malawojna80
21.05.14, 13:22
Witam,
jestem po rozwodzie. Mamy 3 letnią córkę. Mieszkamy z Ex b.blisko siebie.
Były mąż widuje się z córką prawie codziennie- godzinny spacer oraz co 2.weekend również spacer (czasem ok 2h). Mają świetny kontakt. Jak sa razem jestem spokojna o małą. Byli 2 razy na wyjeździe u jego rodziny na 5 dni. Wszystko ok.
Problem w tym, że ja pracuje, nie ma mnie w domu pon-pt po 11h. Do tego co 2 weekend mam studia. W czasie gdy ja jestem w pracy, z córką jest moja mama (od września przedszkole), z którą mieszkamy. Ex decyduje kiedy wpadnie do córki. Umówiliśmy się, że w niedziele ustalamy plan na cały tydzień. Tylko w praktyce, to bardzo wiąże moją mamę. Zdarza się, że Ex w ost. chwili odwołuje spacer, wraca wcześniej przez brzydką pogodę albo bo córka chciała...
Chcę ustalić precyzyjnie, stałe godziny ich spotkań (oboje mamy pełną władzę rodzicielską), ale tak, bym nie musiała podporządkowywać swojego życia do byłego męża. Proponowałam mu nawet, by zabieram córkę czasem na weekend czy choćby na cały dzień- stwierdzał, że nie ma warunków/mozliwości. Dodam, że od niedawna pracuje. Ma mnóstwo ciekawych zajęć poza tym- kapela, samochody...
Wynajmuje pokój u pewnej znajomej Pani (matka jego przyjaciela- są w mieszkaniu tylko oni. Ja z córką mieszkam w pokoju 9m2).
Jak tylko chcę coś ustalić, zarzuca mi próby ograniczenia kontaktów.
Brak mi pomysłu, asertywności i argumentów w rozmowie z nim, by mu coś narzucić.
Aktualnie moja mama ma szanse za grosze wyjechać na tydzień nad może. Chce zabrać swoja wnuczkę. Ex sie nie zgadza, ale sam tez nie jest wstanie jej zapewnić opieki na ten czas gdy mojej mamy nie będzie. Oczywiście plan jest taki, że pojadą, bo ja urlopu w tym czasie wziąć nie mogę. Nie chce z nim walczyć. Ale on zawsze znajdzie jakis argument- że nie potrafie sie zająć własnym dzieckiem, że czegos nie potrafie zorganizować, że dziecko mieszka ze mną więc ja mam obowiązek... ostatnio stwierdził, że sobie nie życzy by córka spędzała czas ze mna i z moim potencjalnym partnerem. Bo to jego dziecko i on też nie bedzie łączyl zycia prywatnego z córką (jakby to było cos innego?). Oczywiście nic z tego, bo moje całe zycie prywatne to córka więc jak się z kims zacznę widywać, to musi nas on poznać w "pakiecie":)
Wiem jak to brzmi. Ale niestety jestem za słaba by z nim dyskutować. Czasem nawet myślę, że ma racje, bo to jego dziecko i ma prawo...
Czasem po rozmowie z nim już sama nie wiem gdzie sie kończą czyje prawa, a zaczynają obowiązki i gdzie też jest ich koniec...
Zależy mi by mieli dobry i jak najczęstszy kontakt, ale nie kosztem mojego całego życia.
Wybaczcie, że sie rozpisałam, ale ciężko mi uporządkować myśli...
Miał ktos podobną sytuację? Czy ja przesadzam? Tak to juz będzie/musi wyglądać?