asertywność w stosunku do własnej matki- pomocy!

26.05.14, 08:57
Z mamą mam beznadziejny kontakt od zawsze - nigdy mnie chyba nie akceptowała, zawsze coś robiłam źle. Mniejsza o to.
Ostatnio mama ma fazę na 'nawracanie' mnie jeśli chodzi o moją wagę (tzn. obsesję na punkcie wagi i jedzenia - MOJEGO - ma odkąd pamiętam) - a, że mało ważę (normalnie, przy wzroście 160cm, ważę 49kg), a, że mało jem - ciągłe zaglądanie w talerz, próba kontrolowania, komentarze do mojego męża 'musisz się za nią wziąć' itd. Wczoraj natomiast przegięła - zaangażowała w jedzeniową agitację również moją babcię (wspomnieć należy, że obie panie są mocno otyłe) - teksty 'kto ci dzieci wychowa? pójdą do domu dziecka jak nie będziesz jeść' wyprowadziły mnie z równowagi. Na merytoryczną wymianę zdań nie ma szans. Żadne komunikaty do nich nie trafiają. Kiedy mówię, żeby mama patrzyła we własny talerz, bo ja od jakiegoś czasu jestem dorosła i sobie nie życzę, żeby mnie kontrolować - to jest foch i komentarze do mojego taty 'widzisz, czemu nic jej nie powiesz?'. Jak tylko może stara się zyskać popleczników - babcię, mojego tatę, mojego męża. Na szczęście panowie mają podejście normalne. Szczególnie, że jem normalnie - nie głodzę się ( choć u rodziców jakoś nie mam apetytu - nie trudno zgadnąć dlaczego), nie odchudzam.
Jak rozmawiać, jak się z taką osobą komunikować, skoro żadne komunikaty nie docierają?
Groźba, że nie będziemy do nich przyjeżdżać ani na obiady ani na kolacje - nie działają (odpowiedź mojej mamy 'twoja strata').
    • aqua48 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 09:22
      Groźby zazwyczaj nie działają. Najwyższy czas wprowadzić je w czyn i NIE PRZYCHODZIĆ DO RODZICÓW NA POSIŁKI. To znaczy jeśli chcesz możesz się umawiać np. na kawę po obiedzie, ale nie na obiad. Na herbatę przed kolacją ale nie na kolację. I tyle.
      • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 09:30
        tak, też tak myślę.
        Niemniej to nie załatwia tematu, bo kiedy rodzice są u nas (albo gdzieś się spotykamy) to temat znów wypływa (szczytem są np. imprezy u moich teściów, na których są również moi rodzice - i znów, szukanie popleczników wśród gości - chore to jakieś :/ ). Potrzebuję jakiegoś komunikatu, który zamknie mamie usta.
        Ciekawa sprawa: można powiedzieć drugiej osobie, że jest chuda/źle wygląda, ale w drugą stronę jest obraza (kiedy mówię np. mamo, a ty byłaś u lekarza ze swoją nadwagą? foch i obraza; mamie siadają stawy kolano i ma szpotawość kolan - z powodu nadwagi).
        • malawojna80 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 09:44
          tabakierka2 napisała:
          > w drugą stronę jest obraza (kiedy mówię np. mamo, a ty byłaś u lekarza ze swoj
          > ą nadwagą? foch i obraza; mamie siadają stawy kolano i ma szpotawość kolan - z
          > powodu nadwagi).

          A może własnie to jest metoda.
          Jak juz przestaniesz przyjeżdżać do rodziców, to z duzym prawdopodobieństwem juz nie będzie z taka lekkościa mówiła "twoja strata". Może odczuje brak córki...
          A w innych sytuacjach, może własnie trzeba jej odpowiedzieć podobna uwagą, niechce się sfochuje i siedzi cicho. Wybacz, że tak to zabrzmiało, ale bardzo dobrze sobie wyobrażam sytuację i aż sie wkurzyłam ;)

          Ja to pewnie w któryms momencie postawiłabym ultimatum- albo maja mnie za dorosłą, samodzielną osobę i zostawiają mnie w spokoju, albo nie życzę sobie ich towarzystwa w sytuacjach prowokujących takie dyskusje. Żeby nie rezygnować ze spotkań rodzinnych/uroczystości- to na imieniny moge wpaść na hernatę juz po obiedzie jak jest mama, na weselu bym siedziała przy innym stoliku, a do mamy na dzien matki- kawa albo tylko z zyczeniami... na jej zyczenie jesli nie zeczce przestac sie czepiać.

          Czego nie zrobisz, zyczę Ci powodzenia!!
        • miedzymorze Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 09:48
          Jeśli racjonalne argumenty nie działają, to chyba tylko metoda zdartej płyty, na wszystkie uwagi odpowiadasz 'Zajmij się swoim sadłem' i tyle. Jak się sfochuje, to się przynajmnie przymknie ;>

          pozdr,
          mi
          • zuzi.1 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 09:55
            Dokladnie, odpowiadaj pieknym za nadobne, typumamo zajmij sie swoja widoczna nadwaga !
          • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 10:12
            miedzymorze napisała:

            > Jeśli racjonalne argumenty nie działają, to chyba tylko metoda zdartej płyty, n
            > a wszystkie uwagi odpowiadasz 'Zajmij się swoim sadłem' i tyle. Jak się sfochuj
            > e, to się przynajmnie przymknie ;>

            chyba aż tak chamsko nie chcę się do niej odzywać.
            Wystarczy, że ona mnie rani swoim zachowaniem i słowami. Nie chcę schodzić do jej poziomu komunikacji.
            Co do unikania - da się, ale to i tak nie rozwiązuje sytuacji.
            Już i tak ograniczyłam kontakty z mamą (tata nie jest taki toksyczny), nie dzwonię do niej, unikam informowania jej o moich sprawach - a później ona dowiaduje się z innych źródeł i ma pretensje, że niczego jej nie mówię, wypomina, obraża się, rzuca aluzjami...Nie widzi przyczyn mojego zachowania w swoim podejściu.
            • adorra0 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 10:35
              tabakierka2 napisała:

              .Nie widzi przyczyn mojego zachowania w swoim podejściu.
              >
              I nie zobaczy. Jeszcze nie spotkałam osoby toksycznej skłonnej do takiej refleksji, ale może się mylę. Zresztą problem nie leży w matce tylko w Tobie, bo Ty ciągle cierpisz z powodu braku maminej akceptacji. W relacjach z matką "wychodzi " z Ciebie ta mała dziewczynka, która pragnie jej aprobaty, uznania i miłości. Nawet kosztem szacunku dla siebie.
              • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 10:43
                adorra0 napisał(a):


                > I nie zobaczy. Jeszcze nie spotkałam osoby toksycznej skłonnej do takiej reflek
                > sji, ale może się mylę.

                pewnie tak. Pewnie nie zobaczy. Z resztą zwykle za jakies kłopoty winni są wszyscy wokół, ona nigdy.

                Zresztą problem nie leży w matce tylko w Tobie, bo Ty c
                > iągle cierpisz z powodu braku maminej akceptacji. W relacjach z matką "wychodzi
                > " z Ciebie ta mała dziewczynka, która pragnie jej aprobaty, uznania i miłości.
                > Nawet kosztem szacunku dla siebie.

                nie wiem, wydaje mi się, że już nie potrzebuję jej akceptacji - raczej sposobu, żeby delikatnie i jednocześnie asertywnie powiedzieć jej, żeby się ode mnie raz na zawsze odczepiła. Tyle, że żadna metoda na nią nie działa. Tak, jakby można było powiedzieć człowiekowi 'przytyj' i ta osoba na jej życzenie to zrobi, BO ONA UWAŻA, że tak ma być.
                • fiamma75 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 11:50
                  a może żartobliwie, choć nieco złośliwie jej odpowiadać: "przytyję jak ty schudniesz".
                  • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 12:05
                    fiamma75 napisała:

                    > a może żartobliwie, choć nieco złośliwie jej odpowiadać: "przytyję jak ty schud
                    > niesz".

                    próbowałam.
                    Poskutkowało na chwilę. A potem mama wraca do swoich komentarzy + wciąga babcię, próbuje wciągnąć tatę, mojego męża (który sam jest b.szczupły, więc o mało ze śmiechu nie padnie). Za nastoletnich czasów wysłała mnie do lekarza, wmawiając anoreksję :/ lekarz ją wyśmiał, ale co z tego, skoro ona nadal napiera i ciśnie. W efekcie ani ja ani nasze dzieci nie jemy u niej (trudno czerpać przyjemność z jedzenia, kiedy ktoś Ci zagląda do talerza i komentuje 'no, dobrze, że sobie nałożyłaś. Nałóż jeszcze')

                    Co do liczenia się z jej emocjami, a nie z własnymi.
                    Chcę, żeby się ode mnie odczepiła, ale też nie chcę być chamska. To jednak moja mama.
                • adorra0 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 11:51
                  Tabakierko, ile razy już próbowałaś jej to powiedzieć asrtywnie i delikatnie? Założę się, ze przynajmniej kilka, a nie trafiło i nie trafi. Twoja mama wie , ze może sobie pozwolić na takie traktowanie Ciebie i z tej wiedzy korzysta, żeby poczuć się lepiej. Tak mają toksycy, ale to jest jej problem, nie Twój. Ty możesz zacząć stawiać granice, tylko tak długo jak uczucia mamy będą dla Ciebie ważniejsze niż Twoje nic z tego nie będzie. Zmiany są możliwe, ale to Ty sama musisz do nich dorosnąć, bo na razie to przerzucasz odpowiedzialność za swoje samopoczucie na mamę i oczekujesz , ze ona sama z siebie się zmieni. A jaki ona może mieć bodziec do zmainy w obecnej sytuacji, w której Ty tak bardzo się starasz, zeby ona nie odczuła żadnego dyskomfortu?
                  • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 12:08
                    adorra0 napisał(a):

                    > Ty moż
                    > esz zacząć stawiać granice, t

                    ale JAK:)
                    mówię:
                    'mamo, to jest moja sprawa. Dawno nie jestem dzieckiem" - jej odpowiedź: ale ja się o ciebie martwię, bo 'ty nic nie jesz'"
                    milczę, to bombarduje mnie niezliczoną ilość razy
                    wychodzę z pokoju - to jakieś rozwiązanie, tyle, że nie jestem pewna, czy metoda ucieczkowa to jest to.
                • marsylvik Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 12:39
                  Podałaś swoją wagę i wzrost, więc na szybko sprawdziłam Twoje BMI ;)
                  Norma to teoretycznie 20-25. Twoje BMI to 19.1. Masz więc lekką niedowagę, niecały punkt. Niedowagę uważa sie za znaczącą, kiedy BMI spadnie poniżej 18, więc jeśli dobrze się czujesz w swojej wadze, to obiektywnie nie masz się co przejmować.
                  A jak jest u Twojej mamy? BMI 25-30 to nadwaga, a powyżej 30 mamy do czynienia z otyłością, stanem już chorobowym. Może zaproponuj jej rywalizację, jeśli jej waga będzie odbiegała od normy mniej niż Twoja, to wtedy postarasz się z nią coś zrobić? ;)

                  Zaproponuj, a potem za każdym razem, kiedy zrobi Ci uwagę przy innych powiedz głośno, że przecież jej proponowałaś, że jak się zbliży ze swoją wagą do normy bardziej niż Ty, to Ty przytyjesz. I czekasz teraz na jej ruch, bo na razie wygrywasz :D
                  • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 12:43
                    marsylvik napisała:

                    > więc
                    > jeśli dobrze się czujesz w swojej wadze, to obiektywnie nie masz się co przejmo
                    > wać.

                    i nie przejmuję się:)

                    > A jak jest u Twojej mamy? BMI 25-30 to nadwaga, a powyżej 30 mamy do czynienia
                    > z otyłością, stanem już chorobowym.


                    mama ma wzrost 160, a waży pewnie coś koło 75-80kg?

                    Może zaproponuj jej rywalizację, jeśli jej
                    > waga będzie odbiegała od normy mniej niż Twoja, to wtedy postarasz się z nią co
                    > ś zrobić? ;)

                    no, ale co zrobić?
                    to bez sensu - ona widzi problem w ilości mojego jedzenia, w tym, jak wyglądam (wyniki krwi mam dobre, jestem zdrowa, ale mam dwoje małych dzieci i jestem ciągle w ruchu), ja zupełnie nie (no, może gdyby mozna sobie rozplanować, bo biust bym większy wybrała).


                    wszelkie formy żartobliwe do niej nie przemawiają zupełnie - sztywna jest mocno, nie ma poczucia humoru zupełnie. To na prawdę trudna osoba.
                    • marsylvik Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 16:42
                      tabakierka2 napisała:

                      > wszelkie formy żartobliwe do niej nie przemawiają zupełnie - sztywna jest mocno
                      > , nie ma poczucia humoru zupełnie. To na prawdę trudna osoba.

                      Ale tu nie o przekonywanie jej ani rozbawienie nie chodzi przecież :P
                      Tylko o to, żeby przestała Ciebie w ten sposób ranić. Wszystko jedno w sumie, czy zrozumie, że to Cię rani (a na pewno nie rozumie?), czy też raniące Cię zachowanie stanie się dla niej zwyczajnie nieprzyjemne.

                      Jeśli nie ma poczucia humoru i dystansu do siebie, tym bardziej powinno zadziałać. Takie żartobliwe wyzwanie, rzucone przecież w obronie, nie jest zbyt agresywne, napastliwe czy chamskie. A zauważyłam, że zwłaszcza osoby na pozór mało zdolne do autorefleksji dziwnym trafem nabierają tej umiejętności w towarzystwie. Myślę, że łatwiej im spojrzeć na siebie samych oczami innych, kiedy mają dookoła szerszą publiczność. I podejrzewam, że przy świadkach nie będzie zbyt ochoczo deklarowała udziału w tym "wyścigu", na pewno też utrudnisz jej w ten sposób znalezienie popleczników.

                      Powtarzanie tego samego tekstu w odpowiedzi na to samo zachowanie to typowy ruch asertywny, używany wobec opornych osobników. Dzięki temu nie pozwolisz się jej zmusić do wymyślania coraz to innych sposobów na opędzenie się od niej, nie trwonisz niepotrzebnie sił, a fakt, że Tobie się znudzi ciągłe odpowiadanie tego samego też jest na korzyść - zobojętniejesz. No i jest nadzieja, że jej się znudzi, przynajmniej w towarzystwie, że przestanie się jej emocjonalnie opłacać to skupienie na Twoim jedzeniu.


                      A tak poza tym, skoro to taki powtarzalny scenariusz, to weź sobie przejrzyj, choćby w internecie, rodzaje gier psychologicznych. Może rozpoznasz, który schemat odgrywacie, a jeśli Ci się uda to już w samej definicji każdej gry zawarty jest sposób na jej przerwanie :)
                      • panizalewska Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 16:54
                        Nie, serio. Ja mniej więcej ogarniam mamę Tabakierki, moja teściowa wygląda na podobny typ - żadną miarą niereformowalny i nic nie trafia. Pół żartem, pół serio, całkowicie serio, po dobroci, w złości. Będzie tą swoją mantrę z jedzeniem powtarzać zawsze i wszędzie, nawet jak człowiek będzie pękał z przejedzenia (np po świętach). Dokładnie tak jest u mojej teściowej, jak przyjeżdżamy. Wszystko się kręci wokół żarcia i "żebyśmy przypadkiem głodni nie byli" powtarza mniej więcej co godzinę. Do obrzydzenia.
                        • marsylvik Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 19:12
                          A są przy tym krytyczne uwagi na temat wyglądu? Było wmawianie anoreksji wbrew opinii lekarza?
                          Bo dla mnie to jest kluczowa różnica pomiędzy tym, co opisuje autorka, a tym co znam z życia i o czym, jak sądzę, piszesz, czyli przesadne dbanie starzejących się kobiet o napełnienie żołądka rodziny.
                          • panizalewska Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 20:54
                            Było, że wygląda, jak z Oświęcimia, że na pewno ma depresję, że tak nic nie je, pewnie chce się zabić, albo chory jakiś. To wystarczy?
                            • marsylvik Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 21:13
                              Oj, wystarczy... To ja nie miałam do czynienia z takimi osobnikami w swoim otoczeniu :P
                              Choć z samą nachalnością w nakłanianiu do jedzenia jak najbardziej.
                              • sorvina Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 23:03
                                Kiedyś na warsztatach asertywności ja i jeszcze jedna osoba ćwiczyliśmy podobne scenki - rodzinnego spędu, gdzie cała rodzina się rzuca obgadywać. Ja testowałam różne metody stawiania granic i im dłużej to trwało, to tym bardziej mnie przy namolności osób udających "życzliwą" rodzinkę szlag trafiał. Kolega zastosował metodę "góry spokoju, po której wszystko spływa". Z uśmiechem na ustach odpowiadał co najwyżej yhm..., przyjmując do wiadomość, że ktoś coś powiedział, nie reagując w żaden sposób. Szybko sobie "rodzinka" odpuściła.
                                Czasem nieświadomym powodem takich ataków, jest chęć odwrócenia uwagi od swoich problemów - to nie matka ma nadwagę, to córka jest za chuda. Wtedy żadne tłumaczenia nie pomogą, bo nie o to chodzi, by obawy uspokoić, ale by robić aferę wokół córki.
                                Wtedy albo olewać totalnie jak ktoś potrafi, albo na ostro z humorem lub nazywając zachowanie po imieniu, ale na grzecznie się raczej nie da.
                                Myślę, że autorka potrafi wyczuć, czy te komentarze to taka pełna miłości wyolbrzymiona troska, czy jest w nich coś nieszczerego i wrednego - element jakiejś manipulacji. Moja teściowa sprzedaje te pierwsze, moja rodzina te drugie - to naprawdę inny kaliber i te pierwsze bawią czasem, może irytują ale nie męczą.
                              • panizalewska Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 27.05.14, 10:09
                                Babci nie przekonasz, musisz jeść, jak już pękasz ;) Moja babcia lat 90 ma takie fazy, że po 30 razy trzeba odmawiać, czasami nawet dziadek się wkurza i mówi "no Wandku, już przestań! przecież powiedziała, że dziękuje!" Trochę są oboje w tym zabawni, trochę straszni. Zwłaszcza jak mówię po raz setny, że moje dziecko 2 letnie nie musi jeść codziennie ciastek, deserków itp itd. A dziadkowie w pełni władz umysłowych, żeby nie było ;)
                                No ale teściowa to już ma głębszą fiksację, prawie zawsze mnie tym wkurza, nic nie poradzę.
                                Dlatego rozumiem autorkę. No nic się nie da kurcze poradzić, tylko jakoś bezstresowo reagować dla własnego zdrowia psychicznego, nie przejmować się.
    • rycerzowa Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 12:16
      A nie prościej zachować się normalnie - czyli skoro matka zaprasza cię na obiad, i ty to zaproszenie przyjmujesz, to ten obiad wypada chyba zjeść.
      Jedz tyle, ile normalnie jesz, ani mniej ani więcej.
      I nie będzie problemu.
      • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 12:23
        rycerzowa napisała:

        > Jedz tyle, ile normalnie jesz, ani mniej ani więcej.
        > I nie będzie problemu.

        no właśnie problem jest, bo zdaniem mojej mamy JEM ZA MAŁO (ona chyba jakoś selektywnie patrzy, mam wrażenie), a nawet jeśli akurat zjem więcej, to NA PEWNO NIE JEM, SKORO JESTEM CHUDA. I w koło Macieju.
        Moje dzieci też jedzą za mało, bo jedzą, kiedy są głodne (czyli co 2-3 godziny), a nie wtedy KIEDY BABCIA SOBIE TEGO ŻYCZY.
        • rycerzowa Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 12:38
          Ale piszesz, że u mamy NIC nie jesz.
          Jeśli idzie się w gości, to odmawianie jedzenia jest zwykłym faux pas wobec gospodyni.
          Przynajmniej w naszej kulturze.

          Jasne, że dzieci jedzą max co 2-3 godziny.
          Z tego wynika, że bezpośrednio przed wizytą u babci specjalnie je karmisz, żeby tam NIC nie zjadły.
          No przestań.
          • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 12:48
            rycerzowa napisała:

            > Ale piszesz, że u mamy NIC nie jesz.
            > Jeśli idzie się w gości, to odmawianie jedzenia jest zwykłym faux pas wobec gos
            > podyni.
            > Przynajmniej w naszej kulturze.

            nie pisałam, że nic nie jem.
            nie lubię natomiast u niej jeść, bo ona śledzi każdy mój ruch i komentuje, jak sobie nakładam, ale jak nie nakładam, to też komentuje. Widzisz różnicę? jeśli nic- nie - jedzeniem jest np. zjedzenie 4 ziemniaków średniej wielkości, kotleta i mizerii....to faktycznie nic nie jem.

            >
            > Jasne, że dzieci jedzą max co 2-3 godziny.
            > Z tego wynika, że bezpośrednio przed wizytą u babci specjalnie je karmisz, żeby
            > tam NIC nie zjadły.

            no, zawsze siłą je karmię, bo przecież dzieci da się siłą nakarmić.
            A dzieci, jak to dzieci - jeden syn je namietnie ziemniaki ( potrafi zjeść porcję dorosłego, ale skoro nie zjadł mięsa, znaczy NIC nie zjadł - ma 19mcy), a drugi różnie - jeśli do kawy zje 2 kawałki ciasta + porcję lodów, to chyba normalne, że godzinę później nie zje kanapki z kiełbasą...
      • miedzymorze Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 12:34
        Przecież autorka to właśnie robi - je tyle ile potrzebuje. To jej mama na siłę chce wmusić w nią więcej i nie przyjmuje do wiadomości grzecznych komunikatów.
        Może skoro autorka nie chce odpowiadać w sposób zdecydowany (w moim odbiorze to nie jest chamstwo, ale to subiektywne) to mozna w momencie kiedy mam zaczyna swoją śpiewkę odsuwać talerz i mówić, dziękuję, właśnie mi obrzydziłaś całe jedzenie.

        pozdr,
        mi

    • panizalewska Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 12:46
      No to nie groź, po prostu nie przyjeżdżaj.
      • panizalewska Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 12:54
        U mnie identycznie ma mąż. Jego mama zawsze była po prostu gruba, tata też szybko nabrał mężowskiego brzucha. Mój mąż to chuda szczapka, wysoki, dużo jeździ na rowerze, biega, czasem pływa, lubi jeść mało i często. Zawsze jakiś kefir + twarożek + owoce itp "pokarm czempionów" ;) a nie ciągle tłuste kotlety, kiełbasy itp (choć i smalcem nie pogardzi). Taki typ. A że jedynak, z chłopskiej rodziny, to rozumiesz, jak się mamusia o niego bez przerwy "martwi"? No dramat. Jak się widzimy, to teksty, żeby się najadł co najmniej w tempie 1 na godzinę ;) On się wkurza i mamie odpowiada, jak mama coś mówi do mnie, to mówię, że dorosły i nie będę wpychać na siłę. Itp itd. Metodą zdartej płyty. Z uśmiechem, jak mamy dobry humor, z wkurwem, jak mamy zły. I już. Nic się poradzić nie da, mama ma 70 lat i jest niereformowalna. Jest z tych ludzi, co otyłość uznają za oznakę bogactwa i zdrowia (Boże, jak w Chinach, albo kurcze w Korei północnej). Taka sytuacja.
        • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 12:59
          mój mąż tez już był na tapecie, a że u niego cała rodzina szczupła (babcia męża ma 95lat, więc mimo, ze taka chuda, to dała radę 3 córki wychować i nie musiały się biedne w domu dziecka wychowywać - strzał poniżej pasa :/), to niestety moja mama rozmawiając z teściową nie trafiła na podatny grunt.
          Więc teraz się mnie czepia...A ja na prawdę próbowałam już wszystkiego - milczenie, olewanie, agresja ('hamuj emocje, dorosła jesteś!'), awantury (podobne komentarze), atak (żeby sama za siebie się wzięła, bo kolana jej zaraz pójdą; zwykle odpowiedź w stylu' o mnie się już nie martw'), no i nic.
          • zuzi.1 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 23:08
            Tabakierko możesz jeszcze spróbowac metody odpowiadania jej słowami na jej zaczepki, typu: ona do Ciebie, jedz bo wyglądasz jak anorektyczka, Ty do niej: o mnie się już nie martw, jestem dorosła!, ona wsciekłosc i dalej swoje ale podniesionym tonem, Ty do niej: "hamuj emocje, dorosła jestes i niepotrzebnie sobie podnosisz już i tak za wysokie ciśnienie" i tak dalej, aż do skutku. Odpowiadaj kompilacją słów wyrwanych z jej ust, może wówczas coś zajarzy i rób sobie z tego żarty, nie przejmuj się tym co mówi, bo się wykończysz nerwowo. Bądź uszczypliwa i celna, kopiuj wiernie jej slowa w ramach swojej riposty ;-)
    • rycerzowa Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 13:19
      Tabakierko, skoro to rozpasanie kulinarne twoje i twojej rodziny, które opisałaś, nazywasz "brakiem apetytu" i niejedzeniem, to jesteś trollem!

      Albo nie wyczuwasz matczynego sarkazmu.
      - Jasiu, ty jedz!
      - Przecież jem!
      - Ty żresz, a nie jesz!
      • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 13:30
        rycerzowa napisała:

        > Tabakierko, skoro to rozpasanie kulinarne twoje i twojej rodziny, które opisał
        > aś, nazywasz "brakiem apetytu" i niejedzeniem, to jesteś trollem!
        >

        Nie rozumiem niczego, z tego, co napisałaś.

        > Albo nie wyczuwasz matczynego sarkazmu.

        błagam....
        • verdana Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 14:11
          Może spróbuj potakiwać "Tak, wiem, ze mam problem. Tak, to choroba, bardzo ciężka, wolę o niej nie mówić", "Tak, masz rację, że sie denerwujesz", "Jak tak mówisz, to jeszcze bardziej tracę apetyty i potem słabnę z głodu". "mój lekarz mówi, ze takie uwagi sa dla mnie niewskazane i mogę się poważnie rozchorować, więc jeśli chcesz, abym wyzdrowiała, to nic nie mów, bo nie będę mogła cię odwiedzać".
          Może pomóc.
          • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 14:14
            :)
            ona wpada w czarną rozpacz, bo ani ironii/sarkazmu ani dowcipu nie 'czuje'.
            Wiesz o co chodzi? jak kiedyś mąż powiedział, że syn w domu 'dostanie lańsko' to moja mama jako jedyna w towarzystwie na prawdę się przejęła i powiedziała tacie, żeby z nami porozmawiał, bo jak to tak, żeby dziecko bić... :/ taki beznadziejny z niej przypadek. I tak truje wszystkim - podziwiam tatę, że jeszcze jej nie strzelił, bo na prawdę potrafi truć.
            Ale spróbuję - każda metoda warta próby :P
            • verdana Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 14:42
              Ależ o to chodzi, aby wpadła i dla Twojego dobra przestała komentować. Krzywdy nie zrobisz, bo Twoja matka juz i tak sie martwi. Może nawet będzie się mniej martwiła, jak sie dowie, że sie leczysz:)
    • alpepe Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 14:37
      to jest jej sposób na okazanie ci miłości. I w związku z tym trudno tu cokolwiek poradzić.
      Możesz jej wykrzyczeć w twarz, że nie chcesz być takim tłuściochem jak ona i stąd twoje pilnowanie swojej idealnej wagi, ale jak długo to będzie działało, to nie wiem.
      • lexi777 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 20:40
        Tabka musisz się po prostu uodpornić na te uwagi. Uznaj że mama jest jaka jest i akceptujesz ją z dobrodziejstwem inwentarza. Jak zacznie swoją tyradę to ją kiedyś przytul mocno i powiedz na ucho, że jest kochana, że się tak o ciebie martwi i rób dalej swoje. W jedno ucho wpuszczaj a drugim wypuszczaj... Nic nie poradzisz... Ja mam taką teściową, jedzenie to po prostu najważniejsza sprawa w świecie, jak dzieciaki nafutruje ciastem i słodyczami to się martwi, że nic nie jedzą i nie trafia nic. A zawzięcie przy tym twierdzi, że gotować nienawidzi a pół życia przy garach..Widzę ją raz na dwa tygodnie i jestem w stanie to strawić..
    • danaide Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 26.05.14, 21:04
      A może tak włączyć jej w ramach wspólnego oglądania filmu "Wielkie żarcie"? A najlepiej od razu scenę finałową!
      • aqua48 Jedyne rozwiązanie.. 26.05.14, 21:59
        Nie, nie da się takiej osoby raniącej swoimi uwagami kogoś zreformować, ani "naprawić". Jak napisałam na początku można jej tylko unikać. A dopiero na jej pytanie o powód tego unikania odpowiedzieć, że nie ma się ochoty być narażonym na ciągłe krytyczne uwagi dotyczące jedzenia. Dziwię się tylko, że ani ojciec ani mąż nie są w stanie ostro sprzeciwić się żonie i teściowej i ostro jej powiedzieć żeby raz na zawsze dała spokój córce. Nikt w tej rodzinie nie widzi, że sytuacja nie jest zabawna, a uwagi krzywdzące (ojciec turlający się ze śmiechu w reakcji na niestosowne komentarze żony) dla mnie to jakiś rodzinny horror.
        • tabakierka2 Re: Jedyne rozwiązanie.. 27.05.14, 07:14
          aqua48 napisała:

          > Dziwię się tylko, że ani ojciec ani
          > mąż nie są w stanie ostro sprzeciwić się żonie i teściowej i ostro jej powiedzi
          > eć żeby raz na zawsze dała spokój córce.

          mój mąż i tak jest na cenzurowanym :P
          z resztą moja mama ostatnio mnie zaatakowała pytaniem:
          czy K. je na śniadanie tylko chleb z tym masłem? ( mama rano podjeżdża do nas do domu i zaprowadza młodszego syna do żłobka, czasem pewnie wejdzie na górę, gdzie mąż je śniadanie)
          ja: z jakim masłem?
          tym ciemnym!
          ja" z czekoladą?
          tak, on się tak źle odżywia!
          brrrrrr.... i co z tego, że powiem, że jest dorosły i nie ingeruję w to, co mój mąż je na śniadanie :/
          taka gra: przecież ona nie chce niczego złego - ona tylko się o nas martwi

          a mój tata...cóż...podziwiam go i tak, bo ja bym dawno z mamą oszalała.
          może wycofanie i milczenie jest dla niego szansą na przerwanie ;)
          czasem powie, że on też był szczupły 'za młodu' albo, że mam figurę po babci (jego mamie), która była szczupła.

          Nikt w tej rodzinie nie widzi, że sytu
          > acja nie jest zabawna, a uwagi krzywdzące (ojciec turlający się ze śmiechu w re
          > akcji na niestosowne komentarze żony)
          dla mnie to jakiś rodzinny horror.

          nie no, tak nie jest.
          • tabakierka2 przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 07:53
            może w tym kierunku pójść?:)
            czytam
            sanatoryjne.metis.pl/wp-content/downloads/2006/przerwac_wzorzec.pdf
            i tak sobie analizuję punkt o przerywaniu gry.
            Jak można by sobie przygotować komunikat, tak, żeby doszło do destabilizacji?
            • danaide Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 08:08
              Jeszcze jedno - asertywność nie zakłada skuteczności. I z tym należy się liczyć. Skuteczne są: uległość (siadasz, wcinasz i dzieciom wpychasz...) albo agresja (ulubiona patera mamusi ląduje na ścianie obok zdjęcia ślubnego... mniam!).
              Link sprawdzę, ale na razie pozostaje sugerowane niepojawianie się w miejscu konsumpcji.
              • tabakierka2 Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 08:16
                danaide napisała:


                > Link sprawdzę, ale na razie pozostaje sugerowane niepojawianie się w miejscu ko
                > nsumpcji.
                >

                gdyby komentarze tylko do miejsc konsumpcji się ograniczały, to pewnie to byłoby skuteczne rozwiązanie - niestety mama potrafi ni z gruszki ni z pietruszki wypalić tekst, że nie jem (przykładowo - uszykowała kolację, ale nie było jej kiedy jedliśmy; kiedy przyszła jadłam którąś tam z rzędu kanapkę, ona zobaczyła tylko tę ostatnią, kwitując "no, jak ty tak jesz, to ja się nie dziwię, że same kości i skóra"). Rozumiesz sytuację? ona na podstawie mojego rzekomego 'anoretktycznego' wyglądu (nie przesadzajmy) wyrokuje, że na pewno nic nie jem. Potrafi też wciągnąć do dyskusji swoją koleżankę, która pyta mnie 'po kim ty jesteś taka chuda?' ( aż się ciśnie zapytać 'a pani po kim taka gruba?' ale to już byłoby niegrzeczne, prawda? :/ koleżanka troszkę chudsza od mojej mamy).
                • miedzymorze Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 08:50
                  tabakierka2 napisała:
                  Potrafi
                  > też wciągnąć do dyskusji swoją koleżankę, która pyta mnie 'po kim ty jesteś tak
                  > a chuda?' ( aż się ciśnie zapytać 'a pani po kim taka gruba?' ale to już byłoby
                  > niegrzeczne, prawda? :/ koleżanka troszkę chudsza od mojej mamy).

                  Jeśli koleżanka mamy wyjeżdza z takim tekstem, to nie ma żadnego powodu żeby się gryźć w język, ale z Twoich wypowiedz wynika, że 'nie chcesz się zniżać' więc pozostaje Ci tylko kłaść uszy po sobie.
                  Moim skromnym zdaniem to jest właśnie modelowa sytuacja kiedy bycie 'grzeczną' jest szkodliwe, nie jesteś już dzieckiem które się strofuje i ustawia, więc ze wszystkimi koleżankami mamusi rozmawiasz jak dorosły z dorosłym.

                  pozdr,
                  mi
                  • tabakierka2 Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 08:58
                    miedzymorze napisała:


                    > Moim skromnym zdaniem to jest właśnie modelowa sytuacja kiedy bycie 'grzeczną'
                    > jest szkodliwe, nie jesteś już dzieckiem które się strofuje i ustawia, więc ze
                    > wszystkimi koleżankami mamusi rozmawiasz jak dorosły z dorosłym.

                    >

                    nie wiem, czy ten komunikat był dorosly (' po kim jesteś taka chuda?').
                    Głupio byłoby mi odpowiedzieć 'a pani po kim taka gruba?' bo nadal na poziomie komunikacji nic z tego nie wynika...i gra nie jest przerwana. Chociaż mogłabym powiedzieć np. 'po mojej kochanej teściowej. Ona też jest taka zgrabna':D moją mamę szlag by wtedy trafił:) bo gdzieś tam chce z teściową mą konkurować;)
                    • panizalewska Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 10:14
                      tekst boski!!
                      dajesz dajesz!! :D
            • danaide Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 08:17
              Link fajny, ale przekładają stosunki państwowe na prywatne - mama jest u siebie, a Ty jesteś panią własnego ciała. Czyli kto "ma nad sytuacją kontrolę i decyduje o tym, co będzie się działo"? Czyli nie komunikaty "mamusia jest gruba, a jej kuchnia niezdrowa", ale "lubię swoje ciało (mój mąż je lubi? w tym kraju zdanie jednego chłopa = zdanie 10 bab;) i jem ile chcę"?
              • tabakierka2 Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 08:23
                danaide napisała:

                > Link fajny, ale przekładają stosunki państwowe na prywatne - mama jest u siebie
                > , a Ty jesteś panią własnego ciała.

                tak, wiem, ale chodzi mi głównie o komunikat typu Rodzic każący (surowy) i teraz moja odpowiedź. Powinna być chyba z poziomu Dorosłego.

                Czyli kto "ma nad sytuacją kontrolę i decyd
                > uje o tym, co będzie się działo"? Czyli nie komunikaty "mamusia jest gruba, a j
                > ej kuchnia niezdrowa",

                o to to.

                ale "lubię swoje ciało (mój mąż je lubi? w tym kraju zda
                > nie jednego chłopa = zdanie 10 bab;) i jem ile chcę"?
                >

                chyba o taką odpowiedź by chodziło "dziękuję za Twoją troskę. Lubię siebie i podobam się sobie, dobrze mi z sobą" Koniec. Tak byłoby w świecie idealnym :P w świecie mojej mamy będzie 'tak, ale...'
                a) kto ci wychowa dzieci ( jak co? jak umrę z głodu?)
                b) patrzeć na ciebie nie można ( to nie patrz, mama: nie bądź bezczelna albo i tak właśnie się z tobą rozmawia albo zacznij w końcu zachowywać się jak dorosła....itp. itd. znam już te teksty na pamięć - killery komunikacji)
                ....
                • pade Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 09:51
                  Ja mam takie pytanie: dlaczego Ty ciągniesz tę grę? Co Ci to daje? Bo, że masz z niej pewnie nieuświadomione korzyści, to widac jak na dłoni.
                  Gdybyś nie miała korzyści z grania z mamą w grę pt."jakas Ty chuda", powiedziałabyś na pierwszą lepszą zaczepkę: mamo, jeszcze raz powiesz coś o mojej figurze - wychodzę.
                  Może po prostu boisz się, że jak wyjdziesz, mama się obrazi. Tylko co z tego? Obrazi się i się odobrazi.
                  Ważne jest to, co Ty stracisz, kiedy będzie obrażona.
                  • tabakierka2 Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 09:58
                    ciągnę, bo nie wiem, jak ją zakończyć.
                    a daje mi to chyba tylko negatywne emocje, nic poza tym.
                    Do rodziców jeżdżę z mężem i z dziećmi - o ile ja z mężem mogę tak ot, wyjść, o tyle nie chcę robić szopki dzieciakom :/ Ale może faktycznie Twój pomysł wart zastosowania.
                    Pisałam już jak mama zareagowała na tekst, że jeśli nie przestanie, to nie będziemy do nich przyjeżdżać na posiłki - 'twoja strata'. Trochę analogicznie do Twojej propozycji.
                    Czy boję się obrazy? chyba nie - to podstawowa strategia mojej mamy, a ja już od dawna nie dzwonię z przeprosinami. Sama jest odpowiedzialna za własne emocje.
                    Czy coś stracę kiedy się obrazi? nie wiem. Nie, nie sądzę.
                    Strategia zaproponowana jest sensowna. Ale: co kiedy taki komentarz pada u mnie w domu? przecież nie powiem, że wyjdę. Tzn. mogę wyjść, np. do innego pokoju.
                    • panizalewska Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 10:19
                      U Ciebie w domu też?? O matko i córko, jakaś paranoja konkretna.
                      Nie owijaj w bawełnę, ZWŁASZCZA przy dzieciach. Jak się zapytają, czemu się kłucicie, to im wytłumacz, powiedz prawdę. Ale nie dawaj po sobie jeździć przy dzieciach, bo one widzą i się uczą, że takie dziwne relacje są OK, bo pozwalasz.
                      • tabakierka2 Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 10:33
                        no niestety sytuacja jest napięta.
                        Jak byłam młodsza, to wierzyłam w to, co ona wygaduje na mój temat.

                        Z czego wynika takie chore podejście i nadmierna koncentracja na jedzeniu i wadze?
                        moja babcia ma podobnie (ale dla niej dziecko MA BYĆ grube), więc może mama przejęła od babci?z drugiej strony zdarza się, że mówi babci, że powinna się trochę odchudzić - takie podwójne normy, bo własnej tuszy nie widzi.Taka jakby anty-anoreksja - patrzy w lustro i widzi, że jest szczupła?
                        • pade Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 11:06
                          Na pewno przejęła. To jest jakiś rodzinny schemat, do rozwikłania. Ty jesteś córką, więc jest kontynuacja. Gdybyś sama miała córkę, przeniesienie wzorca na nią, byłoby wysoce prawdopodobne. Te wzorce są najczęściej nieuświadomione. Mogło być tak, że babcia, lub prababcia dorastały w biedzie, często były głodne. Gdy same zostały matkami mogły chcieć dac swojemu dziecku wszystko, co najlepsze, czyli...jedzenie. To, czego same nie miały. Kolejne pokolenie mogło już nie miec problemów z dostępem do żywności, ale wzorzec się utrwalił: trzeba zjadać do końca, nie można wyrzucac jedzenia bo się zmarnuje, pulchne dziecko-to zdrowe dziecko etc. Wiele czynników może się na to nakładać: krytykująca matka narcyz, archetyp matki-karmicielki itp.
                          Znając historię swojej rodziny i osobowości kobiet w niej żyjących, możesz spróbować dojść do tego, dlaczego tak się dzieje, jak się dzieje:) Ale to tylko wyjaśnienie. Rozwiązanie tej sytuacji, póki co, powinno polegac na tym, byś chroniła siebie przed atakiem.
                          • tabakierka2 Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 11:14
                            w sumie ciekawa sprawa.
                            Babcia nie dorastała w biedzie (polska wieś, koniec lat 30stych, nawet wojna przeszła gdzieś obok); mama również nie (pierwsze lata na wsi, później duże miasto, problemów z jedzeniem nigdy nie było - chyba, że w drugą stronę - dla babci pulchne dziecko = zdrowe; ale dla mojej mamy już, bo potrafi krytykować, że ktoś ma za grube dziecko). Może one po prostu utożsamiają karmienie z opieką? Z kolei moja druga babcia ( od taty) jako najstarsza z 12 rodzeństwa często głodowała, jadła jakieś jagody itp. a tacie nigdy jedzenia nie wmuszała (oK, miała zapasy w zamrażarce, ale nigdy nie wmuszała), sama była b. szczupła, tata również, ja również (więc faktycznie te geny gdzieś tam idą po tej linii). Z dzieciństwa pamiętam mamę wmuszającą jedzenie. Długo to trwało.
                            Tarcza przeciwko agresji na pewno by mi się przydała.
                            Popróbuję ostatecznych rozwiązań - temat mojej wagi = wychodzimy.
                    • pade Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 10:58
                      To nie jest szopka, kochana:) Pokazujesz swoim dzieciom, że trzeba stawiać granice agresywnym zachowaniom innych. To jest dla nich pozytywna lekcja, zwłaszcza jak wytłumaczysz im odpowiednio całą sytuację.
                      Ja o tych korzyściach nie pisałam po to, by Ci dopiec, absolutnie. Po prostu warto sobie czasem u świadomić, dlaczego np. trwamy w toksycznym związku, utrzymujemy szkodliwe relacje, nie stawiamy granic itd.

                      A w swoim domu, jak najbardziej, możesz wyjść do swojego pokoju, kuchni etc.
                      Oczywiście wszystkie te wyjścia powinny być pozbawione ostentacji, krzyków itp.:)
                      • tabakierka2 Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 11:05
                        pade napisała:

                        > Ja o tych korzyściach nie pisałam po to, by Ci dopiec, absolutnie.

                        wiem, nie odebrałam tego w taki sposób:)
                        sama zaczęłam się zastanawiam, czy mam z tego jakieś korzyści - może naiwna jestem i głupio wierzę, że skoro tyle razy już jej powiedziałam, że sobie nie życzę, to ona to w końcu zrozumie, ale nie... mama po prostu zmieniła strategię drążenia tematu (włączanie osób trzecich).

                        Po prostu wa
                        > rto sobie czasem u świadomić, dlaczego np. trwamy w toksycznym związku, utrzymu
                        > jemy szkodliwe relacje, nie stawiamy granic itd.

                        pewnie z wpojonej mi nauki, że starszych należy szanować, że nie wypada pewnych rzeczy powiedzieć osobie starszej.
                        A a propos szopki robionej przy dzieciach - chłopcy lubią jeździć do dziadków (głównie do dziadka) i myślę, że gdybym nagle wstała i powiedziała 'jedziemy' to pewnie moja mama nie powstrzymałaby się od komentarzy (tak, oczywiście, to umiesz najlepiej - tego typu teksty), a nie jestem pewna, czy chcę, żeby dzieci były kartą przetargową. Żeby widziały awanturę. Są jeszcze mali (2 i 4lata) - nie wiem, jak im tłumaczyć te trudne relacje.

                        trudne to wszystko. Przerasta mnie powoli ta sytuacja.
                        • pade Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 11:13
                          Może liczysz na to, że mama Cię w końcu usłyszy?

                          Że będzie się z Tobą liczyć? Z Twoim zdaniem?

                          Jak sądzisz: usłyszy? będzie się liczyć?

                          Jeśli wciąż będziesz się gryzła w język, bo starszych trzeba szanować (co to w ogóle znaczy??), to co na tym zyskasz? A co stracisz?
                          zastanów się nad tym w wolnym czasie

                          daleko masz do rodziców? jeździsz sama czy z mężem?
                          • tabakierka2 Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 11:17
                            pade napisała:

                            > Może liczysz na to, że mama Cię w końcu usłyszy?

                            pewnie gdzieś podskórnie...

                            >
                            > Że będzie się z Tobą liczyć? Z Twoim zdaniem?
                            >
                            > Jak sądzisz: usłyszy? będzie się liczyć?

                            odpowiedź ciśnie się sama. Pocieszające (?) w tej sytuacji, że mama nikogo nie słucha i w żadnej sprawie, więc nie jestem sama :P

                            >
                            > Jeśli wciąż będziesz się gryzła w język, bo starszych trzeba szanować (co to w
                            > ogóle znaczy??),

                            dla moich rodziców i dziadków -> być potulnym, nie podnosić głosu, nie sprzeciwiać się, odnosić się z szacunkiem (co jeśli oni nie szanują Ciebie? no właśnie).


                            > daleko masz do rodziców? jeździsz sama czy z mężem?
                            >

                            odpowiednio, żeby nie widzieć się z nimi zbyt często;) jeżdżę wyłącznie z mężem i dziećmi.
                            • pade Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 11:47
                              Okazywnie szacunku to nie jest bycie potulnym, czy nie sprzeciwianie się. To raczej odpowiedni dobór słów, mowy ciała i tonu głosu, poszanowanie wartości wyznawanych przez innych etc.. Masz prawo do wymagania szacunku do siebie, a nie tylko do okazywania go innym.
                              Dzieciom możesz powiedziec, że babcia powiedziała coś, co sprawiło Ci przykrość. Jest Ci smutno i chcesz już jechać do domu. To im wystarczy, bo są małe.

                              Jeszcze jedno: byłam w podobnej sytuacji i po to, by dzieci miały dziadków grzyłam się w język tak, że mało nie odpadł. Po latach mogę Ci powiedziec, że moje "poświęcenie" można o kant d.. rozbić. Tylko siebie męczyłam, a korzyści nie było z tego żadnych.
                              Dopiero jak samą siebie zaczęłam szanować, przewartościowałam wiele spraw, relacje się poukładały, a dzieci mają z tego więcej korzyści niż kiedykolwiek przedtem.
                              • pade Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 11:49
                                gryzłam:)
                                • zuzi.1 Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 12:02
                                  Tabakierko wyjdz z roli grzecznej i potulnej corki a sprobuj wejsc w role doroslej szanujacej sie kobiety, przestan w koncu zagryzac jezyk, tylko zmus sie do cietej riposty czy to w stosunku do matki czy jej kolezanki. Jak na razie pozwalasz im przekraczac swoje granice bezkarnie i one to robia. Nastepnym razem odpowiedz kolezance mamy :a jakim prawem pozwala sobie pani na komentowanie mojej tuszy, czy ja mam sie pani zapytac dlaczego sie pani tak spasla?
                                  • pade Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 12:17
                                    To, co proponujesz Zuzi jest agresywne. W życiu nie powiedziałabym tak do koleżanki mojej mamy, a naprawdę nie jestem aniołem, ani cichą myszką. Przecież wystarczy zwykłe, ale stanowcze: proszę nie komentować mojej figury, nie chcę na ten temat rozmawiać, nie życzę sobie itp.
                                    • zuzi.1 Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 12:34
                                      Pade, jezeli kolezanka mamy jest pokroju mamy autorki watku, co jest b prawdopodobne, to takie zwykle nie zycze sobie nie bedzie skuteczne, podobnie jak w przypadku mamy autorki. Czasem trzeba byc po prostu bexczelnym, zeby zadzialalo. Ale taka raz wypowiedziana bezcxelnosc jest b skuteczna, ta pani nastepnym razem 3 razy ugryzie sie w jezyk zanim o cokolwiek autorke zapyta. Z ciezkimi przypadkami czasem nie da sie grzecznie.
                                      • tabakierka2 Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 12:38
                                        nie no, ta koleżanka nie jest taka zła - nie mam z nią częstego kontaktu, ale też nie chcę być dla niej chamska.
                                        Myślę, że ona z kolei pośmiałaby się, gdybym powiedziała tekst o teściowej, do której mam podobną figurę :P
                                        • zuzi.1 Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 12:43
                                          Tabakierko troche za b dbasz o uczucia innych a zdecydowanie za malo o swoje wlasne :)
                                          • tabakierka2 Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 12:47
                                            zuzi.1 napisała:

                                            > Tabakierko troche za b dbasz o uczucia innych a zdecydowanie za malo o swoje wl
                                            > asne :)

                                            wiesz, osoby, które moja mama uwikłała w agitację są tutaj w tym całym konflikcie zupełnie 'niewinne'. Szkoda, żeby im się oberwało rykoszetem.
                                            • zuzi.1 Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 13:06
                                              Ale to sa dorosle i myslace osoby, wiec przestan je wybielac, tylko potraktuj adekwatbie do tego jak sie zachowuja. Gdy bedziesz tak wszystkich ktorzy przekraczaja Twoje granice tak latwo oczyszczala z winy, to nigdy sie sama SKutecznie nie obronisz przed ludzmi, ktorzy nie szanuja innych i ich granic.
                                              • zuzi.1 Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 13:15
                                                A jak Tabakierko myslisz, czy kolezanka mamy zadajac Ci pytanie pomyslala o tym ja Ty sie po tym poczujesz? :) Watpie:( Ja w stosunku do takich ludzi stosuje prosta zadade: Jak kuba bogu tak bog kubanczykom i o dziwo takie osoby szybko sie ucza na co moga sobie w stosunku do mnie pozwolic, to lepsze niz setki wypowiedzianych prosb.
                                                • verdana Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 13:43
                                                  Myślę, że pytanie "Po kim ty taka chuda" ni jest na tyle agresywne, aby wdeptywać koleżankę w ziemię. Jesli ktoś mógłby sie obrazić, to prędzej mama, którą potraktowano jako grubasa.
                                                  Problemem nie jest mama, ale to, ze nie potrafisz przejść nad uwagami mamy do porządku dziennego i traktujesz je jako nieustanną krytykę. A ja nie jestem pewna, czy to jest taka prosta krytyka, czy nieustający niepokój, któremu mama daje wyraz. Wyobraźmy sobie, ze nie jesteś szczupła, ale stale kaszlesz. Wtedy stałe pytania mamy, dlaczego kaszlesz i dlaczego nic z tym nie robisz miałyby zupełnie racjonalny sens.
                                                  Mama jest przekonana, ze coś Ci jest, dlatego jesteś chuda. Nie wiem, czy to sie da opanować, naprawdę.
                                                  • tabakierka2 Re: przerwanie gry psychologicznej 27.05.14, 13:53
                                                    verdana napisała:

                                                    >
                                                    > Mama jest przekonana, ze coś Ci jest, dlatego jesteś chuda. Nie wiem, czy to si
                                                    > e da opanować, naprawdę.

                                                    pewnie jest tak, jak napisałaś.
                                                    Ona tak to uzasadnia.
                                                    Ale tak było od zawsze - skończyło się na tym, że wysłała mnie do lekarza, który spojrzał na nią, jak na wariatkę (bo mama zdiagnozowała mi anoreksję). Byłam wtedy nastolatką. Później zaglądała w talerz mojemu mężowi (bo tez szczupły), a potem nasłała na nas pediatrę do starszego syna, bo 'wychudzony' (był wtedy niemowlakiem). Pediatra w ogóle nie widziała problemu.
                                                    Dlatego twierdzę, że to już wykroczyło poza standardową troskę, a weszło w jakieś neurotyczne lęki i konieczność kontroli mnie i mojej rodziny.
                                                  • marsylvik Re: przerwanie gry psychologicznej 29.05.14, 14:12
                                                    tabakierka2 napisała:

                                                    > Dlatego twierdzę, że to już wykroczyło poza standardową troskę, a weszło w jaki
                                                    > eś neurotyczne lęki i konieczność kontroli mnie i mojej rodziny.

                                                    To może... jej to powiedz? Skoro tak właśnie myślisz. Powiedz jej, szczerze i bez złej intencji, że to jej zachowanie trwa tak długo, ma takie natężenie, że się o nią martwisz. Tylko lepiej wybrać spokojny moment. Wtedy, kiedy Ty jesteś spokojna, no ona oczywiście też. Może nie jako odpowiedź, nie jako asertywną odzywkę jak w temacie, tylko sama zacznij przy innej okazji. Powiedz, że lekarz twierdzi, że wszystko z Tobą w porządku, ona przecież o tym wie, więc zaczynasz się naprawdę martwić, czy to nie jest jej obsesja, czy nie ma jakichś lęków związanych z Twoją wagą. I zostaw temat. Tylko to musi być rzeczywiście z troski powiedziane, nie ze złości, nie w obronie. Możliwe (i pewnie tak będzie), że i tak się obrazi, ale może coś przemyśli?
                                  • marsylvik Re: przerwanie gry psychologicznej 29.05.14, 11:05
                                    zuzi.1 napisała:

                                    > Tabakierko wyjdz z roli grzecznej i potulnej corki a sprobuj wejsc w role doros
                                    > lej szanujacej sie kobiety, przestan w koncu zagryzac jezyk, tylko zmus sie do
                                    > cietej riposty czy to w stosunku do matki czy jej kolezanki. Jak na razie pozwa
                                    > lasz im przekraczac swoje granice bezkarnie i one to robia. Nastepnym razem odp
                                    > owiedz kolezance mamy :a jakim prawem pozwala sobie pani na komentowanie mojej
                                    > tuszy, czy ja mam sie pani zapytac dlaczego sie pani tak spasla?

                                    Jak dla mnie genialne! :D
                                    Może dla niektórych, wydaje mi się że dla Tabakierki też (ale to ona decyduje), zbyt ostre. Natomiast to o rolach, o wyjściu z roli córki, młodszej, dziecka - genialne. Może wystarczy sobie wyobrazić, że to nie mama, nie koleżanka mamy, a nasza własna koleżanka z pracy na przykład się tak do nas odezwała? Może wtedy będzie łatwiej wyczuć, jaka reakcja jest tak naprawdę adekwatna?
    • po-trafie Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 27.05.14, 17:42
      > Jak rozmawiać, jak się z taką osobą komunikować, skoro żadne komunikaty nie doc
      > ierają?
      > Groźba, że nie będziemy do nich przyjeżdżać ani na obiady ani na kolacje - nie
      > działają (odpowiedź mojej mamy 'twoja strata').

      przeczytalam watek dosc uwaznie i mam wrazenie, ze z jednej strony piszesz, ze mama tak od lat. Ze tak zawsze. Ze i mama i babcia: "nigdy mnie chyba nie akceptowała", "Żadne komunikaty do nich nie trafiaja" etc.
      Pytasz o to, jak zablokowac te konwersacje, agitacje, wypytywania i naciski...

      I teraz na logike: skoro jak sama opisujesz, nic nie skutkuje. Skoro, jak opisujesz, mama jest niereformowalna. Skoro, jak opisujesz, nie ma szans na zerwanie kontaktow: sa dzieci, sa imprezy rodzinne u tesciow itp..
      To czy jest szansa na to, zebys popatrzyla na siebie w lustrze i powiedziala sobie szczerze: "niewazne, co zrobie lub powiem, mama i tak bedzie dalej komentowac"?

      Kosztuje cie to nerwy, szukasz rozwiazania, ale co jesli go po prostu nie ma? Jesli nie masz wplywu na swoja mame i jej zachowanie, jednoczesnie kontakty dalej beda, to jedyne co mozesz, to zmienic swoje podejscie.
      Nie wdawac cie w rozmowe, nie dac wyprowadzic z rownowagi. Wiedziec ze takie komentarze beda ale nie brac ich do siebie. Nie zaciskac zebow, piesci i zoladka tylko po prostu powiedziec sobie, ze jestes szczesliwa pania swojego ciala. Twoje cialo jest piekne jakie jest, ty je szanujesz, ty o tym wiesz, kto to ma rozumiec, to rozumie, a kto nie rozumie ten nigdy nie zrozumie.

      Zbywalabym takie komentarze wymijajacymi odpowiedziami 'moze, pomysle nad tym' 'kto wie' 'mhm.' aha..' albo nawet bez slowa, z roztargnionym usmiechem. Ba, mozna nawet podziekowac za troske.
      Mama bedzie mowic, ty bedziesz to wpuszczac jednym uchem i wypuszczac drugim. Jesli czegos nie da sie zmienic, to nie warto z tym walczyc kosztem wlasnych nerwow.
      • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 28.05.14, 11:33
        po-trafie napisała:

        > J
        > esli czegos nie da sie zmienic, to nie warto z tym walczyc kosztem wlasnych ner
        > wow.

        może jest to klucz?
        jeśli nie mogę zmienić jej podejścia, to muszę chyba własne.
        Chyba długa droga przede mną jeszcze.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 29.05.14, 15:29
      Myślę, że dobrą strategią jest nie zwracanie uwagi na mamy słowa, nie podejmowanie rozmowy na ten temat, nie komentowanie, nie grożenie, nie roztrząsanie ich ukrytego czy jawnego znaczenia.
      To, że Pani jakkolwiek reaguje podtrzymuje tę sytuacje i daje mamie do ręki kolejne pomysły.
      Ta strategia może okazać się o tyle prosta, że temat jest realnie naprawdę błahy.
      Przecież jest Pani dorosłą osobą, mama już nie ma realnego wpływu na to co , kiedy i jak Pani je.
      Więc czemu to tak Panią bardzo irytuje?
      Być może dlatego, że staje się dobrym polem do konfrontacji dla Was obu, nie tylko dla mamy.
      Zaniechać reakcji. Wtedy mamie zniknie motywacja oraz partner do nieustających pojedynków. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 30.05.14, 08:09
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        >
        > Więc czemu to tak Panią bardzo irytuje?
        > Być może dlatego, że staje się dobrym polem do konfrontacji dla Was obu, nie ty
        > lko dla mamy.

        Irytuje mnie to, ponieważ cały czas czuję się obserwowana, oceniana, krytykowana - mama próbuje mnie kontrolować, pomimo, że od dawna nie jestem dzieckiem. Drażni mnie jej próba wtłoczenia mnie ponownie w rolę dziecka, na które można wpływać (a jej stretegia wpływu to groźba, przymus, kontrola właśnie).
        Być może, jak pani pisze - jest to dla nas pole do ciągłej konfrontacji - mojej potrzeby autonomii i jej potrzeby? nie wiem, jakiej...

        > Zaniechać reakcji. Wtedy mamie zniknie motywacja oraz partner do nieustających
        > pojedynków.

        oczywiście, spróbuję.
        Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i pomysły.
        • verdana Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 30.05.14, 19:55
          A ja sie obawiam, ze "zaniechać pojedynków" to typowa książkowa rada. W poradnikach w takim wypadku mama po pewnym czasie sie nudzi, albo przestaje zwracać uwagę. W życiu realnym albo zaczyna sie awanturować "Dlaczego nie odpowiadasz! Nie słyszysz , co do Ciebie mówię? Mówię, żebyś jadła, a Ty milczysz, od razu wiedziałam, ze jesteś chora! Nie masz dla mnie szacunku, jak mówię, to chciałabym, abyś grzecznie odpowiadała" - i to jest scenariusz optymistyczny. W pesymistycznym matka poczuje się uprawniona do robienia uwag i po jedzeniu przyjdzie pora na ubieranie się, wychowanie dzieci, czas wolny i sposób prania.
          Poza tym, mama zwraca nie tylko Tobie uwagę, ale takze dzieciom. I wtedy Twoim obowiązkiem jest reagować, bo dzieci nie mogą być ofiarami żadnej techniki, którą przyjęłaś, aby nie walczyć z matką.
          • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 07:29
            verdana napisała:

            > A ja sie obawiam, ze "zaniechać pojedynków" to typowa książkowa rada. W poradni
            > kach w takim wypadku mama po pewnym czasie sie nudzi, albo przestaje zwracać uw
            > agę. W życiu realnym albo zaczyna sie awanturować "Dlaczego nie odpowiadasz! Ni
            > e słyszysz , co do Ciebie mówię? Mówię, żebyś jadła, a Ty milczysz, od razu wie
            > działam, ze jesteś chora! Nie masz dla mnie szacunku, jak mówię, to chciałabym,
            > abyś grzecznie odpowiadała" - i to jest scenariusz optymistyczny. W pesymistyc
            > znym matka poczuje się uprawniona do robienia uwag i po jedzeniu przyjdzie pora
            > na ubieranie się, wychowanie dzieci, czas wolny i sposób prania.

            trafiłaś w sedno!
            po weekendzie - rodzice i teściowie, dzień dziecka, u nas na ogrodzie. Mama proponuje teściowej roślinę z naszego ogrodu (???). Głupia sytuacja. Mówię "widzę, że się nie krępujesz". Mama " o co ci chodzi? a kto to posadził?!" mówię "miło by mi było, gdybyś choć zapytała" mama: "nie wiedziałaś, że kradzione lepiej rośnie?". Nie mam już sił. Ryczeć mi się chce :/ chyba tracę nadzieję, że kiedyś się w ogóle dogadamy.

            > Poza tym, mama zwraca nie tylko Tobie uwagę, ale takze dzieciom. I wtedy Twoim
            > obowiązkiem jest reagować, bo dzieci nie mogą być ofiarami żadnej techniki, któ
            > rą przyjęłaś, aby nie walczyć z matką.

            nie mam pomysłu na tę obronę :(
            starszak nie chciał się z nią pożegnać - tekst 'poczekaj, aż ty będziesz coś chciał od babci'. Na nasze uwagi komentarz 'skoro go tak wychowujecie i się zgadzacie...' i foch :(
            Czy my w ogóle mamy jakąś szansę? czuję się w czarnej d...
            • aqua48 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 08:45
              tabakierka2 napisała:

              .dzień dziecka, u nas na ogrodzie. Mama pro
              > ponuje teściowej roślinę z naszego ogrodu (???). Głupia sytuacja. Mówię "widzę,
              > że się nie krępujesz". Mama " o co ci chodzi? a kto to posadził?!" mówię "miło
              > by mi było, gdybyś choć zapytała" mama: "nie wiedziałaś, że kradzione lepiej r
              > ośnie?". Nie mam już sił. Ryczeć mi się chce

              Zamiast delikatnych sugestii spróbuj wprost powiedzieć otwartym tekstem: mamo nie życzę sobie żebyś dysponowała MOIMI roślinami z MOJEGO ogrodu.
              A na jej - a kto to posadził, bla bla bla - odpowiedź dalej w tym stylu - rozdawaj SWOJE od moich proszę trzymaj się z dala.

              > starszak nie chciał się z nią pożegnać - tekst 'poczekaj, aż ty będziesz coś ch
              > ciał od babci'. Na nasze uwagi komentarz 'skoro go tak wychowujecie i się zgadz
              > acie...' i foch :(

              Tu postąpiliście bardzo dobrze, dziecko należy brać w obronę.

              > Czy my w ogóle mamy jakąś szansę?

              Tak, sprzeciwiajcie się za każdym razem kiedy matka narusza Wasze granice. Nie delikatnie sugerując, że postąpiła niewłaściwie tylko ostro i głośno protestując przeciwko jej zachowaniu. Ale musicie jej fochy i obrazę w reakcji na zabranianie wtrącania się w wasze życie i dyrygowanie nim wliczyć w koszty i kompletnie je ignorować. Bo tak na prawdę to tylko jej problem..Traktujcie ją jak nabzdyczonego sześciolatka.

              • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 09:22
                aqua48 napisała:

                > Zamiast delikatnych sugestii spróbuj wprost powiedzieć otwartym tekstem: mamo n
                > ie życzę sobie żebyś dysponowała MOIMI roślinami z MOJEGO ogrodu.
                > A na jej - a kto to posadził, bla bla bla - odpowiedź dalej w tym stylu - rozda
                > waj SWOJE od moich proszę trzymaj się z dala.

                kłopot w tym, że dom i działkę dostaliśmy 'w spadku' od moich rodziców. Teraz chyba tego żałuję, bo widać, pomimo, że zaadaptowaliśmy wszystko do własnych potrzeb, chyba nie do końca możemy czuć się u siebie.


                >
                > Tu postąpiliście bardzo dobrze, dziecko należy brać w obronę.

                ostatecznie i tak babcia wygłosiła jak to źle wychowujemy dziecko, że ono nie chce się z nią pożegnać (tylko z nią, z dziadkiem i moimi teściami syn normalnie się pożegnał, więc albo czuje te kwasy i trzyma 'moją stronę' albo coś innego jest na rzeczy).
                • aqua48 Tabakierko 02.06.14, 12:44
                  tabakierka2 napisała:

                  > > Zamiast delikatnych sugestii spróbuj wprost powiedzieć otwartym tekstem:
                  > mamo nie życzę sobie żebyś dysponowała MOIMI roślinami z MOJEGO ogrodu.

                  > kłopot w tym, że dom i działkę dostaliśmy 'w spadku' od moich rodziców.

                  To żaden kłopot, ani nie niewdzięczność tylko stawianie granic i nadal masz prawo tak matce w SWOIM domu i na SWOJEJ działce powiedzieć. Masz prawo dodać: mamo teraz to jest mój dom, moje rośliny i moja działka. Pomyśl, gdybyś dostała od matki majtki to miałaby prawo brać je sobie będąc u Ciebie, żeby trochę ponosić?

                  > dziecko należy brać w obronę.
                  >
                  > ostatecznie i tak babcia wygłosiła jak to źle wychowujemy dziecko,

                  No i co z tego? Od tych jej tyrad woda płynie pod górę, psy dostają wścieklizny, czy mleko się warzy?

                  • tabakierka2 Re: Tabakierko 02.06.14, 12:59
                    aqua48 napisała:


                    > To żaden kłopot, ani nie niewdzięczność tylko stawianie granic i nadal masz pra
                    > wo tak matce w SWOIM domu i na SWOJEJ działce powiedzieć. Masz prawo dodać: mam
                    > o teraz to jest mój dom, moje rośliny i moja działka.

                    ja to doskonale wiem, ale co z tego?
                    odpowiedziała niby sarkastycznie niby żartobliwie 'kradzione lepiej rośnie'. Tu nie ma pola na stawienie granicy. Pokazała, że ma moje zdanie głęboko w...Pewnie sama to widzisz. A następnym razem (zapewne, znając ją) 'ukarze' mnie nawiązując do tej sytuacji. Będzie próbowała, jak zwykle.
                    • aqua48 Re: Tabakierko 02.06.14, 13:23
                      tabakierka2 napisała:

                      >masz prawo tak matce w SWOIM domu i na SWOJEJ działce powiedzieć. Masz prawo doda
                      > ć: mamo teraz to jest mój dom, moje rośliny i moja działka.
                      >
                      > ja to doskonale wiem, ale co z tego?
                      > odpowiedziała niby sarkastycznie niby żartobliwie 'kradzione lepiej rośnie'. Tu
                      > nie ma pola na stawienie granicy.

                      Owszem jest - odpowiedź mogłaby być np. taka: wstydziłabyś się dawać zły przykład wnukowi, on ma 6 lat i lepiej od ciebie wie, że kraść nie wolno...
                      albo ostrzej - w naszym domu szanujemy przykazania i życzymy sobie aby się do nich pod naszym dachem stosować, nie jesteś droga mamusiu wyjątkiem.


                      > A następnym razem (zapewne, znając ją) 'ukarze' mnie nawiąz
                      > ując do tej sytuacji. Będzie próbowała, jak zwykle.


                      No to się nie daj, zerwij wszelkie hamujące Cię obciążenia typu - ale to mama, ale ja nie mogę być wobec niej niewdzięczna, albo niegrzeczna, ale ona się obrazi.

                      Potrenuj przed lustrem - wyobraź sobie że mama Ci mówi coś przykrego, a Ty na nią wyjeżdżasz - spokojnie, ale stanowczo - nie życzę sobie, żebyś tak mówiła, nie życzę sobie żebyś się tak zachowywała, koniec tej dyskusji, wychodzimy, mam dość takiego traktowania, do widzenia.. itp. Patrz w lustro, wyobrażaj sobie w nim mamę i mów na głos.

                      A jeśli hamulce są zbyt silne to zerwij kontakty i idź na terapię. Innej, skutecznej drogi nie ma.
                      • zuzi.1 Re: Tabakierko 02.06.14, 13:49
                        Dokładnie, albo przyjmij po prostu do wiadomosci, że ze zdrowiem psych. mamy nie wszystko jest OK (tak wiem, to też nie jest łatwe) i wówczas traktuj ją jak osobę niepełnosprawną emocjonalnie, stwórz sobie w głowie dystans do jej zachowań, bo jeśli wiesz, że któreś dziecko ma np. SILNE adhd lub inne problemy, to czy traktujesz je dokładnie tak jak inne dzieci w jego wieku, czy przykładasz do tego konkretnie dziecka nieco inną miarę? To samo powinnaś zrobic w stosunku do swojej matki, to sprawi, że nie będziesz odczuwała bólu, poczucia winy, gdy odpowiesz w taki czy inny sposób na jej naruszające Wasze granice zachowania. Pomyśl sobie w duchu, ojej znowu mamie włącza się jej "zaburzone wew. dziecko" ;-)
          • marsylvik Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 03.06.14, 12:38
            verdana napisała:

            > A ja sie obawiam, ze "zaniechać pojedynków" to typowa książkowa rada. W poradni
            > kach w takim wypadku mama po pewnym czasie sie nudzi, albo przestaje zwracać uw
            > agę. W życiu realnym albo zaczyna sie awanturować "Dlaczego nie odpowiadasz! Ni
            > e słyszysz , co do Ciebie mówię? Mówię, żebyś jadła, a Ty milczysz, od razu wie
            > działam, ze jesteś chora! Nie masz dla mnie szacunku, jak mówię, to chciałabym,
            > abyś grzecznie odpowiadała" - i to jest scenariusz optymistyczny. W pesymistyc
            > znym matka poczuje się uprawniona do robienia uwag i po jedzeniu przyjdzie pora
            > na ubieranie się, wychowanie dzieci, czas wolny i sposób prania.
            > Poza tym, mama zwraca nie tylko Tobie uwagę, ale takze dzieciom. I wtedy Twoim
            > obowiązkiem jest reagować, bo dzieci nie mogą być ofiarami żadnej techniki, któ
            > rą przyjęłaś, aby nie walczyć z matką.

            Myślę, że możesz mieć dużo racji. Dodatkowo powstrzymanie się od reakcji, kiedy ktoś wyrządza nam jakąś szkodę, choćby szarpie nasze nerwy czymś "nieistotnym" bywa bardzo trudne, dodatkowo często powoduje jeszcze większe szkody dla nas, w takim sensie, że tłumione uczucia kierują się do wewnątrz, mogą powodować na przykład bóle głowy, pleców czy inne objawy somatyczne... Nie zawsze więc jest to złota rada (choć dla niektórych może być dobrą strategią w wielu sytuacjach, nie przeczę).

            Odpowiem, przewrotnie, fragmentem z podręcznika (:
            Co prawda nie do końca na temat ten podręcznik, bo mówi, jak sobie radzić z gniewem bliskiej osoby, a nie z manipulacjami czy bierną agresją innych, niemniej dla mnie cenna wskazówka dotycząca stawiania granic, z czym sama miewam wciąż problemy. Książka z pewnością traktuje nie tylko o gniewie i czystej agresji, choć na tym się skupia.

            Za ewentualne literówki przepraszam, przepisywałam tekst ręcznie.

            W. Doyle Gentry
            Kiedy kochasz gniewnego człowieka

            Rozdział 10, ostatni podrozdział

            Skutki milczenia i bycia miłym w świetle nauki
            Ponad dwadzieścia lat temu brałem udział w badaniach skutków udzielania informacji zwrotnych na zachowania agresywne. Badania eksperymentalne były prowadzone wśród studentów college'u. Studentów poproszono, żeby ustawiali różne poziomy wstrząsów elektrycznych dla kolegi, z którym współzawodniczą. Ich reakcja była uznawana za tym bardziej agresywną, im wyższy był poziom wstrząsu. Współzawodnictwo w połowie przerwano i wówczas studenci:
            1) nie otrzymali żadnej informacji zwrotnej lub
            2) wysłuchali rzeczowego komentqarza przeciwnika, który poinformował ich, że aplikowane przez nich wstrząsy były silniejsze niż trzeba, lub
            3) usłyszeli agresywny komentarz przeciwnika, który nazwał ich idiotą lub mendą.
            Następnie współzawodnictwo wznowiono. Jak sądzisz, która grupa ustawiała najwyższy poziom wstrząsów w drugiej części badania? Otóż pierwsza, czyli ci, którzy nie dostali żadnej informacji zwrotnej od przeciwników, którzy zapewne starali się po prostu być mili. Zatem, co wydaje się zaskakujące, w sytuacji, gdy jesteśmy źle traktowani, najgorszą taktyką okazuje się przemilczanie tego. Natomiast najlepszą, przynajmniej według tych badań, jest uświadomienie drugiej osobie, że zachowuje się w sposób, który nas krzywdzi - jednak należy to zrobić bez obrażania jej i odpowiadania gniewem na gniew. Takie podejście budzi w niej empatię, jakiej nie uzyskamy przy dwóch pozostałych typach reakcji.
        • differentview Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 08:18
          > Irytuje mnie to, ponieważ cały czas czuję się obserwowana, oceniana, krytykowan
          > a - mama próbuje mnie kontrolować, pomimo, że od dawna nie jestem dzieckiem. Dr
          > ażni mnie jej próba wtłoczenia mnie ponownie w rolę dziecka, na które można wpł
          > ywać (a jej stretegia wpływu to groźba, przymus, kontrola właśnie).

          zauwaz tylko, ze mama moze probowac kontrolowac ale to tylko jej proby- jesli nie bedziesz reagowac na jej proby ona bedzie czula coraz wieksza frustracje a Ty dalej rob swoje( nakladaj sobie tyle ile chcesz albo wcale); co z tego, ze matka chce Cie wtloczyc w role dziecka i miec wplyw na Ciebie skoro po Tobie bedzie to splywac jak po kaczce? pozwol jej odczuwac coraz wieksza frustracje ale nie przejmuj sie jej emocjami; moja matka np czesto uwaza, ze moj wegetarianizm mi nie sluzy i kiedy czasem bedac u niej proponuje mi obiad z miesem- po prostu przekladam je ze swojego talerza z powrotem do garnka; ona oczywiscie czuje sie sfrustrowana- no ale trudno, takie zycie;)
          • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 08:26
            differentview napisała:


            > skoro po Tob
            > ie bedzie to splywac jak po kaczce?

            sęk w tym, że nie spływa, a ja mogę milczeć, oczywiście, ale to mi nie służy, bo wewnętrznie się gotuję i ponoszę koszty takiego tłumienia emocji (najbardziej dostrzegalne - ból głowy). W sensie nie umiem udawać, że mam to gdzieś, bo nie mam. I przeżywam te jej zachowania.
            • differentview Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 08:50
              tabakierka2 napisała:

              > differentview napisała:
              >
              >
              > > skoro po Tob
              > > ie bedzie to splywac jak po kaczce?
              >
              > sęk w tym, że nie spływa, a ja mogę milczeć, oczywiście, ale to mi nie służy, b
              > o wewnętrznie się gotuję i ponoszę koszty takiego tłumienia emocji (najbardziej
              > dostrzegalne - ból głowy). W sensie nie umiem udawać, że mam to gdzieś, bo nie
              > mam. I przeżywam te jej zachowania.
              >
              >
              odpowiedz sobie uczciwie na pytanie- dlaczego nie splywa jak po kaczce? przeciez jestes dorosla, robisz co chcesz, jesz co chcesz, masz idealna figure modelki, podobasz sie mezowi, kolezanki z nadwaga, bedace non stop na diecie moga Ci zazdroscic- wiec dlaczego przejmujesz sie akurat niedojrzalymi zachowaniami matki? masz swiadomosc, ze ona chcialabym Cie kontrolowac, masz swiadomosc, ze to patologiczna chec i masz swiadomosc, ze jako dorosla osoba nie musisz sie poddawac tym manipulacja- wiec gdzie lezy problem?
              • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 09:03
                mam wrażenie, że milczenie będzie oznaczać to, że zgadzam się, z tym co mówi. Że nie protestuję przeciwko jej zachowaniom, bo nie chronię siebie i swojej rodziny. A to spowoduje, że ona nigdy nie da mi żyć. Możliwe, że tej sytuacji nie da się po prostu ukrócić.
                • aqua48 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 09:17
                  tabakierka2 napisała:

                  > mam wrażenie, że milczenie będzie oznaczać to, że zgadzam się, z tym co mówi. Ż
                  > e nie protestuję przeciwko jej zachowaniom, bo nie chronię siebie i swojej rodz
                  > iny. A to spowoduje, że ona nigdy nie da mi żyć. Możliwe, że tej sytuacji nie d
                  > a się po prostu ukrócić.

                  Oczywiście, że się da, ale nie tak jakbyś chciała. Masz kilka możliwości:

                  - na wszelkie uwagi matki wzruszać ramionami i robić swoje nie przejmując się nimi kompletnie, tak jakby nie istniały
                  -odpowiadać za każdym razem ostro i stanowczo nie przejmując się fochami matki jako reakcją i uznając, że jej foch to jej problem, nie Twój
                  -wychodzić za każdym razem kiedy matka naruszy Twoje granice - wychodzić od niej z całą rodziną (o, widzę, że musimy się zbierać, pa) mówić jej - "mamo jesteś już zmęczona, chyba musisz wrócić do siebie - Józio Cię zaraz odwiezie" gdy Wam składa wizytę i zaczyna się wtrącać.
                  - odizolować się od matki - nie zapraszać, nie składać wizyt. Samej przejść się na terapię, poćwiczyć asertywność, odbudować poczucie własnej wartości i dopiero kiedy będziesz w stanie stawić matce czoła np. jedną z wyżej wspomnianych metod, ostrożnie nawiązać ponownie kontakty.
                • differentview Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 09:29
                  tabakierka2 napisała:

                  > mam wrażenie, że milczenie będzie oznaczać to, że zgadzam się, z tym co mówi. Ż
                  > e nie protestuję przeciwko jej zachowaniom, bo nie chronię siebie i swojej rodz
                  > iny. A to spowoduje, że ona nigdy nie da mi żyć. Możliwe, że tej sytuacji nie d
                  > a się po prostu ukrócić.

                  ??? jak to? przeciez nie zgadzasz sie z tym co mowi, robisz swoje, cieszysz sie swoja prawidlowa waga a matka nie ma zadnej mocy by nie dac Ci zyc, niby jak? tyle jej co sobie pogada a Tobie nikt do glowy pistoletu nie przyklada bys brala jej slowa serio ; przeciez gdyby nie to, ze wyprowadza Cie z rownowagi swoimi tekstami- ona nie ma zadnej innej mozliwosci kontroli i wpywu na Ciebie i Twoja rodzine; ale nie poprzez zaciskanie zebow i tlumienie wscieklosci tylko poprzez zobaczenie absurdalnosci jej dzialan i olanie tych tekstow- nie widzisz absurdalnosci tej sytuacji? to tak jakbym ja jako wegetarianka zaczela sie przejmowac wszystkimi ludzmi, ktorzy sa swiecie przekonani, ze jedzenie miesa jest czlowiekowi niezbedna do zycia- po co? to jest moja decyzja, przeczytalam na ten temat wiecej niz przecietny czlowiek, mam swoje powody i motywacje i chocby 90% ludzi wokol mnie twierdzilo, ze powinnam jesc mieso, moge sie tylko usmiechnac, zrozumiec, ze tak wlasnie uwazaja i podziekowac za obiad- i nic sie we mnie nie gotuje
                • pade Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 09:31
                  "Dorośli mogą stosować wobec swoich dzieci szantaż emocjonalny (Forward, Frazier, 1999). Służy on wymuszeniu podległości pod groźbą konsekwencji uderzających w podstawy wzajemnej relacji. Osoby stosujące szantaż emocjonalny można podzielić na cztery grupy:
                  - "Prokurator" - nie kryje się z tym, co robi. Jego zdecydowanie i brutalne postawienie sprawy ma skruszyć opór. Z uderzeniem czeka do momentu, gdy słabość ofiary gwarantuje skuteczne zastraszenie. Bywają sytuacje, w których szantażyści nie muszą zabierać głosu, a ich formą nacisku jest wymowne milczenie. Im więcej zależności łączy ofiarę ze sprawcą, tym większe ma on możliwości oddziaływania. Za nieakceptowane zachowanie w jednej dziedzinie może on grozić karą w innej. "Prokuratorzy" demonstrują pełne skupienie na własnych, wyolbrzymionych potrzebach, są wobec siebie bezkrytyczni, natomiast nie zauważają potrzeb swoich ofiar.
                  - "Biczownik" - stosuje odmienny schemat postępowania. Żeruje on na empatii swojej ofiary i dlatego jego groźby dotyczą tego, co stanie się z nim samym, jeżeli jego żądanie nie zostanie spełnione, np. "Nie kłóć się ze mną, bo się rozchoruję". W relacji rodzic-dziecko korzystanie ze schematu "biczownika" powoduje dodatkowe zamieszanie związane z faktem, że sprawca sam wchodzi w rolę dziecka, zaś swoją ofiarę przedstawia jako omnipotentnego dorosłego, od którego decyzji zależy los innych.
                  - "Cierpiętnik" - odgrywa rolę dotkniętej wszelkimi plagami osoby ubezwłasnowolnionej, której los zależy od zainteresowania, jakie okaże mu jego ofiara. "Cierpiętnik" wyolbrzymia wszystkie swoje nieszczęścia i stara się wmówić ofierze, że tylko ona jest w stanie zmienić sytuację. Jeżeli ofiara próbuje o niego zadbać, wówczas piętrzy trudności. Dąży do tego, aby ofiara zrezygnowała z prób pomocy, zyskując pretekst do kolejnych wyrzutów.
                  - "Kusiciel" - proponuje ofierze nagrodę w zamian za podporządkowanie. Nagrodą może być miłość, pieniądze, czy pomoc w karierze. "Kusiciel" zazwyczaj nie dotrzymuje kontraktu i w ostatniej chwili odsuwa nagrodę poza zasięg swojej ofiary. Czyni to jednak na tyle umiejętnie, aby możliwie długo zachować wiarygodność i móc powtórzyć manipulację przy innej okazji.
                  O skuteczności działania szantażysty decyduje to, czy zdoła przekonać swą ofiarę o jej osobistych korzyściach z poddania się szantażowi. Dlatego sprawca angażuje się w działania, które tworzą sprzyjający klimat dla jego poczynań.
                  Przykładem takich technik jest przedstawianie oporu ofiary jako przejawu jej bezradności i zagubienia, podczas gdy sobie szantażysta przypisuje mądrość i dobre intencje. W relacji rodzic-dziecko taka asymetria jest prawdziwa, co zmniejsza szansę dziecka na opór wobec szantażu. Niezależnie od tego sprawca może powiększać asymetrię poprzez wmawianiu dziecku, jak wielka jest między nimi dysproporcja, np. słowami "Tyle dla ciebie robię, a ty znowu mnie zawiodłeś".
                  Inną techniką jest patologizacja ofiary, czyli sugerowanie, że jej opór wynika z choroby, lub zaburzeń emocjonalnych. Na poparcie tej opinii rodzic może przytoczyć przeżyte wspólnie nieszczęśliwe wydarzenia, podając rzekome problemy emocjonalne dziecka jako ich przyczynę. Innym rodzajem patologizacji jest czynienie wyrzutów, że dziecko nie odpłaca się miłością w takim stopniu, w jakim oczekiwałby rodzic. W domyśle ma to wynikać z zaburzeń emocjonalnych dziecka, ponieważ rodzic nie ma sobie nic do zarzucenia.
                  Może się też zdarzyć, że sprawca w swoich działaniach wykorzystuje osoby trzecie, które mają uwiarygodniać jego intencje. Może być to lubiany przez dziecko członek rodziny, lub znajomy. Jeżeli dziecko widzi go jako współuczestnika szantażu, wówczas dużo trudniej jest mu odmówić.
                  Narzędziem, które ma osłabić opór dziecka, a jednocześnie odizolować je od otoczenia i uzależnić od rodzica jest stosowanie negatywnych porównań. Słowa typu "Twoja siostra nigdy by nie pozostawiła takiego bałaganu w pokoju" zmuszają dziecko do porównywania się z innymi osobami, których kompetencje są sztucznie zawyżane. Jeżeli dziecko czuje się zagrożone tą fikcyjną rywalizacją, będzie bardziej skłonne do zaakceptowania żądań rodzica-szantażysty i "odzyskania" w ten sposób jego pozytywnej opinii o sobie"
                  • pade Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 09:31
                    ""Moje dziecko - mój rywal"
                    Krzywdzące postępowanie rodziców wobec własnych dzieci może być efektem rywalizacji z nimi. W zdrowej rodzinie dziecko jest traktowane jako pewnego rodzaju reinkarnacja rodzica i siła dziecka jest emanacją jego siły. Zdobywanie przez dziecko kompetencji i jego sukcesy są dla rodzica nagrodą i powodem do szczęścia. W rodzinie zaburzonej rodzic w kontakcie z dzieckiem nie potrafi zapomnieć o własnych deficytach i na obecną relację przenosi problemy z dzieciństwa. W efekcie może się zdarzyć, że rywalizacja sprzed lat z własnymi rodzicami, czy rodzeństwem, jest kontynuowana w nierównym starciu z potomstwem.
                    Źródłem problemów może być także niska samoocena rodzica, któremu dorastające dziecko przypomina o słabościach i przemijaniu. Kobiety patrząc na swoje córki czują, że zaczynają się starzeć, zaś ich uroda więdnie. Pojawia się wtedy skłonność do poniżania córek przed mężami. Także dla mężczyzn rozwój męskości własnych synów może budzić poczucie zagrożenia.
                    Rodzice rywalizujący z własnymi dziećmi dokładają starań, aby udowodnić im swoją wyższość. Dziecko uczy się, że w drażliwych obszarach ma być z definicji gorsze od rodzica. Jeżeli wbrew temu założeniu zacznie jednak odnosić sukcesy, wówczas doświadcza poczucia winy. Aby zyskać spokój umysłu dziecko powinno potwierdzić dominację rodzica i swój brak osiągnięć."
                    • pade Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 09:33
                      "Wyrażany przez dzieci sprzeciw i ich chęć do zaspakajania własnych pragnień są jak najbardziej naturalne i nie wykluczają szansy dojścia poprzez negocjacje do rozwiązania korzystnego dla wszystkich. Problemem rodziców stosujących przemoc emocjonalną jest niezdolność do zaakceptowania frustracji, która towarzyszy odmowie ze strony dziecka. Wiąże się ona z głębokimi, żywymi lękami przed stratą - aby jej uniknąć są oni gotowi na dowolnie brutalne zachowania. Słowo "nie" w ustach dziecka jest sygnałem jego usamodzielnienia i budzi w nich intensywne emocje. Rodzice tacy mają zazwyczaj własną historię niepokoju i braku poczucia bezpieczeństwa. Doświadczenia z przeszłości nauczyły ich, że nie można nikomu ufać, więc nie ufają nawet własnym dzieciom. Boją się samotnej i nieszczęśliwej starości, próbują zatem przywiązać do siebie dzieci nie zważając na koszty.
                      Sprawcy przemocy emocjonalnej tworzą na użytek otoczenia - w tym rodziny - swój nowy obraz, aby poradzić sobie z własną przeszłością i własnymi słabościami. Jest w nim to, czego w rzeczywistości brakuje, czyli siła i kontrola. Dążąc do utrzymania kontroli rodzice tacy przyznają sobie nadzwyczajne prawa do zaprowadzania porządku i rozdzielania kar. Karanie oznacza przejście do ofensywy, oznacza siłę i odporność, a jednocześnie wycisza lęk przed stratą. Na nieszczęście dla dzieci, w tym zachowaniu nie ma miejsca na introspekcję i uporanie się z rzeczywistymi problemami."
                      • pade Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 09:35
                        Tabakierko, wkleiłam Ci te fragmenty, bo mam wrażenie, że odnajdziesz w nich swoją mamę.
                        Jesteś od niej emocjonalnie uzależniona, dlatego tak ciężko Ci mówić NIE.
                        Sądzę, że gdy to przepracujesz będzie Ci dużo łatwiej reagować na różne sytuacje.
                        • tabakierka2 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 09:41
                          pade napisała:

                          > Tabakierko, wkleiłam Ci te fragmenty, bo mam wrażenie, że odnajdziesz w nich sw
                          > oją mamę.

                          niestety - tak:(


                          > Sądzę, że gdy to przepracujesz będzie Ci dużo łatwiej reagować na różne sytuacj
                          > e.

                          ale w jaki sposób?
                          jak to przepracować?
                          • pade Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 09:59
                            Najlepiej na terapii. To bardzo ważne, żebys zobaczyła jaką role odgrywałaś w tym układzie, jakie szkody Ci wyrządzono, ważne, żebyś to opłakała i nauczyła się inaczej reagować.
                            Sama z siebie się tego nie nauczysz. Żeby dojrzeć emocjonalnie (a potem odciąć mentalną pępowinę), musisz to "zobaczyć" i poczuć. Korzystanie wyłącznie z literatury też nie pomoże, bo zostaną jeszcze uczucia, które, jeśli nie będą "odmrożone", prędzej czy później wpłyną na Ciebie w niszczący sposób.
                            Emocje nie znikają. Kumulują się w ciele. Mają wpływ na zdrowie, myśli i przekonania, a te z kolei na reakcje, które często stają się nieadekwatne do sytuacji.
                            Gryząc się w język, spinając się przy mamie, kumulujesz w ciele złość. Ona zresztą już tam była, razem z bólem, którego doświadczyłaś w dzieciństwie. Takie emocje powodują wydzielanie hormonu stresu. Im więcej stresu, tym gorsze samopoczucie, a z biegiem czasu gorsze zdrowie.
                            Idź na terapię dla swojego dobra.
                            • differentview Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 10:18
                              pade napisała:

                              > Najlepiej na terapii. To bardzo ważne, żebys zobaczyła jaką role odgrywałaś w t
                              > ym układzie, jakie szkody Ci wyrządzono, ważne, żebyś to opłakała i nauczyła si
                              > ę inaczej reagować.
                              > Sama z siebie się tego nie nauczysz.

                              przesadzasz; przyjmujac taka perspektywe to wszyscy powinni biec na terapie i latami oplakiwac swoje dziecinstwo; czasem wystarczy zaryzykowac jaks zmiane w swoim zachowniu, czasem warto podpatrzec jak w podobnej sytuacji zachowuja sie ludzie, ktorzy juz przerobili podobny problem, czasem warto zaprosic na taki rodzinny obiad np przyjaciolke, ktora ma dystans i potrafi prawidlowo zareagowac lub rozladowac sytuacje lub podzielic sie swoja refleksja, ktora pozwoli Ci spojrzec na sytuacji w inny sposob itd.
                              • pade Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 10:27
                                Nie trzeba latami, wystarczy dwa razy:D
                                Żartuję:)
                                Ja nikogo nie namawiam do rozdrapywania ran, obwiniania rodziców czy długoletniej terapii.
                                Po prostu czasem sytuacja nas przerasta, przyjaciółka mówi: ja bym jej powiedziała tak, żeby jej w pięty poszło, forum radzi: odetnij się, a autorka nie zrobi ani jednego ani drugiego. Obawia się, że jeśli tak postąpi, może coś stracić. Poza tym jej mama (czytałam dwa wątki autorki) wygląda na osobę dość toksyczną. Żeby sobie z taką radzić i się nie poharatać, trzeba mieć siłę (wewnętrzną) i wiedzieć jak.
                                Wyraziłam swoje zdanie, Ty możesz miec inne, kropka:)
                              • pade Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 10:28
                                Aha, i jeszcze jedno. Jak się tak czasem przyglądam ludziom, z racji relacji zawodowych, mam wrażenie, że zdecydowanej większości terapia bardzo dobrze by zrobiła:)
                                • marsylvik Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 03.06.14, 13:37
                                  pade napisała:

                                  > Aha, i jeszcze jedno. Jak się tak czasem przyglądam ludziom, z racji relacji za
                                  > wodowych, mam wrażenie, że zdecydowanej większości terapia bardzo dobrze by zro
                                  > biła:)

                                  Jeżeli patologiczne zachowania lub postawy zauważasz u większości, to prawdopodobnie powinnaś zrewidować swoją definicję patologii :)))
                                  Większość jakoś tam wyznacza normę. A przynajmniej normę statystyczną. Jak się cały świat myli, a ja jedna mam rację - to dla mnie światełko ostrzegawcze, może to jednak ja się mylę?

                                  Inna sprawa, że braki różnego rodzaju mają raczej wszyscy. Ładnie to ujmuje dział psychologii zajmujący się dojrzałością i traktujący kryzysy jako bodźce potrzebne do rozwoju. Rozwój przez całe życie. Dojrzewanie przez całe życie. Dojrzałość mechanizmów obronnych. Nie ma tam mowy o złych mechanizmach obronnych - one są (mniej i bardziej dojrzałe), wszyscy im podlegamy, mają swoją funkcę, obrony naszej psychiki właśnie. Czasem nam szkodzą, kiedy są zbyt niedojrzałe, kiedy nie dysponujemy tymi właściwymi dla danej sytuacji, dojrzalszymi mechanizmami obronnymi. Ale nawet te niedojrzałe są potrzebne, a nawet pożyteczne, jeśli innych nie mamy. No i wg tej szkoły dojrzewamy całe życie. Nie ma osobowości zupełnie dojrzałych. Życie to rozwój. Zdrowie to rozwój. Zawsze możemy reagować jeszcze dojrzalej, zachowywać się i myśleć dojrzalej niż dotąd.

                                  Owszem, można się wtedy załamać: jak to, nie ma ludzi dojrzałych? wszyscy zajmują się niedojrzale?
                                  Ale można też zobaczyć, że każdy zachowuje się jakoś tam dojrzale. Mniej lub bardziej. Dojrzalej, niż pół roku temu. Dojrzalej, niż ktoś inny. To powód do optymizmu.

                                  Co widzisz na stole?
                                  Szklankę w połowie pustą, czy w połowie pełną? (;

                                  W takim ujęciu, zgadzam się, że każdemu treningi psychologiczne, czy większa doza autorefleksji by się zdecydowanie przydała. Ale nie nazywałabym tego terapią, tylko raczej kursem, szkoleniem czy z angielska coachingiem.
                                  • pade Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 03.06.14, 13:46
                                    Hmm, jeśli uważasz, że na terapię chodzą jedynie Ci, którzy wykazują zachowania patologiczne, to nie mam pytań...

                                    Co do rozwoju, dojrzałości...aktualnie studiuję na SWPS.
                                    Coaching.
                                    Także, dziękuję za informacje, ale są mi one znane, już od dawna:)
                • differentview Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 10:27
                  tabakierka2 napisała:

                  > mam wrażenie, że milczenie będzie oznaczać to, że zgadzam się, z tym co mówi. Ż
                  > e nie protestuję przeciwko jej zachowaniom, bo nie chronię siebie i swojej rodz
                  > iny. A to spowoduje, że ona nigdy nie da mi żyć. Możliwe, że tej sytuacji nie d
                  > a się po prostu ukrócić.

                  jeszcze a propos tego, ze matka nie da Ci zyc- musisz sobie uswiadomic, ze to jest kompletna bzdura; matka tylko na tyle moze utrudniac Ci zycie na ile Ty jej na to pozwolisz; nie jestes ubezwlasnowolniona, nie jestes dzieckiem, nie jestes od niej zalezna finansowo, masz swoje zycie i swoja rodzine- sprecyzuj moze co niby ta Twoja matka moglaby zrobic by nie dac Ci zyc? pogadac sobie, ze jestes za chuda? no prosze Cie...
                  • zuzi.1 Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 13:53
                    Najciekawsze jest to, że wiele osób mających tego typu matki jest w podobny sposób od nich uzalezniona emocjonalnie, podobnie reagują na propozycje stawiania takim matkom granic i odczuwają podobne poczucie winy w takich sytuacjach. To ciekawe jak mózgi ludzkie są w stanie dac się uzaleznic i podporządkowac emocjonalnie. Ciekawe czy osoby toksyczne mają w ogóle świadomosc, że uzalezniają swoimi toksycznymi zachowaniami i manipulacjami drugiego człowieka, dziecko, czy robią to świadomie, czy kompletnie nieświadomie...
                    • differentview Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 14:17
                      zuzi.1 napisała:

                      > Najciekawsze jest to, że wiele osób mających tego typu matki jest w podobny spo
                      > sób od nich uzalezniona emocjonalnie, podobnie reagują na propozycje stawiania
                      > takim matkom granic i odczuwają podobne poczucie winy w takich sytuacjach. To c
                      > iekawe jak mózgi ludzkie są w stanie dac się uzaleznic i podporządkowac emocjon
                      > alnie. Ciekawe czy osoby toksyczne mają w ogóle świadomosc, że uzalezniają swoi
                      > mi toksycznymi zachowaniami i manipulacjami drugiego człowieka, dziecko, czy ro
                      > bią to świadomie, czy kompletnie nieświadomie...

                      mi sie wydaje, ze to sie dzieje nieswiadomie, po prostu inaczej nie potrafia, tym bardziej, ze ta strategia im sie sprawdzala przez lata; jak czytam o tym poczuciu winy to szlag mnie trafia- dorosle kobiety, ktore drza przed tym matkami jak jakiejs niewolnice a jak czasem juz maja dosc i chcialyby powiedziec szczerze co mysla to automatycznie wpadaja w poczucie winy- to sie ciagle w tych watkach przewija; maja po prostu wyprane mozgi przez te matki, nic tak sie nie nadaje do manipulowania jak wpedzanie w poczucie winy
                    • differentview Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 02.06.14, 14:18

                      zuzi.1 napisała:

                      > Najciekawsze jest to, że wiele osób mających tego typu matki jest w podobny spo
                      > sób od nich uzalezniona emocjonalnie, podobnie reagują na propozycje stawiania
                      > takim matkom granic i odczuwają podobne poczucie winy w takich sytuacjach. To c
                      > iekawe jak mózgi ludzkie są w stanie dac się uzaleznic i podporządkowac emocjon
                      > alnie. Ciekawe czy osoby toksyczne mają w ogóle świadomosc, że uzalezniają swoi
                      > mi toksycznymi zachowaniami i manipulacjami drugiego człowieka, dziecko, czy ro
                      > bią to świadomie, czy kompletnie nieświadomie...

                      mi sie wydaje, ze to sie dzieje nieswiadomie, po prostu inaczej nie potrafia, tym bardziej, ze ta strategia im sie sprawdzala przez lata; jak czytam o tym poczuciu winy to szlag mnie trafia- dorosle kobiety, ktore drza przed tym matkami jak jakiejs niewolnice a jak czasem juz maja dosc i chcialyby powiedziec szczerze co mysla to automatycznie wpadaja w poczucie winy- to sie ciagle w tych watkach przewija; maja po prostu wyprane mozgi przez te matki, nic tak sie nie nadaje do manipulowania jak wpedzanie w poczucie winy
                • marsylvik Re: asertywność w stosunku do własnej matki- pomo 03.06.14, 12:52
                  tabakierka2 napisała:

                  > mam wrażenie, że milczenie będzie oznaczać to, że zgadzam się, z tym co mówi. Ż
                  > e nie protestuję przeciwko jej zachowaniom, bo nie chronię siebie i swojej rodz
                  > iny. A to spowoduje, że ona nigdy nie da mi żyć. Możliwe, że tej sytuacji nie d
                  > a się po prostu ukrócić.

                  I bardzo możliwe, że się nie mylisz. Kto lepiej wie, jak ta cała sytuacja wygląda i ile Cię kosztuje, niż Ty sama? Kto lepiej od Ciebie wie, jak się Twoja matka wobec Ciebie naprawdę zachowuje?

                  Natomiast jestem pewna, że sytuację da się ukrócić. Ostatecznie przecież zawsze można zerwać kontakty. Pytanie tylko, czy warto, czy cena jaką za jej ukrócenie zapłacisz Ty, czy Twoje dzieci, nie jest za wysoka.

                  No i jeszcze jedna sprawa: jeżeli sama postanowisz, że nie będziesz odpowiadać, bo nie warto, to zapewne strategia zadziała. Będziesz miała poczucie, że to Ty tak zdecydowałaś, nabierzesz dystansu, nawet jeśli zachowania matki to nie zmieni. Ale jeśli obierzesz taki sposób postępowania tylko dlatego, że psycholog tak radziła, a ona się zna przecież, albo forumki, a ich jest dużo, nie mogą się wszystkie mylić ;) to może się okazać, że robiąc sobie wbrew nie tylko nie poprawisz sytuacji, ale jeszcze pogłębisz problem. Także super, że szukasz podpowiedzi, że poznajesz inne punkty widzenia, ale pamiętaj, że to Twoje życie, Twoja matka, Twoja decyzja i Twoje nerwy. Tym bardziej, że trzeźwo, dojrzale oceniasz sytuację, nie o odwet Ci chodzi, przynajmniej o ile potrafię to ocenić czytając Twoje wypowiedzi.
Pełna wersja