mishiova
29.05.14, 00:14
Właściwie to chyba w głębi serca decyzję już podjęłam, ale chciałam się przekonać co myślą nt mądre życiowo kobiety.
Zatem...
Mieszkam z facetem od ponad roku, wynajmujemy mieszkania - na własne nas nie stać póki co. Mamy malutkie dziecko (kilkumiesięczne), na które zdecydowaliśmy się po krótkiej znajomości (o moich powodach wolałabym w tym miejscu nie pisać, ale zapewniam że uważam to za najlepszą decyzję jaką mogłam podjąć... mimo trudności).
Właściwie to, że zaczęłam się z nim spotykać on sobie "wychodził". Ja nie bardzo byłam zainteresowana, ale on był. Z czasem pomyślałam, że może mogłoby nam wyjść.
Gdy udało się zajść w ciążę miałam skomplikowaną sytuację w pracy. Okazało się, że nie będzie możliwości przedłużenia umowy choćby do dnia porodu i uzyskania zasiłku. Partner namówił mnie na rozwiązanie, które miało przynieść korzyści finansowe. Niestety, przyniosło długi. W międzyczasie wyszły problemy ze zdrowiem i musiałam iść na zwolnienie. On finansował mieszkanie i częściowo jedzenie. Ja z zasiłku chorobowego finansowałam swoje leki i opiekę medyczną, częściowo jedzenie itp, a także wyprawkę dla dziecka.
Już w czasie ciąży nasze relacje zaczęły się psuć. On coraz więcej czasu zaczął spędzać przed komputerem - na grach i (jak się później okazało) w serwisach randkowych. Do tego dochodził alkohol (niemalże co wieczór) i marihuana (często). Ja na początku próbowałam dać mu do zrozumienia, że powinniśmy zadbać o nasz związek, ale z czasem zajęłam się "własnymi sprawami" i powoli było mi wszystko jedno co on robi ze swoim życiem.
Dzięki dobrej opiece, dziecko urodziło się zdrowe.
On, mimo obietnic (nie, nie wierzyłam w nie) że po jego urodzeniu zmieni swoje zachowanie, dalej grał, pił, dnie i noce spędzał przed komputerem. Ja - nosząc płaczące niemowlę (nieraz godzinami), gdyż trafił się wymagający egzemplarz (bóle brzuszka itp).
Apogeum nastąpiło, gdy dziecko skończyło 6 tygodni. Zdradził mnie wtedy z kobietą poznaną dwa tygodnie wcześniej w internecie. Bardzo szybko wyczułam, że coś jest nie tak i gdy przekonałam się, że miałam rację - wyprowadziłam się z dzieckiem w trybie natychmiastowym. Wybłagał wtedy nasz powrót. Twierdził, że to dlatego że ja się od niego odsunęłam i że był zestresowany zaciskającą się mu na szyi pętlą finansową. Oczywiście nie kupiłam żadnego z tych tłumaczeń, ale żeby nie fundować dziecku tego, co sama doświadczyłam (mieszkanie tylko z matką) postanowiłam dać mu szansę (pod pewnymi warunkami). Przez pewien czas się starał - nie pił, mniej czasu spędzał przed komputerem... Szybko jednak znudziło mu się takie życie.
Wrócił komputer (siada do niego jak tylko wstaje/wraca z pracy i zostaje tam aż nie "padnie"), alkohol (pije żeby się upić - inne picie dla niego nie ma sensu) i marihuana. W pewnym momencie stwierdził, że nie chce żebym mu cokolwiek wybaczała, nie interesuje go co będzie z "tym dzieckiem" i że mamy sobie szukać mieszkania, a on idzie mieszkać do kolegi. Potem płakał, że on jednak by tego nie chciał, że chce mieszkać z nami i rodzina jest dla niego ważna.
Teraz wygląda to tak, że faktycznie dzieckiem zajmuję się tylko ja. Zresztą, po tym jak mówił że gdy stał z nim przy oknie to myślał co by było, jakby mu się "w głowie coś zrobiło" i je wyrzucił to raczej jego opiece go nie powierzę. Wciąż przesiaduje całymi dniami przed komputerem (jego główna aktywność to granie i wyszukiwanie filmików z upośledzonymi ludźmi i nabijanie się z nich). W domu jak zwykle nic nie pomaga. Popija może nie co wieczór, ale często. Rzadziej pali bo ma mało środków. Po nocach gra i rozmawia w głośno z kolegami przez internet czym budzi dziecko i mnie (czasem jak krzyczy, to dziecko aż podskakuje).
To, czego on oczekuje ode mnie, to że jak najszybciej wrócę do pracy i będę finansować w całości koszt mieszkania. Jak pomyślę sobie, że po powrocie z pracy będę musiała zajmować się dzieckiem dopóki nie pójdzie spać, a potem ogarniać mieszkanie (bo on tego nie robi - uważa, że nie ma potrzeby... jemu brud i stosy naczyń nie przeszkadzają) a potem padać na twarz, nie wysypiać się przez jego krzyki przy komputerze i wstawać rano żeby odwieźć dziecko do żłobka i tak w koło... A on w tym czasie będzie tylko pracował (ma nienormowany czas) i siedział przed komputerem, to naprawdę nie mam ochoty brać w tym udziału... Wtedy mam chęć zostawić to wszystko i wyprowadzić się z dzieckiem (rodziny nie mam żadnej, więc do wynajętego mieszkania/pokoju). I mimo, że będzie ciężko (finansowo, logistycznie) to przynajmniej spokój i atmosfera jaką bym chciała stworzyć dziecku - dom pełen miłości, bycia razem a nie tylko obok siebie. A z drugiej strony ono ma szansę mieć ojca, którego ja nie miałam... Ale jeszcze dalej idąc, mi tego ojca by wcale nie brakowało gdyby matka powiedziała mi prawdę o tym czemu go nie ma, gdy ją o to pytałam. No i zastanawiam się coraz częściej czy ja chciałabym mieć TAKIEGO ojca...
Jest coś jeszcze, zastanawiamy się nad wspólnym wyjazdem. Być może łatwiej by mi było po jakimś czasie nawet jako samotnej mamie poza PL..? A zacząć razem chyba łatwiej...
W powyższym opisie pominęłam kilka szczegółów. Np czemu nie interesuje mnie już jako partner (pominąwszy fakt, że tak naprawdę nie pasujemy do siebie)... Ale czasem nachodzą mnie myśli, że lepiej by nawet było, jakby całkowicie zniknął z naszego życia bo wtedy znów z nadzieją i optymizmem mogłabym patrzeć w przyszłość.
Chyba trochę chaotyczne to wszystko... W razie pytań służę wyjaśnieniami.