femmefatigue11
17.03.14, 20:44
Dobry wieczór. Mam problem z mężem, który chyba stosuje wobec mnie, świadomie lub nie, przemoc psychiczną. Ale po kolei. Jesteśmy kilka lat po ślubie, właśnie oczekujemy pierwszego dziecka, oboje bardzo chcieliśmy mieć dziecko, mamy bardzo dobrą sytuację materialną, przynajmniej ja tak uważam bo mój mąż, jak ja to mówię ma biedę w głowie. Oboje pracujemy w zawodach, które cieszą się powszechnym szacunkiem (lekarz i prawnik) i tu jest chyba problem, gdyż dla męża ważniejsza jest opinia środowiska, znajomych niż nasze relacje. Mam wrażenie że jest próżny i łasy na pochwały, dla których jest mnie nawet w stanie oszukać, żeby tylko zadowolić kogoś w oczach kogo będzie uznany za uczynnego. Boli mnie to że przedkłada dobro innych nad nasze. Poza tym denerwuje mnie jego przesadna oszczędność, która wg mnie jest już na granicy skąpstwa. Sama nie jestem osobą nadmiernie rozrzutną, ale kupowanie żywności na wyprzedaży czy ubrań z drugiej ręki to już chyba lekka przesada. Nie jesteśmy milionerami, ale też nie musimy liczyć skrzętnie każdej złotówki. Tymczasem mąż zna na pamięć ceny podstawowych artykułów spożywczych i jest w stanie jechać do drugiego sklepu żeby kupić kubek jogurtu o 10 gr taniej.
Kolejna sprawa - czuję się kompletnie zaniedbywana, nie pamięta o moich urodzinach, imieninach, nawet na Boże Narodzenie czy Dzień Kobiet nie złoży mi życzeń. Nie oczekuję drogich prezentów ale chociaż zwykłych życzeń. Ciężko mi, zwłaszcza że koleżanki z pracy myślą, że wszystko co sobie kupię to są prezenty od męża.
Zresztą problem pieniędzy istniał od samego początku - mąż nie chce wspólnego konta, chyba nawet dobrze, codzienne zakupy kupujemy na zmianę, a na większe wydatki składamy się po połowie. Prawdę mówiąc jak widzę jego podejście do pieniędzy to nie chce żeby miał dostęp do mojego konta, ale z drugiej strony to chyba nie jest normalna sytuacja w małżeństwie.
Najgorszy jest jednak sposób w jaki mąż wyraża niezadowolenie. Kiedy coś go zdenerwuje, krzyczy, ubliża mi, wyzywa od pasożytów, idiotek itp, nawet teraz kiedy jestem w ciąży. Doskonale wie, że mnie to boli bo niejednokrotnie mu to mówiłam, ale on i tak nic sobie z tego nie robi. Po takiej kłótni nie odzywamy się już najczęściej do końca dnia, po czym następnego mój mąż zaczyna rozmowę jakby nic się nie stało. Nie potrafi mnie przeprosić, a ja tego oczekuję, w efekcie obrażam się na niego i nie rozmawiamy ze sobą nawet kilka tygodni. Mąż pochodzi z rozwiedzionej rodziny, jego ojciec też karał matkę cichymi dniami, które potrafiły trwać nawet miesiącami, a na koniec to już latami. To jest chyba wzorzec wyniesiony z domu. Mówiłam mu, że wg mnie powiela błędy rodziców, ale on tego nie widzi.
Jak myślicie da się jakoś wychować takiego faceta czy lepiej odpuścić sobie, chociażby ze względu na dziecko, które ma się pojawić lada chwila?