Niech mną ktoś potrząśnie!!

14.05.14, 15:09
Od prawie 3 lat spotykam się z facetem, jeszcze razem nie mieszkamy. Fajnie nam razem, do momentu, gdy się pokłócimy. Ja wychodzę z założenia, że ludzie się czasem kłócą, czasem na siebie nawet pokrzyczą, ale to nie jest powód, aby się potem do siebie nie odzywać całymi dniami. On niby myśli tak samo, ale jednak zachowuje się inaczej.
Od samego początku, po każdej naszej kłótni, przestawał się do mnie odzywać. Czasami zaraz po kłótni pierwsza do niego dzwoniłam lub pisałam smsa, ale nie odbierał, nie oddzwaniał. Cisza trwała po kilka dni, czasem ponad tydzień, do momentu, gdy znów się do niego zadzwoniłam lub napisałam maila. Wówczas zaczynał ze mną rozmawiać i za każdym razem mnie obwiniał za zaistniałą sytuację. Tysiące razy mówiłam mu, żeby się tak nie zachowywał, że miałam takiego ojca, który katował mnie milczeniem, że strasznie cierpię psychicznie podczas tych cichych dni, ale grochem o ścianę. Czasem nawet mówił, że to przecież ja się do niego nie odzywam!!!
Setki razy już sobie obiecywałam, że nigdy więcej pierwsza się do niego nie odezwę, ale... no nie wiem, jakoś nie potrafię. Zabija mnie ta cisza po prostu, umieram kiedy ktoś tak mnie traktuje, kiedy się do mnie nie odzywa. No i od wczoraj znów się obraził. 2 dni temu powiedziałam mu, że następnego dnia mam spotkanie z klientem w okolicy jego domu. Powiedział, abym po spotkaniu wpadła do niego. No i następnego dnia, kiedy jechałam do klienta, zadzwoniłam do niego, a on mi na to, że nie ma go w domu, bo gdzieś tam poszedł, ale jak będę po spotkaniu to żebym zadzwoniła, bo może już wróci. Wkurzyłam się, bo byliśmy umówieni, sam mnie zapraszał, nie padło żadne "przepraszam, coś mi wypadło", po prostu sobie poszedł. Nie zadzwoniłam już do niego, bo nie spodobało mi się takie traktowanie, a ponadto moje spotkanie skończyło się po 5 minutach i wiedziałam, że on jeszcze nie wrócił.
Zadzwonił do mnie po 1,5 godziny gdzie jestem. Powiedziałam, że już wróciłam do siebie, że jestem na niego zła, że tak się nie robi, że byliśmy umówieni, a on mnie olał. No i zaczęły się jego pretensje, że co ja wyprawiam, że miałam zadzwonić, był blisko i jakbym zadzwoniła to od razu by przyjechał, że znowu mam fochy, że znowu chcę się z nim pokłócić i że ta rozmowa nie ma sensu i on ją kończy. W ogóle nie chciał mnie słuchać, bez przerwy mi przerywał, kiedy próbowałam mu powiedzieć, że nie ma takiej opcji, aby w ten sposób do mnie mówił, że chciałabym, aby wysłuchał co mam mu do powiedzenia, że mam prawo być na niego zła, a on zachowuje się w sposób, jakby mi to prawo odbierał. Nic to nie dało, nie chciał słuchać i w końcu się rozłączyliśmy. Po godzinie, kiedy emocje trochę opadły zadzwoniłam do niego, ale już nie odebrał. Więc wysłałam mu smsa, że chyba najwyższa pora, aby nauczył się w końcu rozwiązywać konflikty rozmową, że mam już dość jego fochów, wiecznego obrażania się, nieodzywania, nieodbierania telefonów, traktowania mnie bez szacunku i z lekceważeniem. I że jeśli chce tak żyć, to ok, ale ja nie. Oczywiście nie odpisał. Cały wieczór składałam sobie przysięgi, że już się więcej do niego pierwsza nie odezwę, że nie będę cały czas za nim tak latać, wyciągać pierwsza rękę, dążyć do kontaktu. Ale gdzie tam. Dziś nie wytrzymałam i znów do niego zadzwoniłam. Oczywiście nie odebrał. A mnie po głowie chodzą myśli, aby mu wieczorem wysłać maila, że skoro się do mnie nie odzywa, to zamierzam uznać to, że nie życzy sobie już ze mną kontaktów.
Wiem, że pewnie powinnam się nauczyć również do niego nie odzywać w takich sytuacjach, bo to w sumie ja sama nauczyłam go, że przy każdej kłótni i tak za nim polecę, że zrobię wszystko, abyśmy się pogodzili. Ale ja nie wiem jak mam się tego nauczyć. Każdy dzień, gdy on się do mnie nie odzywa jest dla mnie katorgą, bardzo źle sobie z tym radzę, czuję się porzucona, winna zaistniałej sytuacji, często płaczę. Mówiłam mu o tym wielokrotnie, pisałam maile, tłumaczyłam dlaczego to dla mnie takie bolesne. I nic. Nie chcę go stracić, kocham go bardzo, ale jak mam żyć z kimś, kto się do mnie nie odzywa...
    • aqua48 Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 15:34
      letnia_jola napisał(a):

      > Każdy dzień, gdy on się do mnie nie odzywa jest dla mnie katorgą,
      > bardzo źle sobie z tym radzę, czuję się porzucona, winna zaistniałej sytuacji,
      > często płaczę.

      Wyobraź sobie teraz, że masz z nim dzieci i on nie tylko Ciebie, ale i je traktuje tak samo..przy każdej okazji a nawet bez okazji i bez powodu. Chciałabyś tego dla nich?
    • twojabogini Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 15:51
      Jesteś przekonana, że chcesz pozostać w związku z tym mężczyzną. Szanse na to, że zmienisz czyjeś wzorce zachowania są niewielkie. Jedyne co możesz zrobić to popracować nad swoimi - czasem zmiana własnego zachowania wpływa na zmianę zachowania partnera, lepiej niż wszystkie tłumaczenia razem wzięte.

      W twoim poście zaniepokoiło mnie jednak nie to jak twój partner reaguje na kłótnie (każdy jest inny i ma inny sposób reagowania na trudne sytuacje, nie zawsze miły dla otoczenia czy partnera), ale raczej kilka informacji mogących świadczyć o tym, że twój partner cię nie szanuje. Z twojego opisu wynika, że ty "czujesz" i jesteś w stanie zidentyfikować te sytuacje, ale jednak coraz bardziej jesteś skłonna, żeby widzieć je oczami partnera, przestajesz być pewna swojej oceny (zaczynasz mieć wątpliwości typu "a może jednak za bardzo się czepiam?").

      Piszesz też "jeszcze" razem nie mieszkamy. Czyli masz nadzieje na wspólne zamieszkanie, na "rozwój" związku. Piszesz też "nie chcę go stracić". Z jednej strony napędza cię nadzieja na wspólną przyszłość - z drugiej obawa, że związek się rozpadnie, partner odejdzie. W takiej sytuacji wiele kobiet godzi się na zbyt wiele (w imię świetlanej przyszłości oraz lęku, że do niej dojdzie).

      Zastanowiłabym się też nad swoimi emocjami. Bo jeśli partner kilka dni się nie odzywa i ty wiesz, że to jego stały sposób reagowania - to skąd te silne emocje. Czego się boisz? Może np. obawiasz się, że to jego sposób na pozbywanie się ciebie, gdy nie jesteś wygodna (np. on czasem wyraźnie dąży do kłótni, żeby móc się potem nie odzywać) - czyli czujesz, że on taką taktykę stosuje instrumentalnie? Może czujesz, że to jego naturalny sposób reagowania, ale poza związkiem nie masz zbyt wiele własnych spraw i po prostu czujesz się bardzo samotna? Wbrew pozorom sprawa nie jest taka prosta - "płaczę bo on się nie odzywa po kłótni" - może za tym stać wiele spraw i emocji. Warto im się przyjrzeć.

      Sądzę, że dużym problemem jest twoja postawa w związku. Nikt nie powinien się godzić na to, aby być źle traktowany. Warto rozwiać swoje lęki o możliwy koniec związku i zweryfikować nadzieje na jego przyszłość. Poruszając się po pewniejszym gruncie łatwiej jest wyznaczać partnerowi zdrowe granice i nie żebrać o jego uwagę i nie godzić się na złe traktowanie.
      Nie polecam rozmowy "o przyszłości związku". Z drugiej strony jednak zwykłe zaproponowanie wspólnego zamieszkania od konkretnej daty i ustalenia reguł na jakich się to odbędzie (podziału finansów, podziału obowiązków, prawa do prywatności itp.) nie jest niczym złym. Zaproponowałabym to i posłuchała jak partner reaguje - czy się zgodzi, na co się zgodzi, jeśli odmówi jak to uargumentuje. Kiedy ludzie chcą być razem i założyć rodzinę - to to robią, tak samo jest, gdy chcą razem zamieszkać. Czasem muszą pokonać wiele przeszkód - ale dają radę.

      Wiele kobiet daje się nabierać na "jeszcze nie teraz" i żyje w oczekiwaniu, że związek skończy się ślubem. To właśnie one często godzą się na zbyt wiele. Nie warto. Warto za to w sytuacji, w której kobieta zorientuje się, że partner nie dąży do założenia rodziny - a jest to coś na czym kobiecie zależy, umiała ona o tym powiedzieć wprost - nie jestem zainteresowana związkiem na parę lat, chciałabym mieć dom dzieci rodzinę. Widzę, ze ty nie dążysz do tego celu. Rozstańmy się. Nie chodzi o to by naciskać na ślub, ale o to, by nie godzić się na to, by pełnić funkcję kobiety na trochę (jeśli taka rola kobiecie nie odpowiada). Tylko trzeba umieć zaakceptować fakt, że może to skutkować zakończeniem związku. Wytrwałe trwanie przy partnerze, który nie dąży do ślubu, dla kobiety która pragnie założyć rodzinę oznacza najczęściej "wpadnięcie w lata". Z jej punktu widzenia czas spędzony w związku będzie zmarnowany - bo nie zakończył się osiągnięciem tego co założyła kobieta. Więc po co ten czas marnować?





      • verdana Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 16:57
        Facetowi albo nie zależy na związku, albo co gorsza zależy na związku z osoba bezwzględnie mu podporządkowaną. Jesteś systematycznie przyuczana do robienia wszystkiego, tak jak facet chce - jeśli nie jesteś karana fochem i odrzuceniem. O to własnie chodzi, abyś dzwoniła, przepraszała, wyjaśniała - do momentu, gdy facet uzna, ze skruszałaś i łaskawie znowu się odezwie. Za rok-dwa będziesz robiła wszystko, aby nie rozgniewać pana i władcy, nawet nie wiedząc, ze jesteś manipulowana.
        Zwiewaj. Nie mieszkacie jeszcze razem - więc rozstanie jest łatwiejsze. Wiem, ze strasznie trudno powstrzymać się od kontaktu -ale jeśli przestaniesz się odzywać, to przynajmniej dowiesz się, czy facetowi w ogóle zależy.
        • dwilk5 Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 15.05.14, 10:22
          facet ma osobowość bierno-agresywną. Uciekaj gdzie pieprz rośnie. Nawet jak zmienisz swoje zachowanie wobec niego to i tak będzie Ci bardzo ciężko, bo bedziecie ze sobą siłą rzeczy walczyć o równowagę w związku, a to bardzo trudny przeciwnik. Wiem to niestety z własnego doświadczenia..... :-( Ja bardzo żąłuję, ze wyszłam za takiego osobnika, chociaż miałam własnie takie jazdy jak TY...... Przeczytaj sobie o osobowości bierno - agresywnej. Mam nadzieję, że to Ci pozwoli spojrzec na swojego faceta z dystansu takim jakim jest w rzeczywistości i WIEJ.
      • letnia_jola Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 17:14
        > W twoim poście zaniepokoiło mnie jednak nie to jak twój partner reaguje na kłót
        > nie (każdy jest inny i ma inny sposób reagowania na trudne sytuacje, nie zawsze
        > miły dla otoczenia czy partnera), ale raczej kilka informacji mogących świadcz
        > yć o tym, że twój partner cię nie szanuje. Z twojego opisu wynika, że ty "czuje
        > sz" i jesteś w stanie zidentyfikować te sytuacje, ale jednak coraz bardziej jes
        > teś skłonna, żeby widzieć je oczami partnera, przestajesz być pewna swojej ocen
        > y (zaczynasz mieć wątpliwości typu "a może jednak za bardzo się czepiam?").

        Tak, on bardzo często mnie nie szanuje. A ja od niedawna uzmysłowiłam sobie, że na to pozwalam i tak naprawdę nie szanuję sama siebie. Próbuję coś z tym robić, ale to jest bardzo trudne, bo jeśli się tyle lat przeżyło w przeświadczeniu, że jakieś tam zachowania są normalne, to teraz trudno jest mi dostrzec, że to jest nieprawidłowe. Mój sukces to to, że zaczynam dostrzegać kiedy on okazuje mi brak szacunku, ale to z reguły przychodzi mi z opóźnieniem. Czyli wygląda to mniej więcej tak, że on zachowa się wobec mnie niefajnie, a mnie po 2-3 dniach przychodzi refleksja, że to jednak było niehalo. Jednakże rozmowa z nim na ten temat nie jest możliwa, bo on z reguły wcale nie chce słuchać, tylko twierdzi, że wymyślam. Tym razem, gdy umówił się ze mną i nie było go w domu, jakoś tak bardzo szybko przyszła mi refleksja, że czuję się zlekceważona i dlatego po spotkaniu już do niego nie pojechałam.


        > Zastanowiłabym się też nad swoimi emocjami. Bo jeśli partner kilka dni się nie
        > odzywa i ty wiesz, że to jego stały sposób reagowania - to skąd te silne emocje
        > . Czego się boisz?

        Nie wiem. Chyba przede wszystkim, że go stracę. Bo obawiam się, że jeśli ja się pierwsza do niego nie odezwę, to on też nie zrobi tego kroku i wszystko się rozleci. Choć z drugiej strony wiem, że on bardzo boi się tego samego, ogromnie boi się, że odejdę. Wielokrotnie miałam wrażenie, że on tak jakby chciał zobaczyć, czy nadal chcę z nim być, a dopiero potem jakoś tak powoli się do mnie ponownie zbliżał. Ale to są tylko moje wrażenia, bo on nigdy tego nie potwierdził, więc może sobie wymyślam. Poza tym mam bardzo silne skojarzenia z moim domem rodzinnym. Gdy byłam mała, to mój ojciec bez przerwy się na mnie obrażał, gdy uważał że jestem niegrzeczna lub gdy zrobiłam coś niezgodnie z jego oczekiwaniami. Czasami to były naprawdę jakieś okropne bzdury, zachowania typowe dla małego dziecka. Wówczas nie odzywał się do mnie, ja czułam się winna, czułam jak ogromnie go krzywdzę, że jestem okropna. Musiałam go przeprosić, dopiero wówczas łaskawie mi wybaczył. Gdy byłam starsza i zaczynałam coraz więcej rozumieć, czułam się okropnie poniżona i upokorzona tymi przeprosinami, bo czasami naprawdę nie zrobiłam nic złego. Teraz chyba też tak jest, że to moje wieczne wyciąganie ręki do niego odbieram jako upokorzenie, być może płaczę również z tego powodu, że wiem, iż jeśli chcę dalej z nim być, to będę się musiała poniżyć do pobiegnięcia za nim po raz kolejny.


        > Sądzę, że dużym problemem jest twoja postawa w związku. Nikt nie powinien się g
        > odzić na to, aby być źle traktowany. Warto rozwiać swoje lęki o możliwy koniec
        > związku i zweryfikować nadzieje na jego przyszłość. Poruszając się po pewniejsz
        > ym gruncie łatwiej jest wyznaczać partnerowi zdrowe granice i nie żebrać o jego
        > uwagę i nie godzić się na złe traktowanie.

        No właśnie, ja to wszystko wiem, tylko jakoś kompletnie nie potrafię wprowadzić tego w życie :(((


        > Wytrwałe trwanie przy partnerze, który nie dąży do ślubu, dla kobiety która pr
        > agnie założyć rodzinę oznacza najczęściej "wpadnięcie w lata". Z jej punktu wid
        > zenia czas spędzony w związku będzie zmarnowany - bo nie zakończył się osiągnię
        > ciem tego co założyła kobieta. Więc po co ten czas marnować?

        Tu jest kolejny trup w mojej szafie. Mój partner wie, że ja oczekuję ślubu. Powiedziałam to jasno i wprost, że tylko taki model wspólnego życia mnie interesuje. On twierdzi, że niby też, ale nie daje się z nim niczego konkretnego ustalić. Natomiast oczekuje, że się do niego wprowadzę już, teraz, i wówczas wszystko będzie w swoim czasie. Tylko jakoś nie wiadomo jaki to czas i czy w ogóle nastąpi. I nie chodzi mi o to, żeby ślub był zaraz, ale oczekuję jasnych deklaracji, rozmowy na ten temat, planów. A tego nie ma, jest albo milczenie, albo zamienia rozmowę w żarty i ucieka od tematu, albo są jakieś mgliste, nieokreślone wizje. On wie, że bez jasnych ustaleń się do niego nie wprowadzę, ale mimo wszystko za każdym razem gdy u niego jestem bez przerwy mnie namawia, abym się wprowadziła. I z tym też czuję się źle. Jakby nie szanował mnie i tego co mówię, jakby nasze wspólne życie miało być tylko na jego warunkach, w jego domu, pod jego dyktando.
        • triss_merigold6 Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 17:30
          Ziew. Kolejna wytresowana jak pudel w cyrku. Poczytaj sobie o kobietach, które kochają za bardzo czy coś w tym rodzaju.
        • morticia50 Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 17:39
          jesteś dość dobrze wytresowana przez pana
          jego nie zmienisz.możesz zmienić swoją postawę .
          to jest bardzo dobry moment,zeby odwrócić sie na pięcie i odejść.
          będzie gorzej
        • magda1982slask Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 24.05.14, 22:01
          Dobrze Ci radzę - uciekaj póki dzieci nie macie...Potem będzie tylko gorzej... Znałam kiedyś takiego jednego - trzy lata byliśmy razem....potem przyszedł szok i płacz...a teraz mam kochanego męża i synka i jestem szczęśliwa... Z Tobą też tak będzie;-) Pamiętaj "tego kwiatu jest pół światu" ;-) powodzenia!
    • molly_wither Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 17:34
      Czytaj watki na tym forum!!! Ostatnio pisza mezatki na ten temat. Jesli Ci nie odpowiada taki facet to od razu odejdz.
    • enith Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 17:39
      Ależ masz dziewczyno szczęście! Już teraz, przed dziećmi, przed ślubem, przed wspólnym zamieszkaniem WIESZ, że partner to bierny przemocowiec i doskonały manipulant. Już teraz możesz podjąć decyzję, żeby wycofać się z tego kompletnie nierokującego związku. Już wiesz, jak będzie wyglądać w przyszłości życie twoje i waszych dzieci, bo dorastałaś w domu, gdzie identyczną taktykę stosował twój ojciec. Tego chcesz dla siebie i potomstwa? Błagania, kajania się, przepraszania za niepopełnione winy i wieczne czekanie, aż mąż i ojciec łaskawie się do was odezwie? Wiecznego nerwowego oczekiwania na kolejny foch, bo wiesz przecież, że prędzej czy później to nastąpi? Tak wyobrażasz sobie przeżyć resztę życia? Naprawdę masz szczęście. Już wiesz, z jakim typem człowieka masz do czynienia i co masz robić. Wiele kobiet o tym, z kim mają do czynienia, dowiedziało się po ślubie i urodzeniu dzieci, gdy możliwości w miarę bezbolesnego wymanewrowania się z koszmaru drastycznie spadają. Nie popełnij ich błędu i nie pchaj się w to, skoro już teraz wszystko w tobie krzyczy, że coś jest mocno nie tak.
    • triss_merigold6 Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 17:47
      Zdecyduj się.
      Chcesz ślubu i nie zgadzasz się na taki układ, a od prawie 3 lat sypiasz i spotykasz się z facetem bez ślubu, bez oświadczyn czy nawet mieszkania razem.
      Chcesz szacunku i takich tam, a po każdej kłótni latasz za gościem bez opamiętania, wydzwaniasz, piszesz rzewne maile i narzucasz.
      Rani Cię ignor faceta, milczenie, fochy, wiesz z jakiego powodu ale po raz fefnasty je łykasz i prosisz o wybaczenie.
      O co Ci chodzi, kobieto? Przecież ten facet nie ma absolutnie żadnej motywacji, żeby Cię traktować inaczej.
      • enith Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 18:06
        > O co Ci chodzi, kobieto? Przecież ten facet nie ma absolutnie żadnej motywacji,
        > żeby Cię traktować inaczej.

        Chodzi o to, że kobieta jest na maksa zdesperowana. A zdesperowane kobiety dla utrzymania portek w domu, jak wiadomo, skłonne są znosić wiele. Fakt, że partner traktuje ją mniej więcej tak, jak traktuje się leżące na dywanie kocie goowno, a ona mimo to od ładnych paru lat biega za facetem, płaszczy się przed nim i przeprasza za wyimaginowane winy, byle nie odszedł, świadczy dość wyraźnie o poziomie jej desperacji. Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że facet wyświadczy jej przysługę i ją rzuci, ale jak znam życie, tacy manipulanci nie porzucają tak łatwo zdobyczy. To musi być cudowne uczucie, móc kogoś traktować gorzej niż psa, folgować swoim najniższym instynktom i wiedzieć, że wytresowana kobieta i tak zawsze wróci. Szkoda, że dziewczynkom w szkole podstawowej nie wpaja się shit-radaru reagującego na takich mężczyzn.
    • jagienka75 Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 18:52
      musisz być bardzo zdesperowana, skoro pozwalasz się tak traktować i trzymasz się tego dupka rękoma i nogami.
      każda szanująca się kobieta kopnęłaby takiego w dupę a tymczasem Ty latasz za nim, jakby był ostatnim chłopem na na tej planecie.
      szanuj się kobieto, bo jeśli Ty tego nie zrobisz, nikt nie będzie Cię szanował.
    • koronka2012 Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 19:29
      Najwyższa pora żebyś się wymiksowała z tego układu. Spędziłam z kimś takim parę lat za długo - choć początki były baaardzo obiecujące, i chęć zaangażowania z jego strony ogromna. I powiem ci jedno - stracisz X kolejnych lat na użeraniu się z fochami pana. Coraz bardziej narastającymi, podobnie jak brak szacunku. Jeśli nie szanuje cię teraz to nie wiem na co liczysz. Dorabiasz sobie ideologię pt. "strach i głęboko ukryte uczucie" tymczasem tego uczucia po prostu nie ma i nie będzie.

      On się nie zmieni, będzie tylko gorzej. Jeśli masz ochotę zamienić się w potulną owieczkę, wiecznie i bezrefleksyjnie potakującą - to masz szansę z nim być. Jeśli nie (a zakładam, że cię to nie bawi) a mimo wszystko z nim zostaniesz - to skończysz jako sfrustrowany kłębek nerwów patrząc z przerażeniem, co się stało z twoim poczuciem własnej wartości.

      To co robi pan fachowo nazywa się manipulowaniem i przemocą psychiczną. On cię tym milczeniem urabia, i brniesz w toksyczny związek, który nie rokuje.
    • letnia_jola Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 20:26
      Hmmmm, liczyłam bardziej na rady, jak się za nim nie uganiać właśnie, co zrobić, aby nie dzwonić w takich wypadkach, aby tych maili nie słać, smsów. Jak zmienić swoje myślenie, swoje postępowanie. Być właśnie taką zołzą z książki "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy", kobietą która się szanuje i nie pozwala traktować źle. Bo książkę przeczytałam całkiem niedawno, ale jakoś trudno mi w życie wprowadzić zmiany. O kobietach co kochają za bardzo też.
      To nie jest tak, że on ma fochy i obraża się o byle głupstwo. Z reguły przestaje się odzywać wówczas, kiedy mam do niego jakieś (zwykle) uzasadnione pretensje i jestem na niego mocno zła, czasem krzyczę. Wówczas albo mówi, że jestem agresywna i przestaje do mnie dzwonić, albo też robi się zły, kłócimy się i też przestaje się do mnie odzywać. Zauważyłam, że jego nieodzywanie się do mnie ma mocny związek z jakąś moją złością, moimi silnymi emocjami. Kiedyś mi powiedział, że ucieka wówczas ode mnie, bo się mnie boi, woli żebym się wyciszyła i uspokoiła. Z tym, że niestety ta metoda nie działa, bo jego nieodzywanie się czasem wprawia mnie w jeszcze większą złość, a huśtawka nastrojów, która mnie wówczas dopada jest dla mnie wykańczająca. Setki rozmów z nim przeprowadziłam, aby tak nie robił, tłumaczyłam, prosiłam, nic to nie dało. Natomiast nie zrobiłam jednego. Nigdy mu nie powiedziałam, że jeśli jeszcze raz przestanie się do mnie odzywać, to odejdę, bo nie chcę być tak traktowana. To pewnie był błąd. To ja nie określiłam granic, przez te 2 lata z okładem pozwalając mu na takie zachowania.
      Oczywiście, on bardzo często zachowuje się w sposób lekceważący mnie, ale to ja mam kłopot z szacunkiem do samej siebie. Bo gdybym bardziej szanowała sobie, to on nie pozwalałby sobie traktować mnie w zły sposób. I często mam wrażenie. że on robi dokładnie to, na co mu pozwalam. Bo ja tak bardzo boję się jego złości i tego, że znów przestanie się do mnie odzywać, że często godzę się na coś, co jest sprzeczne z moimi odczuciami, byleby tylko było dobrze miedzy nami. I latam za nim, byleby tylko skończyły się te ciche dni, które mnie wykańczają. Mam problem z wymaganiem czegoś dla siebie, za to zrobię wiele, aby uszczęśliwić drugą stronę. I niestety dopiero niedawno zdałam sobie z tego sprawę.
      I możecie się nie obawiać - żadne dziecko nie zostanie skrzywdzone. Jestem grubo po czterdziestce, nie planuję już dzieci.
      • aqua48 Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 20:55
        letnia_jola napisał(a):

        > Hmmmm, liczyłam bardziej na rady, jak się za nim nie uganiać właśnie, co zrobić
        > , aby nie dzwonić w takich wypadkach, aby tych maili nie słać, smsów.

        To bardzo proste. Wykasować jego adresy i numery.

        >Być właśnie taką zołzą z książki "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy", kobietą która się szanuje

        Z tym facetem, tak reagującym i mającym do Ciebie taki jak opisujesz stosunek nie masz na to najmniejszych szans..

        >Jestem grubo po czterdziestce, nie planuję już dzieci.

        To trochę tłumaczy Twoją desperację, ale wierz mi, lepiej w tym wieku jednak zmienić faceta niż tracić najlepsze lata na takiego jak opisujesz..
      • enith Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 21:03
        Jolu, naprawdę chcesz być zołzą? Spędzać dni na sprawdzaniu kto kogo przetrzyma, on ciebie czy ty jego? Odpowiadać wredotą na jego wredotę? Foch i manipulacja to cechy charakteru tego człowieka. Ty pytasz, jak nie przejmować się tymi cechami, zamiast poszukać partnera, który zwyczajnie nie ma takich jazd. Trochę to wygląda tak, jakby żona bita przez męża pytała, co robić, żeby nie czuć bólu, gdy mąż leje. Nie ma na to recepty. Trzeba odejść, po prostu.
        Jeśli odpłacanie panu pięknym za nadobne nie leży w twojej naturze, a najwyraźniej nie leży, bo sama myśl o tym wywołuje u ciebie silne negatywne emocje, nie stworzysz z tym człowiekiem udanego związku, nawet jeśli wytrenujesz się w zołzowaniu.
        Moje rady:
        1. Iść na terapię w celu podniesienia poczucia wartości i popracowania nad asertywnością.
        2. Jeśli po terapii uznasz, że z panem ci nie po drodze - zakończ związek.
        3. Popracuj nad problemem z agresją werbalną. Niewiele osób lubi, gdy się na nie wrzeszczy. Rozumiem, że gdy emocje buzują trudno się hamować, ale pamiętaj, że raz wykrzyczanych słów nie można cofnąć, a potrafią one bardzo głęboko zranić. Niektórzy mają też zerową tolerancję na podniesiony w złości głos, bo doświadczyli tego w domu. Tak, jak ty doświadczałaś cichych dni w wykonaniu ojca. Może na twojego partnera non sto ktoś wrzeszczał w domu rodzinnym i stąd taka, a nie inna reakcja obronna. Zastanawiałaś się kiedyś nad tym?
        • letnia_jola Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 15.05.14, 10:19
          > Jolu, naprawdę chcesz być zołzą? Spędzać dni na sprawdzaniu kto kogo przetrzyma
          > , on ciebie czy ty jego? Odpowiadać wredotą na jego wredotę? Foch i manipulacja
          > to cechy charakteru tego człowieka.

          Nie, oczywiście, że nie taką zołzą chcę być. Chciałabym być taką zołzą, jak ta z książki. Życzliwą, szanującą się kobietą, która nie pozwala innym traktować się źle, która stawia jasne i mocne granice. A tymczasem jest tak, że jak już wyczuję, że on gdzieś traktuje mnie bez szacunku, to się wkurzam i robię się agresywna. Jakoś tam staram się bronić tych słabych swoich granic, ale nie w sposób asertywny, tylko agresywny. A to chyba nie tak powinno wyglądać.


          > 3. Popracuj nad problemem z agresją werbalną. Niewiele osób lubi, gdy się na ni
          > e wrzeszczy. Rozumiem, że gdy emocje buzują trudno się hamować, ale pamiętaj, ż
          > e raz wykrzyczanych słów nie można cofnąć, a potrafią one bardzo głęboko zranić
          > . Niektórzy mają też zerową tolerancję na podniesiony w złości głos, bo doświad
          > czyli tego w domu. Tak, jak ty doświadczałaś cichych dni w wykonaniu ojca. Może
          > na twojego partnera non sto ktoś wrzeszczał w domu rodzinnym i stąd taka, a ni
          > e inna reakcja obronna. Zastanawiałaś się kiedyś nad tym?

          Tak, masz rację, ma problem z agresją werbalną. Niejednokrotnie słyszałam od niego, że jestem agresywna, mimo iż mnie się wydawało, że mówię normalnie. Niejednokrotnie mówił mi, że szkoda iż siebie nie widzę i nie słyszę, kiedy jestem wkurzona. Mówił mi również wiele razy, że on nie znosi kłótni i kiedy widzi, że jestem w takim nastroju, to woli się wycofać i dać mi czas, abym się wyciszyła. Tylko niestety, jego wycofywanie działa na mnie bardzo źle. Znam jego rodziców i nie wiem czy ktoś na niego krzyczał gdy był dzieckiem, ale widzę jak się czasem zachowuje jego matka i nie jest to fajne. Pretensje, ciągłe pretensje, krytyka na każdym kroku, pouczanie, wtrącanie się do wszystkiego, kłótnie. Czasem trudno wytrzymać, gdy on z matką są razem.
          Na terapii byłam, problemy z własną złością przerabiałam i teraz jest dużo lepiej, bo kiedyś moja agresja werbalna była na zdecydowanie większą skalę. Teraz już nie wyżywam się na partnerze, nie poniżam, nie wyśmiewam, staram się nie wrzeszczeć. Ale w obecnym związku bywały i takie sytuacje, kiedy poziom mojego napięcia był tak ogromny, że jednak na niego krzyczałam, a kiedy napięcie mijało, to nie pamiętałam połowy tego co mu wykrzyczałam. Ja wiem, że robię źle, ale w takich chwilach nie umiem nad sobą zapanować, to wszystko dzieje się tak jakby poza moją kontrolą. Może powinnam brać jakieś tabletki? Udawało mi się tylko wtedy, gdy w trakcie kłótni on był spokojny i zwracał mi uwagę, że krzyczę. Wówczas udawało mi się ochłonąć, obniżałam głos i nie kończyło się awanturą.
          Jednak przy ostatniej kłótni, kiedy zadzwonił dlaczego nie przyjechałam, to na niego nie krzyczałam. Byłam chłodna i urażona, ale bez krzyku. Zamierzałam mu tylko powiedzieć, że jestem na niego zła i tak się nie robi, jak się z kimś umawia i na tym zakończyć temat. A on zaczął mnie oskarżać o wieczne fochy, zakończył rozmowę w sposób dla mnie lekceważący i znów przestał się odzywać.
          • pade Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 15.05.14, 12:43
            Wiesz dlaczego tak się czujesz kiedy partner się nie odzywa albo stroi fochy?
            Sama już sobie odpowiedziałaś. Miałaś takiego ojca. I teraz: w dzieciństwie nie miałaś dokąd uciec przed nim. Chciałaś, żeby tatuś nie był zły, czułaś się źle, było Ci przykro, ale tłumiłaś w sobie złość na tatę, za jego fochy, bo to przecież tatuś, a Ty nie chciałaś go stracić.
            To, co stłumiłaś wtedy, odzywa się w Tobie w sytuacjach, kiedy Twój partner zaczyna stroić fochy. Czyli nakładają się emocje z dzieciństwa i złość za teraźniejszość. Stąd te nadmiarowe emocje, wybuchy niekontrolowanej złości.
            W złości na partnera jest również złość na ojca. Ojcu nie mogłaś stawiać granic, to on je Tobie stawiał. Ponieważ partner tak bardzo Ci ojca przypomina, trudność w stawianiu mu granic jest jeszcze większa.
            To jest do przerobienia na terapii, tabletki nic nie pomogą.
            Nauczysz się tam oddzielać osobę ojca od partnera i będzie Ci łatwiej.
            • letnia_jola Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 15.05.14, 13:18
              Bardzo to mądre Pade, co napisałaś i świetnie obrazuje to, co czuję. Bo ja to dokładnie tak czuję. Kiedy on się nie odzywa, to czuję się jak ta mała dziewczynka, którą tatuś porzucił, która wyrządziła mu tak wielką krzywdę, że aż się na nią obraził. Może dlatego tak łatwo mi łykać każdą winę, którą mi wmówi. Poza tym mojemu ojcu nie mogłam w dzieciństwie powiedzieć, że czegoś nie chcę albo odmówić, bo to skutkowało tym, że od razu się na mnie obrażał. I teraz też tak mam, że mojemu facetowi boję się powiedzieć nie, boję się powiedzieć, że się na coś nie zgadzam, bo umieram ze strachu, że będzie awantura lub go stracę. Tak jak bałam się w dzieciństwie. A na terapii przerabiałam temat tego, że ojciec to ojciec, a partner to partner, ale jak widać nadal nie potrafię tych emocji pooddzielać, nadal nie potrafię bronić siebie.Ja świadomością rozumiem mechanizmy, które mną rządzą, ale jakoś mi nie idzie ze zmianą sposobu myślenia i nie wpadania w schematy z dzieciństwa. Może polecicie mi jakieś książki w tym temacie?
              • pade Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 15.05.14, 13:34
                To idź na terapię behawioralno-poznawczą. Na niej zajmiesz się zmianą schematu myślenia, wtedy emocje opadną i będzie Ci lżej.
                Bo z emocjami to to jest tak:
                Bodziec (kłótnia z patnerem, foch) -> schemat poznawczy (myśl: np. on mnie zaraz porzuci, co to będzie, zostanę sama)->emocja ( lęk, złość).
                Na terapii nauczysz się zastępować lękowe myśli innymi, oraz stawiać granice. Taka terapia jest krótka i daje bardzo dobre efekty. Pomyśl o tym.
                • letnia_jola Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 15.05.14, 13:52
                  Dzięki bardzo, zaraz poszukam informacji w necie na ten temat :)
                  • pade Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 15.05.14, 14:05
                    Proszę:)
                    tu tez masz info:
                    Czy stosuje się specyficzne narzędzia/metody pracy?

                    CBT pozwala pacjentowi zrozumieć, na czym polega problem i jak doszło do jego powstania. Podstawa teorii behawioralno-poznawczej jest przekonanie, że myślenie, zachowanie, emocje i samopoczucie są ze sobą ściśle powiązane ( Model ABC).

                    W psychoterapii behawioralno-poznawczej zakłada się, że o naszym zachowaniu decyduje sposób myślenia o sobie i o swojej roli w świecie. Budowane, na podstawie życiowych doświadczeń i komunikatów od ważnych osób, stereotypowe schematy myślenia mogą prowadzić do zniekształceń poznawczych i błędów w myśleniu. Celem terapii poznawczo-behawioralnej, jest z jednej strony zmiana sposobu myślenia (sfera poznawcza) i z drugiej zmiana nieprzystosowawczych zachowań (sfera behawioralna). W sferze poznawczej podczas terapii pacjent uczy się wychwytywać zniekształcenia poznawcze w swoim myśleniu i wprowadza bardziej racjonalne i adaptacyjne przekonania. W sferze behawioralnej, pacjent zdobywa nowe umiejętności, które pomagają mu czuć się bardziej kompetentnie i lepiej radzić sobie w życiu.

                    W procesie terapii behawioralnej, niezależnie od rodzaju leczonych zaburzeń, wyodrębnia się cztery fazy: diagnostyczną;

                    wzbudzania motywacji pacjenta do zmiany;
                    zastosowania określonej procedury terapeutycznej;
                    utrwalania zmian powstałych podczas psychoterapii.
                    Podstawowe techniki terapii CBT polegają na:

                    ujawnianiu dysfunkcjonalnych myśli,interpretacji zdarzeń, założeń na temat siebie świta innych, przyszłości
                    dyskutowaniu z tymi przekonaniami i myślami,
                    poszukiwaniu argumentów potwierdzających prawdziwość lub zaprzeczających prawdziwości tych przekonań
                    uczeniu pacjenta odnajdywania typowych błędów i zniekształceń poznawczych, oraz eliminowania ich eksperymentach behawioralnych, które pozwalają pacjentowi zweryfikować prawdziwość stawianych założeń
                    odgrywaniu scen, nauce konkretnych umiejętności np. asertywnego odmawiania, planowania czasu, terapeuta korzysta także z technik wyobrażeniowych, relaksacji, praca nad emocjami
      • triss_merigold6 Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 21:38
        Normalnie. Zaciskasz zęby i nie dzwonisz, nie piszesz sms-ów i zajmujesz się sobą.
        Nie określiłaś granic i nie chcesz odejść to nieś swój krzyż.
        • zuzi.1 Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 14.05.14, 21:45
          No, własciwie dziewczyny Ci już wszystko napisały, powinnaś odpuscic sobie tego człowieka i poszukac innego.

          Dla otrzeźwienia radzę Ci przeczytac ten wątek:forum.gazeta.pl/forum/w,898,139374645,139374645,Cechy_charakteru_i_zachowania_przemocowca_.html

          i tego bloga:www.mojedwieglowy.blogspot.co.uk/

          Zacisnij zęby i odejdz, zaprzestań całkowicie kontaktu z tym człowiekiem. Nic dobrego Cię z jego strony nie spotka.
      • default Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 15.05.14, 09:21
        letnia_jola napisał(a):

        > To nie jest tak, że on ma fochy i obraża się o byle głupstwo. Z reguły przestaj
        > e się odzywać wówczas, kiedy mam do niego jakieś (zwykle) uzasadnione pretensje
        > i jestem na niego mocno zła, czasem krzyczę.

        No widzisz, jak Cię już zdążył nauczyć - to wszystko TWOJA wina, on biedny przecież by się nie obrażał, gdybyś go swoim okropnym postępowaniem do tego nie sprowokowała....
        Zostaw go, masz ponad 40-tkę, więc przypuszczam, że on pewnie też - zatem szanse, że go zmienisz są praktycznie zerowe. Naprawdę, lepiej być samemu niż fundować sobie takie jazdy.
        • sebalda Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 15.05.14, 10:45
          Przeczytaj jeszcze koniecznie Molestowanie moralne. Ostatnio w Wysokich Obcasach był list kobiety, która po 20 latach małżeństwa po przeczytaniu tej książki niemal z dnia na dzień wstała i wyszła z domu, uciekła z takiego układu. I jest teraz przeszczęśliwa, wreszcie oddycha, żyje, jest wolna.
          Piszesz, że się sama nie szanujesz, więc on Cię nie szanuje. A jak sobie wyobrażasz jego przemianę po tym, jak sama się zaczynasz szanować? Naprawdę wierzysz w to, że on się wtedy zmieni? Nie szanujesz się, bo on Cię wytresował, bo Tobą manipuluje, bo bazuje na Twoim poczuciu winy, o to mu właśnie chodzi. Taki osobnik nigdy nie zacznie szanować, liczyć się z uczuciami partnerki. Przerobiłam ten etap - wzmocniłam się, zaczęłam stawiać granice, odsunęłam się. I co? Przemoc psychiczna tylko eskalowała, bo ofiara zaczęła się wymykać z rąk.
          Twoja zmiana tu nie pomoże, stawianie granic, szanowanie się - tu już jest pozamiatane, trafiłaś na osobę żerującą na Twoich emocjach i nic nie zmieni jego postawy. Jeśli go kochasz, to jest chora miłość, masochistyczna, musisz się wyleczyć. I ostatecznie odejść, ale nie na próbę, tylko na zawsze, szkoda Twojego życia, każdy rok, każdy miesiąc życia z nim niszczy Twoją psychikę, chcesz tego??? Nie daj się dziewczyno!
      • karrioka Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 16.05.14, 13:21
        "To nie jest tak, że on ma fochy i obraża się o byle głupstwo. Z reguły przestaje się odzywać wówczas, kiedy mam do niego jakieś (zwykle) uzasadnione pretensje i jestem na niego mocno zła, czasem krzyczę. Wówczas albo mówi, że jestem agresywna i przestaje do mnie dzwonić, albo też robi się zły, kłócimy się i też przestaje się do mnie odzywać. Zauważyłam, że jego nieodzywanie się do mnie ma mocny związek z jakąś moją złością, moimi silnymi emocjami. "

        jak potrzebuje związku bez żadnych emocji to niech kupi sobie dmuchaną lalę

        dziwię się, że brniesz w usprawiedliwianie go, szukanie w sobie winy i racjonalizowanie jego zachowania
        • pade Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 16.05.14, 21:55
          Ależ oni się idealnie dobrali!
          On ma problem z tym, że jest krytykowany i że ktoś przy nim wyraża złość, a nie umie sobie z tym poradzić, więc wycofuje się, stwarza dystans, a to z kolei u niej wywołuje lęk i złość, która ją przerasta.
    • adorra0 Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 15.05.14, 11:07
      Droga Autorko żeby cokolwiek zmienić w swoim życiu musisz wyjść ze strefy komfortu. Twój wybór nie jest przypadkowy, biorąc pod uwagę to co napisałaś o swoim ojcu. Z całym szacunkiem i sympatią wątpię, żebyś poradziła sobie sama, może warto pomyśleć o terapii dla siebie – przepracować relacje z rodzicami, podnieść poczucie własnej wartości, nauczyć się stawiać granice i radzić sobie z lękiem np. przed byciem samą.
    • asfo Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 15.05.14, 13:17
      1. Jak facetowi zależy, to się będzie starał załagodzić sytuację z własnej inicjatywy. Jeśli tego nie robi, to wypadałoby się zastanowić, czemu weszłaś w taki niesatysfakcjonujący układ.

      2. Według mnie powinnaś wyluzować z tym byciem w związku i uganianiem się za mężczyznami i zająć się poustawianiem sobie pewnych rzeczy.

      Bez pewnych podstaw, w postaci zdrowej dozy szacunku do samej siebie, uświadomienia sobie czego od życia chcesz, wyrobienia sobie poczucia, że możesz istnieć jako byt niezależny, nie zaś jako dodatek do mężczyzny, masz kiepskie szanse na satysfakcjonujący związek. Nawet jeśli teraz porzucisz obecnego partnera to zaraz znajdziesz następną kopię tatusia i sytuacja się powtórzy. Jeśli nie wyjdziesz ze schematu niegrzecznej córeczki szukającej aprobaty za wszelką cenę, to będziesz ten schemat powtarzać. To oczywiście trudne, ale możliwe do zrobienia.

      Parę sesji u psychoterapeuty mogłoby pomóc.

      3. Nawet jeśli obecny lub przyszły facet w gruncie rzeczy nie jest taki zły, to można sądzić, że twoje zachowanie w postaci wybuchów gniewu (zamiast normalnej komunikacji pt "tak mi nie rób bo nie lubię" ) oraz rozpaczliwego narzucania się po każdej kłótni, mogą powodować "popsucie się" partnera, z którym inna, pewna siebie kobieta zdołała by się dogadać.
      • letnia_jola Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 15.05.14, 13:50
        > Bez pewnych podstaw, w postaci zdrowej dozy szacunku do samej siebie, uświadomi
        > enia sobie czego od życia chcesz, wyrobienia sobie poczucia, że możesz istnieć
        > jako byt niezależny, nie zaś jako dodatek do mężczyzny, masz kiepskie szanse na
        > satysfakcjonujący związek.

        No właśnie od niedawna sobie to uświadomiłam. Że brakuje mi szacunku do samej siebie. I że coś tu jest nie tak, nie czuję się nieszanowana przez ludzi z mojego otoczenia, moją rodzinę, znajomych przyjaciół. Mam dystans do ludzi i oni do mnie i raczej nikt nie pozwala sobie na zachowania wobec mnie, których nie akceptuję. Natomiast w związku z nim godzę się na zbyt wiele.
        Od jakiegoś czasu buduję próbuję budować swoją własną, emocjonalną niezależność. Że jestem odrębnym bytem, że potrafię żyć bez mężczyzny, że mam zwracać uwagę na siebie, na swoje potrzeby, że potrafię sobie sama zorganizować czas i rozrywki. Wychodzi mi, coraz lepiej sobie z tym radzę. Ale kiedy się obrazi i nie odzywa, momentalnie wpadam w znany mi kanał :(( Czy możecie mi poradzić jak ten szacunek do samej siebie budować?


        > 3. Nawet jeśli obecny lub przyszły facet w gruncie rzeczy nie jest taki zły, to
        > można sądzić, że twoje zachowanie w postaci wybuchów gniewu (zamiast normalnej
        > komunikacji pt "tak mi nie rób bo nie lubię" ) oraz rozpaczliwego narzucania s
        > ię po każdej kłótni, mogą powodować "popsucie się" partnera, z którym inna, pew
        > na siebie kobieta zdołała by się dogadać.

        Ta opinia też całkiem nieźle oddaje sytuację. Bo jeśli czasem (aczkolwiek bardzo rzadko) uda mi jasno, zwięźle i stanowczo zakomunikować, że coś jest nie halo i się na to nie zgadzam, to on potulnieje i mówi, że będzie jak zechcę. Faktycznie, chyba brakuje mi pewności siebie w tym związku. Dlaczego??? Jak się poznaliśmy to pamiętam, że ja byłam górą, on się za mną uganiał, ale wszystko zaczęło się zmieniać, im bardziej mnie zaczęło zależeć, im więcej robiłam dla niego, i im bardziej zaczęłam się zgadzać na rzeczy, na które w głębi ducha wcale zgadzać się nie chciałam. Z pewnej siebie kobiety stałam się rozhisteryzowaną ofiarą :((
        • pade Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 15.05.14, 14:02
          Ten kanał może być z powodu emocji, które Cię zalewają. I to niewiele ma wspólnego z szacunkiem do siebie. Bardziej z odtwarzaniem sytuacji z przeszłości z nadzieją na szczęśliwe zakończenie. Nieświadomym. Bardzo pomaga samo zrozumienie schematu i przypominanie sobie tego (czyli rozdzielanie przeszłości i teraźniejszości) w odpowiednich momentach. Wtedy stawianie granic jest łatwiejsze.
          Mam dystans do ludzi i oni do
          > mnie i raczej nikt nie pozwala sobie na zachowania wobec mnie, których nie akce
          > ptuję. Natomiast w związku z nim godzę się na zbyt wiele.
          Z innymi ludźmi nie łączy Cię ważna emocjonalna relacja. Stąd łatwość w stawianiu granic. Z partnerem jest trudno, bo relacja inna i odtwarzasz wzorzec z przeszłości.
      • triss_merigold6 Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 15.05.14, 13:51
        Dokładnie.
        Pani popsuła faceta swoimi reakcjami i jest zdziwiona.
        • asfo Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 16.05.14, 11:33
          "Samiec Twój wróg!"

          Zanim kogoś ocenię potrzebuję wiedzieć znacznie więcej niż powiedzą mi 3 zdania na forum. Nie uważam, żeby wszystkie problemy w związkach zawsze były winą mężczyzn. Nieracjonalnie zachowująca się, obciążona nieprzepracowanym problemem z przeszłości kobieta, także może być źródłem poważnych kłopotów, i nie można oczekiwać, że każdy facet będzie miał doktorat z psychologii i jej te problemy rozwiąże. Prędzej okaże się, że ma własne problemy i też będzie się zachowywał nieracjonalnie.
          • letnia_jola Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 16.05.14, 12:20
            > Zanim kogoś ocenię potrzebuję wiedzieć znacznie więcej niż powiedzą mi 3 zdania
            > na forum. Nie uważam, żeby wszystkie problemy w związkach zawsze były winą męż
            > czyzn. Nieracjonalnie zachowująca się, obciążona nieprzepracowanym problemem z
            > przeszłości kobieta, także może być źródłem poważnych kłopotów,

            Bardzo dziękuję za to, co napisałaś. Bo właśnie po to tutaj przyszłam. Nie zamierzałam skarżyć się na to, jaki on jest okropny i jak mam się go pozbyć. Nie jest okropny, tylko czasem zachowuje się (w moim odczuciu!) okropnie, a ja sobie kompletnie z tym nie potrafię poradzić. Często też nie potrafię sobie poradzić ze sobą i swoimi emocjami.
            Dziękuję, że zwróciłyście mi uwagę na moje nie do końca przepracowane problemy emocjonalne z dzieciństwa. Chyba rzeczywiście wrócę na terapię, bo nie wszystko zostało jeszcze zrobione. Podejrzewam, że chyba rzeczywiście "mój tatuś" ciągle jeszcze szarpie moim życiem ;)
            Osobom życzliwym dziękuję za rzeczową analizę i dobre rady :)
            Osobom nieżyczliwym i agresywnym nie dziękuję, bo nie mam za co.
            • sebalda Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 16.05.14, 12:58
              Mimo moich złych doświadczeń i znajomości dziesiątek już podobnych historii też staram się być obiektywna i nie oceniać z góry źle faceta, ale tutaj mi zdecydowanie zgrzyta (poza fochami, o których facet świetnie wie, jak bardzo ranią autorkę):

              "Jak się poznaliśmy to pamiętam, że ja byłam górą, on się za mną uganiał, ale wszystko zaczęło się zmieniać, im bardziej mnie zaczęło zależeć, im więcej robiłam dla niego, i im bardziej zaczęłam się zgadzać na rzeczy, na które w głębi ducha wcale zgadzać się nie chciałam. Z pewnej siebie kobiety stałam się rozhisteryzowaną ofiarą".

              Kto pamięta wątek Mokregoleona? Podobne?
              Dokładnie tak działają przemocowcy. Najpierw osaczają ofiarę, zabiegają, uganiają się, a gdy już ją zdobędą, drobnymi, ledwo zauważalnymi manipulacjami doprowadzają ją do takiego właśnie stanu. On jest z reguły zrównoważony, spokojny, to ona histeryzuje, tylko dziwne, że wcześniej i z innymi znajomymi i z rodziną ona tak nie ma. On wciska szpilę, robi rzeczy, którymi doskonale wie, że ją rani (zdołał dobrze poznać jej słabe punkty), ona reaguje, a wtedy on może triumfować i wmawiać jej, jaką to ona jest wariatką. Bardzo dokładnie opisuje to książka, którą wcześniej polecałam i którą uważam, że koniecznie autorka powinna przeczytać w pierwszej kolejności: www.ravelo.pl/Molestowanie-moralne_p12471884.html?p_action=3207060146&utm_source=google&utm_medium=cpc&utm_campaign=traffiqua#longDesc
              Rozpracowanie swoich deficytów to jedna sprawa, a uświadomienie sobie manipulacyjnego i przemocowego charakteru tego związku to druga, w tej chwili dużo pilniejsza sprawa.
              • zuzi.1 Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 16.05.14, 15:33
                Zgadzam sie z Sebalda.
              • zuzi.1 Re: Mokryleon odezwij się !!! 16.05.14, 22:50
                Ja pamiętam Mokregoleona i czasem myślę co u niej słychac. B. mi utkwiła w pamięci jej historia. B. smutna i wręcz niewiarygodna.
                • zuzi.1 Re: Mokryleon odezwij się !!! 16.05.14, 22:54
                  Jeśli ktoś nie czytał tej historii to załączam:
                  forum.gazeta.pl/forum/w,898,139173040,139173040,Nie_potrzebuje_wspolczucia_a_rzeczowej_porady_.html
    • tully.makker Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 16.05.14, 23:15
      Panu KOPA.

      Dziekuje za uwage.
    • mama.gucia Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 16.05.14, 23:48
      Co to za dziecinada to obrazanie sie? Pan to nastolatek czy wyrachowany przemocowiec?. Brak umiejetnosci komunikacji nie wrozy dobrego, zgranego zwiazku.
    • julita165 Re: Niech mną ktoś potrząśnie!! 27.05.14, 15:39
      Jednym wpisem lepiej opisałaś zasadniczy problem również mojego związku, którego mja nei dałam rady tak jasno wyłuszczyć w 15 wpisach. Mój partner jest toczka w toczkę taki sam i ja również tak postępowałam jak Ty. I napiszę jedno - to się nie zmienia. Taka jego brzydka natura. Ja osiagnełam po kilku latach małżeństwa tylko tyle, że on się co prawda odzywa ale tak że właściwie może lepiej gdyby całkiem milczał. Po prostu grobowym głosem zdawkowo odpowiada na zadawane mu pytania. I dokładnie w takich samych sytuacjach te jego fochy się ujawniają. Ja, jak napisałam w innym wątku, jeszcze próbuję coś wskórać ale my jesteśmy po slubie, mamy dziecko i kredyt hipoteczny Ty zwiewaj
Pełna wersja