Mąż mnie wykańcza

17.03.14, 20:44
Dobry wieczór. Mam problem z mężem, który chyba stosuje wobec mnie, świadomie lub nie, przemoc psychiczną. Ale po kolei. Jesteśmy kilka lat po ślubie, właśnie oczekujemy pierwszego dziecka, oboje bardzo chcieliśmy mieć dziecko, mamy bardzo dobrą sytuację materialną, przynajmniej ja tak uważam bo mój mąż, jak ja to mówię ma biedę w głowie. Oboje pracujemy w zawodach, które cieszą się powszechnym szacunkiem (lekarz i prawnik) i tu jest chyba problem, gdyż dla męża ważniejsza jest opinia środowiska, znajomych niż nasze relacje. Mam wrażenie że jest próżny i łasy na pochwały, dla których jest mnie nawet w stanie oszukać, żeby tylko zadowolić kogoś w oczach kogo będzie uznany za uczynnego. Boli mnie to że przedkłada dobro innych nad nasze. Poza tym denerwuje mnie jego przesadna oszczędność, która wg mnie jest już na granicy skąpstwa. Sama nie jestem osobą nadmiernie rozrzutną, ale kupowanie żywności na wyprzedaży czy ubrań z drugiej ręki to już chyba lekka przesada. Nie jesteśmy milionerami, ale też nie musimy liczyć skrzętnie każdej złotówki. Tymczasem mąż zna na pamięć ceny podstawowych artykułów spożywczych i jest w stanie jechać do drugiego sklepu żeby kupić kubek jogurtu o 10 gr taniej.
Kolejna sprawa - czuję się kompletnie zaniedbywana, nie pamięta o moich urodzinach, imieninach, nawet na Boże Narodzenie czy Dzień Kobiet nie złoży mi życzeń. Nie oczekuję drogich prezentów ale chociaż zwykłych życzeń. Ciężko mi, zwłaszcza że koleżanki z pracy myślą, że wszystko co sobie kupię to są prezenty od męża.
Zresztą problem pieniędzy istniał od samego początku - mąż nie chce wspólnego konta, chyba nawet dobrze, codzienne zakupy kupujemy na zmianę, a na większe wydatki składamy się po połowie. Prawdę mówiąc jak widzę jego podejście do pieniędzy to nie chce żeby miał dostęp do mojego konta, ale z drugiej strony to chyba nie jest normalna sytuacja w małżeństwie.
Najgorszy jest jednak sposób w jaki mąż wyraża niezadowolenie. Kiedy coś go zdenerwuje, krzyczy, ubliża mi, wyzywa od pasożytów, idiotek itp, nawet teraz kiedy jestem w ciąży. Doskonale wie, że mnie to boli bo niejednokrotnie mu to mówiłam, ale on i tak nic sobie z tego nie robi. Po takiej kłótni nie odzywamy się już najczęściej do końca dnia, po czym następnego mój mąż zaczyna rozmowę jakby nic się nie stało. Nie potrafi mnie przeprosić, a ja tego oczekuję, w efekcie obrażam się na niego i nie rozmawiamy ze sobą nawet kilka tygodni. Mąż pochodzi z rozwiedzionej rodziny, jego ojciec też karał matkę cichymi dniami, które potrafiły trwać nawet miesiącami, a na koniec to już latami. To jest chyba wzorzec wyniesiony z domu. Mówiłam mu, że wg mnie powiela błędy rodziców, ale on tego nie widzi.
Jak myślicie da się jakoś wychować takiego faceta czy lepiej odpuścić sobie, chociażby ze względu na dziecko, które ma się pojawić lada chwila?
    • prochottka1 Re: Mąż mnie wykańcza 17.03.14, 20:55
      Jak myślicie da się jakoś wychować takiego faceta czy lepiej odpuścić sobie

      to dorosly czlowiek i go nie zmienisz !!!!!!
      mozesz zmienic wlasne podejscie i swoje postepowanie
    • differentview Re: Mąż mnie wykańcza 17.03.14, 21:01
      maz wyzywa Cie od pasozytow i idiotek, potem nawet nie przeprasza a Ty nadal z nim jestes i decydujesz sie na dziecko???
      • femmefatigue11 Re: Mąż mnie wykańcza 17.03.14, 21:13
        Tak, decyduje się na dziecko - bo mój zegar tyka, a wiedza nie pozwoliła by na posiadanie dziecka po 35 r.ż - za dużo takich dzieci widziałam. Dla mnie samotne wychowanie dziecka nie stanowi problemu w sensie finansowym, bardziej mam na myśli to, że jednak dziecko powinno mieć oboje rodziców. Ale też nie za wszelką cenę.
        Ogólnie to dobry człowiek, tylko nie radzi sobie z emocjami.
        • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 17.03.14, 21:23
          Rozumiem, ze jesteś lekarzem. Ale chyba nie najlepszym, bo a. istnieją badania prenatalne. b. starsze matki prawie zawsze rodzą zdrowe dzieci, c. pewne cechy charakteru sa dziedziczne, d. przemocowy ojciec jest dla rozwoju dziecka gorszy, niż starszy wiek matki.
          • femmefatigue11 Re: Mąż mnie wykańcza 17.03.14, 21:26
            Odpowiadając na punkt a i b - takie info to można w necie przeczytać, na porodówkach wygląda to trochę inaczej. Zapewniam.
            • mamapodziomka Re: Mąż mnie wykańcza 17.03.14, 23:40

              Mieszkam w miejscu, gdzie po 35 roku zycia wiekszosc sie dopiero decyduje na pierwsze. Swoje trzecie tez mialam po 35, nikt ze sporego kregu znajomych nie ma chorego dziecka (oczywiscie badania prenatalne sa dostepne i powszechne). Moj tez zdrowe, wieksze niz siostry, no, ale kolejne dzieci czesto sa wieksze. Poza tym roznic brak ;)

              Natomiast co do meritum - zwiazek po narpdzinach dziecka zazwyczaj znacznie sie pogarsza. Jesli wczesniej bylo dobrze, to sa duze szanse, ze sie dotrze i w trojke i wroci do rownowagi. Jesli wczesniej bylo kiepsko - najczesciej konczy sie rozwodem, albo patologia. Tak czy siak malo fajnie.
          • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 17.03.14, 22:29
            Naprawdę, na porodówkach starsze matki masowo rodzą chore dzieci? Statystyki jakby temu przeczą. Oczywiście, jeśli weźmie sie pod uwagę, że nie chodzi tu o 36-latkę, która rodzi jedenaste dziecko. I wybacz, ale co do tego ma punkt a? Na porodówkach widzisz badania prenatalne?
            I cóż, badania dowodzą, że stres fatalnie wpływa na płód. Innymi słowy przejmujesz się potencjalnym problemem wieku, a nie przejmujesz jak najbardziej realnym wpływem stresu matki na dziecko.
          • adorra0 Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 07:02
            verdana napisała:

            > Rozumiem, ze jesteś lekarzem. Ale chyba nie najlepszym,
            Żałosne.
    • alpepe Re: Mąż mnie wykańcza 17.03.14, 21:06
      a ty jesteś ten lekarz czy prawnik, bo nie wiem, od którego wiałabym bardziej (mimo, że brat jest prawnikiem).
    • koronka2012 Re: Mąż mnie wykańcza 17.03.14, 21:12
      Wychować się nie da. On może się zmienić - ale tylko jeśli sam dostrzeże problem i będzie chciał nad nim popracować. Tylko szczerze wątpię, czy kiedykolwiek będzie mu się chciało - BO PO CO?

      sama się upupiłaś, zachodząc w ciążę zanim się nie dotrzecie. Teraz jesteś ugotowana. Zachowania twojego męża - niedopuszczalne, ale co z tego?
      Zaraz zaczniesz to sobie tłumaczyć - tak naprawdę nie jest tak źle, nie zdarza się to zbyt często, mąż ma mnóstwo innych zalet, jest dobrym ojcem. I ani się obejrzysz, jak zleci ci kolejne 10 lat. Bo co? odejdziesz, bo mąż jest prostakiem, nie odzywa się tygodniami i jest skąpy? serio - odejdziesz teraz? bo śmiem wątpić.

      Jesteście parę lat po ślubie - i już teraz nie potraficie się ze sobą komunikować, żyjecie jak współlokatorzy, którzy prowadzą skrzętnie buchalterię kto komu i ile... Jeśli coś ma się zmienić - to musicie się wykosztować na terapię. Waszych problemów nie rozwiążecie w domu, tego możesz być pewna.
      • femmefatigue11 Re: Mąż mnie wykańcza 17.03.14, 21:18
        Małe sprostowanie - to ja się nie odzywam, mąż najczęściej już następnego dnia zachowuje się jakby nic się nie stało, mnie to irytuje więc mamy ciche dni, a że oboje jesteśmy uparci to te ciche dni trochę trwają.
        • zuzi.1 Re: Mąż mnie wykańcza 17.03.14, 23:24
          Daj szansę mężowi i poszukaj terapii w ośrodku specjalizującym się w kwestii przemocy psychicznej. Są takie ośrodki, poszukaj w necie, na puerwsze spotkanie udaj się sama i opowiedz o waszych relacjach w małzeństwie i o zachowaniach meza. Jeżeli terapia nie pomoże lub mąż się na nią nie zgodzi, wówczas możesz składac pozew o rozwód, bo nie ma na co dalej czekac.
          • bullet-proof Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 02:45
            John Bradshow opisywał właśnie podobny przypadek. Facet miał dobrze prosperującą działalność, na brak pieniędzy nie mógł narzekać ale krzywdy doznane w dzieciństwie i ich wpływ na jego psychikę nie pozwalały mu na korzystanie ze swojego bogactwa/dobrej sytuacji materialnej. Był tak bardzo oszczędny, że potrafił godzinami szukać bezpłatnego miejsca postojowego byle tylko móc przyoszczędzić. Właśnie przez coś takiego mógł stracić bardzo korzystne zamówienie. Niestety dopóki ktoś nie zauważa u siebie problemu trudno wymusić na nim zmianę zachowania.
        • elizabeth7 Re: Mąż mnie wykańcza 17.03.14, 23:57
          Nieodzywanie sie to metoda strusia. To sie robi tak - na obrazliwe slowa meza zdecydowanym tonem mowi sie 'i wiecej nie bedzie', jeszcze jeden taki wyskok i rozstajemy sie. jesli wyskok nastepuje zabieresz jego rzeczy wywalasz na korytarz, wzywasz slusarza, wymieniasz zamki. I udajesz sama ze nic sie nie stalo. Mozesz miec i ciche i glosne dni. dajesz szanse jesli malzonek zobowiaze sie do odbycia terapii radzenia sobie z agresja.
          Jak pokazuje zycie przemocowiec sie sam nie zmienia a raczej zmienia sie na gorsze. I sknerowatosc nie jest tu najgorsza cecha.
          • myelegans Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 00:54
            Zgadzam sie z przedmowczyniami. Pojawienie sie dziecka zaostrzy sytuacje, bo pojawienie sie dziecka jest stresem porownywalnym do rozwodu, smierci najblizszego, utraty pracy. Dzieci wystawiaja malzenstwa na probe. Pochodz sobie troche po forach pt. niemowle, male dziecko itd i przygladnij sie jak narzekaja matki na mezow, z ktorymi to przed pojawieniem sie dziecka z dziubkow sobie spijali.
            Te cechy, ktore maz objawia teraz (a powinnas miec okres ochronny) zaostrza sie, ale nie w strone, w ktora bys sobie zyczyla. Fundowanie na starcie dziecku ojca-przemocowca, no coz... szkoda dziecka

            Ty mu po prostu pozwalasz na takie traktowanie, wiec sam tak od siebie sie nie zmieni. Do wychowania to ty bedziesz miala dziecko, maz juz wychowany. Zle wybralas.....
        • molly_wither Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 17:40
          A wczesniej napisalas ,ze to maz wyniosl takie zachowanie z domu,ze tak robil jego ojciec. Cos mi sie wydaje,ze nie jestes obiektywna. Tak,jak ktos wyzej napisal: zmien swoje zachowanie, dopiero potem wymagaj zmian od meza.

          femmefatigue11 napisała:

          > Małe sprostowanie - to ja się nie odzywam, mąż najczęściej już następnego dnia
          > zachowuje się jakby nic się nie stało, mnie to irytuje więc mamy ciche dni, a ż
          > e oboje jesteśmy uparci to te ciche dni trochę trwają.
    • t1ffany Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 00:41
      Decydowanie się na dziecko z facetem który stosuje przemoc psychiczną i wyzywa od idiotek dlatego że macica woła i zegar tyka jest paskudne i egoistyczne z Twojej strony.

      Wygląda na to że jesteście siebie warci.
      • adorra0 Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 07:00
        To forum coraz bardziej przypomina magiel, świetne miejsce, żeby pod przykrywką pomocy i korzystając z anonimowości w internecie dowartościować samą siebie kosztem cudzego nieszczęścia. Żałosne.
        • zuzi.1 Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 20:58
          adorra0 napisał(a):
          "To forum coraz bardziej przypomina magiel, świetne miejsce, żeby pod przykrywką pomocy i korzystając z anonimowości w internecie dowartościować samą siebie kosztem cudzego nieszczęścia. Żałosne."

          Oh really ?/ ;-0
          A Ty adorra0 robisz w tym maglu za kogo ? ;-)
      • amb25 Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 07:21
        A co wyscie sie tak uczepily, ze zaszla w ciaze z nieodpowiednim facetem???
        Wszystkie zaszlyscie z odpowiednimi i przed i po ciazy kazdy wasz facet byl taki sam (w ogole ideal) i zaden sie nie zmienil na niekorzysc? Jakos nei wierze.
        Zaszla w ciaze, tego nie zmieni, tego z kim zaszla w ciaze tez nie zmieni. Stalo sie i trudno. Wylewanie teraz na jej glowe pomyi za to z kim zaszla w ciaze jest zupelnie bez sensu a moze dziewczyne wpedzic w depresje, jesli wrazliwa.
        Jej problemem jest obecne zachowanie meza a nie to z kim zaszla w ciaze.
        • triss_merigold6 Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 08:51
          Lol, niemal połowa tutaj to rozwódki, a kolejne w trakcie rozwodu lub tuż przed.
          W jej sytuacji za najbardziej destrukcyjny czynnik uważam skąpstwo męża, bo po pojawieniu się dziecka, skąpstwo będzie znacznie dokuczliwsze. Autorce nie wolno dać się ubezwłasnowolnić ekonomicznie, to podstawa.
        • t1ffany Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 13:07
          Wszystkie zaszlyscie z odpowiednimi i przed i po ciazy kazdy wasz facet byl tak
          > i sam (w ogole ideal) i zaden sie nie zmienil na niekorzysc? Jakos nei wierze.


          Niektóre nie zaszły w ciąże wcale bo nie znalazły odpowiedniego faceta. I chwała im za to.
          Nie wierzę w ludzi-transformersów którzy nagle zmieniają się o 180 stopni. Za to wierzę w ogrom ludzkiej głupoty i tendencje do niewłaściwej kolejności zachowań w życiu.
          Najpierw poznajesz faceta, przekonujesz się jak się z nim mieszka i jaki jest w sytuacjach kryzysowych a dopiero potem z nim zaciążasz.
          Niestety, stosowanie tej prostej zasady przerasta miliony kobiet. Nie wiem dlaczego tak jest (wścieklizna macicy?) ale to smutne i rachunek za to płacą dzieci.
          • zuzi.1 Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 21:16
            A mnie tiffany zastanawia jedno, dlaczego ZAWSZE wypowiadasz się wówczas, gdy mowa jest o krzywdzie dzieci lub o konsekwencjach które ponoszą? Oczywiscie mi to nie przeszkadza, tylko mnie to ciekawi. Jeśli nie chcesz, nie odpowiadaj.
            • t1ffany Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 01:25
              A mnie tiffany zastanawia jedno, dlaczego ZAWSZE wypowiadasz się wówczas, gdy m
              > owa jest o krzywdzie dzieci lub o konsekwencjach które ponoszą? Oczywiscie mi t
              > o nie przeszkadza, tylko mnie to ciekawi. Jeśli nie chcesz, nie odpowiadaj.


              Oo dziękuje za łaskawe pozwolenie ;)
              Kasia Nosowska powiedziała kiedyś w jakimś wywiadzie że współczesny świat i media znieczuliły ją na przemoc sensu largo ale gdy widzi krzywdzone dziecko to wszystkie wnętrzności w niej krzyczą. Ja mam podobnie. Chociaż ten konkretny wątek jest chyba nie tyle o dzieciach co o dorosłych, niekoniecznie mądrych.

              Zuzi a Ty jesteś molem książkowym czy masz etat w wydawnictwie? Bez złośliwości pytam; dopóki Cie babsztyle tutejsze nie skrzyczały jakiś czas temu linkowałaś tych książek masę. Uważasz że w literaturze można znaleźć rozwiązania międzyludzkich problemów?
              • zuzi.1 Re: Mąż mnie wykańcza 20.03.14, 22:16
                Dzięki za odpowiedź;) Nie, nie jestem, molem książkowym, ale czytac lubię. Nie mam etatu w wydawnictwie, nie mam profitów z polecania książek i tak, uważam, że niektóre książki i zawarte w nich informacje mogą pomóc w zrozumieniu niektórych dziwnych sytuacji, zachowań i w rozwiązaniu przynajmniej częsci problemów. Zrozumienie pewnych dziwnych zjawisk pozwala nabrac do nich odpowiedniego dystansu i znalezc skuteczne rozwiązania. A w książkach jest mnóstwo wiedzy, w szczególnosci na temat róznych dysfunkcyjnych układów/zachowań. A książki nadal polecam, nie przejmuję się negatywnymi uwagami na ten temat. Może komuś pomogą, gdy zdecyduje się je przeczytac ;-)
          • tully.makker Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 14:32
            > Najpierw poznajesz faceta, przekonujesz się jak się z nim mieszka i jaki jest w
            > sytuacjach kryzysowych a dopiero potem z nim zaciążasz.

            A ja nie tylko wierze, ale wiem, ze tak czesto bywa. Literatura psyclogiczna szeroko opisuje takie wypadki - zobacz np Patricia Evans: Verbally Abusiver Men - Can he Change?
    • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 09:05
      Co zrobi twój mąż, jeśli go ochrzanisz za to jeżdżenie po jogurt tańszy o 10 groszy? Skoro tak mu zależy na opinii osób z zewnątrz, to może powiedz, że jak nie weźmie się za swoją obsesję, to zaczniesz o niej mówić znajomym. Z pewnością będą mieli ubaw z pana prokuratora, który jeździ po jogurt tańszy o 10 groszy. Nawet na próbę powiedz coś takiego żartem w towarzystwie. Dam sobie rękę uciąć, że pan raptem stanie się purpurowy.
      W swoim związku, po latach problemów, nauczyłam się tego, że jeśli nie potrafimy się porozumieć, to potrzebujemy sekundanta. Najlepiej zaufanego terapeuty, który jako osoba z zewnątrz lepiej widzi mechanizmy naszych zachowań. Jeżeli masz takie wątpliwości, jakie masz (zresztą całkiem uzasadnione), to postaw sprawę na ostrzu noża - bierze się za siebie, albo rozpada mu się rodzina, bo Ty jako matka nie możesz pozwolić na to, by twoje dziecko wychowywało się w rodzinie przemocowej. Wyzwiska, mówienie o żonie pasożyt itp. to jest przemoc. Czyli ma wyjście albo-albo. Idzie na terapię - być może rodzinną, być może indywidualną, pracuje nad sobą, albo musi się pogodzić z tym, że schrzanił sprawę i zamiast powiększającej się rodziny będzie miał zero rodziny. I nie wahaj się, ponieważ ty naprawdę jesteś za to dziecko odpowiedzialna i musisz zrobić wszystko, co w twojej mocy, by wychowywało się w sprzyjających warunkach.
      Jeszcze odnośnie sknerstwa - nawet przy oddzielnych kontach będzie ci z tym trudno. Dziecko to studnia bez dna, jesteś w stanie wydać na nie każde pieniądze. Chcesz, by mąż wypominał ci każdą nową bluzeczkę, butelkę, skarpetki?
      Acha - rób to wszystko przed narodzinami dziecka, bo jak to, co masz teraz połączy się z kryzysem po narodzinach dziecka, to może się okazać, że jest już posprzątane.
      Powodzenia!
      • teodozja_z Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 10:19
        edw-ina napisała:

        > Nawet na próbę powiedz coś takiego żartem w towarzystwie. Dam sobie rękę uciąć,
        > że pan raptem stanie się purpurowy.

        Znakomita rada! Nic tak nie robi dobrze związkowi jak wyśmiewanie faceta w towarzystwie! Po takiej akcji możesz być pewna, że tym razem ciche dni będą z jego inicjatywy (oby były tylko ciche!!)
        • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 10:23
          Czasami trzeba kimś wstrząsnąć. Poza tym kto mówi, że to ma być: mój mąż jest takim strasznym sknerą, że musi jechać na drugi koniec miasta, bo tam są tańsze jogurty. Dobrze, że jeszcze nie każe nam jeść przeterminowanych, bo są jeszcze tańsze! Są różne sposoby wyrażania tego samego.
          Poza tym jeśli ma się minimum dystansu do siebie, to umie się wyjść z twarzą z żartu. ba, potrafi się śmiać z żartów o sobie!
          • teodozja_z Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 11:07
            edw-ina napisała:

            > Poza tym jeśli ma się minimum dystansu do siebie, to umie się wyjść z twarzą z
            > żartu. ba, potrafi się śmiać z żartów o sobie!

            Jakoś nie widzę, żeby mąż autorki miał do siebie dystans.
            • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 11:14
              i w takim razie trzeba grać w jego grę i w jego brak dystansu?
              • teodozja_z Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 12:29
                edw-ina napisała:

                > i w takim razie trzeba grać w jego grę i w jego brak dystansu?

                Nie, lepiej go rozdrażniać i powodować dodatkowe konflikty, których i bez tego jest niemało.
                • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 14:37
                  Sposobem na osobę, która działa w sposób autorytarny nie jest schodzenie jej z drogi, tylko właśnie zagrodzenie tejże drogi, kategoryczny brak zgody (zgodą jest choćby milczenie, nie wtrącanie się) na dane zachowanie, jeśli to zachowanie ma na nas bezpośredni wpływ.
                  Ucieczka przed konfrontacją nie przyniesie żadnego rozwiązania, a jedynie utrwali status quo.
                  • teodozja_z Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 17:39
                    Oczywiście. Ale sposobem nie jest wyśmiewanie i poniżanie. Wyraźne powiedzenie: NIE!, robienie po swojemu, uświadamianie. Wyśmiewanie i drażnienie może odnieść tylko taki skutek, że się przeciwnik zaweźmie, okopie na swoich pozycjach i choćby nawet doszedł do wniosku, że nie ma racji, to z tej złości jej nie przyzna.
                    • zuzi.1 Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 21:01
                      Zgadzam się z teodozją.
                    • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 10:51
                      Po pierwsze napisałam "zażartować" i nie wiem, skąd się z tego wzięło "wyśmiać" i "poniżyć". Żart a wyśmianie kogoś, a tym bardziej poniżenie mają raczej różny ładunek emocjonalny i proszę mi nie dopisywać intencji i nie powiększać moich słów.
                      • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 12:37
                        Bo taki żart poniża, po prostu.
                        • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 12:49
                          sorry, jesteście przewrażliwione psychologizacją wszystkiego, albo macie do czynienie z samymi popaprańcami i zapominacie, że są normalni ludzie i normalne rozmowy, normalne żarty i zwykłe porozumienie.
                          • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 13:09
                            Wyśmiewanie w towarzystwie cudzych wad (o ile sam zainteresowany się do nich nie przyznaje) nie jest nigdy żartem. Nie trzeba byc do tego psychologiem, aby wiedzieć, że to jest po prostu wredne.
                            Normalny żart jest śmieszny i nikt po nim nie jest smutny, czy obrażony. Ten żart ma przecież na celu sprawić, aby mężowi zrobiło sie głupio i nieprzyjemnie. Strasznie to śmieszne.
                          • marsylvik Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 14:37
                            edw-ina napisała:

                            > sorry, jesteście przewrażliwione psychologizacją wszystkiego, albo macie do czy
                            > nienie z samymi popaprańcami i zapominacie, że są normalni ludzie i normalne ro
                            > zmowy, normalne żarty i zwykłe porozumienie.

                            Ale absolutnie niemożliwe jest to, że to Ty nie potrafisz zauważyć w swojej postawie elementów agresji, oczywiste jest, że wszyscy sobie to wyobrażają.

                            Tak przy okazji, odnoszę wrażenie, że życie traktujesz jak arenę, a innych ludzi jak przeciwników, których należy pokonać. Współczuję. Tak serio, bez żadnej ironii, nie jest to jakiś pseudoargument w internetowej dyskusji. Przy takim podejściu pewnie nieświadomie ciągle urażasz innych, a nie potrafiąc dostrzec przyczyny ich obrażania się, odsunięcia, ignorowania Cię, czy innych form obrony przed Twoimi atakami w sobie nie zmienisz nigdy swojego postępowania. Będzisz się tylko czuła coraz bardziej pokrzywdzona, niesprawiedliwie atakowana i oceniana, otoczona przez samych niezrównoważonych ludzi. Jak sobie siebie w Twojej sytuacji wyobraziłam, to nawet początkowe uczucie złości na Twoje agresywne słowa mi przeszło, po prostu szkoda mi się Ciebie zrobiło. W realu bym Ci nie odpowiedziała, po prostu bym Cię unikała chroniąc siebie.
                            • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 15:40
                              Jest wręcz przeciwnie, niż tobie się wydaje. Ani z nikim nie walczę, ani nie traktuję życia jak areny, ani nie mam wokół siebie urażonych ludzi. Ok, tych kilkoro mam, ponieważ niestety istnieją ludzie, którzy sami nie chcą widzieć i żądają od innych tego, by nie widzieli. A ja nie lubię udawanych kontaktów.
                              Mam w zwyczaju wyrażać się jasno i mam zdecydowane poglądy oraz zasady, których się trzymam. To sprawia, że niezbyt często trafiam na osoby szukające ofiary - vide na przemocowców itp., bo szybko łapią, że ze mną nie pójdzie im łatwo, więc zbędny trud. Męczące, trudne, wyniszczające itp. zachowania ludzi dzielę na te, które mają na mnie bezpośredni wpływ i na takie, od których mogę się odciąć. Z tymi pierwszymi biorę się za bary, te drugie po prostu ignoruję.
                              I tak, mówię ludziom rzeczy niewygodne - mój przyjaciel regularnie słyszy od mnie, że śmierdzi, ma iść wziąć prysznic i się przebrać. Wciąż jest moim przyjacielem, nie ma mi tego za złe. Przeciwnie - wie, że ma paskudny zapach potu, sam już go nie czuje i zawsze drażniło go, że ludzie go obgadywali po kątach, a nikt nie miał odwagi mu tego powiedzieć wprost. Dwóch innych kolegów usłyszało, że się spaśli i wyglądają jak w 9 miesiącu ciąży. Też się przyjaźnimy. Ba, potrafią przyjechać do mnie z odległości 400 km. Acha - obaj schudli.
                              Mówię tak i tak będę mówić. Ponieważ staram się otaczać ludźmi myślącymi, którzy odróżniają "dowalenie komuś" od powiedzenia prawdy, nawet w sposób mało delikatny. Żartuję z przywar mojego męża. Czasami w towarzystwie. On żartuje z moich. Jeśli wiesz, że je masz i masz też do siebie dystans, to nie stanowi to problemu.


                              Przy takim pod
                              > ejściu pewnie nieświadomie ciągle urażasz innych, a nie potrafiąc dostrzec przy
                              > czyny ich obrażania się, odsunięcia, ignorowania Cię, czy innych form obrony pr
                              > zed Twoimi atakami w sobie nie zmienisz nigdy swojego postępowania. Będzisz się
                              > tylko czuła coraz bardziej pokrzywdzona, niesprawiedliwie atakowana i oceniana
                              > , otoczona przez samych niezrównoważonych ludzi.

                              - nie czuję się pokrzywdzona, nie czuję się odsunięta ani ignorowana. Przeciwnie, mimo braku dalszej rodziny mam grono wspaniałych przyjaciół. Naprawdę znaczne grono. Więc albo ci wszyscy ludzie są niezrównoważeni, albo wyciągnęłaś zdecydowanie zbyt daleko idące wnioski.
                              • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 16:00
                                Hm, moim zdaniem jesteś wyjątkowo niesympatyczna i mówisz pewne rzeczy nie aby pomóc ludziom, tylko aby sama poczuć się dobrze. Myślisz, że koledzy, co sie spaśli o tym nie wiedzą? Ale masz przyjemność z tego, zę robisz im przykrość, po prostu lubisz pokazywać, jakie ludzie mają wady - czujesz się dzięki temu lepsza. Sądzę, że Ci koledzy nie schudli dlatego, że im to powiedziałaś, tylko dlatego, że chcieli.
                                Nie, nie otaczasz się myślącymi, tylko pokornymi. Takimi, co boja się Ci powiedzieć, ze to co robisz jest wredne. Sądzę, ze jednej cechy Ci brakuje - zwykłej życzliwości. Albo dobroci. Albo po prostu masz feler psychiczny i nie dostrzegasz ludzkich reakcji.
                                • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 16:14
                                  albo coś sobie nadinterpretujesz. Ponieważ widzisz wycinek i nie masz pojęcia dlaczego mogę tak powiedzieć i dlaczego to nie będzie odebrane źle. To jest problem forum - nadinterpretowanie ludzkich zachowań poprzez własną sytuację, własne relacje. Pewnie dlatego ja rzadko wieszam psy na facetach, bo większość tych, z którymi mam do czynienia to fajni ludzie.
                                  A wiesz dlaczego mogę tak powiedzieć komuś bliskiemu? Bo jeśli ta osoba jest mi bliska, to mnie zwyczajnie zna. Wie, że może na mnie polegać, wie, że zawsze otrzyma moją pomoc, mój czas, moje zainteresowanie. Zna moje poglądy i podejście do życia. I zna moją szczerość.

                                  ps. ja też usłyszałam, że się spasłam. I też mnie to nie obraziło, a z osobą, która mi to powiedziała przyjaźnię się do dziś. Też jestem pokorna?
                                  • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 16:21
                                    Tak, bo wiedziałaś, ze się spasłaś. To ze strony znajomej nie była informacja, tylko złośliwość:)
                                    Ja rozumiem pewne rzeczy, bliskim i znanym mówimy czasem coś, czego nie powiemy innym. I Ty doskonale wiesz, ze pani X możesz powiedzieć "Fatalnie wyglądasz, zaniedbałaś sie", ale powiedzenie tego pani Y jest wysoce niewskazane i siedzisz cicho.
                                    Ale radzisz takie zachowanie na forum, wobec osoby kompletnie Ci nie znanej, o której nie wiesz, jak zareaguje - i w ten sposób bardzo łatwo zrobić komuś krzywdę. Nie da sie ukryć , zę takie "spasłaś się" w wykonaniu przyjaciółek jednych kierują na siłownię, a innych do szpitala z anoreksją. A Ty radzisz walić w ciemno.
                                    • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 16:27
                                      Nie radzę walić w ciemno. Kolejna nadinterpretacja. Napisałam wyżej w którymś poście, że wszystko zależy od tego, w jaki sposób coś się powie. Poza tym zakładam, że osoba do której piszę zna na tyle dobrze osobę, której miałaby to powiedzieć, że samodzielnie jest w stanie rozważyć, czy to mogłoby pomóc. Dziwnym trafem zakładam, że należy znać swoich współmałżonków.
                                    • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 16:43
                                      Tak swoją drogą to początek tego postu też jest świetnym przykładem nadinterpretacji. Napisałam, że znajoma osoba powiedziała mi, że się spasłam, a ty: Tak, bo wiedziałaś, ze się spasłaś. To ze strony znajomej nie była informacja,
                                      > tylko złośliwość:)

                                      Po pierwsze wyszło w twoim poście, że powiedziała to kobieta, choć ja nie określiłam płci, a po drugie uznałaś to za złośliwość, choć jako osoba, która słyszała to na własne uszy zapewniam, że złośliwości w tym nie było.
                                      I w ten sposób toczy się forumowe ocenianie.
                                      • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 17:00
                                        To w takim razie po co zostałaś poinformowana o czymś, o czym i tak dobrze wiedziałaś? Nie zauważyłaś, ze utyłaś i dopiero koleżanka /kolega otworzył Ci oczy? Czy jednak nie - a wtedy zastanawiam sie, po co osoba poinformowała Cię, że utyłaś, skoro to i tak wiedziałaś. Napisz mi, po co ktoś czuł konieczność udzielenia Ci tej informacji.
                                        Zastanawiam się też, czy informacje neutralne i komplementy równie długo pamiętasz.
                                        • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 17:07
                                          Jeżeli nie zauważyłaś to dałam to jako przykład tego, że ja tak mogę powiedzieć przyjaciołom i nie poczują się obrażeni, ani nie są pokorni - jak raczyłaś o nich napisać (czy to nie jest obrażanie obcych, nie znanych ci osób?), jak również mogę to usłyszeć i też nie poczuję się urażona. Idąc tropem myślenia, że to rozpamiętuję, musiałabym również rozpamiętywać fakt, że ja też tak mówię.
                                          Nie łatwiej, zamiast tworzyć te wszelkie teorie jest uznać, że jeśli ludzie są normalni i otwarci wobec siebie, to po prostu mogą ze sobą rozmawiać bez zbędnego obrażania się i szukania dziury w całym? Jeśli nie miałaś okazji obcować z takim towarzystwem, to bardzo mi przykro. Wierz mi, to cholernie odświeżające.
                                        • adorra0 Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 17:08
                                          Ciekawa dyskusja.....głównie ze względu na osobę Verdany, która ukazala się tu jako osoba bardzo dbająca o uczucia innych. Ciekawe jak to się ma do zakwestionowania w tym wątku kompetencji zawodowych Autorki, a w innnych wątkach np. w watku o teściowej wmawianie Autorce jaka to jest beznadziejną teściową. Znając Verdanę z pewnością uraczy nas odpowiedzią, jakimi to szlachetnymi pobudkami się kierowała dowalając innym na forum.
                                          • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 17:25
                                            Nijak. Akurat wątpię w kompetencje zawodowe lekarza, który zwraca uwagę na wiek matki, a absolutnie pomija sprawę stresu w ciąży.
                                            A jeśli chodzi o Edwinę to sprawa jest całkowicie prosta. Ona uważa, że należy być bezwzględnie szczerym w wypowiedziach i pisać, co sie w danym momencie myśli o drugiej osobie. To napisałam. Nie była zachwycona, prawda? Inni też jakoś zdziwieni, nieprawdaż? Innymi słowy, szczerość, jak widać, jest postrzegana jako wyjątkowo niefajna. Ciekawe dlaczego.
                                            W wątku o teściowej nikomu nie wmawiałam, ze jest beznadziejny - tylko, że pewnych rzeczy młodej matce mówić nie należy, a pretensje o złe traktowanie trzeba wnosić raczej do syna.
                                            Szlachetne pobudki? Ależ po co, przecież trzeba mówić to, co sie myśli.
                                            • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 17:55
                                              Verdana,
                                              zauważ, że ja ciebie w żaden sposób nie zaatakowałam. Nie nazwałam cię niesympatyczną, nie napisałam o twoich przyjaciołach "pokorni" itp. itd. Ty to wobec mnie zrobiłaś, a przyjaciółkami nie jesteśmy, nie mamy żadnej relacji, która uprawniałaby Ciebie do tego. Cały czas odnosiłam się wyłącznie do konkretnych zarzutów pokazując mój punkt widzenia i własny sposób na życie. Moje wypowiedzi zostały okrojone i wyciągnięto z nich zdanie lub dwa nie odnosząc się ani do kontekstu, ani nie dopytując jeśli coś przedstawiłam nie dość jasno.
                                              Nigdzie nie napisałam, że należy każdemu strzelać między oczy. Nie sugerowałam by podchodzić do przechodniów i mówić: pan śmierdzi a pani ma brzydkie buty. Uważam, że należy być szczerym tak. Pewnie dlatego w przypadku osób, z którymi nie mam relacji lub jest to relacja powierzchowna, nie wchodzę na tematy, które by mojej opinii wymagały. Ale jeśli wśród bliskich mam je chować, to jest to paranoja. Bo to są właśnie ludzie, którym powinno mówić się prosto z mostu. Wszystko - o tym, że serce boli, bo coś tam, o tym, że kasy brak i tysiącach innych rzeczy. Również o nich, jeśli coś dostrzegamy. I ja mówię wszystko. Od tego jak są dla mnie ważni, jak ich cenię, jak cieszę się z ich sukcesów, jak kibicuje miłościom po powiedzenie, że się spaśli i mają coś ze sobą zrobić, bo nie chcę jeszcze przez wiele lat pojawić się na ich pogrzebie.
                                              Na szczęście mam fajnych przyjaciół. Mogę takich każdemu życzyć. I twoje ataki na mnie (choć to ponoć ja atakuję) nie zmienią mojego podejścia.
                                            • adorra0 Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 18:02
                                              Verdano, dziękuję za potwierdzenie, że nie mylę się w ocenie Twojej osoby:-)
                              • noname2002 Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 17:35
                                I tak, mówię ludziom rzeczy niewygodne - mój przyjaciel regularnie słyszy od mn
                                > ie, że śmierdzi, ma iść wziąć prysznic i się przebrać. Wciąż jest moim przyjaci
                                > elem, nie ma mi tego za złe. Przeciwnie - wie, że ma paskudny zapach potu, sam
                                > już go nie czuje i zawsze drażniło go, że ludzie go obgadywali po kątach, a nik
                                > t nie miał odwagi mu tego powiedzieć wprost. Dwóch innych kolegów usłyszało, że
                                > się spaśli i wyglądają jak w 9 miesiącu ciąży.

                                To ja Ci też powiem, oczywiście wyłącznie dla Twojego dobra, takie osoby jak Ty są okropne, uwielbiają sprawiać innym przykrość i się tym napawać.
                                Nie znoszę takich osób, zresztą większość osób ich nie znosi i unika jak może. Albo ściemniasz z tym wielkim gronem przyjaciół albo znoszą Ciebie, bo mają z tego jakieś korzyści. Zresztą sama pisałaś, że to głównie mężczyźni, musisz być zatem wyjątkowo atrakcyjna fizycznie i liczą, że może Cię zaciągną do łóżka.
                                • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 17:45
                                  dziekuje za komplement. i nie, nie są to wyłacznie mężczyźni. Są też kobiety, cholernie fajne, seksowne i mądre babki :) Jak widać też chcą się ze mną przespać.
                                  • noname2002 Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 18:17
                                    Nie zapomnij ich zatem regularnie informować jaki mają zapach potu, w których miejscach przytyły i ile zmarszczek im przybyło od ostatniego spotkania :-)
                                • adorra0 Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 18:23
                                  No proszę, kolejna charakteryzująca się niezwykłą szlachetnością w realu, która to szlachetność tak jej bokiem wychodzi, ze musi gdzieś odreagować - najlepiej anonimowo, w necie. Edwina ma przynajmniej w realu cywilną odwagę zmierzenia się z konsekwencjami swojej szczerości. Ty i Verdana jesteście zwykłymi tchórzami chowającymi sie za anonimowym nickiem.
                                  • noname2002 Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 21:21
                                    Zapewniam Cię, że w twarz powiedziałabym jej dokładnie to samo, nie znoszę takich osób.
                                    To nie jest żadna szczerość, tylko zwykły brak wychowania i empatii.
                                    • adorra0 Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 21:31
                                      Noname , ale Ty jej nie znasz. Zawsze jesteś taka szybka i nieomylna w swoich sądach? Rzadko bywam na forum, ale nie przypominam sobie, zeby ona kogoś zaatakowała presonalnie na forum, co plasuje ją w zdecydowanej mniejszości na tym forum.
                      • marsylvik Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 14:25
                        edw-ina napisała:

                        > Po pierwsze napisałam "zażartować" i nie wiem, skąd się z tego wzięło "wyśmiać"
                        > i "poniżyć". Żart a wyśmianie kogoś, a tym bardziej poniżenie mają raczej różn
                        > y ładunek emocjonalny i proszę mi nie dopisywać intencji i nie powiększać moich
                        > słów.

                        Stąd:

                        > Nawet na próbę powiedz coś takiego żartem w towarzystwie. Dam sobie rękę uciąć,
                        > że pan raptem stanie się purpurowy.

                        Widać tu wyraźnie intencję, nie trzeba nic dopisywać. Pan ma się według Ciebie zawstydzić, najlepiej publicznie. Chodzi więc o jego poniżenie, agresję wobec niego.
                  • marsylvik Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 14:22
                    Sposobem na osobę postępującą agresywnie nie jest postępowanie uległe ani agresywne, tylko asertywne. Czyli nieraniące, niemanipulacyjne, nieuległe.
                    To, co proponujesz to eskalacja konfliktu i włożenie agresorowi w łapę pretekstu do bardziej agresywnego zachowania.

                    Fakt, że nie znasz (co widać w Twoich wypowiedziach na forum) innych zachowań niż atak i obrona, a z tych dwóch preferujesz atak nie oznacza, że innych zachowań nie ma, ani że nie ma lepszych niż preferowane przez Ciebie. Naprawdę jest możliwe zachowanie nieuległe i nieagresywne jednocześnie, bez względu na to, jak nieprawdopodobne Ci się to wydaje.
                    • tully.makker Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 14:36
                      > Sposobem na osobę postępującą agresywnie nie jest postępowanie uległe ani agres
                      > ywne, tylko asertywne. Czyli nieraniące, niemanipulacyjne, nieuległe.


                      Hehe.
                      Mam doczynienia obecnie - ze wzgledu na swoje zyciowe problemy - z calym stadem specjalistow od przemocy w rodzinie - psycholozkami i psychologami, a takze prawnikami. Wszyscy powiedza ci jedno - nie ma sposobu na sprawce przemocy.
                      • marsylvik Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 14:43
                        tully.makker napisała:

                        > Wszyscy powiedza ci jedno - nie ma sposobu na sprawce przemocy.

                        Ja też to powiem. Nie ma sposobu na zmianę przemocowca z zewnątrz. A sami z siebie rzadko się zmieniają, we własnym życiu lepiej na to nie liczyć.

                        Co zupełnie nie neguje tezy, że postawa asertywna, także wobec sprawcy przemocy, jest lepsza niż uległa bądź agresywna. Przynajmniej na dłuższą metę.

                        Jak widzę agresywnego psa, to nie staram się go głaskać. Ale kijem też go nie dźgam, w nadziei, że nim to potrząśnie i może zrozumie swoje postępowanie ;)
                        • tully.makker Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 15:16
                          Pamietam ze spacerow z Exem po kaszubskich wioskach, ze na puszczone luzem agresywne psy dzialao najlepiej udawanie, ze sie schylasz po kamien - natychmiast towarzystwo wialo za swoj plot.

                          Na mojego domowego sprawce przemocy tez takie zachowanie dziala, tyle ze on nie jest agresywny fizycznie - na razie.
                          Ale takie zycie jest do niczego. Dla mnie to tylko polsrodek pomagajacy w miare bezbolesnie przejsc przez rozstanie.
                    • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 14:47
                      Przepraszam, skąd ci przyszło do głowy, że nie znam żadnych innych zachować niż atak i obrona? Bardzo interesujące wnioski wyciągasz, bardzo bym chciała wiedzieć na czym są oparte.

                      Moim zdaniem asertywnym zachowaniem jest właśnie nie ugięcie się przed kimś. Mówienie i robienie dokładnie tego co się myśli i co się uważa za słuszne nie oglądając się na osobę agresywną. Zresztą preferuje mówienie i robienie tego, co się myśli w każdej sytuacji.
                      • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 15:29
                        Mówienie, tego co sie myśli w każdej sytuacji bywa niewiarygodnie agresywne.. Robienie w każdej sytuacji tego, co się chce nie jest asertywnością, jest kompletnym nieliczeniem sie z nikim, poza sobą.
                        • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 15:44
                          bez przesady, Verdana doszukujesz się już agresji i patologicznych zachowań we wszystkim. Mówienie co się myśli nieproszonym o to lub w sytuacji, w której twoja opinia nie ma znaczenia może być agresywne. Ale nie każ mi błagam wypisywać każdego trybu warunkowego. Bo wyciągając wnioski z twojej wypowiedzi w tak ociosany sposób, jak ty to zrobiłaś z moją, należałoby powiedzieć, że znacznie lepsze jest kłamanie i ukrywanie swoich uczuć, emocji, myśli itp. Tylko skąd później tak chętnie zadawane przez ciebie pytanie - a powiedziałaś mu o tym?
                          • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 16:02
                            No tak, najlepiej mówić to, co sie myśli, albowiem wiadomo, ze to , co się myśli, nie moze nikomu sprawić przykrości - więcej nawet - jeśli sprawi, to i tak było warto, bowiem własne żarty sa na tyle cenne, ze warto, aby świat je poznał.
                            Jaka jest różnica między taki szczerym żartownisiem a chamem pojąć nie jestem w stanie.
                            • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 16:17
                              a do czego teraz pijesz, bo już nie wiem? Do tego, że nie wolno żartować z przywar bliskich, czy do tego, że nie wolno być szczerym? Czy może do tego, że nie wolno szczerze żartować? I skąd się tu cham wziął?
                              • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 16:23
                                Że różnica, między żartem a chamstwem bywa niezwykle płynna. Wyciąganie bliskiej osobie wad w towarzystwie może być zabawne, ale jeśli ta osoba ma sie zmieszać i czerwienić - to jest to zwykłe chamstwo, publiczne upokorzenie. Nie, nie wolno szczerze żartować z ludzi w obecności innych ludzi - nigdy o tym nie słyszałaś. Żarty są śmieszne, gdy dla jednej strony nie sa - to nie jest żart.
                                • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 16:29
                                  skąd wiesz, że by nie były? Dlaczego zakładasz, że ta osoba musi się obrazić? Nie znasz jej tak, jak i ja?
                                  • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 17:02
                                    Ale przecież to Ty radziłaś, aby w towarzystwie wyciągnąć mężowi, ze jest skąpy, wtedy sie zaczerwieni jak burak. Innymi słowy, chodziło o to, aby zawstydzić go publicznie, o nic innego. To nie byla taka sobie ogólna historyjka tylko przepis na to, jak publicznie skompromitować faceta. Więc trudno teraz tłumaczyć, ze nie o to chodzi.
                      • marsylvik Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 20:19
                        edw-ina napisała:

                        > Przepraszam, skąd ci przyszło do głowy, że nie znam żadnych innych zachować niż
                        > atak i obrona? Bardzo interesujące wnioski wyciągasz, bardzo bym chciała wiedz
                        > ieć na czym są oparte.

                        Z Twoich wypowiedzi w tym wątku:

                        "Z pewnością będą mieli ubaw z pana prokuratora, który jeździ po jogurt tańszy o 10 groszy. Nawet na próbę powiedz coś takiego żartem w towarzystwie. Dam sobie rękę uciąć, że pan raptem stanie się purpurowy." - zalecenie agresji

                        "Czasami trzeba kimś wstrząsnąć." - uznawanie takiego postępowania za konieczność

                        "jeśli ma się minimum dystansu do siebie, to umie się wyjść z twarzą z żartu" i "i w takim razie trzeba grać w jego grę i w jego brak dystansu?" - przerzucanie odpowiedzialności za swój czyn na ofiarę

                        "Po pierwsze napisałam "zażartować" i nie wiem, skąd się z tego wzięło "wyśmiać" i "poniżyć". Żart a wyśmianie kogoś, a tym bardziej poniżenie mają raczej różny ładunek emocjonalny i proszę mi nie dopisywać intencji i nie powiększać moich słów." - nieumiejętność dostrzeżenia agresji w proponowanym przez siebie rozwiązaniu, szukanie przyczyny reakcji ludzi w ich psychice lub intencjach

                        "sorry, jesteście przewrażliwione psychologizacją wszystkiego, albo macie do czynienie z samymi popaprańcami i zapominacie, że są normalni ludzie i normalne rozmowy, normalne żarty i zwykłe porozumienie." - albo w ich otoczeniu, uznawanie za normalne tylko własnego otoczenia, tego nie reagującego obronnie na Twoją agresję

                        "Moim zdaniem asertywnym zachowaniem jest właśnie nie ugięcie się przed kimś. Mówienie i robienie dokładnie tego co się myśli i co się uważa za słuszne nie oglądając się na osobę agresywną. " - brak zrozumienia lub znajomości terminu "asertywność", którego integralnymi częściami jest brak agresji i manipulacji

                        "wyciągając wnioski z twojej wypowiedzi w tak ociosany sposób, jak ty to zrobiłaś z moją, należałoby powiedzieć, że znacznie lepsze jest kłamanie i ukrywanie swoich uczuć, emocji, myśli itp." - uznanie, że osoba, która uważa, że bezrefleksyjne mówienie tego, co przyjdzie na myśl nie jest asertywne, bo bywa agresywne, woli kłamstwo i ukrywanie uczuć, emocji, myśli, znowu brak zauważenia postawy "pomiędzy"

                        "nie mam wokół siebie urażonych ludzi. Ok, tych kilkoro mam, ponieważ niestety istnieją ludzie, którzy sami nie chcą widzieć i żądają od innych tego, by nie widzieli. A ja nie lubię udawanych kontaktów." - znowu, absolutna pewność, że zaistniała sytuacja leży w tych innych ludziach, na pewno nie w Twojej agresji, poobrażali się za to, że widziałaś, a nie za sposób w jaki to przekazałaś, nie wtrącanie się lub wyważony, nieagresywny sposób kontaktu jest dla Ciebie udawany

                        > Moim zdaniem asertywnym zachowaniem jest właśnie nie ugięcie się przed kimś. Mó
                        > wienie i robienie dokładnie tego co się myśli i co się uważa za słuszne nie ogl
                        > ądając się na osobę agresywną. Zresztą preferuje mówienie i robienie tego, co s
                        > ię myśli w każdej sytuacji.

                        Cytat z wikipedii:
                        Asertywność to:
                        umiejętność wyrażania opinii, krytyki, potrzeb, życzeń, poczucia winy,
                        umiejętność odmawiania w sposób nieuległy i nieraniący innych,
                        umiejętność przyjmowania krytyki, ocen i pochwał,
                        autentyczność,
                        elastyczność zachowania,
                        świadomość siebie (wad, zalet, opinii),
                        wrażliwość na innych ludzi,
                        stanowczość,
                        samoocena[3].

                        (...)
                        Asertywność nie oznacza ignorowania emocji i dążeń innych ludzi, lecz raczej zdolność do realizacji założonych celów mimo negatywnych nacisków otoczenia, racjonalną dbałość o własne interesy z uwzględnieniem interesów innych. Asertywność to obok empatii podstawowa umiejętność wchodząca w skład inteligencji emocjonalnej.


                        Wytłuściłam to, co moim zdaniem w swojej własnej definicji asertywności pomijasz, resztę zdaje się opanowałaś dość dobrze.
                        • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 20:39
                          mam świadomość swoich wad, mam świadomość kilku przymiotów.Potrafię przyjąć krytykę. Fakt, że uważam forum za "przepsychologizowane" w wielu wypadkach i rozkminiające na drobne elementy mało istotne. Zresztą twoja wyliczanka też jest taka. Tu jest zachęta do agresji, tam zrzucanie odpowiedzialności na ofiarę. Można wszystko w ten sposób rozłożyć, co udowodniono na podstawie "Kubusia Puchatka" - w końcu każda z postaci miała poważne problemy psychologiczne, a Krzyś stosował przemoc ponieważ ciągną Puchatka po schodach za łapkę.
                          Ja zachęcam do brania odpowiedzialności za swoje życie. Nie uginania się przed osobami, które mają możliwość i próbują zniszczyć nasze życie. Bo jest ono jedno i warto o nie zawalczyć wszelkimi sposobami.

                          Wybaczcie, ale nie będę już kontynuować dyskusji o tym, jaka jestem straszna, agresywna, a moi przyjaciele muszą być nimi z pokory, strachu lub być może ich zastraszyłam. Idę pogadać z przyjaciółką, a później spędzić wieczór z mężem, bo jakimś trafem jeszcze ode mnie nie uciekli i lubią ze mną przebywać.
                          • zuzi.1 Re: Mąż mnie wykańcza 20.03.14, 17:10
                            Myślę, że dziewczyny przesadziły, przyczepiły się do kilku rzuconych zdań a potem już poszło dalej. Każdy czasem napisze coś mniej lub bardziej sensownego, ale nie ma co z tego wyciągac od razu zbyt daleko idących wniosków. Nie zgadzam się z opinią, która w tym wątku na temat ed-winy powstała, czytam m.in. jej wpisy od dawna i nie zauważyłam w nich jakiejs szczególnej agresji, złośliwosci itp. spraw. Wiele wpisów jest naprawdę b. rozsądnych i wyważonych. A jakby się tak człowiek dobrze przyłożył, to każdej forumce, gdyby ktos bardzo chciał można COŚ zarzucic i się do czegoś przyczepic... ;-)
                            • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 21.03.14, 15:03
                              Dziewczyny się nie przyczepiły, tylko pokazały, jak wygląda "szczerość" typu "mam prawo szczerze i wprost napisać to co myślę". Jak widać, pisanie tego, co sie mysli, a już szczególnie mówienie tego, co się myśli znajomym jest i niesympatyczne i obciążone zasadniczą wadą - to, co się myśli może byc diagnozą od czapy, czy zwykłym skrzywdzeniem drugiej osoby, czy błędem. W dodatku wymaga od drugiej osoby obrony, obrony pt. "Dlaczego nie dostosowuję sie do twoich standardów" - innymi słowy, szczera osoba oczekuje, ze inni będą działali tak, jak ona to sobie wyobraża. Komunikat "spasłaś sie" to nic innego jak "oczekuję, ze schudniesz". Niby jakim prawem? Podobnie komunikat na forum "Jesteś głupia/ niesympatyczna/ gburowata" wywołuje reakcję pt. "dlaczego nie jestem" - innymi słowy chęć usprawiedliwiania się, dlaczego nie dorównuje sie standardom obrażającego.
                              To doskonale pokazuje, że nawet osoby szczere do bólu nie lubią szczerości, gdy ich dotyczy - i dlaczego.
                              • zuzi.1 Re: Mąż mnie wykańcza 21.03.14, 15:15
                                "To doskonale pokazuje, że nawet osoby szczere do bólu nie lubią szczerości, gdy ich dotyczy - i dlaczego."

                                Tak, to jest prawda. Twoim zamierzeniem verdano jak rozumiem było pokazanie ed-winie konsekwencji takiej szczerosci i to rozumiem.

                                Ale odnośnie ed-winy padły jeszcze inne zarzuty, z którymi się zwyczajnie nie zgadzam. Marsylvik coś na ten temat pisała.
                                • zuzi.1 Re: Mąż mnie wykańcza 21.03.14, 15:20
                                  marsylvik napisała:"Fakt, że nie znasz (co widać w Twoich wypowiedziach na forum) innych zachowań niż atak i obrona, a z tych dwóch preferujesz atak nie oznacza, że innych zachowań nie ma, ani że nie ma lepszych niż preferowane przez Ciebie. Naprawdę jest możliwe zachowanie nieuległe i nieagresywne jednocześnie, bez względu na to, jak nieprawdopodobne Ci się to wydaje."

                                  Z tym się nie zgadzam, od dawna czytam to co pisze m.in. ed-wina i uważam, że to co powyzej napisane to kompletnie nietrafiona opinia, chociaż inne wpisy marsylvik uważam za ciekawe.
                              • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 21.03.14, 16:04
                                Walczysz o dobre samopoczucie moich znajomych, wobec których twoim zdaniem stosuję nieakceptowalną szczerość. Próbujesz - w ten niby szczery sposób (choć mnie nie znasz) pokazać na mnie czym ta szczerość jest. Popełniasz podstawowy błąd - nie trafia do ciebie, że ja to stosuję wobec bliskich. I to ich sprawą jest czy im to odpowiada czy nie. Najwyraźniej odpowiada, bo nie kończą przyjaźni. I ty ze swojego punktu siedzenie niczego nie powinnaś z tym robić, bo to zwyczajnie nie twoja sprawa jakie relacje panuję pomiędzy nami. Aby tym bardziej pokazać ci jaki błąd popełniasz nie rozumiejąc, że relacje są różnorodne i nie ma jednej dobrej metody na przyjaźń, a już zarzucanie mi, że moje przyjaźnie muszą być do bani, powiem ci, że twoje wypowiedzi przeczytałam mojej przyjaciółce. Moje odpowiedzi również. Miała niesamowitą polewkę z tego i stwierdziła, że jeśli tak bardzo musisz się trzymać wszelkich form grzecznościowych z bliskimi, to widocznie nigdy nie byłaś w bliskiej relacji z kimkolwiek. Oraz to, że od przyjaciela nie wymaga się tylko głaskania po główce, ale dobrze, jeśli potrafi też dać kopniaka w tyłek. Do wczorajszego popołudnia odebrałam kolejne telefony od przyjaciół, którym zostały przekazane twoje wypowiedzi o mnie. Jeden ze znajomych nawet chciał ci napisać, że zagroziłam mu, iż jeśli nie zajmie się swoją żoną i rodziną, to sama załatwię jego żonie kochanka. I jakoś też nie zerwał ze mną kontaktów, nie odsunął się, nie obraził.
                                Bardzo niewiele wiesz o ludzkich relacjach skoro uważasz, że jedynie grzeczność może przynieść więź. Kiedy masz z kimś głęboką, prawdziwą relację, kiedy jesteś dla kogoś wiarygodna, umiesz być dla tego człowieka skałą - jeśli tego akurat potrzebuje lub wiatrem w żaglach, jeśli nie zawodzisz jego zaufania pokładanego w tobie i jesteś otwarta na wszystko, co ta relacja przyniesie, wówczas nawet słowa krytyki przyjmuje się jako zainteresowanie. A moich przyjaciół bronić przede mną nie musisz, sami sobie świetnie dają z tym radę.
                                • marsylvik Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 00:47
                                  edw-ina napisała:

                                  > Walczysz o dobre samopoczucie moich znajomych, wobec których twoim zdaniem stos
                                  > uję nieakceptowalną szczerość. Próbujesz - w ten niby szczery sposób (choć mnie
                                  > nie znasz) pokazać na mnie czym ta szczerość jest. Popełniasz podstawowy błąd
                                  > - nie trafia do ciebie, że ja to stosuję wobec bliskich.

                                  Odnosiłam się do tego, co piszesz na forum, do tego jak traktujesz innych forumowiczów i jak nam radzisz traktować ludzi. Nie komentowałam niczego, o czym byś tu nie napisała. Pisałaś wyraźnie, że swoją postawę, czyny i przekonania uważasz za asertywne. A ja się z tym nie zgadzam, uważam, że nie znasz definicji asertywności, nie rozumiesz jej albo nie dostrzegasz sprzeczności między tym co i jak piszesz a asertywnością. Współczucie dla Ciebie było szczere (nadal momentami jest, choć momentami złość je wypiera), bo sama kiedyś widziałam przyczynę wszystkich moich nieporozumień z innymi wyłącznie w tych innych. Znałam swoje intencje, nie rozumiałam jak inni mogą się ich nie domyślać... Potem życie mnie zmusiło, na moje szczęście, do zmiany zapatrywań. Nie od razu na obecne, długo był okres przejściowy, czyli druga skrajność, że skoro przyczyna choć w części jest po mojej stronie i ja to wiem to koniecznie muszę to naprawić ;) Zresztą taką postawę u innych też często tu na forum wypominam (właśnie przez współczucie, zrozumienie, bo sama tego doświadczyłam), tyle, że to chyba łatwiej komuś przyjąć.

                                  Nie ma problemu, bądź sobie prywatnie jaka chcesz. Uważaj jak chcesz, rób co chcesz, byle nie na szkodę innych. Ale kiedy podjudzasz kogoś publicznie i bezinteresownie, albo dołujesz, a robisz to tak autorytatywnym i pewnym siebie tonem to, hmm... licz się z tym, że ktoś może Ci uwierzyć. Uznać na przykład, że czas już być asertywnym, ale jeśli pójdzie za Twoją spaczoną definicją asertywności, za Twoim przykładem, to może nieświadomie spaprać sobie życie. I potem na przykład płakać na forum, że zła synowa się wraz z dzieckiem od niej odcięła... A ktoś inny na forum publicznym może zaprotestować i Ci to wytknąć :P

                                  Pojęcie asertywności już i tak bardzo wypaczono (głównie dziennikarze w artykulikach-pseudo-poradnikach). Właśnie takim okrojonym jego rozumieniem, podobnym do Twojego, jako wyłącznie mówienie "nie" i nieuleganie, z zupełnym pominięciem unikania agresji i manipulacji. Pojęcie agresji tez jest zresztą słabo rozumiane, wiele osób kojarzy je tylko z przemocą fizyczną. A przecież agresywne jest każde zachowanie, które celowo ma kogoś zaboleć, niekoniecznie fizycznie.
                                  • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 11:18
                                    Jak dla mnie agresją i nieprzejednaną postawą wykazujesz się ty. Jako jedyna wiesz co jest właściwe. Jak brzmi definicja, jak powinna być rozumiana, jak mają zachowywać się ludzie, by żyli w zgodzie i szczęściu. To troszkę trąci brakiem emocji. Bo taka "letniość" jest brakiem emocji. A zakochanie jest wielką emocją, żal jest emocją, złość. To wszystko czyni z nas ludzi.
                                    Pisząc, to co piszę zakładam, że mój rozmówca zna osobę (bo zwykle chodzi o osobę - współmałżonka, dziecko, koleżankę, matkę, teściową) i w choćby podskórnie czuje, czy dana rada przyniesie pożądany skutek, czy nie. Po to rady są różnorodne, by w przy ich szerokim wachlarzu można było wybrać to, co w danej sytuacji się sprawdzi. Wychodzenie z założenia, że wiem najlepiej co się sprawdzi, bo tylko taka a nie inna postawa przyniesie właściwą i oczekiwaną zmianę, jest błędem. Ja sobie nie przypisuję takiej mocy sprawczej. Za to wychodzę z założenia, że najlepiej jest mówić o tym, co się sprawdza w życiu danej osoby, co zostało przetestowane. Oczywiście - zmiennych jest tak dużo, cały background życia danej osoby, postępowania, wartości jest tak odmienny, że trzeba brać na to poprawkę. Wydaje mi się to tak oczywiste, że nie widzę powodu, by za każdym razem to podkreślać.
                                    Mój mąż mówi, że szczerości boją się ludzie, którzy albo są - często mimo sukcesów i udanego życia - bardzo niepewni siebie, albo zostali nauczeni ukrywać swoje opinie w imię wiary "nie wychylaj się, a będzie ci lepiej". Ja wychodzę z założenia, że wolę być szczera sama ze sobą.


                                    Odniosę się do tego: bo sama kiedyś widziałam przyczynę
                                    > wszystkich moich nieporozumień z innymi wyłącznie w tych innych.

                                    Nie widzę przyczyny nieporozumień wyłącznie w innych. Napisałam szczerze, że zakończyłam relację z kilkoma osobami, właśnie dlatego, że nie umiałam z nimi żyć w nieszczerości. Jeżeli bardzo chcesz wiedzieć skąd wziął się konflikt między nami, to chętnie powiem. Otóż stąd, że uznałam iż nie chcę mieć do czynienia z kimś, kto pali bibliotekę po dziadku, bo nie pasuje do nowego domu. Nie oddaje tej biblioteczki, nie sprzedaje (o zachowaniu nie wspomnę), tylko pali jak ubiegłoroczne liście. Tak samo nie utrzymywałabym kontaktu z ludźmi katującymi zwierzęta, dzieci czy złodziejami. Nie mój system wartości.

                                    Zarzucasz mi agresję, a sama piszesz do mnie bardzo agresywnie. prawdę powiedziawszy nie chce mi się tego kontynuować. Z całymi moimi zerowymi emocjami wobec nieznanej osoby jaką jesteś, wolę żeby pouczali mnie ci, którzy nie kryją się za anonimowym nickiem.
    • noname2002 Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 09:13
      Pomyślcie o jakiejś terapii, bo to co opisałaś to prosta droga do koszmaru. Mój ojciec wychował się w biednej rodzinie i miał takie tendencje do skąpstwa, życie z kimś takim to nic przyjemnego. Zwłaszcza jeśli z powodu dziecka będziesz zależna ekonomicznie, logistycznie czy w inny sposób.
      Natomiast mój eks robił to co Ty, najpierw miał ciche dni, potem miesiące, a potem prawie wcale nie rozmawialiśmy- to idealny sposób na to, żeby zniszczyć wszelkie więzi w małżeństwie.
      • adorra0 Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 18:28
        A jakie biedaczyna miał wyjście skoro raczyłaś go wrzaskiem i wyzwiskami?
        • noname2002 Re: Mąż mnie wykańcza 21.03.14, 00:52
          Widziałaś to w szklanej kuli?
          • adorra0 Re: Mąż mnie wykańcza 21.03.14, 14:46
            noname2002 napisała:

            > Widziałaś to w szklanej kuli?

            Tak, w tej samej , w której Ty zobaczylaś jak niemiłą osobą jest edwina;-)
            • noname2002 Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 00:25
              A napisałam gdzieś, że wyzywałam kogokolwiek? bo Ed-wina sama napisała jak to lubi mówić innym, że są grubi albo śmierdzą.
              • adorra0 Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 10:04
                A co to ma do rzeczy. Nie znam Edwiny w realu, ale na forum nie mam się do niej z czym doczepić. Owszem, poradziła Autorce, zeby ta ośmieszyła swojego męża, ale przecież Autorka ma swój rozum, zna swojego męża, jego reakcje i może z tej rady skorzystać lub nie. Natomiast nigdy nie przeczytałam w postach Edwiny czegoś co określałoby wartość danej osoby, a raczej deprecjonowałoby jej wartość - znakomitym przykładem są w tym wątku wpisy Verdany.
              • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 11:22
                bo Ed-wina sama napisała jak to l
                > ubi mówić innym, że są grubi albo śmierdzą.

                - proszę czytać uważnie. Napisałam, że powiedziałam to moim przyjaciołom, którzy w dodatku nie uznali tego za obelgę. Nie biegam po ulicach mówiąc - pani śmierdzi, pan jest spasły, a państwa dziecko z pewnością wyrośnie na głupka. Za to nie udaję przed przyjaciółmi, że nie widzę, iż utyli, tylko mówię o tym. Tak samo oczekuję od bliskich, że powiedzą mi, jeśli popełniam głupotę czy wyrządzam sobie krzywdę.

                Jeszcze raz proszę czytać uważnie i ze zrozumieniem.
                • igge Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 12:12
                  Edwina, nie przejmuj się opiniami forum. Nie widzę agresji itp w Twoich wpisach co niektórzy w tym wątku sugerują. To jest jakieś rozdzielanie włosa na czworo albo zwykłe nieporozumienie. Zgadzam się z Zuzią.
                  ja też jestem nadmiernie szczera czasem wpadam przez to w kłopoty :). raz zdarzyło mi się powiedzieć najbliższej przyjaciółce, że grubo wygląda. żałowałam tej niefortunnej szczerości bo przyjaciółce słusznie zaskoczonej moją uwaga zrobiło się przykro. Ona od lat próbuje różnych diet a tak w ogóle to wyjątkowa mądra i radosna osoba, która zupełnie bez sensu przejmuje się swoim wyglądem (i zdrowiem :)). jest pięknym pełnym wdzięku stworzeniem i nadwaga nie ma tu nic do rzeczy. Ja tez nie chciałabym usłyszeć, że się "spasłam" choć jest to szczera prawda. (Teraz pracuję nad spasieniem mojej kotki). oczywiście, że bliskim osobom mówimy przeróżne hmmm (intymne?) rzeczy otwarcie i nasza więź na tym nie cierpi. Mężowi czasem wspomnę, że przerzedzają mu się włosy na czubku głowy choć on tego nie lubi wiedzieć. on raz powiedział mi, że wyglądam "inaczej" niż 20 lat temu i ...wkurzyło mnie to, że on zauważa:) i czasem "liczy" mi kęski (Bo drogo kosztują :)). My też szczerze i otwarcie żartujemy sobie ze swoich słabostek w gronie przyjaciół ale nigdy nie jest to coś co może sprawić przykrość, to zabawa, wygłupianie się, obśmiewanie publiczne naszych wad i np nadmiernej oszczędności męża też. On i tak wie, że go akceptujemy i "kochamy" z moimi przyjaciółkami co nie znaczy, że nie jest ciężko wytrzymać z jego hmmm "minimalizmem" finansowym. Wspólny szczery i głośny śmiech pozwala ten hmmm "ciężar", a raczej ciężarek znieść łatwiej i bezboleśniej. Ale mój mąż w żartującym na jego temat towarzystwie nie robi się "purpurowy i zawstydzony" (jak napisałaś chyba) i żarty nie poniżają go ani nie upokarzają. On i tak "wie" :), że ma rację.
                  Jest taka fajna książka Kołakowskiego o cudownym tytule "Moje słuszne poglądy na wszystko", dałam ja kiedyś w formie aluzji swojej wszechwiedzącej ulubionej teściowej. Mój mąż tez ją powinien dostać, ostatnio wierzy, że zawsze ma rację i nasze żarty niczego w tym przekonaniu nie mogą zmienić. Ale pośmiać się zawsze warto.
                  Pozdr serdecznie
                  • noname2002 Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 17:09
                    Ja tam nic nie pisałam, że posty Ed-winy są agresywne, wręcz przeciwnie, uważam, że są bardzo wyważone i zawsze je uważnie czytałam(zwłaszcza o mężczyznach i związkach bardzo sensownie), dlatego zaskoczyło mnie, że w realu najwyraźniej jest zupełnie inna.
                    Starasz się bronić Ed-winy a z całego Twojego postu aż bije po oczach, że nie warto mówić za wszelką cenę prawdy :-)czy Twojej przyjaciółce pomogło to, że usłyszała, że jest gruba? czy Tobie pomogło uświadomienie, że nie wyglądasz już tak jak 20lat temu i mąż jest tego świadomy? czy mężowi trzeba przypominać, że łysieje?
                    I dlaczego takie "prawdomówne" osoby(tu nie piszę już o Ed-winie)jakoś zapominają powiedzieć o tym, że ktoś ma rewelacyjne nogi/pięknie się ubrał/ma piękną cerę?
                    • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 17:24
                      Nie piszesz o mnie, ale Ci odpowiem o sobie - ja właśnie to wszystko mówię. Że ma rewelacyjne nogi, świetną cerę, super wygląda w tej kiecce, że świetny warsztat zawodowy, że cenię opinię/wiedzę/umiejętności. Dlatego pisałam o backgroundzie - że on musi istnieć. I kiedy on istnieje, kiedy np. moja przyjaciółka wie, że zawsze powiem jej szczerze np. jak wygląda - znakomicie, seksownie, w tych spodniach świetnie, ale ta sukienka niepotrzebnie cię pogrubia itd. to inaczej odbiera słowa np. zachowujesz się teraz idiotycznie.
                      Powiem więcej - kiedyś w pracy zrobiłam sobie eksperyment i mówiłam przez kilka dni wszystkie pozytywne rzeczy, jakie zauważyłam u współpracowników: że ładna koszula, że świetna fryzura, że to wyjątkowo miłe, że regularnie dolewa mi kawy do kubka itd. itp. Każdy komplement był szczery i w 100 proc. prawdziwy. Ludzie głupieli. Nie wiedzieli jak się zachować. Wreszcie koleżanka z pracy mówi - powiedz, że mam krzywe nogi, albo szminka mi się rozmazała, bo to znacznie normalniejsze niż mówienie codziennie, że ładnie wyglądam. Ludziom strasznie ciężko jest mówić na co dzień komplementy i ich słuchać. Spróbuj. Będziesz zaskoczona.
                      • noname2002 Re: Mąż mnie wykańcza 26.03.14, 11:18
                        moja przyjaciółka wie,
                        > że zawsze powiem jej szczerze np. jak wygląda - znakomicie, seksownie, w tych
                        > spodniach świetnie, ale ta sukienka niepotrzebnie cię pogrubia itd. to inaczej
                        > odbiera słowa np. zachowujesz się teraz idiotycznie.

                        Jeśli się ktoś pyta jak wygląda itd, to myślę, że jest to zupełnie co innego niż taka dowalanie ludziom w imię szczerości. Rozumiem też jeśli się RAZ powie zaprzyjaźnionej osobie, że ma nieprzyjemny zapach potu czy z ust.

                        Ludzi
                        > e głupieli. Nie wiedzieli jak się zachować. Wreszcie koleżanka z pracy mówi - p
                        > owiedz, że mam krzywe nogi, albo szminka mi się rozmazała, bo to znacznie norma
                        > lniejsze niż mówienie codziennie, że ładnie wyglądam. Ludziom strasznie ciężko
                        > jest mówić na co dzień komplementy i ich słuchać. Spróbuj. Będziesz zaskoczona.

                        Zawsze mówię ludziom komplementy. Dlaczego nie mam powiedzieć komuś, że ładnie wygląda, elegancko się ubiera, ma piękne dziecko, dobrze coś zrobił? Zachowują się normalnie, dziękują, cieszą się, że coś zauważyłam. A jeśli nic pozytywnego nie mogę powiedzieć, to po prostu przemilczam temat. Mojej koleżance, która ma karnację Mulatk(śliczną!kiedyś jej bardzo zazdrościłam, teraz lubię swoją bladą cerę) i z uporem farbuje włosy na jasny blond, nie powiem, że wygląda beznadziejnie i jak blachara- tylko sprawiłabym jej przykrość i byśmy się pokłóciły a i tak robiłaby swoje. Owszem, zapytana jak mi się fryzura podoba mówię, że według mnie ładniej jej w ciemnych włosach.
                        Mam pytanie, co zrobiłabyś jakby ten przyjaciel, który utył, nie schudł mimo, że mu zwracałaś uwagę?
                      • noname2002 PS 26.03.14, 11:23
                        Wreszcie koleżanka z pracy mówi - p
                        > owiedz, że mam krzywe nogi, albo szminka mi się rozmazała, bo to znacznie norma
                        > lniejsze niż mówienie codziennie, że ładnie wyglądam

                        Być może wydawałaś się koleżance nienaturalna, no na ogół mówisz rzeczy niemiłe?
    • marzeka1 Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 09:30
      Tak jak mąż "wszedł w buty", czyli schemat z domu rodzinnego, tak kolejne pokolenie, czyli Wasze dziecko będzie takie destrukcyjne zachowania dziedziczyć.
      I nie, nie wychowasz dorosłego chłopa.
    • yna777 Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 09:54
      Tak, to przemoc psychiczna i raczej po urodzeniu dziecka będzie gorzej niż lepiej.
      A na dodatek grasz teraz w jego grę. Skoro jego ojciec karał matkę cichymi dniami, to ty robiąc to samo tylko realizujesz jego potrzebę odtworzenia tego co miał w domu i na dodatek jesteś tą złą, bo przyczyna dla której tak a nie inaczej zareagowałaś nie ma już znaczenia, bo on przecież nie przyznaje, że zachował się źle.
      Jeżeli chcesz coś zmienić w waszych relacjach, a dla dziecko wręcz powinnaś, bo ono też wcześniej czy później usłyszy stos wyzwisk albo wykończy go jego skąpstwo albo jeszcze coś innego, to musisz albo namówić go na terapię albo przełamać schemat i przede wszystkim nie ustępować.
      Zatem nie obrażasz się, ale reagujesz za każdym razem inaczej. On gna po ten jogurt 10 gr tańszy, to wrzucasz mu do koszyka coś drogiego i trudno nastawiasz się na awanturę w domu i najlepiej ją zignorować.
      • sebalda Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 12:01
        Dla mnie w tym wszystkim najgorsze jest nieprzepraszanie. Ludziom czasami puszczają nerwy (choć i tak granice muszą być zachowane), ale w normalnym układzie przychodzi otrzeźwienie i jest czas na przeprosiny i pogodzenie się. To jest podstawa funkcjonowania związku. Jest także oznaką szacunku, ktory też jest niezbędny w związku.
        Takie ciche dni z Twojej strony nic nie zmieniają, jak widać, ktoś słusznie zauważył, że wpisują się w grę, którą on prowadzi, bo taki wzorzec wyniósł z domu. To trzeba zmienić. Nie wiem jak, ale chyba jednak każdorazowym stanowczym domaganiem się przeprosin.
        Dorośli ludzie się nie zmieniają. Jeśli nie widzą takiej potrzeby. Zmianę może wymusić tylko REALNA groźba utraty związku. Twój mąż do tej pory nie ponosił praktycznie żadnej odpowiedzialności, żadnych przykrych konsekwencji swoich zachowań, stąd brak potrzeby zmiany. Gdyby dotarło do niego, że może Ciebie naprawdę utracić, może się zmobilizuje. Skargi żony są nieistotne, dopiero może usłyszenie z ust fachowca, jak destrukcyjne są jego zachowania, pomoże mu zrozumieć problem. Czyli po kolejnej awanturze z wyzwiskami i braku przeprosin, mimo Twoich żądań ich usłyszenia, uprzedzasz, że nie będziesz tego dłużej tolerować i następnym razem go pakujesz/się pakujesz (w zależności od możliwości), chyba że zgodzi się pójść na terapię ukierunkowaną na przeciwdziałanie przemocy psychicznej z jego strony. Po czym konsekwentnie wprowadzić, jeśli zajdzie taka konieczność, groźbę w życie.
        Niedawno obserwowałam, jak zerwanie podziałało na faceta. Zmiany na lepsze są możliwe, tylko facet musi rokować i musi mu naprawdę zależeć. To jest możliwe.
        • teodozja_z Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 17:36
          sebalda napisała:

          > Dla mnie w tym wszystkim najgorsze jest nieprzepraszanie. Ludziom czasami
          > puszczają nerwy (choć i tak granice muszą być zachowane), ale w normalnym układzie
          > przychodzi otrzeźwienie i jest czas na przeprosiny i pogodzenie się. To jest
          > podstawa funkcjonowania związku. Jest także oznaką szacunku, ktory też jest
          > niezbędny w związku.

          Mam takie same odczucia. Niestety, znam takie akcje i ze swojego związku. Ale wtedy, kiedy mąż udaje że nic się nie stało po prostu otwarcie mówię: "chyba nie do końca załatwiona jest sprawa wczorajszej kłótni/konfliktu?" albo "wczoraj mnie dotknąłeś, chyba powinniśmy to wyjaśnić, bo mnie to wciąż boli". Ponieważ następnego dnia zwykle on już jest w lepszym nastroju, spokojniejszy, łatwo przychodzi mu zrozumienie swojego złego zachowania i przeproszenie. Może tak spróbuj?

          > wymusić tylko REALNA groźba utraty związku.

          Też jakiś sposób. Faceci zwykle w związku przysypiają, budzą się dopiero w chwili zagrożenia.

          • tully.makker Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 14:39
            "wczoraj m
            > nie dotknąłeś, chyba powinniśmy to wyjaśnić, bo mnie to wciąż boli"

            O ile takie mertody komunikacji swietnie sie sprawdzaja w normalnej relacji, kiedy czasami ludzie sie rozzloszcza i powiedza sobie cos przykrtego, o tyle w sytuacji przemocy nie maja zastosowania - informowanie sprawcy ze cos cie dotyka lub sprawia przykrosc to woda na jego mlyn - bedzie powtarzal takie zachowania gdy tylko bedzie potrzebowal dac ujscie agresji. Czyli - coraz czesciej.
          • basiastel Re: Mąż mnie wykańcza 21.03.14, 02:41
            Przeprosiny niczego nie załatwią i to absurd, by czekać na dobry humor przemocowca, by usłyszeć słowo "przepraszam".
            Sama byłam ofiarą przemocy i jej sprawca mnie wielokrotnie przepraszał, a nawet obiecywał, że już będzie grzeczny. Ciągle przepraszał i ciągle robił to samo. Jego wybuchy agresji były coraz silniejsze. Te przeprosiny to taki trick, by nie wypuścić ofiary z łap, nic więcej - niczego nie zmienią.
        • marsylvik Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 14:08
          sebalda napisała:

          > Dla mnie w tym wszystkim najgorsze jest nieprzepraszanie. Ludziom czasami puszc
          > zają nerwy (choć i tak granice muszą być zachowane), ale w normalnym układzie p
          > rzychodzi otrzeźwienie i jest czas na przeprosiny i pogodzenie się. To jest pod
          > stawa funkcjonowania związku. Jest także oznaką szacunku, ktory też jest niezbę
          > dny w związku.

          Ja za najgorszy uważam brak umiejętności pogodzenia się. Przeprosiny to tylko środek do celu, nie dla wszystkich znaczą to samo, nie dla wszystkich są konieczne. Czasem bywają nawet destrukcyjne, tu jest przykład: Spryt. Awersja niektórych do przepraszania może się brać z odmowy udziału w tej właśnie grze psychologicznej, jeśli ktoś się kiedyś dawał w nią wciągać, tak jest chyba u mnie. Przez lata funkcjonowałam zupełnie bez formalnego przepraszania, teraz się odrobinę tego uczę, oduczając jednocześnie partnera (a on się oducza, ucząc jednocześnie mnie) ;)

          Co do reszty Twojej wypowiedzi, to się z nią zgadzam, najrosądniejsze rady jakie się w tym wątku znalazły.
    • igge Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 11:45
      część :)
      Skup się na swoich przyjemnościach i sama dostarczaj sobie jak najwięcej radości, jesteś w ciąży - gratulacje. Bardzo dobrze, ze nie czekałaś z ciążą do 40. Wcale nie jest powiedziane, że im później tym równie łatwo w ogóle zajść w ciążę. Nie zamartwiaj się, tyle dziewczyn trafia na bezsensownego faceta, nie Ty pierwsza i nie ostatnia. Jeśli to, jak piszesz, naprawdę jednak dobry człowiek - zdecydujecie się na terapię i to najlepiej już teraz zanim dojdą obowi ązki z niemowlakiem. Na jakiej podstawie piszesz, że jest dobry ? Ja zacznę od tego co sama nazywasz najgorszym - jego awantur, wyzwisk. Jakbym czytała o swojej matce. On nie kontroluje wcale emocji, wyładuje się, powie najgorsze rzeczy, a za dwa dni zachowuje się jak gdyby nigdy nic. Koszmar. matkę można odciąć, zerwać kontakty, nie bardzo wiem jak można by było odciąc męża, może rzeczywiście realna groźba rozwodu, wywalenie rzeczy...Uświadom mu, że niszczy małżeństwo, że stwarza okropne warunki rozwoju dla Waszego dziecka, że musi wyjśc z domu na spacer dla ochłonięcia nerwów jak czuje, że zbliża się wybuch. Nie pozwalaj mu na zaczęcie/rozwinięcie awantury - wychodź Ty jak on tego nie zrobi. Niech sobie gada do ściany. Razem ustalcie jak nie dopuszczać do tego, żeby Cię (a potem dziecko) niszczył. Wychodź do łazienki, włączaj muzykę, tak, żebyś nie słyszała co w emocjach i nerwach mówi. Kończ rozmowę jak czujesz, że zmierza do awantury. Chyba jak zawodowo Twój mąz daje radę dyskutować bez emocji to i dla Ciebie i dziecka mógłby się postarać? Jeśli jak piszesz jest "dobrym" CZŁOWIEKIEM. Niech więc zachowuje się jak człowiek właśnie. Moja matka mimo, że jest dobra kobietą zrobiła mi gehennę z dzieciństwa. Człowiek nie panujący nad swoimi emocjami w kłótni to hmmm czyste zło. Zastanów się co mąz twój może zrobic z Waszego życia, Twojego i dziecka życia jeśli nie wykaże motywacji do zmiany siebie. Pozdr serdecznie
      • igge Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 11:55
        PS:
        Skąpstwem, nadmierną oszczędnością nie przejmowałabym się, masz większe problemy. Niech sobie mąż jeździ po tańszy jogurt (swoją drogą koszt benzyny nie przekracza tych 10 gr różnicy na cenach produktów ?). Niech ma swoje drobne radości :) Ty dla siebie kupuj to co lubisz i za tyle ile lubisz i tam gdzie lubisz. Ewentualnie, jak ktoś wcześniej doradził, wrzucaj droższe produkty do koszyka jak on lata po sklepie szukając tańszych. Nie przejmuj się jego dziwactwem, niech każde z was ma to co lubi. Byle tylko nie pozwalać decydować mu co Ty masz w swoim koszyku, we wspólnym koszyku. Odpuść sobie próby wpływania na to jaki jogurcik on kupuje dla siebie. Niech je najtańsze a nawet przeterminowane jak chce i nie choruje :)
        • sebalda Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 12:09
          Też jestem ciekawa, na czym polega dobroć Twojego męża. Ja też latami tak mówiłam o swoim. Że uczciwy i oddany rodzinie. Ale to oddanie, skupienie na rodzinie było aż do zaduszenia. To skupienie to była całkowita dominacja. Lepiej się temu dokładnie przyjrzeć.
          Była tutaj raz dziewczyna, którą mąż traktował jak śmieć, ktory był wyjątkowo paskudnym przemocowcem psychicznym, a ona na początku pisała, jak go podziwia, uwielbia, jakim to on jest prawym i uczciwym człowiekiem. Pod koniec wątku miała już oczy szeroko otwarte, mam wielką nadzieję, że już dawno nie jest z tym gościem. Ale tam na szczęście nie było dzieci.
          • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 18.03.14, 14:32
            Ja jednak, mimo wszystko, nie do końca wierzę w jednostronną winę w tym wypadku. Choćby dlatego, ze mąż został potraktowany jako dostarczyciel nasienia, autorka zdecydowała sie na dziecko, bo czas nagli, z opcją "najwyżej się rozwiodę i dziecko wychowa się bez ojca". Nieśmiało zwracam uwagę, że ojciec może na przykład kochać dziecko i chcieć z nim być. Mógłby nie zdecydować sie na dziecko, gdyby znał plany żony. Dziecko to nie jest przedmiot należący do matki, którym może ona dysponować. A tutaj tak to wygląda.
            Więc jakoś nie wierzę, aby autorka choćby lubiła tego męża i żeby wina leżała tylko po jego stronie.
            • noname2002 Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 10:38
              Właśnie też miałam napisać, autorka wątku nie jest wyłącznie ofiarą. Takie nieodzywanie się całymi tygodniami to dla mnie też przemoc psychiczna. A tu się wszyscy skupili na awanturach i wyzwiskach męża.
              • marsylvik Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 13:36
                noname2002 napisała:

                > A tu się wszyscy
                > skupili na awanturach i wyzwiskach męża.

                Bo to jest obiektywnie łatwe do oceny. A reszta już taka oczywista nie jest.
                No i... nie wszyscy! Ja się na tym nie skupiałam, wg mojej oceny :P
                Co Wy tak "wszyscy" macie z traktowaniem forum jako jednomyślnej masy, niemalże jednej istoty? ;)
                • noname2002 Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 17:38
                  Dobrze, niemal wszyscy :P
              • basiastel Re: Mąż mnie wykańcza 21.03.14, 03:08
                No pewnie, awantury i wyzwiska to małe miki wobec przemocy polegającej na odsunięciu się od agresora. Co proponujesz? Kobieta ma chama prosić, by ją dobrze traktował? Myślisz, że posłucha? Ciche dni rzeczywiście nie rozwiążą problemu, no ale najwyraźniej autorka wątku nie potrafi się postawić, jeszcze nie.
                • noname2002 Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 00:23
                  Najwyraźniej nie wiesz jak to jest żyć z osobą, która tygodniami albo miesiącami milczy i zachowuje się jakbyś była jej najgorszym wrogiem. Uwierz mi, że awantura to przy tym małe miki, awantura trwa w najgorszym razie kilka godzin i przynajmniej wiadomo o co druga strona ma pretensje.
                  • basiastel Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 09:12
                    Zakładasz, że ta wyzywająca osoba nie ma zielonego pojęcia o co chodzi? Nie wie, biedulek za co ta straszna kara? Jak radzisz poniżanej osobie, by radziła sobie z cierpieniem? Powiesz jej "don t worry be happy" Nie radzi sobie z przemocowcem i problem z przemocowcem, który nie widzi, że kogoś niszczy i z radosnym uśmiechem po godzinie uważa, że nic się nie stało, a za kolejne dwie znów zaatakuje.
                    • adorra0 Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 10:00
                      Awantura mija, słowa pozostają. Ty zakładasz, że skoro czynnemu agresorowi przeszło, bo się wyładował i zdążył do rana zapomnieć , to nie ma sprawy. No cóż, druga strona pozostaje z tym co usłyszała. Raz wypowiedzianych słów nie można cofnąć, napisanych i puszczonych w eter też - dobrze by było, żeby panie o tym pamiętały.
                      • basiastel Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 21:14
                        Nie, ja właśnie uważam, że jest sprawa. Te wszystkie złe słowa tkwią w człowieku przez całe zycie, powodują, że człowiek się oddala, wycofuje, w końcu często odchodzi, jeśli może.
                        A przemocowiec szuka sobie innej ofiary.
                        • noname2002 Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 22:59
                          Te wszystkie złe słowa tkwią w człowiek
                          > u przez całe zycie, powodują, że człowiek się oddala, wycofuje, w końcu często
                          > odchodzi, jeśli może.

                          Zamiast "złe słowa" można wstawić "wielodniowe/wielotygodniowe milczenie" i będzie idealnie pasowało.
                          Najbardziej przechlapane będzie miało dziecko, ojciec awanturnik wyzywający od najgorszych i matka strzelająca fochy miesiącami.
                          • igge Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 00:22
                            uważam, że awantury i wyzwiska, w ogóle nerwy i emocje w słowach i tonie głosu, szczególnie skrajne są jednak gorsze. Ale nie wyobrażam tez sobie milczenia i braku komunikacji tzw cichych dni
                            W dobrych małżeństwach chyba takich cichych godzin, dni, tygodni nie ma wcale. nigdy.
                            natomiast w sytuacjach przymusowych typu rodzic-dziecko, gdzie rozwodu rodzicem nie da sie przeprowadzić, wolałabym ciche dni i święty spokój zamiast agresji fizycznej i wyzwisk
                            • basiastel Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 10:06
                              W dobrych małżeństwach nie ma cichych dni, ale i wyzwisk, które są powodem tych cichych dni. Te ciche dni są koniecznością i okresem przejściowym, oczywiście prowadzą do rozpadu związku, bo przemocowiec nie widzi problemu w tym, że kogoś niszczy. Przerzucanie odpowiedzialności i winy za sytuacje na ofiarę to typowe zachowanie przemocowca - on nic takiego nie robi i zrobić ze sobą nie zamierza. Masz problemy, idź sobie do lekarza - nie raz to słyszałam.
                            • noname2002 Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 11:43
                              natomiast w sytuacjach przymusowych typu rodzic-dziecko, gdzie rozwodu rodzice
                              > m nie da sie przeprowadzić, wolałabym ciche dni i święty spokój zamiast agresji
                              > fizycznej i wyzwisk

                              Jeśli piszesz o małym dziecku, to niestety dla małego dziecka ciche dni to też koszmar. Właśnie to mnie otrzeźwiło i założyłam sprawę o rozwód- eks po naszej rozmowie w której powiedziałam, że myślę o rozwodzie przestał się odzywać do naszego dziecka,wtedy 4latka. To było naprawdę koszmarne, dziecko biegło do ojca a on udawał, że go nie widzi.
                              Po tym przestałam mieć jakiekolwiek wątpliwości, bo o ile ja mogłam coś robić źle, to co mógł zrobić 4latek.
                              Przemoc fizyczna pewnie jest gorsza, ale dziecko od którego rodzic się izoluje i odsuwa też bardzo cierpi.
                            • karrioka miałam takich rodziców 20.05.14, 20:07
                              "uważam, że awantury i wyzwiska, w ogóle nerwy i emocje w słowach i tonie głosu, "

                              a ja się niesłychanie boję ludzi nie okazujących emocji, zwłaszcza, kiedy zgrubsza wiadomo że i jakie mają, takie poker face kiedy pod spodem paruje złość przeraża mnie i niszczy zaufanie o drugiej osoby

                              miałam w domu rodzinnym mniej więcej takie wzorce jak przyszłe dziecko autorki wątku, aktualnie za sobą 4 lata terapii i kilka związków z osobami powtarzającymi dokładnie zachowania rodziców (na przemian - choleryk i bierny agresor milczący w zapiekłej niechęci) Choleryków da się wygnać na spacer lub ogarnąc behawioralnie, pasywno-agresywnych - nie wiem, nie mam metody,za każdym takim związkiem wpadałam w stany depresyjne, z których ciężko było się "podnieść"

                              BTW moi rodzice jako starzy już funkcjonują trochę inaczej, choleryk się uspokoił, ma swoje życie, pasywny agresor nie ma z kim grać w swoje gierki, nikomu (bo dzieciom też) nie zależy już na namówieniu go do komunikacji, zaczyna okazywać normalne emocje, uczciwie je komunikować, dla mnie jako córki kilkadziesiąt lat za późno.
                        • adorra0 Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 10:10
                          To nie była odpowiedź dla Ciebie, tylko dla noname, źle się podpięłam, sorry:-)
                  • basiastel Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 10:32
                    Najczęściej nie o pretensje chodzi, albo te pretensje są o totalne bzdury.. Najwyraźniej nie miałaś do czynienia z przemocowcem. On to robi dla własnej przyjemności i ma w nosie, że płacisz za to zdrowiem. Nie raz mu mówiłam, że boli mnie brzuch, gdy wraca do domu, że pies wyskakuje, cofa się pod łóżko, wyskakuje i cofa w strachu. Radośnie odpowiedział, że nigdy nie wiadomo w jakim humorze PAN wróci do domu. Takie psychole robią sobie dobrze i nie chcą tego zmienić.
                    • noname2002 Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 11:32
                      A ja się dokładnie tak samo czułam z powodu milczenia mojego wtedy jeszcze męża. Brzuch mnie bolał z nerwów, bo nie wiedziałam czy wróci i będzie się normalnie zachowywał czy będzie milczał i traktował mnie jak najgorszego wroga(nie wyzywając i nie ubliżając). I nigdy nie było wiadomo o co tym razem się "obraził", czasem właśnie o kompletne bzdury.
                      • igge Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 13:09
                        boże dziewczyny co tu na takie sytuacje odpowiedzieć, strasznie współczuję takich przeżyć, jak nie ma woli/nadziei poprawy/zmiany lepiej znaleźć siły na ewakuację z takiego związku,
                        Lektura tego forum uczy pokory. Pozdr serdecznie
                        I jeszcze raz nie, żadnych wyzwisk, agresji czynnej i biernej, milczenia i generalnie zła w związku nie ma być. Związek, rodzina jest po to by dzieciom i dorosłym było w nim dobrze. bezpiecznie, by czerpać z niego siły
                        Szkoda, że będąc dzieckiem nie mogłam "rozwieść" się z moją matką. ewakuowałam się z domu dopiero mając 21 lat. to był chory przemocowy układ i chyba nie zniosłabym powtórki w wydaniu męża. ale łatwo się mówi nie zniosłabym, w sumie to totalny przypadek na kogo trafia się w małżeństwie
    • marsylvik Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 11:20
      femmefatigue11 napisała:

      > Tymczasem mąż zna na pamięć ceny podstawowych arty
      > kułów spożywczych i jest w stanie jechać do drugiego sklepu żeby kupić kubek jo
      > gurtu o 10 gr taniej.

      Był odcinek Rodziny zastępczej, gdzie Alutka postanowiła tanio gotować. Faktycznie, z tanich produktów udało się ugotować całkiem, całkiem posiłek :) Tylko koszt taksówki, którą jeździła po supermarketach dość mocno przewyższył oszczędności na zakupach ;)

      > Kolejna sprawa - czuję się kompletnie zaniedbywana

      Dobrze powiedziane, Ty się czujesz. Nie oznacza to koniecznie, że on Cię zaniedbuje, albo że robi to celowo. Może to być kwestia komunikacji między Wami, albo jego czy Twojej wrażliwości.

      > jego podejście do pieniędzy
      > to nie chce żeby miał dostęp do mojego konta, ale z drugiej strony to chyba
      > nie jest normalna sytuacja w małżeństwie.

      Sprawa mocno indywidualna. Trudno ocenić, czy to podejście samo w sobie to jego problem, Twój, czy wspólny. I czy chodzi o za dużą różnicę między Wami, czy o brak komunikacji, zrozumienia itd.

      > Najgorszy jest jednak sposób w jaki mąż wyraża niezadowolenie. Kiedy coś go zde
      > nerwuje, krzyczy, ubliża mi, wyzywa od pasożytów, idiotek itp, nawet teraz kied
      > y jestem w ciąży. Doskonale wie, że mnie to boli bo niejednokrotnie mu to mówił
      > am, ale on i tak nic sobie z tego nie robi. Po takiej kłótni nie odzywamy się j
      > uż najczęściej do końca dnia, po czym następnego mój mąż zaczyna rozmowę jakby
      > nic się nie stało. Nie potrafi mnie przeprosić, a ja tego oczekuję, w efekcie o
      > brażam się na niego i nie rozmawiamy ze sobą nawet kilka tygodni. Mąż pochodzi
      > z rozwiedzionej rodziny, jego ojciec też karał matkę cichymi dniami, które pot
      > rafiły trwać nawet miesiącami, a na koniec to już latami. To jest chyba wzorzec
      > wyniesiony z domu. Mówiłam mu, że wg mnie powiela błędy rodziców, ale on tego
      > nie widzi.

      Ty robisz ciche dni i wkurzasz się, że on nie widzi, że masz tak po jego ojcu? :D
      No sorki, tak to walnęło po oczach, że nie mogłam się powstrzymać :D

      Jakby to był jedyny problem u Was, to myślałabym nad wspólnym pójściem do psychologa. Potem decyzja, czy terapia wspólna, małżeńska, czy jakieś kursy komunikacji, czy terapia dla jednego z Was. Niekoniecznie dla "bardziej winnego", możliwe, że dla bardziej chętnego, albo bardziej potrzebującego wsparcia. Możliwe, że potrzebujesz obiektywnego spojrzenia, nauczenia się widzenia przyczyn także u siebie. A możliwe, że potrzebujesz nabrania pewności siebie, siły. Forum nie jest za dobrym miejscem ani na jedno, ani na drugie, bo raz, że zaraz ktoś Cię pogłaszcze, jego od ostatnich wyzywając, a dwa, że ktoś Cię dobije, stwierdzi, że wszystko to Twoja wina. Tu się wypowiada wiele różnych osób, na różnym poziomie, o różnych poglądach.

      > Jak myślicie da się jakoś wychować takiego faceta czy lepiej odpuścić sobie, ch
      > ociażby ze względu na dziecko, które ma się pojawić lada chwila?

      A myślisz, że mąż ma szansę wychować sobie Ciebie na oszczędną kobietę, czy powinien sobie odpuścić, zanim wciągniesz Was w długi? :D
      Nie twierdzę oczywiście, że jesteś patologicznie rozrzutna. Tylko zauważam, że trudno być obiektywnym we własnych sprawach, a problem niekoniecznie jest dokładnie taki, jakim go widzisz, ani niekoniecznie leży po jego tylko stronie.
      • sebalda Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 11:57
        Ważne pytanie, czy mówisz mężowi otwartym tekstem następnego dnia, że oczekujesz przeprosin, czy każesz mu się domyślać, że ma to zrobić. Jeśli z domu wyniósł styl kłótni i używania obraźliwych słów, może grubszych niż pasożyt i idiotka, to może uznać, że to nic takiego. Jeśli natomiast kilka razy mówiłaś mu, że nie wolno w związku tak się traktować, że Cię to boli i jeśli się zdarzy, to oczekujesz przeprosin, a on nadal tego nie respektuje, to pewnie faktycznie nie pozostaje nic, tylko milczenie, które w takim przypadku rozumiem. Tyle że ono niczego nie rozwiązuje.
        Ja nauczyłam swoje dzieci tych przeprosin. Czasami po ostrej sprzeczce staramy się wyprzedzić nawzajem w tych akcjach. Czasami niemal równocześnie do siebie biegniemy:) To jest takie oczyszczające, otrzeźwiające, budujące. Przeprosiny są bardzo ważną składową współżycia, nie tylko w związku. Mój mąż natomiast albo nie przeprasza wcale, albo przeprasza nieszczerze, bo w następnej kłótni potrafi wykrzyczeć, że w sumie nie żałuje tego, co powiedział, że to prawda. A rzecz była naprawdę krzywdząca, nie mówię o wulgaryzmach, ale takich maksymalnie bolesnych szpilach obliczonych na zranienie do żywego. Dzieci mąż nie przeprasza z zasady. A mamy już dorosłe dzieci, więc tym bardziej należałoby je szanować (choć uważam, że dziecku w każdym wieku należy się szacunek). Dziecko to dla niego nie partner, on się nie będzie zniżał do jego poziomu, nie będzie przepraszał, choćby nie wiem co. Czeka jakiś czas, a potem udaje, że nic się nie stało. Dzięki temu stracił własne dzieci chyba już bezpowrotnie, tym bardziej, że ja traktuję je dokładnie odwrotnie, mają we mnie przykład pozytywny, mają porównanie. Mam nadzieję, że dzięki temu nie powielą zachowań ojca, tylko moje. Oby.
        Jeśli nie nauczysz męża, jak ważne są szczere i szybkie przeprosiny, obawiam się, że on może podobnie traktować dziecko. Dlatego musisz już teraz o to zadbać. Terapia aż się prosi.
        • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 12:36
          Bardzo celne spostrzeżenie - nie każdy przeprasza, nie każdy uważa to za konieczne, nie każdy lubi. U mnie w domu na przykład raczej sie nie przeprasza, tylko przechodzi nad sprawą do porządku dziennego - ja nie znosiłam, gdy dzieci były małe, gdy usiłowały przeprosić rytualnie, bez zastanowienia, licząc że zmienię zdanie. W ogóle nienawidzę, jak ktoś mnie przeprasza. Oczywiście, czasem ktoś wyraża skruchę, ale zwykle bez słowa "przepraszam" - np. "Ok, rzeczywiście to było idiotyczne" . Więc mąż po prostu może nie wiedzieć, ze dla Ciebie to ważne.
          • sebalda Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 13:13
            Verdano, ale uważasz, że nazwanie żony pasożytem lub idiotką nie wymaga przeprosin? Że można tak mówić i to jest ok? Czy w nerwach nie zdarza się kogoś obrazić, ale po chwili przychodzi ochłonięcie i refleksja, że za daleko pojechałam? Kocham swoje dzieci bardzo, ale czasami ponoszą mnie nerwy i powiem o jedno słowo za dużo, mam potem udawać, że nic się nie stało? I odwrotnie, córka jest bardzo wrażliwa i bywa nerwowa, potrafi być opryskliwa, ale widzę, jak po chwili ochłonięcia natychmiast żałuje i przychodzi się wytłumaczyć, przeprosić. I obie wtedy czujemy się milion razy lepiej, niż gdybyśmy to przemilczały i udały, że nic się nie stało.
            W idealnym świecie ludzie się nie obrażają, są spokojni i zrównoważeni, ale w normalnym już tak nie jest. Mamy wiecznie trzymać nerwy na wodzy? To też nie jest wszak zdrowe. Najlepszym rozwiązaniem jest zatem szybkie ogarnięcie się i przeprosiny, a nie udawanie, że nic się nie stało.
            I fakt, jeśli ktoś nie został tego nauczony w domu, nie wie, jakie to jest pomocne w związku. Dlatego trzeba go tego nauczyć. Czasami długo i z mozołem, ale da się, mam nadzieję.
            • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 13:36
              Moim zdaniem przeprosiny tu nic nie dadzą, chyba, ze zdarzyło sie to raz, w czasie wyjątkowej, niecodziennej awantury. Ale jeżeli się powtarza, to naprawdę - nie o przeprosiny tu chodzi. W tym wypadku "przepraszam" przestaje znaczyć cokolwiek.
              U nas awantury, czy nawet spięcia są rzadko, szybko wszystko mija, przechodzimy nad tym do porządku dziennego i to działa doskonale - nikt nie musi sie zastanawiać, kto ma pierwszy zadzwonić i przeprosić, kto miał rację, a kto nie - następne spotkanie czy telefon po prostu zaczynamy "od zera", jakby scysja nie miała miejsca. Działa bardzo dobrze. Nie polecam wcale, jako powszechnego rozwiązania, sa ludzie, którzy potrzebują przeprosin, są tacy, co nie. Trzeba po prostu mówić o swoich oczekiwaniach, a nie liczyć, ze wszyscy są tacy sami. U mnie przeprosiny, a potem robienie tego samego, nie pomogłyby w związku.Przeciwnie.
          • marsylvik Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 13:25
            To też bardzo celne spostrzeżenie. Ja też nie cierpię przeprosin dla samych przeprosin, bez uznania, że się zrobiło coś złego, tylko po to, żeby już było dobrze. Wymuszania na mnie przeprosin nienawidzę. Co nie znaczy, że nie potrafię przeprosić sama z siebie, kiedy do mnie dotrze, że jednak powinnam. Ala jak już są, to muszą być szczere, ani sama nieszczerze nie przeproszę, ani takich przeprosin nie przyjmę. Zazwyczaj mówię wtedy żartobliwym tonem coś w rodzaju "Ty nie przepraszaj, Ty się popraw!" ;)
            Partner odwrotnie. Tak ma wdrukowane, że żeby się pogodzić, to trzeba się przeprosić. Niestety, przy tej okazji przeprosiny traktuje jako przyznanie się do winy i rozgrzeszenie jego. Tzn tak było, to się powoli zmienia, docieramy się i zbliżamy do siebie swoje postawy, na całe szczęście :)

            Właśnie. Niektóre postawy czy zachowania nie są obiektywnie karygodne, czy absolutnie niezbędne. Czy to chodzi o pieniądze, czy o przeprosiny. Nie zawsze to, co w naszym rodzinnym domu było oczywiste jest oczywiste dla wszystkich. No i czasem się zdarza, że ktoś oczekuje od nas czegoś "oczywistego", a my w tym mimo najlepszych chęci nic sensownego nie widzimy, albo wręcz czujemy niechęć.
            • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 13:38
              Marsylvik - o, napisałaś dokładnie to, co czuję:) Może prócz partnera, który nie przeprasza, ale też nie bardzo ma za co.
            • sebalda Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 15:55
              Ja absolutnie nie piszę o przeprosinach wymuszonych, dla świętego spokoju na przykład. Mówię o tym, że kiedy się zapędzimy w kłótni i powiemy w złości coś przykrego, a po chwili (godzinie, dwóch) oprzytomniejemy i uświadomimy sobie, że sprawy zaszły za daleko, należy przeprosić. I z reguły z dzieciakami mamy tak, że takie kłótnie są symetryczne, to znaczy i jedna i druga strona przegnie. Nie ma wtedy licytowania się, kto bardziej zawinił. Prawie zawsze są to przeprosiny obustronne. I to nie jest tak, że regularnie się kłócimy, powielamy te same błędy, a potem się przepraszamy i tak w kółko. Mam wrażenie, że z każdej takiej kłótni wyciągamy jednak jakieś wnioski, że się na nich uczymy i że one działają oczyszczająco.
              Na tym polega różnica między kłótnią a awanturą. W kłótni są partnerzy, w awanturze z reguły jedna strona chce zniszczyć drugą, a ta druga co najwyżej się broni. Jeśli sprawca awantury nie zrozumie, nie uzna swojej winy i nie przeprosi, zostaje w osobie pokrzywdzonej żal, który się z reguły kumuluje, szczególnie, gdy takie akcje się powtarzają i nie zostają nigdy przepracowane.
              • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 16:03
                Ale my usiłujemy powiedzieć, ze w takim wypadku przeprosiny w wielu rodzinach nie są po prostu konieczne. Ochłoniemy, zapominamy, zaczynamy od nowa.
                • sebalda Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 18:21
                  Są rodziny, w których nigdy nikt nikogo nie przeprasza? Bo przeprosiny nie są potrzebne? W takim razie kolegów też potem nie będą przepraszać, swoich przyszłych partnerów też nie? W złości powiedzą coś przykrego, raniącego, bo przecież nikt nie jest święty, ale skoro w domu rodzinnym nie były przyjęte przeprosiny, to i w związku nie są potrzebne? A co jeśli partner/partnerka miał inny model w domu?
                  Ja jednak nie pojmuję, co jest nie tak z przeprosinami, że lepiej zapomnieć, zamieść pod dywan i zacząć od początku, niż jednak wykonać ukłon w stronę osoby, ktorą się w nerwach obraziło?
                  Wiele razy rozmawialiśmy o tym, jak dobrze jest przeprosić dziecko, gdy się je w nerwach źle potraktowało, jak niektórzy (szczególnie ojcowie) uznają, że to jest nieodpowiednie, bo gó...arza nie będzie przepraszał, jak dobrze jest uczyć przepraszać (szczerze), a teraz nagle się okazuje, że nie, że przeprosiny nie są w ogóle potrzebne? Czegoś tutaj nie rozumiem i poproszę o przybliżenie, bo może faktycznie ja się mylę?
                  • najma78 Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 19:35
                    Autorko watku napisalas ze twoj maz jest dobrym czlowiekiem ale nie radzi sobie z emocjami. A co dla ciebie oznacza bycie dobrym czlowiekiem oraz bycie zlym? Wiele osob okresla swoich partnerow jako dobrych ludzi, a to okreslenie ma spelniac role neutralizatora. Faktem jest ze twoj maz wykazuje pewne cechy i postepowanie, ktorych nie mozesz zaakcetowac. Skapstwo, wyzwiska, pozadanie pochwal, brak analizy wlasnego postepowania i wyciagania wnioskow a co za tym idzie przeprosin, checi zmiany zlego zachowania wskazuje na osobe zaburzona. Twoj maz pewnie jest egocentrykiem? To bedzie sie poglebiac i radze wycofac sie ze tego zwiazku jak najszybciej dla wlasnego jak i dziecka dobra. Osoby o slabszej konstrukcji psychicznej pozostajace w zwiazkach z osobami jak twoj maz moga miec wiele roznych problemow emocjonalnych. Nawet silne psychicznie jednostki moga miec ciezko. Uwazam ze nie warto,,bo bycie z taka osoba to strata czasu.
                    • zuzi.1 Re: Mąż mnie wykańcza 19.03.14, 23:41
                      przeczytaj to:
                      mojedwieglowy.blogspot.com/p/gos-specjalistow.html
                      • algavre.live Re: Mąż mnie wykańcza 20.03.14, 12:34
                        Cała fura wypowiedzi, tylko autorki wątku jakoś tu brak...właściwie prawie nic nie napisała bardziej szczegółowego, a tu tyle rozważań, rad, opinii i sądów?
                        • zuzi.1 Re: Mąż mnie wykańcza 20.03.14, 17:03
                          może to kolejny troll
                          • adorra0 Re: Mąż mnie wykańcza 20.03.14, 18:23
                            zuzi.1 napisała:

                            > może to kolejny troll

                            Może.
                            A może kolejna zaatakowana, która postanowiła nie lać więcej wody na młyn Waszych domysłów i ocen personalnych.
                            • zuzi.1 Re: Mąż mnie wykańcza 20.03.14, 21:31
                              Nie sądzę. Jeśli ktos bardzo potrzebuje pomocy, to nie odpuszcza tak łatwo. Albo autorka upewniła się co do swojej oceny sytuacji i podjęła działania. Mam taką nadzieję.
                  • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 20.03.14, 19:34
                    Dzieci czasem przepraszałam. Natomiast naprawdę, nie przypominam sobie, abym kogoś w nerwach obrażała. A gdyby mnie ktoś obraził, to na pewno nie wystarczyłyby przeprosiny - bo co mi po przeprosinach za coś, czego po prostu sie nie robi? Co mi z przeprosin i skruchy,m skoro ktoś nie potrafi trzymać nerwów na wodzy - przepraszam w tej sytuacji mi nie wystarczy i niczego dla mnie nie zmienia.
                    Cóż, dlaczego nie rozumiesz, ze ludzie sa różni? Dla mnie "przepraszam" to zazwyczaj rytualne słowo bez większego znaczenia. Tak, oczywiście, czasem jest konieczne, ale nie znoszę nadużywania go, dla zakończenia czegoś co albo i tak jest skończone, albo co gorsza nie jest.
                    Tak, przeprosiny w mojej rodzinie zazwyczaj nie sa potrzebne, bo nie pamiętam, aby ktokolwiek tu kiedykolwiek obraził.
                    • algavre.live Re: Mąż mnie wykańcza 20.03.14, 20:00
                      < A gdyby mnie ktoś obraził, to na pewno nie wystarczyłyby przeprosiny - bo co mi po przeprosinach za coś, czego po prostu sie nie robi? Co mi z przeprosin i skruchy,m skoro ktoś nie potrafi trzymać nerwów na wodzy - przepraszam w tej sytuacji mi nie wystarczy i niczego dla mnie nie zmienia.
                      Dla mnie "przepraszam" to zazwyczaj rytualne słowo bez większego znaczenia. Tak, oczywiście, czasem jest konieczne, ale nie znoszę nadużywania go, dla zakończenia czegoś co albo i tak jest skończone, albo co gorsza nie jest.>



                      Ja również jestem tego samego poglądu i zdania.
                    • sebalda Re: Mąż mnie wykańcza 21.03.14, 11:23
                      Verdano, dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Chylę czoła przed takimi układami, że nikt nikogo nie obraża, w złości nie powie słów, których potem żałuje. My takiej doskonałości nie osiągnęliśmy, szczególnie że córka jest bardzo nerwowa, wrażliwa, potrafi się nakręcić, ja wtedy nie pozostaję dłużna i czasami (bardzo rzadko) zdarza się nam powiedzieć o jedno słowo za dużo.
                      Ja pisałam o przeprosinach absolutnie i wyłącznie szczerych. Rozumiem już Waszą niechęć do przeprosin nieszczerych i niewnoszących nic, niepozwalających wierzyć w poprawę. Znam też mechanizm przeprosin u przemocowca. No i przeprosiny wymuszone. Myślę, że to z ich powodu niektórzy mają wyjątkową niechęć do przepraszania kogokolwiek. Wczoraj akurat widziałam film, w którym ojciec zmusza zaciętego, niesłusznie karconego kilkulatka do przeprosin, upokarzając go przy okazji przy obcych ludziach. Masakra. Ja zupełnie nie o tym pisałam.
                      • verdana Re: Mąż mnie wykańcza 21.03.14, 15:10
                        Ale , Sebaldo, czy to nie oznacza czasami , ze te przeprosiny własnie nie są najlepszym wyjściem - przepraszacie i uznajecie sprawę za zakończoną - tymczasem zachowania się powtarzają. Innymi słowy, może łatwiej je powtarzać, gdy istnieje stosunkowo łatwy sposób wybrnięcia z "zagalopowania się " - przepraszam i po sprawie. Może, gdyby Twoja córka od zawsze wiedziała, ze przeprosiny czasem nie mogą już niczego zmienić i mama nie przestanie się gniewać/być zmartwiona/ być obrażona, to by jednak bardziej uważała na to, co mówi? Gdyby wiedziała, że od pewnych słów nie ma powrotu? Nawet przy szczerej skrusze?
                        Ja nie piszę tylko o nieszczerych przeprosinach, bo to oczywista oczywistość. Ale też o przepraszaniu, jako zakończeniu sprawy, która dla przepraszanej strony wcale nie jest zakończona. No, bo jak ktoś przeprasza, to trzeba wybaczyć, zapomnieć, koniec. A to tak nie działa. Ja nie tylko nie chcę nieszczerych przeprosin, ale czasem też szczera skrucha mnie nie rusza - są rzeczy, które tylko ja mogę wybaczyć, a nie być zmuszona do tego szczerymi przeprosinami - bo wtedy gniewając sie dalej, ja wychodzę na nieczułą małpę, a sprawca na ofiarę. To prosty sposób na manipulację.
                        • igge Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 12:36
                          a ja tam jestem za przeprosinami...może dlatego, że sama czasem naprawdę muszę przeprosić dziecko, męża i raz czy dwa mamę swoją, która mnie nigdy i za nic nie przepraszała a powinna i to gorąco :), wiele razy :)
                          Mąż kiedyś wcielony stoicki spokój, teraz zdarza mu się zdenerwować, a ja za nerwy (nawet usprawiedliwione) muszę usłyszeć szczere i przemyślane "przepraszam". Ludzie chyba powinni czuć skruchę jak zbłądzą? Kto jest nieomylny i zawsze nienagannie się zachowuje ? Ja tam się trochę cieszę, że małż już nie jest takim nieskalanym ideałem. I ze dzieci moje nie wychowałam na idealne istoty, które nigdy po ludzku nie błądzą. A przeprosiny w naturalny sposób wymuszają auto refleksję. I poprawę, wewnętrzne postanowienie poprawy i pracy nad sobą.
                          PS: Niestety raz usłyszałam wulgarne, krótkie, niezasłużone (o ile takie słowo w ogóle można czymkolwiek usprawiedliwić) _ "spierd..aj" od najbliższej osoby. I to było, tu zgadzam się z Verdaną, NIEWYBACZALNE, i żadne jego przepraszam tego nie zmieni.
                          • algavre.live Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 16:21
                            Sądzę, że tego typu zachowania Verdana miała na myśli formułując swoją opinię,że pewne zachowania są niewybaczalne i na nic wtedy przeprosiny, jak u Ciebie w PS.Bo negatywnie świadczą o człowieku, który je wypowiada. Ja mogłabym ewentualnie wypowiedzieć je do obcej osoby, która mnie mocno czymś wkurzyła /ogólnie brzydzę się i zwalczam używanie ciężkich przekleństw/, ale z pewnością nie do osoby bliskiej /rodzina, znajomi/ Bo tak się poprostu nie robi.I to jest to, z czym się z Verdaną zgadzam. Poza tym są różne metody "zastępujące" słowo przepraszam. Można przytulić, /jeśli to rodzina, czy inni bliscy/ powiedzieć coś zastępczego, np. nie powinnam się była tak się zachować, mam zły dzień itp.Nie gniewaj się. A można i powiedzieć przepraszam. Ważne, żeby była właśnie ta refleksja, o której piszesz.Ale nie u wszystkich ona występuje. Znam też osoby, które słowem "przepraszam" szafują bez opamietania i zastanowienia, popełniając przy tym podobne lub te same gafy. I co warte wtedy jest to słowo? Nie nadarmo mówi się, że czyny są ważniesze od słów. Przepraszać, oczywiście należy każdego, ale szczerze, z wewnętrznym postanowieniem poprawy.
                        • sebalda Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 18:04
                          Verdano, ja jednak piszę chyba o innych sytuacjach. Przede wszystkim w naszych kłótniach z reguły jest symetria, nie ma strony krzywdzącej i krzywdzonej. Jest tylko sytuacja, w której się obie zagalopujemy. I nie są to nigdy rzeczy niewybaczalne, rzeczy, które pozostają gdzieś głęboko nawet mimo wybaczenia. Ja piszę o takich sprawach mało raniących, mało istotnych raczej. I prawie zawsze przepraszamy się wzajemnie, więc to nie jest tak, że ktoś może kimś manipulować. To jest u nas takie naturalne. No i nie powtarza sie regularnie i często, to są w sumie bardzo rzadkie sytuacje, więc trudno mówić o recydywie i zbyt łatwym odpuszczaniu, które jedna strona potem wykorzystuje. Igge gdzieś wyżej pisała o autorefleksji po takich przeprosinach. U nas tak właśnie jest, z reguły nie powtarzamy schematów, w których kolejny raz się zranimy, to są takie ostre wymiany zdań, nakręcanie się aż do chwili, gdy padnie argument, który paść nie powinien, który może być w jakimś stopniu przykry dla drugiej strony, bo nerwy, bo poczucie braku zrozumienia, bo czasami zwyczajnie zły dzień. Mam psa, który strasznie niszczy sprzęty w domu, czasami gdy wracam z pracy zastaję ogrom zniszczeń i jestem wściekła, gdy w tym momencie któreś z dzieci się napatoczy z jakąś uwagą, bywa to kropla przelewająca czarę goryczy i wybucham niewspółmiernie do tej uwagi. To taki przykład, nie wierzę, żeby były takie rodziny czy związki, w których wszyscy idealnie panują nad sobą i nie mówią czasami przykrych rzeczy. Nikt nie jest ideałem i byłoby źle, gdyby był, to samo życie przecież. Ale jeśli już się zdarzy takich wybuch, lepiej jest po chwili ochłonięcia przeprosić, powiedzieć, że przesadziłam, że mam zły dzień, niż zostawić sprawę i udawać, że nic się nie stało. Wydaje mi się, że wiele dzieci cierpi, gdy rodzice na nie czasami niesłusznie za bardzo nakrzyczą, a potem nie przyznają się do tego, że przesadzili, udają, że nic się nie stało. Często za to taki rodzic wymaga od dziecka przeprosin. I poczucie niesprawiedliwości narasta w dziecku. Dlatego jestem taką zwolenniczką przyznawania się do błędów przed dziećmi i przepraszania ich, gdy nerwy nas poniosą. To daje poczucie sprawiedliwości i uczy przepraszania, które jednak czasami jest niezbędne.
                          Nie miałam z dziećmi nigdy takiej scysji, której nie mogłabym zapomnieć, dlatego nie muszę się obawiać, że wybaczę im dla samego wybaczenia, ale w gruncie rzeczy dalej będę cierpieć. Wtedy słowo przepraszam być może rzeczywiście nic nie daje. Nie wiem, nie miałam okazji się przekonać. Ale ja zawsze byłam mało pamiętliwa. Kiedyś myślałam, że to dobrze, ale niektórzy faktycznie to wykorzystują. Na szczęście nie moje dzieci. I wierzę, że działa to w obie strony.
                          • zuzi.1 Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 18:34
                            Sebaldo a dlaczego mieszkając w domu pies nie może byc na dworzu do czasu powrotu z pracy ?, wtedy znika problem niszczenia sprzętów w domu.
                            • sebalda Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 23:01
                              zuzi.1 napisała:

                              > Sebaldo a dlaczego mieszkając w domu pies nie może byc na dworzu do czasu powro
                              > tu z pracy ?, wtedy znika problem niszczenia sprzętów w domu.

                              Po pierwsze nie przyzwyczailiśmy go do tego, zamknięty na ogródku czuł by się porzucony. Po drugie to pies kanapowo-łóżkowy, śpi ze mną, taki pies do przytulania i całowania, nie wyobrażam sobie zostawiać go w słotę, mróz i deszcz na zewnątrz. Po trzecie i tak ogródek mam cały w dziurach, a wypuszczam go tylko czasami na chwilę. Pies-demolka:) Jest do tego niesamowicie bystry, otwiera każde drzwi, wszędzie wlezie. Lubi siedzieć z nami na krześle w kuchni, nigdy nie widziałam takich zachowań u psa. Śpi często na parapecie w kuchni, bo ma stamtąd dobry widok:) Ale poza tym sama słodycz i urok. Dzięki niemu wiem, co to znaczy kochać łajdaka:D
                              • sebalda Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 23:03
                                Późno jest, nie wiem, dlaczego napisałam "czuł by" osobno. Oczywiście powinno być czułby.
                                • zuzi.1 Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 23:13
                                  Niezły ten psiak, szczególnie to spanie na parapecie ;) jak rasowy kocur ;-) może trzeba mu jakoś ograniczac teren w domu, ale jak ma takie umiejętnosci jak kot to i to nie pomoże... ;)
                              • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 22.03.14, 23:39
                                Jeśli chcesz to mogę ci pomóc zmienić nawyki psa. I sprawić, by nie zachowywał się w ogrodzie jak diabeł tasmański. To kwestia spełnienia jego potrzeb i postawienia granic. Pies przez to nie czuje się mniej kochany. Po prostu odpowiada się na jego potrzeby w bardziej psi sposób. Jak chcesz to daj znać. Ponad 20 lat wychowuję psy. Sama mam trzy krnąbrne i charakterne olbrzymy.
                                • sebalda Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 00:52
                                  Edwino, nie wiesz, jak bardzo byłabym Ci wdzięczna za pomoc. Uwielbiamy z dzieciakami tego łobuza, ale też czasami mamy go serdecznie dość. Ja kompletnie nie nadaję się na treserkę zwierząt. Jestem za miękka, brakuje mi konsekwencji, na pewne rozwiązania kompletnie nie jestem w stanie się zgodzić. Mam w pracy specjalistkę, ale jej rada polega na zamykaniu psa w dużej klatce na czas naszej nieobecności. Dla mnie to koszmar.
                                  Napiszesz do mnie na priva? Próbowałam już naprawdę wielu sposobów na tego gagatka, ale nadal jestem bezradna. Z góry dziękuję:)
                                  • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 09:53
                                    ok, odezwę się wieczorem, dopiero wtedy będę miała czas :)
                                • differentview Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 10:18
                                  e tam, wychowanien psow to pikus:) ale wez i wychowaj kota zeby nie kladl sie na czystym praniu, nie drapal nowej kanapy, nie wieszal sie na firankach i nie rzygal centralnie na dywan z powodu klaczka z wlasnego futerka;)
                                  • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 10:51
                                    Hmmmmmmmm...., miałam koty przez wiele lat. Dwa. Najlepsze co można zrobić dla kota i przy okazji dla siebie, to sprowadzić do domu drugiego kota. Dziwnym trafem dwa koty są mniej problematyczne niż jeden. Co więcej w Szwecji, jeśli chcesz przygarnąć kota ze schroniska, to musisz od razu wziąć dwa, bo jeden kot, kiedy jest samotny, to jest nieszczęśliwy. Pracownicy schroniska sprawdzą też twój dom, czy ma odpowiedni dla kota metraż oraz... wysokość. Kot nie może mieszkać w niskim pomieszczeniu.
                                    A firanki po prostu trzeba zmienić na rolety, innego wyjścia nie ma. Ewentualnie możesz robić to, co ja w dawnym mieszkaniu - kupowałam możliwie tanie firanki/zasłonki i po pół roku po prostu wyrzucałam je do kosza i wieszałam nowe.
                                  • basiastel Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 11:03
                                    No to ja powiem, że z psem może być tez problem. Kilka lat temu adoptowaliśmy ze schroniska sunię. Była dorosła, miała wytarte futerko na szyi, więc pewnie była psem uwiązanym przy budzie. W schronisku siedziała w maleńkiej klatce, więc robiła pod siebie.
                                    Przez pierwszy miesiąc załatwiała się w mieszkaniu, ale aktualnie nie nasika nigdzie, za wyjątkiem łóżek. Do dziś potrafi wejść na łóżko i nalać. To bardzo kochana suńka i nie oddamy jej, ale aby odreagować te jej lanie nam w łóżka nie raz planowaliśmy, że sprzedamy ją na Allegro, dając ogłoszenie, że jest paskudna, ryża, wredna, tchórzliwa i leje po łóżkach.
                                    Wychodząc z domu musimy stawiać materace na łóżkach w pionie, bo nie stać nas na regularne ich kupowanie, a pralka chodzi na okrągło. Ona ma z tymi lóżkami jakiś problem, bo kiedyś sobie wieczorem pościeliłam, poszłam do łazienki, a jak wróciłam, to miałam nasikane. Może macie jakąś radę? Nigdzie, poza tymi łóżkami nie nasika.
                                    • edw-ina Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 11:25
                                      połóż na łóżko folię a na to koc, który możesz oddać suni. Niech na niego nasika. Później jej go oddaj do spania.
                                      Jako pies, który nie miał swojego miejsca, teraz z radością zaznacza, że takie miejsce ma :D Oczywiście trudno tak to odebrać, ale mówi wam komplement.
                                      • basiastel Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 11:47
                                        No tak to jakoś próbowałam zrozumieć, bo to najbardziej oddana sunieczka pod słońcem. Chodzi za mną krok w krok. Nie pozwala, by ktoś wyciągnął do mnie rękę ( atakuje ). Gdy miałam złamaną nogę i przyszedł do mnie fryzjer, by mi obciąć włosy, tak do niego startowała, gdy zbliżał się do mnie z nożyczkami, że musiałam ja przywiązać do kaloryfera. Nie pozwala też innym psom zbliżać się do mnie. W takich sytuacjach potrafi zaatakować kilka razy większe od niej "bydlę". W innych sytuacjach to najłagodniejszy zwierzak pod słońcem, lubi ludzi, psy, koty. No ale jak trzeba..
                                      • basiastel Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 11:59
                                        I dodam, że jej pozwalałam spać ze mną ( córcia też nie ma z tym problemów, ale sunia woli ze mną ) i wydawało mi się, że nie powinna sikać tam gdzie śpi. No, ale ona chyba ma potrzebę zaznaczania, że to jej, bo w swoich zabawkach uwielbia się tarzać, a to podobno też znaczenie zapachem. Na początku też nie przepuściła jakiegoś zdechłego ptaszka, wyrzuconej ryby, a nawet kupy i się w tym tarzała. Ciągle musieliśmy ją kąpać. Teraz jest z tym zdecydowanie lepiej.
                                        • basiastel Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 12:45
                                          Mój błąd wychowawczy. Suńka miała od początku własne łóżeczko, które sobie bardzo ceniła. Ale miała na początku problemy adaptacyjne ( nie poruszała się swobodnie po mieszkaniu, dużo czasu zajęło, by szukała z nami kontaktu ). Było mi jej szkoda i chciałam, by poczuła się pełnoprawnym członkiem stada ( stąd to zapraszanie do łóżka ). Nasza poprzednia sunia miała swój fotel i do łóżek nie była wpuszczana. Kocham czystą pościel, ale te klaki jakoś znosiłam, z sikaniem gorzej.
                                          Dziękuję za radę, muszę powolutku jednak przyzwyczaić ją, by spała u siebie, bo swoje łózko służy jej do podsypiania w dzień, albo do zabawy.
                                          • igge Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 13:21
                                            Basia pięknie piszesz o stworzonku i podziwiam, że zdecydowaliście się na problemowego psiaka ze schroniska. My mamy, cytując Sebaldę, dwóch kochanych łajdaków (jeden nasikał na łóżko córce i kupowaliśmy niedawno materac) plus kociego urwisa, który zrywa rolety i karnisze. Plus króla z charakterem. Pozdr
                                            • basiastel Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 13:45
                                              Też mamy królika, zawsze był zestaw pies i królik. Z królika tez łajza jedna, ale bardzo kochają się z psem.
                                              • sebalda Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 16:03
                                                No mój jest też z adopcji. Miał 3 miesiące, jak go przygarnęliśmy. Jest cudny, słodki, uwielbiany i uwielbiający, ale dostaje świra, jak zostaje sam w domu. I to wystarczy kilka minut. Niszczy nie z nudów, ale ze stresu, że go zostawiliśmy. Zwierzęta nie są złośliwe, tylko tak reagują na stres. Wymieniliśmy wszystkie klamki na gałki, ale ma do dyspozycji kuchnię, bo ta jest otwarta, zresztą ma tam okno na świat, bez tego chyba by oszalał. Firanki regularnie zrywał, podwieszałam klamrami do bielizny, ale jak urósł (teraz jest wielkości labradora), to i tak dosięgał, zresztą teraz je rolujemy, ale on z poziomu parapetu też czasami potrafi dosięgnąć. Polecam sklepy z używaną odzieżą, tam bywają czasami całkiem ładne firanki za niską cenę. U nas już kilka firan wylądowało w koszu. Wiem, jak tresować psa, by wracał na zawołanie, wiem, jak pewne rzeczy egzekwować, ale co robić, gdy nas nie ma? Przy tym wszystkim od początku był psem czystym, nawet jak się zdarzy, że zostanie na 10 godzin sam, nigdy nie nasika.
                                                No a kota to chyba w ogóle nie da się wychować. Chyba że się trafi na kotopsa, bo takie też bywają. Każdy jest indywidualnością, trafiają się idealne (miałam takiego raz), trafiają się paskudy nie do wytrzymania (też miałam taką kotkę).
                                                A z tym sikaniem do łóżka próbowaliście odstraszaczy zapachowych? Ponoć są takie, tylko czy nas samych nie odstraszą?
                                                • basiastel Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 20:12
                                                  Wiesz, o takie repelenty pytałam z powodu królika, który obgryzał nam drzwi od łazienki i dywan ( mieszkał w klatce, ale był wypuszczany, by się pobawić ). Ona są produkowane na bazie mocznika, więc śmierdzą, do domu się nie nadają. Pomagały perfumy, których zapachu królik nie lubił, no ale wszystkiego spryskać się nie da.
                                                  Ta nasza sunieczka jest też cwana, każde drzwi otworzy, mimo, że nie jest bardzo duża. Na początku miała b. silny lek separacyjny i jak ją zostawiłam na 0,5 godz. to prawie przedrapała drzwi na wylot, a z łapek aż leciała jej krew. Trzymanie w pokoju obsikanego koca też mi się nie uśmiecha, no ale może by ciut wywietrzał i by rzeczywiście na nim spała, uznała, że to jej i już nie znaczyła nam łóżek - zobaczymy. Córka często kładła na swoim łóżku gitarę, a ja fotel i też nie zawsze pomogło. Najchętniej sika, gdy jest zostawiona pościel.
                                                  • igge psie sikanie 23.03.14, 22:33
                                                    mój haszczak obsikał nas kilka razy, każdego członka rodziny, zamiast drzewa. Mimo, że uważamy. Dziś na spacerze z synem obsikał znienacka wózeczek córeczki, taki ładny a taki niedobry :) I tez niepełnosprawny :) ma padaczkę.
                                                • marina2 Re: Mąż mnie wykańcza 24.03.14, 01:16
                                                  Sebaldo ,a ile ruchu ma pies zanim zostaje sam w domu?
                                                  10 godz w samotności dla psa to w moim odczuciu bardzo dużo.
                                                  nasz pies bywa ,że całymi dniami nie jest w ogóle sam.jak raz na parę tygodni zdarzy się taka sytuacja,że zostaje w domu sama to max na godz dwie to oj mega rzadko,ale zawsze jest wybiegana standard rano to minium 1,5 godz bieg po lesie i powtórka do 2 godz po południu.
                                                  Poza tym czytam,że klatka jest Ci obcym rozwiązaniem.Dla mnie też była,ale takie było wyraźne zalecenie hodowcy rasy/a nawet hodowców jako standard/.Częste psy naszej rasy cierpią na lęk separacyjny i z rozpaczy mogą nawet sobie zrobić krzywdę.Zastowalam się do zalecenia.Pies ma ogromną klatkę,którą lubi ,chętnie do niej wchodzi i wie,ze zawsze znajdzie pod kocem kość albo smakołyk.Jak wychodzę na godzinę-kość.Jak ją przywiozłam z hodowli od razu do klatki dostała koc przesiąknięty zapachem swojego gniazda-zawiozłam hodowcy parę tyg wcześniej-klatka stoi w takim miejscu,że piesa jest z nami skomunikowana ,a mnie w sypialni widzi non stop,ma w klatce wodę.To jest jest azyl ,dodatkowo zauważyliśmy,ze po przykryciu krat kocem jeszcze chętniej tam śpi-ma swoją domową budę.Nie zdarzyło się jej w domu narozrabiać poza parokrotnym przesadzeniem kwiatów doniczkowych-zawsze przeprasza skruszona pokazuje brzuch.Wiem też ,że bardzo przeżywa rozstania ze mną-jak wychodzę wyje nawet jeśli sa inni domownicy.
                                                  • sebalda Re: Mąż mnie wykańcza 24.03.14, 14:18
                                                    Marino, wszystkie Twoje rady są na pewno bardzo dobre, ale w moich warunkach niewykonalne. Nie ma wolnego zawodu. Pracuję 8 h, kolejne 3 zajmują mi dojazdy. Dzieciaki jedno studiuje, drugie robi maturę, też długo dojeżdżają, mają wiele zajęć. Mąż ma bliżej, ale nie lubi psa, to nie jego pies, na spacer nie wyprowadzi, bo pies nie jest idealnie grzeczny na takim spacerze. Wychodzę do pracy bardzo wcześnie, gdybym jeszcze musiala 2 godziny biegać z psem rano, pewnie bym oszalała, bo jestem patologicznym wręcz śpiochem. Dzieci odziedziczyły po mnie tę przypadłość:(
                                                    Klatka może byłaby dobra, ale a. od początku, a nie po roku, b. kompletnie mnie nie stać na taki zakup i tak mąż marudzi, że za dużo wydajemy na jego jedzenie (choć mam kilka dobrych dusz, które mnie już kilka razy wspomogły w tej kwestii). Poza tym klatka na wiele godzin dziennie? Dla mnie to nadal jakiś horror. Tak jak u Ciebie, sporadycznie, na trochę - może, ale nie w naszych warunkach.
                                                    Poprzedni mój psiak też zostawał długo w domu, też rano nie biegałam z nim długo, a jakoś nie marudził, nie narzekał;) No i nie niszczył sprzętów, tylko jak był mały i wymieniał zęby, ale to bardzo krótko. Mój obecny łobuziak ma zdecydowanie psie ADHD.
                                                    Postaram się jednak wstawać choć trochę wcześniej (buuuu) i dłużej z nim spacerować. Ale nie będzie łatwo.
                        • sootball Re: Mąż mnie wykańcza 23.03.14, 13:40
                          "Może, gdyby Twoja córka od zawsze wiedziała, ze przeprosiny czasem nie mogą już niczego zmienić i mama nie przestanie się gniewać/być zmartwiona/ być obrażona, to by jednak bardziej uważała na to, co mówi? Gdyby wiedziała, że od pewnych słów nie ma powrotu? Nawet przy szczerej skrusze?"
                          Ja na miejscu takiej córki czułabym się kochana warunkowo.
                          Jeśli po moim przyznaniu się do winy, przeprosinach, próbie zadośćuczynienia ktoś, zwłaszcza tak kluczowy jak matka, pozostał wciąż obrażony, czułabym się bardzo zraniona i pewnie zaczęłabym się wycofywać emocjonalnie z takiej relacji.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Mąż mnie wykańcza 24.03.14, 00:00
      Z opisu wynika, że pewne cechy męża są utrwalone i stanowią rys jego osobowości. Tylko część z nich, w/g opisu ma charakter przemocy wobec Pani. Co nie oznacza, że należy ją tolerować w jakiekolwiek postaci i być na nią bierną. Ten rodzaj zachowań, które Pani opisała łączą się z tymi, nazwijmy je nieprzemocowymi, w dość spójną całość. Jenak warto odróżnić skąpstwo od przemocy.
      Aby zaszła zmiana mąż musiałby jej bardzo chcieć. Nie wygląda jakby miał do tego motywację.
      Pani zaczęła doświadczać doświadczać jak w praktyce działa osobowość męża. Aby ja poznać oraz stwierdzić, jak na Panią działa musiał upłynąć jakiś czas. Nic dziwnego, ze Pani rozpoznaje to dopiero teraz i widzi jaskrawo konsekwencje dla siebie związku z takim mężczyzną. Szkoda, że widzi to Pani równolegle z ciążą.
      Od Pani zależy czy się Pani rozstanie czy nie. Skoro nie jest dla Pani obciążeniem samotne macierzyństwo to zakończenie małżeństwa może być rozwiązaniem w takiej sytuacji. Choć nie musi. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • zuzi.1 Re: Mąż mnie wykańcza 24.03.14, 15:33
        Zgadzam się z p. Agnieszką, jakiś czas temu czytałam wyjaśnienia jednej z pań psycholog, odnośnie skąpstwa-wynikało z niej, że skąpstwo w wersji b. nasilonej może byc objawem zaburzeń osobowosci.

        W przypadku, gdy mamy do czynienia z przemocą w związku, najpierw należałoby przyjrzec się partnerowi /partnerce pod kątem tego, czy nie posiada osobowosci narcystycznej, bowiem to z tą właśnie osobowoscią wiąże się stosowanie przemocy, skąpstwo, pasożytowanie na innych/wykorzystywanie innych do własnych celów, dwulicowosc, fałsz i obłuda. Najlepiej skonsultowac się w takiej sytuacji z psychiatrą.
Pełna wersja