kryzys czy rozstanie?

18.05.14, 00:02
Nawet nie wiem od czego zacząć… Jesteśmy z mężem 5 lat po ślubie, 7 lat w związku, mamy niespełna roczne dziecko. 2,5 m-ca temu pokłóciliśmy się strasznie i mąż się wyprowadził (w emocjach wyrzuciłam go). Najpierw na weekend pojechał do rodziców, weekend zmienił się w miesiąc (powiedział, że potrzebuje czasu). Po niecałym miesiącu wynajął mieszkanie i tak jest do dziś.
Zaproponowałam terapię, poszliśmy na 1 spotkanie, na którym się dowiedziałam, że nasz kryzys trwa od 2 lat (bywały trudniejsze chwile, ale mąż nigdy nie dał znać, że sytuacja jest aż tak poważna), zarzucał mi, że go nie doceniam, czepiam się itp.
Odkąd zaszłam w ciążę rzeczywiście zaczęłam od męża więcej wymagać, chciałam żeby mnie wspierał, brakowało mi jego zainteresowania, zaangażowania, czułości. Miałam wrażenie, że ciąża i pojawienie się dziecka troszkę go przerosło, mimo że ciąża była planowana przez nas oboje, nie naciskałam, nie wywierałam presji, mój zegar biologiczny nie tykał jeszcze za głośno. Za to jak synek miał ok 3 m-cy dowiedziałam się, że mąż nie chciał mieć dziecka i dzieci nie lubi… zabolało strasznie.
Usłyszałam też, że chciał już odejść, kiedy byłam w ok 10 tc., że mnie nie kocha ;(
Terapeutka uznała, że te słowa wynikają z żalu do mnie i zranienia, że widzi szanse na porozumienie, a nasze problemy wynikają z problemów w komunikacji (mąż nie mówił o swoich uczuciach w ogóle), zaproponowała kolejne spotkania, mieliśmy się zastanowić. Następnego dnia mąż powiedział, że nie chce kontynuować terapii, bo nie chce dawać mi nadziei. Powiedziałam mu, że trwanie ze sobą bez miłości tylko ze względu na dziecko nie ma sensu, ale nasze dziecko powinno być dla nas motywacją, żeby zawalczyć o ten związek. Zgodził się na 2-3 spotkania.
Czy to w ogóle ma sens? Ja jakoś nie mogę (nie chcę?) uwierzyć, że on naprawdę mnie nie kocha, z drugiej strony on jest strasznie obojętny wobec mnie, przychodzi do dziecka 2-3 razy w tygodniu i praktycznie ze mną nie rozmawia. A ja kompletnie sobie nie radzę w tym zawieszeniu, już kilka razy przeżywałam od nowa to rozstanie i ciągle mam nadzieję, że może jednak…
Nie wiem jak się zachowywać, kiedy przychodzi do dziecka, nie wiem co robić, żeby jakoś się na mnie otworzył, spojrzał bardziej pozytywnie, jak go przekonać, że warto spróbować, bo szkoda przekreślać tyle lat wspólnego szczęścia, bo tak naprawdę, nawet w ciągu tych ostatnich 2 lat sporo było naprawdę fajnych chwil...
    • enith Re: kryzys czy rozstanie? 18.05.14, 05:34
      > nasz kryzys trwa od 2 lat
      > mąż nie chciał mieć dziecka i dzieci nie lubi…
      > chciał już odejść, kiedy byłam w ok 10 tc., że mnie nie kocha
      > nie chce kontynuować terapii, bo nie chce dawać mi nadziei

      Męża słowa i czyny stanowią spójną całość. On cię nie kocha, nie chciał mieć dziecka, nie chce terapii, by nie dawać złudnych nadziei, podczas wizyt nie rozmawia, wynajął mieszkanie i mieszka osobno czyli całkowicie wycofał się już z waszej relacji. Ty natomiast:
      > Ja jakoś nie mogę (nie chcę?) uwierzyć, że on naprawdę mnie nie kocha

      Może od tego należałoby zacząć? Czy ty w ogóle słuchasz, gdy mąż do ciebie mówi? Dlaczego i ty i terapeutka upieracie się, że on na pewno nie to miał na myśli? Halo, tu się wali od dwóch lat! Mąż pokazuje oraz mówi, że nie kocha. Konsekwentnie. Co jeszcze ma zrobić, żebyś poważnie potraktowała te słowa? Mam wrażenie, że ty żyjesz w jakieś alternatywnej rzeczywistości. Mąż mówi, że w danym okresie było u was źle, a ty, że przecież było tak dobrze i warto zawalczyć. W jednym terapeutka miała rację: wy nie potraficie rozmawiać. On nie rozmawia o uczuciach, ale jak już zacznie, ty słyszysz jakieś niestworzone historie, interpretujesz męża słowa po swojemu. Może spytaj w końcu męża wprost, czego chce? Bez zgadywania, bez twojej nadinterpretacji? Niech jasno powie, czego do ciebie chce, jak widzi waszą przyszłość. A na terapię go nie ciągaj, bo to bez sensu dla osoby, która nie ma do niej żadnego przekonania.
    • enith Re: kryzys czy rozstanie? 18.05.14, 06:15
      Przeczytałam swój post i zdziwiłam się, jak oskarżycielsko brzmi. Bynajmniej nie taka była moja intencja. Nie oskarżam ciebie, ani nie bronię twojego męża.
      Gdybyś wróciła myślami do przeszłości to kiedy, twoim zdaniem, zaczął się wasz kryzys? Wraz z ciążą czy już wcześniej były jakieś sygnały? Mąż twierdzi, że od dwóch lat jest źle. Twierdzi też, że dzieci nie lubi i nigdy nie chciał. I ten sam mąż, który nie chce dzieci i jest w galopującym kryzysie z żoną, zgadza się na dziecko? To się kupy nie trzyma. Odnoszę wrażenie, że w tej sprawie jest drugie dno. Brałaś pod uwagę, czy w grę może wchodzić inna kobieta?
      • feronique Re: kryzys czy rozstanie? 18.05.14, 06:56
        Na pierwszy rzut oka mnie się wydaje też, że prawdopodobna jest inna kobieta. I to nawet nie musi być zdrada - wystarczy fascynacja kimś innym, kto na pewno jest bardziej interesujący niż żona-matka, a już na pewno nie wymaga od niego jakiejś odpowiedzialności czy określonych zachowań. Nie wiem, czy jest dla Was ratunek - trudno orzec, bo trzeba by wiedzieć dlaczego mąż tak naprawdę nie chce dać Wam szansy i co stanowi rzeczywistą przyczynę kryzysu. Może być tak, że po prostu od początku byliście źle dobrani, mąż się Tobie podporządkował, ale z czasem zaczęło mu to doskwierać i zamarzył, żeby jeszcze pożyć po swojemu. Bywa - nie on pierwszy, nie ostatni.
        • molly_wither Re: kryzys czy rozstanie? 18.05.14, 08:42
          Pierwsza moja mysl po przeczytaniu postu - lęk autorki przed samotnym macierzynstwem.
          Jednak teraz przyczyniam sie do twierdzenia,jak poprzedniczki,ze w grę wchodzi inna kobieta.
          Swiadczy o tym wyprowadzka meza. Facet odchodzi,kiedy na horyzoncie jest inna kobieta, ZAWSZE. Mam tez takie podejrzenie,ze autorka podswiadomie zaczela wyczuwac,ze cos niedobrego sie w zwiazku dzieje i "namowila" meza na dziecko.
          Ps. Tak na marginesie - co na to jego rodzice? Kim są ludzie, ktorzy przyjmuja pod dach syna opuszczajacego zone i nowonarodzone dziecko?
          • betttika Re: kryzys czy rozstanie? 18.05.14, 10:18
            Czy jest inna kobieta? sama się nad tym zastanawiam, jeszcze 1,5 m-ca temu dałabym się pokroić za to, że innej nie ma. Teraz - nie wiem. Pytałam kilka razy, powiedziałam, że byłoby mi łatwiej (nie żyłabym już nadziejami bez szans na spełnienie), za każdym razem zaprzeczał. Nadal wątpię, czy ma romans, ale nie wykluczam jakiegoś zauroczenia, fascynacji, "przyjaciółki", której wypłakuje się na ramieniu. A wiadomo, jak się najczęściej kończą tego typu znajomości.
            O dziecku rozmawialiśmy na długo przed tym jak zaszłam w ciąże i kilka razy ta decyzja była przesuwana (przeze mnie - jednak jeszcze nie gotowa, awans, urlop). Gdybym wyczuła, że COKOLWIEK nie gra między nami w życiu nie zdecydowałabym się na dziecko. Na urlopie w styczniu 2012 zaczęliśmy starania na całego i było naprawdę cudownie. Po majówce, która też była super okazało się, że jestem w ciąży, ale w 8 tc poroniłam.
            Zgrzyty pojawiły się jak udało się zajść w ciążę, która szczęśliwie się rozwiązała. Bywało różnie, mi szalały hormony + wielki strach, czy wszystko będzie ok, po poprzednich przeżyciach. Wydawało mi się, że mąż potrzebuje po prostu czasu na oswojenie się z nową sytuacją.Do tego bardzo dużo pracował i nadal tyle pracuje, po godzinach, w weekendy, nocami (wiem jak to brzmi, ale pracujemy w 1 firmie i wiem, że rzeczywiście to praca)
            W październiku 2013 był nawet moment, że szukaliśmy domu, mieliśmy wziąć kredyt...
            przerwaliśmy, bo w zimie szybko robiło się ciemno, a w weekendy mąż i tak ciągle w pracy.
            On był przemęczony, wracał do domu a ja oczekiwałam, że chociaż trochę pomoże w domowych obowiązkach, przy dziecku... I tak się wzajemnie nakręcaliśmy :(
            Jego rodzice: z ojcem nie rozmawiałam na ten temat, ale od męża usłyszałam, że jak przyjechał do nich w weekend po kłótni to usłyszał od taty, że skoro tak się wyszło to się w ogóle nie powinno wracać. Mój mąż jest 2. synem teścia, który ze starszym potomkiem nie utrzymywał żadnych kontaktów. Nie wiem w jakich okolicznościach rozstał się ze swoją 1. żoną, dlatego nie oceniam. Od teściowej usłyszałam, że to jej syn, więc ona zawsze będzie po jego stronie. Chociaż wiem, że chciałaby żebyśmy się pogodzili.
            Za tydzień mamy razem wyjechać na kilka dni - tylko ze wzg. na dziecko, osobne sypialnie...
            • molly_wither Re: kryzys czy rozstanie? 18.05.14, 19:13
              Sie cisnie na usta:"jaki ojciec taki syn". Cos w tym jest. Co do tesciowej: glupia baba. I tyle w temacie.
              Mąz jawi mi sie jako skrajny dupek. Niedojrzaly do roli meza i ojca. Ale,podobno,tacy sa obecni mezczyzni. Aczkolwiek znam tez odpowiedzialnych i dojrzalych. Kasa, kasa, kasa..... Tylko to sie teraz liczy dla wiekszosci. W sumie - wiedzialas ,ze jest pracoholikiem,wiec to musial byc dla niego szok, ze zadasz od niego angazowania sie w wychowanie dziecka. Se pewnie wyobrazal,ze Ty mu ładnie dziecko bedziesz wychowywala, a on nadal, niczym ten gosc niedzielny, bedzie.
              Ech, mysle ze wina lezy zarowno po Twojej , jak i jego stronie.
    • mama.gucia Re: kryzys czy rozstanie? 18.05.14, 20:23
      Wypowiedzi enith wystarczajaco okreslily Wasza sytuacje. Pewnie, ze to przykre, ale jaka tu terapia pomoze jesli obie strony nie sa do niej przekonane?
      Kryzys od dwoch lat, czyli mniej wiecej od kiedy zaszlas w ciaze. Ktora kobieta (w zwiazku) nie oczekuje wsparcia ze strony partnera?. Teraz wygodnie mu odwiedzic dziecko kilka razy w tygodniu. Odpada wstawanie w nocy, dyzur gdy dziecko chore i placze, kapiel i rozne inne czynnosci. Obowiazki domowe pozostawil rowniez na Twoich barkach. Ma wlasne mieszkanie, robi w nim co chce, moze w gry pograc, tv obejrzec i nikt od niego nie wymaga. Do tego mozliwe, ze wszedl w uklad z inna kobieta. Myslisz, ze zapytany przyzna sie? Nie sadze, bo sytuacja poparta dowodami moze doprowadzic do orzeczenia rozwodu z jego winy.
      Pan niedojrzaly, nie zabiegalabym o jego wzgledy, a w sytuacji gdy odwiedza dziecko (wiesz czy mozna zostawic go sam na sam), zwyczajnie wyszlabym z domu i zalatwila wlasne sprawy.
      W Twojej sytuacji maz to jedno, ale dziwi mnie postawa tesciow. Gdyby moj maz zostawil mnie z malym dzieckiem, tesciowie przyjezdzaliby mi pomoc. Chcieliby miec rowniez staly kontakt z wnukiem. Czy Twoi robia cos w tej sprawie?.
      • betttika Re: kryzys czy rozstanie? 18.05.14, 21:47
        cóż... ja to jednak jestem strasznie naiwna :(
        mam świadomość, że w tego typu sytuacjach wina leży po obu stronach (nie licząc jakiś patologii). Ja obecnie żyję w strasznym stresie, dręczy mnie ogromne poczucie winy - może jakbym nie mówiła tego czy tamtego, była bardziej wyrozumiała, nie starała się tak często forsować własnej opinii itd. Mam świadomość tego, że nie jestem idealna, liczyłam, że terapia pomoże nam dokonać w swoich zachowaniach takich zmian, żeby umieć się dogadać - no ale tego muszą chcieć obie strony. On najwyraźniej nie chce ;( Na pewno jest mu teraz wygodniej - "pobawi się w tatusia" 2-3 razy w tyg (raczej 2) i tyle... Nawet w weekendy nie znajduje czasu dla synka :(
        Mamy już umówione spotkanie z terapeutą, pójdę, jeśli on nie zmieni zdania, ale już chyba tylko z ciekawości
        Teść jest raczej obojętny, chyba nie do końca umie nawiązać kontakt z takim maluchem. Teściowa wnuka ubóstwia, będzie się nim zajmować po moim powrocie do pracy, obecnie przyjeżdża raz w tyg. na parę godzin. Więc chociaż tyle. Nie chcę żeby synek tracił kontakt z Dziadkami :)
        • annakate Re: kryzys czy rozstanie? 18.05.14, 23:10
          Może to zabrzmi obrazoburczo, ale małżeństwa z miłości to dość nowy wynalazek i chyba nie zawsze się sprawdza. Wieki całe małżeństwo było kontraktem zawieranym w celu ułatwienia, czasem wręcz umożliwienia sobie życia nawzajem oraz posiadania i wychowania potomstwa - dla korzyści własnej, własnego rodu (oraz ludzkości).
          Nie możesz go zmusić, żeby Cię kochał. Masz natomiast prawo wymagać, żeby zachowywał się przyzwoicie, zwłaszcza w stosunku do dziecka. Jesli nie chciał mieć dziecka to mógł to wyrazić powstrzymując się od działań prokreacyjnych; teraz jego chęci w tym zakresie lub ich brak są bez znaczenia, co zdaje się należy panu jasno wytłumaczyć. Domagaj się alimentów, domagaj się kontaktów z dzieckiem (to nie tylko prawo, ale i obowiązek rodzica). Daj mu wyraźnie do zrozumienia, że skoro jest się mężem, ojcem to nie można tak po prostu zwiać do mamusi i łaskawie 2-3 razy w tygodniu doglądnąć, czy jego geny są właściwie hodowane. Zawalcz zwyczajnie o swoją godność, nie rozmiawiaj z nim z pozycji petenta, tylko partnerki. Nie jesteś idealna, on też nie jest.
        • mama.gucia Re: kryzys czy rozstanie? 19.05.14, 00:22
          To mile, ze tesciowa sluzy pomoca i swoim czasem;).

          Nikt nie jest idealny ale malzenstwo opiera sie na wielu kompromisach, a nie pakowaniu tobolkow i wyprowadzce. To, ze z komunikacji miedzyludzkich dostalibyscie gola nie znaczy, ze nie mozna sprobowac reanimacji zwiazku z udzialem terapeuty. Terapeuta zapalil swiatelko w tunelu, dal Ci poczucie, ze uda sie naprawic Wasze relacje oraz doprowadzic do zazegnania konfliktu. Pewnie w duchu uroslas ale jednak stworzylas ten watek i dowiadujesz sie, ze prawie nikt w Was nie wierzy, a do tego sugeruje sie, ze maz moze miec inna kobiete. Przez to masz coraz wieksze poczucie winy. Myslisz, ze to Ty doprowadzilas do takiej sytuacji i nie zdziwie sie jak bedziesz sklonna go jeszcze przepraszac.
          Pomysl sobie tak - maz nie chce chodzic na terapie by nie robic Ci nadziei. Jest to spojne z tym co mowi i robi: przyjezdza do dziecka - Ty jestes mu obojetna, nie wraca do domu, mowi ze nie kocha, na wyjezdzie proponuje osobne lozka. Jakie wysuniesz wnioski?

          A powiedz czy zabezpieczyl Was troche finansowo?. Finansuje cos?. Dacie sobie rade bez jego pomocy materialnej?. Pamietaj, ze pozew o alimenty mozesz zlozyc w trakcie trwania malzenstwa.

          • betttika Re: kryzys czy rozstanie? 19.05.14, 01:04
            No ja go przepraszałam już ze 100 razy... Przykro mi strasznie, że skoro czuł, że coś jest nie tak to nie zdobył się na szczerą spokojną rozmowę, tylko kłótnię wykorzystał jako pretekst do odejścia. Może jakbyśmy wcześniej popracowali nad naszym związkiem udałoby się to uratować, byłaby motywacja. A teraz już chyba za późno.
            Pytałam go, czy bierze pod uwagę to, że terapeutka miała rację mówiąc, że mąż twierdzi że nie kocha bo czuje do mnie urazę i żal, powiedział, że tak...
            Ale życie w takim zawieszeniu, czekaniu nie wiadomo ile i na co w końcu mnie wykończy :( nie wiem, czy od jego odejścia był chociaż 1 dzień, żebym nie ryczała. Strasznie już mnie męczy ta sytuacja. Wychodziłam z założenia, że skoro nie mówi definitywnie o rozwodzie, to się waha, a jak się waha no to na dwoje babka wróżyła... a zdaje się, ze jemu ten stan zawieszenia odpowiada. A ja po prostu nie mogę uwierzyć to wszystko dzieje się naprawdę, to jakiś koszmar, z którego nie mogę się obudzić. Mamy takie wspaniałe dziecko, kochamy je, zasługuje, żeby mieć kochających się rodziców a tu d... Zanim zostaliśmy parą przyjaźniliśmy się jakiś czas, każde z nas było w innym związku (nikt nikogo nie zdradził, rozstaliśmy się z poprzednimi partnerami jakiś czas zanim zostaliśmy parą), to była taka wielka miłość, tyle nas łączyło i ja nie mogę zrozumieć, że on nie chce zawalczyć, że mu już nie zależy
            Przepraszam, ze tak się nad sobą użalam
            Ja dostaję teraz 60% pensji, więc grosiny, mąż przelewa pieniądze dla synka na nasze wspólne konto, z którego teraz tylko ja korzystam. Pod tym względem stara się być ok, więc nie chcę składać wniosku o alimenty
            • anula36 Re: kryzys czy rozstanie? 19.05.14, 10:00
              nie obwiniaj sie tak dziewczyno, znam niejedna pare gdzie facet wyrzucony w klotni przez zone oswiadcza " to jest tez moj dom i nigdzie sie z niego nie rusze", emocje opadaja i zycie biegnie dalej.
              Musisz sobie po prostu zaczac powoli budowac swoje wlasne zycie bez niego.
              A na te kilka dni wyslalabym go samego z synem, panowie sie beda mieli okazje dotrzec we dwoje, a Ty sie tak nie uszarpiesz psychicznie.
            • mama.gucia Re: kryzys czy rozstanie? 19.05.14, 11:30
              Dobrze, ze maz poczuwa sie do dobrowolnej alimentacji. Nie ma sensu regulowac tego prawnie skoro mozna na niego liczyc w kwestii finansowej.
              Twoja reakcja jest naturalna, zalezy Ci na mezu ale na sile nic sie nie da i umartwianie sie obniza tylko Twoj nastroj.
              Mleko sie rozlalo, wiec zacznij ukladac sobie zycie bez niego.
              • sebalda Re: kryzys czy rozstanie? 19.05.14, 11:47
                Nie wiem, czy chcialabym walczyć o związek z człowiekiem, który chciał mnie porzucić, gdy była w ciąży, który nie chciał mieć dziecka (choć wcześniej tego nie sygnalizował) i nie lubi dzieci, który mówi wprost, że nie kocha. Przecież sklejanie takiego związku jest pozbawione sensu. Jeśli nawet się zejdziecie, to będzie w Was obojgu siedziało, Ty nigdy nie będzie naturalna, zawsze się będziesz bała go urazić, bała, że znowu Cię zostawi, jemu będzie głupio, że nie był bardziej konsekwentny, tego nie da się, moim zdaniem, skleić. A jak będziecie tylko dla dziecka, to ono ucierpi najbardziej. Czasami tatuś odwiedzający jest lepszy od tatusia uciekającego w pracę i wiecznie skwaszonego.
                Chyba czas pomyśleć o sobie, o odbudowaniu swojego życia, ale już bez tego pana.
            • z_pokladu_idy Re: kryzys czy rozstanie? 19.05.14, 12:01
              Najgorsze, co teraz możesz robić, to wciąż go przepraszać, szukać winy w sobie i czekać na jego ruch jak wierny pies. Przechodziłam przez to samo, tyle że na terapię poszłam dla siebie, nie dla 'nas'.
              Przyłączę się do głosów, że pan mocno niedojrzały. Coś mu nie grało, ale nie mówił, a później bomba i już go nie ma. Pozwu o rozwód nie składa. Zrzucił na Ciebie ogromny ładunek, ale pewnie czeka na złożenie papierów rozwodowych przez Ciebie (kiedyś Cię to czekanie zmęczy i sama podejmiesz jakieś kroki), a on się poczuje rozgrzeszony, bo to przecież nie on wystąpił o rozwód. To też jakiś rodzaj manipulacji, bo postawił Ciebie w okropnej sytuacji. Im bardziej się odsuwa, tym bardziej Ty się naginasz. Rozwiązanie tak naprawdę jest jedno - zacznij żyć dla siebie i dziecka.
              Jestem daleka od mamienia Cię wizją naprawy małżeństwa, ale może okazać się, że jak tylko staniesz się znowu sobą i przestaniesz płaszczyć przed mężem, on się może 'nawrócić.' Terapia to świetny pomysł - dla Ciebie. Wzmocni Cię i przygotuje na radzenie sobie samej z nową sytuacją albo ewentualne (mało prawdopodobne) Wasze zejście się. Z pewnością nie powinna opierać się na założeniu, że pan ma taki żal, że wmówił sobie, że już nie kocha, bo z Ciebie robi to kobietę-bluszcz z niegasnącą nadzieją, a z niego idiotę, którego słowa nie muszą być traktowane poważnie.
            • agnieszka_iwaszkiewicz Re: kryzys czy rozstanie? 22.05.14, 01:53
              betttika napisał(a):

              >
              > Ale życie w takim zawieszeniu, czekaniu nie wiadomo ile i na co w końcu mnie wy
              > kończy :( nie wiem, czy od jego odejścia był chociaż 1 dzień, żebym nie ryczała
              > . Strasznie już mnie męczy ta sytuacja. Wychodziłam z założenia, że skoro nie m
              > ówi definitywnie o rozwodzie, to się waha, a jak się waha no to na dwoje babka
              > wróżyła... a zdaje się, ze jemu ten stan zawieszenia odpowiada. A ja po prostu
              > nie mogę uwierzyć to wszystko dzieje się naprawdę, to jakiś koszmar, z którego
              > nie mogę się obudzić.

              Mam wrażenie, że stan zawieszenia tworzy Pani. Natomiast przypisuje go mężowi. Podczas gdy mąż, dość jednoznacznie pokazuje, że zakończył związek. Włącznie z tym, że odwiedza dziecko i płaci na nie alimenty czyli stawia się w pozycji ojca poza domem. To i inne opisane przez Panią sytuacje to są jednoznaczne sygnały.
              To, natomiast, co może być dla Pani niejasne i co może powodować wątpliwości, to powód rozstania. Tu ,w istocie, odpowiedzialność za jasne wyłożenie sprawy leży po stronie męża. A mąż skazuje Panią na domysły, wypytywania. Może ma kłopoty w wyrażaniu uczuć czy też czytelnej komunikacji. Tym niemniej powinien wyraźnie opisać, co go skłoniło do tak radykalnej decyzji. Bez względu na to co jest powodem, wyrazistość w tej sprawie ułatwiłaby by Pani przeżycie straty.
              Z Pani opisu to wygląda na rozstanie. Warto więc zachowywać się adekwatnie do sytuacji. Będzie Pani łatwiej. Agnieszka Iwaszkiewicz
            • differentview Re: kryzys czy rozstanie? 22.05.14, 07:21
              betttika napisał(a):

              > Mamy takie wspaniałe dziecko, kochamy je, zasługuje, żeby
              > mieć kochających się rodziców a tu d... Zanim zostaliśmy parą przyjaźniliśmy s
              > ię jakiś czas, każde z nas było w innym związku (nikt nikogo nie zdradził, rozs
              > taliśmy się z poprzednimi partnerami jakiś czas zanim zostaliśmy parą), to była
              > taka wielka miłość, tyle nas łączyło i ja nie mogę zrozumieć, że on nie chce z
              > awalczyć, że mu już nie zależy

              mnie czesto przeraza jak łatwa decyzja dla facetow jest odejscie w sytuacji gdy jest malutkie dziecko; co z tego, ze bedzie placil alimenty, co z tego ze raz albo dwa razy w tygodniu zabierze dziecko na spacer- przeciez to ma sie nijak do calodobowej, 24- h opieki nad dzieckiem przez kolejnych kilkanascie lat przez kobiete; facet odchodzi i jest free, moze zaczac nowe zycie, nowy romans, wyjechac w podroz zycia, cokolwiek- bo wie, ze 99% troski i odpowiedzialnosci za dziecko spada na kobiete a on jesli placi alimenty i podtrzymuje jakikolwiek kontakt z dzieckiem uwaza, ze w 100% splenia swoja role i jest dobrym tatusiem; dlatego uwazam, ze alimenty na dziecko powinny byc bardzo wysokie i konsekwentnie egzekwowane- skoro dziecko zostaje z matka, ona przejmuje caly trud opieki i wychowywania to lozyc finansowo powinien glownie ojciec

              • enith Re: kryzys czy rozstanie? 22.05.14, 08:14
                > dlatego uwazam, ze alimenty na dziecko powinny byc bardzo wysokie i konsekwentnie
                > egzekwowane- skoro dziecko zostaje z matka, ona przejmuje caly trud opieki i wychowywania > to lozyc finansowo powinien glownie ojciec...

                Wielka szkoda, że sądy rodzinne mają inne zdanie i wysokie alimenty zasądzają naprawdę sporadycznie.

                > mnie czesto przeraza jak łatwa decyzja dla facetow jest odejscie w sytuacji gdy
                > jest malutkie dziecko...

                Mnie, kobietę z zerowym instynktem macierzyńskim i nie lubiącą małych dzieci też. Niemniej jednak w przypadku męża Bettiki sytuacja jest jasna. Przyciśnięty do muru przyznał w końcu, że dzieci nie lubi i własnego nigdy nie chciał. To, co teraz robi, czyli ograniczenie roli ojca do krótkich wizyt u dziecka raz na jakiś czas jest spójne z tym poglądem. Łatwo jest mężczyźnie, który nigdy nie chciał dziecka, wymiksować się z roli ojca, tym łatwiej chyba, że więź z matką dziecka też najwyraźniej zanikła. Mnie jednak nie daje spokoju pewna kwestia. Nie przymuszany ojciec jednak zjawia się u dziecka. Wiemy, że od żony trzyma się w czasie tych spotkań z daleka, więc jednak chodzi o dziecko. Czyli jakaś tam więź ojca z dzieckiem istnieje, pomimo deklaracji, że ojciec tego dziecka nie chciał. Niezależnie więc od tego, jak potoczą się sprawy między małżonkami, starałabym się, jako żona i matka, z całej siły ułatwiać pielęgnowanie tej więzi. Nie tyle nawet dla męża, co dla dziecka, które ma prawo do obojga rodziców, nawet jeśli rozwiedzionych.
                • differentview Re: kryzys czy rozstanie? 22.05.14, 08:31
                  enith napisała:
                  > Czyli jakaś tam wię
                  > ź ojca z dzieckiem istnieje, pomimo deklaracji, że ojciec tego dziecka nie chci
                  > ał. Niezależnie więc od tego, jak potoczą się sprawy między małżonkami, starała
                  > bym się, jako żona i matka, z całej siły ułatwiać pielęgnowanie tej więzi. Nie
                  > tyle nawet dla męża, co dla dziecka, które ma prawo do obojga rodziców, nawet j
                  > eśli rozwiedzionych.

                  to taka ladna teoria i pewnie kazdy terapeuta bedzie ja zalecal ale jednak ja widze tu fundamentalna "niesprawiedliwosc"- nie dosc, ze na matke spada caly ciezar wychowania, nie dosc, ze jej bedzie o wiele trudniej wejsc w nowy zwiazek z malym dzieckiem to jeszcze ona ma zrobic wszystko aby ulatwic exowi kontakty; a jej emocje? jak mozna powiedziec kobiecie, ze sie nie chcialo dziecka kiedy ono juz jest na swiecie? ona sama je sobie zrobila?

                  • enith Re: kryzys czy rozstanie? 22.05.14, 19:29
                    > to taka ladna teoria i pewnie kazdy terapeuta bedzie ja zalecal ale jednak ja w
                    > idze tu fundamentalna "niesprawiedliwosc"...

                    Smutny truizm, differentview: życie JEST niesprawiedliwe. Zwłaszcza dla kobiet, zwłaszcza w kwestii macierzyństwa. Od momentu poczęcia dziecka do śmierci (matki lub dziecka) to na matce spoczywa ciężar macierzyństwa. Można się na to zżymać, można się z tym nie zgadzać, ale takie są fakty. To jednak nie daje matkom prawa do utrudniania kontaktów z ojcami, którzy tych kontaktów szczerze pragną i do nich dążą.
                    Fakt wykrzyczenia żonie w oczy, że nie chciało się dziecka, zmilczę, bo trudno byłoby mi to kulturalnie skomentować. Ten fakt jest jednak mało ważny w obecnej sytuacji, a jest ona taka, że ojciec u dziecka bywa. Nie jest to zresztą pierwszy mi znany przypadek, gdy ojciec nie chcący dziecka, a nawet namawiający do aborcji, dziecko w końcu pokochał i nawiązał bliską więź. Uważasz, że takiemu dziecku należy mimo to powiedzieć o słowach ojca? Namawianiu na aborcję? Bo matki emocje też się liczą?
            • betttika Re: kryzys czy rozstanie? 22.05.14, 10:32
              W poniedziałek rozmawiałam z mężem i powiedziałam mu, że skoro mnie nie kocha to nie widzę sensu kontynuowania terapii, bo żaden terapeuta nie przekona go do miłości do mnie. Mąż był bardzo zaskoczony, następnego dnia był u syna i długo rozmawialiśmy. Powiedział, że ja go przekonałam do tej terapii i on naprawdę chciał na nią iść. W trakcie rozmowy kilka razy zmienialiśmy zdanie co do tej terapii, w końcu stanęło na tym, że spróbujemy - skoro oboje mamy wątpliwości i widzimy cień szansy to warto spróbować.
              Poddałam w wątpliwość sens naszego wyjazdu, ale on chce jechać (nie pojedzie sam z synem, bo maluch jest jeszcze karmiony piersią). Uznał, że chce spędzić czas z dzieckiem, a mi też należy się trochę wytchnienia (!)
              Stwierdził, że jego słowa, że nie chciał dziecka wynikały z tego, że chęć posiadania dziecka nie była w jego życiu priorytetem.
              Zastanawiałam się, czemu ja właściwie wątpię w brak jego miłości do mnie, mimo że sam wprost to powiedział... dostrzegam drobne gesty, które mogą o niczym nie świadczyć, ale jednak są: a to serial mi przyniesie, który ściągnął i wie że go lubię, sam z siebie śmieci weźmie jak wychodzi (a właściwie to przez awantury o niewyrzucane śmiecie ta "afera")
              Mimo wszystko staram się podchodzić do sprawy "zobaczymy co będzie", ale nie skupiać się tak strasznie na tym wszystkim, tylko na dziecku i na sobie... trzymajcie kciuki ;)
              • fantastyczna Re: kryzys czy rozstanie? 22.05.14, 11:40
                Uwierz mi ,że to będzie najgorszy urlop w Twoim życiu. Ale jak prosisz trzymam kciuki. Powodzenia.
                • malawojna80 Re: kryzys czy rozstanie? 22.05.14, 13:22
                  Przesledziłam to wszystko co tu dziewczyny pisały... troche Cie nakręciły na to, że M ma kogoś czy cos w tym stylu. Tylko M wie jak jest i jeśli coś ma jeszcze z tego być, to musi z Toba rozmawiać, a nie zmuszać Cie do czerpania tej wiedzy od innych. Ale bardzo mi sie podoba Twój ostatni post.

                  Nie chce nic radzić, ale ja jestem po rozwodzie, mam 3 letnią córkę... jeśli widzicie choć cień szansy- wydaje mi się, że warto walczyć.
                  Ostatnio wpadł mi w ręce artykuł... szczerze polecam. Dość długi ale dobrnij proszę do końca jak znajdziesz chwile. Jest o dzieciach, rozwodach i tym co się z tym wiąże, ale bardziej o przyczynach niż konsekwencjach. ja przeczytałam o wiele za późno, ale może Tobie choć jedna myśl z niego się przyda :)

                  Z tego co teraz napisałaś jest iskierka nadziei... trzymam kciuki, by sprawy się Wam poukładały.

                • malawojna80 Re: kryzys czy rozstanie? 22.05.14, 13:26
                  Fantastyczna... piszesz jakbys miała coś wspólnego z tym panem...
                  po co?

                  Betittka- jak nie pojedziesz to sie nie przekonasz. Jesli czujesz, że będzie źle, to nic na siłę. Jeśli chcesz jechać, i M tez chce... extra. Samej z tak małym dzieckiem jest męcząco, a nawet jak ten wyjazd nie wpłynie na poprawę Waszych relacji to przynajmniej bedzie 2.osoba, która zajmie sie synkiem jak będziesz w łazience czy jak będziesz wcinać kiełbache z grilla (jeśli możesz jeść;))
                  • anula36 Re: kryzys czy rozstanie? 22.05.14, 13:28
                    wlasnie dlatego ja bym wyslala panow we dwoch na meska przygode;)

                    A mama niech ma pare dni dla siebie:)
                    • malawojna80 Re: kryzys czy rozstanie? 22.05.14, 13:45
                      ale juz wiemy, że Mały jest na cycu i póki co nie pojedzie, bo Autorka nie wspomina, by zamierzała odstawić.
                      • anula36 Re: kryzys czy rozstanie? 22.05.14, 14:19
                        a to przeoczylam sorry:)
              • anomalia_pogodowa81 Re: kryzys czy rozstanie? 23.05.14, 13:41
                Facet wynosi śmieci a ty interpretujesz to jako oznakę MIŁOŚCI?
                Odbiorę ci złudzenia: może cię po prostu lubi, może szanuje jako matkę swojego dziecka, może miał dobry dzień i chciał być miły, może po prostu wyjątkowo zrozumiał, że śmieci same się nie wyniosą...
                To straszne, jak ciągle utrzymujesz się w złudzeniach :(
                Zwłaszcza, że jak na tak przykrą sytuację życiową w sumie twój partner zachowuje się nienajgorzej - mimo odejścia jest zaangażowanym ojcem, również finansowo, jasno komunikuje powody odejścia i swoje stanowisko...
                Ech, kobiety :(
                • squirrel9 Re: kryzys czy rozstanie? 24.05.14, 15:16
                  A mnie złoszczą takie męskie doopki bez właściwości. Odejść ale nie do końca. Widząc, ze porzucona mu nadskakuje, zabiega, przeprasza i ma nadzieję, z premedytacją to wykorzystuje grając na jej emocjach. Najlepiej świadczy ostatni fakt - gdy ona juz zrezygnowała z terapii nagle się ożywił i ewentualnie dał się udobruchać i terapii spróbuje. Wyjechac też muszą dla dziecka, no i żeby ona odpoczęła.
                  Ona to interpretuje jako uczucia a on to rozgrywa. Może ta nowa nie do końca pewna, może jak nie wyjdzie to jest gdzie wrócić.
                  • betttika Re: kryzys czy rozstanie? 29.03.16, 03:01
                    Wpisz swoją odpowiedź
                    • betttika Re: kryzys czy rozstanie? 29.03.16, 03:01
                      Po prawie 2 latach od założenia wątku postanowiłam napisać "epilog" a przy okazji chciałam poprosić o radę...
                      A więc: wspólny wyjazd przetrwaliśmy i to chyba najlepsze określenie. Na plus mogę zaliczyć to, że kiedy maluch o 5 rano był już gotów do zabawy to odnosiłam go tacie a sama spałam do 9 :)

                      Zanim synek skończył rok małżonek wykorzystał urlop ojcowski (2tyg) i...wyjechał na zagraniczne wakacje (bynajmniej syna nie zabrał). No i to chyba przepełniło czarę.

                      W końcu dałam sobie spokój z waleniem głową w mur. W październiku 2014 byliśmy już po rozwodzie.
                      Wszystkie forumowiczki, które stawiały na inną kobietę miały rację. Pan się sprytnie kamuflował, bo najwyraźniej doskonale zdawał sobie sprawę, jakie to może mieć konsekwencje w sądzie.

                      2 lata temu pisałam, że ojcem mimo wszystko jest dobrym i wszystko wskazywało na to, że tak pozostanie. Niestety jak tylko dostał rozwód (15 minut, bez prania brudów itp.) to przestał pojawiać się u syna w tygodniu, a jak zamieszkał z nową panią to i w weekendy rzadko się pojawia. Zero wakacji czy ferii.

                      I o ile rozpad naszego małżeństwa w końcu przebolałam (nawet buduję nowy związek) to z tym pogodzić się nie umiem :( Serce mi pęka jak synek płacze z tęsknoty, jak ciągle pyta gdzie tatuś, ciągle bawi się "w tatę" itp. Próbujemy dzwonić do taty, ale poczta za każdym razem.
                      Ja mówię synkowi, że tata jest w pracy i nie może rozmawiać. Ale on nigdy nie zadzwonił do dziecka. Nie pyta jak się czuje itp. Jak odstawił dziecko po weekendzie z 40 st.gorączką to nawet nie zapytał potem co i jak...
                      Nie będę pytać jak zmienić nastawienie i zachowanie byłego męża, bo i tak wiem, że ja go nie zmienię.
                      Chciałabym za to poprosić o rady jak pomóc dziecku? Jak z nim rozmawiać (prawie 3 latka), jak tłumaczyć całą sytuację i postawę "taty", żeby cała sytuacja wywarła jak najmniejszy negatywny wpływ na rozwój synka?
                      • enith Re: kryzys czy rozstanie? 29.03.16, 16:06
                        Cieszę się, że wróciłaś na forum i dopisałaś epilog. Ja byłam jedną z tych osób, które podejrzewały, że w grę może wchodzić zwykły najzwyklejszy romans i choć bardzo nie lubię mieć w takich razach racji, uważam, że dobrze, że się o tym dowiedziałaś. Masz czarno na białym, że nie miałaś z odejściem męża absolutnie nic wspólnego. Pamiętam twoją frustrację sprzed dwóch lat, to poczucie zawieszenia, brak jakiegokolwiek wyjaśnienia ze strony męża, twoje zmęczenie takim życiem w rozkroku, no i tą twoją nadzieję, że może jeszcze uda się to poskładać. Pamiętam, że miotałaś się strasznie. Cieszę się całym sercem, że sprawa się dla ciebie wyjaśniła, że już wiesz, o co tak naprawdę chodziło. Rozwód to nic przyjemnego, ale w tym przypadku nie było innego wyjścia. Fajnie, że budujesz nowy związek. Życzę ci wszystkiego najlepszego.
                        Co do postępowania z maluchem, to niestety nie poradzę, ale są tu rozwiedzione mamy, które na pewno podzielą się swoim doświadczeniem.
                      • 71tosia Re: kryzys czy rozstanie? 29.03.16, 20:35
                        facet nie chce byc ojcem waszego dziecka i chyba tak juz pozostanie. Moze sie myle ale mysle ze dziecku mozesz pomoc oszczedzajac kontaktow na sile. Najgorsza sytuacja to taka gdzy tata co jakis czas sobie przypomina o dziecku, ale nie na tyle czesto by przywiazac sie do dziecka ale za to na tyle czesto ze dziecko zaczyna sie przywiazywac do niego i nieznosnie teskni. Jezeli masz innych panow w rodzinie (brata, swojego tate) to sprobuj nimi 'zastapic' dziecku te kontakty. A do bylego meza wystap o podwyzszenie alimentow niech przynajmnij placac co miesiac pamieta ze ma dziecko ;-)
                        • karmelowa_bombonierka Re: kryzys czy rozstanie? 30.03.16, 09:23
                          Piszesz że jesteś teraz w nowym związku. Super :) Biologiczny ojciec nie jest dla Twojego dziecka tatą, mam nadzieję że Twój nowy partner w naturalny sposób wejdzie w tą rolę. Synek to jeszcze malutkie dziecko. Trzymam kciuki żebyście stworzyli ciepłą, kochającą się rodzinę :)

                          Pomyślałabym po cichu i na spokojnie nad ograniczeniem praw rodzicielskich biologicznemu ojcu. Nie odebraniem - bo wskazań do tego nie ma, ale ograniczeniem, z zadbaniem by ustalić sądownie pobyt dziecka przy Tobie. jako argument - zaniedbywanie dziecko, nie interesowanie się nim, nie spędzanie z nim czasu, bardzo ograniczony kontakt z winy ojca.

                          Z doświadczeń koleżanek w podobnej sytuacji - szanowny "tatuś" miał gdzieś dziecko gdy to było malutkie, wymagało masy czasu, zaangażowania, pracy. I nagle poczuwał zew ojcostwa gdy dziecko było starsze - wtrącał się w sprawy wychowania, zabraniał rzeczy na które matka pozwalała, nagle żądał widzeń gdy dziecko wcale nie miało na to chęci bo facet jest mu naprawdę obcy a wręcz miało o niego duży żal, narzucał swoje zachcianki etc.

                          Takie rzeczy lepiej uregulować wcześniej, bo potem taka szarpanina jest o wiele trudniejsza - tatuś padnie przed sądem na kolana bijąc się w pierś że kocha swojego syna nad życie i zawsze kochał tylko mamusia była zła i na kontakt nie pozwalała.
                          Trudno będzie z takim tekstem walczyć.

                          Teraz masz szansę zdobyć dowody, zapisuj sobie dokładnie kiedy ojciec był u dziecka i ile czasu spędził, zapisuj kiedy dzwoniłaś i proponowałaś spotkanie etc, zapisuj smsm czy maile gdy odmawia spotkania.
                          Możesz też iść do jakiegoś psychologa dziecięcego, i po poradę jak porozmawiać z dzieckiem o tej trudnej sytuacji i po dodatkowy argument i dowód że próbowałaś się odnaleźć w tej sytuacji. Przez jakiś czas zbieraj dowody.
                          I postaraj się po ich zebraniu pewne rzeczy pozałatwiać sądownie.
                          Naprawdę, życie uczy że warto.

                          Ojciec który zjawia się u malutkiego dziecka raz na kilka tygodni, nie odbiera telefonów od niego, nie interesuje się nim - nie powinien mieć takich samych praw rodzicielskich jak matka która je wychowuje.
                          Tym bardziej że teraz to jeszcze luzik. Gorzej jeśli za jakiś czas postanowi zacząć się wtrącać w jego wychowanie. Albo np. stwierdzi że bierze je ze sobą na miesiąc na wakacje i nie masz nic do gadania.
                      • my_little_own Re: kryzys czy rozstanie? 31.03.16, 19:09
                        Ja też jestem po rozwodzie i moje dziecko jest w dokładnie takim wieku jak Twój syn, rozstaliśmy się jak było małe i niestety ojciec mojego dziecka okazał sie nieodpowiedzialny, nie chciał dziecka, nie kochał....sad zasądził kontakty, które generalnie realizujemy, ale moje dziecko nie tęskni, nie pyta kiedy się spotkają, czasami ex zapomina o spotkaniach, nie odzywa się kilka tygodni, czasem parę miesięcy...nie narzucam się ze spotkaniami, dzieci są mądre, uważam ze są dobrymi obserwatorami i widzą jak jest, dlatego nie dzwon do gościa, nie zmuszaj do spotkań, oszczędź tego swojemu synowi

                        Gratuluję nowego związku, ja nadal nie umiem nikomu zaufać...choć kilku miłych panów było zainteresowanych :P
                      • jeste_m_sobie Re: kryzys czy rozstanie? 31.03.16, 20:50
                        Hej,
                        ja właśnie się rozwiodłam (kilka godzin temu, hehe), mam czteroletnią córkę. Polecam Ci książkę pt. "Rozwód, a co z dziećmi?" Opisuje, jak komunikować się z dzieckiem na ten temat w zależności od jego wieku. Wartościowa pozycja. Generalnie ani nie broń ojca - bo przecież nie ma powodu - ani go nie oskarżaj. Jeśli nie wiesz, czemu nie przyjeżdża czy nie odbiera, odpowiadaj: "nie wiem".
                        To napawa otuchą, że budujesz nowy związek. Życzę Ci powodzenia. Czy mogłabyś napisać, jak poznałaś wybranka? U mnie generalnie trudno z poznawaniem ludzi, a nie chciałabym być do końca życia sama (z byłym mężem już prawie półtora roku mieszkamy oddzielnie).
                        Pozdrawiam Cię serdecznie
                        • betttika Re: kryzys czy rozstanie? 31.03.16, 22:36
                          Dziękuję za ciepłe słowa i rady :) Odpowiem zbiorczo, średnio ogarniam drzewko ;)
                          Mój partner angażuje się w wychowanie synka i podejrzewam że sprawdza się w tej roli lepiej niż nie jeden biologiczny tata. Bawi się z nim, opiekuje jak muszę gdzieś sama wyjść, nawet w nocy wstaje czasem :) Możliwe, że synek tęskni bardziej za "instytucją" taty niż konkretnym człowiekiem, którego widuje raz na m-c (2). Ale pewności nie mam.
                          Pozew o podwyższenie alimentów złożony kilka miesięcy temu, ale jeszcze nie było rozprawy (trzymajcie kciuki). Mam spisane wszystkie spotkania itp. Przez pierwsze m-ce zabiegałam o spotkania ojca z synem, a raczej dopytywałam czy się pojawi, bo nic nie mogłam sensownie zaplanować. W końcu odpuściłam, ale teraz przynajmniej mam maile na potwierdzenie tego,że nie realizuje kontaktów.
                          Synek sam się upiera, żeby dzwonić, więc mu nie bronię. Bierzemy telefon i dzwonimy...
                          Obecnego partnera poznałam już dawno temu jako...kolegę męża. W trakcie tych m-cy niepewności był dla mnie ogromnym wsparciem, zaprzyjaźniliśmy się a potem zrodziło się głębsze uczucie :)
                          Wątpię czy po takich doświadczeniach byłabym w stanie komuś tak szybko zaufać i wejść w nowy związek...
Pełna wersja