamusi - nienawidzili w dzieciństwie (ciotka rozwiodła się dość wcześnie, nie był to elegancki rozwód, potem mieszkali wszyscy na kupie w jednym mieszkaniu, a ciotka napuszczała synów na ojca. A że to były niezłe łobuziaki, to bawiło ich, jak robią ojcu "numery", a do tego ciotka miała radochę, jak np. zrzucali mu na głowę z balkonu zbuki hodowane na kaloryferze.... A ten ojciec to taka bezwolna ciapa była, tak przy okazji). W każdym razie - do niedawnej śmierci ojca podobno (podobno, bo nie mamy kontaktu, jedynie jakieś informacje od dalszych członków rodziny) byli z nim w serdecznych relacjach.
            • differentview Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 11:15
              no coz, tak jak podejrzewasz- jestes egoistka i wyrodna corka, porzucilas starych rodzicow, egoistycznie myslalas tylko o sobie- nic dziwnego, ze mecza Cie wyrzuty sumienia; w tej sytuacji poczucie winy jest jak najbardziej uzasadnione; znaczy, ze masz jeszcze odrobine ludzkich odruchow, jakiegos sumienia- choc sie nim nie kierujesz ale przynajmniej dobrze, ze masz swiadomosc
              nie chce Ci radzic ale zawsze mozesz naprawic swoje winy, rozwiesc sie, wrocic do starych rodzicow i poswiecic siebie( to takie niepopularne ale jednak moralnie sluszne) tak jak oni poswiecali sie dla Ciebie cale zycie

              :P:P:P
            • vilez Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 12:07
              Cóż, klasyka toksyczności w wykonaniu Twojej mamy. Albo jej choroba psychiczna.
              Pozostaje się odciąć. Dzwonić raz na jakiś czas albo tylko do ojca, jeśli z nim kontakt jest normalniejszy. Swoją drogą, on też musi mieć z żoną w domu niezły horror...
              I cieszyć się nowym zyciem, bo jest z czego :-)
            • froshka66 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 16:21
              kandydatką do BARDZO pilnej psychoterapii

              zanim dziecko nie nauczy się, ze dzwonienie do obrażonej mamy 4 x dziennie to norma.

              Jeżeli komuś się dzieje coś złego ( np. choroba , wypadek itp.) to ten ktoś jak nie daje sobie rady lub chce pomocy komunikuje innym jaki ma problem i jakiej formy pomocy oczekuje.
              To jest zdrowe.
              Jak ktoś nie chce powiedzieć to widocznie podjął decyzje, ze nie chce pomocy innych i nie chce ich informować. Wolno mu, bo to jest JEGO nieszczęście.
              Choroba dorosłego członka rodziny nie jest DOBREM NARODOWYM, i nie każdy w rodzinie musi wiedzieć kto i z czym mam problemy. I raczej bym to uszanowała. To nie jest twoje prawo wiedzieć co się z mamą dzieje. To jest możliwość , jak mama tego tez chce. Skoro nie chce to trudno. Uszanowałabym to.
              Bo szczególnie SZANUJE się rodziców i ich decyzje.
              • zuzi.1 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 16:53
                Zgadzam sie z Froszka :) Jak na razie Autorko, to Ty sie swoim rodzicom narzucasz z uwagi na swoje poczucie winy. Ten brak tel. od nich to taki rodzaj szantazu emocj., nie pozwol soba w ten sposob im manipulowac. I naprawde skorzystaj z tej psychoterapii DLA SIEBIE SAMEJ. Ty siebie sama zameczasz takimi zachowaniami, jestes jak ugotowana zaba na krotkiej smyczy :-) zerwij te cholerne kajdany emocj. i uwolnij sie w koncu !!!
            • froshka66 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 21:02
              BTW
              -porzuciłam starych rodziców u schyłku życia dla fanaberii życia z facetem
              Nie wiem czy mamusia wierząca bo pamiętam taki starodawny kawałek z takiej niepopularnej książki
              Biblia
              Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem.

              może mamusia oczekuje, ze literalnie złączysz się z zona a nie mężem...
              wytłumacz mamusi, ze to w pewien sposób uproszczenie...

              (kąsliwośc mi sie włączyła.)
          • vilez Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 12:08
            paris-texas-warsaw napisała:

            > Zaczynam myśleć, że jesteś jakimś trollem...

            Co ja widzę... ktoś niedawno naskoczył na Verdanę, że widzi trolla, a tu takie coś.
            • paris-texas-warsaw Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 15:20
              To bardzo miłe, Vilez, że się jako moderator starasz i analizujesz nawet wypowiedzi sprzed roku:) Obawiam się jednak, że masz na myśli,że ja napadłam na Verdanę:) Ja gdzieś napisałam,że być może posądzenie o bycie trollem jest "krzywdzące" i to slowo było w cudzysłowie, gdyż było w szerszej wypowiedzi o moim postrzeganiu fikcji w internecie, która dla mnie jest naturalnym stanem rzeczy, tak jak i trolling:) Ale dobrze, że się starasz:)))
              • vilez Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 21:17
                To bardzo miłe, że dostrzegasz swoje uwarunkowania - zwłaszcza, gdy idzie o fikcję i trolling w internecie, które są dla Ciebie żywiołem naturalnym. To dobrze wróży :-)
                • paris-texas-warsaw Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 21:52
                  Zdawanie sobie sprawy ze zjawisk nie musi mieć nic wspólnego z własnymi uwarunkowaniami, zwłaszcza gdy to, co nazywasz uwarunkowaniami może być świadomym wyborem. Gorzej jak wierzy się we wszystko jak leci, ale o mieszaniu prawdy z fikcją pisałam Ci już dwa razy, pewnie bezskutecznie.
                  • olikol Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 22:22
                    Ale nie zmieńcie kolejnego czyjegoś wątku w przegadywanki o waszych sprzężonych problemach, please.
                    • paris-texas-warsaw Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 22:43
                      Ty please, a Vilez tease, ale ok, będę mileczeć whatever;)
                      • olikol Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 22:55
                        Tak we dwójkę dla kwarantanny przez jakiś czas się do siebie nie odzywajcie :D i będzie git ;)
    • asiek25 Re: Chyba potrzebuję psychologicznego wsparcia 01.12.14, 13:33
      Fajnie jest poczytać stare wątki, szczególnie osób, którym się kibicowało :)
      To super, że facet po tak krótkiej znajomości okazał się tym właściwym. Gratuluję, że się Wam udało :)
      Natomiast przykre, że mimo wyprowadzki nadal jesteś "sterowana" przez rodziców. Ja to widzę tak, że Twoje przekonania o samej sobie są bardzo silnie uzależnione od tego, co myślą i mówią o Tobie rodzice. Tak, jakbyś sama nie była pewna tego, że to co robisz w życiu robisz dobrze.
      Twoi rodzice są, jacy są i moim zdaniem się nie zmienią sami z siebie. Ale Ty możesz zmienić swój sposób myślenia o sobie, o nich, swoje podejście do całej tej sprawy. Bo to Ty jako dorosła osoba kierujesz swoimi myślami. Niewątpliwie może być Ci bardzo ciężko i czeka Cię niezły wysiłek emocjonalny, bo kaliber pretensji ze strony rodziców jest bardzo duży. Ale dopiero Twoje zmiany w Twoim myśleniu i Twoim zachowaniu mogą wpłynąć na zmianę w rodzicach. Albo i nie. Natomiast na pewno możesz wpłynąć na samą siebie, aby się od rodziców uniezależnić emocjonalnie, żyć swoim życiem, nadal ich kochać i wspierać, ale mieć już swoją własną dojrzałą tożsamość, opartą na mocnym poczuciu własnej wartości.
      Jeśli nie możesz w danej chwili skorzystać z jakiejś psychoterapii, to jest mnóstwo lektur, które mogłyby Ci w tym pomóc. Ja akurat problemu z rodzicami nie mam, ale z wielu książek, które przeczytałam mogłabym Ci polecić "Szantaż emocjonalny" Susan Forward. Treść tej książki chyba będzie pasować do Twojej sytuacji z rodzicami.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja