czy mam się wtrącać? jak się zachować?

04.06.14, 11:13
Moja mama mieszka w swoim domu wraz z moją starszą siostrą, bratem i jego rodziną. Ja mieszkam kilkaset km od nich.
Mieszkają razem od kilku lat, do niedawna mama zajmowała się dziećmi brata. Między nimi (mama vs reszta świata) narasta konflikt.
Bratowa jest DDA, bywa złośliwa, konfliktowa. Mój brat i siostra są typami obojętnymi, gruboskórnymi, liczy się dla nich własna wygoda, kłótnie w domu i kiepska atmosfera im nie przeszkadzają.
Mama zajmując się wnukami narzekała do mnie że ją to męczy, że chciałaby mieć czasem jakiś odpoczynek, co zrozumiałe bo siedziała z nimi po kilkanaście godzin 6 dni w tygodniu. Wreszcie że nie ma żadnej wdzięczności, tylko opryskliwość ją spotyka.

Gdy się wtrącałam, mówiąc żeby dali mamie jakoś odpocząć, wychodziło ze to ja jestem ta zła. Bo mama koniec koncow stwierdzała ze dzieci jej nie przeszkadzają, tylko fochy bratowej i zachowanie reszty.

No ale mama w końcu się zbuntowała. Teraz jest w domu wrogiem nr jeden, nikt się do niej nie odzywa, jakieś zdawkowe "dzien dobry", ona tez miła nie jest. Jednocześnie mama ciągle czeka na jakieś przepraszam, ale się na to nie zanosi.

Tłumaczę mamie jakie ma mażliwosci, ze powinna porozmawiać na spokojnie ze wszystkimi, przedstawić swoje warunki, postawić granice. Jak się nie dostosują to wyprosic towarzystwo z domu.
Ale mama ich nie wyprosi bo jej szkoda dzieci. Rozmawiać nie umie, boi sie.
Mama oczekuje ze ja ustawie wszystkich do pionu, ze zwrócę im uwagę, jakoś wstawię się za nią.
Gdy próbowałam wcześniej rozmawiać z rodzeństwem i bratową słyszałam tylko ze nie ma mnie na miejscu i nie wiem jak jest. Ze mama tez bywa złośliwa, obraża się, ze nie powinnam się wtrącać.

Osobiscie uważam że mama ma prawo sobie być w swoim domu jaka chce. Ale też powinna jasno komunikować swoje oczekiwania i potrzeby. A mama tego nie umie i nigdy nie umiała. Zawsze były fochy i niedopowiedzenia.
Tłumaczę mamie ze powinna zająć się sobą, swoim poczuciem wartości, nauczyć sie stawiania granic. Ale ona czego innego ode mnie oczekuje. Wolałaby biernie czekać aż ją ktoś obroni.

Sama już nie wiem jak powinnam sie zachować.
Inna sprawa ze mam do nich daleko i nie mogę od tak wpaść i pogadać to z jednym to z drugim. Mogę jechać z odsieczą, ale to już muszę wiedziec co i komu chcę powiedzieć.

Poradźcie coś bo mnie to wykańcza. Nie wiem jak się zachować.
    • peggy_su Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 11:22
      Oczywiście mama w tym wszystkim czuje się najgorzej. Wyjezdza z domu, ucieka przed atmosferą itd. Ale przecież ja nie każę nikomu nagle jej lubić, szanować itd. nikt mnie nie posłucha bo niby czemu. Uważam że mama dla własnego dobra też powinna się zmienić, wziąć wreszcie swoje życie w swoje ręce. Ale czy to jest możliwe gdy ktoś ma prawie 70 lat i przede wszystkim nie chce tego robić :/
      • mamasiasiulki Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 11:42
        Dziewczyno, przede wszystkim to Ty musisz wziąć we własne ręce swoje życie - mamie ani nie pomożesz, ani jej nie ocalisz. A jeśli ona oczekuje od Ciebie wpłynięcia na rodzeństwo, to jest zwyczajnie toksyczna - nie ma do tego prawa. Może się pożalić, może szukać porady (dobre rady jej dajesz, obiektywne), ale nie może strzelać focha, bo "Ty im nie chcesz powiedziać".

        Ja bym przede wszystkim na Twoim miejscu zaprosiła matkę do siebie na dwutygodniowe wakacje. Odpocznie od nich, oni odpoczną od niej. I stawiałabym sprawę jasno: musi z nimi rozmawiać. I to nie prawić tyrady, tylko tę zwykłą psychologiczną gadkę: "zależałoby mi Zosiu, żebyś to Ty ugotowała dziś obiad", "nie Stasiu, nie twierdzę, że za mało robisz, tylko, że ja mam za dużo obowiązków i nie daję rady".

        Nie rozumiem też co to znaczy, że szkoda jej dzieci. Dzieciom do życia potrzebni są przede wszystkim i właściwie wyłącznie rodzice i spokojne, bezpieczne otoczenie bez konfliktów i awantur. Dziadkowie są pożądani, ale tylko wtedy, gdy - pod względem emocjonalnym oczywiście - korzyść z ich obecności w życiu jest większa niż straty, które sieją. Tudzież gdy straty wynikłe z ewentualnych afer po ich odcięciu byłyby większe od potencjalnych szkód wynikłych ze sporadycznych widzeń.

        Synowa ma prawo teściowej nie lubić. Ma obowiązek odnosić się do niej po ludzku mimo braku sympatii. Ale taki obowiązek ma także babcia - nawet, jeśli i ona synowej nie lubi. Sama synowa niczego nie zdziała, dobrze wiesz. Sama matka również. Nie możesz od dziewuchy wymagać by się podporządkowała, bo z babcią mieszka. Za to babcia ma pełne prawo prosić młodych o znalezienie sobie własnego "em". Tylko najwyraźniej babcia boi się, że nie będzie miała wnuków u siebie i pod pełnią władania (wnuki się podporządkowują, a synowa nie).

        Wiesz, z tymi pokolenio-konfliktami to generalnie jest kanał. Nikt nikogo nie chce słuchać, czasami jedna strona może by i chciała zmian, ale bokiem jej wychodzą zachowania drugiej. Najlepsze rozwiązanie to "rozwód" i pozostanie przy niedzielnych obiadkach.
        • peggy_su Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 11:56
          Z wnukami to nie chodzi o władzę. Odkąd mama powiedziała że nie ma siły i nie będzie się nimi zajmować, to dzieci nie spędzają z nią czasu i prawie nie mają z nią kontaktu. Tyle co się spotkają w kuchni czy w korytarzu. Czasem bratowa każe dzieciom iść do babci żeby jej nie przeszkadzały przy sprzątaniu. I tyle.

          Mamie chodzi o to że brat ma kiepską sytuację finansową. Mówi że gdyby był sam to by go wyprosiła z domu, ale że są dzieci to nie chce żeby się te maluchy musiały gdzieś tułać. I tylko o to chodzi, nie chce nikogo wyrzucać na bruk. Może też się boi że nawet jak im każe to się nie wyprowadzą.

          Jeśli chodzi o odpoczynek - od zaostrzenia konfliktu mama ciągle wyjezdza z domu, to do mnie to gdzies do znajomych, nawet na swięta wyjechała pierwszy raz w zyciu. Teraz też jest u mnie drugi tydzień, niebawem wraca i już jest chora na samą myśl.

          A jeśli chodzi o mnie, to generalnie staram się nie wtrącać. Wiem że mam syndrom "ratowniczki" . czuję odpowiedzialność za cały świat, i się stopuję. Ale teraz to juz naprawdę mam wyrzuty.
          • nevada_r Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 12:06
            > Z wnukami to nie chodzi o władzę. Odkąd mama powiedziała że nie ma siły i nie b
            > ędzie się nimi zajmować, to dzieci nie spędzają z nią czasu i prawie nie mają z
            > nią kontaktu. Tyle co się spotkają w kuchni czy w korytarzu. Czasem bratowa ka
            > że dzieciom iść do babci żeby jej nie przeszkadzały przy sprzątaniu. I tyle.

            No to o co jej chodzi? Raz mówi, że nie ma siły się zajmować wnukami i nie będzie się nimi zajmować, więc bratowa ZGODNIE Z JEJ ŻYCZENIEM nie podrzuca jej dzieci, a teraz narzeka, że się z wnukami nie widuje? Przecież może przyjść do nich sama i powiedzieć, że teraz je zaprasza do siebie na godzinkę.

            Też twierdzę, żeby się nie wtrącać - to twoja mama musi chcieć zmiany i ją wyegzekwować, a na razie wygląda mi na to, że ona sama nie wie, czego chce. ;) Chciałaby sobie poustawiać dorosłych tak, jak jej to pasuje, a tak się nie da.
            • peggy_su Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 12:21
              Nie napisałam że mama narzeka na kwestie dzieci akurat :) Raczej ja to tak widzę.
              Chodziło o to żeby mama nie musiała sie zajmować dziećmi po 80 godzin w tygodniu. Gdy powiedziała stop, to nastąpił foch i zabranianie dzieciom chodzic do babci.
              Teraz nadal jest foch, ale dzieci są sprytnie wysyłane do babci gdy przeszkadzają swojej mamie. Nadal jest to bez ustalenia z babcią czy akurat ma czas i ochotę.

              Tak wiem, że to mama sama powinna egzekwować, tak tylko napisałam, gwoli ścisłości.
          • mamasiasiulki Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 12:11
            No to przykra sytuacja, ale rozwiązania innego ja osobiście nie widzę. Syn może i ma trudną sytuację, ale będzie musiał dorosnąć i już. Albo wszyscy "dorośli" z mamą na czele będą musieli dorosnąć i zacząć się komunikować. No i tolerować :-)
          • krokodil123 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 16:16
            A czy mogłabyś konkretnie napisać o co twojej matce chodzi i co konkretnie w punktach sobie życzy.

            Ja też nie zrozumiałam o co chodzi jak nie o wnukach i o odpoczynku.

            • peggy_su Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 21:51
              Chciałaby żyć bezkonfliktowo, z rodziną lub bez. Bez złośliwości, trzaskania drzwiami itd.
              Nie ma nic przeciwko zajmowaniu się wnukami ale np raz w tygodniu, lub okazjonalnie. Nie kilkanaście godzin dziennie. Chce mieć czas na swoje życie, swoich znajomych itd.

              A w zaistniałej sytuacji nie umie postawić warunków, wyrazić oczekiwań. Jest bierna tak jak całe życie była. Chciałaby zeby samo sie ułozyło lub zeby ktos załatwił to za nią.

              Raz powiedziała czego chce, czyli że nie będzie się zajmować dziećmi i jest za to karana milczeniem, brakiem zainteresowania, większą niż zwykle ilością złośliwości.

              Czasem mówi też że chciałaby żeby po prostu wszyscy się od niej wyprowadzili. Ale nie chce stracić całkowicie kontaktu z rodziną, a tak by się na pewno stało gdyby ich wyprosiła. Nie chce też mieć na sumieniu biedy wnuczek - bo brata na sensowne zamieszkanie nie bardzo stać.
              • krokodil123 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 05.06.14, 08:15
                Przecież sama pisałaś, że teraz się nie zajmuję dziećmi i ma czas dla siebie, więc ma tego.
                A te złośliwości, trzaskania drzwiami to mogą być różnie oceniane. Moja matka twierdziła, że bratowa zamiatając szufelką w innym pokoju kiedy jeszcze ich oddzielali zamknięte drzwi to umyślenie "mocno szurała tak aby ją zdenerwować i robić jej na złość".
                Dobrze że byłam świadkiem jak bratowa normalnie i spokojnie sobie sprzątała i mogłam się zająć urojeniami własnej matki.

                Tak jak matka uważa że ktoś i robi na złość, tak samo i druga strona może tego myśleć.
                Jak się mieszka razem nie ma "bezkonfliktowo". Sama się z matką, mężem czy dziećmi czasami użeram.
                O proszę-przed chwilkę synalek trzasnął dziwami i poleciał na uczelnie zostawiać po sobie w pokoju armagedon. Wariant pierwszy-źle wychowany, nie sprząta po sobie, trzaska drzwiami, nie szanuję mnie, ma mnie za nic i robi mi na złość tak aby mnie wykończyć.
                Drugi wariant-całą noc się uczył jest koniec roku, jest nie wyspany, spieszy się bo dzisiaj ma bardzo ważny kolokwium i w tej akurat chwili nie zważa na nic a myśli tylko o zdania go.
                • celestyna444 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 05.06.14, 16:53
                  > O proszę-przed chwilkę synalek trzasnął dziwami i poleciał na uczelnie zostawia
                  > ć po sobie w pokoju armagedon. Wariant pierwszy-źle wychowany, nie sprząta po s
                  > obie, trzaska drzwiami, nie szanuję mnie, ma mnie za nic i robi mi na złość tak
                  > aby mnie wykończyć.
                  > Drugi wariant-całą noc się uczył jest koniec roku, jest nie wyspany, spieszy si
                  > ę bo dzisiaj ma bardzo ważny kolokwium i w tej akurat chwili nie zważa na nic a
                  > myśli tylko o zdania go.

                  :-D :-D :-D Dobre, zobacz jak ładnie "wytłumaczyłaś' swojego synka. Zrobiłaś dokładnie to samo, co robi mama peggy_su :-) Ona też znajduje różne wytłumaczenia dla swoich niewdzięcznych dzieci. Wynosi się, dla świętego spokoju, ze swojego własnego domu. To ona jest chora jak ma tam wrócić, nie jej synowa.
                • peggy_su Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 06.06.14, 13:06
                  Akurat o bratowej wszysscy wiedza że złośliwa i intrygantka. Mama może w nerwach coś nadinterpretować, ale wiem że lokatorów ma bardzo trudnych w obyciu.
    • mamasiasiulki Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 11:27
      Absolutnie się nie wtrącać zwłaszcza, że jak przyjdzie co do czego, to mamie się zmienia jak widać.

      Wygląda na to, że mama chciałaby mieć ciastko i zjeść ciastko- mieć wnuki przy sobie, ale resztę ferajny ustawić po swojemu - a tak się nie da. Nie zmieni dorosłych ludzi. Rodzina albo mieszka ze sobą na równych prawach, albo nie mieszka w ogóle. Skoro mamie coś się nie podoba powinna przede wszystkim zacząć po ludzku komunikować KONKRETNE potrzeby, a jeśli nie umie/nie chce/do dzieci nie trafia to zaproponować im by w jakimś rozsądnym przedziale czasowym (ja wiem? trzy miesiące? pół roku? zależy od sytuacji materialnej rodziny i łatwości znalezienia mieszkania) dzieci znalazły sobie własny kąt. Bez fochów, bez obrażania się - tak po prostu. Bo wspólne mieszkanie niemal zawsze rodzi konflikty i dla poprawy stosunków rodzinnych należy się rozstać.

      Wiesz - moja mama ma skrajnie od moich odmienne metody wychowawcze - przeszkadza jej wszystko, dzieci powinny siedzieć i ładnie wyglądać, koniecznie w falbankach. Najpierw chce, żebyśmy do niej możliwie najczęściej zjeżdżali, a później żąda ode mnie egzekwowania jej pomysłów, "bo tak się nie robi/robi". A gdy powiem: "Aniu, nie rób tak proszę, bo babci to przeszkadza", to się obraża, że dziecko na nią szczuję... Taka mała analogia :-)
      • inna_nowa_ja Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 11:35
        w własnego doświadczenia powiem ci, żebyś się nie wtrącała.
        Ja mieszkam z rodzicami w jednym domu, niejednokrotnie dochodziło/dochodzi do nieporozumień, mam siostre, która mieszka daleko i odwiedza nas sporadycznie i owszem zarówno ja jak i mama żalimy się jej czasem ale nie oczekujemy że przyjedzie i będzie za nas załatwiała sporne sprawy.
        Nie ma Cię na miejscu, nie widzisz pełnego obrazu i nie wiesz jaki jest stan faktyczny. To domownicy muszą się dogadać.
        • peggy_su Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 11:40
          No właśnie intuicja podpowiada mi że moje wtrącanie się nic nie da. Że to życie mojej mamy i sama musi nim kierować. Jednocześnie mam wyrzuty, widzę jak mama się męczy. Właśnie jest u mnie i za chwilę wraca do siebie. Widzę że jest chora na samą myśl że ma tam wracać.
          Oczekuje ode mnie że coś zrobię a na to co jej mówię reaguje zamykając się w sobie.
          Swoją odmową wpisuję się w jej obraz świata - że jest sama i nie ma żadnej pomocy.

          Sama ze sobą też nie umiem dojść do łądu. Nie trudno zgadnąć że podobna jestem do mamy i takiej rozmowy z rodzeństwem zwyczajnie się boję.
          Naprawdę straszny mętlik w głowie już mam :/
          • mamasiasiulki Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 11:47
            Wiesz, ale to jest JEJ obraz świata. I ona JEST na nim sama - nie przeżyjesz za nią życia. Ona MUSI nauczyć się rozmawiać - Ty też. Powiedz jej po prostu, że ją bardzo kochasz, że zawsze może do Ciebie wpaść na urlop, trochę odpocząć, że zawsze możesz jej wysłuchać, ale że nie może oczekiwać, abyś występowała przeciwko własnemu rodzeństwu, które przecież kochasz na równi z nią. Musi nauczyć się rozmawiać i mówić, zwyczajnie, bez fochów, czego chce. Musi też sama dojść do tego, czego chce.

            Jeszcze coś wpadło mi do głowy - czy ona ma we własnym domu jakiś kąt tylko dla niej? Może sobie w razie czego taki azyl wygospodarować?
            • peggy_su Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 11:58
              Tak, ma swój pokoj i będąc w domu tylko w nim siedzi. Z kuchni stara sie korzystac jak nikogo nie ma.
              • anula36 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 12:49
                z tego co piszesz Twoja Mama we wlasnym domu jest wiezniem swojego pokoju, a najchetniej z niego w ogole ucieka, nawet na swieta.
                Dom powienien byc miejscem, do ktorgo z radoscia sie wraca, a nie ucieka z niego, bo ciezko wytrzymac.
                Dla mnie jedynym trwalym rozwiazaniem tej sytuacji bylaby sprzedaz tego domu, ewentualny podzial pineidzy i kazdy sobie organizuje niezalezna miesjcowke, odwiedzajac sie w granicach checi i mozliwosci.
            • irina_katodina Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 16:50
              mamasiasiulki napisał(a):

              > Ona MUSI nauczyć się rozmawiać -

              Musi nauczyć s
              > ię rozmawiać i mówić, zwyczajnie, bez fochów, czego chce.

              Jak to się robi? Tzn. jak ktoś, kto przez kilkadziesiąt lat swojego życia nie nauczył się rozmawiać ma teraz posiąść tę umiejętność?

              Pytam zupełnie poważnie, jeśli wiesz, jak to osiągnąć, podziel się tą wiedzą.

              Z moich obserwacji - dwie osoby w dalszej rodzinie, kiedyś miałam z nimi częsty kontakt i dobrze je poznałam, mają ten właśnie problem - totalnie nie umieją się komunikować z otoczeniem. Jak mają poruszyć jakąś trudniejszą kwestię - tragedia. Głos im więźnie w gardle, zasycha, łzy napływają do oczu - to ich reakcje, nad którymi nie potrafią zapanować. No i oczywiście natychmiast wycofują się, zamiast sprawę załatwić.

              Ponieważ z pewnych względów moja mama jest zmuszona do "kontaktów" z nimi, i oczywiście też się okrutnie męczy, bo nigdy nie wiadomo, o co chodzi, chętnie dowiem się, jakich sposobów użyć, aby takich ludzi odblokować. Ulżyłabym trochę swojej rodzicielce.
              • aqua48 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 17:08
                irina_katodina napisała:

                > Jak mają poruszyć jakąś trudniejszą kwestię - trag
                > edia. Głos im więźnie w gardle, zasycha, łzy napływają do oczu - to ich reakcje
                > , nad którymi nie potrafią zapanować. No i oczywiście natychmiast wycofują się,

                W takiej sytuacji można podsunąć pomysł, żeby takie osoby napisały o co im chodzi starodawną metodą na kartce papieru, jeśli boją się o czymś rozmawiać i wysłały pocztą? albo cierpliwie czekać aż zapanują nad sobą i wykrztuszą o co chodzi. Niektórym osobom jest łatwiej powiedzieć coś trudnego przez telefon niż osobiście - twarzą w twarz. Inne dobrze, żeby wcześniej przed rozmową trenowały co mają powiedzieć i układały sobie słowa w zdania, dobrze robią też notatki na kartce w punktach - żeby podczas stresującej rozmowy o niczym istotnym nie zapomnieć i nie pominąć.

                Jeśli nie wiemy dlaczego tym osobom więźnie głos, to trudno coś bardziej konkretnego poradzić - co je zbija z tropu - czyjś wzrok, obecność, są ogólnie wstydliwe, nie potrafią składnie się wypowiedzieć, obawiają się reakcji otoczenia, obrazy z drugiej strony, wyśmiania ich, czy mają za małe poczucie własnej wartości, nie wiedzą co im się należy, przysługuje, a co nie?
              • sorvina Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 22:13
                Spotkałam kiedyś panią grubo na emeryturze, która po rozstaniu z mężem alkoholikiem (po latach przemocy), poszła na terapię. Miałam okazję obserwować ją przez kilka miesięcy - wyciszyła się, przestała reagować emocjonalnie, dało się z nią spokojnie porozmawiać. Owszem, pewnie nie wszystko przerobiła, ale dość by jej i jej bliskim żyło się lepiej. Jak się naprawdę chce to sposób się znajdzie. Jak się nie chce, to znajdą się wymówki.
                Na chwilę obecną w każdej księgarni są książki o asertywnej komunikacji, w terapiach można przebierać, warsztaty też się znajdą. Tylko trzeb odważyć się dotknąć tego co boli przed kimś, przyznać do własnych błędów i odważyć na zmianę. Łatwiej zasłaniać się tym, że "my tak mamy, w tym wieku to się już człowiek nie zmieni". Owszem, z czasem nawyki się utrwalają, ale też imho trudniej ludziom przyznać, że przez całe życie na własne życzenie sobie i innym gotowali piekło.
                Jeśli ktoś woli używać manipulacji, bo np. nie wierzy, że otwarcie mógłby cokolwiek załatwić, to nie ma motywacji by nauczyć się zdrowej komunikacji. Bo dla niego oznacza stratę, a nie zysk. Jak ktoś zaczyna nazywać po imieniu co ta osoba robi, to oczywiście, że pojawiają się emocje, ale pytanie, czy refleksji starczy na tyle by ta osoba chciała coś w sobie zmienić.

                irina_katodina napisała:
                > Ponieważ z pewnych względów moja mama jest zmuszona do "kontaktów" z nimi, i oc
                > zywiście też się okrutnie męczy, bo nigdy nie wiadomo, o co chodzi, chętnie dow
                > iem się, jakich sposobów użyć, aby takich ludzi odblokować. Ulżyłabym trochę sw
                > ojej rodzicielce.
                Nie da się takich ludzi odblokować, oni sami muszą chcieć i przerobić to co ich blokuje.

                Do autorki - jeśli nie jest to jasna sytuacja przemocy wobec bezbronnej staruszki, to jest to jej wybór i jej sprawa jak sobie relacje z domownikami układa. Nie możesz być przy niej cały czas, więc nie ma sensu brać odpowiedzialność za jej brak chęci i umiejętności do stawiania granic i jasnego załatwienia sprawy. Jeśli sama nie wie czego chce, albo nie ma odwagi jasno określić czego nie chce, bo cośtam, to niech płaci tego konsekwencje a nie wymaga od Ciebie byś robiła za złego policjanta i załatwiła sprawę za nią. Też mam wrażenie, że sprawa nie jest jednoznaczna i gdybyś ją zdrowo chciała załatwić, to niekoniecznie okazało by się, że o to mamie chodziło i miałabyś wrogów po obu stronach.
                • maria512 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 05.06.14, 16:12
                  Sorvina,do Ciebie wlasciwie pisze,bo czytalam Twego posta z zeszlego roku na forum psychologia dot. narcyzmu.Mam taka matke, ktora wprowadzila sie do mnie po 28 latach niebytu ze mna i z-.Sasiedzi ,ludzie znajomi maja ja za dame pierwszej wody,z klasa,elegancko ubranaitd.wdomu jest innym czlowiekiem ,nie odzywa sie do nas,uwaza ze uwagi ktore jej zwracamy grzecznie zaznaczam, to szykana.nie wiem jak postepowac bo ja juz jestem po 50 matka po 70. Widze ,ze jej wcale nie znalam i nie znam.Duzo mam zalu z dziecinstwa moze to mnie tak drazni.Ja jtem raczej poukladana ona tylko na ulice elegancka w swoim pokoju ma delikatnie mowic syf.Sieje plotki na moj temat,sklocala nas z mezem,no typowy narcyz.Dodam ,ze jestem renciska chodzaca o kulach,potrafi przeskoczyc przez nie jak mi upadna i nie podac ,szkoda mowic.Na razie nie zanosi sie na zmiane zamieszkiwania razem,nie ma na to srodkow,Tylko jak mam dalej zyc?
    • jagienka75 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 14:24
      no cóż, to są właśnie uroki życia "na kupie".
      nie powinnaś się w ogóle wtrącać. nie mieszkasz tam, więc nie wiesz, jak naprawdę wygląda sytuacja.
      wysłuchać żalów zawsze możesz i nic ponad to.
      zaczniesz się wtrącać, zostaniesz uznana za wroga i będą kolejne "kwasy" w rodzinie a po co ci to?
    • kol.3 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 14:33
      A może dom sprzedać i zakupić kawalerki dla każdej z rodzin?
      • aqua48 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 15:11
        kol.3 napisała:

        > A może dom sprzedać i zakupić kawalerki dla każdej z rodzin?

        Jedyna mądra rada jaką możesz dać każdej ze stron konfliktu, prócz nieustannego wznawiania prób dogadania się - mama niech sprzeda dom, sobie kupi mniejsze mieszkanko, a z resztą pieniędzy dofinansuje Twoje rodzeństwo do ich osobnych lokum.
        Innego wyjścia nie ma. Wszelkie Twoje wtrącanie się, przyjazdy i ustawianie rodzeństwa będzie przez nich odbierane jako atak i słusznie, bo stroną konfliktów nie jesteś, sprawę znasz tylko z jednej strony, i nie jesteś w stanie kontrolować zachowania trzech rodzin mieszkających pod jednym dachem.
        • krokodil123 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 16:34
          Jednocześnie mam wyrzuty, widzę jak mama
          > się męczy. Właśnie jest u mnie i za chwilę wraca do siebie. Widzę że jest chora
          > na samą myśl że ma tam wracać.
          > Oczekuje ode mnie że coś zrobię a na to co jej mówię reaguje zamykając się w so
          > bie.
          > Swoją odmową wpisuję się w jej obraz świata - że jest sama i nie ma żadnej pomo
          > cy.

          A może twoja mama tak właśnie chce i tylko tak umie żyć.
          Jako uciśniona i jako skrzywdzona. Chce mieć z kim się pokłócić i na kogo się pożalić.
          Chce żeby inni kierowali jej życia, a ona tylko narzekała ale broń boże o nić nie zadecydować i o nic nie walczyć. Dlatego że tylko takie życie zna.
          Czy nie myślałaś o tym?

          Ja znam sprawę z autopsji dlatego że miałam taką teściową (to ona pomieszkiwała w moim domem, a miała 2 własne mieszkania).
          Kiedy chciałam otwarcie z nią rozmawiać i dowiedzieć się o co i chodzi i co chce- nigdy nie było odpowiedzi. Albo milczała, albo unosiła nos (dosłownie), albo płakała.

          Doszłam do wniosku, że albo kobieta sama nie wie co chce, albo ją kręci rozgardiasz w sensie-każdy do każdego ma niepowiedziane pretensje i będziemy się licytować kto jest najbardziej skrzywdzony. Albo ma takie pragnienia które aż wstyd powiedzieć głośno, w sensie od razu by się zdemaskował jej charakter i jej manipulacji, a tego by nie chciała.

          A miała kobieta widzenia rodzaju "moje pieniądze są tylko moje, a wasze są wspólne". Żyjąc co pół roku na moje utrzymanie mi wymawiała że za dużo pieniądze na siebie wydaje etc...
      • peggy_su Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 06.06.14, 13:09
        Gdyby sprzedać dom, starczy tylko na jedno mieszkanie - dla mamy w tej samej lokalizacji w której ma dom.
    • creepy_sober Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 04.06.14, 22:57
      Bo na dłuższą metę nie da się żyć pod jednym dachem z mamą, rodzeństwem, rodzinami. I tyle w temacie. To tworzy toksyczne sytuacje, bo ciężko oczekiwać od każdego z osobna, żeby dostosował się pod kątem zachowań do innych lokatorów, których jest tak dużo. Rodzą się konflikty małżeńskie, między mamą a dziećmi i wnukami, między rodzeństwem. Każdy potrzebuje własnej przestrzeni i nie chodzi tu tylko o metraż.
      Nie wiem, czy sprzedaż domu i podział pieniędzy między wszystkich jest sprawiedliwy. To dom mamy, która być może go kocha i chce nadal w nim mieszkać. Dlaczego dorosła rodzina nie może się usamodzielnić? Wiele ludzi ma ciężko z kasą, ale dopóki będą beztrosko mieszkać pod dachem mamy, to nie znajdą motywacji do działania, którego efektem miałoby być polepszenie poziomu życia.
      • aqua48 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 05.06.14, 09:19
        creepy_sober napisał(a):

        >Dlaczego dorosła rodzina nie może się usamodzielnić?

        A po co ma się usamodzielniać, jeśli mama się nad nimi lituje i podtyka pod nos wszystko?
        • creepy_sober Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 05.06.14, 12:20
          No właśnie o tym napisałam później. Dopóki będą mieszkać z mamą, ich poziom życia nie poprawi się, bo nie mają żadnej motywacji i nic nie skłoni ich do usamodzielnienia się.
    • solange54 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 05.06.14, 11:03
      Byłam w takiej sytuacji jak Twoja mama. Syn z rodziną mieszkali pod moim dachem. Niby nie było konfliktów, ale niechęć sączyła się z każdej szpary. Bardzo wyraźnie czułam, że jestem zawalidrogą, że przeszkadzam swoją obecnością. I tak jak Twoja mama wychodziłam z domu na cały dzień. Mój własny dom stał się dla mnie miejscem nieprzyjaznym. Synowa wzbraniała się przed jakimkolwiek kontaktem ze mną, była zimna i niechętna. Syn przekazywał mi komunikaty od niej. Że za głośno slucham radia, że szuram kapciami itd.
      Nie da się tak żyć! Po roku wymówiłam im mieszkanie. Też było mi trudno, bo kłębiły się we mnie miłość do syna i wnuków i instynkt samozachowawczy. Zwyciężył instynkt. Wyprowadzili się. Oczywiście dla synowej zostałam potworem, ale mam to gdzieś, bo gdy razem mieszkałyśmy to też mnie traktowała jak potwora.
      • jagienka75 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 05.06.14, 13:03
        > Nie da się tak żyć! Po roku wymówiłam im mieszkanie



        i bardzo dobrze zrobiłaś.
      • kol.3 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 05.06.14, 13:27
        I bardzo mądrze zrobiłaś. Niestety, jak mówi przysłowie, żaden dobry uczynek nie pozostanie bez kary. Ja mam koleżanki, które mając możliwości nie pomagają swoim dorosłym żonatym i mężatym dzieciom, najpierw nieco mnie to dziwiło i gorszyło, teraz rozumiem że jest to postępowanie prawidłowe. Niech się dzieci same dorabiają, hartują w trudach, niech główkują skąd wziąć, niech sobie same wszystko kupują wg swojego gustu, za własne zarobione pieniądze.
        Zbyt dobre i uczynne teściowe padają ofiarą własnej dobroci.
        • maria512 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 05.06.14, 16:28
          Sarvina odezwij sie do mnie maria512,zwyczajnie minie wychodzi to serfowanie
    • celestyna444 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 05.06.14, 17:48
      Matka mocno poświęciła się dla swoich dzieci, a teraz jeszcze powinna wyprzedać swój majatek i podarować dzieciom i dokonać żywota w jakiejś klitce - w sumie ma juz 70 lat, swoje przeżyła, czemu przeszkadza młodym i pęta się im po mieszkaniu??? Czas odejść na wysoką górę...
      I rzeczywiście, Twoja mama, peggy_su, została sama na stare lata, nie ma w nikim wsparcia, wszystkie dzieci ją opusciły (mentalnie) i bardzo mocno lekceważą jej potrzeby. Za swoją dobroć została ukarana. Smutne i tragiczne, ciężko pracowała na rzecz rodziny a teraz w wieku 70 lat nawet nie ma swojego bezpiecznego kąta chociaż posiada swój dom...

      Zanim zaproponujesz swojej matce to cudowne rozwiązanie z forum, czyli sprzedaż swojego mieszkania, to przypomnij sobie powiedzenie, że starych drzew się nie przesadza.
      • maria512 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 05.06.14, 18:15
        To jest matki dom,czasami warto sie go pozbyc dla swojego swietego spokoju,ale ja bym nie dala zlamanego centa takim dzieciom,ze sprzedazy.Dopiero byloby wesolo.
        • celestyna444 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 05.06.14, 18:46
          Tym, bardziej, że przy dzieciach "wdziecznych inaczej", to matkę pewnie czeka starość w domu opieki, a taka opieka, to dzisiaj sporo kosztuje... więc lepiej zachować ten dom jako zabezpieczenie swojej starości.
          • zuzi.1 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 05.06.14, 19:01
            Problem polega na tym, że jak się te dzieci z tego domu wyniosą, to matka może miec problem z jego samodzielnym utrzymaniem. Więc pewnie znosi tą przykrą sytuację, cierpiąc. A Ty peggy-su nie możesz zaprosic mamy do siebie na dłużej ?
            • peggy_su Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 06.06.14, 13:12
              Nie mam warunków żeby wziąć mamę do siebie na stałe. Zresztą ja nie widzę powodu żeby zostawiać dom wrednemu rodzeństwu.
              Co do utrzymania domu samodzielnie - mama dałaby radę. Mogłaby też sprzedać dom i kupić mieszkanie na tym samym osiedlu - miałaby nadal przyjaciół i znajomych blisko siebie.
              Tyle że narazie nie bierze pod uwagę takigo rozwiązania.
              Chciałaby żeby lokatorzy wyprowadzili sie od niej z własnego wyboru.
    • akupitu Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 05.06.14, 19:59
      Mam podobną matkę.
      Najpierw całe życie narzekała na ojca i tego, że ją źle traktuje, że jest tyranem, że goni wszystkich do pracy i nie pozwala odpocząć.
      Ale jej działania kończyły się na narzekaniu, oczernianiu ojca przed dziećmi, wrzaskach lub użalaniu się nad sobą i.... robieniu wszystkiego co ojciec kazał, albo co jej się wydawało że inni od niej oczekują, i gonieniu dzieci by też to robiły. Wrzeszczała na ojca, ale nie sprzeciwiala mu się. Dzieciom nie stawiała granic. Rodzice oczekiwali, że starsze dzieci będą zarabiać i dokładać się do domu by utrzymać młodsze. Dzieci były zdolne, więc jednego syna posłali na studia do innego miasta a drugiego do lokalnej zawodówki by mieli w domu ręce do roboty. Matka twierdzi, że to "ojciec tak chciał!", ale nie widzi swojego udziału, że ona się nie sprzeciwiła, ale decyzję ojca wykonała. Ten syn od nastolatka popijał, obecnie jest alkoholikiem, mieszkającym z matką, która go obsługuje i nie pozwala nikomu krzywdy zrobić. Młodsze dzieci wyjechały za pracą do innych miast.
      Ojciec już nie żyje. Wcześniej dom rodzinny z gospodarstwem zapisał najmłodszej córce.
      Tej córki matka nigdy nie lubiła, bo to była ulubienica ojca więc jej wróg. Córka przejęła w domu większość obowiązków po ojcu. Brat alkoholik od lat nie daje pieniędzy na swoje utrzymanie. Matka oczekuje, że córka pracująca na cały etat będzie zarabiać, zajmować się nią na starość, zajmować się gospodarstwem i dawać jeść i opierać brata pijaka. A matka narozkłada różnych zajęć, w większości zbędnych, sama się utytła po łokcie, i będzie dyrygować by dzieci też ciągle coś robiły. Nie widzi, że robi właśnie to o co zawsze krytykowała ojca. Teraz już ma coraz mniej sił więc zaczyna kombinować, jak dzieciom podrzucić robotę którą sama wymyśla. A nie umie powiedzieć wprost "nie będę już obiadów wam gotować". Manipuluje by wszyscy się nad nią litowali i lecieli jej garki z rąk zabierać. Żeby było- że ona przecież coś robi a nie tylko siedzi.
      Więc zaczyna coś robić z cierpiętniczą miną, narozkłada pracy, a potem poluje najlepiej na córkę, bo w matki głowie to córka jest od roboty i oporządzania facetów i gospodarstwa.
      Latami próbowaliśmy wpłynąć na zmianę myślenia matki. Latami wyrywaliśmy jej te gary z rąk i prosiliśmy by usiadła i odpoczęła. Obrażała się, że jej nie doceniamy i krytykujemy. Bo ciągle chciała wszystkim rządzić tylko, że córki nie miały ochoty za jej kontrolowane popychadła robić.
      Gdy córka która z nią mieszka zaczęła przejmować władzę w domu, to wojna między nimi się zaostrzyła. Córka tyra jak oślica by jej ulżyć w życiu, a matka chwiali tylko syna lenia, a córkę ocenia negatywnie. W efekcie po latach mieszkają ze sobą a nie odzywają się do siebie. Zimna nienawiść. Zwrócenie matce jakiejkolwiek uwagi, że może coś robi niewłaściwie- powoduje jej obrazę. Matka narzeka ciągle, że tyle się urobi, że tak ją źle traktują w domu, że ona wcale nie chciała by to córka dom odziedziczyła, itd itp. A tymczasem to matka torpedowała zawsze próby wysłania brata na odwyk, postawienia granic nałogowi, to matka podjęła się gotowania obiadów bo synek musi coś zjeść, córka bez tych obiadów by się obeszła. To matka nigdy nie postawiła granic ojcu, tylko chowała się za dzieci, i napuszczała dzieci na ojca by za nią coś załatwiały. To matka teraz manipuluje córkami by pijakowi zapewnić komfort picia. Przyjeżdżam do domu a matka- tak jak przez 20 lat nadawała negatywnie na ojca - tak teraz nadaje negatywnie na córkę. Córka święta nie jest, bo wobec matki jest oziębła i nie chce z nią wspólnoty emocjonalnej, ale to matka pierwsza urządziła piekło w tym domu i przeorali razem z ojcem dzieci emocjonalnie. Udało jej się dzieci latami zmanipulować przeciw ojcu, ale patrząc jak się nadal zachowuje, dotarło do mnie że nie mogę dać jej się wrobić by znowu wczepiła się w moje plecy i bym za nią załatwiała sprawy, których sama nie ma ochoty załatwiać. Jest zwyczajnie zaburzona, tchórzliwa i spycha na innych odpowiedzialność za to co robi sama. Co to to nie. Chce zmian- niech zacznie zmiany od siebie. Daj jej namiary na psychologa lub geriatrę -psychologa.
      A jak chcesz z nimi gadać - to nie nie, absolutnie nie pojedynczo. Jak masz tyle siły, to Posadź przy stole wszystkich zainteresowanych i wal prawdą między oczy i pytaniem co zamierzają zrobić żeby było lepiej, bo ty masz już powyżej uszu słuchania o krzywdach jakie się w tym domu dzieją i jeśli sami nie zrobią tu porządku to zgłosisz sprawę do opieki społecznej. Każde niech się wypowie co jest prawdą a co narzekactwem i manipulacją i uzgodnią jaka wersja życia jest dla nich dopuszczalna.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 06.06.14, 22:09
      Pierwsze pytanie jaki mi się nasunęło po przeczytaniu Pani wątku, to : jak ma się Pani zamiar wtrącać i , co najważniejsze, jaka miała by być skuteczność takiego wtrącenia się ? I czy w ogóle taka skuteczność jest możliwa ?
      Pani jest daleko. Historię zna Pani od mamy. To jest jej subiektywna opowieść. Nie twierdzę, że nieprawdziwa, że fakty są fałszywe, ale to jest opowieść mamy. Oparta o jej potrzeby, ale też i o jej ocenę. Związana z jej oczekiwania, jej poglądami . Mama jest jednak jedną z kreatorek sytuacji. Pozwala mieszkać dorosłym dzieciom ze sobą, ocenia jakoś ich sytuację, decyduje się na pomaganie im. Zatem nie jest jedynie ofiarą. Ma swój czynny udział w tym jak jest. Co nie oznacza, że nie jest swoją własna konstrukcją zmęczona, zdegustowana itp.
      Gdy mama przyjeżdża do Pani odpocząć , to wtedy niech ją Pani wspiera, wysłuchuje, robi przyjemności, pozwala odpocząć. Pani jest dobrą córką, bo jest Pani daleko, wolna od mamy realnych konfliktów i kłopotów. Stąd łatwo o iluzję, że wie Pani jak zaradzić na to "całe zło", jakie się dzieje. Może się Pani zacząć wtrącać, a założony przez Panią skutek może nie nastąpić.
      Więc lepiej to zostawić tak jak jest, a mamę wspomagać zrozumieniem. Bo do tego ma Pani swój dostęp, znając i oceniając po swojemu rodzeństwo. I na tym, moim zdaniem, trzeba poprzestać.
      A takie wsparcie może okazać się dobroczynne. Agnieszka Iwaszkiewicz


    • boski_adonis Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 11.06.14, 00:07
      Wydaje mi sie,ze mozesz zostać "wykorzystana" w podobny sposob , w jaki bywaja wykorzystywane osoby, ktore mieszają sie w sprawy małzeńskie.
      Zwykle w takiej sytuacji trzeba stawac po czyjejs stronie , choc sie z małzeństwem nie mieszka i konflikt zna z opowiesci lub sporadycznych obserwacji. Efekt jest taki,ze ludzie jakos samodzielnie rozwiązuja konflikt a osoba trzecia kiepsko na tym wychodzi.
      Ja bym sie nie mieszał , pozwolił matce wyzalić, ale bym tego nie komentował i nie narzekał na rodzine brata i siostrę Czasem winne sa złe dzieci , czasem zła tesciowa czy matka a czasami obie strony . Trudno to osądzić. A swoja drogą co o matce powiedziałby Twój brat? A twoja siostra?
      Mam wrazenie,ze matka potrzebuje jedynie słuchacza a nie definitywnego rozwiązania kwestii.
      A tak konkretnie- to czego matka chce? Czy prosi zebys cos konkretnego zrobiła?
      Piszesz: "Rozmawiać nie umie, boi sie.
      Mama oczekuje ze ja ustawie wszystkich do pionu, ze zwrócę im uwagę, jakoś wsta
      wię się za nią."
      Cóz masz po prostu wystąpic w roli złego policjanta.
      Mama sie nie zmieni, bo nie chce lub nie umie, rodzina brata , brat i siostra tez mają do mamy jakies zale. Jednym słowem - corka przyjedz i rób coś, zebysmy mieli inaczej. Nie dziwłbym sie bratowej czy siostrze ,jakby "diabli ja brali" na mysl,ze przyjedzie córka raz na jakis czas, mama naskarży , córka zrobi awanture i wyjedzie.A oni zostaną. Oczywiscie z nierozwiązanym konfliktem , bo Ty go nie rozwiązesz, sami muszą to rozwiązać.
      Z twojego postu wynika ,ze mama aniołem nie jest- unika ujawnienia o co jej chodzi, stroi fochy, oczekuje az ktos zgadnie czemu ona tak cierpi. Czy Twoja mama ma jakiekolwiek zycie oprócz sprzatania, gotowania, bawienia wnuków i ogladania TV? Moze "przeinwestowała" w opieke nad wnukami i teraz skarzy sie na niewdzięczność? To częste u "kobiet domowych "A gdzie jest mąż mamy?
      Konflikty rodziny mieszkajacej u tesciowej czy ze starsza wiekiem matką to powszecha sprawa. Piszesz: "Mogę jechać z odsieczą" Spróbuj sobie wyobrazic,ze mieszkasz z tesciowa ,nie układa sie Wam i jej córka przyjezdza na trochę z "odsieczą" i ustawia Cie do pionu , potem wyjedza a Ty znowu zostajesz z tesciową.
      Wydaje mi się,ze matka chce,zebyś kłociła sie z rodzina brata i z siostrą " w jej imieniu" , bo ona chce ,zeby jej relacje w domu wygladaly inaczej, ale nie chce otwarcie powiedziec o co chodzi ,zeby nie było konfliktu. Moze sama usłyszałaby cos czego nie chce o swoim zachowaniu.
      Zycie podsuwa różne rozwiązania. Znam i takie- sytuacja jak ww, ale matka zaczyna chorowac , rodzina mieszkająca z matka opiekuje sie nią, matka wybacza i jest ok. Tyle tylko,ze córka jest skłócona z rodziną brata ( bo jezdziła z odsieczą) a matka juz zapomniała jak było niedobrze, bo "oni sie mna tak dobrze opiekują, a konflikty to przeszłość".Konflikty czasem odchodzą w niepamięc, jesli ktoś w trudnej chwili zmienia swoje zachowanie. Mozesz zostac bez brata i siostry , jesli nie posłuchasz co maja na "swoją obronę"
      Moim zdaniem dobrze pomysl czy musisz interweniować? Trudno to ocenic. A czy nie jest tak,ze przez właczenie Ciebie do konfliktu- mama przyczyniła się do pogorszenia Twoich stosunków z bratem i jego rodziną i siostrą ?
      Popatrz mama jest dobra, a wszyscy pozostali zli i gruboskórni : siostra, brat i jego rodzina.
      Moze w ramach "terapii" zaprosisz mame do siebie na 2-3 miesiące, pomieszkacie wspólnie?
      Wg mnie to dobry pomysł,zeby dowiedziec się, jak to jest byc na co dzień z Twoją mamą.
      To jest to, co realnie mozesz zrobić- dac odetchnąć im wszystkim od siebie. A jestes w stanie wyobrazic sobie 2- 3 miesiące w Twoim domu z Twoją mamą?

      • zuzi.1 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 11.06.14, 09:31
        Swietnie napisane, zgadzam sie z adonisem :)
        • anula36 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 11.06.14, 09:52
          skoro mama ma mozliwosci utrzymania domu sama/ sprzedazy domu,ale tego nie robi, to znaczy ze wybrala wlasnie taka opcje jaka ma i ponosi konsekwencje tego wyboru.
          W tej sytucji tez bym sie ograniczyla do wspierania psychicznego i goszczenia od czasu do czasu.
    • enith Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 11.06.14, 17:28
      Czyli mama ma możliwości zmiany sytuacji. Może wypowiedzieć dzieciom mieszkanie, może nawet sprzedać dom. Mimo to każdego dnia decyzuje się tkwić w znajomym bagienku, a ciebie wybrała do niewdzięcznej roli naprawiacza sytuacji.
      Trzymaj się od tego z daleka, to jedyne sensowne postępowanie w obecnej sytuacji.
      • boski_adonis Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 11.06.14, 21:27
        Jesli mama jest wdową, to domu tak po prostu sama sprzedac nie moze. Trzeba przeprowadzić postepowanie spadkowe, bo dzieci po ojcu dziedziczą swoja część. Faktycznie mieszkają niby na łasce u mamy , ale najprawdopodobniej po prostu go głowy im nie przychodzi,zeby chciec swojej częsci spadku. Tak jest w wielu rodzinach, przestrzega sie zasady "starych drzew sie nie przesadza", a mieszkaniem dzieci dziela sie dopiero po smierci obojga rodziców. Nie widze w tym nic złego- to wybór rodziny zalezny od wielu, wielu elementów. Pół biedy jesli w spadku jest np. 2 pokojowe mieszkanie , ale bywa ,ze zostaje duza willa , ktorą rodzic uwaza za swoja własność i nie potrafi przyjąc do wiadomosci,ze dzieci borykajace sie z problemem mieszkaniowym, maja prawo do czesci spadku.Woli sie z nimi kłócic i meczyc - zamiast podjąc trud rozwiązania tej sytuacji. Cóz czasem to wezly gordyjskie trudne do rozwiązania.
        Nie chcę tutaj analizowac kwestii prawnych, bo nie wiemy dokładnie jaka jest sytuacja.. Nie jest tak prosto "wypowiedzieć " dzieciom mieszkanie jesli nie ma podziału spadku, dzieci mieszkaja tam od zawsze i płacą . Kto kupi lokal z lokatorami i niewyjasnionym stanem własnosci ?
        • peggy_su Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 17.06.14, 16:46
          Dziękuję za wszystkie Wasze rady. Długo o tym myślałam, gadałam z mężem, z mamą.
          Postanowiłam się nie wtrącać, aż do dziś. Ale to za chwilę.

          Znam mamę i jej wady, ale też znam moje rodzeństwo. Oboje i brat i siostra są biernie agresywni i robią tak jak im wygodnie. Od lat nie mam z nimi prawie żadnej relacji, bo ta relacja istnieje tylko gdy ja o nią zabiegam. Żadne z nich nie zadzwoni do mnie pierwsze, nie przyjedzie bez wielokrotnego zaproszenia, nie zaprosi do siebie. Teraz gdy konflikt z mamą się zaostrzył, mama przyjeżdza do mnie co chwilę, ja tam nie jeżdżę bo nawet nie mam okazji. Od pół roku nie mam więc żadnego kontaktu z rodzeństwem.

          Gdy tata jeszcze zył rodzice bardzo pomagali mojemu rodzeństwu finansowo. Spłącali długi brata, od obojga prawie nie brali pieniędzy na utrzymanie itd. Ja byłam wtedy jeszcze nastolatką na utrzymaniu. Nie raz moja sytuacja finansowa jako uczennicy była kiepska z tego powodu. Ja po szkole wyprowadziłam się i usamodzielniłam, żerujące towarzystwo zostało.

          Teraz jak pisałam nie chciałam się wtrącać. Mamę mocno motywowałam i motywuję do pracy nad sobą, do jasnego wyrażania swoich oczekiwań, do próbowania rozmów itd.
          Mama poinformowała rodzeństwo, że skoro nie pofrafią się dogadać to ona chce żeby się wyprowadzili. Na co moje "kochane" rodzeństwo stwierdziło że wyprowadzą się, jeśli dostaną od mamy kasę - zwrot opłat za dom które wnosili przez ostatnie kilka lat (wcześniej płacili tylko część za media, teraz także część czynszu).

          Ma rację adonis pisząc że sprawa spadkowa jest nieuregulowana. Mama mogłaby i nawet chciała sprzedać dom i spłacić moje rodzeństwo. Tyle że oni nie chcą spłaty spadku po ojcu. Oni żądają zwrotu poniesionych opłat (czynsz, jakieś drobne malowanie itd). Przy czym wszystkie koszty przez ostatnie lata mama ponosiła równo ze wszystkimi. Nikt jej nic nie fundował.
          Krew sie we mnie zagotowała i stwierdziłam że koniec milczenia!
          • krokodil123 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 17.06.14, 21:40
            Przepraszam że tak głupio się spytam, no i co teraz? Zamiast zwrot nakładów to im nabluzgasz?

            A może twoja mama jest niemowa, albo dziecko i nie potrafi swoją racje przedstawić tylko potrzebuje rzecznika?

            Pisali ci że mogą po takich dzikich kłótniach się dogadać, mama się rozmyśli, przeproszą się i ty zostaniesz ta niedobra i okropna.
            • peggy_su Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 18.06.14, 00:13
              Nie nabluzgalam nikomu bo to nie w moim stylu.
              Nie mialam tez na celu obrony mamy. Mamie zasugerowalam jakie kroki moze podjac i tyle.
              Wiem ze nie mam wplywu na zachowanie rodzenstwa ale te ich żądania to jest duze przegiecie i brak jakiejkolwiek przyzwoitosci. A jeali chodzi o moje relacje - i tak nie mam nic do stracenia.
              • evee1 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 18.06.14, 09:01
                Pozostaje tylko zasiegnac rady prawnika, ktory pomoglby w rozwiazaniu sytuacji prawnej i finansowej. Nie wiem czy rodzenstwo moze sobie ot tak zadac zwrotu oplat. Przeciez oni w tym domu mieszkali, wiec czerpali z tego korzysci, bo nie musieli wynajmowac.
                Wyobrazam sobie, ze starszy czlowiek moze tolerowac wspolne mieszkanie w zamian za pomoc, kiedy juz zniedoleznieje. Ale sadzac po zachowaniu Twojego rodzenstwa, to Twoja mama raczej nie ma co na taka pomoc liczyc. Wydaje mi sie, ze najlepszym rozwiazaniem byloby jednak przeprowadzenie sprawy spadkowej i sprzedaz domu. Topbie tez czesc zapewne by przypadla i byc moze mame moglabys wspomoc w kupnie wlasnego malego lokum, jezeli oczywiscie bedziesz chciala. Stwierdzenie, ze starych drzew sie nie przesadza jest o po prostu glupie w przypadku, gdy miejsce zamieszkania starszej osoby jest tylko przyczyna wiecznego stresu, zmartwien i zlego samopoczucia.
                PS. Moja mam mieszka z moja rodzina, wiec troche wiem jak to jest, kiedy mieszka sie wspolnie :-).
          • noname2002 Re: czy mam się wtrącać? jak się zachować? 18.06.14, 10:34
            Mama poinformowała rodzeństwo, że skoro nie pofrafią się dogadać to ona chce że
            > by się wyprowadzili. Na co moje "kochane" rodzeństwo stwierdziło że wyprowadzą
            > się, jeśli dostaną od mamy kasę - zwrot opłat za dom które wnosili przez ostatn
            > ie kilka lat (wcześniej płacili tylko część za media, teraz także część czynszu

            W sumie to mama im na to powinna wystawić rachunek za wynajem części domu po cenach rynkowych(wiem, wiem, że bez umowy się nie da, ale tak by było sprawiedliwie).
Pełna wersja