Dodaj do ulubionych

Wielki wigilijny problem początkującej macochy.

09.12.13, 08:49
Proszę pomóżcie. Potrzebuję obiektywnego spojrzenia, rady, pogłaskania po głowie, albo przywrócenia do rzeczywistosci.

Zakochałam się, zaręczyłam i za pół roku wychodzę za mąż za mężczyznę, który ma dwóch synów- 19 i 16 lat. Jest cztery lata po rozwodzie, przez ten czas z nikim nie był. Jego synowie mieszkają z matką parę ulic dalej. Mój, nazwijmy go A. płaci duże alimenty, opłaca ich wszystkie zajęcia pozalekcyjne, kursy językowe, egzaminy, korepetycje, prawo jazdy i sport oraz wakacje. Wozi ich na te wszystkie zajęcia, ogólnie utrzymuje z nimi ścisły kontakt, zawsze jest do dyspozycji, są dla niego bardzo ważni, trudno się zreszta dziwic. Ich stosunek do A. mozna streścic tak: "jesteś naszym ojcem, to wszystko nam się należy, nie ma za co byc wdzięcznym. Tak ma byc".
Ja jestem u A. tylko w weekendy,dzieli nas jeszcze 200 km odległości, więc mój kontakt z nimi jest słaby, bo z ojcem spotykają się głównie w tygodniu, ale już po paru sporadycznych spotkaniach wiedziałam, że wyłącznie tolerują moja obecnośc, o akceptacji nie ma mowy. Nie odzywaliby się nawet słowem, gdyby A. nie przypominał im o powiedzeniu dzień dobry i do widzenia (taki apel w stosunku do 19 -latka brzmi śmiesznie i strasznie, naprawdę). Moje starania, żeby ocieplic atmosferę były tak konsekwentnie odrzucane, że dałam sobie spokój- nie to nie, nic na siłę. I może od razu się przyznam: Tak, nie lubię ich. Sa antypatyczni i aroganncy (również w stosunku do ojca i innych ludzi, nie tylko do mnie), zawsze ponurzy, zawsze zmęczeni, zawsze roszczeniowi.

Przez te cztery lata po rozwodzie ich wigilie wyglądały tak, że A. przywoził ich do siebie o 15, do 16.30 siedzieli razem nad barszczem, opłatkiem i prezentami, potem odwoziił ich do matki i jechał na wigilię do swoich rodziców na drugi koniec Polski. W tym roku pojawiłam się ja i moje ośmioletnie dziecko. Plan był taki, ze najpierw posiedzimy z chłopcami, a potem jak A ich odwiezie to zrobimy wieczorem naszą wspólną pierwszą wigilię. To będa nasze pierwsze wspólne święta, w dodatku od 21 grudnia mieszkamy już z A. na stałe- dostałam pracę w jego mieście, w czerwcu bierzemy ślub i tak ogólnie jesteśmy naprawdę szczęśliwi i jest nam razem po prostu dobrze- również na linii A.- mój syn. Szczerze mówiąc to ich wzajemne porozumienie i przyjaźń przeszły moje najśmielsze oczekiwania :)

I teraz po tym długim, ale niezbędnym wstępie będzie problem tytułowy: Otóż synowie zakomunikowali A. że ich wigilijne spotkanie ma się kategorycznie odbyc bez udziału mojego i mojego dziecka. Tylko oni i ojciec, chociaż dobrze wiedzą, że my już wtedy będziemy tam mieszkac.
A przekazał mi to kompletnie załamany, bo tak naprawdę ma do wyboru opowiedziec się po którejs ze stron. Jeśli ulegnie im to postawi mnie w sytuacji przypadkowej osoby, która w wigilię idzie na przymusowy półtoragodzinny spacer, lub siedzi cicho z dzieckiem w jednym pokoju i czeka aż młodzieńcy wyjdą po wigili z ojcem. Jeśli nie zgodzi się na ich wersję, to z całą pewnością odmówią widzenia się z nim w wigilię w ogóle. W święta wyjeżdżają z matką, a wizyta A. w domu ich matki jest niemożliwa.

Byłabym gotowa pójsc na ten spacer, tylko po to, żeby ułatwic sytuację A. Ale:
- wiem, że będzie mi przykro i prawdopodobnie nie będę umiała potem tego ukryc
-jak mam to wytłumaczyc mojemu synowi? że jego przyszli przyszywani, jakby nie było, bracia nie chcą nawet przełamac się z nim opłatkiem?
- nigdy nie będę mogła czuc się jakby to był mój dom, mimo wszelkich zapewnień A i zameldowania w dokumentach.

W tym momencie A. zaproponował, że po prostu MY zaprosimy ich na naszą wigilię, którą zaczniemy o tej 15 i potem o zwykłej godzinie odwiezie ich do matki. Ma im to dzis zakomunikowac. Ale nie mamy planu awaryjnego co zrobic jak odmówią przyjscia. A jestem pewna, że tak będzie. Co mam zrobic? Ulec ich żądaniom i udawac, że mnie nie ma? Postawic w stosunku do A. sprawę na ostrzu noża "ja albo oni". Nie mam pojęcia.
-
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 09:02
      Coś mi nie bangla na tym obrazku.
      Chłopcy (?) mieszkają parę ulic dalej, a ojciec ich odwozi i przywozi? O ile dobrze kojarzę to nastolatek w tym wieku i pełnoletni zwykle przemieszczają się po mieście samodzielnie.

      Opcja bezkolizyjna: tatuś idzie do synów i ich matki z prezentami, opłatkiem, życzeniami, spędza z nimi tę godzinę czy dwie i o 17 jest w domu z Tobą.
      Aaaa..,. wizyta w domu ich matki jest niemożliwa. Dlaczego? Panowie dorosły i prawie dorosły nie mają nic do powiedzenia w kwestii zaproszenia ojca na wigilię?
      Pan ojciec musi przyjąć do wiadomości, że nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka. Skoro synowie nie życzą sobie Twojej obecności podczas wigilii w domu ich ojca, to ojciec powinien zaproponować, że spotka się z nimi dzień wcześniej w dowolnie wybranym miejscu.
      • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 09:15
        Triss, jesli chodzi o to odwożenie dorosłych zdrowych, silnych facetów, to ja już przestałam się dziwic i wkurzac i irytowac. Ale nadal uważam to za lekko chorą działalnośc- była sytuacja , że A. z wysoka gorączka wylazł z łóżka, bo trzeba było starszego zawieźc na angielski- komunikacją miejską jakieś 6 przystanków. a oni to wszystko przyjmują jako rzecz należną. Co dziwne- kiedy A. dał pomysł, żeby zaprosic ich na NASZĄ wigilię, to zaznaczył, że powie im, że mają przyjśc do nas sami. I ja to odebrałam jako wielki ojcowski bunt z jego strony.
        Wizyta w domu matki jest niemożliwa, bo matka nie życzy sobie obecności byłego męża. Oraz jej dochodzący facet również. Rozwód jest orzeczony z jej winy- wielokrotne zdradzanie, ale proces do pokojowych nie należał i przyjaciólmi nie zostali.
        Czyli to co mi chodzi po głowie, żeby pójśc na ten wigilijny spacer nie jest właściwe? Kompletnie się pogubiłam. Raz czuję się jak egoistka , raz jak zła macocha.
        • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 09:33
          A co zrobisz z własnym dzieckiem? Schowa się w kąciku czy będzie się błąkać z Tobą?

          Wiesz, trudno żeby nie przyjmowali świadczeń ze strony ojca jako należnych, skoro dotychczas tak były przedstawiane i nie wyjaśniano chłopcom różnic między prawami, a przywilejami.

          To krótka piłka, albo przychodzą bez focha na wigilię o wskazanej godzinie, albo ojciec spotka się z nimi dzień wcześniej w dowolnym miejscu. Jest dorosły i prawie dorosły nastolatek, na świętego Mikołaja już raczej nie czekają więc najwyżej nie spędzą z ojcem tej akurat wigilii. Nic im się nie stanie. Szanuj siebie i wymagaj minimum kultury (jeśli już nie szacunku). Nie jesteś złą macochą, nie odpowiadasz za relacje ojca - Twojego partnera z synami.

          Piszę z pozycji eks, która odeszła i ma nowego partnera, eks z synem widuje się regularnie, a w wigilię przyjeżdża wcześniej albo widzą się dzień wcześniej i nie ma takich cyrków.
        • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 11:40
          Nie jesteś ani egoistką ani złą macochą i przestań się natychmiast tak czuć ! :)
          Masz powikłaną sytuację rodzinną i w sumie powinnaś polubić synalków przyszłego męża tak jak on polubił a może kiedys pokocha Twoje dziecko.
          Złe stosunki między byłą żoną a Twoim ukochanym to duża trudność ale rozumiem, bo moja matka nienawidzi mojego ojca od 40 lat (po rozwodzie) i nie da się z tą nienawiścią nic zrobic choć chciałabym, i wnuki chciałyby, żeby było inaczej.
          Synowie dwaj są już duzi, szkoda, że nie mogą z Wami spokojnie spędzić wigilii.
          Opcja, że Ty robisz ze swoim dzieckiem coś superatrakcyjnego dla was obojga (np z Twoją mamą, babcią razem) w domu lub poza domem mnie wydaje się najwłaściwsza, kup sobie jakiś ekstra dodatkowy wielki i drogi prezent od siebie samej na pocieszenie i swojemu dziecku :)
          Opcja alternatywna to zaproszenie synów dzień wcześniej i urządzenie Wigilii tylko dla nich i dla ich ojca, w sumie mają prawo do intymnego sam na sam z najbliższą osobą. Odpuść sobie rozgoryczenie, że Ciebie i Twoje dziecko wykluczają ze swojego rodzinnego święta. Może czas to zmieni, dorosna, zaakceptują, dojrzeją. !6 lat to trudny wiek, pozwól im "porządzić" trochę i nie zgadzać się z dorosłymi rozwiązaniami. Bądź mądrzejsza to ty jesteś dorosła a to tylko dzieci, choc bardzo duże już dzieci, nie pozwól nastoletniemu buntowi zogniskować się na Tobie. I tak Twoje dziecko i TY macie twojego przyszłego męża a ich ojca na co dzień, a nie oni.
      • notting_hill Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 09:55
        Sposób załatwienia tej sprawy, zaproponowany przez męża, wydaje się całkowicie cywilizowany i właściwie jedynie słuszny w sytuacji, gdy mieszkacie już razem. To będzie także i Twój dom i im szybciej synowie to sobie uświadomią, tym lepiej dla wszystkich. Ustępowanie im i pozwalanie na próbę sił (a tak to wygląda w tej chwili) spowoduje rozpad waszego związku wcześniej czy później, no ale im zapewne o to chodzi. Nie chodzi o to, że ich ojciec ma się poczuć szczęśliwy, chodzi o to, żeby dalej był na każde ich zawołanie, jakkolwiek by absurdalne to nie było.
        Twoje pojawienie się burzy im ten wygodny układ, więc będą próbowali bojkotować Ciebie, Twoje dziecko i związek ich ojca.
        Nie bardzo rozumiem czym ich ojciec ma się czuć "załamany". Dał sobie wleźć na głowę, z poczucia winy zapewne, nie stawiał żadnych granic, jak widać, więc przebudzenie po obu stronach będzie bolesne, ale konieczne. Ze Ty jesteś katalizatorem tej sytuacji- trochę pechowo dla Ciebie, bo łatwo nie będzie, ale taki urok rodzin patchworkowych.
        • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 10:20
          Tak, ja wiem, że to jest próba sił z ich strony. Ale zrozumiałabym taka próbę w przypadku kilkulatka, ewentualnie bardzo wczesnego nastolatka. A tu mam do czynienia z dorosłym i prawie dorosłym facetem, jeden 1,90, drugi 1,95 wzrostu, którym nic złego nie zrobiłam, poza tym, że pokochałam ich ojca.
          Poza tym było takich prób już kilka- na przykład : "Kto siedzi obok kierowcy, kiedy jedziemy wszyscy samochodem, a kierowcą jest A.?" Po dwóch razach, kiedy dałam się upchnąc na tylnym siedzeniu zakomunikowałam o swoich odczuciach w związku z tym. Zwłaszcza, że jazda trwała dwie godziny, a my nie widzieliśmy się od dwóch tygodni.
          A dlaczego A. był załamany też do końca nie wiem. I dlaczego pytał się mnie o zdanie co ma zrobic w tej sytuacji....Czy to ja mam podejmowac tu decyzję? W sumie to dziwne, bo A. jest typem silnego zdecydowanego faceta, żołnierz zresztą. Powiem więcej- pierwszy raz widziałam łzy w jego oczach, kiedy mi o tym mówił. I to wszystko z powodu dwóch sfochowanych nastolatków. Bardzo, bardzo staram się do nich nie uprzedzac, ale słabo mi to wychodzi.
          • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 11:45
            Łzy w oczach z powodu dwóch sfochowanych nastolatków w oczach ich ojca bardzo dobrze świadczą o Twoim partnerze, silnym i męskim zresztą.
            Ustąp, odpuść, zrób to nie dla dzieci nawet tylko ale dla ich ojca, z miłości do niego. Podtrzymuję to co napisałąm wcześniej.
          • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 14:15


            > Powiem więcej- pierwszy raz widziałam łzy w jego oczach, kiedy mi o tym mówił.
            > I to wszystko z powodu dwóch sfochowanych nastolatków. Bardzo, bardzo staram s
            > ię do nich nie uprzedzac, ale słabo mi to wychodzi.

            Tych dwóch sfochowanych nastolatków to jego dzieci, kocha je nawet gdy mają focha.
            Poczekaj parę lat, jak Twój syn podrośnie, to zobaczysz jego fochy. Na razie bardzo się nim przejmujesz i powinnaś zrozumieć, że narzeczony przejmuje sie swoimi.
            Jesteś jednak do nich uprzedzona, obarcasz ich odpowiedzialnością za wykorzystywanie ojca, za brak wdzięczności. Coś mi się wydaje, że ten 19-letni chłopak nie wyciagał chorego ojca z łóżka, tylko ojciec sam z niego wyskoczył i zawiózł. Trudno by nastolatkowie dostrzegli w tym jakiś brak normy, skoro ojciec tego nie widzi. Dzieci przyjmują opiekę rodziców jako coś oczywistego, ale o kształcie tej opieki decydują rodzice, więc pretensje, a właściwie delikatne sugestie kieruj raczej do narzeczonego i za bardzo go nie atakuj, bo nikt nie lubi być atakowany, zwłaszcza, że to nie są Twoje dzieci i narzeczony ma powody myśleć, że masz do nich zupełnie inny stosunek niż do własnego i może go to bardzo dotykać.
            • verdana Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 14:18
              Nie, normalny 19-latek nie przyjmuje jako coś oczywistego, zę chory ojciec wyskakuje z łóżka i go zawozi na zajęcia. Nie przyjmuje też już opieki rodziców jako oczywistej. To, co piszesz odnosi sie do nastolatków 13-15, góra 16 lat. Potem to już nie jest norma, tylko skandal.
    • rurek00 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 10:07
      Nie wiem po co się tak spieszysz z tym ślubem. Jak rozumiem znacie się tylko "weekendowo". Wiesz dlaczego A. się rozwiódł? Oczywiście jego żona to "zła kobieta" była, no nie? Widzisz jakie ma relacje z byłą i z synami i tak bezkrytycznie oceniasz sytuację? On taki wspaniały i bez wad. Sama pewnie też masz jakiś "ogon". Dokładnie widzisz w co się pakujesz. Tak będzie zawsze, przemyśl to jeszcze. Każde święta tak będą wyglądać i codzienność też. Potem się zaczną pretensje, że mnie czasu poświęca tobie i dziecku niż swoim dzieciom, i takie tam. Już było kilka takich wątków. Jeśli już teraz są takie jazdy, po co w to brnąć? I od razu ślub?
      • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 10:29
        Co do rozwodu to juz pisałam- ona go zdradzała, ale on przebywał głównie na misjach, więc w pewnym sensie czuje się winny. Kilka zdrad wybaczył, kolejnej już nie. Nigdy o niej źle nie mówi, po prostu nie rozstali się w zgodzie, ona chciała potem jeszcze wracac, on już nie chciał i od tej pory relacje między nimi nie istnieją.
        Mieszkamy ze sobą od roku w każdy weekend, wakacje spędziliśmy całe razem, wczesniej spotykalismy się rzadziej, ale też regularnie. Oczywiście, że ma wady,znasz kogos kto ich nie ma? Ale z nikim nie byłam taka szczęsliwa jak z nim. Zreszta cokolwiek tu napiszę będzie brzmiało patetycznie. Po prostu chcemy byc razem i tyle.
        • baszysta Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 10:57
          dajcie spokoj mamusce, ma miesiac miodowy w glowce i wielka szczesliwosc, ze znalazla takiego wspanialego tatusia dla swojego osmiolatka

          a pompowania kasy w dwoch starszych synow i bezgranicznego oddania ojca jeszcze tak bardzo nie widzi, dopiero otwiera szpare w oku

          nie oczekuj od dwoch nastolatkow szacunku, po prostu traktuja cie jako nowa du_p_e starego i kojarza z toba i twoim synem tylko prawdopodobnie mniejsza ilosc kasy, ktora dostana od tatusia

          swoja droga dewocja ojca wobec 2 starych koni jest tak straszna, ze az smieszna

          dwa stare konie nie potrafia przejsc paru ulic
          tatus z goroczka musi z jednym starym kuniem jechac na angielski

          powariowali ci ludzie

          autorko to dosc wysoka cena za znalezienie nowego tatusia co do jedo poddanczosci wobec synow ale tatus tez musi byc niezle "kuku" zeby dawac sie az tak obrabiac

          krzyz na droge idz na forum macochy i przejzyj troche na oczy
        • edw-ina Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 10:59
          Nie zdecydowałabym się na ślub tak szybko po znajomości weekendowej. Ale to ja. W pewnych kwestiach upewniam się 100 razy zanim podejmę decyzję. Chociaż ogólnie to raczej dobrze na tym wychodzę.
          Odnośnie pasierbów - mam dwóch w podobnym wieku. I mogę powiedzieć jedno - za relację z dziećmi odpowiadają rodzice tych dzieci. I to w rękach twojego partnera leży ułożenie sobie tych relacji w nowej, zmieniającej się rzeczywistości. Ja wychodzę z założenia, że dopóki coś nie wpływa bezpośrednio na mnie, nie wykracza poza ramy, na które się godzę, to staram się nie wnikać. Akceptuję fakt, że moje, nasze życie nie wygląda tak, jak w rodzinie bez przyległości w postaci dzieci z poprzedniego związku, ale też nie daję sobie wmówić, że muszę wszystkiemu ulegać, BO DZIECI.
          Ja bym zostawiła temat do rozwiązania partnerowi. Nie pomagała mu go rozwiązać, nie usuwała się, ale też nie stawała przysłowiowym okoniem. To, że niemal dorośli nastolatkowie raptem zaczynają się zachowywać niepoważnie i niejako pokazują rogi, nie jest niczym dziwnym. U nas też problemy zaczęły się pojawiać w takim momencie, a nie kiedy dzieci były młodsze. Nie wiesz, czy twój syn, który teraz jest do całej sytuacji nastawiony przychylnie za jakiś czas też nie zacznie pokazywać rogów.
          I staraj się nie oceniać chłopców. Czy są roszczeniowi, czy im się należy czy nie, czy i na ile powinni być wdzięczni. To, co w jednej rodzinie jest normą, w innej jest pułapem nieosiągalnym, a w jeszcze innej jakimś minimum. Nie ma równej kreski, pod którą mają się wszyscy zmieścić.
        • oliwkowa75 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 11:56
          >> Mieszkamy ze sobą od roku w każdy weekend, wakacje spędziliśmy całe razem, wczesniej spotykalismy się rzadziej, ale też regularnie. <<

          Decyzja o ślubie po roku randkowania? To nie było "mieszkanie ze sobą", tylko weekendowe randkowanie + sielankowy urlop. Więc oczywiście, że jesteś z nim taka szczęśliwa, bo nawet nie wiesz jaki jest na co dzień. Niedługo dopiero zobaczysz jak wygląda "proza życia", gdy faktycznie z nim zamieszkasz. I jego synów tez będziesz miała na co dzień. Dziecko sprowadzasz do nowego miasta, a co będzie jak po miesiącu mieszkania z nim jednak w końcu otrzeźwiejesz. Stać cię na wynajęcie mieszkania? Niby kobieta z 8letnim dzieckiem, a postępujesz trochę jak nastolatka, co to się zakochała. Chyba już wiesz, że dosyć łatwo się odkochać - pewnie w ojcu swego dziecka też się zakochałaś, a A był kiedyś zakochany w swojej żonie. I jego dzieci, których już nie znosić, nie zniknął magicznie z jego życia, nawet jeśli myślisz, że po ślubie "wszystko się zmieni".
          • kittykitty Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 20:03
            > Decyzja o ślubie po roku randkowania? To nie było "mieszkanie ze sobą", tylko w
            > eekendowe randkowanie + sielankowy urlop.

            Może i rzeczywiście decyzja o ślubie zapadła dość szybko, ale przecież dziewczyna pisze, że biorą ten ślub za pół roku a zamieszka z facetem na stałe już za kilka dni. Więc będzie miała czas, by sprawdzić jak wygląda codzienne życie z nim.

            Dziecko sprowadzasz do nowego miasta, a co będzie
            > jak po miesiącu mieszkania z nim jednak w końcu otrzeźwiejesz. Stać cię na wyn
            > ajęcie mieszkania? Niby kobieta z 8letnim dzieckiem, a postępujesz trochę jak n
            > astolatka, co to się zakochała. Chyba już wiesz, że dosyć łatwo się odkochać -
            > pewnie w ojcu swego dziecka też się zakochałaś, a A był kiedyś zakochany w swoj
            > ej żonie.

            A co autorka ma zrobić z dzieckiem? Zamrozić na kilka m-cy?

            Zdecyduj się o co Ci chodzi. Najpierw napadasz na autorkę, że decyduje się na ślub po roku weekendowej znajomości a potem rzucasz na nią gromy, że przeprowadza się, by zamieszkać ze swoim wybrankiem. A co wg Ciebie ma zrobić? Spotykać się weekendowo kolejny rok/dwa? Czy może masz jakieś inne propozycje?
    • alpepe Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 11:23
      A ja nie rozumiem tej celebracji wigilii, jeśli serca stwardniałe na kamień. Czy coś by się stało, gdyby synowie odwiedzili was w pierwszy dzień świąt i wtedy, jak rozumiem, dostaliby prezenty?
      Wigilia to dzień pojednania i pokoju, nie wyobrażam sobie dzielić się opłatkiem z kimś, kto utopiłby mnie w łyżce wody, gdyby tylko mógł.
    • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 11:51
      Twój kandydat nie umie stawiać granic dzieciom, własnych też nie ma skoro pozwala sobie chodzić po głowie. Brak asertywności przejawia się uległością. W sam raz dla wojska=) Poczucie winy zupełnie zbędne. Są tacy co pracują w miejscu zamieszkania i tacy co pracują poza nim. Chłopakom nie wyszło to na dobre, ale nie dlatego, że tata wyjeżdżał, tylko dlatego, że czuł się winny gdy przyjeżdżał.

      Masz pół roku na obserwacje i ewentualną zmianę tego układu. Wigilia odpowie Ci na pytanie gdzie jest Twoje miejsce w kolejce dziobania. Do ślubu możesz sprawdzać czy pozycja ta wzmacnia się czy słabnie. Po ślubie nie mów, że nie wiedziałaś.
    • blond_suflerka Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 12:03
      Nie ulegać tym żądaniom. Bardzo dobrze jak po rozwodzie ojciec nadal jest aktywnym rodzicem. Płaci, spotyka się, angażuje, itd. Wszystko świetnie. Ale tutaj doszło do pewnego zaburzenia. Tak samo źle jest kiedy rodzic traci kontakt z dzieckiem ale też kiedy dziecko jest roszczeniowe, nie docenia tego kontaktu, stawia irracjonalne żądania, traktuje rodzica jako własność, itd.
      Jak teraz się ugniecie pod tymi żądaniami to nie będziecie mieli okazji przywrócić równowagi do tej relacji. Tu jest też wina Twojego partnera, że on tego nie widzi. I to jest praca dla niego do wykonania-nadać tym relacjom właściwe proporcje. To sa już dorośli ludzie tak naprawdę. I chyba w jakiś sposób toksyczni dla Twojego partnera. On tego nie widzi i w dużym stopniu podtrzymuje to a to z kolei duży problem.
      On musi to zobaczyć i zrozumieć i dopiero wtedy będzie wiedział, że tu trzeba zmienić reguły gry.
      Sytuacja w której tylko Ty widzisz, że oni postępują niewłaściwie i wymagasz pewnych rzeczy jest trudna bo wtedy on właśnie stoi pomiędzy tym młotem a kowadłem.
      Gdyby widział swoj udział w tych problemach(i te problemy) wiedziałby, że czas na nowe warunki i tu nie można ustępować. Wtedy Wy tworzylibyście wspólny front.

      Najpewniej chciał wynagrodzić synom rozwód więc zgadza się na wszystko i toleruje dwóch niewychowanych chłopaków. Tyle tylko, że to nie tędy droga. To nie jest dobra i silna więź gdzie chłopaki cieszą się ze szczęścia ojca. To jest atrapa dobrej relacji a Twój partner musi zdać sobie sprawę z tej iluzji. Oczywiście jeśli chce mieć dobry związek z Tobą, z samym sobą i synami.
      Tyle tylko, że przebudowanie tego wszystkiego będzie trudne. Nie tak łatwo zmienia się reguły gry po tylu latach. Może potrzebna będzie jakaś konsultacja z fachowcem(terapautą) dla Twojego partnera?
      • 3-mamuska Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 14:28
        Twój partner powinien porozmawiać z synami o tym ze teraz jestes częścią jego zycia i maja sie zachowywać jak prawie dorośli faceci a nie jak rozpieszczone dzieci.
        Jesli on sie nie zmieni ,to będziecie mieli ciężkie życie. No chyba ze w pewnym momecie chłopcy oleja ojca poznają dziewczyny .

        Dla mnie to dziwne, macie 2 wyjścia albo powiedzieć , ze albo przychodzą na wcześniejsza wigilie do was, ( potem wy robicie sobie własna wigilie) albo on idzie do nich na 15 posiedzi da prezenty i wroci do was.
        W żadnym razie nie zdecydowalabym sie na żaden spacer chowanie po kontach, bo potem zawsze bede oczekiwać ze bedziesz z synem schodzić i z drogi.
        Do tego ja wolałabym zeby moje dziecko z takimi osobami miał mały kontakt i wcale nie mówilabym o żadnych "braciach" tylko imiennie lub synowie A.

        Jesli nie partner moze wpaść dzień wczesniej i dać prezenty podzielić sie opłatkiem, czas przeciąć pępowinę.
        Rownież z innymi sprawami jak bycie taksówka.
        -----------------
        ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
    • asfo Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 14:41
      Ojciec i synowie powinni to załatwić między sobą, ty ze swej strony możesz natomiast domagać się swojego komfortu i poszanowania twej osoby - czyli np. nie zgadzać się na tułanie z dzieckiem po mieście w wigilijny wieczór. Jak nie chcą cię widzieć, to niech się sami spotkają na mieście - zresztą nieważne jak to załatwią, to w zasadzie nie Twoja sprawa.

      Uważałabym z tym ocenianiem układów między nimi. Tak naprawdę to nie wiesz co jest grane, skąd ten dziwny układ się wziął. Twój narzeczony niekoniecznie powiedział ci wszystko na temat swojego przeszłego życia, mógł przemilczeć jakieś kompromitujące fragmenty, które istotnie wpływają na jego aktualne układy z synami. Na pewno powinnaś uważać, bo zazwyczaj ludzie, którzy mieli zaburzone kontakty rodzinne wcześniej, mają zaburzone kontakty rodzinne także później, jeśli nie podejmą w międzyczasie poważnej pracy nad sobą.
      • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 15:08
        No własnie z tym tułaniem się po miescie w wigilijne popołudnie....ja w pierwszym odruchu powiedziałam, że proszę bardzo- mogę pójśc z dzieckiem na spacer (bo już o tej porze zakupów nie wymyślę) i wprawdzie A. oburzył się i powiedział, że wykluczone, nie będę nigdzie wychodzic, to jednak potem dodał, że ewentualnie mogę byc w pokoju na górze.
        Cóż, dla mnie byłoby to znacznie bardziej upokarzające, więc stwierdziłam, że jesli to go uszczęsliwi, to oczywiście mogę tak zrobic, z tym, że przez czas siedzenia w pokoju bardzo poważnie przemyślę moją pozycję w tym układzie i to, czy na pewno jestem na nią zdecydowana. I to nie był żaden szantaż czy straszenie rozstaniem, tylko uczciwe stwierdzenie faktu, po którym A.zaproponował zaproszenie ich na naszą własna wigilię.
        W tej chwili (po dwóch dobach zastanawiania się i waszych opiniach) jestem prawie pewna, że jeśli zostanę jednak poproszona o posiedzenie w pokoju, to może to byc nasz ostatni wspólny wieczór. Ja nie chcę walczyc o swoja pozycję w jakichś próbach sił z nastolatkami. Ja chcę, zeby ona była oczywista.
        • paris-texas-warsaw Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 15:39
          Wiesz, ja się wypowiem troche jako "posiadaczka" macochy, troche jako rodzic;) Dzisiaj kupiłam prezent na Świeta właśnie dla macochy, mam z nia bardzo dobre relacje, więc wydaje mi się, że nie będę stronnicza;) Jednocześnie jako rodzic wiem, że żaden "next" nie byłby ważniejszy od dzieci;)

          Może spójrz na sprawę z innej strony... Nie fiksuj, że to Wigilia. Synowie chcą się spotkać sami z ojcem. O godzinie 15. To nawet nie jest wg mnie godzina Wigilii, no może w pracy, lub dla partyjniaków;) Trudno zabraniać komuś spotykać się z jego dziećmi, nie trzeba się wszędzie pchać. Nie macie jednego pokoju, to sobie zwyczajnie pobadź w innym. Nie traktuj, że to Ty się tam zamykasz, ale, że to oni się zamykają. I tyle. Każdy ma się prawo spotkac z rodzicem w Wigilię, bez obcych mu i nielubianych (?) osób.

          Chociaż mi by się w te pachworki nie za bardzo chcialo bawić. To co mnie uderzyło w Twoim poście, to ta historia z siedzeniem w samochodzie. Wow, taki problem tez miał mój kilkulatek, i wiesz co - za każdym razem mu ustępuję:))) Ostatnio usłyszałam, że może jednak znowu się zamienimy, i to ja będę z przodu siedzieć, jak tata kieruje:))))
          • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 15:52
            Byc może w kwestii samochodu zachowałam się jak kilkulatek. Ale istotny jest kontekst sytuacji- nie widzieliśmy się ponad dwa tygodnie i mieliśmy tylko 12 godzin na spotkanie.
            A. przyjechał po mnie, ale jednocześnie wiózł synów od rodziny. Z przodu siedział starszy, z tyłu młodszy. A. przyszedł po mnie do domu i w drodze do samochodu powiedział przepraszającym tonem: "Ale kochanie usiądź z tyłu, bo Jasiu nie chce się przesiąśc". Wspomniany 19 letni Jasiu bynajmniej nie rozmawiał z ojcem przez te dwie godziny drogi. Nie odezwał się ani słowem- oglądał film na DVD. Mów co chcesz, dla mnie to nie jest normalne.
            • pogodoodporna Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 19:45
              lemonka5 napisała:

              > Byc może w kwestii samochodu zachowałam się jak kilkulatek. Ale istotny jest ko
              > ntekst sytuacji- nie widzieliśmy się ponad dwa tygodnie i mieliśmy tylko 12 god
              > zin na spotkanie.

              Wiesz Lemonka, jesli chodzi o ten samochod, na Twoim miejscu wcale bym sie tym nie przejmowala ze zachowalas sie jak kilkulatek ;-) Wprawdzie jako dorosli mamy wiecej dowiadczenia, ale uczucia, bez wzgledu na wiek, sa zawsze takie same. Jesli wiec cos sprawia nam przykrosc, to niezaleznie od wieku bol jest ten sam. Bylo Ci przykro i masz do tego prawo.
              Bylam kiedys w podobnej sytuacji, wprawdzie nie chodzilo o dzieci partnera, tylko o jego matke, ale kontekst byl podobny. Nie widzielismy sie kilka tygodni, a jak sie spotkalismy na kilka godzin, to on piec razy musial przerwac rozmowe ze mna, bo jego mamusia musiala omowic z nim sprawe zakupow na obiad, potem rachunku za wode, a nastepnie wyboru wedliny na kolacje :-D Jednym slowem byly to sprawy niecierpiace zwloki, rozmowa ze mna mogla wiec poczekac :-P
              Ale do czego zmierzam. Ty swoja obecnoscia nie czynisz nikomu krzywdy, nie zasluzylas wiec na to, aby traktowac Cie jako dodatek do zycia Twojego partnera. Nie namawiam Cie absolutnie do okazywanie wrogosci jego dzieciom, ale mysle, ze wielka milosc to szacunek przede wszystkim, a propozycja "ukrywania sie" w drugim pokoju jest po prostu niesmaczna. Dlatego rozumiem, ze moze Ci byc przykro, mnie tez by bylo, moze dlatego, ze wigilia to dla mnie magiczny czas, a moze dlatego, ze skoro mialabym sie ukrywac, to znaczy, ze nie jestem nikim waznym ? :-(
        • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 16:46
          Twoja pozycja jest już tak jak tego chcesz oczywista, to pewne. Ty jesteś dorosłą a jego synowie, na pewno jeden z nich jeszcze absolutnie nie. To ty dyktujesz warunki ale nie zwalnia Cię to z poczucia odpowiedzialności i zwykłej przyzwoitości wobec chłopców, nie zależnie od tego jak oni, poprawnie lub nie, się zachowują. To samo dotyczy Twojego partnera. Dziecinadą z Twojej strony jest wikłanie się w próby sił z nastolatkami. Ty podejmij decyzję ale zrób to myśląc nie tylko o własnej pupie ale o dobru wszystkich (trójki) dzieci i partnera także.
          Mówienie, że to może być wasz wspólny ostatni wieczór z partnerem (jeśli poprosi o posiedzenie w pokoju) uważam za skrajną niedojrzałość i brak miłości do niego. Widać też w Twoich rozterkach niską samoocenę i niedowartościowanie, i w sumie jakąś taką niepewność siły Waszego związku. Po dwóch dobach zastanawiania się i z dystansem podejścia do opinii forumek powinnaś już wiedzieć czego chcesz a nie zastanawiać się czy w ogóle wziąć ślub. Ty może rzeczywiście nie jesteś wystarczająco odporną i odpowiedzialną osobą żeby stworzyć patchworkową rodzinę, co wydaje mi się trudniejszą formą rodziny niż zwykła z biologicznymi dziećmi obydwojga rodziców. Jeszcze za chwilę dojść Wam może Wasze wspólne biologiczne dziecko i co wtedy. Ciesz się, że partner z Twoim dzieckiem biologicznym tworzą, zaczynają tworzyć więź i chuchaj i dmuchaj na nią. Jeszcze nieraz Twoje dziecko da popalić swojemu nowemu ojcu i Tobie. Czyli: zdecyduj się czy jesteście w związku na dobre i NA ZŁE, czy podołasz roli macochy, czy zniesiesz jakieś kontakty partnera z byłą żoną, matką jego dzieci. Twoje decyzje mają wpływ na całe życie masy osób 5+, i jeszcze ewentualnych babć i dziadków. Zyczę mądrej decyzji. I dobrej.
          • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 20:16
            Igge, wybacz, ale piszesz idealistyczne bzdury i udzielasz autorce szkodliwych rad.
            O dobru swoich dzieci i dobru przyszłej żony powinien myśleć pan.
            Autorka w żadnym stopniu nie jest odpowiedzialna za nastolatka i dorosłego chłopaka i powinna skupić się na wypracowaniu dla siebie i własnego dziecka odpowiedniego miejsca w tym układzie.
            • aqua48 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 20:36
              triss_merigold6 napisała:

              > Autorka w żadnym stopniu nie jest odpowiedzialna za nastolatka i dorosłego chło
              > paka i powinna skupić się na wypracowaniu dla siebie i własnego dziecka odpowie
              > dniego miejsca w tym układzie.

              A ja sądzę, że taką pozycję powinien ustalić przyszły mąż w porozumieniu z przyszłą żoną i to przede wszystkim on powinien od swoich dzieci oczekiwać szacunku dla swojej wybranki, a od wybranki szacunku dla dzieci. Ukrywanie się podczas wizyt, czy nie mówienie sobie dzień dobry i do widzenia nie jest w żadnym wypadku okazywaniem sobie szacunku.
              • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 20:41
                Zgadza się.
                Dosadnie to ujmując, nastolatkom wcale nie musi podobać się przyszła żona ich ojca. Nie muszą jej nawet lubić czy chcieć spędzać z nią czas. Mogę ich zrozumieć, zazdrość o zasoby jest naturalna. Ale ojciec tłumaczyć się nie musi, potrzeby synów zaspokaja, ma prawo do własnych wyborów życiowych i do oczekiwania z ich strony kulturalnego zachowania. Nawet jeśli będzie to kulturalne zachowanie wymuszone.
              • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 21:21
                niech wam będzie ale narzeczona powinna przymusowo polubić, przezwyciężyć odrazę do nastolatków, powinna być dla nich serdeczna i przyjacielska, uprzejma, a oni dopiero w drugiej kolejności w stosunku do niej po tzreba wziąc poprawkę, że to bardzo młodzi prawie dorośli, hormony buzują, rozpadłą się ich rodzina, muszą znosić nowego faceta matki i jej niechęć do ich ojca etc
                Reasumując wykazałąbym uprzejmą poblażliwość dla ich zachowań i skoro to ważne grzeczniutko poprosila o swoje miejsce w samochodzie czasem, o wspólne spędzenie wigilii, lub urządzenie ich oddzielnej wigilii na mieście, o wszystko co dla mnie ważne. Ale dzieci mojego faceta są z definicji dla mnie ważne i już. I to ja mam się starać nie oni o ich sympatię i dobre stosunki, do skutku.
                Z drugiej strony sama mając 14 lat pojechalam do swojej macochy zobaczyć nowo narodzone dziecko mojego ojca, cieszyłam się z brata przyrodniego. Potem jako 20latka utrzymywałam przyjazne stosunki z macochą, czego moja mama nie mogła mi darować. Matki ewentualnych nowych partnerów zdecydowanie i niemiło przeganiałam. Chciałam mamę tylko dla siebie.
                Wigilie mój ojciec zawsze spędzał tylko ze swoją nową rodziną. Nie zbudował żadnej więzi ze mną, skupił uwagę i czas na nowej rodzinie. Moim zdaniem niesłusznie.
                  • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 22:00
                    mój małżonek nie ma dzieci z innego związku, gdybam sobie :)
                    Pewnie są osoby mające więcej doświadczenia w temacie. Z pozycji takiego kiedyś dziecka po rozwodzie rodziców i tęskniącego całe zycie za ojcem sobie gdybam
                    Ale może Verdana ma rację? Może 19latek to już dorosły i nie buzują w nim hormony. W moim 17 latku buzują a pasierb autorki wątku ma 16 lat.
                    • pogodoodporna Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 22:11
                      igge napisał:

                      > Ale może Verdana ma rację? Może 19latek to już dorosły i nie buzują w nim hormo
                      > ny. W moim 17 latku buzują a pasierb autorki wątku ma 16 lat.

                      Tez jestem mama dziewietnastolatka, wprawdzie plci zenskiej, ale zgadzam sie, ze o buzujacyc hormonach, na tym etapie, to juz dawno mowy nie ma :-) Po maturze dzielnie pracowala przez cale wakacje, zeby zarobic na urzadzenie studenckiego mieszkanka, obecnie sudiuje w innym miescie, mieszka sama i jest stosownie do tego traktowana- tak jak dorosla, samodzielna osoba. Sadze, ze gdybym prowadzila ja za raczke jak male dziecko, to bylby dla niej duzy obciach ;-)
                • verdana Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 21:52
                  W 19 latku już hormony nie buzują. To dorosły człowiek, nie ma co go tłumaczyć "młodym wiekiem". Rodzina nie rozpadła się pół roku temu, tylko na tyle dawno, ze był czas, aby do tego przywyknąć. Pobłażliwość dla zachowania 19-latka wydaje mi się od czapy - z jakiego powodu traktować dorosłego faceta jak dziecię, które ma prawo nie rozumieć i byż egocentryczne, bo malutkie? Nawet 16-latek jest na to za stary, ale 19-latek to juz ciężki przypadek.
                • crises Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 11:27
                  Najadłaś się czegoś nieświeżego? Bo pitolisz jak w gorączce.

                  To nie są pięcioletnie dzieci, tylko prawie dorośli ludzie, od których można i należy wymagać szacunku i kultury. Myśleć mogą sobie co chcą, ale zachowywać się mają przyzwoicie. Ważność jest tu niejako ortogonalna - ważne sobie mogą być, ale to ich nie zwalnia z zachowania podstawowych form.

                  Facet jakaś dooopa wołowa - wyrzuty sumienia i chęć zadośćuczynienia smarkaczom to jedno, ale jakieś pomysły z wysyłaniem wątkodajki na spacer w wigilię albo "bo Jasiu się nie chce przesiąść" to kompletna porażka. Facet z jajami po żołniersku zakomunikowałby szczylom, że dotąd było tak, a teraz jest tak, i albo przyjdą grzecznie na wspólną wigilię, albo może się z nimi spotkać dzień wcześniej na mieście, a rzeczonego Jasia wywlókłby z samochodu za kołnierz.
            • igge Re: a.nancy 13.12.13, 13:34
              zakladam, że watkodajki same podejmuja decyzje, nie kierując sie w znaczącym stopniu tym co zrobiłby ktoś inny i jak to widzi. W każdym wątku jest wiele odpowiedzi/podpowiedzi i autor/ka może część z nich zupelnie odrzucić, ja sama lubię poznać wiele pktów widzenia, nawet te dziwne, niemądre i dziecinne i złośliwe nawet, a potem i tak sama podejmuję swoje decyzje (mądrzejsza lub nie o doświadczenie innych).
              Różnorodność opinii nie może chyba specjalnie zaszkodzić wątkodajce. To otwarte forum. Nikt nikogo nie zmusza do czytania ani nawet do słuchania czyichś rad. Nie jestem ekspertem i nie aspiruję do jakiegoś wielkiego autorytetu. I nie gniewam się jak kogoś drażnią moje wypowiedzi :) POzdr a.nancy
        • effme Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 17:11
          to wcale nie jest zabawne i dziwne, ja SWOJEGO miejsca obok kierowcy pilnuję i nie odpuszczam nawet jeśli kolega starego który ma 2m wzrostu gnieździ się z tyłu. ustępuję tylko naszym dziadkom, którym łatwiej jest usiąść z przodu albo gdy jedziemy z zaprzyjaźnioną parą i chcę nagadać się z koleżanką
    • 8norka6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 17:50
      Dla mnie dobre wyjście jest takie, że chłopcy siedzą w jednym pokoju z tatą nad tym barszczem i prezentami, a Ty z synem w kuchni albo w innym pokoju robicie coś innego. To tylko 1,5 godziny. Nie widzę w tym nic złego.
      Serio chcesz wyjść za tego faceta i wejść do jego rodziny, która Ciebie nie akceptuje? I Ty piszesz, że czujesz się szczęśliwa? Nie za bardzo się spieszycie? Wyraźnie relacje was wszystkich nie są poukładane i to się nie zmieni po ślubie, tak jak sobie teraz ustawicie sytuacje tak będzie. Wyobrażasz sobie dalej takie swoje życie jak teraz? Co zrobicie w przyszłym roku w święta?
      • crises Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 11:31
        Jasne, jeszcze powinna się zachowywać cicho, żeby jej przypadkiem nie usłyszeli.

        Ludzie, powariowaliście? Wątkodajka ma tam być niedługo panią domu, facet sugerujący, że ma siedzieć na górze, to jakiś horror.

        Generalnie uważam, że rodziny patchworkowe to bezsens, no ale jak już się ktoś zdecydował, to nie należy mu fundować takich jazd.
        • 8norka6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 14:09
          crises napisała:

          > Wątkodajka ma tam być niedługo panią domu,
          No właśnie chyba nie. Dostała wyraźny sygnał od rzekomo tak ją kochającego faceta oraz jego dzieci, czyli najbliższych mu osób, że nie chcą by była pełnoprawną panią tego domu.

          > Generalnie uważam, że rodziny patchworkowe to bezsens, no ale jak już się ktoś
          > zdecydował, to nie należy mu fundować takich jazd.
          Ona na własne życzenie funduje sobie takie jazdy. Dzieci mają prawo chcieć spędzać święta i inne dni tak samo z ludźmi bliskimi, lubianymi, przychylnymi im. Widać autorka i jej syn takimi osobami dla tych nastolatków nie są. Jeśli autorka chce wejść w tą rodzinę powinna najpierw postarać się wspólnie z partnerem, by taką osobą się stała. Zanim się tam wprowadzi, zanim spędzą wspólne święta, zanim weźmie ślub. Nie wiem jak oni wyobrażają sobie wspólnie spędzić ten wyjątkowy w końcu wieczór skoro autorka i jej syn są obcymi ludźmi dla tych nastolatków. Między nimi nie ma żadnych więzi, relacji, więc z jakiej racji chłopcy mają mieć chęć spędzić w takim towarzystwie czas?
          • crises Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 19:09
            >Dostała wyraźny sygnał od rzekomo tak ją kochającego faceta oraz jego dzieci, czyli >najbliższych mu osób, że nie chcą by była pełnoprawną panią tego domu.

            Facet jest w tym układzie najwyżej zagubioną ciamajdą, która nie potrafi zrobić porządku z dwójką niewychowanych szczyli, a nie kimkolwiek wysyłającym jakieś wyraźne sygnały.

            > Między nimi nie ma żadnych więzi, relacji, więc z jakiej racji chłopcy mają
            > mieć chęć spędzić w takim towarzystwie czas?

            Wątkodajka próbowała nawiązywać więzi, ale dała spokój spotkawszy się z otwartą wrogością. Ależ mogą nie mieć chęci, więc niech nie spędzają. Godzina na mieście dzień przed wigilią całkowicie wystarczy.
    • sootball Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 18:15
      Wyjaśnij mu, że jego zachowanie w stosunku do synów jest kompensacyjne - stara się wynagrodzić im rozwód, plus boi się o kontakty oraz oceny "zły ojciec" wpajanej synom przez eks. Tylko że spełniając ich zachcianki nie robi im przysługi, ale krzywdę - roszczeniowa postawa oznacza w dorosłym życiu gorycz i rozczarowanie. Do tego wzorzec ojca - nie silnej osoby, która potrafi wyznaczać granice, tylko miękkiej fai i chłopca na posyłki.
      Spełnianie zachcianek synów nie jest dla nich, jest dla ojca. To ojciec spełnia w ten sposób swoje emocjonalne potrzeby, zażegnuje strach, stara się wynagrodzić - ale w nie najmądrzejszy sposób.
      • aqua48 To nie tylko wigilijny problem 09.12.13, 19:42
        A mim zdaniem gdzieś w problemach rodziców i rozwodu zostało całkowicie zarzucone wychowanie tych chłopców. Dla mnie niedopuszczalne jest aby we własnym (?) domu musieć chować się podczas wizyty wigilijnej pasierbów, siedzieć z tyłu, bo dziewiętnastolatek MUSI zajmować miejsce przeznaczone dla partnerki kierowcy, lub aby duzi chłopcy nie potrafili wykrzesać z siebie dzień dobry w stosunku do partnera matki czy partnerki ojca. Coś tu jest mocno nie tak. Na miejscu autorki martwiłabym się nie tylko o własną pozycję w tym nowym związku, ale także o sytuację swego dziecka. Ile można pozwalać aby nim także pomiatali ci przyszli pasierbowie, i jak on będzie się niedługo w stosunku do matki zachowywał mając takie złe wzorce i kompletny brak reakcji ojca wobec tego zachowania przed nosem? Jak on będzie tego ojczyma w nastoletniej przyszłości szanować i słuchać? I podporządkowywać się jakimkolwiek wymogom, które jego przyrodnich braci nie obowiązują wcale?
        • verdana Re: To nie tylko wigilijny problem 09.12.13, 20:09
          Mam w domu niespełna 19-latka. To jest dorosły człowiek, nie dziecko, które może nie rozumieć pewnych spraw. Obawiałabym się w tym wypadku także o własne dziecko - coś musi być bardzo nie w porządku z facetem, który nie dostrzega ani dorosłości własnych dzieci, ani tego, że spełnianie zachcianek dorosłego faceta to nie to samo, co wykazanie zrozumienia dla dziecka, które nie rozumie, co się dzieje wokół niego. Sam pomysł, aby partnerka z dzieckiem musiała w Wigilię się ukrywać w domu, który ma być jej domem świadczy o tym, ze to nigdy nie będzie jej dom. Jej dziecko będzie zawsze na drugim planie, podporządkowane nie dobru własnych dzieci, ale ich kaprysom.
        • blond_suflerka Re: To nie tylko wigilijny problem 09.12.13, 21:10
          To jest też kwestia tego na ile ten partner-tak niedojrzały rodzicielsko będzie umiał zbudować dobrą relację z kobietą. W tamtej się nie sprawdził, nie miał okazji bo wyjeżdżał i jak widać kiepsko ulokował uczucia.
          Teraz-nie umie być dobrym, dojrzałym ojcem. Czy ktoś taki będzie więc umial być dojrzale w relacji? A także dojrzale uczestniczyć w opiece na Twoim dzieckiem?
          To są ważne pytania. I warto zwracać uwagę na to jak ta relacja wygląda a nie tylko koncentrować się na slubie za pół roku.
    • enith Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 20:23
      Cienko widzę przyszłość związku, w którym soon to be wife i jej dziecko muszą w wigilię Bożego Narodzenia błąkać się po osiedlu czy parku, bo pasierbowie nie życzą sobie jej oglądać. Pomysł z wyjściem z domu czy siedzeniem w innym pokoju, by nie urazić uczuć dorosłego mężczyzny i prawie dorosłego nastolatka jest tak absurdalny, że aż śmieszny. Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy, lemonko?? A w przyszłe święta? A jeszcze kolejne? Już jako żona i pełnoprawna lokatorka mieszkania, też będziesz się razem z dzieckiem ewakuować na czas wizyt pasierbów?
      Ty i twoje dziecko zostajecie w wigilię w domu. Sprawę wigilii niech załatwia twój narzeczony. Ty się masz nie mieszać, ale masz ustalić granice, których przekroczenie absolutnie nie wchodzi w grę, w tym twoje błąkanie się po dworze czy chowanie w pokoju na górze. Chłopcy dostali zaproszenie na wigilię, co z nim zrobią, to już ich sprawa. Suką byłabyś, gdybyś udawała, że partner nie ma dzieci lub zabraniała się im widywać. Zaznaczenie własnych granic i niezgoda na udawanie, że ty i twoje dziecko jesteście niewidzialni, jest zdrowe i pożądane i w szerszej perspektywie wyjdzie WSZYSTKIM na zdrowie, a już zwłaszcza rozpieszczonym i rozpuszczonym pasierbom.
    • alagas Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 21:53
      Że się wtrącę...
      Moim zdaniem, jeśli relacje pomiędzy macochą a pasierbami nie mogą być przynajmniej poprawne, to na pewno nie może to być kosztem poniżania nowej partnerki ojca. Może się tak zdarzyć, że synowie absolutnie jej nie akceptują - nie wiem, jakieś żale, że ojciec zostawił matkę, że układa sobie życie... bywa (choć to można zrozumieć u dziecka, dorośli ludzie powinni umieć to zaakceptować). Wprawdzie z opisu lemonki wynika, że wina była po stronie żony, ale kto to tam wie na pewno? Więc powiedzmy, że chłopcy nie chcą jej zaakceptować.
      Ale... to nie znaczy, że powinnaś dać się zepchnąć na drugi plan, uciekać jakby to była Twoja wina. Nie chcą przyjść i UWAGA! zachowywać się poprawnie (bo co z tego, że przyjdą na Waszą wigilię i będą stroić fochy?) Spotkanie nie może się odbyć w ich domu? No to niech się nie odbędzie w ogóle! Albo niech się z nimi spotka na mieście! I zaznaczy, że to wynikło z ich, a nie jego widzimisię! Chcą się spotykać z ojcem w jego domu - muszą zaakceptować Ciebie. Nie chcą zaakceptować? Niech spotykają się z ojcem poza domem. Koniec! Kropka!
      • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 10:25
        alagas napisała:"Ale... to nie znaczy, że powinnaś dać się zepchnąć na drugi plan, uciekać jakby to była Twoja wina. Nie chcą przyjść i UWAGA! zachowywać się poprawnie (bo co z tego, że przyjdą na Waszą wigilię i będą stroić fochy?) Spotkanie nie może się odbyć w ich domu? No to niech się nie odbędzie w ogóle! Albo niech się z nimi spotka na mieście! I zaznaczy, że to wynikło z ich, a nie jego widzimisię! Chcą się spotykać z ojcem w jego domu - muszą zaakceptować Ciebie. Nie chcą zaakceptować? Niech spotykają się z ojcem poza domem. Koniec! Kropka!"

        10/10
          • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 11:18
            edw-ina ktoś tym dorosłym chłopcom MUSI postawic granice i nauczyc ich, że nie tylko oni i ich zdanie i potrzeby się liczą, ale liczą się też inni ludzie, w tym nowa kobieta ich ojca i oni jako prawie dorośli powinni to uszanowac, jeśli nie są na tyle dojrzali, aby to zaakceptowac, a kwestia czy jest to rodzina patchworkowa, czy też nie, ma tu trzeciorzędne znaczenie. Gdyby to była zwykła rodzina tez bym się zgodziła z tym co napisała alagas. Tym chłopcom nikt i nigdy nie stawial granic, nie wychowywał i nie uczył KULTURY, stąd takie ich zachowania, roszczeniowosc i zapatrzenie tylko na koniec ich wąlsnych nosów. Gdybym ja znalazla się w takiej sytuacji jak autorka wątku to zrobiłabym dokładnie tak jak napisała alagas, jeżeli partner autorki wątki nie potrafi włąsnym synom wyznaczyc granic zachowania, to powinna to zrobic za niego autorka watku, kulturalnie ale jasno i stanowczo, powiedziec obu prawie dorosłym faceto, że są mile widziani w tym domu wogóle, że są zaproszeni na Wigilę i ojciec przestaje ich dowozic na jakiekolwiek zajęcia, bo są już na tyle dorosli, że spokojnie ten temat mogą sobie zorganizowac we własnym zakresie. Nowy mężczyzna autorki wątku zył tyle lat w zaburzonej rzeczywistoci i nie potrafił jej ustawic na włąsciwe tory, więc dobrze by było, gdy to aurorka pokazała mu jak powinny takie relacje z dorosłymi synami wyglądac, jaka powinna byc w tym jego rola i w jaki sposób ci dorosli prawie faceci powinni się odnosc do niej jako do nowej kobiety ich ojca. Skoro ich ojciec nie wie i nie umie tego ustalic i zorganizowac tak jak powinno byc zdrowo i normalnie, to autorka wątku, jezeli chce się z nim związac na stałe, powinna w początkowej fazie pokazc mu i gdy trzeba zrobic to za niego i ustalic nowe ramy życia ten patchworkowej rodziny. Ktoś kto zna zdrowe standardy musi to zrobic, bo inaczej dalej wszyscy będą brnęli w zachowania niezdrowe czy wręcz wypaczone i patologiczne.
              • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 11:52
                edw-ina zgadzam się z tym, co napisałaś poniżej, ale taki styl postępowania sprawdzi się w rodzinie normalnej, nie z takimi brakami jak rodzina opisywana przez autorkę wątku, w której ojciec nie zna zdrowych, normalnych standardów wychowania i budowania relacji z prawie dorosłymi synami, ten ojciec ma ogromne braki i ktoś (a konkretnie autorka wątku) musi mu pokazac jak to wygląda i jak jest zorganizowane w ZDROWEJ, NORMALNEJ rodzinie, gdy nikt mu nie pokaże i nie wyjsni to on dalej nie będzie wiedział co i jak powinnien zrobic, bo najwyraźniej ten facet nie ma skąd czerpac tej wiedzy, byc może sam pochodzi z rodziny dysfunkcyjnej:

                edw-ina napisała:"I mogę powiedzieć jedno - za relację z dziećmi odpowiadają rodzice tych dzieci. I to w rękach twojego partnera leży ułożenie sobie tych relacji w nowej, zmieniającej się rzeczywistości. Ja wychodzę z założenia, że dopóki coś nie wpływa bezpośrednio na mnie, nie wykracza poza ramy, na które się godzę, to staram się nie wnikać. Akceptuję fakt, że moje, nasze życie nie wygląda tak, jak w rodzinie bez przyległości w postaci dzieci z poprzedniego związku, ale też nie daję sobie wmówić, że muszę wszystkiemu ulegać, BO DZIECI.
                Ja bym zostawiła temat do rozwiązania partnerowi. Nie pomagała mu go rozwiązać, nie usuwała się, ale też nie stawała przysłowiowym okoniem. To, że niemal dorośli nastolatkowie raptem zaczynają się zachowywać niepoważnie i niejako pokazują rogi, nie jest niczym dziwnym. U nas też problemy zaczęły się pojawiać w takim momencie, a nie kiedy dzieci były młodsze. Nie wiesz, czy twój syn, który teraz jest do całej sytuacji nastawiony przychylnie za jakiś czas też nie zacznie pokazywać rogów.
                I staraj się nie oceniać chłopców. Czy są roszczeniowi, czy im się należy czy nie, czy i na ile powinni być wdzięczni. To, co w jednej rodzinie jest normą, w innej jest pułapem nieosiągalnym, a w jeszcze innej jakimś minimum. Nie ma równej kreski, pod którą mają się wszyscy zmieścić."
                • edw-ina Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 12:22
                  Zuzi, wybacz, ale zastosowanie twoich rad doprowadziłoby do nienawiści pomiędzy pasierbami, macochą, a ojcem chłopców. Powiedzenie komukolwiek, niezależnie w jakiej jest rodzinie, że jest dorosły i ma postąpić tak lub tak, bo inaczej wyciągnie się konsekwencje bez dwóch zdań nie zaowocuje stwierdzeniem: jestem dorosły, więc zrobię, jak mówisz, tylko poskutkuje tym większym buntem.Wskaż mi proszę osobę, nawet dorosłą i dobrze poukładaną, która dobrze zareaguje na nakaz.
                  Macocha, która będzie wyjaśniała ojcu jak ma postępować z własnymi dziećmi bez wątpienia nie przysłuży się nikomu, a narazi jedynie na zbędną frustrację. Macocha może powiedzieć na co się nie godzi wobec siebie, a nie tłumaczyć rodzicowi co i jak ma zrobić ze swoimi dziećmi. Może z partnerem rozmawiać i pytać go o pewne sprawy, dlaczego tak nie inaczej postępuje, ale nie wychodzić z założenia: tak jest dobrze, bo ja tak uważam, a ty robisz źle. Dodatkowo już widzę sympatię pasierbów, których życie raptem drastycznie się zmieni, ponieważ pojawiła się macocha i ona ma takie a nie inne "widzimisię". Jeszcze nie daj opatrzności, a ojcu wyrwie się, że Marysia czy Krysia powiedziała, że nie powinienem was już odwozić na zajęcia, bo jesteście za dorośli na to, to już bez wątpienia miłość wzajemna będzie zapewniona.
                  A jeżeli - tak jak napisałaś, partner jest dysfunkcyjny i nie nadaje się na ojca, to widocznie nie powinna się z nim wiązać, bo swoją dysfunkcyjność przeleje też na kolejne dziecko.
                  • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 14:30
                    Tu jest jeszcze inny problem. Facet był w wojsku i na misjach. Misje to takie delegacje, gdzie i rok można siedzieć. Albo dłużej. Albo krócej. Więc dwóch chłopaków było chowanych w domu, gdzie matka miała dwóch mężczyzn na których się opierała i to oni rządzili (vide: dziś mamusia ukrywa kochanka, bo jej mężczyznom ewidentnie to się nie podoba). Jak przyjeżdżał ojciec z misji to też niewiele miał do gadania i pewnie z uczuciem ulgi jechał znów na misję. I efekty tego dziś widać. Synowie tolerują matkę, a ojca traktują jak bankomat, szofera i co tam jeszcze się da. I obojgiem rządzą.

                    Czyli totalne pomieszanie ról.
                    --
                    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
                    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
    • lady-z-gaga Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 22:45
      Mój, nazwijmy g
      > o A. płaci duże alimenty, opłaca ich wszystkie zajęcia pozalekcyjne, kursy języ
      > kowe, egzaminy, korepetycje, prawo jazdy i sport oraz wakacje. Wozi ich na te w
      > szystkie zajęcia, ogólnie utrzymuje z nimi ścisły kontakt, zawsze jest do dyspo
      > zycji, są dla niego bardzo ważni, trudno się zreszta dziwic. Ich stosunek do A.
      > mozna streścic tak: "jesteś naszym ojcem, to wszystko nam się należy, nie ma z
      > a co byc wdzięcznym. Tak ma byc".

      I Ty myslisz o ślubie, chcesz się pakować w to bagno?
      Tatuś, ktory wozi 19 latka na zajęcia pozalekcyjne.... to się kwalifikuje na terapie dla obu panów....
      19latek i 16latek, ktorych trzeba zmuszac, aby powiedzieli "dzień dobry" - szok
      ojciec jest współodpowiedzialny za tę sytuację i cos musi z nim być nie tak - wstrzymaj się z ustalaniem terminu slubu, zanim nie zrozumiesz, co to jest
      • ani_chybi Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 23:55
        Na wspólną Wigilię nie przyjdą , na ślub pewnie tez nie?
        A może się zjawią , ale zyczenia złożą tylko ojcu Ciebie ignorując?
        Sądzę , ze ojciec powinien dać chłopcom wybór :albo wasza wspólna kolacja w domu , albo wcześniejsze spotkanie z nim w mieście.
        Propozycja A byś przeczekała w innym pokoju jasno wskazuje na to jakie miejsce w domu przewidzial dla Ciebie. Ale byc moze była to ostatnia desperacka próba zachowania starych struktur . Być może zrozumie ,że oto przyszedł czas by pokazać synom ze Ty jesteś panią tego domu.
        Jesli synowie nie przyjdą na wspolną kolację i odmówią spotkania z ojcem A nie będzie miał wesolych świąt. Więc Ty tez nie. W normalnych zdrowych relacjach ojcowsko-synowskich ojcu byloby bardzo przykro , ale nie obwinialby za to ani siebie , ani swojej narzeczonej .
        Warto sie zastanowić skąd u niego takie wyrzuty sumienia ,skoro rozwod byl z winy żony. Jesli sobie z nimi nie poradzi to one zniszczą nie tylko te swięta .

      • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 10:26
        lady-z-gaga napisała:"I Ty myslisz o ślubie, chcesz się pakować w to bagno?
        Tatuś, ktory wozi 19 latka na zajęcia pozalekcyjne.... to się kwalifikuje na terapie dla obu panów....
        19latek i 16latek, ktorych trzeba zmuszac, aby powiedzieli "dzień dobry" - szok
        ojciec jest współodpowiedzialny za tę sytuację i cos musi z nim być nie tak - wstrzymaj się z ustalaniem terminu slubu, zanim nie zrozumiesz, co to jest."

        10/10
    • akniwlam Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 00:10
      Czy Twój A akceptuje bądź odrzuca dziewczyny synów? Zabrania im się z nimi spotykać albo ostentacyjnie je ignoruje i lekceważy? Żąda od synów przekładania własnych planów bo musi się z nimi właśnie tego dnia, o tej porze spotkać i nieważne, co tam mieli zaplanowane i kogo wystawią do wiatru?
      Sądzę, że nie.
      Jakim prawem dorośli lub prawie dorośli synowie ustawiają się w roli cenzorów, którzy nie aprobują nowych związków swoich rodziców (bo i matka, z tego co pisałaś, ma chyba podobny problem z nowym partnerem)? Kto im tego prawa udziela?
      Niestety prawda jest chyba taka, że trochę sami sobie to prawo wzięli, a trochę Wy je im daliście. Jeśli zależy Ci na tym mężczyźnie, zawalcz o Wasz związek. O minimum poprawności w zachowaniu synów w stosunku do Ciebie. O niewykorzystywanie chorego ojca do tak pilnej życiowej sprawy jak podwiezienie o sześć przystanków. Jesteście dorośli, oni są dorośli, zachowujcie się wszyscy jak dorośli i traktujcie tych chłopaków i siebie nawzajem jak dorosłych, a nie jak dojną krowę, panienkę do towarzystwa i dwóch szejków, którym należy się cześć i szacunek. Tak, Twoim przyszłym pasierbom należy się wsparcie finansowe na miarę możliwości ich ojca, ułatwienie im startu w życie i wsparcie gdy będą go potrzebowali. Ale to nie znaczy, że rzeczony ojciec ma się zamknąć w pustelni albo klasztorze i być tylko na każde zawołanie jaśnie paniczów.
      Wigilię oczywiście doradzam wspólną, połamanie się opłatkiem, jakieś uprzejme rozmowy i dopiero po jakimś czasie taktowne wycofanie z Twojej strony "to wy tu sobie trochę pogadajcie, my z młodym idziemy wypatrywać pierwszej gwiazdki/wynieść sianko i marchewki dla renifera" czy coś w tym guście. I pół godziny Cię nie ma (nie więcej!), a oni mają okazję pobyć sami ze sobą. Trochę wygraj Ty, żeby usiedli z Tobą przy jednym stole, trochę niech wygrają oni. Nie chodzi o to żeby tego nieszczęsnego faceta przeciągać jak linę, tylko zaznaczyć swoje prawo i wyciągnąć rękę w geście dobrej woli.
    • lucerka Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 14:58
      Lemonko, tak jak ci juz dzewczyny napisaly: ustal granice. Te pierwsze Swieta to zwrotny punkt! Od 21.12 mieszkacie RAZEM i RAZEM zapraszacie chlopcow na wigilie. Twoj A. powinien tak naprawde sam na to wpasc. Jescli chlopcy nie przyjda nie Twoj A zapyta samych chlopcow, jakie widza rozwiazanie tej sytuacji.
      • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 15:20
        Uhm. A synkowie powiedzą: panna z dzieckiem na spacerek. A tatuś buzia w ciup i podaje palto i kurteczkę?
        Patrząc na Jespera Juula, to synkowie aż WYJĄ o ustalenie granic. Choć może i nie, w tym wieku to jesteś już dla dziecka zaledwie sparing-partnerem, zbierasz co zasiałeś=) Skądinąd ja postawiłam już tezę, ale może błędną.

        Był gdzieś fajny wątek o takich rodzicach, którzy wyjeżdżają pracować do Unii, wpadają na jakiś czas, zabierają się za wychowanie i natrafiają na opór. Albo nie wychowują, bo po co, skoro i tak tylko na chwilę wpadli? Może jakaś podpowiedź na forum emigracja czy praca się znajdzie?
    • kol.3 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 18:52
      Przepraszam za dosadność ale Twój facet jest pipa bez charakteru. Eksżona zdradzała go, rozwód z jej winy, ale zachowuje się jak skrzywdzona księżniczka. Synowie są nastawieni przeciwko ojcu, który w całym tym układzie zachowuje się wobec nich jak służący na 2 łapach Reks. Synowie, stare chamowate byki ustalają warunki, ganiają go jak lokaja. Gruba przesada. Cale ich zachowanie jest po to, żeby Ciebie ustawić na pozycji kobiety bez znaczenia. Jest to ewidentna manipulacja puszczalskiej mamci synalków. Pogonić towarzystwo aż się będzie kurzyć. Jeśli pozwolicie im urządzić wigilię wg ich scenariusza to sami sobie grób wykopiecie. Nigdzie masz z domu nie wychodzić ani nie chować się po kątach. Chora sytuacja, z która dorośli ludzie nie potrafią sobie poradzić.
      • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 20:00
        Dziewczyny moje kochane,dziękuję wam za to wszystko co piszecie- bardzo mi pomogłyście w rozeznaniu się we własnych odczuciach i myślach. Dopiero wróciłam dziś z pracy,więc na razie tylko przeczytałam wszystkie wasze opinie,jutro napiszę więcej, bo starszy synek zaangażował w sprawę babcię,czyli moją przyszłą teściową. I,co ciekawe,nie spotkał się ze zrozumieniem:) Jutro też A.ma przedstawic im swoją propozycję wigilii,więc zobaczymy co nastąpi.
        W każdym razie, po tym co mi napisałyście, przestałam czuć się jak zła macocha i utwierdziłam w przekonaniu,że coś w tym układzie jest bardzo nie tak.
        I to cudowne,że mogę powiedziec teraz głośno to,co do tej pory tylko czasami myślałam: "To dwa niewychowane,rozpuszczone szczyle,którym najwyższy czas postawic pewne granice" Nawet jeśli mówię to tylko tu, na forum,to i tak jest mi dużo lepiej :)
        • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 22:59
          Rola macochy to bardzo trudna i często niewdzięczna rola. Wiem coś o tym, bo nią jestem. Na początku było bardzo ciężko, syn mojego partnera dawał mi nieżle popalić. Ale nigdy nie myślałam o nim jako o rozpuszczonym szczylu, choć w gruncie rzeczy nim był. NIkt mi nie pomógł, sama musiałam sobie ułożyć z nim kontakty.
          Dużo z nim rozmawiałam i po pewnym ( nie powiem, że krótkim ) czasie efekt był taki, że lubił mnie bardziej niż swoich rodziców. Znajomi, którzy byli świadkami naszych relacji byli mocno zadziwieni widząc jak bardzo się one zmieniły - mówili mi, że warto było okazać cierpliwość.
          Może nie nastawiaj się tak konfrontacyjnie i spróbuj jednak okazać im swoją przyjazną stronę. Pal licho, powiedz im "dzień dobry" pierwsza i staraj się z nimi rozmawiać - może tak ich "rozbroisz". Trudno być niemiłym wobec miłej osoby. Myślę, że atmosfera gdy jesteście razem jest okropna, ale Ty nie robisz nic, by to zmienić. Oczywiście, że powinni być grzeczni, ale najwyraźniej traktują Ciebie jako wroga i nie chcą, więc pokaż im, że wrogiem nie jesteś. Wszyscy musicie dołożyć starań, by jakoś znośnie w tym układzie funkcjonować.
    • koronka2012 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 20:13
      Dobra rada - ustawić sprawy od początku. Ustalić granice. Nie do przyjęcia jest zastanawianie się nad tym, jak usunąć kobietę swego życia w Wigilię aby synkowie raczyli się pojawić.
      Dla mnie to czerwone światło.

      Naprawdę radzę się dobrze zastanowić nad tak szybkim ślubem. Widywanie się weekendowe, a życie na co dzień z tatusiem-podnóżkiem to naprawdę dwie różne sprawy. Panu przydałaby się terapia, bo to co robi jest absolutnie chore. Kupuje sobie uwagę synów będąc na każdy gwizdek - jego sprawa, ale NIE DA SIĘ TEGO pogodzić z normalną relacją damsko-męską. Żadna normalna kobieta nie wytrzyma tego, że w konfrontacji z fanaberiami jego dzieci, jej potrzeby będą wiecznie na ostatnim miejscu, o potrzebach jej dziecka nie wspominając.
      Pomieszkaj z nim dłużej, dopiero wtedy będziesz w stanie ocenić czy dasz radę to wytrzymać, z daleka nie odczuwasz tak bardzo skutków nadgorliwości rodzicielskiej swojego partnera.
      • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 10:33
        Więc zaproszenie na naszą wigilię zostało wczoraj synkom przedstawione.
        Żeby przedstawic efekt zacytuję mojego A: "Długo negocjowałem, zastosowałem kilka technik i sztuczek psychologicznych i jest szansa, ze może przyjdą, ale to będzie wymagac jeszcze kilku rozmów". W wolnym tłumaczeniu brzmi to tak: " Prosiłem, błagałem, przekonywałem, cos im za to obiecywałem, oni nadal nie chcą słyszec o twojej obecności, ale może jak jeszcze trochę się popłaszczę i poprzymilam to jest szansa."
        On jest zadowolony, ja- nie. Bo nadal daje sobie włazic na głowę. Albo się zaprasza, albo negocjuje. Ja oczekiwałam, że w żołnierskich słowach zakomunikuje im, że sytuacja się zmieniła i w tym roku są zaproszeni serdecznie na naszą wigilię. I koniec.
        Mogę przypuszczac, że takie błagalne negocjacje doprowadzą do tego, że, owszem, przyjdą, ale zachowają się tak, że długo tę wigilię zapamiętamy. Ja, ostatecznie mogę znieśc, że ktoś odmówi podzielenia się ze mną opłatkiem, albo strzeli innego focha, ale dlaczego mam fundowac taką sytuację i takie święta mojemu dziecku??
        • paris-texas-warsaw Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 10:57
          Trochę myślałam sobie nad Twoim przypadkiem, nie mam zupełnie jednak czasu pisać. Napiusze tylko, że zgadzam się z Edwiną, co do złożoności sytuacji. Polecam wątek na "Macochach" księżnej czy coś takiego, z odpowiedziami Edwiny. Naprawdę wspaniały:) Myślę, że zaczynasz powoli widzieć złożoność sytuacji, pytając, czemu masz fundować synowi taką atmosferę.
          Wg mnie w grę wchodzą kwestie:
          1. Priorytetu opieki nad synami nad związkiem z Tobą (pomyśl, że jeśli coś stanie się ich matce, przynajmniej młodszy trafi pod kuratele i do domu ojca),
          2. Wolność - wolność ojca co do metod wychowania (nawet jeśli to antymetody),
          3. Wolność synów, co do zachowania i sympatii do Ciebie. Nawet jeśli oni w twarz Ci powiedzą "Nie lubimy pani i pani brzydkiego synka", to nie zwalnia to ich ojca z obowiązków, a sa na tyle dorośli, że trudno ojca o to winić, co oni mówią/myślą/robią (nie ma na to tez realnego się już wpływu).
          Jak się "wczułam" w synów, to powiem Ci, że jako taki trochę wredny człowiek, czując na ich miejscu jakieś tam upokorzenie (ojciec postawił na swoim, nie spotkał się tylko z nimi, choć wg mnie dzieci maja do tego zawsze prawo), "uderzyłabym" w pierwszej kolejności właśnie w Twoje dziecko. Nie wiem, na ile sa "proste" (bo Twój partner to wg mnie troche taki prosty chłop, co widać po akcji z Wigilią i samochodem - nie będę rozwijać) te chłopaki, ale bardziej "perfidna" dziewczyna trzema pytaniami na boku by Twoje dziecko doprowadziła do łez w białych rękawiczkach. Ja bym Ci radziła pamiętać o powiedzeniu "Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie".
          Ps. Pisanie [rzez niektóre osoby tu o "granicach" jest w pewien sposób wypaczeniem, bo zachacza o wymuszanie na drugiej osobie. Ja wolę pojęcie "decyzyjności", stale dostosowywanej do zmiennej sytuacji. Ale to tez szerszy temat.
          • lucerka Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 12:09
            Dobra obserwacja. Zgadzam sie z punktem 1. i 2.
            Krytykowanie A. za podejscie do synow jest jakby nie na miejscu. Wyobraz sobie. Lemonko, gdyby A. skrytykowal twoje podejscie do syna?
            Jak dla mnie to nie wazne jakim sposobem A. powinien postarac sie zapewnic swoim dzieciom oraz swojej nowej rodzinie spokojne swieta.

            Punkt 3. Jesli synowie A posuwaja sie do wyrazania antypatii w sposob arogancki czy nieakceptowalny dorosli, czy nie, powinni dostac reprymende od ojca lub ojscie powinien rozwiazac sytuacje tak, aby przykrosci sie nie powtarzaly.

            Jesli chodzi o granice to uwazam, ze decyzyjnosc zawsze odbywa sie w kontekscie ustalenie najpierw pewnych granic. A potem mozna decydowac.
        • pogodoodporna Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 11:14
          lemonka5 napisała:

          > Mogę przypuszczac, że takie błagalne negocjacje doprowadzą do tego, że, owszem,
          > przyjdą, ale zachowają się tak, że długo tę wigilię zapamiętamy. Ja, ostateczn
          > ie mogę znieśc, że ktoś odmówi podzielenia się ze mną opłatkiem, albo strzeli i
          > nnego focha, ale dlaczego mam fundowac taką sytuację i takie święta mojemu dzie
          > cku??

          Masz racje, najbardziej ucierpi w tej calej sytuacji Twoj syn, zal bedzie patrzec jak maly, pewnie ufny i radosny, niezasluzenie zetknie sie z chamstwem i pogarda :-(
          Ale wiesz, nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo. Jesli uda Ci sie zachowac spokoj i usmiech( wiem, to bardzo trudne), to jest szansa, ze Twoj partner sam w koncu zauwazy jak podle zachowuja sie jego synowie, przeciez to kolacja wigilijna-czas szczegolny. Moze naiwna moja wiara, ale jesli zachowasz sie sedecznie i zyczliwie, to ich wybryki, jako kontra do Twojego zachowania, beda wygladac na jeszcze bardziej paskudne. Moze wtedy facet otrzezwieje.
          No i w sumie gdyby sprawdzily sie najczarniejsze prognozy i synkowie urzadzili wigilijna wojne (czego absolutnie Ci nie zycze), to przynajmniej bedziesz miala pewnosc, ze ze slubem nalezy sie wstrzymac. Przynajmniej na razie.
          • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 11:53
            Tak, też myślę, że gdyby synkowie nie dali rady zachowac się w sposób cywilizowany w czasie tej nieszczęsnej wigilii to poważnie przemyślałabym kwestię ślubu. Zaraz tu niektóre w Was (igge na przykład) powiedzą, że słabe to moje uczucie w takim razie, ale nie o siłę uczucia tu chodzi. Gdybym była sama zniosłabym dla tego związku wiele, ale moje dziecko nie musi i nie powinno wiele znosic. Zasługuje na spokój, bezpieczeństwo i szacunek i cóż- jeśli w tej patchworkowej rodzinie nie będzie to możliwe, to wrócimy do układu 1+1, chocbym nie wiem jak kochała mojego A.
            Nie mogę znaleźc tego forum dla macoch. Kiedys je podczytywałam, nawet prosiłam o przyjęcie, a teraz albo zniknęło, albo ja źle szukam.
            • lucerka Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 12:19
              Lemonko,

              zobacz, zamartwiasz sie juz teraz, jak przebiegnie wigilia. Juz teraz jestes spieta a nerwy sa zszarpane.
              Czy nie sadzisz, ze warto byloby zastowowac strategie odseparowania sie psychicznie od porblemow wychowawczych twojego A?
              Popatrz, wiesz juz, ze wigilie spedzisz u A. Nie musisz wnikac w sytuacje z jego synami, po prostu o tym z nim nie rozmawiaj. Pozwol mu dzialac i zmieniaj temat jak cie zarzuci jakimis informacjami.
              Zajmij mysli czyms innym a jednoczesnie przygotuj sie na to, ze ta Wigilia bedzie po prostu inna od wigilii, ktore dotyczczas spedzilas ze swoja rodzina. Porozmawiaj o tym z synem.

              Nie uzalezniaj wszystkiego od Wigilii. Jesli sie nie uda to trudno. Nie wierze, ze syn bedzie mial traume. To, ze czasem nie jest tak jak planujemy to normalna rzecz. Jedno jest pewne: ty i syn bedziecie razem na wigilii - to powinno byc najwazniejsze.

              • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 12:33
                I przygotuj się na to, że cokolwiek nagotujesz niesmaczne będzie!
                Co do Twojego syna myślę, że najważniejsze jest, aby wiedział, że ma w Tobie wsparcie, że Ty nie akceptujesz złego zachowania wobec niego, że to nie jest tak, że w imię dobrej relacji z A. sprzedasz własne dziecko. Jak to zrobić w praktyce - nie wiem :)
            • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 12:42
              Ale Ty się nie żenisz z synkami. Ale z ich ojcem. I nie chodzi o to co zrobią synkowie, ale jak ochroni Cię przed nimi ich ojciec. Po synkach nie spodziewaj się niczego dobrego, ale też niech spłynie to po Tobie jak po kaczce. Natomiast po A. ... Wiesz, że nie ma narzędzi. Nie potrafi. Może pod choinką powinien znaleźć jakąś książkę, która wywróci jego światopogląd wychowawczy?
            • terazkasia Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 11:58
              Lemonko, rzeczywiście może wyluzuj trochę. Zobaczysz, jak będzie na tej wigilii, nie martw się z góry :)
              Poza tym myśl pozytywnie: ślubu jeszcze nie macie, jesteś samodzielna i niezależna (tak rozumiem z Twoich wpisów), masz czas do połowy przyszłego roku, żeby zobaczyć, jakie życie czeka Cię z tym mężczyzną i na ile on będzie gotowy zmienić to co jest niedobre w jego podejściu.

        • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 15:06
          lemonka5 napisała:"Żeby przedstawic efekt zacytuję mojego A: "Długo negocjowałem, zastosowałem kilka technik i sztuczek psychologicznych i jest szansa, ze może przyjdą, ale to będzie wymagac jeszcze kilku rozmów". W wolnym tłumaczeniu brzmi to tak: " Prosiłem, błagałem, przekonywałem, cos im za to obiecywałem, oni nadal nie chcą słyszec o twojej obecności, ale może jak jeszcze trochę się popłaszczę i poprzymilam to jest szansa."
          On jest zadowolony, ja- nie. Bo nadal daje sobie włazic na głowę. Albo się zaprasza, albo negocjuje. Ja oczekiwałam, że w żołnierskich słowach zakomunikuje im, że sytuacja się zmieniła i w tym roku są zaproszeni serdecznie na naszą wigilię. I koniec.
          Mogę przypuszczac, że takie błagalne negocjacje doprowadzą do tego, że, owszem, przyjdą, ale zachowają się tak, że długo tę wigilię zapamiętamy. Ja, ostatecznie mogę znieśc, że ktoś odmówi podzielenia się ze mną opłatkiem, albo strzeli innego focha, ale dlaczego mam fundowac taką sytuację i takie święta mojemu dziecku??"

          Lemonko, ten facet jest kompletnie "bezjajeczny" ;) czy na pewno z kimś takim chcesz budowac nowy związek? Jaki syn będzie miał przykład męskosci w wykonaniu tego pożal się boże "żołnierza", przepraszam, że to napiszę, ale z niego taki żołnierz jak z koziej dupy trąbka, co on na tych misjach robił? chował się po krzakach ze strachu, skoro nawet wobec własnych synów nie potrafi się zachowac po męsku? Facet koszmar. Naprawdę poważnie się zastanów nad swoimi planami wobec niego, tutaj problemem nie są jego synowie, ich brak wychowania czy ich stosunek do Ciebie, tu największym problemem jest ta "męska mimoza"...
          • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 15:34
            Zuzi, dla mnie ta jego teraz prezentowana uległośc i bezjajecznośc to kompletne zaskoczenie.
            Zakochałam się w nim, bo był typem silnego, zdecydowanego, męskiego faceta.
            I z wyglądu i z poglądów i z zachowania. Nie wiem, czy nie piszę za dużo, ale to wyższa szarża w wojsku. Ma za sobą naprawdę ciężkie przejścia na misjach, z całą pewnością nie chował się po krzakach, oj nie.
            Pierwszy raz zobaczyłam jaki potrafii byc ciamajdowaty właśnie z kontakcie z synami. Pozwolił starszemu zorganizowac osiemnastkę u siebie w domu, efekty były po prostu katastrofalne, a gó...arz nie poniósł żadnych, kompletnie żadnych konsekwencji. (dla ścisłości- nie tylko pozwolił, ale zorganizował wszystko, zapłacił za to i wyremontował dom po wesołej zabawie młodzieży). Czyżby wyrzuty sumienia porozwodowe były aż tak duże, że w kontakcie z syneczkami zmienia mu się dosłownie osobowośc? Nie pojmuję tego.
            • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 15:49
              lemonka idź do jakiegoś polecanego psychologa porozmawiac, opowiedz o sytuacji, bo sprawa jest naprawdę trudna, może to on powinien isc na jakąs terapię, żeby przyjrzec się swoim zachowaniom w stosunku do synów, ktoś powinien mu również uświadomic, jak raniące mogą byc te jego "bezjajeczne" zachowania w stosunku do synów dla Ciebie
            • rurek00 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 15:58
              Po prostu mało się znaliście. Takie randki w weekend i urlop, to raczej poezja niż proza życia. Teraz dopiero będzie zderzenie z rzeczywistością. Ja bym się ze ślubem wstrzymała. Najpierw poobserwuj pana i jego rodzinę, jaki jest na co dzień, i czy na prawdę warto się w to pakować. I bardzo dobrze, że przede wszystkim myślisz o dziecku.
            • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 01:00
              Dla mnie to może być jakiś mechanizm nieprzenoszenia zachowań z wojska do domu. Czyli odwrotność tego, co niedawno wyszło w wątku żony policjanta (tamże: norma czyli jednak przenoszenie). Jakkolwiek kontrola emocji w wysokim stopniu chwalebna, to jednak w tym wypadku wajcha totalnie odwinęła w drugą stronę, a efekt jest z pogranicza koszmaru i groteski.
              • paris-texas-warsaw Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 11:03
                "I bardzo dobrze, że przede wszystkim myślisz o dziecku." - rurek napisał.

                No właśnie, każdy mysli przede wszystkim o dzieciach, jakoś na swój sposób pojmując ich dobro, a jeszcze bardziej mysli o sobie. Dlatego w patchworki mało wierze, może udają się w specyficznych sytuacjach. Nawet przy odchowanych dzieciach masa emocji, spadki, majątki, etc., a co dopiero mówić o dzieciach/młodzieży. Zwyczajnie - różne priorytety. Przy wspólnych dzieciach wiele można dla nich wspólnie "przecierpieć", a tak to czasem wręcz pewnie zwalcza się czyjeś dzieci, bo cos zabierają/utrudniają.
                • edw-ina Re: Wielki wigilijny problem początkującej macochy 13.12.13, 11:29
                  Ależ oczywiście, że obce dzieci zagrażają i się je zwalcza, to nawet udowodnione antropologicznie i psychologicznie. Mnie nieodmiennie bawią ponawiające się się regularnie teksty: jego rozwydrzone bachory i mój/nasz cudowny synek/cudowna córeczka. No płakać mi się chce ze śmiechu. Tamte dzieci są beeee - niewychowane, aroganckie, wredne, ba! - często brudne i śmierdzące. Nasze dziecko jest takie słodkie i kochane lub: moje dzieci świetnie odnajdują się w sytuacji itp. Normalnie wygląda na to, że wszystkie dzieci po rozwodzie od razu stają się wredne i zaczynają śmierdzieć.
                  Po 11 latach życia z człowiekiem z przychówkiem z poprzedniego związku nauczyłam się jednego i trzymam się tego bardzo mocno: nie wnikać, dopóki sprawy z dziećmi nie wpływają bezpośrednio na mnie, nie zmuszają mnie do występowania przeciwko samej sobie, chowania głowy w piasek. Np. synowie dochodzą do wniosku, że wolą spędzić z tatą tydzień poza domem i mieć go tylko dla siebie? Krzyżyk na drogę, przynajmniej nie będę musiała się denerwować, że wszędzie walają się kable od komputerów, telefonów itp, a zmywarka będzie włączana co trzy dni, a nie codziennie. Tylko mój drogi, skoro jest cię stać, aby np. spędzić z synami tydzień w takim i takim hotelu, to musi cię też być stać, aby spędzić w analogicznym hotelu tydzień ze mną i z naszym dzieckiem, bo równe traktowanie jest podstawą.
                  Nie oceniam ich wychowania, podejścia do nauki (no w tym wypadku kilka razy mi się zdarzyło, ale to wyłącznie przy ich ojcu). Zapytana odpowiem na wszelkie pytania - np. od dłuższego czasu jestem ekspertem w dziedzinie dziewczyn :D Nie pytana - nie narzucam się. Nie nadskakuję, nie oszukuję, chętnie pomogę lub sprawię im jakąś małą radość, ale oczekuję za to przysłowiowego dziękuję, bo tak. Ale z pewnością nie przeszkadzam w układach pomiędzy moim mężem a jego dziećmi.
                  • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 11:49
                    Po wnikliwej lekturze tego wątku oraz forum "macochy" dopiero tak naprawdę zaczęłam rozumiec w co się pakuję. Dotąd miałam z synami A, na tyle mały kontakt, że wielu rzeczy nie widziałam, a to czego nie dało się nie zauważyc spychałam obronnie na brzeg świadomości.
                    Rozumiem,że mam trzymac się z daleka od ich układów, ale czy mam prawo wyartykułowac wobec A. oczekiwanie, że synkowie mają się zdobyc na podstawowe minimum kultury i szacunku wobec mnie? Typu: dzień dobry, do widzenia, dziękuję i nie puszczanie mi drzwi prosto w twarz przy zbiorowym wychodzeniu z domu? I co mam zrobic, kiedy sytuacja nie ulegnie zmianie?
                    • paris-texas-warsaw Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 11:56
                      Wczoraj chciałam założyć nawet taki wątek, ale mi zeżarło post i nie miałam czasu... A czemu mamy oczekiwać czegos od osoby trzeciej, że ma wpływac na osobę, od której faktycznie czegoś oczekujemy? Własnie o tej sytuacji myślałam... Dorosły facet, dorosły syn. Czemu oczekiwać, że to ojciec wpłynie na syna w kwestii traktowania macochy? Może samemu trzeba prosić/wpływać? Podobnie jak w tej sytuacji w samochodzie - może mogłaś podejść i zwyczajnie chłopaka poprosić? Nie wiem, sama pytam:)
                        • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:25
                          triss_merigold6 napisała:

                          > W tym wypadku konkretne oczekiwania może przekazywać przez ojca dzieci.

                          Triss, a może jeszcze lepiej przez posłańca z kwiatami...? ;) W ten sposób dojdzie dziewczyna do sytuacji absurdalnych... Jezeli ich zachowania jej nie dotykają i nie dotyczą, ale chciałaby coś ojcu powiedziec na temat zachowań chłopców, to rozumiem takie postępowanie, ale gdy ich zachowania uderzają w nią bezpośrednio, to sama musi zareagowac i to asertywnie i konkretnie, nie przejmując się "patchworkową dyplomacją". Takie sytuacji nalezy załatwiac na gorąco, gdy są wszyscy zainteresowani i nikt nie jest w stanie wyłgac się z tego co zrobił, argumentując to upływem czasu czy nieobecnosci tatusia przy zajsciu...
                            • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:53
                              Pomóc można autorce na dwa sposoby: 1. głaskając i utwierdzając Ją w tym, że w tak niesprzyjających warunkach i przy 2 tak niewychowanych synach, będzie w stanie z tym panem stworzyc szczesliwą rodzinę patchworkową, 2. pokazując realnie absurdalnosc sytuacji w jakiej się znalazła i oswajając z tym, że mimo, że to rodzina patchworkowa to nie warto udawac, że gdy plują to deszcz pada, w imię wyższej idei "patchworkowej dyplomacji"... W każdej sytuacji autorka powinna najpierw kierowac się szacunkiem do siebie samej i do własnego dziecka i oceniac pod tym kątem wady i zalety sytuacji w jakiej się znalazła i jak daleko może się w niej posunąc.
                                • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 13:12
                                  lemonka, ja Cię nie namawiam do wojny z synami, ale do stawiania im granic w imię szacunku dos iebie samej i do swojego dziecka. Bo z takimi niewychowanymi małolatami, którzy nie czują nad sobą autorytetu ojca jest tak, że pozwalają sobie na coraz więcej i więcej i w końcu może dojsc do tak absurdalnych sytuacji, że czując się bezkarni zaczną np. pluc w stronę Twojego syna, a gdy trafią w dzieciaka tłumaczyc się tym, że pluli w inną stronę, ale wiatr źle zawiał. Nie pozwól gó...arzom na to. Poza tym, może byc też tak, ze gdy Ty okażesz się silna, postawisz im te granice konkretnie a ich ojciec ich nie zacznie bronic i tłumaczyc, wówczas po jakimś czasie skulą uszy i chcąc nie chcąc zaczną Ci okazywac szacunek. Musisz byc b. silna przy zachowaniu wszelkich zasad kultury, sytuacje absurdalne i niekulturalne wyciągac na swiatło dzienne i nie owijac w bibułkę, bo to nikomu i niczemu nie będzie służyło. Ci chłopcy muszą się zacząc zachowywac kulturalnie, przede wszystkim w stosunku do Ciebie i do Twojego dziecka. A jeśli ich ojciec pozwala im skakac sobie po głowie, to niech mu skaczą, Ty swojemu dziecku pokazuj, że takie zachowania są b. niegrzeczne.
                          • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 14:16
                            ja tam tak jak Paris i zuzi uważam, że autorka bezpośrednio sama może grzecznie acz stanowczo zwracać ewentualną uwagę dzieciom skoro ich tata zupełnie nie umie. Gdybym czekała (oczekiwałam tego kiedyś) aż mój szanowny małżonek zwróci uwagę mojej ukochanej teściowej, że coś nie tak do mnie powiedziała i że to on postawi jakieś granice swojej mamie - to nigdy bym się nie doczekała w związku z czym robię to sama i bardzo szczerze i otwarcie sobie z teściową dyskutujemy, robimy uwagi. Działa: i ja zadowolona, że nie dusze w sobie emocji i swoich reakcji i ona bo dzięki temu lubię ją bardziej i nie mam o nic żalu. Na bieżąco rozwiązujemy ewentualne zadrażnienia. Z dziećmi nastoletnimi też chyba można byle zachować dla nich serdeczność i nieudawaną życzliwość przy stanowczym, hmm wymuszaniu swoich ewentualnych praw. I żeby dobrze najpierw sie zastanowić do czego mamy prawo, a do czego nie.
                      • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:15
                        Oczywiscie, że mogła i nawet powinna. Bycie asertywną jest pomocne w takiej sytuacji. Tu nie ma znaczenia, czy autorka jest macochą czy rodzinną babąjagą;) Gdy syn partnera puszcza jej drzwi wprost na nią, nie przytrzymując ich, mogła wyraźnie na głos mu powiedziec, najlepiej przy ojcu, żeby uważał co robi i następnym razem obejrzał się do tyłu czy ktoś za nim nie idzie, bo może komuś zrobic krzywdę. Chamstwo tych chłopców trzeba wyciągac na światło dzienne i głośno o nim mówic, najlepiej w obecnosci chłopców i ich ojca. Można powiedziec do jednego z drugim, oczywiscie też przy ojcu, że masz świadomosc że za Tobą nie przepadają, ale nie oznacza to, że mają Ci puszczac drzwi gdy Ty idziesz z tyłu czy robic inne nieprzyjemnosci. Ja bym się ich zapytała wprost, czy w stosunku do nich też masz tak kulturalnie się zachowywac jak oni do Ciebie. Trochę bezpośredniej konfrontacji z tymi małolatami się autorce przyda, niech im pokaże, że się ich nie boi, jak ich ojciec, i albo zaczną przestrzegac zasad kultury w jej obecnosci, albo ona zacznie ich ignorowac. W ten sposób postawi ich ojca przed faktem dokonanym i albo facet zacznie z nią grac jedne skrzypce albo się obrazi, że synalków mu próbuje "ustawiac" i się zmyje ze związku. I wtedy problem się samoczynnie rozwiąze, bez zadnej terapii.
                          • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:36
                            paris napisała:"te rady dla kobiet ze "złą" teściową by mąż wszystko naprawiał są nie do konca trafne."

                            Takie podejscie trafne jest na początku, gdy teściowa przekracza granice, gdy żadne ustawienia jej przez synka nie działają, do akcji powinna wkroczyc główna zainteresowana, czyli małzonka i stoczyc z mamusią słowny pojedynek, przy zachowaniu wszelkich zasad kultury (o ile tak się da). A jak się nie da, to powinna "pojechac" po teściowej tak, żeby jej kapcie z wrażenia pospadały (o ile ma do tego realne podstawy). Taka gorzka konfrontacja albo ustawi relację tesciowa-synowa na zdrowe tory i obie panie, mimo nie pałania do siebie uczuciami, zaczną się szanowac, albo kontakt się urwie i będzie "każda sobie w swoim domu rzepkę skrobie" i każda od każdej będzie miała święty spokój...A synalek będzie z obiema paniami samodzielnie musiał kontakt utrzymywac i do mamusi chadzac na wizyty sam lub w towarzystwie dziecka/dzieci.
                            • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 18:03
                              Trochę nie mam czasu wczytać się w ten wątek wątku=)

                              Niemal całe życie broniłam się sama, ale wiem jak to jest, gdy ktoś stanie za Tobą i obroni cię. To jest strasznie fajna sprawa, która daje fundamentalne poczucie bezpieczeństwa.

                              Oczywiście, możecie namawiać kobiety na walkę i takie tam. Ale moim ideałem jest obecnie sytuacja, w której nawet jeśli umiesz się bronić, nie musisz - bo nie jesteś stawiana w sytuacji zagrożenia, bo nie musisz własnymi rękami sprzątać tego, co ktoś inny nabałaganił, dlatego że jeśli Ty tego nie zrobisz nie zrobi tego nikt inny - bo rodzi to osamotnienie i brak poczucia bezpieczeństwa, z którymi nie da się normalnie funkcjonować, również w związku. Bo inaczej pozostaje zastanawianie się: wyjść na spacer czy iść na udry. Żadna z tych opcji nie jest rozwiązaniem.
                            • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 18:16
                              Jak już mam swoje 5 minut to jeszcze dodam, że totalnie nie wiedziałabym jak "wychowywać nie wychowując" dwóch dorosłych byków, w dodatku nie swoich. Kopanie się z koniem. Chyba że się im zaimponuje. Wygrywając jakąś szóstkę w lotka, a najlepiej całego lotka.

                              I jeszcze jedno. Wszyscy przerzucają się tym patchworkiem. Jeden jest już dorosły, drugi za chwilę będzie. Mieszkanie (z matką) mają, jakby co zawsze mogą coś wynająć na mieście (ten drugi oczywiście za tę chwilę), tatuś chętnie zapłaci.

                              Tak czy siak, wg mnie piłka jest bezwzględnie po stronie pana A. Jeśli on nic nie może to nic tu po Tobie, Lemonka. Chyba że chcesz się kopać z koniem przez kolejne lata życia.
                              • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 15.12.13, 14:31
                                Ludzie różnie wychowują i traktują swoje dzieci i trzeba to uszanować. Lemonka nie powinna wprowadzać tu radykalnych zmian i wypowiadać zbyt radykalnych pogladów na wychowywanie prawie dorosłych nie swoich dzieci. Nigdy nie będą razem mieszkać, więc problem nie jest zbyt drastyczny. Chłopcy wkrótce zaczną samodzielne życie. Ale jeśli Lemonka uważa, że to taki skandal pozwolić urządzić w domu 18-te urodziny syna, to raczej powinna zweryfikować swoje plany małżeńskie. I niech pomyśli, że ci chłopcy woleliby mieć w domu normalną rodzinę, nie przemykajacego nad ranem do łazienki kochanka mamusi i nową żonę z obcym dzieckiem w domu tatusia, która chce wprowadzić do ich rodziny nowe rządy i ukrócić coś co do tej pory było normą. Pamiętaj Lemonko, ta sytuacja jest trudna dla wszystkich.
                                  • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 15.12.13, 19:16
                                    Widocznie dla ojca to skandalem nie było. Z tym poczuwaniem się do naprawiania szkód wśród dorosłych też jest problem, a tu mówimy o młodzieńcu materialnie niesamodzielnym. Nie można dorosłemu człowiekowi mowić jak ma traktować swoje dzieci i co od tych dzieci egzekwować, bo każdy to widzi inaczej. Sytuacja miała miejsce, gdy Lemonka w domu nawet nie mieszkała. Jak zacznie ustawiać relacje rodzinne po swojemu, to może ją spotkać niemiłe rozczarowanie, zwłaszcza, że nie o jej dzieci chodzi. Ciekawe, czy pozwoliłaby mężowi traktowaći swojego syna w sposób bardziej surowy niż ona? Czy pozwoliłaby mu wychowywać swoje dziecko jak jemu się podoba? Podejście do dzieci jest powodem konfliktów w rodzinach, gdzie dzieci sa wspólne, w rodzinach patchworkowych jest jescze trudniej i lepiej za wychowywanie cudzych dzieci się za mocno nie brać.
                                    • akniwlam Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 19.12.13, 12:01
                                      Mało mamy informacji o tych urodzinach, ale tez nikt tu chyba nie wzywa do pociągania dzieciaka do odpowiedzialności materialnej (chociaż w wielu rodzinach, gdyby narozrabiał na urządzonej we własnym domu osiemnastce, miałby np. na jakiś czas wstrzymane kieszonkowe i uważam, że jeśli wcześniej rodzice się tak z dzieckiem umówią, to jest to jak najbardziej w porządku). Ale jeśli wszystkie szkody i straty naprawiał partner Lemonki - czyli np. od wstawienia stłuczonych szyb, przez sprzątanie zarzyganej łazienki po pranie dywanu - to zdecydowanie w część tych aktywności powinien być włączony rzekomo dorosły sprawca tych zniszczeń. I to nie on sam, tylko z kumplami, co tak w tym mieszkaniu balowali. Wstawianie szyb dla młodzieńców raczej nie jest odpowiednim zajęciem i to powinien załatwić ojciec, ale zaniesienie dywanu do pralni i wysprzątanie łazienki - jak najbardziej zadanie dla imprezowiczów. Zauważcie, że towarzystwo najwyraźniej czuło się kompletnie bezkarne, zostawiając cały ten bajzel - w wielu domach, które ja znam, młodzież przed powrotem rodziców do domu sama stara się posprzątać, wywietrzyć, wywalić butelki i usunąć szkody, żeby nie było kwasów i żeby drodzy rodziciele nie domyślili się, co za balety się odbywały pod ich nieobecność. Koledzy też demolowali swoje mieszkania w czasie własnych osiemnastek i rodzice nie mieli nic przeciwko temu? No wolne żarty.
                    • lady-z-gaga Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:13
                      I co mam z
                      > robic, kiedy sytuacja nie ulegnie zmianie?

                      Dobre pytanie :)
                      Zacznij rozpatrywac wariant B: że nie będzie żadnej patchworkowej rodziny, wspólnych świąt ani nawet niedzielnych obiadów :) byc moze będziesz skazana na to, że Twoj partner/mąż? będzie dzielił czas między stara rodzinę (synowie) i nową (czyli Ty plus potomstwo, byc moze rowniez wspolne), zawsze osobno.
                      Jego syn ożeni się, a Ty nie będziesz proszona na ślub i wesele. Twój mąz będzie miał wnuki, na punkcie ktorych oszaleje i będzie je chciał często odwiedzac - bez Ciebie.
                      O tak przyziemnej sprawie jak finanse nie wspomnę, ale to prawie pewne, że pomoc finansowa dla synów nie skonczy się wraz z osiągnięciem przez nich dorosłości.
                      Oczywiście istnieje wariant optymistyczny, cos w stylu "czas leczy rany" itp...moze za kilka lat sytuacja się poprawi, młodzi ludzie zmądrzeją, wydorosleją, zrozumieją....moze za 5 lat...może za 10....może nawet szybciej :) ale musisz miec swiadomość w co się pakujesz i co ryzykujesz.
                      Współczuję Ci, naprawdę.
                    • edw-ina Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:22
                      Jak najbardziej możesz, a nawet powinnaś żądać zachowania podstaw kultury przez pasierbów, bo po to mówi się, że są to podstawy, aby podstawami były. Natomiast rozmawiasz o tym z ich ojcem, a nie z nimi. Najlepiej, jeśli jest taka możliwość, to bez oskarżeń, bez złości, bez odgórnego zwracania uwagi, bo jaki rodzic jest szczęśliwy, kiedy zwraca mu się uwagę, że ma źle wychowane dzieci? Po prostu: Jest mi przykro, kiedy twoim synowi nie mówią mi dzień dobry. To być może był przypadek, że trzasnęli mi drzwiami przed nosem, ale powtórzyło się to kilka razy i trudno mi wciąż zrzucać to na karb przypadku. Rozumiem, że twoje dzieci nie muszą mnie darzyć miłością ani wielką sympatią, ale chciałabym, żeby stosunki między nami były poprawne i zależałoby mi, aby zachowali przynajmniej minimum kurtuazji. Itp.
                      Trudne, wiem. Czasami się scyzoryk w kieszeni otwiera, ale nie znam innego wyjścia. Kiedy stosunki staną się bliższe, a wasza relacja będzie trwała dłużej, pewne rzeczy zaczniesz załatwiać sama. Ale aby tak się stało, ta relacja w ogóle musi nabrać rumieńców.
                        • lady-z-gaga Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 13:18
                          W całym wątku chyba nie ma o tym mowy, ale czy znane są Ci powody, dla ktorych jestes nieakceptowana? bo jakies powody muszą byc, to nie małe dzieci, zazdrość o tatusia nie wchodzi w grę, nadziei na ponowne połączenie rodziny raczej tez nie było, po 4 latach...więc co?
                          jesteś za młoda, za ładna, za brzydka? ;) może facet jest majętny i była żona ( a wraz z nią synowie) dostaje sr...ki na myśl o Was, Waszych przyszłych dzieciach i korzyściach, jakie możesz odnieść z tego związku? gdzies musi byc drugie dno tej sytuacji, a bez znajomości problemu nie ma szans na jego rozwiązanie
                          • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 13:22
                            jak nie wiadomo o co chodzi, to zazwyczaj chodzi o kasę, a wysoko postawiony zawodowy wojskowy z wysoką pensją, oszczednosciami i wysoką emeryturą jest tzw. dobrą partią, synowie dokładnie wiedzą z czym od strony formalno-prawnej wiąże się ponowny ślub ojca, czy była mowa o konkretach między Wami dot. ślubu typu intercyza?
                            • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 13:24
                              może chłopcy chcą w ten sposób nie dopuscic do tego małżeństwa, liczą może na to, ze sobie odpuscisz, zmęczona ich wybrykami i ich traktowaniem, może też liczą na to, że gdy tak jednoznacznie będą Cię olewac swoim zachowaniem to ich tatuś się z Tobą jednak nie ożeni, kto wie, co tym chłopcom siedzi w głowie...
                              • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 13:28
                                ja bym porozmawiała sobie z tym panem na temat zachowań chłopców nie owijając w bawełnę, ale dotykając tego tematu kasy/mieszkania/ich zabezpieczeń w dorosłosci itp. i co on o tym sądzi? Niech nie chowa głowy w piasek, tylko zacznie sytuację ustawiac na własciwe tory, gdy traktuje autorkę powaznie, niech z chłopakami porozmawia nt. kwestii majątkowych itp./co jest im w stanie zaoferowac na start w dorosłosc, może się poczują bezpieczniej
                    • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 14.12.13, 00:25
                      No właśnie, miałaś z nimi mały kontakt, więc nie było okazji by się zbliżyć, poznać, coś wypracować. Oni się jeżą, Ty cała najeżona i bardzo krytyczna wobec postawy narzeczonego. Okaż młodzieńcom życzliwość - prędzej będzisz mogła coś z nimi zrobić. Będą Ciebie szanować, jak dasz się im polubić.