Dodaj do ulubionych

Wielki wigilijny problem początkującej macochy.

09.12.13, 08:49
Proszę pomóżcie. Potrzebuję obiektywnego spojrzenia, rady, pogłaskania po głowie, albo przywrócenia do rzeczywistosci.

Zakochałam się, zaręczyłam i za pół roku wychodzę za mąż za mężczyznę, który ma dwóch synów- 19 i 16 lat. Jest cztery lata po rozwodzie, przez ten czas z nikim nie był. Jego synowie mieszkają z matką parę ulic dalej. Mój, nazwijmy go A. płaci duże alimenty, opłaca ich wszystkie zajęcia pozalekcyjne, kursy językowe, egzaminy, korepetycje, prawo jazdy i sport oraz wakacje. Wozi ich na te wszystkie zajęcia, ogólnie utrzymuje z nimi ścisły kontakt, zawsze jest do dyspozycji, są dla niego bardzo ważni, trudno się zreszta dziwic. Ich stosunek do A. mozna streścic tak: "jesteś naszym ojcem, to wszystko nam się należy, nie ma za co byc wdzięcznym. Tak ma byc".
Ja jestem u A. tylko w weekendy,dzieli nas jeszcze 200 km odległości, więc mój kontakt z nimi jest słaby, bo z ojcem spotykają się głównie w tygodniu, ale już po paru sporadycznych spotkaniach wiedziałam, że wyłącznie tolerują moja obecnośc, o akceptacji nie ma mowy. Nie odzywaliby się nawet słowem, gdyby A. nie przypominał im o powiedzeniu dzień dobry i do widzenia (taki apel w stosunku do 19 -latka brzmi śmiesznie i strasznie, naprawdę). Moje starania, żeby ocieplic atmosferę były tak konsekwentnie odrzucane, że dałam sobie spokój- nie to nie, nic na siłę. I może od razu się przyznam: Tak, nie lubię ich. Sa antypatyczni i aroganncy (również w stosunku do ojca i innych ludzi, nie tylko do mnie), zawsze ponurzy, zawsze zmęczeni, zawsze roszczeniowi.

Przez te cztery lata po rozwodzie ich wigilie wyglądały tak, że A. przywoził ich do siebie o 15, do 16.30 siedzieli razem nad barszczem, opłatkiem i prezentami, potem odwoziił ich do matki i jechał na wigilię do swoich rodziców na drugi koniec Polski. W tym roku pojawiłam się ja i moje ośmioletnie dziecko. Plan był taki, ze najpierw posiedzimy z chłopcami, a potem jak A ich odwiezie to zrobimy wieczorem naszą wspólną pierwszą wigilię. To będa nasze pierwsze wspólne święta, w dodatku od 21 grudnia mieszkamy już z A. na stałe- dostałam pracę w jego mieście, w czerwcu bierzemy ślub i tak ogólnie jesteśmy naprawdę szczęśliwi i jest nam razem po prostu dobrze- również na linii A.- mój syn. Szczerze mówiąc to ich wzajemne porozumienie i przyjaźń przeszły moje najśmielsze oczekiwania :)

I teraz po tym długim, ale niezbędnym wstępie będzie problem tytułowy: Otóż synowie zakomunikowali A. że ich wigilijne spotkanie ma się kategorycznie odbyc bez udziału mojego i mojego dziecka. Tylko oni i ojciec, chociaż dobrze wiedzą, że my już wtedy będziemy tam mieszkac.
A przekazał mi to kompletnie załamany, bo tak naprawdę ma do wyboru opowiedziec się po którejs ze stron. Jeśli ulegnie im to postawi mnie w sytuacji przypadkowej osoby, która w wigilię idzie na przymusowy półtoragodzinny spacer, lub siedzi cicho z dzieckiem w jednym pokoju i czeka aż młodzieńcy wyjdą po wigili z ojcem. Jeśli nie zgodzi się na ich wersję, to z całą pewnością odmówią widzenia się z nim w wigilię w ogóle. W święta wyjeżdżają z matką, a wizyta A. w domu ich matki jest niemożliwa.

Byłabym gotowa pójsc na ten spacer, tylko po to, żeby ułatwic sytuację A. Ale:
- wiem, że będzie mi przykro i prawdopodobnie nie będę umiała potem tego ukryc
-jak mam to wytłumaczyc mojemu synowi? że jego przyszli przyszywani, jakby nie było, bracia nie chcą nawet przełamac się z nim opłatkiem?
- nigdy nie będę mogła czuc się jakby to był mój dom, mimo wszelkich zapewnień A i zameldowania w dokumentach.

W tym momencie A. zaproponował, że po prostu MY zaprosimy ich na naszą wigilię, którą zaczniemy o tej 15 i potem o zwykłej godzinie odwiezie ich do matki. Ma im to dzis zakomunikowac. Ale nie mamy planu awaryjnego co zrobic jak odmówią przyjscia. A jestem pewna, że tak będzie. Co mam zrobic? Ulec ich żądaniom i udawac, że mnie nie ma? Postawic w stosunku do A. sprawę na ostrzu noża "ja albo oni". Nie mam pojęcia.
-
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 09:02
      Coś mi nie bangla na tym obrazku.
      Chłopcy (?) mieszkają parę ulic dalej, a ojciec ich odwozi i przywozi? O ile dobrze kojarzę to nastolatek w tym wieku i pełnoletni zwykle przemieszczają się po mieście samodzielnie.

      Opcja bezkolizyjna: tatuś idzie do synów i ich matki z prezentami, opłatkiem, życzeniami, spędza z nimi tę godzinę czy dwie i o 17 jest w domu z Tobą.
      Aaaa..,. wizyta w domu ich matki jest niemożliwa. Dlaczego? Panowie dorosły i prawie dorosły nie mają nic do powiedzenia w kwestii zaproszenia ojca na wigilię?
      Pan ojciec musi przyjąć do wiadomości, że nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka. Skoro synowie nie życzą sobie Twojej obecności podczas wigilii w domu ich ojca, to ojciec powinien zaproponować, że spotka się z nimi dzień wcześniej w dowolnie wybranym miejscu.
      • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 09:15
        Triss, jesli chodzi o to odwożenie dorosłych zdrowych, silnych facetów, to ja już przestałam się dziwic i wkurzac i irytowac. Ale nadal uważam to za lekko chorą działalnośc- była sytuacja , że A. z wysoka gorączka wylazł z łóżka, bo trzeba było starszego zawieźc na angielski- komunikacją miejską jakieś 6 przystanków. a oni to wszystko przyjmują jako rzecz należną. Co dziwne- kiedy A. dał pomysł, żeby zaprosic ich na NASZĄ wigilię, to zaznaczył, że powie im, że mają przyjśc do nas sami. I ja to odebrałam jako wielki ojcowski bunt z jego strony.
        Wizyta w domu matki jest niemożliwa, bo matka nie życzy sobie obecności byłego męża. Oraz jej dochodzący facet również. Rozwód jest orzeczony z jej winy- wielokrotne zdradzanie, ale proces do pokojowych nie należał i przyjaciólmi nie zostali.
        Czyli to co mi chodzi po głowie, żeby pójśc na ten wigilijny spacer nie jest właściwe? Kompletnie się pogubiłam. Raz czuję się jak egoistka , raz jak zła macocha.
        • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 09:33
          A co zrobisz z własnym dzieckiem? Schowa się w kąciku czy będzie się błąkać z Tobą?

          Wiesz, trudno żeby nie przyjmowali świadczeń ze strony ojca jako należnych, skoro dotychczas tak były przedstawiane i nie wyjaśniano chłopcom różnic między prawami, a przywilejami.

          To krótka piłka, albo przychodzą bez focha na wigilię o wskazanej godzinie, albo ojciec spotka się z nimi dzień wcześniej w dowolnym miejscu. Jest dorosły i prawie dorosły nastolatek, na świętego Mikołaja już raczej nie czekają więc najwyżej nie spędzą z ojcem tej akurat wigilii. Nic im się nie stanie. Szanuj siebie i wymagaj minimum kultury (jeśli już nie szacunku). Nie jesteś złą macochą, nie odpowiadasz za relacje ojca - Twojego partnera z synami.

          Piszę z pozycji eks, która odeszła i ma nowego partnera, eks z synem widuje się regularnie, a w wigilię przyjeżdża wcześniej albo widzą się dzień wcześniej i nie ma takich cyrków.
        • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 11:40
          Nie jesteś ani egoistką ani złą macochą i przestań się natychmiast tak czuć ! :)
          Masz powikłaną sytuację rodzinną i w sumie powinnaś polubić synalków przyszłego męża tak jak on polubił a może kiedys pokocha Twoje dziecko.
          Złe stosunki między byłą żoną a Twoim ukochanym to duża trudność ale rozumiem, bo moja matka nienawidzi mojego ojca od 40 lat (po rozwodzie) i nie da się z tą nienawiścią nic zrobic choć chciałabym, i wnuki chciałyby, żeby było inaczej.
          Synowie dwaj są już duzi, szkoda, że nie mogą z Wami spokojnie spędzić wigilii.
          Opcja, że Ty robisz ze swoim dzieckiem coś superatrakcyjnego dla was obojga (np z Twoją mamą, babcią razem) w domu lub poza domem mnie wydaje się najwłaściwsza, kup sobie jakiś ekstra dodatkowy wielki i drogi prezent od siebie samej na pocieszenie i swojemu dziecku :)
          Opcja alternatywna to zaproszenie synów dzień wcześniej i urządzenie Wigilii tylko dla nich i dla ich ojca, w sumie mają prawo do intymnego sam na sam z najbliższą osobą. Odpuść sobie rozgoryczenie, że Ciebie i Twoje dziecko wykluczają ze swojego rodzinnego święta. Może czas to zmieni, dorosna, zaakceptują, dojrzeją. !6 lat to trudny wiek, pozwól im "porządzić" trochę i nie zgadzać się z dorosłymi rozwiązaniami. Bądź mądrzejsza to ty jesteś dorosła a to tylko dzieci, choc bardzo duże już dzieci, nie pozwól nastoletniemu buntowi zogniskować się na Tobie. I tak Twoje dziecko i TY macie twojego przyszłego męża a ich ojca na co dzień, a nie oni.
    • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 09:05
      Nie mam doświadczeń jako macocha, ale z lektury f. macochy mogę wyciągnąć jeden wniosek: nie ustępuj. Twój mąż jest gospodarzem w swoim domu i on powinien jasno określić warunki, z szacunkiem dla synów, ale z troską o Ciebie.
      • notting_hill Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 09:55
        Sposób załatwienia tej sprawy, zaproponowany przez męża, wydaje się całkowicie cywilizowany i właściwie jedynie słuszny w sytuacji, gdy mieszkacie już razem. To będzie także i Twój dom i im szybciej synowie to sobie uświadomią, tym lepiej dla wszystkich. Ustępowanie im i pozwalanie na próbę sił (a tak to wygląda w tej chwili) spowoduje rozpad waszego związku wcześniej czy później, no ale im zapewne o to chodzi. Nie chodzi o to, że ich ojciec ma się poczuć szczęśliwy, chodzi o to, żeby dalej był na każde ich zawołanie, jakkolwiek by absurdalne to nie było.
        Twoje pojawienie się burzy im ten wygodny układ, więc będą próbowali bojkotować Ciebie, Twoje dziecko i związek ich ojca.
        Nie bardzo rozumiem czym ich ojciec ma się czuć "załamany". Dał sobie wleźć na głowę, z poczucia winy zapewne, nie stawiał żadnych granic, jak widać, więc przebudzenie po obu stronach będzie bolesne, ale konieczne. Ze Ty jesteś katalizatorem tej sytuacji- trochę pechowo dla Ciebie, bo łatwo nie będzie, ale taki urok rodzin patchworkowych.
        • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 10:20
          Tak, ja wiem, że to jest próba sił z ich strony. Ale zrozumiałabym taka próbę w przypadku kilkulatka, ewentualnie bardzo wczesnego nastolatka. A tu mam do czynienia z dorosłym i prawie dorosłym facetem, jeden 1,90, drugi 1,95 wzrostu, którym nic złego nie zrobiłam, poza tym, że pokochałam ich ojca.
          Poza tym było takich prób już kilka- na przykład : "Kto siedzi obok kierowcy, kiedy jedziemy wszyscy samochodem, a kierowcą jest A.?" Po dwóch razach, kiedy dałam się upchnąc na tylnym siedzeniu zakomunikowałam o swoich odczuciach w związku z tym. Zwłaszcza, że jazda trwała dwie godziny, a my nie widzieliśmy się od dwóch tygodni.
          A dlaczego A. był załamany też do końca nie wiem. I dlaczego pytał się mnie o zdanie co ma zrobic w tej sytuacji....Czy to ja mam podejmowac tu decyzję? W sumie to dziwne, bo A. jest typem silnego zdecydowanego faceta, żołnierz zresztą. Powiem więcej- pierwszy raz widziałam łzy w jego oczach, kiedy mi o tym mówił. I to wszystko z powodu dwóch sfochowanych nastolatków. Bardzo, bardzo staram się do nich nie uprzedzac, ale słabo mi to wychodzi.
          • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 10:27
            O nie, kochana, kilkulatek zademonstruje próbę sił inaczej, w dodatku kilkulatka mniej interesują kwestie materialne. Nastolatki i dorosłe dzieci już wiedzą, że zasoby - czas, kasa, uczucia, zaangażowanie - są ograniczone i że mogą stracić na rzecz nowej żony ich ojca.
          • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 11:45
            Łzy w oczach z powodu dwóch sfochowanych nastolatków w oczach ich ojca bardzo dobrze świadczą o Twoim partnerze, silnym i męskim zresztą.
            Ustąp, odpuść, zrób to nie dla dzieci nawet tylko ale dla ich ojca, z miłości do niego. Podtrzymuję to co napisałąm wcześniej.
          • lucerka Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 14:50
            Miejsce kolo kierowcy zajmuje partnerka/partner a nie dzieci.
          • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 14:15


            > Powiem więcej- pierwszy raz widziałam łzy w jego oczach, kiedy mi o tym mówił.
            > I to wszystko z powodu dwóch sfochowanych nastolatków. Bardzo, bardzo staram s
            > ię do nich nie uprzedzac, ale słabo mi to wychodzi.

            Tych dwóch sfochowanych nastolatków to jego dzieci, kocha je nawet gdy mają focha.
            Poczekaj parę lat, jak Twój syn podrośnie, to zobaczysz jego fochy. Na razie bardzo się nim przejmujesz i powinnaś zrozumieć, że narzeczony przejmuje sie swoimi.
            Jesteś jednak do nich uprzedzona, obarcasz ich odpowiedzialnością za wykorzystywanie ojca, za brak wdzięczności. Coś mi się wydaje, że ten 19-letni chłopak nie wyciagał chorego ojca z łóżka, tylko ojciec sam z niego wyskoczył i zawiózł. Trudno by nastolatkowie dostrzegli w tym jakiś brak normy, skoro ojciec tego nie widzi. Dzieci przyjmują opiekę rodziców jako coś oczywistego, ale o kształcie tej opieki decydują rodzice, więc pretensje, a właściwie delikatne sugestie kieruj raczej do narzeczonego i za bardzo go nie atakuj, bo nikt nie lubi być atakowany, zwłaszcza, że to nie są Twoje dzieci i narzeczony ma powody myśleć, że masz do nich zupełnie inny stosunek niż do własnego i może go to bardzo dotykać.
            • verdana Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 14:18
              Nie, normalny 19-latek nie przyjmuje jako coś oczywistego, zę chory ojciec wyskakuje z łóżka i go zawozi na zajęcia. Nie przyjmuje też już opieki rodziców jako oczywistej. To, co piszesz odnosi sie do nastolatków 13-15, góra 16 lat. Potem to już nie jest norma, tylko skandal.
    • rurek00 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 10:07
      Nie wiem po co się tak spieszysz z tym ślubem. Jak rozumiem znacie się tylko "weekendowo". Wiesz dlaczego A. się rozwiódł? Oczywiście jego żona to "zła kobieta" była, no nie? Widzisz jakie ma relacje z byłą i z synami i tak bezkrytycznie oceniasz sytuację? On taki wspaniały i bez wad. Sama pewnie też masz jakiś "ogon". Dokładnie widzisz w co się pakujesz. Tak będzie zawsze, przemyśl to jeszcze. Każde święta tak będą wyglądać i codzienność też. Potem się zaczną pretensje, że mnie czasu poświęca tobie i dziecku niż swoim dzieciom, i takie tam. Już było kilka takich wątków. Jeśli już teraz są takie jazdy, po co w to brnąć? I od razu ślub?
      • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 10:29
        Co do rozwodu to juz pisałam- ona go zdradzała, ale on przebywał głównie na misjach, więc w pewnym sensie czuje się winny. Kilka zdrad wybaczył, kolejnej już nie. Nigdy o niej źle nie mówi, po prostu nie rozstali się w zgodzie, ona chciała potem jeszcze wracac, on już nie chciał i od tej pory relacje między nimi nie istnieją.
        Mieszkamy ze sobą od roku w każdy weekend, wakacje spędziliśmy całe razem, wczesniej spotykalismy się rzadziej, ale też regularnie. Oczywiście, że ma wady,znasz kogos kto ich nie ma? Ale z nikim nie byłam taka szczęsliwa jak z nim. Zreszta cokolwiek tu napiszę będzie brzmiało patetycznie. Po prostu chcemy byc razem i tyle.
        • baszysta Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 10:57
          dajcie spokoj mamusce, ma miesiac miodowy w glowce i wielka szczesliwosc, ze znalazla takiego wspanialego tatusia dla swojego osmiolatka

          a pompowania kasy w dwoch starszych synow i bezgranicznego oddania ojca jeszcze tak bardzo nie widzi, dopiero otwiera szpare w oku

          nie oczekuj od dwoch nastolatkow szacunku, po prostu traktuja cie jako nowa du_p_e starego i kojarza z toba i twoim synem tylko prawdopodobnie mniejsza ilosc kasy, ktora dostana od tatusia

          swoja droga dewocja ojca wobec 2 starych koni jest tak straszna, ze az smieszna

          dwa stare konie nie potrafia przejsc paru ulic
          tatus z goroczka musi z jednym starym kuniem jechac na angielski

          powariowali ci ludzie

          autorko to dosc wysoka cena za znalezienie nowego tatusia co do jedo poddanczosci wobec synow ale tatus tez musi byc niezle "kuku" zeby dawac sie az tak obrabiac

          krzyz na droge idz na forum macochy i przejzyj troche na oczy
        • edw-ina Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 10:59
          Nie zdecydowałabym się na ślub tak szybko po znajomości weekendowej. Ale to ja. W pewnych kwestiach upewniam się 100 razy zanim podejmę decyzję. Chociaż ogólnie to raczej dobrze na tym wychodzę.
          Odnośnie pasierbów - mam dwóch w podobnym wieku. I mogę powiedzieć jedno - za relację z dziećmi odpowiadają rodzice tych dzieci. I to w rękach twojego partnera leży ułożenie sobie tych relacji w nowej, zmieniającej się rzeczywistości. Ja wychodzę z założenia, że dopóki coś nie wpływa bezpośrednio na mnie, nie wykracza poza ramy, na które się godzę, to staram się nie wnikać. Akceptuję fakt, że moje, nasze życie nie wygląda tak, jak w rodzinie bez przyległości w postaci dzieci z poprzedniego związku, ale też nie daję sobie wmówić, że muszę wszystkiemu ulegać, BO DZIECI.
          Ja bym zostawiła temat do rozwiązania partnerowi. Nie pomagała mu go rozwiązać, nie usuwała się, ale też nie stawała przysłowiowym okoniem. To, że niemal dorośli nastolatkowie raptem zaczynają się zachowywać niepoważnie i niejako pokazują rogi, nie jest niczym dziwnym. U nas też problemy zaczęły się pojawiać w takim momencie, a nie kiedy dzieci były młodsze. Nie wiesz, czy twój syn, który teraz jest do całej sytuacji nastawiony przychylnie za jakiś czas też nie zacznie pokazywać rogów.
          I staraj się nie oceniać chłopców. Czy są roszczeniowi, czy im się należy czy nie, czy i na ile powinni być wdzięczni. To, co w jednej rodzinie jest normą, w innej jest pułapem nieosiągalnym, a w jeszcze innej jakimś minimum. Nie ma równej kreski, pod którą mają się wszyscy zmieścić.
        • oliwkowa75 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 11:56
          >> Mieszkamy ze sobą od roku w każdy weekend, wakacje spędziliśmy całe razem, wczesniej spotykalismy się rzadziej, ale też regularnie. <<

          Decyzja o ślubie po roku randkowania? To nie było "mieszkanie ze sobą", tylko weekendowe randkowanie + sielankowy urlop. Więc oczywiście, że jesteś z nim taka szczęśliwa, bo nawet nie wiesz jaki jest na co dzień. Niedługo dopiero zobaczysz jak wygląda "proza życia", gdy faktycznie z nim zamieszkasz. I jego synów tez będziesz miała na co dzień. Dziecko sprowadzasz do nowego miasta, a co będzie jak po miesiącu mieszkania z nim jednak w końcu otrzeźwiejesz. Stać cię na wynajęcie mieszkania? Niby kobieta z 8letnim dzieckiem, a postępujesz trochę jak nastolatka, co to się zakochała. Chyba już wiesz, że dosyć łatwo się odkochać - pewnie w ojcu swego dziecka też się zakochałaś, a A był kiedyś zakochany w swojej żonie. I jego dzieci, których już nie znosić, nie zniknął magicznie z jego życia, nawet jeśli myślisz, że po ślubie "wszystko się zmieni".
          • kittykitty Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 20:03
            > Decyzja o ślubie po roku randkowania? To nie było "mieszkanie ze sobą", tylko w
            > eekendowe randkowanie + sielankowy urlop.

            Może i rzeczywiście decyzja o ślubie zapadła dość szybko, ale przecież dziewczyna pisze, że biorą ten ślub za pół roku a zamieszka z facetem na stałe już za kilka dni. Więc będzie miała czas, by sprawdzić jak wygląda codzienne życie z nim.

            Dziecko sprowadzasz do nowego miasta, a co będzie
            > jak po miesiącu mieszkania z nim jednak w końcu otrzeźwiejesz. Stać cię na wyn
            > ajęcie mieszkania? Niby kobieta z 8letnim dzieckiem, a postępujesz trochę jak n
            > astolatka, co to się zakochała. Chyba już wiesz, że dosyć łatwo się odkochać -
            > pewnie w ojcu swego dziecka też się zakochałaś, a A był kiedyś zakochany w swoj
            > ej żonie.

            A co autorka ma zrobić z dzieckiem? Zamrozić na kilka m-cy?

            Zdecyduj się o co Ci chodzi. Najpierw napadasz na autorkę, że decyduje się na ślub po roku weekendowej znajomości a potem rzucasz na nią gromy, że przeprowadza się, by zamieszkać ze swoim wybrankiem. A co wg Ciebie ma zrobić? Spotykać się weekendowo kolejny rok/dwa? Czy może masz jakieś inne propozycje?
            • rurek00 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 15:51
              > Zdecyduj się o co Ci chodzi. Najpierw napadasz na autorkę, że decyduje się na ś
              > lub po roku weekendowej znajomości a potem rzucasz na nią gromy, że przeprowadz
              > a się, by zamieszkać ze swoim wybrankiem.

              Owszem, przeprowadzić się, ale wstrzymać ze ślubem. Obserwować wybranka, a nie idealizować. Na nikogo nie napadam, rozluźnij pośladki ;)
              • kittykitty Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 17:14
                Spójrz na drzewko - odpowiadałam na post oliwkowej75 a nie Twój.
                I też uważam, że autorka powinna zamieszkać i poobserwować, a dopiero później decydować się na ślub.
    • alpepe Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 11:23
      A ja nie rozumiem tej celebracji wigilii, jeśli serca stwardniałe na kamień. Czy coś by się stało, gdyby synowie odwiedzili was w pierwszy dzień świąt i wtedy, jak rozumiem, dostaliby prezenty?
      Wigilia to dzień pojednania i pokoju, nie wyobrażam sobie dzielić się opłatkiem z kimś, kto utopiłby mnie w łyżce wody, gdyby tylko mógł.
      • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 11:33
        Szczerze mówiąc to ja też sobie tego nie wyobrażam. I po cichu, w ciemnym zakamarku mojej duszy, mam nadzieję, ze nie zgodzą się przyjśc na tę wigilię. Bo ja mogę się jednac z kimś kto tego chce, a nie wydobywac z siebie chrzescijańskie uczucia w stosunku do kogoś, kto nie cierpi mnie za sam fakt, że istnieję. A w pierwszy dzień świat młodzieńcy wyjeżdżają z matką do rodziny, więc ta wersja odpada.
        Ale dziękuję za podbuntowanie mnie. Kiedy dwie godziny temu zakładałam ten wątek byłam dużo bardziej kompromisowo nastawiona niż teraz.
        • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 11:36
          To jest taki test na Twoją pozycję w tym domu. Obserwuj i bądź czujna, ślubu jeszcze nie braliście więc zawsze możesz jeszcze się pozastanawiać.
          • miacasa Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 11:43
            Przecież ci chłopcy lada dzień się usamodzielnią i chyba są w stanie zrozumieć, że skoro matka do szczęścia potrzebuje przyjaciela to i ojciec może sobie życie z kimś na nowo układać. Moim zdaniem ojciec powinien z nimi męską rozmowę przeprowadzić, to nie są już malutkie dzieci. A ze ślubem to bym się poważnie zastanowiła, ciepłe kluchy z tego żołnierza (choć myślę, że raczej sprytnie załatwia swoje sprawy cudzymi rękoma i na łzawego misia się kreuje).
            • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 12:10
              Bo zapewne pani matka nie pytała synów o pozwolenie tylko postawiła przed faktem dokonanym tj. nowym przyjacielem.
              • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 12:21
                Z tego co wiem, to ten przyjaciel matki pojawia się na noce, a rano znika, ale kiedy czasem rano, albo wieczorem wpadną na siebie z chłopakami gdzieś w przejściu to ignorują go nie gorzej niż mnie, czyli totalnie.
                • miacasa Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 12:25
                  komedia :)
        • edw-ina Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 11:42
          Bo ja mogę się jednac z kimś kto tego chce, a nie wydobywac z siebie chrzescijańskie uczucia w stosunku do kogoś, kto nie cierpi mnie za sam fakt, że istnieję.

          Ponoć chrześcijanie kochają również swoich wrogów, a nie tylko tych, którzy ich kochają. Jak się zaczniesz źle nastawiać, a czytając twoje wypowiedzi to właśnie robisz, to zgotujesz sobie i swojemu dziecku piekło, bo już każde zachowanie pasierbów będziesz odczytywać jako negatywne.
    • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 11:51
      Twój kandydat nie umie stawiać granic dzieciom, własnych też nie ma skoro pozwala sobie chodzić po głowie. Brak asertywności przejawia się uległością. W sam raz dla wojska=) Poczucie winy zupełnie zbędne. Są tacy co pracują w miejscu zamieszkania i tacy co pracują poza nim. Chłopakom nie wyszło to na dobre, ale nie dlatego, że tata wyjeżdżał, tylko dlatego, że czuł się winny gdy przyjeżdżał.

      Masz pół roku na obserwacje i ewentualną zmianę tego układu. Wigilia odpowie Ci na pytanie gdzie jest Twoje miejsce w kolejce dziobania. Do ślubu możesz sprawdzać czy pozycja ta wzmacnia się czy słabnie. Po ślubie nie mów, że nie wiedziałaś.
    • blond_suflerka Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 12:03
      Nie ulegać tym żądaniom. Bardzo dobrze jak po rozwodzie ojciec nadal jest aktywnym rodzicem. Płaci, spotyka się, angażuje, itd. Wszystko świetnie. Ale tutaj doszło do pewnego zaburzenia. Tak samo źle jest kiedy rodzic traci kontakt z dzieckiem ale też kiedy dziecko jest roszczeniowe, nie docenia tego kontaktu, stawia irracjonalne żądania, traktuje rodzica jako własność, itd.
      Jak teraz się ugniecie pod tymi żądaniami to nie będziecie mieli okazji przywrócić równowagi do tej relacji. Tu jest też wina Twojego partnera, że on tego nie widzi. I to jest praca dla niego do wykonania-nadać tym relacjom właściwe proporcje. To sa już dorośli ludzie tak naprawdę. I chyba w jakiś sposób toksyczni dla Twojego partnera. On tego nie widzi i w dużym stopniu podtrzymuje to a to z kolei duży problem.
      On musi to zobaczyć i zrozumieć i dopiero wtedy będzie wiedział, że tu trzeba zmienić reguły gry.
      Sytuacja w której tylko Ty widzisz, że oni postępują niewłaściwie i wymagasz pewnych rzeczy jest trudna bo wtedy on właśnie stoi pomiędzy tym młotem a kowadłem.
      Gdyby widział swoj udział w tych problemach(i te problemy) wiedziałby, że czas na nowe warunki i tu nie można ustępować. Wtedy Wy tworzylibyście wspólny front.

      Najpewniej chciał wynagrodzić synom rozwód więc zgadza się na wszystko i toleruje dwóch niewychowanych chłopaków. Tyle tylko, że to nie tędy droga. To nie jest dobra i silna więź gdzie chłopaki cieszą się ze szczęścia ojca. To jest atrapa dobrej relacji a Twój partner musi zdać sobie sprawę z tej iluzji. Oczywiście jeśli chce mieć dobry związek z Tobą, z samym sobą i synami.
      Tyle tylko, że przebudowanie tego wszystkiego będzie trudne. Nie tak łatwo zmienia się reguły gry po tylu latach. Może potrzebna będzie jakaś konsultacja z fachowcem(terapautą) dla Twojego partnera?
      • 3-mamuska Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 14:28
        Twój partner powinien porozmawiać z synami o tym ze teraz jestes częścią jego zycia i maja sie zachowywać jak prawie dorośli faceci a nie jak rozpieszczone dzieci.
        Jesli on sie nie zmieni ,to będziecie mieli ciężkie życie. No chyba ze w pewnym momecie chłopcy oleja ojca poznają dziewczyny .

        Dla mnie to dziwne, macie 2 wyjścia albo powiedzieć , ze albo przychodzą na wcześniejsza wigilie do was, ( potem wy robicie sobie własna wigilie) albo on idzie do nich na 15 posiedzi da prezenty i wroci do was.
        W żadnym razie nie zdecydowalabym sie na żaden spacer chowanie po kontach, bo potem zawsze bede oczekiwać ze bedziesz z synem schodzić i z drogi.
        Do tego ja wolałabym zeby moje dziecko z takimi osobami miał mały kontakt i wcale nie mówilabym o żadnych "braciach" tylko imiennie lub synowie A.

        Jesli nie partner moze wpaść dzień wczesniej i dać prezenty podzielić sie opłatkiem, czas przeciąć pępowinę.
        Rownież z innymi sprawami jak bycie taksówka.
        -----------------
        ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
    • asfo Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 14:41
      Ojciec i synowie powinni to załatwić między sobą, ty ze swej strony możesz natomiast domagać się swojego komfortu i poszanowania twej osoby - czyli np. nie zgadzać się na tułanie z dzieckiem po mieście w wigilijny wieczór. Jak nie chcą cię widzieć, to niech się sami spotkają na mieście - zresztą nieważne jak to załatwią, to w zasadzie nie Twoja sprawa.

      Uważałabym z tym ocenianiem układów między nimi. Tak naprawdę to nie wiesz co jest grane, skąd ten dziwny układ się wziął. Twój narzeczony niekoniecznie powiedział ci wszystko na temat swojego przeszłego życia, mógł przemilczeć jakieś kompromitujące fragmenty, które istotnie wpływają na jego aktualne układy z synami. Na pewno powinnaś uważać, bo zazwyczaj ludzie, którzy mieli zaburzone kontakty rodzinne wcześniej, mają zaburzone kontakty rodzinne także później, jeśli nie podejmą w międzyczasie poważnej pracy nad sobą.
      • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 15:08
        No własnie z tym tułaniem się po miescie w wigilijne popołudnie....ja w pierwszym odruchu powiedziałam, że proszę bardzo- mogę pójśc z dzieckiem na spacer (bo już o tej porze zakupów nie wymyślę) i wprawdzie A. oburzył się i powiedział, że wykluczone, nie będę nigdzie wychodzic, to jednak potem dodał, że ewentualnie mogę byc w pokoju na górze.
        Cóż, dla mnie byłoby to znacznie bardziej upokarzające, więc stwierdziłam, że jesli to go uszczęsliwi, to oczywiście mogę tak zrobic, z tym, że przez czas siedzenia w pokoju bardzo poważnie przemyślę moją pozycję w tym układzie i to, czy na pewno jestem na nią zdecydowana. I to nie był żaden szantaż czy straszenie rozstaniem, tylko uczciwe stwierdzenie faktu, po którym A.zaproponował zaproszenie ich na naszą własna wigilię.
        W tej chwili (po dwóch dobach zastanawiania się i waszych opiniach) jestem prawie pewna, że jeśli zostanę jednak poproszona o posiedzenie w pokoju, to może to byc nasz ostatni wspólny wieczór. Ja nie chcę walczyc o swoja pozycję w jakichś próbach sił z nastolatkami. Ja chcę, zeby ona była oczywista.
        • paris-texas-warsaw Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 15:39
          Wiesz, ja się wypowiem troche jako "posiadaczka" macochy, troche jako rodzic;) Dzisiaj kupiłam prezent na Świeta właśnie dla macochy, mam z nia bardzo dobre relacje, więc wydaje mi się, że nie będę stronnicza;) Jednocześnie jako rodzic wiem, że żaden "next" nie byłby ważniejszy od dzieci;)

          Może spójrz na sprawę z innej strony... Nie fiksuj, że to Wigilia. Synowie chcą się spotkać sami z ojcem. O godzinie 15. To nawet nie jest wg mnie godzina Wigilii, no może w pracy, lub dla partyjniaków;) Trudno zabraniać komuś spotykać się z jego dziećmi, nie trzeba się wszędzie pchać. Nie macie jednego pokoju, to sobie zwyczajnie pobadź w innym. Nie traktuj, że to Ty się tam zamykasz, ale, że to oni się zamykają. I tyle. Każdy ma się prawo spotkac z rodzicem w Wigilię, bez obcych mu i nielubianych (?) osób.

          Chociaż mi by się w te pachworki nie za bardzo chcialo bawić. To co mnie uderzyło w Twoim poście, to ta historia z siedzeniem w samochodzie. Wow, taki problem tez miał mój kilkulatek, i wiesz co - za każdym razem mu ustępuję:))) Ostatnio usłyszałam, że może jednak znowu się zamienimy, i to ja będę z przodu siedzieć, jak tata kieruje:))))
          • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 15:52
            Byc może w kwestii samochodu zachowałam się jak kilkulatek. Ale istotny jest kontekst sytuacji- nie widzieliśmy się ponad dwa tygodnie i mieliśmy tylko 12 godzin na spotkanie.
            A. przyjechał po mnie, ale jednocześnie wiózł synów od rodziny. Z przodu siedział starszy, z tyłu młodszy. A. przyszedł po mnie do domu i w drodze do samochodu powiedział przepraszającym tonem: "Ale kochanie usiądź z tyłu, bo Jasiu nie chce się przesiąśc". Wspomniany 19 letni Jasiu bynajmniej nie rozmawiał z ojcem przez te dwie godziny drogi. Nie odezwał się ani słowem- oglądał film na DVD. Mów co chcesz, dla mnie to nie jest normalne.
            • pogodoodporna Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 19:45
              lemonka5 napisała:

              > Byc może w kwestii samochodu zachowałam się jak kilkulatek. Ale istotny jest ko
              > ntekst sytuacji- nie widzieliśmy się ponad dwa tygodnie i mieliśmy tylko 12 god
              > zin na spotkanie.

              Wiesz Lemonka, jesli chodzi o ten samochod, na Twoim miejscu wcale bym sie tym nie przejmowala ze zachowalas sie jak kilkulatek ;-) Wprawdzie jako dorosli mamy wiecej dowiadczenia, ale uczucia, bez wzgledu na wiek, sa zawsze takie same. Jesli wiec cos sprawia nam przykrosc, to niezaleznie od wieku bol jest ten sam. Bylo Ci przykro i masz do tego prawo.
              Bylam kiedys w podobnej sytuacji, wprawdzie nie chodzilo o dzieci partnera, tylko o jego matke, ale kontekst byl podobny. Nie widzielismy sie kilka tygodni, a jak sie spotkalismy na kilka godzin, to on piec razy musial przerwac rozmowe ze mna, bo jego mamusia musiala omowic z nim sprawe zakupow na obiad, potem rachunku za wode, a nastepnie wyboru wedliny na kolacje :-D Jednym slowem byly to sprawy niecierpiace zwloki, rozmowa ze mna mogla wiec poczekac :-P
              Ale do czego zmierzam. Ty swoja obecnoscia nie czynisz nikomu krzywdy, nie zasluzylas wiec na to, aby traktowac Cie jako dodatek do zycia Twojego partnera. Nie namawiam Cie absolutnie do okazywanie wrogosci jego dzieciom, ale mysle, ze wielka milosc to szacunek przede wszystkim, a propozycja "ukrywania sie" w drugim pokoju jest po prostu niesmaczna. Dlatego rozumiem, ze moze Ci byc przykro, mnie tez by bylo, moze dlatego, ze wigilia to dla mnie magiczny czas, a moze dlatego, ze skoro mialabym sie ukrywac, to znaczy, ze nie jestem nikim waznym ? :-(
        • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 16:46
          Twoja pozycja jest już tak jak tego chcesz oczywista, to pewne. Ty jesteś dorosłą a jego synowie, na pewno jeden z nich jeszcze absolutnie nie. To ty dyktujesz warunki ale nie zwalnia Cię to z poczucia odpowiedzialności i zwykłej przyzwoitości wobec chłopców, nie zależnie od tego jak oni, poprawnie lub nie, się zachowują. To samo dotyczy Twojego partnera. Dziecinadą z Twojej strony jest wikłanie się w próby sił z nastolatkami. Ty podejmij decyzję ale zrób to myśląc nie tylko o własnej pupie ale o dobru wszystkich (trójki) dzieci i partnera także.
          Mówienie, że to może być wasz wspólny ostatni wieczór z partnerem (jeśli poprosi o posiedzenie w pokoju) uważam za skrajną niedojrzałość i brak miłości do niego. Widać też w Twoich rozterkach niską samoocenę i niedowartościowanie, i w sumie jakąś taką niepewność siły Waszego związku. Po dwóch dobach zastanawiania się i z dystansem podejścia do opinii forumek powinnaś już wiedzieć czego chcesz a nie zastanawiać się czy w ogóle wziąć ślub. Ty może rzeczywiście nie jesteś wystarczająco odporną i odpowiedzialną osobą żeby stworzyć patchworkową rodzinę, co wydaje mi się trudniejszą formą rodziny niż zwykła z biologicznymi dziećmi obydwojga rodziców. Jeszcze za chwilę dojść Wam może Wasze wspólne biologiczne dziecko i co wtedy. Ciesz się, że partner z Twoim dzieckiem biologicznym tworzą, zaczynają tworzyć więź i chuchaj i dmuchaj na nią. Jeszcze nieraz Twoje dziecko da popalić swojemu nowemu ojcu i Tobie. Czyli: zdecyduj się czy jesteście w związku na dobre i NA ZŁE, czy podołasz roli macochy, czy zniesiesz jakieś kontakty partnera z byłą żoną, matką jego dzieci. Twoje decyzje mają wpływ na całe życie masy osób 5+, i jeszcze ewentualnych babć i dziadków. Zyczę mądrej decyzji. I dobrej.
          • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 20:16
            Igge, wybacz, ale piszesz idealistyczne bzdury i udzielasz autorce szkodliwych rad.
            O dobru swoich dzieci i dobru przyszłej żony powinien myśleć pan.
            Autorka w żadnym stopniu nie jest odpowiedzialna za nastolatka i dorosłego chłopaka i powinna skupić się na wypracowaniu dla siebie i własnego dziecka odpowiedniego miejsca w tym układzie.
            • aqua48 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 20:36
              triss_merigold6 napisała:

              > Autorka w żadnym stopniu nie jest odpowiedzialna za nastolatka i dorosłego chło
              > paka i powinna skupić się na wypracowaniu dla siebie i własnego dziecka odpowie
              > dniego miejsca w tym układzie.

              A ja sądzę, że taką pozycję powinien ustalić przyszły mąż w porozumieniu z przyszłą żoną i to przede wszystkim on powinien od swoich dzieci oczekiwać szacunku dla swojej wybranki, a od wybranki szacunku dla dzieci. Ukrywanie się podczas wizyt, czy nie mówienie sobie dzień dobry i do widzenia nie jest w żadnym wypadku okazywaniem sobie szacunku.
              • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 20:41
                Zgadza się.
                Dosadnie to ujmując, nastolatkom wcale nie musi podobać się przyszła żona ich ojca. Nie muszą jej nawet lubić czy chcieć spędzać z nią czas. Mogę ich zrozumieć, zazdrość o zasoby jest naturalna. Ale ojciec tłumaczyć się nie musi, potrzeby synów zaspokaja, ma prawo do własnych wyborów życiowych i do oczekiwania z ich strony kulturalnego zachowania. Nawet jeśli będzie to kulturalne zachowanie wymuszone.
              • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 21:21
                niech wam będzie ale narzeczona powinna przymusowo polubić, przezwyciężyć odrazę do nastolatków, powinna być dla nich serdeczna i przyjacielska, uprzejma, a oni dopiero w drugiej kolejności w stosunku do niej po tzreba wziąc poprawkę, że to bardzo młodzi prawie dorośli, hormony buzują, rozpadłą się ich rodzina, muszą znosić nowego faceta matki i jej niechęć do ich ojca etc
                Reasumując wykazałąbym uprzejmą poblażliwość dla ich zachowań i skoro to ważne grzeczniutko poprosila o swoje miejsce w samochodzie czasem, o wspólne spędzenie wigilii, lub urządzenie ich oddzielnej wigilii na mieście, o wszystko co dla mnie ważne. Ale dzieci mojego faceta są z definicji dla mnie ważne i już. I to ja mam się starać nie oni o ich sympatię i dobre stosunki, do skutku.
                Z drugiej strony sama mając 14 lat pojechalam do swojej macochy zobaczyć nowo narodzone dziecko mojego ojca, cieszyłam się z brata przyrodniego. Potem jako 20latka utrzymywałam przyjazne stosunki z macochą, czego moja mama nie mogła mi darować. Matki ewentualnych nowych partnerów zdecydowanie i niemiło przeganiałam. Chciałam mamę tylko dla siebie.
                Wigilie mój ojciec zawsze spędzał tylko ze swoją nową rodziną. Nie zbudował żadnej więzi ze mną, skupił uwagę i czas na nowej rodzinie. Moim zdaniem niesłusznie.
                • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 21:24
                  Cóż, ja bym nie prosiła. Proszenie stawia w pozycji petenta.
                  Twój małżonek ma dzieci z innego związku, czy tak sobie gdybasz?
                  • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 22:00
                    mój małżonek nie ma dzieci z innego związku, gdybam sobie :)
                    Pewnie są osoby mające więcej doświadczenia w temacie. Z pozycji takiego kiedyś dziecka po rozwodzie rodziców i tęskniącego całe zycie za ojcem sobie gdybam
                    Ale może Verdana ma rację? Może 19latek to już dorosły i nie buzują w nim hormony. W moim 17 latku buzują a pasierb autorki wątku ma 16 lat.
                    • pogodoodporna Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 22:11
                      igge napisał:

                      > Ale może Verdana ma rację? Może 19latek to już dorosły i nie buzują w nim hormo
                      > ny. W moim 17 latku buzują a pasierb autorki wątku ma 16 lat.

                      Tez jestem mama dziewietnastolatka, wprawdzie plci zenskiej, ale zgadzam sie, ze o buzujacyc hormonach, na tym etapie, to juz dawno mowy nie ma :-) Po maturze dzielnie pracowala przez cale wakacje, zeby zarobic na urzadzenie studenckiego mieszkanka, obecnie sudiuje w innym miescie, mieszka sama i jest stosownie do tego traktowana- tak jak dorosla, samodzielna osoba. Sadze, ze gdybym prowadzila ja za raczke jak male dziecko, to bylby dla niej duzy obciach ;-)
                • verdana Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 21:52
                  W 19 latku już hormony nie buzują. To dorosły człowiek, nie ma co go tłumaczyć "młodym wiekiem". Rodzina nie rozpadła się pół roku temu, tylko na tyle dawno, ze był czas, aby do tego przywyknąć. Pobłażliwość dla zachowania 19-latka wydaje mi się od czapy - z jakiego powodu traktować dorosłego faceta jak dziecię, które ma prawo nie rozumieć i byż egocentryczne, bo malutkie? Nawet 16-latek jest na to za stary, ale 19-latek to juz ciężki przypadek.
                  • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 21:56
                    Przypuszczam, że synom bardzo wygodnie jest nadal być postrzeganymi jako te dzieciątka, wymagające troski, opieki, pobłażliwości.
                • crises Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 11:27
                  Najadłaś się czegoś nieświeżego? Bo pitolisz jak w gorączce.

                  To nie są pięcioletnie dzieci, tylko prawie dorośli ludzie, od których można i należy wymagać szacunku i kultury. Myśleć mogą sobie co chcą, ale zachowywać się mają przyzwoicie. Ważność jest tu niejako ortogonalna - ważne sobie mogą być, ale to ich nie zwalnia z zachowania podstawowych form.

                  Facet jakaś dooopa wołowa - wyrzuty sumienia i chęć zadośćuczynienia smarkaczom to jedno, ale jakieś pomysły z wysyłaniem wątkodajki na spacer w wigilię albo "bo Jasiu się nie chce przesiąść" to kompletna porażka. Facet z jajami po żołniersku zakomunikowałby szczylom, że dotąd było tak, a teraz jest tak, i albo przyjdą grzecznie na wspólną wigilię, albo może się z nimi spotkać dzień wcześniej na mieście, a rzeczonego Jasia wywlókłby z samochodu za kołnierz.
          • a.nancy Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 12:58
            igge, z tego, co piszesz w "swoim" wątku, masz spory problem z asertywnością i stawianiem granic; nie odbieraj tego jako złośliwość ale naprawdę nie powinnaś doradzać w sprawach, z którymi sama sobie nie radzisz.
            • igge Re: a.nancy 13.12.13, 13:34
              zakladam, że watkodajki same podejmuja decyzje, nie kierując sie w znaczącym stopniu tym co zrobiłby ktoś inny i jak to widzi. W każdym wątku jest wiele odpowiedzi/podpowiedzi i autor/ka może część z nich zupelnie odrzucić, ja sama lubię poznać wiele pktów widzenia, nawet te dziwne, niemądre i dziecinne i złośliwe nawet, a potem i tak sama podejmuję swoje decyzje (mądrzejsza lub nie o doświadczenie innych).
              Różnorodność opinii nie może chyba specjalnie zaszkodzić wątkodajce. To otwarte forum. Nikt nikogo nie zmusza do czytania ani nawet do słuchania czyichś rad. Nie jestem ekspertem i nie aspiruję do jakiegoś wielkiego autorytetu. I nie gniewam się jak kogoś drażnią moje wypowiedzi :) POzdr a.nancy
        • effme Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 17:11
          to wcale nie jest zabawne i dziwne, ja SWOJEGO miejsca obok kierowcy pilnuję i nie odpuszczam nawet jeśli kolega starego który ma 2m wzrostu gnieździ się z tyłu. ustępuję tylko naszym dziadkom, którym łatwiej jest usiąść z przodu albo gdy jedziemy z zaprzyjaźnioną parą i chcę nagadać się z koleżanką
    • 8norka6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 17:50
      Dla mnie dobre wyjście jest takie, że chłopcy siedzą w jednym pokoju z tatą nad tym barszczem i prezentami, a Ty z synem w kuchni albo w innym pokoju robicie coś innego. To tylko 1,5 godziny. Nie widzę w tym nic złego.
      Serio chcesz wyjść za tego faceta i wejść do jego rodziny, która Ciebie nie akceptuje? I Ty piszesz, że czujesz się szczęśliwa? Nie za bardzo się spieszycie? Wyraźnie relacje was wszystkich nie są poukładane i to się nie zmieni po ślubie, tak jak sobie teraz ustawicie sytuacje tak będzie. Wyobrażasz sobie dalej takie swoje życie jak teraz? Co zrobicie w przyszłym roku w święta?
      • crises Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 11:31
        Jasne, jeszcze powinna się zachowywać cicho, żeby jej przypadkiem nie usłyszeli.

        Ludzie, powariowaliście? Wątkodajka ma tam być niedługo panią domu, facet sugerujący, że ma siedzieć na górze, to jakiś horror.

        Generalnie uważam, że rodziny patchworkowe to bezsens, no ale jak już się ktoś zdecydował, to nie należy mu fundować takich jazd.
        • 8norka6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 14:09
          crises napisała:

          > Wątkodajka ma tam być niedługo panią domu,
          No właśnie chyba nie. Dostała wyraźny sygnał od rzekomo tak ją kochającego faceta oraz jego dzieci, czyli najbliższych mu osób, że nie chcą by była pełnoprawną panią tego domu.

          > Generalnie uważam, że rodziny patchworkowe to bezsens, no ale jak już się ktoś
          > zdecydował, to nie należy mu fundować takich jazd.
          Ona na własne życzenie funduje sobie takie jazdy. Dzieci mają prawo chcieć spędzać święta i inne dni tak samo z ludźmi bliskimi, lubianymi, przychylnymi im. Widać autorka i jej syn takimi osobami dla tych nastolatków nie są. Jeśli autorka chce wejść w tą rodzinę powinna najpierw postarać się wspólnie z partnerem, by taką osobą się stała. Zanim się tam wprowadzi, zanim spędzą wspólne święta, zanim weźmie ślub. Nie wiem jak oni wyobrażają sobie wspólnie spędzić ten wyjątkowy w końcu wieczór skoro autorka i jej syn są obcymi ludźmi dla tych nastolatków. Między nimi nie ma żadnych więzi, relacji, więc z jakiej racji chłopcy mają mieć chęć spędzić w takim towarzystwie czas?
          • crises Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 19:09
            >Dostała wyraźny sygnał od rzekomo tak ją kochającego faceta oraz jego dzieci, czyli >najbliższych mu osób, że nie chcą by była pełnoprawną panią tego domu.

            Facet jest w tym układzie najwyżej zagubioną ciamajdą, która nie potrafi zrobić porządku z dwójką niewychowanych szczyli, a nie kimkolwiek wysyłającym jakieś wyraźne sygnały.

            > Między nimi nie ma żadnych więzi, relacji, więc z jakiej racji chłopcy mają
            > mieć chęć spędzić w takim towarzystwie czas?

            Wątkodajka próbowała nawiązywać więzi, ale dała spokój spotkawszy się z otwartą wrogością. Ależ mogą nie mieć chęci, więc niech nie spędzają. Godzina na mieście dzień przed wigilią całkowicie wystarczy.
    • sootball Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 18:15
      Wyjaśnij mu, że jego zachowanie w stosunku do synów jest kompensacyjne - stara się wynagrodzić im rozwód, plus boi się o kontakty oraz oceny "zły ojciec" wpajanej synom przez eks. Tylko że spełniając ich zachcianki nie robi im przysługi, ale krzywdę - roszczeniowa postawa oznacza w dorosłym życiu gorycz i rozczarowanie. Do tego wzorzec ojca - nie silnej osoby, która potrafi wyznaczać granice, tylko miękkiej fai i chłopca na posyłki.
      Spełnianie zachcianek synów nie jest dla nich, jest dla ojca. To ojciec spełnia w ten sposób swoje emocjonalne potrzeby, zażegnuje strach, stara się wynagrodzić - ale w nie najmądrzejszy sposób.
      • aqua48 To nie tylko wigilijny problem 09.12.13, 19:42
        A mim zdaniem gdzieś w problemach rodziców i rozwodu zostało całkowicie zarzucone wychowanie tych chłopców. Dla mnie niedopuszczalne jest aby we własnym (?) domu musieć chować się podczas wizyty wigilijnej pasierbów, siedzieć z tyłu, bo dziewiętnastolatek MUSI zajmować miejsce przeznaczone dla partnerki kierowcy, lub aby duzi chłopcy nie potrafili wykrzesać z siebie dzień dobry w stosunku do partnera matki czy partnerki ojca. Coś tu jest mocno nie tak. Na miejscu autorki martwiłabym się nie tylko o własną pozycję w tym nowym związku, ale także o sytuację swego dziecka. Ile można pozwalać aby nim także pomiatali ci przyszli pasierbowie, i jak on będzie się niedługo w stosunku do matki zachowywał mając takie złe wzorce i kompletny brak reakcji ojca wobec tego zachowania przed nosem? Jak on będzie tego ojczyma w nastoletniej przyszłości szanować i słuchać? I podporządkowywać się jakimkolwiek wymogom, które jego przyrodnich braci nie obowiązują wcale?
        • verdana Re: To nie tylko wigilijny problem 09.12.13, 20:09
          Mam w domu niespełna 19-latka. To jest dorosły człowiek, nie dziecko, które może nie rozumieć pewnych spraw. Obawiałabym się w tym wypadku także o własne dziecko - coś musi być bardzo nie w porządku z facetem, który nie dostrzega ani dorosłości własnych dzieci, ani tego, że spełnianie zachcianek dorosłego faceta to nie to samo, co wykazanie zrozumienia dla dziecka, które nie rozumie, co się dzieje wokół niego. Sam pomysł, aby partnerka z dzieckiem musiała w Wigilię się ukrywać w domu, który ma być jej domem świadczy o tym, ze to nigdy nie będzie jej dom. Jej dziecko będzie zawsze na drugim planie, podporządkowane nie dobru własnych dzieci, ale ich kaprysom.
        • blond_suflerka Re: To nie tylko wigilijny problem 09.12.13, 21:10
          To jest też kwestia tego na ile ten partner-tak niedojrzały rodzicielsko będzie umiał zbudować dobrą relację z kobietą. W tamtej się nie sprawdził, nie miał okazji bo wyjeżdżał i jak widać kiepsko ulokował uczucia.
          Teraz-nie umie być dobrym, dojrzałym ojcem. Czy ktoś taki będzie więc umial być dojrzale w relacji? A także dojrzale uczestniczyć w opiece na Twoim dzieckiem?
          To są ważne pytania. I warto zwracać uwagę na to jak ta relacja wygląda a nie tylko koncentrować się na slubie za pół roku.
    • enith Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 20:23
      Cienko widzę przyszłość związku, w którym soon to be wife i jej dziecko muszą w wigilię Bożego Narodzenia błąkać się po osiedlu czy parku, bo pasierbowie nie życzą sobie jej oglądać. Pomysł z wyjściem z domu czy siedzeniem w innym pokoju, by nie urazić uczuć dorosłego mężczyzny i prawie dorosłego nastolatka jest tak absurdalny, że aż śmieszny. Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy, lemonko?? A w przyszłe święta? A jeszcze kolejne? Już jako żona i pełnoprawna lokatorka mieszkania, też będziesz się razem z dzieckiem ewakuować na czas wizyt pasierbów?
      Ty i twoje dziecko zostajecie w wigilię w domu. Sprawę wigilii niech załatwia twój narzeczony. Ty się masz nie mieszać, ale masz ustalić granice, których przekroczenie absolutnie nie wchodzi w grę, w tym twoje błąkanie się po dworze czy chowanie w pokoju na górze. Chłopcy dostali zaproszenie na wigilię, co z nim zrobią, to już ich sprawa. Suką byłabyś, gdybyś udawała, że partner nie ma dzieci lub zabraniała się im widywać. Zaznaczenie własnych granic i niezgoda na udawanie, że ty i twoje dziecko jesteście niewidzialni, jest zdrowe i pożądane i w szerszej perspektywie wyjdzie WSZYSTKIM na zdrowie, a już zwłaszcza rozpieszczonym i rozpuszczonym pasierbom.
      • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 20:33
        Amen.
        Naprawdę wieloletnia lektura f. macochy w bardzo drastyczny sposób pokazuje, ile fajnie zapowiadających się związków patchworkowych rozpadło się wskutek zaniechań, spychotechniki i braku odwagi prezentowanych przez panów.
    • alagas Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 21:53
      Że się wtrącę...
      Moim zdaniem, jeśli relacje pomiędzy macochą a pasierbami nie mogą być przynajmniej poprawne, to na pewno nie może to być kosztem poniżania nowej partnerki ojca. Może się tak zdarzyć, że synowie absolutnie jej nie akceptują - nie wiem, jakieś żale, że ojciec zostawił matkę, że układa sobie życie... bywa (choć to można zrozumieć u dziecka, dorośli ludzie powinni umieć to zaakceptować). Wprawdzie z opisu lemonki wynika, że wina była po stronie żony, ale kto to tam wie na pewno? Więc powiedzmy, że chłopcy nie chcą jej zaakceptować.
      Ale... to nie znaczy, że powinnaś dać się zepchnąć na drugi plan, uciekać jakby to była Twoja wina. Nie chcą przyjść i UWAGA! zachowywać się poprawnie (bo co z tego, że przyjdą na Waszą wigilię i będą stroić fochy?) Spotkanie nie może się odbyć w ich domu? No to niech się nie odbędzie w ogóle! Albo niech się z nimi spotka na mieście! I zaznaczy, że to wynikło z ich, a nie jego widzimisię! Chcą się spotykać z ojcem w jego domu - muszą zaakceptować Ciebie. Nie chcą zaakceptować? Niech spotykają się z ojcem poza domem. Koniec! Kropka!
      • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 10:25
        alagas napisała:"Ale... to nie znaczy, że powinnaś dać się zepchnąć na drugi plan, uciekać jakby to była Twoja wina. Nie chcą przyjść i UWAGA! zachowywać się poprawnie (bo co z tego, że przyjdą na Waszą wigilię i będą stroić fochy?) Spotkanie nie może się odbyć w ich domu? No to niech się nie odbędzie w ogóle! Albo niech się z nimi spotka na mieście! I zaznaczy, że to wynikło z ich, a nie jego widzimisię! Chcą się spotykać z ojcem w jego domu - muszą zaakceptować Ciebie. Nie chcą zaakceptować? Niech spotykają się z ojcem poza domem. Koniec! Kropka!"

        10/10
        • edw-ina Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 10:28
          Zuzi, wybacz, ale chyba niewiele miałaś do czynienia z patchworkami, skoro tak kategoryczne postawienie sprawy uważasz za idealnie trafione.
          • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 11:18
            edw-ina ktoś tym dorosłym chłopcom MUSI postawic granice i nauczyc ich, że nie tylko oni i ich zdanie i potrzeby się liczą, ale liczą się też inni ludzie, w tym nowa kobieta ich ojca i oni jako prawie dorośli powinni to uszanowac, jeśli nie są na tyle dojrzali, aby to zaakceptowac, a kwestia czy jest to rodzina patchworkowa, czy też nie, ma tu trzeciorzędne znaczenie. Gdyby to była zwykła rodzina tez bym się zgodziła z tym co napisała alagas. Tym chłopcom nikt i nigdy nie stawial granic, nie wychowywał i nie uczył KULTURY, stąd takie ich zachowania, roszczeniowosc i zapatrzenie tylko na koniec ich wąlsnych nosów. Gdybym ja znalazla się w takiej sytuacji jak autorka wątku to zrobiłabym dokładnie tak jak napisała alagas, jeżeli partner autorki wątki nie potrafi włąsnym synom wyznaczyc granic zachowania, to powinna to zrobic za niego autorka watku, kulturalnie ale jasno i stanowczo, powiedziec obu prawie dorosłym faceto, że są mile widziani w tym domu wogóle, że są zaproszeni na Wigilę i ojciec przestaje ich dowozic na jakiekolwiek zajęcia, bo są już na tyle dorosli, że spokojnie ten temat mogą sobie zorganizowac we własnym zakresie. Nowy mężczyzna autorki wątku zył tyle lat w zaburzonej rzeczywistoci i nie potrafił jej ustawic na włąsciwe tory, więc dobrze by było, gdy to aurorka pokazała mu jak powinny takie relacje z dorosłymi synami wyglądac, jaka powinna byc w tym jego rola i w jaki sposób ci dorosli prawie faceci powinni się odnosc do niej jako do nowej kobiety ich ojca. Skoro ich ojciec nie wie i nie umie tego ustalic i zorganizowac tak jak powinno byc zdrowo i normalnie, to autorka wątku, jezeli chce się z nim związac na stałe, powinna w początkowej fazie pokazc mu i gdy trzeba zrobic to za niego i ustalic nowe ramy życia ten patchworkowej rodziny. Ktoś kto zna zdrowe standardy musi to zrobic, bo inaczej dalej wszyscy będą brnęli w zachowania niezdrowe czy wręcz wypaczone i patologiczne.
            • edw-ina Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 11:28
              prawda, ale tego nie robi się w taki sposób, bo załatwienie tego w proponowany sposób jest właśnie upupieniem niemal dorosłych ludzi i bez wątpienia nie przyczyni się do poprawy relacji, nie przyniesie żadnej nauki.
              • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 11:52
                edw-ina zgadzam się z tym, co napisałaś poniżej, ale taki styl postępowania sprawdzi się w rodzinie normalnej, nie z takimi brakami jak rodzina opisywana przez autorkę wątku, w której ojciec nie zna zdrowych, normalnych standardów wychowania i budowania relacji z prawie dorosłymi synami, ten ojciec ma ogromne braki i ktoś (a konkretnie autorka wątku) musi mu pokazac jak to wygląda i jak jest zorganizowane w ZDROWEJ, NORMALNEJ rodzinie, gdy nikt mu nie pokaże i nie wyjsni to on dalej nie będzie wiedział co i jak powinnien zrobic, bo najwyraźniej ten facet nie ma skąd czerpac tej wiedzy, byc może sam pochodzi z rodziny dysfunkcyjnej:

                edw-ina napisała:"I mogę powiedzieć jedno - za relację z dziećmi odpowiadają rodzice tych dzieci. I to w rękach twojego partnera leży ułożenie sobie tych relacji w nowej, zmieniającej się rzeczywistości. Ja wychodzę z założenia, że dopóki coś nie wpływa bezpośrednio na mnie, nie wykracza poza ramy, na które się godzę, to staram się nie wnikać. Akceptuję fakt, że moje, nasze życie nie wygląda tak, jak w rodzinie bez przyległości w postaci dzieci z poprzedniego związku, ale też nie daję sobie wmówić, że muszę wszystkiemu ulegać, BO DZIECI.
                Ja bym zostawiła temat do rozwiązania partnerowi. Nie pomagała mu go rozwiązać, nie usuwała się, ale też nie stawała przysłowiowym okoniem. To, że niemal dorośli nastolatkowie raptem zaczynają się zachowywać niepoważnie i niejako pokazują rogi, nie jest niczym dziwnym. U nas też problemy zaczęły się pojawiać w takim momencie, a nie kiedy dzieci były młodsze. Nie wiesz, czy twój syn, który teraz jest do całej sytuacji nastawiony przychylnie za jakiś czas też nie zacznie pokazywać rogów.
                I staraj się nie oceniać chłopców. Czy są roszczeniowi, czy im się należy czy nie, czy i na ile powinni być wdzięczni. To, co w jednej rodzinie jest normą, w innej jest pułapem nieosiągalnym, a w jeszcze innej jakimś minimum. Nie ma równej kreski, pod którą mają się wszyscy zmieścić."
                • edw-ina Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 12:22
                  Zuzi, wybacz, ale zastosowanie twoich rad doprowadziłoby do nienawiści pomiędzy pasierbami, macochą, a ojcem chłopców. Powiedzenie komukolwiek, niezależnie w jakiej jest rodzinie, że jest dorosły i ma postąpić tak lub tak, bo inaczej wyciągnie się konsekwencje bez dwóch zdań nie zaowocuje stwierdzeniem: jestem dorosły, więc zrobię, jak mówisz, tylko poskutkuje tym większym buntem.Wskaż mi proszę osobę, nawet dorosłą i dobrze poukładaną, która dobrze zareaguje na nakaz.
                  Macocha, która będzie wyjaśniała ojcu jak ma postępować z własnymi dziećmi bez wątpienia nie przysłuży się nikomu, a narazi jedynie na zbędną frustrację. Macocha może powiedzieć na co się nie godzi wobec siebie, a nie tłumaczyć rodzicowi co i jak ma zrobić ze swoimi dziećmi. Może z partnerem rozmawiać i pytać go o pewne sprawy, dlaczego tak nie inaczej postępuje, ale nie wychodzić z założenia: tak jest dobrze, bo ja tak uważam, a ty robisz źle. Dodatkowo już widzę sympatię pasierbów, których życie raptem drastycznie się zmieni, ponieważ pojawiła się macocha i ona ma takie a nie inne "widzimisię". Jeszcze nie daj opatrzności, a ojcu wyrwie się, że Marysia czy Krysia powiedziała, że nie powinienem was już odwozić na zajęcia, bo jesteście za dorośli na to, to już bez wątpienia miłość wzajemna będzie zapewniona.
                  A jeżeli - tak jak napisałaś, partner jest dysfunkcyjny i nie nadaje się na ojca, to widocznie nie powinna się z nim wiązać, bo swoją dysfunkcyjność przeleje też na kolejne dziecko.
                  • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 14:30
                    Tu jest jeszcze inny problem. Facet był w wojsku i na misjach. Misje to takie delegacje, gdzie i rok można siedzieć. Albo dłużej. Albo krócej. Więc dwóch chłopaków było chowanych w domu, gdzie matka miała dwóch mężczyzn na których się opierała i to oni rządzili (vide: dziś mamusia ukrywa kochanka, bo jej mężczyznom ewidentnie to się nie podoba). Jak przyjeżdżał ojciec z misji to też niewiele miał do gadania i pewnie z uczuciem ulgi jechał znów na misję. I efekty tego dziś widać. Synowie tolerują matkę, a ojca traktują jak bankomat, szofera i co tam jeszcze się da. I obojgiem rządzą.

                    Czyli totalne pomieszanie ról.
                    --
                    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
                    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
                    • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 14:35
                      Zresztą facet tolerował do pewnego momentu zdrady. Dlaczego? Wg mnie, jest chodzącym poczuciem winy, podczas gdy tak naprawdę przez te wszystkie lata finansował ten bajzel (pardonnez moją dosłowność) na kółkach.
                      • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 14:39
                        Last but not least: co nie dyskwalifikuje go jako potencjalnego partnera wątkodajki pod tym wszakże warunkiem, że zrozumie swój błąd i zacznie natychmiastową naprawę od ustawienia spraw na właściwej pozycji: jestem ojcem, to jest mój dom, to kobieta którą wybrałem, a to są granice, które wam, moim synom stawiam. (Wykonać!=)
                      • crises Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 19:12
                        Prawdopodobnie masz rację - dzieciom (nastolatki, jedno pełnoletnie, drugie niedługo) wolno wszystko, tylko dlatego, że rodzice się rozwiedli, biedne, biedne maleństwa.
                  • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 13:44
                    edwina 10/10
    • lady-z-gaga Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 22:45
      Mój, nazwijmy g
      > o A. płaci duże alimenty, opłaca ich wszystkie zajęcia pozalekcyjne, kursy języ
      > kowe, egzaminy, korepetycje, prawo jazdy i sport oraz wakacje. Wozi ich na te w
      > szystkie zajęcia, ogólnie utrzymuje z nimi ścisły kontakt, zawsze jest do dyspo
      > zycji, są dla niego bardzo ważni, trudno się zreszta dziwic. Ich stosunek do A.
      > mozna streścic tak: "jesteś naszym ojcem, to wszystko nam się należy, nie ma z
      > a co byc wdzięcznym. Tak ma byc".

      I Ty myslisz o ślubie, chcesz się pakować w to bagno?
      Tatuś, ktory wozi 19 latka na zajęcia pozalekcyjne.... to się kwalifikuje na terapie dla obu panów....
      19latek i 16latek, ktorych trzeba zmuszac, aby powiedzieli "dzień dobry" - szok
      ojciec jest współodpowiedzialny za tę sytuację i cos musi z nim być nie tak - wstrzymaj się z ustalaniem terminu slubu, zanim nie zrozumiesz, co to jest
      • ani_chybi Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 09.12.13, 23:55
        Na wspólną Wigilię nie przyjdą , na ślub pewnie tez nie?
        A może się zjawią , ale zyczenia złożą tylko ojcu Ciebie ignorując?
        Sądzę , ze ojciec powinien dać chłopcom wybór :albo wasza wspólna kolacja w domu , albo wcześniejsze spotkanie z nim w mieście.
        Propozycja A byś przeczekała w innym pokoju jasno wskazuje na to jakie miejsce w domu przewidzial dla Ciebie. Ale byc moze była to ostatnia desperacka próba zachowania starych struktur . Być może zrozumie ,że oto przyszedł czas by pokazać synom ze Ty jesteś panią tego domu.
        Jesli synowie nie przyjdą na wspolną kolację i odmówią spotkania z ojcem A nie będzie miał wesolych świąt. Więc Ty tez nie. W normalnych zdrowych relacjach ojcowsko-synowskich ojcu byloby bardzo przykro , ale nie obwinialby za to ani siebie , ani swojej narzeczonej .
        Warto sie zastanowić skąd u niego takie wyrzuty sumienia ,skoro rozwod byl z winy żony. Jesli sobie z nimi nie poradzi to one zniszczą nie tylko te swięta .

      • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 10:26
        lady-z-gaga napisała:"I Ty myslisz o ślubie, chcesz się pakować w to bagno?
        Tatuś, ktory wozi 19 latka na zajęcia pozalekcyjne.... to się kwalifikuje na terapie dla obu panów....
        19latek i 16latek, ktorych trzeba zmuszac, aby powiedzieli "dzień dobry" - szok
        ojciec jest współodpowiedzialny za tę sytuację i cos musi z nim być nie tak - wstrzymaj się z ustalaniem terminu slubu, zanim nie zrozumiesz, co to jest."

        10/10
    • akniwlam Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 00:10
      Czy Twój A akceptuje bądź odrzuca dziewczyny synów? Zabrania im się z nimi spotykać albo ostentacyjnie je ignoruje i lekceważy? Żąda od synów przekładania własnych planów bo musi się z nimi właśnie tego dnia, o tej porze spotkać i nieważne, co tam mieli zaplanowane i kogo wystawią do wiatru?
      Sądzę, że nie.
      Jakim prawem dorośli lub prawie dorośli synowie ustawiają się w roli cenzorów, którzy nie aprobują nowych związków swoich rodziców (bo i matka, z tego co pisałaś, ma chyba podobny problem z nowym partnerem)? Kto im tego prawa udziela?
      Niestety prawda jest chyba taka, że trochę sami sobie to prawo wzięli, a trochę Wy je im daliście. Jeśli zależy Ci na tym mężczyźnie, zawalcz o Wasz związek. O minimum poprawności w zachowaniu synów w stosunku do Ciebie. O niewykorzystywanie chorego ojca do tak pilnej życiowej sprawy jak podwiezienie o sześć przystanków. Jesteście dorośli, oni są dorośli, zachowujcie się wszyscy jak dorośli i traktujcie tych chłopaków i siebie nawzajem jak dorosłych, a nie jak dojną krowę, panienkę do towarzystwa i dwóch szejków, którym należy się cześć i szacunek. Tak, Twoim przyszłym pasierbom należy się wsparcie finansowe na miarę możliwości ich ojca, ułatwienie im startu w życie i wsparcie gdy będą go potrzebowali. Ale to nie znaczy, że rzeczony ojciec ma się zamknąć w pustelni albo klasztorze i być tylko na każde zawołanie jaśnie paniczów.
      Wigilię oczywiście doradzam wspólną, połamanie się opłatkiem, jakieś uprzejme rozmowy i dopiero po jakimś czasie taktowne wycofanie z Twojej strony "to wy tu sobie trochę pogadajcie, my z młodym idziemy wypatrywać pierwszej gwiazdki/wynieść sianko i marchewki dla renifera" czy coś w tym guście. I pół godziny Cię nie ma (nie więcej!), a oni mają okazję pobyć sami ze sobą. Trochę wygraj Ty, żeby usiedli z Tobą przy jednym stole, trochę niech wygrają oni. Nie chodzi o to żeby tego nieszczęsnego faceta przeciągać jak linę, tylko zaznaczyć swoje prawo i wyciągnąć rękę w geście dobrej woli.
    • lucerka Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 14:58
      Lemonko, tak jak ci juz dzewczyny napisaly: ustal granice. Te pierwsze Swieta to zwrotny punkt! Od 21.12 mieszkacie RAZEM i RAZEM zapraszacie chlopcow na wigilie. Twoj A. powinien tak naprawde sam na to wpasc. Jescli chlopcy nie przyjda nie Twoj A zapyta samych chlopcow, jakie widza rozwiazanie tej sytuacji.
      • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 15:20
        Uhm. A synkowie powiedzą: panna z dzieckiem na spacerek. A tatuś buzia w ciup i podaje palto i kurteczkę?
        Patrząc na Jespera Juula, to synkowie aż WYJĄ o ustalenie granic. Choć może i nie, w tym wieku to jesteś już dla dziecka zaledwie sparing-partnerem, zbierasz co zasiałeś=) Skądinąd ja postawiłam już tezę, ale może błędną.

        Był gdzieś fajny wątek o takich rodzicach, którzy wyjeżdżają pracować do Unii, wpadają na jakiś czas, zabierają się za wychowanie i natrafiają na opór. Albo nie wychowują, bo po co, skoro i tak tylko na chwilę wpadli? Może jakaś podpowiedź na forum emigracja czy praca się znajdzie?
    • misterni Dziwi mnie, że Twój narzeczony zwraca się 10.12.13, 18:08
      z tym problemem do Ciebie. To on sam powinien go rozwiązać w taki sposób, żeby nikt nie ucierpiał. A jeśli tak się nie da, to trudno, ale niedorzecznym jest pomysł, żebyś Ty się miała się usuwać z mieszkania na czas ich wizyty.
    • kol.3 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 18:52
      Przepraszam za dosadność ale Twój facet jest pipa bez charakteru. Eksżona zdradzała go, rozwód z jej winy, ale zachowuje się jak skrzywdzona księżniczka. Synowie są nastawieni przeciwko ojcu, który w całym tym układzie zachowuje się wobec nich jak służący na 2 łapach Reks. Synowie, stare chamowate byki ustalają warunki, ganiają go jak lokaja. Gruba przesada. Cale ich zachowanie jest po to, żeby Ciebie ustawić na pozycji kobiety bez znaczenia. Jest to ewidentna manipulacja puszczalskiej mamci synalków. Pogonić towarzystwo aż się będzie kurzyć. Jeśli pozwolicie im urządzić wigilię wg ich scenariusza to sami sobie grób wykopiecie. Nigdzie masz z domu nie wychodzić ani nie chować się po kątach. Chora sytuacja, z która dorośli ludzie nie potrafią sobie poradzić.
      • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 20:00
        Dziewczyny moje kochane,dziękuję wam za to wszystko co piszecie- bardzo mi pomogłyście w rozeznaniu się we własnych odczuciach i myślach. Dopiero wróciłam dziś z pracy,więc na razie tylko przeczytałam wszystkie wasze opinie,jutro napiszę więcej, bo starszy synek zaangażował w sprawę babcię,czyli moją przyszłą teściową. I,co ciekawe,nie spotkał się ze zrozumieniem:) Jutro też A.ma przedstawic im swoją propozycję wigilii,więc zobaczymy co nastąpi.
        W każdym razie, po tym co mi napisałyście, przestałam czuć się jak zła macocha i utwierdziłam w przekonaniu,że coś w tym układzie jest bardzo nie tak.
        I to cudowne,że mogę powiedziec teraz głośno to,co do tej pory tylko czasami myślałam: "To dwa niewychowane,rozpuszczone szczyle,którym najwyższy czas postawic pewne granice" Nawet jeśli mówię to tylko tu, na forum,to i tak jest mi dużo lepiej :)
        • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 22:59
          Rola macochy to bardzo trudna i często niewdzięczna rola. Wiem coś o tym, bo nią jestem. Na początku było bardzo ciężko, syn mojego partnera dawał mi nieżle popalić. Ale nigdy nie myślałam o nim jako o rozpuszczonym szczylu, choć w gruncie rzeczy nim był. NIkt mi nie pomógł, sama musiałam sobie ułożyć z nim kontakty.
          Dużo z nim rozmawiałam i po pewnym ( nie powiem, że krótkim ) czasie efekt był taki, że lubił mnie bardziej niż swoich rodziców. Znajomi, którzy byli świadkami naszych relacji byli mocno zadziwieni widząc jak bardzo się one zmieniły - mówili mi, że warto było okazać cierpliwość.
          Może nie nastawiaj się tak konfrontacyjnie i spróbuj jednak okazać im swoją przyjazną stronę. Pal licho, powiedz im "dzień dobry" pierwsza i staraj się z nimi rozmawiać - może tak ich "rozbroisz". Trudno być niemiłym wobec miłej osoby. Myślę, że atmosfera gdy jesteście razem jest okropna, ale Ty nie robisz nic, by to zmienić. Oczywiście, że powinni być grzeczni, ale najwyraźniej traktują Ciebie jako wroga i nie chcą, więc pokaż im, że wrogiem nie jesteś. Wszyscy musicie dołożyć starań, by jakoś znośnie w tym układzie funkcjonować.
    • koronka2012 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 10.12.13, 20:13
      Dobra rada - ustawić sprawy od początku. Ustalić granice. Nie do przyjęcia jest zastanawianie się nad tym, jak usunąć kobietę swego życia w Wigilię aby synkowie raczyli się pojawić.
      Dla mnie to czerwone światło.

      Naprawdę radzę się dobrze zastanowić nad tak szybkim ślubem. Widywanie się weekendowe, a życie na co dzień z tatusiem-podnóżkiem to naprawdę dwie różne sprawy. Panu przydałaby się terapia, bo to co robi jest absolutnie chore. Kupuje sobie uwagę synów będąc na każdy gwizdek - jego sprawa, ale NIE DA SIĘ TEGO pogodzić z normalną relacją damsko-męską. Żadna normalna kobieta nie wytrzyma tego, że w konfrontacji z fanaberiami jego dzieci, jej potrzeby będą wiecznie na ostatnim miejscu, o potrzebach jej dziecka nie wspominając.
      Pomieszkaj z nim dłużej, dopiero wtedy będziesz w stanie ocenić czy dasz radę to wytrzymać, z daleka nie odczuwasz tak bardzo skutków nadgorliwości rodzicielskiej swojego partnera.
      • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 10:33
        Więc zaproszenie na naszą wigilię zostało wczoraj synkom przedstawione.
        Żeby przedstawic efekt zacytuję mojego A: "Długo negocjowałem, zastosowałem kilka technik i sztuczek psychologicznych i jest szansa, ze może przyjdą, ale to będzie wymagac jeszcze kilku rozmów". W wolnym tłumaczeniu brzmi to tak: " Prosiłem, błagałem, przekonywałem, cos im za to obiecywałem, oni nadal nie chcą słyszec o twojej obecności, ale może jak jeszcze trochę się popłaszczę i poprzymilam to jest szansa."
        On jest zadowolony, ja- nie. Bo nadal daje sobie włazic na głowę. Albo się zaprasza, albo negocjuje. Ja oczekiwałam, że w żołnierskich słowach zakomunikuje im, że sytuacja się zmieniła i w tym roku są zaproszeni serdecznie na naszą wigilię. I koniec.
        Mogę przypuszczac, że takie błagalne negocjacje doprowadzą do tego, że, owszem, przyjdą, ale zachowają się tak, że długo tę wigilię zapamiętamy. Ja, ostatecznie mogę znieśc, że ktoś odmówi podzielenia się ze mną opłatkiem, albo strzeli innego focha, ale dlaczego mam fundowac taką sytuację i takie święta mojemu dziecku??
        • paris-texas-warsaw Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 10:57
          Trochę myślałam sobie nad Twoim przypadkiem, nie mam zupełnie jednak czasu pisać. Napiusze tylko, że zgadzam się z Edwiną, co do złożoności sytuacji. Polecam wątek na "Macochach" księżnej czy coś takiego, z odpowiedziami Edwiny. Naprawdę wspaniały:) Myślę, że zaczynasz powoli widzieć złożoność sytuacji, pytając, czemu masz fundować synowi taką atmosferę.
          Wg mnie w grę wchodzą kwestie:
          1. Priorytetu opieki nad synami nad związkiem z Tobą (pomyśl, że jeśli coś stanie się ich matce, przynajmniej młodszy trafi pod kuratele i do domu ojca),
          2. Wolność - wolność ojca co do metod wychowania (nawet jeśli to antymetody),
          3. Wolność synów, co do zachowania i sympatii do Ciebie. Nawet jeśli oni w twarz Ci powiedzą "Nie lubimy pani i pani brzydkiego synka", to nie zwalnia to ich ojca z obowiązków, a sa na tyle dorośli, że trudno ojca o to winić, co oni mówią/myślą/robią (nie ma na to tez realnego się już wpływu).
          Jak się "wczułam" w synów, to powiem Ci, że jako taki trochę wredny człowiek, czując na ich miejscu jakieś tam upokorzenie (ojciec postawił na swoim, nie spotkał się tylko z nimi, choć wg mnie dzieci maja do tego zawsze prawo), "uderzyłabym" w pierwszej kolejności właśnie w Twoje dziecko. Nie wiem, na ile sa "proste" (bo Twój partner to wg mnie troche taki prosty chłop, co widać po akcji z Wigilią i samochodem - nie będę rozwijać) te chłopaki, ale bardziej "perfidna" dziewczyna trzema pytaniami na boku by Twoje dziecko doprowadziła do łez w białych rękawiczkach. Ja bym Ci radziła pamiętać o powiedzeniu "Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie".
          Ps. Pisanie [rzez niektóre osoby tu o "granicach" jest w pewien sposób wypaczeniem, bo zachacza o wymuszanie na drugiej osobie. Ja wolę pojęcie "decyzyjności", stale dostosowywanej do zmiennej sytuacji. Ale to tez szerszy temat.
          • lucerka Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 12:09
            Dobra obserwacja. Zgadzam sie z punktem 1. i 2.
            Krytykowanie A. za podejscie do synow jest jakby nie na miejscu. Wyobraz sobie. Lemonko, gdyby A. skrytykowal twoje podejscie do syna?
            Jak dla mnie to nie wazne jakim sposobem A. powinien postarac sie zapewnic swoim dzieciom oraz swojej nowej rodzinie spokojne swieta.

            Punkt 3. Jesli synowie A posuwaja sie do wyrazania antypatii w sposob arogancki czy nieakceptowalny dorosli, czy nie, powinni dostac reprymende od ojca lub ojscie powinien rozwiazac sytuacje tak, aby przykrosci sie nie powtarzaly.

            Jesli chodzi o granice to uwazam, ze decyzyjnosc zawsze odbywa sie w kontekscie ustalenie najpierw pewnych granic. A potem mozna decydowac.
          • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 12:38
            Jest takie ładne zdanie o wolności: moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innych osób.
            • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 12:39
              Acha - i nie mylmy. Emocje są z zasady ok. Można kogoś nie lubić. Zachowania już niekoniecznie.
        • pogodoodporna Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 11:14
          lemonka5 napisała:

          > Mogę przypuszczac, że takie błagalne negocjacje doprowadzą do tego, że, owszem,
          > przyjdą, ale zachowają się tak, że długo tę wigilię zapamiętamy. Ja, ostateczn
          > ie mogę znieśc, że ktoś odmówi podzielenia się ze mną opłatkiem, albo strzeli i
          > nnego focha, ale dlaczego mam fundowac taką sytuację i takie święta mojemu dzie
          > cku??

          Masz racje, najbardziej ucierpi w tej calej sytuacji Twoj syn, zal bedzie patrzec jak maly, pewnie ufny i radosny, niezasluzenie zetknie sie z chamstwem i pogarda :-(
          Ale wiesz, nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo. Jesli uda Ci sie zachowac spokoj i usmiech( wiem, to bardzo trudne), to jest szansa, ze Twoj partner sam w koncu zauwazy jak podle zachowuja sie jego synowie, przeciez to kolacja wigilijna-czas szczegolny. Moze naiwna moja wiara, ale jesli zachowasz sie sedecznie i zyczliwie, to ich wybryki, jako kontra do Twojego zachowania, beda wygladac na jeszcze bardziej paskudne. Moze wtedy facet otrzezwieje.
          No i w sumie gdyby sprawdzily sie najczarniejsze prognozy i synkowie urzadzili wigilijna wojne (czego absolutnie Ci nie zycze), to przynajmniej bedziesz miala pewnosc, ze ze slubem nalezy sie wstrzymac. Przynajmniej na razie.
          • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 11:53
            Tak, też myślę, że gdyby synkowie nie dali rady zachowac się w sposób cywilizowany w czasie tej nieszczęsnej wigilii to poważnie przemyślałabym kwestię ślubu. Zaraz tu niektóre w Was (igge na przykład) powiedzą, że słabe to moje uczucie w takim razie, ale nie o siłę uczucia tu chodzi. Gdybym była sama zniosłabym dla tego związku wiele, ale moje dziecko nie musi i nie powinno wiele znosic. Zasługuje na spokój, bezpieczeństwo i szacunek i cóż- jeśli w tej patchworkowej rodzinie nie będzie to możliwe, to wrócimy do układu 1+1, chocbym nie wiem jak kochała mojego A.
            Nie mogę znaleźc tego forum dla macoch. Kiedys je podczytywałam, nawet prosiłam o przyjęcie, a teraz albo zniknęło, albo ja źle szukam.
            • adorra0 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 12:06
              forum.gazeta.pl/forum/f,14479,_macochy_
              Pozdrawiam Cię serdecznie z nadzieją, ze Świeta będziesz miała udane.
              • adorra0 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 12:07
                Jeszcze raz
                forum.gazeta.pl/forum/f,14479,_macochy_.html
            • lucerka Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 12:19
              Lemonko,

              zobacz, zamartwiasz sie juz teraz, jak przebiegnie wigilia. Juz teraz jestes spieta a nerwy sa zszarpane.
              Czy nie sadzisz, ze warto byloby zastowowac strategie odseparowania sie psychicznie od porblemow wychowawczych twojego A?
              Popatrz, wiesz juz, ze wigilie spedzisz u A. Nie musisz wnikac w sytuacje z jego synami, po prostu o tym z nim nie rozmawiaj. Pozwol mu dzialac i zmieniaj temat jak cie zarzuci jakimis informacjami.
              Zajmij mysli czyms innym a jednoczesnie przygotuj sie na to, ze ta Wigilia bedzie po prostu inna od wigilii, ktore dotyczczas spedzilas ze swoja rodzina. Porozmawiaj o tym z synem.

              Nie uzalezniaj wszystkiego od Wigilii. Jesli sie nie uda to trudno. Nie wierze, ze syn bedzie mial traume. To, ze czasem nie jest tak jak planujemy to normalna rzecz. Jedno jest pewne: ty i syn bedziecie razem na wigilii - to powinno byc najwazniejsze.

              • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 12:33
                I przygotuj się na to, że cokolwiek nagotujesz niesmaczne będzie!
                Co do Twojego syna myślę, że najważniejsze jest, aby wiedział, że ma w Tobie wsparcie, że Ty nie akceptujesz złego zachowania wobec niego, że to nie jest tak, że w imię dobrej relacji z A. sprzedasz własne dziecko. Jak to zrobić w praktyce - nie wiem :)
            • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 12:42
              Ale Ty się nie żenisz z synkami. Ale z ich ojcem. I nie chodzi o to co zrobią synkowie, ale jak ochroni Cię przed nimi ich ojciec. Po synkach nie spodziewaj się niczego dobrego, ale też niech spłynie to po Tobie jak po kaczce. Natomiast po A. ... Wiesz, że nie ma narzędzi. Nie potrafi. Może pod choinką powinien znaleźć jakąś książkę, która wywróci jego światopogląd wychowawczy?
            • terazkasia Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 11:58
              Lemonko, rzeczywiście może wyluzuj trochę. Zobaczysz, jak będzie na tej wigilii, nie martw się z góry :)
              Poza tym myśl pozytywnie: ślubu jeszcze nie macie, jesteś samodzielna i niezależna (tak rozumiem z Twoich wpisów), masz czas do połowy przyszłego roku, żeby zobaczyć, jakie życie czeka Cię z tym mężczyzną i na ile on będzie gotowy zmienić to co jest niedobre w jego podejściu.

        • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 15:06
          lemonka5 napisała:"Żeby przedstawic efekt zacytuję mojego A: "Długo negocjowałem, zastosowałem kilka technik i sztuczek psychologicznych i jest szansa, ze może przyjdą, ale to będzie wymagac jeszcze kilku rozmów". W wolnym tłumaczeniu brzmi to tak: " Prosiłem, błagałem, przekonywałem, cos im za to obiecywałem, oni nadal nie chcą słyszec o twojej obecności, ale może jak jeszcze trochę się popłaszczę i poprzymilam to jest szansa."
          On jest zadowolony, ja- nie. Bo nadal daje sobie włazic na głowę. Albo się zaprasza, albo negocjuje. Ja oczekiwałam, że w żołnierskich słowach zakomunikuje im, że sytuacja się zmieniła i w tym roku są zaproszeni serdecznie na naszą wigilię. I koniec.
          Mogę przypuszczac, że takie błagalne negocjacje doprowadzą do tego, że, owszem, przyjdą, ale zachowają się tak, że długo tę wigilię zapamiętamy. Ja, ostatecznie mogę znieśc, że ktoś odmówi podzielenia się ze mną opłatkiem, albo strzeli innego focha, ale dlaczego mam fundowac taką sytuację i takie święta mojemu dziecku??"

          Lemonko, ten facet jest kompletnie "bezjajeczny" ;) czy na pewno z kimś takim chcesz budowac nowy związek? Jaki syn będzie miał przykład męskosci w wykonaniu tego pożal się boże "żołnierza", przepraszam, że to napiszę, ale z niego taki żołnierz jak z koziej dupy trąbka, co on na tych misjach robił? chował się po krzakach ze strachu, skoro nawet wobec własnych synów nie potrafi się zachowac po męsku? Facet koszmar. Naprawdę poważnie się zastanów nad swoimi planami wobec niego, tutaj problemem nie są jego synowie, ich brak wychowania czy ich stosunek do Ciebie, tu największym problemem jest ta "męska mimoza"...
          • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 15:34
            Zuzi, dla mnie ta jego teraz prezentowana uległośc i bezjajecznośc to kompletne zaskoczenie.
            Zakochałam się w nim, bo był typem silnego, zdecydowanego, męskiego faceta.
            I z wyglądu i z poglądów i z zachowania. Nie wiem, czy nie piszę za dużo, ale to wyższa szarża w wojsku. Ma za sobą naprawdę ciężkie przejścia na misjach, z całą pewnością nie chował się po krzakach, oj nie.
            Pierwszy raz zobaczyłam jaki potrafii byc ciamajdowaty właśnie z kontakcie z synami. Pozwolił starszemu zorganizowac osiemnastkę u siebie w domu, efekty były po prostu katastrofalne, a gó...arz nie poniósł żadnych, kompletnie żadnych konsekwencji. (dla ścisłości- nie tylko pozwolił, ale zorganizował wszystko, zapłacił za to i wyremontował dom po wesołej zabawie młodzieży). Czyżby wyrzuty sumienia porozwodowe były aż tak duże, że w kontakcie z syneczkami zmienia mu się dosłownie osobowośc? Nie pojmuję tego.
            • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 15:49
              lemonka idź do jakiegoś polecanego psychologa porozmawiac, opowiedz o sytuacji, bo sprawa jest naprawdę trudna, może to on powinien isc na jakąs terapię, żeby przyjrzec się swoim zachowaniom w stosunku do synów, ktoś powinien mu również uświadomic, jak raniące mogą byc te jego "bezjajeczne" zachowania w stosunku do synów dla Ciebie
              • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 14:27
                Z tym psychologiem to dobry pomysł, bo przy okazji Lemonka się dowie, jak raniące dla narzeczonego mogą być próby jajecznego zachowania Lemonki w stosunku do jego dzieci. To jest dorosły człowiek, dzieci sa jego i Lemonka nie może oczekiwać, że zacznie je wychowywać pod jej dyktando. Branie się za wychowywanie cudzych dzieci zwykle źle sie kończy.
              • 71tosia Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 26.12.13, 14:14
                ktos powinien tez i autorce uswiadomic, ze widzenie sytuacji jako 'jego gowniarze' sa zle wychowani a moje urocze dziecko swietnie dogadujace sie z moim partnerem zapewne nie ma wiele wspolnego z rzeczywistoscia.
            • rurek00 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 12.12.13, 15:58
              Po prostu mało się znaliście. Takie randki w weekend i urlop, to raczej poezja niż proza życia. Teraz dopiero będzie zderzenie z rzeczywistością. Ja bym się ze ślubem wstrzymała. Najpierw poobserwuj pana i jego rodzinę, jaki jest na co dzień, i czy na prawdę warto się w to pakować. I bardzo dobrze, że przede wszystkim myślisz o dziecku.
            • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 01:00
              Dla mnie to może być jakiś mechanizm nieprzenoszenia zachowań z wojska do domu. Czyli odwrotność tego, co niedawno wyszło w wątku żony policjanta (tamże: norma czyli jednak przenoszenie). Jakkolwiek kontrola emocji w wysokim stopniu chwalebna, to jednak w tym wypadku wajcha totalnie odwinęła w drugą stronę, a efekt jest z pogranicza koszmaru i groteski.
              • paris-texas-warsaw Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 11:03
                "I bardzo dobrze, że przede wszystkim myślisz o dziecku." - rurek napisał.

                No właśnie, każdy mysli przede wszystkim o dzieciach, jakoś na swój sposób pojmując ich dobro, a jeszcze bardziej mysli o sobie. Dlatego w patchworki mało wierze, może udają się w specyficznych sytuacjach. Nawet przy odchowanych dzieciach masa emocji, spadki, majątki, etc., a co dopiero mówić o dzieciach/młodzieży. Zwyczajnie - różne priorytety. Przy wspólnych dzieciach wiele można dla nich wspólnie "przecierpieć", a tak to czasem wręcz pewnie zwalcza się czyjeś dzieci, bo cos zabierają/utrudniają.
                • edw-ina Re: Wielki wigilijny problem początkującej macochy 13.12.13, 11:29
                  Ależ oczywiście, że obce dzieci zagrażają i się je zwalcza, to nawet udowodnione antropologicznie i psychologicznie. Mnie nieodmiennie bawią ponawiające się się regularnie teksty: jego rozwydrzone bachory i mój/nasz cudowny synek/cudowna córeczka. No płakać mi się chce ze śmiechu. Tamte dzieci są beeee - niewychowane, aroganckie, wredne, ba! - często brudne i śmierdzące. Nasze dziecko jest takie słodkie i kochane lub: moje dzieci świetnie odnajdują się w sytuacji itp. Normalnie wygląda na to, że wszystkie dzieci po rozwodzie od razu stają się wredne i zaczynają śmierdzieć.
                  Po 11 latach życia z człowiekiem z przychówkiem z poprzedniego związku nauczyłam się jednego i trzymam się tego bardzo mocno: nie wnikać, dopóki sprawy z dziećmi nie wpływają bezpośrednio na mnie, nie zmuszają mnie do występowania przeciwko samej sobie, chowania głowy w piasek. Np. synowie dochodzą do wniosku, że wolą spędzić z tatą tydzień poza domem i mieć go tylko dla siebie? Krzyżyk na drogę, przynajmniej nie będę musiała się denerwować, że wszędzie walają się kable od komputerów, telefonów itp, a zmywarka będzie włączana co trzy dni, a nie codziennie. Tylko mój drogi, skoro jest cię stać, aby np. spędzić z synami tydzień w takim i takim hotelu, to musi cię też być stać, aby spędzić w analogicznym hotelu tydzień ze mną i z naszym dzieckiem, bo równe traktowanie jest podstawą.
                  Nie oceniam ich wychowania, podejścia do nauki (no w tym wypadku kilka razy mi się zdarzyło, ale to wyłącznie przy ich ojcu). Zapytana odpowiem na wszelkie pytania - np. od dłuższego czasu jestem ekspertem w dziedzinie dziewczyn :D Nie pytana - nie narzucam się. Nie nadskakuję, nie oszukuję, chętnie pomogę lub sprawię im jakąś małą radość, ale oczekuję za to przysłowiowego dziękuję, bo tak. Ale z pewnością nie przeszkadzam w układach pomiędzy moim mężem a jego dziećmi.
                  • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 11:49
                    Po wnikliwej lekturze tego wątku oraz forum "macochy" dopiero tak naprawdę zaczęłam rozumiec w co się pakuję. Dotąd miałam z synami A, na tyle mały kontakt, że wielu rzeczy nie widziałam, a to czego nie dało się nie zauważyc spychałam obronnie na brzeg świadomości.
                    Rozumiem,że mam trzymac się z daleka od ich układów, ale czy mam prawo wyartykułowac wobec A. oczekiwanie, że synkowie mają się zdobyc na podstawowe minimum kultury i szacunku wobec mnie? Typu: dzień dobry, do widzenia, dziękuję i nie puszczanie mi drzwi prosto w twarz przy zbiorowym wychodzeniu z domu? I co mam zrobic, kiedy sytuacja nie ulegnie zmianie?
                    • paris-texas-warsaw Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 11:56
                      Wczoraj chciałam założyć nawet taki wątek, ale mi zeżarło post i nie miałam czasu... A czemu mamy oczekiwać czegos od osoby trzeciej, że ma wpływac na osobę, od której faktycznie czegoś oczekujemy? Własnie o tej sytuacji myślałam... Dorosły facet, dorosły syn. Czemu oczekiwać, że to ojciec wpłynie na syna w kwestii traktowania macochy? Może samemu trzeba prosić/wpływać? Podobnie jak w tej sytuacji w samochodzie - może mogłaś podejść i zwyczajnie chłopaka poprosić? Nie wiem, sama pytam:)
                      • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:05
                        W tym wypadku konkretne oczekiwania może przekazywać przez ojca dzieci.
                        • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:25
                          triss_merigold6 napisała:

                          > W tym wypadku konkretne oczekiwania może przekazywać przez ojca dzieci.

                          Triss, a może jeszcze lepiej przez posłańca z kwiatami...? ;) W ten sposób dojdzie dziewczyna do sytuacji absurdalnych... Jezeli ich zachowania jej nie dotykają i nie dotyczą, ale chciałaby coś ojcu powiedziec na temat zachowań chłopców, to rozumiem takie postępowanie, ale gdy ich zachowania uderzają w nią bezpośrednio, to sama musi zareagowac i to asertywnie i konkretnie, nie przejmując się "patchworkową dyplomacją". Takie sytuacji nalezy załatwiac na gorąco, gdy są wszyscy zainteresowani i nikt nie jest w stanie wyłgac się z tego co zrobił, argumentując to upływem czasu czy nieobecnosci tatusia przy zajsciu...
                          • triss_merigold6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:34
                            Chcesz autorce wątku pomóc czy przeforsować swoją wizję tego jak być powinno?
                            • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:38
                              Na siłę nie da się budowac związku, to jak budowanie zamków na piasku :0
                            • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:53
                              Pomóc można autorce na dwa sposoby: 1. głaskając i utwierdzając Ją w tym, że w tak niesprzyjających warunkach i przy 2 tak niewychowanych synach, będzie w stanie z tym panem stworzyc szczesliwą rodzinę patchworkową, 2. pokazując realnie absurdalnosc sytuacji w jakiej się znalazła i oswajając z tym, że mimo, że to rodzina patchworkowa to nie warto udawac, że gdy plują to deszcz pada, w imię wyższej idei "patchworkowej dyplomacji"... W każdej sytuacji autorka powinna najpierw kierowac się szacunkiem do siebie samej i do własnego dziecka i oceniac pod tym kątem wady i zalety sytuacji w jakiej się znalazła i jak daleko może się w niej posunąc.
                              • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 13:02
                                Zuzi, to co tu powyżej napisałaś powinnam sobie wydrukowac i powiesic nad łóżkiem. Dziękuję :)
                                • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 13:12
                                  lemonka, ja Cię nie namawiam do wojny z synami, ale do stawiania im granic w imię szacunku dos iebie samej i do swojego dziecka. Bo z takimi niewychowanymi małolatami, którzy nie czują nad sobą autorytetu ojca jest tak, że pozwalają sobie na coraz więcej i więcej i w końcu może dojsc do tak absurdalnych sytuacji, że czując się bezkarni zaczną np. pluc w stronę Twojego syna, a gdy trafią w dzieciaka tłumaczyc się tym, że pluli w inną stronę, ale wiatr źle zawiał. Nie pozwól gó...arzom na to. Poza tym, może byc też tak, ze gdy Ty okażesz się silna, postawisz im te granice konkretnie a ich ojciec ich nie zacznie bronic i tłumaczyc, wówczas po jakimś czasie skulą uszy i chcąc nie chcąc zaczną Ci okazywac szacunek. Musisz byc b. silna przy zachowaniu wszelkich zasad kultury, sytuacje absurdalne i niekulturalne wyciągac na swiatło dzienne i nie owijac w bibułkę, bo to nikomu i niczemu nie będzie służyło. Ci chłopcy muszą się zacząc zachowywac kulturalnie, przede wszystkim w stosunku do Ciebie i do Twojego dziecka. A jeśli ich ojciec pozwala im skakac sobie po głowie, to niech mu skaczą, Ty swojemu dziecku pokazuj, że takie zachowania są b. niegrzeczne.
                          • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 14:16
                            ja tam tak jak Paris i zuzi uważam, że autorka bezpośrednio sama może grzecznie acz stanowczo zwracać ewentualną uwagę dzieciom skoro ich tata zupełnie nie umie. Gdybym czekała (oczekiwałam tego kiedyś) aż mój szanowny małżonek zwróci uwagę mojej ukochanej teściowej, że coś nie tak do mnie powiedziała i że to on postawi jakieś granice swojej mamie - to nigdy bym się nie doczekała w związku z czym robię to sama i bardzo szczerze i otwarcie sobie z teściową dyskutujemy, robimy uwagi. Działa: i ja zadowolona, że nie dusze w sobie emocji i swoich reakcji i ona bo dzięki temu lubię ją bardziej i nie mam o nic żalu. Na bieżąco rozwiązujemy ewentualne zadrażnienia. Z dziećmi nastoletnimi też chyba można byle zachować dla nich serdeczność i nieudawaną życzliwość przy stanowczym, hmm wymuszaniu swoich ewentualnych praw. I żeby dobrze najpierw sie zastanowić do czego mamy prawo, a do czego nie.
                      • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:15
                        Oczywiscie, że mogła i nawet powinna. Bycie asertywną jest pomocne w takiej sytuacji. Tu nie ma znaczenia, czy autorka jest macochą czy rodzinną babąjagą;) Gdy syn partnera puszcza jej drzwi wprost na nią, nie przytrzymując ich, mogła wyraźnie na głos mu powiedziec, najlepiej przy ojcu, żeby uważał co robi i następnym razem obejrzał się do tyłu czy ktoś za nim nie idzie, bo może komuś zrobic krzywdę. Chamstwo tych chłopców trzeba wyciągac na światło dzienne i głośno o nim mówic, najlepiej w obecnosci chłopców i ich ojca. Można powiedziec do jednego z drugim, oczywiscie też przy ojcu, że masz świadomosc że za Tobą nie przepadają, ale nie oznacza to, że mają Ci puszczac drzwi gdy Ty idziesz z tyłu czy robic inne nieprzyjemnosci. Ja bym się ich zapytała wprost, czy w stosunku do nich też masz tak kulturalnie się zachowywac jak oni do Ciebie. Trochę bezpośredniej konfrontacji z tymi małolatami się autorce przyda, niech im pokaże, że się ich nie boi, jak ich ojciec, i albo zaczną przestrzegac zasad kultury w jej obecnosci, albo ona zacznie ich ignorowac. W ten sposób postawi ich ojca przed faktem dokonanym i albo facet zacznie z nią grac jedne skrzypce albo się obrazi, że synalków mu próbuje "ustawiac" i się zmyje ze związku. I wtedy problem się samoczynnie rozwiąze, bez zadnej terapii.
                        • paris-texas-warsaw Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:25
                          Tak też to trochę widzę (różnie w szczegółach). Ostatnio tez myslę, że te rady dla kobiet ze "złą" teściową by mąż wszystko naprawiał są nie do konca trafne. Jesli cos takiego kiedys pisałam, to wycofuję;) Fight for your right! Yourself:)
                          • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:28
                            Dokładnie:Fight for your right! Yourself:) Taka sytuacja SZYBKO pokaże czy są szanse dla tego związku, czy nie, i czy facet traktuje autorkę poważnie, czy nie. Dużo czasu w ten sposób autorka zaoszczędzi.
                          • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:36
                            paris napisała:"te rady dla kobiet ze "złą" teściową by mąż wszystko naprawiał są nie do konca trafne."

                            Takie podejscie trafne jest na początku, gdy teściowa przekracza granice, gdy żadne ustawienia jej przez synka nie działają, do akcji powinna wkroczyc główna zainteresowana, czyli małzonka i stoczyc z mamusią słowny pojedynek, przy zachowaniu wszelkich zasad kultury (o ile tak się da). A jak się nie da, to powinna "pojechac" po teściowej tak, żeby jej kapcie z wrażenia pospadały (o ile ma do tego realne podstawy). Taka gorzka konfrontacja albo ustawi relację tesciowa-synowa na zdrowe tory i obie panie, mimo nie pałania do siebie uczuciami, zaczną się szanowac, albo kontakt się urwie i będzie "każda sobie w swoim domu rzepkę skrobie" i każda od każdej będzie miała święty spokój...A synalek będzie z obiema paniami samodzielnie musiał kontakt utrzymywac i do mamusi chadzac na wizyty sam lub w towarzystwie dziecka/dzieci.
                            • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 18:03
                              Trochę nie mam czasu wczytać się w ten wątek wątku=)

                              Niemal całe życie broniłam się sama, ale wiem jak to jest, gdy ktoś stanie za Tobą i obroni cię. To jest strasznie fajna sprawa, która daje fundamentalne poczucie bezpieczeństwa.

                              Oczywiście, możecie namawiać kobiety na walkę i takie tam. Ale moim ideałem jest obecnie sytuacja, w której nawet jeśli umiesz się bronić, nie musisz - bo nie jesteś stawiana w sytuacji zagrożenia, bo nie musisz własnymi rękami sprzątać tego, co ktoś inny nabałaganił, dlatego że jeśli Ty tego nie zrobisz nie zrobi tego nikt inny - bo rodzi to osamotnienie i brak poczucia bezpieczeństwa, z którymi nie da się normalnie funkcjonować, również w związku. Bo inaczej pozostaje zastanawianie się: wyjść na spacer czy iść na udry. Żadna z tych opcji nie jest rozwiązaniem.
                            • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 18:10
                              Synalek może też zaprzestać kontaktu z jedną z pań. Dziwnym zbiegiem okoliczności, zazwyczaj nie będzie to mamusia.
                            • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 18:16
                              Jak już mam swoje 5 minut to jeszcze dodam, że totalnie nie wiedziałabym jak "wychowywać nie wychowując" dwóch dorosłych byków, w dodatku nie swoich. Kopanie się z koniem. Chyba że się im zaimponuje. Wygrywając jakąś szóstkę w lotka, a najlepiej całego lotka.

                              I jeszcze jedno. Wszyscy przerzucają się tym patchworkiem. Jeden jest już dorosły, drugi za chwilę będzie. Mieszkanie (z matką) mają, jakby co zawsze mogą coś wynająć na mieście (ten drugi oczywiście za tę chwilę), tatuś chętnie zapłaci.

                              Tak czy siak, wg mnie piłka jest bezwzględnie po stronie pana A. Jeśli on nic nie może to nic tu po Tobie, Lemonka. Chyba że chcesz się kopać z koniem przez kolejne lata życia.
                              • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 15.12.13, 14:31
                                Ludzie różnie wychowują i traktują swoje dzieci i trzeba to uszanować. Lemonka nie powinna wprowadzać tu radykalnych zmian i wypowiadać zbyt radykalnych pogladów na wychowywanie prawie dorosłych nie swoich dzieci. Nigdy nie będą razem mieszkać, więc problem nie jest zbyt drastyczny. Chłopcy wkrótce zaczną samodzielne życie. Ale jeśli Lemonka uważa, że to taki skandal pozwolić urządzić w domu 18-te urodziny syna, to raczej powinna zweryfikować swoje plany małżeńskie. I niech pomyśli, że ci chłopcy woleliby mieć w domu normalną rodzinę, nie przemykajacego nad ranem do łazienki kochanka mamusi i nową żonę z obcym dzieckiem w domu tatusia, która chce wprowadzić do ich rodziny nowe rządy i ukrócić coś co do tej pory było normą. Pamiętaj Lemonko, ta sytuacja jest trudna dla wszystkich.
                                • blond_suflerka Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 15.12.13, 14:33
                                  Skandal, że były zniszczenia i że ojciec to wszystko naprawił a oni nie poczuwali się do niczego.
                                  • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 15.12.13, 19:16
                                    Widocznie dla ojca to skandalem nie było. Z tym poczuwaniem się do naprawiania szkód wśród dorosłych też jest problem, a tu mówimy o młodzieńcu materialnie niesamodzielnym. Nie można dorosłemu człowiekowi mowić jak ma traktować swoje dzieci i co od tych dzieci egzekwować, bo każdy to widzi inaczej. Sytuacja miała miejsce, gdy Lemonka w domu nawet nie mieszkała. Jak zacznie ustawiać relacje rodzinne po swojemu, to może ją spotkać niemiłe rozczarowanie, zwłaszcza, że nie o jej dzieci chodzi. Ciekawe, czy pozwoliłaby mężowi traktowaći swojego syna w sposób bardziej surowy niż ona? Czy pozwoliłaby mu wychowywać swoje dziecko jak jemu się podoba? Podejście do dzieci jest powodem konfliktów w rodzinach, gdzie dzieci sa wspólne, w rodzinach patchworkowych jest jescze trudniej i lepiej za wychowywanie cudzych dzieci się za mocno nie brać.
                                    • akniwlam Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 19.12.13, 12:01
                                      Mało mamy informacji o tych urodzinach, ale tez nikt tu chyba nie wzywa do pociągania dzieciaka do odpowiedzialności materialnej (chociaż w wielu rodzinach, gdyby narozrabiał na urządzonej we własnym domu osiemnastce, miałby np. na jakiś czas wstrzymane kieszonkowe i uważam, że jeśli wcześniej rodzice się tak z dzieckiem umówią, to jest to jak najbardziej w porządku). Ale jeśli wszystkie szkody i straty naprawiał partner Lemonki - czyli np. od wstawienia stłuczonych szyb, przez sprzątanie zarzyganej łazienki po pranie dywanu - to zdecydowanie w część tych aktywności powinien być włączony rzekomo dorosły sprawca tych zniszczeń. I to nie on sam, tylko z kumplami, co tak w tym mieszkaniu balowali. Wstawianie szyb dla młodzieńców raczej nie jest odpowiednim zajęciem i to powinien załatwić ojciec, ale zaniesienie dywanu do pralni i wysprzątanie łazienki - jak najbardziej zadanie dla imprezowiczów. Zauważcie, że towarzystwo najwyraźniej czuło się kompletnie bezkarne, zostawiając cały ten bajzel - w wielu domach, które ja znam, młodzież przed powrotem rodziców do domu sama stara się posprzątać, wywietrzyć, wywalić butelki i usunąć szkody, żeby nie było kwasów i żeby drodzy rodziciele nie domyślili się, co za balety się odbywały pod ich nieobecność. Koledzy też demolowali swoje mieszkania w czasie własnych osiemnastek i rodzice nie mieli nic przeciwko temu? No wolne żarty.
                    • lady-z-gaga Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:13
                      I co mam z
                      > robic, kiedy sytuacja nie ulegnie zmianie?

                      Dobre pytanie :)
                      Zacznij rozpatrywac wariant B: że nie będzie żadnej patchworkowej rodziny, wspólnych świąt ani nawet niedzielnych obiadów :) byc moze będziesz skazana na to, że Twoj partner/mąż? będzie dzielił czas między stara rodzinę (synowie) i nową (czyli Ty plus potomstwo, byc moze rowniez wspolne), zawsze osobno.
                      Jego syn ożeni się, a Ty nie będziesz proszona na ślub i wesele. Twój mąz będzie miał wnuki, na punkcie ktorych oszaleje i będzie je chciał często odwiedzac - bez Ciebie.
                      O tak przyziemnej sprawie jak finanse nie wspomnę, ale to prawie pewne, że pomoc finansowa dla synów nie skonczy się wraz z osiągnięciem przez nich dorosłości.
                      Oczywiście istnieje wariant optymistyczny, cos w stylu "czas leczy rany" itp...moze za kilka lat sytuacja się poprawi, młodzi ludzie zmądrzeją, wydorosleją, zrozumieją....moze za 5 lat...może za 10....może nawet szybciej :) ale musisz miec swiadomość w co się pakujesz i co ryzykujesz.
                      Współczuję Ci, naprawdę.
                    • edw-ina Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:22
                      Jak najbardziej możesz, a nawet powinnaś żądać zachowania podstaw kultury przez pasierbów, bo po to mówi się, że są to podstawy, aby podstawami były. Natomiast rozmawiasz o tym z ich ojcem, a nie z nimi. Najlepiej, jeśli jest taka możliwość, to bez oskarżeń, bez złości, bez odgórnego zwracania uwagi, bo jaki rodzic jest szczęśliwy, kiedy zwraca mu się uwagę, że ma źle wychowane dzieci? Po prostu: Jest mi przykro, kiedy twoim synowi nie mówią mi dzień dobry. To być może był przypadek, że trzasnęli mi drzwiami przed nosem, ale powtórzyło się to kilka razy i trudno mi wciąż zrzucać to na karb przypadku. Rozumiem, że twoje dzieci nie muszą mnie darzyć miłością ani wielką sympatią, ale chciałabym, żeby stosunki między nami były poprawne i zależałoby mi, aby zachowali przynajmniej minimum kurtuazji. Itp.
                      Trudne, wiem. Czasami się scyzoryk w kieszeni otwiera, ale nie znam innego wyjścia. Kiedy stosunki staną się bliższe, a wasza relacja będzie trwała dłużej, pewne rzeczy zaczniesz załatwiać sama. Ale aby tak się stało, ta relacja w ogóle musi nabrać rumieńców.
                      • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 12:54
                        Bardzo uważnie Was czytam i bardzo mi pomagacie. Wyjeżdżam dziś na weekend do A. i wprowadzę w życie moje nowe podejście do sytuacji. Ciekawe, czy po powrocie będę nadal zaręczona? W tej chwili jestem gotowa uwierzyc w każdy scenariusz dalszych wydarzeń.
                        • lady-z-gaga Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 13:18
                          W całym wątku chyba nie ma o tym mowy, ale czy znane są Ci powody, dla ktorych jestes nieakceptowana? bo jakies powody muszą byc, to nie małe dzieci, zazdrość o tatusia nie wchodzi w grę, nadziei na ponowne połączenie rodziny raczej tez nie było, po 4 latach...więc co?
                          jesteś za młoda, za ładna, za brzydka? ;) może facet jest majętny i była żona ( a wraz z nią synowie) dostaje sr...ki na myśl o Was, Waszych przyszłych dzieciach i korzyściach, jakie możesz odnieść z tego związku? gdzies musi byc drugie dno tej sytuacji, a bez znajomości problemu nie ma szans na jego rozwiązanie
                          • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 13:22
                            jak nie wiadomo o co chodzi, to zazwyczaj chodzi o kasę, a wysoko postawiony zawodowy wojskowy z wysoką pensją, oszczednosciami i wysoką emeryturą jest tzw. dobrą partią, synowie dokładnie wiedzą z czym od strony formalno-prawnej wiąże się ponowny ślub ojca, czy była mowa o konkretach między Wami dot. ślubu typu intercyza?
                            • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 13:24
                              może chłopcy chcą w ten sposób nie dopuscic do tego małżeństwa, liczą może na to, ze sobie odpuscisz, zmęczona ich wybrykami i ich traktowaniem, może też liczą na to, że gdy tak jednoznacznie będą Cię olewac swoim zachowaniem to ich tatuś się z Tobą jednak nie ożeni, kto wie, co tym chłopcom siedzi w głowie...
                            • lady-z-gaga Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 13:24
                              zuzi.1 napisała:

                              > jak nie wiadomo o co chodzi, to zazwyczaj chodzi o kasę

                              dokładnie :) o kasę albo o mieszkanie....proza życia
                              • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 13:28
                                ja bym porozmawiała sobie z tym panem na temat zachowań chłopców nie owijając w bawełnę, ale dotykając tego tematu kasy/mieszkania/ich zabezpieczeń w dorosłosci itp. i co on o tym sądzi? Niech nie chowa głowy w piasek, tylko zacznie sytuację ustawiac na własciwe tory, gdy traktuje autorkę powaznie, niech z chłopakami porozmawia nt. kwestii majątkowych itp./co jest im w stanie zaoferowac na start w dorosłosc, może się poczują bezpieczniej
                    • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 14.12.13, 00:25
                      No właśnie, miałaś z nimi mały kontakt, więc nie było okazji by się zbliżyć, poznać, coś wypracować. Oni się jeżą, Ty cała najeżona i bardzo krytyczna wobec postawy narzeczonego. Okaż młodzieńcom życzliwość - prędzej będzisz mogła coś z nimi zrobić. Będą Ciebie szanować, jak dasz się im polubić.
                  • igge Re: Edwina 13.12.13, 14:05
                    Kolejny raz uważam, że bardzo sensownie piszesz.
                    • edw-ina Re: Edwina 13.12.13, 14:10
                      Bardzo dziękuję za komplement. Staram się pomagać, podpowiadać jak umiem, bo dobrze pamiętam, jakie sama miałam problemy i jak bardzo potrzebowałam, by ktoś pomógł mi poukładać sobie wszystko zarówno w głowie, jak i w życiu.
            • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 13.12.13, 13:59
              Nie strasz lemonko moj "ciamajdowaty" mąż i ja, równie ciamajdowata (mam też ciamajdowatego teścia, byłego żołnierza hmm tylko majora, którego wszyscy uwielbiamy)
              pozwoliliśmy właśnie po dyskusji pełnej wątpliwości na urządzenie w naszym domu sylwestra przez naszego 17 syna i liczymy na to, że większych strat mimo naszej nieobecności nie będzie :))))) nadzieją matką głupich :) Mąż proponował pobranie kaucji od każdego potencjalnego gościa kilkunastoosobowej imprezy :)
    • molly_wither Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 14.12.13, 16:44
      Najpierw zostan zona A. (co nie jest takie pewne), a potem roztrzasaj dylematy swiateczne.
      Wigilia to szczegolny dzien, wybitnie skoncentrowany na rodzinie. Dla chlopakow caly czas rodzina to ta z mama i tata. Ty jestes obca baba. Odpusc wiec sobie ten dzien i spedz go z innymi, bliskimi Ci osobami (rodzicami?). Wiecej empatii zycze w stosunku do synow partnera.
      Ps. Tak na marginesie - macocha to ta, ktora wychowuje dzieci meza. Ty nigdy nia nie bedziesz, wiec sie tak nie nazywaj.
      • morekac Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 14.12.13, 18:00
        Ty nigdy ni
        > a nie bedziesz, wiec sie tak nie nazywaj.
        Macocha to żona ojca w stosunku do dzieci z poprzedniego związku, i tyle. W kontekście planowanego ślubu - nazwa raczej uprawniona.
      • adorra0 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 14.12.13, 18:12
        Wiecej empatii
        > zycze w stosunku do synow partnera.
        Może byś sobie wzięła te życzenia do własnego serca :-p

        Kto Cię tak skrzywdził kobieto i dlaczego nic z tym nie robisz?
        • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 15.12.13, 14:56
          Nie chcę tu znowu traktować 16, 19 letnich rozpuszczonych chłopców (bo jeszcze nie mężczyzn, sorry) jako malutkich dzieci. Kiedyś uważałam, że to już prawie dorośli ludzie i sama w tym wieku byłam stosunkowo samodzielna choć nadal mieszkałam z mamą.
          Ale...patrząc na rodziny, udane bardzo rodziny swoich przyjaciół gdzie dzieci mają po dokładnie tyle lat - to nadal nie są zupełnie dorośli ludzie tylko młodzież mająca momentami naprawdę pstro w głowie i głupie pomysły. To także nie są ludzie, których można jak małe dzieci wychowywać. Ale nadal to młodzi ludzie, którzy potrzebują silnej i dobrej więzi z obojgiem rodziców. I autorka jest współodpowiedzialna wiążąc się z facetem rozwiedzionym i z przychówkiem, żeby tej więzi nie psuć. Oczywiście fajnie z drugiej strony, żeby ten ojciec umiał wymagać podstawowej kultury w stosunku do siebie, i swojej narzeczonej, jej dziecka.
          Ale już sympatii wymagać nie może, na nią autorka sama musi zapracować. A swoją odrazę do chłopaków zwalczyć w sobie.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 02:04
      Istotą konfliktu, który zaistniał jest brak akceptacji zmiany. A ta nastąpiła w postaci zaistnienia związku Pani z ojcem dwóch nastolatków. Nie można już teraz przymykać oczu na tę zmianę i jej konsekwencje. A one powodują, że wigilie bądą teraz inaczej wyglądać, będą spędzane w innym składzie rodzinnym i relacyjnym.
      Ponieważ Państwo podjęliście swoje dorosłe decyzje bycia razem , to dzieci, bez względu na wiek i swoje poprzednie przyzwyczajenie, powinny się do tego dostosować. Nie jest to dla nich szok, bo znają Panią już z wcześniejszych kontaktów. Teraz jest po prostu kolejna odsłona życia w patchworkowej rodzinie. Można oczywiście negocjować szczegóły: dzień, godzinę, potrawy, transprt itp. Ale nie skład przy wigilijnym stole czy w domu. Pani stała się, jak rozumiem, bardzo bliską osobą- ojca nastolatkw - oficjalnie i emocjonalnie.
      Dlatego oddawanie pola do decyzji wyłącznie dzieciom nie wydaje mi się słuszne. Słusznym nie wydaje mi się również, nieliczenie się z Pani przeżyciami i przedkładanie emocji dzieci nad Pani przeżycia.
      W tej sytuacji, która zmierza to pewnej stałości i ugruntowania, każdy musi znieść pewien poziom frustracji. Chronienie przed nią dzieci, jednak nastoletnich a zatem zorientowanych socjalnie, nie wydaje się pouczające dla nich.
      Gdyby partner uległ dzieciom narażając Panią i jej syna na dyskomfort, pretensje są zasłużone. Ową zmianę, o jakiej napisałam na początku zaakceptować musi każdy. Partner też, kosztem swojej frustracji. Cóż, dzielny żołnierz na polu walki gubi się w miękkich strefach. Można go w tym rozumieć, ale nie koniecznie to akceptować. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • differentview Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 07:30
        > Ponieważ Państwo podjęliście swoje dorosłe decyzje bycia razem , to dzieci, bez
        > względu na wiek i swoje poprzednie przyzwyczajenie, powinny się do tego dostos
        > ować. Nie jest to dla nich szok, bo znają Panią już z wcześniejszych kontaktów

        to, ze znaja wcale nie znaczy, ze akceptuja, lubia i nie maja tez zadnego obowiazku dostosowywac sie do zmian, ktorych sobie nie zycza; znam fajne rodziny patchworkowe, ktore dobrze funkcjonuja i znam takie, w ktorych dobrych relacji z nowymi partnerami rodzicow nigdy nie bylo i nie bedzie; dzieci nic nie musza, jesli czuja frustracje i niechec to maja prawo ja okazywac i glosno manifestowac
        • mamasiasiulki Lemonko i jak??? 18.12.13, 08:56
          Udało się? Napisz, jak się sprawy mają, trzymamy kciuki!
        • hatsu33 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 15:22
          Nie zgadzam się z Tobą. Nastoletnie dzieci, dobrze wychowane szanują rodziców i ich wybory, tak jak rodzice szanują wybory dzieci. W tej szczególnej sytuacji - synowie ani na co dzień nie mieszkają z ojcem, ani ojciec nie pozbawia ich niczego ani nie narzuca żadnych zobowiązań wobec swojej partnerki. Więc o co chodzi?
          Jestem w ogóle przeciwna traktowaniu dzieci rozwiedzionych rodziców jak przysłowiowe "zgniłe jajko". Rodzice to nie służący na zawołanie czy bankomat. Dzieci się wychowuje, szanuje, kocha, stawia granice - tak aby mogły samodzielnie "ruszyć w świat". Dla mnie to nie do przyjęcia, że dzieci nie przyznają ojcu prawa do własnych decyzji.
          Maja prawo "sobie nie życzyć"??? A jak ojcu nie spodoba się ich narzeczona czy dziewczyna - to tez ma prawo "sobie nie życzyć"???
          • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 17:01
            To wszystko co piszesz, o szacunku dla cudzich wyborów to prawda, ale bardzo rzadko spotykana w życiu. Rodzice bardzo częśto nie szanują wyborów swoich dzieci, w sposób niedopuszczalny ingerują w ich życie ( przykładem wątek pani opisujacej jak to rodzice i teściowie zatruwają im życie, bo za mało odkładają pieniędzy i nie mogą sobie nawet kupić telewizora, czy pojechać w podróż marzeń ).
            Ludzie dość powszechnie na szanują czyjegoś prawa do wychowywania dzieci w/g ich własnych norm. Lemonka też, przecież była oburzona, że ojciec pozwolił synowi na zorganizowanie w jego domu urodzin i jescze je zorganozował zapłacił i zrobił remont po imprezie. Niektórzy rodzice do końca życia wspierają ( także finansowo ) swoje dzieci i mają do tego prawo, a dzieci uważają to za normę ( najświeższy watek na forum ). Jedni są surowi, drudzy nie i nigdy nie będą, bo nie chcą. J.edni pomagają, inni uważają, że to skandal.
            Ja sama jestem uczulona na te sprawy, bo przez kilkanaście lat byłam szykanowana przez mojego najstarszego brata, któremu się nie podobało, jak wychowuję swoje dziecko. Brat jest obsesyjne skąpy i surowy. Swoje dziecko wychowywał przy pomocy obrzydliwie skrzywionej twarzy i pięści, wszystkiego odmawiał swojej córce. Nie mógł znieść, że nie chcę wychowywać swojego dziecka pod jego dyktando i ustawicznie mnie brał na dywanik i robił awantury. Czepiał się dosłownie wszystkiego: że dziecko miało zabawki, że zjadło loda, że kupiłam dziecku gitarę, że na prośbę córki pochowaliśmy jej psa na psim cmentarzu itd. itd. Po tym , jak zrobił mi awanturę, gdy powiedziałam, że córka powinna skorzystać z pomocy psychologa, bo bardzo ciężko zniosła rozpad rodziny ( wrzeszczał, że jest duża i sama musi wszystko zrozumieć ), powiedziałam "dość". Moralnym obowiązkiem rodzica jest pomóc dziecku w trudnej sytuacji i nie pozwolę, by wprowadzał patologię do zycia mojej rodziny. Brata pogoniłam i nie utrzymuję z nim kontaktu, choć o to prosi. Ludzie przez wtykanie swojego nosa tam gdzie nie powinni, zatruwaja innym życie, niszczą relacje. Co ciekawe, brat wygląda jak sierotka marysia i nikt stojąc z boku nie podejrzewa, ze jest despotą i sprawcą przemocy.
            Po tych doświadczeniach, kiedy czytam, słyszę, jak inni chcą narzucić dorosłym osobom jak maja wychowywać swoje dziecko, ręce same zaciskaja mi sie w pięści. Ludzie wychowują swoje dzieci przez pryzmat swojej osobowości i gdyby chcieli to robić pod dyktando innej osoby, zadawaliby sobie gwałt i traktowaliby najbliższą sobie osobę w sposób jakiego nie akceptują. Niestety, jest szereg osób, które uznają swój sposób wychowywania dzieci za jedynie słuszny i chcą nim zbawić świat. Kończy się to źle. To co jest skandalem dla jednych, jest absolutną norma dla drugich. Ułożenie sobie relacji rodzinnych w takiej patchworkowej rodzinie może być koszmarnie trudne i wymaga zrozumienia i poszanowania praw wszystkich.
            • verdana Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 17:11
              Też byłabym oburzona, gdyby po imprezie potrzebny był remont... Co innego wspieranie dzieci, co innego wspieranie ich niedopuszczalnych zachowań. Co innego dobrowolna pomoc dzieciom, co innego, gdy dzieci uznają, że ta pomoc im się należy jak psu buda.
              Czym innym jest wymaganie od rodziców, aby wychowywali swoje dziecko surowo, a czym innym - aby nie pozwalali w swojej obecności obrażać partnerki. I aby nie dostosowywali całego swojego życia do fanaberii dorosłych lub niemal dorosłych dzieci.
              Moralnym obowiązkiem rodzica jest także nie dopuszczać, aby jego własne dzieci zachowywały sie w sposób chamski, aby nie liczyły sie z innymi ludźmi.
              • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 19:27
                verdana napisała:

                > Też byłabym oburzona, gdyby po imprezie potrzebny był remont...
                Być może ojciec był oburzony, albo raczej wkurzony, ale czy i jakie konsekwencie wyciągnął w stosunku do syna - to jego sprawa.

                > Moralnym obowiązkiem rodzica jest także nie dopuszczać, aby jego własne dzieci
                > zachowywały sie w sposób chamski, aby nie liczyły sie z innymi ludźmi.
                To prawda, dlatego chamskich zachowań synów nie pochwalam, ojciec tez jest nimi zażenowany i upomina o "dzień dobry", ale nie oszukujmy się, ludzie sa tylko ludzmi i taki emocjonalny nastolatek może mieć focha. Najwyraźniej nie byli przez ojca przygotowani do zmian.
                Zresztą bywa, że znajomość teorii czasem mija się z praktyką. Przyjaźnię sie z sąsiadką, która napisała poradnik dot. savoir-vivre. Jej bogaci znajomi płacą jej grube pieniądze za rozmowy z ich dziećmi na temat wartości i doibrego wychowania, a jej syn leży za ścianą i się śmieje. To dobry chłopak, ale jak go mama wkurzy, to potrafi ja potraktować bardzo niecenzuralnie. Ma teraz właśnie 19 lat. Łatwo się wychowuje cudze dzieci.
                • sootball Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 21:02
                  Basiu, patrzysz chyba jednak na problem zbyt bardzo przez pryzmat własnego - chyba nie do końca rozwiązanego - problemu. Czy każde odwołanie się do zasad kojarzy Ci się źle przez pryzmat brata? Tak, Twój brat grubo przesadzał, z opisu wygląda na osobę typowo toksyczną i jego dziecko prawdopodobnie wcześniej czy później będzie musiało leczyć jego rodzicielstwo na kozetce u psychologa.
                  Ale nie usprawiedliwiaj każdego zachowania nastolatka.
                  Narzeczony wątkodajki jest cztery lata po rozwodzie. Tyle chyba wystarczy, żeby się przygotować do zmian na tyle, żeby umieć powiedzieć "dzień dobry".
                  Poza tym: "To dobry chłopak, ale jak go mama wkurzy". To nie mama go wkurza, chyba że go drażni celowo. To on sam wkurza się, jak przypuszczam, na granice, które ona mu stawia.
                  • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 21:10
                    Nie, nie usprawiedliwiam zachowania tych chłopców. Narzeczony Lemonki nie powinien jej narażać na kontakt z synami dopóki nie ustali jednalk z nimi reguł.
            • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 19:23
              Basiastel, ciekawy jest ten przypadek Twojego brata, z ciekawosci zapytam czy to brat rodzony i z jednej matki i ojca? i jak sądzisz dlaczego tak drastycznie różni się od Ciebie? Wychowywali Was ci sami rodzice, w takich samych warunkach?
              • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 19:26
                i jeszcze, czy któreś z rodziców ma podobny charakter jak brat?
                • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 19:54
                  No teraz to widzę, że tak. Nasz ojciec to był straszny człowiek, bardzo konfliktowy i despotyczny, choć na szczęście nas nie wychowywał. No ale najstarszy brat mógł mieć w dzieciństwie traumatyczne przeżycia z nim związane. Mama była normalną, ciepłą, bardzo zapracowaną mamą.
              • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 19:47
                Brat jest rodzony, najstarszy. Wychowywaliśmy się bez ojca, mama bardzo ciężko pracowała, by nas utrzymać ( było nas 4 ), bo ojciec nie partycypował w kosztach naszego utrzymania. Zostaliśmy sami, gdy ja miałam 3 lata, siostra 5, brat 7, no i najstarszy 10. Mama pracowała 6 dni w tygodniu od godz. 6 do 22. Siłą rzeczy brat stał sie naszym opiekunem, no i żeby nas ogarnąć trzymał nas krótko, był dla nas bardzo wymagający i surowy. Na szczęście wcześnie wyprowadził się z domu, bo już na studiach ( WAT) zamieszkał w akademiku. Brat jest DDDD - typ bohatera. Tacy ludzie mają szereg charakterystycznych cech, które w normalnych warunkach społecznych są destrukcyjne, np boją się przełożonych, ale rodzinę i podwładnych rozstawiają po katach. Nie liczą się z cudzym zdaniem, bo nauczyli się ufać tylko sobie. Nawet ten patologiczny stosunek do pieniędzy to pochodna dzieciństwa.
                Brat ma osobowość typu "wiem lepiej", jest specjalistą od wszystkiego z charakteru, jest bardzo krytyczny wobec innych i strasznie mendliwy. To nie jest bardzo zły człowiek, tylko niezbyt mądry i bardzo trudny w pożyciu.
                • verdana Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 20:10
                  Tak jak większość starszego rodzeństwa, na które rodzic zrzucił odpowiedzialność kompletnie niedostosowaną do wieku. Starszy brat musi być wymagający i surowy, bo jest odpowiedzialny za nieswoje dzieci, które inaczej nie będą czuły wobec niego respektu. On jest tu ofiarą, największą ofiarą rozpadu rodziny.
                  • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 21:00
                    To prawda, sama mu powiedziałam, że jego sytuacja była najtrudniejsza, bo ja np. jako najmłodsza byłam chroniona, nie byłam obardzana odpowiedzialnością. 10 letnie dziecko nie jest przygotowane do opieki nad trójką małych dzieci. Na sczęście, my bardzo szybko się usamodzielniliśmy i raczej obsługoiwaliśmy brata, bo on potrafił to egzekwować. Brat nie poniósł brdzo poważnych konsekwencji życiowych. - skończył studia, założył rodzinę. Ale ten jego surowy, zeby nie powiedzieć, że bezwzgledny stosunek do dzieci został mu na całe życie. Zresztą brat nigdy nie był taki bardzo troszczący się o nas. Pamiętam, że po śmierci naszej mamy, gdy 7 lat byłam sama, bratu nie przyszło do głowy, by zaprosić mnie na Wigilię, a nie żyliśmy w żadnym konflikcie i mieszkaliśmy w tym samym mieście. Tym bardziej jego wtykanie nosa tam, gdzie nie trzeba, było dla mnie bardzo dotkliwe. Na początku się tłumaczyłąm, potem ignorowałam, w końcu powiedziałąm, że sobie nie życzę, by się wtrącał i nie obchodzi mnie co myśli, bo to co robimy jednym sie podoba, innym nie. Awantura też nie pomogła. Mój brat nie ma mojemu dziecku nic do zarzucenia, bo to bardzo wartościowy i miły człowiek, ale to moje "złe wychowywanie" nie dawało mu żyć, a ona nie dawał żyć nam.
                • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 20:53
                  Basiastel napisała:"Nawet ten patologiczny stosunek do pieniędzy to pochodna dzieciństwa."

                  No właśnie to jest ciekawe, że tacy ludzie są potem toooooootalnymi sknerami, pisze o tym nawet John Broadshaw w książce "Powrót do swego wewn. domu". Możesz rozwinąc ten temat.
                  • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 21:05
                    Jego skąpstwa? No, nawet jak mu pokazałam zdjecie córci, wydrukowane z kopmputera, to jedynie warknął "tusz jest drogi". Zaznaczam, że w dorosłym życiu nie cierpiał biedy, przeciwnie.
                    • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 21:14
                      czyli ten brak kasy z dzieciństwa tak mu się "wdarł" w umysł, że nawet nie mając problemow fin. jest patologicznym sknerą, spojrzę, co dokładnie pisał Broadshaw na t
                    • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 18.12.13, 21:15
                      czyli ten brak kasy z dzieciństwa tak mu się "wdarł" w umysł, że nawet nie mając problemow fin. jest patologicznym sknerą, spojrzę, co dokładnie pisał Broadshaw na ten temat i przytoczę
                      • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 19.12.13, 08:26
                        Już piszę jak się sprawy mają. Przepraszam, że dopiero teraz, ale tempo życia mam ostatnio zabójcze. Bardzo dużo mi dały Wasze opinie i rozważania i zalecenia i w ogóle jesteście cudowna forumową społecznością.
                        Chłopcy przyjeli do wiadomości, że sa zaproszeni na wigilię i opcja z lat poprzednich jest nieaktualna i na razie odmowy przyjścia brak.
                        W weekend przyszedł do nas (sam, na własnych nogach, o dziwo) starszy, żeby zabrac jakieś słuchawki. A. zaproponował mu obiad i uwaga, uwaga- młodzieniec wchodząc do kuchni powiedział mi "dzień dobry". Do tego juz doszło, że taki fakt mnie ekscytuje i napełnia wiarą w ludzi i w przyszłośc. Zagadnięty przeze mnie o kilka rzeczy (trening, prawo jazdy i film "Stalingrad") odpowiedział. Monosylabami, wpatrzony w talerz i tonem mało zachęcającym, ale uznałam, że liczy się nawiązanie kontaktu. Po wizycie A. długo i zawile tłumaczył mi, że Jasiu taki jest, do niego i do matki też się nie odzywa, a jak są u dziadków to potrafi przez trzy dni wydobyc z siebie trzy zdania. No, dziecko tak ma i A. oczekuje ode mnie w czasie tej wigilii dobrego humoru, radosnego nastawienia i dużej elokwencji. Oraz tego, zebym nie nastawiała się na fajerwerki i super udany wieczór. Zapytałam go, czego w takim razie oczekuje od synów, bo ja proponuję podstawowe minimum- są kulturalni, biora udział w rozmowie ze wszystkimi uczestnikami, racza zauważyc, że moje dziecko istnieje na tym świecie. Bo na razie to zabrzmiało tak, że ja mam stworzyc cudowna atmosferę, w której Jasiu nadal będzie sobą, czyli, nazwijmy rzecz po imieniu, gburowatym mrukiem obrazonym na cały świat.
                        Z tym 16-letnim jest trochę lepiej, mam wrażenie, że to starszy go w pewien sposób buntuje, bo kiedy jest z nami sam interakcje sa zupełnie inne. Tez był u nas w weekend, A przywiózł go z angielskiego na obiad. Normalnie dało się z nim pogadac, a po obiedzie wyraził życzenie zagrania z nami w Monopol i pozostania dłużej niż planował.
                        NIe mam pojęcia jak może wyglądac ta wigilia. Widzę mnóstwo scenariuszy od tragicznych do całkiem poprawnych, jestem pełna dobrej woli i chęci akceptacji, ale nadal nie przyjmuję do wiadomości, że to tylko JA mam się starac o dobra atmosferę. Napiszę Wam po świętach jak przebiegło patchorkowe spotkanie przy opłatku, a na razie życzę Wam wszystkim spokojnych, radosnych i prawdziwie rodzinnych wigilii :)
                        • hatsu33 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 19.12.13, 09:07
                          Radziłabym Ci być po prostu sobą.
                          Na dłuższą metę nic innego się nie sprawdza;)))
                          Wasze relacje - a praktycznie dotyczy to każdego z każdym - w Twojej nowej rodzinie, będą przechodzić wiele faz - raz będzie lepiej, a raz gorzej.
                          Jedno jest kluczowe: abyś zawsze czuła pewność, że Ty i związek z Tobą dla Twojego partnera jest najważniejszy.
                        • lady-z-gaga Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 19.12.13, 09:16
                          >Po wizycie A. długo i zawile tłumaczył mi, że Jasiu taki jest, do niego i do matki też się nie odzywa, a jak są u dziadków to potrafi przez trzy dni wydobyc z siebie trzy zdania. No, dziecko tak ma

                          Jestem w stanie w to uwierzyć, w przypadku nastolatka to jest całkiem prawdopodobne.
                          Ignorowanie Ciebie byłoby niegrzeczne, ale mrukowatość i małomówność trzeba, niestety, uznać za cechę osobniczą i nie oczekiwac cudów w Wigilię.
                          Może, jak młodszy okaże się komunikatywny, to i starszy się rozkręci, a jak nie, trudno.
                          Ja bym uznała, że na razie osiagnęłas tyle, ile można w tej sytuacji, nie warto nastawiac się konfrontacyjnie, moze czas przyniesie dalsze pozytywne zmiany. Wesołych Świat :)
                        • differentview Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 19.12.13, 09:33
                          lemonka5 napisała:

                          > NIe mam pojęcia jak może wyglądac ta wigilia. Widzę mnóstwo scenariuszy od trag
                          > icznych do całkiem poprawnych, jestem pełna dobrej woli i chęci akceptacji, ale
                          > nadal nie przyjmuję do wiadomości, że to tylko JA mam się starac o dobra atmos
                          > ferę.

                          tragicznie bedzie wtedy gdy nastawisz sie na super atmosfere; co do nastolatkow to oczekiwanie, ze beda komunikatywni, pozytywnie nastrojeni i pelni entuzjazmu jest rownie madre jak oczekiwanie, ze zwierzeta w ten dzien przemowia ludzkim glosem- oczywiscie mozna sobie tego zyczyc ale jednak na zbyt wiele bym nie liczyla;) zdecydowanie Ty powinnas sie starac i nie ustawiac sie z nimi na rownym poziomie; a zeby zrozumiec ich nastawienie do siebie sporobuj sie postawic na ich miejscu- Twoim rodzice sie rozwodza, masz jako dziecko traume, ojciec ma nowa partnerke, za ktora nie przepadasz- jestes pewna, ze tryskalabys na jej widok entuzjazmem?
                          • miedzymorze Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 19.12.13, 09:39
                            ALe halo, ich rodzice rozwiedli się 4 lata temu i nie z powodu autorki wątku.
                            Nie ma takiej opcji, że ona będzie stawać na uszach, a oni łaskawie coś burkną albo i nie.
                            Po prostu nie napinałabym się na jakąś niesamowitą atmosferę i nie podbijała bębęnka jedynego dnia w roku, tylko podeszła do tego normalnie są oni, jesteśmy my, jeśli próby rozmów będą zbywać to rozmawiałabym z własnym dzieckiem i z partnerem.

                            pozdr,
                            mi
                          • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 19.12.13, 09:44
                            Chyba nie czytałas uważnie, bo ja nigdzie nie pisałam, że oczekuję od nich, żeby pełni entuzjazmu i radosnie komunikatywni. Pisałam o minimum, czyli zachowaniu akceptowalnym dla społeczeństwa.
                            A porozwodowa trauma? Gdyby każde dziecko rozowdników zachowywało się w ten sposób co synowie A. świat byłby strasznym miejscem.
                            Mój syn też jest dzieckiem rozwiedzionych rodziców i na pewno nie było to dla niego mniej bolesne niż dla synów A. ale dlaczego ośmiolatek ma umiec i potrafi zachowac się normalnie, a 19-latek nawet nie przejawia takich prób tego już zrozumiec nie mogę.
                            • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 19.12.13, 09:45
                              To wyżej było oczywiście do differentview :)
                            • mamapodziomka Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 19.12.13, 14:35
                              lemonka5 napisała:

                              > ale dlaczego ośmiolatek ma umiec i potrafi
                              > zachowac się normalnie, a 19-latek nawet nie przejawia takich prób tego już zr
                              > ozumiec nie mogę.

                              Dlatego, ze na szczescie Jasiu nie jest twoim dzieckiem i nie ty go musisz wychowywac. Radosnej atmosfery w jego kierunku bym nie roztaczala, ograniczylabym sie do niezbednego minimum w komunikacji, chociaz grzecznie i uprzejmie i poprzestala na tym, ze w ogole mowi dzien dobry, oraz nie jest otwarcie chamski i nieuprzejmy. Cala reszta to nie twoja broszka i uwierz mi - ciesz sie. Nie chcialabys jeszcze dodatkowo byc odpowiedzialna za zrobienie z niego komunikatywnego i dobrze wychowanego czlowieka. Skoro jego rodzice sie poddali, to nie rzucaj sie na niepotrzebny obowiazek ;))
                            • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 22.12.13, 12:39
                              Dobrze jest, Lemonka. Przygotuj się na politykę małych kroków. I każdy mały krok jest zwycięstwem. Coś tam wspomniałaś o "Monopolu", może jakaś inna planszówka, może fajny film. Nie dawaj się wyprowadzić z równowagi i pamiętaj - piłka jest po stronie A., to jego dzieci, to on w razie "konfliktu" powinien je ustawić - i skoro A. oczekuje od Ciebie czegoś tam w czasie Wigilii, Ty poinformuj go o swoich oczekiwaniach - ustawienia minimalnych granic synom, minimalnych standardów przyzwoitości wobec Ciebie w czasie tej Wigilii, obrony Cię przed ewentualnym atakiem. Ty - spokój, luz i uśmiech.
                              • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 22.12.13, 14:35
                                Przestań danaide, nie bądź taką minimalistką, ojciec powinien synom ustawic normalne standardy wobec macochy a nie minimalne, minimalne może znosic z ich strony sam... Macochę mają panowie szanowac, nie muszą lubic, ale szanowac muszą.
                                • adorra0 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 22.12.13, 14:54
                                  Macochę mają panowie szanowac, nie muszą lubic, ale szanowac muszą.

                                  A co to jest jak nie minimum?
                                • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 22.12.13, 20:15
                                  Trochę trudno nie mieć minimalnych porad dla lemonki samemu będąc minimalistką, niemniej nie wyobrażasz sobie, zuzi, co było wcześniej! =)
                                  • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 22.12.13, 20:39
                                    Danaide napisz co było, to się najwyżej pośmiejemy trochę ;)
                                    • danaide Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 23.12.13, 15:11
                                      Żeby to chociaż zabawne było, a jak się brodzi między żałosne a żenujące? Pierwsza myśl: rozmawiałam ostatnio z facetem, z którym byłam kiedyś 4 lata. Wie, że mam dziecko i spytał czy może mam też już jakiś dywan.
                        • basiastel Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 19.12.13, 09:45
                          Też życzę wesołych świąt. Nie będzie źle, z chłopakami musicie sie trochę poznać.
                          • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 19.12.13, 09:58
                            Lemonka nie napinaj się, na Wigilii po prostu bądź sobą i zachowuj się normalnie, bez nadskakiwania partnerowi czy jego synom, nic na siłę, a dlaczego 19 latek nie potrafi zachowywac się normalnie?, bo zapewne nikt konkretnie od niego tego nie wymagał, ojciec przyjmuje, że on taki jest i to akceptuje, bez prób uświadomienia chłopcu, że jego zachowanie nie tak powinno wyglądac, więc prawie dorosły chłopak, ale jednak mocno niedojrzały, zachowuje się tak, jak się zachowuje... Ty nie musisz tego akceptowac i się z tym godzic, masz prawo powiedziec chłopcu wprost, żeby się ogarnął i zaczął zachowywac jak prawie dorosły człowiek, bo głupio to wygląda, gdy 19 latek zachowuje się jak rozkapryszone dziecko. Wszystkiego dobrego i Wesołych Świąt !!!
                            • lady-z-gaga Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 19.12.13, 10:01
                              nie jak rozkapryszone dziecko, bo rozkapryszone dziecko mowi aż za wiele;)
                              zbuntowany nastolatek często uważa, że z dorosłymi nie ma o czym gadać i nie podtrzymuje rozmowy, a tym bardziej jej nie inicjuje
                              • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 19.12.13, 10:09
                                pytanie tylko czy tu mamy do czynienia TYLKO z rozkapryszonym nastolatkiem w wieku dojrzewania, czy z niewychowanym młodym człowiekiem karzącym swoim milczeniem i niekulturalnym zachowaniem macochę za jej wyimaginowane winy... ;)
                            • morekac Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 20.12.13, 18:50
                              Zuzi, jeśli chłopak normalnie wydusza z siebie 3 zdania przez 3 dni, to naprawdę nie oczekiwałabym, że błyśnie elokwencją i talentami towarzyskimi przy wigilijnym stole. Przez te kilka dni się go nie wychowa, oczekiwałabym tylko, że powie dzień dobry, coś tam zje bez zbytnich fochów i nie wywoła awantury.
                              Wszelkie teksty o ogarnianiu się i zachowywaniu się jak rozkapryszone dziecko - jeśli będzie się zachowywał neutralnie - proponowałabym sobie darować, bo będzie to wstęp do długoletniej wojny podjazdowej.
                          • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 19.12.13, 10:03
                            życzę ciepłych i bezstresowych świąt :)
                            a na marginesie powiem, że mój mąż w odbiorze teściowej jest milczący, gburowaty (?) bo odzywa się monosylabami i nie uprawia radosnego słowotoku, potrafi drogę z Mazur do domu odbyć w milczeniu. Taki sam jest jego ojciec i mój nastoletni syn, a ja nauczyłam się nie oczekiwać uprzejmego podtrzymywania rozmowy na siłę. KObiety, teściowa, córka, szwagierka, moja mama, ja podtrzymują rozmowę i są otwarte aż za bardzo :))
                        • akniwlam Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 19.12.13, 12:28
                          No to ja widzę pewien potencjał do rozwinięcia pozytywnej, a w każdym razie poprawnej relacji. Ze strony starszego było minimum wysiłku, może faktycznie jest zamknięty w sobie i małomówny, niech sobie będzie, to nie jest wielka wada. Może jeszcze przemówi ludzkim głosem. Ze strony młodszego w ogóle całkiem sympatyczna propozycja wspólnego spędzenia czasu przy grze. Jest na czym budować. Obaj na pewno mają jakieś fajne cechy, zainteresowania, kiedy się ze sobą oswoicie, może się nawet polubicie. A może i nie, ale nie macie obowiązku.
                          Na Wigilii bądź po prostu zwyczajną sobą. Ubierz się ładnie, przywitaj ich grzecznie, nie zagaduj na siłę, daj czas. Tak, to nie są małe dzieci, ale nie muszą pałać entuzjazmem do nowej sytuacji (Ty i Twoje dziecko stanowicie dla nich widoczny znak zmiany, tego, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej, a mnóstwo osób w Święta uruchamia schemat "ma być tak jak zawsze" bo dzięki niemu czują się bezpiecznie). Staraj się po prostu być dla nich uprzejma, zainteresowana, jeśli coś od siebie powiedzą i otwarta. Tyle. Nie musisz i chyba nie powinnaś szczebiotać, nadskakiwać, tym ich nastawisz raczej podejrzliwie. I daj im te trochę czasu, tak z pół godziny, tylko z ojcem. Tak jak pisałam - możesz wyjść przed dom z Twoim synkiem szukać pierwszej gwiazdki, szykować przekąskę dla renifera, potem zadzwonić do Twoich bliskich z życzeniami, tak, żebyś czuła że robisz coś fajnego dla swojego dziecka i dla swojej dotychczasowej rodziny, żeby to nie było dla Ciebie karą. Życzę Ci naprawdę wesołych, spokojnych Świąt.
                        • 8norka6 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 23.12.13, 21:05
                          lemonka5 napisała:

                          Jasiu nadal będzie sobą, cz
                          > yli, nazwijmy rzecz po imieniu, gburowatym mrukiem obrazonym na cały świat.

                          Twoim problemem jest to, że nie potrafisz zaakceptować, że ten chłopak taki jest. Twojemu partnerowi to nie przeszkadza. Ty stworzyłaś sobie jakiś obraz nastolatków i chcesz, by oni go spełniali. A tymczasem to są ukształtowani już ludzie, z własną osobowością, charakterem i temperamentem, w dodatku mający za sobą kilkanaście lat najróżniejszych życiowych doświadczeń, w których Ty nie brałaś udziału, nie masz o nich pojęcia i nie będziesz miała, nawet jeśli partner opowie Ci całe życie chłopaków. Nie masz wpływu na to, jacy oni są. Wybrałaś sobie partnera, najpewniej ze względu na jego cechy charakteru, osobowość, temperament. Ale jego dzieci nie możesz już sobie wybrać. Możesz jedynie zaakceptować tych konkretnych chłopaków, tak jak akceptuje ich ojciec albo nie zaakceptować i trwać w poczuciu krzywdy, że każde ich zachowanie wymierzone jest przeciwko Tobie.
                          • gwiazd-ka-a No i jak bylo? 25.12.13, 11:10
                            wielu forumowiczow, ktorzy sledzili ten watek pewnie chetnie sie dowie jak przebiegla Wigilia! Mam nadzieje, ze pozytywnie?
                          • szpil1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 25.12.13, 13:48
                            A ja, po przeczytaniu pierwszego postu autorki zwróciłam uwagę na te fragmenty:

                            "Tak, nie lubię ich. Sa antypatyczni i aroganncy (również w stosunku do ojca i innych ludzi, nie tylko do mnie), zawsze ponurzy, zawsze zmęczeni, zawsze roszczeniowi. "

                            "jesteśmy naprawdę szczęśliwi i jest nam razem po prostu dobrze- również na linii A.- mój syn. Szczerze mówiąc to ich wzajemne porozumienie i przyjaźń przeszły moje najśmielsze oczekiwania :) "

                            I mam wrażenie, że autorka chciałaby rodzinę ograniczyc do trzech osób: siebie, swojego syna i partnera. Oni tworzą rodzinę idealną. Dla chłopców w tym układzie nie ma miejsca. Oni to samo zło. Najlepiej jakby ich w ogóle nie było

                            Co do sugestii:
                            - że chłopcom chodzi o pieniądze i majątek ojca - a może nawet o tym nie myślą, lecz czują niechęc autorki.
                            - nazwanie matki chłopców puszczalską - niesmaczne. Znamy tylko wersje autorki, ona zna wersję swojego partnera. Znam małżeństwo, które się z podobnego powodu rozleciało. I znajomy był zdziwiony o co chodzi. A chodziło o to, że ona została sama z dzieckiem i wszystkim na głowie - chorobami, problemami dnia codziennego. Co z tego, ze on zarabiał gdzieś tam ileś kilometrów od domu jeśli nie było go wtedy gdy go najbardziej potrzebowała? Może tu też było podobnie, może kobieta zwyczajnie potrzebowała kogoś na co dzień, a nie męża i tatusia bywającego od czasu do czasu?
                            Czy przypadkiem ta uległośc partnera autorki wobec dzieci nie wynika też z jakiegoś poczucia winy? Ale autorka o tym nie myśli, wszystkiemu są winni chłopcy. A oni mogą czuc, że zawsze ktoś/coś ojca im zabiera. Najpierw praca, wyjazdy na misje, a teraz - nie oszukujmy się - obca baba i obce dziecko.

                            I jeszcze jedno, Lemonko - jak to jest z ojcem Twojego dziecka? Przyznam, że tego nie doczytałam. Jak Ty byś zareagowała gdyby nowa partnerka jego ojca wtrącała się w ich sprawy i widziała w nim tylko i wylącznie rozpuszczonego smarkacza?
                            • 71tosia Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 26.12.13, 14:21
                              moje dziecko jest takie fajne, moj partner tez tylko po co ci 'gowniarze' ? No i jeszcze ta byla zona alkoholiczka. Urocze i takie proste.
                              • lemonka5 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 08.01.14, 14:51
                                Więc było całkiem dobrze :)
                                Dzięki kotu.
                                Nie brałam w ogóle pod uwagę, że mój swieżo przeprowadzony na nowe miejsce ragdoll będzie tym najbardziej zestresowanym i protestującym przeciwko życiowym zmianom uczestnikiem wigilijnego spotkania. Od soboty siedział w najciemniejszym kącie pod kanapą, jadł tylko w nocy i wigilia była dniem, w którym zaczęłam się już poważnie przejmowac jego fochami. Chłopcy przyszli (o własnych siłach!) w momencie, kiedy leżeliśmy na podłodze i błagaliśmy kota o wyjście, jednocześnie próbując wyciągnąc go ręcznie. Nie tylko powiedzieli "dzień dobry", ale spontanicznie przyłączyli się do akcji wymiatania kota. Młodszy go w końcu wyciągnął i mój sfochowany futrzak magicznym sposobem uzdrowił atmosferę.
                                Nagle okazało się, że łączy nas uwielbienie dla kotów, mamy tu sporo wspólnych tematów i zanim się obejrzałam było już po składaniu życzeń ( z kotem trzymanym w objęciach,żeby znów nie zwiał obaj chłopcy nagle już nie byli tacy gburowaci i aroganncy jak mi się wydawało wczesniej). Nakarmili kota karpiem, zjedli wszystkie wigilijne potrawy i o niczym nie powiedzieli, ze jest wstrętne, chociaż było (z tego stresu przygotowaliśmy z A. najgorszą wigilijna kolację jaką jadłam- zupa grzybowa była tak paskudna, że miałam wątpliwosci, czy nie zaplątał się tam jakis trujący grzyb, a reszta była albo przesolona, albo przypalona). W międzyczasie okazało się, że łącza nas też Tatry i od tego momentu naprawdę było dobrze. Starszy nawet raz się uśmiechnął (tak, tak!) i wydał z siebie na pewno więcej niż 3 zdania. Zostali znacznie dłużej niż mieli, aż do zirytowanego telefonu od matki, że mają w tej chwili wracac oraz starszy zapytał się, czy ojciec może ich zabrac też jutro przed południem bo wyjeżdżają później. Wiec nawet jeśli w pierwszy dzień świąt przyszli tylko ze względu na kota to i tak jest dobrze :) Graliśmy razem w nową wersję Monopolu, w 5 sekund, oglądaliśmy Air Force One, w Nowy Rok młodszy przyszedł odpalac razem z moim synem i z A. resztki fajerwerków i poprosił, żebym poszła z nimi, bo "z panią jest śmieszniej" (cokolwiek to oznacza, wolę nie wnikac..)
                                Mój syn twierdzi, że "obaj są fajni", A. jest szczęsliwy, widzę jak mu ulżyło, że mamy poprawne stosunki a ja zaczynam myślec, że może jakoś to wszystko się poukłada.
                                A jedynym dramatycznym punktem wigilijnego wieczoru była straszliwa awantura jaką była żona zrobiła A. telefonicznie o to, że dzieci przyszły na wigilię do dziadków w garniturach kompletnie pokrytych białym kocim futrem.
                                Dziękuję wam za wszystko co tu pisałyście, bo mogłam nabrac trochę dystansu i spojrzec na tę sytuację z różnych stron. Szczęśliwego Nowego Roku dziewczyny :)

                                • yoma Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 08.01.14, 15:42
                                  Gratulacje :)
                                • aqua48 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 08.01.14, 16:39
                                  lemonka5 napisała:

                                  >młodszy przyszedł odpalac razem z moim synem i z A. resztki faj
                                  > erwerków i poprosił, żebym poszła z nimi, bo "z panią jest śmieszniej"
                                  > Mój syn twierdzi, że "obaj są fajni", A. jest szczęsliwy, widzę jak mu ulżyło,
                                  > że mamy poprawne stosunki a ja zaczynam myślec, że może jakoś to wszystko się p
                                  > oukłada.

                                  Gratuluję, bardzo miło się czytało opis "kocich problemów" wigilijnych. A to, ze z Tobą jest śmieszniej, to w ustach chłopca komplement.. Tak trzymaj, bądź sobą. Pozdrawiam!
                                • igge Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 08.01.14, 17:15
                                  lemonko, nie do wiary :)))) Strasznie ciepło, miło, błogo i kojąco się czyta ten Twój ostatni koci post. :)
                                  Oby tak dalej Ci się układało w twojej skomplikowanej nowej rodzinie. Życzę Wam wiele radości w Nowym roku.
                                  (na marginesie: też uwielbiam Tatry, koty, mam znajomego ragdolla)
                                  • brydka26 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 08.01.14, 18:43
                                    SUPER!!!!! Trzymam kciuki z calych sil. Ja macochowanie zaczynalam od duzego dystansu z obu stron, a po 8 latach mam w pasierbach fajnych kumpli, fajne rodzenstwo dla mlodszych dzieci i poczucie, ze oplacila sie metoda malych krokow, cierpliwosci i zyczliwosci. I naprawde lubie dzieci meza.
                                    :)
                                    • zuzi.1 Re: Wielki wigilijny problem początkującej macoch 08.01.14, 19:35
                                      Gratulacje, miło się czyta takie posty, czyli lody zostały przełamane ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka