jak to widzicie?

29.05.14, 00:14
Właściwie to chyba w głębi serca decyzję już podjęłam, ale chciałam się przekonać co myślą nt mądre życiowo kobiety.
Zatem...
Mieszkam z facetem od ponad roku, wynajmujemy mieszkania - na własne nas nie stać póki co. Mamy malutkie dziecko (kilkumiesięczne), na które zdecydowaliśmy się po krótkiej znajomości (o moich powodach wolałabym w tym miejscu nie pisać, ale zapewniam że uważam to za najlepszą decyzję jaką mogłam podjąć... mimo trudności).
Właściwie to, że zaczęłam się z nim spotykać on sobie "wychodził". Ja nie bardzo byłam zainteresowana, ale on był. Z czasem pomyślałam, że może mogłoby nam wyjść.
Gdy udało się zajść w ciążę miałam skomplikowaną sytuację w pracy. Okazało się, że nie będzie możliwości przedłużenia umowy choćby do dnia porodu i uzyskania zasiłku. Partner namówił mnie na rozwiązanie, które miało przynieść korzyści finansowe. Niestety, przyniosło długi. W międzyczasie wyszły problemy ze zdrowiem i musiałam iść na zwolnienie. On finansował mieszkanie i częściowo jedzenie. Ja z zasiłku chorobowego finansowałam swoje leki i opiekę medyczną, częściowo jedzenie itp, a także wyprawkę dla dziecka.
Już w czasie ciąży nasze relacje zaczęły się psuć. On coraz więcej czasu zaczął spędzać przed komputerem - na grach i (jak się później okazało) w serwisach randkowych. Do tego dochodził alkohol (niemalże co wieczór) i marihuana (często). Ja na początku próbowałam dać mu do zrozumienia, że powinniśmy zadbać o nasz związek, ale z czasem zajęłam się "własnymi sprawami" i powoli było mi wszystko jedno co on robi ze swoim życiem.
Dzięki dobrej opiece, dziecko urodziło się zdrowe.
On, mimo obietnic (nie, nie wierzyłam w nie) że po jego urodzeniu zmieni swoje zachowanie, dalej grał, pił, dnie i noce spędzał przed komputerem. Ja - nosząc płaczące niemowlę (nieraz godzinami), gdyż trafił się wymagający egzemplarz (bóle brzuszka itp).
Apogeum nastąpiło, gdy dziecko skończyło 6 tygodni. Zdradził mnie wtedy z kobietą poznaną dwa tygodnie wcześniej w internecie. Bardzo szybko wyczułam, że coś jest nie tak i gdy przekonałam się, że miałam rację - wyprowadziłam się z dzieckiem w trybie natychmiastowym. Wybłagał wtedy nasz powrót. Twierdził, że to dlatego że ja się od niego odsunęłam i że był zestresowany zaciskającą się mu na szyi pętlą finansową. Oczywiście nie kupiłam żadnego z tych tłumaczeń, ale żeby nie fundować dziecku tego, co sama doświadczyłam (mieszkanie tylko z matką) postanowiłam dać mu szansę (pod pewnymi warunkami). Przez pewien czas się starał - nie pił, mniej czasu spędzał przed komputerem... Szybko jednak znudziło mu się takie życie.
Wrócił komputer (siada do niego jak tylko wstaje/wraca z pracy i zostaje tam aż nie "padnie"), alkohol (pije żeby się upić - inne picie dla niego nie ma sensu) i marihuana. W pewnym momencie stwierdził, że nie chce żebym mu cokolwiek wybaczała, nie interesuje go co będzie z "tym dzieckiem" i że mamy sobie szukać mieszkania, a on idzie mieszkać do kolegi. Potem płakał, że on jednak by tego nie chciał, że chce mieszkać z nami i rodzina jest dla niego ważna.
Teraz wygląda to tak, że faktycznie dzieckiem zajmuję się tylko ja. Zresztą, po tym jak mówił że gdy stał z nim przy oknie to myślał co by było, jakby mu się "w głowie coś zrobiło" i je wyrzucił to raczej jego opiece go nie powierzę. Wciąż przesiaduje całymi dniami przed komputerem (jego główna aktywność to granie i wyszukiwanie filmików z upośledzonymi ludźmi i nabijanie się z nich). W domu jak zwykle nic nie pomaga. Popija może nie co wieczór, ale często. Rzadziej pali bo ma mało środków. Po nocach gra i rozmawia w głośno z kolegami przez internet czym budzi dziecko i mnie (czasem jak krzyczy, to dziecko aż podskakuje).
To, czego on oczekuje ode mnie, to że jak najszybciej wrócę do pracy i będę finansować w całości koszt mieszkania. Jak pomyślę sobie, że po powrocie z pracy będę musiała zajmować się dzieckiem dopóki nie pójdzie spać, a potem ogarniać mieszkanie (bo on tego nie robi - uważa, że nie ma potrzeby... jemu brud i stosy naczyń nie przeszkadzają) a potem padać na twarz, nie wysypiać się przez jego krzyki przy komputerze i wstawać rano żeby odwieźć dziecko do żłobka i tak w koło... A on w tym czasie będzie tylko pracował (ma nienormowany czas) i siedział przed komputerem, to naprawdę nie mam ochoty brać w tym udziału... Wtedy mam chęć zostawić to wszystko i wyprowadzić się z dzieckiem (rodziny nie mam żadnej, więc do wynajętego mieszkania/pokoju). I mimo, że będzie ciężko (finansowo, logistycznie) to przynajmniej spokój i atmosfera jaką bym chciała stworzyć dziecku - dom pełen miłości, bycia razem a nie tylko obok siebie. A z drugiej strony ono ma szansę mieć ojca, którego ja nie miałam... Ale jeszcze dalej idąc, mi tego ojca by wcale nie brakowało gdyby matka powiedziała mi prawdę o tym czemu go nie ma, gdy ją o to pytałam. No i zastanawiam się coraz częściej czy ja chciałabym mieć TAKIEGO ojca...
Jest coś jeszcze, zastanawiamy się nad wspólnym wyjazdem. Być może łatwiej by mi było po jakimś czasie nawet jako samotnej mamie poza PL..? A zacząć razem chyba łatwiej...
W powyższym opisie pominęłam kilka szczegółów. Np czemu nie interesuje mnie już jako partner (pominąwszy fakt, że tak naprawdę nie pasujemy do siebie)... Ale czasem nachodzą mnie myśli, że lepiej by nawet było, jakby całkowicie zniknął z naszego życia bo wtedy znów z nadzieją i optymizmem mogłabym patrzeć w przyszłość.
Chyba trochę chaotyczne to wszystko... W razie pytań służę wyjaśnieniami.
    • tonik777 Re: jak to widzicie? 29.05.14, 08:08
      Z tego co opisałaś to Twój partner nie nadaje się na ojca i męża. Jego głównie interesują gry i znajomi oraz alkohol i inne używki. Osobiście gdybym miał wybierać mieć takiego ojca, czy nie mieć wcale to wybrałbym to drugie. A on raczej się już nie zmieni. Obiecywał i nic z tego nie wyszło. Przez krótki czas było lepiej, a potem znowu to samo. Więc jakoś nie widzę tego związku. Moim zdaniem lepiej, żebyś sama zajęła się dzieckiem. Skoro partner nie pomaga, a wręcz przeszkadza to po co się męczyć?
      • panizalewska Re: jak to widzicie? 29.05.14, 08:40
        Amen. Popieram przedmówcę.
    • allegra1002 Re: jak to widzicie? 29.05.14, 08:15
      Pytasz, jak to widzicie?A czy ta sytuacja w jaką wmanewrowałaś się na własne życzenie z własnej woli nie jest jednoznaczna? Można ją jakoś inaczej widzieć? Musztarda po obiedzie.Najpierw trzeba było się zastanowić, przemyśleć czy ten egzemplarz nadaje się na ojca rodziny a nie teraz po fakcie lamentować , że jednak się nie nadaje i nigdy nadawał nie będzie.To że się nie nadaje, widziałaś raczej od razu, po krótkim czasie wspólnego życia.Sama piszesz, że nie łączyło Was właściwie nic, krótka znajomość, brak uczucia.Nad czym tu się zastanawiać? bo dziecko nie będzie miało ojca? ono go nie ma, to nie żaden ojciec, to samiec który spłodził dziecko bezmyślnie.Pijak, narkoman, degenerat. Chcesz zniszczyć sobie i teraz już dziecku resztę życia to trwaj dalej w tym układzie.
      • mishiova Re: jak to widzicie? 29.05.14, 09:11
        Nie wiem czy można jakoś inaczej widzieć tą sytuację. Dlatego pytam, dzięki temu mogę dowiedzieć się co widzą inni czego ja nie dostrzegam.

        "Nad czym tu się zastanawiać? bo dziecko nie będzie miało ojca? ono go nie ma"
        - np to była cenna dla mnie uwaga

        I bynajmniej, nie lamentuję :)
      • malawojna80 Re: jak to widzicie? 29.05.14, 09:21
        Popieram, choć nazywanie tego pana degeneratem jakos mi nie leży... nie znamy. Mamy za to relacje autorki, która świadomie zafundowała dziecku niepełną rodzinę. Chciałam być sarkastyczna, ale teraz to raczeni nie miałoby sensu. Jak można, przy założeniu, że jakos to będzie, świadomie decydować sie na dziecko (nie chcąc przy tym fundować mu tego co sie miało sememu w dzieciństwie)?
        Mishiova, z ojcem dziecka Cię nic nie łączy, zakładasz z facetem rodzine, on się (nie chce go usprawiedliwiać, ale może tak być) nie odnajduje, bo czuje, że to nie jest to, że go nie kochasz etc.- w końcu wcześniej potrafił, chciał, sama napisałaś, że sobie "wychodził"...- więc ucieka gdzie może (hipotetycznie, może to taki typ, ale sytuacja sprzyja tego typu zachowaniom).

        Co Ty chcesz jeszcze zaczynać z tym panem? Po co go ciągac za granice? Mówiłas mu, że chcesz tylko tak na początek, a potem go zostawicie? tylko tak na rozbieg, bo łatwiej? ciekawe co on na to... a potem pretensja, że facet ma swój świat i nie chce mieć kontaktu z rzeczywistością.
        Dziecko podrośnie i zobaczy jak się traktuje ludzi przedmiotowo...

        Napierw to powinnas sie zastanowić (może z kimś? jakimś psychologiem?) czemu tak postępujesz (pisałas o jakichs osobistych przyczynach potrzeby posiadania dziecka już teraz... nie znając tematu trudno oceniać sytuacje), a równocześnie napraw ten chory układ panujący w domu. Ja bym na Tw.miejscu pogadała szczerze z facetem i ustaliła rozwiązanie- może, nie że nigdy nie kochałam, raczej po prostu jak jest teraz.
        • mishiova Re: jak to widzicie? 29.05.14, 09:45
          Dzięki za odmienne stanowisko w sprawie.
          Jednak nie do końca zrozumiałaś, świadczy o tym chociażby:
          "sama napisałaś, że sobie "wychodził"...- więc ucieka gdzie może (hipotetycznie, może to taki typ, ale sytuacja sprzyja tego typu zachowaniom)"
          I nie jest też tak, że przez ten cały czas traktowałam Pana na chłodno i nic do niego nie czułam. Gdy decydowaliśmy się na dziecko, naprawdę wierzyłam że możemy razem stworzyć fajną rodzinę. Ale wtedy nasze życie wyglądało całkiem inaczej, choćby sposób spędzania wolnego czasu. I gdzieś pojawia się nadzieja, że jak wyjedziemy i on pójdzie do "normalnej" pracy to jakoś wszystko mu się naprostuje... A jeśli nie, to wtedy zastanowimy się co dalej. Ale nie zakładam od razu, że to by nie wyszło...
          PS pogadanki były. po ostatniej sytuacja finalnie taka, jak w pierwszym poście
    • default Re: jak to widzicie? 29.05.14, 08:44
      Wygoń dziada od razu, do niczego Ci niepotrzebny, odetchniesz, gdy zostaniesz sama z dzieckiem. Piszesz, że decyzja o jego urodzeniu była jak najsłuszniejsza, więc ciesz się, że to dziecko masz i na tym się skup.
      Facet, jak wynika z Twojego opisu, jest jakims totalnym posrańcem - pijak, narkoman, leń, prymityw (tekst o nabijaniu się z niepełnosprawnych powalił mnie), niezrównoważony psychicznie (zastanawiał się, czy wyrzucić dziecko przez okno ?????) . Nic dobrego ani Ciebie, ani Twojego dziecka od niego spotka i w tej sytuacji brak ojca jest dla dziecka 100 x lepszy niż posiadanie ojca-degenerata. Poza tym - skąd wiesz, że gdy już pozbędziesz się chwasta, nie spotkasz fantastycznego człowieka, który będzie prawdziwym mężem dla Ciebie i ojcem dla Twojego dziecka ?
      Na wyjazd z nim zagranicę też się nie pisz - z takim facetem na pewno nie będzie łatwiej - bo i w czym niby ?? Pogoń go, ochłoń i zacznij układać sobie samodzielne życie - czy w Polsce, czy zagranicą - ale bez niego.
      • mishiova Re: jak to widzicie? 29.05.14, 09:18
        I pewnie nawet bym się nie zastanawiała, tylko tak właśnie zrobiła ale...
        Czasem on wstaje od komputera (np gdy wrócimy z dzieckiem ze spaceru, albo gdy maleństwo się bawi ze mną i śmieje) i podchodzi do dziecka. Wtedy jest względem niego taki dobry i czuły i... to przypomina mi że ja nigdy czegoś takiego od ojca nie doświadczyłam. I zastanawiam się, czy takie chwile nie są dla dziecka czymś, dla czego warto zrezygnować z siebie i własnych wyobrażeń nt życia rodzinnego.
        • allegra1002 Re: jak to widzicie? 29.05.14, 09:27
          No nie żartuj dziewczyno! bo raczej sama nie wierzysz w to co teraz napisałaś. Ojcostwo nie polega na tym że z nudów podchodzi się do diecka i patrzy na niego z czułością przez krótką chwilę.A potem sztacha się zielskiem, zalewa wódą, wydziera po nocach nie zwracając uwagi że dziecko i Ty spać nie możecie.Z czułością przez krótką chwilę można i na misia pluszowego patrzeć, przytulić go, potarmosić za ucho....... i rzucić w kąt albo do kosza na śmieci.On jest momentami "ojcem" gdy ON ma na to ochotę, a nie gdy jest dziecku i rodziny potrzebny.
        • malawojna80 Re: jak to widzicie? 29.05.14, 10:13
          Mój sąsiad tez podchodzi do mojej córki i się do niej usmiecha i jest miły i wogóle, ale nie bedzie dla niej ojcem. Ojcostwo nie polega na tym. Sama mozesz nie wiedzieć o tym, bo nie miałaś ojca... powinnaś tym bardziej udać sie do kogoś kto pomoże Ci zbudować sobie w głowie wizję rodziny. Moim skromnym zdaniem oczywiscie...
    • terazkasia Re: jak to widzicie? 29.05.14, 09:11
      mishiova napisał(a):
      > Mieszkam z facetem od ponad roku, wynajmujemy mieszkania - na własne nas nie st
      > ać póki co. Mamy malutkie dziecko (kilkumiesięczne), na które zdecydowaliśmy si
      > ę po krótkiej znajomości (o moich powodach wolałabym w tym miejscu nie pisać, a
      > le zapewniam że uważam to za najlepszą decyzję jaką mogłam podjąć... mimo trudn
      > ości).

      Ale gdy się przeczyta całość, to te powody wydają się dość czytelne - po prostu chciałaś mieć dziecko, nieważne z kim i w jakiej życiowej sytuacji. Czy nie mam racji?
      Co do sytuacji: włosy stają na głowie, gdy się to wszystko czyta. Nie wierzę, że nie wiedziałaś wcześniej, że facet pije i ćpa. Wybrałaś to wszystko sama, świadomie, z jakiegoś powodu, może powyższego.

      Ps. Jakby co, to pisząc to niczego nie oceniam, ani Ciebie, ani decyzji; napisałam po prostu, co się rzuca w oczy (nie mnie oceniać cudze czyny).
      • mishiova Re: jak to widzicie? 29.05.14, 09:30
        "Ale gdy się przeczyta całość, to te powody wydają się dość czytelne - po prostu chciałaś mieć dziecko, nieważne z kim i w jakiej życiowej sytuacji. Czy nie mam racji?"
        - prawie, sytuację podówczas miałam dość stabilną (przynajmniej tak mi się wydawało)... to m.in. ze względu na wspólne życie podjęłam kilka decyzji, przez które moja sytuacja uległa zmianie... co nie zmienia faktu, że dziecko to istotny element (dlatego nie skarżę się, że jestem biedna bo mam dziecko i co ja teraz pocznę... bardziej zastanawiam się co będzie dla tego dziecka najlepsze)

        "Nie wierzę, że nie wiedziałaś wcześniej, że facet pije i ćpa."
        - a jednak... widywaliśmy się głównie u mnie, nie pił i nie palił wtedy przez kilka miesięcy... nie grał też co dzień... w zasadzie mimo wątpliwości co do moich uczuć w stosunku do jego osoby, wydawało mi się, że mam mocny argument "za" - że jest dobrym człowiekiem i zależy mu na mnie i dziecku... zmieniać zaczęło się w zasadzie jak zamieszkaliśmy razem


        "Ps. Jakby co, to pisząc to niczego nie oceniam, ani Ciebie, ani decyzji; napisałam po prostu, co się rzuca w oczy (nie mnie oceniać cudze czyny)."
        - dzięki
    • lilyrush Re: jak to widzicie? 29.05.14, 09:14
      ja nie rozumiem dlaczego w ogóle Ty masz jakieś dylematy?
      rozstanie i wniesienie formalnie do sądu o alimenty

      no chyba, ze masz podobne życiowe powołanie jak matka Teresa- wtedy sie umartwiaj. Tylk dziecka mi szkoda będzie w takiej sytuacji

      Żeby nie było, ze nie wiem co pisze- ja sie rozwiodłam z facetem bo go nie interesowała rodzina tylko komputer i piwo, ale i tak nie był w połowie takim egzemplarzem jak ten gościu
      • aqua48 W ogóle tego nie widzę 29.05.14, 10:28
        Twój partner pije, ćpa, zastanawiał się czy nie zabić dziecka, nie możesz na niego liczyć w żadnej życiowej sytuacji, a Ty się zastanawiasz czy rozstając się z nim nie pozbawisz dziecka ojca?
        Otóż nie, nie pozbawisz, pozbawisz go jedynie huśtawek emocjonalnych i bardzo złego wzoru postępowania i traktowania najbliższych. A ojciec jak będzie chciał być dobrym ojcem i dorośnie wreszcie do odpowiedzialności i wyplącze się z uzależnień to zawsze będzie miał szansę zaistnieć na prawdę w życiu dziecka. Na razie i tak go w nim nie ma.
        • mishiova Re: W ogóle tego nie widzę 29.05.14, 10:37
          Myślę, że to nie tak, że on chciałby je wyrzucić przez to okno...
          Gdy to mówił, sprawiał wrażenie zaniepokojonego takimi myślami.
          • zuzanna56 Re: W ogóle tego nie widzę 29.05.14, 11:20
            Ja po prostu nie wierzę autorko wątku, że istniejesz, dla mnie to wymyślona historia. Po co podejmować takie dziwne decyzje w życiu a potem cierpieć?
            • mishiova Re: W ogóle tego nie widzę 29.05.14, 11:39
              A gdzie tu mowa o cierpieniu?
              Może cierpienie by było gdybym kochała go nad życie, miała klapki na oczach, wierzyła że to na pewno stan przejściowy i on się zmieni bo "przecież taki nie jest".
              Ja tylko zastanawiam się jak kolejne kroki, które mogłabym podjąć, wpłyną na życie mojego dziecka.
              A, jakbym opisała tu cały mój życiorys to już na pewno byś nie wierzyła w moje istnienie ;)
              • zuzanna56 Re: W ogóle tego nie widzę 29.05.14, 12:35
                Dobra, nie cierpienie ale problem.
                • zuzanna56 Re: W ogóle tego nie widzę 29.05.14, 12:36
                  Pije, bierze narkotyki, ty robisz wszystko sama a on cie zdradza. Po co brac sobie na głowę taki problem?
                  • mishiova Re: W ogóle tego nie widzę 29.05.14, 16:43
                    i tu nie sposób się nie zgodzić...
          • aqua48 Re: W ogóle tego nie widzę 29.05.14, 11:51
            mishiova napisał(a):

            > Myślę, że to nie tak, że on chciałby je wyrzucić przez to okno...
            > Gdy to mówił, sprawiał wrażenie zaniepokojonego takimi myślami.

            No, a czy ten "niepokój" sprawił, że zmienił swoje życie w jakikolwiek sposób?
            Myślę, że jakby już to dziecko wyrzucił to zapewne też by się tym faktem zaniepokoił...i może nawet zmartwił. Jak sądzisz jako matka?
    • hunkis Re: jak to widzicie? 29.05.14, 11:52
      Absolutnie nie funduj dziecku życia pod jednym dachem z takim czlowiekiem. Masz traumę bo "ojca nie miałaś" i nieświadomie fundujesz dziecku piekło zmuszajac dziecko do życia z ojcem uzależnionym i zaburzonym. To o wiele gorsze niż nie mieć ojca w domu.
      Odejdź, idź sama na jakąs terapię podnoszącą Twoje poczucie własnej wartości,
      złóż pozew o alimenty od ojca dziecka ale nie żyj z nim pod jednym dachem.
      Za jakis czas, jeśli sama poukładasz siebie - znajdziesz normalnego faceta do pary.
      Wydaje Ci się, że teraz robisz dziecku dobrze- ale to Ty masz lęki braku ojca i przenosisz je na dziecko, a dziecko będzie płacić wielką traumą za brak poczucia bezpieczeństwa przy nałogowcu i wielki wstyd z posiadania uzaleznionego rodzica. O ile dziecko dożyje kilku lat, bo może narkoman w swoich zwidach je wcześniej skrzywdzi.
      Dziecko niestety takiego ojca ma jakiego mu dałaś. Innego biologicznego mieć nie będzie.
      Ale może miec wzór normalnego mężczyzny w kimś innym. O ile jesteś na tyle rozsądna osobą żeby nie wybierać kolejnych nałogowcow i popaprańców.







    • twojabogini Re: jak to widzicie? 29.05.14, 13:03
      Nie stworzysz dobrze funkcjonującej rodziny z osobą uzależnioną. Dla żadnego dziecka nie jest korzystne funkcjonowanie w rodzinie dysfunkcyjnej, gdy jedna osoba jest uzależniona, a druga współuzależniona i nic nie robi aby nałóg przerwać lub gdy się nie da -odejść, by ochronić siebie i dziecko.

      Nie jest normalne zastanawianie się nad wyrzuceniem dziecka przez okno, nawet gdy mówi się o tym spokojnym tonem lub tonem przerażonym. Osoba znajdująca się często pod wpływem środków odurzających, czy to THC czy alkoholu nie jest właściwym opiekunem dla dziecka. Jej mózg nie działa normalnie, nawet gdy wydaje się zupełnie "normalna". Tym samym dla małego dziecka stanowi zagrożenie.

      Trudno jest podjąć decyzje o odejściu, a im dłużej się ją odwleka - tym w coraz większe bagno się człowiek ładuje. Wyjeżdżając z kraju z kimś na kogo nie możesz liczyć już tu na miejscu tylko pogorszysz swoją sytuację. Już wpadłaś w długi.

      Dziecko już nie ma ojca, więc zastanawianie się czy mu go nie odbierzesz jest bez sensu.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: jak to widzicie? 29.05.14, 16:18
      Nie napisała Pani o swoim partnerze ani jednego dobrego słowa.
      Nie przedstawiła Pani, żadnej sytuacji z Waszego wspólnego życia, którą można by zobaczyć optymistycznie lub zinterpretować na korzyść mężczyzny.
      Dla mnie to oznacza, że nie możemy zobaczyć tej sytuacji inaczej niż Pani, bo nie mamy danych po temu.
      Więc czemu mając tak jednoznacznie złą opinie o partnerze, ma Pani jednocześnie tyle wątpliwości i jest z nim nadal?
      Prawdopodobnie już na początku przyjęła Pani złe założenia do istniejących po jego stronie faktów. Teraz tez tak to wygląda. Więc chyba zamiast dumać i pogłębiać złą sytuacje, trzeba podjąć decyzję, którą trzyma Pani w zanadrzu. Dalsze przerzucanie się argumentami "za i przeciw" jest tylko stratą czasu i energii. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • mishiova Re: jak to widzicie? 29.05.14, 17:16
        Nie mogę się z tym zgodzić.
        Pisałam, że nie zawsze sytuacja wyglądała jak obecnie. Gdy jego codzienności nie stanowił przede wszystkim komputer oraz używki było całkiem inaczej. Z czasem zaczął wracać do starych nawyków (niedawno dowiedziałam się, że tak wyglądało jego życie zanim mnie poznał) i wszystko było ok, dopóki ja spędzałam z nim czas na jego rozrywkach (grając z nim, oglądając jego ulubione seriale) albo realizując swoje potrzeby (intelektualne np) samotnie.
        Odniosłam się też do tego, jak traktuje dziecko. Jest to coś, co głęboko mnie porusza. I coś, co mimo trudnej sytuacji mnie przy nim trzyma. Dlatego właśnie, pomimo wątpliwości, jeszcze nie odeszłam. Mimo, że nie bacząc na wcześniejsze deklaracje, pozostawia opiekę nad dzieckiem wyłącznie mi.
        Być może zamieszczając tu wątek oczekiwałam nie tyle, że ktoś mi napisze: to zły człowiek, odejdź. To akurat słyszałam wielokrotnie od znajomej, która nawet przez jakiś czas z nami mieszkała. Nawet nie zliczę ile razy próbowałam ją przekonać, że to chwilowy kryzys i tak naprawdę to on jest dobrym człowiekiem, troszczy się o mnie i o dziecko, zależy mu na nas...
        Chyba chciałam przeczytać: jest taki i taki sposób na wyeliminowanie destrukcyjnych czynników i jeżeli ta relacja/rodzina jest dla ciebie ważna to możesz zrobić to i to.
        Myślę jednak, że nie mogę w tym kierunku zrobić nic. Zbyt wiele razy słyszałam "mam zamiar..." (przestać pić, palić... tylko komputera nigdy nie miał zamiaru ograniczać) żeby wierzyć, że te zamiary przełożą się na rzeczywistość. Chyba nadszedł czas aby chronić przed ewentualnymi skutkami pozostawania w tym układzie siebie i swoje dziecko.
        • aqua48 Re: jak to widzicie? 29.05.14, 17:35
          mishiova napisał(a):

          >próbowałam ją przek
          > onać, że to chwilowy kryzys i tak naprawdę to on jest dobrym człowiekiem, trosz
          > czy się o mnie i o dziecko, zależy mu na nas...

          Ale to nieprawda. Twój partner nie jest człowiekiem któremu zależy na Tobie i Waszym dziecku oraz sytuacja którą opisujesz nie jest chwilowymi, przejściowymi kłopotami. To normalność w Waszym związku była chwilowa i skończyła już dawno..

          > Chyba chciałam przeczytać: jest taki i taki sposób na wyeliminowanie destrukcyj
          > nych czynników i jeżeli ta relacja/rodzina jest dla ciebie ważna to możesz zrob
          > ić to i to.

          Tylko że to powinna być kwestia Twego partnera, nie Twoja. Ty za niego tego nie jesteś w stanie zrobić. Tak jak nie przeżyjesz za niego jego życia.
        • danaide Re: jak to widzicie? 01.06.14, 20:45
          > Chyba chciałam przeczytać: jest taki i taki sposób na wyeliminowanie destrukcyj
          > nych czynników i jeżeli ta relacja/rodzina jest dla ciebie ważna to możesz zrob
          > ić to i to.

          Zatem odpowiem ja, samotna matka, która również wybrała sobie faceta, który jak był ze mną to mało grał i tylko trochę pił (i już nie przypalał=). Który chciał mieć dziecko. I który, gdy pojawiło się dziecko, przerzucił na mnie cały ciężar i wymiękł, ojcostwo trudna sprawa, duży stres, więc na wszelki wypadek trzeba pić i trzeba grać.

          Wydaje Ci się, że destrukcyjnym czynnikiem jest tylko on. Ale destrukcyjnym czynnikiem jesteś też Ty i Twoje myślenie. Ten facet to odpad. Wyrzucanie dziecka? Nabijanie się z niepełnosprawnych? Trąci jakąś psychozą. Chciał mieć dziecko, ale zapewne nie powiedział czemu. Może dlatego, żeby ktoś go kochał i patrzył w niego jak w obrazek, bo nikt go nie kochał i wszyscy mieli go za śmiecia. Ale to tak nie działa. Nie wiem z jakiego piekła samotnego rodzicielstwa przyszłaś, że byle chłop, który pochyla się nad Twoim dzieckiem budzi w Tobie wiarę w istnienie ojca. To też tak nie działa. Zewsząd jakieś złe wzorce, dobrych widać nie miałaś, ale tu na forum słyszysz, że z tego nic nie będzie.

          Jeśli jest ważna dla Ciebie ta rodzina - Ty i dziecko - to musisz wiać. Spróbuj domu samotnej matki, jeśli nie masz nikogo to przyda Ci się systemowe wsparcie i obecność innych kobiet, które mają podobne historie. Jeśli jest ważna dla Ciebie ta relacja - z tym facetem - to musisz ją sobie wybić z głowy.
          • zuzi.1 Re: jak to widzicie? 01.06.14, 23:13
            W pełni zgadzam się z opinią Danaidę. Widzę to tak, że na własne życzenie wdepnęłaś w gooowno i teraz z tego gooowana sama musisz wylezc...bo się utopisz a z Tobą i Twój maluszek. Szkoda przede wszystkim dziecka, ale Ciebie samej też bardzo szkoda na takiego MĘTA przydrożnego...
    • mayaalex Re: jak to widzicie? 29.05.14, 18:25
      ja sie zgodze z terazkasia: bardzo chcialas miec dziecko, teraz masz i na szczescie dla was obojga nie sformalizowalas zwiazku z obecnym partnerem wiec rozstanie powinno byc stosunkowo nietrudne. za malo mamy danych, zeby oceniac Ciebie i tego faceta - ale z tego, co napisalas, to powinnas teraz szybko zajac sie soba i dzieckiem (lacznie z alimentami), a facet byc moze jeszcze kiedys dojrzeje i bedzie calkiem niezlym ojcem dochodzacym czy weekendowym. zwiazku z tego nie bedzie - i byc moze to nie do konca tylko on jest za to odpowiedzialny? tzn. mam wrazenie, ze Ty nigdy nie bylas pewna, czy naprawde chcesz z nim byc, nie byla to jakas wielka milosc z Twojej strony, zakladalas raczej, ze potrzebujesz ojca dla dziecka a potem w trudnej sytuacji zyciowo-finansowej wszystko sie nagle bardzo posypalo.
      i absolutnie nie chce Cie oceniac, kazdy ma swoje zyciowe motywacje, ktore w danym momencie wydaja nam sie sluszne, a potem zycie roznie sie toczy i weryfikuje nasze wybory. a moze zupelnie zle to ocenilam?
      w kazdym razie teraz masz dziecko, za nie jestes odpowiedzialna, ono jest priorytetem - a posrednio i Ty, bo to Ty musisz je utrzymac i wychowac. dasz rade. jak juz sobie troche zycie zorganizujesz (mieszkanie, praca, opieka nad dzieckiem, alimenty) to zobaczysz, ze odetchniesz.
      trzymam kciuki.
    • molly_wither Re: jak to widzicie? 30.05.14, 18:34
      Zachowalas sie egoistycznie i teraz szukasz porady w internecie? Dziecko to nie zabawka, dziecko to od poczatku czlowiek,ktory potrzebuje odpowiedzialnych rodzicow.Ty zachowalas sie nieodpowiedzialnie decydujac sie na dziecko, a partner zachowuje sie nadal nieodpowiedzialnie. Koniec.
      • andalus Re: jak to widzicie? 01.06.14, 18:20
        rozwalają mnie takie teksty. Nikt nie jest w stanie przewidzieć swojej przyszłości ani tego jak zmieni się partner. Ktoś kto tak myśli, że jest w stanie panować w ten sposób nad swoim życiem nie dostał jeszcze po dupie.
        NIkogo nie interesuje co było kiedyś ale co zrobić dzisiaj. To co było, to jedynie pomaga nam podjąć decyzję. Wg moich doświadczeń nie warto inwestować w osobę uzależnioną. Uzależnienie powodują niestety zmiany w mózgu, objawiające się min. zanikiem uczuć wyższych. To co obserwujesz, że partner chwilowo jest czuły wobec dziecka nie oznacza, że rozumie i odczuwa odpowiedzialność. On po prostu nie ma w to wglądu. Im dłużej to będziesz ciągnęła tym trudniej będzie się rozstać.
    • me-lissa Re: jak to widzicie? 01.06.14, 19:05
      Napiszę tylko że nie mogłabym spokojnie zasnąć gdyby moje dziecko przebywało pod jednym dachem z człowiekiem który miał myśli nt wyrzucenia go przez okno. Nie zmrużyłabym oka. Był zaniepokojony kiedy to mówił? Jeśli faktycznie wyrzuci młodego pewnie niepokój zmieni się w rozpacz. I co z tego?
Pełna wersja