Dodaj do ulubionych

Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci

20.12.13, 21:43
(Wątek będzie długi.)
To jest właśnie mój główny problem. Mąż zdaje się być człowiekiem, który nie akceptuje własnych dzieci. Mamy dwóch synów (6 i 8 lat) i córkę (10 lat). Córka z mężem dogaduje się najlepiej. Mąż pomagał mi przy niej po porodzie, rozpieszczał, wszystko był gotów zrobić dla niej. Po urodzeniu starszego syna dużo się zmieniło. Po urodzeniu najmłodszego jest chyba jeszcze gorzej. Mąż za bardzo nie pomagał mi ani przy jednym, ani przy drugim. Nie lubił z nimi zostawać, nie bawił się z nimi, unikał pomagania przy nich. Traktował ich chłodno, trzymał dystans. Uważa, że chłopców powinno się krótko trzymać. Córce nie dawał klapsów, synów chciał bić. Bić w dosłownym tego słowa znaczeniu, i nie chodzi o same klapsy. Nie zgadzałam się na to, jestem przeciwna takiemu wychowaniu. Mąż nie bił ich, głównie dlatego że ja nie pozwalałam, ale zawsze powtarzał, że jeszcze będę tego żałować. I tak wymierzał im dotkliwsze kary. Wystarczyło najmniejsze przewinienie, a od razu zabraniał im wychodzić na dwór, nie pozwalał oglądać telewizji, zabierał im komputer, a nawet ulubione książki do czytania, nie mogli do nich przychodzić żadni koledzy. było to o tyle dotkliwsze, że dawane za najmniejszy wybryk, a trwało bardzo długo.
Mąż ma też w zwyczaju dogadywać synom, Potrafi powiedzieć do obu: ,,zobacz, jaki jesteś beznadziejny. Nic nie umiesz, robisz coś po raz setny, a i tak ci nie wychodzi. Wasza siostra mi się udała, z niej mogę być dumny, z was nie jestem i nie będę’’. Jak to usłyszałam po raz pierwszy, to mnie zatkało. Nic nie powiedziałam, bo mi słów brakło. Potem kłóciłam się z nim o to wielokrotnie (mąż to często powtarza, niestety), ale do męża to nie dociera, powtarza tylko, że dobrze robi, bo przynajmniej nie wychowuje synów na ludzkie cioty, i uczy ich pracy nad sobą, jak chcą być kiedykolwiek chwaleni. Chociaż sam nie pochwalił ich nigdy. Córce kupuje, co tylko chce, synom nic. Nie zabiera ich nigdzie, bo jak twierdzi, nie ma sensu tego robić.
Jak synowi byli całkiem mali, za karę potrafił zamknąć ich w ciemnej łazience, i nie pozwalał przez jakiś czas wychodzić.
Krzyczy na nich, bo za głośno rozmawiają, za głośno oglądają filmy, bo źle posprzątali, bo niedokładnie pościelili łóżko, i zawsze znajdzie coś, aby tylko się do nich przyczepić. Cokolwiek, byleby tylko móc im dogadać, pokrzyczeć na nich.
Chłopcy boją się ojca. Jak wraca z pracy, pd razu uciekają do swoich pokoi. Boją się z nim rozmawiać, jak maja jakis problem, przychodzą z tym do mnie, i proszą żeby nic nie mówić tacie.
Z siostrą, na szczęście, mają dobry kontakt.
I tak to wygląda od kilku lat. Od niemowlęctwa nie tolerował (?) synów, teraz tylko może to bardziej okazać. Żal mi synów. Bronię ich przed mężem, ale on i tak robi swoje. Nie rozumie, że takie chłodne traktowanie chłopców jest złe. On ma swoje zasady, swoje wie, ja się nie znam.
Ja znowu boje się, że może się to jakoś odbić na synach w przyszłości.
Mam rację? Czy za bardzo przesadzam, pobłażam synom, a to mąż chce dobrze? W jaki sposób rozmawiać z ojcem, który własnych synów traktuje chłodno i z góry, odkąd tylko się urodzili?
Zależy mi na radach ludzi z boku, nawet jeżeli to tylko rady na forum internetowym.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 20.12.13, 21:59
      Matka, która toruje ojca, który znęca sie nad dziećmi - to jest dla mnie niepojęte zjawisko. Przykro mi powiedzieć, ale jesteś współwinna. Widzisz, ze Twoje dzieci boją się ojca, boją się byc w domu - faktycznie nie mają domu - i mimo to nadal jesteś z facetem? Masz trzecie dziecko z facetem, który już drugiego nie tolerował?
      Z ojcem nie należy już rozmawiać, tylko wystawić mu walizki za drzwi, albo samej uciekać z dziećmi.
      • michalikowa789 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 20.12.13, 22:05
        Liczyłam, że po urodzeniu drugiego syna coś się zmieni, że może mąż wreszcie przejrzy na oczy, i zauważy, że nie tylko córka jest najważniejszym, ukochanym dzieckiem.
        Niestety, przeliczyłam się..
        Moja mama powtarza to samo. Mówi mi na każdym kroku, że mąż niszczy psychikę synów, i żebym jak najszybciej od niego odeszła.
        Wiem, że mąż był wychowywany w podobny sposób, i do teraz nie utrzymuje ze swoim ojcem kontaktów. Szkoda tylko, że jego metody wychowawcze stosuje w najlepsze.
    • paris-texas-warsaw Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 20.12.13, 22:04
      Wg mnie tak jak ostatnio w wątku o chłopaku - nastolatku, ojciec nie przestrzega praw dzieci i w kraju, gdzie prawa są respektowane byłyby dzieci zabrane (zabieranie rzeczy, nie pozwalanie na kontakty z rówieśnikami, na wyjscia na dwór - to juz chyba nawet zalecenie medyczne dla każdego dziecka).
      Wg mnie postrasz męża, że na niego gdzies doniesiesz (MOPS, policja - Niebieska Karta, rzecznik praw dzieci, cokolwiek), ale przede wszystkim zapisz na jakiś kurs o wychowaniu dzieci (przynajmniej w Warszawie masa tego), albo razem wybierzcie się do jakiegos psychologa/pedagoga. Bo to chyba jakos u podstaw trzeba działać.
      Ja bym takiemu ojcu natychmiast siłą wyrwała te rzeczy należące do dzieci i jeszcze w pokoju obok przywaliła po łbie, ale ja przemocowiec jestem:)
      Ps. A Ciebie jak chłopina traktuje????????????????????????
    • sebalda Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 20.12.13, 22:09
      Nie mam teraz czasu pisać, ale powiem krótko: masz poważny problem z mężem i nie ulega najmniejszej wątpliwości, że on krzywdzi dotkliwie synów. Ma potwornie wypaczony obraz wychowywania chłopców i jeśli tego nie zmieni, skutki będą opłakane.
      Do niego nie trafią Twoje argumenty, czy sądzisz, że mogłabyś mu podsunąć jakieś lektury na ten temat albo jeszcze lepiej nakłonić go do rozmowy z jakimś fachowcem? Czy mówiłaś o tym komuś z rodziny lub bliskich znajomych? Czy mogłabyś znaleźć kogoś, na czyim zdaniu mąż polega, żeby z nim porozmawiał?
      Brak mi słów, żeby wyrazić, jak mnie oburza takie zachowanie.
      • michalikowa789 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 20.12.13, 22:15
        Paris, mnie mąż traktuje normalnie. Zawsze kłóci się ze mną jeżeli chodzi o chłopców, ich wychowywanie, traktowanie, ale tak poza tym odnosi się do mnie dobrze.
        Córkę mąż kocha nad życie, zawsze to jej powtarza. To jego oczko w głowie, i tak było od początku
        Nie wiem i nie potrafię zrozumieć, czemu aż tak niechętnie odnosi się do synów. Czemu ich traktuje tak, jak traktuje, i dlaczego nie uznaje żadnego innego sposobu wychowywania chłopców.
        Prawdopodobnie wynika to właśnie z tego, że w taki sposób traktował go jego ojciec. Identycznie, jak teraz to on robi. Mąż ze swoim ojcem nie utrzymuje kontaktów, jak już to sporadycznie i bardzo chłodno, bo mu nie może wybaczyć tego, co mu zrobił
        Dlatego tym gorzej mi pojąć, dlaczego w podobny sposób swoich własnych synów traktuje, skoro sam po sobie wie, jaki to może mieć efekt. Jednak nie potrafię mu tego przetłumaczyć, a on sam zachowuje się tak, jakby to nie docierało do niego.
        • zuzi.1 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 20.12.13, 22:46
          "Nie wiem i nie potrafię zrozumieć, czemu aż tak niechętnie odnosi się do synów. Czemu ich traktuje tak, jak traktuje, i dlaczego nie uznaje żadnego innego sposobu wychowywania chłopców.Prawdopodobnie wynika to właśnie z tego, że w taki sposób traktował go jego ojciec. Identycznie, jak teraz to on robi. Mąż ze swoim ojcem nie utrzymuje kontaktów, jak już to sporadycznie i bardzo chłodno, bo mu nie może wybaczyć tego, co mu zrobił
          Dlatego tym gorzej mi pojąć, dlaczego w podobny sposób swoich własnych synów traktuje, skoro sam po sobie wie, jaki to może mieć efekt. Jednak nie potrafię mu tego przetłumaczyć, a on sam zachowuje się tak, jakby to nie docierało do niego."

          Twój mąż jest chory z nienawisci do ojca, jego ojciec zniszczył go emocjonalnie i ten rodzinny schemat odtwarza teraz świadomie na synach (przemoc niesie się z pokolenia na pokolenie, czasem zupełnie nieświadomie, a czasem z pełną premedytacją). Niszczenie innych w wyniku doznanej przemocy to jedna z cech ludzi z przemocowych rodzin. Ciekawe jest to, że potrafi to robic wybiórczo, jedynie na osobnikach męskich, tak jakby poprzez nich własnie mscił się na ojcu, oszczędzając kobiety. Straszne to jest. Nie pozwalaj dalej na to !!!
        • noname2002 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 07:11
          Dlatego tym gorzej mi pojąć, dlaczego w podobny sposób swoich własnych synów tr
          > aktuje, skoro sam po sobie wie, jaki to może mieć efekt. Jednak nie potrafię mu
          > tego przetłumaczyć, a on sam zachowuje się tak, jakby to nie docierało do nieg
          > o.

          A czy Twój mąż chciał kolejnych dzieci? Znam rodzinę w której ojciec odrzucał jedno z rodzeństwa, bo było nieplanowane.
      • michalikowa789 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 20.12.13, 22:23
        Sebalda, wątpię, że do niego ktoś przemówi. On ma takie podejście, jedno spojrzenie na wychowywanie chłopców, i raczej ciężko będzie to zmienić. I o ile wcześniej się łudziłam, ze może w końcu złagodnieje, o tyle teraz coraz bardziej w to wątpię.
        I coraz częściej zastanawiam się, czy nie kopnąć męża w tyłek, aby się wreszcie opamiętał.
        Bo zwyczajnie szkoda mi chłopców, a i nie wygląda za dobrze, jak córke mąż rozpieszcza, ile wlezie, a synów traktuje jak intruzów. To jest bardzo ciężka sytuacja.
        • zuzi.1 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 20.12.13, 22:36
          Przepraszam ale tu się nie ma co zastanawiac, tylko stawiac ultimatum albo terapia u specjalisty od przemocy albo kopa, bo zniszczy Ci dzieciaki... Jakie to musi byc straszne dla chłopcow, gdy ojciec tak faworyzuje ich siostrę a ich gnębi. Jak Ty jako matka możesz w ogóle na coś takiego patrzec? Tu nie ma żadnych wątpliwosci, że facet stosuje wobec własnych dzieci przemoc i jego zachowanie nie ma kompletnie nic wspolnego z wychowywaniem dzieci. Takiego kogoś w trybie przyspieszonym należy ODSEPAROWAC od dzieci. W moim przypadku b. mocno zawoalowana przemoc dotykała tylko mnie, dzieci nie, gdyby dotyczyło to również dzieci, nie dałabym szansy męzowi na cdn. DEFINITYWNIE. Otrząśnij się kobieto i działaj !!!
        • sorvina Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 20.12.13, 22:43
          IMHO mąż zupełnie nie przerobił swojego przemocowego dzieciństwa. Niestety takie osoby, choćby same odcięły się od rodziców, mają tendencję do powtarzania ich zachowań - bo innych nie znają, bo odtwarzają swoją krzywdę stojąc po bezpieczniejszej stronie itp. itd. Mężowi łatwiej kochać córkę, bo jest dziewczyną, w synach widzi siebie i odzywa się jego własna trauma.
          Można spróbować pokazać mu niekonsekwencję - z ojcem zerwał kontakt bo jego zachowanie było krzywdzące a synów traktuje tak samo i uważa, że to dobre wychowanie.
          Trzeba kategorycznie ukrócić wszelkie gatki, że synowie zasłużyli, że tak trzeba, że to dla ich dobra itp. - jasno powtarzać, że to przemoc, na którą nie ma zgody, że to krzywdzenie ich i że mąż ma ewidentny problem sam ze sobą i ma coś z tym zrobić a nie dorabiać sobie teorię do wyżywania się na synach.
          Najlepiej podeprzeć się fachowymi informacjami na temat przemocy i wychowania by to nie było tylko twoje zdanie. Choć mąż może i tak chcieć to tak odebrać.

          Przy niechęci do przyznania się do błędów, pójścia na kurs dla rodziców, terapię czy choć przeczytania polecanych nie raz na forum książek na temat wychowania i stosowania się do nich, nie widzę tego dobrze. Żal mi chłopców, mają zerowe poczucie bezpieczeństwa i wartości. Trzeba ich chronić za wszelką cenę. Oni sobie nie zapracowali na takie traktowanie i nie mają na nie wpływu. Mężowi można współczuć dzieciństwa, ale ma wszelkie możliwości by się z nim uporać, gdyby chciał. A wyżywać się na synach nie ma prawa.
          • paris-texas-warsaw Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 20.12.13, 23:46
            Jak wczesniej pisałam, to tak na szybko:)
            Oczywiście, jeśli ojciec tępi własne dzieci, to bez dogłębnego przerobienia problemu nie da sie pewnie za dużo zdziałać.
            To co mi przychodzi na myśl, by jakieś działania (oprócz rozowdu/izolacji dzieci/przemocowych rozwiązan wobec ojca) głębsze mogły zaistnieć, to:
            1. zacząć od rozmowy z mężem. Bez dzieci, bez świadków, może poza domem, w dobrej atmosferze.
            2. Przygotować się do takiej rozmowy. Nie występować z pozycji obrońcy dzieci lub wroga ojca, ale osoby, która chce zrozumieć męża i wspólnie z nim zrobić wszystko by w domu było dobrze. To chyba najtrudniejsze, bo pewnie trzeba by przełamać dotychczasowe "pozycje" w takich rozmowach, umieć stanąć poza swoimi emocjami, dać mężowi prawo sie wypowiedzieć.
            3. Przygotować się do tematu, ale nie bombardować męża informacjami o przyczynach jego zachowań, ani skutkach dla dzieci jego zachowań. Może tylko zatrzymać się na jego dziecinstwie? Nie wiem, jak to do konca zrobić, bo to bym widziała jak taka rozmowę z terapeutą (bo zakładam, że mąż nie z tych, co się rwą by do prawdziwego terapeuty się rwać...). Może przygotować sobie jakis krótki tekst adekwatny do traktowania męża w jego dziecinstwie - nie za długi z przykladami? Jakiś ekstrakt z Alice Miller? Nie wiem, jakie klimaty sa miedzy Wami, czy mąż wyslucha jakiegos tekstu jak mu go przeczytasz, itp.
            4. Tak realnie rzecz biorac, to by on się zmienił, trzeba by zapewnić mu do tego warunki - możliwość zdania sobie sprawy z przyczyn jego zachowań, potem chęci zmiany tych zachowan, potem miejsca/czasu odreagowania tego dziecinstwa, potem nauczenia nowych wzorów.
            Czyli jakos doprowadzić do jego terapii - do zdania sobie przez niego sprawy, że to mu sie by przydało. Jemu, synom, tez córce - bo ona mimo, że ukochana, to tez wzrasta w złej atmosferze.
            Ale nie wiem, czy dałabys radę tak "stanąć obok"... No i na codzienne zachowania też jednak trzeba jakoś reagować, bo życie trwa tu i teraz...
            • sorvina Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 10:31
              I jeszcze głaskać po główce biedactwo, bo przecież przyznanie się do stosowania przemocy jest tak wielkim wymaganiem, że potrzebuje on pełnego wsparcia od żony i bardzo delikatnego definiowania problemu, by się zdążył z nim oswoić. I duużo czasu na przemyślenia, przecież nie można oczekiwać, że zrozumie od razu. Żadnego tam - krzywdzisz dzieci, natychmiast przestań inaczej powiadomię odpowiednie służby i natychmiast wystąpię z wnioskiem o rozwód, bo się jeszcze misiu spłoszy. Co tam chłopcy, których dręczy na co dzień...

              Przepraszam za cyznim, nie mogłam się powstrzymać. Na takie podchody to był może czas po pierwszych wyskokach. Pan miał 10 LAT!!! na przyjęcie do wiadomości, że z jego zachowaniem coś jest nie tak. Żona nie jest jego terapeutką, nie może być też tylko wspierającą żoną, ma przede wszystkim obowiązki jako matka bo za dzieci jest odpowiedzialna, nie za faceta, który woli znęcać się nad synami niż przyznać, że ma problem z przemocą. Zwracanie mu uwagi nie poskutkowało. Teraz przede wszystkim trzeba postawić go pod ścianą by tu i teraz uciąć możliwość krzywdzenia dzieci. Owszem warto to zrobić otwarcie nazywając przemoc przemocą, podsuwając pod nos odpowiednie paragrafy czy literaturę fachową, ale nie czekając aż misiu zrozumie i się wzruszy. Poznanie przepisów i literatury IMHO najbardziej pomoże autorce, bo widać zakładając ten wątek zupełnie nie zdawała sobie sprawy ani z sytuacji prawnej, ani psychologicznego wpływu przemocy na dzieci - zupełny brak pewności co jest normalne. Wzbogacona o wiedzę będzie mogła pewniej stawiać granice.

              Przemoc ma się skończyć TERAZ. Tak jak pisze Verdana - terapia może trwać latami i nie wiadomo czy jaśniepan w ogóle na nią pójdzie. Na pewno nie pójdzie bez silnej motywacji zewnętrznej np. w formie jasnego ultimatum. Jak widać żadne zwykłe rozmowy nie działają, bo może je zignorować i odtwarzać swoją "oficjalną wersję".
      • verdana Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 09:27
        Tak, mąż ma poczytać, prze3myśleć, iść na terapię - a tymczasem synowie nadal będą gnębieni. Ta sytuacja trwa juz 10 lat. Nie ma na co czekać, nie ma co zastanawiać się nad przyczynami, mąż musi dostać ultimatum - natychmiastowa zmiana zachowania, albo odchodzi z domu. Tu nie ma czasu na "terapie", lektury itd - ten czas był wiele lat temu, gdy wszystko się zaczęło.
        Teraz trzeba chronić synów, zanim zrozumieją, ze nie tylko ojciec, ale i matka są winni sytuacji w domu, zanim zrozumieją, zę nikt nie stanie w ich obronie. A i tak jest juz za późno - zmarnowanego wczesnego dzieciństwa nie da się juz "odrobić".
        • paris-texas-warsaw Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 10:29
          Wątpię, czy tak natychmiast rozdzieli sobie życie Autorka wątku od życia męża. Napisać łatwo, ale czy już przy stołach wigilijnych usiądą osobno? Stąd ja osobiście bardziej radzę iść w strone terapii, może wówczas i Autorka wątku jakos zajmie się sobą i coś sie wyklaruje. Trudna sytuacja, tym bardziej, że facet jak rozumiem dobry dla samej Autorki i córki (w to "dobry" też troche wątpię...). Ciekawe co specjaliści radzą przy takim wybiórczym gnębieniu dzieci....
          • verdana Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 10:34
            Tyle, ze jakoś zapominasz o dzieciach, które mają czekać, aż coś się wyklaruje. To taki wiek, ze czasem pół roku czekania to o pół roku za dużo.
            Dorośli mogą poświecić rok czy dwa na wyprostowanie relacji. Dziecko nie.
            A córka, ta jedna dobrze traktowana, może paradoksalnie ponieść największe szkody psychiczne.
            • paris-texas-warsaw Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 10:48
              Nie zapominam, zgadzam się jak najbardziej. Nie wierzę jednak, że matka, która przez 10 lat na to pozwalala, zdecydowala sie w międzyczasie na trzecie dziecko, sie wyprowadzi/wyprowadzi męża. Nie wydaje mi sie to zupełnie realne.
              Też myślę, że ultimatum nic nie da.
              Bo:
              1. podejrzewam, że w rozumieniu męża on nie krzywdzi dzieci - wychowuje, one sobie zasłużyły, etc.
              2. z uwagi na pnkt. 1 - ultimatum Autorka musiałaby wcielić w życie, czyli się wyprowadzić. A zgonie z moim rozumowaniem z pierwszego akapitu nie wydaje mi sie to realne.
              Stąd ja bym zaczęła od dązenia do terapii/rozmowy z psychologiem, etc.
              CBDU;)
              • sorvina Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 10:54
                Tylko, że skoro jest wszystko ok wg męża to tym bardziej nie pójdzie na terapię. Co najwyżej autorka może zrobić to sama na indywidualną by się wzmocnić, lub z dziećmi na rodzinną - może uda się z raz zgarnąć męża pod pretekstem "mamy problemy z synami zobaczmy co psycholog doradzi".
                • paris-texas-warsaw Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 11:02
                  o, to już wydaje się bardziej realne.
                  Ale może sama Michalikowa się wypowie... Może jej nie doceniamy, może cos się w niej przełamało.
                  Wydaje mi się, że taki ojciec nie lubi dzieci w inny sposób niz nie lubi się np. złośliwego sąsiada (nie lubi ich od urodzenia...) i może to wg mojej taniej psychologii oznaczać właśnie, że np. nie lubi siebie, nie chce się z czymś konfrontować, etc. I terapia by może to zmieniła... ???
                    • paris-texas-warsaw Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 11:27
                      Może być i tak, zgadzam się. Chciałabym tylko wiedzieć, co jest najbardziej realne i skuteczne do zrobienia w takiej sytuacji. Jak tez np. córce wytłumaczyć powód rozstania. Bo nie tradycyjnie "rodzice się przestali kochać, ale Was kochaja nadal".... To wg mnie trudna sprawa z punktu widzenia emocjonalnego do "załatwienia" przez matkę. Stąd moje dywagacje... Mam nadzieję, że Michalikowa oderwie się w najbliższym czasie od pierogów i zakwasu na barszcz i troszkę wypowie:)
                • zuzi.1 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 11:45
                  No właśnie, to jest problem takich ludzi z doświadczeniami przemocowymi z dzieciństwa, że nie mają często żadnej świadomosci, ze to co odtwarzają w swoim małżeństwie jako mąż/żona, ojciec/matka to konsekwencja tej traumy którą zafundowali im rodzice. Myślą sobie, ok, przeżyłem/-am fatalne, dzieciństwo, jakos się pozbierałem emocj,. ograniczyłem kontakt z rodzicami, kontroluję to, lub zerwałem z nimi kontakty i wszystko jest git. A to, że kontroluję wszystko i wszystkich dookoła, że mam napady niekontrolowanej złosci i agresji, że jestem emocj. tyranem, ustawiam wszystko i wszystkich tak jak mi tylko pasuje, że wieje ode mnie chłodem do dzieci, że jestem mało emocjonalny, to normalne, taki mam charakter, i jestem przekonany, że własnie taki sposób "wychowywania" dzieci wyjdzie im na dobre i przygotuje je do realnego życia...Jeżeli takiej osobie nie pokaże się np. w literaturze lub na wizycie u specjalisty, że ma realny problem z przemocą i dlaczego go ma, to ona może o tym po prostu nie wiedziec. Więc zaczęłabym najpierw od tego. A gdyby mąz zbagatelizował te informacje, to wówczas pozew o rozwód. Pamiętaj tylko o tym, że takie sprawy łatwiej przyjmuje się od autorytetu, od fachowca, nie od własnej żony. To co mowi żona, podlega bagatelizowaniu i wyśmiewaniu. Więc pokaż mu konkretne informacje w książkach a potem zmus go do wizyty u specjalisty, pod groźbą rozwodu.
                  • basiastel Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 21:48
                    Wiesz Zuzi, takcy faceci najczęściej informacji w książkach nie traktują poważnie, w ogóle nie chcą ich poznać.
                    Kiedy ja powiedziałam mojemu bratu, że wychowując dziecko korzystałam z wiedzy najwybitniejszych psychologów, jedynie się skrzywił i stwierdził, że nie można być takim bezkrytycznym wobec tego co piszą i wyraził pretensje, że nie liczę się z jego krytyką, że źle jego krytykę przyjmuję. Tacy ludzie nie liczą się ze zdaniem innych, nawet najwybitniejszych specjalistów. Szkoda czasu na ich przekonywanie, bo wiedzą lepiej. Rzeczywiście źle jego krytykę przyjmowałam, powinnam mu od razu skopać tyłek tak, by na nim nie usiadł przez miesiąc, to by się nauczył szacunku, a ja wiele bym sobie oszczędziła.
                      • basiastel Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 22.12.13, 19:39
                        Trwało to 12 lat, zaczęło się od urodzenia przeze mnie córki. Brat 3 lata wcześniej odszedł od swojej rodziny. Stwierdził, że jego odejście dobrze zrobi jego własnej córce, bo jest egoistyczna. Związał się z inną kobietą i przeprowadzil się do innego miasta. Mimo, że kobieta była bardzo sensowna, zaczął jej zatruwać życie z powodu jej syna - strasznie go nie lubił. Chłopak szybko wyniósłł się z domu i zamieszkał na strychu.
                        Zaczął też utrzymywać kontakty ze mną i zatruwać mi życie na każdym kroku. Próbował rozstawiać po katach mnie, moją córkę i nawet naszego psa. Zauważyłam, że reaguje ogromną agresją na zachowania dziecka. Córcia miała 1,5 roku, gdy złamała mu w ogródku kilka tulipanów ( nawiasem mówiąc było to jedyne ku-ku, jakie mu kiedykolwiek zrobiła ). Strasznie się pieklił, że mu to zrobiła specjalnie, by zniszczyć. Nie rozumie, że taka samą żądzą niszczenia pałają tak małe dzieci, gdy wypadają z okien, czy wypijają żrący napój. Ja nie twierdzę, że należało to zostawić, ale powinien wziąć za łapkę i wytłumaczyć na poziomie tak małego dziecka, np. ze kwiatki to boli, uwrażliwiać, nie wrzeszczeć, bo wrzaskiem nie zbuduje się kręgosłupa moralnego u dziecka. Potrafił urządzić mi dziką awanturę, że nasz pies pobiegł w kierunku kota, choć zawołany wrócił i nic sie nie stało. Kiedyś zostawiłam go na 1 godz. z córką, a gdy wróciłam, siedziała skulona i przerażona za szafką na buty w przedpokoju, a brat stał nad nią czerwony ze złości i wrzeszczał. Poszło o loda. Córcia była mała i żeby ją zachęcić, by z nim została obiecałam, że wujek pójdzie z nią na lody i zostawiłam na nie pieniądze. Jego też poprosiłam, by z nią poszedł. No, ale bratu nie mieści się w głowie, że dziecko mogłoby sobie zjeść loda i postanowił jej wybić pomysł jedzenia lodów raz na całe życie. Córcia jako dziecko była bardzo uległa, więc mógł jej bez problemu odmówić, no ale postanowił "wychować". Wszystko się mu nie podobało i ze wszystkiego mnie rozliczał.
                        Niestety, po kilku latach jego 2 żona umarła i poczuwałam się do zapraszania brata na święta i inne uroczystości, co skrzętnie wykorzystywał, by mi "pomóc " w wychowywaniu córki. Ze swoją ma tylko grzecznościowy kontakt i nigdy razem świąt nie spędzali.
                        Kiedy 3 lata temu odwiedził mnie i zaczął swoje, byłam nim już tak zirytowana, że pierwszy raz się postwaiłam i doszło do wielogodzinnej awantury, która też nie pomogła, bo o 23 w nocy wszedł do naszego pokoju ( spał w pokoju córki ) i znów wszczął kłótnie. Kiedy powiedziałam, że muszę pilnować, by córka ( 12 lat ) się wysypiała, zaczął na mnie wrzeszczeć, że sama ma się pilnować. Powiedziałam, że to 12-letnie dziecko, a ten we wrzask, że nie jest dzieckiem, jest duża. Wspomniałam o tym psychologu i awantura, że jest duża i sama musi wszystko zrozumieć. Przy okazji zaatakował córkę, bo powiedziała, że poprzedniego dnia była na miłym spacerze ze swoim ojcem. Patrzyłam na jego wykrzywioną gniewem gębę i nie mogłam uwierzyć, że można być takim sk....m, by robić awanturę, że dziecko miałoby skorzystać z pomocy psychologa. Grzecznie go pożegnałam, ale przez miesiąc tak mnie telepało ze złości, że czułam, że w końcu muszę coś z tym zrobić, no i pogoniłam. Gdy dzwonił, bardzo stanowczo prosiłam, by się odczepił. Napisał mi list, że przeprasza, że więcej nie będzie, że nie miał prawa oceniać i poprosił o kontakt, ale ja nie jestem na ten kontakt gotowa. Kontakty rodzinne nie mogą niszczyć nikomu zdrowia, nie mogą się opierać na terroryzowaniu innych. Żal mi brata, bo został sam, ale to wszystko kosztowało mnie zbyt dużo i zbyt mnie dotykało. Słyszałam od ludzi wiele dobrego na temat mojego wychowywania dziecka: że to moja zasługa, że córcia jest taka, że uczę jej miłośc, że to moja zasługa, że ma silny kręgosłup moralny. Rzadko który rodzic słyszy też tyle dobrego na temat swojego dziecka, co ja. Ludzie porównują ją do Pocachontas, mówią, że ma coś takiego w oczach, że nie sposób jej nie lubić. Od mamy jej przyjaciółki słyszałm, że uważa moje dziecko za najfajniejszego człowieka, jakiego kiedykolwiek spotkała. Córka bardzo dobrze się uczy, od 9 lat bierze udział w akcjach charytatywnych, pisze poezje o dobru, jakie jest w sercu wszystkich ludzi ( a tak widzą ludzi ludzie dobrzy ), a ten startuje do niej z mordą i obgaduje po rodzinie. Nie interesują go jej wartości, interesuje go co je, pije i czy czasem nie ma za dużo zabawek, kotłuje ja i mnie na każdym kroku.
                        Facet doprowadził mnie do takiego gniewu, że nie ręczę za siebie gdybym go spotkała.
                          • basiastel Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 22.12.13, 21:39
                            Też tak uważam. Czowiek, który terroryzuje innych, ciągle wszystkim mówi co mają robić przy akompaniamencie wrzasków "sama! sama!, "sama musi wszystko zrozumieć" to paranoik, który może każdego wykończyć.
                            Bardzo współczuję jego córce, bo ona nie miała od niego ucieczki. Aktualnie cieszy się, że nie próbuje jej już wychowywać, bo jak twierdzi, źle by się to skończyło. Pamięta doskonale jego gniewy, była też dotkliwie bita i wcale się nie dziwi, że aktualnie tresuje moje dziecko.
                        • tully.makker Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 23.12.13, 10:13
                          > Kiedyś zostawiłam go na 1 godz. z córką, a gdy wróciłam, siedziała skulona i p
                          > rzerażona za szafką na buty w przedpokoju, a brat stał nad nią czerwony ze złoś
                          > ci i wrzeszczał. Poszło o loda. Córcia była mała i żeby ją zachęcić, by z nim z
                          > ostała obiecałam, że wujek pójdzie z nią na lody i zostawiłam na nie pieniądze.
                          > Jego też poprosiłam, by z nią poszedł. No, ale bratu nie mieści się w głowie,
                          > że dziecko mogłoby sobie zjeść loda i postanowił jej wybić pomysł jedzenia lodó
                          > w raz na całe życie. Córcia jako dziecko była bardzo uległa, więc mógł jej bez
                          > problemu odmówić, no ale postanowił "wychować". Wszystko się mu nie podobało i
                          > ze wszystkiego mnie rozliczał.

                          Zastanawiam sie, jaka trzeba byc matka, zeby zostawic z takiem poyeebem swoje malutkie dziecko.
                          • basiastel Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 23.12.13, 11:34
                            Wyobraź sobie, że ja nie zdawałam sobie z tego sprawy. Brat wcześnie wyprowadził się z domu, nie utrzymywaliśmy właściwie kontaktów w dorosłym życiu. Ja dopiero po zerwaniu z nim kontaktów te 3 lata temu dowiedziałam się od jego córki jakie zafundował jej dzieciństwo. Dopiero widząc jak traktuje moje dziecko otworzyłam oczy. Myślisz, że zostawiłabym z nim dziecko gdybym była świadoma, że może się tak zachować?
              • verdana Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 10:54
                To inna sprawa - ja w ogóle sadzę, ze matka, która nic nie zrobiła przez 10 lat, nadal nic nie zrobi, bo jej jest wygodnie tak jak jest i ostatecznie jest skłonna poświecić dzieci.
                Ale w tym wypadku jedynym wyjściem jest wyrzucenie ojca, bo nie wierzę, aby się zmienił. Moim zdaniem mąż w ogóle nie zastanawia sie , czy synów krzywdzi czy nie - on ich po prostu nie lubi. Nawet bardzo surowi ojcowie , którzy uznają, ze wychowuje się przy pomocy wrzasków i pasa, zazwyczaj mają czasem miłe odruchy, leją, ale pomiędzy karami coś wspólnie z synami robią, gdzieś ich zabierają, pokazują, że im zależy. Tu nic takiego nie ma, jest czysta niechęć.
                Nic nie pomoże na to, że facet nie znosi własnych dzieci.
        • pade Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 10:35
          Podpisuję się. Czas na tłumaczenie juz minął. Krzywda została wyrządzona. Teraz trzeba zadbać, by nie była jeszcze większa.
          Do autorki. Wzmocnij się wewnętrznie i postaw ultimatum. Bez ulegania, negocjacji. Albo natychmiast zmienia swoje zachowanie w stosunku do synów, przestaje ich karać, itd, albo ma się wyprowadzić. Jesli on nie będzie chciał, Ty się wyprowadź. Wiem, że to się łatwo pisze, wiem, że do tego potzreba dużej siły. Ale jeśli NAPRAWDĘ kochasz synów zrobisz to.

          "S. Gerstmann(5) przeprowadzając badania nad wpływem wadliwych oddziaływań w rodzinie na powstanie reakcji lękowych u dzieci stwierdza, że surowe oddziaływanie rodziców warunkuje powstanie sytuacji lękowych. Szczególnie jednak mocnym bodźcem napięć lękowych u dzieci jest surowy, gwałtowny, nieopanowany i wybuchowy ojciec. W konsekwencji prowadzi to do poważnych zaburzeń nerwicowych i zaburzeń w zachowaniu się.

          Brutalne zachowanie wobec dziecka rodzi bunt i wyzwala agresję. Napięta atmosfera w rodzinie jest częstym powodem powstawania luk w wiadomościach i narastania u dziecka trudności w nauce6. Ciekawie na temat ojców mówi A. Pluta(7), prezentując ojca surowego, odtrącającego i ukrytego. Wszystkie te typy ojców wywierają niekorzystny wpływ na prawidłowy rozwój dzieci i wywołują zaburzenia w ich zachowaniu się, a szczególnie w zachowaniu się synów.

          Ojcowie surowi odtrącają dziecko, ograniczają jego swobody i nie uznają jego praw. Dziecko nie mogąc porozumieć się z najbliższą osobą szuka kontaktu tam, gdzie będzie zaakceptowane takie, jakie jest, często postępuje wbrew życzeniom surowego ojca, popada w konflikty z nim, a nawet dojść może do całkowitego zerwania więzi emocjonalnej.

          Postawa chłodna i odtrącająca może wywołać u chłopców opory w uznaniu męskich cech za godne do naśladowania, może również przyczynić się do nieadekwatnej samooceny u dorastających dzieci. Z surowością ojców wiąże się tendencja do podporządkowywania sobie dziecka. Wywołują one dużo konfliktów, napięć i stanów frustracyjnych. Często powtarzające się i długo trwające stany frustracyjne prowadzą do buntu, sprzeciwu, oporu i agresji skierowanej przeciwko ojcu lub do apatii, załamania i nadmiernej uległości. Ojciec ukryty, to ojciec który jest w rodzinie, ale nie uczestniczy w jej życiu, nie interesuje się sprawami dziecka, nie bierze udziału w jego wychowywaniu, obowiązki swoje wobec rodziny dzieci traktuje bardzo "powierzchownie". Ojciec taki nie ma kontaktu emocjonalnego z dzieckiem, a stosunek jego do dziecka oparty jest na pozornej "izolacji".
          Niekorzystny wpływ na wychowanie dziecka ma dominująca pozycja ojca w istniejących rodzinach patriarchalnych. Wszyscy się ojca boją, ulegają mu. Ojciec z reguły jest surowy i autokratyczny, blokuje często różne dążenia dziecka. Wywołuje u dziecka złość i agresję. Dziecko boi się ojca, unika represji z jego strony, ale jednocześnie orientuje się, że może wyładowywać się wobec matki (matka najczęściej prezentuje postawę pokorną i lękliwą), bo matka nie naskarży ojcu, nie narazi dziecka na kary ze strony ojca, a także nie narazi siebie na gorzkie i złośliwe wyrzuty. Dziecko przyzwyczaja się więc do agresywności wobec osób słabszych czy wobec osób, ze strony których nie musi obawiać się surowej kary.

          Autokratyczny ojciec często też lekceważy matkę. Bywa wtedy że ojciec taki budzi niechęć dziecka, ale bywa i tak, że naśladuje ojca i też lekceważy matkę, jest nieposłuszne i nie liczy się z jej zdaniem(12).
          • pade Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 10:49
            Konsekwencje nierównego traktowania dzieci przez rodziców ciągną się zwykle przez cale życie dzieci.
            Ojciec w szczególny sposób powinien być gwarantem równego i sprawiedliwego traktowania wszystkich dzieci. Wyróżnianie jednego dziecka jest zawsze krzywdą dla wszystkich: zarówno dla wyróżnionego, którego pochlebcza miłość rodzica zwykle psuje, jak i dla jego rodzeństwa, które czuje się wówczas traktowane niesprawiedliwie czy wręcz okradane z miłości.
            Dzieci cechuje ogromna wrażliwość na równe i sprawiedliwe traktowanie ich przez rodziców. Kiedy zauważą najmniejszą choćby nierówność w sposobie traktowania, rodzi się w nich poczucie krzywdy, które przeżywają bardzo boleśnie.
            • marzeka1 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 11:53
              To ja krótko i wprost, bo wszystko zostało powiedziane: jesteś złą matką, bo zła matka pozwala innym na gnojenie własnych dzieci. A Ty mężowi na to pozwalasz: gdy tym sposobem bracia z czasem siostrę znienawidzą, bo różnice w traktowaniu widzą, a i Tobie w dorosłym życiu nie podziękują.
    • czaplaczarna Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 11:52
      Pomyśl jak to wygląda z punktu widzenia Twoich synów:
      - ojciec ich gnębi, poniża, obraża, nie szanuje,
      - boją się własnego ojca
      - napisałaś że synów "chciał" bić - czy masz pewność że nie dzieje się to za Twoimi plecami?
      poza tym nie trzeba dziecka sprać żeby poczuło się nic niewartym beznadziejnym spragnionym miłości ojca stworzeniem
      - coś jest z nimi naprawdę nie tak jeśli widzą że wobec siostry ojciec potrafi być kochający i opiekuńczy
      - od matki mają informację - owszem kłóci się w ich intencji, ale na koniec i tak idzie do sypialni z ojcem, mimo że j.w.
      - czy do siostry będą potrafili mieć czysty serdeczny stosunek
      - czy będą potrafili zaufać kobiecie i stworzyć z nią relacje partnerską (Twój mąż nie bierze pod uwagę Twojego jawnego sprzeciwu)
      - czy swoje dzieci będą traktować inaczej

      Ojca można jedynie zapytać co ma zamiar uczynić w kierunku żeby synowie jako dorośli odzywali się do niego. Można mu tez powiedzieć że ukochana córeczka (jeśli kocha braci) w końcu wyrazi sprzeciw co do jego metod wychowawczych i oprócz synów straci również swoją pupilkę

    • dorotaifilip Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 17:31
      Wybacz ale to nie jest "nietolerowanie". To przemoc, wyżywanie się na słabszym i zależnym od dorosłego dziecku.

      Nic nie robiąc prosisz się o kłopoty wychowawcze dla synów, typu pobił Iksińskiego na przerwie. Będą albo ofiarami albo takimi macho, to co nikomu nie przepuszczą.
      pozdrawiam
      dorota
        • sebalda Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 18:22
          michalikowa789 napisał(a):

          > Przepraszam, że nie odpisuję, ale teraz nie mam za bardzo ani czasu ani możliwo
          > ści
          > Pokaże mężowi ten wątek. Zobaczę, jak na to wszystko zareaguje. I potem zastano
          > wię się, co dalej z tym robić
          > Dziekuję za rady.

          Kategorycznie odradzam. Kategorycznie.
          Kilka lat temu zrobiłam podobnie i do tej pory jestem najgorsza, bo słucham tych hien i grzebię się w szambie. Są tu głosy radykalne, które męża na pewno zdenerwują. Powie, że tu same sfrustrowane baby piszą (choć Altz to facet, ukłony:) i że jesteś głupia, że ich słuchasz. Że przesadzają, że jaka przemoc?!?!
          Możesz wspomnieć, że zasięgałaś online rady psychologa i podać niektóre z tutejszych komentarzy na temat jego nieprzepracowanego dzieciństwa, ale nie podpieraj się "mądrościami" forumowymi, jak to sarkastycznie mąż może określić, bo na starcie stracisz w jego oczach wiarygodność. Znam mechanizmy rządzące tego typu osobami, on bardzo długo będzie się bronił przed zarzutem przemocowości. Powie, że przesadzasz i tyle. Pewnie już i tak to mówił.
          Najpierw sama poczytaj o przemocy w rodzinie, o mechanizmach agresji u mężczyzn, którzy sami jej zaznali w dzieciństwie i staraj się z nim o tym rozmawiać jak najczęściej. Spróbuj podesłać mu linki, dać do przeczytania książki. Jeśli się zgodzi, potem najlepsza byłaby terapia, jeśli wszystko odrzuci (czego się zdecydowanie bardziej spodziewam, sądząc z opisu), musisz sięgnąć po bardziej radykalne środki. Postraszyć go (i w razie czego badź gotową spełnić groźbę) odpowiednimi służbami, Niebieską kartą na przykład.
          Nie możesz tolerować przemocy wobec swoich dzieci, za każdym razem stój murem za chłopcami i nie przejmuj się brakiem konsekwencji, tym, że nie tworzycie wspólnego frontu, co pewnie mąż będzie Ci zarzucał. Wspólny front z agresorem i przemocowcem? Z gnębicielem rodzonych dzieci???
          Zachowanie męża ma absolutnie podłoże sięgające dzieciństwa. Z jednej strony wreszcie może odbić sobie bezsilność z tamtego okresu, z drugiej uważa, że to go zahartowało i synom też nie zaszkodzi. Nie rozumiem, jak można robić swoim dzieciom taką samą krzywdę, jakiej się samemu zaznało, ale niestety tak właśnie to działa. Przy czym dorosły i rozumny człowiek może coś z tym zrobić, służą temu odpowiednie terapie i nie można się nad taką osobą pochylać z wyrozumiałością, bo to tylko wzmacnia jego karygodne zachowania. Takie traumy i rany z dzieciństwa muszą być przepracowane na terapii, trzeba wykonać dużą pracę nad sobą, ale czyż nie warto??? Czy mąż też chce utracić kontakt z synami? Przecież to absurd.
        • altz Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 21:53
          michalikowa789 napisał(a):
          > Pokaże mężowi ten wątek. Zobaczę, jak na to wszystko zareaguje.

          Rodzice powodują strach dziecka przed przebywaniem w domu, powinni być z automatu pozbawiani praw rodzicielskich. Tyle w temacie.

          Jeśli zafundujesz im ciąg dalszy, mam nadzieję, że na starość zemszczą się i was tak samo będą traktować. Należy się to wam obojgu. Wyobraź sobie, że syn mówi do starej matki: jesteś idiotką, nienawidzę cię, nie umiesz nawet zjeść bez pobrudzenia się, jesz jak świnia! - i tak przez cały dzień.
        • zuzi.1 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 20:29
          Autorko przeczytaj te wątki, to Ci trochę otworzy oczy kim jest Twój mąż:

          forum.gazeta.pl/forum/w,898,145208679,145208679,Toksyczni_rodzice_watek_zbiorczy.html
          forum.gazeta.pl/forum/w,898,139374645,139374645,Cechy_charakteru_i_zachowania_przemocowca_.html
          • zuzi.1 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 20:49
            i nie pokazuj mu tego wątku, bo to zdecydowanie za wczesny etap, facet wyprze się wszystkiego a Ciebie zwyzywa od chorych psychicznie, wyobraź sobie, że ktoś przychodzi do Ciebie i mówi Ci, że stosujesz przemoc i to w ostrej wersji, co bys o nim pomyślała, nie wiedząc kompletnie nic na temat przekazywania przemocy z pokolenia na pokolenie, pomyślałabyś, że to świr i wmawia Ci brednie...masz b. cięzki przypadek przemocowego faceta w domu, co może świadczyc o tym, że przemoc w jego domu była OGROMNA i jej skutki są też ogromne. Napisz skąd jesteś, może podpowiemy Ci do kogo warto by się udac ze specjalistów od przemocy na kilka wizyt, żeby ta sprawa ruszyła z miejsca. Czy jestes zdecydowana zrobic z tym porządek? Dasz radę? Masz wystarczająco dużo siły psych., żeby to zrobic? Boisz się męża czy nie? Jesteś samodzielna fin.? Co mówi córka nt. zachowań ojca w stosunku do braci, czyją stronę "trzyma"? Tu trzeba będzie byc BARDZO konsekwentną i silną, żeby to wszystko przejsc i dojsc do końca, a trzeba się liczyc z tym, że tym końcem może byc równiez rozwód, gdy ew. terapia (nawet gdyby mąż dał się na nią namówic) nie przyniesie efektów, ale o tym opowie Ci dokładnie terapeuta. Zrób to dla dzieci i dla siebie, bo to zapewne b. przykre patrzec, gdy ojciec krzywdzi własne dzieci. Gdy już wiesz z czym masz do czynienia, musisz zwalczyc strach i biernosc i zacząc realnie działac. Poza tym powinnas zacząc informowac osoby z Twojej rodziny, znajomych i przyjaciół o tym jak mąż zachowuje się w domu w stosunku do synów, gdy możesz nagrywaj dyktafonem elektr. jego akcje wobec dzieci, możesz zamontowac w domu kilka kamerek i ukryc je tak, aby były niewidoczne dla męża i dzieci. Musisz zebrac dowody jego winy, gdyby doszło do rozwodu. Jeżeli wiesz o tym co on robi tylko Ty i dzieci, to tak jakbyś zapewniała mu alibi, to tak, jakby nikt o tym nie wiedział. To jest ogromny błąd, jak najwięcej osób MUSI o tym wiedziec. To podstawa.
            • paris-texas-warsaw Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 21:48
              Wiecie, ten wątek czytałam kilka razy, w tym raz mężowi (orzekł, że to psychol, może trep?, że to jawna przemoc psychiczna i może z 80 % dorosłych by się załamało...).
              Ale wiecie, najpierw się na Michalikowej zupełnie nie skupiłam. A teraz przeczytałam wypowiedzi Ruscello. No fakt, przecież chyba matka tak samo winna jak ojciec...
              Pomyślałam sobie tak... Michalikowa jest z facetem, bo to nie ja zamyka w ciemnej łazience na długi czas, nie ją chce bić, nie ją poniża, zabrania wychodzić na dwór i zabiera jej rzeczy. Gdyby to się działo Michalikowej, to pewnie by uciekła. Więc dla Michalikowej dzieci sa jednak mniej ważne niż ona sama. Gdy mąż gnębi dzieci przez 8 i 6 lat, to ona się zastanawia, czy może mąż ma rację...
              Michalikowa, Ty się nie czujesz temu tak samo winna? Faktycznie chyba jedyną mozliwościa jest ucieczka. Gdyby ktoś dorosły został zamkniety w ciemnym pomieszczeniu i tam przetrzymywany, to by odszedł i się ratował. A tu te dzieci są metodycznie gnebione i to tak trwa i trwa.
              Michalikowa, piszesz, że kłóciłaś się z mężem, a on swoje. No to chyba faktycznie trzeba odejść. Czemu tyle lat narażałaś dzieci na takie traktowanie?
              Ten mój post o gadaniu na temat dzieciństwa męża i inne takie, to faktycznie bzdura. Juz lepiej na początku napisałam. Jakos się gubię w tym wątku... Może też nie widze tej podmiotowości dzieci... Trudny wątek dla mnie... Verdana ma racje - to trzeba natychmiast przerwać. Przecież gadanie do męża nic nie daje, tak można raz -dwa razy powiedzieć, ale nie kilka lat. To faktycznie jakiś horror. MIchalikowa, a co byś zrobiła jak by mąż coś tym dzieciom zrobił... Babcia tez dziwna... Babcia jawnie nie mówi ojcu dzieci, że ma przestać? Dziwna z Was rodzina, nawet bardzo... Dziwny wątek, coś jak ta żona policjanta, która uciekła, a jednak niech innych bije, jej to nie dotyczy... Tu taj - jesteśmy razem, dla mnie zły, dzieci gnębi, ale może ma rację???
              Michalikowa, a co Ty myślisz?
              Ps. Chaotycznie piszę, chyba za dużo pierników zjadłam;))))
              • nena20 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 21.12.13, 22:01
                wiesz nie mogłabym patrzeć na zamknięte dziecko w ciemnej łazience,
                Trzeba reagować, za każdym razem, w tej konkretnej sytuacji - podchodzę, otwieram łazienkę, biorę dziecko na ręce i wychodzę do innego pokoju. To takie proste i tak w każdej sytuacji. Przy słownej przemocy od razu trzeba wypalić co się o tym myśli. Zwyczajnie trzeba reagować a nie milczeć w zaskoczeniu?
        • dmuchawcelatawce ruscello 26.12.13, 15:25
          "" > I jakoś tak już bywa, że po latach łatwiej się uporać z zaburzonym rodzicem niż
          > z tym, który przyzwalał na przemoc, więc licz się z utratą dzieci albo adekwat
          > nym podziękowaniem.""

          Swieta racja. Moge dokladnie to samo powiedziec. Jakos mojego ojca przemocowca zgryzlam w sobie i wyplulam ale matka to co innego, ja musze gryzc i gryzc a wypluc sie nie da. Bo to matka, miala chronic i bronic a nie pozwalac na przemoc. Po latach moge powiedziec, ze o ile wobec ojca nie mam zadnych juz uczuc to matki nienawidze. A preciez byla taka "" dobra"" bo nie bila i "pokornie"" znosila przemoc nie wobec siebie.
    • enith Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 22.12.13, 07:24
      Nie mam dzieci i mieć nie zamierzam, ale po przeczytaniu twojego opisu męża zachowań wobec waszych synów, zjeżyły mi się włosy na karku. Masz za męża skoorwiela - sadystę, okrutnie znęcającego się od lat(!!!) nad dwójką małych bezbronnych dzieci. A ty... ty od ośmiu lat się temu biernie przyglądasz i każdego dnia, którego decydujesz się pozostawać z mężem, dajesz mu milczące przyzwolenie na znęcanie. Owszem, starasz się chłopców bronić, ale czy jesteś z nimi 24 godziny na dobę? Czy wiesz, co się dzieje u was za drzwiami, gdy ty jesteś np. na zakupach, a ojciec nienawidzący własnych synów zostaje z nimi w domu?
      Mężowi ultimatum: albo leczenie i odseparowanie (tymczasowe) od dzieci, albo spada na drzewo. Zbieraj dowody znęcania, rozpowiedz wszystkim, niech wiedzą, kim w czterech ścianach jest twój mąż.
    • dmuchawcelatawce Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 22.12.13, 21:08
      Kobieto, alez on sie nad nimi zneca, stosuje regularna przemoc, za ktora powinien isc do wiezienia.
      I nie miej najmniejszej watpliwosci, ze to sie na Twoich synach odbije i jesli Ty nic z tym nie zrobisz to wina po polowie spadnie na Ciebie, bo jestes osoba dorosla i masz moc sprawcza w przeciwienstwie do Twoich dzieci.
      Musisz sie z nim stanowczo rozmowic. Nie tak jak teraz, niby ich bronisz, niby sie z mezem klocisz ale jemu dalej wolno stosowac zbyt surowe kary prawie za nic.
      Musisz i to biegiem postawic sprawe na ostrzu noza. Tu chodzi o Twoje dzieci. Nie ma czasu.

      Kocham mojego meza nad zycie. Ale jesli stanowilby on zagrozenie dla naszego dziecka to jeszcze tego samego dnia spakowalabym walizki (jemu!) i nie ma zmiluj sie.
      • dmuchawcelatawce Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 22.12.13, 21:16
        Przeczytalam wiecej twoich wypowiedzi np. ze Ciebie maz traktuje normalnie i powiem Ci jedno, nie tylko on stracil synow ale i Ty.
        To, ze Ciebie maz traktuje normalnie to Ci to starcza zeby przez 8 lat nic nie robic z jego zachowaniem???????
        Bo wybacz to co robisz do tej pory; te rozmowy tudziez klotnie, od 8 lat nie przynoszace zadnych rezultatow to jest NICNIEROBIENIE.
        Jestes absolutnie tak samo winna jak Twoj maz sadysta.
        Jako ofiara podobnego traktowania w podobnej rodzinie (ojciec sadysta, matka bierna, ktora niby z malzonkiem "rozmawiala" o jego zachowaniu czego nigdy nie widzialam i co nigdy nie przynioslo zadnych rezulatatow) wiedz jedno Twoi synowi beda mieli wiele zyciowych problemow, ktore ty sama nie reagujac if zafundowalas i masz male szanse, ze Twoi synowi nimi nadal pozostana.
          • dmuchawcelatawce Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 22.12.13, 21:58
            Moj Boze, mam nadzieje, ze cos z tym skutecznego zrobisz.
            Ratuj te dzieciaki i to predko. Zycie z takim czlowiekiem nie jest dobre dla nikogo, rowniez dla Twojej corki, ktora przez to straci braci, a straci ich tak jak ja stracilam moja siostre lepiej przez ojca sadyste traktowana.
            Pozostanie w tym zwiazku, pozostawienie tej sytuacji tak jak jest nie bedzie mialo dobrego finalu. Tego jednego mozesz byc pewna.
              • babcia_kasi Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 23.12.13, 00:26
                Michalikowa, życzę dużo siły.
                Myślę, że jesteś niegłupią i zgodną, dobrą kobietą, wychowaną w patriarchalnych schematach.
                Nie pozwolisz sobie pomyśleć, że Twój mąż jest dla dzieci prawdziwym katem.
                Nie chcę Cie straszyć, ale był taki film, jak syn zamordował córkę, bo ojciec ją kochał a syna nienawidził, w synu już nic nie zostało tylko chęć zemsty na rodzinie.
                Mój zięć źle traktował swojego synka.Nie mogłam na to patrzeć, pisałam też w internecie o pomoc-ale nikt mi nie udzielił konkretnej rady.Sama wpadłam na to by zgłosić na policję znęcanie nad dzieckiem.Powiem Ci, że poruszyło to "niebo i ziemię"...Wywiady, kurator, psycholog, terapie...Moja córka, która nie umiała się dostatecznie sprzeciwić mężowi, dostała komunikat, że jest współwinna i od tego czasu juz miała" siłę", żeby umieć się przeciwstawić.
                Zrób kobieto droga coś radykalnego, żeby w jeden dzień uciąć ten koszmar (Twoje dzieci mogą odchorowywać ten zły czas), albo pozostaje mi życzyć Ci , żeby ktoś to zrobił.
                Podobno można też zgłosić w sądzie rodzinnym-sąsiad, ktoś z rodziny, nawet anonimowo do sądu list napisać, podając dane krzywdzonego dziecka-zajmą się na pewno!
                Jeżeli starszy syn chodzi do szkoły, to możesz poprosić o pomoc (i działanie) szkolnego psychologa.Możesz sama anonimowo do sądu napisać, mąż by nic nie wiedział.
                Może ktoś jeszcze wie, co jeszcze można zrobić?
                Bo jak dotychczas, oprócz "wyprowadz się,albo rozwiedź"...he,he, jakie łatwe...nic konkretnego nie doradzono Ci.
                Życzę Mocy!



























            • jagienka75 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 24.12.13, 10:03
              dmuchawcelatawce napisała:

              > Moj Boze, mam nadzieje, ze cos z tym skutecznego zrobisz.


              jasne, ona coś z tym zrobi.
              grunt, że ten jej BELZEBUB ją traktuje dobrze a że dzieci od czasu do czasu ponawala, to nic.
              to wariat i sadysta i mam tylko nadzieję, że ktoś, kto zna tą powaloną rodzinkę w realu, zgłosi to, gdzie trzeba,.
              gorzej, jeśli nitk nie ma pojęcia, co się dzieje w ich domu a oni na pozór tworzą udaną/szczęśliwą rodzinkę. jak z OBRAZKA.
          • enith Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 22.12.13, 23:47
            Michalikowa, nie uciekaj z forum. Pisz, jakie zamierzasz podjąć decyzje, jak już zaczniesz działać, dużo osób tutaj może cię wesprzeć konkretnymi radami co do terapii, odejścia, niebieskiej karty, rozwodu itd. Napisz proszę, że będziesz ratować swoje dzieci, że zrobisz wszystko, by zakończyć chłopców gehennę.
    • pogodoodporna Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 23.12.13, 00:50
      michalikowa789 napisał(a):

      > bo przynajmniej nie wychowuje synów na ludzkie cioty,

      On uzywa zwrotu "ludzkie cioty" czy " meskie cioty" ? Znam jednego mezczyne, ma tak gleboko wyparty homoseksualizm i swojego syna tez tak podobnie "tresuje". Ten czlowiek strasznie sie boi, zeby chlopak na taka "ciote" nie wyrosl. To juz jest niemal obsesja z jego strony, zreszta wszyscy widza, ze okazuje obrzydzenie i wstret do osob homoseksualnych, co normalne przeciez nie jest. W zwiazku z tym wszelka dziecieca slabosc od razu chce zdusic w zarodku, bo meski homoseksualizm kojarzy mu sie wlasnie ze slaboscia, nieporadnoscia, rozmamlaniem i oczywiscie jest najwieksza ujma dla prawdziwego mezczyny. Pewnie sie myle, bo pewnie w Twoim przypadku tak nie jest, ale warto wiedziec, ze i takie rzeczy sie zdarzaja.
    • amb25 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 23.12.13, 08:22
      JA tez nie wierze, ze cos sie zmieni. Bo zmian trzeba CHCIEC.
      Biedni chlopcy.
      Po 10 latach takiego zycia, ty zastanawiasz sie, czy nie jestes za lagodna..
      Ja tez uwazam, ze chlopcom nalezy stawiac granice i wymagac od nich, ale nie nalezy znecac sie nad nimi psychicznie, co robi Towoj maz, a ty na to pozwalasz. Pomysl, jak ty bys sie czula gdyby twoj ojciec mowil CI, ze jestes nic nie warta....
      Twoi rodzice maja racje. on niszczy psychike chlopcow. Do czego to doprowadzi? Prawdopodobnie jeden z nich jakos sie z tego bagna wygrzebie i bedzie prowadzil w miare normalne zycie.
      Drugi (albo obydwaj) bedzie mial klopoty w szkole, wpadnie w narkomanie, byc moze wpdanie w zle towarzystwo, ale towarzystwo ktore bedzie go akceptowalo. W wieku nastu- lat ucieknie z domu. Moze byc tak, ze na skutek problemow z dziecinstwa bedzie mial traume, dostanei depresji, popelni samobojstwo. Tego chcesz dla swoich dzieci?
      Jesli nie jestes w stanie stworzyc chlopcom domu w ktorym beda czuli sie bezpiecznie, to oddaj ich na wychowanie dziadkom. Mysle, ze to dla chlopcow lepsze wyjscie niz ciagle zycie w strachu. A dziadkow i psychologow czeka wiele pracy, aby twoje dzieci doprowadzic do "normalnosci" i zapewnic im jako-taka przyszlosc.
      Szkoda mi twoich chlopcow, sama chetnie bym ich wziela...
      • paris-texas-warsaw Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 23.12.13, 14:48
        Jak zwykle jestem pod wrażeniem wielości możliwych przyczyn przedstawianych sytuacji na forum. Pogodoodporna wskazuje na wyrażenie "cioty" i możliwość wypieranego homoseksualizmu. Faktycznie, ta wybiórczość traktowania dzieci jest zastanawiająca. Jakoś tak bardziej w przypadku "przemocowca" pasowałby wg mnie model "każdemu po równo" i nie za wesoło. Ale kto wie...
        Bodajże w filmie "American beauty" jest motyw homoseksualnego ojca dręczącego syna. Może warto Michalikowa obejrzeć z mężem i mu się przyjrzeć? Zwrócić uwagę na jego reakcje i wypowiedzi dotyczące homoseksualizmu? Różne moga być przyczyny takich samych zachowań...
        • paris-texas-warsaw Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 23.12.13, 14:59
          I jeszcze o mężu homoseksualiście - "Calkowite zaćmienie" Holland. Jest tam motyw udręczonej romansem męża żony. I jedna z najbardziej wg mnie wstrząsajacych scen, gdy mąż zostawia żonę w pociągu dla spotkanego kochanka (młody i nie gruby jeszcze Di Caprio:))) robiąc do niej karykaturalne miny... Film przynudnawy, ale dla tej sceny i w sytuacji męża może ukrytego homoseksualisty ja bym obejrzała...
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 23.12.13, 17:42
      Sądząc z opisu mąż w relacji z synami bardziej zidentyfikował się ze swoim karzącym ojcem lub ożywił swoje własne obszary, które traktowane były lub sam traktuje represyjnie ( energia, głośne mówienie, lęki o przyszłość, że będzie marna i oni się nie wyrobią ). Dziewczynka jako inna płeć nie uruchamia w nim takich uczuć. Pomogłaby mu pewnie rozmowa z fachowcem, ale pewnie się na nią nie zgodzi .
      Nie wiem czy zachowanie męża jest już w takiej granicy, że trzeba się rozstawać. Jest przecież inne dziecko, na którego uczucia warto zwracać uwagę oraz Pani, która w innych sferach niż ta opisana, czuje się z mężem dobrze.
      To co cała ta wychowawcza sytuacja niesie złego, oprócz opisanej już agresji, to rozszczepienie na dobrą mamę i złego ojca. Spozycjonowanie się rodziców w takich rolach budzi w dzieciach zamieszanie i utrwala stereotyp. To też jest groźne rozwojowo, bo nie pozwala zcalić potem postaci rodzicielskich.
      Może warto popatrzeć na to co się da zrobić w rodzinie aby dzieci znalazły w ojcu jakiś wspólny obszar przyjemności i wzajemnej akceptacji. Nawet mały. Może Pani im w tym pomoże. Może coś takiego będzie umiała Pani dostrzec. Będzie to próba zmiany pozycji i zdestabilizowania systemu. Może zadziała pozytywnie. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • noname2002 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 24.12.13, 06:40
        Nie wiem czy zachowanie męża jest już w takiej granicy, że trzeba się rozstawać. Jest przecież inne dziecko, na którego uczucia warto zwracać uwagę oraz Pani, która w innych sferach niż ta opisana, czuje się z mężem dobrze.

        I temu drugiemu dziecku nie dzieje się żadna krzywda w tym układzie?
        • altz Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 24.12.13, 09:59
          > > Nie wiem czy zachowanie męża jest już w takiej granicy, że trzeba się rozstawać
          > > . Jest przecież inne dziecko, na którego uczucia warto zwracać uwagę oraz Pani,
          > > która w innych sferach niż ta opisana, czuje się z mężem dobrze.

          noname2002 napisała:
          > I temu drugiemu dziecku nie dzieje się żadna krzywda w tym układzie?

          Pani Agnieszka tak pisze, bo pewno nie była w takiej sytuacji, gdy dziecko boi się wracać do domu i chowa się po kątach ze względu na ojca. Ja byłem i nie chciałbym do tego wracać. Z ojcem zerwałem kontakty, szkoda że tak późno. Mam nadzieję, że chłopcy będą wiedzieć, co mają zrobić i nie będą się krępować, że nie wypada, że to ojciec...
          Córka też jest pokrzywdzona w całej te sytuacji, za jakiś czas nie zdziwiłbym się, gdyby chłopcy się od niej odwrócili, a ona sama czuła się winna po części całej sytuacji rodzinnej.

          Ojca odseparować, niech pracuje nad sobą i spotyka się z doskoku, a jak nie będzie chciał, to kopa w cztery litery na zawsze. Nikt nie ma prawa znęcać się nad drugim, dziecko też jest człowiekiem, ma jakieś prawa, o czym pani psycholog zwyczajnie zapomina.
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 10:35
          Zgadzam się i z "noname" i z "altz". Opisana sytuacja nie jest dobra dla nikogo. Dla hołubionej córki także. I tak też ją postrzegam. Napisałam trochę o możliwych źródłach jej powstania oraz o dodatkowym niebezpieczeństwie wynikającym z takiego układu.
          To, że napisałam aby się nie rozstawać to nie oznacza akceptacji dla niedobrej sytuacji. Podpowiedziałam tylko jakie można podjąć próby jej destabilizacji, a co za tym idzie zmiany na lepsze. Rozstanie to zawsze ostateczność, może trzeba coś pozmieniać. Ale może nie będzie innego wyjścia. dziękuję za te uwagi, pozwoliły mi trochę doprecyzować stanowisko. Żadną miarą nie chcę, aby z mojej wypowiedzi miał paść wniosek o pozwoleniu na agresywne traktowanie dzieci przez rodziców. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • enith Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 24.12.13, 17:38
        Nie zgadzam się z panią Agnieszką co do motywacji przemawiającej za pozostawaniem z mężem. Proszę wybaczyć, ale to jak radzić kobiecie, że ma nie odchodzić od męża molestującego córkę, bo uczucia jej brata, oczka w głowie ojca też się liczą. Owszem, liczą się i liczyć powinny, ale w świetle takiej sytuacji co jest ważniejsze? Uciąć molestowanie/gehennę jednego dziecka za cenę zmian niekoniecznie pozytywnych dla drugiego czy pozostawać w istniejącej patologii niszcząc psychikę molestowanego/maltretowanego dziecka?
          • michalikowa789 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 11:02
            Jakbym wiedziała, że mój wątek wywoła taką reakcję i taka burze, to wcale bym go nie zakładała.
            Po większości wpisów widzę, że spora częśc osób traktuje mojego męża jako chodzące zło, dręczące dzieci na każdym kroku, którego natychmiast trzeba wyeliminować. Przy okazji obrywa się mnie, jako rzekomo wyrodnej matce, która pozwala swoje dzieci bez końca dręczyć od kilku lat.
            Otóż to wszystko nie jest takie proste jak się wydaje. Nie da się wszystkiego dokładnie przedstawić na forum. Najłatwiej ocenić mojego męża jako potwora po przeczytaniu kilku moich postów (w których istotnie opisuję niezbyt dobre jego zachowanie), tymczasem to również bardzo w porządku człowiek. Tak, mnie traktuje dobrze. Tak, dobrze traktuje nasza córkę. Tak, większy problem ma z akceptacją synów. Nie potrafi okazywać im żadnych ciepłych uczuć. Ma spaczony pogląd na wychowywaniu chłopaków. Moja mama radzi mi to samo, co część forumowiczów - męża zostawić, wyjechać, aby tylko odseparować go od synów.
            Owszem, przez moment też przeleciała mi przez głowe myśl, aby dać mężowi kopa, i zostawić. Przynajmniej na jakiś czas. aby się opamiętał. Nie zrobiłam tego. Pokazałam mężowi ten wątek, i odpowiedzi, jakie padały pod moim wpisem.
            Najłatwiej też napisać, że ja nic nie robię, bo mnie jest dobrze, że olewam dzieci (co jest bzdurą), że podoba mi się to, jak mąż traktuje chłopców. Nie, nie podoba mi się to, jak traktuje naszych synów. Ale też nie jest tak łatwo przekreślić kilkanaście udanych lat wspólnego życia. Tak łatwo to jest tylko, jak się pisze na forum.
            Jednak, tak jak wspomniałam już kilka dni temu, pewne odpowiedzi na tym forum coś mi uświadomiły. Za te odpowiedzi dziękuję.
            I prosze, żeby więcej nie jeździć ani po mnie, ani po moim mężu.
            • bazia8 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 13:06
              niestety z twojego watku wyłonił się właśnie taki dręczący dzieci palant. Jasne, że forumowe diagnozy to zawsze jest duże uproszczenie, czym pewnie poczułaś się urazona, ale spójrz na sytuację dzieci. One NIC nie mogą zrobić. Z Twojego wieloletniego biernego oporu nic nie wynikło. Napisałaś o kilkunastu latach udanego życia. Nie wiem jak bardzo trzeba być zaślepioną, aby przeciwstawić swoje udane życie życiu dzieci bojących się własnego ojca.
              Szkoda dzieci!
              jasne, lepiej nie zakładać wątku, lepiej udawać, że mąż jest całkiem fajny....
            • jagienka75 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 13:21
              i jeszcze bronisz tego GRDYLA, zamiast zrobić z nim porządek???
              co z ciebie za matka???
              czego się boisz>
              że nie dasz sobie bez niego rady?
              że nie będzie chłopa/portek w domu i nie będzie miał ci kto dogodzić w łózku???
              że wszyscy się dowiedzą, jaką jesteś matką a on jakim ojcem???
              no to gratuluję!
              ja za dzieci bym zabiła i stanęła na głowie, żeby się pozbyć gada z domu i z życia.

              a teraz leć i pokaż mój wpis temu swojemu KOCZKODANOWI.
                • jagienka75 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 20:42
                  michalikowa789 napisał(a):

                  > Daruj sobie, Jagienka.
                  > Tutaj nie chodzi o żadne dogadzanie mi w łóżku, jak to napisałaś.


                  ale co mam sobie darować? prawda w oczy kole?
                  jak widać, kutas jest dla ciebie ważniejszy, niż krzywda , która się dzieje dzieciom.
                  mam nadzieję, że matka to zgłosi, gdzie trzeba i wam te dzieci odbiorą, bo ty się na matkę nie nadajesz.
                  jesteś tak samo wynaturzona, jak ten twój KROKODYL, którego tak bardzo bronisz.
                  i nie wciskaj kitu, że pokazałaś mu wpisy. na pewno tego nie zrobiłaś.
                    • jagienka75 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 26.12.13, 12:04
                      zamilcz już ty wynaturzona i głupia babo.
                      zamiast tak zajadle walczyć z tymi wszystkimi, którzy dobrze życzą twoim dzieciom, przenieś tą swoją energię na durnowatego mężulka, który wyciąga do nich łapy.
                      swoją drogą to chyba będzie trzeba WAS gdzieś zgłosić.
                        • altz Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 26.12.13, 12:59
                          michalikowa789 napisał(a):
                          > W naszym domu nie ma przemocy fizycznej, czego ty zdaje się nie zauważasz.

                          I co z tego? Jest przemoc psychiczna i chłopcy boją się przebywać w domu, co sama napisałaś.
                          Męża trzeba zmusić do innych zachowań. Sam z siebie się nie zmieni. Poza tym, dzieci nie są jego własnością, może sobie gadać, że nikt mu nie będzie z dziećmi coś robił... czyli "mu", to jest klasyczna odzywka osoby traktującej dziecko jak własność, ale w Polsce rodzic nie jest właścicielem dziecka.
                        • jagienka75 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 26.12.13, 13:08
                          michalikowa789 napisał(a):

                          > Sama zamilcz, i przede wszystkim weź się za naukę czytania.


                          jak będę chciała i ochotę miała.
                          grom wie, co się tam rozgrywa w waszych czterech ścianach.
                          nie zdziwiłoby mnie wcale, gdyby mąż tłukł dzieci i patrzył, czy równo puchną.
                          nawet ty nie byłabyś aż tak głupia, żeby o tym pisać.
                          na bank jesteś wynaturzona tak samo, jak on.
            • altz Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 13:51
              michalikowa789 napisał(a):
              > I prosze, żeby więcej nie jeździć ani po mnie, ani po moim mężu.

              Nie ma sprawy, mogę już nic nie pisać, tylko daj numer swego telefonu i adres, może być na priv. Zaręczam, że zaraz po świętach zadzwonię do odpowiednich służb, oni niech sami ocenią, jak jest, bo Ty nie jesteś wiarygodna jako współuzależniona.
              Wesołych świąt, mam nadzieję, że dla wszystkich, nie tylko dla Ciebie i męża.
            • dmuchawcelatawce Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 26.12.13, 01:33
              Michalikowo ja jestem dorosla corka dokladnie takich samych rodzicow jakimi Wy jestescie. Posluchaj tego co mowie bo byc moze kiedys tak przemowia do Ciebie Twoi synowie, oczywiscie pod warunkiem,ze bedziesz miala szczescie i w ogole beda chcieli z Wami miec kontakt.
              Ja dzis postrzegam moja matke (ktora przez lata mialam i nie tylko ja, za osobe dobra) jako osobe wspolwinna,prawie tak samo wspolwinna jak moj oprawca ojciec, jako osobe, ktora przedlozyla swoje szczescie, spokoj i dobro (bo ojciec dla niej byl dobry) nad moje. Bedac matka dziewczynki zrozumialam, ze moja matka zachowala status quo dla siebie,poswiecila mnie na oltarzu wlasnych pragnien. Jako matka przestalam ja usprawiedliwiac. Jako matka wiem, ze jak sie kocha swoje dziecko, to sie go nie wystawia na oltarzu jako ofiare dla wlasnej wygody.
              Moja matka tez rozmawiala (ponoc) ze swoim ojcem. Nie wierze jej.Rozmowy nie przyniosly zadnych rezultatow. Uwazam, ze mogla zrobic wiecej,lacznie zopuszczeniem mojego ojca, ktory mnie krzywdzi. Byloby nam jako rodzinie duzo lepiej, mnie wiadomo, ale i jej oraz mojej lepiej traktowanej przez ojca siostrze, bo my jako calosc mialybysmy po prostu spokoj.
              Zrozum to nie ma znaczenia, ze twoj maz jest dla Ciebie dobry i dlatego nie warto sie rozstawac. Jesli inne pomysly jak terapie nie zmienia go uwazam, ze wszyscy zyskacie na tym rozstaniu.
              Zreszta co tam my. Posluchaj co mowi Ci Twoja matka, ktora lepiej niz my z paru Twoich postow zna Twoja rodzine.
    • differentview Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 13:56
      > Potem kłóciłam się z nim o to wielokrotn
      > ie (mąż to często powtarza, niestety), ale do męża to nie dociera, powtarza tyl
      > ko, że dobrze robi, bo przynajmniej nie wychowuje synów na ludzkie cioty, i ucz
      > y ich pracy nad sobą, jak chcą być kiedykolwiek chwaleni. Chociaż sam nie pochw
      > alił ich nigdy. Córce kupuje, co tylko chce, synom nic. Nie zabiera ich nigdzie
      > , bo jak twierdzi, nie ma sensu tego robić.

      co do wychowywania "ciot" to Twoj maz jest na najlepszej drodze do tego; wieku gejow ma fatalne relacje z ojcami, nigdy nie byli z ojcami blisko, bali sie ich, byli przez nich nie doceniani, karceni i trzymani na dystans; zreszta takie postawienie sprawy swiadczy slabo o meskosci Twojego meza, wyglada na zakompleksionego goscia, ktory swoim synom nie ma do zaoferowania nic poza pogarda i odrzuceniem; co z niego za facet???
      • gwiazd-ka-a Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 14:05
        niestety po przeczytaniu odpowiedzi Michalikowej rece opadaja. Jedyna co autorka ma do powiedzenia to to, ze tak naprawde u nich wszystko jest okay i zarzuca nam jezdzenie po swoim mezu masochoscie i na niej, ktora pozwala biernie na psychiczne i molestowanie swoich dzieci.
        Musisz byc bardzo juz chora i wspoluzalezniona, ze tak piszesz.
        Tyle ludzi prawi w tym watku madrze i dorzuca informacje o swoich przezyciach z dziecinstwa a Michalikowa nawet sie dokladnie nie stosunkuje do komentarzy. Prawda jednak kole w oczy i to jest trudne. Ale chyba Michalikowa nie zwracalaby sie o pomoc w tej sprawie gdyby i tak podskornie nie czula ze to co sie dzieje jest bardzo bardzo zle.
        • michalikowa789 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 14:19
          Ludzie piszą w moim wątku przede wszystkim farmazony. Nie odpowiadam na żadne konkretne komentarze, w których ludzie wywalają swoje żale z dzieciństwa, bo po co mam to robić? Czytałam te posty, widze, co ludzie tam piszą, i ok. Po co mam odpisywać?
          Owszem, nie podoba mi się, że maż tak traktuje synów. Kocham chłopców, ale kocham tez męża. Ciekawe, ile z tych osób piszących tutaj, żebym się rozwiodła, wyprowadziła, wyprowadziła męża - zrobiłaby to tak po prostu, gdyby była w mojej sytuacji.
          • gwiazd-ka-a Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 14:25
            no dobrze ale chociaz napisz co zamierzasz teraz zrobic, co zamierza zrobic twoj maz. Jak zareagowal jak mu jednak pokazalas ten watek? Odbyla sie jakas konstruktywna rozmowa? Przemyslenia, decyzje? Czy nadal bedzie udawanie ze nie jest super ale jakos to bedzie?

            Jasne ze wyprowadzenie jest trudne. Ale moze separacja na jakis czas bedzie owocna do czasu jak nie przeprowadzicie solidnej terapii rodzinnej. Bo to co sie u was dzieje podchodzi pod kryminal i patologie. Wszyscy ci o tym pisza, otrzymalas duzo wsprarcia ale teraz sie na to wszystko wypinasz.
            • michalikowa789 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 14:36
              Co chcesz przeczytać ode mnie? Że mąż po przeczytaniu odpowiedzi w tym wątku zmieni się z dnia na dzień, że padł na kolanach i błagał o wybaczenie? Nie, nie zrobił tego.
              Moja matka powiedziała, że jeżeli mąż dalej będzie tak robił, jak robi, to ona to gdzieś zgłosi.
              Super. normalnie super.
              Mam się na to zgodzić? To chyba jednak PRZESADA, prawda? To jest drastyczny krok, a u nas nie ma bicia, nie ma biedy, nie ma nałogów. Najłatwiej jednak zniszczyć nam życie, prawda?
                • michalikowa789 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 15:13
                  Czy to jest takie ważne, jak zareagował?
                  nie chcę, żeby nam, ktoś spiep.... życie. Nie chce tak drastycznego działania, jak informowanie odpowiednich służb. To już jest ostateczność, i to w domach, gdzie dzieje się bardzo źle.
                  Ja chcę działać inaczej. Bez takich akcji. Zdaje się że moja matka myśli inaczej. I to jest najgorsze.
                  • gwiazd-ka-a Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 15:42
                    michalikowa789 napisał(a):

                    > Czy to jest takie ważne, jak zareagował?

                    tak wazne dla przyszlosci Twoich dzieci

                    > nie chcę, żeby nam, ktoś spiep.... życie. Nie chce tak drastycznego działania,
                    > jak informowanie odpowiednich służb. To już jest ostateczność, i to w domach, g
                    > dzie dzieje się bardzo źle.

                    u was czesc zycia jest juz bardzo spieprzona i tylko ty jestes slepa na to

                    > Ja chcę działać inaczej. Bez takich akcji. Zdaje się że moja matka myśli inacze
                    > j. I to jest najgorsze.

                    najgorsze to jest to, ze ty nadal sie bedziesz bujac

                    Napisz nam w takim razie co chcesz konstruktywnego poczynic
              • basiastel Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 15:10
                Okazuje się, że zagrożenie widzisz w matce, od męża nie oczekujesz, że podejmie terapię. Zastanawiam się , po co w ogóle założyłaś wątek.
                Synowie jakoś to przeżyją, ale będą pokiereszowani, ojca bedą nienawidzieć i w życiu dorosłym się od Was odseparują. Nigdy nie będziecie spójną, szczęśliwą rodziną.
                  • differentview Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 15:27
                    > Teraz sama się zastanawiam, po co to w ogóle zrobiłam

                    napisalas, ze zalezy Ci na opini ludzi, ktorzy patrza na to z boku; tylko widocznie to co przeczytalas nie bylo tym czego sie spodziewalas, nie chcesz przyjac do swiadomosci jak wyglada rzeczywistosc Twoich synow i tego, ze sama tez ponosisz za to odpowiedzialnosc
                    • babcia_kasi Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 16:04
                      nie chcę, żeby nam, ktoś spiep.... życie. Nie chce tak drastycznego działania, jak informowanie odpowiednich służb. To już jest ostateczność, i to w domach, gdzie dzieje się bardzo źle.
                      Ja chcę działać inaczej. Bez takich akcji. Zdaje się że moja matka myśli inaczej. I to jest najgorsze.>>
                      Źle myślisz.Takie zmasowane działanie ratuje właśnie rodzinę.Terapia przede wszystkim.
                      To tylko na tym forum straszą (więzieniem, złą sławą, rozbiciem w pył, spieprzeniem życia...).
                      Przede wszystkim się pomaga-wszystkim: ojcu, matce, dzieciom.
                      Natomiast, jeżeli sprawa wyjdzie "od dzieci" (np. nerwica,próba samobójcza, skarga samego dziecka) wtedy nie ma zmiłuj, może być naprawdę trudno.


              • mmk9 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 17:34
                michalikowa789 napisał(a):

                >
                > Moja matka powiedziała, że jeżeli mąż dalej będzie tak robił, jak robi, to ona
                > to gdzieś zgłosi.

                Czemu TO ci nie daje do myślenia? Baby na forum mogą przeinterpretowywać i gadać, co ślina przyniesie, ale TWOJA matka chyba na codzień widzi, co sie dzieje?
              • rurek00 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 27.12.13, 11:17
                >> Najłatwiej jednak zniszczyć nam życie, prawda? <<
                Nie bój, nie bój, nikt twojego wspaniałego życia nie zniszczy. Ty za to niszczysz życie synów, ale co tam, ważne, żebyś ty miała spokój. Masz super mężusia, żyjecie sobie jak dwa gołąbki i jest ok. Tylko się potem nie zdziw jak twoi synowie, córka pewnie też, jako już dorośli ludzie będą mieli was oboje w d..ie.
          • differentview Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 14:40
            michalikowa789 napisał(a):

            > Ludzie piszą w moim wątku przede wszystkim farmazony. Nie odpowiadam na żadne k
            > onkretne komentarze, w których ludzie wywalają swoje żale z dzieciństwa

            farmazony to sa "zasady" jakimi w "wychowywaniu" synow kieruje sie Twoj maz; Twoi synowie sa przez niego zastraszeni a Ty na to pozwalasz; kiedy ludzie patrzac z boku pisza Ci jak to wyglada zaczynasz sie wycofywac zeby tylko uratowac pozytywny wizerunek meza i rodziny- w ten sposob przyczyniacz sie do podtrzymania status quo; poswiecasz swoich synow na oltarzu falszywego obrazu rodziny; zreszta nie Ty jedna- wiele kobiet z takich samych pobudek poswieca swoje dzieci i zezwala na ich cierpienie; sa matki, ktore daja przyzwolenie na molestowanie dzieci przez ojcow a Ty pozwalasz na regularna slowna agresje i przemoc psychiczna
        • verdana Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 15:37
          Ojciec nie umie wychować synów, nie wykluczone, ze znęca sie nad nimi psychicznie bo uważa, że tak trzeba.
          Ty wiesz, ze sie znęca, ale wygodnie Ci jest, tak jak jest. Ostatecznie wolisz poświęcić synów, niech oni mają piekło zamiast domu, ważne jest, ze dla Ciebie mąż jest dobry. Nie będziesz przecież rozwalała swojego małżeństwa dla dobra jakiś tam dwojga dzieci. Nawet Twoja matka widzi, że cierpią - wiec to nie jest tylko problem z tym, ze źle opisałaś sytuację. . Uważam, że jesteś gorsza matką, niż Twój maż ojcem. Ob może ma spaczone pomysły na wychowanie. Ty wolisz, aby dzieci miały zmarnowane dzieciństwo, niz stracić męża.
          I nie mów, że kochasz synów. Nie kochasz. Ktoś , kto kocha, nie poświęca dzieci dla własnej wygody.
          Mam nadzieję, zę synom się uda i jak najszybciej wyrwą sie z toksycznej rodziny.
          • michalikowa789 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 15:48
            Verdano, ty należysz do tych, którym łatwo się pisze, jak nie są w takiej sytuacji, jak ja,
            Myślisz, że to tak łatwo wyprowadzić się czy wyprowadzić męża? Że to takie nic wystąpić o rozwód? Że to takie proste przekreślić kilkanaście lat fajnego życia, jak gdyby nigdy nic?
            Myslisz jak piszesz, czy piszesz tylko po to, żeby cokolwiek napisac, nawet jeżeli to tylko właśnie farmazony?
            Kocham swoje dzieci. Ja wiem to lepiej niż jakaś obca baba przed monitorem, która nigdy mnie na oczy nie widziała i która wie o mnie tyle co nic, czyli właściwie nic.
                  • krokodil123 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 16:19
                    Ciekawa jestem jak można " spiep..... życia mojej rodziny" jeżeli moja rodzina byłaby normalna, zdrowa i kochająca się?
                    To coś w rodzaju "mąż jest w porządku i straszne mnie kochał, ale wredna i podła kochanka rozbiła naszą porządną rodzinę na złość "

                    PS. Czy ty sama możesz trzeźwo i spokojnie myśleć?
                    A może jesteś w stosunku do męża uzależniona?
                    • babcia_kasi Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 16:46
                      Jak moja matka zrobi tak, jak mówi, i faktycznie gdzieś to zgłosi, to może zapomnieć o kontaktach ze mną. Nawet tych sporadycznych. >>
                      Moja córka przez kilka tygodni też się mnie "wyrzekła", he,he...znam to.Były może ze 2 "ciemne" osoby, które potwierdzały słuszność jej decyzji.
                      Dopiero odbyta terapia, odmrożenie uczuć (bo trzeba je zamrozić, żeby pewnym uczuciom nie dać dostępu do siebie), nazwanie tego , co się dzieje adekwatnymi określeniami, zobaczenie swojej "roli" w tym wszystkim-pozwoliły jej na zmianę widzenia.Mam w tej chwili jak najlepsze relacje z córką, nawet zięć mnie szanuje(powiedzmy, ze strachu, że widzę więcej i coś z tym zrobię-mnie to nie przeszkadza).
                      Michalikowa, zdaje się, że jest goooorzej, niż myślałam.Dziewczyny piszą ostro-ale mają niestety rację.
                        • krokodil123 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 17:08
                          A przypadkiem nie jest tak że jak by mąż się zachował normalnie to twoja matka nie miałaby powodów do wtrącania się i ty byś nie miała później "kłopotów".
                          Nie widzisz źródło problemów?

                          A jeżeli mąż cię zabiję to matka też ma się nie odzywać i siedzieć cicho sza......najlepiej w wersalce cie schować a dzieciom i w pracy powiedzieć że wyjechałaś do Anglii na zawsze?
                          Przygotuj podobną wersje na wszelki wypadek.

                          Podejrzewam że ostatnie lakonicznie wpisy piszę twój "mądry" mąż który już ma dostęp do forum i do twojego konta po tym jak mu go pokazałaś.
                          Sama siedzisz w kącie a on ci urządza "pokazówkę" rodzaju "jak w dwa miga urządzę te głupie baby z durnego forum" .....ale nie mój cyrk, nie moje małpy................
                          • michalikowa789 Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 17:17
                            krokodil123 napisała:

                            > Podejrzewam że ostatnie lakonicznie wpisy piszę twój "mądry" mąż który już ma d
                            > ostęp do forum i do twojego konta po tym jak mu go pokazałaś.
                            > Sama siedzisz w kącie a on ci urządza "pokazówkę" rodzaju "jak w dwa miga urząd
                            > zę te głupie baby z durnego forum" .....ale nie mój cyrk, nie moje małpy.......
                            > .........
                            Nakręcasz się niepotrzebnie
                        • babcia_kasi Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 17:27
                          matki, która ją wkopała i j
                          > ej narobiła kłopotów. >>
                          Naprawdę rozumiem więcej, ńiż myślisz, współczuję wielkiej frustracji, rozumiem ją.
                          Jest czas świąteczny, chciałabym Cię otoczyć aniołami miłości, spokoju, mocy.
                          Może nie masz przy sobie nikogo, komu mogłabyś się wypłakać?
                          Może zanadto samotna jesteś (samotnym można być w najweselszym tłumie)?
                          Ja kilka lat temu właśnie w święta założyłam wątek o cierpieniu w święta, bardzo wiele dobrych dusz mówiło mi bezinteresownie dobre słowa-bardzo mi pomogła świadomośc, że jest tyle dobrych ludzi.
                          Ci, którzy Ci tu odpowiadają, to moim zdaniem dobrzy ludzie, których poruszyło cierpienie trójki Twoich dzieci (córka też jest w sytuacji ciężkiej).
                          ----------------------------
                          Nie okopuj się na swoich pozycjach.
                          Umów się po świętach na terapię (za darmo, NFZ), zdrukuj ten post i porozmawiaj z psychologiem.
                          Życzę wyprostowania dróg do szczęśliwszego życia.Tobie i Twoim dzieciom.
                  • dmuchawcelatawce Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 26.12.13, 02:17


                    Chęć spiep..... życia mojej rodziny nie świadczy o niej dobrze.
                    > Tak robi matka? Serio?


                    Zycie twojej rodzinie spie...ly dwie osoby: ty i twoj maz.
                    Twoja matka ratuje twoje dzieci. Szkoda, ze ja nie mialam kogos takiego. Niech Bog da tej kobiecie na tyle zdrowia zeby jej sie udalo ""spie...c"" ci zycie ratujac wnuki.
            • gwiazd-ka-a Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 16:19
              Kocham swoje dzieci. Ja wiem to lepiej niż jakaś obca baba przed monitorem, która nigdy mnie na oczy nie widziała i która wie o mnie tyle co nic, czyli właściwie nic.

              straszna agresja w tobie siedzi. Widac jak destrukcyjnie wplywa na ciebie maz, przemoc, chore uklady w rodzinie.
              Jeszcze pare dni temu poprosilas te "obce baby" zeby spojrzaly z boku na swoja rodzine i opowiedzialas rzeczy o ktorych tylko ty wiedzialas i twoja matka. Wyrzucilas w eter swoja straszna historie rodzinna nie spodziewajac sie, ze ludzie powiedza ci wlasnie obiektywnie jak to widza. Tego wlasnie juz nie chcesz tylko teraz walczysz z "babami" i wlasna matka zeby sie wybielic.
                    • basiastel Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 17:21
                      Jesteś agresywna, a matka czuje się zmuszona do radykalnych działań, bo widzi, że Wy nie zamierzacie nic z tym zrobić. Kieruje się dobrem wnuków, to oczywiste. Wszyscy widzą, że w waszym domu żle się dzieje, Ty też, no i co zamierzasz z tym zrobić? Chyba nic jednak.
                        • basiastel Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 17:35
                          Twoje dobro nie jest ważniejsze od dobra Twoich dzieci. Matka nie próbuje Wam bezinteresownie zaszkodzić, bo problem jednak jest i dotyczy 2 małych krzywdzonych przez dorosłych dzieci.
                          Jeśli nie stwierdzą w tym co dzieje się w Waszej rodzinie żadnych nadużyć wobec dzieci, nic Wam nie zrobią i nie będziecie mieli kłopotów, sprawa się wyjaśni i będziesz spokojna.
                        • babcia_kasi Re: Ojciec, który nie toleruje swoich dzieci 25.12.13, 17:56
                          Kieruje się dobrem (?) wnuków, ale ma też mnie, córke. Córke.
                          To co chce mi zrobić jest działaniem dobrym? >>
                          Nie jestem fanką telenoweli "Sąd rodzinny", ale kiedyś była tam rozprawa, gdzie matka "doniosła" na swoje "dziecko".
                          "Dziecko" było szczerze oburzone na taką wyrodną matkę,skarżyło się przed sądem, że już nie ma matki.
                          Sąd wytłumaczył "dziecku", że to właśnie miłośc i troska matki, która na początku przestepstwa dziecka, nie mogąc sama dotrzeć argumentami, poprosiła sąd o pomoc-zapobiegając niechybnej katastrofie życiowej swego dziecka, które się staczało po równi pochyłej i nie widziało tego.
                          Nie znam Twojej matki, ale wierz mi, dla mnie nie była to łatwa decyzja, modliłam się o oświecenie i tamta decyzja sądu umocniła mnie w moim przekonaniu.Ale i tak nogi mi się uginały, musiałam pokonać "siedem razy siedem" strachów i błędnych przekonań.
                          Miałam też w rodzinie takie "zdarzenie sądowe":moja starsza, szesnastoletnia siostra w latach pięćdziesiątych zaszła w ciążę i trzeba było zgody na ślub w sądzie.Po rozmowach z młodymi,z rodzicami sąd...nie wydał decyzji na ślub!Sąd apelował do uczuć mojej matki, aby nie wydawała córki za mąż za tego człowieka, bo to najgorszy materiał na męża.Sąd miał po stokroć rację, siostra miała do mamy pretensje, że nie posłuchała "mądrzejszych,", bo mama i tak urządziła ślub kościelny (w tamtych latach to było możliwe) i skazała córkę na marne życie, w imię swojego poczucia "honoru" czy Bóg wie czego.