betttika
18.05.14, 00:02
Nawet nie wiem od czego zacząć… Jesteśmy z mężem 5 lat po ślubie, 7 lat w związku, mamy niespełna roczne dziecko. 2,5 m-ca temu pokłóciliśmy się strasznie i mąż się wyprowadził (w emocjach wyrzuciłam go). Najpierw na weekend pojechał do rodziców, weekend zmienił się w miesiąc (powiedział, że potrzebuje czasu). Po niecałym miesiącu wynajął mieszkanie i tak jest do dziś.
Zaproponowałam terapię, poszliśmy na 1 spotkanie, na którym się dowiedziałam, że nasz kryzys trwa od 2 lat (bywały trudniejsze chwile, ale mąż nigdy nie dał znać, że sytuacja jest aż tak poważna), zarzucał mi, że go nie doceniam, czepiam się itp.
Odkąd zaszłam w ciążę rzeczywiście zaczęłam od męża więcej wymagać, chciałam żeby mnie wspierał, brakowało mi jego zainteresowania, zaangażowania, czułości. Miałam wrażenie, że ciąża i pojawienie się dziecka troszkę go przerosło, mimo że ciąża była planowana przez nas oboje, nie naciskałam, nie wywierałam presji, mój zegar biologiczny nie tykał jeszcze za głośno. Za to jak synek miał ok 3 m-cy dowiedziałam się, że mąż nie chciał mieć dziecka i dzieci nie lubi… zabolało strasznie.
Usłyszałam też, że chciał już odejść, kiedy byłam w ok 10 tc., że mnie nie kocha ;(
Terapeutka uznała, że te słowa wynikają z żalu do mnie i zranienia, że widzi szanse na porozumienie, a nasze problemy wynikają z problemów w komunikacji (mąż nie mówił o swoich uczuciach w ogóle), zaproponowała kolejne spotkania, mieliśmy się zastanowić. Następnego dnia mąż powiedział, że nie chce kontynuować terapii, bo nie chce dawać mi nadziei. Powiedziałam mu, że trwanie ze sobą bez miłości tylko ze względu na dziecko nie ma sensu, ale nasze dziecko powinno być dla nas motywacją, żeby zawalczyć o ten związek. Zgodził się na 2-3 spotkania.
Czy to w ogóle ma sens? Ja jakoś nie mogę (nie chcę?) uwierzyć, że on naprawdę mnie nie kocha, z drugiej strony on jest strasznie obojętny wobec mnie, przychodzi do dziecka 2-3 razy w tygodniu i praktycznie ze mną nie rozmawia. A ja kompletnie sobie nie radzę w tym zawieszeniu, już kilka razy przeżywałam od nowa to rozstanie i ciągle mam nadzieję, że może jednak…
Nie wiem jak się zachowywać, kiedy przychodzi do dziecka, nie wiem co robić, żeby jakoś się na mnie otworzył, spojrzał bardziej pozytywnie, jak go przekonać, że warto spróbować, bo szkoda przekreślać tyle lat wspólnego szczęścia, bo tak naprawdę, nawet w ciągu tych ostatnich 2 lat sporo było naprawdę fajnych chwil...