Dodaj do ulubionych

Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać

17.05.14, 17:10
Nie wiem, co robić. Spróbuję (możliwie najkrócej) opisać, co najważniejsze.
Jestem z facetem już rok, nawet trochę więcej. Dla mnie to najfajniejszy związek z wszystkich, jakie miałam - i oczywiście najcudowniejszy dotychczas mężczyzna, wg mnie ma rzadkie połączenie pozytywnych cech: i przystojny, i kulturalny, poważny, spokojny.Naprawdę długo chyba mogłabym wyliczać jego zalety. Jestem (właściwie byłam) z nim szczęśliwa, wydawało mi się, że on ze mną też…

Problem wyniknął jakiś czas temu, tzn. właściwie zaczął uwidaczniać się stopniowo. Zacznę od tego, że wiedziałam, że on miał kiedyś dziewczynę, którą bardzo kochał (i która go rzuciła). Potem miał też inne znajomości, ale krótkie, nie wiem o nich za wiele. Ze mną zaczął być półtora roku po rozstaniu z tamtą.
Ok. 2 miesiące temu spotkaliśmy przypadkowo dziewczynę, która - czego domyśliłam się po rozmowie - jest dość dobrą znajomą jego byłej. Powiedziała, zresztą brzmiało to normalnie, jak to luźna rozmowa towarzyska, że była wraca (po dłuższym pobycie w innym mieście - sprawy zawodowe) do naszego miasta.
Rzuciło mi się w oczy, że mój mężczyzna był przy tej rozmowie bardzo poruszony (nie wiem, czy faktem powrotu - może też, ale głównie jakby ogólnie), niby starał się nie wypytywać o byłą, ale widać było, że każde słowo normalnie spija z ust tej koleżanki. Nie umiem oddać szczegółów, ale to się zwyczajnie czuje.
To był pierwszy poważny sygnał, że cos jest nie tak. Zaczęło mi się to i owo przypominać, np. że czasem (często?) nawiązywał do jakichś drobiazgów z okresu bycia z tamtą, że na wierzchu leży pewna rzecz, którą dostał od niej w prezencie (a on nie ma poza tym żadnych ozdób i nie przywiązuje do nich wagi).
Wtedy też mniej więcej zauważyłam zmianę w jego podejściu do planowania naszej przyszłości. Przede wszystkim przestał mówić o tym, żebyśmy zamieszkali wspólnie - ja tylko „pomieszkuję” u niego, a bardzo dobrze pamiętam sprzed Wielkanocy rozmowy o tym, że przed latem te sprawy uporządkujemy (mieszkam u rodziców, ale właściwie w samodzielnej części domu, to samo miasto, co on, więc w tym sensie nie jest uciażliwie).
Były to tego typu sprawy, niby nic konkretnego, do tego większe zamyślenie. Normalnie każdy równie dobrze mógłby po wyliczeniu nawet szczegółów przekonać mnie, że to mogą być moje urojenia.
Dziś w nocy (weekendy spędzamy razem) koło 2-3 obudziłam się, jego nie było. Poszłam do drugiego pokoju, z balkonem. Mój facet był na balkonie. Przez szybę widziałam światło komórki - ale ją wyłączył, kiedy mnie zobaczył (zapaliłam w przedpokoju, szukając go). Spytałam, czy z kimś rozmawiał. Powiedział, że nie.
Nigdy mnie nie okłamał, więc uwierzyłam, ale nie podobało mi się to. Myślałam, ze sam powie, co robił z komórką, a on nic, tylko powiedział, że idzie spać. Przy tym widziałam, że palił papierosy na balkonie, a pali głównie, gdy ma problem.
Spytałam tylko, dlaczego cos ukrywa, przecież widać, a chyba zasługuję na uczciwość. Wtedy powiedział, że oglądał zdjęcia. Jakie? (spytałam). Dał mi telefon i pokazał, przewinęłam jedno czy dwa, więcej nie chciałam, zobaczyłam, że to zdjęcia z byłą.
Rano pojechałam pod jakimś pretekstem do siebie, od rana ryczę. Czuję, jakby mi się jakaś obręcz zaciskała na szyi. Zupełnie nie wiem, co będzie, nie wiem, co mam myśleć i co dalej robić.
Obserwuj wątek
    • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 17:27
      Bardzo Ci współczuję. Poza tym właściwie nie wiem co napisać. Wiem, że się boisz, ale chyba powinniście porozmawiać. Chyba lepiej, zebyś wiedziała na czym stoisz. Z drugiej strony nie wiesz czego się spodziewać po byłej, nie wiesz czy chciałaby reaktywować ich związek. Nie wiem tylko czy to ma znaczenie.
    • milamala Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 17:29
      Wiewiorko kochana, chyba zwiazek sie skonczyl. On kocha inna, i niech sobie juz te sprawy sam zalatwia, czy z nia bedzie, czy nie, ty dbaj o siebie, wroc do siebie na stale. najwazniejsze , ze masz gdzie wracac.Przykro mi.
      Nie musisz z nim nic regulowac, chyba nie zasluzyl na takei rzeczy. Ureguluj przed soba. Trzeba zaczac kolejny etap w zyciu. Ten najwyrazniej sie skonczyl.
      Ciekawi mnie czemu sie rozstali. To najwyrazniej nie byla jego decyzja tylko jego bylej. Wiec wcale nie jest powiedziane, ze beda razem. Ale nawet jesli nie beda, to chcialabys byc w zwaizku z kims o ktorym wiesz, ze w jego sercu jest inna kobieta i ze istnieje ryzyko, ze ta kobieta zawsze bedzie miala pierwszenstwo przed Toba. Chyba zaslugujesz na wiecej.
      • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 17:45
        Dziewczyny, właśnie, trafiłyście w sedno - bo najbardziej boli mnie to: wiem, że kochający MNIE mężczyzna nie zachowywałby się tak. I przy tym wszystkim przestaje mieć znaczenie fakt, czy była go zechce, czy nie, i czy w ogóle z kimś jest.
        Ja zresztą nie wiem, jak miałaby wyglądać moja rozmowa z nim, o co pytać (przecież nie powie, faceci są w ogóle trudni do rozmowy o uczuciach), o co prosić, bo przecież nic nie zrobił, czy czegos żądać, i czego...
        Kurczę, dlaczego tak musi być, że jeśli pojawił się mężczyzna i męski, i ciepły, a jednocześnie porządny, to nie może być mój :(
        Czyli według Was też objawy są jednoznaczne, prawda?
        • verdana Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 18:11
          Wbrew temu, co sie uwaza, facet moze kochac i Ciebie i nadal miec sentyment do dawnej milosci. To nie jest tak, ze cos sie zawsze konczy definitywnie i nigdy sie do tego nie wraca. Zostaje sentyment. Facet moze chiec reszte zycia spedzic z Toba, kochac Cie, ale nagle, gdy ktos wspomnial byla, wrocily wspmnienia. Tak bywa - nie ma naprawde nic dziwnego w tym, ze czasami mysli sie o bylej wielkiej milosci z tesknota, ze sie oglada zdjecia i wspomina, a rano wraca do obecnej, kochanej partnerki.
          O co zapytac? Moze o to, czy chce byc z Toba, czy wrocic do tamtej. Ale bez pretensji.
          • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 18:33
            Sentyment do dawnej miłości w postaci niewinnych wspominek i przeglądania starych zdjęć jak najbardziej rozumiem. Nagła zmiana natomiast planów na przyszłość z obecną partnerką z powodu pojawienia się eks na horyzoncie, to chyba jednak troszkę więcej, niż tylko sentyment. Gdyby pan miał uregulowaną sytuację uczuciową, wieść o powrocie byłej zbyłby wzruszeniem ramion. A on podekscytowany nie śpi, po nocy ogląda zdjęcia, wycofuje się z obecnej relacji, dziewczyna czuje narastający dystans. To nie wygląda na zwykły sentyment do dawnej miłości. Nie, jeśli rzuca się takim cieniem na obecnej relacji.
          • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 18:34
            Myślałam podobnie, bo po spotkaniu tamtej koleżanki przestał mówić o zamieszkaniu, owszem, ale jednocześnie nie zmienił się wobec mnie (czasem wydawało mi się nawet, że jest bardziej czuły) i ostatecznie zaczęłam myśleć, że to było tylko takie „zawirowanie”. A od tamtego momentu minęły dwa miesiące, i w nocy wyszło to z telefonem.
            Verdano, mnie kocha, a po dwóch miesiącach od tamtej rozmowy ogląda zdjęcia? A dlaczego w ogóle ma je w komórce?
            Dla mnie powiało grozą, bo trzeba by znać mojego faceta, żeby to w pełni odebrać. On nie znosi oglądania jakichkolwiek zdjęć; zawsze przesypia całą noc, bo jest zmęczony po całym tygodniu pracy; na balkonie nigdy nie stoi (a teraz zabrał kurtkę, więc był tam długo!). To niby bez znaczenia szczegóły, ale jednak w całości mają jakąś okropną wymowę.
              • edw-ina Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 10:43
                Ja to dopiero jestem ewenementem :) Przyjaźnię się z kilkoma ex, ich dziewczynami/żonami, jednej takiej parze pomagałam się pogodzić, a niedawno mój własny mąż skanował stare zdjęcie z moim dawnym facetem, bo pomyślał, że ten człowiek mógłby chcieć je mieć, to w końcu pamiątka :)
                Mamy w domu zdjęcia dziewczyn M, nawet tej pierwszej ważnej. Choć fakt, nikt w nocy nie wychodzi na taras, by je oglądać.
                • koronka2012 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 20:53
                  Każdy ma jakieś wspomnienia, ale jeśli one angażują kogoś do tego stopnia, żeby po nocy nie spać, to nie jest to normalne. To znaczy jedno - facet nie zamknął jeszcze tego rozdziału i tyle. Co nie znaczy, że nie żywi uczuć do autorki, tylko jak budować związek, jeśli jest bardziej pochłonięty inną kobietą?

                  Nie jestem pewna, czy rozmowa coś da, bo zdaje się pan ma kołomyję w głowie, i sam nie umie się rozeznać we własnych uczuciach. Tylko prawda jest taka, że jak ktoś jest zakochany - to nie przejmuje się przeszłością.

                  W tej sytuacji postawiłabym sprawę jasno - usuwam się i daję mu czas na podjęcie decyzji. Nie miałabym ochoty na trójkąt, nawet jeśli byłby tylko w sferze emocjonalnej.
    • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 18:22
      Cóż, wygląda na to, że pan zwyczajnie nie zamknął za sobą rozdziału pt. była i stąd sama już informacja o jej powrocie do waszego miasta wywołała tak intensywną jego reakcję. Prognozy dla ciebie są raczej niefajne. Miałaś od dawna sygnały, subtelne, ale jednak, że była wciąż jest obecna w jego życiu. Teraz partner też subtelnie, ale jednak zaczyna wycofywać się z waszej relacji, blokować kolejny etap (wspólne zamieszkanie), pojawiają się niedomówienia/małe kłamstewka. I z twojego punktu widzenia faktycznie nie ma żadnego znaczenia, czy ta kobieta wróci do waszego miasta czy nie wróci, będzie chętna na kontynuowanie znajomości czy nie, ma kogoś czy nie. Twój partner mentalnie zaangażowany jest z inną kobietą, jej "dostępność" jest kwestią drugorzędną. Tobie pozostaje usiąść z partnerem i dokładne opisanie mu, jak się czujesz w takim uczuciowym trójkącie. Niewykluczone, że jeśli partnerowi zależy, podejmie próby naprawy waszego związku. Możliwe też, że będzie się wypierał, zresztą już to robi. No i na koniec, możliwe, że przyzna, że nigdy nie wyleczył się z byłej i czas się rozstać. Ty już będziesz wiedzieć, co robić dalej.
      • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 18:49
        Enith, właściwie on nie kłamie. Przy tym telefonie w nocy był zmieszany, ale nie na zasadzie, że chciał kręcić - raczej liczył, że może nie zauważyłam albo nie będę wypytywać. Właśnie jego szczerość mnie swego czasu bardzo ujęła, facet ma bardzo porządny charakter, nie raz się o tym przekonałam.
        Bardzo, bardzo ciężko mi jest przestawić się nagle na myślenie "To już koniec", a sama czuję, że z jego strony to nie to.
        Wiem, że będziemy musieli w najbliższym czasie porozmawiać - tylko że ja straszliwie boję się tej rozmowy.
        PS. Na jednym ze zdjęć (z imprezy), obejmował byłą, patrząc jej w oczy - żebyście widziały to spojrzenie... Normalnie można by zilustrować film o miłości hehe Nie muszę dodawać, że na mnie mój facet tak nigdy nie spojrzał :(
        • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 19:05
          Wiewiórko, ty sama podskórnie czujesz, że coś jest na rzeczy, że są jakieś zgrzyty, że "z jego strony to nie to". Słuchaj intuicji, bo ty znasz partnera od roku, a my tylko z twojego opisu.
          Piszesz, że facet bardzo szczery i porządny. Niewykluczone jest, że ta sytuacja bardzo mu ciąży, że czuje, że nie jest wobec ciebie do końca fair i męczy go to. Stąd te zarwane noce. W gruncie rzeczy trudno go winić, jeśli to była pierwsza lub najintensywniejsza miłość, do tego nie wypaliła się, a zakończyła zerwaniem (czyli de facto kobieta złamała mu serce), nie dziwne, że pozostały u niego jakieś zaszłości, niedomówienia, może chęć wyjaśnienia sobie wszystkiego z byłą, jakieś ostateczne rozliczenie się, zanim ruszy do przodu z tobą. Wszystko jest możliwe. No, ale bez poważnej rozmowy o was i waszych uczuciach nie będziesz wiedzieć, czy on przygotowuje się do ostatecznego zamknięcia tego rozdziału życia, czy gdzieś głęboko tli się w nim nadzieja, że może uda im się spróbować po raz kolejny. Bardzo ci współczuję, bo wiem, że taka niepewność co do uczuć partnera potrafi być okropnie wykańczająca. Nie czekałabym dłużej z rozmową, dla własnego zdrowia psychicznego.
        • noname2002 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 17.05.14, 19:25
          PS. Na jednym ze zdjęć (z imprezy), obejmował byłą, patrząc jej w oczy - żebyśc
          > ie widziały to spojrzenie... Normalnie można by zilustrować film o miłości hehe
          > Nie muszę dodawać, że na mnie mój facet tak nigdy nie spojrzał :(

          Z takim podejściem to ty go sama wepchniesz w ramiona byłej :/ Może miał nawrót sentymentu albo się zawahał, ale nie musi to oznaczać, że ciebie nie kochał i nie kocha. I czy po zakończeniu związku koniecznie trzeba zdjęcia wykasować albo zniszczyć? przecież to część naszej przeszłości. Zostawiłam sobie zdjęcia byłego męża, a nic już do niego nie czuję.
          Ja bym nie stawiała sprawy na ostrzu noża tylko zachowywała się normalnie i za jakiś czas wróciła do kwestii wspólnego zamieszkania. Jak będzie unikał tematu, to wtedy bym przeprowadziła rozmowę o was i o tym czy coś czuje do byłej dziewczny.
            • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 09:42
              Nonname, Verdana - dziewczyny, czym albo w jaki sposób ja coś rozwalam? Moje odczucie po zobaczeniu jednego ze zdjęć to tylko rezultat całej tej chorej sytuacji! Czyli gdyby nie te sygnały w ostatnim czasie, nie przyszłoby mi do głowy zwracać uwagę na jego spojrzenie na zdjęciu! I też: co by mnie obchodziło, jakie zdjęcia facet ogląda! Byli partnerzy często trochę są „obecni” w naszym życiu, ale (to akurat do Verdany ): Czy nie widzisz różnicy między trzymaniem w ulubionych strony byłego chłopaka ze szkoły średniej a moją sytuacją?

              Jeszcze co do zdjęć w komórce: on ich tam nie nosił od zawsze (co wiem na pewno), on je musiał załadować jakiś czas temu. Samo z siebie załadowanie zdjęć z byłą, napiszę to na wszelki wypadek, nie jest dla mnie żadnym problemem, chodzi mi o całość!
              Muszę dodać, że nie wypytywałam go nigdy o żadną z tych spraw, nie robiłam wyrzutów. Także dlatego, że okazywanie zazdrości jest wg mnie upokarzające. Wszystkie te niemiłe dla mnie ostatnie incydenty pomijałam milczeniem, nigdy potem do żadnego nie nawiązywałam i wczoraj też tak zrobiłam - więc jak "rozwalam"?

              A propos wczoraj: on zadzwonił do mnie, zaprosił mnie na kolację. Zarezerwował stoliki w bardzo fajnym miejscu, widać było, że się postarał (a niepisane plany były takie, że po prostu wieczorem do niego przyjadę). Myślę, że chciał mi jakoś wynagrodzić tę niemiłą sytuację w nocy (mimo że o tym wczoraj rano nie wspominaliśmy, a moje wyjście rano od niego wytłumaczyłam tym, że muszę u siebie w domu zrobić coś nagłego do pracy). Było super, i już zupełnie zapomniałam nawet o tych moich rozterkach, kiedy nagle powiedział mi, że nie będzie mógł wziąć urlopu w lecie. Zaczął mi dokładnie tłumaczyć dlaczego, oczywiście wszystko brzmi wiarygodnie, ale… Pierwsze, co mi przyszło do głowy: że trudny miesiąc w pracy (wyjazdy na urlopy) wykorzystał jako pretekst, bo urlop miał mniej więcej uzgodniony, i wydaje mi się, że gdyby bardzo chciał, to by pojechał!
              Dla mnie oznacza to, że będę przez ponad dwa tygodnie sama siedzieć w domu nad zalewem (a okazja super, ktoś z rodziny poprosił mnie o popilnowanie, więc koszty minimalne) i chyba sama chodzić na plażę, nie wiem - a mój mężczyzna najwyżej wpadnie na weekend, z czego po odliczeniu czasu dojazdów zrobi się de facto jeden wspólny dzień i wieczór!

              Przepraszał mnie, twierdził, że sytuacja wyszła dosłownie wczoraj (kontuzja kolegi, zapowiada się dłuższe zwolnienie), twierdził, że coś wymyśli, by mi to jakoś wynagrodzić, był naprawdę zmartwiony (tylko że nie mogłam się pozbyć odczucia, że raczej moim rozczarowaniem, a nie tym, że sam nie jedzie - dlatego też uważam, że Enith najbardziej utrafiła, i z tą intuicją, i z tym, że i jemu ta sytuacja również ciąży).
              Dla mnie to dodatkowy kubeł zimnej wody. I nie jestem dzieckiem, wiem, że są różne sytuacje w pracy, a pracy trzeba pilnować - i gdyby nie ta reszta, byłoby mi tylko trochę przykro.
              Przepraszam za te przydługie wywody. Ja mam po prostu odczucie, że coś jest mi po kawałku odbierane...
              • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 10:13
                wiewiorka-wiewiorka napisała:

                > Ja mam po prostu odczucie, że coś jest mi
                > po kawałku odbierane...

                Traktowanie pana jak zdobyczne trofeum, nie jest wedlug mnie dobrym pomyslem. Przykro mi, bo pewnie cierpisz w obecnej sytuacji, ale tak naprawde nie masz wplywu na jego uczucia.
                Jest takie powiedzenie "kochac kogos znaczy dac mu wolnosc". Wiec jesli on Cie kocha, to bedzie chcial byc z Toba bez zadnych zabiegow z Twojej strony, jesli kocha tamta, to nie oszukujmy sie, nikle masz szanse, zeby temu zapobiec.
                Co mozesz zrobic? Wedlug mnie nic. Nie daj sie tylko poniesc emocjom. Moze to z jego strony zwykly sentyment do" starej milosci", a moze plany odbudowy tego co bylo. Ty nie bardzo mozesz dzialac w tej sytuacji, nie wymyslono bowiem jeszcze magicznej pigulki po zazyciu ktorej ludzie traca pamiec i zaczynaja kochac dowolnie wybrana osobe. Tak to widze. Trzymaj sie. I nic w swoim zachowaniu nie zmieniaj.
                • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 10:27
                  Z tym odbieraniem chodziło mi o nadzieję czy coś w tym stylu, nie o tracenie "zdobyczy".
                  Wiem, że nie mam wpływu. Tylko że trudno jest mi bardzo żyć z tym strachem, normalnie coś mnie dusi. Niepewność mnie wykańcza, a to nie od wczoraj przecież.
                  Łatwo się mówi "Nie daj się ponieść emocjom" - uwierz, że bym chciała. Ale dziękuję Ci za słowa otuchy :)
                  • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 11:06
                    wiewiorka-wiewiorka napisała:

                    > Z tym odbieraniem chodziło mi o nadzieję czy coś w tym stylu, nie o tracenie "z
                    > dobyczy".

                    Rozumiem :-) Ale czasem mamy przeciez pagnienie, zeby ta kochana osoba byla tylko moja, zeby byla taka troszke nasza wlasnoscia, prawda ? :-) Jesli w dodatku dysponuje szeregiem cech, ktore sa dla nas wartosciowe, odpowiada nam pod kazdym wzgledem, to trudno nam pogodzic sie z tym, ze moglaby nas opuscic, bo wtedy stracimy te cale "dobro". Doskonale Cie rozumiem. Tylko z milosci do niej trzeba wzniesc sie ponad egoistyczne pragninie posiadania jej na wlasnosc. Niestety. To takie bolesne, bo to on musi wybrac czy chce byc z Toba czy nie :-(

                    > Tylko że trudno jest mi bardzo żyć z tym strachem, nor
                    > malnie coś mnie dusi.

                    Moze sie myle, ale Ty chyba sie boisz zapytac go wprost jakie sa jego plany. Boisz sie odpowiedzi, ktora moglaby byc dla Ciebie bolesna, prawda ?
                    Jesli zadasz pytanie wprost o to co do Ciebie czuje, jakie sa jego plany dotyczacej waszej wspolnej przyszlosci mozesz sie spodziewac kilku odpowiedzi. Byc moze zaboli Cie bardzo, a moze odwrotnie- rozwiane zostana Twoje obawy. Ale zyskasz PRAWDE, nie bedziesz musiala sie wiecej zastanawiac, zyc w niepewnosci. Przemysl, czy czasem to nie byloby lepsze niz zamartwianie.
                    • dmuchawcelatawce Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 11:56
                      "Ale czasem mamy przeciez pagnienie, zeby ta kochana osoba byla
                      > tylko moja
                      , zeby byla taka troszke nasza wlasnoscia, prawda ? "

                      Nie , nie prawda. Troche chyba narzucasz dziewczynie wlasny punkt widzenia.Ona nic takiego nie napisala ani nie sugerowala. Mozna kochac osobe bez poczucia, ze ma byc nasza wlasnoscia (ja nieskromnie podam siebie za przyklad) i nie ma w tym nic dziwnego.
                      Gdyby cos stalo sie z nasza relacja to swiat by mi sie zawalil, i dalej nie mialoby to nic wspolnego z rzekomym istnieniem pokusy przywlaszczenia partnera.
                      Zreszta w sprawie to jest akurat nieistotne,
                      Dziewczyna kocha partnera a ten nie do konca jest z nia szczery. Dziewzyna czuje, ze oddala sie od niej po wplywem sentymentu do eks, a to po rostu boli.
                      Lepiej nie wykonywac jakis gwaltownych ruchow (scen) czego zreszta watkodawczyni nei zrobi, bo nie lezy to w jej naturze, ale wcale nie uwazam, ze "ma nie dac sie poniesc emocjom". Jestesmy ludzmi, ktorzy mysla, czuja i maja emocje, ktorym daja czasem uspust. jesli da sie poniesc emocjom to nei bedzie w tym nic zlego, ma do tego pelne prawo. Czuje sie w pewnym sensie oszukiwana, powoli psychicznie zdradzana, jak wspomniala powoli odbierana jest jej nadzieja na przyszlosc. Ma prawo do wlasnych emocji w tak dalece niekomfortowej sytuacji. Chocby dla wlasnego zdrowia emocjonalnego.
                      Nie ma w tym nic dzienwego , ze dziewczyna boi sie odpowiedzi, podskornie przypuszcza jaka moze byc. Tez bym sie bala, zanim bym sobie wszystkiego w glowie i emocjach nie poukladala.
                      Ja chyba tez bym po prostu zapytala o prawde, nawet ta najgorsza, aby oszyscic pole, stanac na nogi i isc dalej.
                      • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 17:41
                        Pogodoodporna: oczywiście, że boję się zapytać, bo wtedy być może będę miała problem większy niż teraz, np. większą jeszcze niepewność, a dojdzie do tego upokorzenie samą sytuacją wypytywania.

                        Dmuchawce: dziękuję Ci za zrozumienie.
                        I właśnie, to jest dokładnie tak: czuję się „powoli psychicznie zdradzana”.
                        Ja oczywiście spytam go, co się dzieje, natomiast odsuwam to, bo wiem, że mój facet najprawdopodobniej jeszcze nic by mi nie odpowiedział. Może się mylę, nie wiem, w każdym razie wczoraj czy dziś nie byłam jeszcze na to gotowa.
                        Wróciłam do domu, po połowie dnia w sztucznej atmosferze, gdzie nikogo nic nie cieszyło - pojechałam pod pretekstem skończenia pracy, ale każde z nas wie, że to nie to, i obydwoje graliśmy w tę „grę”.
                        Czuję dokładnie to: mój ukochany mężczyzna oddala się ode mnie emocjonalnie z każdym dniem chyba. Jestem zdruzgotana i nic nie rozumiem.
                        Co do emocji: nawet nie wiem, co znaczyłoby, że daję się im ponieść. W każdym razie chętnie bym to zrobiła (gdyby był jakiś nieszkodliwy sposób), bo te emocje aż się we mnie gotują.Żal, zazdrość i nie wiem, co jeszcze normalnie łapią mnie za gardło.
                        Czuję się tak bezwartościowa. Ciągle porównuję się z byłą, to jest żałosne: że dla niego jest pewnie atrakcyjniejsza niż ja, że ma duży biust przy szczupłej sylwetce (ja takiego nie mam), że może w takim czy innym względzie było mu z nią lepiej - wiem, żenada, i tylko się dołuję…

                        Najbardziej cieszy mnie to, że jutro idę do pracy. Po prostu nie mogę się tego doczekać. Mama dziś pytała, czemu tak szybko wróciłam, musiałam skłamać, to też mnie drażni i w jakiś sposób upokarza.
                        • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 18:13
                          wiewiorka-wiewiorka napisała:

                          > Ja oczywiście spytam go, co się dzieje, natomiast odsuwam to, bo wiem, że mój f
                          > acet najprawdopodobniej jeszcze nic by mi nie odpowiedział. Może się mylę, nie
                          > wiem, w każdym razie wczoraj czy dziś nie byłam jeszcze na to gotowa.

                          Wiewiorka, a moze Ty go nie pytaj o tamta kobiete, moze zaproponuj lepiej wspolne mieszkanie ? Moze wtedy jego reakcja da Ci odpowiedz na wszystkie dreczace Cie obecnie pytania ?
                            • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 20:34
                              Przypuszczam, że nawet pytając wprost nie dowiesz się niczego. Niewykluczone, że on sam nie wie i nie rozumie, co się z nim dzieje i zwyczajnie nie będzie w stanie uspokoić twoich obaw. Przynajmniej do czasu, gdy sam sobie to wszystko poukłada.
                              Może po prostu poczekaj na dalsze wydarzenia? Wiem, że to cholernie trudne, gdy stoi się w takim szerokim rozkroku, nie wiedząc, co przyszłość przyniesie, ale chyba tylko obserwacja i czekanie zostaje. Partner pewnie w którymś momencie podejmie jakieś decyzje.
                              Co do nieudanego wyjazdu to nie traktuj tego jako akcji wymierzonej przeciw tobie. Wypadki chodzą po ludziach, tak wyszło, trudno. Na wyjazd zabierz przyjaciół, bo siedzenie samej dwa tygodnie w cudzej chałupie, choćby i nad zalewem, nie jawi mi się specjalnie interesująco. No, może dla kogoś, kto szuka świętego spokoju.
                              • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 21:22
                                Coś jednak odpowie, do tego zobaczę jego reakcję.
                                Nie wiem, ile wytrzymam, na pewno niedługo, tzn. nie wyobrażam sobie np. czekać tygodniami nie wiadomo, na co.
                                Zresztą jeśli wszystko będzie toczyło się w takim tempie, jak dotychczas (już nie ma wspólnego zamieszkania, już nie ma wspólnego wyjazdu) to raczej samo niedługo się rozwiąże.
                                Hehe, a jeszcze ze 3 miesiące temu mówiłam przyjaciółce, że może znalazłam Tego Jedynego... O ironio!
                                Samej z siebie chce mi się śmiać, choć nie ma z czego
                            • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 21:50
                              wiewiorka-wiewiorka napisała:

                              > Nie, tak nie da rady, po samej rozmowie o mieszkaniu niczego się nie dowiem, wo
                              > lę już spytać wprost.

                              No skoro bardziej Cie interesuje, czy facet kocha tamta kobiete, a mniejesza wage przywiazujesz do tego co czuje do Ciebie, to pewnie, ze pytaj wprost :-) Watpie tylko czy on bedzie mial na tyle odwagi, zeby powiedziec Ci prawde jesli bylaby dla Ciebie niepomyslna.
                              A decyzja o wspolnym mieszkaniu jest jakby nie patrzec forma deklaracji, kolejnym krokiem do zaciesniania bliskosci miedzy wami. No chyba, ze od czasow mojej mlodosci cos sie w tej kwestii zmienilo i faceci teraz nie daza juz do bycia razem z kochana kobieta codziennie ( i co noc) ;-)))
                              • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 22:08
                                Nie napisałam, że bardziej mnie interesuje, czy kocha tamtą, niż czy kocha mnie. Chodziło mi o to, że wspólne zamieszkanie jest czymś, co on może odsunąć pod jakimś pretekstem. I poza tym chciałabym jednak wiedzieć, co się dzieje, o co chodzi z tymi zdjęciami, tj. jak on to przedstawi. Nie chcę udawać (sama przed sobą nawet), że kwestii jego byłej nie ma i nie było.

                                Myślę, że dążą, tylko jak widać nie wszyscy :(
                      • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 18:02
                        dmuchawcelatawce napisała:

                        > Nie , nie prawda. Troche chyba narzucasz dziewczynie wlasny punkt widzenia.Ona
                        > nic takiego nie napisala ani nie sugerowala. Mozna kochac osobe bez poczucia, z
                        > e ma byc nasza wlasnoscia (ja nieskromnie podam siebie za przyklad) i nie ma w
                        > tym nic dziwnego.

                        Skoro napisalam "czasem", to znaczy to tylko tyle, ze niektorzy maja takie tendencje, czytaj uwaznie :-) I wcale nie jest to rownoznaczne z tym, ze zalozycielka watku probuje zagarnac partnera na wlasnosc. Faktem jednak jest, ze panicznie boi sie go stracic i ta panika niestety przebija z jej postow.

                        > Gdyby cos stalo sie z nasza relacja to swiat by mi sie zawalil, i dalej nie mia
                        > loby to nic wspolnego z rzekomym istnieniem pokusy przywlaszczenia partnera.
                        > Zreszta w sprawie to jest akurat nieistotne

                        Przeciwnie, jest bardzo istotne, poniewaz uswiadomienie sobie tej prostej prawdy pozwala nam zapanowac nad strachem o utrate bliskiej osoby. Kocham, wiec nie zadam, zebys wybral mnie, a nie tamta.

                        > Lepiej nie wykonywac jakis gwaltownych ruchow (scen) czego zreszta watkodawczyn
                        > i nei zrobi, bo nie lezy to w jej naturze, ale wcale nie uwazam, ze "ma nie dac
                        > sie poniesc emocjom".

                        :-) Dac sie poniesc emocjom, to w moim pojeciu znaczy wlasnie robienie scen, stawianie partnera pod sciana, kazanie mu dokonywac wyborow, teraz, natychmiast. A takze przeprowadzanie szczegolowego sledztwa, kontrolowanie.

                        > Nie ma w tym nic dzienwego , ze dziewczyna boi sie odpowiedzi, podskornie przyp
                        > uszcza jaka moze byc. Tez bym sie bala, zanim bym sobie wszystkiego w glowie i
                        > emocjach nie poukladala.

                        Nie mozna poukladac czegos co pozostaje tylko i wylacznie w sferze domniemywan :-) Bez szczerej rozmowy sie wiec nie obejdzie.
    • mayaalex Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 18:20
      jestes w bardzo trudnej sytuacji i bardzo mi sie podoba Twoje podejscie - nie robisz scen, nie szpiegujesz, po prostu sie martwisz i mowisz o tym facetowi.
      ja chyba na Twoim miejscu powiedzialabym mu szczerze, ze czuje, ze cos jest nie tak i ze boje sie, ze przez to, ze ex wrocila do Waszego miasta, wrocily rowniez jego uczucia do niej. i ze bardzo go kocham i chce z nim byc, ale wiem, ze to nie ma sensu za wszelka cene. i wolalabym, zeby teraz sam przez jakis czas (nie wiem, miesiac? dwa tygodnie?) zastanowil sie na czym mu zalezy i jak widzi swoje i Wasze dalsze zycie. i jak juz sobie wszystko przemysli i pouklada, mozecie wrocic do dawnego ukladu lub sie rozstac - ale chcesz wiedziec, jaka jest jego decyzja bo taka niepewnosc bedzie zatruwac Wasz zwiazek.
      i czekalabym cierpliwie - bo jesli mu zalezy, to wroci (nie odejdzie) a jesli nie, to i tak lepiej wiedziec to teraz a nie np. za pare lat. wyglada na to, ze facet jest naprawde uczciwy wiec jesli sie zdeklaruje w ktorakolwiek strone to rzeczywiscie tak bedzie.
      moze to tylko taki przejsciowy powrot emocji, troche nim ta wiadomosc zachwiala i wrocily wspomnienia - a tak naprawde zalezy mu tylko na Tobie? tak mi sie wydaje - ale moze sie myle...
      • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 18.05.14, 20:14
        Mayaalex: Owszem, jak już wspominałam, na pewno będę musiała odbyć taką rozmowę. Myślę, że on będzie szczery. Myślę też, że on sam może jeszcze nie wie, co się dzieje i czego chce (i to chyba jest najgorsze).

        Niestety nie wygląda mi to na „przejściowy powrót emocji”. Nie jesteśmy nastolatkami, ja mam 26 lat, on jest 2 lata starszy. Po prostu nie wierze, że poważny dojrzały człowiek zajmuje się takimi rzeczami (jak np. przeżywanie emocji w rozmowie o byłej oraz oglądanie zdjęć w nocy), jeśli nie ma ku temu poważnych powodów, zwłaszcza że wie, jak to rani partnerkę. I czy kochający mężczyzna w ten sposób podchodzi to byłej? Mnie to nie przekonuje.
        Myślę, że kochał mnie, może na początku, może tak mu się wydawało - parę razy mi to powiedział, przy tym nie jest wylewny, był za to czuły, troskliwy, zawsze można było na nim polegać, a miłość mierzy się czynami, nie słowami.

        Ta sytuacja jest dla mnie strasznie upokarzająca. Mam wrażenie, że jeszcze do mnie nie dotarło, jak bardzo - bo chwilami, gdy dociera do mnie z całą siłą „Twój facet chyba kocha inną”, czuję się, jak w koszmarze.
        • aqua48 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 19.05.14, 11:56
          wiewiorka-wiewiorka napisała:

          > Niestety nie wygląda mi to na „przejściowy powrót emocji”. Nie jest
          > eśmy nastolatkami. Po prostu nie wierze,
          > że poważny dojrzały człowiek zajmuje się takimi rzeczami (jak np. przeżywanie
          > emocji w rozmowie o byłej oraz oglądanie zdjęć w nocy), jeśli nie ma ku temu po
          > ważnych powodów, zwłaszcza że wie, jak to rani partnerkę.

          Wbrew powszechnemu przekonaniu mężczyźni też są emocjonalni, mają uczucia, przeżywają je, wspominają i to niekoniecznie w wieku nastu lat.

          > Mnie to nie przekonuje.
          > Ta sytuacja jest dla mnie strasznie upokarzająca.

          To jest w tej historii najbardziej istotne. Facet ma prawo wahać się i zastanawiać nad swoimi uczuciami, TY masz prawo czuć się odepchnięta.
          Ważne abyście potrafili porozmawiać na spokojnie o całej sprawie. Myślę, że decyzja o mocnym rozluźnieniu kontaktów byłaby najbardziej korzystna dla obojga z Was. Być może on widząc co traci będzie mógł lepiej zdać sobie sprawę ze swoich uczuć. A Ty będziesz miała czas na zastanowienie się do jakich kompromisów w związku jesteś zdolna..
          • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 19.05.14, 19:25
            Aqua, nie wiem, do jakich kompromisów jestem zdolna, ale do życia w trójkącie emocjonalnym, takim jaki mam teraz, na pewno nie. Od soboty jestem jak uderzona obuchem, w tym trzeba uwzględnić, że od dłuższego czasu, tj. jak pisałam od ok. 2 miesiecy, coś mnie gryzie, bo problem był.
            Tylko że po rozmowie z koleżanką tamtej (ale przed nocą z piątku na sobotę ze zdjęciami) mogłam sobie wszystko wytłumaczyć, teraz się nie da. Czyli najpierw historia ze zdjęciami, potem na przestrzeni 24 godzin dowiaduję się, że nie może wziąć urlopu.

            Myślę, że rozluźnienie kontaktów nastąpi szybciej, niż by się komukolwiek wydawało. Zbieram po prostu siły na rozmowę (jeżdżę do mojego faceta we wtorki i czwartki, potem na weekend), ta rozmowa musi coś rozwiązać, bo inaczej oszaleję. Muszę mieć jasność, bo czasem wydaje mi się, że wolałabym zdradę, żeby przynajmniej móc faceta winić, paranoja…

    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 22.05.14, 02:34
      Jasne, ze warto rozmawiać o sytuacji, która Panią przygnębia. Mówić Partnerowi o swoich emocja, Ale, to o czym Pani napisała, trawa tak naprawdę dopiero 2 dni. To może być fala sentymentu, jakoś nostalgia do której każdy ma prawo.
      Chyba należy chwilę poczekać. Zobaczyć co się dzieje. Teraz Pani działanie będzie pod wpływem impulsu. Rozbudziła się w Pani chyba zazdrość, a ona czasem jest złym doradcą. Bo pod jej wpływem, rzeczywistość zaczyna się zmieniać.
      Nie namawiam do naiwności czy krótkowzroczności. Ani do pozwalania sobie na nadużywające zachowania. Ale trochę rozsądku i zajęcie się odrobinę sytuację partnera chyba mu się należy.
      Agnieszka iwaszkiewicz
      • wiewiorka-wiewiorka Re: wiewiorko 22.05.14, 20:20
        Ciacho (i dziewczyny),
        tak, udało mi się porozmawiać. We wtorek u niego spytałam, co się dzieje. Nic nie ściemniał (np. „niby co ma się dziać”), tylko spytał, co konkretnie chcę wiedzieć. Ja - że na czym stoję. I że czuję się niekomfortowo, mówiąc dyplomatycznie.
        Po długiej ciszy powiedział, że dobrze, że zaczęłam tę rozmowę. Mianowicie w zeszłym tygodniu (!) zaprosił byłą na kawę - o czym mi nie mówił, bo nie chciał mnie denerwować. Zrobił to, ponieważ bardzo go „sprawy z przeszłości męczą” i uważał, że mu to „pomoże je uporządkować” (co dokładnie kryje się pod tymi wyrażeniami nie sprecyzował).
        Aha, Była jeszcze jakiś czas wcześniej najpierw sama do niego napisała mail (jego mail służb. dostępny jest publicznie) i zaprosiła go na kawę, wtedy odmówił. Dopiero po jakimś czasie zmienił zdanie, więc napisał i stąd ta kawa z jego inicjatywy w zeszłym tygodniu.

        No to spytałam, czy „uporządkował” te sprawy, powiedział, że nie (aż się we mnie zagotowało), spytałam, co to właściwie znaczy. On na to, że nie chce mnie stracić, wie, że bardzo źle się z nim czuję, nie wie co ma robić.
        Spytałam, czy była chce do niego wrócić, on, że tak mu się wydaje, ale powiedział jej, że ”jest w szczęśliwym związku”. Zapytałam, co dalej z nami - on znowu, że „nie chce mnie stracić”, ale chciałby teraz przez jakiś czas nie spotykać się ze mną, ani z nikim (co dodał).

        Powiedziałam, że natychmiast wychodzę, i że to jest koniec, zgarnęłam 2-3 moje rzeczy z wierzchu i poszłam do taksówki - to w skrócie, bo nie mam siły opisywać, jak krzyknęłam do niego, ze jest nawiększym rozczarowaniem w moim życiu ani jak próbował mnie przytulić (oczywiście go odepchnęłam). Przepraszam więc, że tak lakonicznie.
        Wczoraj wyszłam wcześnie z pracy, mimo że jak dodałam praca właśnie trzyma mnie przy życiu. Dziś już jako tako funkcjonowałam. Telefonów od niego we wtorek nie odbierałam. Wczoraj odebrałam, nie chciałam dać mu satysfakcji, powiedziałam, że pod koniec tygodnia odbiorę rzeczy. Dla mnie to koniec.
        Tak nienawidzę mojej roli w tym układzie, że nie da się tego opisać, i sto razy wolę to, co jest teraz (mimo że jest mi okropnie).
        • enith Re: wiewiorko 22.05.14, 21:00
          Bardzo mi przykro, wiewiórko. Miałam cichą nadzieję, że sprawy wyjaśnią się pomyślnie dla was, że to był chwilowy kryzys. Wychodzi jednak na to, że nie. Sądzę, że gdzieś tam wyżej trafiłam w sedno: facet nie zakończył swoich spraw z tą panią, co teraz z całą mocą wyszło w momencie jej powtórnego pojawienia się w jego (i twoim!) życiu. Chciałam nawet napisać i spytać się, czy oni się przypadkiem już nie spotkali, no i teraz okazuje się, że była kawka i to za twoimi plecami. Mnie właśnie chyba to zabolałoby najbardziej, że fakt spotkania przemilczał. Nie przemawia do mnie argument, że nie chciał ci robić przykrości. Kłamanie w takiej sprawie, zwłaszcza, gdy partnerka zachodzi w głowę i szaleje próbując dojść, co jest grane, jest nieporównanie większą przykrością, niż przyznanie, że idzie się na spotkanie z eks, by się z nią ostatecznie rozmówić. No i "przerwa w związku", której zażyczył sobie partner. Ty masz wyć i chodzić po ścianach, oczekując obwieszczenia ci twojego losu, gdy pan duma nad roztrerkami serca. To jest zwyczajnie okrutne i nie dziwi mnie, że zakończyłaś to natychmiast tam na miejscu. Zamęczyłabyś się, czekając, niezależnie od końcowej decyzji pana.
          Ściskam cię wirtualnie, żałuję, że nie mam słów pocieszenia. Trzymaj się, rycz ile trzeba, trzymaj blisko zaufanych przyjaciół.
          • wiewiorka-wiewiorka Re: wiewiorko 22.05.14, 21:19
            Dziewczyny,
            nawet nie wiecie (i sama jestem zaskoczona), jak miło mi było przeczytać Wasze ciepłe słowa. Dziękuję :)
            Nikomu się nie zwierzam - mam bardzo bliską przyjaciółkę, która jest za granicą, ale akurat teraz ma jakieś kłopoty, nawet nie ma możliwości spokojnej rozmowy z nią. Na szczęście niedługo wraca. Poza tym strasznie się tego wstydzę (tego upokorzenia).
            Enith, co do kawy: gdyby się tylko spotkał i powiedział mi choćby po fakcie, ale stan rzeczy byłby inny, to bym to jakoś przebolała.
            Tak, biedaczek, jak on się męczy teraz, bo nie wie, co ma zrobić... Aż musi odpocząć od "szczęsliwego związku". Żenada.

            PS. Gdy mówił jej, ze jest w "szczęśliwym związku", może chciał jej sprawić przykrość, a może i sam tak myślał. Jak widać po spotkaniu z nią spojrzenie na własny związek też mu się zmieniło.
            • paulina7171 Re: wiewiorko 22.05.14, 21:28
              Poza tym strasznie się tego wstydzę (tego upokorzenia).

              Dlaczego uważasz, że to upokorzenie?

              Rozstania są wpisane w nasze życie; jestem przekonana, że każda z dziewczyn, które tu pisały, kiedyś je przeżyła.

              Wiewiórko, podziwiam Twoją dojrzałość. Jesteś jeszcze bardzo młoda, zakochana, ale - na szczęście dla Ciebie - nie zaślepiona.

              Jestem przekonana, że czeka Cię jeszcze wiele miłych chwil w życiu :-)
              • wiewiorka-wiewiorka Re: wiewiorko 22.05.14, 21:32
                paulina7171 napisała:
                > Dlaczego uważasz, że to upokorzenie?

                Mój ukochany mężczyzna wyrzucił mnie ze swojego życia w ciągu paru tygodni. Na dodatek nigdy mnie nie kochał. Czuję się też oszukana.
            • hipinka Re: wiewiorko 22.05.14, 21:34
              naprawdę nie masz się czego wstydzić
              Ty wyszłaś z tej całej sytuacji z podniesionym czołem, to on ma problem z którym nie może się uporać
              • wiewiorka-wiewiorka Re: wiewiorko 22.05.14, 21:39
                Chodziło mi też o wstyd przed innymi, wiem, że to głupio brzmi, ale np. rodzicom będę musiała powiedzieć, dlaczego zostałam na weekend w domu, kłamać nie chcę.
                Dobrze jednak, postaram się patrzeć na to, tak jak mówisz, spróbuję chociaż
                • hipinka Re: wiewiorko 22.05.14, 21:59
                  wiesz, ja na własny użytek wypracowałam sobie taki sposób myślenia:
                  jesli ktoś zachowa się wobec mnie niezbyt ładnie, to oczywiście najpierw jest mi przykro, ale staram się mieć tą świadomość, że JA BYŁAM W PORZĄDKU, zrobiłam co mogłam ze swojej strony i to mi daje dużo spokoju
                  problem ma ten ktoś, kto postąpił nie fair
                  wiem, że Cię to boli, tak naprawdę to po części urażona duma i ambicja, i trudno jest nie brać tego osobiście, ale pomyśl sobie, że ta cała sytuacja nie dotyczy Ciebie jako Ciebie, po prostu miałaś pecha trafić na faceta z problemem
                  niech on się tym martwi :)
                  • wiewiorka-wiewiorka Re: wiewiorko 23.05.14, 04:28
                    Wiem, "ja byłam w porządku" - tylko trafił mi się facet z wadą fabryczną. Mam nadzieję, że to będzie później pomagać, bo na razie nie za bardzo mi się udaje. Nawet nie mogę spać, jak widać (to już kolejna noc, kiedy po przespaniu paru godzin budzę się i ani rusz - wstaję więc, na szczęście mam co robić, do pracy choćby coś się znajdzie).
                    To bardzo boli rozstanie też boli, ale pewnie musi tak być. Ale wolę wszystko, niż to, co było w ostatnich dniach.
        • paulina7171 Re: wiewiorko 22.05.14, 21:20
          No tak, najpierw pan spotyka się na kawę z byłą, po czym w nocy ogląda jej zdjęcia...

          Ten wątek obudził we mnie wspomnienia sprzed trzech lat, kiedy odszedł ode mnie ktoś, kogo bardzo kochałam.

          Ja również usłyszałam "zróbmy sobie przerwę w związku", po czym już-nie-mój nie odezwał się już nigdy.

          Dlatego myślę, że to taka próba powiedzenia "to koniec, ale nie mam Ci tego odwagi powiedzieć wprost".
          • wiewiorka-wiewiorka Re: wiewiorko 22.05.14, 21:36
            paulina7171 napisała:
            > Dlatego myślę, że to taka próba powiedzenia "to koniec, ale nie mam Ci tego odw
            > agi powiedzieć wprost".

            Myślę, że powiedziałby, być może chciał naprawdę odczekać - co nie zmienia faktu, że dla mnie to już nie ma znaczenia.
            To jest dziwne, jest mi bardzo, bardzo ciężko - natomiast w jakimś ogólnym sensie jest mi i tak lżej niż w ostatnich dniach.
            • kruche_ciacho Re: wiewiorko 23.05.14, 09:25
              kurcze, naprawde szkoda, po Twoim opisie faceta mialam nadzieje ze stanie na wysokosci zadania i zachowa sie odpowiedzialnie czyli bedzie szczery

              w sumie moge nawet zrozumiec ze sam nie wie co ma zrobic, ze jest cos co nie pozwolilo mu zamknac poprzedniego rozdzialu, ze potrzebuje przerwy.... moge to zrozumiec ale nie chce
              bo "odpoczywanie" od szczesliwego zwiazku przeczy samo sobie
              bo zatail ich kontakty przed Toba
              bo jest gumka z majtek nie chlopem

              trzymaj sie i daj sobie czas na przetrawienie i "przerobienie" wszystkich emocji, nic nie przyspieszaj, nie szukaj pocieszacza
              wyjdziesz z tego za jakis czas "lekka" ale i bogatsza w doswiadczenie



            • how-ever Małe ostrzeżenie 23.05.14, 19:39
              Przeczytałam cały wątek ze smutkiem, ale i obawą. Otóż, nie mogę się pozbyć wrażenia, że ów pan jeszcze może zapukać do Twych drzwi.
              Skąd takie przypuszczenia? Cóż, myślę, że skoro od rozstania z poprzednią partnerką minęło już trochę czasu- blisko trzy lata to, jak dla mnie, sporo- to pan może i kocha, ale raczej swoje wyobrażenia o niej i wybielone wspomnienia związku, a nie ją samą. Jeżeli się zejdą, to dość szybko nastąpi konfrontacja wyobrażenia z rzeczywistością- i rozczarowanie. Czas się przecież nie zatrzymał- są innymi ludźmi, tak ona, jak i on, i po opadnięciu pierwszej fali euforii pana czeka srogi zawód. "Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki"... Nie jestem wróżką, ale już różne rzeczy w życiu widziałam i taki ciąg zdarzeń jest całkiem prawdopodobny. Po cichu Ci powiem, że trochę mu tego życzę :-P Nie lubię tchórzy, którzy mówią prawdę, a i to niecałą, dopiero po przyparciu do muru.
              Jaki to ma związek z Tobą? Ano, pan może pojąć, ile stracił i spróbować do Ciebie wrócić. Ja bym go na Twoim miejscu kopnęła w to miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę i pogoniła- i to samo doradzam ;-)
              • dmuchawcelatawce Re: Małe ostrzeżenie 23.05.14, 22:38
                Napisalam Ci co prawda, ze to pewnie koniec zwiazku, ale po cichu mialam nadzeje na szczesliwy koniec.
                Coz takie konce sie niestety zdarzaja. A moze stety. Tego i bardzo z calego serca zycze, aby koniec byl jednoczesnie poczatkiem tej wlasciwej relacji.
                Niefajnie sie pan zachowal spotykajac sie z eks za Twoimi plecami. Mysle, ze nie jest taki doskonaly jakim go widzialas.
                W gruncie rzeczy to egoista. Ten tekst, ze nie powiedzial o spotkaniu z eks, zebys sie nie martwila. Spotkaniem za Twoimi plecami calkowicie swiadomie i dobrowolnie wywracal Twoje zycie do gory nogami i jednego czego mozna byc pewnym , to, to, ze w tym momencie wcale nie myslal o Tobie (zebys sie nie martwila), a tylko i wylacznie o sobie.
                Te teksty o przerwie w "szczesliwym'zwiazku. Kto robi przerwe od szczesliwego zwiazku?
                Takie niepowazne teksty snuja tylko gowniarze strachem podszyci. Powiedzmy, ze milosc przeslonilaby Ci zdolnosc rozsadnego myslenia, do czego mialabys swiete prawo, to po takim tekscie dalej tkwilabys w niepewnosci co do Twojej sytuacji w zwiazku (w koncu on chcial tylko przerwy a nie zerwania relacji).
                Bardzo mi przykro. Ale to bedzie lepsze dla Ciebie.
                Ty jestes dziewczyna madra, inteligenta, konkretna i poukladana. A on ( i ta jego eks dama) z calym szacunkiem sa jacys emocjonalnie niezrownowazeni. Jak dzieci, a to sie kochaja, a to sie rozstaja, jedno wyjezdza, potem przyjezdza, a to sie spotykaja, a to sie jedno chce spotkac a drugie nie. Potem drugiemu sie odwiduje i tez chce sie spotkac. Jedno spotkanie i czyjes zycie rozwalone. Takie to niedojrzale i glupie zachowanie. Taka bajka "zuraw i czapla"mi sie przypomniala. Z daleka od takiego pokreconego towarzystwa.
              • maracooja Re: Małe ostrzeżenie 24.05.14, 21:41
                How-ever ma rację. :)
                Powiem więcej, jestem prawie pewna, że facet jeszcze zapuka do Twoich drzwi.
                I tu są dwa wyjścia - albo go pogonisz i będzie miał się z pyszna, albo go pogonisz a on desperacko będzie wracał drzwiami i oknami, bo głupi zrozumie, że Cię zwyczajnie kocha. Ale to będziesz czuła, tak jak czułaś, że coś jest nie halo z byłą w tle.
                Dasz sobie radę. Nie myśl, jako on rozdarty i przepraszający. Zadbaj o siebie teraz, bo to Ty najbardziej ucierpiałaś.
                On pewnie nie jest z gruntu zły, tylko się zamotał i wplątał w to Ciebie.
                Myślę, że jest możliwe nowe rozdanie między Wami, jak już się natnie i sparzy kolejny raz na byłej, ale Ty już możesz być w zupełnie innej rzeczywistości i to Ty możesz rozdawać karty.

                Tak czy owak, trzymaj się ciepło :)
      • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 25.05.14, 22:17
        Dziewczyny,
        jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za słowa otuchy.
        Nie wiem, czy jestem dzielna. Jest mi bardzo ciężko. Odebrałam już swoje rzeczy: ta wizyta u niego po rzeczy była dziwna, nie sprawiła mi przykrości, była jakaś taka nierzeczywista… Tak czy inaczej przepłakałam potem pół nocy.

        Ale w sobotę do rodziców przyjechał niespodziewanie mój brat (jest kilka lat starszy). Średni z nim miałam kontakt od lat, daleko mieszka itp. - i jak nigdy szczególnie nie zwierzaliśmy się sobie, to teraz nagle podjęłam decyzję i opowiedziałam mu wszystko. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę niesamowicie dużo dała mi rozmowa z nim, już oczywiście pomijając to, że strasznie, strasznie się cieszę, że nasz kontakt tak „ożył” :)

        Brat powiedział tak jak Wy, że mój facet, jeśli nawet coś go męczy niezależnie od niego, nie powinien był umawiać się z nią na kawę bez mojej wiedzy, bo w tej sytuacji zwłaszcza to ogromna nielojalność; po drugie - jego propozycja, że chce zrobić przerwę, to przekroczenie linii, której absolutnie nie powinien był przekraczać, i dyskwalifikuje go zupełnie. Co więcej, brat powiedział, że cała ta historia i wzdychanie do byłej po takim czasie, do tego gdy się jest w długim (jak nasz) związku, też świadczy o nim bardzo źle, choćby o tym, że jest niepoważny.
        Ale wiecie, to nie jest tak, ze ktoś, nawet mądry i bliski, przyjdzie, powie prawdę, a człowiek już wie, już nie przeżywa itd., niestety. W każdym razie jest mi trochę lżej.

        Cieszy mnie jeszcze jedna rzeczy: brat przyjedzie do mnie w wakacje (nad zalew), na cały ten czas! - będzie mógł wziąć tam do zrobienia przy komputerze pewną rzecz do pracy, a na sobotę-niedzielę będzie wpadać jego narzeczona.
        Tak więc myślałam, że to będzie najgorszy weekend mojego życia, a tu okazało się inaczej. Staram się myśleć tylko o tych miłych rzeczach, a jak najmniej o wiadomym, i chwilami nawet trochę mi się udaje.
        However, Maracooja - powrotu po czymś takim nie wyobrażam sobie, a poza tym on mnie nigdy nie kochał, tego jestem pewna.
    • wiewiorka-wiewiorka Czy dobrze robię? 28.05.14, 21:56
      Dziewczyny, czy według Was dobrze robię? Mój (były już) facet prosił mnie o spotkanie, by porozmawiać. Ja kategorycznie odmówiłam, a dziś gdy znowu zadzwonił, również odmówiłam, prosząc go (choć wcale niełatwo mi to przeszło przez gardło), żeby stanowczo nie kontaktował się ze mną w żaden sposób.
      Dużo mnie kosztowało, żeby mu to powiedzieć, ale naprawdę odchorowuję każdą rozmowę z nim i każdy dźwięk jego głosu, i widok numeru w telefonie nawet - więc nie wyobrażam sobie spotkania, nie wiem również, do czego miałaby prowadzić nasza rozmowa. Odrzucił mnie i upokorzył mnie, łatwiej mi będzie przejść przez to bez kontaktów z nim i patrzenia na niego.
      Skoro tak czuję, to czy dobrze robię, powiedzcie mi, proszę.
      • blond_suflerka Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 22:15
        A ja nie rozumiem dlaczego piszesz(już chyba drugi raz) o upokorzeniu.
        Byliście razem rok, kochaliście się ale pojawiła się stara miłość i okazało się, że Twój facet albo ma powrót wspomnień albo cos tam jeszcze się tli. To nie jest nic niezwykłego. I w zaden sposob Ciebie nie upakarza.
        Miłość to silne uczucie a do tego takie wymykające się ramom. Można i często miewa się ciepłe uczucia do byłych miłości bo miłość bardzo ludzi łączy i nie da się tego tak całkiem wymazać. Tzn. czasem się da a czasem nie;) Jedni mają ciepłe wspomnienia, innym czasem włącza się tęsknota, no zdarza się. To nie zmienia faktu, że kocha się obecnego partnera.
        Może Twój facet miał teraz nawrót wspomnień ale jednak okazało sie że to tylko wspomnienia? I dlatego chce się spotkać?
        Miłość bywa trudna, czasem są zakręty, nie zawsze wszystko jest prosto i gładko ale na tym właśnie całe piękno miłości polega.
        Ty się obraziłaś, że partner zaczął ciepło wspominać byłą ale tak z szerszej perspektywy-to przecież nie było przeciwko Tobie.
        To, że nie powiedział Ci o tym spotkaniu-no nie zawsze podejmuje sie własciwe decyzje. Czasem najpierw sie zrobi, potem dopiero ma się refleksję, że cos mozna było zrobić inaczej.
        A moze on chce się spotkać, zeby Ci wytłumaczyć, że to co było między Wami było prawdziwe i chce Cię przeprosić za Twoje cierpienie? Może chce powiedzieć to co napisałam-że to właśnie nie było przeciwko Tobie i ze też jest zaskoczony tym, że tamta milosc okazała się taka silna?
        Tak czy tak-rób to co czujesz-ja bym poszła, żeby miec pewność czego on chce. I jeśli Ty go kochasz a on chciałby wrócić i ma refleksję, że jednak chce być z Tobą to w imię czego miałabyś tę miłość zostawić?
      • enith Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 22:19
        Rób, co ci serce podpowiada. Jeśli robisz się chora na sam dźwięk dzwonka telefonu, spotkanie nie wchodzi raczej w grę. Jeśli, co podkreślam, jeśli czujesz, że kiedyś będziesz chciała się z nim spotkać i wysłuchać, co ma do powiedzenia, możesz mu teraz wysłać sms'a, że to TY się z nim skontaktujesz, gdy uznasz, że masz na to ochotę (co może równie dobrze nigdy nie nastąpić). Do tego czasu jednak niech uszanuje twoją wolę i nie kontaktuje się z tobą w żaden sposób.
      • creepy_sober Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 22:20
        Jeżeli jesteś pewna, że nic nie spowoduje poprawy Twojego nastawienia do niego i że nie ma szans z Twojej strony na powrót do związku z nim, to nie warto dla uspokojenia jego sumienia szarpać sobie zdrowia, odświeżać emocji. Jesteś na dobrej drodze do uwolnienia się od tej przykrej sytuacji i powinnaś myśleć teraz tylko o sobie. Nie widzę powodu, dla którego powinnaś dać mu szanse na jego 'oczyszczenie' się wobec Ciebie poprzez rozmowę.
        Masz w sobie siłę, wykorzystaj ją dobrze. Powodzenia :)
      • adorra0 Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 22:34
        Ja spotkalabym się z panem chociażby po to, zeby potem przez resztę życia nie zastanawiać się czy zrobiłam dobrze. A jeżeli chodzi o uczucia to wątpię, żebyś w tak krótkim czasie odzyskała równowagę emocjonalną, więc też nie bardzo jest co zburzyć, ale decyzja należy do Ciebie:-)
        • wiewiorka-wiewiorka Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 22:42
          Dziękuję Wam, to dla mnie bardzo ważne, nawet jeśli słyszę różne opinie.
          Blond Suflerko, podziwiam Cię (piszę to bez ironii), skoro na moim miejscu potrafiłabyś nie czuć się upokorzona. Nazywasz to „nawrotem wspomnień” - ale to były konkretne działania.
          Enith: właściwie ta opcja pojawiła się sama, bo on zakończył rozmowę prośbą, żebym się odezwała, gdy zmienię zdanie.
          Creepy, moje odczucia są chyba najbliżej tego, co Ty piszesz, ja się po prostu obawiam, że on chce zrzucić z siebie jakiś ciężar, wytłumaczyć się, jakoś się oczyścić, cokolwiek to miałoby znaczyć, bo czuje się nie fair (to na pewno) - a ja będę mieć z tego tylko emocjonalny dół przez dzień czy dwa. I nie wiem, czy bym wytrzymała, gdyby tylko padło hasło „dawna miłość” lub podobne, w jakimkolwiek kontekście - chyba bym rzuciła szklanką albo czymkolwiek, co by było pod ręką.
          Dodam, że jest jeszcze jedna rzecz, która mnie powstrzymuje przed spotkaniem - czuję / jestem pewna, że jeśli wrócę teraz do niego, to i tak będę na przegranej pozycji - kobiety, która zawsze jest i czeka ):
          • aqua48 Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 23:01
            wiewiorka-wiewiorka napisała:

            > czuję / jestem pewna, że jeśli wrócę teraz do niego, to i tak będę na przegrane
            > j pozycji - kobiety, która zawsze jest i czeka ):

            Tyle, że w miłości nie ma przegranych i wygranych. Czasem się czeka na drugą osobę jeśli ma się głębokie przekonanie, że warto, czasem nie. Można się również nie doczekać, lub rozminąć w uczuciach. I nikt nie jest idealny, mężczyzna też ma prawo, zwłaszcza przed ślubem do zastanowienia się, zawahania, czasu na rozeznanie w uczuciach. Bo jest tylko człowiekiem.
            Ambicjonalne traktowanie uczuć jest jednak moim zdaniem kompletnym nieporozumieniem. Nawet z nieudanego związku można wynieść dobre rzeczy, nie tylko złamane serce i przekonanie, że "nigdy na prawdę nie kochał", skoro śmiał podnieść oczy na byłą i nawet się z nią spotkać po to aby pogadać.

            Ja bym porozmawiała.
          • blond_suflerka Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 23:01
            Dla mnie to nie jest upokorzenie właśnie dlatego, że nie jest przeciwko Tobie. Sama widzisz, że nad miłością nie mozna panować. Patrząc z Twojego punktu widzenia-obraziłaś się, zerwałaś, jestes wkurzona więc powinnaś przestać kochać, tęsknić, nie stresować się jego dzwonieniem, itd. A jednak nadal kochasz i czujesz te wszystkie uczucia.
            Tym samym chcę rzec-że jeśli nawet przyjąć wersję, że on na nowo zakochał się w tej byłej to to było i jest niezależne od niego. Mówi się, że miłość to decyzja ale decyzją może stać się tylko wtedy jeśli najpierw jest głos serca. Nie mozna sobie bez serca zdecydować, że sie kogoś pokocha.
            Wieć jesli jego serce tak a nie inaczej zareagowało to przecież nie na złość Tobie ani nie przeciwko Tobie. I na pewno gdyby mogł to zrobiłby tak, żebyś Ty nie cierpiała. Piszę to na podstawie Twojego opisu tego człowieka-wydaje się on bardzo w porządku.
            Co do działań-tak, to były jakieś działania ale to jest tak trudne i skomplikowana bo jeśli coś tam zaczeło mu się na nowo tlić względem byłej to może chciał się właśnie sam przekonać czy to chwilowe czy stałe i silne. Jak inaczej miałby to zrobić? To była tak naprawde jest z wazniejszych decyzji-zrobić coś co pozwoli mu zrozumieć i podjąć decyzję, która nie będzie przeciwko niemu ale też i tobie. Bo było by to też przeciwko Tobie jeśli byłby z Tobą nadal a marzył o tamtej nie mogąc tego jakoś sprawdzić-co te wspomnienia właściwie oznaczają. To jest oczywiście bardzo trudne i przykre ale to chyba jedna z takich sytuacji kiedy to co się nie zrobi to ktoś przez jakiś czas będzie cierpiał.

            Co do bycia na przegranej pozycji to również bez zlośliwości-ile masz lat? Bo to zabrzmiało jak deklaracja młodej bardzo osoby. Miłośc to nie walka ani gra. Tu nie ma pozycji-słabszy, gorszy. To jest cudowna mozliwość bycia z kimś kogo się kocha. Powrót do siebie czyli pójscie za glosem serca(zakładając, że równiez racjonalnie dobrze wybierasz) to nie jest upokorzenie ani pokazania slabości ani bycia tą słabszą.
            Piszesz-'ta ktora zawsze czeka'. Aż chce się uśmiechnąć bo to przecież naturalna postawa. Byłaś z tym człowiekiem rok, rozstałaś się pare dni temu i to ma być czekanie zawsze?;)
            Im wazniejszy był związek tym dłuzej człowiek się ogarnia po jego zakonczeniu. I to jest zdrowy objaw.
            Co byś chciała? Otrząsnąć się sekundę?
            Oraz są takie osoby i takie miłości na któe warto czekać, zapewniam Cię. Nawet dłuzej niż parę dni. A potem to już człowiek jest tak szczęśliwy, że zaczekał, dobrze wybrał, zaryzykował czy co tam, że nie zamieniłby tego na nic innego:)
            • wiewiorka-wiewiorka Re: Czy dobrze robię? 28.05.14, 23:16
              Mam 26 lat, ale za parę miesięcy będę już mieć 27.
              Będę myśleć nad wszystkim, co napisałaś, Blond Suflerko. To jest bardzo piękne zresztą; ale nie mam chyba tyle siły charakteru, żeby spokojnie wysłuchać jego opowieści o tym, jak to walczył z uczuciem i nie udało się i jak mu przykro, że mnie zranił itp.
              • elizabeth7 Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 02:04
                Ja wogole nie wyobrazam sobie, ze mialabym uwalniac z poczucia winy kogos, przez kogo poczułabym sie tak zraniona. Rozumiem, ze to nie jego "wina", ze to cos od niego niezalezne, ze gdyby nie powrot bylej i nawrot sentymentow to byc moze sam nie wiedzialby ile jeszcze uczuc do dawnej milosci w nim jest. Ale mleko juz sie rozlalo. Ja wolalbym zapomniec a nie odbierac telefony i spotykac sie z kims, kto okraglymi zdaniami zechce mi wytlumaczyc ze przegralam ale minimalnie, jakby to byl mecz towarzyski. I czego by oczekiwal ? Zrozumienia z twojej strony?
                Jesli nie mialabym do czlowieka wiecej pytan, to poprosilabym by sie ze mna nie kontaktowal.
                To banal, ale czas leczy rany. Nie nalezy ich rozdrapywac.
              • z_pokladu_idy Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 08:26
                Wiewiórko, ja Cię ogromnie podziwiam za silną wolę. Większość kobiet by się jednak z byłym spotkała w nadziei usłyszenia, że są najważniejsze i kochane. A bardzo możliwe, że pan chce po prostu oczyścić atmosferę, bo Cię jednak lubi/szanuje, może kocha tyle że nie w taki sposób jak byłą, a z tym trudno rywalizować, bo dawne związki są często idealizowane.

                A co do tej całej miłości, która jest silniejsza od nas i nie mamy wpływu - ja chyba jestem niedojrzała mimo swych 30 lat na karku, bo myślę, że o ile faktycznie na uczucia wpływu nie mamy, to na swoje działania i przejawy nielojalności już tak. Spotykanie się z byłymi za plecami obecnej partnerki mogło nie być wymierzone w Ciebie, ale w Wasz związek, który powinien się opierać na zaufaniu i lojalności jak najbardziej.
                  • adorra0 Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 11:28
                    anula36 napisała:

                    > ja bym sie raczej spotkala,zeby uslyszec wprost ze to calkowity, ostateczny kon
                    > iec, pozegnac sie i moc spokojnie zaczac zalobe po zwiazku.
                    Dokładnie. Poza tym Autorka na tym spotkaniu nie musi siedzieć jak mumia tylko sama może zabrać głos, powiedzieć co myśli i czuje i tym samym nie pozwolić panu na wybielenie i samozadowolenie.
                • rurek00 Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 11:33
                  > myślę, że o ile faktycz
                  > nie na uczucia wpływu nie mamy, to na swoje działania i przejawy nielojalności
                  > już tak.

                  Zgadzam się. Uczucia uczuciami, ale przede wszystkim należy kierować się rozumem i poczuciem empatii i właśnie lojalności. Uczuciom to mogą dać się ponieść może 16latki. Może jestem strasznie pragmatyczna, ale tak właśnie uważam.
                  Miałam kiedyś taka sytuację, byłam już kilka lat w szczęśliwym związku, obecnie ten mężczyzna jest moim mężem, ale wtedy jeszcze nie był. I wtedy właśnie nagle odezwał się do mnie mój były, który kiedyś, dużo wcześniej mnie zostawił i chciał się spotkać. I oczywiście, że odżyły jakieś tam sentymenty i wspomnienia, ale włączył się rozum. Jestem w szczęśliwym związku, nie chcę ranić mojego faceta, być wobec niego nielojalna i zwyczajnie w świecie nie spotkam się z ex, bo po co. Nie chcę mącić sobie w głowie, wracać do tego co było. I nie spotkałam się z nim. Twój juz były chłopak, pobiegł na spotkanie z ex. Najlepsze co mogłaś zrobić, to odejść. I też uważam, że dobrze robisz nie spotykając się z nim teraz. I usłyszeć co, że jest mu źle? Że potrzebuje twojego wybaczenia? Panie, daj pan spokój ;)
                  • blond_suflerka Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 12:20
                    rurek00 napisała:

                    > Zgadzam się. Uczucia uczuciami, ale przede wszystkim należy kierować się rozume
                    > m i poczuciem empatii i właśnie lojalności. Uczuciom to mogą dać się ponieść mo
                    > że 16latki. Może jestem strasznie pragmatyczna, ale tak właśnie uważam.
                    > Miałam kiedyś taka sytuację, byłam już kilka lat w szczęśliwym związku, obecnie
                    > ten mężczyzna jest moim mężem, ale wtedy jeszcze nie był. I wtedy właśnie nagl
                    > e odezwał się do mnie mój były, który kiedyś, dużo wcześniej mnie zostawił i ch
                    > ciał się spotkać. I oczywiście, że odżyły jakieś tam sentymenty i wspomnienia,
                    > ale włączył się rozum. Jestem w szczęśliwym związku, nie chcę ranić mojego face
                    > ta, być wobec niego nielojalna i zwyczajnie w świecie nie spotkam się z ex, bo
                    > po co. Nie chcę mącić sobie w głowie, wracać do tego co było. I nie spotkałam s
                    > ię z nim. Twój juz były chłopak, pobiegł na spotkanie z ex. Najlepsze co mogłaś
                    > zrobić, to odejść. I też uważam, że dobrze robisz nie spotykając się z nim ter
                    > az. I usłyszeć co, że jest mu źle? Że potrzebuje twojego wybaczenia? Panie, daj
                    > pan spokój ;)

                    Tylko, że tutaj jest troche inna sytuacja.
                    Uczuciwośc wobec patnera i lojalność jest ważna i potrzebna. Natomiast są pewne sprawy, które należą tylko do Ciebie i nie masz obowiązku dzielić się tym z partnerem a wręcz niedojrzałą postawą jest dzielenie się tym kiedy sama jeszcze nie wiesz o co chodzi.
                    Do takich kategorii spraw zalicza się własnie historie z eksami.
                    Facet Autorki nie pobiegł na to spotkanie tylko najpierw odmówił. Potem sam zaproponował ale widać było to po jakimś czasie wahania i kombinowania co czuje i o co chodzi. I tak jak pisałam-to nie jest nielolajnośc w stylu-zdrady, szereg kłamstw, jakaś długa historii. To jest coś co on chciał i miał prawo sam sprawdzić. Własnie po to, żeby rozeznać się w swoich uczuciach i wiedzieć jaką podjąć decyzję. I oczywiście jest to bolesne jak już Autorka dowiedziała się o co chodzi ale to się w sumie nie mogło inaczej odbyć. Bo niby jak? Miał jej powiedzieć zanim sam wiedział? To jest włąśnie niepotrzebne i niedojrzałe ranienie. Sa takie sprawy do ktorych trzeba dojrzeć samodzielnie.

                    Co do potrzeby wybaczenia-tu pewnie kazdy sobie to inaczej intepretuje. Autorka zna swojego faceta i wie co to za człowiek. Ja bym tego nie oceniała jako takiej egoistycznej chęci zrzucenie ciężaru z siebie. Naprawdę myślisz, że dobry i wrazliwy człowiek-jak uslyszy-'wybaczam ci' abo powie samo 'przepraszam' to już nie ma żadnych wyrzutów sumienia? Już go nie boli, że skrzywdził kogoś bliskiego chociaz zrobił to niespecjalnie i gdyby mogł tej osobie oszczędzić cierpienia to by to zrobił?
                    Zakładając ten negatywny dla Autorki scenariusz, że jej facet(były?) chce 'tylko' przeprosić i jednak wraca do tamtej to może chcieć zrobić to też dlatego, żeby Autorka wiedziała, że on właśnie nie zrobił tego specjalnie i jest mu przykro, że tak to wyszło. Na dziś trudno sie z takich słow ucieszyć ale za jakiś czas to może być dobra refelksja-że ktoś z kim byłaś blisko nie jest wcale gnojem, któremu wszystko jedno i ten czas wspolnie spędzony moze byc dobrym a nie okropnym wspomnienien.
                    • rurek00 Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 13:34
                      >> Facet Autorki nie pobiegł na to spotkanie tylko najpierw odmówił. Potem sam zaproponował ale widać było to po jakimś czasie wahania i kombinowania co czuje i o co chodzi. I tak jak pisałam-to nie jest nielolajnośc w stylu-zdrady, szereg kłamstw, jakaś długa historii. To jest coś co on chciał i miał prawo sam sprawdzić. Własnie po to, żeby rozeznać się w swoich uczuciach i wiedzieć jaką podjąć decyzję. I oczywiście jest to bolesne jak już Autorka dowiedziała się o co chodzi ale to się w sumie nie mogło inaczej odbyć. Bo niby jak? <<

                      Jeśli facet nie był pewien kogo tak na prawdę kocha, z kim chce się związać, itd to zwyczajnie w świecie powinien szczerze porozmawiać ze swoją dziewczyną. Wiedziałaby na czym stoi, i nie musiałaby przez ileś dni żyć domysłami, męczyć się i koniec końców sama z niego wyciągać co tak na prawdę się dzieje. Wg mnie tak postępuje uczciwy i wrażliwy człowiek. On nie wziął tego na klatę, tylko plan miał zapewne taki, aby jeszcze parę tygodni "potrzymać wróbla w garści", a jednocześnie nocami zastanawiać się czy kocha jeszcze byłą czy nie. Czy może jeszcze raz się z nią spotkać? Więc wg mnie dałoby się to załatwić inaczej. On nie jest pewien swoich uczuć, taka jest brutalna prawda, sam pewnie nie wie co i do kogo czuje. Ale powinien sam porozmawiać ze swoją dziewczyna i zagrać w otwarte karty, a nie poczekać aż ona powie "sprawdzam".
                      • blond_suflerka Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 15:12
                        rurek00 napisała:

                        > Jeśli facet nie był pewien kogo tak na prawdę kocha, z kim chce się związać, it
                        > d to zwyczajnie w świecie powinien szczerze porozmawiać ze swoją dziewczyną. Wi
                        > edziałaby na czym stoi, i nie musiałaby przez ileś dni żyć domysłami, męczyć si
                        > ę i koniec końców sama z niego wyciągać co tak na prawdę się dzieje. Wg mnie ta
                        > k postępuje uczciwy i wrażliwy człowiek. On nie wziął tego na klatę, tylko plan
                        > miał zapewne taki, aby jeszcze parę tygodni "potrzymać wróbla w garści", a jed
                        > nocześnie nocami zastanawiać się czy kocha jeszcze byłą czy nie. Czy może jeszc
                        > ze raz się z nią spotkać? Więc wg mnie dałoby się to załatwić inaczej. On nie j
                        > est pewien swoich uczuć, taka jest brutalna prawda, sam pewnie nie wie co i do
                        > kogo czuje. Ale powinien sam porozmawiać ze swoją dziewczyna i zagrać w otwarte
                        > karty, a nie poczekać aż ona powie "sprawdzam".

                        Żeby grać w otwarte karty to trzeba wiedzieć jakie ma sie te karty;) Na tym cała ta sztuczka polega, że tak trudno czasem zorientować się czego się chce albo kogo się kocha. Jak rozumiem Autorka z tym męzczyzną była ponad rok a problem byłej wypłynał dwa miesiące temu. Sama pisała w pierwszym poście, że była z nim bardzo szczęsliwa więc nie ma powodu sądzić, że ten facet od początku ją okłamywał i w ogóle nie kochał. To są intepretacje dalekie od faktów.
                        I teraz tak-albo jednak nie była z nim szczęsliwa i jej się wydawało co może się zdarzyć ze względu na młody wiek i krotki jednak staz związku albo była i to jest ' po prostu' moment jakiegoś ich kryzysu. Tak też własnie powstaje wielka miłośc bo przecież jak jestes w dobrym związku to milosc też się rozwija, ewoluuje, nabiera mocy, itd. Może to jakiś moment zawahania po którym ten związek będzie silniejszy bo rozertki partnera będą ostatecznie zdefiniowane na korzysć Autorki a może jest to koniec. Tego nie wiadomo.

                        I dalej podtrzymuję-zeby wiedzieć jakie karty przedstawić partnerce trzeba samemu wiedzieć a tego sie nie dowiesz w sekundę. Tak bywa z kazdą wątpliwością w długich związkach-trzeba ją najpierw samemu ogarnąć, żeby miec pewnośc czy to chwilowe czy stały trend i co więcej-co się chce z tym zrobić. I dopiero potem mowić partnerowi/partnerce.
                        • rurek00 Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 15:43
                          > Tak bywa z kazdą wątpliwością w d
                          > ługich związkach-trzeba ją najpierw samemu ogarnąć, żeby miec pewnośc czy to ch
                          > wilowe czy stały trend i co więcej-co się chce z tym zrobić. I dopiero potem mo
                          > wić partnerowi/partnerce.

                          Zgoda, aczkolwiek tutaj facet już zaczął odsuwać od siebie partnerkę, rozmyślając na swoimi rozterkami. Czyli postawił ją w strasznie niekomfortowej sytuacji, skazaną na własne domysły o co może chodzić. I to nie było fair.
                          I oczywiście, można się zastanowić, czy ten związek faktycznie był taki szczęśliwy, skoro, jak się okazało, cały czas to był emocjonalny trójkąt. Ale to już powinny być raczej osobiste rozważania autorki wątku.
                          • blond_suflerka Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 16:06
                            rurek00 napisała:


                            > Zgoda, aczkolwiek tutaj facet już zaczął odsuwać od siebie partnerkę, rozmyślaj
                            > ąc na swoimi rozterkami. Czyli postawił ją w strasznie niekomfortowej sytuacji,
                            > skazaną na własne domysły o co może chodzić. I to nie było fair.

                            No a jak inaczej miałby wyglądać czas jego rozterek i wątpliwości? Miał grac i udawać, że wszystko jest ok? No niestety, tak to własnie wygląda. W związkach są przypływy i odpływy. Takie naturalne ale też czasem spowodowane jakimiś wątpliwościami(moze brac w tym udział eks, jakaś nowa znajomość albo może to być po prostu kryzys niezwiązany z nikim trzecim). I wtedy jest naturalne odsunięcie i ochłodzenie stosunków. To jest czas na rozprawienie się z tymi wątpliwościami. Im dojrzalsze osoby tworzą związek tym lepiej znoszą te trudną sytuację, dając partnerowi przestrzeń potrzebną do zaktuazlizowania swojego 'chcę nadal być z Tobą'. Chociaż oczywiście to boli i jest niepokojące ale niestety, jest wpisane w relacje.

                            > I oczywiście, można się zastanowić, czy ten związek faktycznie był taki szczęśl
                            > iwy, skoro, jak się okazało, cały czas to był emocjonalny trójkąt. Ale to już p
                            > owinny być raczej osobiste rozważania autorki wątku.

                            No ale gdzie tak się okazało?;) Partner się zmienił na przestrzeni dwóch ostatnich miesięcy więc to nie był emocjonalny trójkąt od początku.
                            No chyba, że Autorka z nim pogada i okaze się, że nigdy tej byłej nie zapomniał i ta miłość zawsze była silniejsza. Tak też moze być ale poki nie ma takiego info.
                            • pogodoodporna Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 17:50
                              blond_suflerka napisała:

                              > W związkach s
                              > ą przypływy i odpływy. Takie naturalne ale też czasem spowodowane jakimiś wątpl
                              > iwościami(moze brac w tym udział eks, jakaś nowa znajomość albo może to być po
                              > prostu kryzys niezwiązany z nikim trzecim). I wtedy jest naturalne odsunięcie i
                              > ochłodzenie stosunków.

                              Zapytam zartem- czy mialas kiedys do czynienia z zakochanym mezczyzna ? ;-)
                              Bo wydaje mi sie, ze to o czym piszesz jest jak najbardziej prawda, ale nie dotyczy to mlodych zwiazkow, takich powiedzmy nie starszych niz trzy lata, kiedy oboje sa jeszcze na endorfinowym haju, kiedy dzialaja hormony szczescia, kiedy z lozka sie nie chce wychodzic. Tam nie ma miejsca na inny obiekt zakochania, bo druga osoba fascynuje na tyle, ze na inne relacje nie ma sie ochoty.

                              > To jest czas na rozprawienie się z tymi wątpliwościami.
                              > Im dojrzalsze osoby tworzą związek tym lepiej znoszą te trudną sytuację, dając
                              > partnerowi przestrzeń potrzebną do zaktuazlizowania swojego 'chcę nadal być z
                              > Tobą'. Chociaż oczywiście to boli i jest niepokojące ale niestety, jest wpisane
                              > w relacje.

                              Absolutnie sie z Toba zgadzam i tak dzieje sie zapewne w dlugoletnim zwiazku, w chwilach kryzysow, ktore sa przeciez nieuniknione. Ale jak powtarzam- euforia zwiazana z zakochaniem nie idzie w parze z zainteresowaniem inna osoba.
                              • blond_suflerka Re: Czy dobrze robię? 30.05.14, 11:25
                                ;)
                                No pewnie, że miałam do czynienia z zakochanym mężczyną i rozumiem co mowisz aleeeee ja też się nauczyłam, że miłości różnie wyglądają. To, że u mnie to jest związane z piorunem sycylijskim i wlasnie takim super zakochaniem to nie znaczy, że inni nie kochają bo u nich wygląda to inaczej.
                                Jest wiele historii, ktore zaczęły się spokojniej albo od przyjazni albo wlasnie wcale nie bylo akcji-'siedzielismy pierwsze dwa lata w lozku' bo ktoś moze miec inny temperament czy potrzeby a jednak ten ktoś mowi-'tak, to wielka milość. chodziać nabierala mocy powoli', itd.
                                Jak jest tutaj-nie wiadomo. Być moze facet naprawde nie zapomniał nigdy o byłej(w tym takim powaznym sensie). Moze cały czas ja kochał i tylko próbował pokochać kogoś innego. Moze tak być, zdarza się. A moze jednak jego wątpliwości i jego(ich) milość ma trochę inny przebieg niż te z piorunem co nie znaczy, że jest gorsza czy słabsza i nieprawdziwa.
              • blond_suflerka Re: Czy dobrze robię? 29.05.14, 11:57
                wiewiorka-wiewiorka napisała:

                > Mam 26 lat, ale za parę miesięcy będę już mieć 27.
                > Będę myśleć nad wszystkim, co napisałaś, Blond Suflerko. To jest bardzo piękne
                > zresztą; ale nie mam chyba tyle siły charakteru, żeby spokojnie wysłuchać jego
                > opowieści o tym, jak to walczył z uczuciem i nie udało się i jak mu przykro, że
                > mnie zranił itp.

                To nie jest kwestia siły charakteru tylko pewnej szerszej perspektyw, którą można(ale też nie trzeba bo nie kazdy łapie;) złapać później. Na teraz, na gorąco to oczywiste, że czujesz sie bardzo zraniona, cierpisz i masz do tych uczuć prawo i to jest najważniejsze.
                Natomiast do rozważenia jest własnie to co dalej-tzn. jak dać sobie szansę i sprawdzić czego on chce, minimalizując swoje cierpienie. Może poprosić go o napisanie maila jeśli spotkanie zbyt duzo będzie Cię kosztować?
                No i zakladasz tylko ten negatywny scenarusz,że on chce się spotkać, żeby powiedzieć,że wybrał tamtą i ze cię przeprasza a moze on chce powiedzieć, że chce,żebyscie dalej byli razem?
                Ten pierwszy scenariusz chociaz bardzo bolesny-po jakimś czasie może też sprawić, że będzie Ci łatwiej? Bo przy rozstaniu ważne jest też własnie to jak to się odbywa i czy ludzie, ktorych kiedy tak dużo łączyło potrafią zachować się z szacunkiem i ciepłem wobec siebie.
      • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 13:03
        pade napisała:

        > A mnie się podoba ten facet. Jest uczciwy.

        A i owszem, jest uczciwy, jest tez "przystojny, spokojny, zrownowazony...itd " jak napisala sama zalozycielka watku. No ideal po prostu, kazdy sie z tym zgodzi. Ma tylko jedna wade- nie kocha jej. Bo niby co mialoby byc dowodem tej milosci ? Wymykanie sie z lozka noca i ogladanie zdjec bylej ? Wymiksowanie od wspolnego urlopu ? Odkladanie na pozniej planow o wspolnym zamieszkaniu, jesli nic tak naprawde nie stalo na przeszkodzie, aby mogli razem zamieszkac ? No gdzie ta milosc sie pytam ? Gdzie zachwyt nad druga osoba, gdzie pragnienie jej dotyku, zapachu ? Gdzie chec niesienia pomocy, opieki, wsparcia ? Gdzie tesknota, intymnosc, zaciesnianie wiezi ? Moze ja tego nie wyczytalam po prostu :-( Poprawcie mnie jesli sie myle.
        • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 15:30
          pogodoodporna napisał(a):

          > A i owszem, jest uczciwy, jest tez "przystojny, spokojny, zrownowazony...itd "
          > jak napisala sama zalozycielka watku. No ideal po prostu, kazdy sie z tym zgodz
          > i. Ma tylko jedna wade- nie kocha jej. Bo niby co mialoby byc dowodem tej milos
          > ci ? Wymykanie sie z lozka noca i ogladanie zdjec bylej ? Wymiksowanie od wspol
          > nego urlopu ? Odkladanie na pozniej planow o wspolnym zamieszkaniu, jesli nic t
          > ak naprawde nie stalo na przeszkodzie, aby mogli razem zamieszkac ? No gdzie ta
          > milosc sie pytam ? Gdzie zachwyt nad druga osoba, gdzie pragnienie jej dotyku,
          > zapachu ? Gdzie chec niesienia pomocy, opieki, wsparcia ? Gdzie tesknota, inty
          > mnosc, zaciesnianie wiezi ? Moze ja tego nie wyczytalam po prostu :-( Poprawcie
          > mnie jesli sie myle.

          Aż sobie jeszcze raz przeczyłam wszystkie wpisy Autorki;)
          To, że on kocha było dla mnie oczywistością po pierwszym poście Autorki kiedy napisała, że była z nim bardzo szczęsliwa dopoki nie pojawiła się była.
          Zakładam więc, że była szczęsliwa bo kochała i byla kochana. Była więc i troska i czułość i wsparcie ze strony partnera bo przeciez tak wygląda miłość.
          Jeśli nie to w ogóle nie ma o czy mowic;) To znaczy-jeśli Autorka sobie to szczęscie wymyśliła to historia nadaje się do jej osobistej pracy nad sobą bez odnoszenia się do tego co też zrobił czy nie zrobił ten facet.
          Natomiast dalsze wpisy pokazują już chyba sporą dozę niedojrzałości ze strony Autorki i tak naprawdę ta sytuacja może być waznym elementen na drodze jej dojrzewania.
          Bo pisze ona dużo o upokorzeniu w kontekście miłości(bardzo niedojrzała postawa), nie jest pewna swojej wartości, zastanawia się czy większy czy mniejszy biust moze być powodem, że ktoś wybiera tę a nie inną kobietę. Nie chce, nie umie mowic o swoich uczuciach bo identyfukuje to tylko z byciem zazdrosną a to według niej upokarzające.
          I wreszcie-dojrzały człowiek według niej nie ma wątpliwości, nie moze się zakochać, odkochać, nie może nie wiedzieć, nie moze być pogubiony we własnych uczuciach.
          Itd itd.
          Nie piszę tego wszystkiego absolutnie z poczuciem wyższości ani też dlatego, żeby Autorce sprawić przykrość. 26 lat i małe doswiadczenie związkowe(pisała, że to pierwszy taki szczęsliwy związek wiec chyba nie miala za bardzo z kim wczesniej sprawdzac co to milosc) nie moze pewnie już teraz wygenerować większej dojrzałości.
          Jak mawiają psycholodzy-na dojrzałą miłość to trzeba sobie zapracować a droga do tego jest często długa i kręta. A moje zdanie jest jeszcze takie, że nie da się przeskoczyć wieku-pewne refleksje przychodzą z czasem i doświadczeniem.
          Nie mniej jednak to jest własnie taki moment kiedy Autorka może(bez wzgledy na to czy w tym związku zostanie czy nie) przedefiniować trochę swoje przekonania dotyczące miłości, jej praw, wiedzy o drugim czlowieku i przede wszystkim o sobie.
          A to może być bardzo cenne doświadczenie w budowaniu swojej dojrzałości, która przyczyni się do posiadania lepszego związku-czy to tego z tym mężczyzną czy nowego.
      • rurek00 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 13:39
        >> Jest uczciwy. <<

        Na prawdę wg ciebie było uczciwe to, że nie porozmawiał wprost z dziewczyną co się dzieje, tylko trzymał ją ileś dni w niepewności i prawdopodobnie gdyby to nie ona zaczęła rozmowę to trwałoby to jeszcze ładnych parę tygodni? A nawet jak doszło do rozmowy, to zaproponował przerwę, bo on się musi zastanowić? To jest uczciwe? To zwykłe tchórzostwo. Sam nie wie czego chce i ok, zdarza się. Ale nie powinien swoich rozterek i niepewności przerzucać na swoją dziewczynę, tylko wprost powiedzieć sprawa wygląda tak i tak. Chcę być wobec ciebie uczciwy, więc ci to mówię.
        • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 14:39
          Nieprawda. Jak nie wiesz, to nie wiesz. Zastanawiasz się, rozważasz, potrzebujesz czasu.
          Miał omawiać z autorką swoje rozterki?
          Jakby to miało wyglądać?
          "Wiesz A. pojawiła się ta druga, no i nie wiem sam, co do nie czuję, coś się we mnie obudziło, ale nie wiem co, dziwnie się czuję, nie wiem co robić"
          Jaką korzyść z tego miałaby autorka?
          • rurek00 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 14:49
            Wg mnie taką, że od razu dowiedziałaby się tego, czego i tak się dowiedziała przycisnąwszy pana. On i tak jej to powiedział, tylko, że dopiero gdy się go zapytała, bo już miała dość tej niepewności. Gdyby więc go nie zapytała, ile by trwała ta jej niepewność?

            Miałaby od razu wiedzę na czym stoi i może zadecydować czy odpowiada jej rola bycia tą drugą. Wie, że partner tak na prawdę nie jest pewien tego związku. Nie musi przez ileś dni się zastanawiać on czym on tak rozmyśla nocami? Dlaczego nagle odsuwa wspólne zamieszkanie razem i urlop? Uczciwiej jest powiedzieć: nie wiem czy zamieszkamy razem, nie wiem nawet czy wspólnie spędzimy urlop, bo myślami jestem z moją byłą, niż takie zwodzenie i przeciąganie sprawy.

            • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 15:01
              To jest łatwe do napisania, ale trudne do wykonania.
              Trudne, bo się człowiek zastanawia, jak to powiedzieć, by drugiej osobie sprawić jak najmniej bólu. I na dodatek sam nie, o co mu dokładnie chodzi, co czuje i co ma zrobić. To jest naprawdę trudne.
              Zastanawia mnie skąd tak wielka empatia jeśli chodzi o uczucia autorki, a zero empatii w stosunku do jej partnera...
              • rurek00 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 15:34
                Hm, byłam w takiej sytuacji jak jej partner i umiałam wziąć się w garść, zwyczajnie w świecie olać spotkanie z ex, bo wiedziałam, że jestem szczęśliwa w swoim obecnym związku i nie chciałam zachować się nielojalnie czy też mącić sobie w głowie i wracać do tego co było. Staram się w życiu kierować rozsądkiem. Bazując na tym doświadczeniu, i jednocześnie na tym, co odpowiedział partner autorce wątku, gdy ta go wprost zapytała, wnioskuję, iż on na prawdę nie wie czego chce. I bardzo sobie cenię szczerość. Tzn ja wolałabym wiedzieć, że ktoś kto ze mną jest, tak naprawdę się waha, i że ta szczerość należy się osobie, z którą się jest, i którą się rzekomo kocha. Oczywiście, zgadzam się z tobą, że ta szczerość jest trudna. I widzę, że koleś się miota, sam nie wie czego chce, i koniec końców zostanie teraz z niczym, i mu współczuje, ale nie mogę go nazwać uczciwym. Wg mnie to nie jest uczciwość.
                • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 19:30
                  Dziewczyny,
                  jeszcze raz dzięki, myślę nad wszystkim, co napiszecie. Odpowiem trochę „zbiorczo”.

                  To nie jest tak, że odmówiłam spotkania z nim, bo jestem pewna, że on chce się wytłumaczyć (na ile się da) i zrzucić ciężar, a ja mu nie chcę dać tej satysfakcji. Ja nawet uważam, że on chce tego spotkania bardziej dla mnie, bo ma wyrzuty - po prostu go znam i myślę, że on się czuje bardzo źle po tym, co się stało.
                  To też nie jest tak, że ja „nie chcę sprawdzić, czego on chce” (jak ktoś tu napisał). Pytałam go o to - tj. po co chce się spotkać. Odpowiedź: żeby o wszystkim porozmawiać. Myślę, że ktoś, kto chciałby być ze mną (gdy ja mówię „Nie” spotkaniu) powiedziałby „Kocham cię, wróć, proszę”, i nie potrzebowałby najpierw spotkania.

                  Dla mnie moje „Nie” jest jakimś rodzajem ochrony czegoś, co straciłam teraz przez mojego faceta. Może to jakiś bunt, może to niedojrzałe. Nie chcę być jednak na jego zawołanie.
                  Uważam, że mój własny szacunek do samej siebie wymaga, żebym pilnowała granicy - którą on przekroczył. Bo on nie tylko nie chce zamieszkania ze mną, nie tylko wycofał się ze wspólnego wyjazdu, ale i powiedział, że nie chce się ze mną spotykać! Czyli ja cały czas chciałam, a on robił ruchy na „nie”! Być może jestem niedojrzała, naprawdę biorę to pod uwagę - ale wiem, że to spotkanie byłoby ciężarem emocjonalnym na parę dni.

                  Blond Suflerko, to był mój trzeci poważniejszy związek. Słusznie zakładasz, że czułam się w nim kochana. Owszem, miałam troskę i wsparcie, mimo że nasz związek zaczął się bez „szaleństwa”( jak moje dotychczasowe), ale nie jestem nastolatką i ceniłam spokój, ciepło, normalność - i właśnie wsparcie faceta, który nigdy mnie nie zawiódł. Nawet mówiłam przyjaciółce, że zmienię definicję miłości i namiętność uznam za nieistotną. Ironia losu, prawda? Właśnie przez namiętność do innej :( straciłam ukochanego faceta.

                  > Nie chce, nie umie m
                  > owic o swoich uczuciach bo identyfukuje to tylko z byciem zazdrosną a to według
                  > niej upokarzające.
                  Blond Suflerko, nie rozumiem tego w ogóle. Poza tym przecież wcześniej sama napisałaś, ze mam pełne prawo czuć się zraniona.

                  Staram się zacisnąć zęby i zajmować innymi sprawami. Teraz mój „ruch” (jeśli nastąpi), bo jak już wspominałam, tak zakończyliśmy nasza rozmowę - tj. że ja się skontaktuję, jeśli zmienię zdanie. Tak czy inaczej dziękuję za Wasze głosy, to mi pomaga się rozeznać.
                  Wciąż bardzo tęsknię za nim, przypominają mi się piękne chwile, i x razy dziennie prawie sięgam po telefon - więc żeby nie było, że to dla mnie takie łatwe...
                  • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 30.05.14, 11:20
                    wiewiorka-wiewiorka napisała:

                    > To nie jest tak, że odmówiłam spotkania z nim, bo jestem pewna, że on chce się
                    > wytłumaczyć (na ile się da) i zrzucić ciężar, a ja mu nie chcę dać tej satysfak
                    > cji. Ja nawet uważam, że on chce tego spotkania bardziej dla mnie, bo ma wyrzut
                    > y - po prostu go znam i myślę, że on się czuje bardzo źle po tym, co się stało.
                    > To też nie jest tak, że ja „nie chcę sprawdzić, czego on chce” (jak
                    > ktoś tu napisał). Pytałam go o to - tj. po co chce się spotkać. Odpowiedź: żeb
                    > y o wszystkim porozmawiać. Myślę, że ktoś, kto chciałby być ze mną (gdy ja mówi
                    > ę „Nie” spotkaniu) powiedziałby „Kocham cię, wróć, proszę
                    > 221;, i nie potrzebowałby najpierw spotkania.

                    To jest częst błąd wielu ludzi. Wydaje im się, że tylko ich sposob postępowania czy narracji jest właściwy i jeśli ktoś robi inaczej to nie znaczy, że nie może kochać albo coś tam innego. Chodzi mi o to, że ludzie są różni-Ty wykrzyknełabyś do słuchawki-'kocham cię, wróć' a on może chce pogadac i powiedzieć pewne rzeczy na spotkaniu. Moze wczesniej chce dowiedzieć się czy jest szansa, żebyś wróciła. Może to też trudne dla niego-zabiegać teraz będąc odrzucanym? Warto pamiętać, że partner to osobna jednostka i on może inaczej reagować na różne sprawy, miec inną wrażliwość, inaczej okazywać miłość czy mieć problem z czymś z czym Ty nie masz.

                    >
                    > Dla mnie moje „Nie” jest jakimś rodzajem ochrony czegoś, co stracił
                    > am teraz przez mojego faceta. Może to jakiś bunt, może to niedojrzałe. Nie chcę
                    > być jednak na jego zawołanie.
                    > Uważam, że mój własny szacunek do samej siebie wymaga, żebym pilnowała granicy
                    > - którą on przekroczył. Bo on nie tylko nie chce zamieszkania ze mną, nie tylko
                    > wycofał się ze wspólnego wyjazdu, ale i powiedział, że nie chce się ze mną spo
                    > tykać! Czyli ja cały czas chciałam, a on robił ruchy na „nie”! Być
                    > może jestem niedojrzała, naprawdę biorę to pod uwagę - ale wiem, że to spotkani
                    > e byłoby ciężarem emocjonalnym na parę dni.

                    To jest ciekawe na ile Ty sobie to wszystko tak zinterpretowałaś a na ile to są fakty.
                    Poczułaś się zazdrosna i zagrożona przez byłą dziewczynę i nagle wszystko co ten facet zrobił zaczęłaś odczytywać przez pryzmat swojej zagrożonej pozycji. To jest taki mechanizm psychologiczny i warto się zastanowić albo wręcz zapytać go czy na pewno to co on zrobił to są Twoje wyobrażenia czy jego chęć wycofania się. Chodzi mi tutaj o ten urlop na przykład.

                    > > Nie chce, nie umie m
                    > > owic o swoich uczuciach bo identyfukuje to tylko z byciem zazdrosną a to
                    > według
                    > > niej upokarzające.
                    > Blond Suflerko, nie rozumiem tego w ogóle. Poza tym przecież wcześniej sama nap
                    > isałaś, ze mam pełne prawo czuć się zraniona.

                    Nie, ja napisałam, że masz prawo czuć to co czujesz bo na ten moment czujesz się rozczarowana, zraniona i też pewnie przestraszona rozwojem sytuacji. I oczywiście do wszystkich uczuć człowiek ma prawo aleeeee to nie znaczy, że zawsze trzeba z tymi uczuciami pozostać. Z uczuciami też się dyskutuje przez konfrontacje z faktami-tak, żeby mieć pewność, że uczucia, które czujesz są adekwatne do sytuacji. Rozumiesz?
                    Na przykładzie kogoś kto jest bardzo zazdrosny-ktoś może naprawdę okropnie się czuć jak jego partner czy partnerka rozmawia z innymi ludźmi. Może autentycznie przeżywać cierpienie i uważać, że oto własnie traci ukochaną. I tu własnie powinien wkroczyć rozum-ale nie na zasadzie odmowy sobie czucia ale na zasadzie przepracowania tych uczuć-skąd one się wzięły, dlaczego rozmowa partnera z koleżanką z pracy sprawia, że ktoś czuje sie jakby tracił jego miłość, itd itd.
                    To tylko przykład.
                    Tym samym chcę rzec-ze Ty czujesz teraz różne uczucia ale byc może warto skonfrontowac je z faktami.
                    Pisałam też o tym Twoim poście:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,898,151015817,151023771,Re_Cos_nad_czym_nawet_boje_sie_zastanawiac.html
                    Bardzo ciekawe co znów piszesz o upokorzeniu. A mianowicie, że okazywanie zazdrości jest upokarzające. Potrafisz powiedzieć dlaczego? Dla mnie to jest taki mechanim-ze Ty masz jakiś problem z okazywaniem uczuć i przyznaniem się do tego co czujesz. Traktujesz miłość jako grę-kto ma słabsza pozycję, kto lepszą, kto okaze, że mu zależy, kto nie. I tak, to jest niedojrzałe i w sumie sprzeczne z idą związku. Bo w związku jest się razem a nie na przeciwko sobie jak w pertraktacjach biznesowych.
                    Bo dlaczego niby okazywanie zazdrości jest upokarzające? Kiedy się kocha i kiedy bardzo Ci na kimś zależy to nie chcesz go stracić, tak? Więc kiedy ktos inny pojawia się obok Twojego partnera to naturalnym jest, że czujesz zazdrość. Okazanie tego w normalny sposób(czyli nie destrukcyjny i krzywdzący) jest normalną sprawą. Co w tym upokarzającego? Że mowisz i pokazujesz, że kochasz i że Ci zależy?
                    Pisałaś też w tym poście, że milczałaś podczas tych roznych incydentów, które sprawiały Ci ból. Jasne, dobrze jest najpierw samemu sie poobserwować-dlaczego coś sie czuje, czy wlasnie fakty dają podstawę czy się coś za bardzo czy niewlasciwie interepretuje ale jesli masz pewność, że coś jest nie tak i wlaściwie interpretujesz fakty to masz pelne prawo powiedzieć partnerowi, ze coś Cię boli albo niepokoi. Milczenie nie jest żadnym rozwiązaniem i nie robi nic dobrego dla związku.

                    > Staram się zacisnąć zęby i zajmować innymi sprawami. Teraz mój „ruch̶
                    > 1; (jeśli nastąpi), bo jak już wspominałam, tak zakończyliśmy nasza rozmowę - t
                    > j. że ja się skontaktuję, jeśli zmienię zdanie. Tak czy inaczej dziękuję za Was
                    > ze głosy, to mi pomaga się rozeznać.
                    > Wciąż bardzo tęsknię za nim, przypominają mi się piękne chwile, i x razy dzienn
                    > ie prawie sięgam po telefon - więc żeby nie było, że to dla mnie takie łatwe...

                    A nie chcesz poprosić go o maila?
                • igge Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 19:41
                  Też byłam w podobnej sytuacji jak Wiewiórki partner. Daaaawno daaaawno temu, byłam młoda i w pięcioletnim zasadniczo szczęśliwym związku. Poznałam i niechcący się zakochałam w swoim koledze, przyjacielu z paczki ze studiów. Generalnie jakoś tak ciągnęłam to równolegle czas jakiś. Potem wybrałam nową miłość a starej sympatii powiedziałam, że chcę, żebyśmy zrobili sobie roczną przerwę. W tym czasie zamieszkałam z tym drugim. Pierwszy walczył jeszcze, odnalazł mój nowy adres (inne miasto), odwiedził mnie znienacka, prosił o powrót do niego (zresztą w momencie rozstania oświadczył się), od czasu do czasu spotykalam sie z nim (koleżeńsko, bez podtekstów) już oficjalnie będąc dziewczyną a nawet żoną tego drugiego. Po roku szczęśliwego małżeństwa nadal czasem o nim tzn o eks myślałam, czasem śniłam, miałam raz chwilowy nawrót jakby świeżego zakochania w eks.
                  Z perspektywy czasu myślę, że zwyczajnie kochałam jakoś i starą i nową miłość, dwóch facetów naraz. No ale trzeba być monogamicznym :). Ten drugi facet o tym wiedział i trochę, hmmm... przeżywał (pierwszy facet raz powiedział, że mogę z nim zamieszkać, wyprowadzić się od drugiego a myśleć trochę o tym drugim czasem, trudno) ale jakoś przełknął i powoli powoli powoli coraz rzadziej przypominał mi sie mój pierwszy chłopak, małżeństwo z drugim było cudowne i w końcu mój pierwszy związek definitywnie odszedł w zamierzchłą przeszłość i szczęśliwie kocham nowego drugiego faceta dwadzieścia kilka lat i to on jest tym jedynym i najukochańszym i będzie zawsze. Ale na początku, mając 21/22 lata kochałam chyba obu naraz tylko trochę inaczej. I mój drugi facet ma raczej lepszy troszkę charakter, jest strasznie dobrym człowiekiem a pierwszy facet jest zdecydowanie bardziej zaradny zamożniejszy i w wieloletnim związku z moją najlepszą przyjaciółką. Spotykamy się czasem u niej/u mnie, mamy dzieci w podobnym wieku, ja więcej kłopotów. Starzeją się obaj nieco podobnie :)), mają momentami identyczne zachowania, no ale mój mąż jest 8 lat młodszy :))) Zyczę jemu i mojej przyjaciółce wszystkiego co najlepsze, są raczej na pewno szczęśliwi (moja przyjaciółka to skarb i czysta radość, i co ważne, rozsądek).
                  Dlatego autorce wątku może jednak radziłabym trochę ochłonąć, zastanowić się czy jej na człowieku zależy, czy umie i chce być dla niego cierpliwa mimo rzeczywiście niekomfortowej sytuacji (choć upokorzenia żadnego tu nie widzę, raczej brak wiary w siebie i za niskie poczucie wartości autorki)
                  Tutaj trudno jednoznacznie powiedzieć czy facet kochał ją ale ma chwilowy kryzys/ nie kochał nigdy/ nie doszedł jeszcze do siebie po poprzednim związku/ ma jakiś sentyment do byłej ale na pewno kocha autorkę ??? Sama autorka musi sobie wybrać na podstawie obserwacji faceta i ich przeszłości razem odpowiednią opcję, my mamy za mało danych. Ja tam, żeby zdecydowanie odciąć się i przestać myśleć w ogóle o eks potrzebowałam dobrych paru lat lub dłużej (choć w międzyczasie podejmowałam życiowe wazne i najważniejsze decyzje)
                  Może to chore :) ale podjęłam decyzję o zajściu z mężem w ciążę, o pierworodnym swoim dziecku (które wywróciło mój świat do góry nogami) po ukłóciu w sercu na wieść o tym, że moja przyjaciółka zaszła w ciążę z moim eks. (są w związku partnerskim, bez ślubu) W sumie jestem im wdzięczna na maksa, za dobrze mi było bez dzieci kilka lat z małżem i może nigdy nie zechciałabym się rozmnażać :). Kolejne ukłócie w sercu miałam, gdy przyjechał do nas (obie z przyjaciółą miesiąc spędzałyśmy razem w górach z dziećmi, mój eks nie widział wtedy jeszcze nigdy mojego dziecka) na wczasach z 1-2 letnimi dziećmi i oboje widzieliśmy oczy i uśmiechy maluchów tak bardzo podobne do swoich eks. Na pewno jak ja miał 1 myśl o tym, że o mały włos mogliśmy mieć wspólne dziecko, to duże przeżycie zobaczyć śliczną miniaturkę swojej dawnej miłości. Teraz jego tzn eks syn jest dosłownie kopią taty z lat kiedy byliśmy razem, to bardzo dziwne rozmawiać z nim, widzieć jego ruchy, spojrzenie, buzię, jest bardzo podobny do ojca. To wspaniały chłopak, fajnie byłoby mieć z eks takiego fajnego syna ale swojej dwójki nie oddałabym za żadne skarby :) A mojego męża kocham najbardziej na świecie mimo zawikłanych początków. I nie nie ocham wreszcie i zupełnie i absolutnie ani odrobinę mojego eks...ale dłuuugo... to trwało. Każda prawdziwa miłość zostaje jakoś w nas tak myślę. Zmienia nas, kształtuje.
                  • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 20:08
                    igge napisał:
                    > giego. Po roku szczęśliwego małżeństwa nadal czasem o nim tzn o eks myślałam, c
                    > zasem śniłam, miałam raz chwilowy nawrót jakby świeżego zakochania w eks.
                    > Z perspektywy czasu myślę, że zwyczajnie kochałam jakoś i starą i nową miłość,
                    > dwóch facetów naraz.

                    Pytanie mam tylko takie: czy chciałabyś, żeby Twój mąż miał też taki sentyment do byłej (jaki Ty miałaś)? Czy byłoby Ci przyjemnie? Jak byś się czuła, gdybyś się dowiedziała, że tylko dlatego zechciał dzidziusia z Tobą, bo właśnie dowiedział się, że jego eks jest w ciąży? Czy on w ogóle o tym wie?

                    Chodzi mi o to, że Tobie łatwo opowiada się tę historię, bo Ty byłaś po "lepszej" stronie.
                      • igge Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 30.05.14, 02:45
                        Wiewiórko miła,
                        Nie wiem może faktycznie mi łatwiej bo byłam po tej drugiej stronie i rozumiem i akceptuję, że człek może "głupieć" uczuciowo i mieć jakieś sentymenty, wspomnienia, zdjęcia etc
                        Ale generalnie chciałam Ci przekazać, że przecież jest też jednak nadzieja i opcja, że to Ty właśnie, ta "druga", "nowsza" partnerka ukochanego (byłego ukochanego jak rozumiem) jesteś tę jedną jedyną i na całe życie najważniejszą osobą dla partnera tak jak mój mąż dla mnie, mimo, że drugi (a sam wcześniej na szczęście nie miał żadnej dziewczyny więc problem jego eks odpadał). Jakoś kiepsko idzie mi wyłożenie o co mi chodzi więc krótko powiem, że jak zwykle sensownie i krótko poradziła Ci pani Agnieszka moim zdaniem. Przyłączam się do niej. A faceta jeśli nie kocha Cię Twoim zdaniem to rzuć w cholerę i już, będzie następny a rok z kimś to bardzo krótko. Pozdr
                      • mm.k.a Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 13.06.14, 16:33
                        hm... mam troche więcej lat i sporo doświadczeń za sobą... rozwód, kilka nowych związków i wreszcie ponowny poważny związek.

                        To co sobie mysle, czytając Pani wypowiedzi:
                        - każdy ma prawo do rosterek/sentymentówpowrotów mysla do przeszłości,
                        - każdy ma za sobą różne doświadczenia, z niektórymi trudno sobie poradzić,
                        - każdy ma prawo do chwili samotności, żeby uporządkować swoje myśli/uczucia/życie,
                        - jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy.

                        Przepraszam, że to piszę, ale zachowuje sie Pani jak dziecko . Zupełnie nie potrafie zrozumieć, dlaczego nie chce sie Pani spotkać z mężczyzna, którego jeszcze przed chwilą uważała Pani za tego jedynego, mezczyznę swojego życia.
                        Czy popełnił błąd - nie jestem pewna. Najwyraźniej w byłym związku pozostało coś do wyjasnienia, byc może cos tam sie jeszcze tli. To, że chciał się zastanowić nad tym spokojnie i w samotności - postrzegam raczej na plus niz na minus. Mógł przecież grac na dwa fronty - zamiast tego był uczciwy.

                        Nie rozumiem, dlaczego nie daje mu Pani szansy. Ludzie popelniaja błędy, a Pani nawet nie chce wysłuchać, co ma Pani do powiedzenia.
                        Skoro dzwoni, skoro chce sie spotkać, to chyba jednak nie jest mu pani obojetna. Gdyby tak było - Pani zachowanie byłoby mu na rekę.

                        Wydaje mi sie, że aby podejmować odpowiedzialnie decyzje, należy:
                        - webrac fakty, wysłuchać, co ma do powiedzenia druga strona,
                        - przeanalizować sytuację,
                        - dopiero podjąc decyzję.
                        A Pani podejmuje decyzję na podstawie własnego wyobrażenia sytuacji, która może mieć niewiele wspólnego z rzeczywistościa. "Nakręciła się" Pani, projektuje Pani rzeczywistość wg filmu wyświetlonego przez zazdrość i złe emocje. No i to wszech obecne "upokorzenie" - czy na prawde mysli Pani że robi to celowo i że jest mu z tą sytuacja dobrze??

                        Proszę sobie wyobrazić siebie w takiej sytuacji - co by Pani zrobiła, jak by sie Pani zachowała? tylko szczerze, bez ideologicznej ściemy.

                        Pozdrawiam i życze dużo szczęścia!
                        • squirrel9 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 14.06.14, 08:35
                          A ja uważam, że zgoda na zachowania typu "przerwa na sprawdzenie sentymentu i tego czy coś się jeszcze tli czy nie" jest nie dla każdego/każdej. Być może, gdy się ma sporo lat i doświadczeń to myśli się, że coś można było odpuścić, przejść nad tym i zachować związek ten czy tamten. Ale często gdybyśmy wrócili do tych lat i spraw to nie przeszlibyśmy nad tym i nie od puścilibyśmy. Bo duma, bo poczucie urazy. I tak nie postąpilibyśmy inaczej. Mamy swoją wrażliwość , poczucie godności. Gdy się ma 26 lat nie musi się chadzać z tym poczuciem nam kompromisy.
                          • pade Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 14.06.14, 13:06
                            Czym innym jest wrażliwość, a czym innym fałszywe poczucie dumy, życie z przekonaniem, że okazywanie uczuć uwłacza godności, że dziewczyna powinna się "szanować" czyli tych uczuć nie okazywać, nie wybaczać, być niczym królowa śniegu, bo inaczej okaże się, że jest "łatwa". Takie przekonania są szkodliwe, zwłaszcza gdy zastępują prawdziwy szacunek do siebie i wyznaczanie granic.
                            • squirrel9 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 14.06.14, 20:30
                              Hm, jakos inaczej chyba rozumiem wyznaczanie granic i wolałabym "wbić zęby w ścianę i wyć" a nie pokazałabym uczuć w sytuacji, gdyby ktoś mnie tak potraktował. Jeśli ktoś robi sobie przerwę w związku na próbę z byłą, to przysyłanie kwiatków i telefoniczna prośba o spotkanie (nawet z naleganiem) to zdecydowanie zbyt mało na to, bym rozważała co się za tym kryje i czy przypadkiem w zawoalowany sposób on nie chce okazać, że coś do mnie czuje. Od faceta oczekiwałabym męskich reakcji. Nie spotkałabym się po to by np. wysłuchiwać przeprosin albo jakiś mglistych zapewnień o przeszłości czy nawet przyszłości. Nie umówiłabym się na spotkanie nie wiedząc co ono ma na celu.
                              Ma rację autorka wątku - facet który kocha i któremu zależy nie zachowuje się tak. A nawet jesli się zachowuje, to ja nie chciałabym takiego, któremu muszę ułatwic przeproszenie mnie i okazać uczucia po to by dać mu szansę do mnie wrócić.
                              Nie mam zwyczaju dorabiać "wielkiej psychologii" do zachowań mężczyzn, oni zwykle zachowują się prosto. To kobiety przekombinowują i doszukują się kilku den a potem przezywają wielkie rozczarowania bo "wydawało im się " .... nie ułatwia się facetowi rozwiązanie takiej sprawy, to nalezy już do niego, albo i tak jest koniec. To należy przeczekać.
                              Nie ma to nic wspólnego z samopoczuciem "łatwej" ani fałszywym poczuciem czegokolwiek.
                              • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 14.06.14, 21:11
                                Dokładnie tak!
                                Faceci są prości. Bardzo. I działają prosto.
                                Kolejna kobieca interpretacja zachowania chłopca, który "zbłądził" - to klasyka gatunku.
                                Jak istotnie zbłądził, zrozumiał, wali się po głowie za głupotę, to nie będzie gadał tylko działał.
                                I nie będą to kwiatki i prośba o spotkanie.
                                • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 00:26
                                  Tu nawet nie chodzi o to, że faceci są prości (a są :-D ). Jeżeli chodzi o miłość, to, od zarania dziejów i pod każdą szerokością geograficzną, ludzie zachowują się tak samo! I w momencie zagrożenia tej miłości, nawet największy na świecie introwertyk wydusi z siebie całkiem głośne "KOCHAM CIĘ, bez Ciebie żyć nie mogę" czy coś w tym stylu :-D I to sie dzieje zaraz, natychmiast, bo to reguluje adrenalina i cała ta inna chemia, a nie czeka się dwa tygodnie na wyznaczenie spotkania.
                                  Wiewiórko, ten facet, to, niestety, nie była Twoje druga połowa...
                              • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 10:14
                                squirrel9 napisała:

                                > Nie mam zwyczaju dorabiać "wielkiej psychologii" do zachowań mężczyzn, oni zwyk
                                > le zachowują się prosto.

                                Mężczyzn psychologia dotyczy w takim samym stopniu jak kobiety. Dokładnie tak samo jak dotyczy ludzi biologia. To nie jest kwestia wyboru-to są fakty.
                                Poza tym-co to znaczy, że mężczyźni zachowują się prosto? Wszyscy? I jak według Ciebie zachowują się kobiety?
                                Btw. jak można w ogóle wchodzić w jakikolwiek relacje z kimś o kim się mówi, że jest prosty. Czy zwolenniczki tego stwierdzenia mają partnerów, synów, przyjaciół?
                                • pogodoodporna Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 10:52
                                  blond_suflerka napisała:

                                  > Poza tym-co to znaczy, że mężczyźni zachowują się prosto? Wszyscy? I jak według
                                  > Ciebie zachowują się kobiety?

                                  Tak samo, tez prosto :-) A konkretniej mowiac- jesli kogos sie kocha, to sie to wie po prostu. Jesli zas kombinuje sie dzialac na dwa fronty, obliczac zyski, z kim bedzie mi lepiej, wracac myslami do poprzedniej "milosci", to znaczy o zadnym powaznym uczuciu nie moze byc mowy.
                                  Wiewiorka liczyla na powazny zwiazek, a taki opiera sie na podstwowym fundamencie- na swiadomosci, ze z ta druga osoba chce spedzic zycie. Jesli na samym poczatku tej drogi, zanim dopadla ich rutyna, zanim dopadly ich zwykle, szare, codzienne problemy, pan ma rozkminy czy dobrze wybral, to lepiej zwiewac jak najpredzej i glowy sobie nim nie zawracac.
                                  • blond_suflerka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 13:00
                                    Miłość to skomplikowane uczucie;) Czasem się wie a czasem się nie wie. Czasem się ma wątpliwości. Czasem kocha się dwie osoby a czasem marzy się o czymś innym. Nie mówię, że to wszystko występuje zawsze i u każdego ale często. To tez związane z biologią po prostu a właściwie neurolobiologią. Człowiek przyzwyczaja się do pewnych rzeczy i może zdarzyć się, że miewa różne tęsknoty i pragnienia. A w kryzysach jest potencjał, one są po coś. Czasem właśnie po to, żeby nabrać tej pewności-tak! tylko ta czy ten, nikt inny. Weź pod uwagę, że oni są razem ponad rok. Mówi się, że decyzje o slubie dobrze podjąć po dłuższym czasem bycia razem czyli jednak nabrać pewności. I nikt się nie wkurza, że po roku nie wiesz czy na pewno chcesz rezerwować salę i całą resztę.
                                    Tutaj też-zaliczyli kryzys po roku tylko, że on zaktualizował swoje 'chcenie' a Autorka nie. Zdarza się i tak.
                                • squirrel9 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 23:02
                                  To, że ktos zachowuje się prosto nie oznacza, że jest prosty.
                                  Ja mam męża (tego samego od kilkunastu lat), syna (i córkę), ojca, braci (trzech) i pracując w typowym męskim zawodzie pracuję głównie z męzczyznami. Różnica w dorabianiu "co ktoś miał na mysli", w podejściu do spraw na które nie mają wpływu i sposób załatwiania problemów różni ich od kobiet bezwzględnie.
                              • adorra0 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 11:03
                                Napisałaś "to należy przeczekać". Ale co? Co oznacza to enigmatyczne "to"? Fajnie się daje takie rady siedząc przy kompie i nie czując tego co czuje Autorka. A chyba jednak coś czuje , bo gdyby chodziło tylko o jej upokorzenie i "wykopanie" Pana ze swojego życia nie zakładalaby tego wątku?
                                Moją znajomą dziewięć miesięcy po ślubie zdradził mąż. Ona rodziła ich dziecko, a on się zabawiał. Potem wyprowadził się i nie wrócił przez kilka lat. Dzieckiem się interesował. Wszyscy jej bardzo wspólczuli, mówili jaka to kanalia z niego i co oni by mu na jej miejscu zrobili....do czasu. Do czasu, aż facet chciał wrócić a ona go przyjęła. Wtedy nasłuchała się na swój temat, że jest pozbawiona godnosci, ze się nie szanuje, ze będzie ją dalej zdradza łitd. A ona go po prostu kochała. Wrócił , są małżeństwem , licząc od powrotu, 16 lat, mają drugie dziecko, a on jest kochającym, czułym, troskliwym mężem. Takie historie też się zdarzają.
                        • celestyna444 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 15.06.14, 00:50
                          > - każdy ma prawo do rosterek/sentymentówpowrotów mysla do przeszłości,
                          > - każdy ma za sobą różne doświadczenia, z niektórymi trudno sobie poradzić,
                          > - każdy ma prawo do chwili samotności, żeby uporządkować swoje myśli/uczucia/ży
                          > cie,
                          Oczywiście, każdy ma takie prawa, ale zwykła ludzka przyzwoitość nakazuje, aby najpierw uporać się ze swoimi rozterkami i sentymentami a dopiero potem wchodzić w nowy związek. Jezeli pan nie poradził sobie z przeszłością, to powinien pozostać samotny aby uporządkować swoje myśli/uczucia/życie. Pan ma prawo do sentymentalnego powrotu do przeszłości a Wiewiórka ma prawo mieć złamane serce... chyba coś tu zgrzyta z tymi prawami!?

                          > - jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy.
                          To jest najgorsza wymówka ludzi przebiegłych oraz słabych i nieogarnietych życiowo. Daje szerokie pole do nadużyć! Mam trochę więcej lat :-) i z mojego doświadczenia wynika, że to zdanie powinno brzmieć: jesteśmy ludźmi i staramy się nie popełniać błedów, bo mamy coś takiego jak rozum :-D
                  • enith Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 29.05.14, 20:38
                    Przyczytałam post Igge i też zmroził mnie tekst o zrobieniu sobie dzidzi pod wpływem zazdrości o ciążę przyjaciółki z eks. Oraz wieloletnim wzdychaniu do eks, gdy jest się w (rzekomo) szczęśliwym związku z mężem. Też jestem ciekawa, czy Igge byłaby tak wyrozumiała, gdyby to jej mąż latami z rozrzewieniem wspominał eks, a następnie namówił żonę na dziecko, bo eks zaciążyła.
                    • igge Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 30.05.14, 03:34
                      e tam, ja drania rzewnie latami nie wspominałam aż tak straszliwie bez przesady, eks miał swoje wady i paskudne zachowania tylko, że po prostu po 5 latach związku był dla mnie najbliższą jednak osobą, o której tak szybko zupełnie nie dało się zapomnieć, zresztą jakiś tam kontakt utrzymywaliśmy a po trzech latach wpadł w superdobre ręce mojej przyjaciółki, to co miałam stracić jej przyjaźń, przestać się z nimi zupełnie spotykać ??? Szkoda przyjaźni za bardzo by mi było. A dzidzia rzeczywiście niefajnie, że pod wpływem jakiejś resztki obudzonej jednak chwilowej zazdrości (czy to była zazdrość?) o eks ale tak wyszło, że trzy przyjaciółki nie myślące wcześniej wcale o dzieciach i nie mające ich w planach - zaciążyłyśmy we trzy w podobnych, krótkich odstępach czasu, ciąża jest zaraźliwa albo co?
                      Żałuję tylko, że wcześniej przez kilka lat nie miałam żadnej wpadki/dzieciowych planów/pragnienia dziecka z obecnym mężem, sześć lat razem żyliśmy sobie bez dzidziusia zadowoleni a syn okazał się tak subiektywnie cudowny i oszałamiający, że szkoda, że od razu z mężem jak mieliśmy po 21 lat nie wpadłam na pomysł szóstki dzieci z nim od razu, wtedy jeszcze jak zaczarowany słuchał mnie i by nie protestował a po latach już nie chciał 3 dziecka niestety, minimalista dzieciowy. Mój mąż wie o wszystkim, nie mamy tajemnic, to mój najlepszy przyjaciel przecież. Obojętnie z jakich głupich, bezsensownych i nieładnych powodów ale mój pierworodny syn zaistniał na świecie i za to jestem wdzięczna każdym okolicznościom i wolę męża w roli taty sto razy niż kogokolwiek innego i jestem do grobowej deski wdzięczna, że wykazał się anielską cierpliwością co do moich początowych zawirowań uczuciowych. Nie było mu pewnie łatwo ale byliśmy bardzo młodzi i bardzo zakochani.
                      I owszem nie chciałabym pewnie być po drugiej stronie ale teraz wynagradzam te ze mną trudności psim przywiązaniem i bezbrzeżnym choć tyloletnim zachwytem i uwielbieniem i zniosę z męża strony wszystko, wybaczę ewentualne i hipotetyczne zdrady etc Dla nas obojga było warto przeczekać i trwać razem ale to są indywidualne wybory i ryzyko. Ja na miejscu autorki przełknęłabym łzy i przykrości i dała facetowi drugą szansę o ile jest warty tego. I o ile całe życie nie będzie wzdychał do kogoś innego bo to byłaby przesada i świństwo. ja tam zdjęć eks nie oglądałam nocami i żałuję, że nie spotkałam męża mając 17 lat zamiast swojego eks ale mój boże miał wtedy 15 lat :) Ale szkoda, idealnie byłoby nie mieć żadnych eks tylko od razu wpadać na właściwą osobę w piaskownicy ,tylko, że życie bywa skomplikowane i relacje również. Właściwie to swojej przyjaciółce zawdzięczam syna i to się tylko liczy.
                      • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 30.05.14, 06:36
                        igge napisał:
                        Ja na miejscu autorki przełknęłabym łzy i przykrości i
                        > dała facetowi drugą szansę o ile jest warty tego. I o ile całe życie nie będzie
                        > wzdychał do kogoś innego bo to byłaby przesada i świństwo.

                        Igge, dziś nie mogę wiedzieć, czy właśnie coś takiego, jak wzdychanie całe życie do innej, by mi się nie szykowało, gdybym była z nim. I ile ma trwać ta „szansa”? Po czym miałabym poznać, że już, koniec próby? A jeśli teraz uspokoiłoby się, to za rok może znowu zrobiłby się jakiś wątek z byłą...

                        I nie zgadzam się z tym, że każda miłość (jeśli była nawet w pewnym punkcie naszego życia uważana za prawdziwą) „zostaje w nas”. Będąc w wieku 20 lat byłam strasznie zakochana w moim chłopaku, szaleliśmy za sobą i nigdy nie żałuję tego, co było - ale dziś, mimo miłych wspomnień, nie mam żadnego sentymentu i nie interesuje mnie jego życie osobiste, żona, dziecko itp.

                        Igge, to wspaniale, że cieszysz się z decyzji o dziecku, która zapadła „z jakichkolwiek powodów”, i ta radość to jakby inna sprawa - natomiast powiem Ci, że ja nigdy, NIGDY nie chciałabym, żeby (ktokolwiek to będzie) mój przyszły mąż patrzył na dziecko byłej, podziwiał jej „miniaturkę” i myślał, że przecież on mógł mieć z nią takiego fajnego syna / córkę.
                        Dlatego bardzo dużo daje mi do myślenia Twoja historia.
                        • elizabeth7 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 31.05.14, 11:38
                          A ja cie, wiewiorko podziwiam. Jesetes mloda (o!rany, bardzo mloda) ale rozsadna. I otwarcie sygnalizujesz, ze swoje emocje i oczekiwania. I to, ze jak te oczekiwania nie sa spelnione to masz prawo sie wycofac, masz prawo to zostawic i nawet rozmow nie kontynuowac. I ze nie nadajesz sie na "przeczekujaca".
                          Ile to razy czytamy tu o tych facetach co to nagle sie zmienili a wczesniej byli do-rany-przyloz i wiemy, ze to sie tak szybko nie zmienia. Sa symptomy, ze nie wszystko jest dobrze, ze sie popsulo, ze ktos wcale nie jest taki jaki byl pol roku temu tylko jest gorszy, ze lekcewazy. Ale czesc kobiet mysli, ze jakos sie ulozy. Wszyscy wokol wiedza, ze sie nie ulozy tylko zainteresowana udaje ze nie wie. Nie potrafia postawic warunkow.
                          A utrata zaufania do drugiej osoby, to wlasciwie koniec dobrego zwiazku.
    • wiewiorka-wiewiorka Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 08.06.14, 11:53
      Dziewczyny, bardzo dziękuję Wam za Wasze opinie.
      Nie pisałam, bo byłam w podróży służbowej. Sama się zadeklarowałam, mimo że wyjazd nie była szczególnie ciekawy, ani pod względem miejsca, ani żadnym innym, ale prawie tydzień poza domem- tego mi było trzeba.

      Gdy mnie nie było, przysłano do mnie do domu z kwiaciarni piękny kosz z kwiatami, wiadomo, od kogo. Dowiedziałam się dopiero dwa dni później, bo mój tato postawił go w pewne miejsce i zwyczajnie zapomniał mi powiedzieć, dopiero mama to odkryła. Mój były załączył prośbę, żebym zadzwoniła do niego.
      Oczywiście „serce mi zabiło”, ale było to dzień przed powrotem, miałam mnóstwo pracy na tym wyjeździe i pomyślałam, że lepiej odłożyć ten telefon i pogadać po powrocie na spokojnie z domu (zwłaszcza że włączyło mi się ostrzegawcze światło, na zasadzie: Uważaj, wciąż nie wiesz, czego on chce, żebyś się nie łudziła, głupia).

      I dobrze zrobiłam, jak się okazało. Bo gdy wczoraj rano wróciłam, moja mama (która oczywiście domyślała się już, że nie jesteśmy razem, chociaż nie znała przyczyny) powiedziała mi, że mój chłopak pocieszył się szybko po rozstaniu, bo go w czasie mojej nieobecności widziała w parku z dziewczyną na ławce i że te kwiaty dla mnie to „chyba jako przeprosiny”. Z jej krótkiego opisu (tylko o to spytałam) wynika, że wiadomo, z kim.
      Zabolało mnie bardzo ale to bardzo, mimo że przecież na żaden cud nie liczyłam i już trochę „odchorowałam” nasze rozstanie, no w każdym razie pogodziłam się z tym faktem w duchu.
      Ale wiecie, poczułam, że jestem zwyczajnie zirytowana. Po prostu włączyła mi się złość tym razem, facet wysyła mi kwiaty i jednocześnie siedzi sobie z byłą miłością na ławce w romantycznej scenerii. No więc odczekałam parę godzin i zadzwoniłam po południu. Spokojnie podziękowałam za kwiaty, powiedziałam, że zobaczyłam je dopiero po powrocie (nie wdając się w tłumaczenia, czy wiedziałam, że przyszły itp.) i spytałam, czy dalej chce się ze mną spotkać. On znowu swoje - że oczywiście, bardzo mu na tym zależy. To ja spytałam najzwyczajniej, dlaczego jest nieuczciwy, tj. wysyła mi kwiaty i jednocześnie spotyka się z byłą - to było jedno proste zdanie.
      Powiedział, że nie jest nieuczciwy, i że bardzo, bardzo chce się ze mną zobaczyć, i że to nie jest rozmowa na telefon. Powiedziałam, że to wszystko przemyślę i dam znać w najbliższym czasie.
      Zaczynam się łamać, bo teraz zrobiła się taka sytuacja, że w rezultacie sama już nie wiem, czy nie lepiej się spotkać i mieć to za sobą. Teraz byłoby mi łatwiej, bo dla mnie samej moja „pozycja” jest jakby klarowniejsza, tj. nie czuję się już jako „oczekująca na cud”, tj. po informacji o jego spotkaniu z byłą w parku jest mi łatwiej, jestem dawną dziewczyną, której on chce coś wyjaśnić, i już, tak to czuję.
      Mam nadzieję, że nie było chaotycznie :)
      Muszę to przetrawić przez jakiś czas, nie wiem, co zrobię.
      • iziula1 Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 08.06.14, 18:47
        A chcesz się z nim spotkać?
        Masz na to siły? Jesteś w stanie na spokojnie przyjąć wszystko co on chce Ci powiedzieć?
        Scenariusze są różne.
        Ten upór na spotkanie z Tobą jest zastanawiający. Facet który zaczyna nowy związek aż tak nie nalega na prostowaniu sytuacji z byłą dziewczyna.
        Chyba, że pragnie ją poinformować o nieprzyjemnej chorobie której jest nosicielem ;)
        To żart. Ofcors :D
        • maracooja Re: Coś, nad czym nawet boję się zastanawiać 08.06.14, 21:58
          Proste jak cep - chce mieć Ciebie w odwodzie. Tamta dopiero przyjechała i odgrzała kotlet, nie wiadomo, czy będzie smaczny na dłużej. Ty jesteś sprawdzonym, stabilnym punktem i dobrze mieć Ciebie jakby tam nie wypaliło.
          Nie spotkałabym się z nim z kilku powodów:
          1. on JEST nieuczciwy, spotyka się z inną i to musi być coś mega ważnego, jeśli z tego powodu przestał z Tobą być.
          Kwiaty przesłać może każdy jeden dureń. Tu nie chodzi o kwiaty i deklaracje ale o postawę wobec Ciebie. A jego postawa jest taka, że postanowił spróbować z byłą miłością.
          To zwykle wyrachowanie i klasycznie pogrywanie na dwa fronty. Tyle że w jego pojęciu uczciwości mieści się robienie tego otwarcie. Nawiasem mówiąc, ciekawe, czy tamtej opowiada, że mu na Tobie bardzo zależy i kwiatki wysłał?

          2. Chroniłabym siebie. Spojrzy jak raniony łoś, zacznie tłumaczyć pokrętnie swoje zachowanie, że nie wie co i jak, że mu zależy i chce... a tak naprawdę to prawda jest trywialna: chłopina jest miotany przez głowę i główkę - pierwsza podpowiada, że jesteś lepszym wyborem na przyszłość i życie, druga jeszcze by sobie z seksowną byłą poużywała...
          Brutalne ale prawdziwe.

          3. Nie dałabym mu satysfakcji. Aby sobie oczyścił sumienie, czy zabezpieczył tyły. Bo podejrzewam, że tamtej pewny nie jest i może boi się ponownego zranienia. Chciałby mieć dokąd wrócić.

          Decyzja należy do Ciebie.
                      • blond_suflerka Re: świetnie powiedziane 09.06.14, 07:13
                        No chyba wszyscy skoro po obserwacji z taką pewnością twierdzisz, że ten facet na bank jest nieuczciwy i ma tak okropne intencje;)
                        Nie, żebym się czepiała dla samego czepiania. Rozumiem, że kazdy ma swoje zdanie, ma pelne prawo je mieć i wyrazić. Natomiast zdziwiła mnie ta pewność Twoich słow i aż tak negatywna ocena intencji byłego Autorki. Nawet jeżeli jednak wrócił do byłej miłości to może mu tak normalnie po ludzku zależeć na tym, żeby Autorkę przeprosić. Być może chce też wyjaśnić co dokładnie się zadziało, jak to wszystko wygląda z jego punktu widzenie, itd itd.
                        Skąd założenie, że młody, fajny facet musi koniecnie mieć w obwodzie swoją eks(czyli Autorkę). Skąd założenie, że w ogóle miałby taki okrutny pomysł? Skąd założenie, że z Autorką nie było mu świetnie w łóżku? No i skąd założenie, że jeśli wrócił do byłej(czyli zostawił Autorkę z którą dobrze mu się układało i wobec której miał powazne plany) to nie z wielkiej miłości bo tylko wtedy można by zakładać, że potrzebuje on dwóch na raz?
                        Pewnie, że można mieć odmienne zdanie-czy warto się spotykać, czy ktoś ma prawo wracac do byłej czy nie, itd ale w Twoim poście jest jakoś tak dużo negatywnych interpretacji tej całej sytuacji, że zdziwiło mnie to na tyle, że az postanowiłam zapytać skad takie przekonania;)
                        • wiewiorka-wiewiorka Re: świetnie powiedziane 09.06.14, 08:50
                          Hej,
                          dziewczyny, przede wszystkim chcę wyjaśnić dwie najważniejsze rzeczy: Jeśli porusza mnie otrzymanie kwiatów, jeśli boli informacja o spotkaniu w parku i jeśli sama zauważam, że (podświadomie!) mam jakieś resztki złudzeń - to nie znaczy, że ja chciałabym wrócić do niego.
                          Druga rzecz: we mnie też wszystko się zmienia. Do głosu dochodzi to, że mam ogromną, ogromną chęć popatrzeć mu w oczy i powiedzieć mu, co o nim myślę. Zrobiłabym to po wysłuchaniu go, bo chciałabym, żeby moje słowa były potraktowane jako podsumowanie; po nich pożegnałabym się.
                          Zależy mi na tym, i o ile byłam najpierw głównie „złamana” tym wszystkim, to teraz, jak piszę, czuję głównie złość. Dlatego (tu odpowiadam Iziuli) mam siły na spotkanie, a jeśli nie przyjmę czegoś spokojnie, tzn. poniesie mnie, tu trudno, facet wysłucha paru nieprzyjemnych rzeczy więcej.

                          Czuję się też pewniej właśnie dlatego, że w rzeczywistości nie widzę już odwrotu i żadnej nadziei nie mam. Myślę też, że bardzo dużo dał mi ten wyjazd na tydzień, tj. całkowita zmiana otoczenia i zupełnie inne sprawy. Był też jeszcze inny niespodziewanie przyjemny aspekt: poznałam miłego faceta, z branży, że tak powiem, z którym bardzo przyjemnie mi się rozmawiało. Od razu dodam: nie żeby coś konkretnego się szykowało, zresztą on jest z innego miasta - ale czułam, że podobam mu się (przy czym on mi też) i absolutnie dowartościowałam się jako kobieta (tylko nie śmiejcie się, proszę).

                          Inna sprawa: tym razem zgodzę się z Blond Suflerką: uważam, że facet nie ma z tym spotkaniem złych intencji - i myślę tak mimo tego, że czuję się przez niego skrzywdzona. Przy okazji, Blond Suflerko (bo nie zdążyłam Ci wtedy odpisać) - bardzo dziękuję Ci za te słowa (cytuję):
                          To jest częst błąd wielu ludzi. Wydaje im się, że tylko ich sposob postępowania czy narracji jest właściwy i jeśli ktoś robi inaczej to nie znaczy, że nie może kochać albo coś tam innego. Chodzi mi o to, że ludzie są różni-Ty wykrzyknełabyś do słuchawki-'kocham cię, wróć' a on może chce pogadac i powiedzieć pewne rzeczy na spotkaniu. (…)
                          Warto pamiętać, że partner to osobna jednostka i on może inaczej reagować na różne sprawy, miec inną wrażliwość, inaczej okazywać miłość czy mieć problem z czymś z czym Ty nie masz
                          ”.
                          Już nawet nie to chodzi, że odnoszę te słowa do mojej obecnej sytuacji, natomiast są wg mnie bardzo, bardzo mądre życiowo.

                          Maracooja: Co do punktów 1 i 2: nie wykluczam tak zupelnie, że pogrywa na dwa fronty, w jakiś sposób próbując udawać (?) uczciwego - ale dla mnie nie ma to teraz znaczenia, bo to już koniec. Co do punktu 3: Zapewniam Cię, że jeśli dojdzie do rozmowy ze mną, to do jego sumienia raczej dojdzie ciężar, nie odwrotnie.
                          PS. Iziula, napisałaś: „Ten upór na spotkanie z Tobą jest zastanawiający. Facet który zaczyna nowy związek aż tak nie nalega na prostowaniu sytuacji z byłą dziewczyna.”
                          Ja też tu czegoś nie rozumiem, to jest ten element ciekawości co do owej potencjalnej rozmowy z nim.