idoli
14.12.13, 14:15
W wielkim skrócie: po ostatnich wydarzeniach jakie miały miejsce w mojej rodzinie doszłam do wniosku, że nie mam już ani nadziei ani ochoty na naprawę naszych relacji (moich i rodziców, głównie ojca). Przy okazji trzech rozmów, które przerodziły się w kłótnie, usłyszałam takie rzeczy, że ciężko jest mi się pozbierać i od tygodnia chodzę załamana. Moje pytanie do was: jak to, przepraszam za słowo, olać? Chciałabym móc o tym nie myśleć, zlekceważyć to, zobojętnieć na to co mówią i robią, a nie potrafię. Jak to w sobie wyćwiczyć?
Moje stosunki z rodzicami zawsze były kiepskie i trudne, nie mam już złudzeń że coś się może zmienić. Chciałabym po prostu przestać się przejmować, wpuścić jednym uchem i wypuścić drugim. Jak to wypracować?
Drugi mój problem polega na tym, że prawdopodobnie ze względu na zmianę pracy mojego męża, będziemy musieli zmienić miejsce zamieszkania. W tej chwili mieszkam 70 km od rodziców, możliwe że przeniesiemy się dalej. Dla mojej mamy to jest tragedia. Ona po prostu rozpacza, nie rozumie tej decyzji, zachowuje się tak, jakby świat się kończył.
Zdaję sobie sprawę z tego, że to szantaż emocjonalny, że to wynika z jej nieumiejętności pogodzenia się z tym, że dzieci odchodzą i mają prawo do własnego życia, ale mimo to jest mi strasznie przykro. Jest mi przykro właśnie ze względu na nią, bo w całej skomplikowanej sytuacji rodzinnej była jedyną osobą, która jakoś się starała, żeby było dobrze. Jest jedyną osobą w rodzinie z którą czuję jakąś więź. Ja wiem że to wszystko nie jest normalne. Jak to przezwyciężyć? Jak o tym nie myśleć i robić swoje?