tabakierka2
26.05.14, 08:57
Z mamą mam beznadziejny kontakt od zawsze - nigdy mnie chyba nie akceptowała, zawsze coś robiłam źle. Mniejsza o to.
Ostatnio mama ma fazę na 'nawracanie' mnie jeśli chodzi o moją wagę (tzn. obsesję na punkcie wagi i jedzenia - MOJEGO - ma odkąd pamiętam) - a, że mało ważę (normalnie, przy wzroście 160cm, ważę 49kg), a, że mało jem - ciągłe zaglądanie w talerz, próba kontrolowania, komentarze do mojego męża 'musisz się za nią wziąć' itd. Wczoraj natomiast przegięła - zaangażowała w jedzeniową agitację również moją babcię (wspomnieć należy, że obie panie są mocno otyłe) - teksty 'kto ci dzieci wychowa? pójdą do domu dziecka jak nie będziesz jeść' wyprowadziły mnie z równowagi. Na merytoryczną wymianę zdań nie ma szans. Żadne komunikaty do nich nie trafiają. Kiedy mówię, żeby mama patrzyła we własny talerz, bo ja od jakiegoś czasu jestem dorosła i sobie nie życzę, żeby mnie kontrolować - to jest foch i komentarze do mojego taty 'widzisz, czemu nic jej nie powiesz?'. Jak tylko może stara się zyskać popleczników - babcię, mojego tatę, mojego męża. Na szczęście panowie mają podejście normalne. Szczególnie, że jem normalnie - nie głodzę się ( choć u rodziców jakoś nie mam apetytu - nie trudno zgadnąć dlaczego), nie odchudzam.
Jak rozmawiać, jak się z taką osobą komunikować, skoro żadne komunikaty nie docierają?
Groźba, że nie będziemy do nich przyjeżdżać ani na obiady ani na kolacje - nie działają (odpowiedź mojej mamy 'twoja strata').