związek z osobą niepełnosprawną

14.03.14, 20:05
Proszę wypowiedzcie się w takiej kwestii do której na razie brakuje mi dystansu i obiektywnego spojrzenia. Od 2 lat spotykam się z osobą która jest niepełnosprawna. M. jest wspaniałym człowiekiem wartościowym pełnym optymizmu i pogody ducha. Niestety nie został zaakceptowany przez mojego 13 syna który oprócz tego że nie akceptuje go jako mojego przyszłego męża to jeszcze nie do udźwignięcia jest dla niego widoczna niepełnosprawność M. co powiedzą koledzy itp. Każde nasze spotkanie to długie negocjacje okupione wrzaskami mojego syna i często płaczem. Moja matka która z nami mieszka jest bardzo toksyczną osobą ale tego wątku na razie nie będę rozwijać wchodzi wtedy z moim dzieckiem w koalicję i wypowiada wiele toksycznych poglądów na temat M. jest oceniająca ingerująca i zupełnie bezrefleksyjna. Zmęczona jestem tym ciągłym udowadnianiem kto decyduje, że mam prawo do własnych wyborów że ten wybór nie krzywdzi żadnej ze stron a jest dla mnie źródłem wsparcia i miłości. Podkreślam ciągle że dziecko jest dzieckiem i jego rola w moim życiu jest inna ale żadnego przełomu. nie mam sił na dalszą próbę sił z moim dzieckiem a czas też nie będzie tu dobrym doradcą znamy się już długo muszę podjąć wreszcie jakąś konstruktywną decyzję bo dłużej tak się nie da...
    • cisow.i.anka Re: związek z osobą niepełnosprawną 14.03.14, 20:07
      dziecko ma 13 lat a nie mam 13 dzieci hehe miało być poważnie
      • marsylvik Re: związek z osobą niepełnosprawną 14.03.14, 21:30
        Hahaha, a już miałam pytać zdanie pozostałych 12 dzieci :D

        A teraz serio.
        13-16 lat to straszny pod tym względem wiek. Rzekłabym, że zachowanie syna jest tu normą, też przez to przechodziliśmy. Da się przeżyć, zmienić nastawienie dziecka, właściwie samo się zmieni jak się sytuacja i pozycje w rodzinie ustalą. Ale alarmuje mnie wzmianka o matce, może mocno podkręcać atmosferę.
        Mieszkacie razem? Rozmawiacie? Co ona o tym myśli, dlaczego? Jakie argumenty wysuwa?
        • cisow.i.anka Re: związek z osobą niepełnosprawną 14.03.14, 21:51
          Matka jest zdania że dziecko jest bardzo nieszczęśliwe z tego faktu że się spotykamy i reaguje jak barometr na protesty syna. Podkręca skutecznie atmosferę bez żadnych racjonalnych argumentów i tu cyt. jak Marcin jeszcze raz przyjedzie to wsadzi go do taksówki da taksówkarzowi 500 zł i wyśle go do domu. Jak rzecz w ramach pomocy słabszym ale to już mój komentarz. Jest bardzo "religijna" i ma jasny system wartości sztywna i przekonana o swojej omnipotencji oraz możliwości kontrolowania życia innych. To taka pozostałość po związku z alkoholikiem z elementami przemocy. Jeśli ktoś stawia jej granice jest w stanie posunąć się daleko w ramach zemsty na mnie chociaż chyba sama nie była tego świadoma złożyła doniesienie na policję a raczej moja siostra w jej imieniu że mój syn znęca się nad nią cykl sprawca ofiara musiał być zachowany nawet po latach. Zabrakło ogniwa zbudowała sobie go sama. Kosztowało mnie to dużo sprawy w sądzie o zagrożenie demoralizacją, podważenie mojego autorytetu w pracy pokrewna branża itd. ale przeszliśmy przez to. Sąd orzekł że nie ma zagrożenia demoralizacją a ja stosuję właściwe metody wychowawcze. Na dzisiaj moje stosunki z matką są bardzo formalne i powierzchowne nie jest to rodzaj kary za jej postępowanie ale forma chronienia siebie i dziecka. Rozpisałam się.
          • marsylvik Re: związek z osobą niepełnosprawną 14.03.14, 22:12
            Czyli jej argument i motywacja, to dobro wnuczka pojmowane jako podporządkowanie się jego woli? Sądzisz, że nie rozgrywa przy tym, wyręczając się Młodym, jakichś swoich własnych potrzeb typu chronienie córki? Pytam, bo Ty najlepiej jesteś w stanie to ocenić.

            Jeśli tak, to sprawa nie wydaje się beznadziejna. Przydałoby się jakoś przekonać mamę do tego, że wola dziecka niekoniecznie oznacza jego potrzeby albo jego dobro. A bunt i sprzeciw to niekoniecznie dno nieszczęśliwości. Uprościłoby to sytuację. Nie wiem, jakie mogą być sposoby, nie znam jej, ale po tym co napisałaś pierwsze co przychodzi mi na myśl to naradzenie się z duchownym. Nie wiem, na ile to dla Ciebie wykonalne...

            Pytanie, dlaczego utrzymujesz z kimś, kogo uważasz za toksycznego, na tyle bliskie kontakty, że ma jeszcze (po tym wszystkim!) wpływ na Twojego syna? Czy to nie jest sedno sprawy, a brak akceptacji Twoich wyborów życiowych przez syna to nie jest jedynie mało znaczący objaw poważniejszego problemu? Jesteś od matki zależna? Albo ona od Ciebie?
            • cisow.i.anka Re: związek z osobą niepełnosprawną 14.03.14, 22:53
              Marsylvik trochę mi rozjaśniłaś. I z tym duchownym to też jest rozwiązanie. Psycholog również. Pewnie ktoś inny powie psychoterapia. Moje dziecko wbrew temu jak wyraża emocje ma jasny ogląd sytuacji potrafi wyłapać próby manipulacji szantażu ze strony babci. Potrafi nazywać swoje uczucia i jest w kontakcie z nimi. Nie chcę go pozbawiać relacji z babcią mój syn nie akceptuje wyprowadzenia się z mieszkania mieszkanie jest moje chociaż nie ma to znaczenia. Tutaj ma kolegów i taka wyprowadzka w mojej ocenie jeszcze zaburzyłaby jego poczucie bezpieczeństwa chociaż ja o niczym innym nie marzę. Na ten moment wyjścia nie widzę.
              • noname2002 Re: związek z osobą niepełnosprawną 15.03.14, 14:34
                Chyba najlepszym wyjściem byłoby zamieszkanie bez babci, jak babcia będzie tak mieszać to syn nigdy się nie pogodzi z tym, że jesteś z kimś związana. Skoro to Twoje mieszkanie, to czemu w nim mieszka Twoja mama? nie da się nic zrobić żeby zamieszkałą osobno?
          • wirujacyplateksniegu Re: związek z osobą niepełnosprawną 04.01.15, 11:28
            bardzo mi jest bliskie to co opisujesz, z tym że - ja już dawno ze swoim (obecnym) mężem mieszkam. Moja matka ma cechy "destrukcyjne" dla mojego związku, którego i tak nie byłam w 100% pewna. Ojciec zmarł jak już znałam obecnego męża - a wcześniej wyraził swoją pełną przerażenia opinię na temat jego wyglądu i zdyskwalifikował go jako mojego partnera. A fakt że mąż był wtedy jedyną osoba która dawała mi wsparcie i uczestniczyła w pewien sposób w tym co przeżywam (pomijając wsparcie bardziej "specjalistyczne" ;) - niestety....). Mój syn był wtedy na tyle mały, że nie miał "prawa głosu" i mąż stał się jego tatą "od ręki". Z perspektywy czasu żałuję tylko, że nie wystarczyło mi trwanie w tej (dobrej skąd innąd) relacji, a wzamian, pewnie ze strachu przed rozdzieleniem nas zapadła szybko decyzja o ślubie - może za szybko, bo wcześniej warto wyrwać się z "toksyn" rodzinnych i być samowystarczalnym. Nie byłam, w pewnym sensie "wyrwałam się" z domu. Nie żałuję, choć dalej czuję że moja matka może mieć decydujący wpływ - o ile zdarzy mi się chwila słabości. Obok tego wszystkiego jest oczywiscie jej "wielka religijność", wszyscy znają ją w środowisku lokalnym (osiedle i jej kościelne środowisko) jako osobę pomocną, rozmowną i inteligentną, mającą "trudną rodzinę" (sama ją stworzyła) w środowisku zamkniętym - czyli tej rodzinie właśnie, jest jednak bardzo "toksyczna" skostniała w poglądach, narzucająca swoje zdanie i nie patrząca na realne dobro swoich "domowników..." (choć ja już jestem byłym)

            Sytuacja strasznie trudna, mi jednak wydaje się, że równowagę w takich przypadkach trzeba osiągać na własną rękę, jak najdalej od osób które łamały naszą wolę przez całe życie...
    • koronka2012 Re: związek z osobą niepełnosprawną 14.03.14, 20:24
      Dziecko jest w wieku, w którym będzie negować każdego faceta u twojego boku. Bo każdy stanowi zagrożenie jego pozycji w stadzie. Niepełnosprawnemu łatwiej "obrobić tyłek", ale tak naprawdę - decydujesz ty i dobrze, żebyś o tym pamiętała.

      Nie bardzo rozumiem tekst "każde nasze spotkanie to długie negocjacje okupione wrzaskami mojego syna" - tzn. jak? nie pozwala ci wyjść, bo nie pojmuję?
      • cisow.i.anka Re: związek z osobą niepełnosprawną 14.03.14, 21:34
        Marcin jest osobą niewidomą i nasze spotkania to tylko weekendy lub jakieś inne dni wolne stąd te wrzaski bezpośrednio przed przyjazdem :) chociaż w trakcie również
        • panizalewska Re: związek z osobą niepełnosprawną 14.03.14, 21:59
          O matko i córko, a ja myślałam, że ta widoczna niepełnosprawność to brak co najmniej dwóch kończyn, czy coś takiego.
          Twoja mama oczywiście nie ma prawa się wtrącać do Twoich wyborów. Niestety, jak wiele matek - to robi. Trzymanie sztamy z Twoim synem w tym momencie, a pewnie bez spokojnej i rzeczowej dyskusji - z Tobą - jest najgorszym posunięciem z możliwych. Ale to pewnie już wiesz.
          Młody może być w wieku, kiedy nic do niego nie dotrze. Jest facetem w domu (małym, ale jednak), nie dość, że nie ma ojca, to jeszcze mama mu wtrynia takiego gościa "nie bardzo 100% faceta", z widokami na mówienie doń "tato". No lipa.
          Problemów masz kilka i to sporych. Nie dziwię się, że jesteś zmęczona atakami z obu stron. Jeżeli nie masz możliwości wyprowadzki na razie - polecałabym jednak spotkania z psychologiem, w celu ustalenia strategii rozmów / ignorowania tekstów i zachowań młodego i mamy, stawiania im granic, że nie mogą Ci tak pyskować krótko mówiąc. U młodego to kwestia wiekowa i hormony - wiadomo. To Ty jesteś bardziej dorosła i jeszcze masz prawo go wychowywać, chociaż pewnie młody się nie daje ;) Ale ustawić matkę jakoś trzeba. Albo wytłumaczyć jakoś młodemu, że sztama z babcią nie jest zdrowa z takich, a nie innych względów, żeby nie czuł się tak komfortowo z tym, że babcia go popiera.
        • koronka2012 Re: związek z osobą niepełnosprawną 14.03.14, 23:48
          cisow.i.anka napisała:

          > Marcin jest osobą niewidomą i nasze spotkania to tylko weekendy lub jakieś inne
          > dni wolne stąd te wrzaski bezpośrednio przed przyjazdem :) chociaż w trakcie r
          > ównież

          Rozumiem, że facet przyjeżdża do ciebie? młodemu powiedziałabym od pierwszego występu tyle, że nie musi go lubić ani kochać, ale ma się zachowywać przyzwoicie, i zachować swoje fochy na inną okazję. 13-latek wrzeszczy i płacze? chore
          • igge Re: związek z osobą niepełnosprawną 15.03.14, 17:03
            Generalnie zgadzam się z Koronką oprócz tej oceny wrzasków 13latka. Moja 14 latka też potrafi pokrzyczeć i popłakać jak coś bardzo ją zrani i nie uważam tego za chore, raczej za normalne, dojrzewa. jeszcze ma trochę czasu na dojrzałe spokojne reakcje. Taki rozpaczliwy protest uważam za sygnał, że coś jest superważne i w jej/jego mniemaniu krzywdzące.
            nic odkrywczego nie powiem, trzeba z nastolatkiem cierpliwie rozmawiać, oznajmiać mu swoje decyzje (najpierw musisz ją podjąć :) i potem o tym dyskutować co on czuje i dlaczego i w końcu przestanie tak nerwowo reagować na to co postanowiłaś. Sama zastanów się dobrze jak trudne będzie życie z niewidomym partnerem dla Ciebie i dla syna (twoją mamę trzeba jakoś wyeliminować :). Cechy Twojego potencjalnego partnera świadczą na jego korzyść. Znam pary, szczęśliwe dwie pary gdzie facet jest niesprawny (mpd). Dają radę ale lekko nie jest. Jedna para ma 9 letnie dziecko. Pracują. Rozwijają się. Mają wciągające hobby/pasję. Mam koleżankę niewidomą i choć z niej piękna zuch dziewczyna i mądra kobieta widzę, że wymaga jednak sporej i ciągłej pomocy, a jest przecież w sumie bardzo samodzielna, ma pracę, jeździ po całym mieście, w którym orientuje się lepiej ode mnie, skończyła studia, ma wiele zainteresowań i zajęć. Oglądałam dwa dni temu film Jakimowskiego "Imagine. Wyobraź sobie" i jest bardzo pouczający, polecam gorąco. Moja córka, z którą oglądałam ten film wykrzyknęła do mnie w pewnym momencie, że ja nic nie rozumiem (o niepelnosprawności) i że ona też (jak niewidomy bohater filmu) nie chciałaby chodzić z białą laską gdyby była niewidoma. (ja na pewno miałabym swoją białą laskę a nawet dwie). Znaczy się, w przeciwieństwie do mnie, twardzielka (jak główny bohater filmu). Ciężkie tematy i dylematy przed Tobą, musisz wszystko przemyśleć dokładnie naipierw sama i podjąć decyzję, a potem do niej spokojnie przekonac syna (i matkę?).
            Na pewno parze gdzie jest jedna tylko osoba niesprawna żyje sie łatwiej niż parze dwojga niepełnosprawnych ale zastanów się dobrze czy poradzisz sobie i czy twój partner jest osobą na której moższ polegać i się wesprzeć w trudnych chwilach (i czy sama umiesz być wspierająca). No i jak z prozaiczną ewentualną pomocą innych / finansami/ miłością :)
            Pozdr serdecznie
            PS: aha miałam kiedyś sąsiada niewidzącego ale jakoś zawsze widywałam go na ulicy z jego dwójką sprawnych dzieci pod rączkę
            • cisow.i.anka Re: związek z osobą niepełnosprawną 15.03.14, 18:32
              Igge widziałam ten film. Ian nie jest nieomylny on także popełnia błędy i zmaga się ze swoim kalectwem. To prawda to wielki wysiłek dla obydwu stron u nas nawet trzech każdego dnia ale miłość jest tego warta. Dziękuję, że odpowiedziałaś. Zaczełam wdrażać to o czym mi piszecie na gorąco w życie i Młody wyraźnie uspokoił się. Rozmawiamy dużo i czuję że przełom będzie. I tak na marginesie nie spodziewałam się że można otrzymać takie wsparcie od innych w necie. Bardzo Wam dziękuję a ja dalej praca nad integracją Marcina i Młodego.
              • igge Re: związek z osobą niepełnosprawną 15.03.14, 20:02
                tak, masz racje Ian nie jest nieomylny i zmaga się. To bardzo wielowymiarowy film, otwiera przestrzeń do wielu interpretacji. Strasznie podobał mi się kiedyś tego samego reżysera "Zmruż oczy" i "Sztuczki".
                Jeśli chodzi o filmy poruszające temat niepełnosprawności to, choć chodzę na nie niejako "z automatu" z córką, niewiele jest naprawdę dobrych i nie urażających wrażliwych uczuć mojej nastolatki. Jej ocena filmu jest dla mnie rozstrzygająca choć mam swoje sądy i preferencje.
                Po "Chce się żyć" wyszłyśmy z kina z mieszanymi uczuciami, aktorsko rewelacja ale nie obyło się bez wielu uproszczeń i stereotypów, opresja społeczna wpisana jest w obrazy zdawałoby się wybitne. Nie zachwycił nas ten film. Natomiast "Imagine" i "Niedotykalni" i owszem.
                Coraz więcej tego typu obrazów i może wreszcie niepełnosprawni przestaną kojarzyc się z nieszczęściem i trudnym piekielnie, pełnym łez i cierpienia życiem. Zaczną być postrzegani "normalnie", no może z nieco większym szacunkiem niż "zwykli" ludzie.
                Nie oglądałam filmu o Meli ale słyszałam, że jest czułostkowy i powiela dyskryminacyjne stereotypy, muszę go kiedyś obejrzeć.
                Jeśli kochasz faceta i jesteś kochana to ..już chyba podjęłaś decyzję :)
                Serdeczności.

                • paris-texas-warsaw Re: związek z osobą niepełnosprawną 15.03.14, 22:13
                  Trochę mnie zszokował opis matki, której dziecko miało sprawę sądową o demoralizację, która została wszczęta "pod auspicjami" babci. I dalej sobie ta babcia mieszka z rodzinką:))) Wg mnie zajmij się najpierw stworzeniem normalnego domu, gdzie syn będzie miał zapewnione minimum normalności i nie był zagrożony nienormalnymi zachowaniami babci.
                  Wg mnie rozpaczający, wydzierający się 13-latek nie jest normą (znałam wielu, jak byłam nastolatką, a teraz kilku zachowania i losy śledzę z bliska - raczej to zrównoważone chłopaki - może kwestia, że nie mają powodu do żadnych jazd).
                  Dla mnie miłość miłością, ale jak się ma dziecko, to stwarzać można nową rodzinę, jak przyszły ojczym/macocha są w bardzo dobrych relacjach z dzieckiem. Chyba, że dziecko jest już na tyle dorosłe, że może żyć już oddzielnie, nawet jeśli miałoby być jeszcze finansowane przez rodziców.
                  Myślę, że wszyscy się skupili na tym, że Twój facet jest niepełnosprawny, ale to wg mnie jest w tym wszystkim mało istotne. Zaraz się pojawiają jakieś wzniosłe słowa, jak Igge o większym szacunku dla niepełnosprawnych etc. Ta niepełnosprawność to jest obciążenie faceta, nie Twojego syna. Jego obciążeniem jest ewentualnie wspólne mieszkania z człowiekiem, którego nie trawi. Po babci, która z pomocą Twojej siostry na niego doniosła na policję, to może jest to i rajska przyszłość. Ale tak obiektywnie, to wyrazy wspólczucia dla syna. Zwłaszca w kontekście Twoich słów, że "pora podjąć decyzję". ???
                  • paris-texas-warsaw Re: związek z osobą niepełnosprawną 15.03.14, 22:53
                    "Na dzisiaj moje stosunki z matką są bardzo formalne i powierzchowne nie jest to rodzaj kary za jej postępowanie ale forma chronienia siebie i dziecka." - to się "nabroniłaś" dziecka, zwłaszca mieszkając z nią.

                    Twoje wypowiedzi, w tym ta, że zaczęłaś wdrażać "rady" dzis i już jest poprawa, wg mnie świadczą, że nie do konca masz jasny ogląd sytuacji, używając eufemizmu.
                    Nie wiem, czy na myśli nie miałaś "rady" Pani ZAlewskiej, żeby dziecko poinformować, że sztama z babcią jest zła.

                    Jakiś koszmar opisujesz, w sposób koszmarny i budzący strach, w jaką sytuację jest zanurzony Twój syn.
      • vilez Re: związek z osobą niepełnosprawną 04.01.15, 11:55
        Nieprawda, ze dziecko w tym wieku będfzie negowac każdego faceta. Żadnego nie będzie negować, jeśli mu sie na to nei pozwolil (no i jeśli nei ma pwoodu, oczywiście, czyli gdy facet jest ok w stosunku do niego i mamy).
        Mam dwóch synów, którym sprezentowałam ojczyma, i ŻADEN NIGDY nie wyraził jakiejkolwiek dezaprobaty wobec niego. A kazdy z moich synów [pzrechodził w pewnym czasie w tej relacji przez okres nastolęctwa.
        jesli matka ma to poukładane, jest pewna swojej decyzji, to i dziecko będzie ustawione odpowiednio. Tutaj matka pozwala na ingerencję i ze strony własnej matki i własnego syna, i pozwala babci wpływać na wnuka.
        Tutaj problem ma głónie matka. Ze sobą, swoimi nieuporządkowanymi relacjami z własną matką i synem, nieuporządkowanymi priorytetami.

        Rozumiem, że nie ma mozliwości mieszkania osobno, znaczy sie bez babci? To się trzeba wyprowadzić i coś wynająć. Bez wyprowadzki tu nie się nie uda, bo babcia toksyczna, a matka słaba i ulegnie babci.
        • bramstenga Re: związek z osobą niepełnosprawną 04.01.15, 19:32
          >Nieprawda, ze dziecko w tym wieku będfzie negowac każdego faceta. Żadnego nie będzie negować, >jeśli mu sie na to nei pozwolil (no i jeśli nei ma pwoodu, oczywiście, czyli gdy facet jest ok w stosunku >do niego i mamy).

          Lepiej jednak unikać tego rodzaju ostrych sądów. Nie bardzo sobie wyobrażam, jak można "nie pozwolić" nastolatkowi negować nowego partnera. Dziecko może po prostu tęsknić za dawną pełną rodziną, być wściekłe z powodu rozstania rodziców, mieć do nich wielki żal i taka negacja jest wręcz naturalna. Niezależnie od tego, czy "facet jest ok". Nie podoba mi się to, co piszesz, bo w ten sposób wpędzasz osoby będące w sytuacji autorki w poczucie winy, jeśli któreś z ich dzieci nie jest absolutnie zachwycone nowym układem rodzinnym. Co - powtarzam - jest raczej regułą niż wyjątkiem. To, że Twoje dzieci miały inaczej (jeśli w ogóle to prawda, a nie element internetowej kreacji), o niczym nie świadczy. A na pewno nie daje podstaw, by rozciągać takie reakcje (a właściwie brak reakcji) na ojczyma na wszystkie rodziny patchworkowe.

          • vilez Re: związek z osobą niepełnosprawną 04.01.15, 22:21
            A niech Ci sie nie podoba, Twoje prawo. Wiem, co piszę.
            Rozumieć nie musisz., korzystać nie musisz, wierzyć nie musisz.
    • 71tosia Re: związek z osobą niepełnosprawną 16.03.14, 20:12
      Nie wiem czy zdecydowalabym sie na wspolne zamieszkanie z czlowiekiem (niepelnosprawnosc nie ma tu nic do rzeczy), ktorego zupelnie nie akceptuje moje dziecko, najpierw staralabym sie zrobic wszystko by panowie przynajmniej sie tolerowali. Moze sa jakies zainteresowania, wspolne sprawy, ktore moga dac sznase na polubienia sie panow? Moze jakis wspolny wyjazd w trojke daloby sznase wszystkim stronom na nowy start?
      • elizabeth7 Re: związek z osobą niepełnosprawną 16.03.14, 23:24
        To nie panowie sie nie toleruja ale syn 'nie lubi' faceta mamy. I to pewnie 'nie bo nie'.
        Jesli bylabym pewna ze moj facet syna nie skrzywdzi i zrobi wszystko by sie dogadac, to od syna egzekwowalabym przyzwoite zachowanie.
        Znam kilka takich sytuacji, gdy dziecko (szczegolnie wlasnie nastoletnie) kategorycznie nie zdadzalo sie na zwiazek matk,i a po latach opowiada, ze dobrze ze matka nie poddala sie terrorowi.
        • smerfetka_1 Re: związek z osobą niepełnosprawną 04.01.15, 21:42
          Może warto pomyśleć o wyprowadzce od mamy lub ona od Was ? Skoro syn ma tutaj kolegów , szkołę to można poszukać mieszkania obok, na tym samym czy pobliskim osiedlu.
        • jeste_m_sobie Re: związek z osobą niepełnosprawną 05.01.15, 09:48
          Zgadzam się z elizabeth7. Mogę się wypowiadać na podstawie własnego życia. Wydaje mi się, że większym problemem niż brak akceptacji Marcina przez syna jest postawa babci. Jak dla mnie - naganna. Wygląda na osobę toksyczna i wielką egoistkę, która używa innych do osiągania swoich celów, a nie myśli, jakie jej zachowanie będzie miało dalekosiężne skutki. Nie możesz mieć pretensji do syna, gdy jednocześnie tolerujesz takie zachowania własnej matki! Moim zdaniem, najpierw trzeba uporządkować tę relację (wyprowadzić się za wszelką cenę lub "wyprowadzić" babcię, niekoniecznie daleko; jeśli Ty się wyprowadzisz z dzieckiem, to chyba lepiej nie od razu do partnera, najpierw pomieszkajcie bez niego). Potem - porządkować pozostałe, m.in. relację Ty-syn oraz syn-inny mężczyzna. Wtedy powinno być łatwiej. Powodzenia.
          • zuzi.1 Re: związek z osobą niepełnosprawną 05.01.15, 10:18
            Tez tak uwazam. Babcie odseparowac od swojej rodziny, zapewniajac jej odrebne mieszkanie( najlepiej w odleglosci takiej od wlasnego, aby samodzielnie nie mogla pojawic sie z wizyta) a wowczas i zachowania dziecka sie unormuja.
            • yoma Re: związek z osobą niepełnosprawną 05.01.15, 10:46
              I na kij odświeżacie wątek sprzed roku?
              • vilez Re: związek z osobą niepełnosprawną 05.01.15, 11:01
                Ahahaha, znowu się złapałam :-)
            • vilez Re: związek z osobą niepełnosprawną 05.01.15, 10:59
              Problem nie leży tylko w babci. Babcia toksyk, to jasne, i trzeba ją odseparowac od wpływu na tę rodzinę. Ale matka z jakichś powodów nie potrafi okreslac swych granic i się tej babci oprzeć. Nie będzie ta babcia, to będzie problem gdzie idziej- bo umiejętność stawiania granic, szacunku do siebie i swoich wyborów, samodzielności - czyli samostanowienia, nadal tu czeka co najmniej na przemyślenie ze strony tej matki. A może i na terapię.
              Ta matka nie potrafi też ogarnąć syna pod wieloma względami. Także ten syn nie ma wyznaczonych granic- co do ingerowania w życie osobiste matk i jej wybory życiowe. Niepokojący jest też stosunek syna do samej niepełnosprawności. Czerwony alert w trym względzie- moi synowie chyba by sie ze wstydu zapadli pod ziemię, gdyby mieli z czymś takim wyjechać. I żadne lęki dziecka nie usprawiedliwiają takich zachowań, oraz tego, że matka na nie pozwala. Tutaj najwyższy ca sna jakąs solidną edukację syna- pod względme wtrazliwości społecznej. Najwyższy czas na to.
              Brat i ja mielismy ojczyma, żadne z nas nie robiło takich jazd, w ogóle nie mieliśmy wrogich - nawet nie wiem, jak to nazwać- poruszeń ?- wobec niego. Bo z jakiej paki? Zawsze wiedzieliśmy, że rodzic ma prawo układać sobie życie, i że to nie nasza broszka- z kim. Dopóki nie jesteśmy krzywdzeni, a nie byliśmy, dopóty szafa gra. A rodziców rolą jest zapewnić dziecku w tej sytuacji poczucie bezpieczeństwa i inne takie. Zaś narzędziem tego (jednym z wielu) jest PEWNOŚĆ matki co do własnych postaw i wyborów. Gdy dziecko to czuje, i wierzy matce, to pójdzie w nowe bez obaw. Zatem, jak widać, postawa matki to potężny klucz do pomyślności tego wszystkiego.
              Co do tego bezpieczenstwa (czy jego braku) i rzekomej zazdrości dziecka o matkę- dziecko musi skądś powziąć ten lęk. Pytanie- skąd? z czego? Ja się nigdy nie bałam o utratę matki czy ojca, bo ich miałam na codzień i w pełni. Np. ojczym w żaden sposób nie odbierał mi ani ojca, ani mamy.
              Podobnie moje dzieci- nie utraciły ani ojca ani matki, dostały za to nowego członka rodziny. Podobnie zresztą traktuja partnerkę ojca. I takie jest moim zdaniem prawidłowe ustawienie sytuacji (w paczworkowych relacjach). Da się. Tutaj zaś czegoś brakuje. Prawdopodobnie samodzielności matki. I o tę samodzielność trzeba w pierwszym rzedzie powalczyć. Sama separacja z babcią to nie wszystko w tym względzie, tu trzeba także zmiany postawy wewnętrznej.
              Tak to widzę- jako całość.
Pełna wersja