Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać

17.05.14, 17:10
Nie wiem, co robić. Spróbuję (możliwie najkrócej) opisać, co najważniejsze.
Jestem z facetem już rok, nawet trochę więcej. Dla mnie to najfajniejszy związek z wszystkich, jakie miałam - i oczywiście najcudowniejszy dotychczas mężczyzna, wg mnie ma rzadkie połączenie pozytywnych cech: i przystojny, i kulturalny, poważny, spokojny.Naprawdę długo chyba mogłabym wyliczać jego zalety. Jestem (właściwie byłam) z nim szczęśliwa, wydawało mi się, że on ze mną też…

Problem wyniknął jakiś czas temu, tzn. właściwie zaczął uwidaczniać się stopniowo. Zacznę od tego, że wiedziałam, że on miał kiedyś dziewczynę, którą bardzo kochał (i która go rzuciła). Potem miał też inne znajomości, ale krótkie, nie wiem o nich za wiele. Ze mną zaczął być półtora roku po rozstaniu z tamtą.
Ok. 2 miesiące temu spotkaliśmy przypadkowo dziewczynę, która - czego domyśliłam się po rozmowie - jest dość dobrą znajomą jego byłej. Powiedziała, zresztą brzmiało to normalnie, jak to luźna rozmowa towarzyska, że była wraca (po dłuższym pobycie w innym mieście - sprawy zawodowe) do naszego miasta.
Rzuciło mi się w oczy, że mój mężczyzna był przy tej rozmowie bardzo poruszony (nie wiem, czy faktem powrotu - może też, ale głównie jakby ogólnie), niby starał się nie wypytywać o byłą, ale widać było, że każde słowo normalnie spija z ust tej koleżanki. Nie umiem oddać szczegółów, ale to się zwyczajnie czuje.
To był pierwszy poważny sygnał, że cos jest nie tak. Zaczęło mi się to i owo przypominać, np. że czasem (często?) nawiązywał do jakichś drobiazgów z okresu bycia z tamtą, że na wierzchu leży pewna rzecz, którą dostał od niej w prezencie (a on nie ma poza tym żadnych ozdób i nie przywiązuje do nich wagi).
Wtedy też mniej więcej zauważyłam zmianę w jego podejściu do planowania naszej przyszłości. Przede wszystkim przestał mówić o tym, żebyśmy zamieszkali wspólnie - ja tylko „pomieszkuję” u niego, a bardzo dobrze pamiętam sprzed Wielkanocy rozmowy o tym, że przed latem te sprawy uporządkujemy (mieszkam u rodziców, ale właściwie w samodzielnej części domu, to samo miasto, co on, więc w tym sensie nie jest uciażliwie).
Były to tego typu sprawy, niby nic konkretnego, do tego większe zamyślenie. Normalnie każdy równie dobrze mógłby po wyliczeniu nawet szczegółów przekonać mnie, że to mogą być moje urojenia.
Dziś w nocy (weekendy spędzamy razem) koło 2-3 obudziłam się, jego nie było. Poszłam do drugiego pokoju, z balkonem. Mój facet był na balkonie. Przez szybę widziałam światło komórki - ale ją wyłączył, kiedy mnie zobaczył (zapaliłam w przedpokoju, szukając go). Spytałam, czy z kimś rozmawiał. Powiedział, że nie.
Nigdy mnie nie okłamał, więc uwierzyłam, ale nie podobało mi się to. Myślałam, ze sam powie, co robił z komórką, a on nic, tylko powiedział, że idzie spać. Przy tym widziałam, że palił papierosy na balkonie, a pali głównie, gdy ma problem.
Spytałam tylko, dlaczego cos ukrywa, przecież widać, a chyba zasługuję na uczciwość. Wtedy powiedział, że oglądał zdjęcia. Jakie? (spytałam). Dał mi telefon i pokazał, przewinęłam jedno czy dwa, więcej nie chciałam, zobaczyłam, że to zdjęcia z byłą.
Rano pojechałam pod jakimś pretekstem do siebie, od rana ryczę. Czuję, jakby mi się jakaś obręcz zaciskała na szyi. Zupełnie nie wiem, co będzie, nie wiem, co mam myśleć i co dalej robić.
    • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 17:27
      Bardzo Ci współczuję. Poza tym właściwie nie wiem co napisać. Wiem, że się boisz, ale chyba powinniście porozmawiać. Chyba lepiej, zebyś wiedziała na czym stoisz. Z drugiej strony nie wiesz czego się spodziewać po byłej, nie wiesz czy chciałaby reaktywować ich związek. Nie wiem tylko czy to ma znaczenie.
      • zuzi.1 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 17:30
        Jeżeli facet nadal jest zakochany w tamtej, to masz przekichane, bo nawet jeżeli dalej będziecie razem, to możesz byc w jego sercu jedynie tą drugą. Był kiedyś taki wątek, nie pamiętam tylko autorki. B. nieciekawa sytuacja.
    • milamala Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 17:29
      Wiewiorko kochana, chyba zwiazek sie skonczyl. On kocha inna, i niech sobie juz te sprawy sam zalatwia, czy z nia bedzie, czy nie, ty dbaj o siebie, wroc do siebie na stale. najwazniejsze , ze masz gdzie wracac.Przykro mi.
      Nie musisz z nim nic regulowac, chyba nie zasluzyl na takei rzeczy. Ureguluj przed soba. Trzeba zaczac kolejny etap w zyciu. Ten najwyrazniej sie skonczyl.
      Ciekawi mnie czemu sie rozstali. To najwyrazniej nie byla jego decyzja tylko jego bylej. Wiec wcale nie jest powiedziane, ze beda razem. Ale nawet jesli nie beda, to chcialabys byc w zwaizku z kims o ktorym wiesz, ze w jego sercu jest inna kobieta i ze istnieje ryzyko, ze ta kobieta zawsze bedzie miala pierwszenstwo przed Toba. Chyba zaslugujesz na wiecej.
      • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 17:45
        Dziewczyny, właśnie, trafiłyście w sedno - bo najbardziej boli mnie to: wiem, że kochający MNIE mężczyzna nie zachowywałby się tak. I przy tym wszystkim przestaje mieć znaczenie fakt, czy była go zechce, czy nie, i czy w ogóle z kimś jest.
        Ja zresztą nie wiem, jak miałaby wyglądać moja rozmowa z nim, o co pytać (przecież nie powie, faceci są w ogóle trudni do rozmowy o uczuciach), o co prosić, bo przecież nic nie zrobił, czy czegos żądać, i czego...
        Kurczę, dlaczego tak musi być, że jeśli pojawił się mężczyzna i męski, i ciepły, a jednocześnie porządny, to nie może być mój :(
        Czyli według Was też objawy są jednoznaczne, prawda?
        • verdana Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 18:11
          Wbrew temu, co sie uwaza, facet moze kochac i Ciebie i nadal miec sentyment do dawnej milosci. To nie jest tak, ze cos sie zawsze konczy definitywnie i nigdy sie do tego nie wraca. Zostaje sentyment. Facet moze chiec reszte zycia spedzic z Toba, kochac Cie, ale nagle, gdy ktos wspomnial byla, wrocily wspmnienia. Tak bywa - nie ma naprawde nic dziwnego w tym, ze czasami mysli sie o bylej wielkiej milosci z tesknota, ze sie oglada zdjecia i wspomina, a rano wraca do obecnej, kochanej partnerki.
          O co zapytac? Moze o to, czy chce byc z Toba, czy wrocic do tamtej. Ale bez pretensji.
          • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 18:33
            Sentyment do dawnej miłości w postaci niewinnych wspominek i przeglądania starych zdjęć jak najbardziej rozumiem. Nagła zmiana natomiast planów na przyszłość z obecną partnerką z powodu pojawienia się eks na horyzoncie, to chyba jednak troszkę więcej, niż tylko sentyment. Gdyby pan miał uregulowaną sytuację uczuciową, wieść o powrocie byłej zbyłby wzruszeniem ramion. A on podekscytowany nie śpi, po nocy ogląda zdjęcia, wycofuje się z obecnej relacji, dziewczyna czuje narastający dystans. To nie wygląda na zwykły sentyment do dawnej miłości. Nie, jeśli rzuca się takim cieniem na obecnej relacji.
          • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 18:34
            Myślałam podobnie, bo po spotkaniu tamtej koleżanki przestał mówić o zamieszkaniu, owszem, ale jednocześnie nie zmienił się wobec mnie (czasem wydawało mi się nawet, że jest bardziej czuły) i ostatecznie zaczęłam myśleć, że to było tylko takie „zawirowanie”. A od tamtego momentu minęły dwa miesiące, i w nocy wyszło to z telefonem.
            Verdano, mnie kocha, a po dwóch miesiącach od tamtej rozmowy ogląda zdjęcia? A dlaczego w ogóle ma je w komórce?
            Dla mnie powiało grozą, bo trzeba by znać mojego faceta, żeby to w pełni odebrać. On nie znosi oglądania jakichkolwiek zdjęć; zawsze przesypia całą noc, bo jest zmęczony po całym tygodniu pracy; na balkonie nigdy nie stoi (a teraz zabrał kurtkę, więc był tam długo!). To niby bez znaczenia szczegóły, ale jednak w całości mają jakąś okropną wymowę.
            • verdana Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 19:37
              Hm, a jak ja mam w ulubionych stronę faceta, w którym kochałam sie w szkole średniej?
              • edw-ina Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 10:43
                Ja to dopiero jestem ewenementem :) Przyjaźnię się z kilkoma ex, ich dziewczynami/żonami, jednej takiej parze pomagałam się pogodzić, a niedawno mój własny mąż skanował stare zdjęcie z moim dawnym facetem, bo pomyślał, że ten człowiek mógłby chcieć je mieć, to w końcu pamiątka :)
                Mamy w domu zdjęcia dziewczyn M, nawet tej pierwszej ważnej. Choć fakt, nikt w nocy nie wychodzi na taras, by je oglądać.
                • koronka2012 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 20:53
                  Każdy ma jakieś wspomnienia, ale jeśli one angażują kogoś do tego stopnia, żeby po nocy nie spać, to nie jest to normalne. To znaczy jedno - facet nie zamknął jeszcze tego rozdziału i tyle. Co nie znaczy, że nie żywi uczuć do autorki, tylko jak budować związek, jeśli jest bardziej pochłonięty inną kobietą?

                  Nie jestem pewna, czy rozmowa coś da, bo zdaje się pan ma kołomyję w głowie, i sam nie umie się rozeznać we własnych uczuciach. Tylko prawda jest taka, że jak ktoś jest zakochany - to nie przejmuje się przeszłością.

                  W tej sytuacji postawiłabym sprawę jasno - usuwam się i daję mu czas na podjęcie decyzji. Nie miałabym ochoty na trójkąt, nawet jeśli byłby tylko w sferze emocjonalnej.
    • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 18:22
      Cóż, wygląda na to, że pan zwyczajnie nie zamknął za sobą rozdziału pt. była i stąd sama już informacja o jej powrocie do waszego miasta wywołała tak intensywną jego reakcję. Prognozy dla ciebie są raczej niefajne. Miałaś od dawna sygnały, subtelne, ale jednak, że była wciąż jest obecna w jego życiu. Teraz partner też subtelnie, ale jednak zaczyna wycofywać się z waszej relacji, blokować kolejny etap (wspólne zamieszkanie), pojawiają się niedomówienia/małe kłamstewka. I z twojego punktu widzenia faktycznie nie ma żadnego znaczenia, czy ta kobieta wróci do waszego miasta czy nie wróci, będzie chętna na kontynuowanie znajomości czy nie, ma kogoś czy nie. Twój partner mentalnie zaangażowany jest z inną kobietą, jej "dostępność" jest kwestią drugorzędną. Tobie pozostaje usiąść z partnerem i dokładne opisanie mu, jak się czujesz w takim uczuciowym trójkącie. Niewykluczone, że jeśli partnerowi zależy, podejmie próby naprawy waszego związku. Możliwe też, że będzie się wypierał, zresztą już to robi. No i na koniec, możliwe, że przyzna, że nigdy nie wyleczył się z byłej i czas się rozstać. Ty już będziesz wiedzieć, co robić dalej.
      • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 18:49
        Enith, właściwie on nie kłamie. Przy tym telefonie w nocy był zmieszany, ale nie na zasadzie, że chciał kręcić - raczej liczył, że może nie zauważyłam albo nie będę wypytywać. Właśnie jego szczerość mnie swego czasu bardzo ujęła, facet ma bardzo porządny charakter, nie raz się o tym przekonałam.
        Bardzo, bardzo ciężko mi jest przestawić się nagle na myślenie "To już koniec", a sama czuję, że z jego strony to nie to.
        Wiem, że będziemy musieli w najbliższym czasie porozmawiać - tylko że ja straszliwie boję się tej rozmowy.
        PS. Na jednym ze zdjęć (z imprezy), obejmował byłą, patrząc jej w oczy - żebyście widziały to spojrzenie... Normalnie można by zilustrować film o miłości hehe Nie muszę dodawać, że na mnie mój facet tak nigdy nie spojrzał :(
        • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 19:05
          Wiewiórko, ty sama podskórnie czujesz, że coś jest na rzeczy, że są jakieś zgrzyty, że "z jego strony to nie to". Słuchaj intuicji, bo ty znasz partnera od roku, a my tylko z twojego opisu.
          Piszesz, że facet bardzo szczery i porządny. Niewykluczone jest, że ta sytuacja bardzo mu ciąży, że czuje, że nie jest wobec ciebie do końca fair i męczy go to. Stąd te zarwane noce. W gruncie rzeczy trudno go winić, jeśli to była pierwsza lub najintensywniejsza miłość, do tego nie wypaliła się, a zakończyła zerwaniem (czyli de facto kobieta złamała mu serce), nie dziwne, że pozostały u niego jakieś zaszłości, niedomówienia, może chęć wyjaśnienia sobie wszystkiego z byłą, jakieś ostateczne rozliczenie się, zanim ruszy do przodu z tobą. Wszystko jest możliwe. No, ale bez poważnej rozmowy o was i waszych uczuciach nie będziesz wiedzieć, czy on przygotowuje się do ostatecznego zamknięcia tego rozdziału życia, czy gdzieś głęboko tli się w nim nadzieja, że może uda im się spróbować po raz kolejny. Bardzo ci współczuję, bo wiem, że taka niepewność co do uczuć partnera potrafi być okropnie wykańczająca. Nie czekałabym dłużej z rozmową, dla własnego zdrowia psychicznego.
        • noname2002 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 19:25
          PS. Na jednym ze zdjęć (z imprezy), obejmował byłą, patrząc jej w oczy - żebyśc
          > ie widziały to spojrzenie... Normalnie można by zilustrować film o miłości hehe
          > Nie muszę dodawać, że na mnie mój facet tak nigdy nie spojrzał :(

          Z takim podejściem to ty go sama wepchniesz w ramiona byłej :/ Może miał nawrót sentymentu albo się zawahał, ale nie musi to oznaczać, że ciebie nie kochał i nie kocha. I czy po zakończeniu związku koniecznie trzeba zdjęcia wykasować albo zniszczyć? przecież to część naszej przeszłości. Zostawiłam sobie zdjęcia byłego męża, a nic już do niego nie czuję.
          Ja bym nie stawiała sprawy na ostrzu noża tylko zachowywała się normalnie i za jakiś czas wróciła do kwestii wspólnego zamieszkania. Jak będzie unikał tematu, to wtedy bym przeprowadziła rozmowę o was i o tym czy coś czuje do byłej dziewczny.
          • verdana Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 19:38
            Też mam wrażenie, ze jesteś sama na najlepszej drodze, aby rozwalić całkiem porządny związek.
            • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 09:42
              Nonname, Verdana - dziewczyny, czym albo w jaki sposób ja coś rozwalam? Moje odczucie po zobaczeniu jednego ze zdjęć to tylko rezultat całej tej chorej sytuacji! Czyli gdyby nie te sygnały w ostatnim czasie, nie przyszłoby mi do głowy zwracać uwagę na jego spojrzenie na zdjęciu! I też: co by mnie obchodziło, jakie zdjęcia facet ogląda! Byli partnerzy często trochę są „obecni” w naszym życiu, ale (to akurat do Verdany ): Czy nie widzisz różnicy między trzymaniem w ulubionych strony byłego chłopaka ze szkoły średniej a moją sytuacją?

              Jeszcze co do zdjęć w komórce: on ich tam nie nosił od zawsze (co wiem na pewno), on je musiał załadować jakiś czas temu. Samo z siebie załadowanie zdjęć z byłą, napiszę to na wszelki wypadek, nie jest dla mnie żadnym problemem, chodzi mi o całość!
              Muszę dodać, że nie wypytywałam go nigdy o żadną z tych spraw, nie robiłam wyrzutów. Także dlatego, że okazywanie zazdrości jest wg mnie upokarzające. Wszystkie te niemiłe dla mnie ostatnie incydenty pomijałam milczeniem, nigdy potem do żadnego nie nawiązywałam i wczoraj też tak zrobiłam - więc jak "rozwalam"?

              A propos wczoraj: on zadzwonił do mnie, zaprosił mnie na kolację. Zarezerwował stoliki w bardzo fajnym miejscu, widać było, że się postarał (a niepisane plany były takie, że po prostu wieczorem do niego przyjadę). Myślę, że chciał mi jakoś wynagrodzić tę niemiłą sytuację w nocy (mimo że o tym wczoraj rano nie wspominaliśmy, a moje wyjście rano od niego wytłumaczyłam tym, że muszę u siebie w domu zrobić coś nagłego do pracy). Było super, i już zupełnie zapomniałam nawet o tych moich rozterkach, kiedy nagle powiedział mi, że nie będzie mógł wziąć urlopu w lecie. Zaczął mi dokładnie tłumaczyć dlaczego, oczywiście wszystko brzmi wiarygodnie, ale… Pierwsze, co mi przyszło do głowy: że trudny miesiąc w pracy (wyjazdy na urlopy) wykorzystał jako pretekst, bo urlop miał mniej więcej uzgodniony, i wydaje mi się, że gdyby bardzo chciał, to by pojechał!
              Dla mnie oznacza to, że będę przez ponad dwa tygodnie sama siedzieć w domu nad zalewem (a okazja super, ktoś z rodziny poprosił mnie o popilnowanie, więc koszty minimalne) i chyba sama chodzić na plażę, nie wiem - a mój mężczyzna najwyżej wpadnie na weekend, z czego po odliczeniu czasu dojazdów zrobi się de facto jeden wspólny dzień i wieczór!

              Przepraszał mnie, twierdził, że sytuacja wyszła dosłownie wczoraj (kontuzja kolegi, zapowiada się dłuższe zwolnienie), twierdził, że coś wymyśli, by mi to jakoś wynagrodzić, był naprawdę zmartwiony (tylko że nie mogłam się pozbyć odczucia, że raczej moim rozczarowaniem, a nie tym, że sam nie jedzie - dlatego też uważam, że Enith najbardziej utrafiła, i z tą intuicją, i z tym, że i jemu ta sytuacja również ciąży).
              Dla mnie to dodatkowy kubeł zimnej wody. I nie jestem dzieckiem, wiem, że są różne sytuacje w pracy, a pracy trzeba pilnować - i gdyby nie ta reszta, byłoby mi tylko trochę przykro.
              Przepraszam za te przydługie wywody. Ja mam po prostu odczucie, że coś jest mi po kawałku odbierane...
              • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 10:13
                wiewiorka-wiewiorka napisała:

                > Ja mam po prostu odczucie, że coś jest mi
                > po kawałku odbierane...

                Traktowanie pana jak zdobyczne trofeum, nie jest wedlug mnie dobrym pomyslem. Przykro mi, bo pewnie cierpisz w obecnej sytuacji, ale tak naprawde nie masz wplywu na jego uczucia.
                Jest takie powiedzenie "kochac kogos znaczy dac mu wolnosc". Wiec jesli on Cie kocha, to bedzie chcial byc z Toba bez zadnych zabiegow z Twojej strony, jesli kocha tamta, to nie oszukujmy sie, nikle masz szanse, zeby temu zapobiec.
                Co mozesz zrobic? Wedlug mnie nic. Nie daj sie tylko poniesc emocjom. Moze to z jego strony zwykly sentyment do" starej milosci", a moze plany odbudowy tego co bylo. Ty nie bardzo mozesz dzialac w tej sytuacji, nie wymyslono bowiem jeszcze magicznej pigulki po zazyciu ktorej ludzie traca pamiec i zaczynaja kochac dowolnie wybrana osobe. Tak to widze. Trzymaj sie. I nic w swoim zachowaniu nie zmieniaj.
                • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 10:27
                  Z tym odbieraniem chodziło mi o nadzieję czy coś w tym stylu, nie o tracenie "zdobyczy".
                  Wiem, że nie mam wpływu. Tylko że trudno jest mi bardzo żyć z tym strachem, normalnie coś mnie dusi. Niepewność mnie wykańcza, a to nie od wczoraj przecież.
                  Łatwo się mówi "Nie daj się ponieść emocjom" - uwierz, że bym chciała. Ale dziękuję Ci za słowa otuchy :)
                  • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 11:06
                    wiewiorka-wiewiorka napisała:

                    > Z tym odbieraniem chodziło mi o nadzieję czy coś w tym stylu, nie o tracenie "z
                    > dobyczy".

                    Rozumiem :-) Ale czasem mamy przeciez pagnienie, zeby ta kochana osoba byla tylko moja, zeby byla taka troszke nasza wlasnoscia, prawda ? :-) Jesli w dodatku dysponuje szeregiem cech, ktore sa dla nas wartosciowe, odpowiada nam pod kazdym wzgledem, to trudno nam pogodzic sie z tym, ze moglaby nas opuscic, bo wtedy stracimy te cale "dobro". Doskonale Cie rozumiem. Tylko z milosci do niej trzeba wzniesc sie ponad egoistyczne pragninie posiadania jej na wlasnosc. Niestety. To takie bolesne, bo to on musi wybrac czy chce byc z Toba czy nie :-(

                    > Tylko że trudno jest mi bardzo żyć z tym strachem, nor
                    > malnie coś mnie dusi.

                    Moze sie myle, ale Ty chyba sie boisz zapytac go wprost jakie sa jego plany. Boisz sie odpowiedzi, ktora moglaby byc dla Ciebie bolesna, prawda ?
                    Jesli zadasz pytanie wprost o to co do Ciebie czuje, jakie sa jego plany dotyczacej waszej wspolnej przyszlosci mozesz sie spodziewac kilku odpowiedzi. Byc moze zaboli Cie bardzo, a moze odwrotnie- rozwiane zostana Twoje obawy. Ale zyskasz PRAWDE, nie bedziesz musiala sie wiecej zastanawiac, zyc w niepewnosci. Przemysl, czy czasem to nie byloby lepsze niz zamartwianie.
                    • anula36 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 11:38
                      Rozumiem :-) Ale czasem mamy przeciez pagnienie, zeby ta kochana osoba byla tylko moja, zeby byla taka troszke nasza wlasnoscia, prawda ? :-)

                      chyba tylko swingersi tego pragnienia nie maja;)
                    • dmuchawcelatawce Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 11:56
                      "Ale czasem mamy przeciez pagnienie, zeby ta kochana osoba byla
                      > tylko moja
                      , zeby byla taka troszke nasza wlasnoscia, prawda ? "

                      Nie , nie prawda. Troche chyba narzucasz dziewczynie wlasny punkt widzenia.Ona nic takiego nie napisala ani nie sugerowala. Mozna kochac osobe bez poczucia, ze ma byc nasza wlasnoscia (ja nieskromnie podam siebie za przyklad) i nie ma w tym nic dziwnego.
                      Gdyby cos stalo sie z nasza relacja to swiat by mi sie zawalil, i dalej nie mialoby to nic wspolnego z rzekomym istnieniem pokusy przywlaszczenia partnera.
                      Zreszta w sprawie to jest akurat nieistotne,
                      Dziewczyna kocha partnera a ten nie do konca jest z nia szczery. Dziewzyna czuje, ze oddala sie od niej po wplywem sentymentu do eks, a to po rostu boli.
                      Lepiej nie wykonywac jakis gwaltownych ruchow (scen) czego zreszta watkodawczyni nei zrobi, bo nie lezy to w jej naturze, ale wcale nie uwazam, ze "ma nie dac sie poniesc emocjom". Jestesmy ludzmi, ktorzy mysla, czuja i maja emocje, ktorym daja czasem uspust. jesli da sie poniesc emocjom to nei bedzie w tym nic zlego, ma do tego pelne prawo. Czuje sie w pewnym sensie oszukiwana, powoli psychicznie zdradzana, jak wspomniala powoli odbierana jest jej nadzieja na przyszlosc. Ma prawo do wlasnych emocji w tak dalece niekomfortowej sytuacji. Chocby dla wlasnego zdrowia emocjonalnego.
                      Nie ma w tym nic dzienwego , ze dziewczyna boi sie odpowiedzi, podskornie przypuszcza jaka moze byc. Tez bym sie bala, zanim bym sobie wszystkiego w glowie i emocjach nie poukladala.
                      Ja chyba tez bym po prostu zapytala o prawde, nawet ta najgorsza, aby oszyscic pole, stanac na nogi i isc dalej.
                      • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 17:41
                        Pogodoodporna: oczywiście, że boję się zapytać, bo wtedy być może będę miała problem większy niż teraz, np. większą jeszcze niepewność, a dojdzie do tego upokorzenie samą sytuacją wypytywania.

                        Dmuchawce: dziękuję Ci za zrozumienie.
                        I właśnie, to jest dokładnie tak: czuję się „powoli psychicznie zdradzana”.
                        Ja oczywiście spytam go, co się dzieje, natomiast odsuwam to, bo wiem, że mój facet najprawdopodobniej jeszcze nic by mi nie odpowiedział. Może się mylę, nie wiem, w każdym razie wczoraj czy dziś nie byłam jeszcze na to gotowa.
                        Wróciłam do domu, po połowie dnia w sztucznej atmosferze, gdzie nikogo nic nie cieszyło - pojechałam pod pretekstem skończenia pracy, ale każde z nas wie, że to nie to, i obydwoje graliśmy w tę „grę”.
                        Czuję dokładnie to: mój ukochany mężczyzna oddala się ode mnie emocjonalnie z każdym dniem chyba. Jestem zdruzgotana i nic nie rozumiem.
                        Co do emocji: nawet nie wiem, co znaczyłoby, że daję się im ponieść. W każdym razie chętnie bym to zrobiła (gdyby był jakiś nieszkodliwy sposób), bo te emocje aż się we mnie gotują.Żal, zazdrość i nie wiem, co jeszcze normalnie łapią mnie za gardło.
                        Czuję się tak bezwartościowa. Ciągle porównuję się z byłą, to jest żałosne: że dla niego jest pewnie atrakcyjniejsza niż ja, że ma duży biust przy szczupłej sylwetce (ja takiego nie mam), że może w takim czy innym względzie było mu z nią lepiej - wiem, żenada, i tylko się dołuję…

                        Najbardziej cieszy mnie to, że jutro idę do pracy. Po prostu nie mogę się tego doczekać. Mama dziś pytała, czemu tak szybko wróciłam, musiałam skłamać, to też mnie drażni i w jakiś sposób upokarza.
                        • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 18:13
                          wiewiorka-wiewiorka napisała:

                          > Ja oczywiście spytam go, co się dzieje, natomiast odsuwam to, bo wiem, że mój f
                          > acet najprawdopodobniej jeszcze nic by mi nie odpowiedział. Może się mylę, nie
                          > wiem, w każdym razie wczoraj czy dziś nie byłam jeszcze na to gotowa.

                          Wiewiorka, a moze Ty go nie pytaj o tamta kobiete, moze zaproponuj lepiej wspolne mieszkanie ? Moze wtedy jego reakcja da Ci odpowiedz na wszystkie dreczace Cie obecnie pytania ?
                          • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 20:09
                            Nie, tak nie da rady, po samej rozmowie o mieszkaniu niczego się nie dowiem, wolę już spytać wprost.
                            • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 20:34
                              Przypuszczam, że nawet pytając wprost nie dowiesz się niczego. Niewykluczone, że on sam nie wie i nie rozumie, co się z nim dzieje i zwyczajnie nie będzie w stanie uspokoić twoich obaw. Przynajmniej do czasu, gdy sam sobie to wszystko poukłada.
                              Może po prostu poczekaj na dalsze wydarzenia? Wiem, że to cholernie trudne, gdy stoi się w takim szerokim rozkroku, nie wiedząc, co przyszłość przyniesie, ale chyba tylko obserwacja i czekanie zostaje. Partner pewnie w którymś momencie podejmie jakieś decyzje.
                              Co do nieudanego wyjazdu to nie traktuj tego jako akcji wymierzonej przeciw tobie. Wypadki chodzą po ludziach, tak wyszło, trudno. Na wyjazd zabierz przyjaciół, bo siedzenie samej dwa tygodnie w cudzej chałupie, choćby i nad zalewem, nie jawi mi się specjalnie interesująco. No, może dla kogoś, kto szuka świętego spokoju.
                              • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 21:22
                                Coś jednak odpowie, do tego zobaczę jego reakcję.
                                Nie wiem, ile wytrzymam, na pewno niedługo, tzn. nie wyobrażam sobie np. czekać tygodniami nie wiadomo, na co.
                                Zresztą jeśli wszystko będzie toczyło się w takim tempie, jak dotychczas (już nie ma wspólnego zamieszkania, już nie ma wspólnego wyjazdu) to raczej samo niedługo się rozwiąże.
                                Hehe, a jeszcze ze 3 miesiące temu mówiłam przyjaciółce, że może znalazłam Tego Jedynego... O ironio!
                                Samej z siebie chce mi się śmiać, choć nie ma z czego
                            • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 21:50
                              wiewiorka-wiewiorka napisała:

                              > Nie, tak nie da rady, po samej rozmowie o mieszkaniu niczego się nie dowiem, wo
                              > lę już spytać wprost.

                              No skoro bardziej Cie interesuje, czy facet kocha tamta kobiete, a mniejesza wage przywiazujesz do tego co czuje do Ciebie, to pewnie, ze pytaj wprost :-) Watpie tylko czy on bedzie mial na tyle odwagi, zeby powiedziec Ci prawde jesli bylaby dla Ciebie niepomyslna.
                              A decyzja o wspolnym mieszkaniu jest jakby nie patrzec forma deklaracji, kolejnym krokiem do zaciesniania bliskosci miedzy wami. No chyba, ze od czasow mojej mlodosci cos sie w tej kwestii zmienilo i faceci teraz nie daza juz do bycia razem z kochana kobieta codziennie ( i co noc) ;-)))
                              • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 22:08
                                Nie napisałam, że bardziej mnie interesuje, czy kocha tamtą, niż czy kocha mnie. Chodziło mi o to, że wspólne zamieszkanie jest czymś, co on może odsunąć pod jakimś pretekstem. I poza tym chciałabym jednak wiedzieć, co się dzieje, o co chodzi z tymi zdjęciami, tj. jak on to przedstawi. Nie chcę udawać (sama przed sobą nawet), że kwestii jego byłej nie ma i nie było.

                                Myślę, że dążą, tylko jak widać nie wszyscy :(
                      • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 18:02
                        dmuchawcelatawce napisała:

                        > Nie , nie prawda. Troche chyba narzucasz dziewczynie wlasny punkt widzenia.Ona
                        > nic takiego nie napisala ani nie sugerowala. Mozna kochac osobe bez poczucia, z
                        > e ma byc nasza wlasnoscia (ja nieskromnie podam siebie za przyklad) i nie ma w
                        > tym nic dziwnego.

                        Skoro napisalam "czasem", to znaczy to tylko tyle, ze niektorzy maja takie tendencje, czytaj uwaznie :-) I wcale nie jest to rownoznaczne z tym, ze zalozycielka watku probuje zagarnac partnera na wlasnosc. Faktem jednak jest, ze panicznie boi sie go stracic i ta panika niestety przebija z jej postow.

                        > Gdyby cos stalo sie z nasza relacja to swiat by mi sie zawalil, i dalej nie mia
                        > loby to nic wspolnego z rzekomym istnieniem pokusy przywlaszczenia partnera.
                        > Zreszta w sprawie to jest akurat nieistotne

                        Przeciwnie, jest bardzo istotne, poniewaz uswiadomienie sobie tej prostej prawdy pozwala nam zapanowac nad strachem o utrate bliskiej osoby. Kocham, wiec nie zadam, zebys wybral mnie, a nie tamta.

                        > Lepiej nie wykonywac jakis gwaltownych ruchow (scen) czego zreszta watkodawczyn
                        > i nei zrobi, bo nie lezy to w jej naturze, ale wcale nie uwazam, ze "ma nie dac
                        > sie poniesc emocjom".

                        :-) Dac sie poniesc emocjom, to w moim pojeciu znaczy wlasnie robienie scen, stawianie partnera pod sciana, kazanie mu dokonywac wyborow, teraz, natychmiast. A takze przeprowadzanie szczegolowego sledztwa, kontrolowanie.

                        > Nie ma w tym nic dzienwego , ze dziewczyna boi sie odpowiedzi, podskornie przyp
                        > uszcza jaka moze byc. Tez bym sie bala, zanim bym sobie wszystkiego w glowie i
                        > emocjach nie poukladala.

                        Nie mozna poukladac czegos co pozostaje tylko i wylacznie w sferze domniemywan :-) Bez szczerej rozmowy sie wiec nie obejdzie.
    • 71tosia Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 14:35
      tak mi sie skojarzylo 'Noce i dnie' Barbara cale zycie kochala innego (a wlasciwie swoje wyobrazenie o nim) ale to Bogumil byl jej facetem jej zycia, tyle ze troche pozno to zroumila.
      • anula36 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 17:25
        i zatruwala zycie swoje i malzonka przez pol wieku!
      • molly_wither Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 18:49
        No ale Barbara to kobieta, a u facetow to dziala inaczej.
    • mayaalex Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 18:20
      jestes w bardzo trudnej sytuacji i bardzo mi sie podoba Twoje podejscie - nie robisz scen, nie szpiegujesz, po prostu sie martwisz i mowisz o tym facetowi.
      ja chyba na Twoim miejscu powiedzialabym mu szczerze, ze czuje, ze cos jest nie tak i ze boje sie, ze przez to, ze ex wrocila do Waszego miasta, wrocily rowniez jego uczucia do niej. i ze bardzo go kocham i chce z nim byc, ale wiem, ze to nie ma sensu za wszelka cene. i wolalabym, zeby teraz sam przez jakis czas (nie wiem, miesiac? dwa tygodnie?) zastanowil sie na czym mu zalezy i jak widzi swoje i Wasze dalsze zycie. i jak juz sobie wszystko przemysli i pouklada, mozecie wrocic do dawnego ukladu lub sie rozstac - ale chcesz wiedziec, jaka jest jego decyzja bo taka niepewnosc bedzie zatruwac Wasz zwiazek.
      i czekalabym cierpliwie - bo jesli mu zalezy, to wroci (nie odejdzie) a jesli nie, to i tak lepiej wiedziec to teraz a nie np. za pare lat. wyglada na to, ze facet jest naprawde uczciwy wiec jesli sie zdeklaruje w ktorakolwiek strone to rzeczywiscie tak bedzie.
      moze to tylko taki przejsciowy powrot emocji, troche nim ta wiadomosc zachwiala i wrocily wspomnienia - a tak naprawde zalezy mu tylko na Tobie? tak mi sie wydaje - ale moze sie myle...
      • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 20:14
        Mayaalex: Owszem, jak już wspominałam, na pewno będę musiała odbyć taką rozmowę. Myślę, że on będzie szczery. Myślę też, że on sam może jeszcze nie wie, co się dzieje i czego chce (i to chyba jest najgorsze).

        Niestety nie wygląda mi to na „przejściowy powrót emocji”. Nie jesteśmy nastolatkami, ja mam 26 lat, on jest 2 lata starszy. Po prostu nie wierze, że poważny dojrzały człowiek zajmuje się takimi rzeczami (jak np. przeżywanie emocji w rozmowie o byłej oraz oglądanie zdjęć w nocy), jeśli nie ma ku temu poważnych powodów, zwłaszcza że wie, jak to rani partnerkę. I czy kochający mężczyzna w ten sposób podchodzi to byłej? Mnie to nie przekonuje.
        Myślę, że kochał mnie, może na początku, może tak mu się wydawało - parę razy mi to powiedział, przy tym nie jest wylewny, był za to czuły, troskliwy, zawsze można było na nim polegać, a miłość mierzy się czynami, nie słowami.

        Ta sytuacja jest dla mnie strasznie upokarzająca. Mam wrażenie, że jeszcze do mnie nie dotarło, jak bardzo - bo chwilami, gdy dociera do mnie z całą siłą „Twój facet chyba kocha inną”, czuję się, jak w koszmarze.
        • aqua48 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 19.05.14, 11:56
          wiewiorka-wiewiorka napisała:

          > Niestety nie wygląda mi to na „przejściowy powrót emocji”. Nie jest
          > eśmy nastolatkami. Po prostu nie wierze,
          > że poważny dojrzały człowiek zajmuje się takimi rzeczami (jak np. przeżywanie
          > emocji w rozmowie o byłej oraz oglądanie zdjęć w nocy), jeśli nie ma ku temu po
          > ważnych powodów, zwłaszcza że wie, jak to rani partnerkę.

          Wbrew powszechnemu przekonaniu mężczyźni też są emocjonalni, mają uczucia, przeżywają je, wspominają i to niekoniecznie w wieku nastu lat.

          > Mnie to nie przekonuje.
          > Ta sytuacja jest dla mnie strasznie upokarzająca.

          To jest w tej historii najbardziej istotne. Facet ma prawo wahać się i zastanawiać nad swoimi uczuciami, TY masz prawo czuć się odepchnięta.
          Ważne abyście potrafili porozmawiać na spokojnie o całej sprawie. Myślę, że decyzja o mocnym rozluźnieniu kontaktów byłaby najbardziej korzystna dla obojga z Was. Być może on widząc co traci będzie mógł lepiej zdać sobie sprawę ze swoich uczuć. A Ty będziesz miała czas na zastanowienie się do jakich kompromisów w związku jesteś zdolna..
          • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 19.05.14, 19:25
            Aqua, nie wiem, do jakich kompromisów jestem zdolna, ale do życia w trójkącie emocjonalnym, takim jaki mam teraz, na pewno nie. Od soboty jestem jak uderzona obuchem, w tym trzeba uwzględnić, że od dłuższego czasu, tj. jak pisałam od ok. 2 miesiecy, coś mnie gryzie, bo problem był.
            Tylko że po rozmowie z koleżanką tamtej (ale przed nocą z piątku na sobotę ze zdjęciami) mogłam sobie wszystko wytłumaczyć, teraz się nie da. Czyli najpierw historia ze zdjęciami, potem na przestrzeni 24 godzin dowiaduję się, że nie może wziąć urlopu.

            Myślę, że rozluźnienie kontaktów nastąpi szybciej, niż by się komukolwiek wydawało. Zbieram po prostu siły na rozmowę (jeżdżę do mojego faceta we wtorki i czwartki, potem na weekend), ta rozmowa musi coś rozwiązać, bo inaczej oszaleję. Muszę mieć jasność, bo czasem wydaje mi się, że wolałabym zdradę, żeby przynajmniej móc faceta winić, paranoja…

    • molly_wither stara prawda 18.05.14, 18:48
      "Stara milość nie rdzewieje":)
      • kruche_ciacho Re: stara prawda 18.05.14, 21:48
        niezawodny mol
        i ten usmiech na koncu
        .....
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 22.05.14, 02:34
      Jasne, ze warto rozmawiać o sytuacji, która Panią przygnębia. Mówić Partnerowi o swoich emocja, Ale, to o czym Pani napisała, trawa tak naprawdę dopiero 2 dni. To może być fala sentymentu, jakoś nostalgia do której każdy ma prawo.
      Chyba należy chwilę poczekać. Zobaczyć co się dzieje. Teraz Pani działanie będzie pod wpływem impulsu. Rozbudziła się w Pani chyba zazdrość, a ona czasem jest złym doradcą. Bo pod jej wpływem, rzeczywistość zaczyna się zmieniać.
      Nie namawiam do naiwności czy krótkowzroczności. Ani do pozwalania sobie na nadużywające zachowania. Ale trochę rozsądku i zajęcie się odrobinę sytuację partnera chyba mu się należy.
      Agnieszka iwaszkiewicz
    • kruche_ciacho wiewiorko 22.05.14, 09:59
      udalo sie juz porozmawiac z facetem?
      • wiewiorka-wiewiorka Re: wiewiorko 22.05.14, 20:20
        Ciacho (i dziewczyny),
        tak, udało mi się porozmawiać. We wtorek u niego spytałam, co się dzieje. Nic nie ściemniał (np. „niby co ma się dziać”), tylko spytał, co konkretnie chcę wiedzieć. Ja - że na czym stoję. I że czuję się niekomfortowo, mówiąc dyplomatycznie.
        Po długiej ciszy powiedział, że dobrze, że zaczęłam tę rozmowę. Mianowicie w zeszłym tygodniu (!) zaprosił byłą na kawę - o czym mi nie mówił, bo nie chciał mnie denerwować. Zrobił to, ponieważ bardzo go „sprawy z przeszłości męczą” i uważał, że mu to „pomoże je uporządkować” (co dokładnie kryje się pod tymi wyrażeniami nie sprecyzował).
        Aha, Była jeszcze jakiś czas wcześniej najpierw sama do niego napisała mail (jego mail służb. dostępny jest publicznie) i zaprosiła go na kawę, wtedy odmówił. Dopiero po jakimś czasie zmienił zdanie, więc napisał i stąd ta kawa z jego inicjatywy w zeszłym tygodniu.

        No to spytałam, czy „uporządkował” te sprawy, powiedział, że nie (aż się we mnie zagotowało), spytałam, co to właściwie znaczy. On na to, że nie chce mnie stracić, wie, że bardzo źle się z nim czuję, nie wie co ma robić.
        Spytałam, czy była chce do niego wrócić, on, że tak mu się wydaje, ale powiedział jej, że ”jest w szczęśliwym związku”. Zapytałam, co dalej z nami - on znowu, że „nie chce mnie stracić”, ale chciałby teraz przez jakiś czas nie spotykać się ze mną, ani z nikim (co dodał).

        Powiedziałam, że natychmiast wychodzę, i że to jest koniec, zgarnęłam 2-3 moje rzeczy z wierzchu i poszłam do taksówki - to w skrócie, bo nie mam siły opisywać, jak krzyknęłam do niego, ze jest nawiększym rozczarowaniem w moim życiu ani jak próbował mnie przytulić (oczywiście go odepchnęłam). Przepraszam więc, że tak lakonicznie.
        Wczoraj wyszłam wcześnie z pracy, mimo że jak dodałam praca właśnie trzyma mnie przy życiu. Dziś już jako tako funkcjonowałam. Telefonów od niego we wtorek nie odbierałam. Wczoraj odebrałam, nie chciałam dać mu satysfakcji, powiedziałam, że pod koniec tygodnia odbiorę rzeczy. Dla mnie to koniec.
        Tak nienawidzę mojej roli w tym układzie, że nie da się tego opisać, i sto razy wolę to, co jest teraz (mimo że jest mi okropnie).
        • enith Re: wiewiorko 22.05.14, 21:00
          Bardzo mi przykro, wiewiórko. Miałam cichą nadzieję, że sprawy wyjaśnią się pomyślnie dla was, że to był chwilowy kryzys. Wychodzi jednak na to, że nie. Sądzę, że gdzieś tam wyżej trafiłam w sedno: facet nie zakończył swoich spraw z tą panią, co teraz z całą mocą wyszło w momencie jej powtórnego pojawienia się w jego (i twoim!) życiu. Chciałam nawet napisać i spytać się, czy oni się przypadkiem już nie spotkali, no i teraz okazuje się, że była kawka i to za twoimi plecami. Mnie właśnie chyba to zabolałoby najbardziej, że fakt spotkania przemilczał. Nie przemawia do mnie argument, że nie chciał ci robić przykrości. Kłamanie w takiej sprawie, zwłaszcza, gdy partnerka zachodzi w głowę i szaleje próbując dojść, co jest grane, jest nieporównanie większą przykrością, niż przyznanie, że idzie się na spotkanie z eks, by się z nią ostatecznie rozmówić. No i "przerwa w związku", której zażyczył sobie partner. Ty masz wyć i chodzić po ścianach, oczekując obwieszczenia ci twojego losu, gdy pan duma nad roztrerkami serca. To jest zwyczajnie okrutne i nie dziwi mnie, że zakończyłaś to natychmiast tam na miejscu. Zamęczyłabyś się, czekając, niezależnie od końcowej decyzji pana.
          Ściskam cię wirtualnie, żałuję, że nie mam słów pocieszenia. Trzymaj się, rycz ile trzeba, trzymaj blisko zaufanych przyjaciół.
        • hipinka Re: wiewiorko 22.05.14, 21:04
          dzielna jesteś
          trzymaj się cieplutko
          • wiewiorka-wiewiorka Re: wiewiorko 22.05.14, 21:19
            Dziewczyny,
            nawet nie wiecie (i sama jestem zaskoczona), jak miło mi było przeczytać Wasze ciepłe słowa. Dziękuję :)
            Nikomu się nie zwierzam - mam bardzo bliską przyjaciółkę, która jest za granicą, ale akurat teraz ma jakieś kłopoty, nawet nie ma możliwości spokojnej rozmowy z nią. Na szczęście niedługo wraca. Poza tym strasznie się tego wstydzę (tego upokorzenia).
            Enith, co do kawy: gdyby się tylko spotkał i powiedział mi choćby po fakcie, ale stan rzeczy byłby inny, to bym to jakoś przebolała.
            Tak, biedaczek, jak on się męczy teraz, bo nie wie, co ma zrobić... Aż musi odpocząć od "szczęsliwego związku". Żenada.

            PS. Gdy mówił jej, ze jest w "szczęśliwym związku", może chciał jej sprawić przykrość, a może i sam tak myślał. Jak widać po spotkaniu z nią spojrzenie na własny związek też mu się zmieniło.
            • paulina7171 Re: wiewiorko 22.05.14, 21:28
              Poza tym strasznie się tego wstydzę (tego upokorzenia).

              Dlaczego uważasz, że to upokorzenie?

              Rozstania są wpisane w nasze życie; jestem przekonana, że każda z dziewczyn, które tu pisały, kiedyś je przeżyła.

              Wiewiórko, podziwiam Twoją dojrzałość. Jesteś jeszcze bardzo młoda, zakochana, ale - na szczęście dla Ciebie - nie zaślepiona.

              Jestem przekonana, że czeka Cię jeszcze wiele miłych chwil w życiu :-)
              • wiewiorka-wiewiorka Re: wiewiorko 22.05.14, 21:32
                paulina7171 napisała:
                > Dlaczego uważasz, że to upokorzenie?

                Mój ukochany mężczyzna wyrzucił mnie ze swojego życia w ciągu paru tygodni. Na dodatek nigdy mnie nie kochał. Czuję się też oszukana.
            • hipinka Re: wiewiorko 22.05.14, 21:34
              naprawdę nie masz się czego wstydzić
              Ty wyszłaś z tej całej sytuacji z podniesionym czołem, to on ma problem z którym nie może się uporać
              • wiewiorka-wiewiorka Re: wiewiorko 22.05.14, 21:39
                Chodziło mi też o wstyd przed innymi, wiem, że to głupio brzmi, ale np. rodzicom będę musiała powiedzieć, dlaczego zostałam na weekend w domu, kłamać nie chcę.
                Dobrze jednak, postaram się patrzeć na to, tak jak mówisz, spróbuję chociaż
                • hipinka Re: wiewiorko 22.05.14, 21:59
                  wiesz, ja na własny użytek wypracowałam sobie taki sposób myślenia:
                  jesli ktoś zachowa się wobec mnie niezbyt ładnie, to oczywiście najpierw jest mi przykro, ale staram się mieć tą świadomość, że JA BYŁAM W PORZĄDKU, zrobiłam co mogłam ze swojej strony i to mi daje dużo spokoju
                  problem ma ten ktoś, kto postąpił nie fair
                  wiem, że Cię to boli, tak naprawdę to po części urażona duma i ambicja, i trudno jest nie brać tego osobiście, ale pomyśl sobie, że ta cała sytuacja nie dotyczy Ciebie jako Ciebie, po prostu miałaś pecha trafić na faceta z problemem
                  niech on się tym martwi :)
                  • wiewiorka-wiewiorka Re: wiewiorko 23.05.14, 04:28
                    Wiem, "ja byłam w porządku" - tylko trafił mi się facet z wadą fabryczną. Mam nadzieję, że to będzie później pomagać, bo na razie nie za bardzo mi się udaje. Nawet nie mogę spać, jak widać (to już kolejna noc, kiedy po przespaniu paru godzin budzę się i ani rusz - wstaję więc, na szczęście mam co robić, do pracy choćby coś się znajdzie).
                    To bardzo boli rozstanie też boli, ale pewnie musi tak być. Ale wolę wszystko, niż to, co było w ostatnich dniach.
        • paulina7171 Re: wiewiorko 22.05.14, 21:20
          No tak, najpierw pan spotyka się na kawę z byłą, po czym w nocy ogląda jej zdjęcia...

          Ten wątek obudził we mnie wspomnienia sprzed trzech lat, kiedy odszedł ode mnie ktoś, kogo bardzo kochałam.

          Ja również usłyszałam "zróbmy sobie przerwę w związku", po czym już-nie-mój nie odezwał się już nigdy.

          Dlatego myślę, że to taka próba powiedzenia "to koniec, ale nie mam Ci tego odwagi powiedzieć wprost".
          • wiewiorka-wiewiorka Re: wiewiorko 22.05.14, 21:36
            paulina7171 napisała:
            > Dlatego myślę, że to taka próba powiedzenia "to koniec, ale nie mam Ci tego odw
            > agi powiedzieć wprost".

            Myślę, że powiedziałby, być może chciał naprawdę odczekać - co nie zmienia faktu, że dla mnie to już nie ma znaczenia.
            To jest dziwne, jest mi bardzo, bardzo ciężko - natomiast w jakimś ogólnym sensie jest mi i tak lżej niż w ostatnich dniach.
            • kruche_ciacho Re: wiewiorko 23.05.14, 09:25
              kurcze, naprawde szkoda, po Twoim opisie faceta mialam nadzieje ze stanie na wysokosci zadania i zachowa sie odpowiedzialnie czyli bedzie szczery

              w sumie moge nawet zrozumiec ze sam nie wie co ma zrobic, ze jest cos co nie pozwolilo mu zamknac poprzedniego rozdzialu, ze potrzebuje przerwy.... moge to zrozumiec ale nie chce
              bo "odpoczywanie" od szczesliwego zwiazku przeczy samo sobie
              bo zatail ich kontakty przed Toba
              bo jest gumka z majtek nie chlopem

              trzymaj sie i daj sobie czas na przetrawienie i "przerobienie" wszystkich emocji, nic nie przyspieszaj, nie szukaj pocieszacza
              wyjdziesz z tego za jakis czas "lekka" ale i bogatsza w doswiadczenie



            • how-ever Małe ostrzeżenie 23.05.14, 19:39
              Przeczytałam cały wątek ze smutkiem, ale i obawą. Otóż, nie mogę się pozbyć wrażenia, że ów pan jeszcze może zapukać do Twych drzwi.
              Skąd takie przypuszczenia? Cóż, myślę, że skoro od rozstania z poprzednią partnerką minęło już trochę czasu- blisko trzy lata to, jak dla mnie, sporo- to pan może i kocha, ale raczej swoje wyobrażenia o niej i wybielone wspomnienia związku, a nie ją samą. Jeżeli się zejdą, to dość szybko nastąpi konfrontacja wyobrażenia z rzeczywistością- i rozczarowanie. Czas się przecież nie zatrzymał- są innymi ludźmi, tak ona, jak i on, i po opadnięciu pierwszej fali euforii pana czeka srogi zawód. "Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki"... Nie jestem wróżką, ale już różne rzeczy w życiu widziałam i taki ciąg zdarzeń jest całkiem prawdopodobny. Po cichu Ci powiem, że trochę mu tego życzę :-P Nie lubię tchórzy, którzy mówią prawdę, a i to niecałą, dopiero po przyparciu do muru.
              Jaki to ma związek z Tobą? Ano, pan może pojąć, ile stracił i spróbować do Ciebie wrócić. Ja bym go na Twoim miejscu kopnęła w to miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę i pogoniła- i to samo doradzam ;-)
              • dmuchawcelatawce Re: Małe ostrzeżenie 23.05.14, 22:38
                Napisalam Ci co prawda, ze to pewnie koniec zwiazku, ale po cichu mialam nadzeje na szczesliwy koniec.
                Coz takie konce sie niestety zdarzaja. A moze stety. Tego i bardzo z calego serca zycze, aby koniec byl jednoczesnie poczatkiem tej wlasciwej relacji.
                Niefajnie sie pan zachowal spotykajac sie z eks za Twoimi plecami. Mysle, ze nie jest taki doskonaly jakim go widzialas.
                W gruncie rzeczy to egoista. Ten tekst, ze nie powiedzial o spotkaniu z eks, zebys sie nie martwila. Spotkaniem za Twoimi plecami calkowicie swiadomie i dobrowolnie wywracal Twoje zycie do gory nogami i jednego czego mozna byc pewnym , to, to, ze w tym momencie wcale nie myslal o Tobie (zebys sie nie martwila), a tylko i wylacznie o sobie.
                Te teksty o przerwie w "szczesliwym'zwiazku. Kto robi przerwe od szczesliwego zwiazku?
                Takie niepowazne teksty snuja tylko gowniarze strachem podszyci. Powiedzmy, ze milosc przeslonilaby Ci zdolnosc rozsadnego myslenia, do czego mialabys swiete prawo, to po takim tekscie dalej tkwilabys w niepewnosci co do Twojej sytuacji w zwiazku (w koncu on chcial tylko przerwy a nie zerwania relacji).
                Bardzo mi przykro. Ale to bedzie lepsze dla Ciebie.
                Ty jestes dziewczyna madra, inteligenta, konkretna i poukladana. A on ( i ta jego eks dama) z calym szacunkiem sa jacys emocjonalnie niezrownowazeni. Jak dzieci, a to sie kochaja, a to sie rozstaja, jedno wyjezdza, potem przyjezdza, a to sie spotykaja, a to sie jedno chce spotkac a drugie nie. Potem drugiemu sie odwiduje i tez chce sie spotkac. Jedno spotkanie i czyjes zycie rozwalone. Takie to niedojrzale i glupie zachowanie. Taka bajka "zuraw i czapla"mi sie przypomniala. Z daleka od takiego pokreconego towarzystwa.
              • maracooja Re: Małe ostrzeżenie 24.05.14, 21:41
                How-ever ma rację. :)
                Powiem więcej, jestem prawie pewna, że facet jeszcze zapuka do Twoich drzwi.
                I tu są dwa wyjścia - albo go pogonisz i będzie miał się z pyszna, albo go pogonisz a on desperacko będzie wracał drzwiami i oknami, bo głupi zrozumie, że Cię zwyczajnie kocha. Ale to będziesz czuła, tak jak czułaś, że coś jest nie halo z byłą w tle.
                Dasz sobie radę. Nie myśl, jako on rozdarty i przepraszający. Zadbaj o siebie teraz, bo to Ty najbardziej ucierpiałaś.
                On pewnie nie jest z gruntu zły, tylko się zamotał i wplątał w to Ciebie.
                Myślę, że jest możliwe nowe rozdanie między Wami, jak już się natnie i sparzy kolejny raz na byłej, ale Ty już możesz być w zupełnie innej rzeczywistości i to Ty możesz rozdawać karty.

                Tak czy owak, trzymaj się ciepło :)
    • mayaalex Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 24.05.14, 11:22
      przykro mi, wiewiorko. trzymam teraz za Ciebie kciuki, zebys sobie wszystko w swoim zyciu powolutku poukladala. bedzie dobrze, jestem tego pewna.
      • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 25.05.14, 22:17
        Dziewczyny,
        jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za słowa otuchy.
        Nie wiem, czy jestem dzielna. Jest mi bardzo ciężko. Odebrałam już swoje rzeczy: ta wizyta u niego po rzeczy była dziwna, nie sprawiła mi przykrości, była jakaś taka nierzeczywista… Tak czy inaczej przepłakałam potem pół nocy.

        Ale w sobotę do rodziców przyjechał niespodziewanie mój brat (jest kilka lat starszy). Średni z nim miałam kontakt od lat, daleko mieszka itp. - i jak nigdy szczególnie nie zwierzaliśmy się sobie, to teraz nagle podjęłam decyzję i opowiedziałam mu wszystko. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę niesamowicie dużo dała mi rozmowa z nim, już oczywiście pomijając to, że strasznie, strasznie się cieszę, że nasz kontakt tak „ożył” :)

        Brat powiedział tak jak Wy, że mój facet, jeśli nawet coś go męczy niezależnie od niego, nie powinien był umawiać się z nią na kawę bez mojej wiedzy, bo w tej sytuacji zwłaszcza to ogromna nielojalność; po drugie - jego propozycja, że chce zrobić przerwę, to przekroczenie linii, której absolutnie nie powinien był przekraczać, i dyskwalifikuje go zupełnie. Co więcej, brat powiedział, że cała ta historia i wzdychanie do byłej po takim czasie, do tego gdy się jest w długim (jak nasz) związku, też świadczy o nim bardzo źle, choćby o tym, że jest niepoważny.
        Ale wiecie, to nie jest tak, ze ktoś, nawet mądry i bliski, przyjdzie, powie prawdę, a człowiek już wie, już nie przeżywa itd., niestety. W każdym razie jest mi trochę lżej.

        Cieszy mnie jeszcze jedna rzeczy: brat przyjedzie do mnie w wakacje (nad zalew), na cały ten czas! - będzie mógł wziąć tam do zrobienia przy komputerze pewną rzecz do pracy, a na sobotę-niedzielę będzie wpadać jego narzeczona.
        Tak więc myślałam, że to będzie najgorszy weekend mojego życia, a tu okazało się inaczej. Staram się myśleć tylko o tych miłych rzeczach, a jak najmniej o wiadomym, i chwilami nawet trochę mi się udaje.
        However, Maracooja - powrotu po czymś takim nie wyobrażam sobie, a poza tym on mnie nigdy nie kochał, tego jestem pewna.
    • wiewiorka-wiewiorka Czy dobrze robię? 28.05.14, 21:56
      Dziewczyny, czy według Was dobrze robię? Mój (były już) facet prosił mnie o spotkanie, by porozmawiać. Ja kategorycznie odmówiłam, a dziś gdy znowu zadzwonił, również odmówiłam, prosząc go (choć wcale niełatwo mi to przeszło przez gardło), żeby stanowczo nie kontaktował się ze mną w żaden sposób.
      Dużo mnie kosztowało, żeby mu to powiedzieć, ale naprawdę odchorowuję każdą rozmowę z nim i każdy dźwięk jego głosu, i widok numeru w telefonie nawet - więc nie wyobrażam sobie spotkania, nie wiem również, do czego miałaby prowadzić nasza rozmowa. Odrzucił mnie i upokorzył mnie, łatwiej mi będzie przejść przez to bez kontaktów z nim i patrzenia na niego.
      Skoro tak czuję, to czy dobrze robię, powiedzcie mi, proszę.
      • blond_suflerka Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 22:15
        A ja nie rozumiem dlaczego piszesz(już chyba drugi raz) o upokorzeniu.
        Byliście razem rok, kochaliście się ale pojawiła się stara miłość i okazało się, że Twój facet albo ma powrót wspomnień albo cos tam jeszcze się tli. To nie jest nic niezwykłego. I w zaden sposob Ciebie nie upakarza.
        Miłość to silne uczucie a do tego takie wymykające się ramom. Można i często miewa się ciepłe uczucia do byłych miłości bo miłość bardzo ludzi łączy i nie da się tego tak całkiem wymazać. Tzn. czasem się da a czasem nie;) Jedni mają ciepłe wspomnienia, innym czasem włącza się tęsknota, no zdarza się. To nie zmienia faktu, że kocha się obecnego partnera.
        Może Twój facet miał teraz nawrót wspomnień ale jednak okazało sie że to tylko wspomnienia? I dlatego chce się spotkać?
        Miłość bywa trudna, czasem są zakręty, nie zawsze wszystko jest prosto i gładko ale na tym właśnie całe piękno miłości polega.
        Ty się obraziłaś, że partner zaczął ciepło wspominać byłą ale tak z szerszej perspektywy-to przecież nie było przeciwko Tobie.
        To, że nie powiedział Ci o tym spotkaniu-no nie zawsze podejmuje sie własciwe decyzje. Czasem najpierw sie zrobi, potem dopiero ma się refleksję, że cos mozna było zrobić inaczej.
        A moze on chce się spotkać, zeby Ci wytłumaczyć, że to co było między Wami było prawdziwe i chce Cię przeprosić za Twoje cierpienie? Może chce powiedzieć to co napisałam-że to właśnie nie było przeciwko Tobie i ze też jest zaskoczony tym, że tamta milosc okazała się taka silna?
        Tak czy tak-rób to co czujesz-ja bym poszła, żeby miec pewność czego on chce. I jeśli Ty go kochasz a on chciałby wrócić i ma refleksję, że jednak chce być z Tobą to w imię czego miałabyś tę miłość zostawić?
      • enith Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 22:19
        Rób, co ci serce podpowiada. Jeśli robisz się chora na sam dźwięk dzwonka telefonu, spotkanie nie wchodzi raczej w grę. Jeśli, co podkreślam, jeśli czujesz, że kiedyś będziesz chciała się z nim spotkać i wysłuchać, co ma do powiedzenia, możesz mu teraz wysłać sms'a, że to TY się z nim skontaktujesz, gdy uznasz, że masz na to ochotę (co może równie dobrze nigdy nie nastąpić). Do tego czasu jednak niech uszanuje twoją wolę i nie kontaktuje się z tobą w żaden sposób.
      • creepy_sober Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 22:20
        Jeżeli jesteś pewna, że nic nie spowoduje poprawy Twojego nastawienia do niego i że nie ma szans z Twojej strony na powrót do związku z nim, to nie warto dla uspokojenia jego sumienia szarpać sobie zdrowia, odświeżać emocji. Jesteś na dobrej drodze do uwolnienia się od tej przykrej sytuacji i powinnaś myśleć teraz tylko o sobie. Nie widzę powodu, dla którego powinnaś dać mu szanse na jego 'oczyszczenie' się wobec Ciebie poprzez rozmowę.
        Masz w sobie siłę, wykorzystaj ją dobrze. Powodzenia :)
      • adorra0 Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 22:34
        Ja spotkalabym się z panem chociażby po to, zeby potem przez resztę życia nie zastanawiać się czy zrobiłam dobrze. A jeżeli chodzi o uczucia to wątpię, żebyś w tak krótkim czasie odzyskała równowagę emocjonalną, więc też nie bardzo jest co zburzyć, ale decyzja należy do Ciebie:-)
        • anula36 Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 22:41
          ja tez bym sie spotkala i uslyszala co ma do powiedzenia.
        • wiewiorka-wiewiorka Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 22:42
          Dziękuję Wam, to dla mnie bardzo ważne, nawet jeśli słyszę różne opinie.
          Blond Suflerko, podziwiam Cię (piszę to bez ironii), skoro na moim miejscu potrafiłabyś nie czuć się upokorzona. Nazywasz to „nawrotem wspomnień” - ale to były konkretne działania.
          Enith: właściwie ta opcja pojawiła się sama, bo on zakończył rozmowę prośbą, żebym się odezwała, gdy zmienię zdanie.
          Creepy, moje odczucia są chyba najbliżej tego, co Ty piszesz, ja się po prostu obawiam, że on chce zrzucić z siebie jakiś ciężar, wytłumaczyć się, jakoś się oczyścić, cokolwiek to miałoby znaczyć, bo czuje się nie fair (to na pewno) - a ja będę mieć z tego tylko emocjonalny dół przez dzień czy dwa. I nie wiem, czy bym wytrzymała, gdyby tylko padło hasło „dawna miłość” lub podobne, w jakimkolwiek kontekście - chyba bym rzuciła szklanką albo czymkolwiek, co by było pod ręką.
          Dodam, że jest jeszcze jedna rzecz, która mnie powstrzymuje przed spotkaniem - czuję / jestem pewna, że jeśli wrócę teraz do niego, to i tak będę na przegranej pozycji - kobiety, która zawsze jest i czeka ):
          • aqua48 Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 23:01
            wiewiorka-wiewiorka napisała:

            > czuję / jestem pewna, że jeśli wrócę teraz do niego, to i tak będę na przegrane
            > j pozycji - kobiety, która zawsze jest i czeka ):

            Tyle, że w miłości nie ma przegranych i wygranych. Czasem się czeka na drugą osobę jeśli ma się głębokie przekonanie, że warto, czasem nie. Można się również nie doczekać, lub rozminąć w uczuciach. I nikt nie jest idealny, mężczyzna też ma prawo, zwłaszcza przed ślubem do zastanowienia się, zawahania, czasu na rozeznanie w uczuciach. Bo jest tylko człowiekiem.
            Ambicjonalne traktowanie uczuć jest jednak moim zdaniem kompletnym nieporozumieniem. Nawet z nieudanego związku można wynieść dobre rzeczy, nie tylko złamane serce i przekonanie, że "nigdy na prawdę nie kochał", skoro śmiał podnieść oczy na byłą i nawet się z nią spotkać po to aby pogadać.

            Ja bym porozmawiała.
          • blond_suflerka Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 23:01
            Dla mnie to nie jest upokorzenie właśnie dlatego, że nie jest przeciwko Tobie. Sama widzisz, że nad miłością nie mozna panować. Patrząc z Twojego punktu widzenia-obraziłaś się, zerwałaś, jestes wkurzona więc powinnaś przestać kochać, tęsknić, nie stresować się jego dzwonieniem, itd. A jednak nadal kochasz i czujesz te wszystkie uczucia.
            Tym samym chcę rzec-że jeśli nawet przyjąć wersję, że on na nowo zakochał się w tej byłej to to było i jest niezależne od niego. Mówi się, że miłość to decyzja ale decyzją może stać się tylko wtedy jeśli najpierw jest głos serca. Nie mozna sobie bez serca zdecydować, że sie kogoś pokocha.
            Wieć jesli jego serce tak a nie inaczej zareagowało to przecież nie na złość Tobie ani nie przeciwko Tobie. I na pewno gdyby mogł to zrobiłby tak, żebyś Ty nie cierpiała. Piszę to na podstawie Twojego opisu tego człowieka-wydaje się on bardzo w porządku.
            Co do działań-tak, to były jakieś działania ale to jest tak trudne i skomplikowana bo jeśli coś tam zaczeło mu się na nowo tlić względem byłej to może chciał się właśnie sam przekonać czy to chwilowe czy stałe i silne. Jak inaczej miałby to zrobić? To była tak naprawde jest z wazniejszych decyzji-zrobić coś co pozwoli mu zrozumieć i podjąć decyzję, która nie będzie przeciwko niemu ale też i tobie. Bo było by to też przeciwko Tobie jeśli byłby z Tobą nadal a marzył o tamtej nie mogąc tego jakoś sprawdzić-co te wspomnienia właściwie oznaczają. To jest oczywiście bardzo trudne i przykre ale to chyba jedna z takich sytuacji kiedy to co się nie zrobi to ktoś przez jakiś czas będzie cierpiał.

            Co do bycia na przegranej pozycji to również bez zlośliwości-ile masz lat? Bo to zabrzmiało jak deklaracja młodej bardzo osoby. Miłośc to nie walka ani gra. Tu nie ma pozycji-słabszy, gorszy. To jest cudowna mozliwość bycia z kimś kogo się kocha. Powrót do siebie czyli pójscie za glosem serca(zakładając, że równiez racjonalnie dobrze wybierasz) to nie jest upokorzenie ani pokazania slabości ani bycia tą słabszą.
            Piszesz-'ta ktora zawsze czeka'. Aż chce się uśmiechnąć bo to przecież naturalna postawa. Byłaś z tym człowiekiem rok, rozstałaś się pare dni temu i to ma być czekanie zawsze?;)
            Im wazniejszy był związek tym dłuzej człowiek się ogarnia po jego zakonczeniu. I to jest zdrowy objaw.
            Co byś chciała? Otrząsnąć się sekundę?
            Oraz są takie osoby i takie miłości na któe warto czekać, zapewniam Cię. Nawet dłuzej niż parę dni. A potem to już człowiek jest tak szczęśliwy, że zaczekał, dobrze wybrał, zaryzykował czy co tam, że nie zamieniłby tego na nic innego:)
            • wiewiorka-wiewiorka Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 23:16
              Mam 26 lat, ale za parę miesięcy będę już mieć 27.
              Będę myśleć nad wszystkim, co napisałaś, Blond Suflerko. To jest bardzo piękne zresztą; ale nie mam chyba tyle siły charakteru, żeby spokojnie wysłuchać jego opowieści o tym, jak to walczył z uczuciem i nie udało się i jak mu przykro, że mnie zranił itp.
              • elizabeth7 Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 02:04
                Ja wogole nie wyobrazam sobie, ze mialabym uwalniac z poczucia winy kogos, przez kogo poczułabym sie tak zraniona. Rozumiem, ze to nie jego "wina", ze to cos od niego niezalezne, ze gdyby nie powrot bylej i nawrot sentymentow to byc moze sam nie wiedzialby ile jeszcze uczuc do dawnej milosci w nim jest. Ale mleko juz sie rozlalo. Ja wolalbym zapomniec a nie odbierac telefony i spotykac sie z kims, kto okraglymi zdaniami zechce mi wytlumaczyc ze przegralam ale minimalnie, jakby to byl mecz towarzyski. I czego by oczekiwal ? Zrozumienia z twojej strony?
                Jesli nie mialabym do czlowieka wiecej pytan, to poprosilabym by sie ze mna nie kontaktowal.
                To banal, ale czas leczy rany. Nie nalezy ich rozdrapywac.
              • z_pokladu_idy Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 08:26
                Wiewiórko, ja Cię ogromnie podziwiam za silną wolę. Większość kobiet by się jednak z byłym spotkała w nadziei usłyszenia, że są najważniejsze i kochane. A bardzo możliwe, że pan chce po prostu oczyścić atmosferę, bo Cię jednak lubi/szanuje, może kocha tyle że nie w taki sposób jak byłą, a z tym trudno rywalizować, bo dawne związki są często idealizowane.

                A co do tej całej miłości, która jest silniejsza od nas i nie mamy wpływu - ja chyba jestem niedojrzała mimo swych 30 lat na karku, bo myślę, że o ile faktycznie na uczucia wpływu nie mamy, to na swoje działania i przejawy nielojalności już tak. Spotykanie się z byłymi za plecami obecnej partnerki mogło nie być wymierzone w Ciebie, ale w Wasz związek, który powinien się opierać na zaufaniu i lojalności jak najbardziej.
                • anula36 Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 09:26
                  ja bym sie raczej spotkala,zeby uslyszec wprost ze to calkowity, ostateczny koniec, pozegnac sie i moc spokojnie zaczac zalobe po zwiazku.
                  • adorra0 Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 11:28
                    anula36 napisała:

                    > ja bym sie raczej spotkala,zeby uslyszec wprost ze to calkowity, ostateczny kon
                    > iec, pozegnac sie i moc spokojnie zaczac zalobe po zwiazku.
                    Dokładnie. Poza tym Autorka na tym spotkaniu nie musi siedzieć jak mumia tylko sama może zabrać głos, powiedzieć co myśli i czuje i tym samym nie pozwolić panu na wybielenie i samozadowolenie.
                • rurek00 Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 11:33
                  > myślę, że o ile faktycz
                  > nie na uczucia wpływu nie mamy, to na swoje działania i przejawy nielojalności
                  > już tak.

                  Zgadzam się. Uczucia uczuciami, ale przede wszystkim należy kierować się rozumem i poczuciem empatii i właśnie lojalności. Uczuciom to mogą dać się ponieść może 16latki. Może jestem strasznie pragmatyczna, ale tak właśnie uważam.
                  Miałam kiedyś taka sytuację, byłam już kilka lat w szczęśliwym związku, obecnie ten mężczyzna jest moim mężem, ale wtedy jeszcze nie był. I wtedy właśnie nagle odezwał się do mnie mój były, który kiedyś, dużo wcześniej mnie zostawił i chciał się spotkać. I oczywiście, że odżyły jakieś tam sentymenty i wspomnienia, ale włączył się rozum. Jestem w szczęśliwym związku, nie chcę ranić mojego faceta, być wobec niego nielojalna i zwyczajnie w świecie nie spotkam się z ex, bo po co. Nie chcę mącić sobie w głowie, wracać do tego co było. I nie spotkałam się z nim. Twój juz były chłopak, pobiegł na spotkanie z ex. Najlepsze co mogłaś zrobić, to odejść. I też uważam, że dobrze robisz nie spotykając się z nim teraz. I usłyszeć co, że jest mu źle? Że potrzebuje twojego wybaczenia? Panie, daj pan spokój ;)
                  • blond_suflerka Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 12:20
                    rurek00 napisała:

                    > Zgadzam się. Uczucia uczuciami, ale przede wszystkim należy kierować się rozume
                    > m i poczuciem empatii i właśnie lojalności. Uczuciom to mogą dać się ponieść mo
                    > że 16latki. Może jestem strasznie pragmatyczna, ale tak właśnie uważam.
                    > Miałam kiedyś taka sytuację, byłam już kilka lat w szczęśliwym związku, obecnie
                    > ten mężczyzna jest moim mężem, ale wtedy jeszcze nie był. I wtedy właśnie nagl
                    > e odezwał się do mnie mój były, który kiedyś, dużo wcześniej mnie zostawił i ch
                    > ciał się spotkać. I oczywiście, że odżyły jakieś tam sentymenty i wspomnienia,
                    > ale włączył się rozum. Jestem w szczęśliwym związku, nie chcę ranić mojego face
                    > ta, być wobec niego nielojalna i zwyczajnie w świecie nie spotkam się z ex, bo
                    > po co. Nie chcę mącić sobie w głowie, wracać do tego co było. I nie spotkałam s
                    > ię z nim. Twój juz były chłopak, pobiegł na spotkanie z ex. Najlepsze co mogłaś
                    > zrobić, to odejść. I też uważam, że dobrze robisz nie spotykając się z nim ter
                    > az. I usłyszeć co, że jest mu źle? Że potrzebuje twojego wybaczenia? Panie, daj
                    > pan spokój ;)

                    Tylko, że tutaj jest troche inna sytuacja.
                    Uczuciwośc wobec patnera i lojalność jest ważna i potrzebna. Natomiast są pewne sprawy, które należą tylko do Ciebie i nie masz obowiązku dzielić się tym z partnerem a wręcz niedojrzałą postawą jest dzielenie się tym kiedy sama jeszcze nie wiesz o co chodzi.
                    Do takich kategorii spraw zalicza się własnie historie z eksami.
                    Facet Autorki nie pobiegł na to spotkanie tylko najpierw odmówił. Potem sam zaproponował ale widać było to po jakimś czasie wahania i kombinowania co czuje i o co chodzi. I tak jak pisałam-to nie jest nielolajnośc w stylu-zdrady, szereg kłamstw, jakaś długa historii. To jest coś co on chciał i miał prawo sam sprawdzić. Własnie po to, żeby rozeznać się w swoich uczuciach i wiedzieć jaką podjąć decyzję. I oczywiście jest to bolesne jak już Autorka dowiedziała się o co chodzi ale to się w sumie nie mogło inaczej odbyć. Bo niby jak? Miał jej powiedzieć zanim sam wiedział? To jest włąśnie niepotrzebne i niedojrzałe ranienie. Sa takie sprawy do ktorych trzeba dojrzeć samodzielnie.

                    Co do potrzeby wybaczenia-tu pewnie kazdy sobie to inaczej intepretuje. Autorka zna swojego faceta i wie co to za człowiek. Ja bym tego nie oceniała jako takiej egoistycznej chęci zrzucenie ciężaru z siebie. Naprawdę myślisz, że dobry i wrazliwy człowiek-jak uslyszy-'wybaczam ci' abo powie samo 'przepraszam' to już nie ma żadnych wyrzutów sumienia? Już go nie boli, że skrzywdził kogoś bliskiego chociaz zrobił to niespecjalnie i gdyby mogł tej osobie oszczędzić cierpienia to by to zrobił?
                    Zakładając ten negatywny dla Autorki scenariusz, że jej facet(były?) chce 'tylko' przeprosić i jednak wraca do tamtej to może chcieć zrobić to też dlatego, żeby Autorka wiedziała, że on właśnie nie zrobił tego specjalnie i jest mu przykro, że tak to wyszło. Na dziś trudno sie z takich słow ucieszyć ale za jakiś czas to może być dobra refelksja-że ktoś z kim byłaś blisko nie jest wcale gnojem, któremu wszystko jedno i ten czas wspolnie spędzony moze byc dobrym a nie okropnym wspomnienien.
                    • rurek00 Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 13:34
                      >> Facet Autorki nie pobiegł na to spotkanie tylko najpierw odmówił. Potem sam zaproponował ale widać było to po jakimś czasie wahania i kombinowania co czuje i o co chodzi. I tak jak pisałam-to nie jest nielolajnośc w stylu-zdrady, szereg kłamstw, jakaś długa historii. To jest coś co on chciał i miał prawo sam sprawdzić. Własnie po to, żeby rozeznać się w swoich uczuciach i wiedzieć jaką podjąć decyzję. I oczywiście jest to bolesne jak już Autorka dowiedziała się o co chodzi ale to się w sumie nie mogło inaczej odbyć. Bo niby jak? <<

                      Jeśli facet nie był pewien kogo tak na prawdę kocha, z kim chce się związać, itd to zwyczajnie w świecie powinien szczerze porozmawiać ze swoją dziewczyną. Wiedziałaby na czym stoi, i nie musiałaby przez ileś dni żyć domysłami, męczyć się i koniec końców sama z niego wyciągać co tak na prawdę się dzieje. Wg mnie tak postępuje uczciwy i wrażliwy człowiek. On nie wziął tego na klatę, tylko plan miał zapewne taki, aby jeszcze parę tygodni "potrzymać wróbla w garści", a jednocześnie nocami zastanawiać się czy kocha jeszcze byłą czy nie. Czy może jeszcze raz się z nią spotkać? Więc wg mnie dałoby się to załatwić inaczej. On nie jest pewien swoich uczuć, taka jest brutalna prawda, sam pewnie nie wie co i do kogo czuje. Ale powinien sam porozmawiać ze swoją dziewczyna i zagrać w otwarte karty, a nie poczekać aż ona powie "sprawdzam".
                      • blond_suflerka Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 15:12
                        rurek00 napisała:

                        > Jeśli facet nie był pewien kogo tak na prawdę kocha, z kim chce się związać, it
                        > d to zwyczajnie w świecie powinien szczerze porozmawiać ze swoją dziewczyną. Wi
                        > edziałaby na czym stoi, i nie musiałaby przez ileś dni żyć domysłami, męczyć si
                        > ę i koniec końców sama z niego wyciągać co tak na prawdę się dzieje. Wg mnie ta
                        > k postępuje uczciwy i wrażliwy człowiek. On nie wziął tego na klatę, tylko plan
                        > miał zapewne taki, aby jeszcze parę tygodni "potrzymać wróbla w garści", a jed
                        > nocześnie nocami zastanawiać się czy kocha jeszcze byłą czy nie. Czy może jeszc
                        > ze raz się z nią spotkać? Więc wg mnie dałoby się to załatwić inaczej. On nie j
                        > est pewien swoich uczuć, taka jest brutalna prawda, sam pewnie nie wie co i do
                        > kogo czuje. Ale powinien sam porozmawiać ze swoją dziewczyna i zagrać w otwarte
                        > karty, a nie poczekać aż ona powie "sprawdzam".

                        Żeby grać w otwarte karty to trzeba wiedzieć jakie ma sie te karty;) Na tym cała ta sztuczka polega, że tak trudno czasem zorientować się czego się chce albo kogo się kocha. Jak rozumiem Autorka z tym męzczyzną była ponad rok a problem byłej wypłynał dwa miesiące temu. Sama pisała w pierwszym poście, że była z nim bardzo szczęsliwa więc nie ma powodu sądzić, że ten facet od początku ją okłamywał i w ogóle nie kochał. To są intepretacje dalekie od faktów.
                        I teraz tak-albo jednak nie była z nim szczęsliwa i jej się wydawało co może się zdarzyć ze względu na młody wiek i krotki jednak staz związku albo była i to jest ' po prostu' moment jakiegoś ich kryzysu. Tak też własnie powstaje wielka miłośc bo przecież jak jestes w dobrym związku to milosc też się rozwija, ewoluuje, nabiera mocy, itd. Może to jakiś moment zawahania po którym ten związek będzie silniejszy bo rozertki partnera będą ostatecznie zdefiniowane na korzysć Autorki a może jest to koniec. Tego nie wiadomo.

                        I dalej podtrzymuję-zeby wiedzieć jakie karty przedstawić partnerce trzeba samemu wiedzieć a tego sie nie dowiesz w sekundę. Tak bywa z kazdą wątpliwością w długich związkach-trzeba ją najpierw samemu ogarnąć, żeby miec pewnośc czy to chwilowe czy stały trend i co więcej-co się chce z tym zrobić. I dopiero potem mowić partnerowi/partnerce.
                        • rurek00 Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 15:43
                          > Tak bywa z kazdą wątpliwością w d
                          > ługich związkach-trzeba ją najpierw samemu ogarnąć, żeby miec pewnośc czy to ch
                          > wilowe czy stały trend i co więcej-co się chce z tym zrobić. I dopiero potem mo
                          > wić partnerowi/partnerce.

                          Zgoda, aczkolwiek tutaj facet już zaczął odsuwać od siebie partnerkę, rozmyślając na swoimi rozterkami. Czyli postawił ją w strasznie niekomfortowej sytuacji, skazaną na własne domysły o co może chodzić. I to nie było fair.
                          I oczywiście, można się zastanowić, czy ten związek faktycznie był taki szczęśliwy, skoro, jak się okazało, cały czas to był emocjonalny trójkąt. Ale to już powinny być raczej osobiste rozważania autorki wątku.
                          • blond_suflerka Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 16:06
                            rurek00 napisała:


                            > Zgoda, aczkolwiek tutaj facet już zaczął odsuwać od siebie partnerkę, rozmyślaj
                            > ąc na swoimi rozterkami. Czyli postawił ją w strasznie niekomfortowej sytuacji,
                            > skazaną na własne domysły o co może chodzić. I to nie było fair.

                            No a jak inaczej miałby wyglądać czas jego rozterek i wątpliwości? Miał grac i udawać, że wszystko jest ok? No niestety, tak to własnie wygląda. W związkach są przypływy i odpływy. Takie naturalne ale też czasem spowodowane jakimiś wątpliwościami(moze brac w tym udział eks, jakaś nowa znajomość albo może to być po prostu kryzys niezwiązany z nikim trzecim). I wtedy jest naturalne odsunięcie i ochłodzenie stosunków. To jest czas na rozprawienie się z tymi wątpliwościami. Im dojrzalsze osoby tworzą związek tym lepiej znoszą te trudną sytuację, dając partnerowi przestrzeń potrzebną do zaktuazlizowania swojego 'chcę nadal być z Tobą'. Chociaż oczywiście to boli i jest niepokojące ale niestety, jest wpisane w relacje.

                            > I oczywiście, można się zastanowić, czy ten związek faktycznie był taki szczęśl
                            > iwy, skoro, jak się okazało, cały czas to był emocjonalny trójkąt. Ale to już p
                            > owinny być raczej osobiste rozważania autorki wątku.

                            No ale gdzie tak się okazało?;) Partner się zmienił na przestrzeni dwóch ostatnich miesięcy więc to nie był emocjonalny trójkąt od początku.
                            No chyba, że Autorka z nim pogada i okaze się, że nigdy tej byłej nie zapomniał i ta miłość zawsze była silniejsza. Tak też moze być ale poki nie ma takiego info.
                            • pogodoodporna Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 17:50
                              blond_suflerka napisała:

                              > W związkach s
                              > ą przypływy i odpływy. Takie naturalne ale też czasem spowodowane jakimiś wątpl
                              > iwościami(moze brac w tym udział eks, jakaś nowa znajomość albo może to być po
                              > prostu kryzys niezwiązany z nikim trzecim). I wtedy jest naturalne odsunięcie i
                              > ochłodzenie stosunków.

                              Zapytam zartem- czy mialas kiedys do czynienia z zakochanym mezczyzna ? ;-)
                              Bo wydaje mi sie, ze to o czym piszesz jest jak najbardziej prawda, ale nie dotyczy to mlodych zwiazkow, takich powiedzmy nie starszych niz trzy lata, kiedy oboje sa jeszcze na endorfinowym haju, kiedy dzialaja hormony szczescia, kiedy z lozka sie nie chce wychodzic. Tam nie ma miejsca na inny obiekt zakochania, bo druga osoba fascynuje na tyle, ze na inne relacje nie ma sie ochoty.

                              > To jest czas na rozprawienie się z tymi wątpliwościami.
                              > Im dojrzalsze osoby tworzą związek tym lepiej znoszą te trudną sytuację, dając
                              > partnerowi przestrzeń potrzebną do zaktuazlizowania swojego 'chcę nadal być z
                              > Tobą'. Chociaż oczywiście to boli i jest niepokojące ale niestety, jest wpisane
                              > w relacje.

                              Absolutnie sie z Toba zgadzam i tak dzieje sie zapewne w dlugoletnim zwiazku, w chwilach kryzysow, ktore sa przeciez nieuniknione. Ale jak powtarzam- euforia zwiazana z zakochaniem nie idzie w parze z zainteresowaniem inna osoba.
                              • blond_suflerka Re: Czy dobrze robię? 30.05.14, 11:25
                                ;)
                                No pewnie, że miałam do czynienia z zakochanym mężczyną i rozumiem co mowisz aleeeee ja też się nauczyłam, że miłości różnie wyglądają. To, że u mnie to jest związane z piorunem sycylijskim i wlasnie takim super zakochaniem to nie znaczy, że inni nie kochają bo u nich wygląda to inaczej.
                                Jest wiele historii, ktore zaczęły się spokojniej albo od przyjazni albo wlasnie wcale nie bylo akcji-'siedzielismy pierwsze dwa lata w lozku' bo ktoś moze miec inny temperament czy potrzeby a jednak ten ktoś mowi-'tak, to wielka milość. chodziać nabierala mocy powoli', itd.
                                Jak jest tutaj-nie wiadomo. Być moze facet naprawde nie zapomniał nigdy o byłej(w tym takim powaznym sensie). Moze cały czas ja kochał i tylko próbował pokochać kogoś innego. Moze tak być, zdarza się. A moze jednak jego wątpliwości i jego(ich) milość ma trochę inny przebieg niż te z piorunem co nie znaczy, że jest gorsza czy słabsza i nieprawdziwa.
                    • rurek00 Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 13:43
                      >> Tylko, że tutaj jest troche inna sytuacja. <<

                      Dlaczego?
              • blond_suflerka Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 11:57
                wiewiorka-wiewiorka napisała:

                > Mam 26 lat, ale za parę miesięcy będę już mieć 27.
                > Będę myśleć nad wszystkim, co napisałaś, Blond Suflerko. To jest bardzo piękne
                > zresztą; ale nie mam chyba tyle siły charakteru, żeby spokojnie wysłuchać jego
                > opowieści o tym, jak to walczył z uczuciem i nie udało się i jak mu przykro, że
                > mnie zranił itp.

                To nie jest kwestia siły charakteru tylko pewnej szerszej perspektyw, którą można(ale też nie trzeba bo nie kazdy łapie;) złapać później. Na teraz, na gorąco to oczywiste, że czujesz sie bardzo zraniona, cierpisz i masz do tych uczuć prawo i to jest najważniejsze.
                Natomiast do rozważenia jest własnie to co dalej-tzn. jak dać sobie szansę i sprawdzić czego on chce, minimalizując swoje cierpienie. Może poprosić go o napisanie maila jeśli spotkanie zbyt duzo będzie Cię kosztować?
                No i zakladasz tylko ten negatywny scenarusz,że on chce się spotkać, żeby powiedzieć,że wybrał tamtą i ze cię przeprasza a moze on chce powiedzieć, że chce,żebyscie dalej byli razem?
                Ten pierwszy scenariusz chociaz bardzo bolesny-po jakimś czasie może też sprawić, że będzie Ci łatwiej? Bo przy rozstaniu ważne jest też własnie to jak to się odbywa i czy ludzie, ktorych kiedy tak dużo łączyło potrafią zachować się z szacunkiem i ciepłem wobec siebie.
    • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 11:51
      A mnie się podoba ten facet. Jest uczciwy. Owszem, sytuacja jest przykra i nieprzyjemna, ale dla obojga. Blond_ ładnie to wszystko opisała, nie będę po niej powtarzać.
      W każdym bądź razie, ja bym faceta nie przekreślała.
      • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 13:03
        pade napisała:

        > A mnie się podoba ten facet. Jest uczciwy.

        A i owszem, jest uczciwy, jest tez "przystojny, spokojny, zrownowazony...itd " jak napisala sama zalozycielka watku. No ideal po prostu, kazdy sie z tym zgodzi. Ma tylko jedna wade- nie kocha jej. Bo niby co mialoby byc dowodem tej milosci ? Wymykanie sie z lozka noca i ogladanie zdjec bylej ? Wymiksowanie od wspolnego urlopu ? Odkladanie na pozniej planow o wspolnym zamieszkaniu, jesli nic tak naprawde nie stalo na przeszkodzie, aby mogli razem zamieszkac ? No gdzie ta milosc sie pytam ? Gdzie zachwyt nad druga osoba, gdzie pragnienie jej dotyku, zapachu ? Gdzie chec niesienia pomocy, opieki, wsparcia ? Gdzie tesknota, intymnosc, zaciesnianie wiezi ? Moze ja tego nie wyczytalam po prostu :-( Poprawcie mnie jesli sie myle.
        • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 14:37
          Niekochanie kogoś to wada?
          Uczuciami sterują jakieś konkretne przyciski?
        • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 15:30
          pogodoodporna napisał(a):

          > A i owszem, jest uczciwy, jest tez "przystojny, spokojny, zrownowazony...itd "
          > jak napisala sama zalozycielka watku. No ideal po prostu, kazdy sie z tym zgodz
          > i. Ma tylko jedna wade- nie kocha jej. Bo niby co mialoby byc dowodem tej milos
          > ci ? Wymykanie sie z lozka noca i ogladanie zdjec bylej ? Wymiksowanie od wspol
          > nego urlopu ? Odkladanie na pozniej planow o wspolnym zamieszkaniu, jesli nic t
          > ak naprawde nie stalo na przeszkodzie, aby mogli razem zamieszkac ? No gdzie ta
          > milosc sie pytam ? Gdzie zachwyt nad druga osoba, gdzie pragnienie jej dotyku,
          > zapachu ? Gdzie chec niesienia pomocy, opieki, wsparcia ? Gdzie tesknota, inty
          > mnosc, zaciesnianie wiezi ? Moze ja tego nie wyczytalam po prostu :-( Poprawcie
          > mnie jesli sie myle.

          Aż sobie jeszcze raz przeczyłam wszystkie wpisy Autorki;)
          To, że on kocha było dla mnie oczywistością po pierwszym poście Autorki kiedy napisała, że była z nim bardzo szczęsliwa dopoki nie pojawiła się była.
          Zakładam więc, że była szczęsliwa bo kochała i byla kochana. Była więc i troska i czułość i wsparcie ze strony partnera bo przeciez tak wygląda miłość.
          Jeśli nie to w ogóle nie ma o czy mowic;) To znaczy-jeśli Autorka sobie to szczęscie wymyśliła to historia nadaje się do jej osobistej pracy nad sobą bez odnoszenia się do tego co też zrobił czy nie zrobił ten facet.
          Natomiast dalsze wpisy pokazują już chyba sporą dozę niedojrzałości ze strony Autorki i tak naprawdę ta sytuacja może być waznym elementen na drodze jej dojrzewania.
          Bo pisze ona dużo o upokorzeniu w kontekście miłości(bardzo niedojrzała postawa), nie jest pewna swojej wartości, zastanawia się czy większy czy mniejszy biust moze być powodem, że ktoś wybiera tę a nie inną kobietę. Nie chce, nie umie mowic o swoich uczuciach bo identyfukuje to tylko z byciem zazdrosną a to według niej upokarzające.
          I wreszcie-dojrzały człowiek według niej nie ma wątpliwości, nie moze się zakochać, odkochać, nie może nie wiedzieć, nie moze być pogubiony we własnych uczuciach.
          Itd itd.
          Nie piszę tego wszystkiego absolutnie z poczuciem wyższości ani też dlatego, żeby Autorce sprawić przykrość. 26 lat i małe doswiadczenie związkowe(pisała, że to pierwszy taki szczęsliwy związek wiec chyba nie miala za bardzo z kim wczesniej sprawdzac co to milosc) nie moze pewnie już teraz wygenerować większej dojrzałości.
          Jak mawiają psycholodzy-na dojrzałą miłość to trzeba sobie zapracować a droga do tego jest często długa i kręta. A moje zdanie jest jeszcze takie, że nie da się przeskoczyć wieku-pewne refleksje przychodzą z czasem i doświadczeniem.
          Nie mniej jednak to jest własnie taki moment kiedy Autorka może(bez wzgledy na to czy w tym związku zostanie czy nie) przedefiniować trochę swoje przekonania dotyczące miłości, jej praw, wiedzy o drugim czlowieku i przede wszystkim o sobie.
          A to może być bardzo cenne doświadczenie w budowaniu swojej dojrzałości, która przyczyni się do posiadania lepszego związku-czy to tego z tym mężczyzną czy nowego.
      • rurek00 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 13:39
        >> Jest uczciwy. <<

        Na prawdę wg ciebie było uczciwe to, że nie porozmawiał wprost z dziewczyną co się dzieje, tylko trzymał ją ileś dni w niepewności i prawdopodobnie gdyby to nie ona zaczęła rozmowę to trwałoby to jeszcze ładnych parę tygodni? A nawet jak doszło do rozmowy, to zaproponował przerwę, bo on się musi zastanowić? To jest uczciwe? To zwykłe tchórzostwo. Sam nie wie czego chce i ok, zdarza się. Ale nie powinien swoich rozterek i niepewności przerzucać na swoją dziewczynę, tylko wprost powiedzieć sprawa wygląda tak i tak. Chcę być wobec ciebie uczciwy, więc ci to mówię.
        • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 14:39
          Nieprawda. Jak nie wiesz, to nie wiesz. Zastanawiasz się, rozważasz, potrzebujesz czasu.
          Miał omawiać z autorką swoje rozterki?
          Jakby to miało wyglądać?
          "Wiesz A. pojawiła się ta druga, no i nie wiem sam, co do nie czuję, coś się we mnie obudziło, ale nie wiem co, dziwnie się czuję, nie wiem co robić"
          Jaką korzyść z tego miałaby autorka?
          • ewa9717 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 14:46
            A moim zdaniem facet zupełnie niedojrzały, zachowuje się jak bohater serialu, a nie jak dorosły mężczyzna.
            • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 14:48
              A jak się zachowuje dorosły mężczyzna?
          • rurek00 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 14:49
            Wg mnie taką, że od razu dowiedziałaby się tego, czego i tak się dowiedziała przycisnąwszy pana. On i tak jej to powiedział, tylko, że dopiero gdy się go zapytała, bo już miała dość tej niepewności. Gdyby więc go nie zapytała, ile by trwała ta jej niepewność?

            Miałaby od razu wiedzę na czym stoi i może zadecydować czy odpowiada jej rola bycia tą drugą. Wie, że partner tak na prawdę nie jest pewien tego związku. Nie musi przez ileś dni się zastanawiać on czym on tak rozmyśla nocami? Dlaczego nagle odsuwa wspólne zamieszkanie razem i urlop? Uczciwiej jest powiedzieć: nie wiem czy zamieszkamy razem, nie wiem nawet czy wspólnie spędzimy urlop, bo myślami jestem z moją byłą, niż takie zwodzenie i przeciąganie sprawy.

            • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 15:01
              To jest łatwe do napisania, ale trudne do wykonania.
              Trudne, bo się człowiek zastanawia, jak to powiedzieć, by drugiej osobie sprawić jak najmniej bólu. I na dodatek sam nie, o co mu dokładnie chodzi, co czuje i co ma zrobić. To jest naprawdę trudne.
              Zastanawia mnie skąd tak wielka empatia jeśli chodzi o uczucia autorki, a zero empatii w stosunku do jej partnera...
              • rurek00 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 15:34
                Hm, byłam w takiej sytuacji jak jej partner i umiałam wziąć się w garść, zwyczajnie w świecie olać spotkanie z ex, bo wiedziałam, że jestem szczęśliwa w swoim obecnym związku i nie chciałam zachować się nielojalnie czy też mącić sobie w głowie i wracać do tego co było. Staram się w życiu kierować rozsądkiem. Bazując na tym doświadczeniu, i jednocześnie na tym, co odpowiedział partner autorce wątku, gdy ta go wprost zapytała, wnioskuję, iż on na prawdę nie wie czego chce. I bardzo sobie cenię szczerość. Tzn ja wolałabym wiedzieć, że ktoś kto ze mną jest, tak naprawdę się waha, i że ta szczerość należy się osobie, z którą się jest, i którą się rzekomo kocha. Oczywiście, zgadzam się z tobą, że ta szczerość jest trudna. I widzę, że koleś się miota, sam nie wie czego chce, i koniec końców zostanie teraz z niczym, i mu współczuje, ale nie mogę go nazwać uczciwym. Wg mnie to nie jest uczciwość.
                • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 19:30
                  Dziewczyny,
                  jeszcze raz dzięki, myślę nad wszystkim, co napiszecie. Odpowiem trochę „zbiorczo”.

                  To nie jest tak, że odmówiłam spotkania z nim, bo jestem pewna, że on chce się wytłumaczyć (na ile się da) i zrzucić ciężar, a ja mu nie chcę dać tej satysfakcji. Ja nawet uważam, że on chce tego spotkania bardziej dla mnie, bo ma wyrzuty - po prostu go znam i myślę, że on się czuje bardzo źle po tym, co się stało.
                  To też nie jest tak, że ja „nie chcę sprawdzić, czego on chce” (jak ktoś tu napisał). Pytałam go o to - tj. po co chce się spotkać. Odpowiedź: żeby o wszystkim porozmawiać. Myślę, że ktoś, kto chciałby być ze mną (gdy ja mówię „Nie” spotkaniu) powiedziałby „Kocham cię, wróć, proszę”, i nie potrzebowałby najpierw spotkania.

                  Dla mnie moje „Nie” jest jakimś rodzajem ochrony czegoś, co straciłam teraz przez mojego faceta. Może to jakiś bunt, może to niedojrzałe. Nie chcę być jednak na jego zawołanie.
                  Uważam, że mój własny szacunek do samej siebie wymaga, żebym pilnowała granicy - którą on przekroczył. Bo on nie tylko nie chce zamieszkania ze mną, nie tylko wycofał się ze wspólnego wyjazdu, ale i powiedział, że nie chce się ze mną spotykać! Czyli ja cały czas chciałam, a on robił ruchy na „nie”! Być może jestem niedojrzała, naprawdę biorę to pod uwagę - ale wiem, że to spotkanie byłoby ciężarem emocjonalnym na parę dni.

                  Blond Suflerko, to był mój trzeci poważniejszy związek. Słusznie zakładasz, że czułam się w nim kochana. Owszem, miałam troskę i wsparcie, mimo że nasz związek zaczął się bez „szaleństwa”( jak moje dotychczasowe), ale nie jestem nastolatką i ceniłam spokój, ciepło, normalność - i właśnie wsparcie faceta, który nigdy mnie nie zawiódł. Nawet mówiłam przyjaciółce, że zmienię definicję miłości i namiętność uznam za nieistotną. Ironia losu, prawda? Właśnie przez namiętność do innej :( straciłam ukochanego faceta.

                  > Nie chce, nie umie m
                  > owic o swoich uczuciach bo identyfukuje to tylko z byciem zazdrosną a to według
                  > niej upokarzające.
                  Blond Suflerko, nie rozumiem tego w ogóle. Poza tym przecież wcześniej sama napisałaś, ze mam pełne prawo czuć się zraniona.

                  Staram się zacisnąć zęby i zajmować innymi sprawami. Teraz mój „ruch” (jeśli nastąpi), bo jak już wspominałam, tak zakończyliśmy nasza rozmowę - tj. że ja się skontaktuję, jeśli zmienię zdanie. Tak czy inaczej dziękuję za Wasze głosy, to mi pomaga się rozeznać.
                  Wciąż bardzo tęsknię za nim, przypominają mi się piękne chwile, i x razy dziennie prawie sięgam po telefon - więc żeby nie było, że to dla mnie takie łatwe...
                  • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 30.05.14, 11:20
                    wiewiorka-wiewiorka napisała:

                    > To nie jest tak, że odmówiłam spotkania z nim, bo jestem pewna, że on chce się
                    > wytłumaczyć (na ile się da) i zrzucić ciężar, a ja mu nie chcę dać tej satysfak
                    > cji. Ja nawet uważam, że on chce tego spotkania bardziej dla mnie, bo ma wyrzut
                    > y - po prostu go znam i myślę, że on się czuje bardzo źle po tym, co się stało.
                    > To też nie jest tak, że ja „nie chcę sprawdzić, czego on chce” (jak
                    > ktoś tu napisał). Pytałam go o to - tj. po co chce się spotkać. Odpowiedź: żeb
                    > y o wszystkim porozmawiać. Myślę, że ktoś, kto chciałby być ze mną (gdy ja mówi
                    > ę „Nie” spotkaniu) powiedziałby „Kocham cię, wróć, proszę
                    > 221;, i nie potrzebowałby najpierw spotkania.

                    To jest częst błąd wielu ludzi. Wydaje im się, że tylko ich sposob postępowania czy narracji jest właściwy i jeśli ktoś robi inaczej to nie znaczy, że nie może kochać albo coś tam innego. Chodzi mi o to, że ludzie są różni-Ty wykrzyknełabyś do słuchawki-'kocham cię, wróć' a on może chce pogadac i powiedzieć pewne rzeczy na spotkaniu. Moze wczesniej chce dowiedzieć się czy jest szansa, żebyś wróciła. Może to też trudne dla niego-zabiegać teraz będąc odrzucanym? Warto pamiętać, że partner to osobna jednostka i on może inaczej reagować na różne sprawy, miec inną wrażliwość, inaczej okazywać miłość czy mieć problem z czymś z czym Ty nie masz.

                    >
                    > Dla mnie moje „Nie” jest jakimś rodzajem ochrony czegoś, co stracił
                    > am teraz przez mojego faceta. Może to jakiś bunt, może to niedojrzałe. Nie chcę
                    > być jednak na jego zawołanie.
                    > Uważam, że mój własny szacunek do samej siebie wymaga, żebym pilnowała granicy
                    > - którą on przekroczył. Bo on nie tylko nie chce zamieszkania ze mną, nie tylko
                    > wycofał się ze wspólnego wyjazdu, ale i powiedział, że nie chce się ze mną spo
                    > tykać! Czyli ja cały czas chciałam, a on robił ruchy na „nie”! Być
                    > może jestem niedojrzała, naprawdę biorę to pod uwagę - ale wiem, że to spotkani
                    > e byłoby ciężarem emocjonalnym na parę dni.

                    To jest ciekawe na ile Ty sobie to wszystko tak zinterpretowałaś a na ile to są fakty.
                    Poczułaś się zazdrosna i zagrożona przez byłą dziewczynę i nagle wszystko co ten facet zrobił zaczęłaś odczytywać przez pryzmat swojej zagrożonej pozycji. To jest taki mechanizm psychologiczny i warto się zastanowić albo wręcz zapytać go czy na pewno to co on zrobił to są Twoje wyobrażenia czy jego chęć wycofania się. Chodzi mi tutaj o ten urlop na przykład.

                    > > Nie chce, nie umie m
                    > > owic o swoich uczuciach bo identyfukuje to tylko z byciem zazdrosną a to
                    > według
                    > > niej upokarzające.
                    > Blond Suflerko, nie rozumiem tego w ogóle. Poza tym przecież wcześniej sama nap
                    > isałaś, ze mam pełne prawo czuć się zraniona.

                    Nie, ja napisałam, że masz prawo czuć to co czujesz bo na ten moment czujesz się rozczarowana, zraniona i też pewnie przestraszona rozwojem sytuacji. I oczywiście do wszystkich uczuć człowiek ma prawo aleeeee to nie znaczy, że zawsze trzeba z tymi uczuciami pozostać. Z uczuciami też się dyskutuje przez konfrontacje z faktami-tak, żeby mieć pewność, że uczucia, które czujesz są adekwatne do sytuacji. Rozumiesz?
                    Na przykładzie kogoś kto jest bardzo zazdrosny-ktoś może naprawdę okropnie się czuć jak jego partner czy partnerka rozmawia z innymi ludźmi. Może autentycznie przeżywać cierpienie i uważać, że oto własnie traci ukochaną. I tu własnie powinien wkroczyć rozum-ale nie na zasadzie odmowy sobie czucia ale na zasadzie przepracowania tych uczuć-skąd one się wzięły, dlaczego rozmowa partnera z koleżanką z pracy sprawia, że ktoś czuje sie jakby tracił jego miłość, itd itd.
                    To tylko przykład.
                    Tym samym chcę rzec-ze Ty czujesz teraz różne uczucia ale byc może warto skonfrontowac je z faktami.
                    Pisałam też o tym Twoim poście:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,898,151015817,151023771,Re_Cos_nad_czym_nawet_boje_sie_zastanawiac.html
                    Bardzo ciekawe co znów piszesz o upokorzeniu. A mianowicie, że okazywanie zazdrości jest upokarzające. Potrafisz powiedzieć dlaczego? Dla mnie to jest taki mechanim-ze Ty masz jakiś problem z okazywaniem uczuć i przyznaniem się do tego co czujesz. Traktujesz miłość jako grę-kto ma słabsza pozycję, kto lepszą, kto okaze, że mu zależy, kto nie. I tak, to jest niedojrzałe i w sumie sprzeczne z idą związku. Bo w związku jest się razem a nie na przeciwko sobie jak w pertraktacjach biznesowych.
                    Bo dlaczego niby okazywanie zazdrości jest upokarzające? Kiedy się kocha i kiedy bardzo Ci na kimś zależy to nie chcesz go stracić, tak? Więc kiedy ktos inny pojawia się obok Twojego partnera to naturalnym jest, że czujesz zazdrość. Okazanie tego w normalny sposób(czyli nie destrukcyjny i krzywdzący) jest normalną sprawą. Co w tym upokarzającego? Że mowisz i pokazujesz, że kochasz i że Ci zależy?
                    Pisałaś też w tym poście, że milczałaś podczas tych roznych incydentów, które sprawiały Ci ból. Jasne, dobrze jest najpierw samemu sie poobserwować-dlaczego coś sie czuje, czy wlasnie fakty dają podstawę czy się coś za bardzo czy niewlasciwie interepretuje ale jesli masz pewność, że coś jest nie tak i wlaściwie interpretujesz fakty to masz pelne prawo powiedzieć partnerowi, ze coś Cię boli albo niepokoi. Milczenie nie jest żadnym rozwiązaniem i nie robi nic dobrego dla związku.

                    > Staram się zacisnąć zęby i zajmować innymi sprawami. Teraz mój „ruch̶
                    > 1; (jeśli nastąpi), bo jak już wspominałam, tak zakończyliśmy nasza rozmowę - t
                    > j. że ja się skontaktuję, jeśli zmienię zdanie. Tak czy inaczej dziękuję za Was
                    > ze głosy, to mi pomaga się rozeznać.
                    > Wciąż bardzo tęsknię za nim, przypominają mi się piękne chwile, i x razy dzienn
                    > ie prawie sięgam po telefon - więc żeby nie było, że to dla mnie takie łatwe...

                    A nie chcesz poprosić go o maila?
                • igge Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 19:41
                  Też byłam w podobnej sytuacji jak Wiewiórki partner. Daaaawno daaaawno temu, byłam młoda i w pięcioletnim zasadniczo szczęśliwym związku. Poznałam i niechcący się zakochałam w swoim koledze, przyjacielu z paczki ze studiów. Generalnie jakoś tak ciągnęłam to równolegle czas jakiś. Potem wybrałam nową miłość a starej sympatii powiedziałam, że chcę, żebyśmy zrobili sobie roczną przerwę. W tym czasie zamieszkałam z tym drugim. Pierwszy walczył jeszcze, odnalazł mój nowy adres (inne miasto), odwiedził mnie znienacka, prosił o powrót do niego (zresztą w momencie rozstania oświadczył się), od czasu do czasu spotykalam sie z nim (koleżeńsko, bez podtekstów) już oficjalnie będąc dziewczyną a nawet żoną tego drugiego. Po roku szczęśliwego małżeństwa nadal czasem o nim tzn o eks myślałam, czasem śniłam, miałam raz chwilowy nawrót jakby świeżego zakochania w eks.
                  Z perspektywy czasu myślę, że zwyczajnie kochałam jakoś i starą i nową miłość, dwóch facetów naraz. No ale trzeba być monogamicznym :). Ten drugi facet o tym wiedział i trochę, hmmm... przeżywał (pierwszy facet raz powiedział, że mogę z nim zamieszkać, wyprowadzić się od drugiego a myśleć trochę o tym drugim czasem, trudno) ale jakoś przełknął i powoli powoli powoli coraz rzadziej przypominał mi sie mój pierwszy chłopak, małżeństwo z drugim było cudowne i w końcu mój pierwszy związek definitywnie odszedł w zamierzchłą przeszłość i szczęśliwie kocham nowego drugiego faceta dwadzieścia kilka lat i to on jest tym jedynym i najukochańszym i będzie zawsze. Ale na początku, mając 21/22 lata kochałam chyba obu naraz tylko trochę inaczej. I mój drugi facet ma raczej lepszy troszkę charakter, jest strasznie dobrym człowiekiem a pierwszy facet jest zdecydowanie bardziej zaradny zamożniejszy i w wieloletnim związku z moją najlepszą przyjaciółką. Spotykamy się czasem u niej/u mnie, mamy dzieci w podobnym wieku, ja więcej kłopotów. Starzeją się obaj nieco podobnie :)), mają momentami identyczne zachowania, no ale mój mąż jest 8 lat młodszy :))) Zyczę jemu i mojej przyjaciółce wszystkiego co najlepsze, są raczej na pewno szczęśliwi (moja przyjaciółka to skarb i czysta radość, i co ważne, rozsądek).
                  Dlatego autorce wątku może jednak radziłabym trochę ochłonąć, zastanowić się czy jej na człowieku zależy, czy umie i chce być dla niego cierpliwa mimo rzeczywiście niekomfortowej sytuacji (choć upokorzenia żadnego tu nie widzę, raczej brak wiary w siebie i za niskie poczucie wartości autorki)
                  Tutaj trudno jednoznacznie powiedzieć czy facet kochał ją ale ma chwilowy kryzys/ nie kochał nigdy/ nie doszedł jeszcze do siebie po poprzednim związku/ ma jakiś sentyment do byłej ale na pewno kocha autorkę ??? Sama autorka musi sobie wybrać na podstawie obserwacji faceta i ich przeszłości razem odpowiednią opcję, my mamy za mało danych. Ja tam, żeby zdecydowanie odciąć się i przestać myśleć w ogóle o eks potrzebowałam dobrych paru lat lub dłużej (choć w międzyczasie podejmowałam życiowe wazne i najważniejsze decyzje)
                  Może to chore :) ale podjęłam decyzję o zajściu z mężem w ciążę, o pierworodnym swoim dziecku (które wywróciło mój świat do góry nogami) po ukłóciu w sercu na wieść o tym, że moja przyjaciółka zaszła w ciążę z moim eks. (są w związku partnerskim, bez ślubu) W sumie jestem im wdzięczna na maksa, za dobrze mi było bez dzieci kilka lat z małżem i może nigdy nie zechciałabym się rozmnażać :). Kolejne ukłócie w sercu miałam, gdy przyjechał do nas (obie z przyjaciółą miesiąc spędzałyśmy razem w górach z dziećmi, mój eks nie widział wtedy jeszcze nigdy mojego dziecka) na wczasach z 1-2 letnimi dziećmi i oboje widzieliśmy oczy i uśmiechy maluchów tak bardzo podobne do swoich eks. Na pewno jak ja miał 1 myśl o tym, że o mały włos mogliśmy mieć wspólne dziecko, to duże przeżycie zobaczyć śliczną miniaturkę swojej dawnej miłości. Teraz jego tzn eks syn jest dosłownie kopią taty z lat kiedy byliśmy razem, to bardzo dziwne rozmawiać z nim, widzieć jego ruchy, spojrzenie, buzię, jest bardzo podobny do ojca. To wspaniały chłopak, fajnie byłoby mieć z eks takiego fajnego syna ale swojej dwójki nie oddałabym za żadne skarby :) A mojego męża kocham najbardziej na świecie mimo zawikłanych początków. I nie nie ocham wreszcie i zupełnie i absolutnie ani odrobinę mojego eks...ale dłuuugo... to trwało. Każda prawdziwa miłość zostaje jakoś w nas tak myślę. Zmienia nas, kształtuje.
                  • igge Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 19:53
                    PS:
                    Sorry za ortografię, i ukłucie serca wielokrotne przez nie takie jak należy UÓ :))
                  • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 20:08
                    igge napisał:
                    > giego. Po roku szczęśliwego małżeństwa nadal czasem o nim tzn o eks myślałam, c
                    > zasem śniłam, miałam raz chwilowy nawrót jakby świeżego zakochania w eks.
                    > Z perspektywy czasu myślę, że zwyczajnie kochałam jakoś i starą i nową miłość,
                    > dwóch facetów naraz.

                    Pytanie mam tylko takie: czy chciałabyś, żeby Twój mąż miał też taki sentyment do byłej (jaki Ty miałaś)? Czy byłoby Ci przyjemnie? Jak byś się czuła, gdybyś się dowiedziała, że tylko dlatego zechciał dzidziusia z Tobą, bo właśnie dowiedział się, że jego eks jest w ciąży? Czy on w ogóle o tym wie?

                    Chodzi mi o to, że Tobie łatwo opowiada się tę historię, bo Ty byłaś po "lepszej" stronie.
                    • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 20:09
                      Igge, ale dzięki za Twoją radę, będzie to we mnie "pracować".
                      • igge Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 30.05.14, 02:45
                        Wiewiórko miła,
                        Nie wiem może faktycznie mi łatwiej bo byłam po tej drugiej stronie i rozumiem i akceptuję, że człek może "głupieć" uczuciowo i mieć jakieś sentymenty, wspomnienia, zdjęcia etc
                        Ale generalnie chciałam Ci przekazać, że przecież jest też jednak nadzieja i opcja, że to Ty właśnie, ta "druga", "nowsza" partnerka ukochanego (byłego ukochanego jak rozumiem) jesteś tę jedną jedyną i na całe życie najważniejszą osobą dla partnera tak jak mój mąż dla mnie, mimo, że drugi (a sam wcześniej na szczęście nie miał żadnej dziewczyny więc problem jego eks odpadał). Jakoś kiepsko idzie mi wyłożenie o co mi chodzi więc krótko powiem, że jak zwykle sensownie i krótko poradziła Ci pani Agnieszka moim zdaniem. Przyłączam się do niej. A faceta jeśli nie kocha Cię Twoim zdaniem to rzuć w cholerę i już, będzie następny a rok z kimś to bardzo krótko. Pozdr
                      • mm.k.a Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 13.06.14, 16:33
                        hm... mam troche więcej lat i sporo doświadczeń za sobą... rozwód, kilka nowych związków i wreszcie ponowny poważny związek.

                        To co sobie mysle, czytając Pani wypowiedzi:
                        - każdy ma prawo do rosterek/sentymentówpowrotów mysla do przeszłości,
                        - każdy ma za sobą różne doświadczenia, z niektórymi trudno sobie poradzić,
                        - każdy ma prawo do chwili samotności, żeby uporządkować swoje myśli/uczucia/życie,
                        - jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy.

                        Przepraszam, że to piszę, ale zachowuje sie Pani jak dziecko . Zupełnie nie potrafie zrozumieć, dlaczego nie chce sie Pani spotkać z mężczyzna, którego jeszcze przed chwilą uważała Pani za tego jedynego, mezczyznę swojego życia.
                        Czy popełnił błąd - nie jestem pewna. Najwyraźniej w byłym związku pozostało coś do wyjasnienia, byc może cos tam sie jeszcze tli. To, że chciał się zastanowić nad tym spokojnie i w samotności - postrzegam raczej na plus niz na minus. Mógł przecież grac na dwa fronty - zamiast tego był uczciwy.

                        Nie rozumiem, dlaczego nie daje mu Pani szansy. Ludzie popelniaja błędy, a Pani nawet nie chce wysłuchać, co ma Pani do powiedzenia.
                        Skoro dzwoni, skoro chce sie spotkać, to chyba jednak nie jest mu pani obojetna. Gdyby tak było - Pani zachowanie byłoby mu na rekę.

                        Wydaje mi sie, że aby podejmować odpowiedzialnie decyzje, należy:
                        - webrac fakty, wysłuchać, co ma do powiedzenia druga strona,
                        - przeanalizować sytuację,
                        - dopiero podjąc decyzję.
                        A Pani podejmuje decyzję na podstawie własnego wyobrażenia sytuacji, która może mieć niewiele wspólnego z rzeczywistościa. "Nakręciła się" Pani, projektuje Pani rzeczywistość wg filmu wyświetlonego przez zazdrość i złe emocje. No i to wszech obecne "upokorzenie" - czy na prawde mysli Pani że robi to celowo i że jest mu z tą sytuacja dobrze??

                        Proszę sobie wyobrazić siebie w takiej sytuacji - co by Pani zrobiła, jak by sie Pani zachowała? tylko szczerze, bez ideologicznej ściemy.

                        Pozdrawiam i życze dużo szczęścia!
                        • squirrel9 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 14.06.14, 08:35
                          A ja uważam, że zgoda na zachowania typu "przerwa na sprawdzenie sentymentu i tego czy coś się jeszcze tli czy nie" jest nie dla każdego/każdej. Być może, gdy się ma sporo lat i doświadczeń to myśli się, że coś można było odpuścić, przejść nad tym i zachować związek ten czy tamten. Ale często gdybyśmy wrócili do tych lat i spraw to nie przeszlibyśmy nad tym i nie od puścilibyśmy. Bo duma, bo poczucie urazy. I tak nie postąpilibyśmy inaczej. Mamy swoją wrażliwość , poczucie godności. Gdy się ma 26 lat nie musi się chadzać z tym poczuciem nam kompromisy.
                          • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 14.06.14, 13:06
                            Czym innym jest wrażliwość, a czym innym fałszywe poczucie dumy, życie z przekonaniem, że okazywanie uczuć uwłacza godności, że dziewczyna powinna się "szanować" czyli tych uczuć nie okazywać, nie wybaczać, być niczym królowa śniegu, bo inaczej okaże się, że jest "łatwa". Takie przekonania są szkodliwe, zwłaszcza gdy zastępują prawdziwy szacunek do siebie i wyznaczanie granic.
                            • squirrel9 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 14.06.14, 20:30
                              Hm, jakos inaczej chyba rozumiem wyznaczanie granic i wolałabym "wbić zęby w ścianę i wyć" a nie pokazałabym uczuć w sytuacji, gdyby ktoś mnie tak potraktował. Jeśli ktoś robi sobie przerwę w związku na próbę z byłą, to przysyłanie kwiatków i telefoniczna prośba o spotkanie (nawet z naleganiem) to zdecydowanie zbyt mało na to, bym rozważała co się za tym kryje i czy przypadkiem w zawoalowany sposób on nie chce okazać, że coś do mnie czuje. Od faceta oczekiwałabym męskich reakcji. Nie spotkałabym się po to by np. wysłuchiwać przeprosin albo jakiś mglistych zapewnień o przeszłości czy nawet przyszłości. Nie umówiłabym się na spotkanie nie wiedząc co ono ma na celu.
                              Ma rację autorka wątku - facet który kocha i któremu zależy nie zachowuje się tak. A nawet jesli się zachowuje, to ja nie chciałabym takiego, któremu muszę ułatwic przeproszenie mnie i okazać uczucia po to by dać mu szansę do mnie wrócić.
                              Nie mam zwyczaju dorabiać "wielkiej psychologii" do zachowań mężczyzn, oni zwykle zachowują się prosto. To kobiety przekombinowują i doszukują się kilku den a potem przezywają wielkie rozczarowania bo "wydawało im się " .... nie ułatwia się facetowi rozwiązanie takiej sprawy, to nalezy już do niego, albo i tak jest koniec. To należy przeczekać.
                              Nie ma to nic wspólnego z samopoczuciem "łatwej" ani fałszywym poczuciem czegokolwiek.
                              • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 14.06.14, 21:11
                                Dokładnie tak!
                                Faceci są prości. Bardzo. I działają prosto.
                                Kolejna kobieca interpretacja zachowania chłopca, który "zbłądził" - to klasyka gatunku.
                                Jak istotnie zbłądził, zrozumiał, wali się po głowie za głupotę, to nie będzie gadał tylko działał.
                                I nie będą to kwiatki i prośba o spotkanie.
                                • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 00:26
                                  Tu nawet nie chodzi o to, że faceci są prości (a są :-D ). Jeżeli chodzi o miłość, to, od zarania dziejów i pod każdą szerokością geograficzną, ludzie zachowują się tak samo! I w momencie zagrożenia tej miłości, nawet największy na świecie introwertyk wydusi z siebie całkiem głośne "KOCHAM CIĘ, bez Ciebie żyć nie mogę" czy coś w tym stylu :-D I to sie dzieje zaraz, natychmiast, bo to reguluje adrenalina i cała ta inna chemia, a nie czeka się dwa tygodnie na wyznaczenie spotkania.
                                  Wiewiórko, ten facet, to, niestety, nie była Twoje druga połowa...
                              • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 10:14
                                squirrel9 napisała:

                                > Nie mam zwyczaju dorabiać "wielkiej psychologii" do zachowań mężczyzn, oni zwyk
                                > le zachowują się prosto.

                                Mężczyzn psychologia dotyczy w takim samym stopniu jak kobiety. Dokładnie tak samo jak dotyczy ludzi biologia. To nie jest kwestia wyboru-to są fakty.
                                Poza tym-co to znaczy, że mężczyźni zachowują się prosto? Wszyscy? I jak według Ciebie zachowują się kobiety?
                                Btw. jak można w ogóle wchodzić w jakikolwiek relacje z kimś o kim się mówi, że jest prosty. Czy zwolenniczki tego stwierdzenia mają partnerów, synów, przyjaciół?
                                • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 10:52
                                  blond_suflerka napisała:

                                  > Poza tym-co to znaczy, że mężczyźni zachowują się prosto? Wszyscy? I jak według
                                  > Ciebie zachowują się kobiety?

                                  Tak samo, tez prosto :-) A konkretniej mowiac- jesli kogos sie kocha, to sie to wie po prostu. Jesli zas kombinuje sie dzialac na dwa fronty, obliczac zyski, z kim bedzie mi lepiej, wracac myslami do poprzedniej "milosci", to znaczy o zadnym powaznym uczuciu nie moze byc mowy.
                                  Wiewiorka liczyla na powazny zwiazek, a taki opiera sie na podstwowym fundamencie- na swiadomosci, ze z ta druga osoba chce spedzic zycie. Jesli na samym poczatku tej drogi, zanim dopadla ich rutyna, zanim dopadly ich zwykle, szare, codzienne problemy, pan ma rozkminy czy dobrze wybral, to lepiej zwiewac jak najpredzej i glowy sobie nim nie zawracac.
                                  • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 13:00
                                    Miłość to skomplikowane uczucie;) Czasem się wie a czasem się nie wie. Czasem się ma wątpliwości. Czasem kocha się dwie osoby a czasem marzy się o czymś innym. Nie mówię, że to wszystko występuje zawsze i u każdego ale często. To tez związane z biologią po prostu a właściwie neurolobiologią. Człowiek przyzwyczaja się do pewnych rzeczy i może zdarzyć się, że miewa różne tęsknoty i pragnienia. A w kryzysach jest potencjał, one są po coś. Czasem właśnie po to, żeby nabrać tej pewności-tak! tylko ta czy ten, nikt inny. Weź pod uwagę, że oni są razem ponad rok. Mówi się, że decyzje o slubie dobrze podjąć po dłuższym czasem bycia razem czyli jednak nabrać pewności. I nikt się nie wkurza, że po roku nie wiesz czy na pewno chcesz rezerwować salę i całą resztę.
                                    Tutaj też-zaliczyli kryzys po roku tylko, że on zaktualizował swoje 'chcenie' a Autorka nie. Zdarza się i tak.
                                • squirrel9 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 23:02
                                  To, że ktos zachowuje się prosto nie oznacza, że jest prosty.
                                  Ja mam męża (tego samego od kilkunastu lat), syna (i córkę), ojca, braci (trzech) i pracując w typowym męskim zawodzie pracuję głównie z męzczyznami. Różnica w dorabianiu "co ktoś miał na mysli", w podejściu do spraw na które nie mają wpływu i sposób załatwiania problemów różni ich od kobiet bezwzględnie.
                              • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 11:03
                                Napisałaś "to należy przeczekać". Ale co? Co oznacza to enigmatyczne "to"? Fajnie się daje takie rady siedząc przy kompie i nie czując tego co czuje Autorka. A chyba jednak coś czuje , bo gdyby chodziło tylko o jej upokorzenie i "wykopanie" Pana ze swojego życia nie zakładalaby tego wątku?
                                Moją znajomą dziewięć miesięcy po ślubie zdradził mąż. Ona rodziła ich dziecko, a on się zabawiał. Potem wyprowadził się i nie wrócił przez kilka lat. Dzieckiem się interesował. Wszyscy jej bardzo wspólczuli, mówili jaka to kanalia z niego i co oni by mu na jej miejscu zrobili....do czasu. Do czasu, aż facet chciał wrócić a ona go przyjęła. Wtedy nasłuchała się na swój temat, że jest pozbawiona godnosci, ze się nie szanuje, ze będzie ją dalej zdradza łitd. A ona go po prostu kochała. Wrócił , są małżeństwem , licząc od powrotu, 16 lat, mają drugie dziecko, a on jest kochającym, czułym, troskliwym mężem. Takie historie też się zdarzają.
                        • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 00:50
                          > - każdy ma prawo do rosterek/sentymentówpowrotów mysla do przeszłości,
                          > - każdy ma za sobą różne doświadczenia, z niektórymi trudno sobie poradzić,
                          > - każdy ma prawo do chwili samotności, żeby uporządkować swoje myśli/uczucia/ży
                          > cie,
                          Oczywiście, każdy ma takie prawa, ale zwykła ludzka przyzwoitość nakazuje, aby najpierw uporać się ze swoimi rozterkami i sentymentami a dopiero potem wchodzić w nowy związek. Jezeli pan nie poradził sobie z przeszłością, to powinien pozostać samotny aby uporządkować swoje myśli/uczucia/życie. Pan ma prawo do sentymentalnego powrotu do przeszłości a Wiewiórka ma prawo mieć złamane serce... chyba coś tu zgrzyta z tymi prawami!?

                          > - jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy.
                          To jest najgorsza wymówka ludzi przebiegłych oraz słabych i nieogarnietych życiowo. Daje szerokie pole do nadużyć! Mam trochę więcej lat :-) i z mojego doświadczenia wynika, że to zdanie powinno brzmieć: jesteśmy ludźmi i staramy się nie popełniać błedów, bo mamy coś takiego jak rozum :-D
                  • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 20:38
                    Przyczytałam post Igge i też zmroził mnie tekst o zrobieniu sobie dzidzi pod wpływem zazdrości o ciążę przyjaciółki z eks. Oraz wieloletnim wzdychaniu do eks, gdy jest się w (rzekomo) szczęśliwym związku z mężem. Też jestem ciekawa, czy Igge byłaby tak wyrozumiała, gdyby to jej mąż latami z rozrzewieniem wspominał eks, a następnie namówił żonę na dziecko, bo eks zaciążyła.
                    • igge Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 30.05.14, 03:34
                      e tam, ja drania rzewnie latami nie wspominałam aż tak straszliwie bez przesady, eks miał swoje wady i paskudne zachowania tylko, że po prostu po 5 latach związku był dla mnie najbliższą jednak osobą, o której tak szybko zupełnie nie dało się zapomnieć, zresztą jakiś tam kontakt utrzymywaliśmy a po trzech latach wpadł w superdobre ręce mojej przyjaciółki, to co miałam stracić jej przyjaźń, przestać się z nimi zupełnie spotykać ??? Szkoda przyjaźni za bardzo by mi było. A dzidzia rzeczywiście niefajnie, że pod wpływem jakiejś resztki obudzonej jednak chwilowej zazdrości (czy to była zazdrość?) o eks ale tak wyszło, że trzy przyjaciółki nie myślące wcześniej wcale o dzieciach i nie mające ich w planach - zaciążyłyśmy we trzy w podobnych, krótkich odstępach czasu, ciąża jest zaraźliwa albo co?
                      Żałuję tylko, że wcześniej przez kilka lat nie miałam żadnej wpadki/dzieciowych planów/pragnienia dziecka z obecnym mężem, sześć lat razem żyliśmy sobie bez dzidziusia zadowoleni a syn okazał się tak subiektywnie cudowny i oszałamiający, że szkoda, że od razu z mężem jak mieliśmy po 21 lat nie wpadłam na pomysł szóstki dzieci z nim od razu, wtedy jeszcze jak zaczarowany słuchał mnie i by nie protestował a po latach już nie chciał 3 dziecka niestety, minimalista dzieciowy. Mój mąż wie o wszystkim, nie mamy tajemnic, to mój najlepszy przyjaciel przecież. Obojętnie z jakich głupich, bezsensownych i nieładnych powodów ale mój pierworodny syn zaistniał na świecie i za to jestem wdzięczna każdym okolicznościom i wolę męża w roli taty sto razy niż kogokolwiek innego i jestem do grobowej deski wdzięczna, że wykazał się anielską cierpliwością co do moich początowych zawirowań uczuciowych. Nie było mu pewnie łatwo ale byliśmy bardzo młodzi i bardzo zakochani.
                      I owszem nie chciałabym pewnie być po drugiej stronie ale teraz wynagradzam te ze mną trudności psim przywiązaniem i bezbrzeżnym choć tyloletnim zachwytem i uwielbieniem i zniosę z męża strony wszystko, wybaczę ewentualne i hipotetyczne zdrady etc Dla nas obojga było warto przeczekać i trwać razem ale to są indywidualne wybory i ryzyko. Ja na miejscu autorki przełknęłabym łzy i przykrości i dała facetowi drugą szansę o ile jest warty tego. I o ile całe życie nie będzie wzdychał do kogoś innego bo to byłaby przesada i świństwo. ja tam zdjęć eks nie oglądałam nocami i żałuję, że nie spotkałam męża mając 17 lat zamiast swojego eks ale mój boże miał wtedy 15 lat :) Ale szkoda, idealnie byłoby nie mieć żadnych eks tylko od razu wpadać na właściwą osobę w piaskownicy ,tylko, że życie bywa skomplikowane i relacje również. Właściwie to swojej przyjaciółce zawdzięczam syna i to się tylko liczy.
                      • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 30.05.14, 06:36
                        igge napisał:
                        Ja na miejscu autorki przełknęłabym łzy i przykrości i
                        > dała facetowi drugą szansę o ile jest warty tego. I o ile całe życie nie będzie
                        > wzdychał do kogoś innego bo to byłaby przesada i świństwo.

                        Igge, dziś nie mogę wiedzieć, czy właśnie coś takiego, jak wzdychanie całe życie do innej, by mi się nie szykowało, gdybym była z nim. I ile ma trwać ta „szansa”? Po czym miałabym poznać, że już, koniec próby? A jeśli teraz uspokoiłoby się, to za rok może znowu zrobiłby się jakiś wątek z byłą...

                        I nie zgadzam się z tym, że każda miłość (jeśli była nawet w pewnym punkcie naszego życia uważana za prawdziwą) „zostaje w nas”. Będąc w wieku 20 lat byłam strasznie zakochana w moim chłopaku, szaleliśmy za sobą i nigdy nie żałuję tego, co było - ale dziś, mimo miłych wspomnień, nie mam żadnego sentymentu i nie interesuje mnie jego życie osobiste, żona, dziecko itp.

                        Igge, to wspaniale, że cieszysz się z decyzji o dziecku, która zapadła „z jakichkolwiek powodów”, i ta radość to jakby inna sprawa - natomiast powiem Ci, że ja nigdy, NIGDY nie chciałabym, żeby (ktokolwiek to będzie) mój przyszły mąż patrzył na dziecko byłej, podziwiał jej „miniaturkę” i myślał, że przecież on mógł mieć z nią takiego fajnego syna / córkę.
                        Dlatego bardzo dużo daje mi do myślenia Twoja historia.
                        • elizabeth7 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 31.05.14, 11:38
                          A ja cie, wiewiorko podziwiam. Jesetes mloda (o!rany, bardzo mloda) ale rozsadna. I otwarcie sygnalizujesz, ze swoje emocje i oczekiwania. I to, ze jak te oczekiwania nie sa spelnione to masz prawo sie wycofac, masz prawo to zostawic i nawet rozmow nie kontynuowac. I ze nie nadajesz sie na "przeczekujaca".
                          Ile to razy czytamy tu o tych facetach co to nagle sie zmienili a wczesniej byli do-rany-przyloz i wiemy, ze to sie tak szybko nie zmienia. Sa symptomy, ze nie wszystko jest dobrze, ze sie popsulo, ze ktos wcale nie jest taki jaki byl pol roku temu tylko jest gorszy, ze lekcewazy. Ale czesc kobiet mysli, ze jakos sie ulozy. Wszyscy wokol wiedza, ze sie nie ulozy tylko zainteresowana udaje ze nie wie. Nie potrafia postawic warunkow.
                          A utrata zaufania do drugiej osoby, to wlasciwie koniec dobrego zwiazku.
                          • zuzi.1 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 31.05.14, 16:02
                            Dokładnie. Wiewiórko kieruj się w tym wszystkim swoją intuicją, wydaje mi się, że ona podpowiada Ci dobre postępowanie.
    • hipinka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 31.05.14, 22:40
      ja bym się z nim spotkała
      • to_la1 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 03.06.14, 12:21
        Wiewiorko napisz proszę co u Ciebie. Czytam Twój wątek i jestem pełna podziwu dla Ciebie jak dałaś radę. Pozdrawiam.
      • squirrel9 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 03.06.14, 21:11
        A ja nie spotkałabym się. Takie zachowania mężczyzny to koniec związku.
        • ewa9717 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 04.06.14, 10:58
          Ja też nie. Gdyby facetowi zależało, od dawna warowałby pod jej drzwiami, mówiąc że ran jej nie godzien całować, a nie wstawiał dyrdymały o porozmawianiu czy coś tam.
    • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 08.06.14, 11:53
      Dziewczyny, bardzo dziękuję Wam za Wasze opinie.
      Nie pisałam, bo byłam w podróży służbowej. Sama się zadeklarowałam, mimo że wyjazd nie była szczególnie ciekawy, ani pod względem miejsca, ani żadnym innym, ale prawie tydzień poza domem- tego mi było trzeba.

      Gdy mnie nie było, przysłano do mnie do domu z kwiaciarni piękny kosz z kwiatami, wiadomo, od kogo. Dowiedziałam się dopiero dwa dni później, bo mój tato postawił go w pewne miejsce i zwyczajnie zapomniał mi powiedzieć, dopiero mama to odkryła. Mój były załączył prośbę, żebym zadzwoniła do niego.
      Oczywiście „serce mi zabiło”, ale było to dzień przed powrotem, miałam mnóstwo pracy na tym wyjeździe i pomyślałam, że lepiej odłożyć ten telefon i pogadać po powrocie na spokojnie z domu (zwłaszcza że włączyło mi się ostrzegawcze światło, na zasadzie: Uważaj, wciąż nie wiesz, czego on chce, żebyś się nie łudziła, głupia).

      I dobrze zrobiłam, jak się okazało. Bo gdy wczoraj rano wróciłam, moja mama (która oczywiście domyślała się już, że nie jesteśmy razem, chociaż nie znała przyczyny) powiedziała mi, że mój chłopak pocieszył się szybko po rozstaniu, bo go w czasie mojej nieobecności widziała w parku z dziewczyną na ławce i że te kwiaty dla mnie to „chyba jako przeprosiny”. Z jej krótkiego opisu (tylko o to spytałam) wynika, że wiadomo, z kim.
      Zabolało mnie bardzo ale to bardzo, mimo że przecież na żaden cud nie liczyłam i już trochę „odchorowałam” nasze rozstanie, no w każdym razie pogodziłam się z tym faktem w duchu.
      Ale wiecie, poczułam, że jestem zwyczajnie zirytowana. Po prostu włączyła mi się złość tym razem, facet wysyła mi kwiaty i jednocześnie siedzi sobie z byłą miłością na ławce w romantycznej scenerii. No więc odczekałam parę godzin i zadzwoniłam po południu. Spokojnie podziękowałam za kwiaty, powiedziałam, że zobaczyłam je dopiero po powrocie (nie wdając się w tłumaczenia, czy wiedziałam, że przyszły itp.) i spytałam, czy dalej chce się ze mną spotkać. On znowu swoje - że oczywiście, bardzo mu na tym zależy. To ja spytałam najzwyczajniej, dlaczego jest nieuczciwy, tj. wysyła mi kwiaty i jednocześnie spotyka się z byłą - to było jedno proste zdanie.
      Powiedział, że nie jest nieuczciwy, i że bardzo, bardzo chce się ze mną zobaczyć, i że to nie jest rozmowa na telefon. Powiedziałam, że to wszystko przemyślę i dam znać w najbliższym czasie.
      Zaczynam się łamać, bo teraz zrobiła się taka sytuacja, że w rezultacie sama już nie wiem, czy nie lepiej się spotkać i mieć to za sobą. Teraz byłoby mi łatwiej, bo dla mnie samej moja „pozycja” jest jakby klarowniejsza, tj. nie czuję się już jako „oczekująca na cud”, tj. po informacji o jego spotkaniu z byłą w parku jest mi łatwiej, jestem dawną dziewczyną, której on chce coś wyjaśnić, i już, tak to czuję.
      Mam nadzieję, że nie było chaotycznie :)
      Muszę to przetrawić przez jakiś czas, nie wiem, co zrobię.
      • iziula1 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 08.06.14, 18:47
        A chcesz się z nim spotkać?
        Masz na to siły? Jesteś w stanie na spokojnie przyjąć wszystko co on chce Ci powiedzieć?
        Scenariusze są różne.
        Ten upór na spotkanie z Tobą jest zastanawiający. Facet który zaczyna nowy związek aż tak nie nalega na prostowaniu sytuacji z byłą dziewczyna.
        Chyba, że pragnie ją poinformować o nieprzyjemnej chorobie której jest nosicielem ;)
        To żart. Ofcors :D
        • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 08.06.14, 21:58
          Proste jak cep - chce mieć Ciebie w odwodzie. Tamta dopiero przyjechała i odgrzała kotlet, nie wiadomo, czy będzie smaczny na dłużej. Ty jesteś sprawdzonym, stabilnym punktem i dobrze mieć Ciebie jakby tam nie wypaliło.
          Nie spotkałabym się z nim z kilku powodów:
          1. on JEST nieuczciwy, spotyka się z inną i to musi być coś mega ważnego, jeśli z tego powodu przestał z Tobą być.
          Kwiaty przesłać może każdy jeden dureń. Tu nie chodzi o kwiaty i deklaracje ale o postawę wobec Ciebie. A jego postawa jest taka, że postanowił spróbować z byłą miłością.
          To zwykle wyrachowanie i klasycznie pogrywanie na dwa fronty. Tyle że w jego pojęciu uczciwości mieści się robienie tego otwarcie. Nawiasem mówiąc, ciekawe, czy tamtej opowiada, że mu na Tobie bardzo zależy i kwiatki wysłał?

          2. Chroniłabym siebie. Spojrzy jak raniony łoś, zacznie tłumaczyć pokrętnie swoje zachowanie, że nie wie co i jak, że mu zależy i chce... a tak naprawdę to prawda jest trywialna: chłopina jest miotany przez głowę i główkę - pierwsza podpowiada, że jesteś lepszym wyborem na przyszłość i życie, druga jeszcze by sobie z seksowną byłą poużywała...
          Brutalne ale prawdziwe.

          3. Nie dałabym mu satysfakcji. Aby sobie oczyścił sumienie, czy zabezpieczył tyły. Bo podejrzewam, że tamtej pewny nie jest i może boi się ponownego zranienia. Chciałby mieć dokąd wrócić.

          Decyzja należy do Ciebie.
          • awesome810 świetnie powiedziane 08.06.14, 22:16
            nic dodać nic ująć. Sama prawda.
            • maracooja Re: świetnie powiedziane 08.06.14, 22:24
              A swoją drogą, jego wyraz twarzy na widok Ciebie - szczęśliwej z innym, kiedy wie, co stracił - bezcenne. :)
              • blond_suflerka Re: świetnie powiedziane 08.06.14, 23:29
                O kurde, dziewczyny-skąd u Was takie negatywne przekonania w temacie jakie ktos ma intencje i zamiary?
                • maracooja Re: świetnie powiedziane 08.06.14, 23:42
                  z ponad 40-letniego doświadczenia
                  obserwacji natury ludzkiej
                  i braku naiwności
                  • blond_suflerka Re: świetnie powiedziane 08.06.14, 23:47
                    I masz takie obserwacje, że wszyscy ludzie tacy niefajni?
                    • maracooja Re: świetnie powiedziane 08.06.14, 23:59
                      Wszyscy?
                      • blond_suflerka Re: świetnie powiedziane 09.06.14, 07:13
                        No chyba wszyscy skoro po obserwacji z taką pewnością twierdzisz, że ten facet na bank jest nieuczciwy i ma tak okropne intencje;)
                        Nie, żebym się czepiała dla samego czepiania. Rozumiem, że kazdy ma swoje zdanie, ma pelne prawo je mieć i wyrazić. Natomiast zdziwiła mnie ta pewność Twoich słow i aż tak negatywna ocena intencji byłego Autorki. Nawet jeżeli jednak wrócił do byłej miłości to może mu tak normalnie po ludzku zależeć na tym, żeby Autorkę przeprosić. Być może chce też wyjaśnić co dokładnie się zadziało, jak to wszystko wygląda z jego punktu widzenie, itd itd.
                        Skąd założenie, że młody, fajny facet musi koniecnie mieć w obwodzie swoją eks(czyli Autorkę). Skąd założenie, że w ogóle miałby taki okrutny pomysł? Skąd założenie, że z Autorką nie było mu świetnie w łóżku? No i skąd założenie, że jeśli wrócił do byłej(czyli zostawił Autorkę z którą dobrze mu się układało i wobec której miał powazne plany) to nie z wielkiej miłości bo tylko wtedy można by zakładać, że potrzebuje on dwóch na raz?
                        Pewnie, że można mieć odmienne zdanie-czy warto się spotykać, czy ktoś ma prawo wracac do byłej czy nie, itd ale w Twoim poście jest jakoś tak dużo negatywnych interpretacji tej całej sytuacji, że zdziwiło mnie to na tyle, że az postanowiłam zapytać skad takie przekonania;)
                        • wiewiorka-wiewiorka Re: świetnie powiedziane 09.06.14, 08:50
                          Hej,
                          dziewczyny, przede wszystkim chcę wyjaśnić dwie najważniejsze rzeczy: Jeśli porusza mnie otrzymanie kwiatów, jeśli boli informacja o spotkaniu w parku i jeśli sama zauważam, że (podświadomie!) mam jakieś resztki złudzeń - to nie znaczy, że ja chciałabym wrócić do niego.
                          Druga rzecz: we mnie też wszystko się zmienia. Do głosu dochodzi to, że mam ogromną, ogromną chęć popatrzeć mu w oczy i powiedzieć mu, co o nim myślę. Zrobiłabym to po wysłuchaniu go, bo chciałabym, żeby moje słowa były potraktowane jako podsumowanie; po nich pożegnałabym się.
                          Zależy mi na tym, i o ile byłam najpierw głównie „złamana” tym wszystkim, to teraz, jak piszę, czuję głównie złość. Dlatego (tu odpowiadam Iziuli) mam siły na spotkanie, a jeśli nie przyjmę czegoś spokojnie, tzn. poniesie mnie, tu trudno, facet wysłucha paru nieprzyjemnych rzeczy więcej.

                          Czuję się też pewniej właśnie dlatego, że w rzeczywistości nie widzę już odwrotu i żadnej nadziei nie mam. Myślę też, że bardzo dużo dał mi ten wyjazd na tydzień, tj. całkowita zmiana otoczenia i zupełnie inne sprawy. Był też jeszcze inny niespodziewanie przyjemny aspekt: poznałam miłego faceta, z branży, że tak powiem, z którym bardzo przyjemnie mi się rozmawiało. Od razu dodam: nie żeby coś konkretnego się szykowało, zresztą on jest z innego miasta - ale czułam, że podobam mu się (przy czym on mi też) i absolutnie dowartościowałam się jako kobieta (tylko nie śmiejcie się, proszę).

                          Inna sprawa: tym razem zgodzę się z Blond Suflerką: uważam, że facet nie ma z tym spotkaniem złych intencji - i myślę tak mimo tego, że czuję się przez niego skrzywdzona. Przy okazji, Blond Suflerko (bo nie zdążyłam Ci wtedy odpisać) - bardzo dziękuję Ci za te słowa (cytuję):
                          To jest częst błąd wielu ludzi. Wydaje im się, że tylko ich sposob postępowania czy narracji jest właściwy i jeśli ktoś robi inaczej to nie znaczy, że nie może kochać albo coś tam innego. Chodzi mi o to, że ludzie są różni-Ty wykrzyknełabyś do słuchawki-'kocham cię, wróć' a on może chce pogadac i powiedzieć pewne rzeczy na spotkaniu. (…)
                          Warto pamiętać, że partner to osobna jednostka i on może inaczej reagować na różne sprawy, miec inną wrażliwość, inaczej okazywać miłość czy mieć problem z czymś z czym Ty nie masz
                          ”.
                          Już nawet nie to chodzi, że odnoszę te słowa do mojej obecnej sytuacji, natomiast są wg mnie bardzo, bardzo mądre życiowo.

                          Maracooja: Co do punktów 1 i 2: nie wykluczam tak zupelnie, że pogrywa na dwa fronty, w jakiś sposób próbując udawać (?) uczciwego - ale dla mnie nie ma to teraz znaczenia, bo to już koniec. Co do punktu 3: Zapewniam Cię, że jeśli dojdzie do rozmowy ze mną, to do jego sumienia raczej dojdzie ciężar, nie odwrotnie.
                          PS. Iziula, napisałaś: „Ten upór na spotkanie z Tobą jest zastanawiający. Facet który zaczyna nowy związek aż tak nie nalega na prostowaniu sytuacji z byłą dziewczyna.”
                          Ja też tu czegoś nie rozumiem, to jest ten element ciekawości co do owej potencjalnej rozmowy z nim.
                          • agcerz Re: świetnie powiedziane 09.06.14, 10:21
                            Wiewiórko,
                            możesz zrobić, co tylko uważasz, ale lepiej to zrobić na chłodno, a więc nie umawiaj się za szybko. Twoje opanowanie i brak histerycznych nut pokaże mu tym jaśniej, jaką świetną babkę traci.
                            Co do nowopoznanego pana: w ub. tygodniu zdarzyło mi się to samo. Po rozmowie ws. zawodowych zostałam zaproszona na kawę. Takiej poprawy humoru nie zanotowałam od dawna, choć rzecz była czysto towarzyska, bez znamion flirtu.

                            Dobrze sobie czasem uświadomić, że "tego kwiatu pół światu" i nie jesteś skazana na pana, który sam nie wie, czego chce.
                          • lena575 Re: świetnie powiedziane 09.06.14, 23:50
                            On może "badać teren". Może byc i tak, że ta była-obecna dziewczyna to taka pierwsza duża miłość, którą niektórzy lubia idealizować i jeszcze sobie za nią powzdychać. Niejeden 28-latek zachowuje się jak sztubak i niedorosły człowiek i czasem nie ma poczucia, że pewnych spraw się nie odwróci.
                            Twój facet mógł zderzyć się z tą niespełnioną-nieskończoną miłością i zobaczyć ją z innej strony. Nawet przez pryzmat waszego związku. Może też nie być wcale teraz przekonany, że dobrze zrobił próbując odgrzać coś co już wcale żaru nie ma. Może cos by się zmieniło gdyby zobaczył jakis gest z twojej strony.
                            A może po prostu chce przeprosić i wytłumaczyć. Bo byłas dla niego ważna.
                            Każda opcja jest możliwa.
                          • emigrantkaaa Re: świetnie powiedziane 10.06.14, 07:00
                            > Do głosu dochodzi to, że mam ogromną,
                            > ogromną chęć popatrzeć mu w oczy i powiedzieć mu, co o nim myślę.

                            Znowu? ;)
                            Już przecież usłyszał od Ciebie, że jest Twoim największym rozczarowaniem, a ostatnio także to, że jest nieuczciwy. Skoro, jak piszesz, to już koniec i nie chcesz do niego wrócić, to to spotkanie nie ma sensu. Oczywiście z punktu widzenia atrakcyjności wątku - a czytam niemal z wypiekami na twarzy ;) - lepiej, aby do spotkania doszło ;)
                            Tak czy siak, trzymaj się!
                            • maracooja Re: świetnie powiedziane 10.06.14, 09:43
                              Paradoksalnie właśnie to zadziała na niego oczyszczająco - dostanie karę w postaci połajanki i bury, a jak zostanie już ukarany to poczuje, że odpokutował grzechy i ulży sobie w poczuciu winy.

                              Wiewiórko, domyślam się, że ciężko będzie wyleczyć serducho, pewnie przejdziesz to wszystko po swojemu i bardzo dobrze. Nikt nie jest na Twoim miejscu.
                              Pamiętałabym jednak, co powiedział Twój brat - facet zachował się bardzo nielojalnie wobec Ciebie i tak naprawdę stracił Twoje zaufanie... bo jeśli nawet ta cudowna była okazuje się, czy okaże nie taka cudowna, to zawsze zostanie poczucie, że dla niego na życie jesteś wariantem B.

                              Z mego doświadczenia wynika, ze kobieta powinna nauczyć się zachować w takich sytuacjach jak zimna królowa - albowiem okazywana obojętność jest o wiele bardziej dotkliwa dla tych, którzy ranią, niż tysiąc wykrzyczanych słów.

                              Tak czy inaczej - kibicuję Ci, żebyś jak najmniej boleśnie przez to wszystko przeszła.
                              Trzymaj się. :)
                              • how-ever Re: świetnie powiedziane 10.06.14, 18:00
                                Z rozwoju wątku wnoszę, że powinnam zakupić szklaną kulę, czarnego kota i przekwalifikować się na wróżkę :-)
                                Co do spotkania- jesteś przygotowana na słuchanie gorzkich żalów, tłumaczeń i wybielanie się przez pana? Ja bym mu nie dała tej satysfakcji :-P
                          • blond_suflerka Re: świetnie powiedziane 10.06.14, 19:34
                            Wiewórko,
                            I mnie już zaczał ciekawić jego upór ale ja stawiam na dwie opcje-albo on jest po prostu bardzo fajnym i przyzwoitym człowiekiem i chce Ci to wszystko spokojnie wyjaśnić(pisałam o tym w ktorymś poście-że na niego też to być moze wszystko niespodziewanie spadło wiec skrzywdził Cię ale nie chciał wcale tego) albo chce jednak wrócić bo jakieś chwilowe wahania co do byłej okazały się chwilowe właśnie. I wcale nie interpretowałabym tego jako plan B(w sensie, że Ty miałabyś być takim planem B). Raczej właśnie jako świadomy wybór, po pierwszym waznym kryzysie, że własnie on wybiera Ciebie. Nie chcę jakoś specjalnie tym co napisałam wzbudzać w Tobie nadziei-może tak byc a moze nie. Nie mniej jednak gdyby był takim okropnym palantem to by się cieszył, ze mu zeszłaś z drogi i po cholere by wydzwaniał i nadal chciał się spotkać?
                            Tak czy tak-fajnie, że się trzymasz i jak będziesz miała jakiś doł to pamiętaj, że takie lekcje są po to, żeby potem lepiej wybrać albo być lepszym bo bardziej dojrzałym w związku albo lepiej poznać siebie(co tez przyczynia się do lepszych wyborów, lepszych reakcji i interakcji z innymi). Taka perspektywa chyba trochę osłabia cierpienie.
                            Co by się nie działo-życzę Ci pięknej miłości. Albo z tym albo z innym ale pięknej i satysfakcjonującej!
                            No i napisz co sie okazało jak już się coś okaze;)

                            • wiewiorka-wiewiorka Re: świetnie powiedziane 10.06.14, 22:08
                              Dziewczyny, wiem, że powinnam być jak „zimna królowa”, tylko mam takie doły czasem… I wcale nie wiem, co zrobię, zaczynam już zauważać, że raz chcę iść i mu wygarnąć, raz sama myśl o spotkaniu wydaje mi się upokarzająca. Ale w żadnej opcji, zapewniam, nie zapominam, że on mnie rzucił -tak, Maracooja, pamiętam dobrze, co powiedział mi mój brat. Blond Suflerko - tak, wciąż wierzę, że on nie jest palantem, chociaż nie ma to już żadnego znaczenia dla mnie osobiście, i tym samym nie robisz mi nadziei.
                              Emograntko - na takiej rozmowie powiedziałabym mu znacznie więcej. Nie podniosę jednak raczej atrakcyjności wątku, bo tak naprawdę wątpię, czy do spotkania dojdzie. Napisałam po powrocie, co było dalej, bo uważam, że skoro odpowiadało mi tyle osób, to jestem im winna choćby parę słów. Nie chciałam zmieniać wątku w blog, przykro mi, że z czyjegoś punktu widzenia robię coś niewłaściwego.
                              • adorra0 Re: świetnie powiedziane 10.06.14, 23:39
                                wiewiorka-wiewiorka napisała:

                                > Dziewczyny, wiem, że powinnam być jak „zimna królowa”,
                                To ja przewrotnie zapytam - a dlaczego powinnas być jak zimna królowa? Dlaczego w ogóle coś powinnaś albo nie powinnaś? Bo tak Ci napisali na forum? Wyrażę bardzo niepopularne zdanie, ale ponieważ sprawa jest sercowa to ja radziłabym Ci podejść do niej wg. tego co Ci serce dyktuje. Na podstawie tego co napisałaś i jak napisałaś wydajesz się mądrą i rozsądną dziewczyną wiec szczerze wątpię, zebyś kierując się sercem popełniła wzgledem siebie jakieś niewybaczalne faux pas. Moim skromnym zdaniem lepiej żałować, że się coś zrobiło niż tego, że się nie miało odwagi czegoś zrobić, bo np. 'co ludzie powiedzą, on mnie tak potraktował itd.itp. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi,mamy lepsze i gorsze okresy, czasami gubimy się i popełniamy błędy, a potem odnajdujemy samych siebie, bijemy się w pierś, wyciągamy wnioski i idziemy do przodu. Twój partner też. A co by się stało - pytanie nie tylko do Ciebie - gdyby faktycznie okazało się, że chłopak się pomylił, że pognał za złudzeniami, ale dzięki temu wiele zrozumiał, a już na pewno kto jest dla niego najważniejszy i prosił o szansę na naprawę tego co zepsuł, czy wbrew sobie, dla dania mu nauczki, dla pokazania co stracił należy go odtrącić? Naprawdę osiągnęłaś już ten etap, że przeszłabyś nad tym odtrąceniem do porządku dziennego? Nie żałowałabyś po latach, ze nie dałaś mu tej szansy, ze może zrezygnowałaś z czegoś ważnego? Nie wiesz jak ułoży Ci się życie, więc po co je sobie dodatkowo komplikować. Nie myśl co ludzie powiedzą - brat, rodzice, forum itp. to Twoje życie i masz je tylko jedno. Kobiety po raz n-ty dają szansę alkoholikom, przemocowcom itp. a tu takie negatywne nastawienie wobec porządnego faceta, który się pogubił. Wiewiórko droga, podpisuję Ci to co napisała blond suflerka , też nie chcę robić Ci nadziei, ale nie rozumiem tego trwania w zawieszeniu i z jakiego powodu - zranionej dumy? Nie lepiej wiedzieć a czym się stoi i na tej podstawie podejmować decyzje, zamiast miętolić w nieskończoność prezentowane na forum scenariusze?
                              • emigrantkaaa Re: świetnie powiedziane 11.06.14, 01:53
                                > Nie chciałam zmieniać wątku w blog, przykro mi,
                                > że z czyjegoś punktu widzenia robię coś niewłaściwego.

                                Ależ niczego takiego nie napisałam. Przeciwnie, wątek naprawdę uważam za ciekawy.
                                Pozdrawiam!
                              • mi_konka Re: świetnie powiedziane 11.06.14, 07:38
                                Wiewiórko, no co Ty, nikt do Ciebie nie ma pretensji, ze zamieniasz wątek w blog i na pewno nie robisz nic niewłaściwego informując co dalej się w Twojej sprawie dzieje. Na pewno nie przestawaj .
                                A co do meritum. Zgadzam się tu z Adorrą. Chyba lepiej żałować że się coś zrobiło, niż na odwrót. Ja bym się spotkała, przecież przysłowiowa korona Ci z głowy nie spadnie jak to zrobisz, no i będziesz wiedziała o co byłemu chodzi, a nie gubiła się w domysłach. Pozdrawiam ciepło i powodzenia :) Daj znać jaką decyzję podjęłaś.
                              • blond_suflerka Re: świetnie powiedziane 11.06.14, 08:09
                                Bardzo mi się podoba to co napisała Adorra0. Chciałam napisać mniej więcej to samo więc już nie będę powtarzać;)
    • hipinka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 11.06.14, 21:52
      spotkaj się z nim, wyjaśnij wszystkie niedomówienia, powiedz mu to na co masz ochotę, wygarnij lu nie, ALE W KOŃCU ZAMKNIJ TĄ SPRAWĘ, bo nie daje ci ona żyć
      i tak jak dziewczyny napisały: nie myśl o tym, jak POWINNAŚ się zachować, zachowaj sie tak, jak podpowiada ci instynkt czy serce, jak zwał tak zwał
      • lena575 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 12.06.14, 01:38
        Z tym "sercem" to nie takie proste, czasem podpowiada to, co neguje rozum. Na zdrowy rozsądek początek związku z "pauzą dla byłej" nie jest dobrą opcją. W życiu tak bywa, że w kryzysie sięgamy do źródeł, do tego co nas połączyło i co była podstawą. Uruchamiamy to zaufanie które daliśmy sobie na początku, takie wielkie i nasze.
        Gorzej, gdy nie ma do czego sięgać. A tu nie będzie ...
        • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 12.06.14, 03:25
          To zbudują od początku nową/lepszą jakość, są młodzi, całe życie przed nimi.
          • lena575 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 12.06.14, 09:32
            Zbudowaliby albo nie. Bo wiewiórka tez jest już "byłą". Wracanie od jednej byłej do drugiej byłej niekoniecznie musi się udać. Czasu się nie cofnie i nie będzie tak jak dawniej.
            To tak jakby od zdrady zaczynać związek, bo - jeśli rzeczywiście chciałby wrócić - to tak to trzeba nazwać. Tylko zdeterminowana cieszyłaby sie, ze jednak wybrał ją. Taki stary-nowy związek to relacja nad którą ciężko trzeba pracować. Czy warto? Takie "odgrzewane kotlety" nie smakują.
            Jeśli, oczywiście pan by chciał wrócić.
          • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 12.06.14, 16:56
            Facet miałby na przyszłość ustaloną procedurę: po zdradzie (bo to jest właśnie zdrada, nic innego) należy wydzwaniać i kupować kwiaty. Następnie nalegać na spotkanie, wszystko sobie "wyjaśnić". Potem pomalutku wkraść się w łaski na nowo.
            Procedura wyjścia i wejścia. :D
            Po ślubie albo jakby się pojawiło dziecko, mógłby już się tak bardzo nie krygować.

            Miałam podobnie, tylko że byłam tą "byłą". Ale facet, chociaż go mocno trafiło po latach, nawet nie mrugnął okiem, był lojalny wobec obecnej kobiety. Szanuję go za to.
            Ex Wiewiórki może i nie jest ostatnim draniem, ale kochającym, oddanym i lojalnym partnerem nie był. Zawsze zostanie zgrzyt. Bo wybaczyć to można dziecku, że skłamało a nie dorosłemu facetowi, który zna skutki swojego postępowania.
            • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 12.06.14, 18:17
              maracooja napisała:

              > Facet miałby na przyszłość ustaloną procedurę: po zdradzie (bo to jest właśnie
              > zdrada, nic innego) należy wydzwaniać i kupować kwiaty. Następnie nalegać na sp
              > otkanie, wszystko sobie "wyjaśnić". Potem pomalutku wkraść się w łaski na nowo.
              > Procedura wyjścia i wejścia. :D
              Wdrukowana procedura po jednorazowej sytuacji?
              > Po ślubie albo jakby się pojawiło dziecko, mógłby już się tak bardzo nie krygow
              > ać.
              >
              Mógłby, jeżeli z góry założymy, że owa "sentymentalna podróż"zmieni się w notoryczne zdrady, za każdym razem z inną kochanką. Jeżeli nie przyjmiemy takiego założenia, równie dobrze może być tak, ze gościu przekonał się, ze gonił za ułudą, za wspomnieniami, z którymi w rzeczywistosci nic go już nie łączy, szczerze żałuje tego jak zachował się wobec Wiewiórki i tylko z nią chce być i zrobi wszystko, zeby była z nim szczęśliwa. Nie rozumiem, dlaczego od razu trzeba zakładać najgorsze, zwłaszcza, że w tym momencie nie wiemy po co chce się z nią spotkać, może tylko po to, żeby ją przeprosić i podziękować za wspólnie spędzony czas. Znasz wielu ludzi, którzy się tak rozstają, bo ja nie. Większość się "zmywa" i nie zawraca sobie głowy uczuciami byłej już partnerki/partnera

              > Miałam podobnie, tylko że byłam tą "byłą". Ale facet, chociaż go mocno trafiło
              > po latach, nawet nie mrugnął okiem, był lojalny wobec obecnej kobiety.
              Widocznie aż tak mocno go nie trafiło, za mało wiemy, jaką miał motywację, zeby od razu stawiać mu pomnik.
              • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 09:55
                To naprawdę fascynujące, jak niektóre kobiety niegodziwość mężczyzny rujnujące fundamentalne zaufanie w związku potrafią sobie same wytłumaczyć, zinterpretować a przy maleńkim wysiłku onego nawet przebaczyć i zapomnieć. :D
                • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 10:18
                  Doświadczanie wątpliwości, kryzysów(osobistych czy w związku) czy w ogóle różnych uczuć nie jest niegodziwością. Niegodziwością moze być czyjeś zachowanie ale tutaj też liczą się intencje i kontekst. To jest właśnie to cos co mają/miewają mężczyźni i kobiety, którzy nie są prości;)
                • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 10:40
                  To naprawdę fascynujące jak niektóre kobiety usiłują swój żal i frustrację odreagować na ludziach, których nawet nie znają, wymyślając scenariusze, które niekoniecznie muszą mieć coś wspólnego z rzeczywistością. To naprawdę fascynujące dlaczego niektórym kobietom tak zależy, żeby inna kobieta pozostała zimną królową. Ktoś te kobiety musiał bardzo skrzywdzić?
                  • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 10:52
                    A teraz zaczyna się analiza moich pobudek, doświadczeń, traum i frustracji. :D
                    Nie jestem odosobniona w mojej ocenie sytuacji na wątku a jedynie wyrażam się, jak rozumiem, zbyt kategorycznie. Tak już jestem. Zdania kwestii Pana Rozdygotanego nie zmienię, bo on się sam zdyskwalifikował. Ale jak ktoś lubi dzielić włos na czworo to bardzo proszę. Potem możę założyć kolejny rozdzierający wątek. :D
                    • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 11:07
                      "To naprawdę fascynujące, jak niektóre kobiety niegodziwość mężczyzny rujnujące fundamentalne zaufanie w związku potrafią sobie same wytłumaczyć, zinterpretować a przy maleńkim wysiłku onego nawet przebaczyć i zapomnieć"

                      Sama zaczęłaś:-)
                      • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 11:14
                        Nie za bardzo rozumiem ale mi to zupełnie nie przeszkadza. :)
                        • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 11:19
                          maracooja napisała:

                          > Nie za bardzo rozumiem ale mi to zupełnie nie przeszkadza. :)

                          To dobrze :-), bo nie mam ochoty tego przeciągać :-)
                  • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 10:52
                    A teraz zaczyna się analiza moich pobudek, doświadczeń, traum i frustracji. :D
                    Nie jestem odosobniona w mojej ocenie sytuacji na wątku a jedynie wyrażam się, jak rozumiem, zbyt kategorycznie. Tak już jestem. Zdania kwestii Pana Rozdygotanego nie zmienię, bo on się sam zdyskwalifikował. Ale jak ktoś lubi dzielić włos na czworo to bardzo proszę. Potem może założyć kolejny rozdzierający wątek. :D
                  • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 11:03
                    adorra0 napisał(a):

                    > To naprawdę fascynujące d
                    > laczego niektórym kobietom tak zależy, żeby inna kobieta pozostała zimną królow
                    > ą. Ktoś te kobiety musiał bardzo skrzywdzić?

                    Mysle, ze wysnuwasz bledne wnioski :-) Akurat autorka watku wydaje sie ( chyba nam wszystkim ) wartosciowa, mila, poukladana osoba. Nikt nie ma zamiaru jej krytykowac, ani tym bardziej w inny brzydki sposob jej dowalic. Zreszta ona sama czuje, ze zaangazowanie tego mezczyny w ich zwiazek bylo niewystarczajace. Co w takim razie uwazasz mialybysmy jej doradzic ? Moze moglaby np. odczynic czary, zeby pan zapomnial o tamtej, ale...no sama wiesz, ze to raczej nieskuteczne ;-)
                    • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 11:10
                      No cóż....Wy skupiacie się na przedstawieniu pana w jak najbardziej niekorzystnym świetle, ja biorę pod uwagę uczucia Autorki, a ona pisze o tym, że serce jej zabiło. Na litość boską - chodzi o jedną rozmowę, nie o całe życie.
                      • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 11:37
                        Ja się nie skupiam na Panu Rozdartym, tylko na faktach. Różnimy się tylko ich oceną.
                        Część z piszących woli widzieć go przez pryzmat tychże faktów jako wartościowego, miłego gościa, który się zagubił na zakręcie własnych uczuć, ale to nic, bo z tej mąki może być jeszcze chleb.
                        To jest myślenie życzeniowe. Lepiej dla kobiety jest kiedy nie musi sobie dorabiać filozofii do zachowania Pana, tylko widzi wszystko ostro i dobitnie. Widzieć fakty takie jakie są. Jak facet kocha, to to widać. Widać i niczego nie trzeba interpretować. A jak na razie to co mamy?
                        Była przybyła, Pan się rozdarł i zakończył związek, chadza do parku z byłą, co nie przeszkadza mu słać kwiatów i spotykać się z porzuconą, by porozmawiać nie wiadomo o czym.
                        Naiwnością jest myślenie, że chce wyznać miłość, wrócić. A jeśli nawet, to że byłoby to szczere i nie ma żadnego związku z tym, że Pan sobie wszystkie za i przeciw przekalkulował, tudzież, że była zwyczajnie nie ma ochoty na związek z nim.

                        Wiewiórka zrobi, jak jest serce i rozum podyktuje. Cokolwiek zrobi, zrobi to dla siebie i to będzie dobre. Dziewczyna wydaje się być wartościowa, poukładana i nie da się, w dłuższej perspektywie zranić.
    • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 14.06.14, 23:04
      Słabe to. Umówiliście się, że to *ty* zainicjujesz kontakt? Umówiliście. Ile pan wytrzymał? Tydzień. I już śle kwiaty. I już spotykać się chce. A wypadałoby postąpić wg elementarnych zasad dobrego wychowania i nie narzucać się eks kobiecie z wyrazami zainteresowania, których ona sobie wyraźnie nie życzy.
      To natomiast, czego pan sobie teraz życzy i czego teraz chce, przestało się liczyć w momencie, gdy zażądał przerwy w związku na ustalenie, czy z pierwszą byłą da się jeszcze coś skombinować, czy już nie. Słabe to strasznie i świadczy o panu fatalnie, niestety.
      Wiewiórko, jeśli czujesz się na siłach i jeśli uważasz, że spotkanie z panem może przynieść *tobie* coś dobrego (oficjalne zamknięcie tego rozdziału życia/możliwość wyartykułowania, jak cię skrzywdził/dowolne), to spotkaj się. Dla siebie. Jeśli nie widzisz żadnych pozytywnych aspektów spotkania, odpuść sobie. Szkoda nerwów.
      • emigrantkaaa Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 02:27
        > Umówiliście się, że to *ty* zainicjujesz kontakt? Umówiliście. Ile pan
        > wytrzymał? Tydzień. I już śle kwiaty. I już spotykać się chce. A wypadałoby
        > postąpić wg elementarnych zasad dobrego wychowania i nie narzucać się eks
        > kobiecie z wyrazami zainteresowania, których ona sobie wyraźnie nie życzy.

        Eee, przesadzasz :) Raptem wysłał kwiaty, a Ty się zniesmaczasz, jakby stalking uprawiał :P
        • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 03:29
          Ale ona tych kwiatów, telefonów i sms'ów nie chce. Nie życzy sobie. Jasno to wyartykułowała. Jaśniej się chyba nie da. Jeśli facet tego nie rozumie, jest ograniczony umysłowo. Jeśli natomiast rozumie, ale z rozmysłem olewa to cóż, jest zwykłym gnojem. W obu przypadkach natomiast kwalifikuje go to do odstrzału sanitarnego.
          • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 11:36
            Spotkać się czy nie rozwiązało się samo, bo facet po prostu czekał na mnie, gdy wyszłam z pracy. Jasne, że i wtedy można powiedzieć „nie”, ale stwierdziłam, że dam radę - i tylko odmówiłam kategorycznie pójścia do lokalu, powiedziałam, że możemy pójść do jego auta.
            Cóż więc tajemniczego miał mi do powiedzenia: zaczął, że przeprasza mnie za wszystko, że nie chciał mnie skrzywdzić, że naprawdę było mu ze mną bardzo dobrze, nie umie wyjaśnić, dlaczego pojawienie się byłej teraz tak skomplikowało wszystko (przy „skomplikowało” aż mną zatrzęsło), może dlatego, że gdy skończył się jego związek z nią, nie miał możliwości szczerej rozmowy i wyjaśnienia różnych spraw. Dlatego gdy teraz poczuł, że ciągle coś nie jest zamknięte, chciał nabrać trochę dystansu i nie spotykać się ze mną - ale że zobaczył, że to „źle odebrałam” i żałuje tego bardzo, że bardzo szybko zrozumiał że to był błąd, natomiast chce być ze mną i jest tego absolutnie pewny.
            (powtarzam treść mniej więcej tymi samymi słowami, na 100 proc. identyczne jest „skomplikowało” i że „żle odebrałam”).
            No to ja spytałam, czy to wszystko, on - tak, ja że dziękuję za wyjaśnienia, wysłuchałam czy mogę iść. On: czyli co? Ja że to chyba jasne, miło z jego strony, ale chyba nie będzie naiwny i nie myśli, że po czymś takim wrócę do niego. Odpowiedział, że wtedy chciał być uczciwy. Spytałam, czy uczciwość polega na tym, że przerywa się związek, by bez wyrzutów spotykać się z inną kobietą. On, że spotykał się z nią neutralnie, nie w domu nawet itp., tak jak teoretycznie można z koleżanką. Ja-że ok, on to widzi tak, ja inaczej.
            Spytał, więc jak ja to widzę. Odpowiedziałam (cały czas spokojnie), że tak jak on robi tylko osoba, która kogoś nie kocha, i że to zrozumiałam. On, że to jest mój punkt widzenia. No to tu nie wytrzymałam, i zaczęłam głośno mówić, jak on by się czuł na moim miejscu, bo ja to odbieram tak, że w najlepszym razie chciał przemyśleć, kogo woli, co też jest dla mnie jednoznaczne, a być może po prostu chciał wysondować, czy da się wrócić do byłej. On, że to nieprawda, i jeśli chcę wiedzieć, to akurat ona chciała wrócić, i że gdyby było, jak mówię, to na przykład przespałby się z nią, bo wyraźnie miała na to ochotę, ale nie zrobił tego, bo właśnie chciał być uczciwy.
            Tu już mnie trafiło, zaczęłam krzyczeć, że niech jeszcze dorzuci, że nie zrobił, mimo że sam też miał ochotę, wtedy podkreśli swoją szlachetność - i że już mnie mdli, gdy od niego słyszę o uczciwości, bo uczciwy człowiek nie chodzi potajemnie na randki i nie ogląda w nocy zdjęć na balkonie, a przede wszystkim nie wykopuje partnerki ze związku, i że uczciwa to byłam ja, i czy cokolwiek ma mi do zarzucenia, czy go czymkolwiek kiedykolwiek zawiodłam?
            Powiedział, że nie, ze spuszczoną głową, i jeszcze, że strasznie żałuje tego błędu. Ja powiedziałam już spokojniej, że jeśli nawet z jakiegoś ludzkiego punktu widzenia ktoś może rozumieć jego rozterki, to on powinien zrozumieć mnie, i że to jest koniec.
            On nic, tylko kiwnął głową, ja wyszłam z auta, i już.
            Ze dwa dni psychicznie dochodziłam do siebie, ale nie żałuję tego, dobrze że rozmowa miała miejsce. Zresztą wczoraj już było znośnie.Dziewczyny, przepraszam że nie odniosę się do dyskusji, widziałam, że macie różne opinie. Ja zrobiłam to, co mogłam i czułam, i nie uważam, że to było niedojrzałe.
            PS. Jak widać nic szczególnie odkrywczego w jego tłumaczeniach nie było.
            • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 11:49
              Wiewiórko, zrobiłaś bardzo dobrze. Przytulam Cię mocno i trzymam kciuki, żebyś szybko się z tym uporała.
            • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 12:23
              Czyli jednak uczciwy jest. Wzbudziłaś we mnie mnóstwo sympatii do niego tym opisem:-)
              Tobie proponuję analizę własnych uczuć. Czy Twoja zazdrość, uczucie odrzucenia, upokorzenia, jest silniejsze od miłości do niego? Jeśli tak, odpuść sobie faceta i wybierz na poszukiwanie Tego, który nigdy nie popełnia błędów i nie ma rozterek. Powodzenia życzę:-)
              • pom Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 13:07
                Jak dziewczyna kocha, to mu przebaczy.
                Pod warunkiem, ze on ją naprawdę kocha i na to wybaczenie jest zdolny długo czekać.
                Bo zranione uczucia kobiety to nie jest grypa, która leczona przejdzie za dwa tygodnie.
                • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 13:14
                  Mam nadzieję, że już teraz jest pewny swoich uczuć i że będzie się baaaardzo starał odzyskać jej zaufanie i miłość.
              • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 13:24
                > Czyli jednak uczciwy jest
                Czyli jednak była go nie chciała... w postępowaniu Pana Rozterki nie widzę ani grama uczciwości. Egoizm natomiast spory! Nie ma też grama miłości, żadnej spontaniczności, natomiast duża doza kalkulacji co się Panu w danym momencie najbardziej opłaca...
                > Wzbudziłaś we mnie mnóstwo sympatii do niego tym opi
                > sem:-)
                A we mnie ten opis wzbudził jeszcze wiekszą niechęć.
                • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 13:27
                  Jak się rzuci pod koła jej samochodu, albo skoczy z wieżowca z jej imieniem na ustach to będzie wystarczająco spontanicznie?;-)
                • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 13:32
                  Masz prawo uważać co chcesz, kłócić się nie będę.
                  Dodam tylko, że takie szczere wyznanie musiało go sporo kosztować i podziwiam jego odwagę.
                  • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 13:54
                    Facet nie powiedział wiewiórce nic, czego ona by nie wiedziała - gdzie ta szczerość? Powiedział dokładnie to, o czym pisała kilkakrotnie maracooja oraz na samym początku forumka, która powinna sobie kupić kryształową kulę :-D
                    I jeszcze a propos spontaniczności: poza skokiem z wieżowca a mdłą rozmową w samochodzie jest milion różnych innych scenariuszy :-) Powinien chociażby wyleźć za nią z tego samochodu i próbować ja zatrzymać...kompletny brak jaj. Zawracanie głowy, bez sensu. Tu się zakochał, tam się odkochał, tu znowu te duże cyce go ciągną...nie jednak chce być z wiewiórką...sam nie wie czego chce...no ale jak lubicie takie mamałygi, to Wasza sprawa, ja wolę facetów, ktorzy wiedzą dokładnie czego chcą i do tego dążą nie zostawiając zgliszcz za sobą, bo potrafią na bieżąco porządkować swoje życie.
                    • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 14:06
                      O przepraszam :) ja też od pierwszego wpisu, jak how-ever pisałam, że zacytuję (24.05.2014, godz. 21.41)

                      Powiem więcej, jestem prawie pewna, że facet jeszcze zapuka do Twoich drzwi.
                      I tu są dwa wyjścia - albo go pogonisz i będzie miał się z pyszna, albo go pogonisz a on desperacko będzie wracał drzwiami i oknami, bo głupi zrozumie, że Cię zwyczajnie kocha. Ale to będziesz czuła, tak jak czułaś, że coś jest nie halo z byłą w tle.
                      Dasz sobie radę. Nie myśl, jako on rozdarty i przepraszający. Zadbaj o siebie teraz, bo to Ty najbardziej ucierpiałaś.
                      On pewnie nie jest z gruntu zły, tylko się zamotał i wplątał w to Ciebie.
                      Myślę, że jest możliwe nowe rozdanie między Wami, jak już się natnie i sparzy kolejny raz na byłej, ale Ty już możesz być w zupełnie innej rzeczywistości i to Ty możesz rozdawać karty.


                      A poza tym, do tego co Celestyna bardzo trafnie opisała, przypomnę tylko, że facet swoje wątpliwości "rozwiewał" jeszcze na potajemnych spotkaniach z byłą, kiedy to Wiewiórka nawet o tym nie wiedziała. I dopiero jej twarda postawa go otrzeźwiła, zrozumiał Rozdarty, że nie może się "rozdzierać" bez poczucia bezkarności, i przekonania, że Wiewiórka będzie w odwodzie. Krótko mówiąc, Wiewiórka swoją bezkompromisową godnością kobiecą zakłóciła mu proces dalszego rozdarcia. :D
                      A już poważnie mówiąc: jeśli OBOJE NAPRAWDĘ SIĘ KOCHAJĄ, to znajdą drogę do siebie. Ale to potrwa długo, nie miesiąc czy dwa.
                      Jeżeli jednak Pan będzie taki bezjajeczny to szanse są niewielkie, bo jak widac, w tym związku jaja miała Wiewiórka.
                      • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 14:17
                        maracooja napisała:
                        > A już poważnie mówiąc: jeśli OBOJE NAPRAWDĘ SIĘ KOCHAJĄ, to znajdą drogę do sie
                        > bie. Ale to potrwa długo, nie miesiąc czy dwa.

                        Myślę, że co do tego wszystkie jesteśmy zgodne :-)
                      • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 14:50
                        Zwracam honor ;-) I to wpis z 24 V !!! W sprawach sercowych wszystko jest do przewidzenia, bo wszystko jest banalnie powtarzalne.
                    • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 14:15
                      Za dużo naoglądałaś się komedii romantycznych, bo tylko tam bohaterowie na poczekaniu wiedzą jak się zachować - on wybiega za nią z samochodu, dogania, mocno przytula do siebie, ona wyrywa się, płacze, on powtarza, ze ją kocha. Scena końcowa - całują się namiętnie, a potem objęci odchodzą w stronę zachodzącego słońca. Proszę Cię.....
                      • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 14:24
                        Myślę, że to był przykład. Dalsze dni i tygodnie pokażą, ile są warte jego słowa.
                        Piłka jest po jego stronie i nie rolą Wiewiórki jest mu cokolwiek ułatwiać.
                        • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 14:26
                          Przykład na co? Na to jakie zachowania są właściwe i jedynie słuszne w podobnej sytuacji, a jakie nie? Jest jakiś szablon obowiązujący w takich sytuacjach? A to nie jest przypadkiem tak, ze ile ludzi tyle możliwych zachowań w takiej samej sytuacji?
                          • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 14:30
                            Takie zachowanie, po którym Wiewiórka uwierzy w jego miłość, jeżeli ta miłość w nim jest. Poczuje, uwierzy i na nowo przekona się do niego.
                            • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 14:40
                              Dobrze, że zaznaczyłaś, ze ma przekonać Wiewiórkę nie forumki;-)
                          • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 14:41
                            Kurcze! Muszę jeszcze raz powtórzyć: ludzie zakochani zawsze i wszędzie i w każdej sytuacji zachowują się tak samo! Reagują tak samo! Pan próbował na pół gwizdka a nie jak osoba zakochana, której miłość życia odchodzi. Szkoda mu utracić bezpieczny związek, gdy z byłą mu nie wyszło lub nie wyjdzie...bo do końca nie wiadomo jak to z tą byłą jest, bo kwiaty były równolegle z randką w parku.
                            • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 14:52
                              Celestyno, przykro mi bardzo, ale to truizm co napisałaś. Gdyby to była prawda to znaczyłoby tyle, ze nie mamy za sobą róznych doświadczeń, że wywodzimy się z tych samych środowisk, ze byliśmy tak samo wychowywani i mamy te same wzorce wyniesione z domu, a przecież tak nie jest. Samo zakochanie to piekny stan, jak najbardziej, i dopóki jest bezproblemowo to jeszcze mogę się zgodzić, ze wszyscy reagują tak samo. Jednak myslę, ze to się zmienia w momencie pojawienia się problemów, jakichkolwiek. Wtedy się różnimy w reakcjach.
                              A wracając do chłopaka z wątku - nie zgadzam się, ze brak jakiejś(jakiej?) natychmiastowej/spontanicznej reakcji go przekreśla. Tak jak napisała marakooja - piłka jest po jego stronie i tylko od niego zależy czy przekona Wiewiórkę co do swoich uczuć. I zgadzam się, ze to wymaga czasu.
                            • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 14:54
                              A skąd wiesz, ze to była randka?
                              • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 15:00
                                :D
                                niech skonam
                                Randka to spotkanie dwóch osób atrakcyjnych dla siebie również seksualnie, które w toku spotkania badają własne i wzajemne odczucia, czy mogą być parą w przyszłości. Na krócej lub dłużej.
                                Coraz bardziej lubię ten wątek. :D
                                • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 15:07
                                  I najbardziej za jego nieuczciwością przemawia to, że owa randka miała miejsce w parku, gdzie widziało go pół miasta. No boki zrywac, albo....skonać
                                  • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 17:00
                                    Najbardziej za jego nieuczciwością przemawia to, że owa randka w ogóle miała miejsce.
                                    (przypominam, że przed owa randką wysłał do drugiej kobiety kwiaty)
                      • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 14:34
                        No i powiedz, czyż nie byłoby fajnie :-D tyle tylko, że tu mamy dramat obyczajowy, niestety bez Happy Endu... nawet gdyby się zeszli ponownie, to ja szczęścia temu związkowi nie wróżę... Pan Rozdarty poleci za kolejną "cycatką" jak w dym a wiewiórka (jeżeli teraz da się nabrać na plewy) bedzie całe życie w odwodzie...
                        Przypomniałaś mi film Bed of Roses - muszę sobie go dzisiaj obejrzeć :-D - zakończenie cudowne i bardzo adekwatne, tylko na końcu mamy "a potem żyli długo i szczęśliwie" a w przypadku Pana Rozdartego może być tylko "długo i nieszczęśliwie".
                        • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 14:45
                          Celestyno (bardzo podoba mi się Twój nick:-), napisz dlaczego nie wróżysz szczęścia temu związkowi i dlaczego sądzisz, że będzie jakaś następna pani. Wiewiórka nie wspominała o tym, że będąc z nią w związku interesował się innymi, chyba że to ja niedoczytałam. Naprawdę interesuje mnie skąd się wziął Twój tak kategoryczny osąd.
                          • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 14:58
                            To proste. Uważam, że wiewiórka była w złym miejscu w złym czasie i spotkała Pana Niuporządkowanego, dla którego była tylko plastrem, była zamiast, była na przeczekanie. To może brutalne ale Pan, swoim postępowaniem, udowodnił, że w 100% prawdziwe.
                            A sądzę, że będzie kolejna, bo wiewiórka nie jest tą właściwą dla pana, on szuka czegoś innego a ten kto szuka to zwykle znajduje.
                            • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 15:12
                              Celestyno, Wiewiórka spotkała pana półtora roku po rozstaniu z byłą. W międzyczasie podobno były inne związki, o których Wiewiórka nic nie wie, ale skoro były to znaczy, ze trwały krócej niż związek z Autorką wątku. To jest bez znaczenia?

                              Ps. Ja do niczego Cię nie przekonuję. Po prostu rozmawiamy. Mam inny punkt widzenia i na razie nic do panie z "drugiej frakcji" w tym wątku napisały mnie nie przekonuje, ale nigdzie nie napisałam, że jestem nieomylna.
                          • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 15:12
                            Adorro, mam wrażenie, że historia przez Ciebie opisana, w której kobieta żyje 16 lat w małżeństwie z facetem, który ją porzucił po ślubie z dzieckiem /jakoś tak/ przesłania Ci obraz opisywanej historii.
                            W Twojej historii kobieta miała dziecko i była w zupełnej sytuacji życiowej, podejrzewam, że zwyczajnie przekalkulowała, co będzie dobre dla jej dziecka również. Może też w grę wchodziło bezpieczeństwo finansowe, bardzo możliwe. Coś się tam tliło, więc swoją dumę schowała pod miłością do dziecka i innymi prozaicznymi sprawami. A i tutaj facet musiał się pewnie niebywale i długo wykazywać, że on tego związku chce. Kwitowanie tego tylko tym, że go "kochała" to jak rodem z Harleqiuna, wybacz.

                            A Wiewiórka nie ma nic do stracenia, więc po co jej ktoś taki, który nie ogarnia, co do niej czuje.
                            • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 15:18
                              > on tego związku chce. Kwitowanie tego tylko tym, że go "kochała" to jak rodem
                              > z Harleqiuna, wybacz.
                              To nie są moje słowa. Byłam może nie w środku, ale bardzo blisko tej historii kiedy się działa i pamiętam jej rozgoryczenie, rozżalenie na reakcje różnych "życzliwych" w momencie kiedy dokonała takiego wyboru. Ta historia to był tylko przykład na to, ze jeżeli komuś raz powinęła się noga to wcale nie musi potykać się już zawsze. Kolejny scenariusz prezentowany w tym wątku, tylko tyle.
                              • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 15:33
                                Nie ośmieliłabym się krytykować takich wyborów, jak Twoja znajoma, niezależnie od własnej oceny sytuacji. Chodziło mi tylko o uwydatnienie, że nasze wybory są wynikiem wielu zmiennych. Ale i tak muszą mieć jakieś podstawy po stronie drugiej osoby.
                                Tytułem wtrącenia. :)
                                • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 15:38
                                  Marakooja ja się z Tobą zgadzam, zresztą nie tylko w tym co wyżej napisałaś. Czas pokaże co będzie, ale mam nadzieję, ze cokolwiek czas pokaże Wiewiórka z nim czy bez niego będzie szczęśliwa:-)
                          • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 15:26
                            adorra0 napisał(a):

                            > Celestyno (bardzo podoba mi się Twój nick:-), napisz dlaczego nie wróżysz szczę
                            > ścia temu związkowi i dlaczego sądzisz, że będzie jakaś następna pani.

                            Wprawdzie nie jestem Celestyna, ale tez nie wrozylabym szczescia temu zwiazkowi. Dlaczego ? Dlatego, ze zaden zakochany facet nie ucieka z lozka w srodku nocy, zeby ogladac zdjecia innych babek. Nie mialby na to czasu ani ochoty ;-) W przypadku Wiewiorki, skoro nie mieszkali razem, mogl sobie poogladac te zdjecia w inny dzien tygodnia, a nie w weekend kiedy spedzal ze swoja dziewczyna noc. No smutne, wiem, ale dla mnie takie zachowanie faceta zadna miara nie wrozy pomyslnego zwiazku w przyszlosci.
                            • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 15:30
                              No i to jest sensowny argument:-) Masz rację, na oglądanie zdjęć byłej wybrał sobie bardzo niefortunny moment.
                              • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 17:41
                                Nie, to nie jest argument w dyskusji z ostatnich godzin. To wszystko, co pan zrobił przed rozstaniem z wiewiórka, jest jednym wielkim argumentem do przeprowadzenia odstrzału. I to już wcześniej wiewiórka zrobiła - odstrzeliła pana, bo w tamtym momencie innego wyjścia nie było.
                                Teraz dyskutowałyśmy o tym, dlaczego ponowny zwiazek wiewiórki z panem będzie nieszczęśliwy. I tu wg mnie nie ma dobrych argumentów, bo to jest tylko takie sobie gdybanie.
                                To jak pan się zachował daje jakiś tam obraz tego jakim jest człowiekiem. Ale to niefajne zachowanie pana jest bardzo różnie przez forumki postrzegane, łącznie z dużymi wyrazami sympatii. I to jest wszystko. Nie wiemy nic więcej. Dla mnie facet nie zachowuje się jak osoba zakochana w wiewiórce, dla innych wprost przeciwnie.
                                I dlatego czujesz niedosyt argumentacji, ale żadna z nas nie wie co będzie dalej, możemy tylko przypuszczać jak będzie, mając na uwadze jakies tam swoje doświadczenia.
                                Ja myślę, że takie przejścia, łącznie z zerwaniem przez pana, bo pojawiła się na horyzoncie inna, bardziej dla pana atrakcyjna, kobieta, nie rokują dobrze na przyszłość. I to jest koniec mojej argumentacji. A wiewiórka i tak podejmie swoje decyzje w oparciu o swoje uczucia, przemyślenia, doswiadczenie (i ewentualną wiarę w to co tam pan jej namota)
                                • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 18:59
                                  > Ja myślę, że takie przejścia, łącznie z zerwaniem przez pana, bo pojawiła się n
                                  > a horyzoncie inna, bardziej dla pana atrakcyjna, kobieta, nie rokują dobrze na
                                  > przyszłość. I to jest koniec mojej argumentacji.
                                  Nie zgadzam się z Tobą. Byłabym w stanie to przyjąć gdyby to była inna/bardziej atrakcyjna, ale obca kobieta. Wtedy byłabym pewnie w tej samej frakcji co Ty, od początku do końca i też nie dawałabym im szans. Niestety, to była kobieta, którą kiedyś bardzo kochał i dlatego jestem w stanie zrozumieć, że się pogubił.
                                  Mam w rodzinie kuzynkę 20 lat po ślubie. 1/2 tego czasu zeszło jej na myśleniu o innym facecie. Też przeglądała zdjęcia, szukała go w necie, chociaż muszę przyznać, ze nie nawiązała z nim kontaktu, ale może dlatego, ze facet ma bardzo atrakcyjną żonę, a kuzynka się trochę zapuściła i wiem, ze się siebie takiej wstydzi. No, ale nie przeszkadzało jej to wzdychać do byłego, a dystansować się do męża. Przez większość czasu po urodzeniu dziecka żyli nie jak małżeństwo, ale jak rodzeństwo/koledzy - bez kłotni, ale i bez specjalnej bliskości. I w ubiegłym roku coś się zmieniło, doceniła swojego męża i swoje życie, przestała marzyć o niemożliwym. Zrozumiała ile mogła stracić. Tyle, ze mąż o niczym nie wiedział. Może coś czuł, może się domyslał, ale nigdy nic nie powiedział. Jest uczciwa czy nie?
                            • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 17:47
                              > . Dlaczego ? Dlatego, ze zaden zakochany facet nie ucieka z lozka w srodku nocy
                              > , zeby ogladac zdjecia innych babek.
                              Ale spójrz ile osób na forum każe się ogarnąć wiewiórce, ma zrewidować swoje uczucia i nie reagować histerycznie. Dla mnie szok! Biedny misiu się ponoć tylko pogubił w swoich sentymentach...
                              • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 19:56
                                Bo tęsknota za tzw. wielką miłością każe niektórym, bez właściwego poczucia własnej wartości, iść na wiele kompromisów z własnymi uczuciami, bagatelizując fakty.
                                A z drugiej strony imo istnieje /wciąż, niestety/ kulturowe przyzwolenie na niedojrzałe zachowanie dorosłych mężczyzn i oczekiwanie pobłażliwości wobec kobiet.
                                • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 20:13
                                  Nie wiem czy Tobie i Celeste zazdrościć wysokiego poczucia własnej wartości czy się Was bać. Szczerze mówiąc , wolę już być pobłażliwą kobietą niż cyborgiem niezdolnym do wyobrażenia sobie co czuje kochająca kobieta potraktowana w taki sposób. Wy zakładacie, ze tylko gniew, upokorzenie, poczucie krzywdy. Ja uważam, ze "złe" uczucia walczą w Wiewiórce z "dobrymi", zresztą może Autorka za jakiś czas jak emocje opadną sama się wypowie. Zazdroszczę Wam tego braku wątpliwosci i 0-1 podejścia do życia. No, ale to jest cudze życie....

                                  • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 20:25
                                    Przed chwilą przeczytałam jeszcze raz ostatni post Wiewiórki. Napisała, ze dwa dni dochodziła do siebie, ale że niczego z tamtej rozmowy nie żałuje, zakładam, ze pisząc to miała na myśli, ze w tym samochodzie to ona postawiła kropkę nad i i zakończyła tę znajomość. Wychodzi na to, ze to ja się myliłam, że Autorka wie czego chce, jest przekonana do swoich racji, a czas załatwi resztę.
                                  • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 20:35
                                    Bycie asertywnym jest czasem darem, czasem efektem ciężkiej pracy nad sobą.
                                    Może dlatego, że byłam raniona i sama raniłam, jestem tak pewna tego, co piszę.
                                    I podziwiam bardzo Wiewiórkę, że mając 20 parę lat jest tak dojrzała, zdecydowana i asertywna właśnie. Ona jutro podniesie głowę, uśmiechnie się i nie będzie zażenowana tym, jak się zachowała.
                                    Bardzo bym sobie życzyła mieć w jej wieku takie podejście do życia. :)
                                    • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 20:55
                                      maracooja napisała:

                                      > Może dlatego, że byłam raniona i sama raniłam, jestem tak pewna tego, co piszę.
                                      Tak myślałam, ze mamy inne doświadczenia. Jakoś tak się w moim życiu działo, ze nie doznałam specjalnego zawodu i nie miałam w związku z tym kryzysu wiary w ludzką uczciwość i dobroć. Mam tu na myśli relacje męsko-damskie. Niemniej, zdaję sobie sprawę, ze róznie bywa. Szkoda, ze facet spieprzył coś co było dobre.
            • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 13:07
              No coż, szkoda. Szkoda Ciebie, szkoda jego, szkoda tego związku i tej miłości.
              To co napisała Pade-arcyważne i trafne.
              Jeśli tylko nie pojdziesz w stronę bycia krolową lodu i doswiadczysz milości to pewnie za jakiś czas inaczej spojrzysz na niego, na tę sytuację i zobaczysz to wszystko z innej perspektywy.
              A może po prostu potrzebujesz jeszcze trochę czasu i wyrzucenia tych trudnych uczuć o których napisała Pade a potem jak już zostanie tylko miłość i tesknota za nim(a on wciąż jeszcze będzie czekał) to będzie dla Was szansa?
            • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 13:11
              Dlaczego tajemniczego? Od początku było jasne, ze przeprosi Cię i odejdzie, albo przeprosi i będzie chciał wrócić. Wiewiórko zrobisz jak uważasz, my znamy tylko jakąś historię, Ty znasz jeszcze uczucia, przede wszystkim swoje. Mam tylko jedno pytanie - jak Ty zachowałabyś się w dokładnie takiej samej sytuacji?
            • akn82 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 13:44
              Jakos bardzo histerycznie reagujesz na tą sytuację. Zastanów się nad własnymi uczuciami ich źródłem i motywacją zachowań. Dla mnie nieadekwatne do sytuacji.
              • zuzi.1 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 16:33
                Mysle podobniie jak maracooja i celestyna. Jesli facet jednak kocha autorke, tylko jest taki rozmemlany zyciowo, to teraz ma szanse sie zrehabilitowac. Czas pokaze.
                • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 19:48
                  >Jesli facet jednak kocha autorke, tylko jest taki rozmemlany zyciowo, to teraz ma szanse sie zrehabilitowac.

                  Ja z kolei nie odniosłam ani grama wrażenia, że Wiewiórka *chce*, by pan w jakikolwiek sposób się rehabilitował. Wręcz przeciwnie, myślę, że chce, by facet w końcu dał jej święty spokój. Nie raz i nie dwa napisała, że to dla niej definitywny koniec. Jeśli facet ma więc odrobinę oleju w głowie, powinien się wycofać. Sorry, takie są konsekwencje zażądania od totalnie zakochanej kobiety "przerwy w związku na przemyślenie". Pan, nawet średnio rozgarnięty, powinien był się z tym liczyć.
                  • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 20:05
                    Wyobrażam sobie, że Wiewiórka jest zwyczajnie bardzo głęboko zraniona i nie chce go oglądać na oczy. Przecież byli ze sobą ponad rok, już mieli razem zamieszkać...
                    Przejdzie jej z czasem i wówczas będzie mogła zrewidować swój stosunek wobec exa. Jeśli wciąż będzie uczucie i tęsknota, a po drugiej stronie cierpliwe czekanie, delikatność i miłość, to mogłoby to wypalić.
                    Choć szczerze w to wątpię.

                    Ale równie dobrze być tak, o paradoksie, że faceta uzna Wiewiórkę za kobietę swojego życia, podczas gdy ona się otrzepie i uzna, że do niego nie czuje już nic.

                  • zuzi.1 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 20:14
                    Z tego co mi sie wydaje to Wiewiorka swiadomie chce zeby dal jej spokoj, jest urazona i zmeczona jego zachowaniami, ale gdyby jednak okazalo sie, ze facet jest w niej jednak b. zakochany i nie odpusci relacji z nia tak latwo, to moze wowczas serce Wiewiorki zmieknie i nie wiadomo do konczco sie wydarzy.Pytanie co ten mezczyzna do niej czuje, czy i jak zamierza to okazac, o ile wogole. Mysle, ze gdyby facet kochal autorke naprawde i byl wystarczajaco waleczny aby o nia zawalczyc, wowczas moze mialby jeszcze szanse u autorki. Jesli z faceta sa cieple kluchy, to szans nie ma raczej zadnych.
                    • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 21:05
                      > en mezczyzna do niej czuje, czy i jak zamierza to okazac, o ile wogole. Mysle,
                      > ze gdyby facet kochal autorke naprawde i byl wystarczajaco waleczny aby o nia z
                      > awalczyc, wowczas moze mialby jeszcze szanse u autorki.

                      NIGDY nie rozumiałam i chyba nigdy nie zrozumiem idei "walki o partnera". Nigdy o nikogo nie walczyłam i nikt nigdy nie walczył o mnie. Wszyscy moi partnerzy chcieli ze mną być, co na każdym kroku było widać, słychać i czuć. Nigdy nie musiałam zrobić nic, by przekonać kogokolwiek do siebie. Wystarczyło bycie sobą i bycie szczerą, co docenił każdy partner, którego miałam. I w wieku 36 lat stwierdzam, że taka życiowa postawa naprawdę popłaca.

                      Wiewiórka zrobi, co zechce. Może gdy emocje opadną, przemyśli swoją postawę, może spróbują z eksem raz jeszcze. A może właśnie dziewczyna się otrzepie i pójdzie dalej, nie oglądając się za siebie. Niezależnie od rozwoju wypadków życzę jej wszystkiego najlepszego.
          • emigrantkaaa Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 20:30
            > Ale ona tych kwiatów, telefonów i sms'ów nie chce. Nie życzy sobie. Jasno to
            > wyartykułowała. Jaśniej się chyba nie da. Jeśli facet tego nie rozumie, jest
            > ograniczony umysłowo. Jeśli natomiast rozumie, ale z rozmysłem olewa to cóż,
            > jest zwykłym gnojem. W obu przypadkach natomiast kwalifikuje go to do odstrzału
            > sanitarnego.

            Hola, hola. Żadnych telefonów ani smsów nie było, jedynie kwiaty, a trudno o bardziej nienarzucającą się formę kontaktu. Facetowi zależało, więc dążył do kontaktu, jak dla mnie to zaleta, a nie wada.
            "Ograniczony umysłowo", "gnój", "odstrzał sanitarny" - Twój radykalny pogląd w tej kwestii autentycznie mnie przeraża.

            Co do finału tej historii - z jednej strony bezkompromisowość Wiewiórki budzi mój szacunek, z drugiej strony jestem głęboko przekonana, że taka bezkompromisowość to nie jest dobra postawa życiowa. Zgadzam się z każdym zdaniem napisanym w tym wątku przez Pade.
            • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 20:53
              Mnie natomiast przeraża twoje myślenie, bo pokazuje wybitnie, że to, czego sobie życzy kobieta można olać albo przetrzymać. Ot, taka głupia babska zachcianka, fanaberia, któż by się przejmował. Przecież wszyscy wiedzą, że kobieta nawet jak mówi "nie", to myśli "tak", prawda? Takie kobiece krygowanie, słodkie i nieszkodliwe.
              Wiewórka nie chciała ani kwiatów ani żadnych innych form nawiązania kontaktu. Pan się zgodził, po czym zwyczajnie zignorował ten fakt, bo *on* musiał porozmawiać. Kwiaty, a potem niezapowiedziane czekanie pod pracą i wymuszona w zasadzie rozmowa. Po której to rozmowie pan *spodziewał się*, że już, wszystko wyjaśnione, wybaczone i oto znowu są razem.
              Nie pamiętam, autentycznie nie pamiętam, kiedy ostatni raz opis jakiegoś mężczyzny mnie tak osłabił. No, może z wyjątkiem równoległego tu wątku Indianina, który dokładnie tak, jak były Wiewiórki totalnie zlewa żonę, jej życzenia i jej decyzje. Mam ciężką alergię na takich ludzi i w analogicznej sytuacji postąpiłabym dokładnie tak samo, jak Wiewiórka, a jestem dekadę od niej starsza.
              • emigrantkaaa Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 21:35
                > Mnie natomiast przeraża twoje myślenie, bo pokazuje wybitnie, że to, czego
                > sobie życzy kobieta można olać albo przetrzymać.

                Moje myślenie niczego takiego nie dopuszcza. Dopuszcza natomiast to, co zrobił były Wiewiórki w celu odzyskania miłości. I tyle.

                > Po której to rozmowie pan *spodziewał się*, że już, wszystko
                > wyjaśnione, wybaczone i oto znowu są razem.

                To są tylko Twoje przypuszczenia, które z prawdą mogą nie mieć nic wspólnego.
                • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 21:57
                  > Moje myślenie niczego takiego nie dopuszcza. Dopuszcza natomiast to, co zrobił
                  > były Wiewiórki w celu odzyskania miłości. I tyle.

                  Twoje myślenie dopuszcza więc, że "w imię miłości" można nachodzić każdą kobietę, która sobie tego nie życzy. Każdej kobiecie więc, wbrew jej wyraźnej woli można narzucać się z wyrazami zainteresowania (kwiaty, inne formy kontaktu). Ty uważasz, że to jest w porządku. Ja uważam, że takie zachowanie jest koszmarne i dyskwalifikuje z mety każdego mężczyznę (i w odwróconej płciami sytuacji każdą kobietę też).

                  > To są tylko Twoje przypuszczenia, które z prawdą mogą nie mieć nic wspólnego.

                  Pan zakończył wyjaśnienia słowami "czyli co?" Na co Wiewiórka odpowiedziała, że chyba nie sądzi, że będą po tym wszystkim razem. Ja tak samo odebrałabym jego pytanie. Może błędnie. Może pan chciał usłyszeć, że autorka mu wybacza, a potem każde poszłoby w swoją stronę. Ale nie sądzę. Sądzę, że pan zjawił się u pani pod pracą z nadzieją, że się zejdą.
                  Przeczytaj jeszcze raz post o spotkaniu w aucie i napisz, jak ty to odebrałaś.
                  • emigrantkaaa Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 23:19
                    > Twoje myślenie dopuszcza więc, że "w imię miłości" można nachodzić każdą
                    > kobietę, która sobie tego nie życzy.

                    Enith, błagam, przestań mi imputować takie rzeczy :)
                    Jeszcze raz: w tym konkretnym przypadku wysłanie kwiatów czy nawet przyjście pod pracę uważam za ok, a nie, jak Ty, za coś w rodzaju stalkingu. I, proszę, nie podciągaj tego pod jakąś ogólniejsza zasadę, którą rzekomo wyznaję.

                    > Pan zakończył wyjaśnienia słowami "czyli co?"

                    A nie, nie. Było tak: pan złożył wyjaśnienia, Wiewiórka za nie podziękowała i zapytała, czy może już iść (nie określając się) i dopiero wówczas pan zadał pytanie "czyli co?" (innymi słowy: czyli jaka jest twoja decyzja?), a ona odpowiedziała, że to koniec.

                    > Sądzę, że pan zjawił się u pani pod pracą z nadzieją, że się zejdą.

                    Otóż to. Z nadzieją, a nie, jak sugerowałaś wcześniej, z butnym przekonaniem, że wystarczy wszystko wyjaśnić, a znowu będą razem. Swoją drogą, cóż więcej mógł zrobić, niż wyjaśnić, przeprosić, wyrazić żal i przyjąć jej decyzję? Czasu chłopak nie cofnie, choćby nie wiem, jak chciał.

                    Mamy tutaj do czynienia ze skomplikowanym przypadkiem. Przypadkiem fajnego faceta, który popełnił błąd. I ponad 200 postów rozkminiania, co siedzi w jego głowie. Podoba mi się ta dyskusja, ale, z całym szacunkiem, w ogólnym rozrachunku jest ona nic nie warta, bo to są same domysły.
              • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 21:37
                Ten cudowny On najpierw mając gdzieś uczucia swojej kobiety, wykolegował ją ze związku, bo ON musiał "przemyśleć". Jak załapał, że coś traci, mając gdzieś jej uczucia i prośby, wymusił spotkanie. A następnie, po tym, jak ją przeczołgał przez swój egoizm, spodziewał się, że jak się pokaja, to wszystko będzie po staremu.
                No, ale przecież najważniejsze, że jest uczciwy.
                • megdelle Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 22:37
                  Chyba nie bardzo jest uczciwy, sądząc po początku historii, no, ale niektórzy są w stanie wytłumaczyć go 'zagubieniem'.
                  Ale naprawdę wierzycie w taka bajkę; ' to ONA chciała się zejść, ale ja nie. i chciała się ze mną bzyknąć, ale ja się nie dałem! ''. ludzka naiwności..
                • squirrel9 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 22:48
                  Pan jest ucziwy ale tylko i wyłącznie na swój sposób, to się mówi "uczciwy do bółu" (zwykle cudzego). Ma paskudne cechy - brak uczuć wyższych, empatii i wysokie mniemanie o sobie jak o "męzczyźnie uczciwym", Wykazał pełne zdziwnie, że przerwę w związku wiewiórka nie potraktowała jako coś co mu się po prostu należało (przecież nie uporządkował spraw z byłą), nie czekała na niego z oddaniem i nie rzuciła mu się w ramiona uradowana, że ją nadal chce. Jakby nie zauważył jej uczuć, nie liczył się z nią. Wyobrażał sobie, że jak jej powie jak powinna to odebrac to ona tak odbierze ???? Właściwie nie wiadomo czy to tupet, bezczelność, głupota, brak uczuć i empatii, poczucie że tego, że tak mu wolno czy wszystko na raz.
                  Takie zachowania nie wróżą nic dobrego. Pan każde podłe zachowanie może zasłonić "szczerością". I jest szansa, że niczego nie zrozumie jak teraz.
                  Broń nas Boże od mężczyzn empatycznych na swój sposób, kochających na swój sposób, uczciwych na swój sposób. Ja wolę mężczyznę który te cechy rozumie na taki sam sposób jak ja - z uwzględnieniem wrażliwości i uczuc drugiej strony.
                • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 23:15
                  Zastanawiałaś się skąd w Tobie tyle agresji wobec nieznanego Ci faceta?
                  Znasz tylko jedną wersję wydarzeń, a wylewasz na niego kubeł pomyj.
                  • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 23:19
                    Właściwie to pytanie tyczy się większości kobiet piszących na tym forum.
                    Każdy facet to świnia, to Wasze motto przewodnie. Albo przemocowiec.
                    • squirrel9 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 23:29
                      Nieprawda, nie każdy facet to świnia a nawet nie większość.
                      Troche dziwi mnie, gdy kobiety wykazują kompletny brak instunktu samozachowawczego. Gdy ktos zachowałby się wobec mnie tak, że mnie by to mocno uraziło a on wykazałby ogromne zdziwnie i w ogóle nie rozumiałby o co mi chodz,i to dla mnie byłaby oznaka, że raczej nalezy unikać kontaktów niż tłumaczyć sobie, że ze mną coś jest nie tak.
                      A niektóe brną jak ćmy w ogień a potem okazuje się, że on zmienił się po ślubie lub po urodzeniu dzieci. A to nie on się zmienił, tych "rozbiezności" zrobiło sie tak dużo, że już faceta nie da się tłumaczyć.
                      Jakoś cienko wyobrażam sobie, że np. mówie do mojego męża, żeby wyprowadził się na jakiś czas bo potrzbuje coś przemysleć a on postąpiłby tak jak proszę i to bez zdziwienia. A przecież byłabym szczera !
                      • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 16.06.14, 22:38
                        Dziewczyny, dziękuję Wam za życzliwość, bo mimo różnic w Waszych opiniach tak to odbieram.
                        Trudne to jest strasznie i mam wciąż dół, ale nie żałuję mojej decyzji. Wręcz mi się wydaje, że każdego kolejnego dnia jeszcze i jeszcze bardziej jestem jej pewna.

                        Pade: tu nie chodzi o szukanie w życiu ideału. Ale dlaczego ja mam być w związku z kimś, dla kogo nie jestem wartością na tyle, że gdy dawna miłość pojawia się na horyzoncie to ja idę w odstawkę?! Dlaczego mam pozwolić się tak traktować? Co dziwnego jest w tym, że odbieram to jako upokarzające?! Co nienaturalnego jest w mojej zazdrości po tych wszystkich incydentach, zwłaszcza z okresu, gdy jeszcze byliśmy razem, jak zdjęcia na balkonie na przykład?!

                        I owszem, zgadzam się z tym, jak ktoś tu napisał, że rok związku to chyba nie czas na takie problemy. Po prostu, mimo że mojego faceta bardzo, bardzo kochałam, to coś się we mnie totalnie zbuntowało na myśl, że mam dalej tkwić w czymś, w czym po roku wystąpiła u mnie fobia, tj strach i podejrzenia, a facet w celu przemyślenia (!) wylogował się „na moment”! To niby co byłoby dalej?
                        Jasne, że jak się czasem związek pięknie zaczyna, to i rozwodem niejeden raz kończy, ale czy ja tym hasłem mam zaklinać rzeczywistość? Zgadzam się z Maracoją, że wybaczanie w x-letnim małżeństwie to coś nieporównywalnego.

                        Zgadza się, nie chce go oglądać, nie chcę, by się „rehabilitował”, bo nienawidzę samej nawet myśli o tej roli - tj. jakiejś żebraczki uczuciowej, którą się czułam w ostatnim czasie, przed rozstaniem jeszcze, i teraz też bym się tak czuła, i jak frajerka i ostatnia naiwna, którą można pomiatać, i nie ufałabym mu w niczym.
                        Adorra - ta kuzynka nie jest i nie była uczciwa.
                        • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 16.06.14, 22:56
                          Nie ma nic nienaturalnego w Twoich uczuciach. One z czegoś wynikają, z Twoich przekonań, zasad, wzorców, przemyśleń.
                          Mam pytanie: próbowałaś się postawić na jego miejscu? Tak ze szczegółami wyobrazić sobie sytuację, w której Ty spotykasz swoją wielką miłość, zakończoną niespodziewanie, bez wyjaśnień zdaje się? W której jesteś w związku, kochasz, ale ta wielka miłość zaczyna Cię dręczyć swoim pojawieniem się? Masz rozterki, nie wiesz co czujesz, co się dzieje, a nawet jesteś na siebie zła za to zwątpienie?
                          Nie próbuję Cię do niczego namawiać. Po prostu staram się zrozumieć nie tylko Ciebie, ale i Twojego byłego partnera. I zdaję sobie sprawę, że łatwo jest powiedzieć: ja bym nigdy.
                          Sama tak kiedyś mówiłam:)
                          • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 16.06.14, 23:38
                            Pade, nie umiem się "postawić na jego miejscu", bo ja to ja - nie widzę się i nie zobaczę w tej roli, bo dla mnie potem liczyłby się przede wszystkim kolejny związek i cokolwiek by było, nie wyobrażam sobie robienia przerwy, przecież to okrutne, to pomiatanie czyimiś uczuciami!

                            Zresztą ja nawet wierzę, że jemu było "trudno", i nawet wierzę, ze każdemu coś tam się zdarza zrobić, co do czego zarzekał się, że nigdy itp. - ale dlaczego ja mam godzić się być ofiarą?
                            Z takich "rozumiem go" albo "to ludzkie, wątpić" nie wynika nic dla mnie, bo nie czuję się dobrze w roli kochającej i wybaczającej wszystko, nie odnajduję się w tym po prostu, i powiem więcej, nie uważam, że taka postawa bywa na dłuższą metę doceniona (przez partnera, przez kogokolwiek).
                            • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 00:05
                              Aha, to już wszystko rozumiem.
                          • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 00:05
                            Uczucia jakie targają dzisiaj wiewiórką, wynikają w prostej linii z tego, że pan, którego kochała, okazał się świnią a nie z jej przekonań czy wzorców.
                            > Mam pytanie: próbowałaś się postawić na jego miejscu?
                            Wiewiórka nie może postawić się na jego miejscu, bo ona na scenie życia stoi w pierwszym rzędzie a pan ledwo dotarł do schodów przy wejściu i stoi w rozkroku na dwóch stopniach i się giba i od nadmiaru rozterek i ogólnej uczuciowej huśtawki, tudzież od nadmiaru zdjęć w telefonie, nie może równowagi złapać... i dlatego bardzo trudno stanąć na jego miejscu, tym bardziej, że trzebaby się mocno cofnąć w rozwoju.
                            • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 00:07
                              Czyli bycie empatycznym, czyli postawienie się na czyimś miejscu i próba wyobrażenia sobie czyichś odczuć to cofnięcie się w rozwoju? Wow.
                              • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 00:15
                                Pisalam o tym, konkretnym przypadku a nie ogólnie.
                                Szkoda, że pan nie wykrzesał ani grama empatii w stosunku do osoby, którą ponoć kochał przez ponad rok.
                        • iziula1 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 16.06.14, 23:13
                          Wiewiórko, czytam twoje posty i jestem pod głębokim wrażeniem.
                          Jesteś bardzo poukładana wewnętrznie osobą, znasz swoją wartość. Twoje przemyślenia są bardzo dojrzałe jak na osobę 26 letnią.
                          Z jednym się tylko nie zgadzam, ale to twoje uczucia więc nie mogę z tym dyskutować. Piszesz o upokorzeniu bo tak się czujesz.
                          Ale czy twój facet chciał cię upokorzyć? Myślę, że nie zrobił tego w tym celu. Ale też i nie zdawał sobie sprawy, że nie odcięcie się od przeszłości zrani cię tak mocno.
                          Trzymam za Ciebie kciuki, wiem że sobie z tą sytuacją poradzisz. Czy planujesz spotkać się z byłym partnerem? Myślę, że warto posłuchać tego co ma do powiedzenia. Myślę też ze byłaś / jesteś ważna osoba w jego życiu. Może to spotkanie w dłuższej perspektywie będzie oczyszczające i pomoże uporać ci się z tym uczuciem upokorzenia.
                          Pozdrawiam
                          • zuzi.1 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 16.06.14, 23:28
                            Iziula1 napisała:"Ale czy twój facet chciał cię upokorzyć? Myślę, że nie zrobił tego w tym celu. Ale też i nie zdawał sobie sprawy, że nie odcięcie się od przeszłości zrani cię tak mocno."

                            Nie on nie chciał jej upokorzyc, w tych chwilach, gdy oglądał zdjęcia na balkonie, gdy odraczał termin wspólnego zamieszkania, gdy rezygnował ze wspólnych wakacji, gdy planował spotkanie z ex, gdy prosił o przerwę w związku - MYŚLAŁ GŁÓWNIE O SOBIE. Dojrzały człowiek w takiej sytuacji, gdy kocha partnera, myśli przede wszystkim o partnerze i konsekwencjach swojego zachowania wobec niego, jest w stanie przewidziec, jak takie ruchy mogą się skończyc. Ten chłopiec (z premedytacją nie piszę mężczyzna) żył chwilą i myślał jedynie o sobie, o tym co będzie czuła partnerka nie pomyślał. A szkoda, widocznie jest za mało dojrzały, aby móc przewidziec konsekwencje swoich działan oraz to, jak wielką krzywdę jest w stanie takimi zachowaniami drugiej osobie wyrządzic. Dla niego ta sytuacja to b. dobra nauka, mam nadzieję, że wyciągnie z niej wnioski. A autorka zachowała się IMO super, wielkie brawa za wysoki poziom ogarnięcia emocj. i życiowego !!!
                            • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 16.06.14, 23:38
                              Dojrzały człowiek tez myśli o sobie, chociażby dlatego, że jak będzie miał w głowie poukładane, to jego partnerowi/partnerce będzie jeszcze lepiej.
                              • zuzi.1 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 16.06.14, 23:57
                                Niewątpliwie zdrowy i dojrzały człowiek też myśli o sobie, ale NIE TYLKO i WYŁACZNIE o sobie... Takie myślenie nie świadczy bynajmniej o jego dojrzałosci.
                          • emigrantkaaa Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 01:27
                            > Jesteś bardzo poukładana wewnętrznie osobą

                            Przy całej sympatii dla Wiewiórki, coraz bardziej w to wątpię... I nie chodzi wcale o to, że nie chciała wrócić do byłego, bo i ja bym pewnie nie zdecydowała się wrócić, ale o to, jak niemal histerycznie postrzega tą sytuację i wyrządzoną jej krzywdę. Słowo "upokorzenie" padło niezliczoną ilość razy, kilkukrotnie pisała o tym, jak bardzo "nienawidzi swojej roli" w tym układzie (tej, która "czeka", tej, która jest "na zawołanie", tej, która jest "frajerką", tej, którą można "pomiatać"). Dużo za dużo tu tego...
                            • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 01:43
                              No właśnie, nawet zaczęłam się zastanawiać dlaczego ja w ogóle nie widzę tej dojrzałości?
                              A może w tym wątku jest ona mylona ze stanowczością?
                              • emigrantkaaa Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 02:07
                                Albo bezkompromisowością? Tyle, że bezkompromisowość to, o ironio, cecha ludzi niedojrzałych.
                                Ale nie miejmy tego Wiewiórce za złe, jest jeszcze bardzo młoda.
                                • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 07:40
                                  > Albo bezkompromisowością? Tyle, że bezkompromisowość to, o ironio, cecha ludzi
                                  > niedojrzałych.

                                  Bezkompromisowość i stanowczość totalna są faktycznie cechami nieciekawymi i na pewno nie ułatwiają osobie, która je posiada życia. Są jednak pewne płaszczyzny życiowe, gdzie bezkompromisowość jest absolutnie pożądana. Świetnym przykładem jest np. niezgoda na jakikolwiek brak szacunku ze strony ukochanej osoby. Dla mnie osobiście to wzajemny szacunek, a nie gorąca miłość to najważniejsza cecha dobrego związku, choć oczywiście sytuacja, gdy te dwie cechy się zbiegną, jest idealna.
                                  Wiewiórka jest może i bezkompromisowa, może zachowała się stanowczo, wręcz radykalnie, ale w tej konkretnej sytuacji, sytuacji, gdy ukochany zwija się tymczasowo ze związku by podążać za głosem serca i tym samym łamie serce totalnie zakochanej w nim dziewczynie, bezkompromisowość, czy też niezgoda na takie traktowanie to zaleta, a nie ułomność! Ileż kobiet, także tu na forum, uwikłało się w relacje z nierokującymi mężczyznami i nie potrafiło wyplątać się bojąc się właśnie tego zarzutu, że działają zbyt radykalnie, zbyt stanowczo, stawiają poprzeczkę za wysoko! "Przecież w każdym związku są gorsze momenty!" "Przecież wszyscy się czasem kłócą!" Ileż razy czytaliśmy te zdania na forum?
                                  Wiewiórka ma 26 lat i ma szczęście, że już teraz, w tak młodym wieku wie, czego u partnera nie będzie nigdy tolerować. Nieliczenie się z uczuciami, odmawianie partnerce prawa do przeżywania ostatnich wydarzeń na swój sposób, brak szacunku, lojalności... To ma tolerować dwudziestoparolatka w trwającym raptem rocznym związku? Zgadzam się z głosem forumowiczki powyżej. Nie wiemy, czy to wyraz kompletnego braku empatii, czy głupota czy celowe złośliwe działanie eksa, ale cokolwiek by to nie było, dyskwalifikuje tego mężczyznę jako partnera.
                                  I nie wątpię, że ta mądra, rezolutna dziewczyna znajdzie mężczyznę, który będzie podzielał te same wartości, co ona. Mi się udało, a na pytania znajomych, jak, odpowiadam, że tak, jak nigdy nie czepiam się bzdetów i popierdółek, tak w kwestiach kluczowych, których jest raptem parę, kompromisów nie uznaję. Nie muszę chyba dodawać, że od ponad 12 lat jestem w bardzo udanym związku z mężczyzną wyznającym identyczny do mojego system wartości.
                                  • evee1 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 09:22
                                    Problem tylko polega na tym, ze facet byl typem dobrze rokujacym i dopoki nie pojawilo sie widmo bylej byl tym wlasnie wspanialym facetem, z ktorym autorka watku wiazala przyszlosc.
                                    To co dla mnie jest ciekawe, ze autorka w swoim cierpieniu nawet nie chce sprobowac zrozumiec postepowania swojego partnera i tylko skupia sie na interpretacjach jak najbardziej niekorzystnych dla siebie. Rozumiem, ze jest bardzo zraniona, ale poprzez swoja bezkompromisowosc skutecznie wykresli ze swojego zycia byc moze wartosciowego czlowieka.
                                    Po przeczytaniu watku nadal nie wiem co powinien byl zrobic dojrzaly facet, ktory nie jest pewny swoich uczuc i musi sprawe przemyslec, bo jakos propozycja akceptowalnego zachowania sie nie pojawila w tym watku. Poza tym dosc smieszy mnie traktowanie spotkania na kawie w miejscu publicznym jako ciezkiej zdrady. Nie wiem dlaczego nie mial prawa wyjasnic spraw z poprzednia partnerka. Domyslam sie, ze ZADNE z wyjsc nie byloby akceptowane - emaile, powiedzienie obecnej, ze chce sie z spotkac z byla. Byc moze "prawdziwy" mezczyzna powinien nie mrugnac nawet okiem jak byla sie pojawila i wymazac jej obraz bezpowrtotnie z pamieci. Ale takie oczekiwania sa bardzo dziecinne.
                                    Bedac w podobnej sytuacji co autorka zastanowilabym sie co ja laczylo z tym mezczyzna i czy ten zwiazek i jej w nim samopoczucie jest warte walki. Nie czy ON jest tego wart, ale to co oni tworzyli razem. Jezeli tak, to dume schowac do kieszeni i sprobowac raz jeszcze.
                                    Bylam dwa razy w podobnej sytuacji i w obu przypadkach zdecydowalam sie odgrzac zwiazek. Jeden zwiazek po pol roku sam sie wypalil. Ale wcale nie zaluje, ze wrocilam, bo wiem, ze dalam temu szanse.
                                    Natomiast z partnerem z drugiego wlasnie obchodzilam 20 rocznice slubu i jestem bardzo szczesliwa. Na nasze rozstanie (bylismy osobno przez pol roku) pozwolilo nam nasz zwiazek i nasze do siebie uczucia dobrze przemyslec i przetrawic i wrocic do siebie z pelnym przekonaniem, ze chcemy ze soba byc.
                                    • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 09:25
                                      Dzięki evee1 za ten wpis, przywracasz mi wiarę w kobiety:)
                                    • kruche_ciacho Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 09:35
                                      "Bedac w podobnej sytuacji co autorka zastanowilabym sie....."

                                      ale to Ty i Twoj sposob "czucia"
                                      ona postapila na swoj sposob, wedlug swoich przekonan i odczuc zeby byc w zgodzie sama ze soba
                                      • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 09:51
                                        Ale to, że ktoś postępuje w zgodzie ze swoimi odczuciami to nie znaczy, że to to jest dojrzałe bo owe odczucie mogą być niedojrzałe. To jest własnie ta zmyła;)
                                        • kruche_ciacho Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 10:01
                                          gdyby postapila wbrew swoim odczuciom wystapilby dysonans
                                          nie znamy dokladnie charakteru autorki ale ryzykuje stwierdzenie ze mialaby male szanse na powodzenie tego zwiazku poprzez stlumione poczucie odrzucenia i upokorzenia
                                          dlatego moim zdaniem postapila dojrzale i odpowiedzialnie swiadoma(?) ewentualnych konsekwencji zachowania wbrew swoim odczuciom
                                          • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 10:09
                                            Masz rację. Tylko własnie chodzi o to, że z uczuciami czasem warto podyskutować i je sobie przepracować, żeby je zmienić i wtedy zrobić coś już w zgodzie ze sobą.
                                            Ale-oczywiscie nie ma takiego obowiązku i też w sumie nie wiadomo-czy to była dobra decyzja czy nie. Bo moze to wcale nie była wielka miłość? Może los ma dla nich coś lepszego gdzie indziej a to była tylko jakaś lekcja?
                                      • evee1 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 09:52
                                        Oczywiście masz rację. Autorka podjęła taka decyzje i wiele osób jej przyklasnelo. Ale to ona będzie ponosić jej konsekwencje. I być może będzie się dobrze czuła, ale też może po czasie zrozumieć, ze BYC MOZE postąpiła zbyt kategorycznie.
                                  • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 09:24
                                    Mocno przerysowałaś sytuację, nie Ty jedna zresztą.
                                    Autorkę poniosły emocje i urażona ambicja, i to można zrozumieć. Jest młoda, niedoświadczona i niedojrzała.
                                    Natomiast trudno zrozumieć dorosłe kobiety, dla których facet nie ma prawa mieć jakichkolwiek uczuć poza uwielbieniem i miłością do partnerki.
                                    • kruche_ciacho Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 09:29
                                      Autorka zachowala sie bardzo dojrzale bo zgodnie ze swoimi odczuciami/wartosciami.

                                      To raczej Ty przerysowujesz sytuacje i idac tym tokiem kazda nielojalnosc partnera ma byc traktowana poblazliwie zeby nie wyjsc na niedojrzala trzpiotke ktorej ambicja jest ponad uczucia.
                                      • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 09:46
                                        Nie pobłażliwie, ale kiedy opadną emocje, ze zrozumieniem.
                                        Autorka wyraźnie napisała, że nie będzie się zastanawiała co i dlaczego czuje jej były partner. Ją to nie interesuje. Owszem, ma prawo nie interesować. Mimo, że do niedawna był tym jedynym.
                                        Ale właśnie na tej podstawie wyciągnęłam takie, a nie inne wnioski.
                                        • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 09:58
                                          Dajcie już Wiewiórce spokój i przestańcie ją oceniać.
                                          Miesiąc nie minął jak watek założyła, działo się wszystko w ekspresowym tempie ale oczywiście powinna już być na kursie do wybaczania żuczkowi, wczuć się w jego położenie i nastawić na powrót. A przynajmniej nie zamykać dać szansę bo życiowa mamałyga rokuje z kwiatami i miną bidnego misia.
                                          Dziewczyna ma 26 lat, podeptano jej uczucia i ma prawo być zła! Co dalej zrobi czas pokaże, ale zarzucanie jej na wejściu niedojrzałości, bezkompromisowości i braku empatii - świadczy tylko o braku tej ostatniej u niektórych piszących.
                                          Po prostu mi słabo jak to czytam.

                                          Wiewiórko, zrobiłaś najlepsze co mogłaś w tej chwili, masz prawo do złości, żalu i rozgoryczenia. Tak jak z uczuciami misiaczka do cycków byłej nie należy dyskutować bo to "nie jego wina" - tak żadnej winy nie ma Twoich uczuciach w tej sytuacji.

                                          Jak widać kobiety potrafią do.pie.przyć drugiej kobiecie bez pudła.

                                          • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 10:17
                                            Nigdzie nie odmawiałam jej prawa do uczuć.

                                            Tak jak z uczuciami misiaczka do cycków byłej nie należy dys
                                            > kutować bo to "nie jego wina" - tak żadnej winy nie ma Twoich uczuciach w tej s
                                            > ytuacji.
                                            >
                                            > Jak widać kobiety potrafią do.pie.przyć drugiej kobiecie bez pudła.

                                            Bardzo dojrzała wypowiedź:)
                                            • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 10:25
                                              Emocjonalna wypowiedź. A o dojrzałości to raczej ze sobą nie porozmawiamy.
                                              • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 10:38
                                                Z pewnością. Zbyt agresywnie reagujesz.
                                                • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 10:44
                                                  Jak się ma argumenty to można dyskutować i ton piszącego nie przeszkadza. :D
                                                  • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 13:24
                                                    Mnie akurat ton przeszkadza.
                                                    A argumenty już podałam.
                                        • kruche_ciacho Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 10:06
                                          ciekawi mnie jak bys sie pade zachowala gdyby przydarzylo sie to Tobie
                                          • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 10:21
                                            Jakbym się zachowała? Ale kiedy? Mając 26 lat czy teraz?
                                            • kruche_ciacho Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 10:40
                                              nie pade, nie uzalezniaj tego od wieku
                                              • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 10:50
                                                Gdyby mój mąż po 10 latach małżeństwa poczuł miętę do byłej i wyprowadził się z domu, żeby "przemyśleć", a w wskutek mojego pozwu o rozwód rzuciłby się z kwiatami do powrotu - jedyne co by mną kierowało przy pozostawieniu tego związku przy życiu, o ile w ogóle, to dzieci i niechęć do zmiany sytuacji materialnej.

                                                Wiewiórka nie ma tych dylematów i bardzo dobrze. :)
                                              • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 13:15
                                                A dlaczego, skoro tak często wspomina się o wieku w wątku?

                                                Ja będąc w wieku autorki zachowywałam się bardzo podobnie. Miałam nawet podobną sytuację. Dopiero po latach zrozumiałam, że wcześniejsza bezkompromisowość mi nie służyła. Że reagowałam zbyt emocjonalnie.
                                                Dlatego własnie próbowałam przedstawić autorce inny punkt widzenia i namówić do refleksji.

                                                Co do dojrzałości. Każdy ma, jak widać w wątku, inną definicję. W mojej, empatia jest jednym z głównych jej składników. Autorka sama przyznała, że nie zamierza być empatyczna, dlatego też nazwałam ją osobą niedojrzałą.
                                                • kruche_ciacho Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 13:32
                                                  zauwaz tylko ze autorka ma podstawy do tego aby nie byc empatyczna
                                                  ktos zawiodl jej zaufanie
                                                  mozesz "probowac i namawiac" jednak to jej prawo i jej sposob na rozwiazanie jej problemu

                                                  i tak pozostaje wielka niewiadoma czy gdybys odrzucila swoja bezkompromisowosc lata temu wyszloby Ci to na dobre
                                                  jedno wielkie gdybanie

                                                  • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 13:51
                                                    Masz rację. Ma prawo postępować tak, a nie inaczej.
                                                    Tylko zauważ, że jesteśmy na forum dyskusyjnym:)
                                                    I siłą rzeczy wdajemy się w dyskusję, czyli wymieniamy własnymi opiniami na dany temat:)
                                                  • szalonalasica Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 13:54
                                                    dodalabym jeszcze........ i nie osadzamy ani nie obrzucamy inwektywami ani nie przyklejamy latek :)
                                                  • szalonalasica Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 13:55
                                                    sorry kruche ze sie wcielam ;))))
                                                  • kruche_ciacho Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 14:01
                                                    spox ;)
                                                • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 13:46
                                                  > Co do dojrzałości. Każdy ma, jak widać w wątku, inną definicję. W mojej, empati
                                                  > a jest jednym z głównych jej składników. Autorka sama przyznała, że nie zamierz
                                                  > a być empatyczna, dlatego też nazwałam ją osobą niedojrzałą.
                                                  Tobie ( i kilku innym forumkom), zdecydowanie brakuje empatii w stosunku do wiewiórki, czy, wobec tego, jesteś niedojrzała?
                                                  A tak poza tym, to wg mnie empatia nie jest wyznacznikiem dojrzałości... Jest to specyficzna cecha, która jest hamulcem zachowań agresywnych. No i tu trzeba przyznać, że wiewiórka zachowała się bardzo empatycznie, bo w żadnym momencie pan nie dostał w twarz. Ja gdybym nakryła swojego partnera na potajemnym, nocno-balkonowym, przeglądaniu zdjęć byłych, nie byłabym tak empatyczna... :-D komórka wyleciałaby przez balkon może nawet razem z moim panem :-D

                                                  Wiewiórko, musisz dać, niektórym kobietkom na forum, telefon do biednego, pokrzywdzonego misia, niech go wreszcie pocieszą, bo inaczj zamęczą Ciebie na smierć... nie wiem dlaczego obcym kobietom tak na tym panu zależy, że robia przykrość za przykrością dziewczynie, którą właśnie spotkało spore rozczarowanie milosne???
                                                  • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 13:58
                                                    Brakuje mi empatii, bo mam inny pogląd na sprawę niż Ty?

                                                    Jest t
                                                    > o specyficzna cecha, która jest hamulcem zachowań agresywnych.

                                                    Ty w tym wątku wypowiadasz się bardzo agresywnie...
                                                  • kruche_ciacho Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 14:01
                                                    to w takim razie wiewiorce brakuje empatii bo ma inny poglad na sprawe niz Ty, tak?

                                                    ps. ona nie wypowiada sie agresywnie a ...... soczyscie :)
                                                  • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 14:12
                                                    > Ty w tym wątku wypowiadasz się bardzo agresywnie...
                                                    W którym miejscu? Nazywam tylko rzeczy po imieniu. Nie boje się nieuczciwości nazwać nieuczciwością zamiast pogubieniem. Wszystko w życiu jest czarno-białe, odcienie szarości wymyślili ludzie dla usprawiedliwienia swoich słabości.
                                                  • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 15:21
                                                    > Brakuje mi empatii, bo mam inny pogląd na sprawę niż Ty?
                                                    Brakuje Tobie empatii, ponieważ bardzo łatwo wchodzisz w buty pana rozterki a nie potrafisz wczuć się w emocje autorki wątku ( i zrozumieć je!!!)
                                                    W tym wątku ani razu nie przedstawiłam swoich pogladów na tę sprawę, więc nie wiesz czy masz inny pogląd ode mnie. Mocno zdziwiłabyś się jakie mam poglądy dotyczące omawianej historii.
                                                    Przedstawiłam tu tylko moją ocenę sytuacji w jakiej znalazła się wiewiórka- i ta jest różna od Twojej oceny. W związku z tym, że wszystko źle interpretujesz, zamykam z mojej strony te dyskusję.
                                                  • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 17:32
                                                    Doskonale rozumiem uczucia autorki, opisałam to gdzieś wyżej. Współczucia dostała po kokardy, cegiełka ode mnie nie miałaby żadnego znaczenia.
                                                    Ja nie interpretuję źle, tylko INACZEJ.
                                                    Czarno-białe widzenie świata to niedojrzały mechanizm obronny:)
                                                  • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:17
                                                    Ja dobijam do tej 30-tki a mam zdecydowanie inne poglądy, więc one chyba maja po 100lat

                                                    > W tym wątku ani razu nie przedstawiłam swoich pogladów na tę sprawę, więc nie w
                                                    > iesz czy masz inny pogląd ode mnie.
                                                    Mocno zdziwiłabyś się jakie mam poglądy dot
                                                    > yczące omawianej historii.

                                                    może byś się zdecydowała, jakie w końcu masz poglądy:)
                                                  • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 14:01
                                                    Nie, sorry, byłabym empatyczna :-D dałabym panu wybór, czy chce wylecieć przez balkon czy sam wyjdzie przez drzwi :-D
                                                  • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 17:18
                                                    celestyna444 napisała:

                                                    > Nie, sorry, byłabym empatyczna :-D dałabym panu wybór, czy chce wylecieć przez
                                                    > balkon czy sam wyjdzie przez drzwi :-D

                                                    Ze swojego własnego mieszkania:-D
                                                  • pom Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 17:39
                                                    Wiewiórko, musisz dać, niektórym kobietkom na forum, telefon do biednego, pokrzywdzonego misia, niech go wreszcie pocieszą, bo inaczj zamęczą Ciebie na smierć...

                                                    I stawiam ojro przeciwko orzechom, że niejedna naprawdę by zadzwoniła. :D
                                          • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 10:22
                                            A co tu rozumieć? Że nad uczuciami ciężko zapanować do tego stopnia, że można chcieć wrócić do byłej? Że się tej byłej pożąda i jest się gotowym porzucić nowy związek?

                                            Podejrzewam, że Wiewiórka to rozumie i właśnie dlatego ma gdzieś powrót do niego.
                                            Bo mądra dziewczyna rozumie także, że od takiej skuchy nie zaczyna się nowego związku.
                                            I że jej uczucia należy także zrozumieć.

                                            Wiewiórka nie jest mentalną wycieraczką i chwała jej za to; gdyby więcej było takich kobiet mniej byłoby dramatów na forum.
                                    • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 09:54
                                      > Natomiast trudno zrozumieć dorosłe kobiety, dla których facet nie ma prawa mieć
                                      > jakichkolwiek uczuć poza uwielbieniem i miłością do partnerki.

                                      Gdzie to zostało napisane? Facet ma prawo mieć pierdylion uczuć OBOK uwielbienia i miłości do partnerki. Bez tego chyba nie warto z nikim być, prawda?

                                      > Autorkę poniosły emocje i urażona ambicja, i to można zrozumieć. Jest młoda, niedoświadczona i niedojrzała.

                                      Spuść z tego protekcjonalnego tonu, bo to się robi męczące. Nie rób z autorki, która jest dorosłą, ukształtowaną i inteligentną kobietą gimnazjalistki doświadczającej pierwszej w życiu miłostki. Wg niej partner zachował się karygodnie, na tyle, by zakończyć związek. Faceta prawem było dać się ponieść byłemu uczuciu? Jej prawem było poczuć się tym zachowaniem partnera ciężko zranioną. Ty tego nie rozumiesz, ty w analogicznej sytuacji być może czekałabyś na pana, aż wróci i oznajmi ci twój los. Cóż, wiewiórka czekać nie chciała. I to jest *jej" prawo. Pamiętaj, ona nie pyta nas czy obiektywnie zrobiła dobrze, czy źle, bo tu nie ma obiektywnie dobrej albo złej decyzji. Jest jej decyzja. Podjęta, wykonana i w odczuciu autorki słuszna. I tylko to się liczy.
                                      • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 10:20
                                        Nie bardzo rozumiem, dlaczego inne zdanie na jakiś temat spotyka się z agresją oponenta?
                                        Ty i inne kobiety z tego wątku uważają autorkę za dojrzałą i one są ok. Ja tak nie uważam i dlatego nie jestem ok? Nie mam prawa mieć innego punktu widzenia?
                                        • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 10:29
                                          Ludzie się schodzą i rozchodzą. Kierują nimi różne motywacje. Czasem miłość, czasem kalkulacja.
                                          Ale osądzanie młodej dziewczyny kiedy została zraniona i przy tym zachowuje się z godnością godna podziwu, to naprawdę, klasa sama w sobie.
                                          • przeciez.wiem Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 13:13
                                            maracooja napisała:

                                            > Ludzie się schodzą i rozchodzą. Kierują nimi różne motywacje. Czasem miłość, cz
                                            > asem kalkulacja.
                                            > Ale osądzanie młodej dziewczyny kiedy została zraniona i przy tym zachowuje się
                                            > z godnością godna podziwu, to naprawdę, klasa sama w sobie.

                                            Jest to TWOIM zdaniem zachowanie z godnością, TWOIM zdaniem jest ona godna podziwu. Pade myśli inaczej. Ja zresztą też. Mamy prawo do innego zdania, prawda?
                                            • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 13:30
                                              Ocena sytuacji czy zachowania to nie osąd człowieka.

                                              Nawet myśląc odmiennie niż Wiewiórka, darowałabym sobie epitety, łatki, cokolwiek.
                                              I na pewno nie osądzałabym jej tak kategorycznie, jak nie przymierzając, stara ciotka z 30 stażem małżeńskim.
                                              Bo to zwyczajnie może dziewczynę zranić.

                                              No ale co kto lubi.


                                              • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 13:40
                                                > Nawet myśląc odmiennie niż Wiewiórka, darowałabym sobie epitety, łatki, cokolwi
                                                > ek.

                                                jak nie przymierzając, stara
                                                > ciotka z 30 stażem małżeńskim.


                                                Czytasz, co piszesz?:)
                                              • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 13:57
                                                > I na pewno nie osądzałabym jej tak kategorycznie, jak nie przymierzając, stara
                                                > ciotka z 30 stażem małżeńskim.
                                                :-D :-D :-D
                                                Ja dobijam do tej 30-tki a mam zdecydowanie inne poglądy, więc one chyba maja po 100lat
                                                Rozbawiłaś mnie, chociaż ten zmasowany atak na wiewiorkę jest mocno przygnębiający...
                                                • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 15:18
                                                  Ależ to jest klasyka gatunku.
                                                  I jak zaczyna brakować argumentów ad rem zaczynają się argumenty ad personam, tudzież celowanie w wytykaniu braku korekty własnych postów. :D

                                                  Takie najazdy ex cathedra zazwyczaj olewam ale Wiewiórki bronię bo polubiłam ją za prezentowaną bardzo rzadką acz pożądaną postawę wobec nielojalnego mężczyzny. To wszystko musi ja wiele kosztować ale nie traci przy tym siebie. Zwyczajnie mi dziewczyna imponuje.
                                                  Ona czyta to wszystko i nie chcę by ją zakrakano.


                                                  Mam staż 10-letni
                                                  • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 15:44
                                                    Tak naprawdę nie ma o co kruszyć kopii i skakać sobie do gardeł opierając swoje racje na doświadczeniach własnych i gdybaniu. Wiewiórka już podjęła decyzję i czas pokaże co będzie dalej, także, która frakcja miała rację, chociaż pewnie będzie to wiedza zarezerwowana jedynie dla Wiewiórki.
                                                  • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 17:38
                                                    Przecież to Ty porównałaś mnie do starej ciotki, czyli przykleiłaś etykietkę. To nie jest ad personam? Świetnie Ci idzie odwracanie kota ogonem:)
                                                  • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 17:45
                                                    Uderz w stół. :D
                                                    Mi argumentów nie brakuje i nie muszę się czepiać cudzych literówek, żeby z kimś się spierać. :D
                                                  • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:01
                                                    jakich literówek??
                                                    przeczytaj jeszcze raz co napisałaś:

                                                    Ocena sytuacji czy zachowania to nie osąd człowieka.

                                                    Nawet myśląc odmiennie niż Wiewiórka, darowałabym sobie epitety, łatki, cokolwiek.
                                                    I na pewno nie osądzałabym jej tak kategorycznie, jak nie przymierzając, stara ciotka z 30 stażem małżeńskim.

                                                    Bo to zwyczajnie może dziewczynę zranić.

                                                    No ale co kto lubi.

                                                    Broniąc dziewczyny, nawołując do nie przyklejania etykietek, sama to robisz porównując mnie do kogoś tam.
                                                    Ale po co ja Ci to tłumaczę. Przecież Ty jesteś miszcz ciętej riposty, zaraz mi dokopiesz aż mi w pięty pójdzie, a parę postów później znów będziesz nawoływać do nieoceniania. Postawa godna pochwały, zaiste:(
                                                  • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:05
                                                    A tam, Marakooja jest po prostu świetna w KLASYCE GATUNKU na co się tu już kilka razy powołała:-)
                                                  • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:25
                                                    No to jeszcze raz, bo ciężko ze zrozumieniem jak widać.
                                                    To Wiewiórce należy się duża doza delikatności, nie którejkolwiek z nas.
                                                    I niestety, jak czytam, jak jedna z drugą siedzi w swojej strefie komfortu zadowolona z siebie i protekcjonalnym tonem starej ciotki etykietuje dziewczynę, która właśnie teraz ma miękkie podbrzusze i NAPRAWDĘ przeżywa swoje podeptane uczucia, to tak, szlag mnie trafia i trafi się co poniektórej rykoszetem.
                                                    Być może dlatego, że więcej empatii mam dla dziewczyny, która cierpi, niż dla zadowolonych z siebie pań w średnim wieku, które uważają, że mogą w swej niezgłębionej mądrości wymądrzać się do woli, momentami jadąc po dziewczynie walcem.

                                                  • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:28


                                                    > No to jeszcze raz, bo ciężko ze zrozumieniem jak widać.

                                                    My już od jakiegoś czasu nie rozmawiamy o Wiewiórce tylko o etykietowaniu oponentek i ośmieszaniu ich z powodu odmiennego zdania.
                                                  • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:35
                                                    Tak was "stare ciotki" obruszyły?
                                                    To pomyśl, jak się może czuć zraniona uczuciowa młoda dziewczyna, którą ktoś nazywa podsumowując - niedojrzałą egoistką.
                                                    Bo tak się składa, że mnie zajmuje na tym wątku tylko Wiewiórka, a pisanina forumek interesuje mnie wyłącznie w jej kontekście.
                                                    Z całym szacunkiem.
                                                  • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:45
                                                    Przepraszam bardzo, czyli należy się liczyć z uczuciami osób młodych, a stare to już pewnie tych uczuć w ogóle nie posiadają, więc kij z nimi?
                                                    Skoro zajmuje Cię tylko Wiewiórka, to po co z nami rozmawiasz?
                                                  • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:42
                                                    To ja jeszcze raz, bo ciężko ze zrozumieniem jak widać:)
                                                    Wydaje Ci się, że w imię dziewczyny, która Twoim zdaniem potrzebuje obrony (ciekawe skąd ten wniosek) możesz jechać walcem po starej ciotce. Ale co tam uczucia starej ciotki, przecież ona jest nikim. Nie jest biedną, zranioną dziewczyną, jest kimś kogo nie znasz, to możesz jej dowalać ile wlezie.

                                                    Przyszło Ci do głowy, że ja też mam uczucia?
                                                  • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:48
                                                    Kto mieczem wojuje ten od miecza ginie.
                                                    Wszystkiego najlepszego.
                                                  • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:50
                                                    Wzajemnie. Jedno i drugie.
                                                • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 17:25
                                                  > Ja dobijam do tej 30-tki a mam zdecydowanie inne poglądy, więc one chyba maja p
                                                  > o 100lat
                                                  > Rozbawiłaś mnie,
                                                  Jesteś pewna, ze zbliżasz się do 50?
                                                  • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:10
                                                    Sugerujesz, ze jestem tak zakręcona, że nie wiem ile mam lat, czy, że nie zrozumiałam co napisała maracooja? :-D
                                          • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 17:35
                                            Jakie osądzanie?
                                            Wg Ciebie powiedzenie: jest poukładana, mądra, dojrzała jest ok i nie jest to ocenianie i przyklejanie etykietek. A stwierdzenie: jest niedojrzała, niedoświadczona nie jest ok i jest osądzaniem?
                                            Czy bycie niedojrzałym w młodym wieku jest czymś złym? Czy każdą sprawę trzeba rozpatrywać w kategorii winny-ofiara?
                                            • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 17:53
                                              Jeśli nie widzisz różnicy pomiędzy krytyką osoby a wyrazami uznania - to dziękuje za uwagę. Zawsze zakładam, że rozmówca prezentuje poziom, który pozwala pominąć oczywistości ale to tylko założenie.
                                              • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:03
                                                maracooja napisała:

                                                > Jeśli nie widzisz różnicy pomiędzy krytyką osoby a wyrazami uznania
                                                Różnica jest widoczna, ale w niczym nie zmienia to faktu, że to też jest etykietowanie. Marakooja o jakich argumentach mówisz. Ani jedna ani druga frakcja nie ma żadnych argumentów, bo nie może mieć. Możemy sobie ogólnie pogdybać, ale na litość boską, to jest życie Wiewiórki. I mam nadzieję, że faktycznie jest tak dojrzała jak to zaprezentowała na forum i podjęła decyzję w zgodzie z samą sobą, bez sugerowania się wpisami na forum.
                                              • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:06

                                                W pewnym wieku człowiek jest po prostu niedojrzały, jeśli dla Ciebie określenie "młody, niedoświadczony, niedojrzały" ma pejoratywny wydźwięk to ja już nic na to nie poradzę.
                                                • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:14
                                                  Pade, jaka, twoim zdaniem, byłaby dojrzała/nienadmierna/nieradykalna reakcja w tej konkretnej sytuacji?
                                                  Nie pytam, by się wykłócać, jestem po prostu ciekawa twojego i innych osób *z opozycji* punktu widzenia. I sama zastanawiam się, jakbym *ja* zareagowała w analogicznej sytuacji.
                                                  • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:24
                                                    Nie jestem Pade, ale jestem w opozycji, więc odpowiem - myślę, że będąc pod każdym względem w tej samej sytuacji zareagowałabym tak samo jak Wiewiórka. Mam na myśli zakończenie związku.
                                                  • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:34
                                                    Ja teraz, podkreślam, teraz, bo w wieku autorki autorki zachowywałam się podobnie do niej, dałabym sobie trochę czasu na przemyślenie, przeżywanie, ochłonięcie. A potem zapytałabym kogoś, kto jest w miarę obiektywny, zna mnie i partnera jak widzi sytuację. Nie brata, który z założenia by mnie bronił:), tylko kogoś znajomego, z chłodnym, zdystansowanym okiem.
                                                    Postarałabym się wczuć w rozterki partnera i zastanowiłabym się, czy jestem na bank przekonana, że mnie się coś takiego nigdy nie przydarzy. To wcale nie musi być eks. To może być ktoś obcy, nowy. Co bym zrobiła gdybym się kimś chwilowo zauroczyła? Gdybym kochała partnera, ale jednocześnie emocje mieszałyby mi w głowie?
                                                    Po długich przemyśleniach:) porozmawiałabym z partnerem na temat tego, co czułam w minionym okresie. O bólu odrzucenia, o zazdrości, o poczuciu bycia gorszą i o swoich obawach. I nie wiem co by było dalej:)
                                                    Mój mąż zranił mnie wielokrotnie. Ja jego jeszcze więcej razy. Razem dojrzewaliśmy i dojrzewamy. Pokonujemy stare przyzwyczajenia, wzorce, schematy. Nie jest łatwo. Ale ufamy, że te krzywdy nie były celowe, nie z intencją zranienia tylko z niewiedzy, braku wyczucia, egoizmu, z różnych przyczyn. I uczymy się wybaczać:)
                                                  • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:59
                                                    Zazdroszę umiejętności chłodnej, analitycznej i spokojnej oceny sytuacji. Naprawdę.
                                                    Ja sama, choć nie mam inklinacji do robienia scen, ani nawet podnoszenia głosu, gdy *czuję*, że dzieje mi się krzywda, jednak się bronię. Myślę, że właśnie ten cel przysługuje teraz wiewiórce: chronić siebie. Nawet za niewątpliwie wysoką cenę utraty ukochanego mężczyzny.

                                                    > Mój mąż zranił mnie wielokrotnie. Ja jego jeszcze więcej razy.

                                                    Mój mąż nigdy nie skrzywdził mnie, ja nie skrzywdziłam jego (specjalnie spytałam, dla pewności). To tłumaczy, dlaczego ty i ja mamy tak radykalnie odmienne spojrzenia na tę sytuację. Ale to właśnie jest chyba urok forów internetowych. Spotyka się na dyskusję masa ludzi, a każde pisze przez prymat własnych doświadczeń.

                                                    Koniec końców wiem, że i ty i ja życzymy wiewiórce wszystkiego najlepszego, z tym panem czy bez niego.
                                                  • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:10
                                                    Użyłam słowa zranić a nie skrzywdzić:) Zranienie dotyczy sytuacji, w którejś kogoś coś (zachowanie, słowa) zabolało.

                                                    > Mój mąż nigdy nie skrzywdził mnie, ja nie skrzywdziłam jego (specjalnie spytała
                                                    > m, dla pewności)
                                                    Niesamowite:) Jesteście ideałami!

                                                    Raczej uważałabym z tym nigdy:)
                                                  • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:24

                                                    > Raczej uważałabym z tym nigdy:)

                                                    Nigdy dotyczyło czasu przeszłego, czyli tych 12 spędzonych razem lat. Tu mogę wypowiedzieć się autorytarnie, że żadne z nas nie zraniło czy skrzywdziło partnera. Co będzie w przyszłości, tego oczywiście nie wiem, ale potrafię wyciągać wnioski z naszego dotychczasowego życia i na tej podstawie uważać, że dalsze nasze pożycie będzie równie udane.

                                                    > Niesamowite:) Jesteście ideałami

                                                    Skądże znowu. Jak każdy mamy swoje przywary, przyzwyczajenia, wnerwiające zachowania, ale ponieważ w kwestiach życiowo kluczowych jesteśmy idealnie dobrani, te mniej życiowe to niewarte darcia kotów bzdeciki. Co mnie obchodzi np. permanenty pierdzielnik w garażu, skoro wiem, że mąż nigdy nie poprosi mnie o przerwę w związku na przemyślenie, bo takie wredne zachowanie nie leży zwyczajnie w jego naturze. Ważne rzeczy są ważne, a wszystko inne się mało liczy albo w ogóle :-)
                                                  • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:41
                                                    Tu mogę w
                                                    > ypowiedzieć się autorytarnie, że żadne z nas nie zraniło czy skrzywdziło partne
                                                    > ra.
                                                    Wybacz, nie wierzę.
                                                    Ja mam dłuższy staż, ale to w sumie nie ma znaczenia. Jestem człowiekiem i mam swoje słabości (nie ma osób, które ich nie posiadają). Mam silny opór przed kategorycznym stwierdzeniem, że nikogo nie zranię, bo to jest po prostu niemożliwe. Nie kandyduję na świętą:)
                                                  • elizabeth7 Pade ... 17.06.14, 20:14
                                                    ... gdy czytam twoje "rady" to uwierzyc nie moge. Potrafisz kazde chamskie czy podle zachowanie faceta obrocic "na plus" (o jaki dojrzaly" choć z daleka widac ze zachowania gowniarskie) a wszelkie obiekcje wiewiorki oceniac jako niedojrzale (bo napisala ze ma 26 lat). Nie znam cie z innych postow (jakos rzadko czytam forum) ale ta postawa prezentujesz sie jako potencjalnie idealna ofiara przemocowca .To taka postawa tlumaczenia kazdego zachowania faceta na jego korzysc i brak oczekiwan od niego. Gdyby w doope kopnal i powiedzial ze sie potknal a tam stalas to nawet pzrepraszam by nie musial mowic.
                                                    Bronisz faceta jakbys bronila wlasnej postawy zyciowej. Nie wierzysz ze ktos nie zostal skrzywdzony bo nie dopuszczasz, ze cala swoja postawa inna kobieta skrzywdzic sie nie da. I obrazic tez. Sama nie wiesz czy do doznanej krzywdy sie przyznac czy nie, bo brak ci poczucia czy to juz krzywda czy nadal da sie tlumaczyc. Niektore cale zycie sobie wmawiaja ze niepotrzebnie tam stala, niepotrzebnie sie odzywala, i w ogole sie czepia i ma zbyt duze wymagania i nie jest idealna. a facet do idealu ma jak niebo do ziemi i zero wyrzutow...
                                                    A w zyciu jest tak, ze jak komus pozwolisz od poczatku to nie dziw sie ze cale zycie jestes zle traktowana, jak widzisz doopkowate zachowania to nie kontynuuj zwiazku bo lepiej nie bedzie. Wieworka jest madra. Tym bardziej, ze jesli ktos zrobi ci krzywde, potraktuje zle to masz prawo oczekwac ze przyjdzie i przeprosi. Nad szansa mozesz sie zastanawiac gdy widzisz ze ktos rozumie co zlego zrobil. Jesli nie rozumie to nawet minuty zastanawiania nie powinno byc. Milosc nieczego nie tlumaczy a wrecz przecnie, kochac trzeba madrze.
                                                    Forum jest pelne takich pseudo-empatycznych kobiet ktore przymykaly oko na chamskie zachowania, nieliczenie sie z nimi bo tak je wychowano - facetowi wolno wszystko. Jak czytam to pieorzenie, ze jakby mial w domu wszytsko to by siedzial w domu to niedobrze mi sie robi.
                                                    Zyje dlugo, jednego meza tez mam dlugo, znam mnostwo mezczyzn wsrod znajomych i rodziny i widze - tam gdzie kobieta wymaga, maz sie z nia liczy. Kobieta dokladnie ma to na co sobie pozwala.
                                                  • pade Re: Pade ... 17.06.14, 20:21
                                                    :D
                                                    Przepraszam, ale rozbawiłaś mnie:)
                                                    Tak, tak, jestem ofiarą. Muszę to powiedzieć mojemu mężowi.
                                                  • algavre.live Re: Pade ... 17.06.14, 20:25
                                                    Aż w końcu postanowiłam się zalogować i wpisać, bo do tej pory tylko podczytywałam.
                                                    Elizabeth 10/10:):) Idealne podsumowanie - ja też mam dość tłumaczenia facetów przez kobiety, oni i tak przeważnie spadają na 4 łapy.
                                                    I to święta prawda, ze kobieta ma to na co sobie pozwala. Piszę to też jako osoba trochę już żyjąca,z jednym mężem też, obserwujaca świat i ludzi. Ale też i bez obciążeń z dzieciństwa w postaci braku miłości. Wręcz przeciwnie -może dlatego też nie pozwalająca sobie i stawiająca granice.
                                                  • elizabeth7 Re: Pade ... 17.06.14, 22:01
                                                    Dla niektorych kobiet wielka milosc to cos dla czego warto poswiecic wszystko, poczucie wlasnej wartosci, wlasna godnosc i honor. Nawet potrafia dezawuowac cudze takie zachowania (jak pade, ze ktos wmowil wiewiorce ze bedzi "latwa"). Mit wielkiej milosci tak im mozg zagrzewa, ze nie zauwazaja ze milosc jest jednostronna, one tylko daja. A facet - po prostu jest, gdyby nie kochal to by odszedl, tak mysla, bo poza ich domniemaniem trudno oznak milosci sie doszukac.
                                                    Naprawde, podczytujac to forum czasem nie moge sie nadziwic, ze kobiety na tak wiele pozwalaja mezczyznom i nie moga uwierzyc ze lepszy jest koniec tego. Nie wiem z czego to wynika, moze z kompletnego braku wyobrazni i niemoznosci wybiegniecia mysla do przodu...moze ze strachu ze juz nic ich innego nie czeka... czy to wychowanie ? brak poczucia wlasnej wartosci ?
                                                  • evee1 Re: Pade ... 18.06.14, 01:01
                                                    Ale to co opisujesz to chyba jednak nie przypadek wiewiorki?
                                                  • zuzi.1 Re: Pade ... 17.06.14, 23:55
                                                    algavre, to loguj się częsciej i nie zwlekaj z wcisnięciem guzika, reszta podczytujących pań też, im więcej różnych punktów widzenia, tym lepiej dla dyskusji, kazdy z nas może poszerzyc w ten sposób swoje horyzonty, o ile tylko będzie miał ochotę ;)
                                                  • pade Re: Pade ... 18.06.14, 08:11
                                                    algavre.live:
                                                    "I to święta prawda, ze kobieta ma to na co sobie pozwala."
                                                    I Ty się z tym Zuzi zgadzasz? Ty, specjalistka od przemocowców?:)
                                                  • zuzi.1 Re: Pade ... 19.06.14, 18:05
                                                    Pade, zachecilam tylko do logowania i komentowania, nie odnosilam sie do tego co algavre napisala :)
                                                  • maracooja Re: Pade ... 18.06.14, 08:34
                                                    Forum jest pelne takich pseudo-empatycznych kobiet ktore przymykaly oko na chamskie zachowania, nieliczenie sie z nimi bo tak je wychowano - facetowi wolno wszystko

                                                    Tak. A kobieta ma być z założenia wyrozumiała, wyłącznie współczująca, rozumiejąca i wybaczająca - kosztem własnej godności i fundamentalnych potrzeb jako człowieka. Mam nieodparte wrażenie, że taka postawa na forum często jest obroną własnego statu quo w życiu realnym. Uzasadnieniem deficytów własnych, które próbuje się zmiatać pod dywan.

                                                    Związek zawsze jest wypadkową kompromisów ale nie w sprawach fundamentalnych, gdzie chodzi o szacunek i godność drugiej osoby - tu nie ma miejsca na jakiekolwiek ustępstwa.




                                                  • adorra0 Re: Pade ... 18.06.14, 09:37
                                                    I Ty i i inne panie nadinterpretujecie. W tym wątu rozpatrywany jest przypadek jednego faceta, o którym na dodatek sama Autorka mówi w samych superlatywach. Nie rozmawiamy o recydywiście. Gdyby wątek założył facet, a jego bohaterką była kobieta pisałybyśmy to samo, ja z pewnością. Nie przekreślam ludzi, bo im się raz noga powinęła.
                                                  • adorra0 Re: Pade ... 18.06.14, 09:55
                                                    I jeszcze jedno Marakooja
                                                    KLASYKA GATUNKU jak się nie ma argumentów, najlepiej robić wycieczki osobiste
                                                    Mam nieodparte wrażenie, że taka postawa na forum często jest obroną wł
                                                    > asnego statu quo w życiu realnym. Uzasadnieniem deficytów własnych, które próbu
                                                    > je się zmiatać pod dywan.
                                                    >
                                                    Zresztą w tę samą klasykę idealnie wpasowują się panie powyżej, święcie oburzone. Jesteście lepsze? Doprawdy? Broniąc jednej kobiety dokopujecie innym tylko dlatego, ze ośmielają się mieć inne zdanie. My chociaż prowadzimy dyskusję w obrębie faktów i dlaczego nasze gdybanie ma być gorsze od Waszego. Żadna z Was nie wie jak sytuacja będzie wyglądać za rok, pięć lat itd. Każdy z rozpatrywanych tu scenariuszy jest możliwy. I nie ma to nic wspólnego z przymykaniem oka na chamskie zachowania faceta. Konsekwencje takiej czy innej decyzji i tak poniesie Wiewiórka.
                                                  • algavre.live Re: Pade ... 18.06.14, 13:03
                                                    Adorra0 napisała:

                                                    Broniąc jednej kobiety dokopujecie innym tylko d
                                                    > latego, ze ośmielają się mieć inne zdanie


                                                    My, Swięcie Oburzone Panie Powyżej, tylko wyraziłyśmy swoje zdanie...

                                                    A, jak nazwać, to co Ty teraz napisałaś?
                                                  • adorra0 Re: Pade ... 18.06.14, 13:58
                                                    My też tylko wyrażamy swoje zdanie.
                                                  • algavre.live Re: Pade ... 18.06.14, 14:26
                                                    To sobie zdania wyraziłyśmy i ok:)
                                                  • evee1 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.06.14, 01:00
                                                    Ja tez jestem z "opozycji", ale nie uwazam, zeby wiewiorka zachowala sie niedojrzale, bo dojrzalosc/niedojrzalosc mozna sobie definiowac roznie. Ja w jej wieku zachowywalam sie inaczej, chyba mniej kombinowalam i dopowiadalam, a bardziej sluchalam tego co ma do powiedzenia druga strona. Nie ma to nic wspolnego z byciem ofiara czy uleganiem fanaberiom mezczyzny. Ja tylko lubie wiedziec i zrozumiec na czym stoje, zanim podejme jakies kroki. I wedlug mnie (powtarzam WEDLUG MNIE) wiewiorka zachowala sie dosc histerycznie. Ale jezeli zrobila to w zgodzie ze woimi odczuciami i przekonaniami, to jej prawo.
    • przeciez.wiem Teraz jestem już pewna 17.06.14, 09:36
      ... że jakiekolwiek forum to ostatnie miejsce, w którym szukać należy porady w ważnych życiowych kwestiach.

      • kruche_ciacho Re: Teraz jestem już pewna 17.06.14, 09:40
        ..... a bo? :-)
        • przeciez.wiem Re: Teraz jestem już pewna 17.06.14, 10:26
          A bo przeszła metamorfozę, przewróciła do góry nogami całe swoje życie, posiłkując się radami, sugestiami chmary obcych osób, osób, które znają sprawę tylko z jednej strony, nie oceniają obiektywnie, bo wysłuchały wersji tylko jednej ze stron sporu.
          Równie dobrze mogła na ulicy zaczepić 20 przypadkowo spotkanych osób, opowiedzieć co ją spotkało, poprosić o wyrażenie opinii i na jej podstawie układać własne życie.
          • kruche_ciacho Re: Teraz jestem już pewna 17.06.14, 10:30
            nie zauwazylam zeby pod wplywem forum wiewiorka sie "przepoczwarzyla" ;)
            od poczatku kierowala sie wlasnymi odczuciami i mam wrazenie ze od poczatku bylo dla niej w jakis sposob jasne co chce zrobic dalej
            • przeciez.wiem Re: Teraz jestem już pewna 17.06.14, 10:50
              To po co pytała?

              Oj, zmieniła się bardzo, w zupełnie innym tonie wypowiada się pod koniec dyskusji.
              • kruche_ciacho Re: Teraz jestem już pewna 17.06.14, 13:33
                nie zauwazylam tego ale ok, bo Ty z opozycji :)
              • elizabeth7 Re: Teraz jestem już pewna 17.06.14, 20:20
                To nie jest inny ton, to jest dokladnie ten sam. Tylko na poczatku liczyla, ze facet przyjdzie, przeprosi i zrobi cos spektakularnego (podnie na kolana) i da jej szanse uwierzyc, ze moze im sie ulozyc. Po zachowaniu faceta (ale-so-sie-slalo), kompletnie nierozumiejacego ze zachowal sie podle i wykazujacego kompletna zdziwke ze ona nie skaka z radosci ze on jej mowi ze sie nie przespal z byla ona wie ze "ta wielka milosc" to wielkie nieporozumienie.
                ONA NIE JEST BLONDYNKA, na pewno nie mentala.



      • celestyna444 Re: Teraz jestem już pewna 17.06.14, 14:05
        Dokładnie tak tu trafiłam, chciałam się poradzić, potrzebowałam spojrzenia z zewnątrz, myslałam, ze bedzie to idealne miejsce, ale na szczęście przeczytałam parę wątków przed napisaniem samobójczego posta :-( tytuł forum jest bardzo mylący, niestety!
    • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:38
      Małżonek mój zwrócił uwagę, że bardzo dużo piszę i jestem bardzo zamyślona. Zreferowałam mu więc wątek, tzn. tylko posty wiewiórki, ograniczając się do faktów (roczny związek, pojawienie byłej, postępujące oddalenie itd). Gdy skończyłam, mąż (ach, ten analityczny umysł) powiedział:
      "Sprostuj, jeśli się mylę. Facet proponuje zakochanej kobiecie przerwę w związku, by wyjaśnić sprawy z byłą i jest zdumiony, że partnerka odeszła? Ten człowiek jest niepoważny".
      Wydawało mi się, że ktoś wyżej już użył tego określenia, przeleciałam więc wątek i tak, dokładnie tych samych słów użył brat Wiewiórki. Niepoważny. Następnie mąż spytał, jakiej reakcji pan oczekiwał, bo chyba nie tego, że partnerka przyklaśnie pomysłowi i będzie cierpliwie czekać, niewiadomo na co i niewiadomo jak długo. Odparłam, że nie wiemy, czego pan się spodziewał i pewnie nigdy nie dowiemy. Sama jestem ciekawa.
      Swoją drogą to jest wprost niebywałe, jak ja, 36-letnia kobieta, Polka, córka górnika i mój mąż, mężczyzna, 50-letni Teksańczyk wychowany w kompletnie odmiennej kulturze, widzimy sprawy tak samo.
      • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:46
        Właśnie chciałam napisać, że gdyby nie święty czas mundialu - to swojego też bym zapytała. :)
      • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:47
        Czy to co zrobił ten facet jest takie niepoważne? Naprawde? Chciał wyjaśnić sam ze sobą i sam ze swoją byłą czego chce bo przecież do tego sie to wszystko sprowadza. Chciał wiedzieć czego chce. Czy to było niepoważne? To kluczowa kwestia również dla jego związku z Autorką. Czy lepiej byłoby, żeby nic jej nie mówił? Ukrywał, okłamał? Akurat to duża odwaga-być szczerym i powiedzieć co i jak. Jasne, powiedział dopiero jak Wiewiorka zaczęła pytać ale to są sprawy, których nie mowi sie od razu partnerowi bo najpierw przecież nie wiadomo czy to chwilowe wahania czy nie. Poza tym-mogł ściemniac i wlasnie grac na dwa fronty-nie w tym sensie, że spotykałby się z obiema ale w tym, że rozprawiałby się z tym sam-będąc dalej z Autorką. Czy jego bycie z nią w takim jego wahaniu byloby uczciwe?
        Co do tego czy ona miala czekać czy nie. Wszystko zależy do tego czy się kocha i jest się w stanie zrozumieć, że takie rzeczy się zdarzają. Tak-są przykre i nikt ich nie chce ale zdarzają się często, są częscią relacji, które w swej naturze bywają skomplikowane.
        Nawet jeśli nie chciała czekać do czego ma prawo-szkoda teraz spłycać motywację tego faceta bo sobie raczej na to nie zasłuzył.
        • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:53
          blond_suflerka napisała:

          > Czy to co zrobił ten facet jest takie niepoważne? Naprawde? Chciał wyjaśnić sam
          > ze sobą i sam ze swoją byłą czego chce bo przecież do tego sie to wszystko spr
          > owadza. Chciał wiedzieć czego chce. Czy to było niepoważne?

          Drobna uwaga- jesli sie nie wie czego chce, nie zalatwilo sie/nie zamknelo starych spraw, nie wchodzi sie w powazny zwiazek z inna osoba.
          • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 18:54
            Ale on wiedzial dopoki nie dowiedział się o byłej, że wraca. A to już są sprawy, których nie da się przewidzieć.
            • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:07
              blond_suflerka napisała:

              > Ale on wiedzial dopoki nie dowiedział się o byłej, że wraca. A to już są sprawy
              > , których nie da się przewidzieć.

              Odnioslam inne wrazenie. Przeczytaj post zalozycielski. Poprzednia partnerka byla wciaz obecna w jego zyciu, wprawdzie tylko mentalnie, ale jednak. Tym bardziej nie powinien, uwazam, dawac nadziei Wiewiorce, ze to co jest miedzy nimi to powazna sprawa. Moze sie myle, ale Wiewiorka byla raczej takim "klinem" :-( Prawdopodobnie ta poprzednia kobieta bardzo fascynowala go erotycznie, nic Wiewiorce nie ujmujac, ale bede sie czepiac jak pijany plota, ze nie oglada sie innych babek w nocy, ktora spedza sie z inna kobieta... Zreszta sama Wiewiorka pisala, ze "zmieni definicje milosci ".... Jesli z tamta kobieta mial fajerwerkiw lozku, a rozstali sie z innych powodow, to facet chcial to wyjasnic, mysle, jestem prawie pewna, ze do konca zycia by go to gryzlo, wiec lepiej, ze "byla" wrocila do ich miasta teraz i teraz te sprawe wyjasnil, a nie na przyklad za piec lat.
              • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:14
                No to jeśli tak było to problemem Autorki nie jest ten facet tylko jej przekonania pozwalające jej być z facetem dla którego nie była jedyna. To znacznie powazniejsza sprawa aniżeli przepracowanie trudnych uczuć po rozstaniu. I ta praca jej nie ominie-jesli oczywiście chce lepiej o siebie zadbać następnym razem. Tym samym-wiele słów, które tu padło o rozumieniu miłości, niedojrzałości, błędnym rozumieniu 'upokorzenia', itd itd będą pewnie dla Autorki w tej pracy nad sobą bardzo pomocne. Może nie dziś ale za jakiś czas?
            • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:17
              Mnie rozczula jedna rzecz.
              Wiewiorka zalozyla watek rowno miesiac temu. Ile czasu facetowi bylo potrzeba aby zakonczyc zwiazek i wrocic? Dwa tygodnie? Jak tylko zobaczyl odjezdzajacy pociag to doznal olsnienia to poskladal uczucia do kupy, kiedy przedtem ok 2 miesiecy sie wozil z nawrotem uczuc do bylej?
        • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:12
          > Czy to co zrobił ten facet jest takie niepoważne? Naprawde? Chciał wyjaśnić sam
          > ze sobą i sam ze swoją byłą czego chce bo przecież do tego sie to wszystko spr
          > owadza. Chciał wiedzieć czego chce. Czy to było niepoważne?

          Chwileczkę momencik. Ja absolutnie nie krytykuję *chęci* pana do wyjaśnienia spraw z byłą. Ja krytykuję *sposób*, w jaki to załatwił. Owszem, pan może i był szczery (gdy został w końcu postawiony pod ścianą), ale żądając od partnerki przerwy w związku zachował się zwyczajnie okrutnie. Postaw się w jej sytuacji: zakochana, pewna, że to twój najlepszy ze związków, radośnie oczekujesz wspólnych wakacji, a potem wspólnego zamieszkania, a zamiast tego dostajesz info, że była wróciła, więc trzeba się rozstać na jakiś czas, bo ukochany nie wie, co czuje. Naprawdę przeszłabyś nad czymś takim do porządku dziennego? Wątpię.
          • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:20
            enith napisała:

            > Postaw się w jej sytuacji: za
            > kochana, pewna, że to twój najlepszy ze związków, radośnie oczekujesz wspólnych
            > wakacji, a potem wspólnego zamieszkania, a zamiast tego dostajesz info, że był
            > a wróciła, więc trzeba się rozstać na jakiś czas, bo ukochany nie wie, co czuje
            > . Naprawdę przeszłabyś nad czymś takim do porządku dziennego? Wątpię.

            Dlatego w calym tym watku usilnie szukalam dowodow na to, ze pan rzeczywiscie Wiewiorke kocha. I jak do tej pory nie znalazlam :-(

            PS W swoim zyciu ciagle spotykam ludzi odpowiedzialnych, madrych, uwaznych, stabilnych emocjonalnie, szczerych, odpowiedzialnych... no wypisz , wymaluj takich jak partner Wiewiorki. Ale to wciaz za malo, abym mogla ich pokochac, a oni mogli pokochac mnie ;-)
            • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:23
              Tutaj chcesz znaleźc ten dowód? A jak?;)
              Przecież to wie tylko on. Autorka opisuje to po swojemu i przez swój filtr(oczywiscie calkowiecie zrozumiały).
              • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:35
                blond_suflerka napisała:

                > Tutaj chcesz znaleźc ten dowód? A jak?;)
                > Przecież to wie tylko on. Autorka opisuje to po swojemu i przez swój filtr(oczy
                > wiscie calkowiecie zrozumiały).

                Naprawde w ciagu tego roku nie wydarzylo sie nic co mogloby swiadczyc o tym, ze jego uczucie do Wiewiorki jest szczere ? :-)
                A moze to byly tylko mile randki od czasu do czasu, taka uwertura do "prawdziwego" zwiazku, ktory dopiero mial narodzic sie w przyszlosci ? Kto wie...;-)
                No to moze teraz wlasnie maja szanse, skoro sprawa z byla zostala wyjasniona ...
                • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:48
                  A mnie nie daje spokoju jedno -czy sama Wiewiórka była tak bardzo zaangażowana w ten związek. Przy założeniu, UWAGA! PRZY ZAŁOŻENIU, że facet faktycznie się pogubił, że dopiero teraz zamknął przeszłość i zrozumiał kto jest dla niego ważny - naprawdę w dzisiejszych czasach tak łatwo o faceta, którego w pierwszym poście opisywała Autorka? Na tyle łatwo, ze nie warto dać mu szansy, bo kolejny cud - miód czeka za rogiem? Nie wiem, tzn. wiem, ze Wiewiórka jest zraniona i cierpi, ok. tylko tak sobie myślę, że chyba jak się kogoś kochało i planowało z tym kimś życie to chyba ma się jakieś wątpliwości, chociażby ze względu na samą siebie. Naprawdę tak łatwo przejść do porządku nad uczuciem do kogoś? No chyba, ze ten związek zawsze był letni, taki co to ani się nie zagrzejszesz ani nie zaziębisz, a para jest;-) Mnie nawet w tym poście nie chodzi analizowanie motywów Wiewiórki, chociaż tak wyszło, bo może ona ma rację w swojej bezkompromisowości, a my, doświadczone przez życie i nauczone kompromisów się mylimy.
                  • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:52
                    No właśnie. Ja pisząc w tym wątku, w tyle głowy miałam założenie, że ona go bardzo kochała. Być może to założenie było błędne.
                    • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 20:03
                      pade napisała:

                      > No właśnie. Ja pisząc w tym wątku, w tyle głowy miałam założenie, że ona go bar
                      > dzo kochała. Być może to założenie było błędne.

                      Ja myślę, że im bardziej było się zaangażowanym, tym radykalniejsze posunięcia może się wykonać w chwili kryzysu. I już prędzej właśnie w związku średnio ciepłym, że się tak wyrażę, widzę sytuację, że kobieta poproszona o przerwę, jak cielątko, siada i czeka, a wszystko z nastawieniem "jakoś to będzie, jak nie to pastwisko, to inne". Kobieta autentycznie zakochana (i autentycznie zraniona), na takie dictum z hukiem zakończy związek (huk może być spowodowany spuszczeniem pana ze schodów).
                      • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 20:08
                        No wlasnie.... im bardziej zabolalo, tym dalej chce sie uciec.
                      • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 20:16
                        Kobieta autentycznie zakochana (i autentycznie zraniona), n
                        > a takie dictum z hukiem zakończy związek (huk może być spowodowany spuszczeniem
                        > pana ze schodów).
                        Może masz rację, ale mnie nie tyle chodzi o zakończenie związku, co o brak wątpliwości. Nie wiem, może źle mi się wydaje, ale myślę, ze gdybym kogoś tak bardzo kochała to w podobnej sytuacji miotałabym się między chęcią zranienia go tak, żeby go bolało do końca życia, a nadzieją, że może nie wszystko stracone, ze wszystkimi możliwymi uczuciami pomiędzy. Jednego dnia byłabym przekonana co do słuszności takich działań, drugiego pełna wątpliwości czy dobrze zrobiłam. Przecież to jest normalne.A tu ciągle przewija się upokorzenie. To naprawdę jest jedyne uczucie, jakie zostaje po dobrym rocznym związku?
                        • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 20:45
                          Adorra, jestem pewna, że jakiś szablon, zestaw reguł czy zasad, wg których powinny postępować osoby, którym złamano serce, nie istnieje. Tobą miotałyby wątpliwości, autorką nie miotają (teraz, po rozstaniu, bo wcześniej sama pisała, że wątpliwości chcą ją dosłownie wykończyć). Dziewczyna dokonała radykalnego cięcia, koniec związku, koniec wątpliwości, rozkminiania co, kto i gdzie popełnił błąd. Czas się otrzepać, sfastrygować serducho i iść do przodu. Bardzo praktyczne podejście (bynajmniej nie w sensie pejoratywnym), które świetnie też chroni przez dalszym ranieniem przez eks partnera. Oby tylko nie zmieniło się w ogólnie życiową dewizę, która nie pozwoli dziewczynie nigdy więcej otworzyć się na uczucie, bo i tak po traumatycznych zerwaniach bywa.
                          • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 21:02
                            Pewnie masz rację. Jeżeli faktycznie jest tak jak napisałaś
                            Dziewczyna dokonała radykalnego cięcia
                            > , koniec związku, koniec wątpliwości, rozkminiania co, kto i gdzie popełnił błą
                            > d. Czas się otrzepać, sfastrygować serducho i iść do przodu. Bardzo praktyczne
                            > podejście (bynajmniej nie w sensie pejoratywnym), które świetnie też chroni prz
                            > ez dalszym ranieniem przez eks partnera.
                            to szczerze zazdroszczę podejścia, też chciałabym tak umieć.
                      • evee1 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.06.14, 01:19
                        > Ja myślę, że im bardziej było się zaangażowanym, tym radykalniejsze posunięcia
                        > może się wykonać w chwili kryzysu. I już prędzej właśnie w związku średnio ciep
                        > łym, że się tak wyrażę, widzę sytuację, że kobieta poproszona o przerwę, jak ci
                        > elątko, siada i czeka, a wszystko z nastawieniem "jakoś to będzie, jak nie to p
                        > astwisko, to inne". Kobieta autentycznie zakochana (i autentycznie zraniona), n
                        > a takie dictum z hukiem zakończy związek (huk może być spowodowany spuszczeniem
                        > pana ze schodów).
                        To zle myslisz. W kazda razie nie kazda kobieta tak sie zachowuje. Moj zwiazek zahamowal dwa tygodnie przed slubem, wiec trudno mowic tutaj o braku zaangazowania. I ja bynajmniej nie siadlam wlasnie jak cielatko, tylko rozmawialam i staralam sie zrozumiec i jakos to sobie wszystko poukladac. Mnie wlasnie meczyloby to, ze nie wiem co i dlaczego. Owszem, takie rozmowy sa bolesne, ale tez wiele mozna sie dzieki nim nauczyc. Akurat z duma czy upokorzeniem wedlug mnie nie ma to nic wspolnego.
                        No, ale kazdy jest inny i jak widac z tego watku czesc byl trzasnela z hukiem drzwiami, a czesc prowadzilaby dialog. Ale nie wiem czy mozna twierdzic, ze ktoras z tych opcji jest sluszna, a druga nie.
                • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 20:02
                  pogodoodporna napisał(a):

                  > Naprawde w ciagu tego roku nie wydarzylo sie nic co mogloby swiadczyc o tym, ze
                  > jego uczucie do Wiewiorki jest szczere ? :-)
                  > A moze to byly tylko mile randki od czasu do czasu, taka uwertura do "prawdziwe
                  > go" zwiazku, ktory dopiero mial narodzic sie w przyszlosci ? Kto wie...;-)
                  > No to moze teraz wlasnie maja szanse, skoro sprawa z byla zostala wyjasniona ..
                  > .

                  A to jest własnie kluczowa sprawa. Czy tam była miłość czy nie.
                  Ale nawet jeśli ten facet ją kochał(ja stawiam na miłość) to jest duża szansa, że ona na ten moment tego nie widzi. Na przykład wzmianka o piersiach byłej może swiadczyć o jakimś kompletnym przekłamaniu(w sensie o takim subiektywnym, niedojrzałym filtrze) tej całej sytuacji. Bo chyba nikt rozsądny nie uwaza, że piersi mają tu jakies znaczenie. To tylko wzmianka ale całoksztalt opowiesci moze wskazywać na to, że Autorka jest teraz na tyle zraniona, że trudno jej obiektywnie ocenić czy on ją kochał czy nie. Stąd szukanie dowodów na to w tym wątku będzie na pewno trudne.
          • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:21
            Nikt nie mówi, że taka sytuacja jest łatwa i że nie wzbudza trudnych uczuć. To oczywistość. Ale-chodzi o to, żeby też rozumieć co powoduje partnerem. Tak naprawdę to jedna z tych sytuacji kiedy nie ma swietnego rozwiązania. Ludzie w związku jeśli się kochają i sa na siebie uważni(a tak jest w dobrych związkach) czują i widza przeciez, że coś jest nie tak.
            Jakie więc tutaj wchodziło w grę rozwiązanie? Żeby boksował sie z tym nie mówiąc o tym Autorce? Czyli tak naprawde udawał, że wszystko jest w porządku? To byłoby lepsze?
            Prosba o przerwe jest na pewno okropna z wielu powodow ale tak naprawde być moze była jedynym naprawde uczciwym rozwiązaniem. I wcale nie w radosnym tonie-oto, teraz przerwa, potem decyzja i powrot na stare tory. Na pewno nie. Na pewno trzeba by odbudować poczucie bezpieczenstwa, zaufania, itd ale jest to do zrobienia.
            Co do jego szczerości-ilu jest ludzi, którzy kłamią partnerowi nawet przylapani albo nie mówią wszystkiego-tylko to co do czego nie mogą już skłamać. On powiedział prawde chociaż była ona bardzo bolesna. Czy kłamstwo byłoby lepsze?
            • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:39
              Moglabym przyjac takie zalozenie: Wiewiorko, nie ogarniam swych uczuc, lepiej bedzie jak sie rozstaniemy. I naprawde sie rozstac.
              Ale nie! On sie "na chwile "wylogowal od razu przewidujac mozliwosc wskoczenia w to samo miejsce. No i tak sie ogarnial, ze spotykajac sie z byla w miedzyczasie slal kwiaty do drugiej, a po kilki dniach juz byl "calkowicie pewien" swych uczuc do Wiewiorki. Ogarnal swoj bajzel w glowie prze kilka dni z wielkiej milosci sprzed lat?
              Jest zwyczajnie niewarygodny w swym postepowaniu. Chcialby zjesc ciestko i miec ciastko. A juz, wuj, d.upa i kamieni kupa.
            • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:40
              blond_suflerka napisała:

              > Co do jego szczerości-ilu jest ludzi, którzy kłamią partnerowi nawet przylapani
              > albo nie mówią wszystkiego-tylko to co do czego nie mogą już skłamać. On powie
              > dział prawde chociaż była ona bardzo bolesna. Czy kłamstwo byłoby lepsze?

              W kwestii szczerosci masz absolutna racje. Wielki plus dla pana, ze nie sciemnial, tylko zdobyl sie na powiedzenie prawdy :-)
            • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 19:45
              > Tak naprawdę to jedna z tych sytuacji kiedy nie ma swietnego rozwiązania.

              Za to zdanie polewam ci, blond suflerko, wirtualnie wódki. Tak, w tej sytuacji nie ma świetnego rozwiązania, bo nie mogło być. Wiewiórka weszła nieświadomie w związek z mężczyzną, który, prawdopodobnie również nieświadomie tkwił nadal jedną nogą w swoim poprzednim związku. To się nie miało prawa dobrze skończyć, gdzie przez "dobrze" rozumiem sposób, gdzie nikt nie zostaje zraniony.
              Jaki sposób załatwienia sprawy byłby uczciwy? Napiszę, jak *ja* bym chciała, by mój partner się zachował. Gdy tylko na horyzoncie pojawia się była i serce zaczyna panu mocniej pikać, chciałabym o tym wiedzieć. Chciałabym, żeby partner przyszedł i powiedział: "Słuchaj, kochanie, była wraca do miasta i chce się spotkać. Wiesz już, że ona mnie porzuciła, że mamy niezakończone sprawy, że nie miałem okazji powiedzieć jej wszystkiego, co chciałem. Teraz mam tę okazję i chcę ją wykorzystać do ostatecznego zakończenia sprawy. Jedno spotkanie i to wszystko." Dla mnie to byłoby uczciwe postawienie sprawy. Oczywiście taki scenariusz zakłada, że partner kocha mnie, nie byłą i że to ze mną, nie z byłą chce być. A właśnie tego składnika w zachowaniu partnera wiewiórki zabrakło.
              • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 20:07
                No ale zaraz-jak on miałby wiedzieć o tym, ze zaczyna sie wahać? W sekunde? To przecież trochę trwa zanim się człowiek zorientuje czy to chwilowe wahanie czy nie.
                Po drugie-jak się kocha i nie chce się stracić partnera to wcale nie tak łatwo serwuje się prawde, która może być różnie odebrana. Ja raczej stawiam na to, że to wszystko trwa zanim się człowiek ogarnie, że to jednak nie jest chwilowe a potem kiedy podejmuje decyzje co dalej z tym zrobić. To by dopiero była niedojrzałość i dowód na brak milosci jeśli aż tak powazne wątpliwości odezwałyby się w nim tak szybko.
                Bo to o czym Ty piszesz to kwestia pewnych wyjasnien o czym spokojnie mozna powiedziec partnerowi ale wątek chyba o tym, że facet poczuł się trochę niepewny co do swoich uczuć a to znacznie powazniejsze.
                • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 20:29
                  Ale chwilka mała... Wiewiórka już na dwa miesiące przed zakończeniem związku wyczuła, że coś jest na rzeczy. Partner pytany lawirował, a właśnie wtedy był czas, by partnerce powiedzieć, że coś takiego się dzieje. Przecież wtedy musiał już wiedzieć, co jest grane i dlaczego, skoro np. ściągnął stare zdjęcia na telefon.

                  >... ale wątek chyba o tym, że facet poczuł się trochę niepewny co do swoich uczuć a to znacznie powazniejsze.

                  I o to chodzi! Z puntku widzenia wiewiórki właśnie TO stanowiło problem. Że pan się waha i jest skłonny zaryzykować swój rzekomo szczęśliwy związek (sam go tak określił w rozmowie z eks), by sprawdzić, które uczucia przeważą, te do aktualnej, czy te do byłej. Proszę bardzo, niech pan sprawdza, droga wolna. Niech nie będzie jednak taki butny, by wierzyć, że jedna z testowanych pań będzie potulnie i grzecznie czekać na wynik testu.
                  Dajemy panu prawo do bardzo-dojrzałych wątpliwości? Ok. Dajmy więc pani prawo do złamanego serca i całej reszty mniej-niż-dojrzałych uczuć i reakcji.
                  • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 22:30
                    enith napisała:

                    > Ale chwilka mała... Wiewiórka już na dwa miesiące przed zakończeniem związku wy
                    > czuła, że coś jest na rzeczy. Partner pytany lawirował, a właśnie wtedy był cza
                    > s, by partnerce powiedzieć, że coś takiego się dzieje. Przecież wtedy musiał ju
                    > ż wiedzieć, co jest grane i dlaczego, skoro np. ściągnął stare zdjęcia na telef
                    > on.

                    No wiedział ale może dalej jeszcze nie wiedział co robić i na ile to staly trend a na ile za chwile mu przejdzie? No trudna sprawa-bo to wszystko takie gdybanie. Bo moze ukrywal i chciał ukrywać ale po co? No przecież ludzie-jesli naprawde cały czas tak kochał tę byłą a Autorka była z braku laku i jej nigdy nie kochał, to czy nie powinien zareagować na propozycje byłej w sekunde i pobiec do niej szczesliwy? Przecież w ogóle by się na Autorkę nie oglądał gdyby nie miał zadnych wątpliwości. Po co miałby to robić? Mógl przyzwoicie przeprosić i zakonczyć ten związek. Nie miał zadnych profitów ze związku z Autorką, których nie dostałby od tamtej a tam była jeszcze wielka miłość(zakładając t ę wersję, że tam miłość a z Autorką to z nudów). Po co więc to wszystko? No chyba po to, że kochał(kocha?) Autorkę.

                    > I o to chodzi! Z puntku widzenia wiewiórki właśnie TO stanowiło problem. Że pan
                    > się waha i jest skłonny zaryzykować swój rzekomo szczęśliwy związek (sam go ta
                    > k określił w rozmowie z eks), by sprawdzić, które uczucia przeważą, te do aktua
                    > lnej, czy te do byłej. Proszę bardzo, niech pan sprawdza, droga wolna. Niech ni
                    > e będzie jednak taki butny, by wierzyć, że jedna z testowanych pań będzie potul
                    > nie i grzecznie czekać na wynik testu.

                    No ale nie mozna nazywać wątpliwości i refleksji nad tym do testowaniem. Bo to spłyca i wykrzywia obraz całej historii. Przeciez on nie testował tylko chciał sam podjąć decyzję co czuje i czego chce.

                    > Dajemy panu prawo do bardzo-dojrzałych wątpliwości? Ok. Dajmy więc pani prawo d
                    > o złamanego serca i całej reszty mniej-niż-dojrzałych uczuć i reakcji.

                    Ależ nikt jej tego prawa nie odbiera. Ale przecież rozmowa jest troszkę bardziej fachowa aniżeli gdzieś tam na bazarku;) więc są również opinie dające taką szerszą perspektywę. I przecież nie tak sobie ale po to, żeby Autorce pomóc. Tak, jest niedojrzała ale jaka ma być? Jest taka dojrzałość, która przychodzi z czasem i nie ma opcji, żeby pojawiła się wczesniej. I ona sie pojawia raczej po 30-tce a nie przed. Oczywiście są roznice osobnicze.
                    Zresztą-nawet dojrzały człowiek czasem postępuje niedojrzale i bardzo dobrze;) Tylko tylko, że on to wie(a to bardzo dużo) i potrafi dalej już postąpić bardziej dojrzale czyli z korzyścią dla siebie. Bo o to tu przecież chodzi. Dzialania wygenerowane przez niedojrzałość często są szkodliwe dla danej osoby.
                    Poza tym-wszystko rozbija się o miłość. Dla wielkiej miłości warto przepracować wiele. Podkreslam-przepracować a nie zgadzać się na dyskomfort. I pewnie o to chodziło w takim delikatnym namawianiu Autorki, żeby nie decydowała o koncu zbyt pochopnie. Szkoda zmarnować wielką miłość. No chyba, że to nie jest wielka miłość.
              • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 20:20
                enith napisała:

                > "Słuchaj, kochanie, była wraca do miasta i chce się spotk
                > ać. Wiesz już, że ona mnie porzuciła, że mamy niezakończone sprawy, że nie miał
                > em okazji powiedzieć jej wszystkiego, co chciałem. Teraz mam tę okazję i chcę j
                > ą wykorzystać do ostatecznego zakończenia sprawy. Jedno spotkanie i to wszystko
                > ."

                Tak wlasnie powinien powiedziec :-)

                > Dla mnie to byłoby uczciwe postawienie sprawy. Oczywiście taki scenariusz za
                > kłada, że partner kocha mnie, nie byłą i że to ze mną, nie z byłą chce być. A w
                > łaśnie tego składnika w zachowaniu partnera wiewiórki zabrakło.

                No wlasnie, zabraklo w tym wszystkim zapewnienia o milosci, potwierdzenia jak Wiewiorka jest dla niego wazna, przypomnienia o wspolnych marzeniach i planach (no bo chyba takie mieli ). Tego zabraklo. Byla tylko propozycja rozstania "na jakis czas" w blizej niesprecyzowanym celu. Gdzie tu milosc ?
                • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.06.14, 23:09
                  Hej, jestem zaskoczona tak długą dyskusją, mogę odpowiedzieć tylko częściowo, na najważniejsze (dla mnie) rzeczy, za to odnoszą się w sumie do większości.

                  To nie tak, że wyłącznie posiłkowałam się radami obcych osób - opinie z forum były dla mnie ważne, ale jakby ogólnie, tj. moje własne odczucia były konkretne, i w decydujących momentach nie musiałam „rozważać” niczego, wszystko przyszło samo, decyzję o rozstaniu mam tu zwłaszcza na myśli.

                  Wkleję coś dla mnie szczególnie ważnego:
                  Maracooja: A co tu rozumieć? Że nad uczuciami ciężko zapanować do tego stopnia, że można chcieć wrócić do byłej? Że się tej byłej pożąda i jest się gotowym porzucić nowy związek?

                  Podejrzewam, że Wiewiórka to rozumie i właśnie dlatego ma gdzieś powrót do niego.
                  Bo mądra dziewczyna rozumie także, że od takiej skuchy nie zaczyna się nowego związku.

                  Maracooja, myślę, że to samo sedno: najpierw tego, co mnie przeraziło (1 część), a potem mojej decyzji (druga część).

                  Ktoś tu wątpi, czy byłam tak bardzo zaangażowana. Owszem, byłam, kochałam i szanowałam mojego faceta bardzo, byłam pewna, że to ten jedyny, pisałam już o tym. Myślę, że komentarz Enith jest idealny (jeśli ktoś uważa, że w moim postępowaniu jest sprzeczność):
                  Ja myślę, że im bardziej było się zaangażowanym, tym radykalniejsze posunięcia może się wykonać w chwili kryzysu.

                  Nie wiem, czy wypowiadam się w innym tonie, ja wszystko wciąż bardzo przeżywam, po rozstaniu rośnie chyba wciąż moja złość na faceta, może to tylko jakiś etap (i nie wiem, dlaczego w ogóle w sytuacji podobnej do mojej należałoby wciąż odczuwać to samo).

                  Dlaczego nie zapewniał mnie o miłości albo o tym, jak jestem ważna dla niego, gdy robił „przerwę w związku”? - to mnie akurat nie dziwi, myślę, że zdawał sobie sprawę, że to zabrzmi kuriozalnie, może nie chciał dodatkowych uwag z mojej strony.

                  I jeszcze skomentuję coś:
                  Adorra: Jednego dnia byłabym przekonana co do słuszności takich działań, drugiego pełna wątpliwości czy dobrze zrobiłam. Przecież to jest normalne. A tu ciągle przewija się upokorzenie. To naprawdę jest jedyne uczucie, jakie zostaje po dobrym rocznym związku?

                  Adorra, a może u mnie tą jednostką będą 2 tygodnie albo miesiąc? Dlaczego tylko przy „dniu” jest normalnie?
                  Upokorzenie nie jest jedyne, pisałam o straszliwym żalu, o rozczarowaniu, potrzebuję czasu, na razie nie umiem inaczej spojrzeć na ten związek…
                  • misterni Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.06.14, 01:14
                    A ja zgadzam się z Pade.
                    Miałaś porządnego faceta, który na moment się pogubił. Starał się z tego wybrnąć, porsił o zrozumienie i wybaczenie.
                    Gdybyś go naprawdę kochała, dałabyś mu szansę. I to nie chodzi o to, żeby przyjąć go od razu po zajściu, mogłaś mu powiedzieć, że potrzebujesz czasu i to byłoby całkowicie zrozumiałe. Ty zaś odrzuciłaś go w momencie, gdy powinnaś szczególnie się zastanowić nad tym, czego chcesz, a tego nie dało się zrobić w tak krótkim czasie. Taka postawa o czymś świadczy, ale na pewno nie o miłości.
                    • evee1 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.06.14, 02:32
                      Jezeli Wiewiorka definitywnie postanowi zakonczyc sprawe z tym panem, to pozostaje mi tylko zyczyc jej, zeby tego kiedys nie zalowala. Oczywiscie tego kwiatu jest polswiatu, ale wcale nie tak latwo znalezc kogos kto pasuje.
                    • przeciez.wiem Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.06.14, 08:02
                      Podpisuję się po każdym słowem, mam identyczne odczucia.
                      I dodam (trochę zmodyfikowane) motto z forum rozwodowego:
                      "Należy rozstać się nie wtedy gdy znajdzie się pierwszy powód do rozstania, ale
                      rozstać się gdy upadnie OSTATNI powód do bycia razem..."
                      • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.06.14, 08:14
                        Jest też powiedzenie:
                        Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
                        • przeciez.wiem Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.06.14, 08:17
                          W imię czego?
                          • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.06.14, 08:22
                            A nie nie. W tym powiedzeniu nie chodzi o to, żeby w imię czegoś nie zauwazać jakichś okropnych cech partnera ale raczej o to, że jak już dobrze wybierzesz pred slubem i masz pewnośc, że to w porządku czlowiek to potem nie zajmuj się już pierdołami. Tu chyba Enith pisała o tym wyżej.
                            Tak czy tak kwestia sporna-czy zachowanie tego faceta go dyskwalifikuje czy nie. Jak widać zdania są podzielone wiec kazdy sobie to powiedzenie i tak inaczej zinterpretuje.
                  • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.06.14, 08:43
                    Wiewiórko, bardzo współczuję sytuacji i nastroju...
                    Truizmem jest pisanie, że czas wyleczy rany ale to prawda.
                    Teraz tylko rozpieszczaj siebie i bądź dla siebie dobra.
                  • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.06.14, 09:45
                    Ja myślę, że to jest bardzo dobry moment na zakończenie dyskusji. Wiewiórka napisała w jakim jest stanie i myślę, ze dalsza dyskusja jest bezcelowa. Materiału do przemyśleń w lepszym czasie ma aż nadto, a zrobi i tak to co będzie chciała - jej życie jej prawo.
    • brak.polskich.liter Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 19.06.14, 00:23
      Krotko i n temat: autorko watku, szacun. Za odwage, decyzyjnosc, szacunek do samej siebie i odpornosc na bullshit. Na tym forum powinnas miec pomnik. Serio.

      Za pare lat wpadniesz moze na to forum, zeby napisac update o swoim szczesliwym i poukladanym zyciu z kims, dla kogo jestes kobieta zycia, a nie "zamiast". Zerkniesz wtedy na watki kobiet, ktore w imie Wielkiej Mielosci pozwalaja traktowac sie jak scierki, albo wlasnie daja misiaczkowi kolejna ostatnia szanse po jakiejs grubej nielojalnosci i podziekujesz sama sobie, ze wtedy - tych pare lat wczesniej - nie dalas sie wkrecic w role kryzysowej narzeczonej.
      • squirrel9 Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 09:45
        Czytam te wszystkie wypowiedzi i rzucają się w oczy dwie postawy. Jedna, równiez moja - z człowiekiem który narusza moją godnośc w ogóle nie negocjuję. Druga - z syndromem Kopciuszka - oczekiwania, ze książe mnie wybierze, dla mnie kompletnie niezrozumiała. Gdy słysze jakąś reklamę w radiu w której chłopcy mówią, ze chcą być np. starażkiem, lekarzem, a dziewczynka ... dziewczyną Messiego, to, za przeproszeniem, diabli mnie biorą. Dla mnie, to robienie idiotki z dziewczynki. A jednak ... takich jest na pęczki. Wychowanie, postawa własnych matek?
        Bez względu na wykształcenie kobiety przez lata posyłały córkom przekaz : najważniejsze to znaleźć męża. Te z wyższym statusem - z równej sfery, te wykształcone - dobrego, reszta - byle był. Pamiętam jak mój tato smiał się ze znajomej, pani profrsor uniwersyteckiej, która o swojej córce po maturze mówiła, że najwazniejsze dla dziewczyny to znaleźć dobrego meżą. Studia jej nie zawadzą ale mąż to podstawa. Mój tato uważał, ze wystarczy dziewczynie kupić mieszkanie a podejście jej się zmieni. Wyrosłam w domu z przekonaniem, że najwazniejsze to miec własne ciekawe życie. Mogłabym być piłkarką, piosenkarką, aktorką, lekarzem, inżynierem, ale nigdy by mi nawet do głowy nie przyszło, że chciałabym byc czyjąś dziewczyną. Mam własne zaintreresowania i mąż jest dopełnieniem mojego życia a nie jego jego jedyną treścią i sensem. I nigdy nie czekałabym na to, ze facet moze mnie wybierze a może nie. Wybierac to on sobie może samochód w salonie, wczasy z katalogu. Dla mnie to albo partner albo nikt. Mam (jak częśc tu dykutujących) pewne wymagania od faceta z którym się wiążę i są jakieś niekonieczne ale są takie, z których bym nie zrezygnowała. Mogę zakochać się w kimś ale ten ktoś nie pasuje do mnie to po prostu to i do zycia mi niepotrzebny. Wolałabym byc sama.
        A kobiety z syndromem Kopciuszka potrafią sobie "obciąć palce, piętę" ( czytaj - dostosuja się do wszystkiego) byle ten książe ją wybrał i będą żyli długo i szczęśliwie . I na tym często bajka się kończy. Bo to ani ksiąze ani szczęście a obcinac nie ma juz czego.
        Wiewiórko, jesteś kobietą niezależną a nie kopciuszkiem.
        • ewa9717 Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 11:42
          Święte słowa!
          Wiewiórko, fajna baba jesteś.
        • pade Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 12:08
          Nie ma to jak nadinterpretacja, dośpiewywanie sobie i "czytanie między wierszami". Można dzięki temu całkiem odjazdowe teorie stworzyć. Czarno - białe.
          Kiedy kobieta okazuje mężczyźnie zrozumienie i empatię jest ofiarą, popychadłem, ścierką, Kopciuszkiem i bóg wie czym jeszcze. Kiedy nie wykaże zrozumienia, jest świetną babką, poukładaną, silną i nie wiem co tam jeszcze było, w każdym bądź razie same superlatywy.
          Albo-albo.
          Smutne to.
          Bo po między jest jeszcze cała gama różnych zachowań, które można by było wziąć pod uwagę. Ale po co? Nie było by wtedy podziału na my i one.
          • kruche_ciacho Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 12:22
            pade..... daj juz spokoj

            ogolnie Twoje teorie sa ok ale w tym konkretnym przypadku dziewczyna postapila slusznie

            walczysz z wiatrakami
            • pade Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 12:36
              Ale ja już od dawna nie piszę o tym, czy postąpiła słusznie, czy nie. Jej sprawa.
              Ja piszę o tym, że jeśli ktoś sugeruje zatrzymanie się, przemyślenie, zrozumienie, zostaje uznany za co najmniej bezmyślną ofiarę.

              Protestuję przeciwko wmawianiu mi, że muszę być bezwolną, słaba istotką, pod obcasem męża, skoro śmiem twierdzić, że drugi człowiek ma prawo się pogubić, popełnić błąd.
              Wiem, że to walka z wiatrakami:)
          • squirrel9 Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 13:10
            Oczywiście, że są jeszcze postawy trochę pośrodku. Możesz dać szansę jedna czy drugą. Rozmawiasz, próbujesz się dopasować ale pomiomo uczuć realnie patrzysz na to jak jestes traktowana. Jak się ma zastrzeżenia to się w związku łapie dystans i raczej związek przeciągnąć niż się wiązać.
            Jak czytam na tym forum np. że facet kobiety w 8 miesiącu ciązy pojechał na urlop z kolegami, jak ją źle potraktował, - to wiem i spora część nas wie, ze to powinien byc albo począte kradykalnych zmian albo koniec związku. Niestety, obstawiam koniec związku. Jej trzymanie się portek faceta niczego dobrego nie wróży i niczego nie zmienia.
            Dlatego jeśli facet potraktowałby mnie jak paprotkę to już nie byłby miom facetem. Nie umiem kochać "mimo wszystko".
            Jasne licho, facet który zrobiłby sobie ze mną przerwę w związku na sparawdzenie czy z byłą mu jeszcez troche wyjdzie już nie miałby po co dzwonić. To już jest poza gamą rozwiązań. Często z gamą rozwiązań jest taki problem, ze kobiety desperacko poszerzają tą gamę w zależności od wysków księcia. I tak całe życie. Naprawdę, jak czytam to forum to zastanawiam się dlaczego niektóre potrafia wyjść szybko ze złego związku(znam w życiu takie) a inne zmaltretowane czekają na koniec świata i piszą "bo ja go jeszcze kocham". Dla mnie to brak poczucia własnej wartości i godności.
            Słowo "godność" jest tu słowem-kluczem.
            • blond_suflerka Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 13:35
              Ale ten facet nie zrobił sobie przerwy, żeby popróbować z była, no kurde!
              On chciał w spokoju zastanowić się czego chce. Własnie to co piszesz stoi w sprzeczności z Twoim narzekaniem jak to dla niektórych liczy się sam fakt posiadania partnera. Oto własnie ten facet chciał zataulizować swoją chęć bycia w związku z Autorką przy okazji własnie powrotu byłej. Tak się robi we wszelkich kryzysach związkowych-czasem związanych z kimś innym a czasem zupełnie nie.
              Kwestia tego o czym pisze Pade-czy ktoś chce widzieć człowieka w partnerze a czlowiek czasem ma kryzys i musi sobie(i to jest dobre i zdrowe) zaktualizować czego chce czy chce się za wszelką cenę zatrzymać status quo bez względu na to co czuje partner.
              Albo rozstawać się od razu jak tylko partner okazuje się człowiekiem a nie maszynką do spełnienia oczekiwań.
              • squirrel9 Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 13:50
                Nie, on w spokoju chciał spotkać się z byłą (co robił) i w tymże spokoju chciał zastanowic się co z autorką wątku. I to nie był kryzys w związku, to pan chciał sobie zrobic przerwę i liczył na to, ze autorka wątku przerwę przeczeka. No i pan zdecydowałby czy chce czy nie chce być z autoką wątku. Jak by się to odbywało gdyby nie chciał ? Ona by tak czekała w przerwie ?
                Pan zdecydował się na zakutalizowanie bycie z panią, dla której już się zdezaktualizował. Dała mu szansę na zrozumienie, ze ona jest człwoiekiem i nie musi spełniac jego oczekiwań.
                No nie jest Kopciuszkiem.
                Nalezy widziec cżłowieka w człowieku ale nie wszystkie ludzie zachowania od razu nalezy akceptować. Od niektóych lepiej trzymac się z daleka.
                • adorra0 Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 13:56
                  Wszystko dobrze squirrel9 tylko dlaczego jednoczesnie z argumetami Ty i inne panie z Twojej frakcji przyklejacie " pejoratywne" etykietki paniom z opozycji, że już nie wspomnę o wycieczkach osobistych?
                  • squirrel9 Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 14:23
                    Nie przyklejałabym etykietek, bo to nie moja sprawa jak sobie cżłowiek życie układa ale sytacja sama wygląda jak z bajki o Kopciuszku.
                    Przeczytaj jednak to forum, jak wiele wątków jest na ten sam temat - wybaczania za wszelką cenę, tłumaczenia faceta i wyrazów zrozumienia. I nic z drugiej strony.
                    Dla mnie są pewne sprawy i sytuacje poniżej godności, naruszenie tej granicy jest końcem kontaktów. Mogę to zrozumieć od ludzkiej strony ale to już nie moja bajka.
                    A tu czytam raz, drugi i trzeci, ze to postawa niedojrzała. Chyba odwrotnie ...
                    • adorra0 Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 14:48
                      To nadal Cię nie tłumaczy. Jesteś lepsza tylko dlatego, ze dla Ciebie (i innych) pewne sprawy są poniżej godności? A skąd Ty wiesz jakie granice mają inne kobiety, skąd wiesz jak zostały ukształtowane i ile w życiu przeszły? Kto dał Ci prawo do takiego lekceważacego wypowiadania się o kobietach, które żyją inaczej niż Ty? Tak, to forum jest pełne takich wątków, ale chyba powstało , między innymi, po to, zeby kobiety, które nie mają w realnym życiu wsparcia/pomocy mogły znaleźć je tutaj. Jak widać niektórym służy też do tego, zeby dowartościować się kosztem innych.
                      • squirrel9 Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 15:02
                        Tak, tylko mówieni im, że tłumaczenie wyskoków faceta jest oznaką empatii i dojrzałości chyba im nie pomoże.
                        • maracooja Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 16:58
                          Otóż to. To odwieczne wbijanie w poczucie winy kobiet, które postanawiają zawalczyć o siebie.
                          "Bo mężczyźni już tacy są", "muszą się wyszaleć", "musisz być mądrzejsza w tym związku", "drugi taki ci się nie trafi", ect, ect, ect.
                          Która z nas tego nie słyszała od rzekomo mądrzejszych i bardziej doświadczonych.

                          Wiewiórka już wygrała. Swoją nieprzejednaną postawą zyskała:
                          a) poczucie godności
                          b) szansę na zdrowy związek.

                          I dalibóg, nie mam pojęcia, dlaczego miałaby postąpić inaczej.
                • blond_suflerka Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 14:10
                  To nie był kryzys w związku? Wahanie i niepewność co do uczuć jednego z partnerów to nie jest kryzys w związku?
                  Tak, facet zrobił przerwę i w tej przerwie spotkał się z byłą ale nie w tym sensie o którym piszesz, że oto zaczął z nią być i na cokolwiek się z nią zdecydował. Spotkał się bo pewnie chciał wyjaśnić i zakonczyć to co niedokonczone a być moze przekonać się o tym, że jest dla nich jeszcze druga szansa ale do tej szansy potrzeba 'chcenia' dwójki osób. Jak widać ta przerwa i spotkanie z byłą doprowadziły go do wniosku, że chce być z Autorką wątku i to ją kocha.
                  Co w tym nieuczciwego? Tak, bardzo to bolesne. Tak, najlepiej, żeby aktualziacja co do swoich uczuć odbywała się bez takich atrakcji a jednak takie rzeczy zdarzają się wielu ludziom. Można powiedzieć, ze czasem nie ma większego znaczenie czy w grę wchodzi w ktoś inny czy nie. To ma znaczenie jeśli związek/relacja z tym kimś innym wchodzi w fazę konsumpcji ale wtedy kiedy kogoś dopadają wątpliwości typu-czy z byłym jednak nie byloby lepiej albo z koleżanką z pracy, to można powiedzieć jest to osobisty jakiś kryzys tej danej osoby. I to jest wazny moment, żeby dobrze się zastanowić czy coś się właśnie wypaliło, czy moze za mało sie dokładało do pieca a może cos sie zaniedbało we własnym rozwoju co sprawiło z kolei, że odczuwa się jakiś brak czy niechęć i niewłaściwie identyfikuje to z brakiem uczuć w związku.
                  Tu pojawiła sie była, pewnie jakieś niedokonczone słowa, pewnie jakis żal, pewnie uczucia-to normalne, że mogl czuć sie pogubiony i wlasnie chcąc być uczciwym-powiedział prawdę.
                  A Autorka nie musiała czekać bo w ogóle nic nie musiała. Kwestia tylko taka czy rozumie, że prawdziwa miłość jest własnie wtedy kiedy jest prawdziwa. Czyli nie idzie to wszystko sia rozpędu tylko raz na jakiś czas pojawiają się trudne sytuacje, wazne pytania, itd. Brak zgody na to właściwie brak zgody na związek. No chyba, że taki związek gdzie nikt nie ma prawo mowic glosno tego co czuje.
                  • squirrel9 Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 14:58
                    Obawiam się, że miłość po przejściach gdy trzeba odbudowywać zaufanie niekoniecznie jest tą prawdziwą miłością. Dla mnie prawdziwa miłość to taka, która jest wrażliwa na człowieka którego się kocha ( a nie jest prawdziwa jak jest prawdziwa :) )Jak niektórzy żartują: "jak mówię,że cię kocham, to mówię".
                    Oprócz deklarowanych uczuć nalezy zwracać uwagę na zachowania. Nie interesowałoby mnie to, ze ktos mówi, ze mnie kocha ale nie liczyłby się ze mną. Od strony ludzkiej uznałabym i jego prawdomówność i wahania, własny jego kryzys, ma do tego prawo ale nie w mojej bajce. Zrównoważnie i dojrzałość człowieka polega na tym, ze wszelakimi dylematami nie muszą obciążać innych i potrafią rozeznać co i w jaki sposób wpływnie na ich zycie, związek. To tak jakbym meżowi opowiadała, ze poznałam inetesującego faceta itp itd., podwładnym, że mogą być zwolnienia w firmie. Zdaję sobie sprawę jaka może być reakcja innych. Przerzucanie emocji na innych można nazwać i szczerością i podłością. Tylko nie ma co się dziwić, że zrobił się fermet.
                    • blond_suflerka Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 15:04
                      Pełna zgoda. Kazdy ma wybór. Mozna stwierdzić, że nie zaakceptuje się kryzysów partnera i nie wchodzić w związki. Osobiście trudno mi uwierzyć, że są ludzie i związki bez kryzysów-mowa o związkach długich-tam gdzie różne rzeczy się zdarzają-dzieci, stresy, starsi rodzice, krzysy wieku średniego, itd.
                      No ale ok.
                      Co do nie przerzucania swoich emocji na partnera-pełna zgoda i własnie dlatego facet od razu nie powiedział, że ma jakieś wątpliwości. Czy mógł dalej to ukrywać? No już na pewno nie. Jak już Autorka to wyczuła i zauważyła to powiedział prawdę.
                      A ze liczy sie takze zachowanie to oczywistość. Tylko tutaj kazdy inaczej odczytuje owe zachowanie.I z tym jest problem(?)
                      • squirrel9 Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 15:37
                        W każdym małżeństwie bywają kłótnie, spory i ciche dni ale wg mnie nie zaczyna się związku od kryzysu. Tym bardziej jeśli strona ktróra ten kryzys spowodowała zupełnie nie czuje się winna. Facet jest prawdomówny. Niestety, tylko u małych dzieci prawda jest rozkoszna.
                        Jesli na początku związku problemem jest różne odczytywanie zachowań to związek tym bardziej nie rokuje. Ja uważam, że w zyciu należy być z kimś z kim odczytywanie zachowań nie jest problemem. Na ale wtedy nie ma się wątpliwości :)
                        • blond_suflerka Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 15:55
                          A które zdanie z tego opisu świadczy o tym, że facet nie czuje się winny?
                          forum.gazeta.pl/forum/w,898,151015817,151504752,Re_Cos_nad_czym_nawet_boje_sie_zastanawiac.html
                          I jak to w koncu ma być z ta szczerością? Ten co kłamie niefajny, ten co mówi prawdę od razu jest jak dziecko czyli też niefajny, ten co jakis czas boksował się sam i w koncu powiedział(tak jak facet Autorki) też niefajny? Czy jak jest dobrze?
                          • pade Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 16:03
                            Żadne.
                            Ale Panie, jak to nazwały, z opozycji dokonują niestety nadinterpretacji i widzą to, czego nie ma. Tzn. dopowiadają sobie, jakie facet miał intencje, jaki był cwany, jak to autorkę chciał wykorzystać. Dużo to mówi o ich własnych doświadczeniach.
                            • evee1 Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 07:18
                              Zgadzam sie tak samo jak steretypowe przedstawianie kobiety silnej i niezaleznej, kontra Kopciuszek, ktoremu facet tylko dokopuje. Tak jakby istnialy tylko tw dwie diametralnie inne rozne postawy.
                        • igge Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 18:14
                          Nie zgadzam się ze sqiurrel9 zupełnie. Po pierwsze nie w każdym małżeństwie bywają ciche dni (chyba, że 25letni szczęśliwy związek i rodzina to za krótko by mieć opinię). Po drugie można zaczynać związek od kryzysu, u nas kryzys podobny do kryzysu autorki pojawił się po roku od ślubu, po chyba 2-3 latach nowego tzn naszego związku. Nie czułam się też winna (pewnie niesłusznie). Miałam naprawdę zdrowo zamieszane w głowie. To było pewnie dla męża trudniejsze ale dla mnie też trudne bardzo. Też jestem prawdomówna. Moj wujek mawia, że w dyplomacji nie mogłabym pracować, ważne jest dla mnie prawda, szczerość i owszem prawda tylko u małych dzieci jest rozkoszna. Mój związek oparty jest na totalnym zaufaniu, szczerości, mówieniu sobie wszystkiego (Rozumiem jednak, że nie każdy powinien tak układać sobie relacje z najbliższą osobą i czasem nie mówienie prawdy/wszystkiego oszczędza drugiej stronie cierpienia). Jeśli na początku związku problemem jest różne odczytywanie zachowań to niekoniecznie oznacza, że związek tym bardziej nie rokuje. Myślę, że jeśli para dobiera się na zasadzie przeciwieństw np to do końca życia możliwym problemem jest różne odczytywanie zachowań. Takie stereotypowe: mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus w jakimś okrojonym ale jednak wymiarze chyba jednak odrobinę istnieje, może bardziej w postaci, że jedni ludzie są z Marsa a inni z Wenus, bez przypisywania płci. Ja też uważam, że łatwiej (choć nie pochwalam pójścia na łatwiznę i nie ośmieliłabym się powiedzieć komuś co należy albo nie należy robić w tej sytuacji) łatwiej być z kimś z kim odczytywanie zachoań nie jest problemem. I na koniec: obce mi jest stanowisko w jakiejkolwiek sprawie pt "nie ma się wątpliwości". Zawsze coś powinno siać jakąś konfuzję poznawczą :)).
                          W każdym razie cieszę się, że mój mąż kiedyś, na początku naszego bycia razem okazał mi wiele cierpliwości, zrozumienia i nie unosił się dumą honorem czy czymkolwiek innym w kwestii moich watpliwości i najeżonego wybojami przechodzenia z jednego związku w drugi (lepszy a może inny po prostu). W tym wątku opisywane jest to jakoby przyjął postawę "kopciuszka" i tak owszem on sam możliwe by takich wątpliwości nie miał/ nie czuł. Tak tu ktoś cytuje zdanie swojego męża, że decyzja wiewiórki jest oczywista i zeranie adekwatne...
                          Ale podstawową sprawą jest czy Wiewiórka CHCE BYĆ Z TYM CZŁOWIEKIEM NA ZAWSZE
                          • evee1 Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 08:03
                            > Nie zgadzam się ze sqiurrel9 zupełnie. Po pierwsze nie w każdym małżeństwie byw
                            > ają ciche dni (chyba, że 25letni szczęśliwy związek i rodzina to za krótko by m
                            > ieć opinię).
                            Moze my wlasnie mamy inne doswiadczenia i dlatego inaczej patrzymy na te cala sytuacje.
                            Ja tez jestm w szczesliwym zwiazku od ponad 20 lat i u nas ciche dni nie zdarzaja sie nigdy. My sie nawet wlasciwie nigdy nie pokocilismy, co pewnie niektorym moze sie ywdawac niemozliwe. U nas zanim do klotni zdarzy dojsc, to mowimy sobie co nam na watrobie lezy starajac sie nawzajem zrozumiec, zamiast dopowiadac sobie co druga strona mysli i napewno mysli A czy B. Dlatego ja sie kompletnie nie poczuwam do bycia zacytowany tutaj wczesniej Kopciuszkiem, bo moja pozycja w zwiazku zawsze byla i jest silna, mimo, ze nie obnosze sie jak ksiezniczka.
                            • maracooja Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 08:27
                              Kryzysy w związku z rzeczą naturalną i zwyczajnym cyklem życia. Mogę zrozumieć, że nie objawia się to cichymi dniami ale nie wierzę /w sumie pisać można wszystko/, że przez 20 lat związek nie przechodził żadnego kryzysu.
                              Jeśli faktycznie nie było żadnej kłótni przez 20 lat, to dla mnie to nie jest związek tylko układ, często bez seksu, co ma częściej miejsce niż nam się wydaje, albo para stanowi wyjątkowy kolaż dwóch naprawdę flegmatycznych osobowości.
                              • evee1 Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 09:01
                                No coz, nie bede przekonywac, ze zyje w szczesliwym zwiazku, nawet z udanym seksem ;-), bo nie jest mi to potrzebne do szczescia. To, ze Tobie sie wydaje, ze to niemozliwe nie jest moim problemem.
                                A nie klocimy sie, bo po prostu nie odczuwamy takiej potrzeby. Na dodatek bardzo wiele rzeczy lubimy robic wspolnie i - o zgrozo! - nawet nasze dzieci (starsze nastolatki) lubia z nami spedzac czas. Ale moze to dlatego ze jestems flegmatyczni ;-).
                                • maracooja Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 09:19
                                  Nie zamierzałam się kłócić. :)
                                  Takie mam zdanie i tyle. Wierzę, że może Wam się układać nadzwyczaj dobrze, jednakowoż jestem przekonana, że po drodze trzeba było się zwyczajnie dotrzeć, a przez lata związek też się zmienia, w różnym tempie dla obojga.
                                  Stan permanentnej szczęśliwości przez 20 lat, bez ani jednego zgrzytu - sama chyba widzisz, jak to brzmi.:)
                                  Ale w żadnym stopniu nie podważam faktu, że możecie być ze sobą bardzo szczęśliwi.
                  • z_pokladu_idy Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 19:19
                    Dlaczego ta 'prawdziwa miłość' miałaby się objawić tylko u Autorki, która miałaby niezmiennie, wiernie i z ogromem empatii czekać na decyzję pana, co do dalszych losów związku, a on z tej empatii ma być całkiem zwolniony. Czy czekanie z wyznaniem swoich wątpliwości do czasu, kiedy Autorka poczuła się totalnie zdezorientowana i przyparła go do muru jest przejawem empatii?
                    Gdyby na forum Mężczyzna facet założył podobny wątek, nikt by mu nie wytykał braku zrozumienia.

                    A co do tej całej 'przerwy' - Wy naprawdę wierzycie, że miała być to tylko przerwa? Znam kilkanaście przypadków zakończenia związku właśnie takimi słowami i zawsze ta przerwa trwała w nieskończoność, niejednokrotnie równocześnie z założeniem rodziny z kimś innym. Ot po prostu osoba proponująca przerwę chciała zerwać, ale bez afery, więc zostawiała nić nadziei na ciąg dalszy. W tym przypadku pana zapewne otrzeźwiła twarda postawa Autorki, tyle że za późno.
                    • blond_suflerka Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 12:01
                      No u byłego Autorki też objawiła się prawdziwa miłość. Zdecydował, przepraszał, chciał naprawić swój błąd, powiedział co i jak.
                      Co do przerwy-no przecież okazało się, że chciał wrócić więc nie była to przerwa udawana. Poza tym-on nie miał żadnego innego powodu poza miłością, żeby chcieć do niej wrócić. Nic go więc nie musiało otrzezwiać w stylu jak to bywa z meżami co to mają u żon-wikt, opierunek, seks, ogarnianie dzieci i domu. Więc on raczej po prostu(?) poczuł miłość i decyzję, że nie chce Autorki stracić. To chyba pozytywna intencja?
                    • brak.polskich.liter Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 13:00
                      z_pokladu_idy napisał(a):

                      > Dlaczego ta 'prawdziwa miłość' miałaby się objawić tylko u Autorki, która miała
                      > by niezmiennie, wiernie i z ogromem empatii czekać na decyzję pana, co do dalsz
                      > ych losów związku, a on z tej empatii ma być całkiem zwolniony. Czy czekanie z
                      > wyznaniem swoich wątpliwości do czasu, kiedy Autorka poczuła się totalnie zdezo
                      > rientowana i przyparła go do muru jest przejawem empatii?

                      Pozwolisz, ze sie podpisze?
                      Mis sie pogubil. No, zgubil gdzies informacje o tym, kogo kocha i z kim chce byc :P. A ona ma cierpliwie czekac, az pan sie okresli i w zaleznosci od jego decyzji sie do niej dostosowac. Fascynujace sa dla mnie podwojne standardy w kwestiach okolozwiazkowych

                      Tez nie wierze, ze to mialaby byc tylko "przerwa" - nie w zwiazku z dosc krotkim przeciez stazem. Doswiadczenia i obserwacje terenowe mam podobne do Twoich. Po prostu czesto ktos (nie tylko panowie celuja w "robieniu przerw" w zwiazku) chce albo sprobowac z kims innym, ale z gwarancja powrotu na stare na wypadek, gdyby nowe jednak nie wypalilo, albo wyslizgac sie ze zwiazku niejako na raty - bez fochow, kwasow i latki tej swini, ktora porzucila.
                      Nie znaczy to, ze uwazam, ze "robiacy przerwe" zawsze klamia z premedytacja. Czasem sa tak zamotani, ze naprawde wierza w to, co mowia. Co z punktu widzenia strony porzucanej ma niewielkie znaczenie.

                      Jeszcze raz napisze - Wiewiorka powinna miec tu pomnik. Za instynkt samozachowawczy i zdrowy rozsadek.
                      • blond_suflerka Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 17:23
                        A skąd Wam się wzięły podwójne standardy? Bo ja to samo napisałabym do mężczyzny.
                        I jakby pisał o jakiejś kobiecie to nie pisałabym o niej 'niunia' czy inna 'dziunia'. Czy to własnie nie są podwójne standardy-to deprecjonowanie faceta nazywając go biednym misiem? Kobieta moze miec uczucia i wątpliwości a facet już nie? Uczucia mężczyzny trzeba obśmiać?
                        • z_pokladu_idy Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 18:56
                          Podwójnym standardem jest pełne zrozumienie dla zachowania pana i nazwanie go uczciwym, podczas gdy Autorkę nazywa się niedojrzałą, ponieważ nie raczyła z empatią i wyrozumiałością przeczekać jego zawirowań namiętno-emocjonalnych. Takie przekonanie, że 'męska rzecz to być daleko (nawet uczuciowo), a kobieca - wiernie czekać' stale pokutuje w naszej kulturze.
                          Moim skromnym zdaniem są to jednak nic nieznaczące na chwilę obecną niuanse, bo w tej sytuacji nie mogło być jedynego i dobrego rozwiązania. Gdy powodem kryzysu w związku jest ktoś trzeci zazwyczaj źle się to kończy.
                          • blond_suflerka Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 19:26
                            Ależ w ogóle nie o to chodzi. To nie jest moja bajka-o facecie będącym daleko i czekającej kobiecie i nigdy do tego nikogo nie namawiam.
                            Własnie empatyczne zrozumienie uczuć partnera(zarówno kobiety przez mężczyznę jak i mężczyzny przez kobietę) daje możliwość prawdziwej bliskości bez konieczności ukrywania i oddalania się od siebie kiedy coś jest nie tak. I dlatego nie podoba mi się to obsmiewanie tego faceta nazywając go misiem i szydząc z jego zagubienia. Ludzka rzecz się pogubić w uczuciach i w tym co się chce-ludzka-kobieca i męska. Nie ma w tym nic smiesznego.
                            I abstrahując od tego co zrobiła Autorka-nie jest chyba dobrze, żeby taką naukę wyciągnęła, że uczucia partnera(tego czy innego) to taki tam śmiech na sali. Co też ten misio znowu wymyślił.
                            Co do nazwanie Autorki niedojrzałą. Nie jest to w zadnym razie epitet, to zwykłe stwierdzenie faktu. Co więcej-tak do konca to nie wiem czy istnieją ludzie w 100% dojrzali emocjonalnie ale mniejsza z tym. I nie została ona nazwana niedojrzałą dlatego, że nie chciała na niego zaczekać, raczej własnie był brany pod uwagę całkoształt. Jej przekonania dotyczące miłości, zazdrości, upokorzenia w relacji. To, że nie chciała czekać jest w porządku bo zrobiła co czuła i jak czuła. Teraz chyba napisała, że on nie chciał jej skrzywdzić i ona to wie ale wczesniej w tych postach pobrzmiewała jakaś taka nuta-ze jak to? Dorosły człowiek i wątpliwości? I to wszystko razem jest niedojrzałe. Ale nie powiedziałabym, że to taki poziom niedojrzałości kwalifikujący się na terapię;) tylko raczej taki normalny dla tego wieku. Nikt tutaj na pewno nie chciał urazić jej tymi słowami. Akurat chyba dobrze, że mogła tyle różnych opinii przeczytać. Może dzięki temu porzuci trochę tych swoich niedojrzałych przekonań?
                            Zresztą zauważ co pokazują badania ale też co mówią ludzie po 30 czy 40-że często te drugie związki są lepsze(w sensie drugie czy trzecie z tych poważnych) bo jak się jest młodym to się popełnia mnostwo błędów. I tego dotyczyły rady moje i paru innych osób. Że może warto chwilę się zastanowić i nie odrzucać czegoś co moze jest prawdziwą miłością.
                            To podobny mechanizm do przepracowywania zdrady. W pierwszej chwili chce się wywalić faceta czy kobietę z walizką za drzwi a w drugiej(albo raczej w którejś tam z kolei) wiele par idzie na terapię. I najczęściej takie decyzje podejmuje się jednak jak pierwsze emocje już opadną.
                            A jeszcze co do czekania-niestety, czasem trzeba zaczekać. Nie w pozycji ofiary, która nie daje sobie prawa do innej decyzji ale w pozycji osoby, która wybiera, że oto ma kogoś na kogo warto poczekać. Odpływy w związkach istnieją-bliższe, dalsze, krótsze, dłuższe-zdarza się. W zależności od tego jak związek funkcjonuje na co dzień i czy między partnerami jest miłość i chęć to warto czekać(oczywiście nie tak, żeby cały związek był czekaniem;).
              • kruche_ciacho Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 13:59
                "Oto własnie ten facet chciał zataulizować swoją chęć bycia w związku z Autorką przy okazji własnie powrotu byłej"

                mozna i tak ... a mozna po prostu: zachowal sie nielojalnie i nieodpowiedzialnie nie liczac sie z uczuciami swojej kobiety

                tak, godnosc to slowo-klucz w takich kwestiach...
                • blond_suflerka Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 14:13
                  Nielojalnie to by było wtedy gdyby to robił za jej plecami. Co do liczenia się z uczuciami partnera-zawsze na początku jednak trzeba liczyć sie z uczuciami swoimi(robiąc wszystko, żeby były to uczucia jak najczęsciej dojrzałe i jak najmniej destrukcyjne dla kogokolwiek). Czy miał udawać, żeby nie ranić partnerki? No niestety-tak to jest w dorosłych związkach-one czasem bolą jeśli pozwala się im być prawdziwymi a nie iluzjami.
                  • kruche_ciacho Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 14:21
                    alez robil to za jej plecami
                    ucieczki na balkon i zmiany wspolnych planow bo....niewiadomo co
                    zrobienie sobie przerwy zeby moc bez wyrzutow sumienia spotykac sie z inna
                    to bylo okrutne i nieuczciwe

                    gdyby byl uczciwy i gdyby nie liczyl na nic wiecej ze strony bylej, powiedzialby autorce: potrzebuje spotkac sie z X zeby wyjasnic kwestie ktore stoja dla mnie wciaz otwarte od momentu naszego rozstania. Nie chce zebys czula sie zaniepokojona bo to ciebie kocham ale musze te sprawy zamknac.

                    TO by bylo uczciwe.
                    • blond_suflerka Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 14:32
                      Już to pisałam-dojrzałość zakłada, że nie rani się partnera bez potrzeby a tym samym jak się pojawiają jakieś wątpliwości to najpierw człowiek powinien próbować uporac się z tym sam. Dopiero jeśli to nie działa albo podejmuje jakieś konkretne decyzje zmieniające obecną sytuację wtedy powinien o tym powiedzieć partnerowi. Tym samym-jak u tego faceta pojawiły sie jakieś wątpliwości co do byłej i obecnej to pewnie najpierw po prostu po swojemu się w tym 'rozeznawał'. Zauważ, że odmówił spotkania z byłą za pierwszym razem więc bardziej to było w obszarze refleksji a nie działań.
                      Tak-potem kiedy Autorka już coś zauwazyła to się przyznał ale też zauważ jak się przyznał-nie kręcił, nie ściemniał, powiedział co i jak. Czy mogł to zrobić inaczej? Chyba nie. Czy mogł jakoś delikatniej? Moze tak ale to w sumie młody facet, moze na ten moment nie umiał inaczej.
                      Natomiast raczej nie mógł powiedzieć tak jak piszesz-ze kocha Autorkę a z tamta to idzie tylko cos wyjasnić bo chyba własnie przestał byc pewien kogo kocha i czego chce. A ze wyhamował z planami? To bardzo dobrze i to bardzo dojrzałe-nie robił nic czego nie był pewien.
                      Jest tu wątek o zakochaniu po 30-tce gdzie Pani Ekspert pisze o tym, że kazdy ma prawo do swojego tempa, do spokojnego rozeznania w swoich uczuciach i nie jest to gorsza miłość od tej, która wszystko wie natychmiast. Ja nie rozumiem czemu obronczynie rzekomej godności nie chcą dać ludziom( w tym przypadku mężczyznom) do deklarowania się i podejmowania decyzji w swoim tempie ale jednak w pewnej prawdzie. Inna sprawa-jak komuś tempo nie odpowiada to zawsze moze sie rozstać, nikt nikogo nie zmusza do bycia z kimkolwiek.
                      • kruche_ciacho Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 14:39
                        najlepiej dajmy mu medal bo wychodzi z takich opisow ze on to bohater :)
                        (a wiewiorka egoistyczna niedojrzala gowniara)

                        serio taki wniosek sie mi nasuwa po przeczytaniu Twego postu

                        ps. medal z buraka ;)
                        • blond_suflerka Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 14:45
                          Nigdy tak o niej nie napisałam i nic takiego mi sie nie nasuwa.
                          Niedojrzałość jest pewnym faktem, nie epitetem. Drugi czlon tego co napisałaś jest wulgarny i obraźliwy a ja absolutnie nic takiego do Autorki nie napisałam.
                          Autorka zachowała sie jak młoda, zakochana i zraniona osoba. Natomiast dużo z tego co napisała sugeruje, że warto, żeby zmodyfikowała swoje pewne wyobrazenia o miłości po to, żeby następny związek był lepszy. On nie zachował sie jak bohater tylko jak mlody i pogubiony czyli jakoś tam sa kompatybilni i czy razem czy osobno-mają własnie na koncie wazną lekcję z dorosłości.
                          • kruche_ciacho Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 14:51
                            drugi czlon nie jest ani wulgarny ani obrazliwy, no litosci!
                            i pisze o swoich przemysleniach a nie co niby napisala surferka..... troche luzu;)

                            a ja jej zycze zeby swojej postawy nie modyfikowala (ale zeby tez nie popadla w wieksza bezkompromisowosc)




                            • blond_suflerka Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 14:55
                              Gó...ara nie jest obraźliwa?
                              Może faktycznie-za mało luzu było w tamtym poście ale to tylko dlatego, że bardzo nie chcę, żeby Autorka odniosła takie wrażenie, że uważam ją za gó...arę.
                              A ja jej życzę żeby była szczęsliwa obojętnie z jaką postawą;)
                              • kruche_ciacho Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 15:08
                                dla mnie gowniara nie jest obrazliwa, dla ciebie tak? :)
                                dla mnie to bardziej zartobliwe no ale ja skrzywiona jestem ;)
                              • adorra0 Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 16:18
                                blond_suflerka napisała:


                                > A ja jej życzę żeby była szczęsliwa
                                Wszystkie jej tego życzymy i każdej z opcji zależy na tym samym, żeby nie cierpiała. Dlatego jedne mówią o chirurgicznym cięciu, inne o daniu szansy , ale WSZYSTKIE chcemy dla niej dobrze.A co dla niej jest dobre to wie ona sama.
                                • lianis Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 18:35
                                  Nie wiem, czy wiewiorka jeszcze tu zaglada, ale opisze moja sytuacje z drugiego punktu widzenia.
                                  Kiedys dawno temu, na poczatku studiow, poznalam cudownego faceta, swietnie sie rozumielismy, nadawalismy na tych samych falach, bystry, blyskotliwy, zarazny, z wpojonymi przez rodzicow zasadami, bylo rewelacyjnie. Ja mialam swoja pasje, ukochane zagle, jego pasja byly jego studia i pisanie programow komputerowych, oczywiscie bez problemu jezdzil ze mna na zagle, plywalismy, znal paczke moich przyjaciol to jednak dla mnie woda i wiatr to byl zywiol, dla niego zaledwie przyjemnie spedzony czas. W zaden sposob jednak nie tworzylo to konfliktow miedzy nami. Wszystko bylo cudownie, do pewnego momentu. Wydarzyla sie tragedia wsrod mojej paczki, z nas mlodych, zdawalo sie nietykalnych i niesmiertelnych jedna osoba utonela, szok. Bardzo w tym czasie zblizylam sie z kolega/przyjacielem, nigdy wczesniej nic miedzy nami nie bylo, choc bylismy jedna zaloga, plywalismy razem, spalismy czesto na jednym materacu, pod jednym spiworem. W tamtej konkretnej sytuacji stal sie on mi blizszy niz moj chlopak, nie pamietam juz dokladnie swoich uczuc, mieszanka wybuchowa. W tym zblizeniu, gdzies przy okazji spaceru nad woda przy swietle ksiezyca pocalowalismy sie, i tyle, az tyle.
                                  Mialam po tym ogromnego kaca moralnego, gryzlo mnie to niemozliwie przez dlugi czas, chcialam byc szczera, choc nie chcialam nikogo ranic i w koncu powiedzialam o tym mojemu chlopakowi i poprosilam o przerwe, nie po to zeby sie spotykac z tamtym, ale po to zeby ze soba dojsc do ladu. Moj chlopak zareagowal dokladnie tak jak ty wiewiorko, zabral swoje rzeczy i wyszedl, mowiac, ze to koniec. I to byl koniec, nie chcial mnie wiecej widziec, staralam sie z nim porozmawiac pozniej, ale niczego to nie wnioslo.
                                  W kazdym razie, ja potrzebowalam czasu, zeby zrozumiec siebie, bo nagle choc kochalam swojego chlopaka, calowalam sie z innym, nie wiedzialam skad to sie wzielo, dlaczego sie tak zachowalam, przestalam ufac sama sobie i swojej percepcji. Moj przyjaciel myslal ze bedziemy para, ze ten pocalunek byl krokiem w tym kierunku, ja wiedzialam ze kocham swojego chlopaka, ze jedt dla mnie wazny, ale zglupialam i nie wiedzialam co czuje do przyjaciela, a zeby byc uczciwa do innych musialam byc uczciwa w stosunku do siebie i ochlonac, stad ta przerwa, ktora byla zakonczeniem zwiazku.
                                  Swoja droga, po latach spotkalam kolezanke, ktora byla bardziej kolezanka mojego chlopaka niz moja, wiec po zerwaniu nie mialam z nia kontaktu, powiedziala mi, ze nigdy slowem nie wspomnial o tym dlaczego nie jestesmy para, choc wszyscy uwazali ze bedziemy zyc dlugo i szczesliwie razem, ale po naszym rozstaniu zamknal sie w sobie i zmienil. (Zalozyl rodzine). Bez watpienia mnie to tez zmienilo.
                                  Nie zawsze jest tak ze chce sie zlapac dwie sroki za ogon, czy upokorzyc druga strone, czasami potrzeba czasu, zeby dojsc do ladu ze soba.
                                  Nawet teraz, choc mam bardzo szczesliwe malzenstwo, to przy okazji spiec i mocnej roznicy zdan, ja potrzebuje czasu dla siebie, zeby sobie w glowie poukladac, czesto wychodze na samotny spacer, separacji, ani rozwodu nie biore, ale jest takie "rozstanie" na mniejsza skale.
                                  • wiewiorka-wiewiorka Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 20:46
                                    Tak, zaglądam, teraz też przeczytałam wszystko od mojej ostatniej wypowiedzi licząc. Dziękuję wszystkim za wpisy i za życzliwość, zapomniałam to zrobić ostatnio, przepraszam. Ja sama nie mam już nic szczególnego do dodania, wszystko, co myślę, napisałam wcześniej.

                                    Staram się cały czas czymś zajmować, zwłaszcza w wolne dni, zapisałam się na pewne zajęcia sportowe, zrobiłam w szafach generalne porządki. Bardzo dużo dają mi rozmowy z moim bratem (mimo że nie są bezpośrednie i nie codziennie), bynajmniej nie są wszystkie na wiadomy temat, nawet bym nie chciała. Kiedy jestem sama, próbuję nie roztrząsać niczego, nie wspominać, trochę mi się udaje, żyję jakoś w każdym razie :)

                                    Lianis - oczywiście dziękuję Ci za tę historię, jest trochę inna, ale trochę podobna może też. Sens jej jest wg Ciebie- jak myślę - w tym zdaniu:
                                    Nie zawsze jest tak ze chce sie zlapac dwie sroki za ogon, czy upokorzyc druga strone, czasami potrzeba czasu, zeby dojsc do ladu ze soba.

                                    Tyle że ja nie miałam i nie mam wątpliwości co do tego i jestem pewna, że mój były facet nie chciał mnie upokorzyć. Tylko że: to, czy ktoś chciał, czy nie, nie musi zasadniczo zmieniać sprawy - bo to nie przedszkole, jak ktoś napisał, i szczerość sama z siebie nie likwiduje problemu / krzywdy, która ma miejsce.

                                    Nie napisałaś też najważniejszej rzeczy, Lianis: czy Ty wtedy byłaś zdziwiona jego reakcją / czułaś się skrzywdzona, czy tylko żałowałaś przyznania się?
                                    Bo wiesz, że nie fair byłoby, gdybyś wtedy komentowała (w myślach np.) „No tak, jak widać szczerość nie popłaca…”
                                    Albo powiem tak, jako komentarz do Twojej i mojej historii: wiadomo, co jest dobrymi chęciami wybrukowane…

                                    Ps. Mam nadzieję, Lianis, że nawet nie przyszło ci do głowy, że ja Cię jakoś potępiam czy coś, jestem jak najdalsza od tego.
                                    • lianis Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 22:39
                                      Ja personalnie oczekuje szczerosci, wiec i sama staram sie byc szczera. Nie nie zalowalam tej szczerosci, choc chyba przeszlo mi przez mysl, ze moze latwiej byloby gdybym nic nie powiedziala. Jedynie czego zalowalam to jego bezkompromisowosci, zdarzalo mi sie myslec co by bylo gdyby...
                                      Z wiekiem przychodzi wiekszy dystans chyba :) czlowiek uczy sie ze nie wszystko jest biale lub czarne.
        • emigrantkaaa Re: Syndrom Kopciuszka 19.06.14, 22:31
          squirrel9 napisała:

          > Czytam te wszystkie wypowiedzi i rzucają się w oczy dwie postawy. Jedna,
          > równiez moja - z człowiekiem który narusza moją godnośc w ogóle nie negocjuję.
          > Druga - z syndromem Kopciuszka - oczekiwania, ze książe mnie wybierze, dla
          > mnie kompletnie niezrozumiała.

          O! A tą drugą postawę to skąd wzięłaś? Bo na pewno nie z tego wątku.
          Taki długi post, a taki nie na temat...
          • lena575 Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 11:06
            Mnie się wydaje,że jest to na temat i trafione w samo sedno.
            Mam troche lat i 30-letni staż małżeński. Z domu nauczono mnie szanować innych ale też wymagać szacunku dla siebie. Po latach widzę, że nawarstwione konflikty w związku powstają wtedy, gdy pozwalamy przekraczać nasze granice i zgadzamy się na nierespektowanie naszych uczuć, wrażliwości. Z powodu tego ludzie muszą się rozstać albo się zamęczją aż do śmierci.
            Żle jest od takich niedobrych emocji zaczynać związek.
            Przeczytałam jeszcze raz i uwaznie to co napisała wiewiórka-wiewórka. Połączyłam daty i fakty i muszę przyznać, że wiewiórka-wiewiórka jest, przy tych silnych emocjach dziewczyną z kręgosłupem a jej były - facetem bez właściwości.
            Rozumiem resentymenty faceta, nie do końca rozumiem jak dorosły mężczyzna może mysleć, że gdy kochającej go kobiecie powie, żeby poczekała bo on zdecyduje co silniejsze to ona cierpliwie poczeka, po tygodniu do niej dzwoni prosząc o spotkanie i rozmowę, przysyła kwiaty i wreszcie po 4 tygodniach (?!?!?!) przyjeżdża na rozmowę bo zdecydował. Mistrz emocjonlaneho suspensu (w negatywnym znaczeniu).
            Dla mnie człowiek który dzwoni i prosi o spotkanie (neutralny grunt) zwykle robi to po to by przekazać informacje. Ona, jakby chciała to będzie jej głupio robic sceny. Przysłanie kwiatów to, rzeczywiście takie "czekaj, jeszcze decyzja nie podjęta". Kochający mężczyzna po prostu powinien przyjechać i porozmawiać, jesli nie przyjeżdża a "urzędowo" prosi o spotkanie to daje dokładnie taki sygnał jaki chce dać - chcę z tobą porozmawiac na neutralnym terenie. Gdy podjął decyzję - przyjechał. Długo to trwało ... rzeczywiście, dziewczyna nie Kopciuszek ... ale mogło też dłużej ... pewności nie ma. Można się było spotykac, empatycznie wysłuchiwać dylematów ...
            Może gdyby facet padł na kolana, może gdyby prosił, może gdyby ... może, może może... może i ułozyłoby im się, ale wątpię.
            Ja nie chciałabym juz być z kims takim. Ktoś kto tak by sie zahcował i wywołał we mnie tyle złych emocji juz byłby spalony.
            • blond_suflerka Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 11:57
              Lena, faktycznie masz rację. Tzn. tak jak to opisałaś to ma to sens ale-jednak jest ale;)
              Już to pisałam tutaj, że niestety ale to jedna z takich sytuacji z której nie ma dobrego wyjścia bo jakby to miało wyglądać w innej wersji? Miałby to ukrywać? Przecież jak się ludzie kochają to i tak czują, że coś jest nie tak(jeśli coś jest nie tak;). Miał jej powiedzieć od razu? Od pierwszej chwili zawahania? Przecież własnie to jest niedojrzałe i nie jest to zachowanie rekomendowane przez psychologów na przykład. Miał odczekać, żeby zdecydować będąc dalej z nią w związku-no pewnie to było by najlepsze tylko jak widać-albo facet nie potrafił udawać(i dobrze) albo Autorka była uważną partnerką na tyle, że zauwazyła. I co dalej? Miał kłamać? No nijak nie da się tego rozwiązać dobrze.
              Różne zresztą zarzuty tu padają a propos kłamstwa. Ten co kłamie to niedobry, ten co szybko mowi prawde i cała prawde tez niedobry. Ten co na początku ukrywał i powiedział jak już się wydalo też niedobry. Więc jak jest dobrze?

              Piszesz o bólu jaki przezywala Autorka-wszystko prawda tylko niestety ale sa takie sytuacje kiedy nie da sie tego bólu uniknąć. Mozna zrobić jeszcze krok w tył i zobaczyć to z jeszcze szerszej perspektywy. Miłość i partner niestety nie jest zaklepany na zawsze. Po drodze w związku dzieją się różne rzeczy i niestety czasem przechodzi się przez takie chwile niepewności. Mozna powiedzieć, że to, że spotkało sie miłość i ma się mozliwość być z tym ukochanym to pewien przywilej i dar(taki od losu, żeby była jasność a nie od ukochanego;). Więc zawsze mozna sobie odpowiedziec na pytanie-czy warto na tego czlowieka zaczekać i czy przejscie przez dany kryzys jest dla Ciebie lepsze niż brak przepracowywania tych trudnych uczuć ale też i brak tego człowieka. To jest kluczowe. Jesli nie masz poczucie, że tylko ten to pewnie-po cholere się męczyć na terapii czy samej ze sobą. Mozna sobie znaleźć innego bez takiego bagażu.
              Co ważne a o czym zapominają dziewczyny z tzw. opozycji mowa tu o partnerze, który do czasu kryzysu był według Autorki idealny. To zupełnie inna sytuacja do której opozycja tak często nawiązywała kiedy to kobiety tkwią w nieudanych związkach latami-są nieszanowane, zdradzane, okłamywane i nie potrafią odejść.
              • lena575 Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 13:20
                Jak pisała wiewiórka-wiewiórka, ceniła to, że przystojny, czuły i opiekuńczy i poważny. Nawet była skłonna stwierdzić, że dla dobrego związku duża namiętność jest niepotrzebna a tu okazało się, że była ważna ale namiętność do byłej ... może boleć i boli ...może gdyby była ta namiętność, to pan wykazałby trochę fantazji i udowodnił, że ona jest tą osobą z która chce być. A u pana to takie letnie ... zadzwoni, poprosi o wyznaczenie spotkania. To takie dobre dla 30 letniego związku po przejściach :) A i to nie do końca. Czegoś tu brak ... pewnie tej namiętności.
                • algavre.live Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 15:57
                  Tak, namietność to wielka i niebezpieczna broń...w młodości przeżyłam wielką namietność do pewnego chłopaka. Nigdy przedtem ani potem mi się to nie zdarzyło, choć nie byliśmy w typowym związku. I ten chłopak wyciął mi numer, który bardzo przeżyłam. Nie wiem, jak bym się zachowała, gdyby zaczął usilnie i konsekwentnie starać się odbudować zaufanie. Nie zrobił tego, ja - wiadomo, urażona duma - powiedziałam "żegnaj". Choć łatwo nie było, byłam konsekwentna.
                  Tak więc byc może, że w tym wypadku u Wiewiórki ta namiętność nie była znowu aż taka duża i dlatego łatwiej jej "pożegnać" się z Panem. A przecież w tym wieku namiętność odgrywa kluczową rolę.
                  • blond_suflerka Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 17:26
                    Chyba trafiłyście w punkt z ta namiętnością. Może też z innej perspektywy piszę bo jako pewnik założyłam wielką miłość z namiętnością;) No ale były Autorki jednak wrócił(chciał) do niej także to też nie do końca tak, że z tamtą dziewczyną namiętność była większa. Jak widać nie albo nawet jeżeli to wybrał jednak miłość do Autorki. Skomplkowane to.
                    • lena575 Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 18:46
                      Pewnie po wielkich namiętnościach zakończonych porzuceniem przez byłą człowiek woli trochę spokoju. Spokojny, fajny, ciepły związek jest dobry ale tęsknota za dawnymi uniesieniami przeważyła, musiał sprawdzić. nawet nie bacząc na to, że krzywdzi wiewiórkę. Pewnie w nim też rozegrały się niemałe emocje ale ... wybrał spokój. Może po 3 latach już nie te emocje, może bał sie kolejnego zranienia ... dość długi jednak trwało to wyjaśnianie zaszłych spraw ...
                      Która z nas chciałby w wieku 26 lat być tym spokojem ?
                      • blond_suflerka Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 19:29
                        No tak ale to są już forumowe interpretacje, że z tamtą to była wielka namiętność. Autorka moze wielkiej namiętności do swojego byłego faceta nie czuła ale może on do niej, tak? Oczywiście jak namiętność jest jednostronna to trochę inna bajka niż jak dwie osoby to czują ale jednak występuje coś takiego w przyrodzie.
                        A moze to w ogóle facet o niskim temperamencie i nie chodziło tam, z tą byłą, o zadną chemię ale o uczucie po prostu? To już wie tylko on i trudno tak gdybać.
                        • algavre.live Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 21:40
                          Zwróciłam też uwagę na to, że chłopak, coś za mało, a raczej właściwie wogóle nie stara się. A przecież gdyby mu naprawdę zależało, to nie odpuściłby tak prędko odmowy, nie? Jeśli facetowi zależy, idzie w zaparte i nie patrzy na reakcję kobiety, która w końcu odpuszcza - jeśli jej też zależy...
                          • brak.polskich.liter Re: Syndrom Kopciuszka 20.06.14, 22:56
                            algavre.live napisała:

                            > Jeśli facetowi zależy, idzie w zaparte i nie patrzy na reakcję kobiety

                            ...wtedy powinien miec na karku policje, bo zachowanie, ktore opisalas, nazywa sie stalking.

                            To znaczy - zgadzam sie z tym, ze z opisu nie wynikalo, zeby eksowi Wiewiorki jakos strasznie na niej zalezalo, ale czepianie sie faceta dlatego, ze NIE zachowuje sie, jak stalker, czy inny swir? No bez jaj.
                            • algavre.live Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 08:14
                              Chodziło mi o to, że facet nie rezygnuje tak szybko z kobiety, jeśli mu na niej naprawdę zależy.I stara się różnymi DOZWOLONYMI metodami ją odzyskać. Nie czepiam się absolutnie faceta, tylko zauważam pewne zachowania, które wskazują jw.
                              • squirrel9 Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 10:32
                                Wiewórka wyczuła to od razu, że mężczyzna życia nagle schłodził kontakty i wyznaczył jej rolę Kopciuszka - czekaj, może przyjadę. Każda z nas by wyczuła, ale nie każda - jak widać po dyskusji, zachowałaby się tak jak ona. Wiewiórka wie, że gdyby zachowała się z "empatią i zrozumieniem", dała mu szansę i czekała, to już w tym związku ustaliłyby się niepisane role. To jak ze złamanym kręgosłupem.
                                No i związek nie byłby ani dla niej ani dla niego na życie - byłby na pzetrwanie.
                                Kobiety, same zastanówcie się ile problemów macie z tego powodu, że złamałyście sobie kręgosłup zasad.
                                Jak mówił francuski filozof Antoin Cournot "sztuka wyjaśniania to jak sztuka negocjacji, to często sztuka przemieszczania tudności. Jest w pewnych rzeczach jakaś nietykalna rezerwa niepojętości, której kombinacje inteligencji ludzkiej nie są w stanie usunąć , ani zmniejszyć, tylko wyłącznie na różny sposób rozmieścić, czasem pozostawiając wszystko w półoświetleniu, kiedy indziej rozjaśniając niektóre punkty kosztem innych, które zalewa ciemność jeszcze głębsza niż przedtem".
                                Oby jak najmniej tych rzeczy i tych wyjaśnień (sorry, negocjacji) samej sobie.
                                • algavre.live Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 11:23
                                  Wiewiórka mogłaby ROZWAZYC powrót do niego, gdyby facet pakazał, jak bardzo mu zależy i się porządnie postarał. Tu tego działania zabrakło.
                                  • squirrel9 Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 11:33
                                    Bo mu nie zależy, a na pewno nie na tyle by robić coś więcej. I to było widać od początku.
                                    W całej dyskusji nie chodzi o to by domniemywać co byłoby gdyby, ale o to, jak ocenić takie zachowanie jakie jest. Można czarować rzeczywistość i dorabiać sobie teorię obowiązku zrozumienia i doceniania szczerości ale wtedy wpada się w związek o jakich jest to całe forum.
                                    • pogodoodporna Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 11:57
                                      squirrel9 napisała:

                                      > Można czarować rzeczywistość i dorabiać sob
                                      > ie teorię obowiązku zrozumienia i doceniania szczerości ale wtedy wpada się w z
                                      > wiązek o jakich jest to całe forum.

                                      Widze to podobnie jak Ty. Wiele slow padlo w tym watku o tym jak rozne oblicza ma milosc. Okazuje sie, ze nawet gdy moj partner nie wie czy kocha bardziej mnie czy inna kobiete, to tez jest takie "inne oblicze milosci", w dodatku calkiem naturalne jak sie okazuje. No ja przyznaje mam juz metlik w glowie, bo zawsze wydawalo mi sie, ze tracac z wiekiem mlodziencza naiwnosc, nabieramy pewnosci co do wizji naszego zwiazku. I majac tych dobrych pare lat na karku nie godzimy sie juz ani na letnie uczucia, ani na namietnosc na pol gwizdka, ani na obietnice bez porycia. Wiemy po prostu czego chcemy i do tego dazymy, a nie tlumaczymy sobie, ze to taka" inna milosc, odmienna od naszej".
                                      Coz, jak widac, zycie roznie nas doswiadcza...
                                      • squirrel9 Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 12:20
                                        Nie każda miłość musi być namiętna, tak mi sie wydaje. Ludzie kochają się taką przyjazną miłością, opartą na wspólnych zainteresowaniach, sposobie życia, przyjaźni i tak budują życie.
                                        Dla mnie miłość z namiętnością i wspólnymi zainteresowaniami to jest to. Zawsze coś jest w takim związku.
                                        • pogodoodporna Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 12:37
                                          squirrel9 napisała:

                                          > Nie każda miłość musi być namiętna, tak mi sie wydaje. Ludzie kochają się taką
                                          > przyjazną miłością, opartą na wspólnych zainteresowaniach, sposobie życia, przy
                                          > jaźni i tak budują życie.

                                          Gdyby bylo tak jak piszesz, to najlepszymi mezami/zonami byliby dla nas nasi przyjaciele, bo to z nimi lacza nas czesto wspolne pasje, zbiezne poglady, podobne widzienie swiata, kierowanie sie tymi samymi wartosciami w zyciu. To do nich mamy zaufanie, to im sie zwierzamy, to im jestesmy gotowi pomagac w razie potrzeby. Dodam, ze z wzajemnoscia :-)
                                          I tylko ta "nieszczesna" namietnosc laczy nas z tym jednym, jedynym czlowiekiem...:-)
                                          • squirrel9 Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 12:54
                                            Może bombardowani jesteśmy jedynie słuszną wizją "wielkiej miłości" opartej na strzale amora i trzęsieniu ziemi w łóżku. I albo mamy trzęsienie ziemi albo go szukamy, bo przecież musi być. No i niektórzy (niektóre) mają te ogromne emocje i nic poza tym. Te fajne emocje opadają i zostają już tylko złe. A niektórzy nad emocjami pracują.
                                            • blond_suflerka Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 13:27
                                              W sensie dla Ciebie kobieta z deficytami, która jest w toksycznym związku z mężczyzną z deficytami i fundują sobie takie jazdy to ta sama co mówi, że ma dobry związek w którym jest wielka miłość i wielka namiętność?
                                              • squirrel9 Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 14:26
                                                Nie, widzę tylko, że słowno namiętność albo jego brak wyjaśnia większości wszystko. Jakby namiętność rozwiązywała problemy. A ich często nie rozwiązuje a jedynie przesuwa. Brak szacunku jest dyskutowalny ale brak namiętności nie :)
                                                • pogodoodporna Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 14:42
                                                  squirrel9 napisała:

                                                  > Nie, widzę tylko, że słowno namiętność albo jego brak wyjaśnia większości wszys
                                                  > tko. Jakby namiętność rozwiązywała problemy.

                                                  Zwiazek opiera sie na trzech fundamentach- namietnosc, intymnosc, zaangazowanie. Troche jak stolik na trzech nogach ;-) Jak jedna noga bedzie krotsza, albo jej zabraknie, to zwiazek sie kiwa. Smutne, ale prawdziwe.
                                                  • blond_suflerka Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 14:48
                                                    A w sumie ciekawe jak jest u tych ludzi, którzy mają niski temperament czy u nich brak namiętności też sprawia, że związek się kiwa? Chyba nie, co?
                                                  • algavre.live Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 21:11
                                                    W przypadku mojego długoletniego małżeństwa namiętność nigdy nie była podstawą /bynajmniej z mojej strony/,a ta niewielka nitka szybko się wypaliła a związek przez wiele lat włąśnie kiwał się. Bo to rzutowało na inne sfery wzajemnego pożycia.Wychodząc dosyć wcześnie za mąż, kierowałam się bardziej rozumem, niż czymś innym. W rezultacie wyszło na plus,przyjaźnimy się, rozumiemy i jesteśmy ze sobą związani, ale i tak braki wyłaziły i właściwie cały czas są w pewien sposób odczuwalne. Ale cieszę się z tego, co mam,bo i tak mam dużo,a czasem tylko smucę tym, co straciłam.
                                                  • pade Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 22:12
                                                    No to teraz rozumiem dlaczego brak "efektownych starań" ze strony partnera Wiewiórki tak go w Twoich oczach zdyskredytował:)
                                                  • algavre.live Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 22:26
                                                    raczej "efektywnych starań":)

                                                    A, jak to rozumiesz?
                                  • pogodoodporna Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 12:00
                                    algavre.live napisała:

                                    > Wiewiórka mogłaby ROZWAZYC powrót do niego, gdyby facet pakazał, jak bardzo mu
                                    > zależy i się porządnie postarał. Tu tego działania zabrakło.

                                    A i owszem, mysle, ze jakis gustowny pierscionek zareczynowy i propozycja wspolnego mieszkania bylyby jak najbardziej na miejscu ;-))))
                                    • squirrel9 Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 12:13
                                      Naprawdę po takim czasie pierścionek by coś zmienił ? I wspólne zamieszkanie byłoby "nagrodą" dla niej ???? To chyba żart.
                                      • pogodoodporna Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 12:15
                                        squirrel9 napisała:

                                        > Naprawdę po takim czasie pierścionek by coś zmienił ? I wspólne zamieszkanie by
                                        > łoby "nagrodą" dla niej ???? To chyba żart.

                                        No oczywiscie ze zart :-)
                                      • brak.polskich.liter Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 12:17
                                        squirrel9 napisała:

                                        > Naprawdę po takim czasie pierścionek by coś zmienił?

                                        Owszem, wtedy bylyby podstawy, zeby uznac faceta za niezrownowazonego psychicznie, biorac pod uwage tzw. caloksztalt.

                              • brak.polskich.liter Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 12:01
                                algavre.live napisała:

                                > Chodziło mi o to, że facet nie rezygnuje tak szybko z kobiety, jeśli mu na niej
                                > naprawdę zależy.

                                A, tu pelna zgoda.
                                • squirrel9 Re: Syndrom Kopciuszka 21.06.14, 12:58
                                  To już chyba nie w tym związku.
                                  Trudno czasem zaakceptować, że nie wszystko da się naprawić, że trzeba przeprosić (albo przyjąć przeprosiny) i zniknąć.
    • maracooja Wiewiórko, jak sobie radzisz? 08.07.14, 23:41
      Napisz choć kilka słów, mam nadzieję, że wszystko w porządku u Ciebie. :)
      • wiewiorka-wiewiorka Re: Wiewiórko, jak sobie radzisz? 09.07.14, 22:58
        Dziękuję Ci, Maracooja, za życzliwą pamięć :) Zaglądam tu na forum, jakoś nie udzielam się jednak.
        Po miesiącu mogę powiedzieć, że z jednej strony radzę sobie nie najgorzej, z drugiej wspomnienia czasem powodują, jakbym grzebała w otwartej ranie.
        Boli mnie poczucie niesprawiedliwości: byłam uczciwa, wierna, a on mnie odepchnął. Do szału mnie doprowadza, gdy czytam w necie, jak faceci skarżą się, że kiedy są spokojni i porządni, to laski ich nie szanują. Chyba jest dokładnie odwrotnie, tak sobie myślę.

        Mój były wysłał mi jakiś czas temu wiadomość w smsie - że jeszcze raz mnie przeprasza za wszystko i że mogę dzwonić albo pisać do niego o każdej porze dnia i nocy. Odpisałam, że dziękuję i pozdrawiam, tak neutralnie.

        Nie żałuję mojej decyzji.

        Czuję się czasem, jak zepsuty przedmiot, który nigdy nie będzie działał, jak kiedyś (chociaż rozsądek mi mówi, że to bzdura i minie).
        Na przykład zaczęłam czytać na forach o problemach innych, a nigdy tego nie robiłam - tak jakby myśl, że inni mają problemy, dawała mi jakieś chore uspokojenie (czego się wstydzę)
        Albo wyszukuję w necie zdjęcia szczupłych kobiet z dużym biustem i dołuję się, patrząc na nie.
        Albo mam awersję do każdego faceta o imieniu (a także i zawodzie) mojego byłego - także mam awersję na sam dźwięk tego imienia i słowa-zawodu.
        Na szczęście potem zawsze chce mi się z tych myśli / odczuć śmiać, więc może nie jest tak źle i to już trochę mija.
        Inny dowód „zniszczenia”: Miałam randkę (tak to można nazwać), właściwie dwie - z pewnym miłym chłopakiem, poznanym najpierw na służbowym spotkaniu. Było miło, ale miałam wrażenie, że go oszukuję. Śmieszne, bo facet w moim typie, a czułam się jak z kolegą z piaskownicy. No więc przy najbliższej okazji powiedziałam mu szczerze, że rozstałam się z facetem, jest za wcześnie, i nie chcę spotkań.

        Mam nadzieję, że nie napisałam zbyt chaotycznie.
        Dodam, że mimo wszystko cieszę się na urlop i wyjazd.
        • pade Re: Wiewiórko, jak sobie radzisz? 10.07.14, 13:15
          A nie byłoby Ci łatwiej, gdybyś zamiast dłubania w ranie, porównywania siebie z innymi, spojrzała na sytuację z dystansem?
          Niepewność uczuć w związku występuje bardzo często, tylko nie zawsze jest werbalizowana. Ty usłyszałaś wprost, że Twój partner nie jest pewien swoich uczuć. To bolesne. Ale...czy lepiej jest nie wiedzieć, a po jakimś czasie być postawionym przed faktem dokonanym - rozstaniem? Wtedy dopiero można się poczuć oszukanym.
          Warto spojrzeć na to, co nam się przydarza z różnych perspektyw, chociażby po to, żeby ukoić bolesne uczucia.
          I jeszcze jedno: dożywotniej gwarancji na uczucia nigdy nie dostaniesz. Sama też jej nie dasz, jeśli będziesz uczciwa.
          • lena575 Re: Wiewiórko, jak sobie radzisz? 10.07.14, 13:23
            Oj pokrętne to twoje tłumaczenie i mętne.
            Taka perełka głupoty to słowa "dożywotniej gwarancji na uczucia nigdy nie dostaniesz. Sama też jej nie dasz, jeśli będziesz uczciwa. "
            • pade Re: Wiewiórko, jak sobie radzisz? 10.07.14, 13:32
              Jeżeli czegoś nie rozumiesz nie oznacza to z automatu, że jest głupie:)
        • celestyna444 Re: Wiewiórko, jak sobie radzisz? 10.07.14, 14:16
          Trzymaj się, będzie dobrze, tylko potrzeba trochę czasu!
          Życzę miłego urlopu! :-)
          • algavre.live Re: Wiewiórko, jak sobie radzisz? 10.07.14, 15:05
            Z dystansem podejdzie, ale teraz sprawa jest zbyt świeża, żeby obiektywniej do niej się odnieść. Facet i tak postąpił uczciwie, mógł okazać się pokrętnym człowiekiem a dziewczyna żyła by sobie w nieświadomości a i nie wiadomo, jaki byłby dalszy ciąg. Trzymaj się dzielnie, Dziewczyno, imponujesz mi, a z takim racjonalnym podejściem zawsze dasz radę, chociaż jesteś prawie o połowę młodsza:) !
        • maracooja Re: Wiewiórko, jak sobie radzisz? 12.07.14, 10:19
          Fajnie, że się odezwałaś, Wiewiórko. :)
          W sumie radzisz sobie naprawdę dobrze. Nowej znajomości nie przekreślaj, ale jak to zwykle bywa, jak mu się bardzo spodobałaś, to poczeka. :)
          Teraz najważniejsze, żebyś ostatecznie pożegnała się z byłym, przeszła przez wszystkie fazy rozstania i była gotowa na nową miłość. Teraz Twoje poczucie wartości spadło ale wierzę głęboko, że powróci.
          Udanego urlopu i wielu wrażeń. Powodzenia :)

          p.s. pozdrawiam także wszystkie mądre panie, które nawet nie proszone udzielają rad i wiedzą lepiej, co Wiewiórka powinna czuć i co zrobić. :)
          • przeciez.wiem Re: Wiewiórko, jak sobie radzisz? 14.07.14, 23:41
            maracooja napisała:

            > p.s. pozdrawiam także wszystkie mądre panie, które nawet nie proszone udzielają
            > rad i wiedzą lepiej, co Wiewiórka powinna czuć i co zrobić. :)

            O, odezwała się ta, co rad w ogóle nie udzielała. Wcale a wcale, hehe... :D.
            Pozdrawiam :).

Pełna wersja