Dodaj do ulubionych

P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodzica

21.01.14, 21:40
P. Agnieszko proszę o odpowiedzenie na moje wątpliwości odnośnie zasad, organizacji, prawa do informacji rodziców o przebiegu terapii nastoletniego, ale jeszcze niepełnoletniego dziecka.

Córka ma 17 lat, ale wkrótce skończy 18, od dłuższego czasu uczęszcza raz w tygodniu na terapie indywidualną do prywatnego gabinetu psychologicznego. Córka nie mówi mi absolutnie nic o przebiegu spotkań, o czym rozmawia z panią psycholog. U pani psycholog byłam trzy razy, za każdym razem otrzymuję jedynie krótką odpowiedź, że dogaduje się z córką, omawiają jej aktualne problemy i pracują nad poprawą jej zachowania, wszystko zmierza w dobrym kierunku, ostatnio powiedziała, ze nie wie, ile jeszcze terapia powinna trwać. Powodem terapii było zachowanie córki w domu i w szkole, jej trudne relacje ze mną. Moim założeniem początkowym była terapia rodzinna, jednak pani psycholog stwierdziła po rozmowie z córką, że taka terapia nie jest możliwa, bo córka nie chce zmian oraz dlatego, że potrzebny byłby do tego jej ojciec, z którym jestem od wielu lat rozwiedziona a on nie widzi powodu do terapii, terapii z udziałem mojego obecnego męża a ojczyma córki ona sama kategorycznie nie chciała. Pani psycholog zaproponowała terapię indywidualną w celu dotarcia do przyczyn złego zachowania córki, odtrącania mnie i naprawy tego, od razu stwierdziła że będzie to długa droga. Córka się zgodziła spróbować, ja się zgodziłam, ponieważ widziałam jakąś szansę, bo z poprzednimi psychologami z jakimi córka miała kontakt w ogóle nie nawiązywała rozmowy. Liczyłam na poprawę zachowania, jej stosunku do mnie i reszty rodziny, jednak taka zmiana nie następuje. Nie wiem nic, co dzieje się na terapii, jakie tematy są poruszane.

Czy mam możliwość wglądu w "dokumenty" córki, zażądania dokładnych informacji o jej problemach?
Obserwuj wątek
    • sebalda Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 21.01.14, 22:08
      A tak z ciekawosci, jakie sa konkretnie te zle zachowania corki? Pytam, bo syn (w podobnym wieku) ma bliska kolezanke, na ktora matka tez narzeka ze nerwowa, pyskata, nie panuje nad soba w nerwach. Syn o kolezance mowi: zlota kobieta. Ja tez bardzo lubie te dziewczyne, znam ja od kilku lat i nie widze w nie tych problemow, o jakich mowi matka. Po cichu uwazam, ze ta matka ma zbyt wygorowane wymagania wobec corki,a ta sie przeciwko temu buntuje. Ja traktuje swoje dzieci bardziej po partnersku, staram sie rozumiec ich problemy, szanuje ich wybory i nie miala ani nie mam z nimi problemow. Zastanawialas sie, czy to nie w Tobie tkwi jakis problem? Mam za malo danych, ale doswiadczenie mi mowi (i relacje moich dzieci), ze czasami rodzice sami sie prosza o problemy z dziecmi, kompletnie ich nie rozumieja, wylacznie wymagaja, nie tworza wiezi, a potem tylko narzekaja.
      Uwazam, ze Twoje roszczenia, by miec wglad w terapie, sa nie w porzadku. Corka ma prawo do prywatnosci i mam nadzieje, ze prawo tez tak stanowi.
      • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 21.01.14, 22:51
        Długo by pisać. Pyskowanie, przeklinanie, krzyki, kłamstwa, picie, palenie, późne powroty do domu, nie informowanie gdzie się jest, wychodzenie z domu kiedy się chce mimo braku zgody, nie wykonywanie jakichkolwiek prac domowych, wyśmiewanie i wyzywanie młodszego rodzeństwa, brak zaangażowania w cokolwiek jeśli nie ma z tego dla niej korzyści. W szkole dużo się zmieniło pod względem zachowania, kiedy zaczynaliśmy terapię u tej pani psycholog, jeszcze wtedy wspólnie, ale wynikało to ze zmiany szkoły i rówieśników, poprzedniego towarzystwa nie ma w obecnej szkole. Oceny nadal słabe i brak chęci poprawy.
        • morekac Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 21.01.14, 23:24
          Oceny nadal słabe i brak chęci poprawy.
          Wiesz, jeśli panna sobie nieco bimbała pod względem nauki, to nawet przy pewnych chęciach poprawy może to nie wpływać na lepsze oceny.
          A tak przy okazji: nie potrafisz nawet przyznać, że córka lepiej zachowuje się w szkole. Zapewniam cię, że gdyby koniecznie chciała się źle zachowywać, zachowywałaby się fatalnie i w tej. W poprzedniej szkole ostatecznie to nie rozrabiało jej towarzystwo, tylko ona sama, osobiście.
          • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 17:38
            Gdyby więcej się uczyła i nie chodziła do szkoły wyrywkowo mogłaby mieć lepsze oceny, przedmiotów ma dużo mniej niż w gimnazjum i w pierwszej klasie liceum.
            Teraz nie ma w klasie towarzystwa, które byłoby widownią dla głupich zachowań, nie ma sprzymierzeńców i swoich do popisywania się, w gimnazjum sama sobie wybrała takie towarzystwo, nie wszyscy się źle zachowywali. Teraz wie, że po prostu mogą ją wywalić ze szkoły, a niektóre numery zgłoszone na policję skutkowałyby przyznaniem kuratora a może i sprawą w sądzie.
    • aqua48 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 21.01.14, 22:22
      blekitnalaguna123 napisała:


      > Liczyłam na poprawę zachowania, jej stosunku do mnie i reszty rodziny, jedna
      > k taka zmiana nie następuje.

      A jak długo na tę terapię córka chodzi? poprawa nie następuje po kilku wizytach, to długoterminowy proces.


      Nie wiem nic, co dzieje się na terapii, jakie tema
      > ty są poruszane. Czy mam możliwość wglądu w "dokumenty" córki, zażądania dokładnych informacji o jej problemach?

      A po co Ci ta wiedza? Chcesz ingerować w terapię? Jeśli córka chciałaby Ci powiedzieć o swoich problemach to zrobiłaby to sama, prawda? Buduj taką z nią taką relację, aby zechciała. Za rok będzie pełnoletnia, ale już teraz ma prawo do intymności, i dochowywania tajemnicy lekarskiej.
      • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 21.01.14, 22:43
        Terapia trwa ponad rok i 4 miesiące, ale początkowo to były próby prowadzenia terapii rodzinnej, indywidualna trwa już ponad rok.
        Tak, chciałabym skontrolować przede wszystkim co zaleca córce psycholog. W sumie nie wiem w ogóle czy te porady są wpisywane w dokumentację. Chciałabym skonfrontować to co mówi córka z tym co się dzieje faktycznie. Nie mam pewności, czy córka nie kłamie pani psycholog, bo często widzi sprawy inaczej niż obiektywnie są, przemilcza pewne rzeczy by wyszło na jej racje. Nie wiem co jest obecnie tematem terapii, czy w ogóle jest omawiana jej relacja ze mną i innymi domownikami, bo o to mi chodziło i wtedy mogłabym oczekiwać zmian czy na przykład jej relacje z rówieśnikami czy ojcem i jego rodziną. Nie wiem, czego mam oczekiwać, ile to będzie trwać. Czy psycholog nie naciąga.
        • differentview Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 21.01.14, 23:08
          > nie wiem w ogóle czy te porady są wpisywane w dokumentację. Chciałabym skonfr
          > ontować to co mówi córka z tym co się dzieje faktycznie. Nie mam pewności, czy
          > córka nie kłamie pani psycholog, bo często widzi sprawy inaczej niż obiektywnie
          > są, przemilcza pewne rzeczy by wyszło na jej racje.

          corka widzi sprawy subiektywnie i Ty widzisz subiektywnie; zapewniam Cie, ze to jak Ty je widzisz nie jest bardziej obiektywne od tego jak widzi je corka; wiec tu nie ma czego konfrontowac- bo kazdy z czlonkow rodziny widzi dana sytuacje inaczej i kazdy ma do tego prawo; podejrzewasz, ze corka chce by wyszło na jej wiec chcesz interweniowac by wyszlo na Twoje i zebys to TY miala racje, czy tak?
          • haneke_29 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 09:57
            > corka widzi sprawy subiektywnie i Ty widzisz subiektywnie; zapewniam Cie, ze to
            > jak Ty je widzisz nie jest bardziej obiektywne od tego jak widzi je corka; wie
            > c tu nie ma czego konfrontowac- bo kazdy z czlonkow rodziny widzi dana sytuacje
            > inaczej i kazdy ma do tego prawo; podejrzewasz, ze corka chce by wyszło na jej
            > wiec chcesz interweniowac by wyszlo na Twoje i zebys to TY miala racje, czy ta
            > k?


            Dokładnie o to chodzi autorce wątku.
          • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 17:46
            Są rzeczy obiektywne, o których ona może nie mówić po prostu albo kłamać, tak już robiła na początku naszych spotkań u pani psycholog. Twierdziła, że nie spędzam z nią czasu, chociaż regularnie wyjeżdżamy i robimy wiele rzeczy razem, kiedy ona chce, a kiedy nie chce to ona odtrąca moje propozycje. Twierdziła, że ona jest w porządku wobec mnie zawsze, a nie mówiła, że potrafi mnie wyzywać, wygania z pokoju i nie chce rozmawiać. Twierdziła, że nie sprawia problemów w szkole, chociaż miała notorycznie na pieńku z wieloma nauczycielami, regularnie miała pogadanki z dyrektorką i pedagog. Twierdziła, że ma dobre oceny. Sądzisz, że to co mówi i czego nie mówi nie ma wpływu na przebieg terapii, zalecenia pani psycholog.
            • akniwlam Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 19:30
              Ale czy Ty uważasz, że psycholog to jest pierwsza naiwna, która nie umie domyślić się, że klient przedstawia się w lepszym świetle, że trochę koloryzuje, do pewnych faktów się nie przyznaje nawet sam przed sobą? Każdy, kto pracuje z dziećmi, kto pracuje z ludźmi, jest uczony tego, że nikt we własnej sprawie nie jest obiektywny. Oczywiście, możesz umawiać się na spotkania z terapeutką Twojej córki i przedstawiać własny punkt widzenia, to jej da dodatkowe informacje, ale naprawdę nie licz na to, że dzięki temu trudne zachowania córki miną jak ospa wietrzna.
              Dałaś dziewczynie najlepsze, co mogłaś i umiałaś: wsparcie, miłość, troskę. Tak jak umiałaś, z najlepszymi chęciami, naprawdę wierzę. Zaprowadziłaś do psychologa, kiedy poczułaś, że nie dasz rady sama się z nią porozumieć. Ale ona już nie jest małą dziewczynką i musisz jej też dać wolność, prawo do popełniania błędów, nawet głupich błędów. Na pewno się wiele razy sparzy, wiele razy popłacze, Ty byś ją chciała chronić przed tym, kochasz ją przecież i chcesz dla niej jak najlepiej, ale to jej życie i ona sama musi się dowiedzieć tego, co dla niej jest najlepsze. I musisz jej dać czas. Córka musi najpierw poukładać sobie wszystko w głowie i serduchu, a dopiero potem będzie to widoczne na zewnątrz. Może nie będzie to taka poprawa zachowania, jakiej oczekujesz. Ale naciskając, wypytując, domagając się wglądu w jej dokumentację terapii - na pewno nie osiągniesz nawet drobnej poprawy w Waszej relacji, możesz ją tylko pogorszyć.
    • lady-z-gaga Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 21.01.14, 23:20
      Ciekawe, że piszesz "jej trudne relacje ze mną", podczas kiedy trudne relacje zawsze są problemem obu stron. Nie widac w Tobie żadnej autorefleksji i chęci zrozumienia przyczyn.

      Liczyłam na poprawę zachowania, jej stosunku do mnie i reszty rodziny, jedna
      > k taka zmiana nie następuje.

      Z takim podejściem nie liczyłabym na zbyt wiele. Traktujesz córkę jak telewizor oddany do naprawy. Załosne.
      • verdana Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 21.01.14, 23:26
        Psycholog jest po to, by pomóc córce. Nie Tobie. Psycholog nie jest od tego, aby córka zaczęła zachowywać się zgodnie z Twoimi oczekiwaniami - jest po to, aby córka doszła do ładu sama z sobą. Nie wykluczone, zę częścią terapi jest problem z nadmierną ingerencją matki, która nie wyobraza sobie, ze córka moze rozmawiać - nawet z terapeutą - o czymś, o czym matka nie ma wiedzieć. Psycholoog nie pomoze nastolatkowi, gdy nastolatek będzie wiedział, ze to co mówi natychmiast powtarzane jest rodzicom - to uniemozliwia oczywiście jakąkolwiek terapię, bo jej podstawą jest zaufanie.
        Cóż, mnie raz psycholog powtórzyła coś niezbyt istotnego, co dziecko powiedziało jej w zaufaniu. Powiedziałam zatem dziecku, aby nie ufało takiemu psychologowi.
        • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 18:05
          Moim celem jest, żeby córka zaczęła się zachowywać akceptowalnie, jak normalny człowiek, z którym można normalnie porozmawiać na co dzień, który będzie się interesować czymkolwiek. O mojej córce wiem tylko to co ona zechce mi powiedzieć, czyli prawie nic, więc nie wiem jak możesz pisać o tym, że nie wyobrażam sobie, że rozmawia z kimś innym o czymś o czym ze mną nie rozmawia. Cały czas tak robi.
          Nie wiem w jaki sposób na dzień dzisiejszy terapia pomaga córce skoro dalej jest jaka jest. Widziałabym pomoc, gdyby córka się uspokoiła, zaczęła normalnie odzywać, przestała ignorować innych, zaangażowała w coś w rodzinie, cokolwiek zmieniła swoje podejście.
          • girl.anachronism Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 26.01.14, 09:21
            Ale ty nie oddałaś córki do naprawy. Ona nie chodzi do psychologa żeby dobrze się wobec ciebie zachowywać, tylko po to, żeby SAMA ZE SOBĄ dojść do ładu, żeby JEJ problemy były na świeczniku. Nie twoje. Oczekujesz chyba, że terapia ma dać to, że córka zacznie chodzić jak w zegarku - nagle w magiczny sposób za sprawą pani psycholog wróci do domu, opowie ci jak jej minął dzień i wszystko inne, czego chce rodzic od dziecka. To nie tak działa. Ty nie oddałas sprzętu do naprawy.
      • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 17:56
        lady-z-gaga napisała:

        > Ciekawe, że piszesz "jej trudne relacje ze mną", podczas kiedy trudne relacje z
        > awsze są problemem obu stron. Nie widac w Tobie żadnej autorefleksji i chęci zr
        > ozumienia przyczyn.
        >
        > Liczyłam na poprawę zachowania, jej stosunku do mnie i reszty rodziny, jedna
        > > k taka zmiana nie następuje.
        >
        > Z takim podejściem nie liczyłabym na zbyt wiele. Traktujesz córkę jak telewizor
        > oddany do naprawy. Załosne.

        Gdyby mi nie zależało na zmienieniu naszych relacji nie szukałabym pomocy psychologa, a przerobiłam wszystkich w moim mieście, szukanie i nakłanianie córki na wizyty zajęło mi bardzo dużo czasu i nerwów. Jeśli nie wiem co dokładnie jest przyczyną zachowania córki, jak mam się zmienić? Czas negocjacji, tłumaczenia, rozmów, odpuszczania mam za sobą, próbowałam różnych metod i jesteśmy dalej w punkcie wyjścia.
    • iziula1 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 21.01.14, 23:48
      Powiem krótko: stracisz córkę na zawszę jeśli nie uszanujesz jej prawa do prywatności.
      Jeśli skserujesz kartę, przeczytasz ją to tak jakbys odarła córkę ze wszystkiego co intymne i prywatne. Koszmar!

      zastanów się po co to robisz?
      jeśli chcesz zmiany zacznij też chodzić na terapie do innej p.psycholog. Uporządkuj swoje relację, swoje uczucia do córki.

      Szczerze mówiąc, dreszcze mi przeszły po plecach jak czytałam twoje wpisy!
      Nie chciałabym byc na miejscu twojej córki. A ty byś chciała mieć taką matkę jaką jesteś?

      Dobrze zrobiłaś kierując ja do psychologa. Dałas sygnał,że się o nią troszczysz. I to jest ok. Natomiast nadmierna kontrola jest toksyczna.
      • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 18:13
        Oceniam siebie jako matkę, która zawsze jest przy niej, pomaga jej, wyciąga z tarapatów, stara się mieć czas kiedy ona chce spędzić go ze mną, wciąż wierzy że ona zrozumie że nie robię nic jej na złość. Ona zawsze może na mnie liczyć, tylko ja tak naprawdę przyjmuje się co się z nią dzieje, więc myślę, że nie jestem taka złą matką. Ona odtrąca mnie, bierze ode mnie to co jej pasuje i kiedy jej pasuje, a nie myśli wcale o moich uczuciach, że mnie rani, dla niej to nic nie znaczy.
        • verdana Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 18:23
          Innymi słowy - jesteś idealną matką, która nie popełnia błędów, tylko masz złą córkę, którą trzeba zmienić. Nie potrafisz znaleźć w córce ani jednej zalety, a wsobie ani jednej wady.
          I uwazasz, ze jesteś dobrą matką.
          Przykro mi, nikt jeszcze nie zmienił zachowania nastolatki, nie zmieniając własnego zachowania. No chyba, ze córka jest chora, jest psychopatką - ale to nie wynika z Twoich postów.
          Nie, nie mówię, ze jesteś złą matką, naprawdę - jesteś matką, która sie stara, która chce pomóc - ale nie jest wykluczone, ze robisz coś, co powoduje, ze Twoje kontakty z córką sa złe. I ze nie lubisz córki, bo gdybys lubiła, to znalazłabyś w niej jakąś zaletę.
          Potrzebujesz pomocy psychologa nie mniej, niz córka. To jak w terapii małżeńskiej - nie da sie naprawić związku, uznając, że tylko jedna strona jest wszystkiemu winna imusi zostać naprawiona.
          • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 18:42
            verdana moja córka jest fajna, kiedy wyjeżdżamy razem i robimy tylko to co chcemy, kiedy robimy to co ona chce i nie rozmawiamy o tym o czym ona nie chce, na wakacjach chociaż z młodszym bratem potrafi być miła, a normalnie nie jest fajna. Ja nie wiem, jakie błędy popełniam, a na pewno popełniam, kiedyś byłam taka sama, a córka była normalną, pogodną, wesołą, spokojną dziewczyną, która zachowywała się jak wszystkie dzieci w jej wieku, a w końcu się zmieniła, ale to nie jest moim zdaniem normalny bunt nastolatki. Rozmawiałam z kilkoma psychologami, pedagogami co robię, jak reaguję, jakie metody stosuję i nie usłyszałam nigdy, żebym robiła coś karygodnego, czego nie powinnam i tak naprawdę nikt mi nie był w stanie pomóc jak mam się zmienić, żeby poprawić relację z córką. Moja córka to co jedynie jest w stanie powiedzieć co by chciała zmienić, to że chciałaby być jedynaczką, żebym nikim innym się nie zajmowała i tylko zawsze dla niej miała czas, zawsze miała dobry humor, nigdy nie była zmęczona, zajęta czymś innym itd. Więc to są jedyne moje błędy, że założyłam drugą rodzinę i że czegoś od niej chcę, a nie mam prawa nic oczekiwać, ona chce robić tylko to co chce i zachowywać się jak chce i nie ważne, że cierpią przez to inni. Nie da się nie rozmawiać o problemach, wszystko olewać, niczego nie oczekiwać i żyć ciągle jak na wakacjach.
            • danaide Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 25.01.14, 20:32
              Nie doczytałam jeszcze do końca więc przepraszam jeśli się wcinam, a odpowiedź już jest. Pisałaś, że byłaś bardzo sama, ale, jak wynika z Twoich wypowiedzi, starałaś się maksymalnie być z dzieckiem i dla dziecka, nie pokazując jej w jak trudnej sytuacji się znalazłaś. Potem założyłaś nową rodzinę. Z punktu widzenia córki może zrobiłaś jej krzywdę - przecież było dobrze! Po co było to psuć?! Piszesz, że córka chce żyć jak na wakacjach, ale czyż nie zawsze próbowałaś ze wszystkich sił ciągnąć wóz i nie dawać jej do zrozumienia, że jest raz lepiej jak gorzej - jak w życiu - tylko sprawić, by jej życie przebiegało bez trosk, którymi byłaś obarczona - ergo - jak na wakacjach?

              • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 25.01.14, 22:35
                Ona miała 2 latka, więc oczywiście nie chciałam żeby dodatkowo przeżywała przeprowadzkę z powodu moich emocji. Rozstanie nie było dramatyczne, nie rozstrząsałam go miesiącami, pomagały mi przy córce bardzo mama i siostra, a córka w sumie i tak nie widywała praktycznie ojca jak z nim mieszkałyśmy, też tylko okazjonalnie. Nigdy nie myślałam, że dbanie o poświęcanie zawsze jej czasu i uwagi może się źle skończyć. Ale nie znaczy to, że żyłam tylko pracą i córką, miałam przyjaciółki, wychodziłam, ale zawsze ona miała wtedy opiekę kochanej babci lub cioci.
                • danaide Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 26.01.14, 01:48
                  2 latka jak się rozstałaś, dobrze rozumiem? A nowa rodzina? Brat? O tym piszę, gdy piszę, że się jej pogorszyło - wcześniej wszyscy - minus tata, ale to detal=) - tylko dla niej.

                  Nie wiem jak jest z poświęcaniem czasu dziecka. Jestem sama z dzieckiem od kilku lat i zdecydowanie nie zawsze poświęcam mu czas - wprost przeciwnie, chcę mieć czas, i nie tylko, dla siebie również. Dlatego też wczytam się, żeby zobaczyć gdzie są meandry samotnego wychowywania dziecka.
        • damodia Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 18:26
          > Ona odtrąca mnie, bierze ode mnie to co jej pasuje i kiedy je
          > j pasuje, a nie myśli wcale o moich uczuciach, że mnie rani, dla niej to nic ni
          > e znaczy.


          Też nie mówię matce o wielu rzeczach z mojego życia bo ona do wszystkiego się wtrąca i miesiącami potem to roztrząsa i tym się "żywi" i to jest koszmarne.
          Ale to co napisałaś powyżej to jak wyznanie współuzaleznionej żony alkoholika. Pomyśl o tym i może przestań się skupiać na córce a idź na indywidualną terapię sama z sobą.
        • iziula1 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 22:43
          blekitnalaguna123 napisała:

          > Oceniam siebie jako matkę, która zawsze jest przy niej, pomaga jej, wyciąga z t
          > arapatów, stara się mieć czas kiedy ona chce spędzić go ze mną, wciąż wierzy że
          > ona zrozumie że nie robię nic jej na złość. Ona zawsze może na mnie liczyć, ty
          > lko ja tak naprawdę przyjmuje się co się z nią dzieje, więc myślę, że nie jeste
          > m taka złą matką. Ona odtrąca mnie, bierze ode mnie to co jej pasuje i kiedy je
          > j pasuje, a nie myśli wcale o moich uczuciach, że mnie rani, dla niej to nic ni
          > e znaczy.

          Ja mam syna nastolatka i CZUJE TO SAMO CO TY! Dzieci nie widza w nas osób które posiadają te same uczucia i emocję.
          Niestey teraz musimy sobie same z tym radzić. I wierzyć,że nasze dzieci kiedyś dojrzeją i znów będą nas kochać ale juz miłością dojrzałego człowieka.
          mimo wszytko nie wolno ci czytać zwierzeń córki.
          To moja rada-zaufaj mi.
          Pamiętasz jak kochałas córke gdy była malutka? Pamiętasz co jej wtedy obiecywałaś?
          To wciąz ona. Pod warstwą gniewu, hormonów, agresji i egoizmu to wciąz twoja mała córeczka.
          Za kilka lat okres dojrzewania minie. Obyś przetrwała.
    • 71tosia Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 00:08
      no coz dobrze ze corka w ogole chce rozmawiac z psychologiem, to wiek w ktorym trudno podejmuje sie decyzje ze osobie 'starej' mozna jakos zaufac. Nawet jak nie widac efektow, szczegolnie w sytuacji kiedy nie masz z nia dobrego kontaku, wazne ze corka ma kogos doroslego z kim taki kontakt nawiazala. Jezeli zgadza sie na te spotkania to sa dla niej jakos wazne i jakos jej pomagaja, lepiej wiec z nich nie rezygnowac. Bez tych spotkan jej zachowanie moglo by byc jeszcze gorsze?
      Fajnie by bylo miec dziecko, ktore ma ochote robic to co my lubimy robic.. Jednak z doswiadczenia wiem ze czesto jedynym sposobem na nawiazanie kontaktu z nastolatka jest robienie tego co jej sprawia przyjemnosc, liczac na to ze przy okazji przyjemnego wspolnego spedzania czasu czasami da sie pogadac z corka, bez syczenia i warczenia ;-)
      Psychologa obowiazuje tajemnica zawodowa, jedyne co mozesz zrobic to umowic sie na rozmowe i przedstawic swoj punkt widzenia i spytac o jakies wskazowki co do wlasnego postepowania w kontaktach z dzieckiem?
      • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 18:23
        71tosia napisała:

        > no coz dobrze ze corka w ogole chce rozmawiac z psychologiem, to wiek w ktorym
        > trudno podejmuje sie decyzje ze osobie 'starej' mozna jakos zaufac. Nawet jak n
        > ie widac efektow, szczegolnie w sytuacji kiedy nie masz z nia dobrego kontaku,
        > wazne ze corka ma kogos doroslego z kim taki kontakt nawiazala. Jezeli zgadza
        > sie na te spotkania to sa dla niej jakos wazne i jakos jej pomagaja, lepiej wie
        > c z nich nie rezygnowac. Bez tych spotkan jej zachowanie moglo by byc jeszcze g
        > orsze?
        Właśnie nie widzę, żeby córce terapia coś dawała skoro nadal jest cała zbuntowana, arogancka, po prostu nabuzowana złością. Z czegoś to wynika, a terapia miała jej przecież pomóc dojść do tego i poradzić sobie. Czy rok to za mało?

        > Fajnie by bylo miec dziecko, ktore ma ochote robic to co my lubimy robic.. Jedn
        > ak z doswiadczenia wiem ze czesto jedynym sposobem na nawiazanie kontaktu z na
        > stolatka jest robienie tego co jej sprawia przyjemnosc, liczac na to ze przy ok
        > azji przyjemnego wspolnego spedzania czasu czasami da sie pogadac z corka, bez
        > syczenia i warczenia ;-)
        Robimy i to co robimy obu nam sprawia przyjemność i dzięki temu jeszcze wierzę, że córka potrafi być normalna, fajna, ale wiem też, że jak wrócimy do codzienności wróci bunt, izolacja, arogancja.

        > Psychologa obowiazuje tajemnica zawodowa, jedyne co mozesz zrobic to umowic sie
        > na rozmowe i przedstawic swoj punkt widzenia i spytac o jakies wskazowki co do
        > wlasnego postepowania w kontaktach z dzieckiem?
        Wskazówki pani mi już dawała po tej niby próbie terapii rodzinnej, w sumie 4-miesięcznej, więc nie takiej krótkiej. Nic nowego, wiem że muszę być cierpliwa, stawiać granice, nie dać się obrażać i budować kontakt tam gdzie się dogadujemy. Na rozmowę na pewno się umówię, nie wiem tylko o co mogą pytań psycholog.
        • damodia Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 18:33
          > Wskazówki pani mi już dawała po tej niby próbie terapii rodzinnej, w sumie 4-mi
          > esięcznej, więc nie takiej krótkiej. Nic nowego, wiem że muszę być cierpliwa, s
          > tawiać granice, nie dać się obrażać
          i budować kontakt tam gdzie się dogadujemy.


          A czy zastosowałaś się do jej rad? Przed chwilą napisałaś, że córka cię wyzywa i wyrzuca ze swojego pokoju (jak reagujesz na wyzwiska?) , że nie chce rozmawiać (a musi chcieć?) , że Ty "robisz dla niej wszystko" i jak tylko "ona zechce" to jesteś do jej dyspozycji....
          To ja tu nigdzie nie widzę, żebyś się nauczyła stawiać granice córce i była konsekwentna. Widzę, że się podkładasz byle cię chciała a potem się wkurzasz i masz pretensje że nie jest miła jak się jej "oddałaś"..
          Masz problem sama z sobą.
          Twierdzisz, że jedyna córce zostałaś (znaczy ojciec i ojczym postawili jej granice a Ty ciągle nie i zawsze wbrew nim).
          • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 18:57
            Wychodzę z pokoju lub kuchni albo wypraszam do jej pokoju. Nie kontynuuję rozmowy, a jej to chyba odpowiada, bo ma święty spokój. Wydaje mi się, że normalni ludzie rozmawiają ze sobą w rodzinie, z mężem rozmawiam, z synem rozmawiam, z nią mam nie rozmawiać? Spędzam z nią czas, bo to jedyne sytuacje, kiedy jest miło, a przy okazji dla mnie odpoczynek od reszty rodziny. Pani psycholog uważa, że to dobrze, że choć coś nas łączy i nie powinnam z tego rezygnować.
            Mojego eks nie obchodzi nic co z Młodą jest i będzie, on nie chce słyszeć o żadnych problemach córki i broń boże żeby próbować go w coś angażować. On się z nią spotyka, żeby kupić jej co chce, dać pieniądze i dwa razy w roku zabiera na wakacje, na których nawet nie zauważa, że córki pali. Mąż odsunął się od jakichkolwiek decyzji, rozmów, tłumaczeń, kar, kiedy córka powiedziała, że nie ma do tego prawa i ma się odwalić od niej. Wspiera mnie, ale nie ingeruje, bo z tego są tylko większe awantury.
            • 71tosia Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 19:12
              moze zastanow sie co w realcji z corka jest wazne a co mozna odpuscic, ja mimo ze nikt nie pali w rodzinie darowalam sobie uwagi o papierosach (pala prawie wszyscy jej znajomi), pilnuje tylko by nie palila w domu. Nie piekle sie o porzadek w jej pokoju (syf czasami ma straszny) ale za to nauczylam sie (prawie) jezdzic konno, bo moge przy tej okazji z corka prawie rozsadnie pogadac. Postaralam sie tez lepiej poznac jej znajomych, to tez czasami fajny temat wspolnych rozmow ;-). No i wiekszosc decyzji negocjuje ,doszlam do takiej wprawy ze ci co negocjuja z terrorystami mogli by brac u mnie lekcje ;-)
              ps duzo sytuacji mozna tez z moja mloda rozladowac wykorzystujac jej i moje poczucie humoru, czesto dziala nawet nawet w baaaardzo trudnych sytuacjach.
              • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 20:00
                Moja pali w domu niestety, chociaż nie pozwalam, nie chcę żeby wszystko śmierdziało. Pali jak mnie nie ma w domu, czasami jak ktoś jest u niej palą przy otwartym oknie. Twierdzi, że otwiera okno, więc nic nikomu nie może przeszkadzać. Czasami wychodzi na klatkę albo na podwórko. Pali od dawna, od pierwszej klasy gimnazjum, tylko kiedyś nie tak otwarcie w domu. Pali też w szkole, teraz w liceum nie jest to taki problem, bo szkoła wie, że część osób pali i nie tępią ich spod szkoły, spod bramy, nie interesuje ich to, nie można tylko palić w łazienkach, ale w gimnazjum było bardzo dużo problemów, bo nie można było wychodzić, palili w łazienkach, wychodzili z lekcji, na przerwach przepędzali innych. Bałagan w pokoju mnie już całkiem nie obchodzi ale nic nie robię tam, okna nie myte z dwa lata bo jej się nie chce, firany nie prane, odkurza może raz w miesiącu nie wiem. Najgorsza sprawa z ciuchami, potrafi wyrzucić do prania raz na dwa tygodnie całą kupę. Sama nie upierze, mówi, że kupi sobie nowe i ojciec jej kupi i mu naskarży, że jej nie piorę. Znajomych przyprowadza jak jestem w pracy, czasami ktoś przychodzi to idą tylko do jej pokoju i nikt nie ma prawa wchodzić. Negocjować nie mam już czego, bo ona o nic mnie nie pyta, kiedyś spisywane regulaminy były łamane, kary nic nie dawały. Wspólnie chodzimy na zakupy ciuchów i kosmetyków, do fryzjera i kosmetyczki, do kina, do kawiarni przy okazji, w domu robimy maseczki i słuchamy muzyki, czasami jeździłyśmy na rowerze, rzadziej spacer bo bez celu chodzić się nie opłaca wg córki.
                • danaide Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 25.01.14, 20:52
                  Ja to pewnie nie przejęłabym się kupą ciuchów raz na dwa tygodnie. Zwyczajnie, jest jakiś tam grafik prania i najwyżej jej ulubiony ciuch się nie załapie i musi poczekać. U mnie sporo granic wynika z moich potrzeb jasno komunikowanych. Działa to też w drugą stronę, córeczka komunikuje swoje, ja w miarę możliwości uwzględniam. Granice jako kompromis między potrzebami. Zapewne moja potrzeba szacunku sprawiłaby, że na jakiś czas odpuściłabym sobie wspólną kosmetyczkę, zakupy czy słuchanie muzyki. Ale to ja.
                  • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 25.01.14, 22:46
                    Ja piorę właściwie codziennie, oprócz weekendów, ale jak ona przyniesie kupę brudów to do nocy nie mogę się oprać.
                    A z tymi atrakcjami to jest tak, że część jest w weekend jak jesteśmy same w domu a część na wyjeździe jak jesteśmy u mojej mamy. Tak czy tak ja sobie zrobię maseczkę, ona też sobie robi, więc po prostu robimy razem a przy okazji słuchamy muzyki, jemy i mamy możliwość porozmawiania właśnie w spokoju, bez nerwów z jej strony, tego wkurzenia. Ja sobie raz na jakiś czas muszę coś kupić do ubrania, jej też muszę, tak samo z kosmetykami, muszę iść do fryzjera, czasami chodzę na paznokcie do kosmetyczki, więc idziemy razem, trudno żeby ona siedziała, patrzała i czekała aż skończą. Gdyby nie to, nie miałybyśmy właściwie okazji spędzać czasu razem, bo ona nie ma czasu, ucieka do znajomych lub do swojego pokoju i zajmuje się niezwykle ważnymi sprawami. No jeszcze kino lub rower czasami potrafią ją skusić, żeby ze mną spędzić czas.
                    • danaide Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 26.01.14, 01:22
                      Że niby co? Nie możesz się oprać do nocy? A ktoś od Ciebie tego wymaga?
                      No chyba że Ty sama.
                      Jakby mi ktoś przyniósł kupę w różnych kolorach, to minimum tydzień by czekał lekko licząc aż wszystko wróci.

                      Ale problemem jest coś innego. Ja piszę że pranie, że olałabym te wspólne sprawy - a Twoja reakcja jest reakcję grzecznej uczennicy wyrwanej do tablicy. Twoja córka się buntuje, jasna sprawa. Czy Ty kiedykolwiek się zbuntowałaś? Czy też karnie i grzecznie robiłaś wszystko co trzeba - zwłaszcza jako dorosły, matka - i dziwi Cię, że inni tak nie robią?
                    • morekac Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 26.01.14, 10:42
                      > Ja piorę właściwie codziennie, oprócz weekendów, ale jak ona przyniesie kupę br
                      > udów to do nocy nie mogę się oprać.
                      Gwarantujesz obsługę jak w najlepszej pralni - czyli niezależnie od tego, ile sztuk do prania się przywlecze, na następny dzień dostaje się uprane i wyprasowane? Jeśli tak jest - to z tego tylko tytułu powinnaś udać się na jakąś psychoterapię, bo to jest po prostu chore.
                    • sorvina Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 27.01.14, 00:14
                      blekitnalaguna123 napisała:

                      >Gdyby nie to, nie miałybyśmy właściwie okazji spęd
                      > zać czasu razem, bo ona nie ma czasu, ucieka do znajomych lub do swojego pokoju
                      > i zajmuje się niezwykle ważnymi sprawami. No jeszcze kino lub rower czasami po
                      > trafią ją skusić, żeby ze mną spędzić czas.

                      Dlaczego uważasz, że nastolatka powinna chcieć spędzać często czas ze swoimi rodzicami i to źle o niej świadczy, że tego nie chce?
                      I czemu tak pogardliwie wyrażasz się o tym czym zajmuje się twoja córka. Dla niej to są ważne sprawy.

                      Z pewnych potrzeb i nawyków córka wyrosła. Jest prawie dorosła a to znaczy, że za chwilę może wyprowadzić się na studia do innego miasta i będziesz ją widzieć na święta. Gdyby normalne było, że życie nastolatka kręci się wokół rodziców, to coś takiego byłoby szokiem, na który nikt nie byłby gotów. Dlatego natura tak to wymyśliła, że w pewnym momencie nawet najbardziej przywiązany do rodziców nastolatek odczuwa wielką potrzebę by kierunkować swoje działania i kontakty społeczne na zewnątrz. Dzięki temu odcina się pępowina. Nastolatek uniezależnia się emocjonalnie i psychicznie od rodziców - potrafi znaleźć sobie własną grupę wsparcia i radzić sobie sam. Jeśli cały rozwój nastolatka przebiega prawidłowo i rodzice nie tłumią tej potrzeby uniezależniania się, stawiając zdrowe granice szkodliwym zachowaniom, ale akceptując i dając stały komunikat - kochamy cię, u nas zawsze jest dla ciebie miejsce, to gdy hormony opadną, lekcja zostaje przerobiona sytuacja się normuje. Ale już nie tak jak było w dzieciństwie, ale na zasadzie relacji dorosłych, bliskich sobie ludzi. Czasem jeśli relacja jest zbyt bliska, zbyt symbiotyczna, rodzic nie chce puścić dziecka, to ona musi gryźć i kopać, by się uwolnić. To boli obie strony.

                      Czy ty na pewno akceptujesz dorastanie i uniezależnianie się córki? To, że ma własny świat, inny od twojego? To, że przestałaś być najważniejsza. Na ile problem jest w zachowaniu córki, a na ile w twoich interpretacjach tego zachowania? Np. że ona powinna rozmawiać z tobą zawsze gdy ty tego chcesz, bo ja nie to ty się czujesz lekceważona, nieszanowana, zraniona itp. Wiele zachowań twojej córki jest czymś normalnym w tym wieku, a nie czymś osobistym, skierowanym przeciwko tobie. Mając dystans, nie biorąc do siebie jej zachowań, potrafiąc być niezależną emocjonalnie, będziesz zupełnie inaczej reagować. Potrafić spokojnie stawiać granice. Z tego co piszesz teraz emocje biorą górę i zaczynasz emocjonalne kazanie i karanie, które nie działa, lub nic nie mówisz i unikasz jakiegokolwiek stawiania granic. Ty odpowiadasz za swoje reakcje, swoje poczucie własnej wartość i tylko ty możesz je zmienić. Oczekiwanie, że córka się dostosuje i będzie robić tylko to co dla ciebie jest miłe i przyjemne, jest nierealne. Liczenie na to, że kolejne kazanie i wyrzuty coś zmienią, również.
            • pade Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 11:09
              Czyli przyjął postawę "nic mnie nie obchodzisz"?
              Bo fakt, że nie stawia granic córce, niczego od niej nie wymaga przekłada się w jej języku na "stary mnie olewa"
              Bardzo możliwe, że Twoja córka jest pełna złości, bo nie czuje się kochana przez ojca a w Twoją miłość trochę wątpi i dlatego Cie testuje. To jest zachowanie z rodzaju pokaż mi jak bardzo mnie kochasz. Pokaż mi ile jesteś w stanie dla mnie wytrzymać.
              Rozumiem jak bardzo cierpisz i jak trudna jest dla Ciebie ta sytuacja. I podziwiam Cię za to, że dalej się starasz i chcesz córce pomóc.
              Może spróbowałabyś powiedzieć jej: córciu, ja wiem, że jesteś na mnie zła, na tatę też, bo nie jesteśmy razem, ja Ciebie rozumiem. I wiedz, że Cię kocham. Nawet gdy Ci czegoś zakazuję, gdy czegoś od Ciebie oczekuję, wymagam, gdy jestem zła na Ciebie, NADAL Cię kocham.
              To jest bardzo ważny komunikat dla dziecka: wkurzasz mnie, ale i tak Cię kocham.
              Plus potraktuj poważnie radę psychologów o stawianiu granic. Doczytaj na czym to polega. Nie daj sobą pomiatać. Stawianie granic to jeden ze sposobów okazywania miłości. Nie mogę Ci na to pozwolić bo Cię kocham.
          • 71tosia Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 18:57
            chyba nie masz 17 latki w domu Damadio?
            Latwo pisac o stawianiu granic, ale troche trudniej realizowac. Bo czesto masz wybor taki albo 'stawiasz granice' i przestajesz rozmawiac ze zbuntowanym dzieckiem w ogole (bo obraza) albo rozmawiasz i tlumaczysz, mimo ze cie obraza, czyli granicy nie stawiasz ;-)
            Nie jest wykluczone ze autorka trafila na slabego specjaliste, dobrze by bylo jednak jakos sie dowiedziec od corki w czym jej ta terapia pomaga, no chyba ze chodzi na nia tylko dla swietego spokoju by matka sie nie czepiala. Moze nie pytajac o szczegoly, spytac corke czy chce ja kontynuowac i dlaczego i czy z ta psycholog?
            • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 19:03
              Pytałam córkę parę razy, czy będzie dalej chodzić, mówi że tak, jakby nie chciała i krzywda by jej się tam działa, na pewno by nie chodziła. Dlaczego chce chodzić? Bo tak. Wcześniej przerobiłam z nią wszystkich psychologów w mieście i nigdzie nic nie drgnęło, tutaj tak, więc widać ta pani podpasowała córce, umie coś z niej wyciągnąć, bo u tamtych był z tym problem. W tym mieście nie mamy już pola manewru, musiałybyśmy jeździć gdzieś daleko, jest taka opcja, ale tutaj nie muszę chociaż córki wozić tylko sama sobie chodzi.
              • 71tosia Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 00:06
                jezeli corka chodzi na te spotkania to chyba sama czuje ze ma jakis problem ze soba, nawet jezeli przed Toba sie do tego nie przyznaje. Problem pewnie uwaza za powazny, bo w tym wieku nie podejmuje sie latwo decyzji o terapii. Nastolatek sam z siebie raczej nie szuka pomocy u psychologa.
    • oksytocyna1 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 00:25
      Straszne. Podpisuję się pod wszystkim, co już Ci zostało pięknie napisane. Z małym wyjątkiem. Ktoś napisał, że powinnaś mieć prawo do wglądu w dokumentację. Otóż uważam, że z Twoimi kontrolującymi zapędami wykorzystałabyś to do wzmocnienia kontroli nad córką, a ona domyśliłaby się, że znasz szczegóły terapii, przerwałaby to, a Wasze relacje by legły w (jeszcze większych) gruzach. Sama idź na terapię, bo stracisz córkę ( o ile już nie straciłaś).
    • mamasiasiulki Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 05:29
      A moim zdaniem powinnaś pójść do tej psycholog i powiedzieć szczerze, że nie możesz znieść braku kontroli nad tym, co jej córka mówi. Nie gniewaj się, ale sam ten fakt świadczy, że powinnyście odbywać terapię wspólnie, ponieważ masz potrzebę nadmiernej kontroli nad córką. Dziewczyno, Ty nie możesz kontrolować każdej myśli dorosłego dziecka! Wpływać na każdą jej decyzję! To tu jest Wasz problem z więzią! Wierz mi, naprawdę, że to właśnie dzieci kontrolowane tak się zachowują! Piszesz, że jesteś po rozwodzie. Obawiam się, że i Ty masz problem, na dodatek masz poczucie, że to Twoja wersja wydarzeń jest jedyną obiektywną i prawdziwą. Czy tak nie jest także w codziennym życiu? Czy ta Twoja nastolatka ma cokolwiek do gadania, czy tylko "dopóki jest na Twoim utrzymaniu"?
      • mamasiasiulki Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 05:43
        Aha. I na szczęście nie masz prawa wglądu w szczegóły rozmów z psychologiem, natomiast nie przyszła Ci do głowy prosta rada, której ktoś tu już udzielił - by się umówić z psychologiem na wizytę i opowiedzieć, że masz taki a taki problem, podać swoje oczekiwania, problemy, być szczerą? Zapytać, jak masz postępować z dzieckiem?
        • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 19:14
          Przecież o tym wszystkim mówiłam na początku terapii, pani zna wszystkie problemy córki, które ja znam, wie jak reaguje i jak kiedyś reagowałam, wie jak postępuję. Żadnych nowych rad nie otrzymałam. Pani wie, że nic się nie zmieniło w zachowaniu córki. Gdyby chciała ze mną porozmawiać, chyba by zadzwoniła?
      • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 19:09
        Ja mam potrzebę kontroli? Moja córka robi co chce i nie robi nic czego nie zechce, nic mi nie mówi i nie odpowiada na moje pytania jeśli nie chce, nie wpuszcza mnie do pokoju, wychodzi kiedy chce i gdzie chce, wraca kiedy chce, nie mam z nią telefonicznego kontaktu, nie robi w domu nic, do szkoły chodzi kiedy chce, zaprasza do domu kogo chce i kiedy chce, odzywa się jak chce i do kogo chce. Nie mam nad nią żadnej kontroli i nie oczekuję, że będzie mi o wszystkim mówiła, raczej że będzie przestrzegać podstawowych zasad współżycia z innymi.
        • igge Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 23:18
          ja tylko chciałam zauważyć, że Twoja córka rzeczywiście zachowuje się źle i nie każdy 17 latek aż tak strasznie się zachowuje bo zwyczajnie dziecko, nawet prawie pełnoletnie nadal szanuje rodziców i jakoś podświadomie liczy się z ich zdaniem mimo, że na moje próby wydawania poleceń i np zakaz kompa albo nakaz pójścia do łóżka/do swojego pokoju po 23 w nocy - mój syn buntuje się i nie robi tego, każdą rzecz trzeba mu powtarzać sto razy ale jednak nie wyzywa, prawie nigdy nie krzyczy, siostrę młodszą szanuje, i generalnie gdyby chodził na terapię to oczekiwałabym, żeby sam z siebie albo zapytany przeze mnie opowiedziałby mi co tam mniej więcej robi i nad czym pracuje i o czym np rozmawiają i jak. Jego siostra w podstawówce mówiła ogólnie co robią z psycholożką i o czym gadają, aczkolwiek ja sama znowu nie wnikałam zbyt szczegółowo, ona była zadowolona i ja też.
          Teraz sama chodzę na terapię i niby nie opowiadam dzieciom i mężowi szczegółowo każdego zdania, które na terapii pada ale jednak rozmawiam z nimi trochę na ten temat i jakby miały pytania to na nie chętnie odpowiedziałabym, tak jak odpowiadam na męża pytania. To chyba normalne, że czasem się mówi w rodzinie o wszystkim od czasu do czasu. Oczekiwałabym,że 17 letni syn choć krótko ale odpowiadałby mi na pytania o jego terapię, w takim zakresie w jakim nie narażałoby to jego intymności i prawa do tajemnicy. Gdybym nic z niego nie mogła wydusić poszłabym za jego wiedzą (i nie pytając się o zgodę) do psychologa i chciałabym znać jego opinię o dziecku. Twoja córka stawarza swoim niedopuszczalnym zachowaniem sama podstawy i powody do Twojej interwencji i z tego co piszesz dla mnie nie wygląda to na to, że jesteś kontrolująca. Sama też nie jestem kontrolującym rodzicem i wiem co mówię bo moja przyjaciółka wychowuje dzieci wg zasady kontrola podstawą zaufania i ja tak nie robię, generalnie moje dzieci tak jak Twoja córka robią co chcą. Tyle, że trzymają się raczej same z siebie w granicach szeroko rozumianej przyzwoitości. O ocenach syna w szkole mam prawo porozmawiac z wychowawcą i tak samo mam prawo dowiadywać się o postępy u psychologa.
          Bez kserowania karty, w normalnej rozmowie, częściej niż trzy razy do roku, co miesiąc np jak dziecko sprawia takie kłopoty. W szkole syna też zamierzam co miesiąc zacząć się pojawiać bo ma słabe oceny i nie podoba mi się to i czekam na jego wysiłek, pracę i minimalne choć postępy. Z tymi ciuchami, kinem i kosmetykami, znajomymi palącymi w domu ja bym nie przesadzała, mi się wydaje, że ona weszła Ci zupełnie na glowę i pozwala sobie na zbyt wiele przy milczącej i z odległości aprobacie ojca, któremu wygodnie jest, że to Ty nie on masz z dzieckiem kłopoty. Z tego co piszesz to w każdej rodzinie i przy zupełnie fajnym rodzicu można nagle mieć takie problemy :) Moja córka ma dopiero 14 lat wszystko przede mną ;)
          pozdr
          • sorvina Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 23:44
            Warto zauważyć, że ta nastolatka nie ma normalnych warunków, więc trudno by zachowywała się jak jej żyjące w poczuciu pewności, miłości obojga rodziców i bezpieczeństwa, rówieśniczki.

            Nie kwestionuję tego, że autorce jest ciężko. Tylko warto pamiętać, że dziewczynie też jest ciężko, a nie miała wpływu na to co się dzieje, nie wybrała sobie takiej sytuacji i może być jej trudno się z nią pogodzić, a jej psychika jest jeszcze na tyle niedojrzała by sobie nie radzić z silnymi emocjami. Dlatego świetnie, że ma pomoc psychologa i zgadzam się z jedną z wcześniejszych wypowiedzi, że to, że nie jest dobrze nie znaczy, że terapia nie działa, bo bez niej, mogłoby być gorzej. Pewne rzeczy wymagają czasu i wzrostu dojrzałości psychicznej dziewczyny. Dziewczyna ma uczyć się sobie radzić z trudną sytuacją. Można i trzeba stawiać jej granice, ale wymaganie by już teraz radziła sobie jak dojrzały dorosły to zupełne niezrozumienie jej możliwości rozwojowych.
            • igge Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 09:44
              generalnie się z Tobą Sorvina zgadzam (gdzieżbym śmiała nie zgadzać se z takim autorytetem :))
              Ale nie przesadzajmy z tymi szczególnie trudnymi warunkami córki autorki
              Co trzecia rodzina jest teraz po rozwodzie i są też inne ciężkie i niecieplarniane warunki w jakich dzieci się wychowują - to żadne usprawiedliwienie aż takiego zachowania
              • sorvina Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 09:55
                To, że coś jest powszechne od kilkunastu lat, to nie znaczy, że dzieci nauczyły się sobie z tym dobrze radzić. Jedne są silniejsze, inne bardziej wrażliwe. Rozwody też są różne i różnie rodzice się zachowują w trakcie i po. Tutaj nie widać zdrowych relacji rodziny patchworkowej.
                Zerwanie w związku też zdarza się często, a jednak niektórzy z tego powodu skaczą z mostu prawda? - nastolatki reagują mocniej, nie mają dystansu. I nie chodzi mi o usprawiedliwienie, ale o zrozumienie. Usprawiedliwienie to byłoby - ok córeczko, jak chcesz się zapić w trupa to ok, akceptuję twoją potrzebę. Zrozumienie - wiem, że dla ciebie to trudna sytuacja i masz prawo czuć złość, niechęć itp. chętnie z tobą porozmawiać na temat tego jak mogę pomóc Ci poradzić sobie w tej sytuacji, natomiast są zachowania, których tolerować nie będę, z którymi źle się czuję i mam nadzieję, że ty również uszanujesz moje potrzeby.

                W życiu bywa różnie, nie zawsze można i nie zawsze warto, dawać dziecku to czego chce. Ale można uszanować jego prawo do czucia się z tym źle, do złości i żalu i uczyć dziecko zdrowego wyrażania ich. A jakże często nie rozmawia się o emocjach, zamiata je pod dywan bo ma ich nie być. Więc są tylko 2 opcje - tłumię lub wybucham, nastolatek nie chce i czasem nie potrafi tłumić, więc pozostaje mu wybuchanie, innych wzorców nie dostał.
                • sorvina Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 10:04
                  Niby drobna różnica w komunikacji, a efekt skrajnie odmienny. O tym m.in mówi książka o porozumieniu bez przemocy. Jak empatyczna rozmowa, nawet jeśli ostatecznie nie możemy komuś dać tego czego oczekuje, naprawić świata, ale wysłuchaliśmy go, emocji, które stoją za jakimś zachowaniem, to rozładowuje je i buduje porozumienie. Jeśli obie strony okopią się na swoich stanowiskach i będą toczyć batalie o sprzątanie czy coś innego, to nigdy nie zrozumieją o co im naprawdę chodzi, nie dojdą do porozumienia.
                • igge Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 15:57
                  niedobrze ani tłumić ani wybuchać, masz rację to nie o to chodzi. Córka autorki chyba raczej częściej wybucha a w czasie wakacji zmienia się w ideał i raczej nie tłumi tylko nie ma okazji/konfliktów aby powstawały w niej te emocje i jest ok. narzuca się tu wniosek, że rok szkolny, obowiązki i towarzystwo kolegów to stres dla mamy i dla córki...
                  Moja 14 letnia córka wybucha częściej syn (17,5) prawie nigdy. Raczej nie umieją tłumić emocji i dobrze. W córce to chyba buzują hormony, dojrzewa. Syn, spokojniejszy, ma tendencję do dbania o uczucia innych bardziej niż córka, która jest szczera do bólu i w okresie wynajdywania wszelkich wad u rodziców. Nie zawsze stanowię/stanowiłam dobry wzór do naśladowania sposobu zdrowego wyrażania emocji.
                  Sorwina jak zwykle masz rację są wrażliwe i wrażliwsze dzieci a rozpad rodziny, uchylanie się od opieki/wychowywania biologicznego ojca i niewiadoma postawa ojczyma, bezradność i bezsilność mamy i nastoletnie testowanie granic to wszystko razem wymaga zrozumienia i dla dziecka, nie tylko dla mamy.
                  • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 17:56
                    igge napisał:

                    > niedobrze ani tłumić ani wybuchać, masz rację to nie o to chodzi. Córka autorki
                    > chyba raczej częściej wybucha a w czasie wakacji zmienia się w ideał i raczej
                    > nie tłumi tylko nie ma okazji/konfliktów aby powstawały w niej te emocje i jest
                    > ok. narzuca się tu wniosek, że rok szkolny, obowiązki i towarzystwo kolegów to
                    > stres dla mamy i dla córki...
                    Nie tylko w wakacje, zawsze kiedy sytuacja jest idealna, taka jak jej odpowiada, nikt od niej niczego nie chce. Można powiedzieć w tygodniu córka zawsze jest wkurzona, izoluje się.
                • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 17:52
                  sorvina napisała:

                  > To, że coś jest powszechne od kilkunastu lat, to nie znaczy, że dzieci nauczyły
                  > się sobie z tym dobrze radzić. Jedne są silniejsze, inne bardziej wrażliwe. Ro
                  > zwody też są różne i różnie rodzice się zachowują w trakcie i po. Tutaj nie wid
                  > ać zdrowych relacji rodziny patchworkowej.
                  Ale z mojej strony wydaje mi się, że wszytko robiłam dobrze, ja się staram, nie olewam, zawsze byłam wsparciem i mój maż również, więc dlaczego na mnie skupia się gniew, a nie na tej stronie, która ma ją gdzieś?

                  Zrozumie
                  > nie - wiem, że dla ciebie to trudna sytuacja i masz prawo czuć złość, niechęć i
                  > tp. chętnie z tobą porozmawiać na temat tego jak mogę pomóc Ci poradzić sobie w
                  > tej sytuacji, natomiast są zachowania, których tolerować nie będę, z którymi ź
                  > le się czuję i mam nadzieję, że ty również uszanujesz moje potrzeby.
                  Takie rozmowy były już wiele razy, córka nie chce lub nie potrafi się przede mną otworzyć, z kilka razy coś bardziej szczerze powiedziała, co nie znaczy że ja nie wiem że jest jej trudno. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie ma normalnej sytuacji, ale nie mam wpływu na to. Teraz to już nie jest ten etap, bo córka na takie słowa tylko się złości, nie chce tego słuchać i żadna rozmowa z tego nie wynika, prędzej kłótnia że zawracam jej głowę.
                  >
                  > W życiu bywa różnie, nie zawsze można i nie zawsze warto, dawać dziecku to czeg
                  > o chce. Ale można uszanować jego prawo do czucia się z tym źle, do złości i żal
                  > u i uczyć dziecko zdrowego wyrażania ich. A jakże często nie rozmawia się o emo
                  > cjach, zamiata je pod dywan bo ma ich nie być. Więc są tylko 2 opcje - tłumię l
                  > ub wybucham, nastolatek nie chce i czasem nie potrafi tłumić, więc pozostaje mu
                  > wybuchanie, innych wzorców nie dostał.
                  Może kiedyś za mało było takich rozmów, kiedy wszystko było dobrze, ale też córka nie sprawiała wrażenia by coś ja bolało, sama nic nie mówiła.
            • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 17:42
              sorvina napisała:

              > Warto zauważyć, że ta nastolatka nie ma normalnych warunków, więc trudno by zac
              > howywała się jak jej żyjące w poczuciu pewności, miłości obojga rodziców i bezp
              > ieczeństwa, rówieśniczki.
              Zdaje sobie z tego sprawę, ale nie tylko ona ma problemy w rodzinie, nie każdy na pewno tak źle się zachowuje. Ja też jestem dzieckiem rozwodników, co prawda mama nie założyła drugiej rodziny, ale nie sprawiałam aż takich problemów i aż tak długo ani moja siostra, sposób wyrażania się mojej córki na przykład jest dla mnie szokiem, brak szacunku dla innych. Kiedyś córka tak się nie zachowywała, a rozstanie z jej ojcem było bardzo dawno temu, była mała i nie pamięta w ogóle jak byliśmy razem. Najbardziej niepokojące, że ten bunt trwa tak długo, 4,5 roku już i nic nie pomogło, żadne próby naprawy sytuacji.
              >
              > Nie kwestionuję tego, że autorce jest ciężko. Tylko warto pamiętać, że dziewczy
              > nie też jest ciężko, a nie miała wpływu na to co się dzieje, nie wybrała sobie
              > takiej sytuacji i może być jej trudno się z nią pogodzić, a jej psychika jest j
              > eszcze na tyle niedojrzała by sobie nie radzić z silnymi emocjami. Dlatego świe
              > tnie, że ma pomoc psychologa i zgadzam się z jedną z wcześniejszych wypowiedzi,
              > że to, że nie jest dobrze nie znaczy, że terapia nie działa, bo bez niej, mogł
              > oby być gorzej. Pewne rzeczy wymagają czasu i wzrostu dojrzałości psychicznej d
              > ziewczyny. Dziewczyna ma uczyć się sobie radzić z trudną sytuacją. Można i trze
              > ba stawiać jej granice, ale wymaganie by już teraz radziła sobie jak dojrzały d
              > orosły to zupełne niezrozumienie jej możliwości rozwojowych.
              >
              Być może za dużo oczekuje od tak młodej osoby, nie potrafię wczuć się jak duży ma problem.
          • igge Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 17:31
            też mi się to wydaje dziwne
            Mój drugoklasista mówi (nie pyta hmm tylko mówi), że np za tydzień jest jakaś impreza i ,cytuję, "sprawdza czy mam jakieś obiekcje". Jak mam to zaczyna się dyskusja. Jak nie mam obiekcji to on mówi o której będzie (generalnie zostaje na noc, wolę to niż włóczenie się po lesie o 3 nad ranem). czasami prosimy go o smsa, że dotarł czasami nie, czasami on zapomina o tym i my nie robimy problemu. Czasami dzwonię do niego, np dzwoniłam 3 razy w czasie Sylwestra u nas w domu bo wyobrażałam sobie niestworzone rzeczy, zawsze odbiera.
            Raz mąż po niego pojechał po pierwszej w nocy pod klub, żeby nie wracał dwie godziny komunikacją. Zakładam, że nic zlego nie może go spotkać i z tą ufnością śpię spokojnie a rano znajduję go w jego sypialni. Nie pali. Absolutnie nie ma mowy, żebym pozwoliła mu palić w domu przy otwartym oknie, nawet dziadek wychodzi na ganek zapalić ale generalnie nie życzę sobie, żeby w ogóle palił. My nie palimy.
          • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 18:04
            pade napisała:

            > Co to znaczy, ze wychodzi kiedy chce i wraca kiedy chce?
            Normalnie, wychodzi z domu o różnych godzinach nie informując gdzie i kiedy wróci, jeśli ją pytam, a teraz nie robię już tego zawsze, nie odpowiada wcale albo odpyskowuje albo ogólnie umówiłam się. zakazy i kary nie dawały żadnego rezultatu, nie stosuje się do nich. Po szkole nie zawsze wraca do domu, często dopiero wieczorem, często wychodzi przed moim powrotem z pracy i wraca wieczorem.

            > Bez uzgodnienia z Tobą? Dlaczego na to pozwalasz?
            Nie pyta mnie, pewnie dlatego że wie, że będę miała coś przeciwko wychodzeniu późno. Nie wiem jak mogłabym nie pozwolić. Mam już za sobą zamykanie w pokoju i pilnowanie do nocy, by nie wyszła, mam za sobą barykadowanie drzwi wejściowych i szarpaniny, ucieczki oknem, bo mieszkamy na parterze. Takie metody nie są możliwe do stosowania, jeszcze bardziej pogarszają sytuację.
    • milva24 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 09:14
      Pozwolę sobie napisać w skrócie o swoich doświadczeniach. Jestem córką matki podobnej do Ciebie. Całe życie słyszałam, że najlepszą moją przyjaciółką powinna być matka a jednak dążyłam do bliskiego kontaktu z rówieśnikami. W przypadku kłótni z koleżankami było mi to wypominane, że wolę obcych od rodziny i że źle na tym wychodzę. Byłam starsza od Twojej córki, pełnoletnia od niedawna i na studiach ale nadal na utrzymaniu rodziców, gdy moje zachowanie zmieniło się w zupełnie nieakceptowane przez moich rodziców. Z mojego punktu widzenia i mimo upływu kilkunastu lat nadal nie widzę w moim zachowaniu czegoś wielce karygodnego i mam nadzieję, że tylko takie problemy będę mieć w przyszłości z własnymi córkami. Jednak moich wyborów rodzice nie mogli przeboleć. W celu niby poznania mojego punktu widzenia a w moim odczuciu inwigilacji matka znalazła i przeczytała mój stary pamiętnik i wszystkie kierowane do mnie listy (wtedy komórki nie były tak popularne i w wakacje pisywałyśmy do siebie z koleżankami). Myślę, że to właśnie był gwóźdź do trumny naszych relacji. Poczułam się całkowicie obdarta z prawa do prywatności. To oraz teksty, że póki jestem na ich utrzymaniu mam się zachowywać zgodnie z ich oczekiwaniami sprawiło, że bardzo szybko zaczęłam się sama utrzymywać. Marne to były pieniądze z tej mojej pracy ale wraz ze stypendium wystarczały na życie. Od tamtej pory kontaktuję się z rodzicami na moich zasadach. Widujemy się kilka razy w roku, mieszkam od nich 150 km. Nadal mimo upływu lat matka uważa, że zrobiła dobrze. Kiedy sama zostałam matką stwierdziła, że teraz już wiem dlaczego zrobiła pewne rzeczy i że to było dla mojego dobra a ja nadal nie rozumiem.
      Twoja córka niedługo będzie dorosła i stracisz na nią jakikolwiek wpływ. Ktoś wyżej radził terapię również dla Ciebie. Rozważ to. W tej chwili możliwe, że macie jeszcze szansę na nawiązanie więzi ale jeśli zrobisz jakieś nierozważna kroki stracisz córkę, w emocjonalnym sensie, prawdopodobnie na zawsze.
      • haneke_29 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 09:53
        Ja też miałam taką matkę jak Twoja. Przeszukiwanie rzeczy i czytanie pamiętnika odkąd zaczęłam go tylko prowadzić (4 klasa podstawówki) oraz pokazywanie w mojej obecności jego treści ojcu i młodszym braciom to była norma. Moje pełne żalu protesty były pacyfikowane tekstami typu "my nie jesteśmy twoimi wrogami!", "czemu się tak zachowujesz, masz nas za wrogów?!".

        Mogłabym książkę napisać o zachowaniach mojej matki... Dzisiaj jest strasznie zdziwiona i rozżalona, że trzymam ją z daleka od moich problemów i że generalnie kontakt jest nieco chłodnawy...
        • verdana Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 10:02
          Ja jeszcze powiem jedno - nie ma sensu oczekiwać, zę przy tak zachowującej się matce, córka będzie w domu grzeczna i potulna. Żaden dobry psycholog do tego nie doprowadzi, bo to nie leży w interesie jego pacjentki. Przy tak zaborczej i kontrolującej matce, która w dodatku widzi w córce tylko wady, a nawet poprawę stara sie zlekcewazyć - psycholog będzie wzmacniał w dziewczynie poczucie niezalezności i pokazywał, jak moze odseparować się psychicznie od matki. Innymi słowy - tu problemem dziewczyny jest rodzina, a nie rodziny - córka.
          • sorvina Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 10:30
            Dokładnie verdano.

            Jak kiedyś pisałam, moi rodzice wysłali mnie "na naprawę" do psychiatryka. Diagnoza i kierunek terapii, nie był po ich myśli i całe szczęście, że poza tą medyczną diagnozą lekkiej depresji, nic się nie dowiedzieli. Bo to właśnie tam po raz pierwszy usłyszałam, że ze mną jest wszystko w porządku tylko czas bym zaczęła dbać o siebie a nie tylko skupiała się na tym czego mama chce i przeżywała jej zachowanie walcząc o odrobinę niezależności.

            A rodzice swoim podejściem, że skoro nie zachowuję się już jak grzeczna dziewczynka, to coś ze mną nie tak i mam się naprawić i tym, że woleli uwierzyć w moje problemy psychiczne niż przyznać się do błędów w swoim zachowaniu, moje zaufanie stracili bezpowrotnie.

            Tutaj nie ma płaszczyzny porozumienia, bo ma być tak jak mama chce, perspektywa, uczucia i potrzeby nastolatki się nie liczą. Psycholog więc może raczej uczyć dziewczynę by uporała się sama ze sobą i by walczyła o siebie w sposób konstruktywny a nie "na złość mamie odmrożę sobie uszy" itp. Dla mamy to nie są zmiany jakich oczekuje, więc może ich nie dostrzegać. A o innych córka jej po prostu nie powie, chroniąc swoją prywatność. Ale córka ich potrzebuje, by nauczyć sobie radzić w życiu na zdrowych zasadach.

            Także dobrze dla córki, że jest pod opieką psychologa - skorzysta z tego. Natomiast jeśli matka chce ratować tą relację póki się da, za chwilę córka może wyjechać na drugi koniec świata i będzie za późno, to lepiej by sama też popracowała nad sobą. Nad całym swoim nastawieniem. Na tym etapie to nie temat na terapię rodzinną, ale indywidualną dla autorki.
            • igge Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 23:30
              nie jesteś zaborcza i kontrolująca tylko bezradna i z tej bezradności wpadają Ci trochę niefortunne pomysły pt ksero dokumentacj psychologicznej zamiast zwykłej rozmowy regularnej co miesiąc z psycholożką córki. Ty masz prawo pytać psycholog chronić prywatnośc i intymność córki ale i tak dużo może Ci na pewno o córce opowiedzieć i tobie podpowiedzieć co robić, tylko że jakoś otwarcie za wiedzą córki rozmawiać, masz prawo do troski o dziecko nawet 17 letnie. Przecież jak będziesz zbyt kontrolująca i zaborcza to psycholożka pierwsza Ci to powie, nie przejmuj się opiniami obcych forumek, które mają swoje traumy z dzieciństwa :) Trzymaj się
        • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 19:22
          haneke_29 napisał(a):

          > Ja też miałam taką matkę jak Twoja.

          Wybaczcie, ale sytuacja gdy chcę wiedzieć jak przebiega terapia córki jest chyba czym innym niż czytanie pamiętnika i przeszukiwanie rzeczy. Na terapii córka mówi tylko to co chce powiedzieć, ma świadomość że opowiada innej osobie, a to co mówi ma wpływ na przebieg terapii. Pamiętnik jest pisany dla siebie, nikt nie zakłada że ktoś obcy się z tym zapozna. Czy gdziekolwiek napisałam, że inwigiluję córkę i nie daję jej prawa do prywatności?
      • noname2002 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 10:29
        W celu niby poznania mojego
        > punktu widzenia a w moim odczuciu inwigilacji matka znalazła i przeczytała mój
        > stary pamiętnik i wszystkie kierowane do mnie listy (wtedy komórki nie były ta
        > k popularne i w wakacje pisywałyśmy do siebie z koleżankami). Myślę, że to właś
        > nie był gwóźdź do trumny naszych relacji. Poczułam się całkowicie obdarta z pra
        > wa do prywatności.[...]. Nadal mimo upływu
        > lat matka uważa, że zrobiła dobrze. Kiedy sama zostałam matką stwierdziła, że t
        > eraz już wiem dlaczego zrobiła pewne rzeczy i że to było dla mojego dobra a ja
        > nadal nie rozumiem.

        Miałam podobnie, odczuwałam to jak gwałt, nadal matki nie jestem w stanie zrozumieć. Moja mama tłumaczyła, że "musi wiedzieć co mi siedzi w głowie".
        • sebalda Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 10:56
          Mój syn ma jeszcze jedną koleżankę, która ma problemy w domu. Rodzice są kontrolujący i wymagający, wiecznie z niej niezadowoleni. W domu są wieczne awantury, dziewczyna ma już prawdopodobnie początki depresji, bo z tego, co mówi syn, ma straszne huśtawki nastrojów, jest nieprzewidywalna. W rzeczywistości jest normalną nastolatką, harcerką, dobrze się uczy, ale rodzicom jest stale mało. Nadmiernymi wymaganiami sprawiają, że dziewczyna się buntuje, a jej bunt dalej nakręca spiralę stosowanej przez rodziców przemocy. Jej zachowania są ewidentnie wynikiem złego kontaktu z rodzicami, ale oni oczywiście o wszystko oskarżają ją. To właśnie na podstawie jej historii syn mi niedawno powiedział, jak jest szczęśliwy, że ma taką mamę, bo ta jego koleżanka ma oboje rodziców takich, jak jego ojciec. Mój mąż też uważa, że jest oddanym i mądrym rodzicem, podobnie jak rodzice tej dziewczyny i autorka tego wątku:( To straszne, jak bardzo nie rozumiemy czasami naszych rodzonych dzieci i jaką krzywdę im wyrządzamy, do czego je popychamy. A potem krzyk i lament, jakie te dzieci są niedobre, rozwydrzone, podłe! Ja tego nie ogarniam:(
          • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 19:31
            A ja nie wiem, czy moja córka jest normalną nastolatką, nie zachowuje się typowo i psychologowie i pedagodzy również tak uważają. Moja córka nie ma żadnych zainteresowań, w szkole nic ją nie interesuje, żyje dniem dzisiejszym, uważa że może robić co chce, oczekiwać od innych ale sama nic nie dawać, nikomu i nigdy nie chce w niczym pomóc, nie szanuje innych ludzi, obraża i wyśmiewa. Kiedyś taka nie była a tą samą matkę miała. Nie miałam nigdy specjalnych wymagań wobec córki i teraz też nie mam.
            • igge Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 23:40
              kobieto, córka Twoja mogłaby przynajmniej (przecież nie siedzi non-stop nad lekcjami piszesz) odkurzać mieszkanie, zmywać podłogę raz w tygodniu, zmywać co drugi dzień naczynia, wyprowadzać psa na spacer, sprzątać klatę królika, pomagać młodszemu bratu w lekcjach - to są takie minimalne wymagania wobec 17letniej pannicy, mój syn to robi i mojej koleżanki syn i córka tak robią, trzeba im przypomnieć dwa razy poprosić ale robią i to jest normalne a nie zachowania, które opisujesz Znam trochę dzieciaków w wieku Twojej córy i to co opisujesz wcale nie jest normą i nie dziwię się, że pedagog szkolny z Tobą się zgadza, że coś jest nie halo i raczej nie przez Ciebie tylko ze strony dziecka także
              • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 19:06
                Ona była mała, akceptowała mojego męża a on ją traktował jak własne dziecko, bardzo dobrze się dogadywali przez całe lata, brata przyjęła dobrze, później nie było już tak super, ale zawsze staraliśmy się by nie odczuła zmiany swojej sytuacji z jego powodu, zawsze poświęcaliśmy jej czas, zawsze miała któreś z nas dla siebie. Była przez wiele lat normalnym, pogodnym, spokojnym dzieckiem, miała koleżanki, lubiła szkołę.
                  • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 25.01.14, 23:05
                    Nie wymagałam to znaczy nie miałam presji, że musi być super grzeczna czy bardzo dobrze się uczyć. Nie odwidziało mi się, po prostu kiedyś córka robiła różne rzeczy sama albo pomagała nam poproszona. Dzisiaj tego nie robi, więc wydaje mi się normalne, że od 17-latki oczekuję takiego samego udziału w domowych pracach jak gdy miała 12 lat. Odkurzała sama w swoim pokoju i nawet na wspólnym korytarzu i w kuchni jak się rozpędziła lub chciała. Pomagała przy zmywaniu a nawet sama próbowała zmywać, dzisiaj mamy zmywarkę i swoje rzeczy wsadza i wyjmie jeśli jest jej coś potrzebne a nie jest wyjęte po myciu, ale nie nastawi i nie wypakuje wszystkiego ani okazjonalnie ani nie jako stały obowiązek. Utrzymywała porządek z ciuchami w pokoju, to znaczy nie mieszała użytych z czystymi, składała wyprane, nie walało się wszystko po pokoju. Pomagała sprzątać łazienkę i toaletę, kibla nie myła ale umywalkę i podłogę potrafiła. Pomagała przy robieniu obiadu, na przykład obierała ziemniaki zanim ja przyszłam z pracy. Czasami po drobne zakupy wyskoczyła. Jedyne rzeczy chyba, których kiedyś nie wymagałam to samodzielna zmiana pościeli i firan.
    • koronka2012 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 10:56
      to wszystko nie jest takie proste. Kwestia prywatności to jedno, ale przeciez autorka nie chce tych informacji tylko dlatego że jest wścibska z natury! ona chce się włączyć w terapię, dowiedzieć, gdzie leży problem, również - co ona robi nie tak.

      Dziwi mnie, że psycholog odrzucił terapię rodzinną, bo biologiczny ojciec nie ma zamiaru uczestniczyć. Rodzinę w takim układzie tworzą matka i córka + ewentualnie ojczym. I jeśli coś się dzieje - to powinno się chyba pracować z tym ludźmi, z którymi dziecko żyje na co dzień?

      Co do ingerencji autorki - namówiłam kiedyś moją córkę na wizytę u psychologa, dziecko wróciło zadowolone, bo pani jej powiedziała, że nad wyraz dojrzale sobie radzi z pewnymi sytuacjami. Tylko że ja wiem, ze sobie nie radzi!!! córka ewidentnie stosuje mechanizmy wyparcia, natomiast ja widzę co się z nią dzieje i jak przeżywa, i wiem
      że to trzeba przepracować, a nie zamiatać pod dywan. Wiem, że na siłę nikomu się nie pomoże, ale tym bardziej nie pomoże psycholog, który nie ma świadomości, że to co prezentuje u niego pacjent - to tylko PR, mający niewiele wspólnego z rzeczywistością.

      to trochę tak, jakby pacjent okłamywał lekarza, nie ujawniając wszystkich symptomów choroby. Też bym wolała iść razem z nią i zasygnalizować problem - z punktu widzenia obserwatora reakcji córki. Wiem, że ona o tym nie wspomni z własnej inicjatywy, bo jej mechanizm obronny jest taki "jestem twarda, to mnie nie rusza", tymczasem prawdziwe reakcje sprowadzają się do tego że jest roztrzęsiona i kompletnie rozbita.

      Zdaję sobie sprawę, ze prawda zapewne z czasem by wypłynęła - tylko że dotarcie do takiej prawdy, kiedy ktoś ją wypiera rękoma i nogami - to są lata terapii. W dodatku logika wskazuje, że warto wiedzieć w którym kierunku drążyć temat. Bo szukanie kompletnie na ślepo jest IMO lekko bezsensowne, jeśli rodzina jest współpracująca - łatwiej chyba trafić na właściwy trop, a przynajmniej wziąć pod uwagę aspekty, które pacjent - świadomie czy podświadomie - pomija?

      Przecież tutejsze realia są takie, że mało kogo stać na to, żeby z relatywnie błahych powodów opłacać przez parę lat 100 zł za wizytę raz na tydzień.
      • sebalda Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 11:04
        ona ch
        > ce się włączyć w terapię, dowiedzieć, gdzie leży problem, również - co ona robi
        > nie tak.
        No niestety z postów autorki wcale to nie wynika, nadinterpretujesz tutaj. Nigdzie matka nie zastanawia się nad sobą. Terapia nie naprawiła córki, stąd chęć wglądu w jej przebieg, a nie dla dowiedzenia się, czy to przypadkiem nie matka ponosi przynajmniej część winy.
        Gdybym miała taki problem, cieszyłabym się już z samego faktu, że córka wreszcie z kimś nawiązała kontakt, ze specjalistką w dodatku, która gdyby widziała taką potrzebę, z matką też chciałaby rozmawiać. Potrzebę i sens. Najwyraźniej nie widzi, a to już o czymś świadczy.
        • 71tosia Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 18:42
          autorka tylko krotko wspomniala jakie ma problemy z corka, a pewnie nie o wszystkich napisala. Byc moze przyczyna problemow jest bunt dziewczyny przeciw nadmiernie kontrolujacej mamie, ale tez moze byc odwrotnie, chec kontrolowania wynika z uzasadnionego leku o corke? Tego nie wiemy.
          Nie jest tez calkowicie wykluczone ze psycholog to marnym specjalista (dziwna jest decyzja o rezygnacji z terapii rodzinnej?) a moze nie wie o problemach, bo mloda mu o nich nie mowi? Moim zdaniem autorka powinna jak najbardziej porozmawiac z psychologiem o tym jak przebiega terapia, oczywiscie przy zachowniu prawa corki do intymnosci jej zwierzen.
        • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 19:40
          A po co niby ja wyszukiwałam psychologów i namawiałam córkę na terapie, narażając się wielokrotnie na wielkie awantury? Bo chcę jej pomóc. Cały czas zastanawiam się co robię źle, kiedy zostały popełnione błędy, bo problemy są już od kilku lat. Rozmawiałam o tym z wieloma specjalistami i nikt mi nic nie jest w stanie powiedzieć oprócz tego, że córka ma zaburzoną relację z ojcem, co ja wiem i mało tego ona też to wie, ale ja nic nie mogę na to poradzić i ona pewnie też. Mnie zależy na dobrych relacjach córki ze mną przede wszystkim, bo o to cały czas się staram i na to mam wpływ. Jeśli psycholog powiedziała, że terapia wspólna ze mną nie ma sensu, za to terapia córki tak i ona tą terapię akceptuje, co ja mogę zrobić?
    • tully.makker Podziele sie swoim doswiadczeniem 22.01.14, 12:27
      Moj syn w klasie maturalnej chodzil na terapie. Mial juz 18 lat, wiec teoretycznie nic mi bylo do tego, ale oboje z jego ojcem finasowalismy terapie. Mielismy na mpcozatku spotkania z pania psycholog, a potem syn chodzil juz sam. Niestety, problemy z powodu ktorych chodxzil na terapie nasilaly sie. Po 6 miesiacach poprosilam o spotkanie wspolne z synem i psycholozka, takie spotkanie odbylo sie i mialam okazje przedstawic swoj punkt widzenia. Po tym spotkaniu terapia zaczela powoli pomagac mojemu synowi, a on sam potem przynal mi sie, ze o pewnych sprawach, np opuszczaniu zajec w szkole nie mowil psycholoznce, w zwiazku z tym nie podejmowali zadnej pracy nad tymi tematami.
      Po naszym wspolnym spotkaniu odwazyl sie chwycic byka za rogi i zaczal drazyc nie tylko te problemy ktore sam uwazal za naistotniejsze, ale i te, ktore pomogly mu odnalezc sie spolecznie - np b. dobrze zdac mature. To jest wlasna opinia mojego syna.

      Oczywiscie, my zawsze mielismy dobry kontakt i moj syn, mimo roznych konfliktow, byl i jest wobec mnie otwarty i chyba lubi ze mna rozmawiac...
        • mruwa9 Re: Podziele sie swoim doswiadczeniem 22.01.14, 15:34
          Mam nadzieje , ze pani ekspert odpowie, jak to wyglada z parwnego i formalnego punktu widzenia, bo wydaje mi sie, ze chyba powyzej 16. roku zycia czlowiek ma prawo sam decydowac o leczeniu lub nieleczeniu, a rodzice nie maja prawa do informacji o stanie zdrowia dziecka z automatu, zwlaszcza w tych bardziej wrazliwych sferach. Ale to tylko informacja gdzies kiedys zaslyszana, z cyklu "jedna baba drugiej babie" nie pamietam, gdzie i kiedy, wiec licze, ze ktos, kto sie orientuje w przepisach, porzuci jakis paragraf.
          I nie sadze, zeby w tym przypadku autorka miala prawo wgladu w dokumentacje i detale diagnostyczno-terapeutyczne, dotyczace corki u progu pelnoletnosci.
    • sorvina Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 23:11
      Przypomniał mi się film oparty na faktach, który oglądałam jakiś czas temu, o nastolatce, która wpadła w złe towarzystwo, zaczęła się buntować a potem staczać. Rodzice próbowali ją ratować w różny sposób, w końcu nawet ostry obóz odwykowo-naprawczy nie pomagał. Aż coś się zmieniło w całym systemie rodzinnym i nastolatka wróciła do domu, szkoły i przestała szaleć.
      Szkoda, że tak bardzo spłycili końcówkę, bo wiele mówiła o tej rodzinie i głębszych przyczynach. Na początku mamy rodzinę po rozwodzie, gdzie ojciec zajęty jest bardziej swoją nową rodziną i ignoruje córkę. Ona przepełniona bólem nie radzi sobie z emocjami i zaczyna walczyć ze światem na oślep. Zwłaszcza z kochającą_idealną_mamą. Im bardziej mama jest "sielsko dobra", ale w jakiś sposób ignorujący cierpienie córki, tym bardziej ona jest zła. W filmie większy nacisk położyli na to, że dziewczyna sięgnęła dna na obozie. Po łepkach pokazali znaczenie tego, że pod wpływem lęku o córkę, rodzice zaczęli ze sobą współpracować i ojciec się nią zainteresował. Ale prawdziwy przełom nastąpił, gdy matka zadbała o swoje podwórko - okazało się, że sama była zbyt grzeczna, nie miała odwagi stawiać granic własnej matce, walczyć o siebie. Żyła "w transie" zadowalania wszystkich, tylko nie dbania o siebie. Nic dziwnego, że choć córka ją kochała, to mało szanowała.

      Znam z realu przykład samotnej matki synów, którzy otarli się o kryminał, gdy ona załamywała ręce z bezsilności. Bezczelnie mówili jej w twarz, że nie może ich wyrzucić, bo takie są przepisy i robili co chcieli. W niej rosła coraz większa niechęć i lęk - ich zmarły ojciec był alkoholikiem. W końcu skupiła się na sobie, poszła na terapie. Podniosła poczucie własnej wartości. Zaczęła dbać o siebie. Jej świat przestał się kręcić wokół synów, przestała zabiegać by łaskawie zwrócili na nią uwagę, jednocześnie próbując ich nadmiernie kontrolować. Zaczęła budować bardziej partnerskie relacje, jednocześnie twardo egzekwując granice. Przestała potrzebować udowadniać cokolwiek, więc stracili narzędzie manipulacji. Zaczęła traktować ich lepiej, dostrzegając i pomagając im dostrzec, że są inteligentni, zdolni, że się marnują, że mogą więcej. Obecnie wyszli na prostą i relacje w domu są ok.

      Autorce nie jest łatwo, skoro ex-mąż zamiast wspólnego frontu, podważa zasady, które ona wprowadza. Jednak bez połączenia naturalnych konsekwencji, żelaznych granic z szacunkiem i życzliwością imho nic się nie poprawi. Jakoś trudno mi uwierzyć, że ojciec będzie pannicy co 2 tygodnie kupował od nowa wszystkie ubrania, skoro ona nie chce ich prać. Do szkoły też w brudnych chodzi? Co się dzieje po tych 2 tygodniach jak nagle zrzuci całą górę ubrań i poskarży się ojcu, że mama jest zła i nie chce jej prać ubrań (skoro umowa jest, że każdy sobie sam pierze)? Może jednak można zastosować naturalne konsekwencje - nie dbasz-nie masz. Jej pokój - niech będzie syf jak lubi, a co do reszty obowiązków - ostatnio znajoma gdy 17 letni syn pomimo umowy, że tego dnia jest jego mycie naczyń (a miał już rezerwę, że ma wymyć tego dnia a najpóźniej do wieczora kolejnego), wolał pójść na imprezę niż wymyć, włożyła mu brudne naczynia do łóżka. Brutalne, ale skuteczne w tym przypadku. Ale gdyby była podatna na manipulacje, że jest wariatką/bez serca itp itd, to by wymyła za niego. Ale wie, że jako rodzic ma prawo ustalać zasady panujące w domu. Z nastolatkami one są konsultowane, każde z dzieci wybiera co i kiedy będzie robić i jak to olewa to nie chodzi o widzimisię mamy, tylko o łamanie zasad.

      Może autorka robi to co trzeba - w swoim mniemaniu stawia granice, ale wszystko rozbija się o szczegóły - JAK to robi. Osoba, która sama nie szanuje siebie, nie będzie tego robić skutecznie. Będzie balansować między totalnym ustępowaniem z bezsilności a nadmierną kontrolą i chęcią postawienia na swoim. Nastolatek jedno oleje, a z drugim będzie walczył. Dlatego zrobienie porządku ze sobą jest takie ważne.

      Natomiast to co się dzieje na terapii jest święte jak tajemnica spowiedzi czy pamiętnik. Czasem długo się szuka terapeuty, przy którym czujemy się na tyle pewnie. Jeśli córka dowiedziałaby się, że psycholożka ją podkablowała matce, to nigdy więcej się przed nią nie otworzy, może też na długo stracić zaufanie do ludzi. Nie wchodzi się z buciorami w tak intymne sprawy.

      Myślę, że zrobienie porządnego arkusza na projekcje na córkę metodą the Work, mogło by pomóc autorce oddzielić to co po jej stronie, od tego co naprawdę się dzieje. To pozwala naprawdę nabrać dystans.
      • 71tosia Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 23:39
        oczywiscie ze psycholog powinien zachowac w tajemnicy tresc rozmow z dziewczynka, jednak sytuacja w ktorej psycholog prowadzacy terapie od wielu miesiecy nie probuje sie kontaktowac z rodzicami, a wrecz takie kontakty uwaza za niepotrzebne, jest troche dziwna. Ja sie z tym nie spotkalam.
        • igge Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 23:52
          mi się podoba to co Tully napisala o wspólnych rozmowach psycholog-nastolatek-rodzic.
          Wtedy córka mialaby jakąś kontrolę nad przebiegiem rozmowy i psycholożka i mama. Taka gra w otwarte karty dla wszystkich w regularnych odstępach czasowych. Nie jako wyraz kontroli tylko jako wyraz troski i zainteresowania dzieckiem i jego problemami z pełną otwartością na krytyke własnych poczynań pedagogicznych (ewentualnych)
          Chyba że sytuacja taka poważna, że ta terapia rodzinna konieczna.
        • sorvina Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 22.01.14, 23:58
          71tosia napisała:

          > oczywiscie ze psycholog powinien zachowac w tajemnicy tresc rozmow z dziewczynk
          > a, jednak sytuacja w ktorej psycholog prowadzacy terapie od wielu miesiecy ni
          > e probuje sie kontaktowac z rodzicami, a wrecz takie kontakty uwaza za niepotr
          > zebne, jest troche dziwna. Ja sie z tym nie spotkalam.

          autorka napisała:
          >U pani psycholog byłam trzy razy, za każdym razem otrzymuję jedynie krótką odpowiedź, że dogaduje się z córką, omawiają jej aktualne problemy i pracują nad poprawą jej zachowania, wszystko zmierza w dobrym kierunku, ostatnio powiedziała, ze nie wie, ile jeszcze terapia powinna trwać.

          Równie dobrze może być tak, że psycholog nie widzi potrzeby by w ciągu tego roku rozmawiać z mamą więcej niż 3 razy - te z inicjatywy mamy, bo nie ma nic nowego do zakomunikowania. Być może większy nacisk kładziony jest na terapii np. na przerabianie relacji z ojcem i córka nie chce by pani psycholog opowiadała mamie szczegóły. Więc mama nie widzi zmian - bo dotyczą one raczej relacji córki z ojcem, a przynajmniej tego jak ona się czuje w tej relacji. Córka nie chce się dzielić np. by mamy nie ranić, by nie zaczynać dodatkowych kłótni, bo może ma swoją perspektywę - odmienną od mamy, może nie radzi sobie rozdarta poczuciem lojalności wobec rozwiedzionych rodziców itp. Matka z góry zakłada, że córka się wybiela, że ma złe intencje, że nie chce zmiany. A może prawda jest pośrodku. A córka na chwilę obecną jeszcze nie potrafi się uporać z emocjami i sytuacją, w której się znalazła. Może do pewnych rzeczy trzeba czasu - psycholożka to widzi, robi co może, ale wie, że pewnych ograniczeń rozwojowych córki nie przeskoczy i stąd sama ma wątpliwości ile terapia powinna trwać, ile na chwilę obecną da się jeszcze zrobić.

          Tak naprawdę za mało wiemy. Z każdego postu autorki ujawnia się trochę inny obraz sytuacji, a mimo wszystko pamiętajmy - subiektywny obraz.
          • sorvina Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 00:08
            A odnoście diametralnej różnicy w tym JAK się coś robi. Autorka stwierdziła, że odpuściła pokój nastolatki bo córka i tak tam nie sprząta. Ale to nie jest uszanowanie prawa dziewczyny by rządziła się w swoim kawałku świata po swojemu! To raczej komunikat - jesteś tak uparta i leniwa, że nie mam siły z tobą się o to kłócić. To ZUPEŁNIE coś innego!!! W ten sposób córka nie ma poczucia szacunku do jej granic, a mama nie osiąga nic. Oczywiście zgaduję jak to wygląda, bo autorka nie podała szczegółów, ale chodzi mi o to, że niby to samo, może być diametralnie inne w odbiorze.
            • 71tosia Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 00:23
              w pewnej chwili matka raczej stwierdza ze na wszystkich frontach nie da sie walczyc ze zbuntowanym dzieckiem. Sprzatanie pokoju mozna jej darowac, na upijania sie trzeba reagowac. Tylko jak egzekwowac tu granice? Nie wpuscic upitej 17 latki do domu? Ukarac jak wytrzezwieje? Bic sie z nia przy nastepnej probie wyjscia z domu?
              • sorvina Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 09:46
                Właśnie o to mi chodzi, że matka CHCIAŁABY walczyć na wszystkich frontach, CHCIAŁABY by wszędzie było tak jak ona chce, tylko się nie udaje. Tutaj nie ma świadomej decyzji, że czas małej dać trochę wolności, kawałka gdzie ona się rządzi sama. Nie ma podziału na priorytety. Wszędzie ciśnie, ewentualnie z czasem rezygnuje, ale w sposób jaki opisałam wcześniej. Więc mała WSZĘDZIE się buntuje. Możliwe, że gdyby dostała oficjalny luz w pewnych dziedzinach, to by poczuła, że dostaje jakiś tam element wolności, szacunku do jej odrębności. Wtedy mogła by z niej ujść para i łatwiej byłoby rozmawiać o ważnych sprawach, a matka miałaby na to energię. Bo na razie mama to wróg, który O WSZYSTKO się czepia, więc się z nim ZAWSZE walczy.

                Mam nadzieję, że nie nadinterpretowuję przez swoje doświadczenia, staram się spojrzeć z obu stron. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia braku szacunku, sympatii i życzliwości wobec córki. A na coś takiego ona będzie reagować wrogością. Jest wiele jaka powinna być córka, oczekiwanie, że będzie jak "normalne" nastolatki, jest próba naprawy jej. Jest krytyka jej wyborów, sposobu spędzania czasu itp. Nie ma zrozumienia z czego wynikają pewne zachowania. Że owszem - wpływ "złej młodzieży" może być, ale za lgnięciem do nich stoi pewna niezaspokojona potrzeba. Że córka nie jest wredna, że ona sobie nie radzi.
                Mam wrażenie, że sytuacja rodzinna pokiereszowała i zmęczyła autorkę i nie zauważa, że córkę również, być może nawet bardziej z powodu braku dojrzałych metod radzenia sobie.
                Czy autorka rozmawiała przez te lata z córką jak się ona czuje? Bo wiem dobrze, nie tylko po sobie, jak zamyka się nastolatek, gdy rodzic chce rozmawiać tylko o tym jak idzie w szkole i innych tematach "funkcjonalnych" i daje do zrozumienia, że emocje i rozterki młodego człowieka to głupoty, z których wyrośnie. Takiemu rodzicowi się nie ufa, nie zwierza. Może autorka rozmawia, tylko nie pisze o tym, ale brak takiej bliskiej więzi, wiele by tłumaczył. Trudno to odbudować, gdy w autorce narosło wiele żalu i niechęci do córki. Ale czy da się cokolwiek uratować w tej relacji bez sprowadzenia jej z poziomu walki o władzę i racje na poziom miłości?
            • verdana Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 17:33
              Cóż ja też odpuściłam i co wiecej szanuję i szanowałam prawo nastolatka do tego, zeby do jego pokoju nie wchodzić. Teoretycznie jest to dawanie więcej praw nastolatkowi, niż sobie - bo do mnie dziecko wchodzić może. Praktycznie nastolatki tego naprawdę potrzebują. Miejsca, gdzie bedąc prawie dorosłym, będą u siebie, a nie u rodziców.
              Szacunek do rodziców nie ma z tym nic wspólnego.
          • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 18:40
            Opowiedzenie tutaj całego życia córki, całej sytuacji rodzinnej jest niemożliwe. Ogólnie analizując, problemy pojawiły się od pójścia do gimnazjum a wszystkie przełomowe sytuacje, trudne, które mogłyby wywołać bunt były wcześniej, a wcześniej problemów nie było i wydawało mi się, że wszystko ma ułożone. Nie wiem, czy możliwe bym nie zauważyła jej problemów a ona potrafiła przez lata tłumić emocje. Zresztą nie tłumiła, bo zawsze problematyczne sytuacje ja z nią omawiałam, ale mogłam zrobić tylko to na co mam wpływ.

            Moim zdaniem pomoc córce w poradzeniu sobie z relacją z ojcem skutkowałaby nie wiem zmianami w ich kontaktach, odcięciem się jej, awanturą z nim, uspokojeniem się w codziennym życiu, wyciszeniem lub nie wiem choćby próbą rozmowy ze mną na ten temat. Nic takiego nie ma, być może za wcześnie oczekuję efektów.
              • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 19:13
                verdana napisała:

                > A kiedy urodził sie młodszy brat, kiedy wprowadził sie ojczym?
                Razem zamieszkaliśmy w zupełnie nowym mieszkaniu, nikt się do nikogo nie wprowadzał, córka miała 5 lat i około 4 miesięcy, wcześniej znali się około pół roku, a brat się urodził jak miała prawie 7. Nie było problemów z akceptacją, wszystko przebiegło gładko, długi czas było okej i myślę, że nie jest to tylko mój ogląd, znacznie większe problemy były później w sprawie macochy ale okoliczności inne.

            • okrent9 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 07.02.14, 01:38
              Dzieci jak najbardziej potrafią tłumić w sobie ogromne emocje (i to nie by je ukryć przed rodzicem, ale po prostu by ochronić samego siebie) - znam to z własnych doświadczeń. Dziecko PRZEŻYWA skrajne emocje, ale spycha je do podświadomości, by nie musieć się z nimi mierzyć. Często robi to po prostu dlatego, że widzi, iż w taki sposób z traumatycznymi sytuacjami radzą sobie rodzice - tłumiąc emocje, zajmując się czym innym, bagatelizując, itd. Okres dojrzewania powoduje jednak swego rodzaju osłabienie hamulców - zmiany hormonalne, nowe przeżycia, poszerzony krąg znajomych, porównywanie się (i swojej sytuacji rodzinnej) z rówieśnikami, świadomość, że inni mają (a nawet zawsze mieli) lepsze, spokojniejsze życie... To może spowodować, że spychane wcześniej do podświadomości emocje zaczynają wypływać na powierzchnię, że rodzi się bunt wobec rodziców, których nastolatek "naturalnie" obwinia (ponieważ w jego postrzeganiu są/byli "władni" układać jego życie i to na nich spoczywa odpowiedzialność za sytuację, w której czuł się tak okropnie...)
      • pade Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 11:29
        Podpisuję się obiema rękami pod tym, co napisała Sorvina.
        Mam 10-letnią córkę, która przechodzi okres dojrzewania chyba od urodzenia:)
        Wyprane i wyprasowane przeze mnie ubrania wrzuca byle jak do szafy, a na drugi dzień leżą zazwyczaj za łózkiem, albo wycierają kąty. Rozmawialam, prosiłam, tłumaczyłam. Nic to nie dało. Trzy dni temu zapowiedziałam, że ubrania leżące po kątach, na podłodze, zbieram do worka i chowam. Jak jej zabraknie ubrań, pójdzie do szkoly w piżamie. Zebrałam już dwa woreczki. Ciuchy starczą jej pewnie jeszcze na jakiś tydzień.
        Nie odpuszczę. Została uprzedzona i poniesie konsekwencje. Nie będę tolerować braku szacunku dla mojej pracy. I to nazywam stawianiem granic.
        Autorko, polecam Ci fajną książkę Kiedy pozwolić, kiedy zabronić. Przeczytaj koniecznie i zacznij być konsekwentna. Być może wszystko robisz dobrze jeśli chodzi o córkę, ale nie szanujesz siebie, swoich uczuć i swojej pracy. Warto się tego nauczyć i dla własnych korzyści i dla wzorca jaki przekażesz córce.
          • igge Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 17:15
            ja tam już nie mam siły czytać książek o wychowywaniu dzieci, jak dzieci były małe czytałam chyba wszystko co ukazywało się na rynku :) a mój mąż często i tak lepiej ode mnie z dziećmi postępował kierując się intuicją i swoim świetlanym charakterem. Teraz sama też już ufam swojej intuicji i po prostu szanuję je i kocham i liczę się z nimi i nie pozwalam wejść mi na głowę, no może odrobinę jak już rozpiera je nastoletnia chęć udowodnienia rodzicom, że ich rządy skończone dawno (kiedy właściwie?) i nieodwołalnie. niech i tak będzie :)
            Z grubsza je wychowałam a teraz niech się same dalej kształtują, dorosły do bardziej partnerskich relacji aczkolwiek, jak to mawia moja przyjaciółka, nadal ja jestem matką (ojciec jest ojcem) a one dziećmi (czyli zdarza mi się wydać polecenie "do łóżka" wieczorem "agresywnym" wg mojego syna zdania tonem. Moim zdaniem to był tylko lekko rozkazujący ton. Polecenie zostało zignorowane ale po honorowych 30 minutach przy kompie syn zniknął w swojej sypialni tak więc już nie wiem kto "wygrał" ja i mąż czy syn i w sumie nie ma to dla mnie specjalnego znaczenia bo i tak wiem, że i tak jak będę widzieć go po 22 wieczorem przy kompie to będę go molestować z mężem, mniej i bardziej zdecydowanie o położenie się do łóżka bo rośnie i potrzebuje snu, żeby rano zdążyć świtem na pociąg. Mieszkamy daleko od cywilizacji tzn też szkoły. Postaram się tak miło i spokojnie prosić go do skutku i bez cienia agresji o pójście do łożka jak tylko dam radę. Nie chcę (cytuję Sorwinę :) "wybuchać" choć przy 10 przypomnieniu o tym, że ma spać ton mi się pewnie zrobił mimowolnie "agresywny" ale od wybuchu byłam nadal o lata świetlne to syn był zniecierpliwiony i rozgniewany naszymi próbami decydowania, o której on już powinien spać, żeby rano nie zaspać do szkoły (zdarzyło mu się raz czy dwa i wtedy biegiem podwozimy go na stację)
            W ogóle to życie pod jednym dachem z dwójką nastolatków jest ciekawe i urozmaicone i pełne wrażeń i wyzwań i intelektualnej stymulacji :) Lubiłam jak byli mali ale jest co najmniej równie fajnie i zaskakująco jak są duzi. Dzieci to straszna frajda i życzę autorce wątku odnalezienia tej wakacyjnej frajdy z przebywania razem z córką i na codzień w czasie roku szkolnego. Nawiasem mówiąc my prawie nigdy nie rozmawiamy z synem o szkole a on tradycyjne 1 pytanie przy obiadowej gazetce "co w szkole" kwituje od lat 1 słowem "dobrze" i to niezależnie czy w szkole ma szóstki czy jedynki. I tak zadziwiająco dużo się nauczył z tzw wiedzy ogólnej w szkole na lekcjach zważywszy średnią frekwencję i traktowanie szkoły jako miejsca spotkań towarzyskich i naszej akceptacji każdych ocen. Brak zainteresowania przesadnego rodziców szkołą póki dziecko nie zgłasza zastrzeżeń i zmartwień uważam trochę za błąd nasz a trochę za sensowne podejście, zależy jak na to spojrzeć. Bo z jednej strony szkoła zajmuje mnostwo czasu więc rodzice mogliby być o ten czas ciekawi a z drugiej strony dlaczego ma nie byc tym obszarem dziecka, który należy tylko do niego? Generalnie jak dziecku w szkolnych sprawach trzeba pomóc to samo powinno o tę pomoc poprosić. Ja mimo zaskakująco słabych i poniżej syna możliwości ocen na ten semestr nie kontroluję edziennika, zakładam, że o ważnych sprawach syn sam mówi, np o zagrożeniu z jakiegoś przedmiotu, czy o chęci zapisania się na wiosła. Pijanego go jeszcze nie widziałam choc wiem, że alkohol na imprezach pija, liczę i wierzę, że w umiarkowanych ilościach i sugeruję, proszę o niskoprocentowy. Pieniądze dostaje w skromnych raczej ilościach, ostatnio kupił sobie bluzę i dżinsy. Poprosił o soczewki i dostał ale musiał dwa dni poczekać choć mu się nie uśmiechało. Poprosił kolejny raz o zakup jakiegoś podręcznika i usłyszał, że może niech sam się zainteresuje znalezieniem książki a my mu zwrócimy kasę. Mnie się wydaje, że autorka wątku może za łatwo się poddaje, nie walczy z dzieckiem w cywilizowany sposób o jakieś podstawowe zasady współżycia społecznego, o to co dla niej jest ważne. To naturalne, że dziecko kształtuje sobie inny nieco system fundamentalnych wartości od rodziców ale przecież nawet z nastoletnim terrorystą da się negocjować i konsekwentnie prosić o okazywanie matce szacunku i wykazywanie zrozumienia. tak jak i ona to robi względem córki.
            Wydaje mi się, że jak rodzic stara się zrozumieć dziecko to ono naturalnie odwzajemnia mu się tym samym, ale może się mylę i trafiły mi się łatwe egzemlplarze?
      • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 18:27
        sorvina napisała:

        > Autorce nie jest łatwo, skoro ex-mąż zamiast wspólnego frontu, podważa zasady,
        > które ona wprowadza. Jednak bez połączenia naturalnych konsekwencji, żelaznych
        > granic z szacunkiem i życzliwością imho nic się nie poprawi. Jakoś trudno mi uw
        > ierzyć, że ojciec będzie pannicy co 2 tygodnie kupował od nowa wszystkie ubrani
        > a, skoro ona nie chce ich prać. Do szkoły też w brudnych chodzi?
        Sama sobie kupi za pieniądze od niego a resztę on kupi. W końcu piorę te rzeczy więc w brudnych nie chodzi, ale jak każe jej samej prać mówi, że do szkoły nie będzie chodzić.

        Co się dzieje
        > po tych 2 tygodniach jak nagle zrzuci całą górę ubrań i poskarży się ojcu, że m
        > ama jest zła i nie chce jej prać ubrań (skoro umowa jest, że każdy sobie sam pi
        > erze)?
        Każdy nie pierze sam, ja piorę wszystkim i jej też bym prała i piorę, ale wolałabym by przynosiła brudy częściej w mniejszych ilościach. Jak przyniesie kupę mam 3-4 prania samych jej rzeczy, cały dzień w praniu, więc oczywiście proponuję by sobie sama wyprała skoro nie pamięta by wyrzucić codziennie czy co kilka dni. Jak córka się poskarży to mam telefon z pretensjami, że ze mną mieszka więc mam takie obowiązki i dostaję pieniądze więc mam to robić. Wolę już wyprać niż walczyć z córką albo tłumaczyć eksowi, w sumie wszystkim piorę.

        > Może jednak można zastosować naturalne konsekwencje - nie dbasz-nie masz.
        Jej pokój - niech będzie syf jak lubi, a co do reszty obowiązków - ostatnio
        > znajoma gdy 17 letni syn pomimo umowy, że tego dnia jest jego mycie naczyń (a m
        > iał już rezerwę, że ma wymyć tego dnia a najpóźniej do wieczora kolejnego), wol
        > ał pójść na imprezę niż wymyć, włożyła mu brudne naczynia do łóżka. Brutalne, a
        > le skuteczne w tym przypadku. Ale gdyby była podatna na manipulacje, że jest wa
        > riatką/bez serca itp itd, to by wymyła za niego. Ale wie, że jako rodzic ma pra
        > wo ustalać zasady panujące w domu. Z nastolatkami one są konsultowane, każde z
        > dzieci wybiera co i kiedy będzie robić i jak to olewa to nie chodzi o widzimisi
        > ę mamy, tylko o łamanie zasad.
        Do pokoju już nie mam nic, zawsze ona odpowiadała, że jej nie przeszkadza, więc okej. Sama sobie tam rządzi po swojemu, ale ja nie ściągam jej firan ani pościeli, nie myję okien, nie sprzątam, jak zacznie jej przeszkadzać zrobi sama. Drzwi do pokoju zamyka, nic nie widać, nikt jej tam nie wchodzi. Prace domowe żadne jej nie pasują, były umowy spisywane, były rozpiski, nie stosuje się do tego. Twierdzi że jej brud nie przeszkadza, więc sprzątać nie trzeba wcale, chodzi o części wspólne. Uważa, że nie ma czasu na prace domowe i nie mam prawa od niej wymagać by sprzątała cokolwiek więcej niż po sobie. Jak ją poproszę o pomoc mi, mówi że nie ma czasu, jest czymś zajęta czy inną wymówkę wymyśli albo w ogóle nie ma jej w domu.
        >
        • sorvina Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 18:40
          blekitnalaguna123 napisała:

          > Wolę już wyprać niż walczyć z córką albo tłumaczyć eksowi

          Tu leży pies pogrzebany. Ty DAJESZ sobie wchodzić na głowę, łatwo tobą manipulować, bo zrobisz wiele by mieć doraźny spokój, nawet kosztem narastania problemów. Jakbyś sama nie była pewna czy masz prawo wymagać, czy masz prawo stawiać granice. A pewnie, że nastolatka nauczyła się, że po co ma coś robić, akceptować jakieś ograniczenia czy obowiązki, skoro chwile pokrzyczy, wykona rozpaczliwy telefon do taty i ustąpisz.

          Bez większej pewności siebie i konsekwencji wobec córki, nic się nie zmieni.

          Możesz nie rozumieć o co chodzi, bo robisz najczęściej co trzeba, ale cała komunikacja niewerbalna, całe nastawienie, które za tym stoją sprawia, że łatwo Cię olewać. Brakuje w stawianiu granic siły, zdecydowania i konsekwencji. Nikt nie przejmie się płotem, który jest zbudowany ze słomy.
          • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 18:58
            Masz rację, ale nie do końca. Problemy są od kilku lat. Byłam konsekwentna, tłumaczyłam, czekałam, karałam i efektem było uciekanie córki z domu byle mnie nie słuchać i nie musieć robić nic, przesiadywała z wątpliwym towarzystwem. I awantury ciągle, codziennie, o wszystko, wyzywanie mnie, trzaskanie drzwiami, krzyki i robienie na złość mi poprzez na przykład dokuczanie bratu. Nie chcę, żeby tak było, nie chcę takiego domu, było tak i nic dobrego nie przyniosło, więc odpuszczam, nie szarpię się, bo wiem że i tak nie zrobi tego o co proszę ani nie powie mi tego czego chcę, nie ma na to siły. Czekam i liczę, że zmądrzeje i zacznie do niej docierać to, co zawsze jej mówiłam o wspólnym domu, odpowiedzialności, wspieraniu się i pomocy.
        • kkokos Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 19:03
          Jak córka się poskarży to mam telefon z pretensjami, że ze mną mieszka więc
          > mam takie obowiązki i dostaję pieniądze więc mam to robić. Wolę już wyprać niż
          > walczyć z córką albo tłumaczyć eksowi, w sumie wszystkim piorę.

          błagam cię, idź na terapię. sama dla siebie. to nie jest normalne, że masz z byłym takie układy, to nie jest normalne, że przyjmujesz takie argumenty - nieważne, czy dlatego, iż uważasz je za upragnione, czy dla świętego spokoju.

          no i przestałam rozumieć twoją sytuację. masz nowego męża i drugie dziecko, tak? a jednocześnie twój były może używać wobec ciebie argumentu finansowego, po którym kładziesz uszy po sobie? utrzymuje was wszystkich czworo czy co? były mąż tobą pomiata, a obecny mąż nie daje ci nawet psychicznego wsparcia na tyle, byś się temu pomiataniu umiała przeciwstawić? czy przypadkiem w tej rodzinie to ty nie jesteś ostatnia w hierarchii dziobania?

          to wszystko jest tak chore, że nie dziwię się, iż dziewczyna piórkuje.
          • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 23.01.14, 19:30
            On uważa, że skoro daje nie małe alimenty córka powinna mieć, kupione i zrobione co chce. To znaczy nie interesuje go nic jak ja sobie układam życie z córką, czego wymagam, jak egzekwuje póki ona się nie skarży. Młoda nie skarży na wszystko chyba, bo nie mam telefonów o wszystko, ale niektóre rzeczy dla niego są nie do przyjęcia i mam nie robić problemów, nie wymyślać, bo ona ma się uczyć i w domu mieć spokój. On nie chce słuchać nawet żadnych wyjaśnień co i jak, po prostu dziecko ma mu się nie skarżyć, bo on nie ma czasu na takie problemy. Nie przejmuje się jego telefonami, zresztą nie ma ich tak wiele zwłaszcza ostatnio, nie robię sobie z tego nic, bo nie mam sobie nic do zarzucenia. Robię po swojemu, piorę bo w sumie nie ma powodu, żebym jej ciuchów nie wyprała, chociaż wkurza mnie, że nie znosi systematycznie.
            • sorvina Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 24.01.14, 10:44
              blekitnalaguna123 napisała:

              > On uważa, że skoro daje nie małe alimenty córka powinna mieć, kupione i zrobion
              > e co chce. To znaczy nie interesuje go nic jak ja sobie układam życie z córką,
              > czego wymagam, jak egzekwuje póki ona się nie skarży. Młoda nie skarży na wszys
              > tko chyba, bo nie mam telefonów o wszystko, ale niektóre rzeczy dla niego są ni
              > e do przyjęcia i mam nie robić problemów, nie wymyślać, bo ona ma się uczyć i w
              > domu mieć spokój. On nie chce słuchać nawet żadnych wyjaśnień co i jak, po pro
              > stu dziecko ma mu się nie skarżyć, bo on nie ma czasu na takie problemy. Nie pr
              > zejmuje się jego telefonami, zresztą nie ma ich tak wiele zwłaszcza ostatnio, n
              > ie robię sobie z tego nic, bo nie mam sobie nic do zarzucenia. Robię po swojemu
              > , piorę bo w sumie nie ma powodu, żebym jej ciuchów nie wyprała, chociaż wkurza
              > mnie, że nie znosi systematycznie.

              Pytanie na ile się nie przejmujesz opinią ex'a, bo momentami jednak piszesz, jakbyś ulegała, albo traciła pewność w konsekwentnym stawianiu granic. On płaci, ale ty wychowujesz i masz prawo robić to po swojemu i z nim nie dyskutować, skoro on umywa ręce od tego tematu.

              Co do prania to odnoszę wrażenie, że sama do końca ze sobą nie ustaliłaś czego chcesz, czego oczekujesz od córki - ty nie stosujesz się do ustalonych zasad, ona również. Bo raz mała ma sobie prać a ty pierzesz bo ex się oburzył, teraz w sumie nie przeszkadza Ci pranie, byleby ona znosiła ubrania regularnie. Jak ty sama nie ustalisz jednolitej polityki i nie będziesz pewna swojego, to jak możesz osiągnąć cokolwiek z nastolatką, która zrobi po swojemu jak tylko wyczuje, że może?

              A co do tego, że kiedyś była takim miłym i dobrym dzieckiem i rozwód na nią "nie wpływał". Kiedyś nie była nastolatką. Wcześniej to nie był czas myślenia samodzielnego, kwestionowania autorytetu rodziców i szukania własnej drogi. A jednocześnie w okresie dojrzewania wszelkie braki rozwojowe - to wszystko co nie wykrystalizowało się lub zostało naruszone rozwojem, odbija się czkawką, utrudniając przejście przez ten, sam w sobie trudny i dla dziecka i dla rodziców okres.
              Ja też przez dłuuugi czas byłam miłym, grzecznym dzieckiem, tylko trochę smutnym w środku. Dla rodziców to był ideał - taką córeczkę mieć chcieli. W okresie dojrzewania smutek zmienił się w złość i nagle "córeczka im się zepsuła". A zmieniło się tylko to, że to co wcześniej było wygaszone - doszło do głosu, miałam już na tyle świadomości by rozumieć, że pewne rzeczy nie są zdrowe, nie są dobre. Naruszanie mojej prywatności przeszkadzało mi bardziej niż wcześniej, a oni nie zmienili podejścia luzując je z wiekiem.

              Współczuję Ci, że to na tobie córka wyżywa się na odrzucenie ze strony ojca. Ty chociaż ją słuchasz, on chce mieć tylko spokój. Pytanie czy ona rozumie co robi, bo może racjonalizować złość uznając, że to przez to, że się czepiasz - więc ona ma prawo.

              Może trochę ci rozjaśni jakaś lektura na temat okresów rozwojowych dziecka i lekcji jakie dziecko przerabia, jego ograniczeń psychicznych/biologicznych itp. Choć najbardziej przydałoby się to kilka lat temu.

              Teksty o wspólnym domu i odpowiedzialności za niego. Jesteś pewna, że córka czuje, że to jest JEJ dom? Bo nastolatek i bez rodziny patchworkowej po tym jak rodzice rzucą kilka razy, że to jest ich dom i on się ma dostosować, nawet własny pokój (a jak pisałam wcześniej olałaś sprawę po próbach narzucania sprzątania, a nie oficjalnie uszanowałaś prywatność i odrębność córki), a nie traktować go jak hotel, nie czują więzi i chęci dbania. Ja też nie czułam, za często dawano mi do zrozumienia, że nic nie jest moje, że jestem na łasce innych. A tutaj jeszcze jest kwestia ojczyma i brata - brat ok, ale ojczym to obcy facet rządzący się w domu. Okres dojrzewania to poszukiwania swojej tożsamości, czasem dramatyczny. Jeśli ona czuje, że tak naprawdę nigdzie nie należy - ojciec jej nie chce, dla mamy jest "do naprawy" to nic dziwnego, że jest w niej tyle emocji.

              Jak dla mnie nie ma jednej rzeczy, która może naprawić sytuację. Dla autorki przydało by się trochę wiedzy i zrozumienia teoretycznego odnośnie tego co może czuć/przeżywać/przerabiać córka w okresie dojrzewania i takiej sytuacji rodzinnej. Bo ona raczej nie jest na tyle świadoma by wszystko nazwać po imieniu.
              Z drugiej strony autorce przyda się po pierwsze ustalenie czego naprawdę chce - od prania do innych rzeczy i nauka konsekwencji w przestrzeganiu tych zasad. Być może bez pracy nad poczuciem własnej wartości i szacunkiem do siebie, to się nie uda.
              Jednak z założeniem, że już nic nie zadziała, córka i tak się nie posłucha, to może lepiej wysłać ją do internatu, bo skoro stawiasz na niej krzyżyk i traktujesz jako beznadziejny przypadek, to ona to wyczuje i będzie z bólu się odgrywać.
              Masz prawo być zmęczona. Pytanie czy naprawdę konsekwentnie próbowałaś różnych metod komunikacji/stawiania granic, czy wiele razy próbowałaś te same nieskuteczne działania.
              W "jak mówić by dzieci słuchały..." są takie przykłady, gdy rodzic postawił krzyżyk i uznał, że z dzieckiem nie da się "normalnie" rozmawiać, ale gdy zmienił sposób komunikacji to reakcja była inna. Choć trzeba się liczyć że gdy narosły emocje, to zmiana sposobu komunikacji może zadziałać z opóźnieniem.
              • blekitnalaguna123 Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 24.01.14, 19:47
                Jeszcze raz o praniu. Nigdy nie wymagałam, by córka w swoich obowiązkach stałych miała pranie swoich rzeczy, bo zawsze pranie było wspólne. Jednak kiedyś córka była nauczona wyrzucać rzeczy na bieżąco do łazienki, a ja mogłam bez obaw czasami przypomnieć przed wstawieniem prania, żeby przyniosła brudy. Ja ściągałam pościel i firany. Jednak odkąd ona ma fazy na zapominanie o brudach i warczy na jakąkolwiek uwagę do niej zwróconą, nie wtrącam się. Wie, że powinna znosić rzeczy w normalnym trybie, bo ułatwia to planowanie i pranie, jednak często tego nie robi. Kiedy przyniesie kupę swoich rzeczy z dwóch tygodni, mówię że w takim razie skoro zapomniała, powinna sama wyprać. Ona odpowiada swoimi stałymi odzywkami. I piorę normalnie wszystko. Gdyby przynosiła na bieżąco, nie miałabym uwag. Nie uważam, że każdy w rodzinie powinien sam sobie prać.
                A dom? Cóż, w swoim pokoju decyduje o wszystkim i zawsze decydowała w ramach zdrowego rozsądku. Ma prawo decydować wspólnie z nami o niektórych rzeczach, ale jeśli twierdzi, że łazienki czy toalety nie trzeba sprzątać częściej niż raz w miesiącu, mam się godzić?
        • igge Re: P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodz 25.01.14, 00:21
          to jest jakieś chore, mojemu synowi i córce też brud i bałągan nie przeszkadza ale sprzątają bo ojcu przeszkadza i on się źle w bałaganie czuje, poza tym tłumaczę im, że zarazki, mikroby, choroby, wstyd przed gośćmi, milej i przyjemniej żyć w ładzie i porządku, rzeczy się nie gubią i nie niszczą i jakoś po moich zachętach i naleganiach i prośbach o zrobienie czegoś zaraz i teraz albo jak mnie nie ma w domu, oni negocjują jeszcze pół godziny odwlekania wykonania obowiązku domowego ale w końcu robią co trzeba, czasem dzieląc naczynia np na pół i rozdzielając między siebie obowiązki i prosząc czasem o pomoc małą.
          Do mnie nie przemawiałby argument o braku czasu bo obowiązki domowe są ważne, bywały ważniejsze niż lekcje choć teraz pozwalam odłożyć sprzątanie etc na potem, na po lekcjach ale nie robię tego nigdy za nich. To zupełnie bez sensu, że ona sprząta tylko po sobie, przecież dom to wspolna sprawa i robi się np obiad czy pranie dla dzieci a one robią to co są w stanie zrobić same lub z pomocą. Na wyjścia ma czas a na ważne dla Ciebie sprawy nie?
          Straszna z niej egoistka, sorry. Nie wiem jak zabroniłabym nieuzgodnionych ze mną wyjść/powrotów poźnych (może zmiana zamków? zero kasy na cokolwiek np na urodzinowe prezenty dla przyjaciół). Szokuje mnie, że potrafi wyjść oknem i że nic po dobroci nie można z nią wynegocjować i przemówić jej do rozumu ale Ty, choć nie masz już do niej siły, nie powinnaś jej ulegać. My rozmawiamy ażdo osiągnięcia jakiegoś kompromisu albo ktoś robi "dar" z jakiejś działalności swojej sprzątnięcia skarpetek czy wyjścia z matką na wystawę Yeatsa a druga strona jest wdzięczna i odwzajemnia się kiedyś tym samym czyli coś tam robi nie ze względu na siebie i swoje potrzeby tylko ze względu na potzreby innych (np psy potrzebują się wysikać, ja potrzebuję posłuchać muzyki klasycznej we wspólnym pokoju na głos, co przeszkadza innym etc Ty za łątwo i za często odpuszczasz chyba, choć już sama nie wiem, może ta Twoja córka wyjątkowo burzliwie dorasta :(
    • boski_adonis Re:Blekitnalaguno - mam inne widzenie swiata 23.01.14, 20:45
      Tradycja obwiniania matek o wszelkie zło tego swiata jest stara jak sam swiat a na tym forum ma się szczególnie dobrze.
      Pewnie dlatego,ze kobieta zawsze kobiecie dokopie jak tylko bedzie mogła. Repertuar "kopów" tez stary jak swiat, a to ze brzydka a to ze zła matka, a to ze jak ładna to głupia no i wiadomo karierę zrobiła przez łózko.
      Dlaczego własciwie tej matce insynuujecie nadmierna ciekawośc, wscibstwo, nieudolnosc , stwarzanie złej atmosfery w domu? Byłyscie u nich, znacie tę matkę? Co złego zrobiła?
      Jaki jest wzorzec idealnej matki do ktorego ta matka nie pasuje? Jaki wzorzec matki jest odpowiedni dla tej nastolatki ?
      Mamy tutaj matke , ktora samotnie wychowuje dziecko co samo w sobie jest trudnym zadaniem . Ta matka widzi problemy, nie zamiata ich pod dywan tylko próbuje cos zrobić. Szuka pomocy terapeuty i to nie jakiegokolwiek ,ale takiego , z ktorym córka nawiąze nic porozumienia i zechce pracować. Do tego matka lęka się czy sa postępy w terapii , martwi sie jaka jest diagnoza i w czym tkwią problemy. Czy to wscibstwo czy moze chęc zrozumienia w czym tkwia problemy dziecka?
      Na ojca nie mozna liczyć i fajnie, mamy go z głowy a matka to zła kobieta jest.

      Wiele kobiet po rozwodzie i przy kompletnej obojetnosci byłych męzów zmaga sie z problemami wychowawczymi . Mało kto im pomaga, wszak to dziecko z rozbitej rodziny , wiadomo jakby rodzina była pełna porządna, to mozna by jej było pomagać . A tak ? No rodzice sami sobie winni , bo jakby sie nie rozwiedli, to nie mieli by problemów z dziecmi .
      Tyle tylko,ze jest wiele rodzin rekonstruowanych i niepelnych , wiele jest dzieci zaburzonych w pełnych rodzinach z dobra atmosferą, bo akurat u tych dzieci dojrzewanie przebiega burzliwie. 'Ta nastolatka jest prawie dorosła , ale wciąz pod opieką rodzica. Picie alkoholu i palenie papierosów jak rózniez wychodzenie z domu bez słowa sa oznaka choroby czy demoralizacji? Dzisiaj matka tego nie wie i chciałaby wiedziec.

      Uwazam,ze matka ma prawo uzyskac informację na temat diagnozy i informacji o postepach terapii.Ma prawo prosic o przedstawienie takiej diagnozy w formie pisemnej.
      Myslę,ze matka powinna takze znac cele terapii, o postepach terapii matka powinna być informowana , takze o ich braku.Nie oznacza to ujawniania tajemnic dziecka.
      Mamy tutaj doczynienia z sytuacją szczególna - terapia jest prowadzona w gabinecie prywatnym i opłacana przez rodzica. Jej celem nie jest "pogadanie z miła pania, ktora rozumie nastolatke lepiej niz matka" , ale ma spełniać wymogi stawiane takiemu "leczeniu"
      Terapia nie zawsze przynosi oczekiwane skutki, ale po jakims czasie terapeuta jest w stanie ocenic czy tak jest . Jesli nie jest w stanie pomóc - powinien ten temat poruszyć z rodzicem. Jesli sa postepy w terapii , powinien terapeuta dowiedzieć sie czy to sie przekłada na relacje w domu. Z matka trzeba rozmawiac, redukowanie matki do kasjera wypłacajacego kase uwazam za nieprofesjonalne.

      Nie chce krytykowac terapeutów ktorzy naprawde pomagaja ludziom , w kazdym zawodzie sa ludzie rózni . Między ochroną tajemnic a brakiem informowania rodzica o postepach terapii jest zasadnicza róznica.
      Ostatnio była mozliwośc sledzenia sprawy Bajkowskich . Warto zwrócic uwage na opinie jakie w srodowisku psychologów pojawiły sie na temat psychologów zajmujacych sie sprawą Bajkowskich .
      "Ważnym czynnikiem jest niekompetencja psychologów – diagnostów w RODKach oraz psychologów niemających dostatecznych kompetencji, ale prowadzących terapię. Powyższa sytuacja boleśnie udowadnia jak bardzo niebezpieczny jest ten brak kompetencji. Młodzi terapeuci Bajkowskich, moralnie odpowiedzialni za dramat tej rodziny, są w szkoleniu na certyfikat psychoterapeuty, lub mają certyfikat Sekcji Naukowej Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, jedno ma tytuł psychologa klinicznego. Superwizorem tych młodych ludzi ) jest superwizor także z Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

      Realcje matki i córki wkrótce bardzo się zmienią. Corka będzie dorosła bedzie mogła pic, palic, wychowdzi bez tłumaczenia się , nie uczyc sie i wszystko inne , co jej sie marzy.
      Tyle tylko,ze bedzie to robić na własny koszt i nie koniecznie w domu rodziców.
      Czy córka , ktora tak dalece nie dogaduje sie z matką nie mogłaby rozwazyć mieszkania z ojcem? Nie piszę tego złosliwie ani tez zeby dziecko i problem wyrzucic z domu.
      Gdzie jest powiedziane,ze 18 letnie dziecko nie moze mieszkac z ojcem.
      Jesli dziecko nie widzi mozliwosci dogadania sie z zadnym z rodziców a sa pieniądze to moze dobrą drogą będzie zamieszkanie w mieszkaniu studenckim lub wspolnym z innymi młodymi osobami? To częsty wariant i wielokrotnie prostuje relacje rodzinne z dorosłymi dziećmi?






      • sebalda Re:Blekitnalaguno - mam inne widzenie swiata 24.01.14, 10:36
        Nie wierzę, że z grzecznego i normalnego dziecka robi się nagle i bez powodu potwór. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Jakiś zły ją odmienił?
        Padły tutaj informacje o karach, zakazach, barykadowaniu i tym podobne. Wiem, część matek zaleca żelazną dyscyplinę, system kar i nagród, ale dom to nie wojsko, tak uważam. Wiele problemów z dziećmi ma początek we wczesnym dzieciństwie, gdy rodzice właśnie takim systemem kar wychowują dzieci, a raczej je tresują.
        Autorka pisze, że wcześniej nie widziała u córki, by cierpiała z powodu problemów z ojcem. To, że matka nie widzi, nie oznacza, że tego nie ma. Ja miałam z dziećmi bardzo dobry kontakt, nie miałam żadnych problemów wychowawczych, a dopiero po wielu latach córka przyznała, że słyszała nasze nocne kłótnie i bardzo ciężko to znosiła. Dlaczego mi o tym nie powiedziała? Ani ona tego nie umie wytłumaczyć, ani ja nie rozumiem dotąd. Nie powinnyśmy zatem mówić, że przecież wszystko było ok.
        Ja rozumiem, że dziewczyna sprawia bardzo poważne problemy wychowawcze i trudno wtedy myśleć o niej dobrze, ale tutaj jest taka długa litania pretensji i nic więcej. Starania o dobre stosunki, ale takie jakby na siłę, żeby nie być posądzoną o to, że jest się złą matką. A to nie wystarczy.
        Terapeutka nie chce włączać matki i musi mieć do tego jakiś powód. Jeśli córka chodzi do niej chętnie, już to samo dobrze świadczy zarówno o córce, jak i o terapeutce i samej terapii. Tak uważam.
        • sorvina Re:Blekitnalaguno - mam inne widzenie swiata 24.01.14, 11:25
          Ja staram się zrozumieć zmęczenie autorki sytuacją, jednak zdumiewa mnie to, że deklarując takie zaangażowanie w "naprawę relacji", nie pisze o dziewczynie nic pozytywnego.
          Kurcze, ja zerwałam kontakt z toksycznymi rodzicami i babcią, ale potrafię wymienić wiele pozytywnych cech jakie mają, docenić to, że w jakimś kawałku życia sobie fajnie radzą.
          Tutaj córka została sprowadzona do swojego zachowania. Jest zła, nie taka jak trzeba, bo jej zachowanie nie podoba się matce. Wszystko w niej jest nie takie. Córka nie radzi sobie z ojcem - ok dostanie psychologa, ale ma sobie radzić i być normalna , tylko taka będzie akceptowana.

          Ciekawe czy w systemie rodzinnym nie wyszłoby, że córka jest takim kozłem ofiarny, złożonym przez rodzinę, by reszta na jej tle wypadła lepiej. Ona musi być taka zła, by reszta była dobra. Ona musi nosić w sobie złość, by reszta mogła być skrzywdzoną dobrocią. Tak jest najwygodniej dla większości, gdy koszt obecnego systemu skupi się na jednej osobie. Wtedy tak naprawdę próbowanie naprawienia relacji jest na pokaz.

          Autorka opisuje dzisiejsze - skrajne nastolatki, a co zaostrzyło jej zachowania, skoro wcześniej mama była sielsko dobra, ucząca odpowiedzialności, mówiąca o wartościach, szanująca prywatność.... Problem w tym, że autorka deklaruje pewne rzeczy jak szacunek do prywatności i prawa o decydowaniu o sobie dziewczyny (na przykładzie sprzątania w jej pokoju), ale po zachowaniu jakie opisuje, tego nie robi. Chce przestrzegania zasad, a sama jest w nich chwiejna. Nie da się wymagać od dziecka postawy i wartości, których samemu się nie realizuje.
          • boski_adonis Re:Sorvina 24.01.14, 17:13
            Czy ktos , kto bedąc dorosłym nie umie ulożyc sobie relacji z rodziną i pisze na forum :
            ja zerwałam kontakt z toksycznymi rodzicami i babcią
            powinien komukolwiek doradzać na forum "Zycie rodzinne"?

            Rozumiem,ze mozna sobie nie ułozyc relacji z matką lub z ojcem lub z babcią , albo z matką i ojcem, ale nie ułozyć sobie relacji z matką, ojcem i babcią jednoczesnie to jest sztuka.
            Naprawde duza , zwłaszcza,jak sie jest osobą dojrzałą a nie nastolatką.
            Oczywiscie,ze:
            Nie da się wymagać od dziecka postawy i wartości, których samemu się nie realizuje.
            Zgadza się , nie wiem tylko jakiej postawy wobec dziadków i prababci mozesz wymagac od swoich dzieci ?
            • sorvina Re:Sorvina 24.01.14, 19:16
              Nie chce mi się kolejny raz udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Jeśli boskiego_adonisa interesują fakty, to zapraszam do przewertowania moich postów, w których nie raz odpowiadałam czemu czasem zerwanie kontaktów to najlepsze wyjście i że niekiedy poziom przemocy i zaburzeń jest zbyt duży by zbudować płaszczyznę porozumienia, która jeśli nie pozytywna, to jest chociaż neutralna - nie odbywa się niczyim kosztem.

              Za to mam fajnie relacje z teściową, a podobno to też sztuka. Więc może jestem sztukmistrzem ;P

              Odpiszę też kawałek Paris, choć pytanie było nie do mnie.

              >Wszystko jest w ruchu, dziś kogoś "skreślasz", jutro nabywasz nowych umiejętności i wiedzy i widzisz, że się myliłeś zrywajac z kims kontakt.

              Muszę powiedzieć, że zastanawiałam się tysiące razy, czy nie będzie tak, że któregoś dnia przekonam się, że jestem w stanie zbudować relacje z mamą i tatą na poziomie chociażby rozmowy o dupie maryni, że ich zagrywki i ataki nie będą mnie męczyć. W takich chwilach pojawia się dobrze znane poczucie winy, że gdybym się wcześniej "wystarczająco postarała" to nie trzeba by było zerwać kontaktu. Tylko, że nawet jeśli to nastąpi, to oznaczać będzie, że to efekt drogi jaką przeszłam. A nie mogłam przejść tej drogi tkwiąc po uszy w piekiełku rodzinnym.
              A na razie krótkie spotkania w sytuacjach ogólno rodzinnych pokazują mi, że ci ludzie są jak płyta zacięta na odtwarzaniu utworu z przemocą, wyparciem i manipulacją. Szkoda, ale ich prawo by żyli po swojemu. Moje prawo nie chcieć być tak traktowaną.