Pomózcie mi poukładać w głowie-mama

28.11.13, 15:32
Nie wiem naprawdę od czego mam zacząć!Czytam wasze forum około roku i już pare razy próbowałam wyrzucić ten problem z siebie, problem, który mnie gniecie większość mojego życia...ale wycofywałam się. Uprzedzam,że będzie długie, ale w pierwszym poście chcę zawrzeć jak najwięcej informacji. Mam ogromy chaos w głowie, mnóstwo sprzecznych uczuć, począwszy od winy skończywszy na chyba już nienawiści.
Jestem 30-parolatką, mam męża, dziecko w wieku przedszkolnym.NIe mieszkamy z rodzicami, ale w tym samym mieście. Jestem drugim, późnym dzieckiem moich rodziców, z tzw.wpadki małżeńskiej.
Mama to osoba odkąd pamiętam chora na depresję, zaburzona, uwielbiająca "chorować i leczyć się". Moje dzieciństwo i dorastanie spędziłam w otoczce wiecznej choroby mamy,wizyt lekarskich, tonach wykupowanych i spożywanych leków, następnie na przemocy i szantażach emocjonalnych, czasami fizycznych, wiecznym wstydzie przed znajomymi z powodu sytuacji rodzinnej, braku pieniędzy, itp. Często wywnętrzała się nade mną z byle powodu, ubliżała, rzadko, ale zdarzało się, że obrywałam po gębie, nawet w obecności obcych ludzi, bo akurat miała taką fazę a ja odezwałam się nie tak jak oczekiwała. Byłam znerwicowanym dzieckiem, wycofanym, nieśmiałym, ale bardzo dobrze się uczyłam, byłam zdolna.Nie miałam wielu znajomych, zresztą koleżanki które zaczynały mnie odwiedzać, szybko się wycofywały, bo kto by chciał zbierać obelgi od nieswojej matki i wysłuchiwać epitetów pod adresem moim i koleżanek i patrzeć, jak mnie leje po gębie. Poza tym, to szybko potem wędrowało po okolicy, więc wiadomo, jak byłam postrzegana.
Gdy zaczęłam dorastać przestałam sobie radzić emocjonalnie z tym wszystkim. Mimo, że mam cudownego tatę, który był jeszcze wówczas niesamowicie spokojnym człowiekiem, ciepłym i wyrozumiałym, pracującym pomimo swojej choroby i renty dodatkowo na 2 etaty, żeby tylko połatać jakoś te dziury i zapewnić jakiś poziom życia. Wtedy zaczęłam się buntować przeciwko zachowaniu mamy, zaczęłam pojmować, że wieczne chorowanie mamy, to już nie tylko depresja i nerwica, ale też lekomania i hipochondria. Dodam, że przez te ponad 25 lat mama leczy się psychiatrycznie, a poza tym u wielu, wielu innych specjalistów. Więc często leki dublowały się, zresztą ona zawsze świetnie manipulowała lekarzami i nami. Nawet do psychiatrów jednocześnie potrafiła chodzić do 2-3, aby tylko miała lekarstwa na te leki.
Gdy nadarzała się okazja z tatą robiliśmy czystki, co oznaczało wywalenie leków które zalegały i w danej chwili nie były zapisywane przez lekarza, żeby ich nie podjadała. Czasem były to 2-3 wielkie reklamówki! I zaczęły się awantury pomiędzy mną a mamą, krzyki.
Zapomniałam dodać, że zapożyczała się lub wyprzedawała kosztowności, żeby tylko mieć pieniądze na lekarstwa (sprzedała np. piękny złoty pierścionek, który podarował jej tata z okazji moich narodzin, obrączki), podbierała mi pieniądze z kieszonkowego, miała długi w aptekach, w sklepach, u sąsiadów. Było mi wtedy okropnie wstyd przed ludźmi.
Nie byłam bez winy- wiem to- też czasem podniosłam na nią rękę, przeważnie w samoobronie lub doprowadzona do furii. Więc leciały w moim kierunku wyzwiska, typu k.wa, su.a, że zmarnowałam jej życie, że to przeze mnie ona tak cierpi, że przecież mogła mnie usunąć, że idzie się zabić, urządzała przedstawienia, typu otwieranie okna, że niby będzie skakać, itp.
Były kilkakrotne hospitalizacje psychiatryczne, których mama unikała jak ognia, bo wiedziała, że tam zabiorą jej te torby leków i sami będą je wydzielać i ustawiać na nowo. Po takim szpitalu ze 2-3 jakoś to funkcjonowało, a potem na nowo i tak trwa do dziś. Bywałam z mamą u wielu psychiatrów przez ten czas, nikt z nich nie potrafił postawić precyzyjnej diagnozy jeśli chodzi o zaburzenia osobowości, a mama skutecznie i konsekwentnie odmawiała psychoterapii, nie godziła się na rozmowy z psychologiem, a jeśli w szpitalu ją zmuszano, to nie współpracowała. Pewnie jest coś co ją gnębi, lecz nikt nie był w stanie się dowiedzieć co to takiego. Jej ostatnia diagnoza to CHAD+zaburzenia osobowości nieokreślone+uzależnienie od substancji psychoaktywnych.
Zawsze marzyłam, żeby wyprowadzić się z tego piekła, tak jak zrobił to brat zaraz po szkole podstawowe (internat, wojsko, praca, małżeństwo) i uciec z tego miasta jak najdalej. Do szkoły średniej musiałam chodzić w miejscu zamieszkania, na studia jeździłam zaocznie, bo nie było pieniedzy na moje dzienne utrzymanie, tak więc studia jedne kończyłam pracując i mieszkając z nimi. Tata już sam poważniej zachorował, wiec nie mógł dorobić do swojej renty. Potem wyszłam za mąż, wyprowadziliśmy się na swoje, niestety znowu w tym mieście, pomimo prób szukania pracy w innym miejscu Polski. Potem urodziło się dziecko. Tak więc tutaj zapuściliśmy korzenie.
W ostatnim czasie parę temu był ostatni szpital psych, poprzedzony próbą samobójczą mamy- zatrucie lekami. Przeszła na oddziale odtrucie od jednej grupy leków. Osobiście wraz z tatą zadbaliśmy, aby karty wypisowe z zaleceniami nie przepisywania tych leków dotarły do jej potencjalnych lekarzy. Co myśmy przeżyli przez te czas pobytu w szpitalu, to nasze. Codzinne telefony od mamy, z różnych nr telefonów, żebyśmy tylko odbierali. Prośby o wypisanie jej z oddziału, bo ona nie jest chora psychicznie, i że obiecuje poprawę i będzie się leczyła w domu i nie podjadała leków. Po naszych odmowach leciały już wyzwiska, znane mi doskonale... a na końcu groźby, że jak wróci to nas pozabija (też już przywykliśmy, choć czasami jej groźby były prawdziwe, sięgała po ostre narzędzia, ale wówczas uspokajało ją branie telefonu do ręki i rzekome dzwonienie po karetkę).
Bardzo to wtedy przeżyłam, bo mieliśmy malutkie dziecko a mężem możemy liczyć w kwestii opieki nad dzieckiem tylko na siebie lub płatną opiekunkę.Co pare dni podróże do szpitala, wieczne telefony z groźbami, emocje, nieprzespane noce, w dzień praca, po pracy dziecko lub wyjazd do szpitala i tak prawie 2 m-ce. Od tamtej pory jestem kłębkiem nerwów. Zawsze byłam nerwowa, ale teraz nie umiem sobie poradzić ze swoimi lękami, drobne problemy w domu i pracy zaczynają mnie przerastać. Swoje stany przelewam na męża i dziecko, często krzyczę, nie umiem się opanować. To pogłębia jeszcze fakt, że moja mama z miesiąca na miesiąc podupada na zdrowiu (serce, nerki, z trudem porusza się o własnych siłach). Na razie na co dzień opiekuje się nią tata, który już też jest wiekowy i sam coraz gorzej to znosi i potrzebuje wsparcia. Oczywiście jak tylko jest potrzeba, to jestem do ich dyspozycji, podwożę do lekarza, do szpitala, przychodzę od czasu do czasu ogarnąć mieszkanie.
Ostatnio tata sam był w szpitalu, tak więc przez ten czas prowadziłam dwa domy, pracowałam, opiekowałam się dzieckiem. I pomimo, że dla wielu z was to nic nadzwyczajnego, mnie to przerosło! Co dzień wracałam wypompowana od mamy, nie fizycznie, lecz psychicznie.
Za wskazówkami niektórych z was z innych wątków,przeczytałam książkę - Toksyczni rodzice.Czytałam ją i płakałam, przecież ona była o mnie! O tym, że moja mama jest toksyczna, że jest uzależniona od leków, a my razem z nią! Postanowiłam, przeprowadzić z nią konfrontację.Powiedziałam co mam powiedzieć, a ona nawet nie zaprzeczyła. Tylko prosiła mnie ze łzami w oczach, żebym już przestała, bo ona nie chce tego słuchać. Pomyślałam wtedy, może jakoś to do niej dotarło. Po czym nazajutrz już było tak jak zawsze, czyli nie obyło się oczywiście bez ubliżania, manipulacji, kłamstw, nawet pomimo braku sił,potrafiła mi grozić.
Myślałam, że ta książka w czymś mi pomoże wewnętrznie, poukładać ten bałagan w głowie, że będzie to coś na wzór autoterapii, ale jest chyba gorzej niż było. Zaczynam poważnie myśleć o terapii takiej tradycyjnej dla siebie, tylko, że jak zwykle czasu i pieniędzy też bez nadmiaru.
    • 1noga.od.stolu CD 28.11.13, 15:33
      Tak więc od ćwierćwieku męczą codzienne nocne natrętne myśli, które ostatnio osiągnęły apogeum, co będzie, jak ja będę musiała się zajmować mamą na co dzień. Przecież ja nie dam psychicznie rady, nie potrafię się zająć moją własną matką. Wiem, że ona teraz naprawdę potrzebuje pomocy, ale nie umiem jej tego dać. Nie umiem, nie potrafie i chyba nie chcę. Mam okropne poczucie winy z tego powodu, chyba wręcz kary za grzechy, często nienawidzę zarówno siebie jak i jej. Chyba zwariuję…
      • aqua48 Re: CD 28.11.13, 15:59
        Jak rozumiem nie jesteś jedynaczką, zatem obowiązek opieki nad matką nie spoczywa tylko na Tobie?
        Przede wszystkim powinnaś się zastanowić i ustalić sama ze sobą, oraz Twoim mężem co możesz dla rodziców zrobić bez poczucia winy i poświęcania się. Jakiego rodzaju to może być pomoc. Czy pomoc w grubszym sprzątaniu - np. raz na dwa tygodnie, czy przywiezienie cięższych zakupów - raz w tygodniu, czy jeszcze coś innego. I NIC PONADTO.
        Na pewno nie codzienne wizyty i "zajmowanie się" matką. Zajmować na co dzień masz się sobą, swoim mężem i Waszymi dziećmi.
        Z ojcem i rodzeństwem powinniście ustalić wspólnie kto czym się zajmuje, kto w czym pomaga i w jakim zakresie a kto nie może i np przeznacza na tę pomoc wyłącznie pieniądze. A może czas wystarać się o dom opieki dla matki, przymusowe leczenie czy inną formę pomocy z którą w domu nie jesteście w stanie sobie poradzić?
        Pamiętaj też, że Twój ojciec nie jest bez winy w całej tej sytuacji - on nie jest ofiarą, jest współodpowiedzialny za to jak matka traktowała Cię w dzieciństwie. Nie bronił Cię, nie odsuwał matki od Ciebie, nie wysłał jej na leczenie, nie rozwiódł się z nią i nie przejął opieki nad Tobą (przy ewidentnej lekomanii matki nie byłoby to trudne). To on powinien mieć okropne poczucie winy, nie TY.
        A Tobie koniecznie należy się terapia, poszukaj takiej na NFZ.
        • t1ffany Re: CD 28.11.13, 17:03
          Nie bronił Cię, nie odsuwał matki od Ciebie, nie wysłał jej na leczenie, ni
          > e rozwiódł się z nią i nie przejął opieki nad Tobą (przy ewidentnej lekomanii m
          > atki nie byłoby to trudne).


          Chyba te 30 lat temu, za czasów jaruzelskich to nie było takie proste. Wtedy nawet głębszej wiedzy o tym czym jest lekomania nie było.
          Aczkolwiek z całościową wymową Twojego posta się zgadzam. Jeśli ojciec nie odszedł to chociaż powinien bronić autorki. Jeśli nie bronił, to również jest odpowiedzialny.
          • quba Re: CD 30.11.13, 22:10
            t1ffany napisała:
            Chyba te 30 lat temu, za czasów jaruzelskich to nie było takie proste. Wtedy na
            > wet głębszej wiedzy o tym czym jest lekomania nie było.

            Naprawdę tak myślisz?
          • kol.3 Re: CD 01.12.13, 14:29
            Co za bzdury. Dostęp do lekarza był natychmiastowy w odróżnieniu od dzisiejszych czasów.
        • 1noga.od.stolu Re: CD 28.11.13, 17:19
          Aqua fajnie, że napisałaś.
          Mam starszego brata, który jak napisałam w poście, jak tylko mógł najszybciej, wyprowadził się z domu. Ma swoją rodzinę, dzieci w szkole średniej.
          Dopóki tata jest jeszcze na chodzie on to jakoś ogarnia. W tej chwili moja pomoc właściwie polega na tym, co napisałaś, w razie potrzeby podwożę do lekarza, czy szpitala, co jakiś czas robię grubsze sprzątanie. W sytuacji gdy tata był w szpitalu to robiłam zakupy, sprzątałam, przywoziłam jej obiad, który w domu ugotowałam, pomagałam w myciu, itp.
          Jeśli chodzi o współwinę po stronie taty, pewnie tak jest i czasami też tak to czasami postrzegam . Pamiętam jak miałam naście lat, błagałam go wtedy, żeby się rozwiódł z mamą. Ale stwierdził, że on ma żonę aż do śmierci i nie może jej zostawić w chorobie.
          Co do chronienia mnie w dzieciństwie, często zabierał mnie do swojej rodziny, gdzie ja uwielbiałam przebywać, czasem wręcz uciekałam mu, jak przychodził wieczór i był czas powrotu do domu. Po czym miał awantury, że mnie tam zostawił.
          Wg mnie w wieku dorastania tata dość dobrze spełniał swoją rolę, miałam do niego zaufanie, umiał ze mną rozmawiać, umiał do mnie dotrzeć. Finansowo naprawdę wtedy było ciężko, tata łąpał się dorywczych fuch+renta, potem załapał etat na dłużej, aby dotrwać do wieku emerytalnego. Czasu więc za dużo mu nie pozostawało. Do tej pory mam syndrom lęku przed biedą.
          Przymusowe leczenie, hmmm, dopóki człowiek nie jest ubezwłasnowolniony całkowicie, nie można go zmusić do leczenia. A Sądy naprawdę niezbyt często orzekają o ubezwłasnowolnieniu całkowitym. Przerabiałam temat, dzwoniłam, pytałam.
          Najtrudniej jest jeszcze w momencie, gdy sytuacja u nich staje się naprawdę trudna i wtedy ja informowana jestem i proszona o pomoc pt. co dalej z mamą. To ja mam podjąć decyzję, to ja mam ją namówić na leczenie w szpitalu, to ja przysłowiowo trzasnąć ręką w stół, bo taty w ogóle nie słucha. A do cholery mnie posłucha? Zazwyczaj posłucha, a przy tym jest awantura, wyzwiska na mnie i w ogóle. Pogubiłam się w tym wszystkim, wiem, że mam obowiązek względem nich, a nie potrafię się z niego wywiązać.
          Rodzice mieszkają w mieszkaniu, którego jestem właścicielem. Tak więc siłą rzeczy główny obowiązek opieki ciąży na mnie.
          Czasem sama zachowuje się jak dziecko, potrzebuje, aby mnie ktoś wziął za ręke i poprowadził we właściwą stronę.
          • verdana Re: CD 28.11.13, 17:34
            Żony w chorobie nie mógł zostawić, ale spokojnie mógł poświęcić dzieci. Wybacz, ale teraz dzieci powinny uznać, ze juz dosyć z życia kazano im poświęcić dla rodziców - choroby matki i "szlachetności" ojca. Matka jest chora, ale ojciec wiedział, co robi.
          • aqua48 Re: CD 28.11.13, 17:48
            1noga.od.stolu napisała:

            > Mam starszego brata, który jak napisałam w poście, jak tylko mógł najszybciej,
            > wyprowadził się z domu. Ma swoją rodzinę, dzieci w szkole średniej.

            Ale Ty też masz swoją rodzinę. Zaproś brata, porozmawiajcie wspólnie z ojcem, powiedz im, że TY nie masz już siły na walki z matką interwencje i decyzje i postanówcie wspólnie co zrobić. Możecie wynająć dorywczą opiekunkę, sprzątaczkę, znaleźć jej dom opieki - jeśli oboje z bratem będziecie coś dokładać, to być może nawet na prywatny będzie Was stać. Nie masz żadnego obowiązku opiekować się matką samodzielnie i własnoręcznie. A często takie osoby nieznośne i dręczące najbliższych hamują się mocno wobec obcych..Weź to pod uwagę.

            > Jeśli chodzi o współwinę po stronie taty, czasami też tak to postrzegam

            To pomyśl sobie, że w czasie kiedy Ty byłaś dziewczynką, a potem nastolatką, beż żadnej możliwości decyzji, czy choćby orientacji Twój ojciec był osobą DOROSŁĄ i nie miał absolutnie prawa zrzucać na Twoje barki konsekwencji swoich decyzji o pozostaniu w związku z matką. Zwłaszcza, że jak piszesz w domu przebywał mało...
            Miałaś pełne prawo do rodzica, który opiekowałby się Tobą troskliwie przez cały czas, a nie na odwrót.

            > Najtrudniej jest jeszcze w momencie, gdy sytuacja u nich staje się naprawdę tru
            > dna i wtedy ja informowana jestem i proszona o pomoc pt. co dalej z mamą.

            Masz pełne prawo powiedzieć w takiej sytuacji -TATO NIE WIEM. Podsunąć ojcu, żeby tym razem zapytał syna co robić..

            > Rodzice mieszkają w mieszkaniu, którego jestem właścicielem. Tak więc siłą rzec
            > zy główny obowiązek opieki ciąży na mnie.

            Zastanów się wobec tego czy opłaca Ci się taki deal - mieszkanie za własne zrujnowane zdrowie, poczucie winy, znoszenie wyzwisk i awantur, niekończąca się odpowiedzialność za rodziców?
            Ja za taką cenę nie wzięłabym nawet pięciu luksusowych mieszkań.

          • pade Re: CD 28.11.13, 17:53
            Przepraszam, że będzie ostro, ale się zdenerwowałam..
            Jaki obowiązek na Tobie ciąży???
            Nie masz żadnego obowiązku wobec rodziców, oni swoich tez nie wypełnili. Dali Ci jeść i dach nad głową, a zafundowali chorobę i przemęczenie.
            Nie masz Ci mysleć co z matką, co z ojcem. Masz myśleć : co z moim zdrowiem? Co z moim dzieckiem? Co z mężem?
            Juz wystarczy, dosyć się napomagałaś. Czas pomyśleć o sobie. I to natychmiast.
            Nie wiem w jakim mieście mieszkasz, ale są terapie na NFZ. zapisz się jak najszybciej.
            Nic ojcu nie jestes winna, on nie zajął się matką, Tobą się wyręczył...
      • mamamilenki78 Re: CD 28.11.13, 16:42
        Droga Autorko, przeczytałam Twoją historię i pomyślałam, że zazdroszczę jedengo. Tak ewidentych przykładów winy matki, ewidencji w postaci hospitalizacji,leczenia psychiatrycznego itd. Przeszłaś piekło-to na pewno, ale masz wszelkie podstawy, takie obiektywne i jasne dla reszty świata aby się odciąć, pozbawić praw itd. Ja ze swoją mamą toczę ciężką walkę (opisałam w wątku wczoraj) ale moja to mistrzyni manipulacji w białych rękawiczkach, półprawd i sączenia jadu, skłócania wszystkich ze sobą i robienia tego wszystkiego najczęściej bez świadków, choć ostatnio ją ponosi i już tak się nie pilnuje.
        Ty się nie masz czego bać, medycyna i prawo mówią same za siebie w tym przypadku.
        Pozdrawiam ciepło.
        • verdana Re: CD 28.11.13, 16:58
          Problem w tym, ze matka jest chora. To nie jest zwykły "toksyczny rodzic", tylko osoba chora psychicznie, która nie jest do końca odpowiedzialna i nie panuje nad tym, co robi. I tutaj napisze recz straszną - bardziej niz matka winny jest ojciec. To on wiedzac, ze żona jest chora, powinien albo izolować od niej dzieci, albo stanąć na głowie, aby dzieci nie były jej ofiarami.
          Niewątpliwie Autorka postu jest ofiarą swoich rodziców. Ale nie jest dobrze, ze matkę postrzega jako osobę świadomie ją krzywdzącą. Co do zajmowania sie - uwazam,z ę to powinien był załatwić ojciec - jego decyzje już zmarnowały młodość dzieci, powinien im przynajmniej nie marnować dorosłego życia.
          • 1noga.od.stolu Re: CD 28.11.13, 17:39
            Verdano, widzisz, to nie takie proste stwierdzić, że uważam mamę, że świadomie mnie krzywdziła czy nie świadomie Ja myślę, że ona mnie kocha i kochała na swój sposób. Dość często mi o tym mówiła, tylko czemu zaraz po tym ubliżała mi, nie dotrzymywała obietnic, czy nie dochowywała tajemnic tak ważnych wtedy dla dziecka.
            Ja zawsze uważałam, że częścią jej zachowania kierowała choroba psychiczna, ale kolejną częścią nie wiem co. Bo naprawdę były tygodnie, czasami nawet miesiące, że dało się z nią żyć jako tako. Dopóki nie zachorowała psychicznie ponoć też miała trudny i ciężki charakter, zresztą mój brat też tego doświadczył.
            Poza tym zdaniem kilku z psychiatrów mamy, jej nieumiejętność radzenia sobie z życiem już na początku była powodem ucieczki w chorobę. A od leczenia nerwic do uzależnienia to już była niedaleka droga.
            • aqua48 Re: CD 28.11.13, 17:54
              1noga.od.stolu napisała:

              > to nie takie proste stwierdzić, że uważam mamę, że świadomie
              > mnie krzywdziła czy nie świadomie

              Ale ojciec całkiem świadomie zgotował Ci takie dzieciństwo. Jako zdrowy i świadomy człowiek? Ten temat powinnaś przemyśleć i zastanowić się nad nim. Nad matką i powodami jej zachowania nie ma już co się zastanawiać. Trzeba pomyśleć o jej przyszłości, bo mam nadzieję, że nie bierzesz pod uwagę możliwości wzięcia jej do swojego domu, żeby zatruła życie Twojemu dziecku i mężowi..
              Rozważ możliwość wspólnej, płatnej opieki nad rodzicami na przykład za cenę wynajmu ich mieszkania..
          • t1ffany Re: CD 28.11.13, 17:51
            Problem w tym, ze matka jest chora. To nie jest zwykły "toksyczny rodzic", tylko osoba chora psychicznie, która nie jest do końca odpowiedzialna i nie panuje nad tym, co robi. I tutaj napisze recz straszną - bardziej niz matka winny jest ojciec. To on wiedzac, ze żona jest chora, powinien albo izolować od niej dzieci, albo stanąć na głowie, aby dzieci nie były jej ofiarami.
            Niewątpliwie Autorka postu jest ofiarą swoich rodziców. Ale nie jest dobrze, ze matkę postrzega jako osobę świadomie ją krzywdzącą.


            Przesadzasz. Są choroby które nie wyłączają odpowiedzialności za kierowanie swoimi czynami. Lekomania, alkoholizm czy narkomania to nieco inne jednostki chorobowe niż schizofrenia, nieprawdaż? Jeśli potrąci Cie alkoholik jadący autem po flaszkę to on trafi za kraty. Nie jego rodzina, niezależnie od tego czy stanęli na głowie by schować mu kluczyki czy nie.
            Współmałżonek heroinistki, lekomanki czy alkoholiczki jest odpowiedzialny, ale nie jest odpowiedzialny BARDZIEJ. Zachowajmy proporcje.
            Tym bardziej że jest w tej konkretnej sytuacji kilka okoliczności łagodzących: słabo rozpoznana wówczas choroba, facet uformowany w innej epoce. Z opisu wynika że starał się coś robić. Ewidentnie zbyt mało, ale stawianie sprawy że to on jest bardziej winny jest niesprawiedliwe.
    • akniwlam Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 28.11.13, 17:58
      Rzeczywiście terapia jest Ci potrzebna, żeby poukładać sobie w głowie, kim są dla Ciebie Twoj rodzice i kim Ty masz być dla nich. Poszukaj koniecznie, nawet jeśli będziesz musiała poczekać na zapisy czy pierwszą wizytę. Potraktuj jako inwestycję we własne zdrowie psychiczne, żebyś nie stała się w przyszłości podobna do rodziców.
      Twoja mama jest oprócz tego, że toksyczna, po prostu chora. Nie do końca panuje nad swoimi czynami. Twoje argumenty w tej rozmowie od serca do niej może dotarły, ale nie jest w stanie zmienić swojego zachowania. Twój tata jest stłamszony, ale też cokolwiek wygodny. Wzywa Ciebie, żebyś to Ty oberwała od mamy, kiedy chce się jej sprzeciwić. Ty masz go wyręczać i jesteś wygodnym "chłopcem do bicia". Brat jak rozumiem całkiem się z tego wymiksował, przyjeżdża z kurtuazyjną wizytą co jakiś czas (albo i nie) i nie miesza się w sprawy rodziców. I brutalnie powiem, żebyś wzięła z niego przykład. Twoi rodzice są dorośli. Nie musisz, nie powinnaś ich wyręczać i im sypać płatków różanych pod stopy, bo tacy biedni są i chorzy. Przejęłaś w młodości odpowiedzialność za chorobę i uzależnienie swojej mamy i nadal ją dźwigasz, chociaż masz już własne dziecko i to za nie jesteś odpowiedzialna, to nim musisz się opiekować. Przemyśl dobrze, co możesz robić dla rodziców, przedyskutuj z mężem, przyjaciółką, a najlepiej z terapeutą. Ale ich zdrowie, ich zgoda czy kłótnie, to są ich sprawy i nie jesteś za to odpowiedzialna. Nie daj się wrobić w traktowanie swoich rodziców, jakby byli Twoimi dziećmi.
      Nie rozmyślaj nad tym, że w przyszłości to Ty będziesz musiała zaopiekować się matką (właściwie to z jakiej racji tylko Ty, braciszek niech się też poczuje zobowiązany, a jak nie, to można tego dochodzić sądownie). Takie myślenie Cię zamęczy jeszcze zanim w ogóle będziesz miała rzeczywiście podejmować się opieki w większym wymiarze. Poza tym naprawdę istnieją takie rozwiązania, jak wynajęte opiekunki przynajmniej na kilka godzin czy domy opieki, w których nie pracują sami ludożercy. Zobaczysz, co przyszłość przyniesie, to, jakiej pomocy będą potrzebowali Twoi rodzice za kilka-kilkanaście lat, to się dopiero okaże i nie ma co snuć nad tym ponurych rozmyślań i się nimi umartwiać już teraz.
      Skup się na własnej rodzinie, na mężu i dziecku, czerp z Waszej więzi siłę i chęć do życia. I bądź dobra sama dla siebie, zasługujesz na to.
      • 1noga.od.stolu Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 28.11.13, 20:31
        Dziękuję za ten wpis.
        Chciałabym coś jeszcze dopisać, bo widzę, że tata tutaj postrzegany jest jako najbardziej winny. Miał dużo dobrych cech, ale pewnie kryształowy też nie był. On starał się mnie chronić, bronił mnie przed agresją słowną, fizyczną, ale też wytyczał mi granicę, jeśli mnie ponosiło w stosunku do niej.
        Zabierał mnie z domu na wieś, to z nim jeździłam na wycieczki rowerowe, on był do kontaktów ze szkołami. Był oszczędny, dbał o nasze potrzeby materialne, nie palił, nie pił. Nie trwonił pieniędzy.Pewnie był moment, że mógł to zostawić wszystko w diabły, żałuję, że tego nie zrobił.

        Wszelkie próby zaktywizowania matki z naszej strony nic nie dawały, to tego stopnia, że od wielu wielu lat nie była z nami na wspólnym spacerze (oczywiście w czasie gdy byłam dzieckiem). To tata woził mnie na wakacje, odwoził na kolonie czy obozy. Nawet na wczasy nie jechała z nami, tylko ja, brat i tata. Ja nie mogłam mieć swoich koleżanek, nie mogłam się ubierać wg swojego gustu, nie mogłam biegać, jeździć na rowerze, itp. pełna kontrola co robię, jak robię. Tata mi dawał swobodę na to.
        Dopiero w wielu nastu lat miałam odwagę się jej postawić, więc były walki i szantaże.
        Za to była bardzo roszczeniowa względem siebie, wszystko się jej należało od świata, wszyscy byli źli, tylko ona wspaniała. Wszyscy mieli wady, tylko ona nie miała. I tak było ponoć przed jej chorobą także. Charakter trudny, postawa roszczeniowa, konfliktowa. Większość z rodziny nie utrzymuje z nią kontaktu. Tacie miała za złe, że utrzymywał poprawne stosunki ze swoją rodziną, próbowała je na wszelkie sposoby ograniczać.
        Jak zaczęła chorować psychiatrzy wielokrotnie kierowali ją na terapie, zawsze odmawiała. Jak interniści zalecali jej ruch fizyczny, ćwiczenia wzmacniające, przytakiwała i obiecywała, po czym szła do innego lekarza, po cudowne pigułki. I z kilku pigułek zrobiły się dosłownie garście leków, które obecnie pochłania na śniadanie, obiad i kolacje, nie muszę pewnie pisać, jakie finanse na to idą.
        Rozmawiałam z wieloma jej lekarzami, przeglądałam jej dokumentację medyczną. Nie uwierzylibyście, ile setek stron liczy jej każda z kartotek. To są tomy! Żaden psychiatra nie potrafił postawić precyzyjnej diagnozy, obecna dr też w pewnym momencie skapitulowała i poprzestała na diagnozie CHAD, lekomania.
        Kiedy ja zaczęłam chorować kilka lat przed narodzeniem naszego dziecka, nagle ona zrobiła się sto razy chorsza...Leżałam w 2 szpitalach, nigdy mnie nie odwiedziła, bo przecież ona jest taaakaaaa chora.
        Teraz oczekuje, że wszystko dostanie na tacy, pod nos. Obiad, śniadanie, picie. Dopóki ojciec żyje to jej usługuje, i już dawno mu powiedziałam, że pozwolił sobie wejść na głowę. Tata stwierdził, że to dla świętego spokoju, żeby awantur nie było. Fajny święty spokój:(
        • verdana Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 28.11.13, 20:42
          Twój ojciec wiedział świetnie, że nie da sie ochronić dzieci przed osobą chorą psychicznie - ale ważniejsza była dla niego żona, niż Wy. To dobrze, ze się Wami zajmował, ale pogodził się z tym, ze będziecie mieli zmarnowane dzieciństwo, bo on tak zadecydował. Zastanów się, czy gdyby matka powiedziała, zę nie rozwiedzie się z mężem, znęcającym sie nad dziećmi - to oceniałabyś ja nadal jako dobrą matkę? Ja rozumiem,z ę ojciec chciał dbać o matkę, nie jej wina, ze jest chora, ale nie zastanowił się, co zrobić, abyście to Wy nie ponieśli największych kosztów.
          Trzeba to przerwać. Nie daj sobie wmówić, ze musisz coś robić - trudno. To ojciec wybrał takie życie i Wy juz dosyć długo ponosiliście tego konsekwencje. Starczy.
          • t1ffany Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 28.11.13, 21:09
            nie jej wina, ze jest chora,

            Wyjaśnij mi proszę czy alkoholik też nie jest winny swojej chorobie czy dyspensa dotyczy tylko lekomanów :P
          • 1noga.od.stolu Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 28.11.13, 21:25
            Verdana- napisz mi proszę jaśniej, co powinien był zrobić mój ojciec te lata temu? Odejść z nami i co? Przecież matka zawsze byłaby dla niego obowiązkiem, musiałby ją alimentować, bo ona miała tylko niską rente chorobową.
            I dlaczego uważasz, że winny jest mój ojciec bo nas nie chronił, a matka już nie. Mimo, że wybierała tabletki od terapii i pracy nad sobą, bo tak jej wygodnie. I zamiast pracy nad sobą wybrała ucieczkę w lekomanię.
            • verdana Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 28.11.13, 21:29
              Powinien był chronić przede wszystkim dzieci. Nawet kosztem obniżenia poziomu życia. Gdyby mowa była o matce, a nad dziećmi znęcał sie chory psychicznie ojciec, jestem przekonana, ze wszyscy uznaliby, ze matka ma obowiązki przede wszystkim wobec dzieci i ze ma je chronić w pierwszej kolejności. Matka jest chora psychicznie - o ile rozumiem, nie jest tylko lekomanką.
              • t1ffany Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 28.11.13, 21:50
                Nie sądzę aby facet w latach 80-tych, będący dorabiającym rencistą miał realne możliwości rozwieść się z żoną ORAZ zabrać oboje dzieci. A zostawienie któregokolwiek z taką matką to byłaby zbrodnia.
                Owszem, od kobiety w analogicznej sytuacji wymagałabym rozwodu dlatego że miałaby realne możliwości zabrać dzieci.

                Ojciec nie podołał pewnemu zadaniu (ochronie dzieci) ale jego wina jest proporcjonalna do jego możliwości. PEWNĄ odpowiedzialność można mu przypisać, ale nie demonizujmy.
                • verdana Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 28.11.13, 21:59
                  Gdyby to była kobieta, to na 100% wszyscy by napisali, że trzeba było zwiać od znęcającego sie od dzieci męża, niezależnie od pieniędzy. No, ale facet przecież jest dobry, bo jednak sie dziećmi zajmował - to już czyni z niego dobrego ojca.
                  Wina osoby chorej psychicznie jest wątpliwa, osoba chora nie kontroluje często swojego zachowania. Ojciec, który wie, ze dziecko jest bite, poniżane, jego rzeczy są wyprzedawane - i uważa, że nadal ma większe obowiązki względem żony, hm.
                  Cóż mógł zrobić - wiele rzeczy. Spróbować ograniczyć prawa rodzicielskie matki. Zrobić wszystko, aby córka marząca o wyprowadzce z domu znalazła sie choćby w jakimś internacie - jak jej brat. Zastanowić się, czy nie ma kogoś z rodziny, z kim dziecko mogłoby mieszkać.
                • quba Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 30.11.13, 22:34
                  t1ffany napisała: Nie sądzę aby facet w latach 80-tych, będący dorabiającym rencistą miał realne
                  > możliwości rozwieść się z żoną


                  co ty pleciesz?

                  w latach osiemdziesiątych normalnie się ludzie rozwodzili, jak chcesz wiedzieć to o wiele częściej niż dzisiaj
              • 1noga.od.stolu Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 28.11.13, 21:58
                Znowu nie podajesz konkretów, na czym na ochrona miałaby polegać.
                Poza tym CHAD (choroba afektywna dwubiegunowa) to depresja+mania, a dodatkowo nie wiadomo, czy to prawidłowa diagnoza akurat u mamy. Ostatnia psychaitra twierdzi, że u mamy CHAD-depresja jest skutkiem innej niedodiagnozowanej choroby somatycznej (nie psychicznej) a nie przyczyną pierwotną. Że było coś na początku, co dawało objawy nerwicy, depresji, a nią w rzeczywistości mogło nie być, ale że psychotropy tłumiły objawy, to szli tym tropem. A uzależnienie przyszło szybko, najpierw fizyczne potem psychiczne. Żadnemu psychiatrze nie pasowały objawy mamy do tej choroby psychicznej wprost. Jej inteligencja, wcześniejsze normalne funkcjonowanie, wykształcenie z maturą, praca na dobrym stanowisku.
                Ale leki ją wyciszały. Ale leki też przez te lata doprowadziły do okropnego uzaleznienia, do uszkodzenia innych organów i niewydolności.
                Z drugiej strony ona nie chciała nic nad sobą pracować, tabletki były wybawieniem.
                Ja wiem, że w moim przypadku najlepsze byłoby odcięcie się od tego najwcześniej jak to było możliwe, ale niestety, tak się nie stało.
                Poza tym rozejrzyj się dookołą i zobacz ile osób z depresją żyje wokół ciebie. Depresja to choroba niemal cywilizacyjna, jak cukrzyca. Czy wszystkich należy izolować?

                • verdana Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 28.11.13, 22:00
                  Depresja nie powoduje agresji. A jak wynika z pierwszego postu matka była zwyczajnie agresywna i nieodpowiedzialna...
                  • zuzi.1 Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 28.11.13, 22:57
                    Z jednej strony zgadzam się z verdaną, ale z drugiej wydaje mi się, że ten ojciec był i jest współuzależniony od chorej psych. matki i dlatego nie potrafił odciąc się od zony, odebrac jej prawa rodzicielskie i zapewnic dzieciom spokój.
                    • paris-texas-warsaw Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 28.11.13, 23:39
                      Nogo, piszesz, jak na moje zamówienie, bo może kilka-kilkanaście dni temu pisałam tu, że właśnie chciałabym by ktos poedzielił się ze mną swoimi spostrzeżeniami, jak traktuje sytuację, w której jego problemy w dzieciństwie (czyli nie oszukujmy się - i w dorosłości) wynikają z problemów stwarzanych przez chorą psychicznie matkę. W realu nigdy z nikim o tym nie rozmawiam, bo jest to temat bardzo trudny, na tym forum też, z wielu względów. Mimo, że chciałam usłyszeć czyjąś relacje na taki temat, to wcale mnie nie "ucieszył" Twój post, bo widzę, jaki ogrom bólu ta sytuacja dla Ciebie stwarzała/stwarza. By sie "zaprezentować" Tobie, napiszę tylko w skrócie, że Twoja sytuacja jest mi bliska, bo od dzieciństwa pamiętam mojej mamy leczenie psychiatryczne (raz w ośrodku zamkniętym, więc nie tak ciężki przypadek jak Twojej mamy pewnie). Rozumiem co to jest straszenie samobójstwem, pretensje, wstyd przed znajomymi, uzależnienie od leków, ucieczka w chorobę. Może taka różnica jest też w "moim przypadku", że moja mama jednak szukała dla siebie pomocy też psychologicznej, nie wiem, jednak czy odpowiednią dostała (wątpię).
                      Sama bym chciała "zrozumieć" jak oceniać "zło", gdy popełnia je osoba chora psychicznie. Gdzie konczy się wolna wola, gdzie zaczyna choroba. Nie są to jednak łatwe odpowiedzi, być może nikt z zewnątrz ich nie jest w stanie udzielić. To co mi się nasuwa po pewnych moich przemyśleniach, to to:
                      1. Ludzie z zewnątrz mało pomoga w "poukładaniu" tego tematu. Dla jednych jest to abstrakcja, więc zredukują np. chora osobe do choroby, a jak sama piszesz, w mamie też widziałaś tę milość do Ciebie. I to pewnie jest jakaś prawda, tez warta zachowania.
                      2. W chorobe jednej osoby zawsze uwikłana jest cała rodzina, jak piszesz najbardziej Twój tata, z tego co rozumiem. Można go faktycznie różnie oceniać, ale jest to bardzo trudna sytuacja. Jak kolwiek kiedyś dojdziesz do przekonania, że np. nie chronił Was wystarczająco, bo np. razem z dzieckiem wyrzucał te leki, czyli wprowadzał w rodzaj odpowiedzialności nie przynależnej dziecku, to też warto zawsze pamiętać o wszystkim, co dobrego dla was zrobił. To jest taki jednka "zręb", który byc może pozwolił Ci na założenie własnej rodziny, posiadanie dziecka. Jakby nie było tak źle, byś w tych działaniach nie widziała sensu i to jest ważne.
                      3. To co mi się rzuca w oczy, to Twoja wg mnie nadmiarowa troska o mamę. Mi osobiście się wydaje, że dorosły człowiek sam musi podejmować swoje leczenie, inaczej jest to skazane na niepowodzenie. Jak widzisz masa wizyt u lekarzy, Wasze czytanie dokumentacji medycznej, działania prewencyjne z wysyłaniem kart wypisowych, chowanie leków na niewiele się zdało. Rozumiem, że pewnie za swoje jakies tam dokonanie uważacie, że ochroniliscie mamę przed śmiercią z przedawkowania. To sa trudne bardzo sytuacje, ale nie da się na dłuższą metę kogoś przed nim samym chronić. Wydaje mi się też, że sa takie blokady w człowieku, których on nie jest w stanie przejść. Piszesz, że mama nie chciała się poddać żadnej psychoterapii, te choroby coraz bardziej się pogłębiały, wikłały lekami. Mi utwkwiła w pamięci taka historia opisywana gdzieś przez Freuda, może nieprawdziwa, jak cała wykpiona przez wielu psychoanaliza i może zmyślone jego historie pacjentów, gdy opisywał jeden z przypadków swojej pacjentki, która nie mogła mu pewnych rezcy powiedzieć, a on musiał przerwac w koncu terapię, bo widział, że jeśli to by ciągnął, to ona by mogła tego nie przeżyć. Więc może są takie zdarzenia, które człowieka na tyle przerastają, że nie umie/nie chce ich leczyć popadając w coraz poważniejszą chorobę. I też to jakoś trzeba zaakceptować.
                      4. To co jednak jest ważne, jak by nie chora była jedna z osób, to by samemu nie wpaść przez to w choprobe. patrząc z boku, jak opisujesz np. Twoje nerwy związane ze szpitalem matki, jak prowadziłaś dwa domy, to wg mnie to tylko Tobie i Twojej rodzinie szkodzilo. Ja osobiście jestem leniwa i mi by się nie chciało;) Wg mnie lepiej się skupić faktycznie na sobie i swojej rodzinie. Ja nie mam wątpliwości, że po tylu latach takiego "wariatkowa" musi Ci być ciężko prowadzić spokojne rodzinne życie, wychowywać dziecko, itp. Mi się wydaje, że najlepsze, co można zrobić, to iść na terapię. Pomyśl, czy jeśli dziś mama i tata by umarli, to Twoje życie by było bezproblemowe. Czy poziom Twoich nerwów zszedł by do zera i nagle nabrałabyś tych umiejetności, których ciężko było nabrać w domu lub pozbyć się tych zachowań, które tam latami się wypracowały. Ja osobiście wątpię:( Pisałaś o czasie i pieniadzach - myślę, że ten czas, który poświęciałaś na chodzenie po psychiatrach mamy, czytanie jej dokumentacji, wyrzucanie leków, odwiedziny w szpitalu, etc. to ogrom czasu, który właśnie można poświęcić na własną terapię. Pieniadze - zapisać sie na NFZ, albo oszczędzić na czymkolwiek. Lepiej wydać teraz np. 400 zł na miesiąc, niż zaraz leczyc nie tylko siebie, ale też własne dziecko, mieć problemy w małżenstwie, samemu się rozchorować, etc. Takie problemy same nie znikają...
                      Na razie trochę jawisz mi się jak współuzależniona, w stosunku do matki i ojca. Twoje działania polegajace na pomocy im, to jak ucieczka przed pomocą sobie. Jeśli mama nie pomogła sobie mając do dyspozycji masę lekarzy, ojca i Ciebie, to Ty jej nie pomożesz. Wręcz bym zaryzykowala, że wszystkie te działania Wasze były tak bezcelowe, że może byłoby właśnie lepiej nic nie robić. Taka przestrzen i odcięcie się od mamy mogłoby wymusić na niej wlaśnie jakieś zastanowienie i koniec z tym "duchem przekory", który się żywi walka z Wami.
                      A ja za dużo myślę, zamiast iść spać!
                      • paris-texas-warsaw Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 29.11.13, 00:19
                        Jeszcze raz sobie przeczytałam Twój post. Mnóstwo tam też info o tym, co robisz teraz, pomagasz, sprzątasz, jeździsz, odbierasz telefony, podwozisz, etc. I po nocach masz natrętne myśli, krzyczysz w domu, jesteś zmęczona. Więc może zacznij od tego, że sobie zwyczajnie odpowczniesz. Piszesz, że chciałaś wyjechać do innego miasta, wtedy byłoby Ci łatwiej. To "łatwiej" zalezy tylko od Ciebie.
                        NIE MUSISZ NIC ROBIĆ. Jak tata / mama zadzwonią zwyczajnie powiedz, że zmęczyłaś się, niech sami sobie radzą, że zamierzasz odpocząć. Zaraz Święta, może znowu wpadnie Ci do głowy dwa domy sprzątać, Wigilię robić, etc. Ja bym radziła w ogóle tam przez dłuższy czas nie jeździć, nabrać dystansu, iść do własnego terapeuty, nabrać sił. Weź przykład z brata, on ma pewnie wiecej instynktu samozachowawczego i mniej zmartwien przez to na głowie. Na razie nad własnymi nerwami nie panujesz, to komuś psychicznie choremu tym bardziej nie pomożesz. Taka jest brutalna prawda.
                        • attiya Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 02.12.13, 14:09
                          podpisuję się
                          a do tego zapewne jeszcze sama autorka po woli zaczyna postępować tak, że może i jej rodzina przestaje to powoli znosić, bo przenosi swe frustracje i nerwy na nich
                          także zdecyduj się co ważniejsze dla ciebie autorko - czy rodzina, czy psychiczna matka, która ci piekło na ziemi zbudowała
                          • 1noga.od.stolu Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 02.12.13, 14:55
                            Oczywiście, że najważniejsza jest dla mnie moja rodzina: dziecko i mąż. I dlatego, że właśnie dostrzegłam to, że moje zachowanie w stosunku do nich nie jest takie jak być powinno, chcę coś z tym zrobić.
                            A jeśli chodzi o drugą Twoją wypowiedź na dole, o ubezwłasnowolnieniu już pisałam, to nie jest takie proste i łatwe, a poza tym sądy bardzo rzadko orzekają o ubezwłasnowolnieniu całkowitym. Ona musiałaby być np. niebezpieczna na otoczenia, żeby zapadł taki wyrok. Poza tym częściowe ubezwłasnowolnienie (które wchodziłoby ewentualnie w grę w tym przypadku) nie daje możliwości umieszczenia osoby w zakładzie bez jej zgody.
                            Temat ubezwłasnowolnienia mam obdzwoniony i dopytany.
                            Kolejna sprawa, kto miałby złożyć wniosek o ubezwłasnowolnienie? Ojciec? Ja?
                            Ja mam natenczas dość podejmowania decyzji dotyczących ich życia...już wystarczająco mocno jestem ubrana w szaty tej najgorszej
                    • akniwlam Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 28.11.13, 23:54
                      Dziewczyny, ale jaki sens jest w dyskutowaniu, kto jest w jakim stopniu winny? Wina rozkłada się na matkę, ojca, ich rodziców, rodzeństwo, sąsiadów, nauczycieli dzieci i księdza proboszcza - bo wszyscy wiedzieli o dramacie krzywdzonych przez matkę dzieci i nikt nie zareagował. Wszyscy zapewne widzieli również, jak zmienia się zachowanie tej kobiety, jak choroba zdobywa nad nią coraz większą władzę. Tylko co komu przyjdzie z roztrząsania tego kto bardziej winny?
                      Nie znamy dokladnej sytuacji rodziny Autorki te 30 lat temu, możemy domniemywać, co można było zrobić lepiej, ale to też nic nie zmieni.
                      Autorko: Twój ojciec zrobił to, co mógł, to wydawało mu się najlepsze dla całej rodziny: i Was, dzieci, i siebie, i jego żony. Nie chciał skandalizującego rozwodu, wywlekania choroby psychicznej czy trudnego charakteru. Może był słaby, może się bał, że Was straci, może został przez żonę zmanipulowany. Postąpił tak, jak uważał, że było słusznie. I nie zazdroszczę mu takich wyborów, bo tu żaden nie jest dobry.
                      Natomiast ja w swoim poście zwracałam uwagę, że TERAZ (nie w przeszłości) ojciec znalazł sobie mechanizm utrzymywania "świętego spokoju" to znaczy zrzuca obowiązek przeciwstawiania się zaburzonej żonie na córkę. To, co było w przeszłości już się nie zmieni, ale to, co jest teraz, można zmienić. Nie dawaj z siebie robić tej złej i niedobrej, która zawsze ma przemawiać do rozumu, walić pięścią w stół, zmuszać matkę do czegoś. Przemawiać do rozumu możesz własnym dzieciom, nie swojej mamie. Zdystansuj się do codziennych problemów rodziców, bo oszalejesz. Pomagaj tak, jak umiesz i uważasz za stosowne, ale nie napędzaj tego mechanizmu związanego z potwornym poczuciem winy, jakie prawdopodobnie masz wobec rodziców. To oni byli odpowiedzialni za Ciebie i w dużym stopniu niestety jednak zawalili. Teraz Ty jesteś odpowiedzialna za to, żeby nie powtórzyć ich błędów, wychowując własne dziecko. Tylko tyle i aż tyle.
                      Bardzo, bardzo, bardzo Cię proszę, idź do psychologa, bo forum może Ci pomóc doraźnie, ale Ty potrzebujesz wyrzucenia z siebie całych lat żalu, złości, rozpaczy, poczucia winy, upokorzenia i ani Twoi bliscy, ani my na forum nie damy Ci do tego takich warunków, jak terapeuta.
                      • paris-texas-warsaw Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 29.11.13, 00:21
                        O, widzę ładnie ktoś w międzyczasie to napisal. No dokładnie:)
                      • dydaki Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 29.11.13, 12:15
                        Kiedys ojciec dostosował wszystko do chorych żony (kosztem dzieci) teraz autorka dostosowuje swoje zycie do chorych oczekiwań rodziców(kosztem swojej rodziny)
                        I tak można się bujać przez wiele pokoleń powielajac to samo.

                        Autorko, dla Ciebie terapia i koniec uzależnienia emocjonalnego od rodziców.
                        Już pora zacząc żyć inaczej. Tu i teraz. Zacznij zachowywać się w stosunku do rodziców inaczej niż do tej pory, i gdy spinasz się by biec robić coś z poczucia winy, to ... zatrzymaj się, kopnij się w kostkę, i nie rób tego.
                  • amb25 Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 29.11.13, 12:59
                    Depresja nie powoduje.
                    Jednym z objawow depresji moze byc wlasnie wzrost agresji.
                    Agresja moze tez byc skutkiem ubocznym przyjmowanych lekow.
        • attiya Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 02.12.13, 14:05
          mając tyle papierów ze szpitali i od lekarzy ubezwłasnowolnij matkę i od razu odwieź ją do zakładu zamkniętego
          ojciec niech mieszka z tobą, kasa z wynajmu na zakład dla matki
          ty na terapię
    • 1noga.od.stolu Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 29.11.13, 12:40
      Chcę zbiorczo podziękować dziewczyny Wam wszystkie, które się tutaj wypowiedziały. Szczególnie przemówiły do mnie wypowiedzi późno wieczorne, północne...
      Widzicie, bo to jest tak, że na dziś mój udział w opiece i pomocy rodzicom jest właśnie doraźny. A częściej zjawiam się tylko, gdy są sytuacje podbramkowe.
      I dzięki Wam zaczynam rozumieć mojego brata, który też pomaga, ale tylko na znak, że trzeba, nigdy sam z siebie.
      Cały czas mam poczucie winy, że pomagam za mało. Dręczą mnie wyrzuty sumienia jeszcze z okresu nastoletniego, bo ja nie byłam zbyt dobrą córką wtedy. Naprawdę dałam mamie popalić... I teraz ta wizja przyszłości, która mnie zadręcza jest w mojej ocenie karą za tamte grzechy!

      Zbliżają się Święta, dla mnie jak zwykle trauma... Bywamy u moich rodziców na opłatku czy w któreś ze Świąt, ale na krótko -godzina, góra dwie, dłużej nie jestem w stanie wytrzymać. Potem i tak to odchorowuję.
      A teraz jeszcze w te święta będą mieli okrągłą rocznie ślubu -złote gody, coś tam podgadują o jakimś obiedzie rodzinnym. Pamiętam 15 lat temu taką ich imprezę rocznicową, która skończyła się gigantyczną awanturą z bratem, bratową, którzy nie przyszli, i nieprzyjemną atmosferą dla wszystkich obecnych. Nie chcę mieć powtórki, czuję wewnętrznie, że nie mam ochoty tam być.
      Moje kontakty z bratem są takie, że odzywamy się do siebie typu, co słychać, a dobrze/byle jak, a u was, itp. I nikt z nas nie porusza tematu rodziców...

      Wasze uwagi są bardzo trafne, z większością się zgadzam, więc może ze mną nie jest aż tak źle...Na przyszłość powoli zacznę nakreślać jakąś strategię.
      Jeśli chodzi o terapię na NFZ w moim mieście, niestety z przyczyn osobistych nie skorzystam, zna mnie tutaj większość osób z tego kręgu poniekąd zawodowo. To małe miasto, hermetyczne, nie potrzeba mi więcej wstydu tutaj.
      Natomiast w niedalekiej okolicy nawet dziś spróbuję podzwonić po poradniach i terapeutach, może coś znajdę na NFZ a jak nie, to może na kilka spotkań umówię się prywatnie. Czuję, że właśnie jestem w tym momencie, że szukam takiej pomocy i jestem na nią gotowa.

      Jeszcze takie wynurzenie w temacie wrażeń po lekturze Toksyczni rodzice. Być może nieco źle ją zinterpretowałam, ale dotarło do mnie z całą pewnością jedno- i ja i ojciec byliśmy/jesteśmy współuzależnieni od nałogu matki. Ja chyba nieco mniej, ojciec bardzo. On nie był i nie jest w stanie się jej sprzeciwić, kiedyś jak był młodszy próbował, ale niewiele wskórał. Mamy wymuszania, agresja, szczególnie jak leki przestawały działać w określonych dawkach, i organizm domagał się więcej i więcej, zawsze brały górę nad tatą. Jak już byłam dorosła byłam nieco twardsza, rzadziej się łamałam pod jej płaczem, wymuszeniami, niż tata. Ale za to byłam ta zła, najgorsza.
      Jej uzależnienie od grupy leków (benzodiazepiny) wg mnie jest tutaj kluczowe, nigdy nie udało się odstawić tych leków na dłużej niż kilka miesięcy, ostatnio na 2 lata. I mama była wtedy innym człowiekiem, po odtruciu. Nie było tej cholernej agresji, tego czego w niej najbardziej nienawidzę. Ale teraz znów ma te leki i zapewne znowu po raz setny historia się powtórzy. Ta grupa leków okropnie wpływa na osobowość, na mózg, jak narkotyk, czy alkohol.
      Jeszcze jak wam coś się nasunie, co pomoże mi garnąć ten syf w głowie, to piszcie.
      • sorvina Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 29.11.13, 13:26
        Autorko - polecam poczytać na temat normalnych zachowań nastolatków by poznać normy rozwojowe. Człowiek w wieku dojrzewania przestaje traktować rodziców jako autorytety a ich słowa jak prawdę objawioną - zaczyna walczyć o siebie - i tak jest i bez przemocy ze strony rodziców. Ty doświadczałaś przemocy, broniłaś się tak jak potrafiłaś, co było nakręcane hormonami i emocjami charakterystycznymi dla tego wieku. To nie ty byłaś zła, to sytuacja była chora. Jak miałaś stawiać granice - grzecznie prosząc mamę by łaskawie przestała cię wyzywać? Działało?
        Nie chodzi mi o to by pozwalać sobie na agresywne zachowanie na co dzień, ale by zrozumieć, że to co byłoby nieusprawiedliwioną agresją gdybyś zastosowało to teraz wobec np. twojego męża, bez powodu, wtedy były zrozumiałą samoobroną. Kto miał cię nauczyć panowania nad emocjami i traktowania ludzi z szacunkiem? Stosowałaś takie sposoby jakich nauczyłaś się w rodzinie i wybacz to sobie. To oni nawalili. Ty odpowiadasz za to jak TERAZ się zachowujesz. Czy stawiasz granice rodzicom na tyle by opieka nad mamą nie wpływała negatywnie na rodzinę, jaką założyłaś. Jak radzisz sobie z emocjami, na ile przerobiłaś przeszłość itp.

        Moja mama chyba z 15 lat wypominała mi jak to kiedyś, po tym jak zaczęła całkowicie negować moje prawo do prywatności, rzuciłam jej w twarz, że jej nienawidzę. Stwierdziła, że ja ją tak zraniłam, że teraz ona wie jaka jestem i traktuje mnie tak jak taka wyrodna córka na to zasługuje. Przez większość czasu w to wierzyłam i czułam się winna. Mama wmawiała mi, że wszystkie inne dzieci kochają rodziców i zawsze są miłe i grzeczne. Ale tak nie jest. Tak naprawdę im bardziej rodzice cisną, tym bardziej nastolatki wierzgają. A porównywanie jednego zdania rzuconego raz w desperacji z dziesiątkami okropnych uwag, które słyszałam od niej dzień w dzień, też pokazuje jakie są proporcje. Ona była dorosła, ja nie. Przed tą uwagą, traktowała mnie wcale nie dużo lepiej, choć na pewno mój bunt ją rozwścieczył. Warto rozdzielić fakty od "prawd" zaburzonej osoby.

        Najważniejsza rzecz jaką każde dorosłe dziecko z domu z domu z jakąś dysfunkcją powinno wbić sobie do głowy to to, że NIE ONO ODPOWIADA ZA TO JAK RODZIC SIĘ ZACHOWUJE/ZACHOWYWAŁ. Nie ono odpowiada za to, że pił/ćpał/brał leki i stosował przemoc. To zawsze jest tylko i wyłącznie odpowiedzialność rodzica. Może być ograniczona przez chorobę, ale na pewno nie sprawia to, że przechodzi na dziecko. Dorośli mają możliwość radzenia sobie w inny sposób niż za pomocą uzależnienia. Mama dostała wystarczająco dużo pomocy by skorzystać z niej, gdyby chciała. Nie skorzystała - jej wybór. Może inaczej nie potrafi, może tak jest jej łatwiej - tego być może do końca się nie dowiesz, natomiast na pewno nie jest to Twoją winą i nie ty masz płacić koszt tego wyboru. Elementem współuzależnienia zawsze jest branie na siebie winy i odpowiedzialności i ratowanie i dbanie o drugą osobę na siłę, które często wspomaga ją w uzależnieniu/zaburzeniu - bo nie ona ponosi konsekwencje swoich czynów, tylko inni biorą to na siebie, zapewniając jej wikt, opierunek i okazje do pielęgnowania uzależnienia. Warto to też mieć na uwadze.
      • pade Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 29.11.13, 17:36
        Fajnie, że jestes gotowa na terapię:)
        Zanim na nia pójdziesz proponuję lekturę książki Koniec współuzależnienia Mellody Beattie.
        Naprawdę warto ją przeczytać.
      • dydaki Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 29.11.13, 17:59
        zadzwoń może też do OIK www.oik.krakow.pl/ , może doradzą gdzie na taką terapię najlepiej albo sami coś pomogą.
      • akniwlam Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 29.11.13, 18:49
        O, zaczynam pochwalać Twojego brata :) Pomaga, i to się chwali, ale dopiero poproszony. Bierz dobry przykład :)
        A tak poważniej, na pewno jest Ci trudno poukładać sobie te sprawy związane z poczuciem winy i odpowiedzialności, dlatego namawiam na tę terapię. Być może potrzeba Ci będzie czegoś dłuższego niż tylko kilka spotkań, ale nawet taka krótka powinna już chociaż trochę pomóc.
        Jeśli chodzi o hermetyczne środowisko: psycholog jest zobowiązany do dyskrecji, więc nikt, kto chce wykonywać ten zawód, nie paple o swoich pacjentach/klientach na prawo i lewo. Oczywiście sama znasz najlepiej swoją sytuację, ale no nikt, kto chce się nazywać psychologiem, nie wyniesie Twoich problemów i nie podzieli się nimi z połową miasta. Ani nawet z najbliższymi. Ale rozumiem też, ze czasem łatwiej otworzyć się przed kimś obcym. Najważniejsze, żebyś do tego ganinetu dotarła i pozwoliła sobie na szczerość.
        Kwestia Świąt: oj, sama nie wiem, co bym na Twoim miejscu zrobiła. Chyba najfajniejszym, ale mało realnym rozwiązaniem byłoby wysłanie rodziców z okazji złotych godów na wycieczkę do ciepłych krajów... Pomarzyć zawsze można :) Do Swiąt jeszcze trochę czasu, spróbuj może skonsultować się z bratem, jakie ma plany, może uda się Wam znaleźć jakieś rozwiązanie, żeby wilk był syty i owca cała.
      • aqua48 Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 29.11.13, 19:28

        > Zbliżają się Święta, dla mnie jak zwykle trauma... Bywamy u moich rodziców na o
        > płatku czy w któreś ze Świąt, ale na krótko -godzina, góra dwie, dłużej nie jes
        > tem w stanie wytrzymać. Potem i tak to odchorowuję.

        Moim zdaniem to i tak długo wytrzymujesz, wpadnij na chwilę i powiedz, że jesteś zmęczona i musisz się położyć.

        > A teraz jeszcze w te święta będą mieli okrągłą rocznie ślubu -złote gody, coś t
        > am podgadują o jakimś obiedzie rodzinnym. Nie chcę mieć
        > powtórki, czuję wewnętrznie, że nie mam ochoty tam być.

        To daj sobie wewnętrzną zgodę na to aby nie pójść, i nie idź, odmów. Nie masz absolutnie żadnego obowiązku uczestniczyć w imprezach rodziców kończących się awanturami. To jest na prawdę ważny powód, abyś odmówiła. Twój brat już to wie.. Czas na Ciebie.
    • idoli Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 29.11.13, 21:06
      Po przeczytaniu wszystkich postów chciałabym dopisać Ci jeszcze dwie rzeczy:
      1. Piszesz, że jako nastolatka dałaś matce w kość i teraz czujesz się winna i słusznie za to karana. Nie tędy droga! Twoje zachowanie było skutkiem, a nie przyczyną. Zachowywałaś się tak, bo matka była taka, a nie odwrotnie. To rodzice są odpowiedzialni za to, jaką stworzą atmosferę w domu. Dziecko tkwi w tej atmosferze, dorasta w niej, musi się dostosować.
      Moja mama zarzuciła mi kiedyś, że jak poszłam na studia, to nie przyjeżdżałam do domu (w ciągu roku byłam 3 razy a miałam zaledwie 130 km). Ale co miałam zrobić, skoro nie cierpiałam tam jeździć? To rodzice, a głównie matka, stworzyła dom w którym nie było miłości i nie dało się wytworzyć więzi i poczucia bliskości z rodziną.
      2. Krzyczysz na córkę i nie masz do niej cierpliwości. Zastanów się i naprawdę poszukaj fachowej pomocy, bo może się to skończyć nawet tragedią. Ja jestem właśnie takim dzieckiem, na które matka darła się non stop i o wszystko. Strach się było odezwać a zrobienie czegoś źle, typu zalanie obrusa czy stłuczenie szklanki, skutkowało laniem. Nie będę nawet pisać jakie są skutki takiego wychowania, ale zapewniam, że w moim przypadku opłakane. Przyrzekłam sobie, że nie będę taka jak ona i naprawdę staram się ze wszystkich sił.
      • paris-texas-warsaw Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 01.12.13, 00:47
        flandra.wordpress.com/2010/01/13/obwinianie-rodzicow-czy-to-potrzebne/
        Taki fajny wyrywek z książki mi się trafił - o złożoności postrzegania rodziców. Bliski temu, o czym ostatnio myślałam i co gdzieś tam napisałam, może nie tak ładnie jak w linku.
    • igge Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 01.12.13, 11:52
      droga nogoodstołu :)
      bliskie mi jest bardzo to co piszesz. Nie pozwól agresywnej matce rządzić Twoim życiem. Przestań w końcu tak bardzo się przejmować jej emocjami, skup sie na sobie i Twojej rodzinie, mężu, dzieciach. Nie musisz nawet Bożego Narodzenia spędzać ze swoimi rodzicami i nie musisz mieć z tego powodu poczucia winy. Wykorzeń z siebie poczucie winy przede wszystkim. Pomagasz aż nadmiarowo, kosztem swojego zdrowia, nie chcesz chyba zachorować jak matka? Bierz przykład z brata, on chyba umie lepiej stawiać rodzicom granice. Są prywatne domy opieki, są państwowe domy pomocy społecznej. Nie skupiaj się na krzywdach wyrządzonych Tobie przez rodziców, idź do przodu, układaj szczęśliwie swoje obecne życie, nie jesteś już małą dziewczynka w trudnej sytuacji rodzinnej, sama jesteś dorosła i odpowiedzialna za swoje życie i za swoje dzieciaki, swoja nową rodzinę, jej błogostan :). Ogranicz zdecydowanie kontakty z rodzicami. I myślenie o nich, ucisz swoje emocje. Osoba chora psychicznie ma też obowiązki rodzicielskie i powinna być jak najbardziej, w stopniu, który jest dla niej mozliwy, odpowiedzialna za swoje wypełnianie roli rodzica. Tylko dla Twojej matki nie było to najważniejsze jak widać w jej hierarchii wartości, ważniejszy był egoizm. Autorko wątku, rozumiem Cię aż za dobrze. Pracuj nad swoimi emocjami i żyj tu i teraz nie przeszłością. Twoja matka mogła tylko nie chciała być lepszą matką mimo choroby psychicznej. Twój ojciec tez dużo zawinił ale to przeszłość, trzeba o niej zapomnieć dla własnego dobra i nie wikłać sie w poczucie wiy i nadmierne obowiązki związane z opieką nad rodzicami teraz. Serdecznie pozdr
    • 1noga.od.stolu Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 02.12.13, 12:59
      Witam po weekendowej przerwie.
      Dziewczyny, powiedzcie mi, skąd Wy czerpiecie siłę i wiedzę, że potraficie tak rozsądnie mówić o problemach?
      Wypowiedzi niektórych z was znam z innych wątków, jestem pełna podziwu, naprawdę.
      Od piątku obdzwaniałam poradnie i psychoterapeutów, teraz na NFZ jest cienko, kontrakty są już wyczerpane. Ale w tym tygodniu ruszają zapisy na nowy rok i w jednym miejscu odpowiadałyby mi godziny (późne popołudnie) jak i forma indywidualna spotkań, wstępnie powiedziano mi, że czas oczekiwania 3-6 tygodni na pierwsze spotkanie. Byłoby to dla mnie do przyjęcia .
      Piszecie, że mam się nie zachowywać jak małą dziewczynka, bo jestem dorosła. Kiedy ja właśnie teraz czuję się jak takie małe dziecko we mgle... Jak mam zadzwonić do rodziców, to najpierw kilka dni się psychicznie na to zbroję, bo nie wiem co usłyszę, co u nich, czy z mamą trochę lepiej, czy gorzej...Fakt faktem, że mama zdrowsza nie będzie, jest już po 70-stce, i oprócz kwestii psychiatrycznych trzy inne schorzenia przewlekłe na karku. Praktycznie już sama z domu nie wychodzi od paru lat, po domu ledwo, ledwo się porusza, co pogarsza jeszcze jej otyłość.
      Rozmawiałam też jakiś czas temu z takim ośrodkiem dla przewlekle chorych, ale najprawdopodobniej odmówią nam miejsca ze względu na lekomanię (nie leczenie psychiatryczne, ale uzależnienie). Poza tym kwestia kluczowa, mama się nie zgadza na taki pobyt, bo "ona ma gdzie mieszkać"! I koło się zamyka. A pewnie znowu będzie moją rolą "namówić ją" na taki pobyt. Nie chce mi się już zupełnie o tym myśleć...
    • 1noga.od.stolu Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 24.09.14, 17:01
      Witam Was po dłuższej przerwie.
      Trochę czasu minęło od mojego ostatniego wpisu i trochę też się pozmieniało.

      Po pierwsze chodzę na terapię już ponad pół roku. NIeco w głowie sobie poukładałam całą sytuację, spotkania z terapeutą mnie wzmocniły. Zresztą, gdyby nie te spotkania, nie wiem jakbym się pozbierała, po tym co się międzyczasie wydarzyło.

      Nie chcę opisywać szczegółów z wiadomych względów, napiszę tylko, że był moment, że oboje rodziców było w szpitalach, tata przez stan matki i jej wybryki sam prawie otarł się o tamten świat. I chyba ta sytuacja spowodowała, że została podjęta decyzja o umieszczeniu mamy w ośrodku, gdzie teraz przebywa już kilka m-cy. Tata odetchnął, ja też powoli wracam do równowagi. Było naprawdę dramatycznie:( Ja myślałam, że sama wyląduje na łóżku obok matki w szpitalu psychiatrycznym, albo coś gorszego. Tym bardziej, że braciszek mój ze wszystkiego się wymiksował, włącznie z partycypacją w kosztach i zostałam z tym gigantycznym problemem sama. No wtedy już nie sama bo z terapeutą, dzięki Bogu.

      Ale jakoś dałam radę, chociaż nadal męczą mnie wyrzuty sumienia z powodu umieszczenia matki w placówce. Wyrzuty są już coraz mniejsze, bo ja wewnątrz wiem, że to było najlepsze wyjście z sytuacji. Dystansuje się od tego jak tylko mogę. Wiem, że jeszcze dużo pracy przede mną na terapii, ale najwazniejsze, że widzę światełko i już zauważam nieco więcej niż w zeszłym roku.
      Cieszę się, że trafiłam na to forum:)


      • pade Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 24.09.14, 20:53
        Bardzo się cieszę i życzę powodzenia:)
      • aqua48 Re: Pomózcie mi poukładać w głowie-mama 24.09.14, 22:18
        1noga.od.stolu napisała:

        > Ale jakoś dałam radę, chociaż nadal męczą mnie wyrzuty sumienia z powodu umiesz
        > czenia matki w placówce. Wyrzuty są już coraz mniejsze, bo ja wewnątrz wiem, ż
        > e to było najlepsze wyjście z sytuacji. Dystansuje się od tego jak tylko mogę.
        > Wiem, że jeszcze dużo pracy przede mną na terapii, ale najwazniejsze, że widzę
        > światełko i już zauważam nieco więcej niż w zeszłym roku.


        Ogromnie się cieszę, że życie zaczyna Ci się układać i że znalazłaś wsparcie w tak ciężkiej sytuacji. Jesteś silną kobietą, ale nikt nie jest wszechmogący. Decyzja o umieszczeniu mamy w placówce to nie powód do poczucia winy, to rozsądne wyjście nie tylko dla Ciebie ale i dla Ojca i dla chorej i na tym się skup jak o niej myślisz. Dziękuję Ci bardzo za słówko o Twoich losach i trzymam kciuki, żeby teraz, po tych trudnych rozstrzygnięciach już było z górki!
Pełna wersja