moj_nowy_login5
06.10.13, 12:45
Zmieniłam login, bo sprawa zbyt intymna. Dla mnie bolesna. Jestem mężatką 20 lat. Od tego czasu mąż ma własne zmieniające się grono znajomych. Mamy też wspólne grona, które tworzą moi znajomi z różnych okresów mojego życia. Wszyscy ci znajomi zostali zaakceptowani swego czasu przez męża. Razem spędzaliśmy czas, zdarzało się nawet, że mąż spędzał z nimi czas beze mnie. Po jakimś czasie mąż zaczął w moich znajomych ( już naszych) wynajdować wady, przestawali mu się podobać. Ten to, tamten tamto. A przecież nie ma ludzi bez wad. Gdy do nas przychodzili, siedział w pokoju i nie odzywał się, grał na komputerze albo czytał książkę. Totalnie ich zlewając. W ten sposób grono zaczęło się sypać. Ale cały czas miał w zanadrzu swoich znajomych, z którymi się regularnie spotykał, tylko beze mnie. Jego grono też ewaluowało, ale cały czas jest, chodzi do nich na imprezy, na urodziny, nawet na wesela. Jest tam zapraszany sam, co im mówi, nie wiem, bo ich po prostu nie znam.
W pewnym momencie zostałam sama jak kołek, bez rodziny bez znajomych, tylko ci z pracy, a on dusza towarzystwa gdzieś tam bryluje, nie wiem gdzie, z kim.
Dodatkowo on w tym naszym towarzystwie miał taką dziwną tendencję do dogryzania mi, do umniejszania mnie. Kilka razy była o to awantura, ale on twierdził, że mam wielką wyobraźnię, że to żart, ja się nie znam. Zaczynam wierzyć, że jestem do niczego, prawdopodobnie o tomu chodziło. Odsunął mnie od wszystkich. Jest mi z tym źle, postanowiłam, że wyjdę do ludzi, bez niego. Ciężko się jest przemóc.
Z boku nasze małżeństwo wygląda na dobre. Razem wyjeżdżamy, zbudowaliśmy dom ( nie wiem po co), a wewnątrz rozpad totalny. Czy można to naprawić, czy ktoś miał taki sam problem?
Jeśli chodzi o rodzinę, to ja już swojej nie mam, natomiast jego rodzina nigdy mnie nie zaakceptowała, " bo co może wyrosnąć z dziecka, któremu matka umarła, toć to patologia" to słowa teściowej.
Mam wrażenie, że po prostu mąż się mnie wstydzi, dlatego nie pokazuje się ze mną wśród swoich znajomych, rodziny. Tylko nie wiem o co chodzi, jestem szczupła, zadbana, zawsze byłam lubiana, miałam duże grono znajomych. Jeśli chodzi o wykształcenie, to raczej ok. Obydwoje mamy doktorat, ja 3 fakultety, on dwa. Języki znamy, nie wiem, naprawdę nie wiem, co we mnie jest nie tak.
Nie chcę z nikim znajomym o tym rozmawiać, bo po pierwsze boli, po drugie trochę głupio.
Co sądzicie o tej sytuacji? Powód do rozwodu, czy nie?