O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o radę

14.12.13, 14:15
W wielkim skrócie: po ostatnich wydarzeniach jakie miały miejsce w mojej rodzinie doszłam do wniosku, że nie mam już ani nadziei ani ochoty na naprawę naszych relacji (moich i rodziców, głównie ojca). Przy okazji trzech rozmów, które przerodziły się w kłótnie, usłyszałam takie rzeczy, że ciężko jest mi się pozbierać i od tygodnia chodzę załamana. Moje pytanie do was: jak to, przepraszam za słowo, olać? Chciałabym móc o tym nie myśleć, zlekceważyć to, zobojętnieć na to co mówią i robią, a nie potrafię. Jak to w sobie wyćwiczyć?
Moje stosunki z rodzicami zawsze były kiepskie i trudne, nie mam już złudzeń że coś się może zmienić. Chciałabym po prostu przestać się przejmować, wpuścić jednym uchem i wypuścić drugim. Jak to wypracować?
Drugi mój problem polega na tym, że prawdopodobnie ze względu na zmianę pracy mojego męża, będziemy musieli zmienić miejsce zamieszkania. W tej chwili mieszkam 70 km od rodziców, możliwe że przeniesiemy się dalej. Dla mojej mamy to jest tragedia. Ona po prostu rozpacza, nie rozumie tej decyzji, zachowuje się tak, jakby świat się kończył.
Zdaję sobie sprawę z tego, że to szantaż emocjonalny, że to wynika z jej nieumiejętności pogodzenia się z tym, że dzieci odchodzą i mają prawo do własnego życia, ale mimo to jest mi strasznie przykro. Jest mi przykro właśnie ze względu na nią, bo w całej skomplikowanej sytuacji rodzinnej była jedyną osobą, która jakoś się starała, żeby było dobrze. Jest jedyną osobą w rodzinie z którą czuję jakąś więź. Ja wiem że to wszystko nie jest normalne. Jak to przezwyciężyć? Jak o tym nie myśleć i robić swoje?
    • zuzi.1 Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 14.12.13, 14:29
      Byłaś na terapii? jesli nie, to na nią idź, bo sama mozesz sobie z tym nie poradzic, mimo ogromnych chęci, zrozumienia tematu i dobrej woli z Twojej strony.
      • verdana Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 14.12.13, 14:33
        Bez przesady z tym wysyłaniem każdego na terapię. Terapia nie pomoże na moralne wątpliwości. Mam w każdym razie nadzieję, ze nie pomoże.
        Dorosłe dzieci mają prawo układać sobie życie, jak chcą i mieszkać, gdzie chcą. Ale jednocześnie powinny zrozumieć, ze dla rodziców to może być bardzo trudne i nie mieć pretensji, że są nieszczęśliwi. Przywykną po pewnym czasie.
        • idoli Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 14.12.13, 15:08
          Zuzi, byłam na terapii 3 lata temu. W moim przypadku terapia była bardzo skuteczna, natomiast chyba niedokończona.
          Verdana - ja nie mam moralnych wątpliwości. Wiem co mam robić i nie mam tu moralnych rozterek. Chodzi mi bardziej o to, jak przestać przejmować się tekstami moich rodziców, które są dla mnie przykre i krzywdzące, i jak sobie poradzić ze smutkiem, który mimowolnie odczuwam w związku z mamą i jej reakcją na wyprowadzkę.
          • verdana Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 14.12.13, 15:48
            Moim zdaniem, każdy człowiek przejmuje się tekstami rodziców. Nie ma siły - rodzice są dla większości ludzi ważni i nie da się żadną terapią sprawić, aby przestali nimi być. Wobec tego, że nie kierujesz się tymi słowami, robisz, co uważasz za słuszne - trzeba po prostu sobie powiedzieć, ze trudno - czasem człowiekowi jest przykro, ale musi to wliczyć w koszty, ale to mija i już.
          • sanciasancia Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 14.12.13, 16:09
            Ja się skupiam na mężu i dziecku (tzn. przyjęłam, że to jest moja podstawowa rodzina). I przejmuję się dużo mniej. Oczywiście początki były kiepskie.
            Paradoksalnie to forum mi bardzo pomogło poukładać sobie całą sytuację w głowie.
          • aqua48 Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 14.12.13, 16:25
            idoli napisała:

            > Chodzi mi bardziej o to, jak przestać przejmować się tekstami m
            > oich rodziców, które są dla mnie przykre i krzywdzące, i jak sobie poradzić ze
            > smutkiem, który mimowolnie odczuwam w związku z mamą i jej reakcją na wyprowadz
            > kę.

            Postaraj się powtarzać sobie, że Twoi rodzice maja prawo do innego spojrzenia na fakty niż Ty, do rozpaczy z błahych z Twego punku widzenia powodów, ale są dorośli, a Ty nie jesteś za ich uczucia odpowiedzialna. Nie robisz nic złego.
            To jakim jesteś na prawdę człowiekiem nie zależy od tego co mówią, ani nawet sądzą Twoi rodzice i jakie mają o Tobie zdanie. Nie jesteś od tego ich zdania zależna, choć oni zapewne chcieliby taką zależność ciągnąć, utrzymywać, dlatego Cię starają się zranić, lub wywołać w Tobie poczucie winy. W nadziei, że pokajasz się i potulnie przyjdziesz pytając co masz zrobić. To bezsilność i brak kontroli nad Tobą przez nich przemawiają, nie miłość rodzicielska.
    • blond_suflerka Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 14.12.13, 16:49
      A dlaczego Twoim zdaniem ta terapia jest niedokończona? Przerwałaś ją czy zakończyłaś a mimo to wciąż miałaś jakieś problemy?
      Bo może być też tak, że pewne problemy wyniknęły w nowych okolicznościach i terapia trzy lata temu nie ma z tym wiele wspólnego. Tzn. aktualne wydarzania uruchomiły uczucia czy trudności, których wtedy nie było.
      Jaki jest na to sposób? Chyba tak jak pisze Zuzi-spotkanie z terapeutą. Niekoniecznie znowu długofalowo ale może parę spotkań dzięki którym ułożysz się z tą nową sytucją.
      Pytasz jak to olać-no właśnie to trzeba wypracować. I raczej nie tak, że olewa się zupełnie ale że bierze się odpowiedzialność za swoje decyzje i swoje szczęście i przestaje się brać odpowiedzialność za rodziców i ich uczucia.
      Skoro dopiero teraz zdałaś sobie sprawę, że Wasze relacje zawsze będą kiepskie to jakbyś tej wiedzy nie wyniosła z terapii. A w sumie to taka podstawa-zrozumienie, że nie ma pewności, ze trudny rodzic się zmieni i w pewnym sensie, że się nie ma się na to wpływu. W sumie opiera się to na pewnej niemożności porozumienia się-Ty dojrzała czy dojrzalsza po terapii próbujesz racjonalnie i dojrzale rozmawiać a zaburzony rodzic odpowiada jakby z innego poziomu. I własciwie nie ma możliwości, żeby się dogadać.
      Oczywiście stawiając granice-uczysz innych, że pewnych rzeczy nie mogą z Tobą zrobić. I ci inni mają wtedy szansę nauczyć się relacji, która jest dobra dla Ciebie i dla nich. Ale mają też możliwośc pozostania w tej swojej ignorancji.
      Twoja mama jako mama ma prawo tęsknić i odczuwać smutek, że wyjeżdżasz daleko. Trudno tu ustalić granicę-czy ma udawać, ze jest w porządku? Czy może pokazać Ci, że cierpi? Czy już szantazuje tym cierpieniem? Może spróbuj też zrozumieć, ze jej ciężko. Wyobraz sobie, że Twoja ukochana osoba tak wyjeżdza. I co wtedy? Twoja mama ma prawo do tych wszystkich uczuć. Może zacznij od tego, że ją rozumiesz ale mimo to robisz to bo to dla Ciebie ważne. No są takie decyzje, które trochę kosztują.
      • idoli Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 15.12.13, 14:56
        Dziękuję za odpowiedzi, odpowiadając na wasze pytania: terapia miała miejsce 2,5 roku temu i niestety to ja ją przerwałam, bo uznałam, że już wszystko wiem, wiem co mam robić, wpadłam w euforię. Terapia też dotyczyła rodziców i była dla mnie absolutnym przełomem. Jej konsekwencją było to, że odeszłam z firmy rodzinnej i założyłam własną działalność. Mój ojciec się wściekł, że to zrobiłam. Powiedział mi strasznie dużo bardzo przykrych rzeczy. Wtedy uważałam, że nasze relacje mogą się jeszcze jakoś ułożyć, bo stwierdziłam, że zajmę się swoim życiem, swoją pracą, rodzinę będę widywać raz na jakiś czas (a nie codziennie jak do tej pory) i to mi wyjdzie na dobre. Nie chciałam zrywać kontaktów, uważałam, że naprawa stosunków jest możliwa i chciałam tego. W ciągu tych 2,5 roku faktycznie był względny spokój, spotykaliśmy się mniej więcej raz na miesiąc. W tym czasie między mną a moim ojcem miały miejsce dwa wydarzenia, które utwierdziły mnie w tym, że odchodząc z firmy zrobiłam dobrze, pokazały mi, że nic go to odejście nie nauczyło, nadal mnie lekceważy, jest niewiarygodny, jego słowa to wyłącznie puste deklaracje. Niestety, stało się tak, że 2 tygodnie temu musiałam poprosić go o pomoc. Była to dla mnie ostateczność i zrobiłam to dla męża, który mnie o to poprosił. I tu chyba popełniłam błąd, bo byłam przekonana, że mi nie odmówi. Jakoś wydawało mi się, że w tej, bardzo ważnej sprawie nie może powiedzieć nie. No cóż, owszem. Mój ojciec powiedział nie. W trakcie późniejszej rozmowy okazało się, że ojciec nadal, po 2,5 roku jest na mnie wściekły. Z jego słów, z tego jak się darł, wyszło, że kompletnie nie szanuje mojej pracy, nie szanuje mnie. Drwił z mojej firmy i tego w jaki sposób pracuję. Mojego męża nazwał „obcym” i zarzucił mu okropną rzecz, na którą nie ma dowodów. Jak sam powiedział – krążyły takie plotki. Dlatego nie mam już ani nadziei, ani ochoty naprawiać tych relacji. Wtedy było inaczej, widziałam na to szanse. Teraz nie widzę i już mi się nie chce. Jedyne co mnie męczy to to, że bardzo to przeżywam i nie umiem się od tego psychicznie odciąć. Wiem, że są na tym forum osoby, które drastycznie ograniczyły bądź nawet zerwały kontakty z rodzicami. Jak się z tym psychicznie uporać? Mam swoją rodzinę – męża, córkę, za 2 miesiące urodzę synka. Zamiast się skupić na niej, ja ciągle myślę o mamie i tacie. Porażka. Dzwoniłam do tej swojej terapeutki, ale ona nie ma teraz wolnych godzin i muszę znaleźć kogoś innego. Szkoda, bo tamta znała już całą historię, nowej osobie będę musiała mówić od początku. W tej chwili spotykanie się z moimi rodzicami jest dla mnie bardzo stresujące. Chciałabym porozmawiać, wyjaśnić itp, ale oni nie widzą takiej potrzeby. Wolą zachowywać się tak, jak gdyby nic się nie stało. A ja nie umiem udawać i nie chcę. Czuję się przy ich jak wariatka, bo ciągle powtarzają, że to ja mam problem, że to moja chora wyobraźnia, że wymyśliłam sobie to wszystko o czym mówię.
        Co do mamy, ok, ma prawo tak przeżywać mój wyjazd. Postaram się to zrozumieć. Tylko że jej rozpacz jest przeogromna, nazywa to rodzinną tragedią. Jak patrzę na inne zaprzyjaźnione rodziny, czegoś takiego nie ma. Rodzice akceptują to, że dzieci idą własną drogą i kibicują im. U mnie tego nie ma, jest wściekłość ojca i totalna rozpacz mamy. A ja, w 7. miesiącu ciąży, od dwóch tygodni chodzę jak cień.
        • aqua48 Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 15.12.13, 15:52
          No cóż, popełniłaś błąd przerywając terapię, ale wiesz, że nie była właściwie zakończona i masz szansę kontynuować terapię i wreszcie porządnie sobie poukładać wszystko. Popełniłaś też błąd ulegając mężowi i zwracając się o pomoc do ojca. Dzięki temu jednak wiesz, na czym stoisz i jak na prawdę wygląda stosunek do Ciebie. Masz też szansę teraz odciąć się od rodziców, pozwolić im żyć własnym życiem jakiekolwiek by ono nie było i skupić się na nieradzonym jeszcze dziecku i uczynić z centrum zainteresowania swoją własną rodzinę - męża i dzieci. Ludzie popełniają błędy, ważne jest to jak je wykorzystują. Popatrz na swoje życie jak na szanse, które się przed Tobą otwierają..
        • igge Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 15.12.13, 19:15
          Idoli, Twoi rodzice zachowują się nieodpowiednio i ojciec wściekając się i odmawiając pomocy córce w ciąży i matka nazywając przesadnie Twój planowany wyjazd i przeprowadzkę tragedią i obarczając Cię swoimi smutkami gdy powinna Cię chronić i wspierać. Nie daj się stresować rodzicom, to droga donikąd.
          Rozumiem Cię nawet nie wiesz jak bardzo, że nie masz już nadziei ani ochoty na naprawę relacji. Ze jesteś tym zmęczona, że przeżywasz i nie umiesz się psychicznie odciąć.
          Miałam tak latami i fazami, raz lepiej raz gorzej z matką. W sumie położyłam już kiedyś na tej relacji krzyżyk ale po wynikającym z chęci chronienia siebie i swojej rodziny, dzieci, męża okresie ucięcia wszelkich kontaktów, trwało to dwa lata - jest od chyba dwóch lat niemal idealnie, drobne spięcia czasem tylko. Ty też po okresie ucięcia kontaktów z zamiarem na zawsze/na długo - w każdej chwili możesz zmienić zdanie i znowu po jakimś czasie nawiązać kontakt bo to rodzina, więzy krwi, wszystko zależy od Ciebie. Ja po ucięciu wtedy kontaktow odczułam w sumie po pewnym czasie: wyciszenie emocji i wielką ulgę, brak notorycznego stresu, wolność, brak jakiejkolwiek tęsknoty za kontaktami, spokój, brak wyrzutów sumienia. Nie robiłam wyjątków na święta, imieniny, Dzień Matki etc, zero kontaktu i grzeczna pisemna odmowa na mamy prośbę czy mogłaby upiec wnukom ciasto. Potem pod koniec tych 2 lat zerwania kontaktów nieodwołalnego przeze mnie (tzn ja w sumie nie zakładałam, że na zawsze tylko na jakiś nieokreślony czas) zaczęłam wysyłać jej grzeczne życzenia smsowe na imieniny, urodziny ale dalej trzymać na dystans. Nie czułam złości, nerwów, gniewu, nic, tylko zmęczenie nią i nieodwołalną swoją wolę trzymania jak największego fizycznego dystansu. Bardzo mi te dwa lata bez mamy dały, poukładałam sobie spokojnie w głowie różne rzeczy, w międzyczasie na kilka miesięcy ograniczyłam też drastycznie kontakty z teściami, byłam jakoś przemożnie zmęczona ciągłą obecnością przede wszystkim mamy ale i teściowej w naszym życiu. Odpoczęłam nabrałam sił, zrozumiałam, że to ja i tylko ja decyduję o tym jak moje/nasze życie ma wyglądać, nauczyłam się panować bardziej nad sobą i swoimi emocjami, zatęskniłam za szarlotką mamy i mielonymi teściowej, dzieci stęskniły się za babciami - i wznowiłam kontakty, które teraz sprawiają raczej frajdę i rzadko męczą, zresztą teściowa duuuuzo mniej mnie zawsze męczyła niż rodzona mama. Lubię a nawet umiem kochać je obie, mają też mnóstwo zalet i zawsze mogę w każdej sytuacji na nie liczyć.
          Tak więc zerwanie kontaktów na jakiś czas nie jest takie straszne myślę, pozwala zobaczyć jak życie wygląda bez obecności w nim dziadków/ pozwala od nich i psychicznej jazdy bez trzymanki odpocząć. Myślę, że to bardzo dobrze, że wyprowadzacie się daleko. Zobaczysz jak to jest bez nich. Pozdr serd
    • igge Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 15.12.13, 15:52
      Generalnie, co oczywiste, to trudne na początku bo emocji w sobie nie da się zdusić trzeba starać się umiejętnie doprowadzić do ich nie powstawania. Alternatywnie jak jesteśmy przytomni i wychwycimy ten moment powstawania w nas emocji, czyli, że jest już właściwie za późno, żeby w ogóle nie powstały - trzeba stanowczo przekierować swój tok myślenia i odczuwania i postarać się zmienić swoją dotychczasową reakcję na inną, bardziej neutralną. Zareagować inaczej niż do tej pory. Spokojniej. U podstaw powstawania tych niechcianych emocji (moim zdaniem i w terapii poznawczo behawioralnej chyba też) leży Twój system wartości i przede wszystkim Twój pierwotny sąd wartościujący, Twoja ocena wartościująca danego faktu, wydarzenia, słowa bliskiej osoby. Jeśli ta ocena jest pt "to jest złe i to jest jednocześnie ważne dla mnie" to ta niechciana emocja powstaje. Czyli smutek, żal, lęk, gniew, cierpienie itp Twoja ocena wartościująca rzeczy niezależnych od ciebie czyli np. praktycznie wszystkiego co robią i myślą i czują inni ludzie, w tym Twoi najbliżsi, matka, ojciec, teściowa - musi być "to nie jest złe, to jest obojętne", nie mam na to wpływu, ludzie są i zawsze będą czasem głupi, czasem, bezsensowni, czasem nierozumiejący, czasem egoistyczni etc, to normalne i ludzkie. Ale swoje zachowanie i swoje myślenie i co za nim idzie odczuwanie - możesz zmienić, to zależy tylko i wyłącznie od ciebie.
      Jak nauczysz się, że jesteś odpowiedzialna tylko za to co sama myślisz i możesz w sobie zmienić ocenę wartościującą na temat np. zachowania ojca, matki. Że nie musi dla Ciebie być złe i niepożądane i obchodzące Cię ich zachowanie, że masz pilnować siebie, a nie tego co oni myślą - to będzie Ci łatwiej i nauczysz się jak to nieładnie mówimy "olewać".
      Nauczysz się podchodzić do ojca czy matki zachowań bezsensownych i równie bezsensownych słów z dystansem i pobłażliwością i nie wpadać w nerwy, smutek, lęk, rozdrażnienie, poczucie winy. Nauczysz się traktować takie sytuacje jako rozwijające Cię duchowo wyzwania i ćwiczenia dla siebie, będziesz cierpliwsza i bardziej wyrozumiała, życzliwa ale nie dająca ich działaniom przełamać Twojej "wewnętrznej twierdzy", murów, granic, przełamać Twojego wewnętrznego spokoju i życzliwości dla nich. Ważne też by na wszystko patrzeć z dobrej strony i widzieć drugą stronę medalu i skupiać się na pozytywnych rzeczach w ludziach w relacji, każdy jakieś przecież ma. ignorować to co mogłoby zaboleć
      Np. wczoraj moja teściowa widząc, że popijam sobie kubek jej zupy u niej w kuchni, sama nalałam sobie z garnka bez pytania, powiedziała " to (zupa) ma starczyć dla całej rodziny na dwa dni" i prawie zrobiło mi się przykro bo wzięłam tylko troszkę z ogromnego gara i nie zamierzałam pozbawić teścia i dzieci obiadu - ale zamiast pozwolić rozwinąć się uczuciu przykrości - pomyślałam natychmiast, że teściowa ma ciężkie dni w pracy teraz, że dziadek, jej mąż jest tuż po operacji nowotwów i , co mało prawdopodobne, ale mogą okazać się złośliwe, i że lubię przecież bardzo teściową, i że musi szarpać się z państwową służbą zdrowia w kwestii zmiany opatrunków i że ma mnóstwo zmartwień i kłopotów teraz a dziadek nie zachowuje się czasem zbyt przyjemnie i ...przykrości nie poczułam, gracko dokończyłam zupę bez poczucia winy i nawet nalałam sobie dokładkę oceniając, że zupy i tak wystarczy z naddatkiem dla wszystkich. Mogłam pozwolić rozwinąć się w sobie setki myśli i emocji pt" jestem gruba i teściowa żałuje mi jedzenia i nie akceptuje mojego nadmiernego apetytu, teściowa żałuje mi jedzenia, teściowa mówi cierpkim tonem do mnie, teściowa uważa, że głodzę dzieci i wyżeram im jedzenie :), rządzi się i kontroluje wszystko i wszystkich - ale tak nie pomyślałam tylko skupiłam się na jej fajnych cechach charakteru i zrozumieniu ciężkiej sytuacji życiowej. Zadziałało. Mogłam jeszcze rozładować sytuację jakimś żartem ale nic nie przyszło mi akurat do głowy. Można kontrolować nie powstawanie w sobie przykrych emocji albo ograniczać ich rozwinięcie się z zupełnie początkowego stadium w gorsze
      Tylko trzeba to w sobie systematycznie ćwiczyć i wyrobić też w sobie jakąś podstawową ufność i sympatię do ludzi i świata
      • zuzi.1 Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 15.12.13, 16:59
        A mi się nie chce wierzyc, że ludzie toksyczni są jak klony, jak to się dzieje..., dlaczego zięc czy synowa to OBCY, nawet po kilku czy kilkunastu latach małżeństwa, w którym za chwilę będzie dwoje ich wnuków, są złośliwi, wredni, mącą, kontrolują, chcieliby kierowac zachowaniem córki, kontrolowac W PEŁNI JEJ życie. Czy za pracę w firmie rodzinnej dostawałas idoli normalne wynagrodzenie? Czy miałaś jakąś swobodę działania, czy wszystko odbywało się pod dyktando toksycznego tatusia? Dlaczego idoli spodziewałaś się pomocy od ojca, przecież ten bufon uważa, że został przez Ciebie BARDZO zraniony, bo śmiałaś postąpic po swojemu, kierując się swoją dorosłą logiką a on myślał, że dalej będzie pociągał Cię za sznurki...no niestety zniewaga z Twojej strony była zbyt wielka, aby Ci wybaczył, tacy ludzie rzadko kiedy wybaczają takie rzeczy, raczej zakończą kontakt z córką, niż się ugną i cokolwiek wybaczą czy zwyczajnie po ludzku odpuszczą, zapomną. Z Twojego ojca to maluczki, zakompleksiony i zaburzony marny człowieczek, bo prawdziwym człowiekiem szkoda go nazywac. Z moją naturą fightera pewnie bym temu tatusiowi pokazała gdzie raki zimują, żeby miał jeszcze więcej "wrażeń" w życiu z mojej strony...
      • pade Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 15.12.13, 20:41
        Igge, tak czy siak, wypadałoby, żebyś zapytała, czy możesz się poczęstować:)
        A już branie dokładki, po tym, jak zwrócono Ci uwagę, jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe.
        Moim zdaniem zlekceważyłaś teściową.
        • igge Re: pade :) 15.12.13, 21:16
          Broń Boże nie lekceważę teściowej, no co Ty, lubię ją bardzo i szanuję i jestem za wiele rzeczy wdzięczna. Ogólnie dostępna zupa na kuchni to nie majtki w szufladzie, których bym sobie bez pozwolenia nie pożyczyła :)
          Przyjechaliśmy na pieczenie pierniczków i wszyscy oprócz mnie byli po obiedzie.
          Ja się tam u niej nawet wykąpałam i zrobiłam pranie w międzyczasie. Generalnie moja teściowa to jak druga matka dla mnie i pełen luz w stosunkach jak z mężem.
          Ona chciała być lekko uszczypliwa ale wzięłam sobie tę dokładkę nie demonstracyjnie po jej słowach tylko jak wyszła z kuchni. Nie chcę z premedytacją działać jej na nerwy i ona nie traktuje mnie jak nie wiadomo co, jak specjalnego gościa. Np. kąpałam się jak ona dzieciom zrobiła kolację i jak wyszłam z wanny ona bez ceregieli powiedziała, żebym proszę zrobiła sobie kolację bo oni już zjedli. Moja teściowa pragnęłaby mieszkać z nami, chciała dobudować piętro ale my z mężem się nie zgodziliśmy. Myślę, że dotąd trudno jej z tym się pogodzić. To dla mnie niemniej bardzo bliska osoba, jedna z najbliższych ale jak wiadomo miłość wzrasta wraz z kwadratem odległości czy jakoś tak, jak zawsze mawia moja przyjaciółka
          • danaide Re: pade :) 24.03.16, 02:09
            Dla mnie historia z zupą zakrawa na zachowania delikatnie lękowe. Sama tak miewam;) Może były momenty, gdy zupy/na zupę autentycznie lub wyobrażeniowo/perspektywicznie brakowało i tak jej zostało.
    • altz Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 15.12.13, 17:39
      Czasami trzeba się odciąć, niektórzy rodzice są niereformowalni, nie warto czekać na cud, bo cudu nie będzie. W takich trudnych rodzinnych sytuacjach pomaga tylko ostre cięcie.
      Czym jest gorzej, tym takie odcięcie jest prostsze. Trzeba coś zrobić, cokolwiek, żeby ojciec zobaczył, że sama o sobie decydujesz i przystopował. Nie liczyłbym na cud, że zacznie cię inaczej traktować, od pewnego momentu ludzie już tylko rosną. Nawet jeśli za coś przeprosi, to miną z dwa miesiące i zacznie się od początku.

      Zawsze możesz zapraszać mamę do siebie, pewno kilka razy odmówi za namową ojca, ale raczej z czasem będzie przyjeżdżać.
    • sari5 Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 16.12.13, 14:41
      teoretycznie to wlasnie nalezy sie odciac, skupic na swoim zyciu itp. tylko w praktyce jak przestac ciagle o nich myslec? tym bardziej jak zlosc, poczucie krzywdy, uraza nas trzymaja. wlasnie na tym polega problem, ze najgorzej te teorie wprowadzic w zycie:(
    • idoli Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 16.12.13, 15:19
      Dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Zuzi, dostawałam pensję, oczywiście, nie była to co prawda pensja "córki właściciela" ale przyzwoite pieniądze. Możecie sobie zatem wyobrazić, jak fatalna musiała panować tam atmosfera, skoro zrezygnowałam z pewnej i stabilnej pracy "w gronie rodzinnym" na rzecz własnej działalności (stresującej i z niepewnym przychodem). Mój ojciec zawsze miał cechy pana i władcy, sukces zawodowy tylko utwierdził go w przekonaniu jak nieomylnym jest człowiekiem. Wiem, że jego wściekłość wynika z przeciwstawienia się. Okazałam nieposłuszeństwo, czego się kompletnie nie spodziewał i wściekły jest do dziś. Słusznie napisała Aqua - pewnie z powodu utraty kontroli i bezsilności. Dziwię się tylko, że jest dorosłym facetem, a nie potrafi się opanować, drze się, nie panuje nad słowami, swoim zachowaniem tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłam. A może mu się wydaje, że jak na mnie naskoczy, to ja się popłaczę i pokajam? Nie wiem, ale nie interesuje mnie to.
      W sumie to cieszę się, że zwróciłam się do niego z tą prośbą. Teraz wiem, co naprawdę myśli o mnie i o moim mężu.
      Postaram się przemyśleć i spróbuję zastosować to co napisała Igge.
      • zuzi.1 Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 16.12.13, 17:33
        idoli napisała:"Mojego męża nazwał „obcym” i zarzucił mu okropną rzecz, na którą nie ma dowodów. Jak sam powiedział – krążyły takie plotki."

        To co ojciec powiedział o Twoim mężu ma na celu zdyskredytowanie go w Twoich oczach, jako argumentacja pod to oczywiscie wyssane z palca plotki, a ten "obcy" to dlatego bo zabrał tatusiowi córkę i uniemożliwił kontrolowanie Ciebie, plus wyrodna córka śmiała się wyniesc z jego firmy, olac pana i władcę,robiąc mu tym samym na złosc. Gdyby to były dawne historyczne czasy idoli, to tatus by wystąpił dla Ciebie o 100 batów jak nic..., żeby Ci pokazac kto Twoim życiem rządzi.... A tak może się tylko wsciekac, krzyczec, wymyślac Ci i Twojemu mężowi i poza tym KOMPLETNIE NIC NIE MOŻE ANI TOBIE ANI JEMU ZROBIC ;))) Piękne, tatusia rozsadzą emocje już wkrótce i jego własne frustracje.... Co za zaburzony palant ;(
        Idoli, jak myślisz, tak pół żartem, pół serio, co zrobiłby Twój tata, gdybyś po takim jego zachowaniu powiedziała mu prosto w nos: "żeby się walił..." ;-))
    • igge Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 23.03.16, 14:00
      Witaj idoli,
      Jeśli jeszcze zaglądasz na forum to może napisz czy udało Ci się ,hmm, "olać" brzydko mówiąc toksyczną gadaninę rodzinki. I zachować dla nich życzliwość. Spokój wewnętrzny, stoicką pogodę ducha i emocjonalne wyciszenie. I robić swoje. Pozdr
      • zuzi.1 Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 23.03.16, 19:44
        O, tez jestem ciekawa co u idoli słychać, moze sie odezwie. Igge a co słychać u Ciebie, dawno sie nie odzywałaś? Serdecznie Cie przy okazji pozdrawiam :-)
      • danaide Re: O rodzicach i trudnych relacjach, proszę o ra 24.03.16, 02:12
        No ładnie, igge wykopała koleżankę;D Dobrze że chociaż się nie rozpisałam idoli tylko skrobnęłam do igge. BTW, miło znów Cię... czytać.
Pełna wersja