kaszub-ska
29.09.13, 20:02
Witam,
problem może wydawać się klasyczny, pewnie wiele podobnych wątków było, ale moja sytuacja jest bardziej skomplikowana. W tej chwilii nie wiem już, co mam myśleć i robić. Proszę o kilka słów komentarza, zwłaszcza Panią Agnieszkę.
Mam z mężem dwie córki z różnicą wieku 1,5 roku, my mamy po 35 lat. Od początku chcieliśmy mieć dwoje dzieci z małą różnicą wieku, aczkolwiek ja kiedyś marzyłam o większej rodzinie, w sensie trojga dzieci, jednak byłam wtedy młoda, nie zdawałam sobie do końca sprawy, ile wysiłku i pieniędzy kosztuje wychowanie dzieci, później zracjonalizowałam wizję swojej rodziny, mąż nigdy nie chciał mieć większej rodziny. Ja nie wyobrażałam sobie nie mieć córki, mąż syna. Ustaliliśmy, że po pierwszym dziecku będziemy się starali o drugą płeć. W pierwszej ciąży zgodnie z ustaleniami nie staraliśmy się o konkretną płeć, urodziła się dziewczynka, cieszyliśmy się oboje, niedługo później zaczęliśmy się starać o chłopca, zajęło to kilka miesięcy, mimo że byłam pewna dobrego dnia, okazało się, że będzie dziewczynka. Mąż był rozczarowany, bo jego wielkie marzenie o synu się nie spełniło, ale w zasadzie zachowywał się w tej ciąży tak samo jak w pierwszej, razem dokupowaliśmy nowe rzeczy, mówił do brzucha itd. Niedługo po urodzeniu młodszej zaczął przebąkiwać, że za jakiś czas postaramy się o chłopca. Zbywałam takie gadki śmiechem, żartami, mówiłam, że mamy już dość dzieci, wrócę do pracy i koniec z pieluchami. Jak młodsza córka poszła do przedszkola zaczęło się konkretne nagabywanie na trzecie dziecko. Argumenty moje na nie przeciwko jego na tak. Powiedziałam jasno, że dopiero co wróciłam do pracy, dzieci chorują w przedszkolu, więc teraz na pewno nie ma mowy. Około rok temu, kiedy starsza córka poszła do szkoły temat powrócił. Mąż uważa, że teraz jest nalepszy moment.
Jego argumenty na tak: wieloletnie już marzenie o synu; kiedyś sama chciałam mieć troje dzieci; teraz jesteśmy młodzi, normalnie ludzie z naszego pokolenia w tym wieku rodzą dzieci, a jak będziemy to odkładać, w końcu dziecko pojawi się na 40-tkę; starsze dzieci są odchowane, umieją zająć się sobą; on ze swojego marzenia nie zrezygnuje i będzie mnie namawiał do skutku; jeśli się nie zgodzę, on będzie żałował całe życie i miedzy nami na pewno nie będzie już jak dawniej.
Moje agrumenty na nie: jestem spełnioną mamą; nie chcę jeszcze raz przechodzić przez ciążę, poród, strach o zdrowie dziecka, kolki, nocne pobudki, ząbkowanie, raczkowanie, odpieluchowanie, adaptację w przedszkolu, choroby itd., tak naprawdę dopiero teraz, kiedy obie córki są w szkole odetchnęłam; boję się, że to dziecko już na pewno urodzi się chore (irracjonalny lek, ale wokół mnie idzę wiele rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi, w poprzednich ciążach też się bałam, ale instynkt był silniejszy); nie chcę rezygnować z pracy na 3 lata, a w innym przypadku będzie nam bardzo trudno i finansowo i logistycznie; nie mamy żadnej pomocy ze strony dziadków; słabe warunki mieszkaniowe tzn. za rok spłacimy kredyt, sprzedajemy obecne mieszkanie i chcieliśmy kupić 4-pokojowe, by każda córka miała swój pokój, przy trójce dzieci nie będzie nas stać na pewno na 5-pokojowe.
Mąż wszystkie moje argumenty zbija, na wszystkie ma odpowiedź. Bierze pod uwagę, że może się urodzić kolejna dziewczynka. Mówi, że trudno, przynajmniej będzie wiedział, że próbował spełnić swoje marzenie, ale "obiektywnie" nie dało rady. Córki kocha, zajmuje się nimi.
Główny argument jest taki, że ja spełniłam swoje marzenie, bo mam, jak chciałam, przynajmniej jedną córkę, i nie jestem w stanie go zrozumieć. Mówi, że gdybyśmy mieli dwóch chłopców, ja na pewno namawiałabym go na trzecie dziecko. A ja faktycznie nie wiem, co bym robiła w takiej sytuacji.
Od miesięcy nie ma tygodnia bez rozmowy na temat dziecka, którą wywołuje mąż. Cały czas idą te same argumenty z mojej i jego strony i nie dochodzimy do niczego. Mam dość tego, a mąż mówi, że nie odpuści.
Nie wiem, jak do niego dotrzeć. Nie wiem, jak mam z mężem rozmawiać, jak wytłumaczyć raz na zawsze, że NIE CHCĘ kolejnego dziecka.