Dodaj do ulubionych

niespełnione marzenie o córce

09.01.14, 10:16
Witam. Jestem w największym dołku psychicznym jaki mi się zdarzył w życiu i już tego nie ogarniam, nie umiem się z tego wygrzebać. Przypuszczam, że powód może być dla Pani i niektórych bulwersujący, ale to było całe moje życie. Całe życie marzyłam o tym, żeby być mamą córki, nie o domu, bogactwie itp. ale o małej kruszynce w spódniczce. Gdy dowiedziałam się że urodzę pierwszego syna bolało, ale jakoś to przetrawiłam, bo "przecież za drugim razem się przyłożę i się uda". Zjadałam inernet na temat planowania płci, w końcu zdecydowaliśmy się na 2 dziecko, choć myślę że tu presja społeczna zrobiła swoje, a nie moja osobista chęć posiadania 2 dziecka. Myślałam, że jestem przygotowana na to nawet gdy będzie 2 synek, ale przecież tak się postarałam, że musi być córka... Jestem w 14 tyg ciąży z drugim synkiem... Od usg w 12 tyg zawalił mi się świat. Największe, jedyne marzenie poszło w zapomnienie, bo napewno nie będę miała więcej dzieci. Już nie zbuduję tej upragnionej relacji z moją córką, już nigdy... Synka kocham, ale obcy jest mi jego hałaśliwy świat pełen maszyn, samochodów, dinozaurów... i tak już zostanie, jego świat będzie mi coraz bardziej obcy. Nieiwem co z sobą zrobić, pisałam na forach z mamami synków, które bardzo chciały pomóc pisząc, że wszystko się ułoży, ale ze mną jest coraz gorzej... Teraz jestem na etapie, że chciałabym cofnąć czas, nie wiem jak dotrwam do końca tej ciąży. Jeszcze ta presja otoczenia, zawód w oczach rodziny (dla mamy to 4 ostatni wnuk) i wyrazy prawie współczucia powiedziałabym. Mam wrażenie, źe już nigdy nie będę szczęśliwa, a wszystko co zaplanuję w życiu mi się nie udaje. Boję się tej samotności, która z synami wydaje mi się nieuchronna, bo przecież odchodzą do swoich żon... inaczej jest z córkami, zwykle są blisko z matkami do końca życia. Ja już niewiem jak sobie pomóc, niewnawidzę siebie za to że tak czuję, myślę, że nie cieszę się z tej ciąży zupełnie. Zawiodłam się na sobie totalnie i wstyd mi za siebie. Proszę o pomoc, bo niewiem już co robić. Myślę, że bez terapeuty nie dam rady, może ma Pani jakiś kontakt do dobrego specjalisty z okolic Śląska..
Jestem już taka nieobecna i zamyślona, że niewiem jak funkcjonuję. Rano budzę się z tą myślą i wieczorem zasypiam z bólem i zawodem w sercu... Co się ze mną stało?...
Obserwuj wątek
    • inna_nowa_ja Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 10:38
      szczerze, nie potrafie zrozumieć takiego problemu. moja znajoma też takowy miała, biadoliła że nie chce trzeciego syna, że liczyła na córkę bo przecież wszystko zaplanowała no i cóż, trzeci syn urodził się bardzo chory a kocha go najmocniej na świecie.Przewartościował całe jej życie.

      A twoja rodzina jest zawiedziona bo ty jestem zawiedziona.

      Powodzenia życzę:)
    • korolla-x Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 10:39
      Ja myślę, że dobrze się stało, że nie masz córki. Dobrze dla niej, dziewczynki, której życiem prawdopodobnie całkowicie owładnęłaby kochająca bez pamięci mama. Jej świat byłby Twoim światem, jej sprawy Twoimi sprawami, jej szczęście Twoim szczęściem. Mała córeczka w spódniczce bardzo szybko urosłaby i próbowała dojrzeć, w końcu pewnie trafiłaby na podobne forum prosząc o pomoc, jak uciec od uzależniającej matki. Tak widzę przyszłość Twojej nienarodzonej córki, której brak wydaje się największym nieszczęściem na świecie. Terapia jest tu jak najbardziej wskazana, bo to, co piszesz, jest nie do uwierzenia.
    • rurek00 Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 10:41
      >> Już nie zbuduję tej upragnionej relacji z moją córką, już nigdy... Synka kocham, ale obcy jest mi jego hałaśliwy świat pełen maszyn, samochodów, dinozaurów.. <<
      A skąd wiesz, że zbudowałabyś taka super relacje z córką? Czy każda mała dziewczynka bawi się cichutko lalkami i konikami pony? Ja tam wolałam samochody i klocki. Marzyłaś chyba o żywej lalce, a nie o córce.

      > inaczej jest z córkami, zwykle są blisko z matkami do końca życia.
      A skąd wiesz, że córka nie chciałaby wyjechać na drugi koniec świata i widywałabyś ja tylko przez kamerkę internetową lub na święta? Tęsknisz za jakimś urojonym ideałem, którego nie ma i nigdy nie będzie. Z synem możesz mieć tez bardzo dobre silne relacje, to tylko od ciebie zależy. Z pewnością czują twoją niechęć.
    • igge Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 11:00
      nigdy tego nie piszę ale jesteś dziewczyno niemądra do kwadratu !!!!! Ciesz się dzieckiem, Boże dałabym pół życia i wszystko co mam, żeby zajść w ciążę i mieć drugiego synka. Jeszcze jedno dziecko było moim największym marzeniem więc trochę Cię rozumiem :)
      Ale da się pogodzić z brakiem spełnienia marzenia przecież zrobilaś wszystko co mogłaś, żeby mieć tę upragnioną córkę. Ciesz się dziewczyno, że masz zdrowe dzieci, nieważna pleć. Jakieś bzdury piszesz o dinozaurach, samochodzikach i takich tam różnicach między wychowaniem syna i córki. Z synam, z synami można mieć równie mocną więź jak z córką. Mój nastolatek jest tego żywym dowodem. Będziesz miała kiedyś w rodzinie synowe, to jak córki przecież. Nie licz na to, że coreczka bylaby słodkim różowym cukierkowym stworzeniem i gadała z mamusią o babskich sprawach, są dziewczynki nienawidzące tej calej lukrowanej dziewczynkości od małego i wiem co mówię. Ubieraj chłopaków na czerwono (i różowo jak chcesz ), nie obcinaj włosów, kupuj wózki dla lalek i pluszowe pieski i będziesz może miała co chcesz i bez tej wymyślonej córeczki :) Mój syn bawił się lalką, miał ku zazdrości 2letnich kolegów spacerówkę dla pluszaków, które uwielbiał, ubierałam go kolorowo i uniseksowo i jakoś wyrósł na fajnego i męskiego nastolatka. A różnic w wychowaniu i więzi z dziewczynką i chłopcem zupelnie nie widzę. No może córeczka częściej się kłóci z matką i jest bardziej gadatliwa. Reakcji Twojej rodziny też nie rozumiem, jest chora. Ciesz się dwójką chłopaków, córeczkai to nie jest jakaś lalkowa wersja dziecka z kokardką, Ty chciałabyś dziewczynkę wtłączać w jakieś bezsensowne stereotypy, moja córka chodzi najchętniej w męskich bluzach po bracie i w dżinsach, nienawidzi sukienek i spódnic i rajstop i wymusila wyrzucenie i niekupowanie takowych, ma żelazną wolę i żadnych tam spineczek i kosmetyków (wyjątek szampom, mydło i dezodorant) sobie nie życzy. Książek dla dziewczyn też nie chce czytać.
      Masz jakiś wyidealizowany i nierealistyczny obraz tego jak to jest mając córeczkę :). Jest dokladnie tak samo jak mając synka. Pozdr serd
      • igge Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 11:10
        PS:
        Z dorosłym synem relacja i kontakty mogą być częstsze i głębsze niż z córką. To jakiś mit, że na starość można liczyć na córkę bardziej. Moja teściowa ma syna i córkę i zdecydowanie z synem i jego rodziną kontakty są częstsze i bliskość co najmniej ta sama jak nie większa. Babcia=teściowa równie ważna i zaangażowana w nasze codzienne życie jak Babcia=mama
    • sorvina Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 11:08
      Myślę, że nieświadomie, chciałaś za pomocą posiadania córki skompensować sobie pewne braki z własnego dzieciństwa, swojej samooceny i inne emocjonalne. Z córką łatwiej, bo można się utożsamić z nią, dać jej to czego my nie dostałyśmy a pragnęłyśmy. Bawiąc się z nią dać sobie prawo do stania się na chwilę dzieckiem i dania swojemu wewnętrznemu dziecku to, czego potrzebowało a nie dostało. Ale w tym wszystkim nie chodziło by o córkę, ale o ciebie, nie widziałabyś jej a siebie, swoje potrzeby i swoją wizję córki. Jeszcze jakby była mała to ok, ale szybko okazało by się, że jest jednak odrębnym człowiekiem, ma inną osobowość/zainteresowania niż sobie wymarzyłaś i wtedy mogłaby zacząć słyszeć, że Cię unieszczęśliwia zachowując się tak i tak, będąc taka i taka. Dla dziewczynki to by było piekło.

      Nie wiem czy akurat ciąża to najlepszy czas, ale warto poszukać terapeuty, zwłaszcza takiego, który stosuje terapię wewnętrznego dziecka, lub choć pójść na warsztaty tego dotyczące.
      Jak sama, metodami terapeutycznymi dasz sobie to czego potrzebujesz, to nie będziesz potrzebowała dziecka by Ci to zrekompensowało. Będziesz mogła więcej dawać synom, cieszyć się nimi. Owszem, może czasem pojawić się smutek, że nie jest tak idealnie jak sobie zamarzyłaś, ale czasem tak się w życiu dzieje. Natomiast jeśli nie wiążą się z tym niezaspokojone potrzeby, to już nie jest dramat. Trochę melancholii od czasu do czasu i tyle.
      • igge Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 11:20
        Sorvina 10/10
        ja tam mam córkę, której chciałabym kupować lakier do paznokci, błyszczyki i kolczyki i sukienki i takie tam drobiazgi i NIE MOGĘ bo ona nie chce. Więc sama sobie kupuję trzy butelki perfum i pięć szminek etc. Ona wręcz na propozycję spódniczki krzyczy, żebym sama sobie kupila jak mi się coś podoba a ona nawet damskiej bluzki nie założy, niedawno stos takich prezentów od rodziny poszedł do kosza. Syn natomiast zainteresował się moim korektorem pod oczy i czasem używa na krosty.
      • sorvina Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 11:20
        Jeszcze jedna uwaga - uzależniłaś swoje szczęście od pewnego scenariusza, który nie zależał do końca od ciebie - ani płeć poczętego dziecka, ani potem jego zachowanie. Czas wziąć odpowiedzialność za własne szczęście i zaspokojenie swoich potrzeb i zadać sobie pytanie co TY możesz zrobić, by poczuć się lepiej. To wymaga czasem odwagi zawalczenia o siebie, owszem, ale to jedyna zdrowa droga, inaczej zostanie robienie sobie dobrze kosztem innych.
        • aqua48 Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 11:27
          Dołączam się do dziewczyn. Problem nie leży w tym jakiej płci masz dzieci, ale w Tobie i Twoich oczekiwaniach. Dziecko nie jest odpowiedzią na marzenia rodziców, ani "prezentem" dla nich. Nawet gdybyś miała dwie córki to najprawdopodobniej nie spełniałyby one i tak Twych wygórowanych oczekiwań i miałabyś o to do nich nieustanne pretensje, a sama nadal byłabyś nieszczęśliwa i zawiedziona. Powinnaś iść na terapię jak najszybciej aby uporządkować swoje życie i nie spaprać życia Twoim dzieciom.
    • pogodoodporna Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 11:28
      A ja troszeczke Cie rozumiem. Bedac dwukrotnie w ciazy, za kazdym razem marzylam o corce. Nie mialam wprawdzie wizji, zeby ubierac ja w rozowe sukieneczki, nawet mi to do glowy nie przyszlo, ale wyobrazalam sobie, ze kiedys, potem, w przyszlosci, bede dzielic z nia radosc jej macierzynstwa. Z synami nie byloby to mozliwe.
      Tak sie zlozylo, ze jestem szczesliwa mama dwoch corek. Dwoch corek uzdolnionych technicznie, wrazliwych na innych, odwaznych i madrych. Jednak teraz, bedac juz sporo lat starsza, mysle, ze synowie byliby rownie wspaniali, wiem, ze wychowanie ich przyniosloby mi tyle samo radosci. Plec przeciez nie ma zadnego znaczenia :-)
      • igge Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 12:24
        Pogodoodporna < a skąd możesz wiedzieć czy będziesz dzielić radości macierzyństwa z córką i dlaczego tylko z córką a nie z synową? Moja teściowa dzieliła ze mna radości macierzyństwa, na pewno, dzieli je do dzisiaj. Jej córka nie ma i nie będzie miała dzieci, jest singielką więc ja też nie mam pewności czy ktoreś z moich dzieci będzie miało swoje dzieci kiedyś, którymi (wnukami) mogłabym się cieszyć. Na wszelki wypadek nie oczekuję na wnuki, cieszę się dzieciakami swoimi na maksa choć mogłabym marzyć o wnukach. Dlaczego z synami nie można dzielić uroków ojcostwa a z synowymi macierzyństwa - nie pojmuję??? No i nie ma żadnej gwarancji, że w ogóle się rozmnożą, tyle singli teraz na świecie. Nie wspominając o nieprzewidywalnej orientacji seksualnej.
        • pogodoodporna Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 13:16
          igge napisał:

          > Pogodoodporna < a skąd możesz wiedzieć czy będziesz dzielić radości macierz
          > yństwa z córką i dlaczego tylko z córką a nie z synową?

          Pewnie, ze w zyciu nie ma nic pewnego, moge przeciez nigdy nie zostac babcia, nie zalezy to ode mnie ;-)
          Co do potencjalnej synowej, to bedac w ciazy, trudno by mi bylo wybrazac sobie wiezi jakie beda mnie z nia kiedys laczyc, to czysta abstrakcja, wlasna corke jakos bardzej da sie zwizualizowac, dlatego napisalam, ze rozumiem zalozycielke watku.
          Wiesz Igge, mnie osobiscie nie brakuje synow, bo wiez jaka stworzylam z corkami wydaje mi sie nadzwyczajna i niepowtarzalna. Jednak z perspektywy czasu sadze, ze to nie ich plec sie do tego przyczynila, ale fakt jakimi sa ludzmi, jakie maja charaktery.To za to je podziwiam i szanuje, a nie dlatego ze sa kobietami.
          Mysle, ze zalozycielka watku nie docenia faktu, ze przede wszystkim przypadla jej w udziale radosc z rodzicielstwa, plec jest tutaj niewiele znaczacym szczegolem :-)

          > Dlaczego z synami nie można dzie
          > lić uroków ojcostwa a z synowymi macierzyństwa - nie pojmuję???

          Oczywiscie, ze mozna :-) No moze poza "drobnymi" szczegolami, ze mezczyna nigdy nie zajdzie w ciaze i nie bedzie karmil piersia, sila rzeczy wiec slowa takie jak: miesiaczka, laktacja, porod, zawsze beda dla niego pojeciami abstrakcyjnymi. Co nie znaczy wcale, ze wiezi z synem (zieciem) mialyby byc gorsze, nie, po prostu sa inne.
          Mysle, ze jako matki mamy nadzieje, ze dokladajac wszelkich staran, uda nam sie stworzyc cieple, serdeczne relacje z naszymi dziecmi. Bardzo czesto sie to udaje. Udaje sie to tez z synowymi i zieciami, ale na wychowanie tych ostatnich niestety nie mamy wplywu, dlatego w pierwszej kolejnosci koncentrujemy sie na relacjach z wlasnymi dziecmi, bo to z nimi bedziemy spedzac pierwsze kilkanascie lat ich zycia. A bedac w ciazy mamy jakies wyobrazenia, marzenia, plany. Jedne sa bardziej realne, inne mniej, ale kazda kobieta je ma, zalozyciela watku nie jest przeciez wyjatkiem :-)
          • igge pogodoodporna :) 09.01.14, 19:39
            Po pierwsze sorry, że niestety poprzednie pytania moje do Ciebie zabrzmiały jakoś niechcący napastliwie jakby, przepraszam.
            Po drugie baaaardzo mi się podoba co piszesz :) bardzo
            Zdanie Twoje, że autorka wątku trochę nie docenia, że przypadła jej w udziale radość z rodzicielstwa uważam za istotę tego wątku. Tak wiele potencjalnych matek nie może mieć dzieci, nie może zajść w ciążę, donosić jej, urodzić i wychować dziecka, mimo, że nie mają co do tego dziecka żadnych wymagań i konkretnych pragnień. Autorka wątku ma wielkie szczęście i radość i mam nadzieję, że jak zobaczy swojego bobasa to wszelkie marzenia o dziewczynce przejdą jej od razu. A na razie powinna się rozpieszczać, głaskać brzuszek i do niego przemawiać i być spokojna a nie zasmucona bo smucić się nie ma czym.
            Droga pogodoodporna dużo fajnych rzeczy napisałaś i podpisuję się pod wszystkimi rękami i nogami ale z jedną się nie zgodzę. O miesiączce, laktacji, porodzie faceci też mogą sporo wiedzieć choć oczywiście ich nigdy nie doświadczą bezpośrednio :) Mój mąż i trochę syn już są prawie ekspertami :) pozdr serdecznie
    • edw-ina Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 11:31
      A gdyby ta córka nie była taka, jaką ją sobie wymarzyłaś? Gdyby zamiast spódniczek wolała ogrodniczki, zamiast lalek samochody? Kochałabyś ją tak samo, gdyby nie spełniła twoich oczekiwań?
      Można wyrządzić komuś ogromną krzywdę zakładając kim i jaki będzie. Nie dajemy wówczas drugiej osobie swobody do podejmowania własnych decyzji, do tworzenia siebie samego według własnych upodobań. To szczególnie łatwe, a jednocześnie bolesne, w odniesieniu do dzieci. Chcemy, by spełniły nasze oczekiwania. Z tego rodzą się później tragedie. Beethoven nie rozumiał dlaczego jego bratanek nie ma słuchu muzycznego i nękał go muzyką wierząc, że ten w końcu objawi swój talent. Picasso był tak zniesmaczony faktem, że jego dzieci nie odziedziczyły po nim talentu malarskiego, że na ich wszelkie próby dziecinnego rysowania odpowiadał złością. Itp, itd.
      I tak, jak z dziewczynką można grać w nogę, jeździć motocyklami czy ścigać się gokartami, tak nic nie stoi na przeszkodzie, by z chłopcem piec ciastka czy sadzić kwiatki w ogródku. Ale ty sama musisz do tego dopuścić w swojej głowie.
    • mamasiasiulki Ło Jezu! 09.01.14, 12:21
      Dziewczyno, a może to hormony? ;-) Ja wszystkie ciąże albo przeryczałam, albo przespałam, albo wkurzałam się o byle co.

      Mam na stanie między innymi te Twoje upragnione księżniczki - wszystkie jak jeden mąż:
      - uznają tylko legginsy i bawełniane bluzki bez ozdób czy napisów
      - nie dają się uczesać pomimo pięknych, bujnych loków; włosy muszą być do ramion, puszczone i tyle
      - interesują je samochody, klocki, robale, sztuki walki i kopanie w nogę z ojcem tudzież oglądanie piłki
      - wszystkie lalki i miśki leżą na szafie - zaaklimatyzowały się u nas tylko zabawki montessoriańskie i takowymi inspirowane tudzież np. zestaw nowiuteńkich kluczy płaskich męża (służy do wszystkiego od wkręcania śrub po układanie w porządku rosnącym i granie na nich pałką od trójkąta); do marketów już ich nie zabieram, bo ciągnęły notorycznie w kierunku stoisk tudzież marketów budowlanych i urządzały ryk, żeby im kupić np. po jednej śrubie i nakrętce z każdego rozmiaru do zabawy...
      - na dwór wychodzą tylko w kaloszach, przychodzą brudne jak prosiaki, bawią się kijami i błotem;

      Chłopca też można ubrać ŚLICZNIE, można z nim zbudować ciepłą i serdeczną relację.

      Co do zabawek, to ja polecam zainteresowanie się np. blogami mam, które bawią się z dziećmi w duchu Montessori (wczesna edukacja Antka i Kuby mi przychodzi do głowy tak na pierwszy rzut czy np. projekt człowiek) - zobaczysz ile ciekawszych niż auta i dinozaury rzeczy można robić z chłopcami. Zapewniam Cię, że w naszym domu z tradycyjnych, "płciowych" zabawek mamy parę pacynek, które można w sumie pod lalki podciągnąć, a które tylko do teatrzyku służą i z pięć może aut "służb mundurowych". Osobiście nie widzę ŻADNYCH różnic między moimi dziećmi czy relacjami z nimi ze względu na płeć. Tak samo bawią się zwierzątkami, dokazują, układają puzzle. Wszystkie (rozrzut: żłobek - podstawówka) potrafią w ciszy i skupieniu pracować na swoich stoliczkach, wszystkie chętnie pitraszą, pieką ze mną. Dziewczyny robią nawet więcej - hałasu, bajzlu, pisku. I bardziej są uparte ;-)

      A terapeuta swoją drogą się przyda. Powodzenia i daj czasem znać, jak tam :-) Już sobie wyobrażam Twojego słodkiego bobaska. Och, mniam, schrupać. Małe łapunie, małe stópki :-)
      • sebalda Re: Ło Jezu! 09.01.14, 12:35
        No i gender się kłania:) Bo chłopcy to tylko hałas, zamieszanie, samochody i dinozaury, a dziewczynki to sama słodycz, łagodność i sukieneczki:)
        Z chłopcem też można nawiązać bliską więź, przecież to nie zależy od płci dziecka.
        Gorzej, gdy mąż nie pozwala matce za bardzo łagodnie traktować synów. Tacy też się zdarzają, bo wątek trollicy wcale nie był taki od czapy:(
        Ja z synem jestem blisko związana (choć też nie za blisko, bo to niezdrowe, ale dla dzieci obojga płci), a i przyjemność z patrzenia na niego też mam, bo nosi włosy długie prawie do pasa:) Do tego piękne, gęste, zadbane. Przecież nie wszyscy chłopcy i wszystkie dziewczynki są takie same:)
        • igge Re: Ło Jezu! 09.01.14, 12:50
          Sebaldo, mój syn miał długo długie wlosy i tak pięknie jaśniały mu od słońca a teraz wyrósł znienacka z tego, obciął króciutko, zażądał gumy do ukladania grzywki (podobno pianka to nie to, autorytet fryzjerka kazała gumę zakupić) i przestał słuchać heavy-metal. Tańczy, gimnastykuje się, kupuje dla dziewczynek czekoladę i częstuje. Chciałam długo, żeby on miał krótkie włosy a córka dlugie a oni latami mi na złość :) woleli i robili odwrotnie. Teraz córka ma jedyna w szkole krótkie włosy (a mogłaby mieć przepiękne jasny blond loki do pasa) a syn już nie ma długich blond, choć je tak polubiłam w końcu. Teraz z nostalgią wspominam jego fryzurę podobną do fryzury Twojego syna:)
        • sssmutna Re: chcę napisać jeszcze coś 09.01.14, 13:05
          Dziękuję Wam, że jesteście. Tak naprawdę nie mam z kim o tym pogadać, bo zrozumiałe nawet dla mnie jest to, że ludzie mojej "rozpaczy" nie rozumieją. Sama jeszcze kilka miesięcy temu patrzyłabym na kogoś takiego jak ja jak na "ufo" conajmniej... ale tak mnie niestety rąbnęło.... I nie chcę tutaj niczego ukrywać, ubierać moich emocji i myśli w piękne słowa, bo tutaj mogę być szczera, wyrzucić to wszystko z siebie. Jestem zła na siebie, że nie umiem cieszyć się tą ciążą, a to przecież ostatni raz taki stan w moim życiu (mam już swoje lata...). Chyba od czasu tego feralnego usg (nota bene nie chciałam wcale znać płci, ale lekarka powiedziała prosto z mostu, mimo, że nie pytaliśmy) nie było dnia żebym nie płakała. Piszecie, ze sobie wyobraziłam tą córkę, jak ma być, ale tak do końca to nie wyobrażenie a rzeczywistość. Mam sporo znajomych z córkami i synami (co prawada w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym) i dziewczynki są duuużo łatwiejsze w obsłudze, grzeczniejsze i zdecydowanie bliżej im do mam. I chcę jeszcze dodać, że nie tęsknię za różowymi wstążkami i sukieneczkami (wtedy myślę,że szybko by mi przeszzedł chwilowy zawód) ale właśnie za tą utraconą relacją mama-córka. Za wspólnym "babskim światem" takim jak mój syn ma z tatą. A czy by ta relacja była taka jak sobie wyobrażam? NIewiem, ale przynajmniej miałabym szansę ją zbudować.
          Co do synowych?... Lubię moją teściową, ale jest mi hm... obojętna. Pierwsza jest i będzie zawsze mama. A dla syna - żona. I tak ma być, wiem to.
          A z tym otoczeniem jestem zła tymi komentarzami, ale chyba tak jak w przysłowiach jest odrobina prawdy tak i w tych stereotypach, że "córka jest dla rodziców, a syn dla świata", nawet ostatnio usłyszałam "oj to chyba u Pana Boga nie zasłużyłaś, że synów ci samych dał..."
          • pogodoodporna Re: chcę napisać jeszcze coś 09.01.14, 13:47
            sssmutna napisała:

            > Jestem zła na siebie, że nie umiem cieszyć się tą ciążą,
            > a to przecież ostatni raz taki stan w moim życiu (mam już swoje lata...). Chyba
            > od czasu tego feralnego usg

            Moja przyjaciolka na usg po prostu sie rozplakala, to byl trzeci chlopiec i tez bardzo czekala na corke. Potem mi opowiadala jak bardzo bylo jej wstyd, ze zamiast sluchac, czy dziecko ma zdrowe serce, nerki, kregoslup, zalewala sie lzami, ze to nie jest wymarzona dziewczynka. To chyba byl dla niej jakis przelom, bo od tego czasu zaczela cieszyc sie ze swojego kolejnego synka. Ty tez poczujesz te radosc, zycze Ci tego z calego serca :-)
            • edw-ina Re: chcę napisać jeszcze coś 09.01.14, 13:52
              Tak swoją drogą to wyjątkowo wcześnie określono płeć. O ile pamiętam to ja dowiedziałam się około 20 tygodnia, wcześniej stwierdzono, że po prostu jest to niemiarodajne. Zresztą i tak przy każdym kolejnym usg lekarz sprawdzał płeć. A moja dobra koleżanka do 36 tygodnia była pewna, że urodzi dziewczynkę, bo tak wskazywały wszystkie badania, a dopiero wówczas wyszło na to, że to chłopczyk. Jak dla mnie to nieco za wcześnie to wszystko.
          • a.nancy Re: chcę napisać jeszcze coś 09.01.14, 14:01
            > chyba tak jak w przysłowia
            > ch jest odrobina prawdy tak i w tych stereotypach, że "córka jest dla rodziców,
            > a syn dla świata",

            ale nie rozumiesz, że takie myślenie jest toksyczne? dziecko nie powinno być "dla rodziców", tylko dla samego siebie. przy takiej ilości oczekiwań, emocji, wyobrażeń miałabyś dużą szansę swoją córkę skrzywdzić. właśnie tym myśleniem, że jest "dla ciebie", że musi mieć z tobą tą niezwykłą, mityczną relację, którą sobie wymyśliłaś.
            byłam taką córką. bardzo blisko z mamą, niczym przyjaciółki - papużki-nierozłączki. dużo czasu i łez potrzebowałam, żeby się od tej relacji uwolnić, bo spalałyśmy się obie.
          • igge Re: chcę napisać jeszcze coś 09.01.14, 20:15
            ssmutna dziewczyno kochana, masz prawo do wszystkich uczuć w tym do smutku i rozczarowania, teraz mi jest głupio i przykro, że się czepiam kobiety w ciąży :( przepraszam.
            Chciałabym ci nieba przychylić ale wymarzyłaś sobie rzecz nieosiągalną bo płci dziecka nie da się przecież zaplanować.
            Taka relacja matka-córka nie zawsze wygląda tak dobrze jak to co Ty opisujesz. Są kobiety, które z matkami mają/miały bardzo trudne i nieszczęśliwe relacje, mnie się wręcz wydaje, że stereotypowo to córeczka jest dla tatusia a synek dla mamy (u mnie trochę tak jest ale prawie niedostrzegalnie i walczę z tym i z zazdrością córki o brata)
            Córki wcale nie są grzeczniejsze i bardziej "więziotwórcze" od synów.
            Adoptujcie córeczkę :) to żart, nie planujecie trzeciego dziecka przecież.
            Przeraża mnie, że piszesz, że od usg placzesz codziennie. Wypłacz się może raz a porządnie pół dnia a potem pogodź z losem. Nie wiem, jeśli jesteś wierząca to pomyśl sobie, że Bóg Ci dał to co dla Ciebie najlepsze, zaakceptuj płeć swojego dziacka. Znam kobiety, które niechcący zaszły w pozamałżeńską ciążę, myślały o aborcji, a po urodzeniu dzidziusia zupełnie oszalały z miłości na jego punkcie. Pamiętam też jak mój wujek na wieść, że urodziła mu się córka (druga) wymamrotał do siebie z rozczarowaniem chyba " znowu dziurawe", a potem był zaangażowanym na maksa uwielbiającym drugą córkę tatą (akurat jako trzeci urodził mu się wytęskniony syn ale to inna historia i tak to ta druga córka przejęła po nim jego "męskie" przywódcze cechy i pewnie będzie zarządzać jego firmą) Musisz powolutku pozwolić sobie oswoić się z tym wynikiem usg i będzie dobrze :))))) Sciskam cieplutko
          • verdana Re: chcę napisać jeszcze coś 10.01.14, 08:16
            Jesli dla córki matka jest bliższa niż mąż, to to nie jest ani zdrowe, ani dobre. Naprawdę sądzisz, ze córka mająca partnera będzie nadal Twoją "małą córeczką" zwierzającą sie ze wszystkiego? Że zięciowi nie będziesz tak samo obojętna? Chciałabyś być dla córki-mężatki "najważniejsza" - to przecież jest i nierealne i chore.
          • morekac Re: chcę napisać jeszcze coś 11.01.14, 15:32
            dziewczynki są duuużo łatwiejsze w obsłudze, grzeczniejsze i zdecydowanie bliżej im do mam.
            Ja mam dwie córki - i wierz mi, chyba jednak nie są łatwiejsze do wychowania niż chłopcy . Sama zresztą poczytaj sobie wąteczki o sfochowanych i trudnych dziewczątkach w wieku od 8 lat wzwyż. To, że w wieku przedszkolnym dziecko płci żeńskiej robi trochę mniej hałasu i trochę mniej biega niż dziecko płci męskiej (oczywiście statystycznie, bo są i spokojni chłopcy, i dziewczynki rozrabiające za 4) - nie oznacza, że wychowuje się je łatwo i bezproblemowo. Są to zapewne inne problemy niż w przypadku chłopców, występują czasem w innym wieku - ale są. Być może jeszcze nie raz odetchniesz z ulgą, że jednak nie masz dziewczynki...
          • morekac Re: chcę napisać jeszcze coś 11.01.14, 15:45
            m "oj to chyba u Pana Boga nie zasłużyłaś, że synów ci samych dał..."
            Smutna, nie wiem, czy podpadłaś, czy zasłużyłaś, ale z pewnością kogoś, kto mówi takie teksty ciężarnej kobiecie, rozum i takt opuściły. Znasz takie powiedzenie "Jak Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera".
            Jest jeszcze inne "Jak Bóg chce kogoś ukarać, to mu spełnia marzenia"...
        • aqua48 Re: Ło Jezu! 09.01.14, 14:19
          sebalda napisała:

          > Ja z synem jestem blisko związana i przyjemność z patrzenia na niego też mam, bo nosi
          > włosy długie prawie do pasa:)

          O to, to, mój młodszy też przez jakiś czas nosił długie, a ma wyjątkowo gęste, fajne. Ile ja mu się wtedy warkoczy nie naplotłam :0
          A i teraz mimo, że właściwie metrykalnie dorosły i samodzielny, przychodzi się przytulić do mamy, pozwierzać, poradzić i prosi czasami żeby go pomiziać za uchem.
    • danaide Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 12:58
      "Całe życie marzyłam o tym, żeby być mamą córki" - "myślę że tu presja społeczna zrobiła swoje, a nie moja osobista chęć posiadania 2 dziecka" - te dwa zdania wyrwane z kontekstu są wg mnie sprzeczne, a ta sprzeczność kryje problem, o którym dziewczyny już Ci napisały.

      Twoja presja na córkę, presja babci (?) na wnuczkę, zawód bo nie córka, nie wnuczka a synek/wnuczek. Cóż, chyba nie pierwszy raz nie spełniłaś pokładanych w Tobie nadziei. Byłaś samotna w domu swoich rodziców i teraz boisz się że będziesz samotna w swoim własnym domu. Tyle że teraz to jest już Twój dom i to od Ciebie w dużej mierze zależy jak to będzie. Płeć nie ma tu żadnego znaczenia.
      • sssmutna Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 13:15
        Danaide to trochę prawda z tym, że mam poczucie, że znow zawiodłam... Bo tak naprawdę niewiele mi w życiu wyszło. Byłam bardzo zdolną uczennicą, jestem utalentowana muzycznie, a tak naprawdę... jestem teraz nikim. I to jedno jedyne marzenie trzymało mnie na nogach.
        Poza tym ja naprawdę nie rozumiem chłopców, ani małych , ani nastolatków. Dla mojego syna jestem powoli od "wycierania noska", a moi siostrzeńcy - 13 lat i 8 lat mnie przerażają. Opsryskiliwi, chamscy, ciągle się bija, a komputer to do nich cały świat...
        • pogodoodporna Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 13:35
          sssmutna napisała:

          > Bo tak na
          > prawdę niewiele mi w życiu wyszło. Byłam bardzo zdolną uczennicą, jestem utalen
          > towana muzycznie, a tak naprawdę... jestem teraz nikim. I to jedno jedyne marze
          > nie trzymało mnie na nogach.

          Pomysl o tych wszystkich kobietach, ktore bezskutecznie staraja sie o dziecko. Czasem przez wiele lat. Pomysl o tych, ktore wielokrotnie poronily, ktore poddaja sie bolesnym zabiegom, badaniom i terapiom, zeby chociaz minimalnie zwiekszyc szanse na bycie matka. Nie sadze, aby plec tego wymarzonego dziecka, tak dlugo oczekiwanego, upragnionego, grala w tym przypadku jakas role. Jestes szczesciara. Bo kazda mama to szczesciara, pamietaj o tym :-) A Ty bedziesz wkrotce mama "podwojna" ;-) Glowa do gory :-)
        • a.nancy Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 14:07
          sssmutna napisała:

          > Danaide to trochę prawda z tym, że mam poczucie, że znow zawiodłam...

          chciałabyś córce zafundować to samo? stawiasz jej ogromne wymagania - zaocznie, bo nawet tej córki nie masz :) - wyobrażasz sobie jaka będzie - a gdyby okazała się zupełnie inna? umiałabyś nie okazać jej nigdy, że cię zawiodła? nie sądzę - nie dlatego, że uważam cię za złą matkę, ale po prostu im większe nadzieje, tym większy potem żal...
        • aqua48 Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 14:12
          sssmutna napisała:

          > tak naprawdę... jestem teraz nikim.

          Oj, powiało depresją ciążową. Psycholog by Ci się przydał, a na razie kartka i wypisanie wszystkich, choćby najmniejszych osiągnięć życiowych w punktach. I powieś sobie tę kartkę w łazience koło lustra, żeby na nią codziennie rano spojrzeć, przeczytać na głos i przejąć się.

          > Poza tym ja naprawdę nie rozumiem chłopców, ani małych , ani nastolatków. Dla m
          > ojego syna jestem powoli od "wycierania noska", a moi siostrzeńcy - 13 lat i 8
          > lat mnie przerażają.

          Jak możesz zrozumieć swego synka jeśli wcale się nie starasz? Myślisz, że to się samo robi?
          Jesteś od "wycierania noska" bo w takiej pozycji się ustawiłaś. Zamiast uczestniczyć w jego życiu, rozwijać jego zainteresowania, czytać mu interesujące go książeczki, choćby o dinozaurach, i podsuwać mu inne tematy, które będą ciekawić was oboje. Nie musisz grać z nim w nogę ani jeździć autami (choć mogłabyś!). Możecie układać puzzle, grać w chińczyka, czy w domino, chodzić na ciekawe, tematyczne spacery. Pokazywać świat należy i chłopcu i dziewczynce, bez różnicy. Ale jeśli odcinasz się od małego dziecka, nie cieszysz się jego radościami, nie wiesz co go interesuje, to i z większym nie będziesz mieć dobrego kontaktu.
          A otoczenie masz po prostu głupie, bo Twoja wartość nie zależy od tego kogo urodzisz. Powinni się wszyscy cieszyć, że dzieci są zdrowe. Jak będziesz nadal wysłuchiwać totalnych bzdur, że "nie masz szczęścia" z dwoma chłopcami i przejmować nimi co gorsza, to będzie jeszcze gorzej niż jest. I mówi Ci to matka dwóch chłopców, która też nie wyobrażała sobie niegdyś, że nie będzie mieć córeczki :)
        • danaide Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 14:38
          Kurcze, sssmutna, a ja od 6go roku życia chciałam grać na pianinie, ale moja matka nie widziała we mnie drugiego Mozarta (plimplałam na każdym dorwanym pianinie jak każde dziecko) i do dziś nie gram na niczym i mam córeczkę!!! (I jeszcze długo po jej urodzeniu musiałam się uczyć o co chodzi z tym byciem z dzieckiem.)

          I to tak działa=)

          Z jednej strony coś umiemy, z drugiej nie umiemy. Z jednej o czymś marzymy, coś dostajemy, z drugiej - ściana. Przez wiele lat kopałam się z koniem, nie słuchałam siebie, dalej mam bardzo niskie poczucie wartości, ale mimo wszystko nauczyłam się choć minimalnej otwartości na to co mi się przytrafia. Także na dziecko, takie jakie jest.

          Polecam Ci też taką książkę "Narodzić się", o tym jak okoliczności ciąży czy porodu wpływają na dzieci. Co jak urodzi się dziecko niechciane, "złej płci", poród za szybki, za wolny... Tam są i afirmacje dla dziecka i wyjaśnienie (abstrakcja, ale co zaszkodzi nam trochę magii w życiu), dlaczego takie dziecko pojawiło się akurat u Ciebie i przede wszystkim skąd wzięło się w Tobie coś takiego, że sprawiło, że ciąża / poród były takie, a nie inne.

          Plus ćwiczenie z gender - popatrz na dziecko jak na istotę bez płci. Dziewczynki mogą mieć samochody, chłopcy mogą mieć lalki. Dostajesz już teraz od każdego ze swoich dzieci maks miłości, więc się tak nie uprzedzaj. Co z tym dalej zrobisz - inna sprawa.

          To nie jest pierwszy raz na forum. Ktoś pisze o problemie, bo myśli, że to jest jego problem. A potem okazuje się, że to jest tylko czubek góry lodowej, problem jest zupełnie inny, poniżej poziomu morza, trzeba się zanurzyć i zmierzyć. Twój brak poczucia wartości, Twoje myślenie, że coś musisz, musisz dla matki, dla rodziny, jakoś sobie zasłużyć na akceptację, bo inaczej czeka Cię tylko samotność, że to dają kobiety, dziewczynki, a chłopcy i mężczyźni nie... Nie ogarniam tego, ale sorvina już Ci napisała: Twoje marzenie o córeczce jest marzeniem o sobie samej. Innej, kochanej, akceptowanej, bez warunków wstępnych, bez kokard we włosach i paskach na świadectwie. Zostałaś odrzucona, masz wzorzec odrzucenia, masz synków - odrzucasz, miałabyś dziewczynkę - odrzuciłabyś za brudny nos, za poplamioną sukienkę, za trajlowanie o księżniczkach. Tak Cię nauczono.

          Czy w tym wątku polecałam już Jespera Juula "Twoje kompetentne dziecko?"?
          =)
        • igge Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 20:24
          Twoi siostrzeńcy są opryskliwi i biją się a ja znam chłopaków wrażliwych, delikatnych, czułych, troskliwych, którzy nigdy nikogo nie uderzyli itp (małych i dorosłych) nie ma reguły..
          I nie jesteś nikim. Jesteś człowiekiem i jesteś sobą i masz na pewno mnóstwo zalet i talentów i możesz rozwijać swoje człowiecze zainteresowania/umiejętności i być kimś.
          Jesteś najważniejszą osobą na świecie dla swoich dzieci i (może :)) męża, rodziców. Bądź dobra dla siebie samej dziewczyno i nie rozpamiętuj przeszłości i swoich nie rozwijanych zdolności tylko ciesz się TU I TERAZ. Z tego co masz i kim jesteś. Bo masz powody do radości.
          • rumpa Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 16:55
            prawdopodobnie miała szanse na o wiele więcej niż tanie pocieszanie - wszyscy jesteśmy wyjątkowi. Jasne, ślimaki też są. Może naprawdę była wyjątkowa, ale coś poszło nie tak. Spadła z wysoka. Trzeba najpierw tam być, aby zrozumieć to uczucie straty, że coś wymknęło się z rąk. Proponowanie komuś, kto miał piękny ogród - balkon z widokiem na Tesco naprawdę nie poprawia nastroju. Tym bardziej się czuje niezrozumienie i samotność, i takie zawstydzenie bo nie da się ukryć, że dla masy ludzi własne mieszkanie choćby i z widokiem na tesco, to jest coś. No ale jak się do niego trzeba przeprowadzić z pięknego domu z ogrodem, to sprawa wygląda inaczej.
            • verdana Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 17:12
              Ale to nie jest mieszkanie z widokiem na Tesco, tylko inny ogród. A właściwie nie inny - drugi taki sam. Jesli tak bardzo martwi drugi taki sam ogród, to znaczy, że ten pierwszy wydaje się nic nie wart. A mówimy, przepraszam bardzo, o synu, już żyjącym.
            • srebrnarybka Re: niespełnione marzenie o córce 11.01.14, 13:41
              przerażające jest dla mnie traktowanie dziecka jako ogrodu albo balkonu z widokiem na Tesco. Dziecko to jest człowiek, odrębny człowiek i jest wartością samą w sobie i samą dla siebie. Jeśli ktoś traktuje dziecko jak ogród albo alternatywę dla ogrodu, to w ogóle nie powinien mieć dzieci, tylko ten ogród. A nawet dwa.
              • verdana Re: niespełnione marzenie o córce 11.01.14, 13:45
                E, jak sądzę, to jest takie odniesienie do filmu o dziecku z ZD, gdzie matka mówi, że zawsze chciała jechać do Włoch, a wylądowała boddajże w Holandii. No i ze ta Holandia w ostatecznym rozrachunku nie jest taka zła, ale trzeba się pogodzić, że Włoch się nie zobaczy.
                • srebrnarybka Re: niespełnione marzenie o córce 11.01.14, 13:54
                  filmu nie widziałam, ale dla mnie jest to przedmiotowe traktowanie dziecka. Dziecko = człowiek jest wartością samą w sobie niezależnie od płci. Czy to ja, katoliczka, mam tutaj przypominać o gender :) ?
                  Swoją drogą zostałam wychowana przez bardzo konserwatywnych katolików w latach 60tych. Moi rodzice długo nie mogli mieć dziecka, opowiadali mi o tym, jak czekali, jak się ucieszyli, że będę. Zapytałam kiedyś, miałam może z 11 lat, mojego Ojca, który był chodzącym konserwatyzmem, czy chcieli mieć mieć syna, czy córkę. Ojciec odpowiedział na to trochę naiwnie, że syna byłoby łatwiej wychować, ale przecież to nie ma znaczenia, bo kocha się dziecko jako człowieka. Zawsze mi zresztą wbijali to do głowy, gdy się opowiadało o znajomych czy o jakichś zasłyszanych sytuacjach, że najważniejsze jest dziecko jako takie, jako człowiek, a płeć jest nieważna To taka refleksja na temat obecnych awantur o gender, ale to tak na marginesie.
                    • srebrnarybka Re: niespełnione marzenie o córce 11.01.14, 22:43
                      Być może. Urodzenie chorego dziecka jest rzeczą smutną, bo ono cierpi, a kochający je rodzice wraz z nim.
                      Ale porównanie do balkonu z widokiem na Tesco dotyczyło jednak dziecka niewłaściwej płci.
                      Coś mi się wydaje, że moje katolickie wychowanie w konserwatywnej rodzinie było bardziej gender, niż to, o czym czytam na forum nie tylko w tym wątku :)
    • nammkha Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 13:13
      SSSmutna,

      Rozumiem twój ból i to, że możesz czuć jakby to był koniec świata. Twoje emocje są prawdziwe i trzeba to zaakceptować...
      Jednak warto by się przyjrzeć temu dlaczego aż taki ból wywołuje w tobie fakt, że twoim drugim dzieckiem będzie chłopiec.
      Niepokojące jest to, że obwiniasz się o to, że to nie córka, choć racjonalnie rzecz biorąc nie miałaś żadnego wpływu na to, jakiej płci dziecko spłodzisz... Aż dwukrotnie piszesz o tym, że zawiodłaś się na sobie samej. Obwiniasz siebie za coś na co nie masz wpływu... Z resztą nie tylko siebie obwiniasz, ale zaczynasz także przekładać te emocje na swojego syna.

      Skąd wiesz, że rodzina jest zawiedziona tym, jakiej płci jest twoje dziecko? Czy rozmawiałaś z mamą i rodziną na ten temat czy to tylko twoje przypuszczenia? Być może widzisz ich reakcję przez pryzmat własnego rozczarowania?

      Piszesz:

      Mam wrażenie, źe już nigdy nie będę szczęśliwa, a wszystko co zaplanuję w życiu mi się nie udaje.

      Co masz na myśli, pisząc że wszystko co zaplanujesz w życiu Ci się nie udaje? Ponieważ na poczęcie córki nie miałaś wpływu, rozumiem, że coś jeszcze innego Ci się nie udało?

      Skąd przekonanie o tym, że córka zapewni Ci towarzystwo do końca życia? Czy według Ciebie taki jest obowiązek córki? Czy nie wydaje Ci się, że jest to raczej zadanie męża, partnera, którego wybrałaś? Czy możesz na męża liczyć? Czy czujesz się przy nim dobrze, czy też czujesz się samotna?

      Rzeczywiście bez terapeuty może być ciężko. Z resztą już jest. Ja jednak, w odróżnieniu od którejś z forumowczek uważam, że terapię należałoby zacząć jak najszybciej. Nie ma co czekać na narodzenie synka. Może Pani Agnieszka poleci terapeutę na śląsku.

      Pozdrawiam Cię i polecam na początek szczerą rozmowę z mamą lub jakąś przyjaciółką na ten temat...
      • sebalda Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 13:34
        Dziewczyno, ja nie chcę umniejszać Twoich odczuć, ale Twoje zafiksowanie i myślenie stereotypami aż boli. Czy Ty naprawdę nie widziałaś miękkich, ciepłych, uczuciowych chłopców i mężczyzn? Czy nie widziałaś hałaśliwych i nieznośnych dziewczynek?
        To, jakie będą Twoje dzieci, w dużej mierze będzie zależało od Ciebie i męża. Jeśli znasz chamskich i źle wychowanych chłopców, to nie jest ich wina, tylko rodziców, którzy coś zaniedbali w ich wychowaniu.
        I teraz ćwiczenie dla Ciebie: wyobraź sobie, że rodzisz córeczkę, ale ona wyrasta na kompletnie inną niż sobie wymarzyłaś. Jest żywa, hałaśliwa, ekspansywna, mało dziewczęca. I co? Jeszcze bardziej cierpisz? Przecież to niepoważne.
        A może trafi Ci się egzemplarz chłopca wyjątkowo spokojnego i z Tobą związanego. Na szczęście świat się zmienia i za kilka lat może nikt nie będzie krzywo patrzył na chłopca, który chce ćwiczyć balet albo chce się uczyć robić na drutach. Właśnie temu służą nauki o gender, teraz piszę całkiem poważnie. Nie szufladkujmy, nie dajmy się wciągać w myślenie stereotypami.
        Kochaj swoich chłopców z całych sił, ucz ich empatii, dobra, łagodności, wciągaj we wszystkie sprawy domowe, nie odsuwaj od prac kuchennych, zachęcaj do wspólnych z Tobą aktywności, a nie będziesz musiała się bać, że nie będą mieli z Tobą dobrego, bliskiego kontaktu. Proste:)
        • pogodoodporna Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 14:00
          sebalda napisała:

          > I teraz ćwiczenie dla Ciebie: wyobraź sobie, że rodzisz córeczkę, ale ona wyras
          > ta na kompletnie inną niż sobie wymarzyłaś. Jest żywa, hałaśliwa, ekspansywna,
          > mało dziewczęca. I co? Jeszcze bardziej cierpisz? Przecież to niepoważne.

          To prawda, trudno walczyc z wyobrazeniami, ale zycie tak pieknie plata nam figle ;-)
          Moj brat po pierwszej corce bardzo chcial miec syna. Wszyscy mu w glowe pukali, ale on tak sie nakrecil na chlopca (podobnie jak zalozycielka watku na dziewczynke), ze w kolko o tym gadal. W prezencie od losu dostal dwoch (blizniaki). Chlopaki tak dali mu popalic, ze taraz juz nie ma zadnych wyobrazen zwiazanych z plcia, za to wszystkim goraco poleca corki :-D
          • sebalda Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 14:05
            Swoją drogą to ciekawe: jak facet marzy o synu, to jest to naturalne i nikogo nie dziwi. Że przedłużenie rodu, nazwisko, granie w piłkę, granie w strzelanki i tym podobne rzeczy, a jak kobieta marzy o córeczce, z którą będzie mogła dzielić babskie sprawy (niekoniecznie, ale pomarzyć miło), to już zyskuje mniejsze zrozumienie. I znowu te podziały: kobiety vs mężczyźni:P
    • idoli Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 14:17
      Napiszę Ci coś na temat mojej sytuacji. Jestem córką, która z różnych względów przestała utrzymywać kontakty z rodzicami. Za to z pierwszą teściową kontakt miałam fantastyczny, uwielbiałam do niej jeździć. A to dlatego, że była świetną osobą, tworzyła wokół siebie fajną, luźną atmosferę, miała w sobie taką dobrą energię. Chcę przez to powiedzieć, że Ty również masz szansę na dobre stosunki z synami i ewentualnymi synowymi. Naprawdę nie zawsze i wszędzie jest tak, że z córką jest cud-miód a syn odchodzi do żony.
      Bawisz się ze swoim synem? Czy odpuściłaś - bo to syn? Przecież z chłopcem, tak jak z dziewczynką, wiele rzeczy można robić. Czemu uważasz, że jesteś tylko od wycierania nosa?
      Rzeczywiście myślisz bardzo stereotypowo. Ja jako córka bynajmniej nie czuję się tak jak bym miała być "dla rodziców". Czuję, że jestem właśnie "dla świata" a jeszcze bardziej "dla siebie samej".
      • sssmutna Re: do namkha 09.01.14, 15:07
        Dwa razy czytałam to co do mnie napisałaś... Skłania do przemyśleń, dziękuję... zresztą wszystkim dziewczynom dziękuję, bo tak jak już napisałam tylko tu mogę być szczera w 100 %.

        W odpowiedzi na Twoje pytania namkha:
        - myślałam, byłam święcie przekonana (wiem to głupie), że mam wpływ na to czy będę miała córkę czy nie. Ze jak się odpowiednio postaram (podeszłam do tego trochę jak do egzaminu) to czemu się ma nie udać, zresztą tylu ludziom się udaje to czemu nie mnie? Większość moich znajomych ma dzieci mieszanej płci. A tu taka niespodzianka... I wiesz co mi się w głowie roi, że pewnie to ja nawaliłam "bo za blisko przysunęłam się do owulacji, trzeba było jeszcze dłużej próbować na więcej dni przed..."

        - co do tego skąd wiem, że otoczenie jest zawiedzione? Tego jestem pewna. W mojej rodzinie moja ciąża to temat tabu. Moja mama (babcia 4 wnuków) nie mówi tego wprost, ale ciągle opowiada o znajomych, sąsiadkach, które mają takie ułożone dziewczynki, takie urocze, takie przytulaskie, a nie "nietykalskie" jak nasi chłopcy , na wieść, że to będzie wnuk oznajmiła po chwili konsternacji "ważne że zdrowy". Moja siostra podobnie "tobie też się nie udało?".A moja najbliższa przyjaciółka (ma córke i syna), której jedynej odważyłam się opowiedzieć o wszystkim powiedziała "trochę cię rozumiem, jak ja się dowiedziałam, ze będę miała Piotrka to też to przeżywałam, no ale ja mam jeszcze Julię... a ty? Tak mi cię żal"... Wcale nie to chciałam od niej usłyszeć...

        - pytałaś co mi się jeszcze nie udało? Choćby to (też już o tym pisałam), że zawodowo też poniosłam porażkę, mimo, że była najzdolniejszą uczennicą w klasie, sukcesy na olimipiadach odnosiłam, jestem też uzdolniona muzycznie i nie wykorzystałam tego... Poszłam zawowodo w zupełnie złym kierunku, bo nigdy nie wierzyłam w siebie o teraz jestem.... Nikim. A moje wychowanie syna też pozostawia wiele do życzenia, choć naprawdę się staram, czytam mnóstwo książek o wychowaniu dzieci itp.

        - męża mam dobrego, przede wszystkim świetnego ojca mojego syna. Moje rozterki są dla niego abstracją, zresztą nie winię go za to, rozumiem to całkowicie. I tak musi się męczyć ze mną ostatnio, wiecznie smutną, nieobecną, płaczącą po kątach, to nie jest łatwe...

        Ja naprawdę chcę to sobie wszystko poukładać, ale nie umiem... to już trwa 2 tygodnie i nie jest mi lżej. Ten temat jest moją obsesją. Ciągle myślę o tym, że oto nastąpiła ostateczność - już wiecej dzieci mieć nie będę, nie będę miała tej córki, która tak wiele chciałam nauczyć i przy uszczęśliwić nią moich bliskich. Za to pozostaje mi widmo trudnego wychowania chłopaków, z którymi nigdy nie było mi po drodze...
        • zuzi.1 Re: do namkha 09.01.14, 16:18
          Autorko Ty możesz miec depresję, po urodzeniu idź za jakiś czas do lekarza, żeby Cię zdiagnozował, naprawdę. Ciesz się z dzieci, niezaleznie od tego jakiej płci są, to jest nieważne. Mam znajomych, którzy też nastawieni na córkę, wciąż próbują, a mają już 3 synów, kolejni znajomi mają 4 synów i nie odpuszczają, próbują dalej ;-) Dla mnie to trochę dziwne, no ale skoro mają tak silną potrzebę posiadania córki, to niech próbują dalej ;) W niektórych rodzinach rodzą się sami chłopcy, a jak jest w Twojej i męża rodzinie?
        • sebalda Re: wyjść poza stereotypy 09.01.14, 16:19
          Czy Ciebie kiedyś jakoś strasznie skrzywdził jakiś chłopak/mężczyzna? Moja mama też mówiła, że nie lubi facetów, nawet zwierząt samczyków nie tolerowała. Serio. No ale ona faktycznie miała spaskudzone życie przez męża. Nigdy tego nie rozumiałam, jak można tak generalizować i się uprzedzać po całości.
          Najgorsza rzecz, to uprzedzenia. Dlaczego piszesz, że nie po drodze Ci z chłopakami? Przecież to absurd.
          I pamiętaj: każde dziecko jest inne. I to nie zależy od płci. Zauważyłam tez taką prawidłowość, że jak pierwsze dziecko daje popalić, to Bóg/opatrzność (w co kto wierzy) lituje się nad taką matką i drugie daje spokojniejsze i mniej absorbujące:) A może drugi syneczek będzie mamuni? Może będzie małym przytulaczkiem?
          Pamiętaj, ile zainwestujesz, tyle dostaniesz. Jeśli możesz sobie na to pozwolić, zostań z synkami jak najdłużej w domu, skoro czytasz o stylach wychowania, Tobie szczególnie polecam rodzicielstwo bliskości. Nosić dużo, zafundować sobie chustę, karmić jak najdłużej piersią. Wyrośnie potem taki niuniuś jak mój:) Znaczy, jak był mały, to był, potem miał okres separacji i wstydzenia się mamusi, a potem znowu wrócił:) Dziś ma 18 lat i trochę się ode mnie opędza, ale jak bardzo przycisnę i on ma humor, to daje się przytulić, a i o problemach sercowych pogada:) Uwielbiam go, wcale nie mniej niż córkę:)
        • nammkha Re: do namkha 09.01.14, 16:53
          Ty na prawdę myślisz, że miałaś wpływ na to jakiej płci dziecko będziesz miała. Albo może część Ciebie ta emocjonalna, bo jestem pewna, że jest też ta, która wie (rozum) o tym, że płci dziecka nie da się wybrać, ani na nią wpłynąć.
          Wiesz to bardzo ciekawe, że bierzesz na siebie tak wielką odpowiedzialność za coś na co nie masz wpływu i obwiniasz się za to.
          Mam taką intuicję, z którą możesz się nie zgodzić, że ponieważ w życiu zawodowym niewiele dotąd osiągnęłaś (jak sama piszesz) to skupiłaś się na innej roli w której jesteś. Czy to nie jest tak, że chciałabyś swoje ambicje związane z rozwojem zawodowym przerzucić teraz na bycie idealną mamą, w idealnej rodzinie? Jednak i tutaj jak piszesz twoje niskie poczucie własnej wartości daje o sobie dobitnie znać...
          Dzieci Ci się nie udały- bo chłopcy, a ty nie znasz się na wychowywaniu chłopców, mimo, że czytasz książki o wychowaniu dzieci, starasz się, twierdzisz, że jesteś niezbyt dobrą mamą.
          Do tego wygląda na to, że Twoja mama, siostra i przyjaciółka nie za bardzo wiedzą co oznacza wsparcie... Zastanowiłabym się na twoim miejscu czy te marzenia o córeczce są na prawdę tylko twoje? A może ktoś inny Ci je zaszczepił, ciągle mówiąc o tym, że chłopcy są od dziewczynek gorsi, a dziewczynki są takie super? A może jest tak, że bardziej smuci Cię to, że "zawiodłaś" oczekiwania mamy, czy siostry, niż swoje własne?
          Piszesz, że męża masz dobrego, przede wszystkim dobrego ojca, ale Ciebie już za bardzo nie rozumie i nie wspiera w tej sytuacji. A czy próbowałaś mu się zwierzyć szczerze tak jak nam tutaj?
          Musisz czuć się samotna w tej sytuacji - bez zrozumienia ze strony męża, mamy, siostry i przyjaciółki.
          Dodatkowo ciąża ze względu na szalejące hormony nie jest sytuacją sprzyjającą... Współczuje ci. Ale nie martw się, mam takie przeczucie, że uda ci się pokonać te wszystkie przeszkody!
          Warto by na tej terapii poruszyć wszystkie te kwestie, które wypłynęły na forum:)
          Trzymaj się! Będzie dobrze:)
        • aqua48 Re: do namkha 09.01.14, 22:53
          sssmutna napisała:

          nie będę miała te
          > j córki, która tak wiele chciałam nauczyć i przy uszczęśliwić nią moich bliskic
          > h. Za to pozostaje mi widmo trudnego wychowania chłopaków

          Po pierwsze - dziecka nie rodzi się po to, żeby nim uszczęśliwiać swoich bliskich, to co piszesz, to jakiś kosmos. A po drugie zupełnie nie wiem o co chodzi z tym widmem trudnego wychowania chłopaków? Z góry wiesz jak się będzie chować nienarodzone dziecko? Masz jakieś trudności z pierwszym? Bo z tego co piszesz, wynika, że owszem na razie masz trudności ze sobą oraz z wychowaniem kobiet w swoim otoczeniu. Natomiast wychowaniem Twojego synka zajmuje się jego tatuś...bo Ty nie jesteś zainteresowana? nie akceptujesz swojego dziecka? Nie kochasz go, bo nie jest dziewczynką?

        • j_rutka Re: do namkha 07.03.14, 11:37
          napiszę Ci tak- jestem mamą syna i jest to najwspanialsza rzecz, która mnie spotkała w życiu...
          Dlaczego????- wiele dziewczyn Ci pisze, że niektóre osoby nie mogą mieć w ogóle dzieci- dziecko to czasem dar, cud

          Mój syn urodził się po moich 9 poronieniach, 4 latach walki.... i po obumarciu jego brata/siostry w 9 tygodniu- bo była to ciąża bliźniacza początkowo; leżenia plackiem przez 9 miesięcy; amniopunkcji, gdy w 15 tygodniu podejrzewano u niego zespół Downa i czekaniu 6 tygodni na wynik badania genetycznego jak na wyrok; następnie skurczach w 25 tygodniu , w 32 drugim tygodniu diagnozie, że łożysko jest niewydolne i mogę zaraz urodzić i po tym wszystkim o czasie w 38 tygodniu przyszedł na świat zupełnie zdrowy cudny facet, który dzisiaj ma ponad 5 lat
          Owszem jest charakterny, jest uparty, jest głośny, ale przy tym jest największą przylepą świata, która 25 razy dziennie mówi mi mamo kocham cię i jestem najcudowniejsza...piecze super ciasta, uwielbia ze mną gotować , a przy tym jest fanem formuły 1....

          Pomyśl sobie jakie masz szczęście i przestań fiksować się na płci dziecka ...
          Ja już dzieci nie mogę mieć, ty masz 2 - los daje Ci kolejną szansę na to, żebyś została najlepszą matką dwójki chłopaków świata- chcieć znaczy móc...

          jak czytam Twoje wypowiedzi , to trochę mi Ciebie żal, bo piszesz tak jakbyś miała z 90 lat i całe życie było za Tobą - moja babcia jest w tym wieku i nadal snuje plany i zmienia różne rzeczy w swoim życiu
          Życie można zmieniać w każdym wieku- moja teściowa po 42 latach w wieku 63 lat odeszła od toksycznego męża i jest bardzo szczęśliwa, uczy się odczuwania wszystkiego na nowo- kiedyś była ciągle sfrustrowana i marudząca- teraz jest zupełnie inna... znalazła w sobie siłę, a przerobić stare traumy pomaga jej psycholog i ja ;), bo to moja druga mama

          Na zmianę życia jest czas zawsze- trzeba się tylko odważyć....

          Jeżeli masz problem, to znajdź rozwiązanie i przestań użalać się - nie zmienisz rzeczywistości możesz zmienić siebie..
          Jeżeli sama sobie z tym nie radzisz, to poproś o pomoc fachowca...
          Jeżeli uważasz, że jesteś tylko od podcierania nosa to zrób coś z tym - to jak wygląda Twoje macierzyństwo zależy od Ciebie...
          Jesteś uzdolniona muzycznie- nikt nie mówił ,że nie można zacząć grać/ spiewać/czy co chesz w wieku " średnim";)
          Chcieć to móc...

          A co do oczekiwań Twojej mamy- bardzo to niefajne- nie da się z nią porozmawiać...????

          niestety wielu z nas żyje cudzymi oczekiwaniami i ma z tego powodu takie a nie inne problemy ....
          Życie masz jedno, dzieciństwo chłopaków też... zastanów się czy lepiej być fajną mamą dla nich, czy sfrustrowaną "pocieraczką nosów, bo synek to dla tatusia..., z Ty tylko dla córeczki...

          Nikt za Ciebie się z tym nie upora....

          Wiem co mówię , bo nikomu nie życzę przejścia przez traumę kilkunastu poronień i zbierania się psychicznie po nich...
    • sweetsimplicity Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 17:00
      Piękne i łzawe (szczególnie komentarz koleżanki mającej syna Piotrka), ale troll. Ale dobrze napisane, bo prawie się dałam nabrać.
      A skąd wiem?Pani pisze, że w 12 tyg. dowiedziała się, że będzie miała syna. Otóż na usg w 12 tyg nie można jeszcze określić płci dziecka :)
    • alpepe Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 19:49
      Miałam taką znajomą, która chciała, by i drugie jej dziecko było dziewczynką, a jak się dowiedziała, że jej córka będzie miała brata, to czuła w środku, jakby jej córka umarła, a to umarło tylko oczywiście jej wyobrażenie o płci dziecka..
      Mój ojciec urodził się jako bliźniak upragnionej córki. Moja babka zawsze dawała mu do zrozumienia, że jest niechciany. Straszna kobieta.
      Rozumiem cię, bo wydaje mi się, że nie byłabym dobrą matką chłopca. Całe szczęście mam dwie córki. Na twoim miejscu chyba próbowałabym do skutku, o ile pozwoliłaby mi sytuacja materialna.
      • fenena03 Re: niespełnione marzenie o córce 09.01.14, 21:58
        Przeczytalam twoje rozterki związane z drugim synem. jestem mamą dwóch dorosłych synów, z którymi mam bardzo dobry kontakt. Jak byłam drugi raz w ciąży też marzylam o córce, ale urodził się syn, cieszyłam się z jego narodzin, a znajoma pani mi powiedziała,. ekonomiczniej będzie ci łatwiej, bo nie musisz kupować nowych rzeczy, ale też nie zapominaj o dzieciach, że im też będzie łatwiej jak będą tej samej płci. I faktycznie z przebiegu 30 lat widzę, że są dobrymi braćmi, mogą na sobie polegać, mają wiele wspólnych zainteresowań i wzajemnie się wspierają. Niewiem czy gdyby były dzieci różnej płci miałyby też ze sobą taki kontakt. Nie pamiętam, żeby dochodziło pomiędzy nimi do bijatyk. Zawsze cenię sobie to, że byłam 5 lat na urlopie wychowawczym i sama wychowałam ich od maleńkości oczywiście z pomocą męża. Niewiem co to malowanie po ścianach, niszczenie czegokolwiek w domu, po prostu dzieci miały cały czas zajęcie , rozwijaliśmy ich zainteresowania, jestem z nich dumna. Teraz po śmierci męża są dla mnie ogromnym wsparciem. Polubiłam ich dziewczyny, nie traktuję ich jak rywalek do uczuć synów i mam z nimi dobry kontakt.
        Nie zamartwiaj się więc, a czekaj z radością na narodziny syna, wiesz ile osób pragnie dzieci, a nie może ich mieć?
        • sssmutna Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 08:41
          Rozumiem, że ta Trollica to o mnie? Jestem prawdziwa, z krwi i kości i przeżywam dokładnie to co opisałam i opisuję tu i teraz. I jest mi z tym potwornie trudno, nawet już doszły problemy ze snem w nocy. Dziękuję dziewczynom, które próbują postawić mnie na nogi i absolutnie nie mam żalu do tych, które mnie potępiają, bo ja sama siebie za to potępiam....
          Nie rozumiem czemu się dziwicie, że w 12 tygodniu poznałam płeć? Z piewszym synem też tak szybko się dowiedziałam. I Pani doktor powiedziała, "gdybym miała wątpliwości to bym nie mówiła". Teraz robią takie usg, że pięć palców u stóp można policzyć,a to ze dziecko ma 6 cm nie ma znaczenia bo to wszystko w powiększeniu jest na ekranie.
          Niestey z moją psychiką jest chyba coraz gorzej, bo teraz w nocy się budzę, i żałuję, że w ogóle jestem w ciąży, że na zawsze przepadło to na co liczyłam całe życie. Mam żal do siebie, że na własne życzenie (bo moja ciąża nie była żadną wpadką) pozbawiłam siebie tego spokojnego życia, które już sobie ostatnio poukładałam. Że jeszcze do niedawna mogłam cieszyć się z synka i męża i mojego marzenia... które niebawem spełnię i wtedy będę naprawdę szczęśliwa.
          Ja muszę coś z sobą zrobić, tylko nie wiem jeszcze co. Gdzie mam szukać tego terapeuty i jak znaleźć dobrego i takiego dla kobiety w ciąży?
          Niewiem jak to dalej wszystko będzie. Tak bardzo chciałabym cofnąć czas, to nie był dobry moment na ciążę. Nie umiem patrzeć na siebie w lustrze za to co zrobiłam sobie, mojej rodzinie, temu małemu dziecku. Czy ja jeszcze kiedyś będę szczęśliwa, jak mam zmienić to moje chore myślenie????
          • mamasiasiulki Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 09:03
            Kobito, poszukaj w goglach, skoro już siedzisz kogoś, najlepiej prywatnie, żeby Ci jakiejś obory nie zrobił i leć galopem, bo to wygląda na depresję w ciąży. A myślenie zmienia się po prostu i już. Mnie kiedyś pomógł obsztorc ostry od koleżanki, więc spróbuję z Tobą tego samego, nie gniewaj się.

            Wyszukaj sobie w googlach parę blogów rodziców dzieci umierających tudzież leczonych na raka. Obejrzyj, poczytaj. Obejrzyj jeszcze raz i jeszcze raz. A później idź do dziecka i zacznij je kochać, bo ono jest, żyje i jest zdrowe. Weź się w garść i przestań użalać, tylko zacznij się cieszyć z drobiazgów. Nie kumam. Co złego widzisz w autkach i dinozaurach? No co? Nasyp dzieciakowi kasz i mąki do garnków, zróbcie razem bajzel, jakiego świat nie widział, idźcie połazić po parku, nakarmcie wiewiórkę, pooglądajcie samochody, pokaż mu, który Ci się podoba, a który pewnie spodobałby się tacie.

            No ja nie mogę... Pozbieraj się i przestań użalać, zrób sobie dobre kakao, kup serniczek, pocelebruj chwilę, a potem PRZESTAŃ ROZMYŚLAĆ. Zajmij się czymś, idź na basen lub jakieś zajęcia ruchowe dla ciężarnych, idź do sklepu po jakiś ładny ciuch dla maleństwa. Przejrzyj, czego Ci dla niego brakuje i kupuj powoli, celebrując te chwile, wyobrażając sobie, jaki będzie słodki. Powiedz mi, czy ty jesteś na L4 w tej ciąży, że masz tyle czasu na dumanie o pierdołach? A po porodzie polecam noszenie w chuście - moje wszystkie były noszone niemal na okrągło, to fantastycznie uspokaja dzieci i zbliża mamę i dziecia.
          • a.nancy Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 09:50
            > Nie rozumiem czemu się dziwicie, że w 12 tygodniu poznałam płeć? Z piewszym syn
            > em też tak szybko się dowiedziałam. I Pani doktor powiedziała, "gdybym miała wą
            > tpliwości to bym nie mówiła".

            mój lekarz mówił, że będzie córka, a było to później niż 12 tydzień. i co? mam drugiego synka.

            > Niestey z moją psychiką jest chyba coraz gorzej, bo teraz w nocy się budzę, i ż
            > ałuję, że w ogóle jestem w ciąży, że na zawsze przepadło to na co liczyłam całe
            > życie.

            naprawdę, uzależnianie całego życia i szczęścia od jednego detalu jest chore. potrzebujesz tej terapii, nie tylko ze względu na obecny stan, w ogóle potrzebujesz poukładać sobie w głowie, bo masz w niej niezły chaos.

            > Niestey z moją psychiką jest chyba coraz gorzej, bo teraz w nocy się budzę, i ż
            > ałuję, że w ogóle jestem w ciąży, że na zawsze przepadło to na co liczyłam całe
            > życie.

            zdradzę ci sekret: szczęście rzadko zależy od spełnienia marzeń.

            > Nie umiem patrzeć na siebie w lustrze za to co zrob
            > iłam sobie, mojej rodzinie, temu małemu dziecku.

            zrobiłaś jeden błąd - zbytnio uzależniłaś się od tego "marzenia". gdybyś nie zaszła teraz w ciążę, dalej żyłabyś fikcją i na dłuższą metę nic by to nie pomogło. musisz poustawiać sobie od nowa priorytety. BTW, otoczenie masz nieźle toksyczne - nie wiem, jak można gadać takie głupoty kobiecie w ciąży - jak moja mama ledwo wspomniała, że wolałaby wnuczkę niż drugiego wnuka, to zabiłam ją takim spojrzeniem, że więcej nie poruszyła tematu.
          • sanciasancia Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 14:41
            > Rozumiem, że ta Trollica to o mnie? Jestem prawdziwa, z krwi i kości i przeżywa
            > m dokładnie to co opisałam i opisuję tu i teraz.
            I to jest absolutnie przerażające.
            Po pierwsze takie USG w 12-tym tygodniu poda ci płeć niezbyt wiarygodnie. To jeszcze może być dziewczynka. Ale nawet jeżeli to będzie dziewczynka, nie masz żadnej gwarancji, że twój scenariusz się spełni.
            Traktujesz swoje dzieci przedmiotowo i są ci potrzebne do realizacji scenariusza. Zresztą kilka osób już ci to napisało. To jest skrajnie niedojrzałe i jesteś po prostu beznadziejną matką. I masz absolutną rację, nie powinnaś mieć dzieci. Szczególnie jeżeli je odrzucasz ze względu na ich płeć.
            Dlatego ciągle liczę na to, że jesteś trollem.
    • mamameg Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 11:02
      Dawno, dawno temu, w pierwszej ciąży też byłam rozczarowana po pierwszym usg, że będę miała syna. Trochę podobnie do Ciebie myślałam, że ja się tam nie znam na tym całym chłopięcym świecie, autkach, dinozaurach, bijatykach itd i nie będę mogła kupować słodkich sukieneczek. Na szczęście miałam sensowną najlepszą przyjaciółkę, która nie patyczkując się, mi wytłumaczyła, że głupia jestem :-)że to synowie są wpatrzeni w mamę(i coś w tym jest, przynajmniej przez pierwsze lata, zgadzam się z tym co przeczytałam w jednej książce: "mama rocznego synka jest gwiazdą filmową w świecie, gdzie nie ma krytyków"). Świat chłopięcy okazał się bardzo ciekawy(nie wpadłabym na to, że pluszaki mogą toczyć skomplikowane strategicznie wojny), a poza tym zwyczajnie wybierałam to co sama lubiłam(i lubię) robić, wspólne rysowanie, lepienie z plasteliny, gry planszowe itd. Nawet ubranka dla chłopców wreszcie są kolorowe(był taki okres gdzie były głównie granatowe i zgniłozielone).
      • sebalda Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 11:16
        No chyba już nie pomożemy, bo wszystkie dobre słowa autorka i tak odrzuca. Zafiksowała się tak, że nic tego nie zmieni, szkoda.
        Jak dla mnie, to jest już przypadek kliniczny. Nie w sensie choroby psychicznej, ale poważnego problemu mentalnego, z którym koniecznie trzeba coś zrobić, bo samo się nie naprawi. A najgorsze, że cudów nie ma i to wszystko odbije się zarówno na autorce, jak i przede wszystkim na jej dzieciach, przy czym mąż też może stracić cierpliwość, o co bym go nawet chyba nie winiła.
        Terapia i to jak najszybciej. Koniecznie.
        • alpepe Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 11:59
          sebalda, mieć samej problemy, to jedno, ale widzieć je u każdej kobiety, która cokolwiek rozminia, to drugie. Zawsze ma się jakieś oczekiwania co do dziecka, ja na przykład poślubiłam faceta o mocnych, gęstych i falujących włosach, by córka je po nim odziedziczyła. Cóż, nie do końca się udało, pierwsza ma mocne i gęste, a druga lekko falujące, ale mizerniejsze od moich, pewnie geny dziadka ze strony matki. Ale póbowałam bawić się eugenicznie. Nie udało się, trudno. No i wątkodawczyni chciała odmiany, chciała mieć córkę i ma prawo do swoich oczekiwań. Ciąża trwa dość długo, wystarczy czasu, by się pogodzić z decyzją o drugim synie, żadna terapia nie jest potrzebna.
          A jakby to czytała wątkodawczyni, to leżałam na sali z kobietą, która urodziła przez cesarkę syna, a lekarz na każdym usg mówił, że to córka. Gdyby cesarka nie była w znieczuleniu miejscowym, kobieta ta myślałaby, ze jej dziecko podmieniono. Cały pokój był ponoć już urządzony, wszystkie ciuszki dziewczęce...
          • sebalda Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 13:30
            Alpepe, ale tutaj jest coś więcej niż rozczarowanie z niespełnionego marzenia. Nie czujesz tego? Tu jest autentyczna rozpacz, obwinianie się, niemal wpadanie w stan ciężkiej depresji. Nie trafiają żadne argumenty i przykłady, że z chłopcem też można nawiązać silną więź, normalnie rozumująca osoba by to choć próbowała zrozumieć.
            A Ty naprawdę wybierałaś męża pod kątem włosów? Wolne żarty. Pewnie tak nie było, ale przeczytaj sobie to zdanie, które napisałaś na ten temat, z niego wynika, że tak. Gdybyś napisała, że poślubiłaś takiego faceta i cieszyłaś się, że dzieci odziedziczą po nim włosy, to bym rozumiała, ale użyłaś w tym zdaniu słowa "by", jakby naprawdę to było kryterium wyboru:P
          • sssmutna Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 13:47
            Czytam to wszystko, jak ktoś pyta... CZytam nawet kilka razy te same posty, żeby zmienić myślenie...Ale w sumie to tylko dowodzi tego, że myślę o tym non stop i obsesyjnie, bo mimo, że mam rodzinę, pracę (nie jestem na L4) do późnej nocy czytam Wasze posty i zrywam się rankiem, żeby jeszcze przed pracą pogrzebać w internecie. Pisałam nawet na forum wielodzietności z mamami samych synów, które niejednokrotnie też przeżywały zawód, ale potem się oswajały, dużo wcześniej niż ja. I chyba nie miały takich myśli, żeby tej ciąży nie było,a ja mam i to mnie przeraża najbardziej. Autentycznie przeraża. I jak Was czytam i zamknę się z Wami w tym świecie wirtualnym to jest mi lżej, mam autentyczny zapał, że przecież musi być lepiej. NIestey jest to chwilowe... Wszyscy mam wrażenie w kółko pytają (w pracy, znajomi) i wiadomo już co to będzie? Nie czy dobrze się czujesz? Czy dziecko zdrowe? Tylko czy to dziewczynka? Oczywiście na odpowiedź "nie synek" słyszę tylko 'O to szkoda...", "ważne że zdrowe", "nie udało wam się", "następna będzie dziewczynka", "babcia to sie nie ucieszy", "znowu nic dla mamy" a nawet usłyszałam (autentycznie) "o kochana, mieć samych synów to tak jakby dzieci w ogóle nie mieć". NIkt chyba nie powiedział mi, że gratuluje mi syna... Pewnie puszczałabym to mimo uszu, gdybym była na to obojętna, ale dla mnie to są same szpile wbijane prosto w serce.
            Nie chcę się napalać na pomyłkę usg, bo sama wiem, że nie tędy droga, a poza tym nawet ja nie miałam wątpliwości jak pokazał się siusiak na usg.
            Zbieram się w sobie, żeby wybrać się do psychologa, ale to będzie mój pierwszy raz i niewiem jak taka wizyta wygląda i w ogóle gdzie mam się udać. Logistycznie też to nie będzie proste, bo będę musiała dojechać do jakiejś większej miejscowości, ale ja już przestałam wierzyć, ze się z tego wygrzebię.
            Teraz zaczęłam ukrywać moją ciążę, żeby Ci co jeszcze nie wiedzą nie pytali "a wiadomo już co?" a potem mnie żałowali. NOta bene jak zaszłam w ciążę to nikt mi nie życzył zdrowego dziecka tylko "dziewczynki, bo to jest prawdziwa pociecha dla mamy"...
            I ja się chyba dałam przekonać, bo teraz każdą dziewczynkę (a niestetey wszystkie moje przyjaciółki mają córki, ja jedyna będę miała tylko synów) postrzegam inaczej, z tęsknotą na nie patrzę. Nie musi nosić kokardek i różu , nawet jak bawi się autkami i łobuzuje to wszyscy mówią - jakie to słodkie, taka mała chłopczyca", ale jak chłopczyk bawi się wózkiem i lalką to jakoś wszyscy na niego dziwnie patrzą i nie uznają, że to słodkie...
            • t1ffany Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 14:13
              I chyba nie miały takich myśli, żeby tej ciąży nie było,a ja mam i to mnie przeraża najbardziej. Autentycznie przeraża.

              Jeżeli masz nie kochać dziecka tylko dlatego że jego płeć się nie zgadza z Twoimi oczekiwaniami to myśli o przerwaniu ciąży wcale nie są przerażające ani absurdalne. Jeśli masz wpadać w szloch czy histerię tylko dlatego że mały nie kompensuje Ci pewnych braków, nie spełnia TWOICH marzeń, to może lepiej aby go nie było?

              Inna rzecz, że Twoje obsesyjne skupienie na tej kwestii obrazuje Twój stan psychiczny. Nie wiem czy w tym stanie powinnaś mieć jakiekolwiek dziecko, nieważne chłopca czy dziewczynkę.

              Z pewnością plusem jest to, że idziesz do psychologa. Jeżeli widzisz problem i coś z nim robisz to już jest duży krok w dobrą stronę. Powodzenia życzę :)


              NOta bene jak zaszłam w ciążę to nikt m
              > i nie życzył zdrowego dziecka tylko "dziewczynki, bo to jest prawdziwa pociecha
              > dla mamy"...


              Uff... albo słyszysz to co chcesz usłyszeć albo obracasz się w bardzo niezdrowych klimatach. Może warto ludzi składających TAKIE życzenia przyszłej matce napomnieć duszpastersko by nie pieprzyli farmazonów?
            • aqua48 Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 14:18
              sssmutna napisała:

              > na odpowiedź "nie sy
              > nek" słyszę tylko 'O to szkoda...", "nie udało wam się", "na
              > stępna będzie dziewczynka", "babcia to sie nie ucieszy", "znowu nic dla mamy"
              > "o kochana, mieć samych synów to tak jakby dz
              > ieci w ogóle nie mieć". NIkt chyba nie powiedział mi, że gratuluje mi syna...

              No to sama musisz ustawiać swoje otoczenie. Odpowiadaj wprost, że takie uwagi sprawiają Ci przykrość. To przecież Twoje dziecko i czekasz na gratulacje, a nie na żale, bo nikt Ci nie umarł.
              Nawiasem mówiąc nie wiem w jakich kręgach Ty się obracasz skoro masz wokół siebie tyle głupich i bezmyślnych ludzi.

              > jak chłopczyk bawi się wózkiem i lalką to jakoś wszyscy na niego dzi
              > wnie patrzą i nie uznają, że to słodkie..

              Jak urodził się mój młodszy syn, to starszy dostał wózeczek-spacerówkę i misia do niego i tak sobie chodziliśmy na spacery dumni, w dwa wózki i dwa "bobasy". Nikt dziwnie nie patrzył, a wszyscy podziwiali. Myślę, że albo przesadzasz, albo rzeczywiście mieszkasz w dziwacznym miejscu..Zazwyczaj na ojca, który ma same córki mówiono z lekką pogardą i lekceważeniem "damski krawiec", albo gorzej, a Ty opowiadasz, co innego...
            • fruzia01 Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 15:03
              a ja nie dziwię się wcale twojej reakcji
              bo sądząc po komentarzach jakie słyszysz, wychowywałaś się całe życie w rodzinie, sąsiedztwie, otoczeniu, w którym pokutuje przekonanie, że dziewczynki to słodkie pocieszycielki mamy, które na starość się nią zaopiekują, a chłopaki to rozrabiaki, które i tak uciekną z domu za żoną; idę o zakład, że w twoim otoczeniu istnieje także silny podział na prace typowo męskie i damskie; jeśli przez 30 lat swego życia nasiąkałaś takimi przekonaniami, to jak nagle masz nie czuć zawodu, poczucia straty i może nawet wizji samotności w rodzinie?

              rozumiem cię trochę, bo w mojej rodzinie starsze kobiety też są przekonane, że to naturalne że dziewczynka zostaje przy matce, chłopaki za to uciekają; sama mam 2 chłopaków, więc swoją porcję komentarzy "ach, czemu nie dziewczynka" też usłyszałam;
              na moje szczęście
              a) mam bardzo ciepłego rodzinnego męża, który lubi i dba o kontakty ze swoją rodziną, co jest dla mnie dowodem, że chłopcy też mogą 'zostać przy matce'
              b) nie lubię się stroić, malować, nie interesuje mnie moda, buty na obcasie itd więc gdybym miała wychować dziewczynkę estetkę zawiodłabym na całej linii

              Może pomyśl sobie że twoim powołaniem nie będzie wychowanie dziewczynki, ale zaszczepienie twoim synom takiego wzorca dobrej i mądrej kobiety, aby w przyszłości potrafili dobre żony sobie wybrać. Ucz też ich samodzielności, uczestniczenia w pracach domowych (żeby nie mieli wzorca matki służącej), gotowania, pieczenia; myślę, że uda ci się znaleźć jakieś płaszczyzny porozumienia z nimi i stworzyć takie ciepło, że potem będą chętnie do domu wracać.

              A otoczeniu głupie teksty ucinaj od razu i odpowiadaj, albo że 2 dzieci tej samej płci jest praktyczniejsza i wypada taniej (z doświadczenia wiem, że ze skrajnym materializmem nikt nie dyskutuje), albo że to przecież nie od ciebie zależy, to Bóg daje życie, a my Jego stworzenie musimy z radością je przyjąć :) z argumentami religijnymi też raczej nikt nie dyskutuje bo to temat delikatny, może nawet zmusisz kogoś do refleksji

              postaraj się wyjść poza stereotypy jakimi przesiąknęłaś przez całe swoje życie i będzie dobrze
            • lilith76 Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 15:18
              Ja także z tych kobiet, które "od zawsze" marzyły o córce i pewnie to temat na inny ciekawy wątek.
              Ja jednak wiem, że nie wszystko w życiu od człowieka zależy i będąc w ciąży - na 100% wiedząc, że to będzie jedyne dziecko, od momentu testu nastawiałam się psychicznie na to, że będzie chłopiec - by nie nakręcać się.
              Urodziłam córkę. Dziewczynki są słodkie, kochane, takie grzeczne? Z moją spędź tydzień :D Mój bratanek w kwestii temperamentu to 1/10 jej, a chłopak.
              I także nastawiam się na to, że mając lat 18 spakuje się, wyjedzie na drugi kontynent i tyle będzie z niej wsparcia oraz przysłowiowej szklanki wody ;)

              Ale nie o tym chciałam ci napisać. Czasami ciąża, to stan gdy przez hormony kobieta jest niczym obrana ze skóry - wszystko boli, uwiera, albo wychodzą na zewnątrz wcześniej upchane lęki, schizy, strachy, uaktywniają się depresje.
              Prawdopodobnie tak jest w twoim przypadku. To co, dla kobiety w zwyczajnym stanie byłoby porażką do zracjonalizowania, przepracowania, dla ciebie przez hormony jest źródłem depresji ciążowej.

              Nie wiem, czy dobra byłaby terapia, czy leki antydepresyjne.
              Życzę ci żebyś po porodzie, połogu i tych pierwszych miesiącach poukładała sobie wszystko w emocjach - bo to zafiksowanie na córce, to tylko symptom głębszych spraw.
            • karola1008 Re: niespełnione marzenie o córce 06.03.14, 15:46
              sssmutna napisała:

              > Teraz zaczęłam ukrywać moją ciążę, żeby Ci co jeszcze nie wiedzą nie pytali "a
              > wiadomo już co?" a potem mnie żałowali. NOta bene jak zaszłam w ciążę to nikt m
              > i nie życzył zdrowego dziecka tylko "dziewczynki, bo to jest prawdziwa pociecha
              > dla mamy"...
              > I ja się chyba dałam przekonać, bo teraz każdą dziewczynkę (a niestetey wszystk
              > ie moje przyjaciółki mają córki, ja jedyna będę miała tylko synów) postrzegam i
              > naczej, z tęsknotą na nie patrzę. Nie musi nosić kokardek i różu , nawet jak ba
              > wi się autkami i łobuzuje to wszyscy mówią - jakie to słodkie, taka mała chłopc
              > zyca", ale jak chłopczyk bawi się wózkiem i lalką to jakoś wszyscy na niego dzi
              > wnie patrzą i nie uznają, że to słodkie
              Idź do psychiatry i to jak najszybciej, bo zaczynasz odlatywać. Jeśli jesteś z Warszawy lub okolic, mogę Ci kogoś polecić.
    • perelka110 Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 14:25
      Myślę, że nie potrzebnie się zadręczasz. Co prawda mam dwoje dzieci, parkę. Kocham je bardzo mocno, ale to syn owija mnie wokół palca, chociaż czasami porządnie narozrabia. Musisz sama poukładać sobie w głowie. Nie stawiałabym na pierwszym miejscu czy syn czy córka - skup się na tym, aby dziecko urodziło się zdrowe, to jest najważniejsze. Moja córka urodziła się w zamartwicy i przez rok była walka o jej zdrowie i życie, o to aby była normalnym dzieckiem. Wśród naszych znajomych są prawie same dziewczyny i mój syn narzeka, że nie ma się z kim bawić. Myślę, że rozmowa z psychologiem nie zaszkodzi. Po drugie cisz się ciążą, bo nie wszystkim jest dane być matkami. Dla mnie to był najpiękniejszy okres w życiu. Pozdrawiam i głowa do góry.
      • sebalda Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 16:39
        Jestem ciężko zdziwiona, jak gruboskórni i niewychowani są otaczający Cię ludzie. Rozumiem jedną, dwie obcesowe osoby, ale tak wiele? Łącznie z najbliższą rodziną?
        Obawiam się, że jesteś może nieco wyczulona na takie komentarze, a przede wszystkim bardzo na nie nieodporna. To wszystko układa się w logiczny ciąg: niskie poczucie swojej wartości i sprawczości przekłada się na większe wyczulenie na nieodpowiednie komunikaty. Bardzo Ci współczuję, bo trudno z tym żyć i choć niektórzy próbują bagatelizować Twój problem, ja nadal zalecam (i cieszę się, że się do tego przymierzasz) pójście do dobrego, poleconego terapeuty. Myślę, że masz parę rzeczy do przepracowania, a Twoje podejście do płci dziecka nie jest przyczyną, ale skutkiem.
        Olej te głupie baby! :)
    • rumpa Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 16:42
      wypisz, wymaluj, moja mamusia. Tylko jej się udało - tzn udało się jej spłodzić córkę. Córka urodziła się z Zespołem Aspergera, ADHD - oczywiście diagnoza znacznie później, po prawie 40 latach od urodzenia :))). Póki była mała ta jej córeczka, było dobrze - można było małego mapeta ubierać i traktować jak kukłę. Potem córeczka podrosła i się zaczęło - nie chciała być przytulana i wiecznie lecąca z łapami matka wkurzała ją niebotycznie, nie chciała ciuchów i innych pierdów, rozmawiać z matką nie miała o czym, bo ją "babskie" tematy nudziły jak diabli. W ogóle z czułostkową, miaucząco - kobiecą i wiecznie ruszającą twarzą w celu mówienia i nawiązywania kontaktu kobietą która ją urodziła i miała ciągłe poczucie rozczarowania, jak jej córeczka ( zgrzyt wściekły zębami - córeczki, czyli moimi) może robić coś tak a siak, myśleć tak a siak, itd córeczka żadnych nadmiernych kontaktów sobie nie życzyła.
      Więc, może tak naprawdę ci się udało. Skąd pomysł, że twoja córeczka w ogóle by cie lubiła? Po pierwsze, mogłaby uwielbiać ojca, córeczki tak mają :) Może by była skryta i na plaster by była jej matka wpieprzająca się w je prywatność pod hasłem - szczególnej więzi? Jak byś się wtedy czuła? Jakie histerie wyrabiałabyś tak odrzucona?
      Skąd pomysł o jakiejś szczególnej więzi między matka a córką? Większość kobiet jakie znam, średnio lubi swoje matki, a część ich nie toleruje alergicznie i ma jeden cel w życiu - w niczym ich nie przypominać. A mnie, z zewnątrz, wydają się czasem nawet miłe :))).

      • verdana Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 17:09
        Czym więcej czytam, tym mniej wierzę. I w tych znajomych, co mają tylko parki i w to otoczenie, całe nastawione tylko na posiadanie córeczki. I w matkę, która już ma syna i absolutnie go nie ceni i przyjmuje za dobrą monetę, ze jak sie ma synów, to tak, jakby się nie miało dzieci. Innymi słowy, starszy syn jest tylko namiastką prawdziwego dziecka i matka nadal nie widzi w nim nic fajnego. Nie wierze też w dorosłą kobietę, której do głowy nie przyszło, zę owocem następnej ciąży nie musi byc córka.
        Innymi słowy - moim zdaniem troll.
        Jeśli nie troll, to albo osoba potrzebująca natychmiastowej pomocy psychiatrycznej, albo osoba, która nigdy nie powinna mieć dzieci. No, ale można się pocieszyć, zę zdarzają się poronienia, albo martwo urodzone dzieci. Trochę szczęścia i żadnego dziecka nie będzie. Umrze. Ucieszysz się?
    • morekac Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 18:32
      Wydaje ci się, że dziewczynki mają same zalety, a nie mają wad. Nie mają ich z pewnością mniej niż chłopcy - chociaż statystycznie są to inne wady. Indywidualnie to może całkiem różnie wyglądać - siostrzenica jest dzieckiem-które-nie-usiądzie-na-tyłku, a hałasu robi za drużynę piłkarską.
      A ze słodkich kruszynek wyrastają wielkie baby, chodzące wyłącznie w czarnym i ponuro patrzące spod grzywki. Przy czym cicho bawi się wyłącznie jedna grzeczna dziewczynka. Dwie dziewczynki bawią się już bardzo głośno, a kucyki pony potrafią doprowadzić dorosłego do mdłości. Przy czym dziewczynki lubią też dinozaury, a starsze fanki gier komputerowych z lubością rozpruwają przeciwników, aż krew chlasta po ekranie.

      A teraz zastanów się, dlaczego musiała być ta córka? Jakieś problemy z kontaktem z własną matką? A może miałaś za mało różowości i kucyków pony (w każdym razie czegoś w tym guście) w dzieciństwie? A może zawiodłaś się na macierzyństwie i wydaje się tobie, że z córeczką byłoby inaczej?

      zawód w oczach rodziny (dla mamy to 4 ostatni wnuk) i wyrazy pr
      > awie współczucia powiedziałabym
      Z tymi zawodami w oczach to może być tylko twoja nadinterpretacja... P
      A te wyrazy współczucia to chyba rzeczywiście ci się należą, sądząc po twoim wpisie, więc nie wiem, o co pretensje.

      Nie chcę cię dobijać -ale chyba dobrze, że nie trafiła ci się córka. Ilość rzeczy, które miałaby ci zapewnić czy skompensować jest dużo za duża nawet w stosunku do dorosłego, o małym dziecku nie wspominając:
      - miałaby być słodka i grzeczna, chodzić w różowym, bawić się kucykami pony i nie hałasować.
      - zapewniać ci intensywny świat uczuciowy: poczucie szczęścia, spełnienia i inne takie.
      - miałaby zostać z tobą do końca życia i nie założyć rodziny, być na każde twoje skinienie
      a gdyby nie była, stałaby się Wyrodną Córką, mającą mamunię gdzieś i nie spełniającą założeń, poczynionych wiele lat przed jej narodzinami.

      Zawiodłabyś się na córce, przy tej ilości oczekiwań inny wariant jest nierealny.
      Obie płcie są z pewnością przereklamowane przez tych, którzy nie mają, a chcieliby mieć.
      Ale może trafi ci się taki nieco genderowy chłopczyk, lubiący różowy i kucyki pony? ;-)
    • majeczka200 Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 19:01
      A się obawiam że gdybyś urodziła córkę przelałabyś na nią wszystkie uczucia.Chciałabyś ją całkowicie zniewolić.Myślę że tym samym całkowicie odrzuciłabyś synka traktując go jak dziecko drugiej kategorii albo w ogóle nie zwracałabyś na niego uwagi nie dając mu tym samym matczynej miłości.

      • mnadmorska Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 21:53
        przerażają mnie komentarze, odsądzające od czci i wiary kobietę, która próbuje podzielić się na forum swoimi trudnymi uczuciami. Bardzo rzadko piszę, ale tym razem bardzo chcę. 20 lat temu, kiedy byłam w pierwszej ciąży, kiedy na usg dowiedziałam się, ze będzie syn, przepłakałam całą drogę do domu. Nie pamiętam, ile dni zajęło mi oswojenie się z tym, ze to będzie chłopiec. Mój syn ma teraz 20 lat, kocham go bardzo mocno i kochałam go mocno zawsze, zawsze też jednak chciałam mieć jeszcze dziewczynkę. Ani ta chęć, ani te przeryczane dni nie powodują u mnie poczucia winy ani tego, ze jestem zła matką, gorszą niż bym była, gdybym marzyła o chlopcu. Zdecydowałam się na drugie dziecko po 13 latach, mam i bardzo się cieszę, ze jest dziewczynką. Nie wiem, czy gdyby okazało się, ze to chłopiec wykrzyknęłabym od razu "hurra", bo STRASZNIE CHCIAŁAM CÓRECZKĘ. Mimo to nie gnębię ją, nie oczekuję niczego, nie traktuję jak lalki, kocham, wściekam się, mimo ze jet wymarzona i wyczekana nie zalewam jej oczekiwaniami. Sssmutna, ja uważam, ze Twoje trudne uczucia to coś, do czego masz absolutne prawo. Rozczarowanie, że poszło nie tak, z którym musisz się zmierzyć i żyć dalej, a życie samo poukłada i zmodyfikuje. Rozczarowanie minie, tęsknota za dziewczynką może nie może jeszcze będziesz mieć trzecie dziecko, ale teraz będziesz kochać drugiego synka i czerpać radość z dwóch fajnych facetów. NIe daj sobie tylko wmówić tych bzdur o tym, ze oni daleko, a dziewczynki blisko, no i nie wierzę - obawiam się, ze słyszysz to, co chcesz - że naprawdę wszyscy Ci współczują. Chyba że tak nakręciłas otoczenie, że uważają, ze oczekujesz tego współczucia i starają się wyjść naprzeciw Twoim oczekiwaniom. A do terapeuty się przejdź, bo przynajmniej Ci powie, ze nie ma czegoś takiego, jak złe uczucia, złe może być tylko zachowanie. Postaraj się trochę zafiksować w drugą stronę, nakręcić na pozytywy posiadania dwóch chłopaków i oddychaj głęboko, połowa tych emocji to hormony. I popracuj nad poczuciem kontroli, nie na wszytsko w zyciu mamy wpływ, niestety, choćbyśmy na rzęsach stawali.

        fotoforum.gazeta.pl/photo/5/ce/cb/pfzu/x7LWLtFiZ030uLu4NB.jpg
        Lisa Lipcowa
        • verdana Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 22:02
          Gdyby to były trudne uczucia, to byłby inny problem. To jest skrajna bezmyślność - zachodzić w ciążę nie biorąc pod uwagę, ze płeć dziecka może być inna od planowanej. Jest też okrucieństwem uznawanie, ze z synów nie ma sie żadnej radości, skoro się juz syna ma.
          Co innego chcieć mieć córeczkę - wcale się nie dziwię, co innego jednak chcieć mieć córeczkę dlatego, że syn będzie wolał żonę, a ta córeczka ma do końca życia być "dla mamy". Innymi słowy nie tyle chcieć dziecka określonej płci, co jest normalne, ale dziecka, którego przyszłość jest wyznaczona i które ma byc wyłącznie dla matki do końca jej dni.
          • mnadmorska Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 22:11
            myślę, Verdano, ze to nie jest takie czarno-białe u autorki, ja ewidentnie czuję po prostu gigantyczne rozczarowanie i złość; głupie stereotypy też, pewnie...ciekawa jestem, jak się to Smutnej poukłada, ale jakos nie mam obaw, że ten drugi chłopiec będzie niekochanym dzieckiem...
            • verdana Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 22:18
              Na moje oko pierwszy juz jest niekochany - a w każdym razie nieszczególnie, w każdym razie jest dużym rozczarowaniem, bo nie potrzebuje mamy na okrągło.
              O ile to nie troll, to ja jednak nie byłabym spokojna o dzieci,a paradoksalnie - bardziej niepokoi mnie los starszego, który dotychczas był dzieckiem zastępującym to właściwe, a właściwego nie będzie. Być moze do młodszego matka się przekona, ale mam przykre wrażenie, ze starszy ma przechlapane.
              • mnadmorska Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 22:29
                no tak, tylko że tu już wchodzimy w rozważania, czy ktoś, kto jest nie do końca dojrzały, zależny od matki, od środowiska, niepewny, będzie dobrym rodzicem. I co to znaczy dobry rodzic. Wiesz, ile kobiet, facetów zresztą też, nie powinno w takim razie mieć dzieci?
            • sssmutna Re: niespełnione marzenie o córce 10.01.14, 23:02
              Do verdany i innych - ja nigdy nie napisałam, że mój synek jest do niczego i jestem nim rozczarowana. Kocham go najbardziej na świecie, staram się go wychowywać najlepiej jak umiem, jednak coraz bardziej z małego chłopczyka wyrasta chłopiec i mały męźczyzna z typowo męskimi, technicznymi zainetresowaniami, trochę nietykalski i odsuwa się w tym swoim świecie ode mnie i tak chyba jest ok... Jest taki tatusiowy coraz bardziej i wcale się nie dziwię bo mój mąż jest wspaniałym ojcem. A za chwilę będzie drugi wpatrzony w tatę i rola mamy ograniczy siē do podawania kanapek... Tak boję się samotności we własnym domu i wcale nie zakładałam, że córka będzie moją niewolnicą do koñca życia, że będzie chodziła w różu i tylko się uśmiechała,ale po prostu marzyłam, marzę, żeby ją mieć i spróbować przekazać jej i dzielić z nią choć ciut "babskiego świata".
              Prawdą jest że rzeczywiście od zawsze słyszałam, że dziewczynki są dla rodziny, a syn dla świata i ja jednak uwaźam, że może nie zawsze, ale często, przynajmniej w moim otoczeniu to się potwierdza...
              Układam to sobie wszystko w głowie, choć nie idzie mi łatwo. Dziękuję w każdym razie wszystkim życzliwym osobom, bo to dla mnie wiele znaczy. Wiem, że w tym wszystkim strasznie błądzę, bluźnię, ale nie chcę udawać, przynajmniej nie tutaj, więc piszę po prostu jak czuję, jak i co dzieje się w mojej głowie. I naprawdę obiektywnie zdaję sobie sprawę, że to jest chorę, jest mi wręcz wstyd za siebie, ale ja naprawdę mam wrażenie jakby cały świat mi się zawalił...
              • danaide Re: niespełnione marzenie o córce 11.01.14, 00:47
                Jest taka prosta rada nieprosta do zastosowania, bo wymaga zmiany podstawowego kryterium: MYŚLENIA. Brzmi ona: jeśli nie może zmienić faktów, zmień nastawienie.

                Będziesz podawać kanapki? A może bądź księżniczką i niech trzech facetów koło Ciebie skacze? Brak Ci babskiego świata? Rozejrzyj się za przyjaciółką - w swoim wieku i o zbliżonych zainteresowaniach - zapomnij o porównywaniu wyników rozrodczości z koleżankami, wg mnie to nie są zainteresowania, to jest absolutny i tragiczny w skutkach brak zainteresowań.

                Jeśli prawdą jest, że Twoje życie, świat w jakim się obracasz jest wypadkową najdurniejszych telenowel i niedzielnego latania z małymi-starymi księżniczkami w falbaniastych sukienkach na sumę, to, cóż. Tak jak pisałam - może ci chłopcy nie zjawili się po nic, może właśnie po to, by pozwolić Ci wyjść z tego paskudnego kokona w jakim Cię wychowywano i formatowano na Twoją zgubę.

                Przypomnę jeszcze, że zazdrości Ci teraz połowa tego świata, w którym urodzenie dziewczynki jest dramatem, bo skąd wziąć na posag, bo obciążenie rodziny i wątpliwa chluba. Punkt widzenia itd. Więc jak wyżej.
              • morekac Re: niespełnione marzenie o córce 11.01.14, 10:58
                Jest taki tatusiowy coraz bardziej i wcale się nie dziwię bo mój mąż jest wspaniałym ojcem. A za chwilę będzie drugi wpatrzony w tatę i rola mamy ograniczy siē do podawania kanapek...

                Naprawdę dramatyzujesz - to, czy dziecko jest tatusiowe czy mamusiowe bardziej zależy od dziecka, jak od jego płci. A dziewczynki przedszkolne też bywają bardzo tatusiowe - nie jest więc powiedziane, że córka spełniłaby twoje życzenia bycia 'dla mamusi'.
                Z kwestią przytulania też jest różnie - moje własne córki po podrośnięciu zrobiły się 'nieprzytulaśne' - nie przepadają za czułościami, w moim przekonaniu to bardziej kwestia genów, jak płci. Mężczyzni, którzy 'brzydzą się' sprawami technicznymi, a w dodatku uwielbiają gotować - też istnieją.
                Tak samo jak kobiety/dziewczyny, które marzą o 'męskich' zawodach... Nie wiesz, czy nie trafiłaby się tobie nieprzytulaśna córeczka tatusia, zafiksowana na samochodach, mająca po prostu w bardzo głębokim poważaniu 'babski świat', jaki dla niej zarezerwowałaś. Jakie byłoby wtedy twoje rozczarowanie?
                Mam wrażenie, że trochę za bardzo usiłujesz wtłoczyć dzieci w tradycyjne role związane z płciami. A rolę tej od podawania kanapek zarezerwowałaś sama dla siebie. Równie dobrze mogłabyś być mamą od wycieczek rowerowych, wypraw w góry/parku z dinozaurami i skakania na bungee. I jeśli któreś z tych czynności (albo inne w tym stylu) sprawiłyby ci radość - dlaczego miałabyś nie być?
                • verdana Re: niespełnione marzenie o córce 11.01.14, 17:05
                  Bo mąż jest z facetem, a kobieta z mężczyznami oczywiście nie ma o czym gadać. Kobieta rozmawia o uczuciach, makijażu i sukienkach, i nie interesuje ją męski świat . No, a o czym ma rozmawiać prawdziwy mężczyzna z automatem do robienia kanapek? Czyli z mężem kobieta też jest absolutnie samotna.
                  • srebrnarybka Re: niespełnione marzenie o córce 11.01.14, 22:35
                    100/100
                    o to mi właśnie chodziło. No cóż, ja się wychowałam w latach 60tych w tradycyjnej katolickiej rodzinie, kiedy nikt nie słyszał o gender. Moi rodzice mieli ze sobą o czym rozmawiać, mimo, że Mama nie pracowała zawodowo, i nie rozmawiali o modzie ani samochodach, tylko o przeczytanych książkach, o zabytkach, które zwiedzaliśmy, o historii. Pamiętam przyjęcia u rodziców - rozmowy toczyły się z udziałem przedstawicieli obu płci, nie było żadnych damskich kącików, gdzie babki rozmawiają o kupach, zupach i modzie, a w drugim kącie faceci o wyścigach. Wszyscy rozmawiali i niby dlaczego film "Zazdrość i medycyna" (kiedyś całe imieniny Ojca czy Mamy, to już lata 70te) miałby interesować tylko facetów, albo tylko kobiety. Moja Mama chyba lepiej nawet się czuła w towarzystwie facetów, w każdym razie czuła się swobodnie i normalnie. Nie mówię o współczesności, o swoim obecnym trybie życia - mówię o życiu dość konserwatywnej rodziny katolickiej w latach 60tych.
                    O tym, że dziewczynkę ubiera się na różowo, a chłopca na niebiesko, dowiedziałam się na forum liberalnej GW. Mnie zawsze w dzieciństwie Mama ubierała na niebiesko, bo było mi ładnie w tym kolorze, aż do bólu, bo jako dorosła przez pewien czas unikałam niebieskiego, bo miałam dość. itd., itp. Kobiety same robią, co mogą, żeby mężczyźni uważali je za niezbyt mądre papużki zajęte tylko ciuchami, a potem się dziwią, że mężowie ich nie szanują.
                    • verdana Re: niespełnione marzenie o córce 11.01.14, 22:51
                      No i tu Cię zmartwię jednakże:) Bowiem ubieranie dziewczynek na różowo, a chłopców na niebiesko to moda, która przyszła z Hameryki. Przed wojną, 50 lat temu, a nawet 40 wyprawki dla chłopców w Polsce były różowe, a kolorem dziewczynek był własnie niebieski. Innymi słowy, byłaś ubierana na niebiesko być moze dokładnie na tej samej zasadzie, co dzisiejsze dziewczynki na różowo.
                      • srebrnarybka Re: niespełnione marzenie o córce 11.01.14, 23:34
                        No i tu Cię zmartwię jednakże:) Bowiem ubieranie dziewczynek na różowo, a chłop
                        > ców na niebiesko to moda, która przyszła z Hameryki. Przed wojną, 50 lat temu,
                        > a nawet 40 wyprawki dla chłopców w Polsce były różowe, a kolorem dziewczynek by
                        > ł własnie niebieski. Innymi słowy, byłaś ubierana na niebiesko być moze dokład
                        > nie na tej samej zasadzie, co dzisiejsze dziewczynki na różowo.

                        To też nie takie proste. Moi rodzice żyli w dużym stadzie zaprzyjaźnionych rodzin, katolickich oczywiście, i rodziny te, jak to katolickie, były zazwyczaj wielodzietne. Akurat moje jedynactwo było wyjątkiem. Zatem w tym stadzie obowiązywała wymiana ubrań aż do zdarcia, bo ubrania były nie tylko drogie, ale i trudne do kupienia (lata 60te i miasto mniejsze, niż Warszawa). Kurtki, swetry, bluzy, czapki, szaliki krążyły niezależnie od płci i obskakiwały po kilkoro dzieci z różnych rodzin.
                        W kwestii niebieskiego wielokrotnie wysłuchiwałam wykładów o tym, że mi jest szczególnie dobrze w niebieskim i chyba to nawet jest prawda, jak już przebyłam kwarantannę od niebieskiego, to doceniam, ze chyba faktycznie dobrze. Ale nigdy nie padło słowo, że dziewczynki chodzą na niebiesko. I w ogóle o żadnych kolorach dla dziewczynek i chłopców ani o różnicach w sposobie ubierania. Oczywiście wiedziałam, że dziewczynki chodzą w sukienkach, a chłopcy w spodniach, nie pamiętam, czy mi ktoś to tłumaczył, ale tak ubierali się wtedy dorośli. W 60tych latach dorosłe kobiety w spodniach chodziły tylko na wakacjach i to w górach (nie jeździłam) nad morzem rzadziej, bo w upał i tak było za gorąco. Natomiast mnie Mama ubierała w spodnie, bo tak było wygodniej i nie darłam trudnych do zdobycie rajstop. Aż sama zaprotestowałam, gdy na ulicy jakaś pani powiedziała do mnie: jaki jesteś ładny, Jasiu (miałam oczywiście krótkie włosy). Przez parę lat broniłam się przed spodniami, od 10tego roku życia z własnego wyboru chodzę prawie wyłącznie w spodniach, co Mama przyjęła z wielką aprobatą (jak miałam te 10 lat, teraz Mama nie ma nic do powiedzenia w sprawie mojego ubierania). Nikt mi nie tłumaczył, że są jakieś kolory damskie i męskie. Zapuszczenie włosów wymusiłam na Mamie w wieku 8 lat robiąc awantury u fryzjera. Nie słyszałam o zabawkach chłopięcych i dziewczęcych, w zaprzyjaźnionych rodzinach moimi rówieśnikami byli głównie chłopcy, więc bawiłam się z nimi. Lalkami oni się faktycznie nie bawili, ale tyle innych zabaw było interesujących: klocki, samochody, gry. Dzieci za zaprzyjaźnionej mega-rodziny (8 sztuk, potem dorobili się dziewiątego) miały nawet warsztat tkacki, czego im zazdrościłam, i bawiliśmy się tym wszyscy niezależnie od płci, podobnie, jak klockami, drukarenką, "mózgiem elektronicznym", cymbałkami czy grą w wojnę. I doprawdy nie przychodziło mi do głowy, że dziewczynka od chłopca/kobieta od mężczyzny różni się czymkolwiek innym poza paru szczegółami biologicznymi i paru drobnymi zwyczajami w ubiorze, przede wszystkim noszeniem biżuterii. Gdy czytam niektóre wypowiedzi na forum liberalnej i "Genderowej" GW, to nie wiem, gdzie jestem.
                        • cahir4 Re: niespełnione marzenie o córce 12.01.14, 01:28
                          Oooo... to, to. Miałam tak samo! Też rodzina bardzo tradycyjna, bardzo katolicka, do tego wiejskie korzenie i też takich problemów nie mieliśmy. Nikt nie robił cyrków nie tylko wtedy, kiedy zbijałam dźwig ze sklejki i urządzałam powstanie za barykadą z kanapy (uzbrojona w swój własny karabin maszynowy na korbkę), ale również wtedy, kiedy mój brat zażyczył sobie zapoznania go z techniką haftu krzyżykowego (uczyniono zadość jego życzeniu, etap szydełkowania też zaliczył). Co do zabawy lalkami, to tam, gdzie byli sami chłopcy, raczej się nie zdarzało, ale jeśli towarzystwo było mieszane... Bywało, że moje lalki lub misie miewały "pełne rodziny", kiedy z jakimś kolegą bawiłam się "w dom" :).
                          I też bywam zdezorientowana, kiedy czytam współczesne "postępowe" teksty...
                          • srebrnarybka Re: niespełnione marzenie o córce 12.01.14, 01:56
                            ja miałam tylko pistolet, karabinu nie miałam. Bardzo chciałam mieć kolejkę, ale było to tak drogie, że nie ośmieliłam się nawet Rodzicom pisnąć. Czytywałam Tomka w krainie kangurów, Verne'a, książki indiańskie, jeździłam na rowerze, pływałam, budowałam z klocków, grałam w rozmaite gry, samochody też oczywiście miałam, i nie przychodziło mi do głowy, że to są zabawy dziewczęce albo chłopięce.
                            I tu uwaga: nie jestem chłopcem/mężczyzną uwięzionym w ciele dziewczynki/kobiety. Zawsze wiedziałam, że jestem dziewczynką/kobietą. Przy tych wszystkich chłopięcych zabawach miałam też i dziewczęce odpały: np. zawsze uwielbiałam biżuterię i jako 4-5 latka robiłam sobie pierścionki ze sreberek od cukierków z mieszanki wedlowskiej.
                            Nikt nie słyszał o żadnym gender, ale chyba to wychowanie przebijało dzisiejsze feministki.
                      • srebrnarybka Re: niespełnione marzenie o córce 12.01.14, 02:22
                        Raz jeszcze o kolorze. Wielokrotnie słyszałam od Mamy, że w niebieskim mi do twarzy, nigdy nie słyszałam, że to kolor dziewczęcy. Chłopcy z zaprzyjaźnionych rodzin nie chodzili na różowo. Wiele ciuchów było, ja pisałam, przechodnich, ale oczywiście każda z par rodziców miała jakiś wpływ na ubieranie swojego dziecka, bo spośród ciuchów przechodnich wybierało się to, co pasuje, część się jednak kupowało, bo nie wszystko spadało po zaprzyjaźnionym dziecku, część się jednak po drodze wydzierała. O kolorach chłopięcych i dziewczęcych nie słyszałam nie tylko od Mamy, ale także w zaprzyjaźnionych rodzinach, a przechodnie ubrania płynnie przechodziły na dzieci obu płci. Pamiętam też, jak 7letni kuzyn dostał po mnie, 10latce, czerwone kąpielówki na plażę i protestował, że nie będzie chodził w dziewczyńskich majtkach, ale matka go spacyfikowała, bo nie planowała kasy na kupienie mu kolejnych nowych. Ale majtki to jednak dość intymna część garderoby, a ponadto chodzi mi o reakcję matki kuzyna, która nie uważała za niestosowne ubierać 7latka w gacie po starszej kuzynce. Matka kuzyna także ze 20 razy więcej święta i konserwatywna, niż moi rodzice.
                    • zuzi.1 Re: niespełnione marzenie o córce 11.01.14, 22:53
                      srebrnarybka napisała: "Kobiety same robią, co mogą, żeby mężczyźni uważali je za niezbyt mądre papużki zajęte tylko ciuchami, a potem się dziwią, że mężowie ich nie szanują."

                      No tutaj to "pojechałaś". Jakoś kobiety nie mają problemu z nieszanowaniem mężów, tylko dlatego, że ci są zafiksowani głównie na samochodach, motoryzacji i piłce nożnej...Albo się ludzi szanuje, albo nie i to czym się ci ludzie zajmują/na czym są zafiksowani, nie jest podstawą do okazywania braku szacunku. Tylko buraki nie szanują innych i nie ma dla takich zachowań ŻADNEGO usprawiedliwienia.
                      • verdana Re: niespełnione marzenie o córce 11.01.14, 23:00
                        . Ale jednak trudno jest szanować kobiety, które twierdzą, że nie będą miały o czym rozmawiać z własnym synem, bo on zajmie się "męskim zawodem", a one kontakt mogą nawiązać tylko rozmawiając o "babskich sprawach". Faceta, który by pisał, że nie może przecież rozmawiać z dorosłą córką, bo ona będzie zajmowała się kobiecą pracą, a jego interesuje tylko piłka i samochody - też trudno by szanować.
                        • zuzi.1 Re: niespełnione marzenie o córce 11.01.14, 23:19
                          verdana napisała:Ale jednak trudno jest szanować kobiety, które twierdzą, że nie będą miały o czym rozmawiać z własnym synem, bo on zajmie się "męskim zawodem", a one kontakt mogą nawiązać tylko rozmawiając o "babskich sprawach".

                          Ale IMO takie stwierdzenie wynika bardziej ze stereotypów w jakich ta kobieta tkwi (byc może wpajanych jej przez rodzinę w trakcie całego dzieciństwa), i wynikającej z tego ciasnoty horyzontów, ale jak dla mnie dalej brak jest podstawy do tego, aby takiej osoby nie szanowac, okazywac jej brak szacunku. Mogę sobie o niej co najwyżej pomyślec, że jest ograniczona, ma ciasne horyzonty, ale dlaczego mam jej nie szanowac? Żeby zasłużyc na brak szacunku trzeba sobie nieźle nagrabic a ciasnota horyzontów i kierowanie się stereotypami, to moim zdaniem za mało, gdyby ciasnota horyzontów miała byc podstawą do nieszanowania kogoś, pół rodziny z jednej czy drugiej strony, musiałabym skreślic, z uwagi na ciasnotę horyzontów, najstarsze pokolenie w takim podejsciu króluje, stereotypy i ciasnota horyzontów, mimo wszystko, staram się zrozumiec, że niektórzy tak po prostu mają (i dalej pomimo takich ułomnosci ;) ich szanuję ;-))
                          • verdana Re: niespełnione marzenie o córce 11.01.14, 23:26
                            Nie. Nie wierzę w tak głęboko zakorzeniony stereotyp u kobiety, która już ma syna. Syna, który nie spełnia oczekiwań, bo nie jest całkowicie poddany mamie. I która chce mieć dziecko nie dla dziecka, ale aby wychować je na kogoś, kto spełni wszystkie oczekiwania i marzenia mamy, przy czym w ogóle nie ma tu liczenia sie z ewentualnymi preferencjami dziecka. To nie tylko stereotyp, to absolutne uprzedmiotowienie dzieci.
                            Zalezy, jak rozumiemy szacunek. Jesli coś, co przynależy każdej istocie ludzkiej z racji urodzenia - to OK. Tyle, ze to nie jest żaden szacunek, tylko zwykłe przyzwoite traktowanie innego człowieka. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć, a nie należy się każdemu automatycznie.
                            Naprawdę, nawet najstarsze pokolenia, nawet jeśli preferowały jedną płeć, to nie z takich ściśle egoistycznych powodów.
                          • srebrnarybka Re: niespełnione marzenie o córce 12.01.14, 00:03
                            Kobieta, która stwierdza, że nie ma o czym rozmawiać z mężczyzną, bo może tylko rozmawiać o "babskich sprawach", najczęściej jednak o modzie lub kulinariach, sama się ogranicza i fiksuje na sprawach, które jednak w porządku świata nie są najważniejsze.
                            Kobiety zwykle nie mają problemu z nieszanowaniem mężów, nawet lekceważących "babskie sprawy" po pierwsze dlatego, że zwykle ci mężowie lepiej zarabiają, po drugie - stereotypowe męskie sprawy jednak zakładają np. oglądanie wiadomości telewizyjnych, transmisji z różnych miejsc, gdzie odbywają się zawody czy mecze, nauczenia się nazwisk sportowców w różnych językach, co daje jednak jakoś tam poszerza wiedzę o świecie w ogóle, a zainteresowania najnowszymi rozwiązaniami technicznymi w samochodzie też wydaje się bardziej rozwijające, niż zainteresowanie krojem spódniczki.
                            Natomiast na forum rzadko pojawia się myśl, że poza tymi stereotypowymi czynnościami, które i tak niekoniecznie muszą być związane z płcią (znam pewnego profesora belwederskiego historii, który przyszywa guziki nie tylko sobie, ale i żonie, a kiedyś, podając mi płaszcz w szatni - no, jednak seksizm wyszedł, bo kurtuazyjnie mnie w ten płaszcz ubierał - ochrzanił mnie, że jestem leniem, bo wieszaka nie przyszyłam, on żonie zawsze przyszywa, znam kobiety zainteresowane sportem i samochodami) jest masa rzeczy zupełnie bezpłciowych: książki, muzyka, wycieczki do lasu czy na "łono przyrody", filmy, muzea, wystawy, zabytki. Czy zwiedzanie zabytków, spacer po lecie albo pływanie w basenie jest męskie czy kobiece?
                              • srebrnarybka Re: niespełnione marzenie o córce 12.01.14, 00:49
                                srebrnarybka napisała:"Czy zwiedzanie zabytków, spacer po lecie albo pływanie w
                                > basenie jest męskie czy kobiece?"
                                >
                                > Przyjmijmy, że jest unisex ;)

                                Też sądzę, że jest unisex i sądzę, że spraw stereotypowo męskich i babskich, niezależnie od tego, że nie muszą takimi w ogóle być, jest w życiu mniejszość. I że facet, który interesuje się tylko meczami, jest równie ograniczony, jak kobieta, która interesuje się tylko modą i mam nadzieję, że są faceci i kobiety, którzy potrafią jednak rozmawiać o czymś innym poza tym wąskim zakresem uznanym stereotypowo za męski lub kobiecy.
                                I cały czas tu piszę, że z większością stereotypów zetknęłam się jako stara baba i czytam/słucham o nich ze zdumieniem. W czasach mojego konserwatywno-katolickiego dzieciństwa nikomu nie przychodziłoby do głowy opowiadać dowcipy o blondynkach. Nie jestem zresztą w stanie pojąć, jak mogą opowiadać je kobiety. Nie jestem w stanie zrozumieć kobiet, które przy kawie w biurach wygadują na niechlujnych mężów, co to robią w domu nieporządek, zamiast męża ochrzanić i kazać mu odstawić krzesło na miejsce albo wazonik tam, gdzie stał poprzednio. Może o to chodzi, że jakby faceta w tej dziedzinie przetrenować, to żona już nie czułaby się potrzebna w domu? Niewierząca koleżanka, z pewnością bardziej "gender", niż ja, zaciągnęła mnie kiedyś na film "Baby są jakieś inne" i bardzo się śmiała. Ja umiarkowanie - wiem, że to był żart ze stereotypów, ale jak dla mnie zarazem ich umocnienie. Miałam kiedyś w pracy koleżankę-dewotkę, w porównaniu z jej rodziną moi rodzice byli wolnomyślicielami, która uwielbiała oglądać mecze i łowić ryby (to też podobno męskie zajęcie) i jej świętobliwi rodzice (była wtedy, drobne 30 parę lat temu, młodą dziewczyną) nie obawiali się, że z tego powodu zostanie lesbijką. Zresztą wyszła za maż i urodziła dwoje dzieci, więc chyba jest heteroseksualna. Na forum wisi zaś wątek matki, młodszej od nas obu o jakieś 20 parę lat, która niepokoi się, że syn bawi się lalkami ... Doprawdy nie przypominam sobie takich problemów w konserwatywnym środowisku, w którym się wychowałam.
                                • morekac Re: niespełnione marzenie o córce 12.01.14, 11:52
                                  Doprawdy nie przypominam sobie takich problemów w konserwatywnym środowisku, w którym się wychowałam.
                                  Bo nie wiedzieli, że trzeba się bać.
                                  BTW: mam nieodparte wrażenie, że za moich młodych lat określone typy zabawek były mniej przypisane do konkretnej płci niż teraz, nawet na wystawie w sklepie.
                                  • sebalda Re: niespełnione marzenie o córce 12.01.14, 12:15
                                    Myślę, że gender zrobił taką zawrotną karierę wyłącznie dzięki antypropagandzie polskiej hierarchii kościelnej. Może nie tylko polskiej, ale jej głównie. Inne kraje mają już za sobą burze wokól pedofilii w Kosciele, a my dopiero w nią wesliśmy, trzeba ją zatem zakrzyczeć hasłami o złowrogim gender. Smutne to wszystko i głupie:\
                                    • lilith76 Re: niespełnione marzenie o córce 12.01.14, 13:15
                                      > Myślę, że gender zrobił taką zawrotną karierę wyłącznie dzięki antypropagandzie
                                      > polskiej hierarchii kościelnej.

                                      Po części na pewno tak.
                                      Jednak lwią zasługę ma marketing oraz rynek, który ubranka, zabawki, akcesoria dziecięce posegregował na dziewczęce i chłopięce. Do granic absurdu.
                                      Do pewnego momentu udawało mi się ubierać córkę w miarę neutralnie. Teraz to strasznie ciężkie - chyba trzeba by szperać w sieci, po różnych sklepach.
                                      A i tak, to na nic, bo przedszkolaki to najbardziej seksistowska grupa społeczna - same nakręcają się na określone ubrania, zabawki, motywy na akcesoriach.
                                      • srebrnarybka Re: niespełnione marzenie o córce 12.01.14, 14:17
                                        Jednak lwią zasługę ma marketing oraz rynek, który ubranka, zabawki, akcesoria
                                        > dziecięce posegregował na dziewczęce i chłopięce. Do granic absurdu.

                                        Także np. prasa kobieca wydawana komercyjnie. Za komuny była "Kobieta i życie" i "Przyjaciółka". Owszem, można powiedzieć, że umacniały stereotyp, bo zawierały porady na temat wychowania, przepisy kulinarne i wykroje sukienek. Niemniej jednak to był ułamek niezbyt zróżnicowanej wtedy prasy i sięgało się do niej właśnie, jak do poradnika. Poza tym zawierał porady dotyczące sytuacji konkretnych, z którymi trzeba było się zmierzyć. Natomiast prasa poświęcona innym tematom nie była jednak "zróżnicowana płciowo", nawet ta najpodlejsza. Jak wyglądają dzisiaj setki pism kobiecych zajmujących się plotkami o romansach aktorek i celebrytek, masą tandetnych porad pseudopsychologicznych etc., co jednak chyba umacnia w mniej niezależnych intelektualnie kobietach przekonanie, że tym właśnie głównie powinny się interesować. Bardziej niezależna intelektualnie kobieta i tak sobie poradzi.
                                        A co do ubioru - przecież nawet te spodnie nie są istotą Od 10 roku życia chodzę niemal stale w spodniach, a i tryb życia mam raczej unisex, wykonuję ten sam zawód, co Ojciec. Ale przecież nie ubieram się jak mężczyzna, bo spodnie mają nieco inny krój (poza dżinsami), noszę bardziej kolorowe swetry (chociaż noszę też w charakterze bluzek do "mundurka" kilka koszul męża mojej przyjaciółki, które mu się znudziły), zawsze kolczyki i pierścionek (poza wakacjami, wtedy na sportowo i żeby nie zgubić), inna biżuteria w zależności od stroju, farbuję siwe włosy, czego większość mężczyzn nie robi. Nie dlatego, że chcę świadomie podkreślać swoją kobiecość czy coś w tym guście, raczej po to, by ładnie wyglądać i raczej robię to podświadomie. Z drugiej strony nigdy nie robiłam makijażu i nie umiem tego robić, nie zabijam się za żadnymi modnymi ciuchami, kupuję w używniakach dbając o wygodę i żeby się kolory nie gryzły ... Czy to jest zaburzona i ułomna tożsamość kobiety niedbającej dostatecznie o swój wygląd czy odwrotnie, tkwię w seksistowskich stereotypach, które nakazują mi upokarzające poddawanie się farbowaniu włosów, bo wmówiono mi, że jako kobieta byłabym mniej wartościowa prezentując siwe włosy, co skutkowałoby mniejszą atrakcyjnością seksualną? A przecież farbowanie włosów to jeden kłopot i wydatek więcej. Otóż ja się nie chcę nad tym w ogóle zastanawiać, chcę żyć, jak mi się podoba i nie rozpatrywać każdej rzeczy, którą w życiu robię, w aspekcie kobiecości albo męskości. 90% tego, co robię w życiu, nie ma żadnego związku z moją płcią i nie mam ochoty słuchać z żadnej strony o tym, że mam się podporządkowywać jakiemuś stereotypowi albo odwrotnie, przełamywać go. Po prostu widzę dziesiątki innych problemów.
                                        O liście biskupów i całej idiotycznej awanturze o gender nie chcę w ogóle się wypowiadać, natomiast w tych kilku postach wyrażam zdumienie, że tak progendrowe środowiska, jak emamy na forum liberalnej gazety, głośno deklarujące poparcie dla gender i głośno krytykujące Kościół, są w istocie mniej gender, niż moi konserwatywni i katoliccy rodzice i ich środowisko 50 lat temu.
                                      • danaide Re: niespełnione marzenie o córce 12.01.14, 18:01
                                        > Jednak lwią zasługę ma marketing oraz rynek, który ubranka, zabawki, akcesoria
                                        > dziecięce posegregował na dziewczęce i chłopięce. Do granic absurdu.

                                        Taaa... kupujesz skarpetki córeczce, a sprzedawczyni krzywi się, że to chłopięce...
                                  • srebrnarybka Re: niespełnione marzenie o córce 12.01.14, 13:46
                                    Bo nie wiedzieli, że trzeba się bać.

                                    O to mi właśnie chodzi. Że ci konserwatywni katolicy, rodzice dziewczyny urodzonej na przełomie lat 50tych i 60tych NIE WIEDZIELI, że łowienie ryb i interesowanie się piłką nożną jest niewłaściwe dla dziewczyny. Bo mimo wszystko nie sądzę, żeby byli zachwyceni, gdyby ich córka okazała się lesbijką, bo zgodnie z ówczesną i obecną nauką Kościoła byłaby skazana na przymusowy celibat lub życie w grzechu (proszę mi nie zarzucać homofobii, streszczam poglądy panujące w pewnym środowisku). Ale im doprawdy nie przychodziło do głowy, że dziewczyna, która lubi łowić ryby i oglądać mecze, ma jakieś problemy z tożsamością płciową.

                                    BTW: mam nieodparte wrażenie, że za moich młodych lat określone typy zabawek by
                                    > ły mniej przypisane do konkretnej płci niż teraz, nawet na wystawie w sklepie.

                                    To by znaczyło, że w kwestii równouprawnienia kobiet cofnęliśmy się w porównaniu ze standardami panującymi w konserwatywnych środowiskach 50 lat temu. Możliwe.
                                    • lilith76 Re: niespełnione marzenie o córce 12.01.14, 14:32
                                      >To by znaczyło, że w kwestii równouprawnienia kobiet cofnęliśmy się w porównaniu ze
                                      > standardami panującymi w konserwatywnych środowiskach 50 lat temu. Możliwe.

                                      Byłam kiedyś na fajnym spotkaniu dyskusji wokół świeżo wtedy po polsku wydanej "Mistyki kobiecości" Betty Friedan - o sytuacji kobiet w Stanach Zjednoczonych w latach 50-tych, 60-tych.
                                      I w trakcie właśnie tych rozmów od razu padło stwierdzenie, z ust prof. Środy, że sytuacja kobiet w Polsce (bloku wschodnim) była diametralnie inna - ona rosła w przekonaniu, że kobieta może polecieć w kosmos, jak Walentyna, gdy jej rówieśniczki uczono jak dobrze upiec ciasto i wypucować dom. Komunizm niósł ze sobą gender :) Też zło, bo lewackie :) Podział na role kobiece i męskie, to cecha mieszczaństwa, klasy średniej, a ta długo była u nas w zaniku. Dziś mieszczaństwo i klasa średnia przeżywają - powiedzmy - renesans.
                                      Choć też pewnie nie do końca - bo mamy małe miasteczka, wsie z ich sztywnymi podziałami.
                                      • srebrnarybka Re: niespełnione marzenie o córce 12.01.14, 17:58
                                        Zwracam tylko uwagę, że ja cały czas opowiadam o doświadczeniach ze środowiska wykładowców KUL w latach 60tych, które świadomie odrzucało propagandę PRLowską i zaznaczało swoją odrębność. Spośród 4 czy 5 zaprzyjaźnionych małżeństw z tej grupy moich rodziców do przedszkola posyłała dzieci chyba tylko jedna para (facet ten był później wybitnym działaczem Solidarności, a miał za sobą długą odsiadkę w latach 50tych). Pozostałymi dziećmi opiekowali się w systemie wymiennym (tzn. wymieniając między sobą dzieci całego stada) rodzice, czasem także moja babcia (chyba nikt inny nie miał tam babci na podorędziu) albo wynajmowane jako opiekunki studentki KUL (z innych wydziałów, żeby nie było, że jakaś korupcja :) ). Wszyscy z tej grupy chodziliśmy na eksperymentalną religię dla przedszkolaków prowadzoną, świetnie zresztą, przez studentkę psychologii KUL. U moich rodziców i u drugiej rodziny, gdzie bywałam najczęściej, na pewno nie było telewizora, u innych rodzin nie pamiętam. Z prasy czytało się "Tygodnik Powszechny", owszem, istniało radio i rodzice słuchali dzienników, ale poza tym raczej puszczano słuchowiska dla dzieci i koncerty. Albo muzykę poważną z płyt. Doprawdy było to środowisko dosyć niezależne i jak tylko było możliwe, izolowane na wpływ propagandy PRL. I w kwestii stereotypów płciowych było tak, jak opisałam. 50 lat temu.
                                        Z podstawówki, oczywiście państwowej, prywatnych, ani oczywiście katolickich podstawówek nie było, pamiętam czytankę o chłopcu, który przyszedł do szkoły z naderwanym guzikiem i PAN NAUCZYCIEL zwrócił mu uwagę, chłopiec się tłumaczył, że matka i siostry nie mają czasu przyszyć i wtedy PAN NAUCZYCIEL zawstydził chłopca, bo przyszył mu ten guzik, lepiej, niż matka i siostry dotąd, bo "na nóżce" i pouczył, że mężczyźni też potrafią szyć. Tyle, że ta czytanka była chyba PRZEDWOJENNA, sprzed 1939 r. Nie zapominajmy też o roli, jaką w wychowaniu odgrywały wzorce harcerskie, wskazujące jako cel zaradność i życiową i jednak nakazujące, by druh umiał przyszyć guzik i ugotować dla kolegów na obozie.
                                        Aha, jako licealistka w latach 70tych jeździłam na obozy kościelne, oczywiście koedukacyjne. Raz w tygodniu chyba wypadała tzw. wachta, czyli kilka osób miało dyżur w kuchni i gotowało dla reszty. Były to osoby płci obojga, pewnie dobierane tak, żeby w każdej był ktoś z głową, kto umie gotować, ale chłopcy nie mieli taryfy ulgowej. Podział zadań był sprawą wewnętrzną każdej wachty, ale tu już liczyły się umiejętności, a nie płeć, bo ta piątka czy szóstka musiała nakarmić kilkudziesięciu pozostałych głodomorów, więc nie był możliwe utrzymanie parytetu, tylko każdy robił to, co mógł (ja pewnie umiałam tyle, co przeciętni chłopcy, przy okazji zresztą trochę się uczyłam gotowania, chłopcy zapewne też). Przypuszczam, że te obozy były wzorowane na ideach harcerskich (zaradność czy oczekiwanie od chłopaków, że będą gotować).
                                        W dyskusjach na temat gender przypomina się też, że Kościół w latach 50tych czy 60tych krytykował noszenie spodni przez kobiety. Dla sprawiedliwości jednak przypomnijmy,