Po sześciu latach...

28.12.13, 21:43
Po sześciu latach...
Od dawna tu nie zaglądałam ale dzisiaj jest mój dzień. Mąż zmarł w 2008 roku a dzisiaj zdarzyło się coś, co mnie napompowało...
Zwykły dzień, pranie nastawione i
weszłam do kuchni i woda po kostki. Może z pralki, może z pod wanny, jeszcze nie wiem.
I córka (23lata) powiedziała, że gdyby tata żył to by wiedział i naprawił. Wystarczyło. Po latach, wiem, że to ja dbałam o dom, to ja wiedziałam skąd cieknie, i które kafelki usunąć aby to stwierdzić. Mój mąż nie miał pojęcia gdzie płynie woda w rurach i jak na talerzu znaleźć można rybę lub kotlet. A dzieci dopisują historię, która nigdy nie miała miejsca...
    • bra.tek7 Re: Po sześciu latach... 29.12.13, 23:00
      kotbibelot napisała:

      > A dzieci dopisują historię, która nigdy nie miała miejsca...

      Ja to w ogóle uważam, że dzieci są jakieś dziwne. Przeżywają żałobę jakoś tak inaczej, jakby jej nie przeżywały, w każdym razie ja tego nie rozumiem. Nawet mnie to niepokoi i martwi, ale w końcu daję spokój, nie dociekam, widzę, że za bardzo nie chcą rozmawiać o Tacie... WIęc pewnie i u Ciebie tak jest, że przekręcają rzeczywistość...
      • kasa1923 Re: Po sześciu latach... 05.01.14, 14:07
        u mnie też za kilka dni minie sześć lat...
        co do dzieci naukowo stwierdzone że żałobę przeżywają inaczej, One już nigdy nie zaznają spokoju do końca swego życia będą sierotami, będą szukać ojca i nigdy Go nie znajdą , z nami jest trochę inaczej.
        Nie prostujmy ich wyobraźni o ojcu niech chociaż we wspomnieniach mają Go takiego jak chcą.
    • agni-123 Re: Po sześciu latach... 23.11.14, 17:52
      Dzisiaj mija 6 lat od śmierci męża, a ja pamiętam jak młodsza córka, zaraz po Jego śmierci gdy jej coś zabroniłam, powiedziała mi, że szkoda że zamiast taty to ja nie umarłam bo On by jej pozwolił. Przeprosiła mnie potem, ale wiem, że nie zdawała sobie sprawy z tego co mówiła .Córkom -15 i 20 lat brakuje ojca, ale jakoś sobie radzą. Gorzej jest ze mną bo widzę, że w domu brakuje męskiego wsparcia. Myślałam na początku, że z czasem będzie lepiej ale przychodzą momenty, że mam dość tej walki życia codziennego. Zastanawiam się kiedy w końcu będzie dobrze?Nie lepiej, ale dobrze.
      • agni-123 Re: Po sześciu latach... 11.05.15, 10:08
        Ha. Było miło, ale się skończyło. W necie zobaczyłam mężczyznę a na żywo zagubionego chłopczyka. Czar prysł. Książe zamienił się w żabę.
        Ale może teraz mi się uda. jestem dobrej myśli. Pomimo drobnych kłopotów na początku jest ok. Żeby być bliżej mnie przeprowadził się, podjął pracę i spotykamy się w miarę możliwości. A najważniejsze,że moje córki Go akceptują . Gorzej z moim tatą, ale cóż to moje życie i ja decyduje kto się w nim pojawia i kto w nim zostaje. :-). Pozdrawiam wszystkich serdecznie.:-)
Pełna wersja