yano2s
22.04.14, 20:31
Trudna sprawa. Rodzina jest najwazniejsza ale widac nie u mnie.
Mieszkam za granica, wynioslem sie bo nie widzialem dla siebie przyszlosci w Polsce.
Problem jaki mam to z rodzina ktora wiecznie chce ode mnie pieniedzy. Maja mnie za wyrodka, ktory wylamal sie z utartych schematow, tzn szpanowania przed sasiadami dorobkiem, narobienia dzieci.
Drugie swieta spedzilem sam na emigracji, ku oburzeniu rodziny.
Wczesniejsze przyjazdy na swieta i urlopy, to narzekania od samego przyjazdu, czemu nie przyjechalem wystawnym autem, czemu bez zony bo ten, tamten, owamten dom wybudowal, zone ma, dzieci, a ja stary kawaler. Przy stole swiatecznym nastroj pryska po godzinie, jak gadka schodzi na plotki, kto jaki ma samochod, dom, kto z kim w ciazy, i zaczynaja sie tyrady, ze ze mna cos nie tak, ze ja po 30tce, stary kawaler, ze dziewczyny sobie nie umiem znalezc, ze marnotrawie pieniadze zamiast rodzinie pomoc.
Wyjechalem troche lat temu za granice, udalo mi sie znalezc lepsza prace, zarobic na realizacje marzen, czyli podrozowanie po swiecie, odwiedzilem wiele krajow, super wspominam wycieczki po Peru i Boliwi, do Izraela, po Indochinach - Tajlandia, Laos, Kambodza, Wietnam, Egipt, Turcja, i wiele krajow europejskich. Do tego postanowilem zainwestowac w siebie, i zaczelem robic za granica szkole IT, co troche kosztuje. Moja rodzinka nic z tego nie rozumie, kazdy wyjazd to krytyka "na co ci to bylo? nie zarobiles na wyjezdzie, tylko jeszcze pienaidze wydales, ten pojechal do Niemiec szparagi zbierac, pieniadze przywiozl, ty tylko wydales". Ciagle dolowanie mnie "przecierz ty sie do tego nie nadajesz! nie uda sie! dom buduj!!!". Nic ci ludzie nie rozumieja ze nie sama praca czlowiek zyje, i na urlopie moze wypoczac, doladowac sie, zwiedzic muzea, zobaczyc dziela sztuki, zabytki. Pieniedzy na to poszlo ale zarobione przeze mnie. Pewna dziewczyne mam, o czym rodzinka nie wie, bo by jej nie zaakceptowala tylko ze nie jest Polka. Mamy w planach zwiazek na stale
Tymczasem w mojej rodzince od zawsze ja bylem inny, siedzialem w ksiazkach, nie bumelowalem, uczylem sie jezykow. Moja siostra oczko w w glowie rodzicow, nie uczyla sie, lazila po imprezach, wracala nad ranem, wylegiwala sie na kanapie z pilotem w reku, przerzucajac kanaly z jednej telenoweli na druga. Ja sie klocilem z nia o telewizor, bo chcialem ogladac zagraniczne programy aby jezykow sie uczyc, matka sie darla na mnie ze im przeszkadzam ogladac "Mode na sukces" czy inny serial. Ostatecznie zarobilem na wlasny telewizor, w drugim pokoju, podlaczylem kablowke, zeby sluchac obcy jezyk, ale byly kpiny "na co ci to? a za prad do twojego telewizora to kto placi?". Nauczylem sie, wyjechalem, jakos sie ulozylo. Rodzinke to w oczy kole. zaczelem zarabiac i to nawet sporo jak na polskie warunki. Rodzina zaczela pasozytowac.
Brat, bumelant, szkola to wagary, troja to najlepsza ocena, piwko, papierosy, zrobil dziecko jednej pannie i nic nie poczuwa sie do obowiazkow, wiecznie bezrobotny i narzekajacy, ja juz zza granicy, kiedy brat na bezrobociu jak ja mu kase zza granicy przysylalem zrobil kolejne dziecko. Rodzice wsiedli na mnie ze ja mam mu pomoc. Siostra z lazenia po dyskotekach tak samo "wpadla", szybki slub z chlopakiem bez zawodu i wyksztalcenia, co dzisiaj robi za kierowce dostawce w hurtowni, a ona w supermarkecie. Wziela lodowke i pralke na raty, a ja od rodzicow uslyszalem przykaz ze mam jej pomoc finansowo, bo jej ciezko. Ja musialem to splacic, pozyczke z Providenta tez ja
Swieta byly robione za moje pieniadze, oczywiscie siostra i brat przychodzili ze swoimi dziecmi, jedli, brali w sloiki co matka nakladla i krytykowali mnie, ze sie nie ozenilem, ze sie nic nie dorobilem, czemu nie zajezdzam wystawna fura. Przychodza ciotki, wujki, rodzenstwo cioteczne nazrec sie i nachlac na krzywy ryj, i te same gadki, ze ja stary kawaler, ze mlodsi ode mnie sie ozenili i maja dzieci, ze przepuszczam pieniadze na wojaze, ze dom mam budowac. Wszystko sie sprowadza do stanu posiadania wystawnego auta, domu, pojscia do kosciola odpicowanym, z zona, obwieszona zlotem, zeby sasiedzi zazdroscili. Ja takich rzeczy nie pozadam.
W ub roku we wrzesniu uslyszalem od rodzicow przykaz ze siostrzencom i bratankom wyprawki do szkoly mam zrobic, nalezy sie, akurat musialem za kolejny rok na swojej uczelni zaplacic w tym samym czasie, oczywiscie moje wydatki to marnowanie pieniedzy, ale na nieswoje dzieci ja mam placic wg rodzinki. Poslalem pieniadze ale obiecalem rodzicom ze na swieta juz wiecej nie przyjade, oczywiscie oburzenie, gadki ze wyhodowali sobie weza, wyrodnego syna. Nie pojechalem na Boze Narodzenie, i teraz na Wielkanoc. Naobrywalo mi sie od rodzicow.
Zawsze kiedy bylem to tylko jako sponsor, a to dzieciom brata i siostry musialem cos kupowac, z konsolami gier wlacznie, brat musi miec najnowszy smartfon, zawsze nacisk rodzicow na te sponsorowanie i wieczna krytyka mnie, ze wydalem pieniadze na moja szkole albo wycieczke zamiast na pomoc rodzinie.
Nie wyrabiam tego psychicznie. Jestem od ilus lat sponsorem, daje kase i slysze krytyke, ciagle pytania gdzie zona, do niczego nie doszles, ten i tamten dom wybudowal, i jaki to samochodem przyjechal, tamta jakiego meza przywiozla. Pozyczylem bratu ciotecznemu pieniadze na dzialanosc, wrobil sie w Amwey, pukalem sie w czolo jak to slyszalem, ale pozyczylem pod naciskiem rodziny, nie udalo sie im, jak slysze ze sie powinienem wstydzic prosic o zwrot pozyczki od biednych ludzi. Pozyczka na wieczne nieoddanie, i to nie pierwsza w rodzinie.
Wieczne daj i daj, ciagle za malo, w ostatnich miesiacach odmowilem, mialem tego dosyc, tych spotkan rodzinnych przy swiatecznym stole, gdzie tylko wypominano mi, jaki to ja jestem nieudacznik a po tym probowano wyciagnac ze mnie pieniadze, i to wyciagaly lenie do nauki, pasozyty, gdzie narobili dzieci, jest zawsze na piwo i papierosy ale nie ma na dzieci, a ja na ich dzieci mam dac, bo sie nalezy. Ciagle wypominki, ze co nie masz samochodu za granica? do pracy jezdzisz rowerem, nie stac cie i rozne kpiny, a potem kombinacje jak wyciagnac ze mnie pieniadze. Przyjdzie ciotka z wujkiem na swieta, i tez zaczynaja, a ze sie nie ozeniles, a czas tracisz na szkoly i pieniadze, a ich syn nawet skonczyc wieczorowe liceum dla doroslych mial problem, zaczynal, i rzucal, jedynie co umial to 3 dzieci zrobic, i siedziec na zasilkach z MOPSu, bo to drugi Ferdek Kiepski, bezrobotny z zamilowania
Mialem tego dosyc, odmowilem, teraz wielka obraza na mnie w rodzinie.
Nie wiem ilu ludzi tak ma, ale ciekawi mnie jak to rozwiazali.
Psychicznie tego nie wyrobilem, tego bycia dojna krowa, wiecznej krytyki pod moim adresem, bo jak widze to rodzinka chce abym sie sprowadzil do Polski z calymi oszczednosciami, i tylko rozdawal rodzince, dobry wujek zza granicy.