Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy?

27.05.14, 09:48
Witam,

Jestem mamą 4,5 letniego synka, do tego żoną. Normalna rodzina. Syn jest wspaniały, mądry, rozsądny, jest naprawdę moją dumą - w towarzystwie słyszę pochwały od innych, jest bardzo ułożony, ma fajne pomysły, ogromną wyobraźnię. Oczywiście jak to z dzieckiem, miewamy mniejsze lub większe problemy, np jest uparty, nie słucha nas, ma swoje tempo - co nie zawsze jest fajne, np rano jak się spieszę do pracy. Ostatnio mamy problem z robieniem kupy. Robi normalnie, na sedes, ale nie wiem dlaczego czasami coś się zblokuje i kilkakrotnie zabrudzi bieliznę, zanim zrobi. O ile jest to w domu, to staram się rozumieć, zawsze mu powtarzam: raz może zdarzyć się każdemu, ale jak drugi lub trzeci raz popuszcza w majtki to nie ukrywam że sie wkurzam. Tłumacze mu, rozmawiamy.
Ostatnio poszliśmy do naszych dobrych znajomych. Oczywiście syn popuścił, poszłam z nim do toalety, niestety tak się złożyło, że "przy okazji" pobrudził sedes, wannę - ocierając się o to przypadkiem, łazienka wąska. No wkurzyłam się.
I teraz sedno: moja reakcja w takich sytuacjach jest nie do końca dobra. To znaczy trafia mnie klasyczny szlag, robi mi się gorąco, zalewa mnie nagła fala złości. Zaczynam mówić podniesionym głosem, zdarza mi się zabluźnić. Takie sytuacje nie są codziennością, zdarzają się sporadycznie, ale jak się zdarzą to katastrofa. Mnie jest potem wstyd, kompletnie sobie nie radzę z tym, nie potrafię tego zatrzymać. Z reguły reaguję tak w sytuacji, gdy np pracuję nad czymś od dłuższego czasu, coś wydaje się logiczne, a i tak nie działa - jak z tą kupą.
Z reguły kontroluję się wśród ludzi, ale teraz u tych znajomych faktycznie się wkurzyłam. Znamy się od wielu lat, spędzamy razem wakacje itp, więc myślałam, że znają mnie i zrozumieją, że każdemu zdarza się błąd. Na przestrzeni lat widzieli mnie w takiej sytuacji może z kilka razy. I teraz ten kolega zadzwonił do mojego męża, czy ja to będę takie akcje na wakacjach robiła itp. Oczywiście mąż ujął się za mną, że jestem dobrą matką, każdemu zdarzają się gorsze dni itp. Ale włączyła mi się lampka kontrolna. Może powinnam coś ze sobą zrobić? Iść do psychologa, brać leki uspokajające? Z reguły ten najwiekszy nerw dopada mnie tuż przed okresem....
Reasumując: metoda nasza wychowawcza jest taka, że rozmawiamy, tłumaczymy - nie bijemy, nie szarpiemy, nie ma kar i nagród, codziennie po 100 razy powtarzamy synowi że go kochamy itp. Ale zdarzają mi się takie akcje, przy których tracę rezon. Mąż mówi, że robię sie taka dzika w oczach.... Prosze o porady czy i co powinnam robić?
Oczywiście kolega ma swoje problemy, jak spotykamy się bez dziecka to potrafi pokazać rogi wobec swojej żony, ale nie przyszłoby mi palnąć, czy nie będzie robił żonie awantur na wczasach.... ;-/
    • alpepe Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 27.05.14, 10:52
      potrzebujesz, w sumie wystarczy, byś pamiętała, że jesteś przed okresem i wtedy od razu zaczniesz się kontrolować. Byliście we dwoje u znajomych, trzeba było wysłać męża, by posprzątał, bo ty masz nerwy. Zawsze w takiej sytuacji, kiedy podchodzi ci gula z wściekłości, musisz wyjść. Twoje dziecko może mieć problem ubikacyjny do 8. r. ż., tak sobie to zakoduj i tyle. Nerwy cię jeszcze raz ogarną i poza hormonami i bodajże castagnusem niewiele da się poradzić na PMS, ale możesz przy pierwszym takim nerwie momentalnie obliczyć, ile do miesiączki i to już pomoże.
      • panizalewska Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 27.05.14, 11:11
        O to też fakt. świadomość własnego PMSa dobrze robi. Ja wtedy byłam bardziej łaskawa dla siebie (góra lodów ze śmietaną i polewą czekoladową oraz inne drobne przyjemności ;) ) ale starałam się bardziej uważać, co i jak mówię do ludzi. + góra magnezu i było dobrze :)
      • malawojna80 Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 27.05.14, 12:08
        Trochę Cie rozumiem. mam 3 letnia córkę- bardzo kumatą, rozsądną. Aż czasem zapominam się, że ma tylko 3 lata i wymagam od niej więcej, bo naprawdę dużo rozumie i potrafi. Jednak wydaje mi się, że Twój synek może mieć te problemy jeszcze kilka lat- to normalne u dzieci, a Twoja reakcja może bardzo mu utrudnić poprawę stanu rzeczy (jeśłi już nie ma na nia wpływu).
        Tak jak napisała Alpepe- zacznij liczyc ile masz do okresu i staraj sie dogadać z M, by Cię wyręczał w takich stresowych momentach. Jak nie ma M w pobliżu, to może posadź synka na sedesie, rozbierz i zabezpiecz ubranie, by sie nic juz nie ubrudziło więcej i wyjdx na chwilkę, odetchnij, pomyśl jakiego masz kochanego synka, który akurat ma problem i potrzebuje Twojej pomocy i wsparcia :) i wróc do wc, pogadaj z synkiem, może mu sie uda zrobic w tym czase kupę na sedes, a Ty zajmiesz sie majtkami.. potem czyszczenie pupy i spokojna rozmowa, że dzieciom to się zdarza, i że można nauczyć sie nad tym zapanować i jak będzie ćwiczył, to sie na pewno uda itd itp... z resztą sama wiesz, bo tak robisz- tj. tłumaczysz.

        Jeśli to nie pomoże- to wizyta u psychologa z pewnościa nie zaszkodzi. Ale z tego co piszesz, nie sądzę byś potrzebowała pomocy osób trzecich, raczej M i chwili spokoju w tych trudniejszych momentach :)

        A zachowanie kolegi... może sie martwił, wystraszył.. ale jak piszesz- nie znacie sie od wczoraj. Zapytałabym w prost o co mu chodziło z telefonem do M, który BTW zachował się świetnie mówiąc Ci o tym i obierając Twoja stronę- inaczej sobie tego nie wyobrażam! :)

        Trzymam kciuki :)
    • panizalewska Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 27.05.14, 10:54
      A pijesz dużo kawy? Jak tak to łykaj końskie dawki magnezu, powinno zrównoważyć wypłukiwanie z organizmu przez kawę, i wkurw przed okresem będzie mniejszy.
      Cała reszta, no kurcze, każdemu rodzicowi się zdarza, zwłaszcza emocjonalnej i hormonalnej matce. Mnie też do szału by doprowadzało rozmazywanie kupy po całej łazience przez 4,5-latka. Czasami moja 2-latka tak robi i też nie jest miło. To niestety wymaga CIĄGŁEJ pracy NAD SOBĄ. Bo dziecko wyrośnie z tego, bez dwóch zdań. Ale osoba dorosła tak łatwo nie wyrasta ze sposobu, w jaki się wkurza i wyładowuje swój gniew. Ja tylko czasami wzdycham i ręce opadają ze zmęczenia, tłumaczę wtedy małej co i jak. I tak 100 razy, a za 101 wybucham. No taki lajf. Trzeba nad tym ciągle pracować i tyle.
    • asfo Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 27.05.14, 11:31
      Ja też chodzę wściekła na dzień przed i pierwszego dnia okresu. Mam wtedy duże trudności z panowaniem nad sobą - krzyczę na ludzi i rzucam w kota poduszką - a należy zaznaczyć, że na co dzień jestem oazą spokoju.

      Staram się pamiętać o tym i - po pierwsze - jeśli się da, to sobie tego dnia odpuszczam wszystko, co mogłoby mnie potencjalnie zdenerwować - najchętniej bunkruję się w domu i czytam książki, albo gram w relaksujące gry komputerowe. Proszę męża o zajęcie się jakimiś rzeczami, o których wiem, że jak zacznę je robić, to mogę się zacząć denerwować. Jeśli już muszę tego dnia wykonać jakąś pracę i kontaktować się z ludźmi, to staram się pamiętać, że moje emocje nie są racjonalne, a jeśli znam tych ludzi, to po prostu im mówię, że mam swój dzień i żeby mnie nie denerwowali w miarę możliwości.
      • alpepe Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 27.05.14, 11:40
        zazdroszczę, u mnie to trwa co najmniej tydzień przed okresem.
        • pade Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 27.05.14, 11:52
          a próbowałaś wit B6 i oleju z wiesiołka?
          plus magnez oczywiście:)
          • alpepe Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 28.05.14, 08:46
            wiesiołek odpada, mam niskie ciśnienie, a on jeszcze bardziej je obniża, co do magnezu i wit. z grupy b, to staram się suplementować, bo piję dwie kawy dziennie.
            • pade Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 02.06.14, 09:48
              też mam niskie ciśnienie i nie zauważyłam obniżenia go po wiesiołku:)
              gorsze działanie ma właśnie kawa
              kiedy ją odstawiłam, skończyły się "kryzysy" koło południa i jeszcze później, kiedy to musiałam ratować się kawą, by na chwilę się pobudzić, a potem znowu stracić werwę

              jeśli chodzi o PMS to powinno się suplementować przede wszystkim wit B6

              Szczególną rolę odgrywa również pirydoksyna, czyli witamina B6, która uczestniczy w syntezie neuroprzekaźników sterujących samopoczuciem. Wykazano, że może ona złagodzić niektóre objawy PMS, takie jak: drażliwość, senność, bóle głowy, wzdęcia czy bolesność piersi. Uważa się również, że witamina B6 może przyczyniać się do utrzymania korzystniejszych proporcji między poziomem estrogenów i progesteronu, a także stymulować powstawanie serotoniny.
              Oprócz witaminy B6 warto też zwiększyć spożycie z dietą magnezu i wapnia. Magnez zmniejsza pobudliwośćtkanki nerwowej, pomaga w zwalczaniu depresji, zwiększa odporność na stres. Natomiast wapń uczestniczy w przekazywaniu impulsów w obrębie układu nerwowego. W połączeniu z magnezem może spełniać rolę naturalnego produktu uspokajającego.
    • haneke_29 Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 27.05.14, 15:10
      A to nie jest trochę tak, że sama tak byłaś traktowana w dzieciństwie za podobne "przewinienia"? Jeśli tak to jesteś pod wpływem silnego mechanizmu, który jednak jest oczywiście do przeskoczenia.
      • malawojna80 Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 27.05.14, 15:31
        Jakby nie było, autorka widzi problem i zupełnie "trzeźwo" opisuje sytuacje. Chce to zmienić, ale nie wie jak i sama szuka porady... połowa sukcesu już za nią :)
        • verdana Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 27.05.14, 15:33
          Też mi się zdaje, ze widzenie problemu to już połowa zwycięstwa. A problem jest - bo myślę, ze każda matka (no, może prawie każda), czasem się wkurza. Ale gdy nie potrafi się opanować, mimo, ze jest w gościach, to znaczy, ze ma problem.
    • dmuchawcelatawce Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 27.05.14, 23:02
      Nad kolega sie nie zastanawiaj.
      Tu sprawa biega o dziecko i to jest najwazniejsze.
      Moja corcia (prawie 3 latka) sama od siebie nigdy nie uczona ani tym bardziej przymuszana grubo przed 2 urodzinami korzystala na nocniczka Jak poszla do przedszkola to zazyczyla sobie toalety. A ostatnio robi w majtki. Ot tak po prostu. Czesciej zsika sie w majtki niz na sedes. Tak sie jej odwidzialo.
      Dzieci tak miewaja, maja takei okresy. Ja obecnie szukam czy za tym nie stoi cos innego, jakis stres np przedszkolny.
      Wiec po pierwsze, juz wiesz, ze robisz zle. Po co sie denerwowac na zabrudzone majtki. Przeciez logiczne jest , ze nerwami nic nie zdzialasz, jedynie co, to pogorszych sprawe. Czy swiadomosc komletnej bezcelowosci takiej reakcji bylaby w stanie Ci pomoc zachowac spokoj. Po prostu, nic sie nie stalo ,ze dziecko sie zanieczyscilo. Jest dzieckim. Moze sie pobrudzic, przewrocic, zbic kolano i zanieczyscic, moze miec okres strachow itp.
      Po drugie w kwestii Twoje reakcji. Poniewaz ja sama takowe rowniez mialam (i zawsze moga wrocic). Jak mala byla mniejsza i po 15 razy w nocy sie budzila to nieraz sie wkurzalam, ale tak, ze uciekalam do innego pokoju zeby dziecko nie widzialo i np. walilam piesciami o sciane ze zlosci. Zdarzalo mi sie tez zezloscic i nakrzyczec na mala. Moze 2,3 razy, minelo mi to bezpowrotnie jak zobaczylam te mala buzke w strachu, z wielkimi oczami. Zawsze wtedy zaczynala plakac i bylo gorzej niz przed moja zloscia.
      I wiesz co. Minelo.
      A minelo, bo dziecko podroslo i budzi sie w nocy tylko 2,3 razy, i bywa tez tak, ze te 2,3 razy odbywaja sie zanim jeszcze pojde spac. Zdarza mi sie w nocy przespac do samego rano.
      Ponadto maz gdy mala zaczela wiecej kumac chetniej sie nie zajmuje, chodza sobie razem i robia szalone rzeczy a ja mam troche spokoju.
      Mala poszla tez na pare godzin do przedszkola.
      Reasumujac: nie jestem juz tak ermanentnie przemeczona.

      Dlatego zadaj sobie pytanie czy nei jestes po prostu chronicznie przemeczona. Czesto takei dzikie reakcje wynikaj po prostu z tego , ze uklad nerwowy wiecej nie trawi ze zmeczenia.

      Po drugie, jestem DDD, mialam trudne dziecinstwo, ktore wstrzepilo we mnie agresywne reakcje, nad ktorymi w wiekszosci panuje.

      Dlatego zastanow sie skad moga wynikac te nienaturalne reakcje (dzikosc w oczach). Jak wygladalo Twoje dziecinstwo?
      Tak czy owak sprawa wymaga poswiecenia uwagi, i na pewno dobry psycholog nei zaszkodzi. Mozesz z jego/jej pomoca przyjrzec sie zrodlom takiego zachowania.
      Powodzenia, glowa do gory.
    • amb25 Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 28.05.14, 07:22
      Witaj.
      Tez zgadza sie ze dziecko najwazniejsze.
      Mojemu dziecku w wieku lat 10 zdazalo sie to samo co twojemu. Ale po pierwsze nie rob z tego trageddi, nie awanturuj sie, bo tylko pogorszasz sytuacje. Jak nie dajesz rady, niech maz zajmuje sie dzieckiem. Nie muszisz dziecku nic tlumaczyc. Tylko spokojnie go umyc i przebrac, a samo przejdzie (po penym czasie). Jak gdziesz idziesz to po prostu bierz ze soba majtki na zmiane. Mozesz tez isc do lekarza sprawdzic czy nie ma jakiejs chorobowje przyczyny (np. alergia pokarmowa).
      To ze jest uparty i was nie slucha to niestety czesciowo tez wasze bledy wychowawcze (u nas jest to samo, ale pracujemy) a nie tylko charakter synka. Uparty moze byc bo sie np. buntuje albo ma inna wizje swiata niz wy. Ale nad tym mozna pracowac.
      Zdajesz sobie sprawe, ze ty nie powinnas sie tak zachowywac. To dobrze, bo zachowujac sie tak pograszasz sytuacje twojego dziecka. Idz na jakas terapie opanowywania zlosci, albo po jakies tabletki uspokajajace. Zastanow sie dlaczego cie to wszystko tak wkurza.
      TeraKiedy czujesz, ze ogarnia cie zlosc, wyjdz, powiedz mezowi, napij sie czegos zrob cokolwiek. Masz duze szanse, bo czujesz ze ogrania cie zlosc (robi ci sie goraco itp) wiec mozesz cos z tym zrobic.
      Wasza metoda wychowawcza (z postu) to tlumaczymy, rozmawiamy, ale jak sie cos nie udaje to wrzask. To stresuje dziecko bardziej niz bys mu dala klapsa. Bo to przemoc psychiczna, na ktora dzieci sa jeszcze mniej odporne niz na przemoc fizyczna. I jak to dziecko ma nie robic kup w majtki czy sie nie buntowac???
      A znjaomego i znajoma to Ty powinnas przeprosic (nie doczytalam czy juz to zrobilas). Bo ja tez bym sie zastanowila nad kontynuacja znajomosci, gdyby gosc zrobil mi jazde w moim wlasnym domu i nie wytlumaczyl sie osobiscie (nie przez meza).
    • blond.sweter Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 28.05.14, 10:12
      Dziękuję za każdą odpowiedź.

      Zamierzam suplementować magnez + vit B6, bo tego nie robiłam, a faktycznie może pomóc.

      Zawsze jak idę w gości biorę bieliznę na zmianę dla syna, jak również t-shirt "w razie czego". Więc byłam przygotowana. I nawet tak strasznie się nie zdenerwowałam u tych znajomych, poszłam do koleżanki po torebkę na brudną bielizne, ale jak zaczął tą pupą rozcierać tę kupę po sanitariatach - to mnie wkurzyło. Co nie zmienia faktu, że problem jest.

      Jedna z osób wspomniała, że ma tak rozwinięte i mądre dziecko, że traktuje je poważniej niż wiek wskazuje. U mnie jest tak samo. Syn jest tak mądry, inteligentny, rozsądny, że czasami zapominam się i wymagam od niego więcej niż jest w stanie wiekowo zrobić. Dopiero w przedszkolu, jak widzę że on bierze kolegę za rączkę i razem wchodzą do grupy, albo jak widze jak się bawi - wtedy przypominam sobie, że to jest jeszcze małe dziecko. Muszę o tym pamiętać!

      Dzisiaj rano syn oglądał bajki w łózku. Rozłożyłam mu na łózku rzeczy, i ze 4 razy prosiłam "synku ubieraj się". Oczywiście nie zareagował. Jak już było naprawdę późno - podniosłam ton (nie krzyknęłam) i powiedziałam,że natychmiast ma się ubrać, bo w końcu dostanie karę. Syn się ubrał, ja poszłam do kuchni. Za moment syn przyszedł i przytulił mi się do nogi, schyliłam się i go utuliłam, tłumacząc, że prosiłam go kilka razy itp. Mąż stwierdził, że syn przyleciał się przytulić bo się mnie boi. Bo wg męża, do niego syn się tak nie przytula. A ja uważam, że syn ma we mnie autorytet, jestem dla niego ważna. Jak to widzicie? Bo to jest ważny sygnał: czy jestem tyranem? Czy tak zachowuje się dziecko, które się boi??
      • blond_suflerka Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 28.05.14, 11:34
        Moim zdaniem wymagasz od niego zbyt wiele. To jest etap jego rozwoju, własnie taki-że ogląda bajkę i mu sie nie chce w danym momencie ubierać, że nie chce mu sie wybrac natychmiast co założy, itd.
        Tak samo opisywałaś sprawę z robieniem kupy- że raz może mu się zdarzyć ale jak zdarza się wiecej to Ty już jestes wkurzona. Alez może mu się zdarzyć wiele razy i to nie jest jego wina czy robienie Ci na zlość, że jeszcze wiele razy mu sie to zdarzy. Tym co robisz jeszcze przedłużasz ten proces. Zamast poczucia całkowitego bezpieczeństwa i akceptacji jego naturalnych zachowań czy trudności(a przecież to żadna trudność tylko tak naprawdę wspaniały proces dojrzewania) dajesz mu wkurzenie co wywiera na nim jeszcze większą presję.
        To nie jest w ogóle wychowawcze ani też nie jest to coś co Twoje czy jakiekolwiek inne dziecko moze uszczęsliwić. Nie można go karać(podniesionym glosem czy wkurzeniem) za jego naturalny rytm rozwojowy.
        To czego on potrzebuje to poczucia bezpieczeństwa a nie rodzica, ktore tak szybko się na niego wkurza. Mam teraz na stanie dwulatkę i czasem jest cięzko bo nie chce od razu zrobić tego co chcę ale staram sie inaczej-wymyślam zabawę, odwracam uwagę, oferuję jakąś atrakcję czasem czekam parę minut na zmianę klimatu i to się udaje. Nie ma sensu się wkurzać na to, że dwulatek nie zachowuje się jak dwunastolatek;) Lepiej się smiać, przytulić, wymyslić coś co sprawi, ze dziecko jednak się ubierze. Wkurzenie ukochanej mamy(czy opiekuna) kiedy dziecko nie rozumie tak naprawde dlaczego, nie jest fajnym wspomnieniem z dzieciństwa ani też fajną terazniejszością. A przecież chyba chodzi o to, żeby dziecko czuło się bezpieczne i szczęsliwe.
        • blond.sweter Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 28.05.14, 11:58
          blond_suflerka napisała:

          > Moim zdaniem wymagasz od niego zbyt wiele. To jest etap jego rozwoju, własnie t
          > aki-że ogląda bajkę i mu sie nie chce w danym momencie ubierać, że nie chce mu
          > sie wybrac natychmiast co założy, itd.

          Rozumiem, że wg Ciebie jest to taki etap. Jednak co proponujesz, jeżeli w przedszkolu mamy być na daną godzinę, a i ja muszę zdążyć do pracy?
          Dziecko ma wystarczająco dużo czasu na ubranie się, jak potrzebuje mojej pomocy to mnie woła i pomagam, ale on z reguły ubiera się sam. Jak wspomniałam, syn ma czas na ubranie sie. Mam czekac, aż on obejrzy bajkę? Albo zdecyduje się na ubranie? To może trwać i 1,5 godziny....

          > To czego on potrzebuje to poczucia bezpieczeństwa a nie rodzica, ktore tak szyb
          > ko się na niego wkurza. Mam teraz na stanie dwulatkę i czasem jest cięzko bo ni
          > e chce od razu zrobić tego co chcę ale staram sie inaczej-wymyślam zabawę, odwr
          > acam uwagę, oferuję jakąś atrakcję czasem czekam parę minut na zmianę klimatu i
          > to się udaje. Nie ma sensu się wkurzać na to, że dwulatek nie zachowuje się ja
          > k dwunastolatek;) Lepiej się smiać, przytulić, wymyslić coś co sprawi, ze dziec
          > ko jednak się ubierze. Wkurzenie ukochanej mamy(czy opiekuna) kiedy dziecko nie
          > rozumie tak naprawde dlaczego, nie jest fajnym wspomnieniem z dzieciństwa ani
          > też fajną terazniejszością. A przecież chyba chodzi o to, żeby dziecko czuło si
          > ę bezpieczne i szczęsliwe.

          Po pierwsze opisałaś to tak, jakby moje dziecko żyło w permanentnym stresie, w którym żądzą humory matki-wariatki. Poczytaj może wątek od początku.
          Poza tym piszesz z perspektywy mamy 2 letniego dziecka, a ja mam 4,5 letnie dziecko, co kompletnie zmienia obraz. To jest inny etap, inne możliwości i inna komunikacja niż z dwulatkiem. Bo oczywiście jak mój syn miał 2 lata, to nie krzyczałam na niego praktycznie wcale, bo to był etap że miał pełną swobodę, żadnych obowiązków, zadnych oczekiwań wobec niego nie miałam - jego życie to była zabawa przeplatana jedzeniem, tuleniem i spaniem. Teraz jest coraz większy, w przedszkolu dużo się uczy. Dużo by pisać. Poczekaj, bo jako mam 2 letniego dziecka jeszcze niewiele miałaś z nim problemów. Ale wszystko przed Tobą.


          • blond_suflerka Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 28.05.14, 12:09
            Spokojnie, absolutnie nie twierdzę, że jesteś mamą wariatką. Nie takie były moje intencje.
            Pisałam tylko o tym, że jak się patrzy na rożnych rodziców to widać pewne roznice w zachowaniu. I tak jeden rodzic szybko traci cierpliwość bo dziecko nie reaguje za drugim czy wręcz pierwszym razem kiedy o co się go prosi a drugi pochodzi do tego bardziej na luzie-wymyśli coś, żeby jednak dziecko chciało to zrobić. Kwestia czegoś ciekawego w drodze do przedszkola, albo scigania się na czas kto szybciej sie ubierze-mama czy synek albo tańców ubierańców-tanczymy i ubieramy się-tego typu historie.
            Czasem czas nagli, rozumiem ale tak zauważam, że szybciej to wszystko wychodzi jak jednak wymyśli się coś fajnego zamiast się wsciekać.
            I nie podoba mi się ostatnie zdanie z Twojej odpowiedzi. To jest wlasnie to o czym mowię-szkoda, że od razu tak negatywnie zinterpretowałaś moje rady i chęć pomocy a na koniec jeszcze stwierdziłaś, że pewnie nie ma innej możliwości jak zaliczyć problemy ze straszym dzieckiem. Ja Ci życzę zero problemów i więcej serdeczności. Pozdrawiam
          • malawojna80 Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 28.05.14, 12:32
            blond.sweter napisała:
            > Dziecko ma wystarczająco dużo czasu na ubranie się, jak potrzebuje mojej pomocy
            > to mnie woła i pomagam, ale on z reguły ubiera się sam. Jak wspomniałam, syn m
            > a czas na ubranie sie. Mam czekac, aż on obejrzy bajkę? Albo zdecyduje się na u
            > branie? To może trwać i 1,5 godziny..

            Ja mam co prawda 3-latkę, ale tez stara sie byc samodzielna (lub bardziej ja się staram by była ;)).

            Rozwiązałam to w ten sposób, że jak chce bajkę rano- wstajemy, ubieramy się i jest bajka. Jak się będzie bardzo ociągać z ubieraniem to po prostu nie zdąży obejrzeć- uprzedzam o tym, tłumaczę- nie na zasadzie groźby, raczej przedstawienie faktów. Teraz wczesniej wstaję (20-30min), by na spokojnie ze wszystkim zdążyć.
            Czasem jak odwracam kolejność (bajka, a potem ubieranie) i widzę, że Młoda wymyśla cuda, by tylko sie nie ubrać- wymyślam jakiś rodzaj zabawy związany z ubieraniem. Jak sie uczyła z rybka mini mini cyferek, to sie bawiłyśmy, że nogi to jedyneczki, głowa zero etc. ... głupie ale pomagało ;)
            A np. z jedzeniem róznie bywało, ale zauwazyłam, że ma tak jak ja- potrzebuje min 1h lub 2h by się obudzić i zgłodnieć. Przed tym procesem sniadanie to 45min wyjęte z życiorysu. Czasem zdrza się, że zabieram sniadanie gdzies na drogę. Jak pójdzie do przedszkola to pewnie pierwszy posiłek zje własnie tam, a nie w towarzystwie zestresowanej i poganiającej matki (mnie). Z rana herbatka i sio do dzieci :) Żadnych zabaw w samoloty, jedzenie za dziedków czy inne paranoje.
          • danaide Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 30.05.14, 01:15
            To wyższościowe "poczekaj..." naprawdę nie było konieczne. Ale zapewne bierze się z napięcia. Chyba ogólnie sporo go w Tobie, nic dziwnego, że przed okresem robisz się nieujarzmiona (ok, mi też najbardziej odwala przed i zdarza się, że za jedną taką jazdę - moje cudowne dziecko i zdziczała ja - jestem skreślona na wieki;).

            No, to ja mam 4,5 latkę. To mogę?;) Jesper Juul powiedziałby Ci, że jak się nie wyrabiasz to masz wcześniej wstawać. Bo co dziecku do tego, że Ty się nie wyrabiasz. Tego mu nie zapomnę, bo pomimo że cenię sobie jego wiedzę, przeczytałam to zdanie w czasach, gdy naprawdę nie miałam już siły wstać wcześniej.

            Bajek przed wyjściem niet. Skoro zawsze mogą się zdarzyć problemy z organizacją, to instytucja "bajek przed" nie istnieje. Dziecko to taki przyrząd do gimnastyki umysłu dorosłego. Jeśli coś nie działa szukaj szybko rozwiązania, zanim się zakopiesz. Zatem bajki precz.
            Mała ubieram sama. Ma kilka innych momentów w ciągu dnia, w których ćwiczy samodzielność w ubieraniu. Co do pozostałych czynności, monitoruję monitując np.: idę pomalować oczy, wybierz spineczki.
      • mamameg Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 28.05.14, 11:44
        Zawsze jak idę w gości biorę bieliznę na zmianę dla syna, jak również t-shirt "
        > w razie czego". Więc byłam przygotowana. I nawet tak strasznie się nie zdenerwo
        > wałam u tych znajomych, poszłam do koleżanki po torebkę na brudną bielizne, ale
        > jak zaczął tą pupą rozcierać tę kupę po sanitariatach - to mnie wkurzyło. Co n
        > ie zmienia faktu, że problem jest.

        A u pediatry byliście i mówiliście o tym popuszczaniu stolca? Bo to może nie jest "wypadek" i nie zdążenie do ubikacji, tylko popuszczanie stolca- następstwo długotrwałych zaparć. Nie leczone będzie się nasilać. Jeśli nie byliście, to radzę jak najszybciej pójść.
        • blond.sweter Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 28.05.14, 11:50
          mamameg napisała:

          > A u pediatry byliście i mówiliście o tym popuszczaniu stolca? Bo to może nie je
          > st "wypadek" i nie zdążenie do ubikacji, tylko popuszczanie stolca- następstwo
          > długotrwałych zaparć. Nie leczone będzie się nasilać. Jeśli nie byliście, to ra
          > dzę jak najszybciej pójść.

          Nie byliśmy u lekarza, bo tak jak pisałam, to nie jest stan stały. Np wczoraj zrobił normalnie kupę, bez słowa, sam poszedł i zawołał mnie, żebym przyszła mu pomóc wytrzeć pupę.
          Takie popuszczanie nie zdarza się czesto, raczej raz na jakiś czas, i w sumie nie to było powodem pisania mojego posta. Post był o moich nerwach, a o kupie napisałam, bo to była okazja, przy której się zdenerwowałam.
          Dbam poza tym o dużo warzyw i owoców w diecie dziecka, które on na szczęście lubi, wiec zaparć nie miewa.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 29.05.14, 16:47
      Opisała Pani pewną sytuację, która po pierwsze może być realnym powodem do irytacji ( wizyta, niekontrolowana kupa dziecka, zamieszanie z higieną, pogorszenie całej sytuacji przez niepotrzebne działania syna, wąska łazienka, presja czasu ) a po drugie została opatrzona Pani komentarzem, z którego wynika krytycyzm i dystans do własnego postępowania ( PMS, niedaekawtnie dużo złości do sytuacji, czerwona lampka, przyjęcie uwagi znajomego ).
      Dodatkowo napisała Pani tutaj o zajściu czując się z nią źle.
      I to mnie skłania do powiedzenia, że w tym momencie nie potrzebuje Pani fachowej pomocy.
      Wystarczy refleksja, próba zardzenia PMS-owi , wypróbowywanie innych zachowań wobec syna.
      Własna autorefleksja oraz dobre wsparcie bliskich osób, które jak mąż, obserwują Panią, dzielą się uwagami a Pani je przyjmuje i się nad nimi zastanawia, powinny wystarczyć.
      Dzieci bywają irytujące. Matki nie muszą się obwiniać za każdy podniesiony ton. On może dla dziecka oznaczać też pewną granicę, naukę, że jak się on pojawia to warto zrobić to o co dorosły prosi. i naukę tego, że ludzie nie zawsze są stonowani emocjonalnie. Ich emocje są różne w ciągu dnia, w zależności od sytuacji, zależą od relacji.
      Nie można dzieciom pokazywać świata bez niuansów.
      Teraz trzeba wyciągnąć wnioski z opisanych sytuacji, mieć je w pamięci, wprowadzić w czyn.
      Poradę psychologa zostawić na potem,gdy "domowe" sposoby jednak nie zadziałają skutecznie. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • celestyna444 Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 29.05.14, 18:04
        >To znaczy trafia mnie KLASYCZNY SZLAG, robi mi się GORĄCO, zalewa mnie NAGŁA FALA >ZŁOŚCI. Zaczynam mówić podniesionym głosem, zdarza mi się ZABLUŹNIĆ.
        Wszyscy usprawiedliwiają i tłumaczą matkę tracącą nad sobą kontrolę i bluzgającą na 4,5 letnie dziecko!!!!! To skąd z drugiej strony w wielu watkach na tym forum, te zmasowane ataki na toksyczne matki????? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia? to w końcu można być toksyczną matką czy nie można? W tym wątku toksyczność autorki tłumaczy i usprawiedliwia PMS a dlaczego w innych wątkach matek nie tłumaczy PMS, tylko radzi się aby z matkami zerwać więzi aby uwolnić się od ich toksycznej natury? Czy toksyczność obowiązuje tylko od jakiegoś wieku-młode matki mogą być toksyczne, starsze już nie? Czy jak to jest z tą toksycznością? Bluzgać na dziecko można? Nie wykrzywi mu to psychiki? Dla mnie jest to szokujące :-(
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 30.05.14, 00:09
          celestyna444 napisała:

          > >To znaczy trafia mnie KLASYCZNY SZLAG, robi mi się GORĄCO, zalewa mnie NAG
          > ŁA FALA >ZŁOŚCI. Zaczynam mówić podniesionym głosem, zdarza mi się ZABLUŹNI
          > Ć.
          > Wszyscy usprawiedliwiają i tłumaczą matkę tracącą nad sobą kontrolę i bluzgając
          > ą na 4,5 letnie dziecko!!!!! To skąd z drugiej strony w wielu watkach na tym f
          > orum, te zmasowane ataki na toksyczne matki????? Punkt widzenia zależy od punk
          > tu siedzenia? to w końcu można być toksyczną matką czy nie można? W tym wątku
          > toksyczność autorki tłumaczy i usprawiedliwia PMS a dlaczego w innych wątkach
          > matek nie tłumaczy PMS, tylko radzi się aby z matkami zerwać więzi aby uwolnić
          > się od ich toksycznej natury? Czy toksyczność obowiązuje tylko od jakiegoś wie
          > ku-młode matki mogą być toksyczne, starsze już nie? Czy jak to jest z tą toksyc
          > znością? Bluzgać na dziecko można? Nie wykrzywi mu to psychiki? Dla mnie jest t
          > o szokujące :-(

          Uczucie złości jest naturalnym uczuciem występującym u każdego człowieka. Obok innych uczuć. Bywa uczuciem pożądanym, bo pomaga obronić się, postawić granice, rozpoznać wroga, wycofać się z niekorzystnej dla siebie sytuacji, ocenić nieprzyjemność, zakończyć niedobrą relację.
          Sam fakt bycia matką nie eliminuje tego uczucia w stosunku do dziecka. Kwestią pozostaje sposób jej wyrażania.
          Opisana przez autorkę wątku sytuacja na pewno było przekroczeniem granic. Samą ją ona przestraszyła, stąd powstał wątek. Choć sama sytuacja nie była przyjemna i mogła rozzłościć. Ale incydentalne tego typu zachowania nie determinują tego co nazywamy toksycznością. Są po prostu złym zachowaniem, z którego należy się wycofać, za które trzeba przeprosić, z którego należy wyciągnąć wnioski.
          Toksyczność to cały spójny system, sztywny, stosowany bez krytycyzmu, czasem nieświadomy, pokazujący wrogość. A wrogość to zupełnie co innego niż złość..
          Toksyczność to stosowanie manipulacji, odwracanie znaczeń, obrażanie się, bierna agresja, wycofywanie się z kontaktu, obarczanie dziecka swoimi dorosłymi problemami, niezważanie na jego wewnętrzne potrzeby, nadużywanie, nie liczenie się z jego uczuciami, pokrętne tłumaczenia, że to dla jego dobra, nieadekwatne kary, zakazy kontaktu z drugim rodzicem, nieakceptowanie, przyzwalanie na agresję ze strony innych, nie trzymanie strony dziecka, obarczanie go nie jego winą, itp.
          To co napisałam, to zupełnie co innego, niż normalny dobry kontakt z dzieckiem, w którym jest miejsce na różne uczucia, ale prawidłowo wyrażane. Złość jest jednym z nich i tyle.
          Myślę też , ze toksycznym może być niezezwalanie matkom na przeżywanie złości wobec dzieci i wymaganie od nich, aby były wyłącznie uduchowionymi macierzyństwem aniołami.
          Dlatego w wątku o matkach napisałam, że idealizacja macierzyństwa może stać się przekleństwem dla kobiety.
          Uczmy się dobrze wyrażać swoje uczucia, wymagajmy od siebie dobrych zachowań, wyciągajmy wnioski ze złych, ale nie przesadzajmy. Życie nie jest jednoznaczne i zawsze przepełnione miłością.
          Dlatego powstały bajki o dobrych mamach i złych macochach. Ale to są po prostu dwa aspekty macierzyństwa. Po to te bajki zostały napisane, aby pomóc dzieciom to rozumieć i oswajać. Agnieszka Iwaszkiewicz




          • igge Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 30.05.14, 03:43
            Dzięki pani Agnieszko :).
            Zdecydowanie moja mama była zawsze i jest nadal niestety czasami toksyczna, a ja tylko rzadko i coraz rzadziej wpadam w złość choć tego nie chcę. Dzięki raz jeszcze za Pani wpisy.
          • marsylvik Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 30.05.14, 22:03
            Łatwo powiedzieć "toksyczna matka ma zły wpływ na całe życie dzieci", "postaw granice" albo "odpowiedz asertywnie". Łatwo coś takiego powiedzieć, usłyszeć, przeczytać. Ale co to właściwie znaczy? Po czym poznać, czy to już toksyczne zachowanie, czy po prostu nieodpowiednie, ale jeszcze normalne? Naprawdę trudno znaleźć na to konkretną odpowiedź. Nawet ciągnąc za jęzor psychologa, któremu się zapłaciło ;)
            Więc jest to jedna z najcenniejszych dla mnie wypowiedzi, jakie kiedykolwiek przeczytałam na forach eksperckich.
            Dziękuję Pani Agnieszko.
          • celestyna444 Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 31.05.14, 15:22
            Niestety, nie zostałam przekonana do zmiany swojej opinii a wręcz utwierdziłam się w przekonaniu o toksyczności autorki wątku.

            > Toksyczność to stosowanie manipulacji, odwracanie znaczeń, obrażanie się, biern
            > a agresja * , wycofywanie się z kontaktu, obarczanie dziecka swoimi dorosłymi prob
            > lemami, niezważanie na jego wewnętrzne potrzeby, nadużywanie, nie liczenie się
            > z jego uczuciami, pokrętne tłumaczenia
            , że to dla jego dobra, nieadekwatne kar
            > y,
            zakazy kontaktu z drugim rodzicem, nieakceptowanie, przyzwalanie na agresję**
            > ze strony innych, nie trzymanie strony dziecka, obarczanie go nie jego winą, it
            > p.
            * w wykonaniu autorki jest to czynna agresja, czynna agresja została zgrabnie pominięta w wyliczance ale moim zdaniem, jak najbardziej powinna tu być uwzględniona.
            ** autorka sama sobie przyzwoliła na agresję w stosunku do swojego dziecka.

            • zuzi.1 Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 31.05.14, 16:13
              Celestyna, przeczytaj może książkę Susan Forward "Toksyczni rodzice", wówczas łatwiej Ci będzie odróżnic prawdziwą toksycznosc od "toksycznosci" autorki wątku...
              • celestyna444 Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 31.05.14, 18:13
                Ja nie muszę czytać ale może warto polecić tę książkę autorce wątku, myślę, że jej bardziej się przyda :-(
                Ja miałam normalnych rodziców, nie darli się na mnie, nie przeklinali, nie odreagowywali swoich stresów na dzieciach. Może dlatego nie ma we mnie zgody na agresywne wyrażanie złości przy małych dzieciach. Forum dało autorce zielone swiatlo dla jej zachowań, chociaż ona sama miała wątpliwości. Pełne zrozumienie no i ten PMS wszystko tłumaczący... aż strach pomysleć co się dzieje w Waszych domach:-( W przestrzeni publicznej co i rusz można spotkać takie nerwowe, szarpiace, przeklinające, drące się matki - przykry widok! Ale skoro one nie są toksyczne z definicji, no to jest OK!...tylko dzieci szkoda...
                Dorosły nie pozwoli sobie na takie zachowania wobec siebie, bo jest duży i silny. Jak ten maluszek ma postawić granice matce, którą trafia szlag?
                • asfo Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 01.06.14, 12:26
                  Jakie znowu zielone światło?
                  Wszystkie rady, jakie tu padły dotyczą sposobów opanowania złości.

                  Co ma według ciebie zrobić? Oddać dziecko do adopcji? Dlatego że się okazjonalnie wydarła, kiedy mały zasmarował łazienkę kupą?
                  • celestyna444 Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 05.06.14, 18:02
                    > Co ma według ciebie zrobić? Oddać dziecko do adopcji?
                    Nie nie musi oddawać dziecka do adopcji ( otoczenie juz zwraca uwagę na zachowanie autorki-ktoś się bardziej oburzy jej zachowaniem, przyjda smutni panowie i dziecko zabiorą :-( ). Co ma zrobić? Powinna więcej myśleć i więcej, tak po matczynemu, przewidywać, bo w obydwóch wspomnianych sytuacjach, dziecko zostało ukarane wydzieraniem się na nie, za błędy popełnione przez samą blond.sweter: zostawienie utytłanego dziecka w łazience, włączenie bajki przed wyjściem z domu.
                    Wieczorem, zamiast tych "poważnych" rozmów z 4,5 latkiem, jest raczej czas na bajki...
                • blond.sweter Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 02.06.14, 09:29
                  Dziękuję wszystkim za odpowiedzi.

                  Celestyno, czytałam Toksycznych Rodziców. Nie umniejszam problemu, nie ukrywam żadnej agresji czynnej wobec dziecka, bo takowej nie było. Był ze mną mój mąż, więc po prostu poszedł do syna, a ja wyszłam z łazienki. Ale też nie twierdzę, że moje zachowanie było ok - stąd ten wątek.
                  Moje dziecko nie jest bite, szarpane - nie jest nawet jak się wściekam. Gdybym kiedykolwiek tknęła moje dziecko w TAKIEJ sytuacji, wierz mi że jako pierwsza zgłosiłabym się do odpowiedniego lekarza - bez pisania na forum. Zresztą tak jak pisałam wcześniej, nie bijemy dziecka - w żadnej sytuacji. Ostatecznie jest kara.
                  To dobrze, że zareagowałaś ostrożnie i nieufnie, bo może czyta to ktoś, kto się posuwa do rękoczynów - wtedy trzeba coś z tym zrobić, na to przyzwolenia nie ma.

                  I nie będę się tutaj samobiczować, żeby zrobić Tobie zadość. Swoją lekcję z tego wątku wyciągnęłam.
                  • blond_suflerka Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 02.06.14, 11:34
                    Nie trzeba rękoczynów ani jakichś strasznych krzyków do tego, żeby potencjalnie zaszkodzić dziecku.
                    Chodzi o to, że dziecko może stracić czy tracić poczucie bezpieczeństwa kiedy rodzic reaguje różnie na takie same sytuacje w zależności od tego czy rodzic ma dobry humor czy nie.
                    I tak jednego dnia dziecko na przykład nie zdąży z kupą i mama będzie kochana i przytuli i pocieszy i powie-;ok, następnym razem dasz radę' a innego dnia przy tej samej sytuacji mama będzie wkurzona, zacznie krzyczeć i będzie poirytowana. To właśnie sprawia, że dziecko nie wie już kiedy robi coś ok a kiedy nie. Tym samym moze się w nim budować jakies napięcie i strach ale też niepewnośc co do tego co w koncu jest do zaakceptowania a co nie. A to nie są przecież sprawy, które sprzyjają szczęsliwemu dzieciństwu i dobremu rozwojowi.
                    Może Pani ekspert dopowie jeszcze jak rozróżnić i właściwie gdzie jest ta granica pomiędzy-pokazywaniem dziecku, że ludzie miewają różne emocje a jednak przyczynianiem się do pewnego emocjonalnego chaosu serwowanemu dziecku.
                    Bo to bardzo ciekawa kwestia.
                    • blond.sweter Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 02.06.14, 12:09
                      blond_suflerka napisała:

                      > I tak jednego dnia dziecko na przykład nie zdąży z kupą i mama będzie kochana i
                      > przytuli i pocieszy i powie-;ok, następnym razem dasz radę' a innego dnia przy
                      > tej samej sytuacji mama będzie wkurzona, zacznie krzyczeć i będzie poirytowana

                      Od samego początku piszę, że zawsze powtarzam synowi, że "raz może się zdarzyć" - bez względu na to, czy mam dobry humor, czy zły. Nie przytulam go za popuszczenie w majtki - nigdy. Więc moja reakcja jest zawsze zgodna z pewnym schematem. Niestety, reakcja na "drugi i następny raz" jest różna. I po to powstał ten wątek.

                      > Może Pani ekspert dopowie jeszcze jak rozróżnić i właściwie gdzie jest ta grani
                      > ca pomiędzy-pokazywaniem dziecku, że ludzie miewają różne emocje a jednak przyc
                      > zynianiem się do pewnego emocjonalnego chaosu serwowanemu dziecku.
                      > Bo to bardzo ciekawa kwestia.

                      Nie znam rodzica, który zawsze jest w takim samym nastroju, zawsze ma ten sam ton głosu, i zawsze reaguje tak samo na podobne czynności. Żyjemy wśród ludzi - praca, rodzina, sąsiedzi, znajomi. Na codzień są różne sytuacje, jesteśmy szczęśliwi, smutni, weseli, przygnębieni. I w zalezności od tego rodzic inaczej zareaguje. Na przykład jak dziecko zrobi ładny rysunek w szkole, rodzic w dobrym humorze zareaguje bardziej entuzjastycznie, rodzic przygnębiony też zareaguje inaczej. Czy to jest tworzenie chaosu emocjonalnego? Nie sądzę. To jest życie. Ważne jest porozmawianie z dzieckiem. U nas to jest standard, nawet po złym dniu wieczorem siadamy i rozmawiamy, syn dużo pyta a my staramy się z nim rozmawiać bardzo uczciwie. To mu układa w głowie dużo bardziej, i daje więcej wartości niż matka-robot, zawsze w tym samym humorze, nastroju, podejściu, z tą samą miną.

                      • differentview Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 04.06.14, 10:11
                        > Od samego początku piszę, że zawsze powtarzam synowi, że "raz może się zdarzyć"
                        > - bez względu na to, czy mam dobry humor, czy zły. Nie przytulam go za popuszc
                        > zenie w majtki - nigdy. Więc moja reakcja jest zawsze zgodna z pewnym schematem
                        > . Niestety, reakcja na "drugi i następny raz" jest różna. I po to powstał ten w
                        > ątek.

                        to moze blad, ze go nie przytulasz bo po pierwsze to popuszczanie moze miec tlo psychogenne i byc poza jego kontrola, nie wydaje mi sie by robil to zlosliwie a po drugie sytuacja moze byc dla niego stresujaca i upokarzajaca kiedy sie na niego wydzierasz w takiej sytuacji; to tak jakbys Ty kichajac popuscila mocz a maz by Ci powiedzial- ostatni raz to Ci sie zdarzylo innym razem juz Ci nie wolno, zobaczysz jaka Ci urzadze awanture jak popuscisz, caly dom i znajomi beda slyszeli; jesli kolega tak zareagowal na Twoja reakcje to z pewnosci Twoja reakcja nie byla w zaden sposob adekwatna do syutuacji, zreszta sama piszesz, ze trafil Cie szlag; wiec sama sobie odpowiedz uczciwie dlaczego tak blacha sytuacja zwiazana z fizjologia malego dziecka tak Cie rozsierdza?
                    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 04.06.14, 02:17
                      blond_suflerka napisała:

                      > Nie trzeba rękoczynów ani jakichś strasznych krzyków do tego, żeby potencjalnie
                      > zaszkodzić dziecku.
                      > Chodzi o to, że dziecko może stracić czy tracić poczucie bezpieczeństwa kiedy r
                      > odzic reaguje różnie na takie same sytuacje w zależności od tego czy rodzic ma
                      > dobry humor czy nie.
                      > I tak jednego dnia dziecko na przykład nie zdąży z kupą i mama będzie kochana i
                      > przytuli i pocieszy i powie-;ok, następnym razem dasz radę' a innego dnia przy
                      > tej samej sytuacji mama będzie wkurzona, zacznie krzyczeć i będzie poirytowana
                      > . To właśnie sprawia, że dziecko nie wie już kiedy robi coś ok a kiedy nie. Tym
                      > samym moze się w nim budować jakies napięcie i strach ale też niepewnośc co do
                      > tego co w koncu jest do zaakceptowania a co nie. A to nie są przecież sprawy,
                      > które sprzyjają szczęsliwemu dzieciństwu i dobremu rozwojowi.
                      > Może Pani ekspert dopowie jeszcze jak rozróżnić i właściwie gdzie jest ta grani
                      > ca pomiędzy-pokazywaniem dziecku, że ludzie miewają różne emocje a jednak przyc
                      > zynianiem się do pewnego emocjonalnego chaosu serwowanemu dziecku.
                      > Bo to bardzo ciekawa kwestia.

                      Donald Winnicott, brytyjski psychoterapeuta, z wcześniejszym bogatym doświadczeniem jako lekarz pediatra, wniósł do powszechnego obiegu sformułowanie "wystarczająco dobra matka". To miało być antidotum na wymóg bycia matką perfekcyjną. "Wystarczająco dobra matka" jest matką realną.
                      Rozmaite teorie, którymi posługuje się psychoterapia ustawicznie badają i monitorują relację matki i dziecka. Doszło w nich do kolejnej doniosłej zmiany jaką jest uznanie, że matka jest rzeczywista i po ludzku zawodna. Matka jest podmiotem. A skoro tak, to jej życie wewnętrzne, jej nastroje, jej doświadczenia przedzierają się do relacji z dzieckiem, mają znaczenie i ją kształtują.
                      Oznacza to przyzwolenie na pojawiający się chaos.
                      I tu bardzo ważna uwaga!!
                      W tym co napisałam, nie chodzi o przyzwolenie na nieadekwatne zachowania matki, jej agresję czy niechęć do dziecka i usprawiedliwienie tego jakąś relatywistyczną teorią.
                      Chodzi o to, że matka może być zmienna," jakaś" , konkretna. Może mieć PMS, depresję i kłopoty małżeńskie czy zawodowe. To w oczywisty sposób będzie wpływać na zachowania matki wobec dziecka. Nawet jak się będzie bardzo pilnowała.
                      Dlatego zmienność matki jest ryzykowna, ale realna. Może uczynić na moment chaos. Ale jeśli relacja matka - dziecko jest w bardzo pierwotny sposób jest stabilna, to taki incydentalny chaos jej nie osłabi. Szczególnie jak matka odniesie się do zaistniałej sytuacji. Przeprosi, zrozumie jak dziecko, nagnie się.
                      I jeszcze jedno istotne pytanie: Kto jest źródłem wiedzy o dziecku.? Dziecko ? i wtedy matka musi się dostosować czy matka ? I wtedy dziecko musi sie dostosować.
                      Odpowiedź może ukształtuje Wasz pogląd nad rolą matki.
                      Agnieszka Iwaszkiewicz




                      • igge Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 04.06.14, 10:29
                        też mi się ostrożnie wydaje, że przejściowymi kopotami małżeńskimi czy nawet depresją z lepszymi okresami niekoniecznie trzeba zrujnować dziecu życie i dzieciństwo, o ile generalnie w rodzinie panuje dobra, pełna zrozumienia, miłości, bezpieczna atmosfera...
                        Z drugiej strony bezsprzecznie nie jest to fajne dla dziecka i czy jednak nie zostawia jakichś śladów w psychice na zawsze? Co najmniej złych wspomnień
                        Człowiek nawet jak robi absolutnie wszystko, żeby być idealną, perfekcyjną matką/ojcem to i tak realnie wychodzi z tego co najwyżej wystarczająco dobra mata/ojciec :)
                        Chyba, że ma się idealny charakter, samemu wyrastało się w idealnej rodzinie i życie układa się idealnie :)
                  • celestyna444 Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 05.06.14, 18:10
                    Agresja czynna, to również agresja słowna nic nie pisałam o agresji fizycznej.
                    Pierwsza z brzegu definicja:
                    "Agresja czynna - to działania szkodliwe dla osób lub przedmiotów, na które je się kieruje. Z reguły bywa głośna i widoczna. Jej zewnętrzne oznaki to: krzyki, oskarżenia, złośliwości, szyderstwa, groźby i fizyczny atak. Najczęściej jest próbą ochrony samego siebie (poczucie własnej wartości, własnych potrzeb, przekonań czy stanu posiadania), a jej przyczyną jest głęboki brak poczucia bezpieczeństwa czy reakcja na frustrację."

                    > I nie będę się tutaj samobiczować, żeby zrobić Tobie zadość. Swoją lekcję z teg
                    > o wątku wyciągnęłam.
                    Dla mnie nic nie musisz robić, zrób coś dla swojego dziecka. Możesz rozwinąć, jaką lekcję wyciągnęłaś z tego wątku?
                    • celestyna444 Re: Czy ja naprawdę potrzebuję pomocy? 05.06.14, 18:12
                      To powyżej to odpowiedź na post blond.sweter, tylko jakoś chyba źle podpięłam...
Pełna wersja