sundaville77
27.05.14, 23:46
witam. tak właściwie to nie wiem co bym chciała napisać...siedzę i czytam Wasze wpisy, łzy same lecą po policzkach..wszystko co czytam brzmi okrutnie znajomo..15 miesięcy temu zmarł mój najukochańszy mąż..pierwsza i jedyna miłość..moja druga połówka i najlepszy przyjaciel. zostałam sama z dwójką małych dzieci. czas wcale nie leczy ran..jest coraz gorzej..z każdym dniem mam coraz większy bunt i brak zrozumienia na to co się wydarzyło..tęsknie za nim potwornie. brakuje mi dotyku, uśmiechu, przytulenia, rozmowy..świadomości ze jestem dla kogoś tą najważniejszą..jak uporać się z tą tęsknotą? nie chce nawet myśleć o poznaniu kogoś nowego, cały czas czuję się mężatką, nosze obrączkę...nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie zbudować nowa relację z innym mężczyzną..nie chcę nikogo innego.. chcę moje kochanie..dlaczego to tak strasznie boli? nie jestem w stanie pozbyć się rzeczy z szaf..wydaje mi się że jak je usunę to tak jakbym usunęła Jego z mojego życia..nie chcę i nie potrafię tego zrobić choć wiem że już czas i ze powinnam..
znajomi i rodzina myślą że juz sie pozbierałam, bo sie uśmiecham, żartuje.. a we mnie w srodku wszystko krzyczy.......