Koluzje

05.11.13, 23:52
Ponieważ temat mnie równiez interesuje, pozwolę sobie stworzyc nowy wątek i jako pierwszy umieszczę post Paris na ten temat. Zapraszam wszystkich do dzielenia się wiedzą w temacie koluzji.

Paris napisała:" Od wczoraj jakos temat koluzji mnie prześladuje, już mam iść spać, ale nie muszę czytać;) I teraz znalazłam jakiś tekst o wikłaniu dzieci w koluzje. To tekst referatu z jakiejś konferencji Komitetu Ochrony Praw Dziecka. Jesli chcesz doczytaj do końca - tam jest studium przypadku dziewczynki, której chłopięcy wygląd i zainteresowania zwracał uwagę. Zauważ, że układ rodzinny Twojej siostrzenicy nie jest łatwy i tez cos tam niestandardowego dzieje się między rodzicami, jesli ojciec/mąż jest tylko 3 miesiace na rok w domu. Matka tez jest specyficznym jak rozumiem typem "prostowacza" dziecka - jest to też jakiś tam rodzaj przemocy. Daję link, nie wiem, czy spotkałaś się z teorią koluzji, ale jest w pewien sposób fascynujaca. Rozumiem, że sytuacja Twojej siostrzenicy nie jest analogiczna jak ta z case'u, ale tez jakies ma konflikty chocby z dziećmi. Daję link, żeby pokazać, że sprawy nie musza być tak oczywiste jak się z pozoru zdają."

www.wyszynska.waw.pl/web_documents/wlaczanie_dzieci_w_koluzyjne_relacje_rodzicow.pdf
    • zuzi.1 Re: Koluzje 06.11.13, 00:05

      Kochankowie i wrogowie
      Michał Czernuszczyk 2008.08.04

      Ona ciągle walczy, by poświęcał jej więcej czasu i był bliżej niej i jej problemów. On nie zgadza się na zbyt silne więzi, chce autonomii. Kłócą się i... nieświadomie potrzebują siebie. Dlaczego nie mogąc żyć ze sobą, nie chcą żyć bez siebie?

      Na ogół zakładamy, że powody, dla których podoba nam się nasz partner są dość jasne. Wydaje nam się, że jesteśmy świadomi – jeśli nie w pełni, to chociaż w przeważającej mierze – dlaczego chcemy być w związku właśnie z tą, wybraną przez nas, osobą. Sądzimy też, że wiemy, co tak naprawdę jest dla nas niechcianym, problematycznym aspektem bycia razem. A to nieprawda. Często nasze wyobrażenie o związku, w którym jesteśmy, niewiele ma wspólnego z rzeczywistymi mechanizmami, które nim rządzą – twierdzi współczesna psychologia.

      W sieci zależności

      Na sesjach terapeutycznych nie tylko terapeuci, ale i pacjenci dostrzegają, że przekonania o naszej motywacji do bycia z kimś mają się często nijak do rzeczywistych powodów utrzymujących te relacje. Odkrywamy je dopiero wtedy, gdy np. kryzysowa sytuacja zmusza nas do głębszego zbadania wzajemnych oczekiwań i uczuć.
      Deklarujemy, że w naszym związku chcemy stabilności, poczucia bezpieczeństwa, wierności i satysfakcji. Ale jakże często słyszymy i widzimy inne pary (inne, bo najtrudniej dostrzec belkę we własnym oku), które przez lata żyją ze sobą, jak pies z kotem. Tacy małżonkowie/partnerzy z roku na rok coraz bardziej się nienawidzą, ale i coraz mocniej zacieśniają nici wzajemnych „uwiązań” i zależności. Kłótni jest coraz więcej i nikt już nie pamięta, co tych ludzi kiedyś ze sobą połączyło.
      A zatem po co się tak męczyć? Dlaczego żyjemy w związkach, które nie tylko nie przynoszą nam radości, ale jeszcze powodują wyraźnie odczuwane cierpienie?

      Gdy przyciąga odpychanie

      Wbrew pozorom, każdy z partnerów czerpie z takiego związku wystarczająco dużo, by decydować się na pozostawanie w nim. Innymi słowy, partnerzy współpracują na gruncie nieświadomym – co określa się mianem koluzji, czyli niejawnego porozumienia. Teoria koluzji zakłada, że choć wnosimy do związku indywidualne treści wynikające z uwarunkowań osobistych, to dobieramy się tak, by treści te ze sobą współbrzmiały. Nierzadko zdarza się więc, że problemy każdego z partnerów znajdują w relacji wzmocnienie i prowadzą do powstania błędnego koła oczekiwań i niespełnienia. Partnerzy przerzucają się oskarżeniami, ale równolegle nieświadomie współpracują na rzecz utrzymania takiego właśnie porządku rzeczy. Siła dążeń do zachowania status quo wynika z podobieństwa konfliktów wewnętrznych partnerów, a napięcie – z odmienności ról przyjętych w odpowiedzi na przeżywany konflikt. Taką niejawną współpracę można dostrzec wyraźnie w związkach, w których stałym elementem jest przemoc. Każda ze stron głośno skarży się na drugą; ofiara – bo przecież cierpi fizycznie, sprawca – bo związek z ofiarą jest źródłem rozczarowania. A jednak trwają ze sobą. Co więcej, tego typu relacje potrafią rozpaść się właśnie wtedy, gdy sprawca odstępuje od stosowania przemocy (np. dlatego, że pojawiają się kłopoty ze zdrowiem)! Wewnętrzny konflikt wyraża się w niekiedy żartem rzucanym zdaniu „Bije, znaczy kocha”/„Biję, znaczy kocham”. Lęk przed opuszczeniem jest po obu stronach tak silny, że tylko agresywny kontakt fizyczny daje poczucie bezpieczeństwa.
      W teorii koluzji szczególnie ważny jest rozdźwięk między tym, co w naszym konflikcie wewnętrznym jest świadome, a tym, co nieświadome. Z częścią świadomą identyfikujemy siebie, z częścią nieświadomą – partnera. W parze przemocowej każda ze stron siebie określa jako cierpiętnika (np. „Ile muszę przez niego/nią znosić?!”), a drugą jako powód cierpienia (np. „Ale nieudacznik!”). Jednak zasada funkcjonowania w parze dla obojga jest taka sama: cierpię i skazuję na cierpienie, gdyż tylko takie nasilenie trudności przekonuje mnie, że nie muszę się bać odrzucenia.

      Problem na biegunach

      Konfliktem wewnętrznym jest pragnienie bliskości i równoczesny lęk przed nią. W relacji koluzyjnej takiej ambiwalencji nie doświadczają oboje partnerzy, ale jej bieguny rozdzielone są między nich. Np. ona deklaruje bezwarunkową chęć bycia razem, natomiast on nie przyznaje się, że jemu także naprawdę na tym zależy.
      Konflikt wewnętrzny jednostki staje się konfliktem wewnątrz pary. Właśnie dlatego tak trudno wyr­wać się z błędnego koła koluzji – partner jest potrzebny do tego, by wyrażał ten aspekt naszego konfliktu wewnętrznego, z którym nie chcemy się utożsamić i z którym się świadomie nie identyfikujemy. Związek koluzyjny nie może się rozpaść, ponieważ obie strony zależą od siebie. W małżeństwie, dla którego problemem jest konflikt bliskość –autonomiczność, żona wyrażająca potrzebę bliskości potrzebuje oporu męża, by radzić sobie z nieuświadomionym lękiem przed bliskością. Natomiast mąż, który deklaruje sprzeciw wobec zbyt silnych więzi, potrzebuje „zależnej” żony, by nie poczuć się zbyt samotnie...

      Trudno być ze sobą
      Jestem w związku z tym samym mężczyzną od pięciu lat, ale nie wiem, czy to ma jeszcze sens. Kilka razy zrywaliśmy i znów wracaliśmy do siebie. Nie potrafimy żyć ze sobą, ale bez siebie też nie umiemy. Zawsze zrywał on. Dochodziło do tego, bo chyba byliśmy za mało dojrzali emocjonalnie, zbyt porywczy, uparci. Teraz próbujemy znaleźć jakiś kompromis, ale Maciek ciągle mnie lekceważy: nie dotrzymuje słowa, że zadzwoni lub przyjdzie. Mnie takie zachowanie bardzo irytuje. Gdy chcę z nim porozmawiać na jakiś temat, to on uważa, że nie ma takiej potrzeby i że sama wymyślam problemy. Parę razy zawiodłam się na nim, nie czuję jego wsparcia. W nasz związek wkrada się nuda, nie mamy o czym rozmawiać. Staram się to zmienić: miłą kolacją, spacerem, wypadem do przyjaciół. On się nie wysila, po pracy najchętniej leżałby tylko na kanapie. Jedyne, co od niego słyszę: „to wymyśl, co chcesz robić” albo „nie mam siły, nie chce mi się”. Ostatnio rozstaliśmy się rok temu, ponieważ Maćkowi nic się w życiu nie chciało robić, jego życie ograniczało się do pracy i odpoczynku przed telewizorem. Przerażało mnie to, że choć mamy po dwadzieścia parę lat, zachowujemy się jak stare, znudzone małżeństwo. Gdy rozstaliśmy się, po miesiącu zrozumiał, że życie polega na czymś innym. Zaczął być bardziej aktywny: zapraszał mnie do kina, na wyjazdy za miasto. Teraz jednak znów ma ciężkie miesiące, więcej czasu przebywa z kolegą niż ze mną. Nawet rodzina Maćka dostrzega, że on ma pewien problem (a ja z nim). On żyje dniem dzisiejszym, nie myśli, co będzie za rok. A ja chciałabym wiedzieć, jakie ma plany na przyszłość, czy będziemy razem, czy się zaręczymy. Może ja wywieram za duży wpływ na niego, żądając od niego odpowiedzi? Boję się, że gdy się rozstaniemy, on znów obieca mi, że się zmieni, a po pewnym czasie znowu będzie tak samo.
      Katarzyna

      Michał Czernuszczyk jest psychologiem i psychoterapeutą. Prowadzi terapię indywidualną i grupową dorosłych i młodzieży w warszawskiej Grupie Synapsis oraz w Stowarzyszeniu OPTA

      Pani Katarzyno,
      Zacznę od końca, czyli od ostatniego zdania Pani listu – obawia się Pani, że partner mimo obietnic wcale się nie zmieni. Rzeczywiście, nic z tego, o czym Pani pisze, nie wskazuje, by partner miał się zmienić. Ciekawe jednak jest to, że dostrzega Pani prawidłowość rządzącą Waszym związkiem, a i tak decyduje się Pani w nim pozostawać. Przeżywa Pani frustrację, kolejne zawody, nudę, irytację, niepewność, ale to nie zniechęca Pani do walki o związek... Jestem przekonany, że oznacza to, iż wartość, jakiej w ten sposób Pani broni, jest dla Pani ważniejsza niż dyskomfort towarzyszący nieprzyjemnym doświadczeniom.
      Pani list wydaje mi się opisem walki i zmagań – oczekuje Pani od partnera zmiany, zaangażowania, wyraźnych i pozytywnych deklaracji, on natomiast (według Pani) oferuje bi
      • zuzi.1 Re: Koluzje 06.11.13, 00:06
        c.d artykułu:
        "Pani list wydaje mi się opisem walki i zmagań – oczekuje Pani od partnera zmiany, zaangażowania, wyraźnych i pozytywnych deklaracji, on natomiast (według Pani) oferuje bierność, opór, lekceważenie. Namawia go Pani, a on albo po prostu się nie zgadza, albo nawet ulega, ale wkrótce i tak stawia na swoim. Ta obustronna gra trwa od lat.
        Wyrazu „gra” używam nieprzypadkowo. Wygląda na to, że Wasz związek opiera się na stałych, wyrazistych zasadach, których trzymają się obie strony. Czym różni się Wasza gra od gier służących do zabawy? Zasady Waszej gry nie są jawne – nie są głośno wypowiadane i nazywane. Ale oboje zgadzacie się na te reguły! Nie wiemy, dlaczego Pani partner decyduje się angażować w tę grę. Jednak Pani może odpowiedzieć sobie na pytanie: co Panią trzyma w tym związku? Jaką stawkę Pani wygrywa, decydując się na podtrzymywanie sytuacji świadomie określanej jako niewygodna?
        Może klucz do zrozumienia Pani motywacji tkwi w zdaniu: „Gdy się rozstaliśmy, po miesiącu zrozumiał, że życie polega na czymś innym”. To miłe przekonywać się wciąż od nowa, że życie Pani partnera polega na tym, żeby być z Panią. Ale żeby móc zdobywać wciąż nowe tego potwierdzenia, Pani także nie może pozwolić, by sytuacja w Waszym związku stała się zbyt pewna."
        • zuzi.1 Re: Koluzje 06.11.13, 00:09
          z forum na temat przemocy w rodzinie:
          "NIEŚWIADOME GRY W ZWIĄZKACH
          konfliktowe dzieciństwo

          Chorobliwa zazdrość, nadmierna opiekuńczość, agresywność i znęcanie się psychiczne oraz uległość i bojaźliwość- skrajnie różne emocje konstytuujące związek wynikają zwykle z patologicznej symbiozy, w jaką podświadomie wdają się dwie strony w związku. Partnerzy zaczynają się źle traktować, znieważać, ignorować, upokarzać, zdradzać. Sytuacje te nie są tylko wypadkową okoliczności, tymczasowym kryzysem spowodowanym rutyną czy problemami, okazują się często wpisanym w psychikę dysfunkcyjnym wzorcem wspólnego życia, który w psychologii określany jest terminem „koluzja”.


          Niemiecki psychoanalityk Jurg Willi w książce „Związek dwojga. Psychoanaliza pary” (Warszawa 1996, Santorski & Co.) tłumaczy go jako poszukiwanie na partnerów osób pasujących do własnych nierozwiązanych wczesnodziecięcych konfliktów. Potem we wzajemnych rozgrywkach jedna ze stron przyjmuje postawę progresywną, a druga regresywną. Konflikt ten może toczyć się wokół kwestii dawania i przyjmowania opieki, kontrolowania-bycia kontrolowanym, niewierności-zazdrości, władzy-poddania.

          Dosłownie koluzja oznacza sekretną umowę, tajny pakt. W tym przypadku chodzi o nieświadomą „zmowę” partnerów co do swojej patologii. Oboje mają swoje własne historie, których złogi zalegają w nich i dlatego napędzają kolejne nieporozumienia, stymulują coraz głębsze współuzależnienie od swoich skłonności i emocjonalnych ”ubytków”. U obojga występują te same zaburzenia, choć sprawiają wrażenie zupełnie różnych od siebie. Tymczasem są to spolaryzowane warianty tego samego konfliktu, przez co następuje wzmacnianie koluzji.

          koluzje

          Koluzje są układami partnerskimi (dotyczą hetero i homoseksualistów) o wzajemnie dopełniających się wzorach zaspokajania potrzeb, przede wszystkim psychologicznych. Rozróżniamy 4 typy koluzji:

          oralna

          analno - sadystyczna

          falliczno - edypalna

          narcystyczna



          WZÓR ORALNY
          Oboje mają niezaspokojone potrzeby bezpieczeństwa, opieki fizycznej i emocjonalnej. Dlatego nie uczą się czekania, cierpliwości, skupiają się na swoich zachciankach. Nie ustalają, kto w jakich proporcjach kim się opiekuje. Jedno z nich przyjmuje rolę "matki", która zapewnia pożywienie, pieniądze, ubranie, dach nad głową i spokój, a drugie staje się "dzieckiem", które okazuje matce wdzięczność lub ewentualnie niezadowolenie, gdy te rosnące wymagania są niespełnione. Dorosły człowiek z takim uszczerbkiem emocjonalnym stale pragnie być nasyconym, zwykle poprzez bieżące zaspokajanie hedonistycznych popędów. Może też pojawić się chęć zmiany ról, która nie będzie zgrana, np. „matka” zechce być dzieckiem, a dziecko nie będzie chciało być matką, bo żadne z nich tak naprawdę nie potrafi zaopiekować się sobą samym.

          WZÓR ANALNO - SADYSTYCZNY

          Analna koluzja to układ między sadystą i masochistą. Problem dotyczy konfliktu o władzę, kto w domu ma wymagać i egzekwować prawo. Osobowość sadystyczna musi kontrolować siebie i otoczenie, domaga się więc posłuszeństwa. Z uporem i pedanterią układa przestrzeń wokół siebie, by nadać jej porządek zakłócony lub utracony w dzieciństwie. Każdy ma mieć swoje miejsce i rolę w rodzinie, bo tylko przy jasnym podziale i hierarchii uda się jej na nowo stworzyć fundamenty własnej tożsamości i ustabilizować status w najbliższym środowisku. Zaczyna rządzić mniej lub bardziej sprawiedliwie, a partner aprobuje rygor i ład, wie, czego się spodziewać. Mimo to wzmaga się nastrój paranoicznej zazdrości, sadysta żąda wyłączności, rywalizje z domniemanymi konkurentami, usiłuje ograniczyć czy wręcz wstrzymać kontakty towarzyskie, by zapobiec przypuszczalnej w jej mniemaniu zdradzie. Takim myśleniem sadysta mimowolnie degraduje wartość partnera jak i wartość samego siebie, czuje się nie dość interesujący czy wystarczający dla drugiej połowy. Wkrótce obwinia ją o własne poczucie wykastrowania. Niepewny siebie sadysta obawia się porzucenia, ośmieszenia, ale nie może też znaleźć potwierdzenia i dopełnienia swej zdewaluowanej atrakcyjności, bo już nie ma w kim, skoro partner w jego oczach stracił na jakości. Masochista, kiedy odkrywa te motywacje, słabości strony do tej pory rządzącej, może starać się przejąć władzę, a sadysta może nie chcieć jej oddać, stąd rodzi się przemoc domowa, alkoholizm, molestowanie seksualne.

          WZÓR FALLICZNO - EDYPALNY
          Zniekształcenie ról kobiecych i męskich w dorosłym życiu wynika często z pozycji, jaką dziecko uzyskiwało w relacji z rodzicami. Jeśli opiekunowie nie dopuszczają dziecka między siebie, czuje ono w dorosłym życiu natrętną konieczność udowadniania sobie własnej wartości, umacniania pozycji, którą wczesne odrzucenie zachwiało. Ale dla sprawnej autoidentyfikacji niezbędne jest też odróżnianie się od ojca i matki. Jeśli córka za bardzo utożsamia się z matką, przestaje z nią rywalizować i hamuje się rozwój jej kobiecości, co objawia się ignorowaniem mężczyzn i wkrótce zerwaniem kontaktów z płcią przeciwną. Jeżeli zaś spoufala się wyłącznie z ojcem, projektuje na niego cechy macierzyńskie, skutkiem czego wytwarza się między nimi więź, której pokłosiem jest syndrom „córeczki tatusia”, z której wyrasta infantylna kobieta wiążąca się ze starszymi panami.

          WZÓR NARCYSTYCZNY
          Generalną zasadą narcyzmu jest skupianie się na własnym istnieniu w obawie przed jego zniknięciem. Takie zagrożenie mógł stanowić np. zawłaszczający i apodyktyczny charakter któregoś z rodziców, co skutecznie przytłacza poczucie własnej odrębności, samodzielności. Trzeba potem czujnie pilnować swojego terytorium, dlatego dla narcyza liczą się przede wszystkim jego znajomi, jego rozrywki, próbuje wzmocnić swoje „ja” kosztem bliskiej osoby, która z kolei usiłuje zapożyczyć wyidealizowane „ja” od swego partnera, przydać sobie jego mocy. Tak po krótce da się streścić wzajemne uzależnienie i dopasowanie, które można na początku znajomości pomylić z odnalezieniem igły w stogu siana czy ze złapaniem Pana Boga za nogi.

          To szczególnie silne przywiązanie do siebie dwóch narcyzów ma głęboko zasadzone korzenie. Osoby, które nie doświadczyły rodzicielskiego wsparcia w dzieciństwie w wystarczającym stopniu, lub jedynie pod warunkiem spełnienia oczekiwań rodziców, rozwijają patologiczną potrzebę podziwu i uwielbienia. Chcą potwierdzenia swej wyjątkowości, dostrzegania ich barwności. Patrzą w oczy innych tylko po to, by zobaczyć tam własne odbicie. Inni służą im jako narzędzia do budowania własnego obrazu.

          Podziw i uwielbienie może zapewnić narcyzowi ktoś gotowy na całkowite poświęcenie swojego życia dla niego. Zdolnym do ustanowienia jedności z kimś obcym jest ten, kto dotąd stanowił już fragment cudzego „ja”, np. ktoś będący psychiczną własnością matki, traktującej swoje dziecię wyłącznie jako przedłużenie, kawałek samej siebie, a nie jako osobną istotę. To dziecko tkwi w dorosłym, wciąż czuje mus przynależenia do kogoś, bycia jego częścią, ustanowienia z nim idealnej symbiozy. Świadomość swej autonomii jest mocno zaćmiona przez niegdysiejsze ucinanie prób samodzielności, wzmacnianie cech wartościowych tylko dla samej matki, a zwalczanie naturalnej ekspresji dziecka. I matka zwykle obarcza dziecko winą za każde odstępstwo od obrazu, który stworzyła sobie na temat swego potomka. Dorastaniu towarzyszy więc brak pewności siebie, słabe poczucie własnej tożsamości, niemożność stworzenia własnych norm postępowania. Pozostaje jedynie przyzwyczajenie do spełniania funkcji ozdoby swej matki, dla której ważne są jedynie np. wdzięk i uroda córki lub uzdolnienia muzyczne syna. Tacy dorośli długo nie mogą uwolnić sie od pokusy udowadniania światu i matce, że są godni pokładanych w nich nadziei, albo że są więcej warci, niż się po nich spodziewano. To ciągłe ściganie się z samym sobą sprawia, że narcystyczne kobiety często pracują w zawodach związanych z modą, rozrywką, a także w biznesie. Łączy je fasada
          • zuzi.1 Re: Koluzje 06.11.13, 00:10
            c.d. "Łączy je fasada sukcesu, egocentryzmu oraz uzależnienie od podziwu innych ludzi, istniejących po to, by odbijać ich blask.

            We współczesnym społeczeństwie dominują narcystyczne wyobrażenia i wartości. Preferuje się związki mające sprzyjać samorealizacji i trwające tak długo, jak długo służą temu celowi...Nie są to wieloletnie wspólne zmagania, bo byle krytyka znieważa narcyza, rujnuje jego wewnętrzny świat mocy, który jest równie stabilny jak domek z kart. Narcystyczne pary mają jednakowo słabe „ja”, zagrożone utratą granic, bo wszystko robią wspólnie, zaczynają się upodabniać do siebie, widzą, że się rozpływają w sobie i że to jest złe, więc - aby się chronić - odgradzają się od siebie murem obojętności: ciche dni, spanie osobno, chłód emocjonalny. Czeka ich albo koniec związku, albo wspólne (czasami z terapeutą) rozpracowanie, czego oboje potrzebują i jak można to sobie zapewnić bezpiecznie bez ryzyka totalnej symbiozy lub totalnej izolacji. "
            • zuzi.1 Re: Koluzje 06.11.13, 00:30
              www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=18&ved=0CE0QFjAHOAo&url=http%3A%2F%2Finteria360.pl%2Fartykul%2Fkocham-cie-ale-nigdy-sie-nie-zmieniaj%2C25978&ei=dHx5Upq7IoyB7QbIvoC4Dg&usg=AFQjCNFxMopg69WPW3V-8O9Xtx-Jwe0OYA&bvm=bv.55980276,d.bGE&cad=rja
              • paris-texas-warsaw Re: Koluzje 06.11.13, 00:56
                www.ksiegarnia.difin.pl/imgs_upload/fragment-Werbalne%20i%20niewerbalne.pdf?PHPSESSID=1a1ee6f6773ddb6072c9c8ff654a7508
                Powyżej wklejam link do jednego z rozdziałów z nieznanej mi książki (? - jest link tylko do tego rozdziału) dotyczący wadliwej komunikacji w rodzinie. Rozdział dotyczy kilku rodzajów błędów komunikacyjnych, w tym koluzji. Z tego rozumuję, że za koluzję uznawać można nie tylko rodzaj związku między osobami, ale też styl komunikacji.

                Koluzjami mogą być też różne układy między innymi osobami (np. nauczyciel-uczeń), a nawet grupami ludzi. Jak znajdę stosowny link, to wkleję (był to slownik terminów Analizy transakcyjnej w edukacji i tam była opisana koluzja między starą brzydka nauczycielką i ładną wyzywającą uczennicą).
                • paris-texas-warsaw Re: Koluzje 06.11.13, 01:01
                  www.ksiegarnia.difin.pl/index.php?id=1158
                  Link z poprzedniego postu był linkiem do jednego z rozdziałów książki Werbalne i niewerbalne oddziaływania w psychoterapii W. Sikorskiego. Pod powyższym linkiem jest cały spis tresci książki, w tym rozdział o sposobach wyprowadzania z blędów komunikacyjnych wcześniej opisanych:)
    • filetta Re: Koluzje 06.11.13, 08:44
      Dzięki za taki ogrom pracy dla nas wszystkich. Potrzebuję czasu, by wgryźć się w temat. W tej chwili nie napisałabym niczego sensownego.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Koluzje 06.11.13, 13:28
      Nie wczytywałam się w podesłane artykuły, więc nie wiem czy się nie powtórzę.
      W moim ujęciu koluzja to nieświadome uwikłanie partnerów ( różnych oczywiście , nie tylko męsko damskich ) którzy przylgnęli do siebie najczęściej swoimi patologicznymi stronami . Poprzez koluzję te patologiczne strony się aktywizują i wzajemnie pobudzają. Dzięki koluzji więź się zacieśnia, ale nie zawsze może być twórcza.
      Bywają pozytywne koluzje, które są formą komplementarnego uzupełniania się partnerów.
      Jednak termin ten używany jest częściej do opisu trudnej i wyniszczającej relacji. Książkę Willego o parach polecam.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
      • paris-texas-warsaw Re: Koluzje 06.11.13, 23:17
        Przejrzałam sobie spis treści książki Jurga Williego "Związek dwojga" (ten sam autor napisał też "Terapię pary", w której przedstawia terapię konkretnej pary). Może się skuszę:) Jako dodatek w tej książce jest analiza filmu "Sceny z życia małżenskiego" Bergmana. A że Bergman "wielkim reżyserem był", możemy zacząć naszą intelektualną przygodę z koluzjami oglądając ten film (serial), łącząc miłe z pożytecznym:)))
        • paris-texas-warsaw Re: Koluzje 07.11.13, 00:14
          www.hellingerpolska.pl/LA_3.pdf
          Wywiad z "szamanem" psychoterapii Bertem Hellingerem o miłości i związkach, w którym m.in. odnosi się do pojęcia koluzji (strona 5 wywiadu). Jak to Hellinger - podkreśla znaczenie rodziny pochodzenia, w tym wypadku konieczności "uwolnienia się z niej", co w sumie po nawet pobieżnej lekturze na forum związków ludzi pochodzących z rodzin dysfunkcyjnych wydaje się oczywistością.
          • paris-texas-warsaw Re: Koluzje 07.11.13, 00:25
            www.dojrzewalnia.pl/endorfina/psychoinspiracje/przemiany/malzenskie_szpile.html
            Mało optymistyczny wywiad z psychoterapeutką, o konieczności podjęcia terapii (nie mówi czy osobistej czy par) by wyjść z koluzji. Terapia do 5 (słownie: pięciu) lat. Na koniec zdanie, które może się nie spodobać ofiarom przemocy werbalnej.

            Końcówka:
            Psychoterapeuta jest przekonany, że bez długoterminowej terapii (trwającej nawet do 5 lat) nie ma szans, by związek, w którym latają słowne tasaki wyszedł na prostą. Co więcej, każdy następny związek jednej z osób tworzących parę, będzie powielał poprzedni schemat. Zmierzenie się z duchami przeszłości jest w takich przypadkach niezwykle wyczerpujące emocjonalnie i owocuje trudnymi do zaakceptowania prawdami na własny temat. Osoba upokarzana werbalnie musi na przykład przełknąć fakt, że w jakiś sposób przykładała rękę do słownych klapsów. Jest to jednak jedyna droga do stworzenia szczęśliwego, opartego na zdrowych relacjach związku.
            • differentview Re: Koluzje 07.11.13, 08:49
              paris-texas-warsaw napisała:
              > Osoba upokarzana werbalnie musi na przykład pr
              > zełknąć fakt, że w jakiś sposób przykładała rękę do słownych klapsów.

              nie znalam pojecia koluzji ale zgadzam sie- w zwiazkach przemocowych obie strony po rowno przykladaja sie do patologii; tylko gdy powiesz to "ofierze" bedzie zbulwersowana; przeciez ona jest dobra, bezbronna, niewinna, godna wspolczucia a cale zlo tego swiata to ta druga strona- jest zadowolona gdy ludzie łykaja ta jej wizje siebie i partnera ale jesli ktos patrzac z boku pokaze jej, ze moze niekoniecznie- czuje sie niezrozumiana i Ciebie tez wezmie za "przemocowca" i dalej tkwi w blednym kole a od przemocowca nie odejdzie, skad, bo by utracila wygodna tozsamosc "ofiary"

    • izabelski Re: Koluzje 07.11.13, 01:52
      zalinkowalam na innym watku, ale wydaje mi sie,ze to jest proste (uproszczeone byc moze?) wytlumaczenei koluzji:

      Równowaga w koluzji polega na tym, że czym aktywniejszy jest jeden z partnerów, tym bardziej bierny staje się drugi.
      Prosto można opisać to tak, że jak jeden z partnerów przyjmuje jakąś postawę np. dominującą, to drugi wybiera postawę z przeciwległego bieguna czyli uległą. Wygląda to tak jakby partnerzy niemal automatycznie się regulowali.
      Problemem jednak jest to, że nigdy nie są sobie równi. Jedna strona zawsze przeważa.

      Związek taki scala nieświadome podstawowe założenie – wspólne wyobrażania partnerów na temat związków.
      Podważenie tego założenia budzi u pary opór, gdyż pojawienie się wypartych treści zagraża stabilności związku opartego o koluzję. To powoduje sytuację, w której mogą oni zaciekle walczyć o utrzymanie tej relacji.

      Wynika to z lęku, że zostanie utracone wspólne „Ja”. Sytuacja zaczyna wyglądać tak, że jeden partner usztywnia swoją postawę np. dominującą, a to automatycznie sprawia, że druga osoba zafiksowywuje się na uległości.

      Jeżeli jedna osoba wzmocni progresję, u drugiej wzmocni się regresja.
      Jest to jednak patologiczna forma obrony, a jak wiadomo w patologii sielanki być nie może.

      Można udawać, jednak prędzej czy później do głosu dojdzie wściekłość, nienawiść, strach, rozpacz i agresja. Wówczas partnerzy przekonają się jak bardzo destrukcyjnym układem jest koluzja.” -
      • paris-texas-warsaw Re: Koluzje 07.11.13, 08:52
        www.ksiazka.net.pl/?id=4&tx_ttnews%5Bkeyword%5D=gry&tx_ttnews%5Btt_news%5D=1103&tx_ttnews%5BbackPid%5D=100&cHash=f8be356545
        Link z recenzją książki - dialogu Katarzyny Grocholi (pisarka) i Andrzeja Wiśniewskiego (psychoterapeuta par, superwizor) "Gry i zabawy małżenskie i pozamałżeńskie" o układach malżeńskich i motywacji do wchodzenia w związki.
        • paris-texas-warsaw Re: Koluzje 07.11.13, 09:00
          Dodam, że Andrzej Wisniewski pracuje w Laboratorium Psychoedukacji (jak Pani Agnieszka Iwaszkiewicz). Teraz sobie przypomniałam, że kiedyś na forum pisałam o jakimś wywiadzie z nim w "Wysokich Obcach" - dotyczył on bodajże konieczności pamiętania przez partnerów o tym, że każdy z nich pochodzi z rodziny z inną tradycja, innymi przyzwyczajeniami. Pamiętam, że byłam pod wrażeniem wypowiedzi tego specjalisty, dużo ciepła i dużo dystansu, pewnie ogromne już doświadczenie.
          Ja kocham wywiady, ciężkie książki są ciężkie, a w wywiadach czasem świetni specjaliści dziela się skondensowana wiedzą zdobywaną latami, którą nawet ciężko może być "uwiązać" w książkach naukowych.
          • paris-texas-warsaw Re: Koluzje 07.11.13, 13:42
            Dwa fajne wywiady z Danutą Golec psychoterapeutką z nurtu psychoanalizy. Jeden o związkach i ich powtarzalności i jeden o koluzji narcyztycznej.

            m.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,117915,13488539,Dzien_swistaka__czyli_czemu_ciagle_sie_pakujemy_w.html
            www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,14824615,Zwiazek_z_narcyzem___kto_kogo_wybiera_.html
Pełna wersja