aneta_882
22.05.14, 08:52
witam wszystkich, forum poczytuję od dawna. Liczę na sensowne opinie w mojej sprawie.
Od 3 lat na własną prośbę mieszkam z mężem i synem oraz teściową. Gdy wracałam do pracy, którą bardzo lubię, daliśmy syna do żłobka, ale w naszej ocenie była to bardziej przechowalnia dzieci, więc zrezygnowaliśmy, a o pomoc poprosiliśmy mamę męża, która ze względu na odległość zamieszkała z nami. Teściową lubiłam, może nie miałyśmy zbyt wiele tematów do rozmów, ale szanowałam i liczyłam że nasza współpraca ułoży się dobrze, tym bardziej że po urodzeniu syna mieszkała z nami prawie miesiąc i specjalnie ze swej strony nie doradzała, tylko jak o coś pytała. Po wspólnym zamieszkaniu układało się całkiem nieźle, ale po jakimś czasie zaczęłam odczuwać że nie podoba się jej jak traktuję (!) męża i ją. Że w domu mąż pozwala mi na rządzenie, o wielu rzeczach decyduję ja, zwłaszcza jeśli chodzi o syna. Dla mojego męża jest sytuacja naturalna zwłaszcza, że przez ponad rok zajmowałam się młodym a mąż bywa że długo pracuje. Pierwsze przejawy niechęci pojawiły się po półtora roku, gdy wyjechaliśmy na wakacje - razem. Teściowa stwierdziła, że obserwuje mnie od dawna i w jej ocenie uważam mojego męża za złego ojca, bo chodzę i go kontroluję, a poszłam dać dziecku wodę o którą prosiło :( Od czasu do czasu o coś się obrażała, milczała, nawet przez kilka dni, a później wychodziło, że gdzieś w którymś miejscu powiedziałam coś co ją ugodziło do żywego. Sama przesadziłam po kilku miesiącach zwracając jej uwagę, aby nie używała wulgaryzmów do męża, któremu zarzuciła że z nią nie rozmawia (mąż opowiada o różnych rzeczach, ale mamy oboje pracę, w której nie ma afer, złych kolegów, czy koleżanek, generalnie z natury nie jest wylewny i nie opowiada się nadmiernie). Użyłam tutaj zwrotu który chyba przesądził o całej sprawie, bo powiedziałam, aby nie wyrażała się tak w naszym domu (dziecko kładło się spać i słyszało wyraźnie kłótnię wywoływaną przez teściową, pytało co się tam dzieje). Fakt mogłam pójść i powiedzieć aby w takiej sytuacji zamykali drzwi. Teściowa wpadła w złość, chciała się pakować. Przeprosiłam. Sytuacje jeszcze kilka razy już nie z takiego powodu się powtarzały, ale za każdym razem kończyło się to jej łzami, zarzutami że jej nie szanuję, moimi przeprosinami i poczuciem winy. Nawet teraz jak to piszę to trzęsą mi się ręce. Zaczęłam uważać co i jak mówię. Nawet jak za coś mam jej oddać pieniądze, to szukam takich słów, aby nie zrozumiała czegoś opacznie i odmówiła. Gdy pytam czy ugotuje zupę mówi zazwyczaj że nie wie. Mama męża nie wyręcza nas w obowiązkach domowych (właśnie oprócz gotowania 1 raz w tygodniu zupy i kończenia obiadów dla siebie i syna). Ktoś mógłby powiedzieć, że dziecko można posłać do przedszkola, tak syn chodzi, ale ma kilka chorób przewlekłych, więc jest mało i obecność teściowej w tej chwili przynajmniej upraszcza nam funkcjonowanie. Po jakimś czasie zaczęła robić mi docinki na różne tematy, a to że taka młoda, a się garbi jak własna matka (wtedy mnie zatkało, a powinnam stanąć w obronie mojej mamy). Poszłam na prawo jazdy, to powiedziała:" a kto z tobą będzie chciał jeździć? Bo ja na pewno nie.", proponuję fajną herbatę, słyszę: jak masz może być nawet z Księżyca. Apogeum była ostatnia rozmowa: 2 tygodnie temu była dłużej u siebie w domu, była majówka, później wyszedł pogrzeb. Przyjechała ze szwagierką (jej córką) i szwagrem samochodem późnym wieczorem, bo akurat oboje mieli mieć następny dzień wolny. Następnego dnia również ja miałam wolny dzień w pracy. Goście mieli zostać do popołudnia. Pojechałam ze szwagrem i synem na wizytę do lekarza, wróciliśmy, wypiliśmy kawę, chwilkę porozmawialiśmy i miałam zaległą sprawę z pracy. Usiadłam na pół godziny do komputera w tym samym pokoju i zagadywałam do nich. 2 tygodnie później dowiedziałam się że nie umiem się zachować, nie umiem podejmować gości (szkoda że niezapowiedzianych) i generalnie nie umiem prowadzić ożywionej dyskusji. Moja szala goryczy się przelała. Odpowiedziałam: że nie uważam, aby skorzystanie pół godziny z komputera, było czymś co wymagało takiej krytyki. że jestem dorosła i umiem ocenić czy coś jest niezbędne do zrobienia. Szwagier i szwagierka też nie podejmują specjalnych dyskusji, ale do nas (również męża) są ciągle zarzuty że się nie opowiadamy i milczymy. Od tego czasu teściowa do mnie się specjalnie nie odzywa, przesiaduje na balkonie, przedwczoraj poszła na 4 godzinny spacer i wróciła jak się ścimniało (chyba żeby mnie nie oglądać) - syn już popłakiwał że nie wie gdzie jest babcia i chciał się ubierać jej szukać. Ona twierdzi że nie czuje się dobrze w naszym domu (od dawna). Ja już też nie czuję się dobrze w swoim domu. Od dawna też wychodzi do innego pomieszczenia gdy przyjeżdżają do nas moi rodzice lub brat z żoną. Twierdzi że nie lubi mojej siostry (mogłaby zachować dla siebie tę informację). Mój mąż stwierdza że jego mama dużo w życiu przeszła. Tata męża zmarł gdy mąż miał kilka lat. Drugi mąż był chory psychicznie, co na pewno miało wpływ na rodzinę. Z opowieści wynika że obrażanie się to sposób na rozwiązywanie konfliktów w rodzinie teściowej, przez co część dalszej jej rodziny nie utrzymuje z nią kontaktów. Ale czy trudne życie może być wytłumaczeniem na to co się dzieje teraz w moim życiu. Jak reagować sensownie na obrażanie mnie i przytyki. Jak zachowywać się w stosunku do osoby która milczy? W dłuższej perspektywie czasu (rok) myślę, że będzie okazja do tego aby mama wróciła do siebie, ale jak żyć teraz?