Partnerstwo (dlugie)

08.09.13, 09:38
Jestem pierwszy raz na forum wiec witam sie ze wszystkimi. Znalazlam to miejsce i postanowilam napisac o swoim problemie w zwiazku. Jestesmy razem 13 lat, mamy dwoje dzieci, corka 10 i syn 6. Jak to w zwiazku miewamy problemy, zreszta nic w tym dziwnego, dwoje doroslych ludzi, dwa rozne charaktery itd wiec nie spodziewalam sie, ze bedzie sielanka zawsze ale...no wlasnie gdyby nie bylo ale nie pisalabym tu. We czwartek na przerwie w pracy odebralam sms-a od meza mniej wiecej tej tresci: "Kochanie, zadzwonil do mnie brat Jan (maz ma jeszcze jednego brata) i chce abym do niego przyjechal (brat mieszka na innym kontynencie, daleko). Nie widzialem go 20 lat wiec chce jechac. Mam nadzieje, ze zrozumiesz." Odpisalam pytajac kiedy chcialby pojechac, odpowiedz byla "w sobote". Maz ma dwoch braci, jeden starszy 10 lat (ten, ktory zaprosil go), drugi 8lat. Maz najmlodszy. Bliskich wiezi nigdy nie mieli, sporow tez nie jednak nie kontaktuja sie ze soba latami, nie dzwonia, nie pisza itd. Sredni brat dzwoni z okazji swiat lub czasem bez okazji ale maz do niego z wlasnej inicjatywy nigdy. W ostatnie swieta to ja go poprosilam aby zadzwonil, zrobil to. Do Jana nawet nie mial numeru telefonu. Az tu Jan rok temu sie odezwal po 10 latach calkowitej ciszy, ale meza to nie dziwilo bo on tak podobno ma. Kilka miesiecy temu podekscytowany maz napomknal ze Jan go zaprosil i ze koniecznie chce aby go odwiedzil i ze nawet kupi mu bilet lotniczy. Odpowiedzialam, ze to mile i ze moze wszyscy bysmy pojechali, oczywiscie my kupimy bilety za wlasne pieniadze. Maz tylko stwierdzil ze nie mamy tyle pieniedzy. Na tym stanelo i ja zapomnilam o sprawie. Az do czwartku kiedy to maz mi przypomnial droga smsowa. Oczywiscie w domu doszlo do klotni. Maz uznal, ze musi odwiedzic brata. Na moje pytanie czy brat jest chory, umiera itd zaprzeczyl. Powiedzial, ze brat placi za bilet i on jedzie. Powiedzialam, ze skoro brat placi to niech kupi bilet sobie i przyleci do nas, spedza czas razem a bedziemy mieli okazje sie poznac. Maz na to ze to nie wchodzi w gre bo on chce jechac. Na moje usilne pytania dlaczego tak nagle i dlaczego brat nie moze tu przyjechac wykrzyczal mi, ze on jest wolnym czlowiekiem a ja nie przeszkodze mu w zobaczeniu i tu wymienil kraj. Oczywiscie spakowal sie i pojechal wczoraj, wraca za tydzien.
Napisal radosna informacje na FB ze jedzie na ryby na inny kontynent. Nie potrafie nawet okreslic co czuje. Boli mnie wszystko, nie moge jesc, nie moge spac. Potrzebowalam to napisac.
    • sop.hie Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 11:49
      Hmmmmm. Cos dziwnego jest w tej historii. Jesli to podroz na inny kontynent to bardzo dziwne, ze w czwartek maz decyduje sie na wyjazd w sobote..... Faktycznie, byloby zrozumiale gdyby choroba, albo smierc..... ale tak.....to szczerze mowiac nasuwa mi sie pytanie czy maz faktycznie do brata pojechal?
      Moj maz ma rodzine na innym kontynecie. Nie zawsze mozemy jechac razem, bo to droga impreza. Czasem maz jezdzi sam i uwazam, ze to w porzadku, no ale w tym co opisujesz to dziwaczny sposob na zakomunikowanie i zalatwienie sprawy. No chyba, ze maz jakas relacje z bratem mial kiedys ( bo rozumiem, ze bliskiego kontaktu nie bylo ostatnio) , ze jesli brat mowil, to maz wszystko rzucal i lecial.... I teraz zrobil tak samo....... Ale szczerze mowiac cos sie tu nie klei.
    • mamapodziomka Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 12:01
      Moim zdaniem w tej historii nie klei sie nic.

      Nikt normalny nie kupuje miedzykontynentalnego biletu z czwartku na sobote, zeby odwiedzic brata, ktorego sie nie widzialo 10 lat, o ile nic sie nie stalo. Wiec albo stalo sie cos o czym maz ci nie chce powiedziec.

      Albo (o wiele bardziej prawdopodobne) ten bilet kupiony zostal o wieeeele wczesniej, a maz wiedzac, ze ty z dziecmi tez chcialabys jechac bal sie ci o tym powiedziec. Wybral wiec droge powiadomienia cie w ostatniej chwili, przez sms-a i jeszcze z fochem, ze nie bedziesz mu stawac na drodze do szczescia i ograniczac. Obrzydliwie szczeniackie, ale czeste.

      Tak czy siak, twoj maz zachowal sie jak szczyl. Nie on pierwszy i nie ostatni, jesli nie wiaze sie to z innymi atrakcjami, typu panienki, hazard, konsekwencje finansowe (sam sobie kupil ten bilet i ukryl to przed toba), to odwalilabym mega-focha, zrekompensowala sobie to z nawiazka (mozesz z dziecmi, albo sama, jak dla ciebie najprzyjemniej) i odpuscila.
    • feronique Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 12:19
      Wiesz, trochę trudno wyczuć tak naprawdę, dlaczego mąż postąpił tak, jak postąpił. Może rzeczywiście chciał odwiedzić brata i inny kontynent, może rzeczywiście nie stać Was na bilety dla całej rodziny, a może wiedział, że Ty "nie pozwolisz" mu pojechać samemu (co śmiesznie brzmi, skoro jesteście dorosłymi ludźmi, a on - przynajmniej na to wygląda - chce zobaczyć brata po x latach rozłąki i zobaczyć nieco świata, a nie np. wybrać się z plecakiem na roczną wycieczkę pieszą przez dżunglę amazońską, ani jechać do Vegas wyrywać panieny i używać żywota). Myślę, że gdyby relacja między Wami była rzeczywiście partnerska, to mąż by się tak nie zachował, tylko normalnie omówił z Tobą swoje plany i motywy. Między SMS'em a jego wyjazdem chyba się widzieliście i chyba był czas, żeby o wyjeździe normalnie pogadać. Pytanie tylko, jak takie ewentualne rozmowy wyglądały, bo jeśli z Twojej strony była tylko litania skarg i próby odwiedzenia go od pomysłu, to chyba jasne jest, dlaczego mąż rozwiązał kwestię wyjazdu w taki a nie inny sposób.
    • ann.38 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 13:49
      Chyba nie przeczytałyście dokładnie tej wypowiedzi. Mowa o ewentualnym wyjeździe była już wcześniej tylko mąż poinformował Autorkę po fakcie i w ostatniej chwili. Nie ważne czy bilet kupił w czwartek czy we wtorek. Może i kupił dopiero teraz. Poza tym nie wiem jak sobie wyobrażacie partnerski kompromis, bo jest zarzut w ostantiej wypowiedzi, że może ze strony Autorki były skargi i żale więc mąż załatwił tak jak załatwił. Skoro ona proponuje żeby to brat przyjechał albo żeby oni dokupili bilety i pojechali razem, a on chce jechać tam i to sam, wiec jakie Waszym zdaniem jest pośrednie rozwiązanie?
      Ocena tego zachowania po części zależy od tego jak jest na co dzień, jak mąż dba o rodzinę, czy bywa, że akurat Tobie trafia się fajna atrakcja itd. Co do finansów, to skoro poroponowałaś wspólny wyjazd to tak źle pewnie nie jest tylko kwestia podejścia- czy warto wydać na taki wyjazd czy na coś innego. Ale skoro maz chce jechać i Ty proponujesz dołóżenie do biletów, to to rozwiązanie wydaje się najbardziej sprawiedliwe i prorodzinne. Jak taki oszczędny to też niech zostanie, bo wiadomo, że wyjazd to nie tylko koszt biletu, zawsze jakieś inne koszty też są zawłaszcza w tak dalekiej podróży. Przykre też, że brat nie pomyslał i nie powiedział, że zaprasza wszystkich i ze swojej strony może dołożyć ileś tam, chociażby własnie równowartośc jednego biletu, ale brzmi inaczej. Tak, że doskonale Cię rozumiem, że Ci przykro. Oczywiście, jest to dorosły człowek, nie wydał wspólnej kasy (przynajmniej oficjalnie) ale miło byłoby, aby pomyslał o Was wszystkich.
      • verdana Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 14:18
        Podejrzewam, że mąż wiedział wcześniej, ale bał sie marudzenia zony.
        I ja nie rozumiem zupełnie czego innego - nie rozumiem, jak ktokolwiek może stawiać przeszkody w spotkaniu sie braci po 10 latach, narzekać i marudzić, wpychać sie na siłę na spotkanie, które nie ma być wycieczką rodzinną, tylko spotkaniem braci po latach. Małżeństwo to nie niewola, a brat to bardzo bliski krewny. Jeśli na przeszkodzie nie stoi ciężka choroba kogoś z rodziny, tylko to,że nie ma się ochoty zostać na tydzień czy dwa z dziećmi - to mnie się w głowie nie mieści stawianie sprawy "sam nie polecisz". I nie dziwię sie facetowi, ze postawił w tej sytuacji zonę przed faktem dokonanym.
        Partnerstwo to nie jest robienie wszystkiego wspólnie, to także zrozumienie, ze czasem jedna ze stron ma swoje życie i swoje potrzeby - i pomoc przy realizacji tych potrzeb. A nie patrzenie na wszystko przez pryzmat tego, czy sie ma a coś ochotę, czy nie.
        • zuzi.1 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 14:29
          trochę dziwna ta sprawa, też pierwsza moja mysl była taka, czy on na pewno do tego brata poleciał, ale po głębszym zastanowieniu się zgadzam się z tym co napisała verdana, zadzwon do nich, porozmawiaj też z bratem, to da Ci spokój
          • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 15:20
            zuzi.1 napisała:

            > trochę dziwna ta sprawa, też pierwsza moja mysl była taka, czy on na pewno do t
            > ego brata poleciał, ale po głębszym zastanowieniu się zgadzam się z tym co napi
            > sała verdana, zadzwon do nich, porozmawiaj też z bratem, to da Ci spokój

            Nie znam jego brata. Nigdy bliscy sobie nie byli, zaproponowalam tez ze skoro to brat placi za bilet niech przyleci do nas, spedza czas razem a przy okazji ja go poznam. Maz wprost wykrzyczal ze on chce zobaczyc kraj a spotkanie przy okazji wiec nie o spotkanie braci chodzilo bo mogloby sie odbyc tez u nas a o wycieczke.
        • wies-baden Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 14:45
          Trudno nie przyznać ci racji...Zagmatwane relacje między braćmi lepiej się rozwiążą bez towarzystwa innych osób. Myślę, że autorka jest bardzo zaborcza i stąd ta "ucieczka " męża, tudzież sms-owe powiadomienie o wyjeździe. Nikt z nas nie wie, jakby się zachował w takiej sytuacji, że powtórzę za Szymborską; * tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono *, ja myślę,
          że zrobiłabym z powodu tego sms-a dżihad.
          • verdana Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 14:56
            Ja bym zrobiła dźihad, gdyby ktoś nie pozwolił po 10 latach niewidzenia spotkać sie sam na sam z najbliższą rodziną. Wyobraźcie sobie, ze to nie maż, ale żona, która nie może wyjechać do niewidzianej od 10 lat siostry, bo mąż decyduje, że albo wyjedzie z nią, albo wcale, sama nigdzie nie pojedzie - ew. siostra może przyjechać do niej. Jakoś jestem dziwnie przekonana, ze mąż zostałby zaliczony do przemocowców, a sms i postawienie na swoim zostałoby pochwalone jako skuteczna strategia obrony własnych interesów.
            • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 15:43
              Verdano, maz nie widzial brata prawie 20 lat, a przez 10 lat nie mieli kontaktu ze soba. Nie bylo miedzy nimi klotni ani bliskich wiezi, kazdy z nich wiodl swoje zycie, nie tesknili za soba bo w przeciwnym razie kontaktowali by sie czesciej a zadnych przeszkod nie mieli. Nie musza wiec prostowac ukladow miedzy soba bo nie ma czego. Moj maz nie bral pod uwage opcji przyjazdu brata do nas bo to on chcial zobaczyc Kraj o czym powiedzial a wlsciwie wykrzyczal to. Wyrazil sie jasno, chodzi o wycieczke. Jan nie jest chory ani nie umiera, w takim wypadku pomoglabym mu sie pakowac.
              • verdana Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 15:59
                I rozumiem,że maż nie ma prawa do tygodniowej wycieczki sam?
                • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 16:11
                  verdana napisała:

                  > I rozumiem,że maż nie ma prawa do tygodniowej wycieczki sam?

                  To byla sprawa do przedyskutowania, niestety on podjal decyzje sam, w dodatku sposob i czas w jaki mnie poinformowl. Bedac w zwiazku nie jest sie juz wolnym, trzeba brac pod uwage partnera, jego opinie, potrzeby i uczucia, wypracowywac wspolnie ugode tak aby obie strony czuly ze wszystko jest w porzadku. W zwiazkach, w ktorych chocby jedna ze stron robi co chce rodza sie pretensje, problemy i takie zwiazki sa toksyczne.
                  • verdana Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 17:09
                    Hm, a jaka moze byc ugoda, skoro Ty się nie zgadzasz, aby pojechał sam?
                    • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 17:31
                      verdana napisała:

                      > Hm, a jaka moze byc ugoda, skoro Ty się nie zgadzasz, aby pojechał sam?

                      Ugoda polega na tym aby obie strony czuly ze sie dogadaly i ze podjely wspolna decyzje, zeby nikt nie czul sie zlekcewazony, pominiety, zraniony. Ugoda nie polega na tym, ze jedna strona powiadamia druga ze jedzie a ta druga mowi ok nawet jesli ma watpliowosci. Ugode poprzedzaja rozmowy, rozwazenie punktu widzenia partnerow nawzajem. Jakbys dotad nie zauwazyla to najbardziej zszokowal mnie sposob i czas w jaki to zostalo zakomunikowane. Nie byla to zreszta pierwsza taka sytucja. Kilka miesiecy wczesniej doszlo do podobnej sytuacji o ktorej dowiedzialam sie przypadkiem a byla to wazna istotna sprawa ktora mnie tez dotyczyla. Wtedy odbylismy rozmowe a ktorej jasno powiedzialam ze partnerzy tak wazne sprawy musza konsultowac ze soba. Powiedzial ze rozumie i ze tak bedzie. Niestety nie jest. Nie chodzilo o to czy do obiadu ma byc makaron czy ziemniaki ani o to czy moze z kumplem pojechac na ryby do Hiszpanii (byl i nie bylo problemu).
                      • verdana Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 17:39
                        Oczywiście, maż nie powinien powiadamiać ,że jedzie. Natomiast Twoja postawa, że mąż ma nie jechać sam, że ma zabrać rodzinę, albo sprowadzić brata mogła spowodować, że to, z czym masz do czynienia to jest demonstracyjny bunt. Twoje oczekiwania były od początku kompletnie nieracjonalne. Owszem, można zapytać "Może pojedziemy razem", ale jesli mąż nie chce - to nie. Podejrzewam, że to nie była jedna rozmowa na ten temat i mąż nie miał ochoty na dalsze pretensje, ze chce jechać sam.
                        • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:00
                          verdana napisała:

                          > Oczywiście, maż nie powinien powiadamiać ,że jedzie. Natomiast Twoja postawa, ż
                          > e mąż ma nie jechać sam, że ma zabrać rodzinę, albo sprowadzić brata mogła spow
                          > odować, że to, z czym masz do czynienia to jest demonstracyjny bunt. Twoje ocze
                          > kiwania były od początku kompletnie nieracjonalne. Owszem, można zapytać "Może
                          > pojedziemy razem", ale jesli mąż nie chce - to nie. Podejrzewam, że to nie była
                          > jedna rozmowa na ten temat i mąż nie miał ochoty na dalsze pretensje, ze chce
                          > jechać sam.

                          To zle podejrzewasz bo to nawet nie byla rozmowa ale histeryczny krzyk mojego meza na to gdy zaproponowalam ze moze brat przyjechalby do nas zwlaszcza, ze sie nie znamy a o spotkanie po latach przeciez chodzilo. Maz nie mial tez nigdy intencji abysmy pojechali razem pomimo ze mu wspomnialam, ze tez chcialabym pojechac, bylo to pare miesiecy wczesniej kiedy napomknal o propozycji brata. Pieniadze nie sa przeszkoda bo mamy wiecej oszczednosci niz kosztowalyby trzy bilety a auta wymieniac nie musimy. Jednak on czekal az skoncza sie wakacje i zadzialal z zaskoczenia (pojechal nagle, dokladnie gdy jego partner w pracy wrocil z urlopu). Maz nie jest osoba ktora mozna trzymac na smyczy albo mowic co mu wolno a co nie a ja popelnilam blad dajac mu nieograniczona wolnosc bo unikalam konfrontacji nie chcac doswiadczac jego krzyku i trzaskania drzwiami probujac z nim dyskutowac gdy mialam obiekcje co do jego roznych poczynan.
                          • ruda_henryka Re: Partnerstwo (dlugie) 11.09.13, 07:58
                            Twój mąż ewidentnie chciał wyjechać sam - może odpocząć od was i się trochę rozerwać - przypuszczam, że brat był dla niego tylko pretekstem. Skoro taki jest to nie dziwne, że tak się zachował. Może mało elegancko się zachował decydując tak w ostatniej chwili, ale wydaje mi się, że za bardzo przeżywasz. Nie pojechał na pół roku tylko na kilka dni. Myślę, że jak będziesz drążyć temat w formie kłótni po powrocie to nic nie da, a wręcz pogorszy sytuację, bo on nie zrozumie, a ty będziesz się czuła jeszcze bardziej pokrzywdzona.
      • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 15:15
        Nie jestem osoba, ktora rozlicza meza z kazdego wydanego grosza ani nie rozliczam z kazdej godziny spedzonej na przyjemnosciach. Wiadomo, ze mamy dzieci i prace wiec wiele czasu na przyjemnosci tylko dla siebie nie zostaje. Ja nie wyjezdzam sama, nie ma takich okazji, raz na jakis czas spotkanie z kolezankami, w klubach nie imprezuje bo nie przepadam za taka rozrywka, wychodze regularnie (staram sie) na fitness ale to zajmuje mi ok. 1.5h 3 x w tygodniu. Maz nie korzysta z takich rozrywek ale za to raz w miesiacu (czasem raz na dwa) wyplywa w morze na ryby i wtedy nie ma go ponad 12h. Maz robi tez przejazdzki rowerem.Nie mam z tym problemu. Jest on osoba aktywna, pracuje ale jego obsesja (celowo uzywam tego slowa) jest zrobienie biznesu. Ma rozne pomysly i robi rozne rzeczy ale na zadnej nie koncentruje sie wystarczajaco dlugo aby odniesc sukces, skacze z pomyslu na pomysl. To przynosi jakies dochody (oprocz jego stalej pracy) ale dokladnie ile nie wiem, nie odczuwam tez jakos tych dochodow. Sporo inwestuje w te swoje pomysly. Ja pracuje (30h tygodniowo) i moja praca jest stresujaca i bardzo wyczerpujaca psychicznie. Pracuje 30h i to jest maksimum jakie moge pracy poswiecic bo sa dzieci a maz wiecznie zajety robieniem projektow, spotkaniami z klientami nie jest w stanie wykonywac prac w domu ani zawozic dzieci na zajecia dodatkowe. Taki uklad uzgodnilismy, ja nie wymagam aby gotowal, prasowal, sprzatal, robil zakupy bo on wiecej pracuje zawodowo. Oczekuje jedynie, ze bedzie w domu gdy ja ide na fitness ale i z tym coraz wiecej problemow bo umawia spotkania z klientami zapominajac kiedy mam klasy a sa to stale dni i godziny od lat. Owszem zwracam uwage na to wtedy stara sie przesunac itp. Te jego dodatkowe zajecia to spelnianie wlasnych ambicji, zawsze tak bylo, zanim sie poznalismy tez. To sa dodatkowe pieniadze a nie glowne dochody, wlasciwie to on to wydaje jak chce nie konsultuje tego ze mna. Wydaje duze sumy, zdarzylo sie ze wyrzucil kase w bloto. Zwracalam mu uwage ze nie konsultuje ze mna wydatkow i ze podejmuje wiele deyzji samodzielnie i stawia mnie przed czyms dokonanym co moge zaakceptowac albo nie ale nic zrobic sie nie da. Kilka miesiecy wczesniej takze podjal decyzje o zrobieniu czegos (nie dotyczylo to jego interesow) bez informowania mnie o tym, zadnej dyskusji nic. Dowiedzialam sie o tym juz gdy bylo zalatwione, przez przypadek przegladajac poczte (nie otwieramy poczty sobie), list sie przesunal i w przez przezroczysta folie w kopercie przeczytalam wystarczajaco. Kiedy wrocil zabral poczte do swojego i biura i milczal. Zauwazyl moj zly humor i zapytal o co chodzi wiec mu powiedzialam. Chcialam sie dowiedziec dlaczego mi nie wspomnial ani slowem gdy dla kazdego byloby (zapytalam kilka osob i potwierdzily) oczywistym ze trzeba to omowic z mezem/zona. Nie dostalam odpowiedzi, uznal ze nie musi konsultowac. W przeszlosci tez byly podobne przypadki ale nie bardzo czesto. Ja nigdy sie nie wtracalam, nie kontrolowalam, nie mam natury zandarma, ufam. Mamy rozbiene zdania na wiele spraw ale ja czesto odpuszczam, nie robie wojny. Zdaje sobie wlasnie sprawe ze robie to aby uniknac konfrontacji, bo maz na moje argumenty reaguje potwornym krzykiem, nie slucha i wychodzi. Dyskusja w spornych sprawach jest z nim wlasciwie niemozliwa. Teraz zrobil co zrobil i nawet nie chodzi o sam fakt a raczej o sposob w jaki postapil. Po raz kolejny. Dodam ze na wyjzd byloby nas stac, nie jestesmy bogaci ale biedni tez nie. Jednak pare miesiecy wczesniej postanowilismy zaoszczedzic na wymiane jednego z aut, chcemy za gotowke. Na wspolnych wakacjach tez bylismy na przelomie lipca i sierpnia.
        • attiya Re: Partnerstwo (dlugie) 09.09.13, 21:40
          aha
          czyli skoro ty nie wyjeżdżasz nigdzie, to mąz takoż
          jak pies ogrodnika....
          jesli mąż trzymał ów news do ostatniej chwili, to chyba nie dziwię się mu
    • jagienka75 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 15:11
      widzialas tego smsa i jestes pewna, ze maz pojechal do brata.
      • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 15:27
        jagienka75 napisała:

        > widzialas tego smsa i jestes pewna, ze maz pojechal do brata.

        Smsa wyslal maz aby mnie poinformowac. Nie widzialam ani rezerwacji ani nie mam numeru telefonu do Jana ani jego adresu pomimo ze prosilam meza o zostawienie w razie czego bo to dluga podroz. Nie zostawil. Nie rozmawialam z jego bratem. Nie mam tez dostepu do jego komlutera bo schowal dysk, zadzwonilam do niego jeszcze jak byl w drodze na lotnisko i powiedzial mi ze zabezpieczyl komputer bo sluzy do pracy po czym sie rozlaczyl :/
        • jagienka75 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 15:39
          no to sama widzisz, że w tej historii z wyjazdem do brata coś się nie klei.
          gdybym była JANEM, byłabym bardzo ciekawa rodziny swojego brata, jednak po tym, co tutaj napisałaś, śmiem wąpić, czy JAN się odezwał i czy za tym wyjazdem na INNY kontynent nie kryje się coś innego/ktoś inny.
          • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 15:46
            Jagienko wiem co masz na mysli, ja tez nie wykluczam tej opcji na 100% ale daje ok. 50%.
        • sop.hie Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 15:47
          No to sprawa jest mocno podejrzana, szczerze mowiac. Nikt nie wyjezdza na drugi kontynent bez zostawienia na siebie namiarow. Cos tu smierdzi.
          • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 15:51
            sop.hie napisała:

            > No to sprawa jest mocno podejrzana, szczerze mowiac. Nikt nie wyjezdza na drugi
            > kontynent bez zostawienia na siebie namiarow. Cos tu smierdzi.

            No nie, ale sie spieszyl, gdy go pytalam po raz drugi mowil ze sam jeszcze nie ma ale zostawi. Zapomnial.
            • jagienka75 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 15:57
              > No nie, ale sie spieszyl, gdy go pytalam po raz drugi mowil ze sam jeszcze nie
              > ma ale zostawi. Zapomnial.\

              wiesz ci, gdyby mój mąż wywinął mi taki numer, zajebałabym( dosłownie).
              wyrazy szczerego współczucia.
              ja sama nie wyobrażąm siebie w takiej sytuacji.
              • verdana Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 16:02
                Też podejrzewam, że maż nie do brata pojechał. I ze ta "wycieczka" jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Być może związanej także z tym, ze Autorka nie wyobraża sobie samodzielnego wyjazdu męża.
                • jagienka75 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 16:08
                  Być może związanej także z tym, ze Autorka nie wyobr
                  > aża sobie samodzielnego wyjazdu męża.

                  no wiesz, dziwne by było, gdyby do JANINY pojechali wszyscy razem, bo mąż na pewno nie pojechał do JANA.
                  a tymczasem ten INNY KONTYNENT może znajdować się pod nosem autorki.
                  co ona z tym zrobi, to już jej sprawa. ja bym ukatrupiła.
                  • illegal.alien Re: Partnerstwo (dlugie) 09.09.13, 12:04
                    A ja jak czytam ten watek, to raczej doszukuje sie powiazan z biznesami meza niz z JANINA.
                    Mysle, ze maz raczej ukrywa jakies (lewe?) interesy niz kochanke.
                • noname2002 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 20:41
                  Być może związanej także z tym, ze Autorka nie wyobr
                  > aża sobie samodzielnego wyjazdu męża

                  Ale przecież autorka wątku napisała, że mąż regularnie wyjeżdża sam na ryby więc raczej nie chodzi o zaborczość czy nadmierną kontrolę.
                  • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 20:54
                    noname2002 napisała:

                    > Być może związanej także z tym, ze Autorka nie wyobr
                    > > aża sobie samodzielnego wyjazdu męża
                    >
                    > Ale przecież autorka wątku napisała, że mąż regularnie wyjeżdża sam na ryby wię
                    > c raczej nie chodzi o zaborczość czy nadmierną kontrolę.

                    Niektorzy nie moga pojac, ze tu nie chodzi o samodzielny wyjazd a o to w jaki sposob zostalam potraktowana, jak to zostalo zalatwione. Mysle ze nie chodzi o strach przed konfrontacja a o zwykle wygodnictwo, bo latwiej jest podjac decyzje samodzielnie, odpada wtedy dyskusja, argumentacja, kompromisy i ugoda. Mozna sprawic sobie wakacje i jeszcze zachowac oszczednosci.
                    • igge Re: Partnerstwo (dlugie) 09.09.13, 12:35
                      "wygodnictwo, nieruszone oszczędności i dodatkowe powakacyjne wakacje męża" - jeśli autorka wątku ma rację jeśli chodzi o motywację męża, jeśli u niego to nie strach przed konfrontacją tylko to, co wyżej wymieniła było podstawą jego zachowania - to mąż jest świnka i egoista, sorry, myśli tylko o sobie i uważa, że to on zawsze wie lepiej, podejmuje lepsze decyzje i ma zawsze rację i nie liczy się z rodziną
            • sop.hie Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 16:00
              Aha........ Ale smsem nie mozna przeslac? Sluchaj, moj maz jezdzi bardzo duzo po swiecie. Zostawianie namiarow to ABC na wszelki wypadek. Na Twoim miejscu bardzo chcialabym zobaczyc zdjecia z bratem i bilet. To jak maz to zalatwil jest po prostu bardzo dziwne i wbrew jakijkolwiek logice.
              • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 16:58
                sop.hie napisała:

                > Aha........ Ale smsem nie mozna przeslac? Sluchaj, moj maz jezdzi bardzo duzo p
                > o swiecie. Zostawianie namiarow to ABC na wszelki wypadek. Na Twoim miejscu bar
                > dzo chcialabym zobaczyc zdjecia z bratem i bilet. To jak maz to zalatwil jest p
                > o prostu bardzo dziwne i wbrew jakijkolwiek logice.

                Zdjec pewnie nie omieszka pokazac. Wraca w sobote, a w niedziele sa jego urodziny wiec pewnie w nastepna sobote zaprosi gosci aby sie podzielic wrazeniami, bynajmniej nie ze spotkania z bratem.
    • mruwa9 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 16:09
      szczerze powiedzawszy, patrzac na twoja reakcje na cala sytuacje, wcale nie dziwie sie mezowi, ze w ten sposob rozegral sprawe. Bo choc niby jest dorosly, traktujesz go jak dziecko, ktore ma sie pokornie dostosowac do tego, co mowi mamusia. I jesli mamusia mowi "nigdzie nie pojedziesz", maz ma polozyc uszy po sobie i grzecznie odejsc do swojego pokoju...
      Widocznie istnialy powody, dla ktorych brat nie moze odwiedzic was, albo maz nie chcia zabrac ciebie ze soba. Na przyklad- szkola dzieci. Albo mozliwosc swobodnego spedzenia ze soba czasu, bez koniecznosci ogladania twojej zdegustowanej miny.
      • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 16:25
        mruwa9 napisała:

        > szczerze powiedzawszy, patrzac na twoja reakcje na cala sytuacje, wcale nie dzi
        > wie sie mezowi, ze w ten sposob rozegral sprawe. Bo choc niby jest dorosly, tra
        > ktujesz go jak dziecko, ktore ma sie pokornie dostosowac do tego, co mowi mamus
        > ia. I jesli mamusia mowi "nigdzie nie pojedziesz", maz ma polozyc uszy po sobie
        > i grzecznie odejsc do swojego pokoju...

        Nie powiedzialam mezowi ze "nigdzie nie pojedzie".

        > Widocznie istnialy powody, dla ktorych brat nie moze odwiedzic was, albo maz ni
        > e chcia zabrac ciebie ze soba. Na przyklad- szkola dzieci. Albo mozliwosc swobo
        > dnego spedzenia ze soba czasu, bez koniecznosci ogladania twojej zdegustowanej
        > miny.

        Jesli istnieja powody dla ktorych Jan nie moze do nas przyjechac to dlaczego maz mi ich nie wyjawil? O wyjezdzie rozmawiali od roku wiec mozna bylo go dostosowac do szkoly dzieci.
        A co do mojej zdegustowanej miny to akurat bardzo bym sie ucieszyla gdybym mogla brata meza poznac bo przy spotkaniach co 20 lat moge juz nie miec okazji i zeby go spotkac nie musze koniecznie jechac do niego jak moj maz.
        Twoj komentarz jest zlosliwy, a nawet sie nie znamy, nic zlego ci nie zrobilam. Daruj sobie wpisy bo sa bezwartosciowe a zlosliwosci kieruj na inny obiekt.
        • verdana Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 17:15
          Możliwe jest wszystko. Ale ja stawiam na to, że mąż po prostu urwał sie ze smyczy. Wypytywanie, dlaczego brat nie może do Was przyjechać, dlaczego cała rodzina nie może wyjechać do brata, gdy facet chce pojechać SAM, jest dla mnie jakimś kosmosem i trzymaniem faceta na uwięzi Facet nie może po prostu odwiedzić brata sam. Na tydzień. Co żona uważa za rzecz, którą trzeba omówić dogłębnie, a rolą męża jest dostosowanie sie do tego, ze żona nie chce , aby pojechał. Nie chce i tyle. Powodów "niechcenia" brak.
          Wobec tego,że sprawa omawiana jest od roku, jakoś wątpię, aby to była Janina. Co nie czyni sprawy mniej skomplikowaną, bo mąż, postępując w ten sposób, mógł pokazać,że ma dosyć.
          • igge Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:06
            ja uważam, że to mąż zachował się bardzo nie w porządku . Zamiast przedyskutować sprawę z żoną do końca i dopiero potem WSPÓLNIE podjąć decyzję, przekonać żonę do swojej wizji spotkania z bratem i pragnienia "wycieczki", samotnej wycieczki - po prostu postawił ją przed faktem dokonanym i to w dodatku jest recydywa.
            Dążyłabym do polepszenia relacji małżeńskich i lepszej komunikacji.
            • verdana Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:08
              Ale to było dyskutowane rok wcześniej. Ja jestem pewna, ze to jest nie w porządku zawiadamiać sms-em, podejrzewam tylko, ze sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana.
              • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:17
                verdana napisała:

                > Ale to było dyskutowane rok wcześniej.

                Dlaczego ty uparcie powtarzasz to co sobie wymyslilas?. Napisalam wyraznie i jeszcze raz powtorze ze on wspomnial kilka miesiecy temu (ok.3) o propozycji brata i na tym byl koniec. Z bratem dyskutowal o tym od roku ale o tym powiedzial mi w czwartek.
                • igge Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:35
                  to, że z bratem dyskutował o projekcie od roku a Tobie dopiero o tym powiedział w czwartek uważam także za niewybaczalne. Powinnaś była dowiedzieć się o tym projekcie wtedy kiedy zaczynał być brany przez męża pod uwagę i powinno być dla męża oczywiste, żeby Tobie w pierwszej kolejności o tym powiedzieć. Rozmawiać o tym, brać Twoje zdanie i pragnienia pod uwagę także. Krótka wzmianka 3 miesiące temu to za mało. (Może bał się Twojej reakcji i silnego oporu względem jego planów, może w ogóle boi się/nie lubi konfrontacji z Tobą i nic nie mówi albo potakuje a i tak robi swoje, typowe dla niektórych facetów)
                  Tak na marginesie, mój małż często i daleko wyjeżdża i zdarza mi się nie wiedzieć dokładnie gdzie jest, nie znać namiarów i nie znać dokładnego dnia/godziny powrotu :)))) Uważąm, że to okropne i niewłaściwe ale stosunkowo często, mimo dyskusji, nam się zdarza. I nie oznacza od razu groźby rozsypania małżeństwa, którą tak często szafuje Verdana :)
                  • verdana Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:42
                    Mój maż gdzieś teraz jest i nie znam namiarów:) Tyle, ze problemem jest tu fakt, ze facet nie chce rozmawiać z żoną, najwyraźniej boi się konfrontacji - i wysyła sms-a. To+niepodanie namiarów dla mnie ma wszelkie cechy buntu przeciwko mamusi, a to dobrze nie wróży.
                    Nie wróży też dobrze sam pomysł towarzyszenia mężowi w podróży, wysunięty od razu, albo sprowadzenia brata - czyli przyjęcie założenia, ze najprostsze rozwiązanie - mąż jedzie sam, jest nie do przyjęcia.
                    Ja nie mówię, że facet zrobił dobrze, mówię tylko, że nie zrobił tak bez powodu i ze powód może być bardzo istotny - poczucie, ze z żoną nie da się dogadać.
                    --
                  • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:53
                    igge napisał:

                    > to, że z bratem dyskutował o projekcie od roku a Tobie dopiero o tym powiedział
                    > w czwartek uważam także za niewybaczalne. Powinnaś była dowiedzieć się o tym p
                    > rojekcie wtedy kiedy zaczynał być brany przez męża pod uwagę i powinno być dla
                    > męża oczywiste, żeby Tobie w pierwszej kolejności o tym powiedzieć. Rozmawiać o
                    > tym, brać Twoje zdanie i pragnienia pod uwagę także. Krótka wzmianka 3 miesiąc
                    > e temu to za mało. (Może bał się Twojej reakcji i silnego oporu względem jego p
                    > lanów, może w ogóle boi się/nie lubi konfrontacji z Tobą i nic nie mówi albo po
                    > takuje a i tak robi swoje, typowe dla niektórych facetów)

                    Hmmm, to moze oboje boimy sie konfrontacji ze soba. Tyle ze ja mowie o swoich planach duzo wczesniej i jestem otwarta na argumenty i dyskusje. Zawsze gdy o czyms duskutowalismy konczylo sie porozumieniem i wspolna decyzja. Niestety ale maz ma silne parcie na dominacje dlatego w wieli sprawach decyduje sam i nawet nie informuje.
            • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:12
              igge napisał:

              > Dążyłabym do polepszenia relacji małżeńskich i lepszej komunikacji.

              Dlatego wlasnie ze to recydywa plus dochodza inne problemy zaproponuje wspolna terapie malzenska.
    • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 17:42
      Verdano, musze zapytac mojego meza jak by zareagowal gdybym to ja wyslala mu sms-a dwa dni wczesniej "Kochanie zadzwonila moja siostra i chce zebym pojechala z nia na wycieczke do np Australii, ona placi. Lece za dwa dni, mam nadzieje ze zrozumiesz". Co tam jego plany, chocby najmniejsze, jakos da rade. Z siostra widuje sie raz w roku bo mieszkamy w innych krajach wiec w sumie fajnie byloby spedzic razem troche czasu. "Nawet nie chce slyszec ze masz jakies obiekcje, jestem wolna i nie przeszkodzisz mi w tym." Po czym nie zostawilabym zadnych namiarow na trase swojej wycieczki.
      • verdana Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 17:49
        Ależ oczywiście, ze sms jest nieuprzejmy - co najmniej, karygodny - bez wątpienia i stawia pod znakiem zapytania ciąg dalszy małżeństwa. Nie zostawienie namiarów też. Tylko obawiam sie, że mąż świetnie sobie z tego zdaje sprawę, a postąpił właśnie tak, bo traktujesz małżeństwo trochę jak więzienie. Naprawdę spędzenie tygodnia z dużymi dziećmi bez obecności męża czy żony nie da sie w żaden sposób załatwić? Naprawdę po tylu latach nie może żadna ze stron wyjechać nigdzie na tydzień sama? Z rocznym wyprzedzeniem?
        Ja nie twierdzę, zę w Waszym małżeństwie wszystko jest w porządku, przeciwnie, podejrzewam, ze własnie widzisz, ze się rozsypuje, ale wina chyba nie jest tylko po stronie męża.
        • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:08
          verdana napisała:
          Naprawdę spędzenie tygodnia z dużymi dziećmi bez obecności męża czy żony nie da sie w żaden spo sób załatwić? Naprawdę po tylu latach nie może żadna ze stron wyjechać nigdzie
          > na tydzień sama? Z rocznym wyprzedzeniem?

          Alez da sie tyle ze o tym nalezy porozmawiac a nie poinformowac smsem. Porozmawiac tak aby partner nie czul sie zlekcewazony. Nawet z dziecmi sie rozmawia i one tez maja prawo do wyrazenia swoich opinii i uczuc. Maz nie informowal mnie rok wczesniej, on kilka miesiecy temu napomknal o propozycji brata, nie wspominal ze chce jechac ani ze pojedzie.

          > Ja nie twierdzę, zę w Waszym małżeństwie wszystko jest w porządku, przeciwnie,
          > podejrzewam, ze własnie widzisz, ze się rozsypuje, ale wina chyba nie jest tylk
          > o po stronie męża.

          Nie, jest po mojej. Ty wiesz lepiej.
          • verdana Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:24
            "Az tu Jan rok temu sie odezwal po 10 latach calkowitej ciszy, ale meza to nie dziwilo bo on tak podobno ma. Kilka miesiecy temu podekscytowany maz napomknal ze Jan go zaprosil i ze koniecznie chce aby go odwiedzil i ze nawet kupi mu bilet lotniczy. "
            Cóż, chyba jednak napomknął. Ta historia zmienia sie z minuty na minutę.
            • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:28
              verdana napisała:

              > "Az tu Jan rok temu sie odezwal po 10 latach calkowitej ciszy, ale meza to nie
              > dziwilo bo on tak podobno ma. Kilka miesiecy temu podekscytowany maz napomknal
              > ze Jan go zaprosil i ze koniecznie chce aby go odwiedzil i ze nawet kupi mu bil
              > et lotniczy. "
              > Cóż, chyba jednak napomknął. Ta historia zmienia sie z minuty na minutę.

              Ty ja zmieniasz na wlasne potrzeby zeby skrocic jeszczs bardziej ta smycz na ktorej trzymam meza.
              • verdana Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:36
                No to mąż te pare miesiecy temu w ogóle nie rozmawiał z Tobą o wyjeździe i nie twierdził, ze was razem nie stać - czy rozmawiał?
                • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 19:04
                  verdana napisała:

                  > No to mąż te pare miesiecy temu w ogóle nie rozmawiał z Tobą o wyjeździe i nie
                  > twierdził, ze was razem nie stać - czy rozmawiał?

                  Nie dyskutowalismy, to bylo kilka zdan, juz ci napisalam.
        • igge Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:17
          Rok dyskusji na temat ewentualnego wyjazdu i brak współnej decyzji po roku to naprawdę długo i może oznacza, że ktoś jednak (może Ty, szanowna autorko wątku ) powinien ustąpić i podarować partnerowi/partnerce tę frajdę z "wycieczki" na inny kontynent. Bez większego żalu, w ramach troszczenia się o potrzeby drugiej strony. Natomiast sposób postawienia na swoim małżonka jest niefajny i sama wymagałabym porządnych przeprosin i szczerej obietnicy poprawy na przyszłość.
          • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:25
            igge napisał:

            > Rok dyskusji na temat ewentualnego wyjazdu i brak współnej decyzji po roku to n
            > aprawdę długo i może oznacza, że ktoś jednak (może Ty, szanowna autorko wątku )
            > powinien ustąpić i podarować partnerowi/partnerce tę frajdę z "wycieczki" na i
            > nny kontynent. Bez większego żalu, w ramach troszczenia się o potrzeby drugiej
            > strony. Natomiast sposób postawienia na swoim małżonka jest niefajny i sama wym
            > agałabym porządnych przeprosin i szczerej obietnicy poprawy na przyszłość.

            No tak verdana wymyslila ze my rok na ten temat dyskutowalismy i kolejna osoba to powtarza. Gdzie wy to wyczytaliscie? Maz z bratem (nie ze mna) dyskutowali o tym rok, o tym ze maz chce jechac i jedzie dowiedzialam sie w ostatni czwartek
            • verdana Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:31
              To o czym rozmawiałaś wtedy, gdy proponowałaś wspólny wyjazd, czy przyjazd brata pare miesięcy temu? O tym, ze maż nie chce jechać i niczego nie planuje?
              • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:45
                verdana napisała:

                > To o czym rozmawiałaś wtedy, gdy proponowałaś wspólny wyjazd, czy przyjazd brat
                > a pare miesięcy temu? O tym, ze maż nie chce jechać i niczego nie planuje?

                Jakbys przeczytala uwaznie (skoro juz bierzesz udzial w dyskusji to chyba wylada) to wiedzialabys ze rok temu brat sie odezwal, zapytalam co u niego, czym sie zajmuje i czy ma rodzine, partnerke, maz odpowiedzial i tyle. Nie bylo o czym rozmawiac. Kilka miesiecy temu (ok 3) maz wspomnial ze brat chce aby go odwiedzil i ze mu kupi bilet. Powiedzialam ze to mile i ze fajnie gdybysmy mogli razem pojechac. Maz powiedzial ze brat nie ma az tyle kasy aby kupic dla nas wszystkich bilety wiec ja na to ze dla mnie i dzieci kupimy my. On ze nie mamy tyle pieniedzy choc mamy ale moj maz zawsze nie ma pieniedzy albo my ich nie mamy z wyjatkiem tego co uzna za stosowne kupic, wtedy mamy pieniadze. Na tym sie skonczylo. Nie duskutowalam ani nie pytalam czy on pojedzie a on nie powiedzial ze chce ani ze to rozwaza. Nic nie powiedzial az do czwartku kiedy to wyslal mi smsa.
                • mruwa9 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:57
                  moze brat meza NIE CHCE goscic calej waszej rodziny, z roznych osobistych powodow (np. warunkow lokalowych, choc jadac cala rodzina musielibyscie zamieszkac w hotelu - uwzglednilas te koszty?) a ty stawiasz sytuacje na zasadzie: albo wszyscy , albo nikt. Wtryniasz sie miedzy wodke i zakaske, nie czujesz tego? Nie rozumiesz, gdy ktos taktownie probuje ci dac do zrozumienia, ze bracia chca sie spotkac bez twojej obecnosci, a widac byli zbyt kulturalni , zeby ci powiedziec wprost, prosto z mostu, ze NIE CHCA, zebys tez (ty i dzieci) jechala. Uznajesz, ze stanowicie z mezem nierozerwalny pakiet i gdzie on, tam i ty. Bezwarunkowo.
                  Naprawde tak trudno ci to pojac?
                  Dlatego zupelnie mnie nie dziwi sposob rozegrania sprawy bo to byl jedyny sposob, zebys nie pojechala i zeby twoje fochy znosic tylko przez kilka dni, a nie przez np. pol roku, gdyby maz zagral z toba w otwarte karty. Nie bylo to w porzadku z jego strony, ale przyczyn tego zdarzenia poszukaj u siebie.
                  • babyaggie Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 22:38
                    Przeciez problemem autorki jest sposob w jaki maz poinformaowal ja o wyjezdzie a nie czy ja tam chca czy nie.

                    Maz postapil delikatnie mowiac szczeniacko. Chyba ze autorka jest kontrolujaca i despotyczna to moze uznal ze nie ma wyjscia i musi zrobic to w taki arogancki sposob. To autorka sama sobie powinna przemyslec. Niemniej jednak sposob zakomunikowania o wyjezdzie jest nie do przyjecia przez normalnego czlowieka, zyjazego w normalnym zwiazku malzenskim.
                    Autorko, masz prawo czuc sie podle. I wspolczuje Ci, ze w takiej sytuacji sie znalazlas, niezaleznie od jej przyczyny. To powinnas sama ze soba przedyskutowac, a po powrocie z mezem.
              • igge Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 19:04
                mąż powinien był i karygodne, że tego nie zrobił był dyskutować z Tobą swoje wyjazdowe plany już od roku.
                Niewybaczalne jest trzaskanie drzwiami i krzyki męża.
                Przestań bać się konfrontacji. Można porozumiewać się bez krzyku, na spokojnie i nie rezygnować przy tym ze spraw dla siebie/ dla męża ważnych.
                Mój mąż kiedyś też bał się konfrontacji bo potrafiłam zachować się paskudnie nerwowo. Teraz to przeszłość i nie tylko on ale przede wszystkim ja sama się z tego cieszę. Wszystkie ważne sprawy warto omówić bez krzyków i na spokojnie w odpowiedniej chwili. Ale nie rezygnować z ważnych dla siebie rzeczy ze strachu przed konfrontacją. To mąż ma się zachowywać cywilizowanie.
    • enith Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 18:53
      Gdyby mąż zakomunikował mi dziś sms'em, że we wtorek leci na tydzień do Australii (mieszkamy w USA), po czym wyleciałby nie zostawiając mi ŻADNYCH namiarów na siebie , hotel, czy osobę, u której się zatrzyma, po powrocie zrobiłabym mu z dupy jesień średniowiecza. Za sposób, w jaki zakomunikował wyjazd. Za niezostawienie namiarów na siebie, co jest podstawą BEZPIECZEŃSTWA w podróży. Za okłamanie mnie w sprawie biletu, bo nikt nie kupuje biletu na trasy transoceaniczne 48 godzin przed wylotem.
      Nie wiem, do którego kraju twój małżonek poleciał, ale tego typu wyprawę na inny kontynent przygotowuje się jednak nieco dłużej, niż dwa dni, więc przychylam się ku opinii, że bilet/wizę czy inne formalności mąż miał już załatwione dawno temu. I za to też należy mu się opierdziel. Co innego napomykać coś o wyjeździe, a co innego powiedzieć żonie: chcę lecieć sam do brata i pozwiedzać, mam już bilet/wizę na ten i na ten dzień. Następnym razem polecimy wszyscy wspólnie. TO byłoby dorosłe, dojrzałe, a przed wszystkim uczciwe postawienie sprawy! A nie taka szczeniacka zagrywka ze zwinięciem zabawek praktycznie z dnia na dzień i zniknięcie bez zostawienia namiarów. Jaką masz pewność, autorko wątku, że twój mąż w ogóle dotarł do brata? Masz z nim JAKIKOLWIEK kontakt??
      • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 19:02
        No wlasnie enith tez uwazam ze to bylo dawno zalatwione (wizy nie potrzeba na wyjazd turystyczny). Maz jest obrazony (tak on jest) wiec nie mam z nim kontaktu, nie wiem czy dolecial czy jest caly i spotkal brata. Nie wiem czy brat ma nasz numer domowy, mojego kom nie ma. Jedyny kontakt to prze fb gdyby jego partnerka znalazla mnie w przyjaciolach mojego meza i wyslala wiadomosc.
      • wies-baden Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 19:03
        ...a jeśli dotarł, to czy wróci...
        • igge Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 19:26
          mój też podejmuje szereg drobniejszych i finansowych decyzji bez konsultacji ze mną ale przynajmniej się nie fochuje nigdy. Wyjechać na inny kontynent i być obrażonym na żonę (np nie odebrać telefonu z powodu focha ??) to przechodzi moje pojęcie. Obraził się to trudno, nie należy się tym przejmować. To nie dziecko nie zginie, wróci i wtedy można działać. Dla poprawy humoru zafundowałabym sobie w międzyczasie na Twoim miejscu jakieś przyzwoity zestaw przyjemności. Choćby dla odwrócenia uwagi i pogodzenia się z tym, że "wycieczka"/rodzinny wyjazd/poznanie brata męża na miejscu i reszta atrakcji :) przeszła Ci koło nosa :)
    • notting_hill Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 19:13
      Mam nadzieję, że przede wszystkim sprawdzisz czy on rzeczywiście był tam, gdzie mówił że będzie.
      Bo mnie też coś tu niezbyt ładnie pachnie. Sugestie, że za tym kryje się inna pani są wcale nie od czapy.
      Sama żyłam z facetem, który był skryty i robił co chciał. Okazało się, że skrywał całkiem sporo rzeczy, o których ja nie miałam prawa wiedzieć. Więc takie klimaty jakie opisujesz mi po prostu zwyczajnie zapalają alarmowe syreny w głowie. No, ale może rzeczywiście chodziło tylko o zerwanie się i zaznaczenie swojej niezależności. Oby.
      • aqua48 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 19:18
        notting_hill napisała:

        > Bo mnie też coś tu niezbyt ładnie pachnie.
        > No, ale może rzeczywiście chodziło tylko o zerwanie się i zaznaczenie swojej n
        > iezależności. Oby.

        W każdym bądź razie terapia małżeńska na pewno nie zaszkodzi jeśli nie jesteście w stanie porozumiewać się jasno i bez wzajemnego ranienia uczuć.
        • notting_hill Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 19:28
          Terapia, w sytuacji gdy ktoś kręci i kłamie nie ma raczej większego sensu. Bo do tego potrzebne jest zaangażowanie obojga partnerów. Jeśli jedno ulokowało swoje zainteresowanie poza związkiem, to raczej obstawiam, że na żadną terapię się nie zgodzi- nie wprost, ale będzie kluczył, mówił: "o co ci własciwie chodzi?", szukał wymówek itd. Czyli klasyka. Po tym też mniej więcej można zorientować się czy drugiej stronie zalezy na kontynuowaniu związku i poprawie relacji.
    • mantis_after_dinner mam jakies 08.09.13, 19:17
      dziwne przeczucie, ze maz "brata" poznal 3-4 miesiace temu i od tamtej pory intensywnie kombinowal, jak tu z "bratem" wyrwac sie na kilkudniowy wypad za miasto.
      Wykombinowal historie z wypadem za ocean, ale ze kupno biletow transoceanicznych latwo widac na koncie (w koncu to nie Ryanem sie tam lata), wiec wykombinowal historie o finansowaniu przelotu przez brata. Ma szczescie ze kraj jest bezwizowy ...

      Hmmm ja tam bym sobie przygotowala kilka tricky pytan sprawdzajacych o tymze kraju ;)
      A na FB to teraz sie mowi o tym, ze sie jedzie na ryby? :)
      Kiedys sie chodzilo na foki ...
      • noname2002 Re: mam jakies 08.09.13, 20:44
        dziwne przeczucie, ze maz "brata" poznal 3-4 miesiace temu i od tamtej pory int
        > ensywnie kombinowal, jak tu z "bratem" wyrwac sie na kilkudniowy wypad za miast
        > o.
        > Wykombinowal historie z wypadem za ocean, ale ze kupno biletow transoceanicznyc
        > h latwo widac na koncie (w koncu to nie Ryanem sie tam lata), wiec wykombinowal
        > historie o finansowaniu przelotu przez brata. Ma szczescie ze kraj jest bezwiz
        > owy ...

        Mam dokładnie to samo wrażenie.
    • brzdac22 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 20:33
      Powiem szczerze, że macie problemy z komunikacją.

      Ja bym sprawdziła czy mąż posiada bilet i czy faktycznie był u brata. Jeżeli tak odpuściłabym wyjazd... ale poprosiła o nie załatwianie spraw w taki sposób. Powiedziała mu jak się czułam gdy nie miałam żadnych wieści o tym co się z nim dzieje...

      Natomiast jeżeli biletów i zdjęć z bratem nie zobaczysz - możesz być pewna, że był to tylko pretekst by wyrwać się gdzieś z domu (sam lub z kimś).

      Mój mąż wyjeżdżając w delegacje lub gdziekolwiek zawsze przesyła mi na mój mail zaproszenia, bilety lotnicze, informacje o hotelach, noclegach, planie i przebiegu całej jego nieobecności. Mam wtedy bieżącą informację co się z nim dzieje i gdzie przebywa.
      Nie mówię, że w każdej rodzinie powinno być tak samo (u nas to się sprawdza) ale uważam, że przynajmniej bilet powinien Ci pokazać...
      • sop.hie Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 20:57
        Uwazam, ze dywagacje nt tego czy Autorka jest kontrolujaca i ze M. po prostu urwal sie ze smyczy, bo Autorce sie nie podobal pomysl samotnego wyjazdu sa przesadzone i jest za malo danych na to zeby robic z meza " biednego", ucisnionego misia. Natomiast na pewno, w faktach cos tu nie gra, jesli na dodatek maz nie odbiera telefonu ( tak gdzies wyczytalam w komentarzach, ale nie wiem czy to potwierdzone) to smierdzi jak nie wiem co..... A do drugiego brata numer masz? Moze zadzwon i popros o namiary do Jana, zadzwon i sprawdz co jest grane. Tak sie nie robi, cala akcja jest mega dziwaczna i historia kupy sie nie trzyma.
        • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 21:15
          Zaskakujace jest z jaka latwoscia niektorzy wymyslaja sobie rozne rzeczy i powtarzaja je tyle razy az stana sie faktami oczywiscie dla nich. Mam wrazenie ze za chwile sama w to uwierze :/
          Maz powinien mi wyslac smsa ze dolecial i spotkal brata. Nie zrobi tego bo jest obrazony, o to ze z radoscia nie pomoglam mu sie spakowac w piatek po tym jak we czwartek powiadomil mnie smsem ze leci za ocean w sobote. Mialam czelnosc wyrazic swoje niezadowolenie ze sposobu w jaki to zalatwil, okreslajac to wulgarnie (przepraszam ale rzadko klne, jednak tym razem to najlepiej okresla) wych...l mnie. Powinnam byla zrozumiec bo to normalne jest. A moze powinnam sie przyzwyczajic bo to nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni.
          Maz telefon odebral bardzo radosnym glosem, nie odezwalam sie a rozlaczylam, zanim zadzwonilam wylaczylam identyfikacje numeru. Gdziekolwiek jest ma sie dobrze. Z pewnoscia duzo lepiej niz ja.
          • noemi123 Re: Partnerstwo (dlugie) 09.09.13, 12:30
            Bo to jest tak:
            jeżeli taka sytuacja nie dotyczy komentatorek to jest ok,
            jeżdżą po tobie bo to nie ich mąż zrobił takie świństwo a tobie wmawiają próbę stłamszenia, przywiązania męża do nogi od stołu.
            Jak zdarzy się to w ich stadku to już nie będzie ok.

            Rada jedna:
            działaj jak Ci mówi instynkt, intuicja, ta zawsze ma rację.
            Ale zastanowiłabym się czy ten Jan to nie Janina od ponad roku....











      • igge Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 20:59
        brzdąc, a gdzie zaufanie????
        Chyba jak moja koleżanka w stosunku do swoich nastoletnich dzieci stosujesz zasadę "kontrola najwyższą formą zaufania"
        • brzdac22 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 21:13
          ale ja nie kontroluję...
          mój mąż sam mi wysyła te informacje, ja o nie nie proszę...
          chce żebym wiedziała gdzie jest i jak podróżuje...

          kiedyś rozmawialiśmy o tym w kontekście różnych katastrof i wypadków jakie zdarzają się w kraju w którym aktualnie przebywa... zdarzyło się, że nie miałam z nim kontaktu przez dobę (nie włączono raomingu) a ja nie wiedziałam czy on był w samolocie, który się rozbił... przeżyłam to strasznie... od tamtej pory informuje mnie o takich rzeczach...


          Ufam mojemu mężowi. Brak zaufania jest wyczerpujący dla obu stron relacji (kiedyś przez to przechodziłam) i bardzo absorbujący... a ja mam co robić, gdy mąż wyjeżdża :)
        • aqua48 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 21:16
          igge napisał:

          > brzdąc, a gdzie zaufanie????
          > Chyba jak moja koleżanka w stosunku do swoich nastoletnich dzieci stosujesz zas
          > adę "kontrola najwyższą formą zaufania"

          Brak zaufania do żony okazał chyba mąż - nie konsultując z nią swego wyjazdu, nie zostawiając namiarów na brata i chowając przed nią nie tylko bilet, ale i komputer...
          Ale nie przesądzając o co chodzi - komunikacja między małżonkami jest żadna. Zatem trudno nie wysuwać wniosków, że w związku źle się dzieje, bez wskazywania "ponoszącego całą winę". Jeśli autorka wątku jest bezradna - nie potrafi do męża dotrzeć i czuje się pokrzywdzona, warto poprosić o pomoc kogoś z zewnątrz. Niekoniecznie od razu detektywa.
          • paris-texas-warsaw Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 22:02
            Daj znać ambasadzie/CIA, że taki to a taki pan jedzie i będzie coś kombinował, albo ma coś na sumieniu. Szybko go namierzą (teraz to juz pewnie nie na lotnisku...) i będzie miał co wspominać (chociaż facet to może być po czasie i dumny, że go wzięli za terrorystę;)). Kilka godzin mu się przynajmniej poprzyglądają;) A może i z Toba się nawet skontaktują i czegoś się dowiesz;)
            Ps. Ja bym puściła do tych Stanów, pewnie nawet sama namawiała, ale tradycyjnie musiałabym mieć pomoc do dzieciaków. Teraz to pora chyba pewne sprawy "przedefiniować"...
            • paris-texas-warsaw Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 22:04
              "Misia" nie oglądałaś?;)
            • paris-texas-warsaw Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 22:08
              A, to nie Stany... I tak namierzą;)

              Ps. Znajdź ten dysk i gdzieś podłącz, ja bym sie o to pokusiła.
              • aqua48 Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 22:26
                paris-texas-warsaw napisała:

                > Ps. Znajdź ten dysk i gdzieś podłącz, ja bym sie o to pokusiła.

                Dla mnie to byłoby poniżej godności. Natomiast po powrocie męża dałabym mu dobitnie do zrozumienia, że uważam jego sposób rozwiązywania trudnych sytuacji za niedopuszczalny. I zaproponowała terapię i poukładanie wszystkich spraw w małżeństwie na nowo.
                • paris-texas-warsaw Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 22:37
                  E tam, kobiety sa ciekawe z natury... Jeśli facet by tak postąpił, to byłoby to wg mnie poniżej godności;) To chowanie dysku to jest dla mnie najdziwniejsze w tej sytuacji, pewnie odczytanie danych pozwoliłoby jednak na jakąś "obiektywizację" sytuacji, nawet w przypadku tych późniejszych rozmów...
                  • paris-texas-warsaw Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 22:49
                    Tak jeszcze dodam, że wg mnie mało prawdopodobne, że chowałby dysk, gdyby zawierał on tylko maile do brata i nr lotu. Drugiej takiej szansy może nie być...
        • babcia.stefa Re: Partnerstwo (dlugie) 09.09.13, 13:10
          Ale to żadna kontrola, mój też wyjeżdża na długie delegacje z licznym przemieszczaniem się z miejsca na miejsce i zawsze z grubsza wiem, gdzie jest i kiedy się przemieszcza.
    • enith Re: Partnerstwo (dlugie) 08.09.13, 23:19
      "Nie mam tez dostepu do jego komlutera bo schowal dysk, zadzwonilam do niego jeszcze jak byl w drodze na lotnisko i powiedzial mi ze zabezpieczyl komputer bo sluzy do pracy..."

      Mąż przed wyjazdem schował przed tobą kompa???

      Zazwyczaj nie jestem pesymistką i nie uprawiam czarnowidztwa, ale zaczynam się zastanawiać, czy w twoim małżeństwie nie jest już przypadkiem pozamiatane. Całokształt zachowania męża, czyli niezapowiedziany wyjazd, niezostawienie namiarów, zablokowanie komputera i foch (zapewne w celu, by nie musieć się z tobą kontaktować) wskazuje, że w tej całej historii jest najprawdopodobniej drugie dno i nie jest nim bynajmniej chęć wyrwania się stłamszonego małżonka na tygodniowe wakacje. Twój mąż kręci i coś kryje. Sama napisałaś, że podejrzewasz coś innego. Masz (poza jego ostatnim zachowaniem w sprawie wyjazdu) powody, by przypuszczać, że coś jest na rzeczy? Czy może w grę wchodzić inna kobieta? Jeszcze coś innego?
    • tully.makker Re: Partnerstwo (dlugie) 09.09.13, 12:30
      Nie wiem, czy twoj maz pojechal do brata, bo faktycznie sprawa jest smierdzaca, jak zauwazyly inne forumowiczki.
      Ale jesli rzeczywiscie byl to wyjazd do brata, to chcialam ci powiedziec, ze tez bylam kiedys w podobnej sytuacji. Moj partner w tajemnicy zalatwil wize. Umowil sie ze mna, ze przed wyjazdem zrobi pene rzeczy, ale ich nie zrobil, wlacznie z tym, ze zostawil mi samochod z zepsutymi hamulcami - o czym mi nie powiedzial - a ja do niego wsiadlam z dziecmi.... cudem nie mielismy wypadku.


      Powiem ci, co sie stalo dalej - dla mnie bylo to jedne z kluczowych potwierdzen, ze moj partner zyje SWOIM wlasnym zyciem i ze nie ma co planowac z nim nic wspolnego, bo do wspolnoty potrzebne sa dwie osoby. To byl jeden z kamieni milowych na drodze w dol urwiska, ze sie tak poetycznie wyraze. Teraz, 6 lat pozniej walcze by sie z facetem rozstac, podczas gdy on caly czas chce zyc w takim rozkroku, nie w zwiazku, ale tez i nie sam.

      Pisano ci juz o terapii... moze... ale dla mnie nadszedl czas zastanowienia sie, czego chceszw zyciu, jak wyobrazasz sobie zwiazek i czy meza - takiego jakim jest - taniego kombinatora, ktory cie oklamuje, ukrywa przez toba swoje sprawy zawodowe i wyrzuca rodzinne pieniadze w bloto - czy takiego faceta jeszcze kochasz i chcesz z nim byc.
      Bo jesli nie, to nie warto tracic czasu.
      • igge Re: Partnerstwo (dlugie) 09.09.13, 13:02
        ale kobieta też jakoś dziwnie trochę komunikuje się z mężem :(
        ZAdzwoniłaś autorko wątku do męża ale gdy odebrał rozłączyłaś się bez słowa i wcześniej jeszcze uniemożliwiłaś identyfikację numeru, że to Ty ? To dziecinne takie fochowanie się nawzajem na siebie i nie ułatwiające dojścia do zgody. On pewnie i tak domyślił się, że to Ty dzwonisz. Ale nie sprawdził czy to nie Ty i nie oddzwonił, też dziwne. Zamiast otwarcie i asertywnie rozmawiać ze sobą - obrażacie się na siebie i żadne pierwsze nie wyciągnie ręki. Skoro nie byłaś gotowa psychicznie do rozmowy z nim bo np czujesz się zraniona, trzeba było nie dzwonić wcale i mieć w nosie czy ma radosny czy smutny aktualnie ton głosu, martwić się przesadnie o dorosłego człowieka i sprawdzać czy żyje nie trzeba chyba ?
    • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 09.09.13, 21:37
      Coz, dzis sie dowiedzialam (bliski kolega meza, maja tez relacje zawodowe) powiedzial swojej zonie (moja kolezanka), ze on mial zamiar pojechac na miesiac. Jest u brata bo napisal smsa do meza kolezanki opowiadajac jak wspaniale brat zyje. Sa u brata w lesie, lapie ryby golymi rekami (:-D), lezy w ogrodzie w podgrzewanej wannie i jest tam piec do chleba, a Jan jak Cejrowski w sandalach z rzemykow (choc on to chyba boso;)). Maz lubi takie klimaty, a brat niezle go polechtal. No tak, teraz skojarzylam pewne fakty. Kontakty z bratem tak naprawde trwaja poltora roku (dla incormacji maz powiedzial ze od roku) bo wiosna ub.roku maz wspomnial ze brat ma piec do chleba.w ogrodzie i jak szalony nakupowal materialow i wybudowal wlasny. Niestety zburzyl bo dymil okropnie i smierdzialo w calym domu pomimo zamknietych okien i drzwi.
      Wracajac do fascynacji meza zyciem Jana to maz zapomina ze Jan na podgrzanie wody w wannie w ogrodzie zapieprza z bolem krzyza ukladajac plytki (raczej nie meza klimaty;)) o czym mi wspomnial kiedys. A fascynacje bym rozumiala gdyby Jan mial wille z podgrzewanym basenem albo chociaz zyl jak lubi ale z profitow z dobrze prosperujacego biznesu. Kolega meza (ktory nas zna w przeciwienstwie do mruwy czy verdany) jasno powiedzial ze nie wiedzial ze maz zrobil to wszystko za moimo plecami i zgodzil sie ze mna ze to dziecinada i chamstwo.
      Maz sie super bawi choc doskonale wie jak ja sie czuje, bo postapil jak postapil celowo. Mi nie smakowalby relaks wiedzac ze bliska mi osoba czuje sie zlekcewazona, oszukana i ogolnie zdewastowana.
      • aqua48 Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 09:05
        nabilla2 napisał(a):

        > Coz, dzis sie dowiedzialam ze on mial zamiar pojechac na miesiac.
        > Maz sie super bawi choc doskonale wie jak ja sie czuje, bo postapil jak postapi
        > l celowo.

        A będzie miał do czego wracać? Bo ja bym się poważnie zastanowiła nad związkiem z człowiekiem na którego kompletnie nie można liczyć i który własną dobrą zabawę przedkłada nad obowiązki rodzinne. Bo tak, wyjazd z domu bez zgody współmałżonka na miesiąc i nie pozostawienie namiarów, zwłaszcza jeśli są w związku dzieci to dla mnie kompletnie dyskwalifikujące zachowanie i brak odpowiedzialności. Inne opisane sytuacje wskazują na Piotrusia Pana.
        Wcześniej sugerowałam terapię, a teraz się zastanawiam czy w ogóle warto, bo chyba po prostu ten typ tak ma. I albo żona zaakceptuje fakt, że to ona jest opoką domową dla siebie i dla dzieci, bo ma męża - kolejne dziecko, które robi co chce nie licząc się z nikim i niczym, pojawia się i znika z kolejnym "genialnym", lecz całkiem nierealnym pomysłem, za to od czasu do czasu jest z nim fajna zabawa, albo odbuduje swoje życie bez kogoś tak nieodpowiedzialnego.
      • jagienka75 Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 09:36
        nabilla2 napisał(a):

        > Coz, dzis sie dowiedzialam (bliski kolega meza, maja tez relacje zawodowe) powi
        > edzial swojej zonie (moja kolezanka), ze on mial zamiar pojechac na miesiac. Je
        > st u brata bo napisal smsa do meza kolezanki opowiadajac jak wspaniale brat zyj
        > e.


        no jak BOGA kocham, ten Twoj maz to jakis debil.
        pisze smsy do kolegow a zonie nie zostawia na siebie namiarow/nie odzywa sie do niej???
        ojp, ale MATRIX...
        skad sie tacy biora???
    • domanna88 Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 08:10
      Dziwne. A wizy nie potrzebował skoro na inny kontynent?
      • tully.makker Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 09:48
        Wizy miedzykontynetalnej.
        • kklekss Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 09:53
          Pewnie mąż jest w Kanadzie , ja takiemu panu bym zagroziła rozwodem i wystawiła walizki za drzwi.
          • nena20 Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 10:11
            relacje macie dziwne
            przykro dowiadywać się od obcych ludzi co planuje mąż, np. planował wyjechać na miesiąc
            warto czasem odetchnąć od kieratu rodzinnego, sama bardzo lubię odetchnąć
            ale to wszystko musi być dogadane
            bez afer i pretensji
    • maryska60 Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 11:20
      Nie twierdzę, że mam rację, ale zastanowiłabym się również nad taką wersją:

      Twój mąż nawiązuje kontakt z dawno niewidzianym bratem. Brat okazuje się być ekscentrykiem, mieszka w lesie, włóczy się po świecie, chodzi boso itp. Pewnie też dlatego tak długo nie dawał znaku życia. Bracia rozmawiają, korespondują i Twój mąż zaczyna zazdrościć bratu tego szaleństwa i wyluzowania. Być może ma to też w genach jak Jan, ale życie przywiązało go do prozy. Może właśnie przy Tobie czuł się zobowiązany do poprawności, pragmatyzmu? Bo Ty taka jesteś, bo tego od niego oczekujesz? Może te samotne wypady na ryby to był taki wentyl od szarej codzienności? Te próby budowania pieca, to by mi wyglądało właśnie na takie tęsknoty, próby naśladowania trochę szalonego brata. Zrozumiałaś to? Pomogłaś mu? Czy może wybijałaś z głowy, może nawet wyśmiewałaś? Może właśnie dlatego postanowił swój wyjazd trzymać w tajemnicy, bo bał się, że podejdziesz do tego pragmatycznie, zorganizujesz wszystko po swojemu, zresztą próbowałaś to zrobić (pojechać razem z nim albo zaprosić brata do Polski). A on chciał spędzić miesiąc jak mały chłopak - w lesie, po męsku, dziko, szaleńczo.
      Piszę tak, bo trochę rozumiem taką sytuację. Sama jestem trochę z głową w chmurach, a życie mnie tłamsi do tego, żeby być praktyczną, "porządną". Męża mam cudownego, który stara się rozumieć. No właśnie - stara się. Ale nie potrafi być taki jak ja. Więc ja czuję się zobowiązana nie wychylać za daleko, oszczędzać mu wspólnego włóczenia się po miejscach, które go nie interesują, spędzania czasu w moim stylu. Dajemy więc sobie trochę luzu. On pozwala mi łazić gdzie chcę, trochę zmusza się do towarzyszenia mi, a ja nie naciągam go na to, ale też często rezygnuję ze zbyt szalonych swoich pomysłów. I jakoś dajemy radę. Natomiast gdybym miała partnera, który zupełnie nie tolerowałby mojego zachowania, czułabym się naprawdę uduszona. I niewykluczone, że w końcu zrobiłabym coś tak szalonego jak Twój mąż. Zastanawiające jest, że o swojej eskapadzie pisze znajomym, a nie Tobie. Zastanawiające jest, że zamknął swój komputer. Może wie, że nie spotkałoby się to z dobrym odbiorem z Twojej strony? Może nie chce ujawniać korespondencji z bratem, żebyś nie uznała go za wariata? Cóż, znam ludzi, którzy takie natchnione dusze uważają za chorych umysłowo, pogardzają nimi. Może takiej oceny z Twojej strony boi się Twój mąż?

      Jak napisałam na wstępie, to nei jest diagnoza, ale punkt widzenia do przemyślenia.
      • aqua48 Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 12:39
        maryska60 napisała:


        > Piszę tak, bo trochę rozumiem taką sytuację. Sama jestem trochę z głową w chmur
        > ach, a życie mnie tłamsi do tego, żeby być praktyczną, "porządną".
        > Więc ja czuję się zobowiązana nie wychylać za daleko,

        Moim zdaniem cała prawda leży w ostatnich słowach -czuję się zobowiązana nie wychylać się za daleko. Małżeństwo, związek to zawsze jest kompromis. Między tym czego pragnę, a tym co sprawi drugiemu przykrość, niewygodę, kłopot, ruinę. I tak jak nie da się drugiej osoby związać, przybić gwoździkiem do siebie, tak nie da się ufać komuś kto nie czuje się zobowiązany do nie wychylania się za daleko. A mąż autorki to właśnie zrobił. I ona ma pełne prawo nie tylko czuć się teraz zdradzona, nieważna i zlekceważona, ale i nie pokładać w nim zaufania w przyszłości. Bo tak naprawdę nie wiadomo co taki człowiek wymyśli następnego. Może przyjdzie mu do głowy postawić wszystkie pieniądze rodzinne na jakiś wydumany projekt? Albo sprzeda dom nie powiadamiając żony, że teraz przenoszą się do Jana i będą żyć w lesie i łapać ryby gołymi rękami? No bo czemu nie, skoro to takie fajne?
      • nabilla2 Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 12:56
        Maryska, owszem brat jest ekscentrykiem, a mezowi to imponuje, lubi lapac ryby nad jeziorem itd. Ja to rozumiem wiec nie robilam awantur o to ze on robi wypady na rejsy na morzu aby lowic ryby czy do Hiszpanii nad rzeke itp. Wiem jak wazne sa jego ambicje aby zrobic biznes, nie krytykuje tego skakania z pomyslu na pomysl, nie rozliczam, nie kontroluje, nie krytykuje ani nie wysmiewam kolejnych pomyslow na hobby itd choc pochlania to czas i pieniadze czego maz nie zauwaza i obwinia mnie bezposrednio i posrednio za to ze nie oszczedzamy jeszcze wiecej na co ja od czasu do czasu reaguje bo musze sie bronic. Ja tez mam zainteresowania i tez chcialabym robic wiecej rzeczy ale zdecydowalismy ze bedziemy w zwiazku, pobralismy sie i oboje zaplanowosmy i zgodzilismy sie miec dzieci, wybralismy takie zycie a takie zycie nie pozwala na bycie Piotrusiem Panem i na wypady na miesiac za ocean zeby sie zrelaksowac. Pomysl samodzielnego wyjazdu to tez brak dochodow, nie dostanie urlopu w pracy na miesiac, musialby wziac bezplatny a to mogloby byc problemem, oprocz tego nie pracowalby na swoim wiec by nie zarabial. Oszczednosci mialyby pokryc rachunki przez miesiac ale cos go jednak powstrzymalo i pojechal tylko na tydzien. Mysle jednak ze w kazdej chwili moze wyjechac na zawsze jesli tylko uzna ze tak chce a ja nie bede miala nic do gadania. Od wyjazdu na dluzej powstrzymy go jakies resztki odpowiedzialnosci ale mysle ze nie na dlugo tego wystarczy bo on jest podatny na pranie mozgu a brat to robi skutecznie. Oczywiscie ze wyjazd na miesiac potraktowalabym jako przesadzona zachcianke ktora nalezaloby jednak odlozyc w czasie bo jest rodzina, praca, zobowiazania zawodowe, dzieci i w koncu moje zycie ktore tez by sie skomplikowalo. Ja tez chcialabym zrobic sporo rzeczy ale nie zrobie bo iles lat temu podjelam decyzje tak jak moj maz i to jest niekompatybilne. Malym chlopcem sie jest przez jakis czas, pozniej sie dorasta i jako dorosla osoba zanim podejmie sie decyzje rzutujace na czyjes zycie (partner, dzieci) nalezy byc pewnym ze jest sie gotowym odlozyc na wiele lat szalone pomysly i oswoic niespokojna dusze. Mozna zaczac to realizowac gdy dzieci dorosna. A Jan ma juz piata partnerke w zyciu, po drodze kilkoro dzieci, obecnie corke mniej wiecej w wieku naszego mlodszego.
        Co do pieca, nie pomoglam mu, nie znam sie na murowaniu, mam tez inne zajecia, nie odwodzilam, zreszta nie pytal mnie o zdanie tylko budowal, nie wysmiewalam ani nie krytykowalam czyli tak jak przy kazdym jego pomysle. Tak, maz czesto zarzuca mi brak ekscytacji i zaangazowania w realizacje jego pomyslow, a ja argumentuje to tym ze byloby inaczej gdyby zechcial mi o ich powiedziec i wziac moje zdanie pod uwage, cbocby drobna sugestie np w ktorym miejscu zbudowac piec. Niestety ale tak sie nie dzieje, on ma wizje a ja ja zaakceptuje albo nie. Moj maz nie ma partnerki ktora calkowicie nie toleruje jego pomyslow itd on ma partnerke ktora daje mu w zasadzie prawie nieograniczona swobode w realizowaniu siebie. Prawie, bo do calkowitej powinnam zniknac wraz z dziecmi. Marysko ty sama opisujac swoje sytuacje uzylas okreslen "zycie mnie tlamsi", "jakos dajemy rade", a to mowi samo za siebie :/
        • aqua48 Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 13:15
          nabilla2 napisał(a):

          > zdecydowalismy ze bedziemy
          > w zwiazku, pobralismy sie i oboje zaplanowosmy i zgodzilismy sie miec dzieci, w
          > ybralismy takie zycie a takie zycie nie pozwala na bycie Piotrusiem Panem
          >Malym chlopcem sie jest przez jakis czas, pozniej sie dorasta i jako dorosla osoba zanim podejmie sie decyzje rzutujace na czyjes zycie (partner, dzieci) nalezy byc pewnym z
          > e jest sie gotowym odlozyc na wiele lat szalone pomysly i oswoic niespokojna du
          > sze.

          Nabillo, masz całkowitą rację. Tyle, tylko, że Twój mąż nie dorósł nigdy. I teraz masz problem co z tym fantem zrobić.


          >A Jan ma juz piata partnerke w zyciu, po drodze kilkoro dzieci

          Cóż, jak widać tacy mężczyźni potrafią być też fascynujący i uroczy. Do czasu kiedy beztroskie życie na plaży się nie do wylegiwania na gorącym piasku, tylko do ugotowania na tym piasku dzieciom z czegoś obiadu...
          • sebalda Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 16:07
            Nie przeczytałam całego wątku, ale dla mnie to jakiś kosmos. Facet chciał pojechać do brata (na koszt brata), ale żona się nie zgodziła, bo albo jadą całą rodziną, albo brat ma przyjechać do nich. Koniec, kropka. Autorka nie robi wrażenia chętnej do dyskusji, jest raczej stanowcza i rzeczowa. Po roku czajenia się i marzeń o atrakcyjnym kulturowo i towarzysko wyjeździe facet wreszcie stawia na swoim, ale informuje w ostatniej chwili, bo inaczej nie miałby szansy w ogóle wyjechać. Marzył o wyjeździe na miesiąc (inny kontynent), ale stanęło na tygodniu, bo inaczej świat by się zawalił, a żona dostała apopleksji (i tak dostała) i nie wybaczyła do końca życia (i tak pewnie nie wybaczy). Jaką ten facet miał szansę, że uda się sprawę (wcale nie tak wielką i straszną) przeprowadzić polubownie??? Żadną. Rozkminianie, czy miał z bratem dobry kontakt, czy nie. A jakie to ma znaczenie??? Może po latach chcą go na nowo nawiązać??? Co żonie do tego? Zbrodnia? Zazdrość?
            Najbardziej mnie rozśmieszyło określenie autorki, że została przez męża zdewastowana! Litości! Czym?
            Ja tu widzę straszną zaborczość, nadmierną kontrolę i zwykłą zazdrość, że mąż może zrobić coś fajnego bez niej. No dobrze, są razem, to zobowiązuje, ale czy tygodniowy wyjazd (dzieci nie są już malutkie) to dowód na to, że mąż jest nieodpowiedzialny i egoistyczny? A może jej postawa doprowadziła go do tego? Partnerstwo polega na tym, że jesteśmy razem, wspieramy się wzajemnie, ale też mamy część przestrzeni dla siebie oddzielnie, mamy też swoje własne, osobne fragmenty życia, całkowite sklejenie jest niezdrowe i prawie zawsze "dewastujące":)))
            Bardzo dużo bym dała za to, by przeczytać taki wątek na temat wyjazdu żony. Czy opinie uczestniczek forum byłyby takie same? Śmiem wątpić. Współczuję temu facetowi. Autorce zresztą też, bo sprawa jest tak bardzo niewarta tego przeogromnego stresu, który ona sama sobie funduje. Jak ja bym chciała mieć tylko takie problemy:P
            • aqua48 Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 16:16
              sebalda napisała:

              > Nie przeczytałam całego wątku, ale dla mnie to jakiś kosmos. Facet chciał pojec
              > hać do brata (na koszt brata), ale żona się nie zgodziła,
              > Współczuję temu facetowi.

              Sebaldo, przeczytaj cały wątek - choćby same wypowiedzi autorki, to zrozumiesz, że problem nie jest taki prosty jak się z pozoru wydaje. I raczej nie o nadmierną kontrolę żony tu chodzi tylko o nieodpowiedzialność męża.
              Nawiasem mówiąc gdyby to żona wywijała mężowi takie numery byłabym tego samego zdania - że jest nieodpowiedzialna..
              • sebalda Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 16:41
                Nie no, ja z grubsza przeczytałam wypowiedzi autorki i nadal śmiem twierdzić, że to raczej jej postawa spowodowała takie zachowanie męża, a nie jego nieodpowiedzialność.
                Dlaczego ona od początku nie chciała, żeby on sam wyjechał? Taki wyjazd całej rodziny to jednak ogromy koszt, a i brat mógłby nie chcieć gościć tylu osób. Zresztą jak się nie widzieli tak długo, to mieli prawo chcieć się spotkać we dwójkę tylko. Czy to grzech?
                Ja mam w domu osobnika, który też wymaga podporządkowania się domowników i narzuca swoje standardy we wszystkim. I wiem, że to wymaga od reszty rodziny czasami albo lawirowania, albo takiego właśnie stawiania przed faktem dokonanym, bo w przeciwnym razie nigdy niczego by się nie udało przeprowadzić. A chodzi o drobiazgi, a nie rewolucje w domu. I tutaj też przecież nie chodziło o półroczny wyjazd do dżungli amazońskiej. No kurcze, ja jednak nie widzę zbrodni i dewastacji, choćbym chciała;)
        • maryska60 Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 16:35
          A widzisz, to zmienia punkt widzenia na sytuację. Do tej pory można było myśleć, że Wasz związek to Ty-ogarnięta, pragmatyczna i on-marzyciel, fantasta, zmuszony do układnego życia. Zmuszony tak bardzo, że w końcu pękł i zrobił coś szalonego. A teraz wyszło, że wręcz przeciwnie. Tak długo mu pozwalałaś na te szaleństwa, że chyba się przyzwyczaił, że mu wolno. I zadziałał na zasadzie: dać kurze grzędę... A z drugiej strony Ty, która pozwalałaś, pozwalałaś i w końcu nie wytrzymałaś kolejnego wyskoku.
          No cóż, mężczyźni zostają całe życie dziećmi, czasem tylko próbują to opanowywać. Twój mąż opanowuje to słabo. Tym razem powiem coś przeciwnego do poprzedniego mojego postu: może za dużo mu pozwalałaś? Może był przyzwyczajony, że wprawdzie nie uczestniczysz w jego szaleństwach, ale z obojętnością pozwalasz mu na nie. I teraz będzie rozpacz, no bo skoro do tej pory było OK, to o co Ci chodzi tym razem? Mężczyźni nie potrafią zrozumieć, że czasem miarka się przebiera. Skoro do tej pory było dobrze, to będzie tak już zawsze! Jeszcze jeden masz problem - podziwiany brat. Oby jego podziw nie wygrał z obowiązkowością i mąż nie uznał, że powinien iść drogą brata!
          Mam nadzieję jednak, że ta odrobina obowiązkowości, która gdzieś tam tli się w Twoim mężu, skoro zdecydował się założyć rodzinę, w ostatecznym starciu wygra i nie będzie chciał tego stracić. Tylko Ty też musisz podejść do tego mniej nerwowo i nie robić mu piekła z tego powodu, natomiast po powrocie siąść i spokojnie porozmawiać. Oczywiście on będzie się dziwił "o co Ci chodzi???!!!" (to takie męskie!!). Nie daj się sprowokować wtedy do wybuchu gniewu, złości, rozżalenia. Tylko spokojnie mu wytłumacz jak się czujesz i dokąd takie jego postępowanie prowadzi. Myślę, że jednak doceni, co mógłby stracić i następnym razem, kiedy mu strzeli do głowy taka myśl - zastanowi się.
        • anoraak Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 17:59
          ale Twój mąż był taki zawsze, przypuszczam, że za to go pokochałaś, wiele lat traktowałaś jego wyskoki jako normalne, nic nie mówiłaś, wręcz wspierałaś go w tym, żeby tym wiecznym chłopcem był, to co się teraz dziwisz, że zachował się tak jak się zachował.
          oczywiście uważam, że to co zrobił jest nie do zaakceptowania w zdrowym związku ale wydaje mi się, że takiego nie tworzyliście nawet przed tym wyjazdem. coś szwankuje u Was komunikacja i u Ciebie stawianie granic.
          uważam podobnie jak Maryska w drugim poście, że nie ma co robić awantur tylko trzeba spokojnie i stanowczo porozmawiać z mężem po powrocie - jeżeli sami nie dojdziecie do porozumienia bo emocje was poniosą to może lepiej nawet z pomocą osoby trzeciej (terapeuty) - zwłaszcza Ty powinnaś wyraźnie zakomunikować mu co jest do zaakceptowania a co nie.
    • yna777 Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 14:08
      Mój mąż postępuje wobec mnie podobnie. Tj. podejmuje ważne decyzje beze mnie i stawia mnie często przed faktem dokonanym. I też używając przy zwróceniu mu uwagi górnolotnych argumentów, że nie będę mu mówić co ma robić, albo decydować o jego pieniądzach albo coś w tym stylu. I się obraża potem. Zatem dalsza rozmowa odpada, a co więcej, ponieważ ja postąpiłam źle, to on uważa, że w tej sytuacji ma prawo i rację postępując tak jak zamierzał od początku.
      I też próbowałam tłumaczyć, że mi nie chodzi ani o zabranianie mu czegoś ani o decydowanie o jego pieniądzach, tylko właśnie o jakieś elementarne branie pod uwagę mojego zdania, nawet gdyby to oznaczało tylko zapytanie o moje zdanie i uprzedzanie o takich decyzjach. Ostatnio już nawet nie oczekuję, że w ogóle powie coś, co wskaże, że zauważył, że jego decyzja ma też wpływ na mnie. Ale u nas to czubek góry lodowej problemów. U mojego męża jest to ewidentnie sposób na manipulowanie mną, zarządzanie mną i przede wszystkim uzyskanie swojego rodzaju pozycji dominującej wobec mnie.
      Przyjrzyj się swojemu związkowi pod tym kątem. Przyznam, że facet który robi w zasadzie co chce i kiedy chce i nie ma żadnych niemal obowiązków kołodomowych, bo realizuje swoje ambicje, który jeszcze co jakiś czas testuje czy może przekroczyć twoje granice jak ten fitness dwa razy w tygodniu i odwala taki numer, wygląda na większy problem niż syndrom Piotrusia Pana.
      • zuzi.1 Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 19:51
        yna napisała:"I też próbowałam tłumaczyć, że mi nie chodzi ani o zabranianie mu czegoś ani o decydowanie o jego pieniądzach, tylko właśnie o jakieś elementarne branie pod uwagę mojego zdania, nawet gdyby to oznaczało tylko zapytanie o moje zdanie i uprzedzanie o takich decyzjach. Ostatnio już nawet nie oczekuję, że w ogóle powie coś, co wskaże, że zauważył, że jego decyzja ma też wpływ na mnie. Ale u nas to czubek góry lodowej problemów."

        Yna, bo w Twoim przypadku czas na tłumaczenia już się skończył, teraz przyszedł czas na odpowiedzenie pięknym za nadobne, tj. jak kuba bogu... i tak na przemian z ostrym stawianiem granic... albo się ugnie i zacznie współpracowac, albo nie ma co dalej się męczyc, Ty go musisz nauczyc szacunku do siebie i tego aby przestał Cię lekceważyc, a tego nie zrobisz poprzez prośby i tłumaczenia, ale poprzez b. aktywne działanie na granicy jego wytrzymałości psych., po prostu pograj z nim w tą jego grę, ale to Ty masz wygrywac za każdym razem, nie poddawaj się jego maniupulacjom/omijaj je i śmiej mu się w nos, wkręcając go w jego własne manipulacje. Gdy zobaczy, że jego manipulacje nie działają i wygrywasz z nim za każdym razem, wówczas zacznie nabierac do Ciebie szacunku.
    • brak.slow Re: Partnerstwo (dlugie) 10.09.13, 23:49
      z grubsza ogarnęłam cały wątek
      -schował dysk przed tobą, bo ma tam jakieś dane które chce ukryć, a może zdjęcia z kimś.
      -jak napisał coś na FB to spróbuj zobaczyć czy nie ma informacji skąd dokładnie, czasem jak moja siostra coś publikuje to widać z jakiej miejscowości się logowała.
      -zadzwonilaś na komórkę i odebrał, dowiedz się czy mozna spr z jakim krajem sie połączyłaś, no chyba, że przy włączonym roamingu to nie działa. (ewentualnie mozna się kapnąć po stawce za połączenie ( która strefa)

      i nie podoba mi się, że wszyscy tak najechali na Ciebie, masz prawo sugerować jakieś rozwiązania i wymagać, bo jesteście w związku i macie dzieci. jeśli mu sie wydaje, że jest wolnym człowiekiem, to jest w dużym błędzie.

      jasne niech jedzie i odwiedza brata, ale sposób w jaki to zrobił jest karygodny. nie jestes jego matką, żeby mu wiecznie coś wybaczać i dostosowywać się do jego zachcianek a także wiecznie przymykać oko na błędy. świetnie to sobie zaplanował. poniżającym jest fakt, że szczegółów więcej zna kolega i jego żona a nie Ty.
      swoją drogą na pewno ma brata? co to za rodzina w której rodzeństwo nie odzywa się z 10 lat i nagle taka wielka miłość ?
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Partnerstwo (dlugie) 11.09.13, 00:53
      Nie dociekniemy , na podstawie podanych informacji i doświadczenia życiowego, czy chodzi o wyrafinowaną zdradę, skrywaną przed zasadniczą żoną prawdę, męską niedojrzałość czy spontaniczną potrzebę przygód i swobody.
      To co mozna stwierdzić bez posądzenia o omyłkę to to, że istnieje jakiś rodzaj deficytu w komunikacji w małżeństwie "nabili" oraz, że związek ten ma swoje kryzysy, punkty wzrotne i zaskoczenia, z którymi konfrontują się obie strony.
      To, co jest niepokojące dla mnie, to opis stanu jakiego doświadcza"nabila" w opisanej sekwencji postępowania męża. "Nabila", nie je , nie śpi, odczuwa ból i zdewastowanie.
      Co zostało tak bardzo naruszone w Pani strukturze ? Poczucie bezpieczeństwa? Lekceważenie ? Pominięcie i wykluczenie? Zazdrość ? Coś innego?
      Wątek skupił się na dociekaniu motywów zachowenia męża. A następnie na jego diagnozie.
      Pani została pominęta. Może tu chodzi poczucie bycia ważną? Uznaną?
      Agnieszka Iwaszkiswacz.
      • sebalda Re: Partnerstwo (dlugie) 11.09.13, 10:01
        Ja czegoś tu nie rozumiem. Autorka napisała:
        "Pomysl samodzielnego wyjazdu to tez brak dochodow, nie dostanie urlopu w pracy na miesiac, musialby wziac bezplatny a to mogloby byc problemem, oprocz tego nie pracowalby na swoim wiec by nie zarabial. Oszczednosci mialyby pokryc rachunki przez miesiac ale cos go jednak powstrzymalo i pojechal tylko na tydzien".

        Wylicza skrzętnie, jakie byłyby problemy finansowe, gdyby mąż wyjechał na miesiąc (sam), a gdy on pierwszy raz powiedział, że chce wyjechać, ona stwierdziła, że mogą jechać wszyscy, całą rodziną. Na co on stwierdził, że ich nie stać, a ją to oburzyło. No kurcze, jego wyjazd opłacony przez brata to obciążenie, ale wyjazd całej rodziny (4 osoby), to już pestka.

        Autorka ma poczucie poświęcania się dla rodziny, ona ciągle się ogranicza w swoich potrzebach (ma hobby, ale nie po to założyła rodzinę, jak pisze), on nie jest z tych poświęcających się, pewnie nie docenia jej poświęcenia i stąd jej frustracja. Padło już tutaj przysłowie o psie ogrodnika.
        Jeśli autorka ma takie poczucie krzywdy, to zamiast urządzać po powrocie męża armagedon, powinna w krótkim czasie zorganizować sobie też jakiś wyjazd (niekoniecznie tak daleki, to może być wyjazd do spa), zrelaksować się, odpocząć, nabrać dystansu. Uważam, że tego ostatniego jej wyraźnie brakuje. Życie rodzinne wymaga poświęceń, to fakt, ale jak się to robi dla poklasku i chce się, żeby to było podziwiane i doceniane i żeby mąż też się więcej poświęcał, to nic dobrego z tego nie wynika. Potrzeba wiecznego poświęcania się nie zawsze w związku musi być równa. Ba, prawie nigdy nie jest. Albo zatem mniej się poświęcajmy, dbajmy też o swoje potrzeby, albo skoro to tak lubimy, to przestańmy tym epatować i wywoływać poczucie winy u drugiej strony. A tak odbieram autorkę. Zaznaczam, może się mylę, może jestem wobec niej zbyt surowa, faktycznie jest za mało danych.
        • roz.maryn Re: Partnerstwo (dlugie) 16.09.13, 09:20
          Szkoda chłopa, jednym słowem.
          Gdybym ja był w takiej sytuacji z bratem i miał taką babę, postapił bym tak samo.
    • lena575 Re: Partnerstwo (dlugie) 17.09.13, 10:02
      Wiem dlaczego nie możesz jeść i spać - stanęłaś "przy ścianie" i nie masz żadnego ruchu. Pozwoliłaś w swoim małżeństwie na takie zachowania, że już tego "nie ogarniasz". Zdałaś sobie sprawę, że mąż tak nie liczy się z tobą (pewnie i z twoimi uczuciami), że właściwie może już zrobić cokolwiek i wszytko, a ty nic nie możesz na to poradzić. I nie chodzi o to, że możesz czy chcesz zabraniać, chodzi o to, ze w jego decyzjach ciebie nie ma. Unikaniem konfrontacji "bo on wrzeszczy" jeszcze zostawiłaś sobie, we własnym mniemaniu "furteczkę", że on cię nie krywdzi i że ty byś sie zgodziła.
      No i teraz wiesz, że już musisz coś zrobić by mieć poczucie własnej wartości. I przywrócić sens tego związku (nie związku). Nawet już wiesz co powinnaś zrobić tylko się boisz.
      • yna777 Re: Partnerstwo (dlugie) 19.09.13, 15:59
        lena575 napisała:
        > Wiem dlaczego nie możesz jeść i spać - stanęłaś "przy ścianie" i nie masz żadnego ruchu. Pozwoliłaś w swoim małżeństwie na takie zachowania, że już tego "nie ogarniasz". Zdałaś sobie sprawę, że mąż tak nie liczy się z tobą (pewnie i z twoimi uczuciami), że właściwie może już zrobić cokolwiek i wszytko, a ty nic nie możesz na to poradzić. I nie chodzi o to, że możesz czy chcesz zabraniać, chodzi o to, ze w jego decyzjach ciebie nie ma. >

        Dzięki z ten wpis. Przyznam, że nie bardzo umiałam nazwać/opisać ten problem/uczucie, a Ty zrobiłaś to tak prosto a jednocześnie zrozumiale. Przynajmniej dla mnie.

        A do autorki wątku. Mąż wrócił i jak...?
        • zuzi.1 Re: Partnerstwo (dlugie) 19.09.13, 17:53
          Dziewczyny poszukajcie w sobie tej prawdziwej złości, która nie pozwoli Wam na dalsze znoszenie chamskich zachowań małżonków. Trudno będzie Wam tylko na początku zacząc stawiac się i stawiac granice, potem już nie będziecie widziały innej możliwosci zachowania. Tylko początki są trudne, a potem to już z górki...
          • ba-7 Re: Partnerstwo (dlugie) 20.09.13, 15:15
            Zuzi, rozejrzyj się wnikliwiej i wtedy zobaczysz, że dominujących kobiet, zachowujących się chamsko, stosujących na co dzień przemoc psychiczną, jest więcej niż mężczyzn, szczególnie w długich związkach.
            • lena575 Re: Partnerstwo (dlugie) 20.09.13, 16:34
              Rozglądam się i ... obawiam się, że się mylisz.
              Żyjemy, niestety, w kraju, w którym męzczyzn otacza się pewnego rodzaju pobłażliwością. Może już nie jest tak, ze jak nie pije i nie bije to jest super (to "poprzedni sezon pokoleniowy") ale jak nie zdradza i nie uważa, że równość w małżeństwie jest wtedy jak kobieta ogarnia wszystko w domu + pracuje a koszty dzielą po równo to jest super, nader często się zdarza.. Agresywnośc kobiet, owszem widzę, najczęsciej amatorek cudzych, "zdominowanych" przez żony mężów. "Wolna" kobieta jakoś często nie może nadziwić się, ze od faceta mozna wymagać czegokolwiek niż tego, że jest.
              Najbardziej współczuję kobietom z małymi dziećmi i facetem, który uważa, że partnerstwo to ona w pracy i w domu a on w pracy i poza domem bo jest wolny. I, że mu sie to należy. A jak ona uwaza inaczej, to tym gorzej dla niej.,
              Kobieta z agresywnym mężem, to jak alkoholik - swoje dno musi zobaczyć. Dla jednej to jego wrzask lub "bluzgi" dla innej pobicie z pobytem w szpitalu to jeszcze za mało.
            • sanciasancia Re: Partnerstwo (dlugie) 20.09.13, 19:00
              Ja widzę więcej chamskich mężczyzn niż kobiet.
              • zuzi.1 Re: Partnerstwo (dlugie) 20.09.13, 19:28
                Ja też, zdecydowanie więcej widzę chamskich, bezczelnych mężczyzn.
                • ba-7 Re: Partnerstwo (dlugie) 24.09.13, 18:36
                  Na wadze nie da się tego ułożyć i daleko mi do kategorycznych stwierdzeń, ale znam osobiście kilka małżeństw z długim stażem, w których kobiety tak zdominowały facetów, że ci o niczym już nie decydują.
                  Wniosek jakoś tak mi się sam nasunął, że jak kobiety poczują się w związku zbyt pewnie, nie muszą starać się o względy faceta, to natychmiast włażą mu na głowę.
                  Czyli o równowagę w związku należy dbać, żadna ze stron nie może dominować i to chyba w tym rzecz.
                  A co do chamstwa, to ono płci nie ma.
Pełna wersja